Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
23 Strony « < 2 3 4 5 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Okręg Śląski ZWZ / AK
     
skrzypol1
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 164
Nr użytkownika: 43.431

Piotr Skrzypczyk
Zawód: ekonomista
 
 
post 20/05/2010, 6:59 Quote Post

QUOTE(wojtek k. @ 19/05/2010, 12:29)
QUOTE(skrzypol1 @ 15/05/2010, 12:11)
Panie Wojtku, a może przygotuje Pan monografię Okręgu AK Śląsk, której jeszcze nikt nie stworzył???


Na dzień dzisiejszy jestem na etapie gromadzenia i porządkowania materiałów. Natomiast nie wiem jeszcze, w jaki sposób je docelowo spożytkuję – w grę wchodzi albo publikacja książkowa, albo rozbudowana strona internetowa.

Natomiast dziś wieczorem wrzucę garść informacji o Obwodzie Pszczyna wink.gif

Pozdrawiam
*



Ja to bym wolał książkę biggrin.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #44

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 21/05/2010, 18:04 Quote Post

Podinspektorat Cieszyn

Aresztowania, które rozpoczęły się zimą 1940 / 41 i które ciągnęły się aż do jesieni 1941 roku – o czym już tu pisałem - dokładnie przeorały struktury organizacyjne ZWZ w Inspektoracie Cieszyn, który w następstwie tego faktycznie przestał istnieć. Komenda Okręgu Śląskiego ZWZ zrezygnowała z prób jego odtworzenia, a zadanie odtworzenia struktur konspiracyjnych na tym terenie scedowała na Inspektorat Rybnik.

Wiosną 1941 roku inspektor rybnicki ppor. Władysław Kuboszek oddelegował do pracy na obszarze cieszyńsko – zaolziańskim dwóch harcerzy – Jana Margicioka i Leopolda Hałaczka.

Leopold Hałaczek, używający pseudonimów „Tadek”, „Góra” i „Herman”, urodził się 29 września 1912 r. w Bottrop, w powiecie Rrecklinghausen w Westfalii, dokąd jego rodzice wyjechali w poszukiwaniu pracy. Po zakończeniu I wojny światowej wrócił wraz z ojcem na Górny Śląsk. Ojciec jego wziął udział w Powstaniach Śląskich, za co odznaczony został między innymi Krzyżem Walecznych, a po podziale Górnego Śląska podjął pracę jako urzędnik celny.
Leopold Hałaczek w roku 1927, będąc uczniem rybnickiego gimnazjum, związał się z harcerstwem. W latach 1935 – 36 odbył zasadniczą służbę wojskową w Dęblinie, po czym podjął pracę jako urzędnik w kopalni „Charlotte” w Rydułtowach. Równocześnie był hufcowym miejscowego hufca.
Jesienią 1939 roku wraz ze starszymi harcerzami rozpoczął działalność konspiracyjną w okolicy Rybnika. 18 grudnia 1940 roku został aresztowany w domu Margicioka w Rydułtowach i przewieziony do więzienia w Rybniku. Podczas wyprowadzania go do pracy zbiegł, po czym przybył do Jastrzębia, gdzie znajdowała się siedziba Inspektoratu Rybnik. Tam następnie się ukrywał.

Jan Margiciok, używający pseudonimów „Mały”, „Mazur” i „Dymitrow”, ale przede wszystkim znany jako „August”, urodził się 10 lipca 1915 roku w Kokoszycach koło Wodzisławia Śląskiego, z zawodu krawiec, podharcmistrz hufca harcerskiego w Rydułtowach. Aresztowany na początku 1941 roku, uciekł z pociągu w czasie transportowania go z Rybnika do Katowic, po czym, podobnie jak Hałaczek, ukrywał się w Jastrzębiu, w gospodarstwie Dominika i Elżbiety Kaniów, gdzie mieścił się doskonale zamaskowany schron Komendy Inspektoratu Rybnik, o którego istnieniu wiedziało niewiele osób.

Już w roku 1940 Margiciok i Hałaczek przeszli specjalne przeszkolenie u por. Franciszka Żymełki. Idealnie nadawali się do realizacji zleconego im zadania. Juliusz Niekrasz w pracy Z dziejów AK na Śląsku pisze:

„Przed wyjazdem na Zaolzie emisariusze zostali poinformowani, że w Orłowej mieszka godna zaufania rodzina Michnolów (Walenty Michnol służył przed wojną w policji konnej w Katowicach), u której zamieszkali. Margiciok nazywał się teraz Hans Joschke, a Hałaczek – Leopold Wala. Oficjalnie występowali jako agenci towarzystwa ubezpieczeniowego „Silesia-Versicherungs-Gesellschaft”. W kilka dni później sprowadzili do siebie do pomocy Teofila Wita („Waligóra”).
Praca „Augusta” przyniosła duże sukcesy. Dzięki pomocy inspektora i współpracy innych emisariuszy, jak Wilhelm Wawrzyńczyk („Jaś”) oraz współpracy innych emisariuszy, jak Walter Stefek („Sęp”) i szeregu innych osób szybko zaczął odbudowywać organizację, a stosując się do otrzymanych instrukcji, główny nacisk kładł na rozbudowę wywiadu. […]
W 1942 r. kierowanie konspiracją w połączonych obwodach cieszyńskim i zaolziańskim przejął Leopold Hałaczem, natomiast Jan Margiciok poświęcił się całkowicie pracy wywiadowczej. Odtworzona przez Margicioka i Hałaczka organizacja objęła nie tylko Cieszyn, Trzyniec, Karwinę, Bogumin, Frysztat, Wisłę, Skoczów, Ustroń, ale nawet małe wsie. Organizacja posiadała szeregiem punktów kontaktowych, na przykład w zakładzie dentystycznym dr. Ernesta Winklera w Lutyni Dolnej, u ks. Józefa Adamieckiego w Jabłonkowie, w piekarni Tadeusza Cicheckiego w Boguminie i innych miejscowościach.”


W tym miejscu zacytuję jedynie treść zeznania złożonego w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach w dniu 19 listopada 1973 roku przez Franciszka Burczyka z Katowic:

„Do Jabłonkowa przeniosłem się w sierpniu 1940 roku w związku z pracą. Pracowałem najpierw na kolei, a potem w Amstskomisariacie – wójtostwo. Pod koniec 1940 roku wciągnięto mnie do ZWZ, które już istniało na Zaolziu. Przyszła do mnie Anna Samiel i Wanda Bocek. Powiedziały, że wiedzą, że jestem harcerzem – Polakiem i pytały mnie, czy nie chciałbym pracować w organizacji. Wyraziłem zgodę na przynależność do ZWZ. Po jakimś czasie otrzymałem od nich zawiadomienie, gdzie mam się zgłosić i złożyć przysięgę na ręce Margicioka. N przełomie lat 1940 / 1941 wyznaczono mi teren pomiędzy Nawisem a Grudkiem koło Jabłonkowa. Opisały mi, po jakich znakach go rozpoznam, idącego drogą. Rzeczywiście spotkałem się z Margiciokiem, pochodzącym z Rydułtów, z zawodu krawcem, byłym harcerzem. Ten zapytał się, czy chcę należeć do organizacji ZWZ. Wyraziłem zgodę. Zaprzysiągł mnie na krzyżyk od różańca i następnie opowiedział mi na temat pracy. Mówił, że mamy się postarać o ludzi pewnych „do pracy” na terenie Amstskomisariatu. Oznajmił mi, że skontaktuje mnie ze swoim zastępcą Stefkiem. I rzeczywiście nastąpiło to parę miesięcy później na plebani u ks. Adamieckiego w Jabłonkowie, gdzie pełnił funkcję wikarego. Do czasu spotkania zdążyłem wciągnąć do organizacji Stanisława Lipowskiego z Piosków, Franciszka Strzelca z Mostów, Adama Sikorę z Dolnej Łomnej i Jana Mrozka z Minikowa. Stefek odebrał od nich przysięgę. Poza tym miałem dalszych współpracowników, o których ani Margiciok, ani Stefek nie wiedzieli. Z pracowników biura wciągnąłem 3 pracowników, a w terenie 4. Z wymienionych osób w dokumencie 149 harcerzem był: Zbigniew Kunc, bardzo miły chłopak, Emil Jędrzejczyk, Czesław Sporycz – (prawdopodobnie), Karol Wilkus – skazany na karę śmierci w Oświęcimiu. Parę dni po egzekucji mówiono w obozie, że był jednym z najodważniejszych. Na karę śmierci szedł z pieśnią „Jeszcze Polska nie zginęła”.”

Organizację stworzoną przez Margicioka i Hałaczka najpełniej opisał Michał Heller w pracy Ruch oporu na Śląsku Cieszyńskim, na str. 89 – 106.

Tymczasem jednak do najbliższego otoczenia Margicioka i Hałaczka przeniknął agent gestapo. Juliusz Niekrasz tak o tym pisze:

„Siatka „Augusta” została rozbita z końcem stycznia 1943 r. przez agenta gestapo, Edwarda Gałuszkę, syna nadsztygara z Karwiny. Studiował on przed wojną stomatologię w Warszawie, uchodził za polskiego nacjonalistę, domagał się przyłączenia Zaolzia do Polski. Metrykę skrajnego nacjonalisty nadało mu zapisanie się do Legionu Zaolziańskiego i ukończenia kursu dywersji w Hermanicach koło Ustronia. Jaką on wówczas spełniał rolę i komu służył, trudno powiedzieć, w każdym razie zaistniały wszelkie przesłanki, aby Margiciok i Hałaczek obdarzyli go pełnią zaufania jako Polaka. Agent pracował w czasie okupacji początkowo jako pielęgniarz, a następnie jako felczer w szpitalu w Orłowej. Przyjęty do organizacji ZWZ stał się jednym z najbliższych współpracowników „Augusta”. Będąc agentem gestapo, przekazywał systematycznie zdobywane informacje. Gestapo nie spieszyło się. Do masowych aresztowań przystąpiono dopiero 26 stycznia 1943 r. W tym dniu na stacji w Bystrzycy na Zaolziu ujęci zostali Margiciok i Hałaczek. Śledztwem objęto na początek 71 osób.”

Ciekawą sprawą jest kwestia liczebności AK na Zaolziu. Rudolf Pastuszek z Lutyni Dolnej stwierdza w swej relacji:

„Członkowie SZP Jan Margiciok „Mały” i Leopold Hałaczek „Tadek” przybyli w r. 1941 na Zaolzie, gdzie zorganizowali silną organizację wojskową Związek Walki Zbrojnej (ZWZ). Liczyła ok. 2500 członków. Niestety zdradzona przez miejscowych konfidentów: dr. Gałuszki, ks. Fr. Topiarza i innych została w r. 1943 zupełnie rozbita.”

Pada tu liczba 2500 osób, które miały być zorganizowane w AK na Zaolizu. Z kolei Józef Burek pisze w swej relacji, że Armia Krajowa na Zaolziu w przeddzień aresztowań, które nastąpiły w styczniu 1943 r., liczyła 2600 ludzi.

Bodaj najlepiej zorientowany w tej materii zdaje się być Teofil Wita ps. „Waligóra”, który był najwyżej umocowanym w strukturach AK człowiekiem spośród tych, którzy przeżyli wojnę. Otóż w swej relacji, w której to określa siebie jako „zastępca kierownika wywiadu i organizacji na Zaolzie i Śląsk Cieszyński”, pisze on:

„W zakres mojego działania wchodziły sieci komórek w powiecie frysztackim: Karwina, Frysztat, Darków, Marklowice, Piotrowice, Łąki, Stonawa, Olbrachcice, w powiecie bogumińskim: Polska Lutynia, Niemiecka Lutynia, Dąbrowa, Orłowa, Rychwałd, Bogumin, powiat cieszyński: Cieszyn, Bystrzyca, Gnojnik, Jablunków, Strumień, Chybie, Goleszów, Wisła, Istebna, Trzyniec. [...] Końcem roku 1942 była nasza organizacja silną jednostką wojskową, która liczyła na Zaolziu ok. 2600 członków, a na Śląsku Ciesz. około 1400 członków.”

Wrócę jeszcze w tym miejscu na moment do zeznania złożonego w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach w dniu 19 listopada 1973 roku przez Franciszka Burczyka z Katowic:

„Dnia 3 marca 1943 roku zostałem aresztowany w Jabłonkowie przez gestapo z Katowic i osadzony w siedzibie gestapo w Cieszynie. Skonfrontowany zostałem z Margiciokiem i Stefkiem, którzy stwierdzili, że należałem do organizacji, a Margiciok dodał, że przed nim składałem przysięgę. Po zatrzymaniu mnie w Jabłonkowie pytano mi się, czy i kiedy składałem przysięgę. Na to ja odpowiedziałem, że po namyśle: że złożyłem przysięgę 6 maja 1940 roku na Führera Narodu Niemieckiego i całej Reszy na kolei. Za to zostałem obity po twarzy z wyzwaniem „ty przeklęta świnio” itp. Z Cieszyna przewieziono mnie do gestapo w Katowicach, a potem do więzienia sądowego na ul. Mikołowską. Po dwóch tygodniach przetransportowano nas do Ersatz-Polizei-Gefängnis do Mysłowic. W Mysłowicach przebywałem do 19 lutego 1944 roku i stąd przetransportowany zostałem do Oświęcimia na blok nr 11. Standgerichtu nie przechodziłem. Numer obozowy: 188.068. Dnia 21 listopada przekazano mnie do Buchenwaldu. Dnia 3 kwietnia 1945 roku rozpoczęła się ewakuacja. Dnia 23 kwietnia 1945 roku oswobodzony zostałem w gminie Pesing.”

