Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
16 Strony  1 2 3 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Obrona Wieży Spadochronowej, Katowicki Wrzesień
     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.644
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 12/08/2009, 8:27 Quote Post

Do założenia niniejszego wątku skłoniła mnie poniższa (skandaliczna) wypowiedź:

QUOTE(Owjesz @ 11/08/2009, 19:50)
Obrona wieży spadochronowej w Katowicach przez harcerzy jest mitem stworzonym na potrzeby chwili - z jednej strony na pewno chciano pokazać stolicę województwa śląskiego jako ostoję polskości i jest to dzieło propagandowe polskie.


Na początek proponuję zajrzeć do poniższego artykułu:

http://www.ceeol.com/aspx/getdocument.aspx...D9-9820419AE89A

Teraz zaprezentuję fragmenty trzech zeznań złożonych przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach. Aby stały się one zrozumiałe dla czytelników, którzy nie znają topografii Katowic, wyjaśniam, iż ulice Mikołowska, Barbary, Jordana, ogródki jordanowskie oraz kościół św. Piotra i Pawła to bezpośrednia okolica Parku Kościuszki, w którym znajduje się Wieża Spadochronowa (ogródki sąsiadują z Parkiem, zaś ul. Barbary prowadzi do niego – prosto na Wieżę). Na cmentarzach przy ul Sienkiewicza oraz na cmentarzu w Panewnikach znajdują się zbiorowe mogiły poległych i pomordowanych we wrześniu 1939 roku...

Na początek zeznanie Mikołaja Cuberta:

„W dniu 4 września 1939 roku ojciec mój wybrał się z koszem, by ukopać ziemniaków w ogródku. Po krótkim czasie wrócił i powiedział, że Niemcy znajdują srę za torem kolejowym. Żołnierzy polskich nie było. Wtedy nie wytrzymałem i - nie pożegnawszy się z rodzicami - poszedłem, aby zebrać garstkę pozostałych harcerzy i połączyć się z innymi harcerzami, względnie z wojskiem, znajdującym się w parku Kościuszki. Na ul. Bocheńskiego spotkałem Józefa Machoczka - harcerza i wybraliśmy się w kierunku parku Kościuszki. Gdy znaleźliśmy się w okolicy dworca kolejowego w Załężu od strony Katowic wracało dwóch braci Kurków, tj. Henryk i Paweł, obaj harcerze z tej samej drużyny. Henryk powiadomił mnie, że przejście na ul. Raciborską jest niemożliwe. Zdecydowałem się, aby pójść okrężną drogą na południe; przeszliśmy ul. Kochłowicką i poza dworcem w Brynowie. Polami staraliśmy się dotrzeć do dawnej wieży radiostacji. Na pagórku przed wieża zauważyliśmy ciężki karabin maszynowy, tzw. Lafeta-37. Staraliśmy się podkraść do „Lafety” i gdy byliśmy od niej około 20 m, nadleciały niemieckie samoloty. Wtedy załoga, która obsługiwała „Lafetę”, dobiegła wcześniej do niej, aniżeli my. Nie posiadaliśmy żadnej broni, więc wycofaliśmy się, udając się w kierunku ul. Mikołowskiej. Z ulicy Mikołowskiej skierowaliśmy się w stronę parku, ku ul. Barbary. Na ulicy Barbary wyprzedził nas mężczyzna w szarych spodniach, białej koszuli. Obaj bracia Kurkowie, jak się później dowiedziałem, pobiegli za powstańcem. Natomiast ja z Machoczkiem biegłem między ogródkami i drzewami w kierunku centrum Katowic. Przez cały czas byliśmy ostrzeliwani z karabinu maszynowego. Przy końcu ul. Barbary wskoczyliśmy do budynku mieszkalnego, który znajdował się poza wykopem przygotowanym do budowy nowego budynku. Weszliśmy na półpiętro. Zanim doszliśmy do tego budynku, widziałem jak kobieta chciała zamknąć okno na parterze i została ranna w okolicę brzucha. [...] Wyszliśmy po około 30 minutach na ulicę Jordana koło - kościoła Świętego Piotra i Pawła. Na ul. Mikołowskiej spotkałem kolegę, współpracownika z huty „Baildon" który widział nas roztrzęsionych. Powiedział, abyśmy się schronili u niego w piwnicy, gdyż wieża kościoła w asyście księdza Matheya jest przeszukiwana przez wojska niemieckie. Udaliśmy się z nim i weszliśmy przez okno do piwnicy drugiego budynku znajdującego się naprzeciw kościoła. Po koło 3 - 4 godzinach przebywania w piwnicy powiadomił nas wymieniony kolega, że jeden z tutejszych Niemców poszedł powiadomić wojsko o tym, że znajdujemy się w piwnicy i prosił nas, abyśmy opuścili to pomieszczenie. Nadto powiedział nam, że Henryk Kurek został zabity i leży na ul. Barbary Udaliśmy się w tym kierunku i stwierdziliśmy, że Kurek istotnie został zabity, a jego brat udał się do domu. Kurek miał przestrzelona głowę i okolicę serca trzema strzałami.
Następnie udaliśmy się do domu. Na ul. Bocheńskiego spotkaliśmy 2 harcerki. Była to Teresa Machoczek i Hildegarda Krawiec, które zwróciły się do nas ze słowami: Co zrobić ze sztandarami, które w razie rewizji wpadną w ręce Niemców, Postanowiliśmy się udać do Hildegardy Krawiec, odłączyliśmy od sztandarów drzewce, wkręty i lilijki i owinęli w papier pergaminowy. Następnie przeszliśmy pomiędzy żołnierzami niemieckimi do harcówki im. Królowej Jadwigi przy ul. Bocheńskiego. Po otwarciu harcówki ukryliśmy sztandary w ślepym kominku, który zamaskowaliśmy. [...] Sztandary, które ukryliśmy, zachowały się do chwili obecnej w dobrym stanie i znajdują się u siostry Weroniki przy ul. Gliwickiej 167. Jest to sztandar drużyny im. Królowej Jadwigi, a sztandar I drużyny im. Bolesława Chrobrego z Załęża znajduje się u brata Michała zamieszkałego przy ul. Zamułkowej 6. O zachowaniu sztandarów zawiadomiono komendanta hufca Katowice-Zachód, Józefowicza.
[...] Od współpracownika który schronił nas do piwnicy, dowiedziałem się, że przy wieży spadochronowej zginęło 5 harcerek i 2 harcerzy, którzy zostali zrzuceni na ziemię. Nie wiem, o ile to polega na prawdzie, gdyż ja tego nie widziałem, a on ostrzegał mnie, abyśmy tam nie szli, bo jest niebezpiecznie. Mówiono, i taka wersja była we wrześniu, że w parku Kościuszki walczyła drużyna z „Czarnej Piątki”.”


Teraz zeznanie Huberta Domagały:

„Na drugi dzień, t j. we wtorek, z ciekawości poszedłem do parku Kościuszki, gdyż ludzie opowiadali o obronie wieży triangulacyjnej i wieży spadochronowej. Wszedłem na wieżę spadochronową na sam wierzch. Byłem ciekawy, jak wygląda i czy znajduje się tam krew. Stwierdzam, i to dobrze pamiętam, że obok wieży nie było żadnych zwłok ani na wieży nie zauważyłem żadnych śladów krwi. Wieża natomiast była podziurawiona od kul z działek 20 mm i wyglądała jak sito. Drzewa, biorąc od strony południowej w kierunku wieży, były poprzestrzeliwane i poprzewracane, lecz trupów w tym miejscu nie widziałem. Ludzie jednak mówili, że parę osób poległo w parku Kościuszki i że byli oni z Obrony Narodowej.”