Strukturę organizacyjną sieci „Augusta”, jej rozpracowanie i aresztowania szczegółowo opisane zostały w kilkudziesięciostronicowym sprawozdaniu urzędu kierownika Gestapo w Katowicach dla Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy dotyczące likwidacji służby informacyjnej polskiej tajnej organizacji Związku Walki Zbrojnej z 3 sierpnia 1943 roku. Być może za jakiś czas zamieszczę w całości ten dokument…

Jeszcze zanim doszło do aresztowania Margicioka i Hałaczka, Niemcy ujęli Wilhelma Wawrzyńczyka – „Jasia”, komendanta Obwodu Zaolzie, oraz jego bliskiego współpracownika (cichociemnego) Stanisława Zawadę. Zostali oni zaskoczeni 2 listopada 1942 roku na dworcu w Piotrowicach przez przebranych za kolejarzy funkcjonariuszy gestapo. Juliusz Niekrasz w taki sposób opisuje osobę Stanisława Zawady:

„Porucznik Alfred Zawadzki („Kos") został zrzucony do kraju 8/9 kwietnia 1942 r.; miał zostać szefem Oddziału III operacyjnego w sztabie Śląskiego Okręgu, lecz przewidzianej dla niego funkcji nie otrzymał. Szefem Oddziału III był kpt. mjr Ewald Migula („Paweł”), jeden z najdzielniejszych i najbardziej operatywnych oficerów sztabu, doskonale wprowadzony w pracę i zadania Oddziału III, zdjęcie go z tego stanowiska byłoby błędem.
Komendant Okręgu powierzył por. Zawadzkiemu inne zadanie; miał je wykonać na terenie Zaolzia. Jakie to było zadanie, nie umiem powiedzieć, dyrektyw komendanta nie znał nawet Migula. Pytałem go o to po wojnie, lecz nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć, nie wiedział nawet, że miejscem odkomenderowania por. Zawadzkiego było Zaolzie.
Zawadzki używał na terenie Zaolzia pseudonimu „Stanisław Staszowski”. Nawiązał dobre kontakty między innymi z Wilhelmem Wawrzyńczykiem („Jaś”), kwatermistrzem Inspektoratu Rybnickiego, delegowanym na Zaolzie, z Janem Margiciokiem („August"), Leopoldem Hałaczkiem („Góra”, „Herman”), Józefem Żarnowskim („Bułka”) i z partyzantką w Beskidach, utrzymując z nią stały kontakt przez łącznika o pseudonimie „Juhas” (nazwiska nie znam). Por. Zawadzki objął kierownictwo wszelkich akcji dywersyjnych, prowadził wywiad, utrzymywał kontakty radiowe (dysponował aparatem nadawczym). Miejsce pobytu stale zmieniał, najczęściej zatrzymywał się w domu patriotycznej rodziny Teofila Piskorza (który jednak do organizacji nie należał) oraz w domu jego brata Henryka, żołnierza AK.
Porucznik Zawadzki żył bardzo blisko z Wawrzyńczykiem i Margiciokiem i niepotrzebnie wyznał im, że jest skoczkiem z Anglii. W siatce Margicioka (siatka „Augusta”) tkwił agent gestapo Edward Gałuszka („Eskulap”) traktowany jako żarliwy Polak, a w organizacji jako najwierniejszy z wiernych, być może, że i on z ust samego Zawadzkiego dowiedział się, kim on jest. Gestapo rozpoczęło połów na „grube ryby”. Wiedząc od Gałuszki, że „Staszowski” i Wawrzyńczyk jechać będą pociągiem z Darkowa do Piotrowie (Gałuszka odprowadził ich nawet na stację w Darkowie), gestapo oczekiwało na nich w Piotrowicach w przebraniu kolejarzy. Gdy wysiedli z pociągu gestapowcy rzucili się na nich znienacka, tak że obaj nie zdążyli użyć broni. Zawadzki, który był silnym mężczyzną, bronił się zaciekle, doznał złamania ręki, odwieziony został do urzędu gestapo w Cieszynie i słuch po nim zaginął. Wawrzyńczyk po przeprowadzeniu śledztwa rozstrzelany został w Oświęcimiu. Jan Margiciok i Leopold Hałaczek ujęci zostali miesiąc później, 26 stycznia 1943 r., i straceni. Zginęli też ci, którzy utrzymywali kontakt z por. Zawadzkim, a których nazwiska padły w śledztwie. Henryk Piskorz został rozstrzelany w Netzweiler, Teofil Piskorz, który przez cały czas śledztwa przeczył wszystkiemu, został osadzony w obozie oświęcimskim i przeżył wojnę, współdziałającego ze skoczkiem Józefa Żarnowskiego rozstrzelano w Oświęcimiu 24 sierpnia 1944 r.”


Tymczasem śledztwo w sprawie sieci „Augusta” przeniosło się aż do Wiednia i Warszawy, a to za sprawą Jana Mrózka, magistra praw, rodem z Wędryni, który stworzył sieć wywiadu Armii Krajowej, podległą bezpośrednio Oddziałowi II KG AK. Materiały wywiadowcze przekazywał Mrózek, z pominięciem Komendy Okręgu Śląskiego AK, Karolowi Trojanowskiemu, pracownikowi głębokiego wywiadu w Oddziale II Komendy Głównej AK w pionie „Stragan” (Wydział Wywiadu Intensywnego). Michał Heller pisze:

„Oprócz siatki wywiadowczej August istniała druga o (kryptonimie Południe—Wschód i kierowana była przez Jana Mrózka. Powstała ona prawdopodobnie w 1941 r. i początkowo zajmowała się wywiadem wojskowym na Śląsku Cieszyńskim. Stopniowo jednak rozszerzała swe pole działania na teren Austrii, dokąd wyjechało dobrowolnie do pracy wielu mieszkańców Śląska Cieszyńskiego, chcąc w ten sposób uniknąć represji.
W Austrii pracowało też dużo osób skierowanych tam przymusowo przez niemieckie urzędy pracy. Znaczna część tych osób przystąpiła do pracy w wywiadzie. Na czele tej grupy wywiadowczej, kryptonim Południe – Wschód, stanął mgr Jan Mrózek z Wędryni, a głównymi ośrodkami jej działalności były: Wiedeń, Linz oraz Zaolzie. Do siatki wywiadowczej Jana Mrózka należeli: lekarz Cienciała, Litwin inż. Eugeniusz Raczunos, Austriak prof. dr Karol de Englisch Curleborgh, dr Robert Milata z Pragi, Józef Śliz z Trzyńca, Stanisław Legierslki z Wisły-Stecówki, Maria Magnusek z Wędryni, Legierski z Trzyńca, mgr Tadeusz Wojnar, Franciszek Szczotkowski z Mostów, ks. Gustaw Ożana, Myrdaczówna z Górnej Suchej, Rudolf Blecha z Trzyńca, Józef Ćwik z Wędrymi, Vaclav Brodil, Otton Puczek z Końskiej, Józef Bujak z Nydka, Czech inż. E. Kurz, Władysław Gojniczek z Łyżbic, mgr Karol Prymus, Ewa Mrózek i inni.
Członkowie siatki wywiadowczej, pracując w różnych zakładach, gromadzili informacje dotyczące ich produkcji, rozmieszczenia, nastrojów panujących wśród robotników itp. Dane te przekazywano J. Mrózkowi. Przeprowadzano też sabotaże. Władysław Babiński z Cieszyna, pracujący w Donau Speditions Gesellschaft, otrzymał polecenie zakładania bomb zegarowych w dolnych pokładach statków na Dunaju celem ich zatopienia. Bomb tych dostarczał J. Mrózek poprzez łącznika, a ponieważ były one własnej produkcji, przeto często zawodziły. Babiński otrzymał wiadomość, że jeden statek został w ten sposób zatopiony. W pracach tych przez okres 2 lat pomagał mu Austriak Vollmann. Działalność sabotażowa J. Babińskiego zakończyła się jego aresztowaniem w dniu 19 IV 1943 r.
Grupa wywiadowcza Południe – Wschód podlegała kierownikowi Służby Wywiadowczej Zachód Komendy Głównej AK – Karolowi Trojanowskiemu, pracującemu w Berlinie. W jego grupie pracowali też mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego: Legierski i Szlauer – obaj z Trzyńca, Pszczółka, Bogusław Sikora i inni. W Salzgitter pracowali w wywiadzie Cieszyniacy: Tytko i Bogusław Krzystek.
Jan Mrozek organizował sieć wywiadowczą również na Zaolziu. W listopadzie 1942 r. wspomniany już Józef Kiedroń pseud. Stal z siatki wywiadowczej Jana Margicioka został przedstawiony przez Pawła Kajzara Janowa Mrozkowi, któremu następnie przekazywał wiadomości o zarządzeniach władz okupacyjnych i aresztowaniach na Zaolziu. O tych rozmowach Józef Kiedroń nie informował Waltera Steffka, swego przełożonego organizacji August. Podobne informacje z Zagłębia Karwińskiego otrzymywał Jan Mrózek od ks. Jerzego Wałacha, któremu materiały te dostarczali Józef Żarnowski i Józef Hanzel z Karwiny – obaj członkowie organizacji August.
Na działalności grupy wywiadowczej Południe – Wschód zaciążyła wielka nieostrożność i lekkomyślność jej kierownika Jana Mrózka. Wydawał on w nieuzasadniony sposób pieniądze organizacyjne. W Wiedniu wynajął duży pokój, w którym przyjmował swych podwładnych. Doniosła o tym rychło policji właścicielka mieszkania. W wyniku rewizji, przeprowadzonej w pierwszej połowie kwietnia 1943 r., znaleziono u niego listę zaprzysiężonych osób i listę tych, których planowano zwerbować do wywiadu. Wskutek tego aresztowano ogółem w Wiedniu, Linzu, Kreimchenu, Berlinie, Salzgitter i Warszawie około 600 osób. Skazano na śmierć 50 członków siatki wywiadowczej, w tym jej kierownika Jana Mrózka. Mężczyźni zostali straceni w Stein, a kobiety skazane ma śmierć szczęśliwym zbiegiem okoliczności ocalały. Wielu członków grupy J. Mrózka skazano na długoletnie więzienie. Siatka wywiadowcza Południe – Wschód przestała istnieć.”


Wśród aresztowanych znalazł się też znany polski działacz narodowy na Śląsku Cieszyńskim Władysław Michejda, którego gestapo aresztowało w dniu 10 kwietnia 1943 roku.

Tymczasem wróćmy do sprawy Margicioka i Hałaczka, którzy w trakcie śledztwa poddani zostali nieludzkim torturom. Hałaczek powieszony został 14 sierpnia 1944 roku w Rychwałdzie. Z kolei Margiciok skazany został na karę śmierci przez policyjny sąd doraźny w KL Auschwitz wraz z 70 innymi Polakami w dniu 29 listopada 1943 roku.

c.d.n.
 
User is offline  PMMini Profile Post #45

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 21/05/2010, 18:05 Quote Post

c.d.

W świetle ustaleń Michała Hellera, po rozbiciu sieci wywiadowczej „Augusta” i Podinspektoratu Cieszyn komendant Inspektoratu Rybnik, ppor. Kuboszek, polecił odbudowę struktur konspiracyjnych ppor. „Kowalowi”, mianując go podinspektorem. Z kolei Mieczysław Brzost twierdzi, że komendantem Podinspektoratu Cieszyn został wówczas ppor. Stefan Dąbrowski ps. „Kowal”. Komendantem Obwodu Zaolzie mianowany został - ich zdaniem - ppor. Wilhelm Szwajnoch ps. „Miedzianka”.

Do odbudowy struktur AK w Podinspektoracie Cieszyn w znacznym stopniu przyczyniła się akcja scaleniowa, w wyniku której szeregi Armii Krajowej zasilili członkowie Gwardii Ludowej PPS. Michał Heller tak o tym pisze:

„Z ramienia Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ rozmowy z Delegaturą Rządu na Śląsk i reprezentacją stronnictw politycznych prowadził mjr Zygmunt Janke pseud. Walter. Na Śląsku, a w tym i na Śląsku Cieszyńskim osiągnął on porozumienie z PPS oznaczoną kryptanimem Koło, prowadząc pertraktacje z Romanem Motyką pseud. Kopaczka, Stefanem Kramorzem pseud. Nowak i Stefanem Wieczorkiem pseud. Aleksy. Ogółem w podinspektoracie cieszyńskim kryptonim Wata podano do scalenia 10 kompanii GL PPS, liczących 26 plutonów w luźnych grupach. Zostały one włączone do AK. Wspomniane kompanie, organizowane systemem trójkowym, miały liczyć od 160 do 200 ludzi, wydaje się jednak, że te informacje liczbowe są mocno przesadzone, gdyż w warunkach okupacyjnych mogły one sięgać liczby najwyższej 20 – 30 ludzi. Istniały one w rejonach, gdzie prężny był ruch socjalistyczny przed wojną i z tego chociażby powodu przedstawiciele tych ośrodków weszli w skład OKR PPS Śląska Cieszyńskiego. Były to następujące rejony: Ustroń, Trzyniec, Bystrzyca nad Olzą, Cieszyn, Karwina (istniały tam prawdopodobnie 2 kompanie), Stonawa i Sucha, Orłowa, Frysztat, Kończyce – Zebrzydowice. Nie istniały natomiast kompanie socjalistyczne na Baraniej Górze, Czantorii, Równicy, w Orłowej, czy Skoczowie. W podinspektaracie Wata przyjęto też do AK oddział partyzancki Kończyce – Zebrzydowice, który w listopadzie 1943 r. liczył 20 uzbrojonych ludzi.”

Zgodzić się należy z sugestią, iż 160 – 200 żołnierzy w każdej z kompanii rzeczywiście wydaje się wielkością zawyżoną, ale zupełnie nie rozumiem, na jakiej podstawie Michał Heller twierdzi, że w kompaniach GL PPS miało być po 20 – 30 ludzi. Jak się za chwilę przekonamy, liczebność tych kompanii z całą pewnością była znacząco większa.

Jak już pisałem, nieporozumieniem jest informacja podana przez Adama Dziubę w artykule Podziemie poakowskie w powiecie rybnickim w latach 1945 – 1947, jakoby w Podinspektoracie Cieszyn sformowano tylko jeden batalion AK, przy czym opiera się on tu rzekomo na zeznaniach Jana Spyry, złożonych w PUBP Rybnik w dniu 29 czerwca 1951 roku, oraz Adolfa Szewczyka z 29 listopada 1949 roku.

Na początek odwołam się do tego, co naprawdę zeznał w tej sprawie na przesłuchaniu w dniu 29 czerwca 1951 roku w PUBP Rybnik Jan Spyra, II zastępca komendanta Inspektoratu Rybnik. Zeznał on w trakcie tegoż przesłuchania, że Adolf Szewczyk ps. „Kowal”, dotychczasowy zastępca dowódcy batalionu Obwodu Rybnik, pod koniec 1943 roku desygnowany został na stanowisko dowódcy WSOP w Podinspektoracie Cieszyn (należy zaznaczyć, że o ile jednak Spyra twierdził, że Szewczyk został komendantem WSOP w Podinspektoracie, to on sam utrzymywał, że dowodził nie tylko WSOP, ale całością sił Podinspektoratu). Jan Spyra mówił dalej:

„W tym celu Lech skontaktował Kowala z ps. Leon d-cą Obwodu Węgiel jako części składowej podinspekcji Cisu i z Orłowskim z Skoczowa jako dotychczasowego ogólnego d-cy WSOP podinspekcji Cis. Zmiana taka była konieczna, ponieważ Orłowski nie mógł podołać swym obowiązkom gdyż służba jego w akcyzie niemieckiej nie pozwalała mu na tak szeroko zakrojony plan działania. Wyjazd koncentracyjny w tej sprawie w styczniu u „Leona” nie doszedł do skutku, bo Orłowski jako dowódca nie przybył na zebranie. Przy wyjeździe Kowala i Lecha do Skoczowa do Orłowskiego /Gejer nazwisko/ ustalono nowe zebranie koncentracyjne, na którym miano podzielić funkcje podinspekcji Cisu. Na koncentracji tej, którą ustalono na dzień 27 lutego 44 mieli być obecni:
- porucznik ps. Sas – d-ca wojskowy podinspekcji Cisu
- Leon i Czarny – pierwszy – d-ca wojsk Obwodu Węgiel / Zaolzie; drugi – d-ca WSOP Obwodu Węgiel / Zaolzie
- Okularnik ps. – d-ca wojskowy Koła to jest grupy 640 ludzi przejętych w dniu 4 grudnia 43 przez Orłowskiego od ugrupowania socjalistycznego Motyki ps. Kopaczka późniejszego przedstawiciela Rządu Londyńskiego na Kraj – Woj. Śląskie i jego głównego pomocnika Zawady Franciszka Ustroń Zibnnmeisterstrasse 33.
Kowal jako proponowany d-ca całości WSOP na całą podinspekcję Cisu i Rybitwy, Lech jako przedstawiciel sztabu Inspekcji Cisu i Rybitwy AK w charakterze zastępcy Inspektora Kuboszka.”


Kilka kwestii wymaga tu wyjaśnienia… „Lech” to oczywiście sam Jan Spyra, czyli z-ca komendanta Inspektoratu Rybnik. „Orłowski” to dotychczasowy komendant WSOP w Podinspektoracie Cieszyn (Rudolf Geier, który po wojnie zmienił nazwisko na Roman Gajewski), zaś „Okularnik” to komendant scalonej z AK Gwardii Ludowej PPS. Rodzi się pytanie, dlaczego w spotkaniu tym mieli wziąć udział członkowie dowództwa Obwodu Karwina, krypt. „Węgiel”, i to zarówno w osobie komendanta Obwodu („Leona”), jak dowódcy WSOP („Czarnego”), a nie przewidziano udziału nikogo z dwóch pozostałych obwodów Podinspektoratu Cieszyn – tj. Obwodu Cieszyn i Obwodu Jabłonków.
A kim jest por. „Sas”? Jan Spyra tytułuje go „dowódcą wojskowym podinspekcji Cisu”, a więc – jego zdaniem – to właśnie on był w tym czasie podinspektorem… A może ppor. Stefan Dąbrowski posługiwał się, obok pseudonimu „Kowal”, również pseudonimem „Sas”? Wydaje się to prawdopodobne, aczkolwiek kwestię tę należy traktować jako otwartą… Dodam, że - jak wynika z zeznania „Orłowskiego” z 23 IX 1951 r. - pseudonim „Sas” nosił przedwojenny porucznik Jan Lewiński (ale czy jest to prawdziwe nazwisko?).

W cytowanym fragmencie zeznań Jana Spyry pojawia się liczba 640 żołnierzy GL PPS przekazanych Armii Krajowej w ramach umowy scaleniowej. Ale co się tak naprawdę za tą liczbą kryje? Czy są to wszyscy członkowie GL PPS, którzy znaleźli się w szeregach AK w Podinspektoratu Cieszyn, czy może wyłącznie z Obwodu Karwina? I dlaczego miał ich przejmować „Orłowski”, a nie „Sas” czy „Leon”? A może są to jedynie osoby przekazane do WSOP? Pytania wręcz się mnożą…

Poza scalonym z AK zgupowaniem GL PPS, na czele którego stał „Okularnik”, w północnej części Zaolzia funkcjonował w tym czasie batalion AK, którym dowodził „Leon”. Adolf Szewczyk w trakcie przesłuchania w UBP w dniu 29.11.1949 r., stwierdził, że w trakcie, kiedy był komendantem Podinspektoratu Cieszyn, poznał dowódcę batalionu na Zaolziu – Michalskiego – „Leona”, a także pięciu dowódców kompanii, którzy podlegali dowódcy batalionu „Leonowi”. Szewczyk zeznał, że tymi dowódcami kompanii byli:

ps. „Kuźnia”, który był nauczycielem, a w tym czasie pracował na kopalni w Karwinie, ps. „Czarny” d-ca kompanii z zawodu kolejarz, „Bystry” d-ca kompanii, „Parys” również d-ca kompanii oraz jeszcze jeden, którego sobie nie mogę przypomnieć.

Adolf Szewczyk, który ewidentnie starał się możliwie jak najmniej powiedzieć, stwierdził, że poszczególne kompanie liczyły od 80 do 150 ludzi.

Z zeznaniem tym koresponduje informacja z raportu Jana Spyry z 25 stycznia 1944 roku, w której podał on, że w trakcie zebrania, które odbyło się tego dnia w Marklowicach, „Leon” przedstawił rozmieszczenie podległych mu plutonów:

Darków, Frysztat Wschodni, Frysztat Zachodni – 1 pluton
Marklowice Górne, Marklowice Dolne, Zebrzydowice – 1 pluton
Piotrowice, Piersna, Zawada, Stare Miasto, Kąkolna – 1 pluton
Raj, Kończyce Małe, Kończyce Wielkie – 1 pluton
Kaczyce, Stonawa, Łąka, Olbrachcice – 1 pluton
Karwina – 1 pluton
Orłowa (obóz polski) – 2 plutony
Dąbrowa, Orłowa, Łazy – 1 pluton
Lutynia Polska i Niemiecka, Dziećmarowice - 1 pluton
Błędowice, Datyń, Szumbark
Żywocice, Hermanice, Szobiszowice, Szonów – 1 pluton
Cierlicko Dolne i Górne – 1 pluton
Stanisławowice, Mistrzowice-Koniaków, Grodzisko – 1 pluton
Pietwałd, Poręba, Rychwałd, Sucha Górna i Dolna, Sucha Średnia – 1 pluton

Jak widzimy, terenem działalności batalionu „Leona” było północne Zaolzie. Niezależnie od tego, na tym terenie funkcjonowała siatka WSOP, którą kierował „Czarny” (N.N.), który to miał do pomocy Józefa Maćkowiaka, którego w czerwcu 1943 Jan Spyra miał skierować na Zaolzie z zadaniem tworzenia WSOP w kopalniach Zagłębia Karwińsko-Ostrawskiego. Jak wynika z oświadczenia Jana Spyry na temat działalności Józefa Maćkowiaka, które przedłożył on w rybnickim ZBOWiD-e, Maćkowiak krótkim czasie zorganizował kopalniany WSOP w 50% kopalń Zagłębia Karwińsko-Ostrawskiego.
Dodatkowo na terenie Zaolzia struktury konspiracyjne odtwarzał Bronisław Wilkus, który początkowo zajął się tworzeniem punktów kontaktowych, a następnie przystąpił do działań wywiadowczych, zbierając materiały dotyczące produkcji broni w zaolziańskich fabrykach zbrojeniowych. Po zorganizowaniu komórek jednostki pod dowództwem Wilkusa rozpoczęły akcje sabotażowe w kopalniach Zagłębia Karwińskiego, a także prowadziły akcje pomocy dla rodzin polskich, dostarczając potrzebującym pieniądze i kartki żywnościowe. Czy zostały one w którymś momencie włączone do struktur batalionu „Leona” albo WSOP, czy też funkcjonowały jako oddzielny pion (na przykład w ramach Kedywu lub wywiadu), tego nie wiem.

Ale wróćmy do zeznania Jana Spyry, z którego dowiadujemy się, że – z uwagi na aresztowanie Kuboszka w dniu 9 lutego 1944 roku – „Lech” (czyli Jan Spyra) nie wziął udziału w tym spotkaniu …

Jak wynika z pracy Michała Hellera, po ustąpieniu z funkcji podinspektora cieszyńskiego ppor. „Kowala” przejściowo funkcję tę objął Roman Motyka z PPS. Zresztą pozwolę sobie przytoczyć informujący o tym fragment z pracy Michała Hellera:

„Roman Motyka w zabudowaniach Smelików w Kończycach Wielkich zainstalował radiostację, za pomocą której wraz z Bolesławem Smelikiern porozumiewał się ze swymi przełożonymi. Najprawdopodobniej była ona własnością Delegatury Rządu na Śląsku. W związku z ustąpieniem z powodu zagrożenia ppor. rezerwy Kowala (pseud.) ze stanowiska podinspektora Waty, piastowanego przezeń od 1942 r., funkcję tę czasowo przejął R. Motyka. Otrzymał on w kwietniu 1944 r. w Radzionkowie do pomocy por. rezerwy inż. Tadeusza Kamlińskiego pseud. Buszmen, również członka PPS, który w przyszłości miał zostać dowódcą podinspektoratu cieszyńskiego. Podinspekorat ten dzielił się wówczas na trzy obwody: Jabłonków – kryptonim Wylew, Cieszyn – kryptonim Wahadło i Karwina – kryptonim Węgiel.
W kwietniu 1944 r. gestapo zamordowało u Drozdów w Ustroniu działacza konspiracyjnego Emila Rzymana. Po zidentyfikowaniu zwłok dokonano aresztowań wśród członków jego rodziny. Uwięziono m.in. jego szwagra Ludwika Rychłego z Orłowej, kierownika konspiracji socjalistycznej na Zaolziu. Nie wytrzymał on tortur i wydał wielu członków ruchu oporu z Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego. Aresztowano wtedy m.in. Jana Żyłę i Karola Smelika (syna) z oddziału Kończyce – Zebrzydowice, Erwina i Henryka Pawluków (braci łączniczki Ireny Pawluk), Rzyniana z Końskiej i wielu innych. Odtąd Bolesław Smelik musiał się ukrywać. Aresztowania te zadały ciężka cios ruchowi socjalistycznemu, zwłaszcza na Zaolziu. Pomimo to zajmował on nadal dominującą pozycję w konspiracji na Śląsku Cieszyńskim. Socjaliści stanowili po scaleniu najliczniejszą autonomiczną grupę wewnątrz AK. Ich przywódca R. Motyka pełnił nadal funkcję podinspektora Waty.
Porucznik rezerwy inż. Tadeusz Kamliński, pseud. Buszmen, Kropidło, po przybyciu w kwietniu 1944 r. na teren Śląska Cieszyńskiego zajął się likwidacją napięć pomiędzy kierownictwem zgrupowania AK w rejonie Zebrzydowic, które liczyło 2 – 3 kampanie (Krop, Foltyn, Bubik, Blacha), a podinspektorem Romanem Motyką, Dowódcy akowscy nie chcieli uznać nad sobą zwierzchnika należącego do PPS. Buszmen (pseud.), pełniący obowiązki podinspektora po R. Motyce, wprowadził też obowiązkowe składki od członków AK, wynoszące 1 markę miesięcznie. Z tego pomysłu niebawem jednak zrezygnowano, gdyż dowódcy, bojąc się ściągać składki od mniej pewnych członków, płacili je za nich sami. Tadeusz Kamliński mianował swym zastępcą Karola Żbela.”


Należy podkreślić, że Michał Heller zupełnie pomija tu osobę Adolfa Szewczyka, który twierdził, że to on kierował Podinspektoratem Cieszyn i który to używał pseudonimu „Kowal”, a więc tego samego, którego wedle Mieczysława Brzosta miał używać ppor. Stefan Dąbrowski. Czy więc nie jest tak, że Dąbrowski i Szewczyk to jedna i ta sama osoba? A może jednak Dąbrowski to Lewiński - „Sas”? Może zmuszony był on zmienić pseudonim po przybyciu na ten teren Szewczyka, z uwagi na to że ten używał takiego samego pseudonimu? Pytania się mnożą...

Jedno jest pewne - nie mógł „Kowal” (niezależnie od tego, czy Dąbrowski i Szewczyk to jedna i ta sama osoba, czy też są to dwie różne osoby) objąć funkcji podinspektora już w roku 1942, jako że w tym czasie Podinspektoratem, aż do czasu swego aresztowania w styczniu 1943 roku, dowodził Hałaczek.

Ale z zacytowanego powyżej fragmentu dowiadujemy się jeszcze jednej ciekawej rzeczy, mianowicie że w rejonie Zebrzydowic istniało zgrupowanie AK (nie wywodzące się z GL PPS) w sile 2 – 3 kompanii. Czy zgrupowaniem owym nie był czasem III batalion 4 pułku strzelców podhalańskich? I czy jedną z owych kompani nie była 3 kompania III batalionu 4 pułku strzelców podhalańskich z okolic Strumienia?