I zeznanie Bogdana Szaflika:

„Od 1941 roku nasza dwójka zajmowała się zbieraniem dokumentacji Września. Ponieważ mnie w tym czasie nie było, szukaliśmy spośród znajomych kogoś, kto mógłby nam w jakiś sposób dopomóc w odnalezieniu śladów września 1939 roku. Człowiekiem takim okazał się były dyrektor Strzybnickich Zakładów Cyny inżynier Ryter, który w tym czasie, mieszkając w Ligocie, uczestniczył w zajściach wrześniowych jako obserwator. Od niego dowiedziałem się, że na wieży spadochronowej w parku Kościuszki był punkt obserwacyjny 73 pp, którego zadaniem było dawanie znaków w związku z obroną przeciwlotniczą. Jako łącznicy pełnili służbę harcerze z katowickich drużyn — prawdopodobnie z „Czarnej Piątki".
Rankiem dnia 3 września 1939 roku wojsko polskie zostało zdjęte z tego punktu, natomiast pozostali harcerze, uzbrojeni w karabiny „Bergery” z PW. Do tych harcerzy dołączyła grupa harcerek i harcerzy, która przybyła z kierunku Wyry - Mikołów. Mieli oni naramienniki na rękawie - przynależność hufca Ruda Śląska. Grupka ta była również uzbrojona. W niedzielę dnia 3 września zostali oni ostrzelani od strony starego Brynowa przez grupkę bojówkarzy. Rano dnia 4 września między godziną 5,00 - 6,00 wieża została ponownie ostrzelana, ale już z broni maszynowej. Obrońcy nie odpowiadali. Natomiast około 8,30 rano ul. Kościuszki przejechał patrol uzbrojonych Niemców, do którego z wieży otworzono ogień. Freikorzyści otoczyli wieżą od strony restauracji „Zielone Oczko”. Freikorzyści ci wyszli z ówczesnego boiska Diany (znajdowało się mniej więcej w miejscu, gdzie jest obecnie Hala Sportowa). Do tego miejsca freikorzyści przyszli od strony cegielni, znajdującej się na wschód od parku. To była jedna grupa, która skoncentrowała się na obecnym boisku żużlowym, a wówczas było to boisko niemieckiego klubu IFC. Druga grupa freikorzystów przyszła od strony kopalni „Wujek” i zajęła miejsce od zachodniej strony, a znajdowało się tam po lewej stronie ul. Kochłowickiej boisko „Santa Maria”, klubu sportowego niemieckiego. Nawiasem podaję, że na północne] stronie Katowic znajdowało się obok „Alfreda” trzecie boisko sportowe niemieckie klubu ATV (Allgemeine Turn-Verein). Z tych punktów właśnie we wrześniu wyszedł atak freikorzystów.
Dalej Ryter opowiadał mi, że w czasie drugiego ataku freikorzyści zaczęli ostrzeliwać wieżę. Jeden z harcerzy zszedł w dół i został postrzelony przez Niemców, jednak uciekł w kierunku ogródków działkowych przy ul. Kościuszki. Sytuację tę obserwował Ryter z ogródków jordanowskich od ul. Barbary. Przy tym ataku jedna z harcerek spadła z wieży na ziemię (prawdopodobnie ranna). Po jakimś czasie przerwali strzelaninę, a było to spowodowane zbliżaniem się Niemców, którzy w dalszym ciągu mimo braku odpowiedzi strzelali w platformę wieży. Mówił, że nie może określić, jak długo trwało ostrzeliwanie wieży.
Po jakimś czasie czterech uzbrojonych Niemców z psem zaczęło wchodzić na wieżę. Obrońcy bronili się kolbami u góry. Widocznie brakło im naboi. Następnie zostali ściągnięci z wieży. Kilku z nich było wleczonych po schodach. Harcerka, która leżała pod wieżą, została przez harcerzy zagrzebana (tj. przez tych, którzy zeszli z wieży). Musieli rękami wykopać grób. Następnie w otoczeniu freikorzystów zostali odprowadzeni ul. Kościuszki przez Różaną i Plebiscytową do ul. Powstańców. U wylotu ul Królowej Jadwigi na ul. Powstańców grupę tę spotkało dwóch cywili, którzy po rozmowie z eskortą, najstarszych harcerzy ustawili wzdłuż muru ściany garażu, a następnie strzałami z pistoletu zastrzelili. Zaznaczam, że Ryter mówił, że kilku i to najstarszych chłopców zostało pod garażem rozstrzelanych. (Nie pamiętam, czy mówił, ilu ich zginęło). Reszta harcerzy i harcerek poprowadzona została ul. Powstańców w kierunku ul. Lompy do gmachu województwa. Od momentu zastrzelenia harcerzy pod garażem, rozpoczęło się bicie pozostałych przy życiu. Przed województwem stała grupka Niemców w brązowych mundurach, u których zameldowała się eskorta pozostałych harcerzy. Dalej mówił Ryter, iż zauważył, że jeden z tej grupy umundurowanych Niemców przemawiał, a następnie stanął prowokacyjnie z wyciągniętą ręką. Jeden z harcerzy w tym momencie splunął Niemcowi pod nogi. Następnie widział Ryter, jak całą tę grupę harcerzy zaprowadzono schodkami do góry, a potem za latarnię i tam rozstrzeliwano z pistoletów. Ryter w tym czasie był koło budynku monopolu tytoniowego i wysunął się ul. Ligonia tak, że obserwował rozstrzeliwanie harcerzy. Wracając, ponieważ na tym miejscu zaczęło się gromadzić coraz więcej Niemców, szedł w stronę rogu ul. Sienkiewicza i Powstańców. Widział, jak z rogowej kamienicy (róg południowy, naprzeciw wilii Korfantego) przygodni ludzie i dozorca tego domu nosili ciała pomordowanych na cmentarz przy ul. Sienkiewicza. On sam pomógł nieść temu dozorcy chłopca około 17 lat, który miał charakterystyczny wysunięty układ zębów górnej szczęki, dosłownie wyraził się: „układ końskich zębów”. Każdy z tych zastrzelonych harcerzy miał powycinane krzyże harcerskie i znaki przynależności hufca. [...]
Zaznaczam, że całą tę wyżej podaną historię o harcerzach z wieży opowiadał mi Ryter. Inżynier Stanisław Ryter urodził się około 1880 roku. Sadzę, że jego zainteresowanie harcerstwem wypływało stąd, że jego synowie (prawdopodobnie Zbyszek i Andrzej) byli harcerzami. Zaznaczam, że moim zdaniem inż. Ryter nie miał żadnego interesu, aby opowiadać niestworzone rzeczy. Mam pełne przekonanie, że powiedział mnie to, co widział. [...]
Dodaje, że w parku Kościuszki miejsce, gdzie pochowana została harcerka, jest trochę bliżej alejki na wschód od obecnego położenia pomnika. To, że z harcerką pochowani zostali także harcerze, nie ulega wątpliwości. Jest tylko pytanie, czy byli to ci harcerze, którzy bronili wieży. Jest niezaprzeczalnym faktem, że ludność polska na tym miejscu kładła kwiaty, co wpłynęło na to, że zwłoki pomordowanych w 1943 roku przeniesione zostały przez pracowników „zieleni” na cmentarz w Panewniku-Ligocie i prawdopodobnie pochowane w mogile powstańców i harcerzy z września.
Prezydium Policji 5 października 1939 roku wydało Bekanntmachung o 34 niezidentyfikowanych zwłokach harcerzy, którzy brali udział w walkach z wkraczającą armią niemiecką. Ogłoszenie to oddałem do akt Gołbie, , który w tym czasie pisał książkę o wieży spadochronowej.”


Jutro zamieszczę kolejne zeznania... wink.gif

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
Anakin
 

Premier RP wg Historyków.org
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.355
Nr użytkownika: 1.334

 
 
post 12/08/2009, 11:45 Quote Post

gdzies byl duzy watek na ten temat, choc w bardziej ogolnym temacie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
secesjonista
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.565
Nr użytkownika: 42.378

Marek
Stopień akademicki: Plebejusz
Zawód: advocatus diaboli
 
 
post 12/08/2009, 17:07 Quote Post

Pragnę jedynie zauważyć, że zaprezentowane trzy zeznania jako żywo nie są zeznaniami świadków. Wszystko polega jedynie na relacjach z drugiej ręki i powtarzaniu tego co się zasłyszało
Czekam na coś "twardszego" ...

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 12/08/2009, 17:40
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
krzystofer
 

Semper Invictus
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.602
Nr użytkownika: 1.005

 
 
post 12/08/2009, 19:30 Quote Post

Kolego, jak juz zaznaczyl wczesniej secesjonista - ten temat jest na tyle kontrowersyjny, ze wiekszosc nadal woli hodowle mitow. Czekamy na jakies dowody, zeznania swiadkow, albo cos z niemieckich archiwow. Chcialbym tez chociaz wiedziec jaki to oddzial bronil wiezy. Ba, czy byli to chociaz harcerze.
Ostatnio temperatura zostala podgrzana artykulami w GW i DZ. Zaden powazny historyk jednak nie potrafi chyba przelamac piekna bajeczki Golby, bo ludzie wola wiedziec swoje.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
kucyk24
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 205
Nr użytkownika: 57.455

grzegorz skoczek
Stopień akademicki: magister
Zawód: politolog
 
 
post 12/08/2009, 20:13 Quote Post

Nie wiem jakich dowodów oczekujecie, są zeznania, groby. Kto miał dokumentować walki. Niemcy aby udowodnić, że mieszkańcy niemieckich Katowic przywitali "swoje" wojsko strzałami.
Obrona wieży to symbol. Znaczenia militarnego nie miała żadnego. Ilu Niemców mogło być zaangażowanych w walkę - kilkudziesięciu. Bezpośredni uczestnicy zginęli.
Niemcy nie do końca nawet pewnie zdawali sobie sprawę ze znaczenia incydentu.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.816
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 12/08/2009, 20:32 Quote Post

Tutaj ciekawe zdjęcie - bojówkarze Freikorps der Gewerkschaft Deutscher Arbeiter w Katowicach (z tyłu widoczny Teatr Słowackiego) - wrzesień 1939:

user posted image

W skrócie Freikorps albo FdGDA.

Jednakże należy tą organizację odróżnić od Freikorps Ebbinghaus - bo to dwie zupełnie różne formacje.

Freikorps der Gewerkschaft Deutscher Arbeiter dzielił się na 3 zgrupowania:

- Ortsgruppe Bielitz
- Ortsgruppe Kattowitz
- Ortsgruppe Rybnik

FdGDA na Śląsku utworzono w maju 1939 roku z inicjatywy Rudolfa Wiesnera, przewodniczącego lokalnej, krajowej Jungdeutsche Partei.

Bojówki organizowali Hauptmann Funk oraz Hauptmann Fleck z placówki Oberkommando der Wehrmacht we Wrocławiu.
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
minimax
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 483
Nr użytkownika: 42.000

Zawód: uczen
 
 
post 12/08/2009, 20:35 Quote Post

Co do relacji M. Cuberta. Relacja wspomnianego przez niego J. Machoczka:

Zeznanie Józefa Machoczka złożone przed prokuratorem Z. Brzyckim 27.06.1967 r.

W dniu 4 IX rano zawiadomił mnie młodszy brat, że w Katowicach są już Niemcy. (…) Wróciłem do Załęża i spotkałem tam Henryka Kurka jego brata i Mikołaja Cuberta. Razem bokiem skierowaliśmy ię do Parku Kościuszki. (…) Do parku prowadziła droga polna. W pewnym momencie ukazał się mężczyzna bez marynarki i zapytał nas gdzie idziemy. Odpowiedziałem, że do Parku. Wówczas kazał nam zawrócić mówiąc, że w Parku znajdują się Niemcy. Po chwili ukazała się grupa żołnierzy niemieckich i krzyknęli aby stać i podnieść ręce do góry. Myśmy to uczynili. Jednak padła salwa strzałów i zaczęliśmy uciekać w stronę ulicy Mikołowskiej. Ja oglądnąłem się i widziałem,że H. Kurek leżał na ziemi.


Jak widać nawet nie dotarli do parku. Tak tworzy się mity
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.816
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 12/08/2009, 20:40 Quote Post

Mam pytanie - jakie walki toczyły się w Katowicach oprócz obrony wieży spadochronowej?
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
minimax
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 483
Nr użytkownika: 42.000

Zawód: uczen
 
 
post 12/08/2009, 21:01 Quote Post

O Dom Powstańca, oraz tak ogólnie strzelano lokalnie z dachów itd.

Temat został opracowany. W 2006 r. ukazała się publikacja G. Bębnika "Katowice we wrześniu '39" Jest w niej 20 stron zdjęć (również zamieszczone przez Ciebie) 180 stron dokumentów, dzienników bojowych, relacji obu stron.

Jak wynika z ustaleń G. Bębnika jedna z wkraczających kolumn 239 DP (szpica dotarła już w rejon dworca i tam toczyła walki), w której znajdowali się wyżsi oficerowie z generałem włącznie, stała się celem ostrzału z pojedynczego rkm-u z wieży. Strzelca uciszył ostrzał z dziełek ppanc, przy czym nie wiadomo czy zginął czy zdołał uciec.
 
User is offline  PMMini Profile Post #9

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.644
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 13/08/2009, 7:25 Quote Post

QUOTE(secesjonista @ 12/08/2009, 17:07)
Pragnę jedynie zauważyć, że zaprezentowane trzy zeznania jako żywo nie są zeznaniami świadków. Wszystko polega jedynie na relacjach z drugiej ręki i powtarzaniu tego co się zasłyszało
Czekam na coś "twardszego" ...

QUOTE(krzystofer @ 12/08/2009, 19:30)

Kolego, jak juz zaznaczyl wczesniej secesjonista - ten temat jest na tyle kontrowersyjny, ze wiekszosc nadal woli hodowle mitow. Czekamy na jakies dowody, zeznania swiadkow, albo cos z niemieckich archiwow.



Rozumiem, że pod wskazany link nie zajrzeliście. A szkoda, bo są tak fragmenty meldunków niemieckiej 239 dywizji piechoty, która wzięła udział w końcowej fazie walk o Wieżę Spadochronową confused1.gif

No cóż, lepiej jest wypisywać bzdury o rzekomych mitach... Ale trudno. Oto kolejne trzy fragmenty zeznań złożonych przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich:

Zeznanie Rafała Kocika z Hajduk Wielkich:

„Po południu, w niedziele 3 września 1939 roku, kiedy coraz bliżej słychać było odgłosy walki, żołnierz w randze kaprala powiedział do nas harcerzy, abyśmy się wycofali w kierunku Katowic. Paweł Iwa z bratem Jerzym poszli ulicą Katowicką w kierunku Katowic, a ja z braćmi Piotrem i Pawłem Grzybami udałem się przez Chorzów-Batory, Załęże do Katowic, gdyż mieliśmy się spotkać z innymi harcerzami przy Teatrze na Rynku. Grzybowie zostali na Załęskiej Hałdzie, a ja przyszedłem do Rynku. Kiedy przechodziłem przez obecny pl. Wolności, przedstawiał się on jak pobojowisko. Na jezdni leżały konie, porozbijane biedki wojskowe. Leżało parę trupów, wojskowych i cywilów. Przy Teatrze nie spotkałem braci Iwów, którzy najprawdopodobniej udali się razem z wycofującym się wojskiem w kierunku Mysłowic.
Przy teatrze spotkałem chorążego, który pytał mnie się, co mam zamiar robić, uchodzić za wojskiem, czy pozostać na miejscu. Wyraziłem zgodę na pozostanie na miejscu. Wobec tego ów chorąży przydzielił mnie do dwuosobowego patrolu żołnierskiego. Zadaniem tego patrolu było kontrolowanie terenu od ul. Gliwickiej do Załęskiej Hałdy, szosa kochłowicka do parku Kościuszki i ul. Kościuszki do Rynku. Pod wieczór na terenie miasta Katowic już odbywały się walki, w których brał udział Volksbund, bojówki niemieckie i niemiecka ludność cywilna. Starali się oni wywieszać flagi niemieckie, które myśmy usuwali. W tej obronie brali udział powstańcy śląscy, cywilna ludność z opaskami na ręce i harcerze. Broń mieli raczej muzealną, często nie było nawet do niej amunicji.
Najsilniejsze ostrzeliwania były w okolicy Domu Powstańca przy ul. Matejki. W nocy z 3 na 4 września walka nieco przycichła, ale już we wczesnych godzinach rannych na nowo się wzmożyła.
Ja patrolowałem przez całą noc. Z mojego patrolu został zabity jeden żołnierz przy Załęskiej Hałdzie.
Następnie dojechaliśmy do wieży spadochronowej, która była obsadzona przez harcerzy i dwóch wojskowych. Z parku udałem się w kierunku obecnego pl. Wolności, gdzie został ranny żołnierz. Schroniłem go w piwnicy przy ul. Wolności, bodajże pod numerem 3. Tam jakaś kobieta przyniosła nam jedzenie, opatrzyła żołnierza, a mnie przyniosła cywilne ubranie, abym przebrał się z mundurka harcerskiego, mówiąc, że lada chwila wkroczy wojsko niemieckie. Kiedy się przebierałem, kobieta ta radziła mi, abym wyszedł z piwnicy wówczas, jak będą ludzie witać wojsko i abym się zmieszał z ludźmi i uszedł do domu. Ja jednak nie chciałem pozostawić żołnierza, który też radził mi, abym uchodził do domu.
Rzeczywiście, kiedy wojsko wkraczało do Katowic, gdzieś około godziny 6.00 wyszedłem z piwnicy na chodnik i razem z innymi „witałem” je. Zmieszałem się z ludźmi i skierowałem się w kierunku ulicy Gliwickiej. Tu zaczęto ze mną wołać: „Halt”. Dobiegło do mnie dwóch cywilów z opaskami z hakenkreuzem. Chciałem uciekać, lecz brama była zamknięta. Jeden z nich uderzył mnie w twarz, na skutek czego upadłem, a drugi trzymał karabin skierowany na mnie. Zaprowadzili mnie na podwórze rozlewni piwa przy ul. Gliwickiej, gdzie znajdowało się już wielu cywilów, wojskowi, harcerki i harcerze. Wszystkich mogło być około 30 osób. Tam pilnowało nas już wojsko. Bojówki niemieckie co chwilę doprowadzały Polaków na to podwórze.
Następnie ustawiono nas „gęsiego" i partiami prowadzono do konsulatu niemieckiego, który znajdował się przy obecnej ul. A. Zawadzkiego 8. W mojej grupie było około 40 ludzi. Szliśmy z podniesionymi rękami do góry. Kazano nam śpiewać [Deutschland, Deutschland über alles. Po obu stronach jezdni stało wojsko niemieckie i biło nas, gdzie popadło, a tak samo bili kolbami. Ja szedłem na ostatku więc najwięcej oberwałem.
W konsulacie spisywano nasze personalia i wojskowi Polacy, którzy przynieśli książeczki wojskowe, byli osobno grupowani, a reszta tworzyła drugą grupę „Aufstandische”, albo „Heckenschiitze”. Stąd wyprowadzono nas gęsiego z podniesionymi rękami ul. Sokolską do pl. Wolności, a potem ul. 3 Maja do Rynku i wprowadzono nas do podwórza przy ul. Zamkowej. Zarówno w czasie prowadzenia nas ulicami, jak i w podwórzu lżono nas różnymi wyzwiskami, bito, opluwano. Kiedy wszedłem na podwórze, zobaczyłem, że na ziemi leżało sześć lub siedem ludzi. Początkowo myślałem, że nie ma wyjścia z tej sytuacji. Wówczas przesunąłem się do przodu. Grupa moja liczyła 30 - 40 ludzi. Składała się z wojskowych w mundurach, z powstańców w mundurach. Było parę harcerek w mundurach, kobiety i cywile. Na podwórze wprowadzało nas wojsko niemieckie, a w podwórzu była już bojówka niemiecka z opaskami na ręce. Kiedy bojówka zaczęła do nas strzelać, ja się przewróciłem i leżałem na prawym boku. Inne osoby na skutek postrzału w różne części ciała upadły na mnie i zbroczyły mnie swoją krwią. Wówczas jeszcze nie byłem ranny.
Po około 20 minutach została przeprowadzona druga grupa. Z jakich ludzi się składała, nie wiem, gdyż bałem się otworzyć oczy. Kiedy zaczęto do nich strzelać, ja nerwowo nie wytrzymałem i dostałem drgawek. Wówczas Niemcy to zauważyli i zaczęli do mnie strzelać. Przestrzelono mi prawe przedramię a odpryski cegieł poraniły mi plecy. Jedna kula rykoszetem uderzyła mnie w okolice serca i przez notes-kalendarzyk i krzyż harcerski złamała mi dwa żebra. Na skutek tych uszkodzeń straciłem przytomność. Późnym wieczorem, kiedy wróciła mi przytomność, słyszałem płacze i jęki, przekleństwa na kulturę niemiecka, pochodzące od osób krewnych lub rodzin pomordowanych. Ja nadal leżałem, nie dając znaku życia. Kiedy się zupełnie uciszyło na podwórku usiłowałem wydobyć się spod zwłok, które mnie przykrywały, i kiedy prawą ręką zacząłem się odpychać od ziemi, dopiero wówczas uczułem straszny ból, który dowodził, że jestem ranny w rękę. Powoli, jak mogłem, zacząłem się wydobywać spod przykrywających mnie ciał i jak wstałem, miałem zamiar przez niezbyt wysoki mur przedostać się do koryta Rawy i wzdłuż tej rzeki udać się w kierunku Zależą. Jednak nie miałem siły. Postanowiłem wewnętrzną brama przedostać się na górne piętra. Na trzecim piętrze na strychu było mieszkanie dozorcy. W drzwiach tego mieszkania siedział na ziemi człowiek z roztrzaskaną czaszką, ale żywy. Z początku przestraszyłem się go, a potem zrozumiałem, że był jednym z tych, których zamierzono rozstrzelać.
Po upływie około 10 minut przyszedł jeszcze jeden mężczyzna w cywilu; był ranny lżej od nas. Ten człowiek z roztrzaskaną głową powiedział, że pójdzie do domu, bo niedaleko mieszka i sprowadzi dla nas pomoc. Ja mu odradzałem, aby nie wychodził na zewnątrz, lecz on mnie nie posłuchał i udał się na ulicę. Krótko potem padły trzy strzały. Domyśliłem się, że strzelano do niego. Po chwili słychać było kroki idące na górę. Doszły one do II piętra i z powrotem. Po głosie słychać było, że żołnierze schodzą na dół, gdyż był to odgłos podkutych butów.
Po upływie pewnego czasu ten drugi mężczyzna powiedział do mnie, że wyjdzie na zewnątrz i sprowadzi dla mnie pomoc. Jednak jak wyszedł, więcej nie powrócił. Co się. z nim stało, nie wiem. Ja na górze przesiedziałem do rana. W pewnym czasie do tego mieszkania przyszła żona dozorcy i widząc mnie powiedziała: „Co ty tu robisz. Uciekaj, bo mój maż jest Niemcem i jak ciebie zobaczy, to zabije". Ponieważ włosy mi sterczały na skutek skrzepłej krwi, poprosiłem ją o wodę i umyłem się. Dała mi również watę, którą okryłem raną przestrzelonej ręki. Na górze zostawiłem książeczkę harcerską, kalendarz i krzyż harcerski. Kiedy schodziłem po schodach, do góry szedł dozorca. Popatrzył na mnie i zaczął wrzeszczeć na mnie po niemiecku. Za mną biegła jego żona i chciała mi podać wymienione powyżej przedmioty. Zaczęła krzyczeć na swojego męża: „Lass sein”. Dozorca pchnął mnie ze schodów. Upadłem, ale pozbierałem się i wyszedłem na zewnątrz na ul. Mickiewicza. Tam zauważyłem nieżywego mężczyznę, tego który był z nami przed mieszkaniem dozorcy. Był w wieku ok. 30 lat, szczupły o wzroście około 1,75 m. Na skraju ul. Mickiewicza, od strony Zależą, spotkały mnie dwie harcerki w cywilnym ubraniu. Kazały mi iść za sobą. Nazwisk ich nie pamiętam. Zaprowadziły mnie do mieszkania na parterze. Razem z matka umyły mnie, opatrzyły ranę i nakarmiły. Radziły, abym się z nimi udał do Krakowa lecz ja im odpowiedziałem, że chcę się pożegnać z rodzicami i udałem się wzdłuż torów prowadzących do Cynkowni.”