Michał Heller pisze o niej:

„W okolicach Strumienia działała też ściśle związana z organizacją August konspiracja wojskowa. Ogarnęła ona swoim zasięgiem szereg okolicznych wsi. Pod koniec 1941 r. z połączonych komórek ruchu oporu utworzono 3 kompanię 3 batalionu 4 Pułku Strzelców Podhalańskich. Dowódcą jej został ppor. Rudolf Rychlik, a po jego aresztowaniu w 1942 r. i rozstrzelaniu – nauczyciel ppor. Ernest Szymiczek. Pracował on również w organizacji August. W skład wymienionej kompanii wchodziły:
pluton Strumień – dowódca kupiec Teofil Zieleźnik z Zarzecza – pluton liczył około 50 zaprzysiężonych ludzi, a w jego skład wchodziły drużyny: Bąków, Zbytków, Zabłocie i Strumień (drużyna Jana Wrony);
pluton Chybie – dowódca Władysław Ryszka – pluton liczył około 90 – 100 zaprzysiężonych ludzi, przejawiał dużą aktywność, a składał się z trzech drużyn: Chybie, dowódca inż. Kopel, Mnich – dowódca Józef Janik, Zarzecze – nazwisko dowódcy nie jest znane;
pluton Ochaby – dowódca Brud ze stadniny koni – pluton liczył około 30 zaprzysiężonych ludzi i składał się z dwóch drużyn: Ochaby – drużynowy Kajetanowicz (do czasu uwięzienia go), były dyrektor stadniny koni, Drogomyśl – drużynowy Jerzy Pomykacz, były kierownik szkoły w Drogomyślu;
pluton Golasowice – dowódca Fryderyk Król – pluton dopiero tworzono i chociaż organizacyjnie należał on do Strumienia, to jednak interesował się nim głównie inspektor Władysław Kuboszek, a w skład tego plutonu wchodziły drużyny: Jarząbkowice, Golasowice i Pawłowice.
W kompanii organizowano regularne zbiórki, szkolenia i odprawy. Współpracowano ściśle z organizacją wywiadowczą August. Czyniono znaczne wysiłki celem podtrzymania ducha polskiego w społeczeństwie. Zdążono zabezpieczyć zbiór polskich książek w zabudowaniach uwięzionego kierownika sokoły Karola Żwaka w Drogomyślu, który następnie potajemnie rozprowadzono i czytano. Słuchano też polskich audycji radiowych, rozpowszechniano prasę konspiracyjną. Dużą wagę (przywiązywano też do śpiewania polskich pieśni.
W rejonie Strumienia i Chybia silnie rozwinięta była akcja socjalna. Najwięcej zasług w jej organizowaniu położył wikary z parafii strumieńskiej – ks. Emil Skudrzyk. Zdołał on zebrać od zaufanych Polaków znaczne sumy. Ksiądz Skudrzyk zajmował się też wypożyczaniem polskich (książek z biblioteki własnej d parafialnej. Ponieważ rejon ten był stosunkowo zamożny, a żywności tu nie brakowało, przeto nie zachodziła potrzeba wspomagania ludzi. Zebrane pieniądze przeznaczano więc na zakup broni. Część (tych kwot przekazywano J. Margiciokowi, który rozdzielał je między Polaków mieszkających w skupiskach miejskich na Zaolziu. Broń nabywano od żołnierzy niemieckich, stacjonujących w stadninie koni w Ochabach. Akcją tą kierował dowódca konspiracji w tej miejscowości – plutonowy Brud. Ogółem zakupiono około 60 – 70 sztuk różnego rodzaju broni, którą posługiwali się m.in, Hałaczek, inspektor Kuboszek i inni. Pochodziła ona w znacznej części ze składu polskiej broni, którą Niemcy przejęli w czasie kampanii wrześniowej. Od 1941 r. do chwili aresztowania dowódcy kompanii ppor. Ernesta Szymiczka (w czerwcu 1943 r.) przeprowadzono 4 koncentracje (m.in. w Pastwiskach w 1942 r., w Rychwałdzie w 1942 – 1943 r.), na których omawiano sytuację polityczną i przeprowadzano ćwiczenia w strzelaniu z broni. Kompania posiadała też magazyn broni u właściciela sklepu Adolfa Bojdy w Zbytkowie. [...]
W czerwcu 1943 r. w rezultacie rozbicia organizacji August został aresztowany dowódca kompanii Strumień, ppor. Ernest Szymiczek, a nadto Elżbieta i Karol Zertkowie, Karol Omozik, Dominik Słaboszek, Józef Jasiek, Ludwik Król, Wilhelm Popek, Ferdynand Michalczyk, Jan Wrona, Antoni Krzempka i inni. Ogółem uwięziono 25 osób, jednak dzięki ich bohaterskiej postawie aresztowania nie rozszerzyły się dalej. Było to ważne, gdyż kompania Strumień liczyła łącznie około 200 zaprzysiężonych osób. Po aresztowaniu E. Szymiczka dowództwo nad kompanią Strumień przejął bezpośrednio inspektorat rybnicki.”


Należy dodać, że 3 kompania III batalionu 4 pułku strzelców podhalańskich nie ujawniła się ani w ramach amnestii w roku 1945, ani w ramach amnestii w roku 1947, funkcjonując aż do końca roku 1948 w strukturach WiN.

Kompania ta była rozpracowywana przez UB w ramach „agenturalnego rozpracowania” o kryptonimie „Sztylet”. W aktach tejże operacji przetrwało wiele dokumentów dotyczących struktury organizacyjnej kompani, przy czym informacje, jakie one zawierają pozostają nierzadko w sprzeczności, tak względem tego, co napisał Michał Heller w oparciu o relację Ernesta Szymiczka, jak i względem siebie…

I tak z 28 kwietnia 1948 roku pochodzi „agent. doniesienie” /IPN Ka 03/17 t. 1 cz. 2/, z którego dowiadujemy się, że komendantem grupy był Józef Szymiczek, zaś Ernest Szymiczek był gońcem komendy Cieszyn. Z tegoż doniesienia dowiadujemy się, że w skład kompanii wchodziły trzy plutony, którymi dowodzili:

- Płonka [Karol] ze Zbytkowa – dowódca plutonu Bąków / Zbytków
- kpr. Krzempek Antoni – dowódca plutonu Strumień
- plut. Brut – dowódca plutonu Ochaby

Na początku października 1948 roku Ernest Szymiczek podjął próbę nawiązania kontaktu z UB celem ujawnienia kompanii w zamian za gwarancje bezpieczeństwa żołnierzy. 7 października 1948 roku na posterunek MO w Pawłowicach przybył ppor. Władysław Kulfik, zastępca komendanta MO w Chrzanowie, z informacją, iż 300-osobowa kompania WiN ma zamiar się ujawnić. O wydarzeniu tym dowiadujemy się z pisma zastępcy szefa PUBP Bielsko A. Pająka do szefa WUBP majora Marka z 18 października 1948 roku:

„W dniu 7.10.48 r. w godzinach wieczornych zgłosił się ppor. WP na posterunku w Pawłowicach pow. Pszczyna, który okazał legitymację służbową nie ujawniając nazwiska. Oświadczył, że nazwisko jego zna UB Bielsko. Oświadczył, że na terenie pow. Bielska wsi Bąków, Strumień jest org. WiN , której dowódcą jest Szymiczek Ernest ps. „Storczyk”, kierownik szkoły Pow. W Bąkowie, który powrócił z zagranicy. Szymiczek powiedział do ppor., że pragnął by się ujawnić przed władzami Bezp. w raz z 300 członkami org., lecz pod warunkiem, że nie będzie pociągnięty do odpowiedzialności.”

Następnego dnia, tj. 8 października 1948 roku, ppor. Kulfik wystosował pismo do PUBP Bielsko, w którym przekazał szereg informacji na temat 3 kompani III batalionu 4 psp. W piśmie tym informował, iż dowódcą kompani strumieńskiej w czasie okupacji niemieckiej był por. Solarz z Zarzecza, a dowódcą batalionu, w skład której wchodziła kompania, był por. „Cebula” z Zaolzia. Ów por. „Cebula” miał posiadać biuro w Pszczynie i w tym to biurze miał zostać aresztowany przez gestapo. W trakcie śledztwa Ernest Szymiczek miał podać nazwiska 27 żołnierzy jego kompani. Ppor. Kulfik napisał o tym w sposób następujący:

„Przez wsypę wspólnie dokonaną przez Szymiczka i Cebulę w ręce Gestapo wpadło 27 ludzi, a ocalało natomiast 300.”

18 listopada 1948 roku Władysław Kulfik został przesłuchany na okoliczność swoich kontaktów z Ernestem Szymiczkiem. W trakcie przesłuchania powiedział on, iż do AK zwerbowany został w roku 1942 przez Ernesta Szymiczka i że w AK pełnił funkcję łącznika pomiędzy zastępcą dowódcy kompanii Ernestem Szymiczkiem a dowódcami plutonów. Władysław Kulfik zeznał między innymi:

„Jako łącznik utrzymywałem kontakt między Szymiczkiem E. jako z-cą d-cy kompanii 3-ej a dowódcami plutonów wchodzącymi w skład kompanii 3-ej. W związku z tą funkcją poznałem plutonowych: Płonkę N. byłego urzędnika celnego ze Zbytkowa, dowódcę plutonu Zbytków, Bruta N. ogrodnika w Ochabach (zaginiony), dowódcę plutonu Drogomyśl, Ochaby, kaprala Krzempka Antoniego robotnika młynarskiego zamieszkałego obecnie w Strumieniu, d-cę plutonu Strumień. Oprócz nich jako członków tej organizacji poznałem: Pająka Antoniego z Bąkowa, Bojdę N. i Króla N. ze Zbytkowa, Pomykacza Jerzego nauczyciela z Drogomyśla, Szymiczka Alojzego z Pruchnej i Szymiczka Józefa ze Stumienia, oraz Rychlika N. ze Zabłocia. Działalność tej grupy trwała przez 1942 r. Na początku bowiem 1943 r. nastąpiły aresztowania wśród członków 3-ej kompanii. Aresztowani zostali wówczas przez niemców: Szymiczek Ernest, Szymiczek Józef, Żona Józefa Szymiczka zbiegła przed aresztowaniem i ukrywała się. Na skutek tych aresztowań organizacja zawiesiła działalność, a wnioskuję to z tego, że nie dawano mi żadnych zadań ani poleceń. W sierpniu 1944 r. nastąpiły ponowne aresztowania i tak aresztowano mnie, brata Rychlika z Zabłocia, profesora Jasiaka ze Strumienia (zaginiony), Zielińskiego z Zarzecza, studenta Janika z Mnicha, Wronę ze Strumienia, nauczyciela Michalczyka ze Strumienia, Bojdę, Króla i Płonkę ze Zbytkowa, Bruta z Ochab i Krzempka ze Strumienia.”

Nieco dalej Władysław Kulfik dodał:

„W toku rozmowy Szymiczek Ernest podał mi, że organizacja do której zostałem przez niego zwerbowany nazywała się Związkiem Walki Zbrojnej i był to IV Pułk Strzelców Podhalańskich Cieszyn kompania III. Dowódcą tego Pułku był niejaki pseudo „Cebula” w randze porucznika, który kwaterę miał w Boguminie. Dowódcą kompanii III był Solarz nauczyciel z Zarzecza. O aresztowaniu członków grupy Szymiczek mówił, że były one na skutek wykrycia przez niemców kwatery „Cebuli” i aresztowania go. Niemcy zdobyli wówczas część pseudonimów członków IV Pułku. Szymiczek mówił, że „Cebula” miał w toku śledztwa wymienić go jako dowódcę 3-ej kompanii i dlatego też został aresztowany. W toku przesłuchania względnie śledztwa, jak mówił to sam Szymiczek, zdradził on 27 nazwisk członków kompanii, którzy na skutek tego zostali oni przez niemców aresztowani. Wśród tych nazwisk było również i moje.”

Zastanawiające jest, dlaczego Niemcy, którzy aresztowali Ernesta Szymiczka wiosną 1943 roku, mieliby czekać aż do sierpnia 1944 roku z aresztowaniem osób przez niego wskazanych w trakcie przesłuchania…

Dodajmy, że w swym życiorysie, spisanym 20 kwietnia 1948 roku, Antoni Krzempek napisał, iż został aresztowany 28 sierpnia 1944 roku. Tą samą datę, jako dzień swojego aresztowania, podał w życiorysie napisanym 20 lutego 1947 roku Ferdynand Michalczyk. Z kolei Karol Rychlik w życiorysie napisanym 16 kwietnia 1945 roku napisał, że został aresztowany 26 sierpnia 1944 roku.

Raczej niewiele, a wręcz chaos, wprowadza zeznanie Adolfa Bojdy, który w trakcie przesłuchania powiedział, że Krzempek Antoni był dowódcą drużyny w Strumieniu, zaś plutonem w Strumieniu dowodził Wrona Józef, plutonem Zbytków dowodzić miał Niemczyk, zaś plutonem z Zarzecza - Parma. Aczkolwiek nie da się wykluczyć, że po aresztowaniach z sierpnia 1944 roku dowództwo nad poszczególnymi plutonami objęli wskazani przez Bojdę – Wrona, Niemczyk i Parma…

Pluton z Zarzecza zorganizował Adolf Rozensztrauch (który zmienił nazwisko na Jan Różycki). Do ZWZ wciągnął go, jak wynika z jego zeznania złożonego w dniu 4 kwietnia 1949 roku, Ferdynand Sosna z Pruchnej. Pluton w Zarzeczu liczyć miał 54 ludzi i dzielił się na trzy drużyny, którymi dowodzili:

- Parma Wilhelm
- Mikołajczyk J.
- Krzempek Franciszek

Po 12 miesiącach – według Różyckiego – Sosnę zastąpił Rychlik (porucznik) z Zabłocia. 9 lutego 1942 roku Różycki został wcielony do Wehrmachtu i w ten sposób dobiegła końca jego służba w AK.

Zdaniem Różyckiego jednym z plutonów dowodził Pomykacz Jerzy. On sam ów fakt potwierdza, przy czym według protokołu z zeznania złożonego przez niego w dniu 5 marca 1946 roku miał on dowodzić zorganizowanym przez siebie oddziałem w Dobrodzieniu od 1940 roku do 1942 roku, kiedy to został czasowo uwięziony przez Niemców.

Spójrzmy jeszcze na zeznania Rodowita Sosny ps. „Koreń” z Pruchnej, dowódcy miejscowej grupy AK. W Pruchnej miało według niego istnieć pięć drużyn w sile 1 + 5 każda. Na ich czele mieli stać:

- Śliż Adolf
- Łomozik Emil
- Wranka Faustyn
- Wróbel
- Szatkowski Józef

Plutonu z Zarzecza tyczy się „doniesienie informacyjne nr 3-II” agenta „Leszka” z 16.12.1949 roku:

„Jeżeli chodzi o resztę członków AK podejrzewam, że w drużynie Krzempka Franciszka /Gołysz/ byli: Kanafek Ludwik, Pisarek /specjalny/ drugi Pisarek /brat Specjalnego/, Folek Teofil, Herok Wilhelm /nie żyje/, Herok Ludwik, Kucz Fraciszek /Kuczek/ Mikołajczyk Józef /Hany Mieszkowej/, Krzempek Ludwik /Pyczaczow nie żyje/ Krzempek Wiktor /Pychaczow zdaje się taksamo nie żyje/, Krzempek Władysław /Pychaczow/, Mikołajczyk Teofil /Kuboszow/, Dziebdziel Jan /Firutow/, Łukoszek Franciszek /Franco/, Kumoszek Józef /Wawrzwoniow/, Mikołajczykj Franciszek /Decow/ i Kajstura Józef /Kuczow/
Jeżeli chodzi o tereny drużynowych Parmy Wilhelma i Mikołajczyka Jana to narazie trudno mi sobie wyobrazić skład ich drużyn.”


Ale żeby jeszcze bardziej namieszać, dodam, że w „spisie dowódców org. na terenie powiatu pszczyńskiego” widnieje jako dowódca placówki Strumień Alojzy Tatla (który ujawnił się w ramach amnestii w Pszczynie)…

Tymczasem powróćmy do wydarzeń w dowództwie Podinspektoratu Cieszyn z czerwca 1944 roku. Oto Michał Heller w swej wielokrotnie cytowanej przeze mnie pracy pisze:

W czerwcu 1944 roku Tadeusz Kamliński zlikwidował bardzo groźnego żandarma z Kończyc i zagrożony musiał opuścić teren. Ciało Niemca ukryto tak dobrze, że władze okupacyjne nie odnalazły go. Mimo to. „Buszmen” opuścił teren Zaolzia.

Przy okazji warto odwołać się do zeznań Adolfa Szewczyka, złożonych 29 listopada 1949 roku. Zeznał on mianowicie, że w trakcie swych podróży na Zaolzie poznał on m.in. „d-cę batalionu na Zaolziu Michalskiego ps. „Leon”, dowódców kompanii ps. „Kuźma”, który był nauczycielem, a w tym czasie pracował na kopalni w Karwinie, ps. „Czarny” d-ca kompanii z zawodu kolejarz, „Bystry” d-ca kompanii, „Parys” również d-ca kompanii, oraz jeszcze jeden, którego sobie nie mogę przypomnieć. Wymienieni d-cy kompanii podlegali d-cy baonu „Leonowi”, którego zwierzchnictwem organizacyjnym byłem ja, jako zastępca inspektora na Zaolzie i d-cy batalionu. Podlegające mi jednostki organizacyjne liczyły 80 – 150 ludzi [w] kompanii.”

Tak więc Obwód Karwina tworzył batalion w składzie pięciu kompanii w sile od 80 do 150 ludzi w każdej z kompanii. Tak przynajmniej wynika z zeznania Adolfa Szewczyka, złożonego na przesłuchaniu w dniu 29 listopada 1949 roku.

A skoro jesteśmy przy Adolfie Szewczyku – „Kowalu”, to warto wspomnieć, co o jego pracy w Podinspektoracie Cieszyn zeznał jeszcze Jan Spyra:

„Kowal mimo że jeździł na Zaolzie i do Orłowskiego mieszkał jednak nadal w Knurowie pracując na kopalni Knurów jako sztygar i wspólnie z Chrobokiem ps. Orlik utrzymywał podczas walk wyzwoleńczych przy nadejściu Armii Czerwonej kopalnię Knurów.”

Jeśli istotnie Adolf Szewczyk kierował pracami sztabu Podinspektoratu Cieszyn, przebywając w Knurowie, to należy stwierdzić, że nie było to najszczęśliwszym rozwiązaniem.

17 lipca 1944 roku Niemcy aresztowali głównego organizatora GL PPS w regionie trzynieckim – Piotra Kornutę, a niedługo potem Jana Kubicę z Górnej Lutyni oraz szereg innych osób. W ręce gestapo wpadła też w Trzyńcu łączniczka Irena Pawluk ps. „Justyna”, przy której znaleziono ważne dokumenty i instrukcje. Aresztowania te doprowadziły do sparaliżowania działalności konspiracyjnej w okolicach Trzyńca.

W Ustroniu aktywną działalność prowadziła kompania wywodząca się z GL PPS, której głównym oparciem była tamtejsza kuźnia, gdzie pracowało aż 50 żołnierzy konspiracyjnego wojska. Żołnierze kompani ustrońskiej przeprowadzili szereg akcji sabotażowych, z których wymienić warto unieruchomienie latem 1944 roku przez Józefa i Rudolfa Krystków pieca ogrzewania wstępnego ze ślimakowym przenośnikiem węgla poprzez wrzucenie gwoździ do leja pojemnika, unieruchamiając go na okres kilku tygodni. Z kolei Jan Sztwiertnia i Władysław Mac kilka razy uszkodzili bardzo kosztowną obcinarkę wrzucając nakrętki do jej kół zębatych. Podobnych akcji było zdecydowanie więcej. W końcu jednak Niemcy zdołali ustalić sprawców owych akcji sabotażowych. W oparciu o sporządzoną przez dyrektora kuźni w Ustroniu Waltera Finka, kierownika personalnego Hermana Kauffmana oraz Emila Hellera, a także mistrza kuźni i zarazem członka SA Ryszarda Goryczkę oraz innego członka SA – Andrzeja Łamacza, Niemcy aresztowali 9 listopada 1944 roku 32 osoby, w tym 15 pracowników kuźni. Wszystkie te osoby zostały na miejscu zamordowane. Ofiarą niemieckich oprawców padli wówczas: Józef Błaszczyk, Jerzy Bujok, Bolesław Bartek, Jakub Cymbała, Alojzy Duktor, Józef Halama, Krystyna Jaworska, Wilhelm Kowalik, Franciszek Krysta, Rudolf Krysta, Mateusz Kubaszczyk, Stanisław Łajczak, Władysław Mac, Paweł Macura, Wincenty Matysiak, Antoni Mider, Alojzy Miech, Paweł Myrmus, Rudolf Nowak, Józef Siedloczek, Jan Sikora, Rudolf Starzec, Wincenty Stec, Jan Sztwiertnia, Stefania Szubert, Tomasz Szubert, Jan Tomiczek, Franciszek Witala, Józef Wolny, Michał Zoń.

Rozkazem z grudnia 1944 roku Komenda Okręgu Śląskiego AK zlikwidowany został Obwód Jabłonków, a jego teren włączony został do Obwodu Cieszyn.

W najbliższym czasie przedstawię działalność oddziałów partyzanckich na terenie Podinspektoratu Cieszyn…

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #46

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 31/05/2010, 12:20 Quote Post

Obiecałem informacje na temat działalności oddziałów partyzanckich, ale wcześniej uzupełnię dane na temat organizacji struktur konspiracyjnych w Inspektoracie Rybnik...

W „Spisie dowódców organizacji na terenie pow. pszczyńskiego” /IPN Ka 032/17 t. 3 cz. 1/ odnajdujemy między innymi Stefana Machalicę ps. „Tułacz” z Kobióra, którego określono jako „organizatora”… Ale sprawa przedstawia się jeszcze ciekawiej. Otóż, Wincenty Grzegorczyk ps. „Wawel”, który po wkroczeniu Armii Czerwonej założył posterunek Milicji Obywatelskiej w Wyrach, na przesłuchaniu z 13 maja 1946 roku zeznał, iż był dowódcą kompani AK Wyry - Kobiór i że posterunek MO obsadził swoimi ludźmi z AK. Kompani takiej nie wymienia w swej pracy Mieczysław Brzost, nie ma jej w strukturze organizacyjnej Inspektoratu Rybnik, zaprezentowanej przez Adama Dziubę. Z drugiej strony – akta operacyjne UB /IPN Ka 02/259 t. 1/ nie pozostawiają cienia wątpliwości, iż taka kompania istniała. Nie wspomina o niej też Zygmunt Walter - Janke, który szczegółowo omówił strukturę organizacyjną batalionu pszczyńskiego.

W tym momencie przypomnę, iż już w roku 1941 Związek Walki Zbrojnej miał w rejonie Mikołowa zorganizowanych osiem plutonów, z czego trzy w samym Mikołowie oraz po jednym plutonie w okolicznych miejscowościach (Łaziska I, Łaziska II, Wyry, Gostyń i Mokre), o czym pisałem tutaj:

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=18#.

Co prawda po aresztowaniach z czerwca 1942 roku mogło tu dojść do jakiegoś zahamowania, ale nic nie wskazuje na to, aby konspiracja całkowicie się tu załamała.

Skłonny jestem w związku z tym wysunąć tezę, iż na terenie tym istniał batalion AK, a jego dowódcą był Wilhelm Szwajnoch, ps. „Prom”, „Miedzianka”. Mieczysław Brzost pisze o nim:

„Ostatnim komendantem obwodu – batalionu pszczyńskiego był st. sierż., instruktor Przysposobienia Wojskowego, mianowany w czasie okupacji do stopnia oficerskiego, Wilhelm Szwajnoch, ps. „Miedzianka”, „Prom”. Terenem jego szczególnego działania było miasto Orzesze i okolice. Współpracował z dowódcą kompani z Żor, ppor. Antonim Staierem ps. „Lew”, „Feliks”. Szwajnoch dowódcą obwodu był od 1943 r. do ujawnienia, z tym że przez pewien okres przebywał na terenie Zaolzia, W tym czasie na terenie obwodu pszczyńskiego aktywnie działał Wojciech Gierak ps. „Taraban”.”

Jak widzimy, zdaniem Mieczysława Brzosta, Wilhelm Szwajnoch był dowódcą batalionu pszczyńskiego, przy czym najwyraźniej nie potrafi on odpowiedzieć sobie na pytanie, o rozdział kompetencji pomiędzy Szwajnocha i Gieraka. Jeszcze wyraźniej widzimy to w kolejnym fragmencie, w którym omawia pn sytuację w Obwodzie Pszczyna po śmierci por. Józefa Warwasa ps. „Zeflik”, który zginął 23 marca 1943 roku:

„Na jego miejsce został mianowany Wojciech Gierak ps. „Taraban”, którego teren działania koncentrował się na okolicach Bierunia Starego i Nowego, Tych, Jankowic pszczyńskich. Natomiast por. Wilhelm Szwajnoch, ps. „Miedzianka”, przebywał w okolicach Orzesza, tj. północnym pograniczu powiatów rybnickiego i pszczyńskiego.”

Dodam w tym miejscu, że według materiałów PUBP Rybnik, w tym w szczególności zeznań Jana Spyry z 29 czerwca 1951 roku oraz akt sprawy przeciwko Franciszkowi Zawadzie i innym /IPN Ka 03/190/ wynika, iż Wilhelm Szwajnoch do 16 listopada 1943 roku dowodził batalionem „Orzesze”, który to miał następnie „porzucić”. Ale skądinąd wiemy, że już wcześniej mianowany został on komendantem Obwodu Zaolzie, którą to funkcję musiał jednak sprawować stosunkowo krótko, po czym najwyraźniej objął on dowództwo nad batalionem z powiatu pszczyńskiego. Najwyraźniej chodzi o te oddziały, które po rozbiciu Inspektoratu Katowickiego latem 1942 roku zostały przejęte przez Inspektorat Rybnik.

Batalion pszczyński omówiłem bowiem w miarę szczegółowo uprzednio. I wiemy, że po śmierci por. „Zeflika” aż do końca wojny dowodził nim Wojciech Gierak ps. „Taraban”. Wiemy też, że w jego skład wchodziły cztery kompanie, których skład został już omówiony. Nie pozostaje nam nic innego, jak przyjąć, że w północno – zachodniej części powiatu pszczyńskiego istniał inny batalion AK. Z całą pewnością w jego skład musiała wchodzić kompania Wyry – Kobiór – z plutonami Wyry, Gostyń i Kobiór (dwa pierwsze plutony istniały już w roku 1941, nie ma podstaw by sądzić, że z czasem one przestały istnieć, a zeznanie Wincentego Grzegorczyka ps. „Wawel” zdaje się tą tezę traktować jako uprawnioną.

Wiemy, że już w roku 1941 istniały trzy plutony AK na terenie Mikołowa. Ze spisu ujawnionych akowców /IPN Ka 032/17 t.3 cz. 1/ wynika, iż niżej wymienione osoby sprawowały funkcje dowódcze na omawianym terenie:

Mikołowie

- ppor. Krupa Emil ps. „Siwy” – d-ca placówki Mikołów
- Biernat Stanisław ps. „Zwyrtek” – d-ca plutonu
- Piszczek Stanisław ps. „Karol” – organizator
- Wróbel Jan ps. „Babinicz” – organizator
- Wrona Franciszek ps. „Artur” – organizator
- Malik Jan ps. „Miron” - organizator

w Łaziskach Górnych

- Malina Otto (ppor.) – d-ca placówki Łaziska Górne

Dodajmy, że w momencie ujawnienia się Otto Malina pracował w Zakładach Elektro w Łaziskach Górnych, gdzie pracowało jeszcze trzech innych ujawnionych żołnierzy AK.

Spójrzmy jeszcze, jak wedle ustaleń UB przedstawiało się zatrudnienie byłych żołnierzy AK w zakładach przemysłowych znajdujących się w okolicach Mikołowa na dzień 25.02.1943 roku:

- Fabryka Palenisk Mechanicznych w Mikołowie – 5 osób
- MZBM Mikołów – 4 osoby
- Energo Budowa „P-8” Jaśkowice – 2 osoby
- KWK „Bolesław Śmiały”, szyb „Aleksander” /Łaziska Średnie/ - 3 osoby
- KWK „Bolesław Śmiały”, szyb „Waleska” – 4 osoby

Wśród zatrudnionych na szybie „Waleska” był Wita Paweł, określony jako „grupowy Łaziska Średnie / Wyry”.

Reasumując, podejrzewam, że w północno – zachodniej części dawnego powiatu pszczyńskiego funkcjonował batalion AK, którym najprawdopodobniej dowodził por. Wilhelm Szwajnoch ps. „Prom”, „Miedzianka”, w skład którego wschodziły zapewne trzy kompanie – Mikołów, Wyry i Łaziska.

Batalion ten określany był jako batalion „Orzesze”. Po aresztowaniach, które nastąpiły w lutym, a następnie w czerwcu 1943 roku, a które spowodowały ogromne straty w Obwodzie Rybnik (aresztowany został wówczas między innymi komendant Obwodu Stanisław Sobik oraz ok. 120 jego podkomendnych) oddziały z terenu Rybnika i Żor włączono do batalionu „Orzesze”. Dowódcą tego batalionu, jak już wspomniałem, do listopada 1943 miał być Wilhelm Szwajnoch, a następnie Maksymilian Chrobok ps. „Orlik”, sztygar w KWK „Knurów” i oficer rezerwy WP, w latach 1942 – 43 pełniący funkcję oficera broni batalionu „Orzesze”. W roku 1945 przyczynił się on do ocalenia kopalni, po czym objął w niej funkcję dyrektora. Niedługo potem został aresztowany przez Rosjan i wywieziony do ZSRR. Jan Spyra w trakcie przesłuchania w PUBP Rybnik w dniu 29 czerwca 1951 roku opowiadał o tym następująco:

„Jako kierownik techniczny kopalni Knurów z ramienia WSOP spełnił swoje zadanie za to w zupełności, bo nie licząc nie dających się strat wskutek działań wojennych, utrzymał kopalnię w pełnym ruchu. Na stanowisku tym był do lutego 1945 r. i został aresztowany przez Rosjan i wywieziony do Rosji na podstawie denuncjacji Markwioka Pawła, który jako stary komunista wziął zasługi Chroboka na siebie. Mimo że podczas całej okupacji ani palcem nie ruszył dla spraw komunistycznych, przeciwnie schlebiał niemcom, będąc na wskroś usposobienia kapitalistyczno – materialistycznego.”

Zastępcą dowódcy batalionu był Adolf Szewczyk ps. „Kowal”, który to jednak pod koniec 1943 roku otrzymał nominację na szefa WSOP w Podinspektoracie Cieszyn, a od czerwca 1944 roku pełnił funkcję komendanta Podinspektoratu Cieszyn. Kwatermistrzem batalionu był – jak wynika z wykazu rozpracowywanych w ramach operacji o kryptonimie „Tratwa” – Jan Gorus ps. „Lis” z Knurowa.

W północno – zachodniej części powiatu rybnickiego operowała kompania Knurów – Wilcza. Kto był jej dowódcą, nie udało mi się jak na razie ustalić. Nie wiem też, jak daleko kompania ta sięgała w kierunku południowym, a więc – czy obejmowała Ochojec i Wielopole (dowódcą grupy w Wielopolu miał być Józef Janik).

Ale skoro jesteśmy przy organizacji knurowskiej, pozwolę sobie przytoczyć fragment opracowania Alfonsa Kapłonka „Udział harcerzy w walce z okupantem hitlerowskim w Knurowie”:

„Po tragicznych dniach września jako uczestnik kampanii wrześniowej 75 pp, III batalionu Rybnik, w którym odbywałem wówczas ćwiczenia, oraz wychowanek, a później instruktor Związku Harcerstwa Polskiego, posiadający wszczepiony przez organizację harcerską wysoki patriotyzm, nie mogłem się pogodzić z losem, jaki nas spotkał po tragicznych dniach września. Dlatego od razu, od pierwszych dni po powrocie z niewoli, próbowałem nawiązać kontakty z kolegami w celu wzajemnego rozpoznania się i poznania wartości politycznych, po doznanym rozczarowaniu, jakie wówczas nas spotkało ze strony nielicznej grupy niektórych kolegów, którzy dopuścili się zdrady. Akcja taka wówczas dała dobre wyniki i już pod koniec 1939 r. byliśmy w stanie samorzutnie powołać Organizację Ruchu Oporu, która w tych trudnych warunkach potrafiła skupić wokół siebie poważną grupę młodzieży harcerskiej i powstańczej. W noc sylwestrową 1939 roku odbyła się już pierwsza tajna zbiórka nowo powstałej drużyny harcerskiej z udziałem około 20 osób.
To pierwsze spotkanie odbyło się w zakonspirowanym miejscu w rejonie leśniczówki „Knurów" i wywarło wielkie wrażenie na zebranych. Zaszyci w gąszczu lasu, pozwoliliśmy sobie po raz pierwszy cichym głosem odśpiewać nasz hymn narodowy „Jeszcze Polska nie zginęła” i szereg, pieśni patriotycznych, które zapalały od nowa nasze nadzieje i budziły pewność, że „Polska znowu wolną być musi”. [...]
Do najcenniejszych w tym czasie zdobytych informacji zaliczyliśmy nawiązanie łączności z Tajną Komendą Chorągwi z Józefem Pukowcem. On to pierwszy dodał nam otuchy i udzielił pierwszych wskazówek, chociaż na ogół były one jeszcze wówczas dość skromne, ale w świetle istniejącego niebezpieczeństwa zaliczaliśmy do bardzo już ważnych sukcesów.
W następnych miesiącach działalność ta przybierała na rozmiarze i już poprzez nawiązaną łączność otrzymano dalsze wytyczne organizacyjne. Otrzymano też 10 sztuk gazetek.
System organizacyjny składał się z tzw. trójek. Otrzymano kilka zaleceń, między innymi zbieranie składek na rzecz niesienia pomocy rodzinom prześladowanych – więzionych. Miejsce zakonspirowane do odbioru gazetek i poczty było na terenie Świętochłowic i Lipin. [...]
Tak biegła praca do 1942 roku. W tym okresie powstały na terenie Knurowa dwa obozy jeńców radzieckich: pierwszy na granicy Knurów, Gierałtowice, Ornontowice, drugi nieco później przy kopalni w Knurowie. Podjęte zostały nowe zadania, a mianowicie udzielanie pomocy materialnej jeńcom, jak również udzielanie pomocy w ucieczkach i ukrywaniu jeńców. W okresie od listopada 1941 do maja 1942 roku udało nam się wyprowadzić i pomóc w ucieczce 20 jeńcom radzieckim. Tylko jedną, w lutym 1942 roku, zaliczyliśmy za nie udaną, gdyż jeniec odprowadzony w rejon GG został złapany i sprowadzony z powrotem do Knurowa. W czasie dochodzeń przeprowadzanych z jeńcem-uciekinierem nie wytrzymał bicia na miejscowym posterunku policji i przyznał się o miejscu ukrywania go na terenie Gierałtowic. Za udzieloną pomoc aresztowana została Maria Kapłonek, którą osadzono w więzieniu, a później w obozie.
W dniu 2 czerwca 1942 roku nastąpiły dalsze aresztowania. Aresztowany został prawie cały sztab organizacji ruchu oporu. w Knurowie, m.in.: Paweł Błaszczyk, Jerzy Fischer, Roman Bonk, Paweł Gwioździorz, Alfons Kapłonek, Stanisław Ruda, Fryderyk Skalec, Bolesław Waszkiewicz, Alojzy Powała, Teodor Jaworski, Jan Elsner z Przyszowic, Spyra z Bujakowa, Owczarek z Ornontowic, Franciszek Puk, Błaszczyński.
Po zakończeniu dochodzeń zostaliśmy przewiezieni z obozu przejściowego Polizei-Ersatz-Gefaengnis w Mysłowicach a potem do obozu w Oświęcimiu. W Oświęcimiu przebywałem na bloku nr 6 i 20, a później, w 1943 roku zostałem przeniesiony do Brzezinki, gdzie byłem do likwidacji obozu, pracując w różnych komendach.
Z początkiem stycznia 1945 roku transportowany byłem z więźniami przez Wrocław. Korzystając z ciemności i zamieszania, jakie powstało na skutek bombardowania, udało mi się uciec. Około 29 stycznia 1945 roku powróciłem do domu.
Do aktywnych członków oporu należeli m.in.: Jerzy Fischer, Alfons Kapłonek, Henryk Skalec, Fryderyk Skalec – członek Komendy do spraw wojskowych, Bolesław Waszkier, Alojzy Powała, Roman Bonk, Paweł Błaszczok, Stanisław Ruda, Paweł Gwioździorz, Teodor Jaworski, Spyra, Elsńer, Owczarek, Jan Hora, Roman Wolny, Franciszek Puk, Jan Przybyła, Franciszek Spyrka, Wiktor Paczuła, Augustyn Cyprys, Błaszczyński, Jan Zieleźnik, Otto Kwil, Wilhelm Puk, Maria Kapłonek, Rajmund Piszczek, Wiktor Lipina, dr Władysław Bodnar, dr Florian Ogan, Zofia Drzewiecka, Konrad Hajduk.”


Członkowie ZHP z Knurowa, którzy zginęli w okresie okupacji:

1) Henryk Skalec – ścięty na gilotynie w Katowicach 22 stycznia 1945 roku. Nr ks. zgonu: 182/451. Zwłoki pochowane na cmentarzu w Bogucicach.
2) Jan Zieleźnik – zginął w obozie w Dachau
3) Wiktor Lipina – zginął w obozie w Buchenwaldzie
4) Jerzy Fischer – zginął w obozie w Oświęcimiu
5) Roman Bonk – zginął w obozie w Oświęcimiu
6) Stanisław Ruda – zginął w obozie w Oświęcimiu
7) Bolesław Waszkiewicz – zginął w obozie w Oświęcimiu
8) Alojzy Powała – zginął w obozie w Oświęcimiu
9) Paweł Błaszczok — zginął w obozie w Oświęcimiu
10) Spyra – zginął w obozie w Oświęcimiu
11) Jan Elsner – zginął w obozie w Oświęcimiu
12) Błaszkiewicz – zginął w obozie w Oświęcimiu
13) Franciszek Puk – zginął z rąk gestapo na robotach w Niemczech

Po aresztowaniach z czerwca 1942 roku udało się odbudować struktury konspiracyjne w Knurowie...

Rodzi się przy okazji pytanie, jaką funkcję w AK pełnił Roch Koziołek ps. „Binder”, który do pracy konspiracyjnej zwerbował Adolfa Szewczyka – „Kowala” i który po wywiezieniu „Orlika” w głąb ZSRR objął dowództwo batalionu „Orzesze”. Czy był on członkiem dowództwa batalionu? A może był dowódcą kompani knurowskiej?

Warto nadmienić, że AK posiadała też komórkę w Fabryce Materiałów Wybuchowych „Lignoza” w Krywałdzie, której dowódcą był Karol Balon ps. „Ligenza”.

Plutonem z Knurowa dowodził Karol Hadom. Pytany o niego w trakcie przesłuchania Jan Spyra powiedział:

„W AK od 1942 do końca okupacji na stanowisku dowódcy plutonu Knurów batalion Orzesze […] Był dobrym znajomym d-cy plutonu Czerwionka niejakiego Kani, którego wogóle nie znam i nie widziałem, ale jak słyszałem miał po wyzwoleniu uciec zagranicę i przebywa w Belgii. Od Walerego wiem tylko, że Hadom był dobrym znajomym ówczesnego sztygara Hemricha i Szymika na kopalni Dębieńsko w Czerwionce i ci obydwaj wymienieni byli wyznaczeni do WSOP jako techniczne kierownictwo kopalni po wybuchu powstania.”

Z kolei na pytanie o Helmricha, Jan Spyra dodał:

„Sztygar maszynowy Helmrich z kopalni Dębieńsko w Czerwionce. Podczas okupacji nie znałem go wogóle. Wiem tylko, że był przewidziany przez d-cę plutonu Czerwionka za pośrednictwem Hadoma na przyszłe kierownictwo tejże kopalni po wybuchu powstania przeciw okupantowi i to z ramienia WSOP.”

W ten sposób przeszliśmy do kompani, w skład której wchodził pluton z Czerwionki. W zasadzie nic więcej na temat tej kompani nie wiem, prócz tego iż poza wspomnianym plutonem Czerwionka w jej skład wchodziły jeszcze plutony Przyszowice i Gierałtowice.

A jak przedstawiała się struktura AK w Rybniku? Wygląda na to, że po aresztowaniach z roku 1943 roku, o których wspominałem uprzednio, istniała tam jedna kompania, której dowódcą był ppor. Antoni Staier ps. „Lew”, „Feliks”. Szefem kompani był Alojzy Burda ps. „Ryś” z Boguszowic.

A skoro jesteśmy przy Boguszowicach, to dowódcą plutonu boguszowickiego był Maksymilian Kania ps. „Lis”, „Szteker”. Inny z plutonów tejże kompani obejmował Jejkowice i Zebrzydowice, a dowódcą jego był najpierw Jerzy Kufieta, a następnie Stanisław Błażejewski

W Chwałowicach istniał pluton ZWZ / AK, którym dowodził Franciszek Kożdoń (w ZWZ od 1941 roku). Został on jednak aresztowany w czerwcu 1943 roku (jego rodzice zginęli w obozach koncentracyjnych, a brat – w potyczce z policją niemiecką w Chwałowicach w grudniu 1944 roku). Jakie były dalsze losy tego plutonu?

Na terenie Rybnika II i Gotartowic istniała w ramach AK grupa w sile co najmniej plutonu wywodząca się z Tajnej Polskiej Organizacji Partyzanckiej, o której sporo już pisałem ( http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=35# ). Wygląda więc na to, że kompania rybnicka składała się z co najmniej czterech plutonów, przy czym niejasno rysuje mi się kwestia sammego Rybnika, a także jego północnych przedmieść….

Tymczasem zajmijmy się kompanią żorską, o której wiem w zasadzie tylko tyle, że dowodził nią Franciszek Skrobol ps. „Kłos” i że zastępcą „Kłosa” był Stanisław Strykowski, weterynarz, prowadzący w czasie okupacji aptekę w Żorach, stanowiącą skrzynkę kontaktową. Stanisław Strykowski został aresztowany w grudniu 1953 roku.

W zasadzie nie jestem w stanie powiedzieć, czy kompania żorska obejmowała jedynie same Żory, czy również sąsiednie gminy. Z całą pewnością pod nią podlegała komórka w Ropniu, licząca 9 ludzi, na czele których stał Jan Konsek.

Rodzi się pytanie, do której z kompanii (a także do którego z batalionów) należał pluton z Jastrzębia – Zdroju. A co z plutonem z Marklowic? Według raportu PUBP Rybnik o wszczęciu postępowania obiektowego o krypt. „Tratwa” z 4 lipca 1951 roku, „druga kompania” miała obejmować Marklowice – Wodzisław – Jastrzębie, ale trudno traktować ów raport jako źródło rozstrzygające w tej kwestii, zwłaszcza że według tego samego dokumentu najsilniejszymi ośrodkami AK w powiecie rybnickim były Rybnik, Wodzisław, Marklowice, Żory, Jastrzębie, Połomia, Rydułtowy i Knurów. Z kolei w opisie sprawy wstępnego agencyjnego rozpracowania kryptonim „Zdrój” czytamy:

„Na terenie Jastrzębia – Zdrój istniała dosyć silna organizacja A.K. był tam rozmieszczony 3-pluton A.K. którego dowódcą był BŁATON następnie PROCHASEK, pluton ten liczył około 50 osób, podzielony był na trzy drużyny, uzbrojenia plutonu nie zdołano ustalić.”

Dodam, że według ustaleń Mieczysława Brzosta komendantem placówki w Jastrzębiu Górnym był Rafał Sitek ps. „Michał”. Warto w tym miejscu przytoczyć fragment jego pracy o placówce w Jastrzębiu (Brzost oparł się tu na relacjach Rafała Sitka i Franciszka Stołtnego):

„Członkowie Armii Krajowej zorganizowani w placówce w Jastrzębiu: Józef Obracaj, ps. „Pepi”, ur. 21 września 1911 r., były sekretarz Urzędu Gminnego i były przewodniczący Oddziału Młodzieży Powstańczej w Jastrzębiu Górnym, i Leon Woryna, ps. „Linus”, ur. 7 kwietnia 1912 r. w Jastrzębiu Górnym, były podoficer WP, obaj zamieszkali w Jastrzębiu Górnym, w 1943 r. zostali powołani do służby w armii niemieckiej. Z Wehrmachtu zdezerterowali i ukrywali się u rodziny bądź u swego kolegi Albina Stencla, ps. „Francik”, zamieszkałego na kolonii Kąty w Szerokiej. Stencel także otrzymał powołanie do Wehrmachtu, ale do wojska się nie stawił. A. Stencel w swym gospodarstwie wybudował bunkier, do którego wejście znajdowało się pod stołem w kuchni. Gospodarstwo Stencla leżało na szlaku komunikacyjnym rybnickiego Inspektoratu AK od Krzyżowic do Jastrzębia Górnego i stanowiło jedno z ogniw łańcucha kwater, jakie stanowiły gospodarstwa Franciszka i Ludwika Skrobków, Franciszka Karkoszki w Szerokiej, Myśliwców, Sitków i Kocurów w Jastrzębiu Górnym, Kaniów i Zdziebłów oraz wielu innych w Jastrzębiu Dolnym i Zdroju.
J. Obracaj i L. Woryna we wrześniu 1939 r. odbyli kampanię w Wojsku Polskim. Do konspiragi wstąpili w 1940 r., przy czym J. Obracaj był dowódcą placówki AK w Jastrzębiu, która miała kryptonim „Stokrotka”.
W początkach sierpnia 1943 r. J. Obracaj i L. Woryna ukrywali się u A. Stencla. Najprawdopodobniej zdradzeni, zostali otoczeni w nocy z 6 na 7 sierpnia. Niemcy przyjechali trzema samochodami. Otoczyli gospodarstwo Stencla i oświetlili je reflektorami. Hitlerowcy wezwali akowców do wyjścia i poddania się. Żaden z nich nie chciał być ofiarą hitlerowskiego terroru. Usiłowali więc uciec w pole, korzystając z ulewnego deszczu. Ostrzelani z broni maszynowej polegli w czasie ucieczki. Ich ciała zmasakrowane oddano rodzinom. Albin Stencel pochowany został na cmentarzu w Szerokiej, Józef Obracaj i Leon Woryna – we wspólnej mogile na cmentarzu w Jastrzębiu Górnym. Miasto Jastrzębie uczciło pamięć poległych, nazywając jedną z ulic w pobliżu miejsca mordu imieniem dowódcy placówki AK Józefa Obracają.
Dnia 7 sierpnia 1943 r. dokonano licznych mordów w kilku wsiach, sąsiadujących z Bziem. W Krzyżówkach zastrzelono powstańca śląskiego, sekretarza gminnego z Pawłowic Jana Godźka, przywiezionego z więzienia w Mysłowicach, oraz jego kolegę z powstania Jana Kolona, u którego Godziek się ukrywał. W tym samym dniu zastrzelono w Pniówku Marię Barchańską i jej zięcia Konstantego Sławika, członka AK, w Boryni – Józefa Kusia i innych. Łącznie zamordowano siedem osób, które pochowano na cmentarzu w Bziu, nie pozwalając na udział w pogrzebie rodzinie i miejscowemu księdzu. Po wojnie część zamordowanych została ekshumowana i przeniesiona na cmentarz do parafii zamieszkania.
Kilkanaście osób aresztowano i przewieziono do więzienia w Mysłowicach. Byli to m.in.: Jerzy Woszczycki z Golasowic, student teologii, Franciszek Herman z Boryni, Franciszek Karkoszka i jego dwie córki, Iwo Janecki i Franciszek Stołtny z Bzia.
Do przeprowadzenia tak szerokiej akcji mordów i aresztowań, w której brało udział 11 samochodów z uzbrojoną żandarmerią i gestapo, mogli się przyczynić Paweł Ulczok, konfident gestapo, jak też aresztowani wcześniej Izydor Hanusek z Bzia i Zdziebło z Szerokiej. Aresztowani wiosną 1943 r. w dniu 7 sierpnia 1943 r. zostali przywiezieni do Bzia i tu wskazywali posądzonych o organizowanie ruchu oporu. Na ich udział w oskarżeniu wskazywałyby przeprowadzane w czasie śledztwa konfrontacje z oskarżonymi. O konfrontacjach w Mysłowicach dowiedziała się w Oświęcimiu Wojskowa Rada Obozu. Obaj denuncjatorzy skazani na pobyt w Oświęcimiu wraz z oskarżonymi wkrótce zostali tam wykończeni przez więźniów.”


Dowódcą plutonu w Marklowicach był Wiktor Pfeifer, który po wojnie utworzył w swojej miejscowości posterunek MO (skazany w roku 1946 na 15 lat więzienia). Dowodzony przez niego pluton AK, jak wynika z zeznań Teodora Musioła (z 17 czerwca 1948 roku) i Wiktora Pfeifera (z 6 listopada 1951 roku) miał liczyć ok. 30 ludzi i wchodzić w skład baonu Wodzisław.

c.d.n.
 
User is offline  PMMini Profile Post #47

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 31/05/2010, 12:23 Quote Post

c.d.

Jan Spyra ps. „Lech”, zastępca komendanta Inspektoratu Rybnik, w trakcie przesłuchania w PUBP Rybnik w dniu 29 czerwca 1951 roku twierdził, że istniał odrębny batalion Wodzisław i odrębny batalion Rydułtowy. Zauważa on przy tym, że - gdy chodzi o batalion Wodzisław - „inspektor Kuboszek w jednym z swoich rozkazów nakazał wcielenie obwodu Lubomia do tegoż batalionu”. Spyra dodaje przy tym, że Obwód Lubomia miał obejmować 21 gmin.

Nigdzie nie spotkałem się z informacją, iżby istniał Obwód Lubomia, ale nie da się wykluczyć, że rzeczywiście w jakimś okresie mogło dojść do utworzenia obwodu z części powiatu raciborskiego, która przed wojną należała do Polski, przy czym stosunkowo szybko obwód taki musiał zostać zlikwidowany. Tytułem uzupełnienia można jeszcze zacytować Mieczysława Brzosta:

„Granice obwodów także nie pokrywały się z granicami powiatów. Np. obwód wodzisławski miał swój pluton w Lubomii pow. raciborskiego rejencji opolskiej, którego dowódcą był ppor. Alojzy Bugla.”

Zdaniem Spyry, szef batalionu Wodzisław miał posługiwać się pseudonimem „Gerd”, ważną funkcję w batalionie miał sprawować [Antoni] Pawlica ps. „Antos”. Spyra miał się z nimi kontaktować za pośrednictwem łącznika, którym był fotograf [Zenon] Kryg. Do osoby tego ostatniego jeszcze wrócimy. Spyra podkreślał, że batalion Wodzisław był słaby, a WSOP na jego terenie liczyła ledwie dziewiętnastu ludzi. Z kolei o batalionie Rydułtowy Jan Spyra powiedział, iż jego dowódcą był Baszton z Pszowa, co zgodne jest z ustaleniami Mieczysława Brzosta i całym szeregiem innych źródeł.

Początki działalności konspiracyjnej w okolicach Rydułtów w taki oto sposób opisał Juliusz Malik w opracowaniu „Harcerze ziemi rybnicko – wodzisławskiej w czasie okupacji”:

„Silnym ośrodkiem harcerskiej pracy konspiracyjnej były też Rydułtowy. Zżyta kadra instruktorska hufca rydułtowskiego zawiązała pierwsze ogniwo Polskiej Organizacji Powstańczej. Na ręce podharcmistrza Jana Margicioka składają przysięgę pod-harcmistrz „Lis", podharcmistrz „Ryś” oraz harcerz Ewald Kubatko. [...]
W krótkim stosunkowo czasie POP rozrosła się bardzo licznie i objęła swą działalnością teren Rydułtów, Pszowa, Krzyszkowic, Pogrzebienia, Suminy, Kokoszyc, a nawet Jastrzębia. Z biegiem czasu organizacja ta zaczęła w swoich szeregach skupiać nie tylko harcerzy, lecz obywateli wszystkich warstw społecznych. Kierowali nią jednak głównie harcerze z Janem Margiciokiem i jego zastępcą Leopoldem Hałaczkiem na czele. Poszerzył się również zakres jej pracy.
Obok sprawowania dalszej opieki nad rodzinami, zbierania pieniędzy i lekarstw oraz przepisywania i kolportowania tajnych gazetek organizacja rydułtowska rozbudowała znacznie służbę wywiadowcza. Zadanie jej polegało w tym czasie na ściąganiu wszelkich informacji o okupancie i o zamierzonych przez niego operacjach, na zbieraniu wzorów amunicji produkowanej na terenie powiatu rybnickiego — zwłaszcza granatów z Rybnickiej Fabryki Maszyn, oraz na przekazywaniu zgromadzonych wiadomości krótkofalówką do „Sztabu". Organizacja udzielała również pomocy ukrywającym się osobom, dostarczała im ubrań, które szyli, względnie przerabiali dla nich bezinteresownie zrzeszeni krawcy, oraz ułatwiała im ucieczkę za granicę, zaopatrując ich w pieniądze i potrzebne dokumenty.
Masowe aresztowania na wiosnę 1940 roku nie ominęły Rydułtów. Kilkudziesięciu Polaków zabrano wprost z pracy i skierowano bądź do obozu w Oświęcimiu (m.in. druha E. Kubatkę), bądź też na roboty do Rzeszy. W tym czasie zjawił się w Rydułtowach łącznik „Sztabu” harcerz Gerard Malcher z Jastrzębia Zdroju, który koordynował pracę rydułtowian z innymi ogniwami powiatu rybnickiego.”


Aresztowania z kwietnia 1940 roku nie zahamowały rozwoju konspiracji w rejonie Rydułtów. Juliusz Malik, zeznając w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach w dniu 6 lipca 1970 roku, powiedział:

„Dokładnie nie pamiętam, lecz wydaje się, że z początkiem 1942 roku zostałem wezwany do Wojciecha Niederlińskiego, wówczas mieszkającego w Czechowicach. Po złożeniu mu relacji, jak wygląda działalność harcerzy w Rybnickiem, powierzył mi on funkcję hufcowego na obszar Rybnika i równocześnie polecił nawiązać kontakt z ośrodkami w Rydułtowach i Niedobczycach. [...] Nawiązawszy kontakt z grupą w Rydułtowach, musiałem stwierdzić, że była ona świetnie zorganizowana przez Hałaczka.”

Tak rzecz się miała w Rydułtowach, z kolei zobaczmy, jak wyglądało to w Bierułtowach. Oto Stanisław Smołka, drużynowy tamtejszej drużyny ZHP im. Władysława Jagiełły, zeznając w dniu 6 października 1971 roku przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach, powiedział:

„W tym czasie koledzy harcerze zaczęli się organizować. O tym mnie też zawiadomiono. Rozpoczęła się akcja organizowana „trójek”. Tych „trójek” stworzyliśmy około 10. Moim zdaniem byli to sami harcerze i nie byli inspirowani przez inny ruch podziemny.
Każda trójka miała swojego „zastępowego”. Takimi byli: Franciszek Materzok, Leon Pluta, Erwin Skowronek, Konrad Antończyk, Marian Gruszczyk, Antoni Konieczny. Wśród harcerek: Wanda Pluta, Agata Pyszna, Aniela Bytomska, Zofia Zarębik. Między harcerzami i harcerkami współpraca układała się jak najbardziej korzystnie.
Pierwszą formą działalności było udzielanie pomocy materialnej rodzinom uwięzionych Polaków i kolportaż gazetek (maszyną pisane wiadomości z radia). Ukazywały się też fałszywe gazetki, a my prostowaliśmy wiadomości tam zawarte. Obserwowaliśmy poczynania władz niemieckich wobec ludności polskiej, gdyż zaczęły się wysiedlenia, „palcówki”, volkslisty itp. [...]
Do 1942 roku zatrudniony byłem fikcyjnie. W listopadzie 1943 roku wezwano około 1000 chłopców, poddano badaniom lekarskim i mimo że nie posiadali volkslisty, zostali wcieleni do wojska niemieckiego. Ja też zaciągnięty zostałem do wojska. Chłopcy, którzy nie zostali zabrani do wehrmachtu, zostali aresztowani i umieszczeni w obozach pracy, np.: Jan Różański, Konrad Antończyk, Władysław Duda, Antoni i Stanisław Konieczny, Tadeusz Zalewski, Paweł Wencel.
Do wojska wcielono mnie, Materzoka, Eryka Mitkę, Pawła Weidemana (harcerze).
Pod koniec 1944 roku ci, co z wojska przyjeżdżali na urlop, to już nie wracali na front, lecz ukrywali się w lesie marklowickim jako partyzanci. Byli tam: Jan i Ignacy Tomiczek, Bolesław Dzierżęga, Alojzy Salamon i inni.”


Przytoczmy w tym miejscu fragment pracy Mieczysława Brzosta, w którym opisuje on Obwód Wodzisław:

„Bardziej znana i udokumentowana jest organizacja obwodu wodzisławskiego, zorganizowanego przez ppor. Wilhelma Wawrzyńczyka, ps. „Jaś”, którego charakterystykę podano wyżej. Po nim dowództwo objął ppor. mgr Antoni Basztoń, ps. „Wierzbowy”, ur. 17 lipca 1913 r. w Pszowie. W 1933 r. ukończył gimnazjum męskie w Rybniku. Wstąpił do Wyższej Szkoły Handlowej w Krakowie, gdzie uzyskał stopień magistra. W kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu w stopniu podporucznika walczył w Rybniku w kompanii kapitana Kotusza. Pluton swój wyprowadził z okrążenia i w ramach działań 75 pp zakończył kampanię wrześniową pod Zamościem, skąd powrócił w październiku do Pszowa.
Po powrocie rozpoczął pracę w prywatnej fabryce niemieckiej w Raciborzu. Tu nawiązał kontakt z por. Franciszkiem Żymełką. Początkowo nie angażował się do bezpośredniej działalności. W 1942 r. otrzymał polecenie objęcia dowództwa wodzisławskiego obwodu od ppor. Wilhelma Wawrzyńczyka, w którym zorganizowany był baon w składzie trzech kompanii.
Dowódcą pierwszej kompanii był Ginter Kraszyna, ps. „Grom”, „Romek”, mistrz kominiarski, ur. 17 listopada 1911 r. w Rydułtowach. Podoficer rezerwy. Aresztowany 19 lipca 1942 r. w Kokoszycach w czasie wykonywania pracy zawodowej. Początkowo przebywał w areszcie w Rybniku przy ul. SA. 13, a następnie w Mysłowicach w Polizeierstzgefangnis. Torturowany nie wydał nikogo spośród swych towarzyszy broni. Powieszono go 25 września 1942 r. w obozie w Oświęcimiu. Po nim dowództwo objął pchor. Henryk Połomski, ps. „Szary", także z Rydułtów. Kompania grupowała żołnierzy z Rydułtów, Pszowa i okolicy.
Druga kompania, zorganizowana w Wodzisławiu, dowodzona była przez Emila Krzyżoka, ps. „Grytka”, jego zastępcą i szefem kompanii był Józef Kruczek, ps. „Grażyna”. Łącznikiem kompanii był dowódca plutonu Zenon Kryg, poznaniak, ur. 22 października 1905 r. Aresztowany w czerwcu 1943 r., przebywał do wyzwolenia w obozie Gross-Rosen. Dowódcą trzeciej kompanii CKM został Alojzy Lasota, ps. „Grok” z Obszar. Szefem i kwatermistrzem baonu był Paweł Kłosok, ps. „Zygma”. Skład tego baonu przetrwał do ujawnienia się po wyzwoleniu.”


Z kolei przyjrzyjmy się jeszcze wykazowi kwater konspiracyjnych z okolic Wodzisławia opracowanemu przez Mieczysława Brzosta:

W Wodzisławiu było kilka kwater. Najbardziej znane były:

1. Dom niewidomego powstańca śląskiego Roberta Figury, ps. „Majster”, przy ul. Radlińskiej około 500 m od kościoła, gdzie obecnie jest zlokalizowane osiedle 1000-lecia. Figura w okresie plebiscytu za swą aktywną działalność został pobity przez volks-bundowców, tak że utracił wzrok. Pomocnymi w jego konspiracyjnej działalności były jego żona Marta oraz córka łączniczka i kurierka AK Hildegarda. Dom otwierał i przyjmował łączników lub członków sztabu sam Figura rozpoznając głos łącznika, czy też na hasło. Figura miał mały warsztacik do majsterkowania, gdzie urządził przemyślne skrytki i tam przechowywał konspiracyjną pocztę. Całość koordynował dowódca plutonu w II kompanii wodzisławskiej Zenon Kryg.
2. Zakład fryzjerski Kryga był naprzeciw magistratu. Sam Kryg nie miał możności zakwaterowania członków sztabu, natomiast jego zakład umożliwiał mu prowadzenie obserwacji i kontaktowanie się z odpowiednimi osobami, a szczególnie oficerami sztabu.
3. Niespełna 100 m od zakładu fryzjerskiego Zenona Kryga w rynku wodzisławskim, w mieszkaniu Skupieniów, odbywały się odprawy sztabu. Do mieszkania wchodziło się od bocznej ulicy (obecnie Zamkowa). Na dole był sklep obuwniczy. Ochronę stanowiła córka Jadwiga Skupień działająca w WSK oraz Jan Skupień, fotograf, lat około 22, który wykonywał zdjęcia członków sztabu dla potrzeb konspiracyjnych. Wszelkie odbitki niszczył.
4. Wodzisław-Wilchwy - restauracja Cyganek. Odbywały się tam odprawy „Makopola” z dowódcami batalionów i kompanii. W kontakcie z Cygankiem usiłował zorganizować na terenie Wodzisławia oddziały Gwardii Ludowej PPS Roman Motyka „Kopaczka". Niestety zabiegi te nie przyniosły rezultatów.
5. W niedalekiej odległości od Cyganka były stałe miejsca pracy wyłącznie „Makopola”, por. Pawła Cierpioła, oraz jego sekretarki Franciszki Sosny „Ewa" w domu Frysztackich. Tam przechowywano częściowo archiwum Inspektoratu zakopane w stodole. Łączniczką „Makopola” była Marta Frysztacka. Archiwum to po 1945 r. zaginęło.
6. Trzy domy dalej obecnie na ul. Barskiej w domu sztygara Wilhelma Kożucha odbywały się wyjątkowo tajne narady i odprawy między innymi z udziałem ppłka „Waltera” Jankego, komendanta Okręgu AK. O tej kwaterze, tzw. „Pod kominem” wiedzieli tylko bardzo zaufani członkowie sztabu. Łączniczką i kurierką była córka sztygara Maria Kożuch, ps. „Katia”, „Mała”. W domu tym na piętrze była kancelaria kwatermistrza Inspektoratu i oficera do specjalnych poruczeń Pawła Spyry, ps. „Lech”. Paweł Spyra miał do domu odrębne klucze i mógł wprowadzać osoby zaufane tylko w wyjątkowych wypadkach. Dziś Maria Kożuch nie jest w stanie określić, ile odpraw przeprowadzono. W każdym razie co najmniej dwukrotnie był ppłk „Walter”, Komendant Okręgu AK. W tej kwaterze Komendant Okręgu po odbytej odprawie pozostał na noc. Jednak na dłuższy czas nie zatrzymywał się.
7. Wodzisław-Obszary. W niedalekiej odległości od stacji Obszary w domu Musiolików odbywały się spotkania por. Pawła Cierpioła i kwatermistrza Pawła Spyry z Komendantem Okręgu – „Walterem”. Odbywały się tu także odprawy inspektora z dowódcami batalionów. Łączniczką tej kwatery była córka, Żyta Musiolik, absolwentka gimnazjum Urszulanek w Rybniku.


W uzupełnieniu dodam, że – jak wynika z wykazu rozpracowywanych „członków” AK w ramach operacji o kryptonimie „Tratwa” – plutonem z Pszowa dowodził Rudolf Nawrot.

Tymczasem podzielę się swoją kolejną wątpliwością... Jan Spyra twierdził, iż „Obwód Lubomia” został włączony do „batalionu Wodzisław”, przy czym ewidentnie podpierał się konkretnym rozkazem ppor. Kuboszka. Także Brzost pisze w jednym miejscu, że batalion Wodzisław miał swój pluton w Lubomi. Z kolei Adam Dziuba twierdzi, że struktury konspiracyjne z okolic Lubomi podlegały batalionowi Racibórz. Zresztą pozwolę sobie przytoczyć stosowny zapis z tekstu Adama Dziuby na temat tegoż batalionu:

„Organizacja batalionu była dosyć specyficzna. Żołnierze podziemia rekrutowali się bowiem spośród mieszkańców okolic Lubomi (stąd pojawia się nazwa „obwód Lubomia”) oraz polskich robotników przymusowych, prracujących na trenach obwodu zamiejscowego. Dowódcą był Serafin Myśliwiec (ps. „Krwawnik”).”

W pracy Mieczysława Brozosta, który w tym miejscu opiera się na relacji Serafina Myśliwca, znajdujemy informację, iż okolice Lubomi i Syryni podlegały batalionowi raciborskiemu, co zdaje się pozostawać w sprzeczności z podaną przez niego informacją, którą cytowałem uprzednio.

A skoro już wspomniałem batalion Racibórz... Juliusz Niekrasz w pracy „Z dziejów AK na Śląsku” napisał:

„Organizatorem konspiracji na Ziemi Raciborskiej, jeszcze za czasów komendanta Korola, był aplikant adwokacki, ppor. rez. Franciszek Żymełka („Sęp”, „Orlik”, „Rębacz”), który położył tutaj szczególnie duże zasługi. Był to jeden z najczynniejszych i najbardziej bojowych oficerów tego inspektoratu. Żymełka, syn Konstantego i Elżbiety pochodził z Bierułtowów w powiecie rybnickim. W 1939 r. ukończył wydział prawa Uniwersytetu Poznańskiego i rozpoczął pracę w kancelarii adwokackiej w Chorzowie, walczył w kampanii wrześniowej w 75.pp, został ranny i wzięty do niewoli pod Tarnawatką koło Tarnowa Lubelskiego, zbiegł ze szpitala w Zamościu i powrócił na Śląsk. Cały rok 1940 ofiarnie pracował w Inspektoracie Rybnickim. Aresztowany podczas „masówki” z 18/19 grudnia 1940 r., osadzony w obozie oświęcimskim, odzyskał wolność 18 lutego 1942 r. i z jeszcze większą energią, jako „nielegalny”, poświęcił się działalności konspiracyjnej. Szef katowickiego gestapo, Rudolf Mildner, w sprawozdaniu z dnia 22 sierpnia 1943 r. przesłanym do Berlina nazywa go „organizatorem Polskich Sił Zbrojnych w powiatach raciborskim i kozielskim”.
Żymełka przeszkolił wojskowo Jana Margicioka i Leopolda Hałaczka (twórców siatki „Augusta”), on wiosną 1940 r. wprowadził do konspiracji ppor. rez. Serafina Myśliwca i odebrał od niego przysięgę. Myśliwiec („Krwawnik”, „Adam Rajski”), inspirowany i kierowany przez Żymełkę, zorganizował drużynę, a później pluton partyzancki na Opolszczyźnie.
Myśliwiec, urodzony 29 września 1915 r., syn Franciszka i Magdaleny, pochodził z Brzezia, był podporucznikiem 20.pp, brał udział w kampanii wrześniowej, wzięty do niewoli i wywieziony do Rzeszy (Neubrandenburg) zwolniony został jako Ślązak, podjął pracę w betoniarni w Raciborzu w charakterze robotnika, a od kwietnia 1940 r. rozpoczął działalność konspiracyjną w ZWZ.
Po zorganizowaniu Ziemi Raciborskiej przez Żymełkę otrzymał Myśliwiec nominację na komendanta IV Obwodu Zewnętrznego obejmującego powiaty raciborski, kozielski oraz Krapkowice (kryptonim „Renifer”, zmieniony później na „Kadzidło"). Przez żonę Arki Bożka uzyskał on „kontakt na działacza polonijnego”, Franciszka Bortla z Miejsca Odrzańskiego, w powiecie kozielskim. Do pracy podziemnej wciągnięty został także syn Franciszka, osiemnastoletni Rafał, absolwent bytomskiego gimnazjum. Rodzina Bortlów (później bestialsko wymordowana przez hitlerowców) pomogła w bardzo dużym stopniu Myśliwcowi w kontynuowaniu prac konspiracyjnych w Obwodzie Raci-borsko-Kozielskim. Do dowództwa powołał Myśliwiec Józefa Gawliczka („Ryś”) z Brzezia, Franciszka Koniecznego, Józefa Wyciska z Grzegorzewicz i kilka innych osób. Łączniczką była Zofia Smarzoch. Myśliwiec kierował praca konspiracyjną, a drużynę partyzancką zorganizował w lecie 1943 r. Rozkazem Komendy Głównej 113/BP z dnia 19 lutego 1944 r. awansowany został do stopnia porucznika.”


Tymczasem wróćmy do pracy Mieczysława Brzosta:

„Obwód raciborsko-kozielski dowodzony był przez por. Serafina Myśliwca, ps. „Krwawnik”. Na skutek złych warunków terenowych i ludnościowych nie mógł przeprowadzać akcji bojowych. Pozostawało najbardziej pożądane działanie w zakresie wywiadu, dywersji, propagandy i akcji „N”. Z tych zadań obwód wywiązywał się należycie. Szczególnie dotyczyło to zniszczenia wytwórni zbrojeniowych na terenie powiatu kozielskiego przez lotnictwo alianckie.
Porucznik Serafin Myśliwiec urodził się 29 września 1915 r. w Brzeziu nad Odrą. W 1935 r. ukończył naukę w Rybnickim Gimnazjum Męskim. Po otrzymaniu matury został podporucznikiem WP w 20 pp w Krakowie. Brał udział w kampanii wrześniowej w ciężkich bojach pułku w ramach 6 dywizji piechoty Armii „Kraków”. Wzięty do niewoli został w grudniu 1939 r., zwolniony jako Ślązak. Podjął pracę jako robotnik w betoniarni w Raciborzu. W kwietniu 1940 r. został zaprzysiężony przez ppor. mgra Franciszka Żymełkę. Po aresztowaniu ppor. Żymełki został mianowany dowódcą obwodu zewnętrznego raciborsko-kozielskiego. Pozostał w nim aż do ujawnienia. Zorganizował oddział partyzancki oraz