Zeznanie Heleny Otręby (z d. Szyszka):

„W dniu 4 września 1939 roku znajdowałam się w schronie z mieszkańcami domu przy ul. Barbary 14, gdyż tam mieszkali moi rodzice. Ojciec Teodor Szyszka, były powstaniec śląski, pracował w Ogródkach Jordanowskich przy ul. Barbary, w bezpośredniej bliskości parku Kościuszki. Rano udał się on do kościoła i po powrocie powiedział, że Niemcy są już w Katowicach, gdyż ich widział. Rano około godz. 8 - 9 schowaliśmy się do schronu, ponieważ od strony parku Kościuszki słychać było dość silną strzelaninę. Przed godziną 10 przyszedł do schronu Wiechaczek i zawiadomił mnie, że ojciec został zastrzelony przy parku. Udałam się na miejsce i zobaczyłam, że ojciec i Walenty Pronobis leżą zastrzeleni. Poleciałam do brata Pawła, który pracował w szpitalu przy ulicy Świerczewskiego [do wybuchu wojny i obecnie - ul Raciborska], i powiedziałam mu o tym. Brat razem z Kruczkiem zabrali nosze ze szpitala, udali się na miejsce i zwłoki ojca przenieśli do kostnicy tego szpitala.
Dodaję, że kiedy szłam zobaczyć, czy ojciec jest zabity, wdziałam leżącego na ziemi studenta, a biegł mężczyzna, który do mnie mówił, że zabili mu brata.
Ja osobiście nie widziałam, lecz ludzie mówili że strzelano z wieży kościoła Świętego Piotra i Pawła, z budynku policji, gdzie znajdowała się szkoła policyjna, z wieży spadochronowej. Natomiast nie mówiono, aby ostrzeliwano z wieżowca przy ulicy Żwirki i Wigury.”


Kto choć trochę zna Katowice, ten wie, że miejsce, gdzie zginął Teodor Szyszka (brama ogródków jordanowskich), oraz miejsce, gdzie schroniła się autorka relacji (budynek na ul Barbary 14), położone są w odległości nie większej niż 200 metrów od Wieży Spadochronowej.

A teraz zeznanie Pawła Szyszki (brata Heleny Otręby):

„We wrześniu 1939 roku pracowałem w Szpitalu Miejskim w Katowicach przy obecnej ul. Świerczewskiego jako pomoc sanitarna. W dniu 4 września zawiadomiła mnie siostra Helena Otręba, zamieszkała w Katowicach przy ul. Pakuły 6, że ojciec nasz jest ranny.
Ojciec mój, Teodor Szyszka, urodzony 9 października 1875 r. w Śmiłowicach, pow. Pszczyna, był emerytem kopalnianym. Ze względu na niską rentę, a miał liczną rodzinę, otrzymał dodatkową pracę w charakterze portiera ogródków jordanowskich w Katowicach przy ul. Barbary 25.
Po zawiadomieniu mnie, że ojciec jest ranny, razem z Alojzym Kruczkiem, zamieszkałym w Katowicach przy obecnej ul. Świerczewskiego 14, zabrałem nosze i udaliśmy się na miejsce pracy ojca.
Od żony Waldemara Pronobisa i kucharki, której nazwiska nie znam, dowiedziałem się, że ojciec zamknął bramę do ogródków i nie chciał wpuścić dobijających się żołnierzy niemieckich. Wówczas żołnierze ci rozpruli siatkę drucianą od strony parku, weszli do środka, zabrali ojca i Pronobisa, wyprowadzili ich przez otwór w siatce i zaraz na drodze zastrzelili. Doszliśmy do zwłok ojca. Chwyciłem go za ręce i chciałem go z Kruczkiem położyć na nosze. Kiedy chwyciłem ojca za ręce, to się one urwały, gdyż były tak gęsto postrzełane. Podłożyliśmy więc ręce pod korpus i ułożyliśmy na noszach.
Kiedy zabieraliśmy zwłoki ojca, widziałem jak harcerze na windzie opuszczali się na ziemię i uciekali w kierunku Muchowca. Cała wieża była postrzelana od kul. Wojska w tej okolicy nie widziałem. Było to między godziną 10 a 11. Ze zwłokami ojca udaliśmy się ul. Barbary i zatrzymaliśmy się przy rogu ul. Barbary i Poniatowskiego. Tam się znajdowała restauracja Lorenza. Weszliśmy do wewnątrz, napiliśmy się w mieszkaniu Lorenza po kieliszku wódki i zeszliśmy na dół. Zabraliśmy zwłoki ojca, lecz żołnierze nie zezwolili nam iść w dół ul. Mikołowską, bo tam była jeszcze strzelanina od strony kościoła Świętego Piotra i Pawła, „drapacza chmur” i Domu Powstańca. Poszliśmy więc ul. Strzelecką i złożyliśmy zwłoki ojca w szpitalu. Następnie udaliśmy się po zwłoki Pronobisa. Idąc ul. Barbary, zobaczyliśmy leżącego w rowie chłopca, około 17 lat. Zabraliśmy najpierw zwłoki Pronobisa i wracając z powrotem zabraliśmy na nosze tego chłopca. Zwłoki ich złożyliśmy w kostnicy w szpitalu.
Nadmieniam, że jak nieśliśmy ojca, to widziałem, jak w bramie rewidowało wojsko 6 chłopców, ubranych w cywilne ubranie. Co się z nimi stało, nie wiem.
Postarałem się o zezwolenie na pochowanie zwłok i we czwartek pochowaliśmy ojca na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza.
Do kostnicy przynoszono lub przywożono zwłoki w dniach 4, 5 i 6 września 1939 roku. Razem było 56 zwłok. Wśród tych zwłok była jedna kobieta w ciąży. Powstańców w mundurze nie widziałem. Były jednak zwłoki w polskich mundurach wojskowych, lecz nie pamiętam, czy byli harcerze w mundurkach. Zaznaczam, że dużo było zwłok bardzo młodych chłopców. W liczbie 56 zwłok znajdowało się 4 żołnierzy niemieckich, którym oficer zdjął numery wojskowe. Ich zwłoki zostały wywiezione samochodem w nieznanym kierunku.
Za szpitalem znajdowało się pomieszczenie - magazyn pocztowy. Ludność doniosła, że z magazynu wydobywa się cuchnący zapach. Udałem się więc z Kruczkiem zobaczyć, co tam jest. Po otwarciu drzwi zobaczyliśmy leżące jedne na drugich zwłoki młodych chłopców, mogących liczyć od 16 do 18 lat. Kto to byli ci chłopcy, nie wiem. Dokumentów nie szukaliśmy. Ludzie mi opowiadali, że brano tych chłopców pojedynczo do tej budy i tam ich rozstrzeliwano. Kto ich zabijał, nie wiem. Łącznie było około 10 - 12 zwłok. Zwłoki, które przez rodziny nie zostały rozpoznane, zostały wywiezione do wspólnej mogiły na cmentarz w Panewniku.
Z opowiadania od ludzi wiem, że w kostnicy szpitala przy ul. Francuskiej znajdowało się 108 zwłok, przeważnie powstańców i harcerzy. O tym winien wiedzieć pielęgniarz Porębski. Zwłoki te miały pochodzić z walk toczących się w dzielnicy Karbowej. Tak samo opowiadano, że na barykadach na ul. Warszawskiej, róg ul. Francuskiej, poległo 3 harcerzy i wojskowi.”


Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #10

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.644
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 13/08/2009, 17:44 Quote Post

Pozwolę sobie przytoczyć najistotniejsze fragmenty artykułu, do którego link zamieściłem uprzednio:

Meldunek gen. Neulinga zawiera między innymi następujące informacje: „Po południu 3.09 ustalone zostało, że pozostałości polskiej 23. dywizji uciekły z Katowic [...] Oddział 3 ochrony pogranicza otrzymuje rozkaz, aby w dniu 4.09 zająć obszar przemysłowy, w tym celu przydziela się do niego 239. dywizję piechoty. Dowódca dywizji opuszcza Mikołów o godzinie 4.45 [...] O godzinie 8.00 czoło grupy wzmocnionego regimentu piechoty I.R.444, w której znajduje się dowódca dywizji, dociera do wyznaczonego punktu postoju około 3 km na południe od południowego krańca Katowic. [...] Prawie równocześnie przybywa oficer oddziału zwiadowczego z Katowic i melduje, że oddział utknął w starciu z powstańcami i bez wsparcia nie ruszy dalej. [...] regiment piechoty przekazany zostaje natychmiast do wsparcia oddziału zwiadowczego. [...] Nagle polski karabin maszynowy zaczyna strzelać z wyżej wymienionej wieży w parku miejskim na sztaby, na szczęście seria przeleciała nad głowami. W odpowiedzi zostaje otwarty ogień z armaty przeciwpancernej i jeden z pierwszych strzałów trafia linę windy, winda spada, ogień zostaje wstrzymany. Za to otwarty zostaje ogień z karabinów i także droga między Brynkiem i wzniesieniem znajduje się nagle pod obstrzałem kilku karabinów maszynowych. [...] Jedna bateria zajmuje pozycje i park miejski zostaje wkrótce oczyszczony, kilku ciężko rannych powstańców zostaje odniesionych, jednakże jeńców nie wzięto do niewoli. [...]”
Równie istotne informacje zawierają dokumenty opublikowane przez A. Szefera: „Godz. 5.30: głównodowodzący udaje się wraz ze sztabem i sztabem bojowym najpierw do Mikołowa, a potem [...] na wzgórze położone 1 km na południe od Katowic [...] Na wzgórzu tym sztab zostaje ostrzelany z karabinów maszynowych od strony Parku Południowego. Szybko wprowadzone do akcji działo przeciwpancerne unieszkodliwia gniazdo karabinów maszynowych, znajdujące się na wieży spadochronowej.
Godz. 11.40: wkroczenie 239. Dywizji [...] do Katowic po przełamaniu oporu nieprzyjacielskiego. Wymiana strzałów z bandami w okolicy dworca i Parku Południowego. Własna artyleria i działa przeciwpancerne strzelają w kierunku rozpoznanych gniazd nieprzyjacielskich. W godzinach popołudniowych i wieczornych ożywia się strzelanina na ulicach Katowic. Włączenie się partyzantów do działań wojennych powoduje dezorientację wojsk i nasila wymianę ognia”.
Aneks do dziennika zawiera natomiast następujące informacje: „239. Dywizja wyrusza o godz. 5.00 z Mikołowa i okolicy i wkracza z małym opóźnieniem do akcji ze względu na to, iż późno otrzymała rozkaz wymarszu [...]. Oddział rozpoznawczy wkroczył przez „Hałdę Katowicką”. Za nim szła w kierunku Katowic obok Parku Południowego wzmocniona jednostka piechoty pod dowództwem Höckera oraz batalion zabezpieczający pod dowództwem Metza. Równolegle do nich posuwał się z zachodu przez Ligotę oddział Runebauma. Kiedy batalion Metza przekroczył punkt 334, położony ok. 1 km od południowych krańców Katowic, gdzie już stawiły się sztaby bojowe Grenzschutz-Abschnitt-Kommando 3 i 239. Dywizji, nastąpił ożywiony ogień nieprzyjacielski z Parku Południowego i południowej dzielnicy Katowic. Intensywnie strzelano także z kierunku Załęża i ul. Karbowej. Wkroczenie oddziału Höckera zostało opóźnione dlatego, że opór Polaków stawał się coraz silniejszy, a był on zlokalizowany w południowej części miasta i w okolicach dworca katowickiego. Dopiero użycie cekaemów, broni pancernej i artylerii przełamało opór wroga i od godz. 11 .00 począwszy, wojska wkraczały do miasta, gdzie ludność niemiecka witała je z radością”.

[...]

Odpowiedź na to, kto strzelał z wieży, przynoszą zeznania świadków. Oto niektóre z nich: Salomea Rżąca - ([1923] mieszkanka dzielnicy Katowic Ochojec) 3 września 1939 r. wraz z młodszą koleżanką Marią Seneiko wybrała się do centrum Katowic, by ustalić losy ojca -pracownika poczty. Około godz. l 3.00 wyruszyły w drogę powrotną do domu. Idąc ulicą Kościuszki, przechodziła koło Parku. Na szczycie wieży widziała harcerzy, jednak nie było widać, co dzieje się pod wieżą. Słyszała odgłosy strzałów. Wiliam Bura ([1916] mieszkaniec Karwiny) l września l939 r. na motocyklu opuścił swoje miasto w obawie przed aresztowaniem przez Niemców i udał się do Katowic, gdzie mieszkała jego ciotka, by zgłosić się do wojska polskiego. Dotarł tam wieczorem 2 września i gdy dojeżdżał do Parku Kościuszki, zatrzymało go trzech harcerzy. Mówili gwarą, nie mieli broni. Ostrzegli go, że w centrum jest dużo Niemców. Powiedzieli, żeby został z nimi i pomógł w przygotowaniu okopów. Przystał na to, dostał łopatę i zaczął kopać z innymi harcerzami. Z tamtego miejsca widział wieżę spadochronową, a na jej platformie poruszające się sylwetki ludzkie. Kopali prawie całą noc i do południa, nie było walk, ale z oddali słychać było odgłosy strzałów. Przed południem harcerzom przywieziono broń - długie karabiny i pistolety. Rano 4 września zaczęli ich atakować Niemcy i Freikorps. Zaczęła się wymiana strzałów. Widział, jak zabito czterech lub pięciu harcerzy. On sam został ranny w bok. Członkowie Freikorpsu wpadli do okopu i zaczęli okładać ich hełmami. Świadek otrzymał cios w twarz, stracił przytomność i obudził się dopiero w więzieniu przy ul. Mikołowskiej. Gertruda Kamińska (siostra Wandy Marcinkowskiej [1922] należącej do drużyny harcerskiej w Katowicach). Już w sierpniu 1939 r. drużyna siostry stacjonowała w Parku Kościuszki. Chodziła do niej z zupą. Na terenie parku widziała sporo harcerzy. W pierwszych dniach wojny razem z matką i bratem ewakuowała się do Mysłowic, Wanda została na służbie. Dalej świadek zeznaje, iż wie od siostry, że była na wieży w parku do momentu, aż weszli tam Niemcy. Dopóki Niemcy strzelali z broni ręcznej, harcerze bronili się, gdy zaczęli strzelać z działa - jej siostra uciekła z wieży nie schodami, tylko bokiem, by jej nie zestrzelono. Potem ukrywała się w piwnicy u koleżanki. Szczegółów obrony Kamińska nigdy nie poznała.
W świetle tych zeznań nie ma wątpliwości, iż ostrzał z wieży prowadzili harcerze, że kilku z nich zginęło, a część wzięto do niewoli. Podobnych relacji jest wiele, a ich zestawienie pozwala bezdyskusyjnie na wyprowadzenie wniosku, że Katowic od strony Parkg Kościuszki bronili harcerze.
Zaprezentowane powyżej ustalenia, oparte między innymi na fragmentach dokumentów i zeznaniach świadków, są jedynie częścią stanu faktycznego ustalanego w ramach obecnie prowadzonego śledztwa i mają na celu zwrócenie uwagi na fakt, że mimo upływu kilkudziesięciu lat od tamtych tragicznych wydarzeń ciągle można uzupełniać wiedzę o nich.

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
krzystofer
 

Semper Invictus
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.602
Nr użytkownika: 1.005

 
 
post 13/08/2009, 18:48 Quote Post

Cieszy mnie Wojciechu, ze tak wytrwale szukasz, ale dalej brak jakichkolwiek mocnych dowodow. Brak swiadkow, zwanych tutaj mieszkancami Katowic jest na tyle problematyczny, ze wlasciwie z wypowiedzi owczesnych Katowiczan wynika, ze byly walki, ale nic na temat samego incydentu z Wieza. Jesli natomiast juz nawet do niej doszlo, czego nie mozna wykluczyc, to Twoje zalozenia

w końcowej fazie walk o Wieżę Spadochronową

sa, wybacz, spora hiperbola, tego co sie faktycznie wydarzylo. Ciekawe ile wiec 'faz' miala ta bitwa. Poszczegolni ludzie mowili rozne rzeczy, z opisu jednego z nich bodajze wynika, ze latal miedzy Brynowem, a szpitalem na Raciborskiej. Generalnie kazdy slyszal wystrzaly, widzial smierc, ale samego epizodu nikt nie byl w stanie przytoczyc. Drogi Wojciechu - skupmy sie na twardych dowodach.
Relacje swiadkow sa mi znane, swego czasu sporo czytalem o wrzesniu 1939r w Oberschlesien i najprawdopodobniej nie tylko Niemcy hucznie witali Wehrmacht. Oczywiscie nie umniejsza to ofiary poleglych za polskosc Slaska.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
batta
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 370
Nr użytkownika: 34.370

piotr
Stopień akademicki: magister
Zawód: handlowiec
 
 
post 13/08/2009, 20:08 Quote Post

QUOTE
Cieszy mnie Wojciechu, ze tak wytrwale szukasz, ale dalej brak jakichkolwiek mocnych dowodow. Brak swiadkow, zwanych tutaj mieszkancami Katowic jest na tyle problematyczny, ze wlasciwie z wypowiedzi owczesnych Katowiczan wynika, ze byly walki, ale nic na temat samego incydentu z Wieza. Jesli natomiast juz nawet do niej doszlo, czego nie mozna wykluczyc, to Twoje zalozenia

Przepraszam ale to chyba nie był XVIII w. gdzie publiczność z boku obserwowała i komentowała bitwę. Niby jaki mieszkaniec Katowic miał być takim bezpośrednim świadkiem, może ten który był pod wieżą z wojskiem niemieckim pod wieżą , czy ten który siedział w tym czasie w domu wiedząc że pętając się przy wojsku można zarobić kulkę ?
Może zamiast nie bo nie, jakieś argumenty że obrony z wieży nie było ?
Skoro sami Niemcy pisali że ogień z wieży otrzymali i na niego odpowiedzieli.
QUOTE
Ciekawe ile wiec 'faz' miala ta bitwa.

Walka to nie bitwa, nie należy używać zamiennie tych określeń gdyż oznaczają zupełnie inną skalę.
 
User is offline  PMMini Profile Post #13

     
adso74
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.870
Nr użytkownika: 37.022

 
 
post 13/08/2009, 20:22 Quote Post

Do batta:

Myślę, że nikt tutaj nie neguje tego, że w okolicy wieży doszło do jakiejś wymiany ognia. Jest wystarczająco dużo zeznań, a także danych z raportów niemieckich, by wiedzieć z praktycznie całkowitą pewnością, że z wieży spadochronowej otworzono ogień do wkraczających Niemców. Natomiast tym, co budzi wątpliwości, jest to, czy owa obrona wieży miała przebieg tak dramatyczny i długotrwały, jak znamy to z wersji literackiej. Są wątpliwości co do tego, czy bronili się tam harcerze. Być może tak. Fajnie byłoby wiedzieć z jakich byli drużyn, bo relacje nie są tu pewne, chyba tylko w jednej wymieniono Czarną Piątkę. Wypowiedź, która sprowokowała Wojtka do założenia tego tematu, w jego opinii skandaliczna, neguje w zasadzie aspekt martyrologiczny tej historii, a nie sam fakt, że ktoś strzelał do Niemców.
S!
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.644
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 14/08/2009, 7:28 Quote Post

A teraz kolejna partia zeznań składanych przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach:

Zeznanie Mieczysława Grabowskiego, dyrektora szpitala przy ul. Raciborskiej:

„W dniu 4 września zgłosił się pielęgniarz Feifer i powiadomił, że na platformie konnej przywieziono zwłoki i że złożono je w kostnicy szpitalnej. Po skończeniu zajęć operacyjnych udałem się do kostnicy szpitalnej i stwierdziłem, że w kostnicy znajdowało się około 15 - 20 zwłok umundurowanych harcerzy i harcerek. Mogło być około 8 dziewcząt. Zauważyłem charakterystyczny postrzał u wszystkich w głowę w okolicy u nasady nosa. Otwory były maleńkie, a wyloty nieco większe, co świadczyło o tym, że postrzał nastąpił z bliskiej odległości i w stanie bezbronnym.
Mówiono mi, że ta grupa harcerzy została zabrana z ul. Zamkowej w Katowicach. Następnie przywieziono około 30 zwłok (a mogło być i więcej) powstańców śląskich w mundurach. Ciała powstańców złożone zostały obok kostnicy w sali sekcyjnej. Postrzały u tych powstańców były różnego rodzaju, brzuszne, piersiowe, w głowę, co by świadczyło o tym że mogły być odniesione w walkach ulicznych. W tej grupie miało się znaleźć dwóch lub trzech powstańców znajdujących się w Teatrze Polskim.
Zwłoki harcerzy zostały wywiezione, jak mi mówiono, na cmentarz w Ligocie i złożone we wspólnej mogile. Tak samo wywieziono zwłoki powstańców, które miano pochować na tym samym cmentarzu. Wśród zwłok harcerzy i powstańców były również zwłoki w ubraniach cywilnych, z opaskami na rękawie. Cała ta ilość zwłok przywiezionych do szpitala od poniedziałku do środy włącznie mogła wynieść około 70 - 80 zwłok. Zaznaczam, że w grupie harcerzy i harcerek wiek wahał się od 11 do 14 lat. Starszych harcerzy nie było.
Do szpitala zwieziono znaczna ilość rannych żołnierzy niemieckich i polskich, cywilów, Niemców i Polaków. Przez 6 dni bez przerwy dokonywałem operacji. Żołnierze polscy po dokonaniu opatrunku uciekali ze szpitala, aby ratować swoje życie.
Powstaniec Franciszek Feige też był złożony w kostnicy szpitalnej i żonie jego wydałem zwłoki. Czy wydałem zwłoki harcerza Henryka Kurka, nie pamiętam.
Przechodząc ul. 3 Maja, widziałem leżące zwłoki drogerzysty Olejniczaka, których nie wolno było usunąć przez cały dzień. Rozmawiałem z żoną Olejniczaka po wypadku. Powiedziała mi, że do zamkniętego mieszkania przyszedł oddział żołnierzy niemieckich i zastrzelił męża.”


Zeznanie Janiny Koczy:

„Nie mając wiadomości o mężu, szukałam go po terenie Katowic, przypuszczając, że mąż został zabity. Ponieważ jeden z sanitariuszy poinformował mnie, że zwłoki zwieziono do kostnicy szpitala przy obecnej ul. Świerczewskiego (dawna Raciborska), udałam się tam w środę lub w czwartek. Do kostnicy mnie wpuszczono. Leżało tam ponad 50 zwłok; były zabrudzone tak, że z twarzy i po ubraniu trudno było kogoś rozpoznać. Były to zwłoki młodych harcerzy i harcerek w wieku 14 - 15 lat. Dziewczynki harcerki leżały osobno i mogło ich być około 8 do 10 zwłok. Byli też w mundurach powstańcy w ilości ponad 30 zwłok. Byli również cywile. Czy były kobiety, tego nie przypominam sobie.
Ponieważ nie odszukałam męża, udałam się do szpitala przy ul. Francuskiej. Zarówno przy portierni szpitala przy ul. Raciborskiej, jak i przy kostnicy szpitala przy ul. Francuskiej były wywieszone listy zabitych. Ale była też podana ilość zwłok nie znanych. Na listach nie było nazwiska męża. W kostnicy przy ul. Francuskiej było mniej zwłok jak przy ul. Raciborskiej. Mogło ich być ponad 40. Jak mi wiadomo, tam zwożono zwłoki tak samo w późniejszym czasie z terenu Katowic i okolicy. Wśród zwłok znajdowało się około 12 harcerek, kilku harcerzy, powstańców, żołnierzy polskich i cywilów.
Pod koniec tygodnia pierwszej dekady września 1939 roku, po uzgodnieniu z grabarzem Mrowcem, byłam obecna na cmentarzu w Panewnikach, jak przywieziono trzema samochodami zwłoki pomordowanych. Wrzucano ich do dwu mogił uprzednio wykopanych. Zwłoki wrzucano tak, jak przedmioty i tylko nogi w powietrzu śmigały. Na podstawie mojego obliczenia, to w mogiłach tych pochowano około 200 osób. Po wrzuceniu zwłok do grobów, chlorowano je. Kto groby zakopywał, nie wiem.”


Zeznanie Stanisława Nogaja:

„Około 1956 roku po osiągnięciu informacji od pracownika Miki z „ERK", zamieszkałego w Katowicach, który miał być bezpośrednim świadkiem rozstrzeliwań przy ul. Zamkowej, dowiedziałem się, że zwłoki rozstrzelanych miał wywozić pracownik Zieleni Miejskiej ówczesnego magistratu miasta Katowic niejaki Franciszek Ryborz (obecnie nieżyjący). Udałem się więc do jego mieszkania przy ul. Młyńskiej 37 i przeprowadziłem z nim i z całą rodziną rozmowę na temat przewożenia zwłok z ul. Zamkowej nr 4 w dniu 5 września 1939 roku.
Ryborz oświadczył mi, że został wezwany przez nieznanych mu członków freikorpsu, aby przyjechał z platforma konną i plandekami przed lokal „Sachera”. Wykonał polecenie i zgłosił się w lokalu nieznanego mu dowódcy freikorpsu, który polecił mu zajechać na podwórze tej gospody od strony rzeki Rawy, załadować zwłoki i wywieźć na cmentarz przy ul. Kozielskiej. Do pomocy przydzielono mu 6 członków freikorpsu, którzy zwłoki powrzucali na platformę. Na tej platformie mieściło się około 40 zwłok, a około 20 zwłok pozostało na miejscu. Cała ziemia w tej okolicy przesiąknięta była krwią. Zwłoki przykryte zostały plandeką. Zgodnie z poleceniem zwłoki zawiózł na cmentarz żydowski i złożył je w kostnicy. Przydzieleni członkowie freikorpsu szli pieszo. W kostnicy były już zwłoki nieznanych osób i kostnica ta była przepełniona, tak że jeden z tych freikorzystów zadecydował, aby kilkanaście zwłok przewieziono do kostnicy przy szpitalu mieszczącym się przy ul. Raciborskiej.
Wśród tych pomordowanych rozpoznał Nikodema Renca, znanego mu restauratora dworca kolejowego. Wydawało mu się, że niektórzy z tych rozstrzelanych dawali jeszcze znaki życia. Po opróżnieniu platformy kazano mu wrócić ponownie na podwórze przy ul. Zamkowej. Spostrzegł wówczas, że w międzyczasie dokonane zostały nowe rozstrzeliwania. Z uwagi na fakt, że kostnice przy ul. Kozielskiej i Raciborskiej były już przepełnione, z nowym ładunkiem zwłok w ilości około 40-tu, kazano mu jechać do kostnicy przy ul. Sienkiewicza. Tam jednak do kostnicy nie wchodził, a z rozmowy między freikorzystami wywnioskował, że znajdowały się już tam zwłoki niewiadomych osób i nie wiadomo skąd przywiezionych. Kilka zwłok przywiezionych przez niego z ul. Zamkowej zostało jednak tam złożonych. Z resztą zwłok pojechali na ul. Francuską. Złożono je w kostnicy tamtejszego cmentarza.
Członkowie rodzin pytali się go, gdzie składał zwłoki a on udzielał im informacji. W ten sposób rodzice Renca odnaleźli zwłoki syna Józefa (w kostnicy) przy ul. Francuskiej.
Rozpytywałem nadto Ryborza, kto jeszcze przewoził zwłoki, a na to Ryborz odpowiedział mi, że przed nim wywożono zwłoki samochodem ciężarowym do Gliwic oraz inną partię przewoził furmanką gospodarz z Bogucic, ale nie wiedział dokąd.
Zwłoki rozstrzelanych przy ul. Zamkowej należały do ludzi młodych. Ryborz wyraził się, że „były to młode synki”. Kobiety żadnej nie widział, zwłok w mundurach powstańczych też nie było. Natomiast parę zwłok było w mundurach harcerskich.
Z rozmowy Ryborza wynikało, że w dwóch partiach przewiózł on około 80 zwłok. Część zwłok rozwiezionych po kostnicach została pochowana przez rodziny, gdyż na podstawie informacji przez niego udzielonych, towarzyszący freikorzyści kierowali rodziny do komendanta freikorpsu, który urzędował w restauracji „Sachera”, w sprawie zezwolenia na pochowanie zwłok. Nazwiska komendanta nie znał; przyszedł on od strony Załęża i wykonywał wyroki, które zapadały w budynku konsulatu niemieckiego przy obecnej ul. Zawadzkiego 8 i w Domu Powstańca przy ul. Matejki 3.
Mnie osobiście jest wiadomo, że rozstrzeliwania w pierwszych dniach września miały miejsce oprócz podwórza przy ul. Zamkowej, także na ul. J. Słowackiego, gdzie zginął nauczyciel wychowania fizycznego Aleksander Rzeszótko i inni nieznani; a także przy ul. 3 Maja, gdzie zginał student w wieku 19 - 20 lat o nie ustalonym nazwisku.
Na podwórzu hotelu „Christliche Hospitz” również były rozstrzeliwania. Tam zginął powstaniec Lorenc, zamieszkały przy ul. J. Słowackiego 38, i Edmund Terski, fryzjer z ul. Wojewódzkiej (obecnie 27 Stycznia). Komendantem grupy freikorpsu w hotelu „Hospitz” był Georg Joschke, późniejszy kreisleiter NSDAP w Katowicach Według opowiadań na podwórzu „Hospitz” zginęło 18 ludzi; zostali pochowani we wspólnej mogile na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza.”


Zeznanie Julianny Rzeszowskiej:

„Dnia 4 września 1939 roku we wczesnych godzinach rannych ul. Mikołowską w kierunku pl. Wolności wkraczał freikorps. Walki na tym odcinku były bardzo silne, ponieważ od pl. Wolności, z torów i Domu Powstańca ostrzeliwali powstańcy atakujących freikorzystów.
Zaraz po wkroczeniu wojsk niemieckich ludność podawała do wiadomości o rozstrzelaniu powstańców i harcerzy. Nadmieniam, że w niedzielę 3 września spotkałam Feigego. Jak sobie przypominam, było to na Rynku. Był on w towarzystwie powstańca Swobody. Mówiłam mu, aby uchodził na wschód, ale on na to nic nie odpowiedział. W poniedziałek po południu Niemcy rozstrzelali Feigego nad Rawą.
Znałam też nauczyciela Aleksandra Rzeszótkę. Mieszkał on przy ul. Sobieskiego. Rzeszótko też został rozstrzelany, po uprzednim zmasakrowaniu nad Rawą.
Po ustaniu walk w Katowicach stale chodziłam po mieście i szukałam rozstrzelanych znajomych, aby ich sama zobaczyć, względnie, aby udzielić o tym wiadomości rodzinie. Stąd widziałam na własne oczy spis rozstrzelanych, wywieszony na drzwiach obecnego Sądu Wojewódzkiego, i - jak mi się wydaje - na kostnicy przy Szpitalu Miejskim Nr 4 przy ul. Francuskiej.
Do kostnicy tej zaglądałam i widziałam, że leżał tam stos zwłok pokrwawionych i niemożliwych do rozpoznania.
Na wywieszce przy Sądzie Wojewódzkim podane były nazwiska na arkuszu papieru od góry do dołu w dwóch rzędach, wypisane na maszynie. Po tym można obliczyć, ile mogło się tam zmieścić nazwisk. Na liście w kostnicy przy ul. Francuskiej było mniej nazwisk. Zwłok, jak dziś określam, było około 30, ale trudno mi jest dokładniej określić. Gdzie te zwłoki pochowano, nie wiem. Natomiast z informacji uzyskanych od Rzeszótkowny i od księdza Bańki z Chorzowa, który miał być obecny przy grzebaniu zwłok na cmentarzu panewnickim, wiem, że Rzeszótko tam jest pochowany.
Jeśli chodzi o harcerzy walczących w parku Kościuszki, to opowiadano, że była ich masa i tam polegli, bo się bardzo dzielnie bronili. Jednak bliżej nie znam ilości tak poległych harcerzy, jak również nie wiem, skąd pochodzili. Słyszałam i ludzie wyraźnie podawali, że przy Domu Powstańca przy ul. Matejki rozstrzelani zostali harcerze, ale nie wiem, ilu ani skąd pochodzili.”


Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #15

16 Strony  1 2 3 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2018 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej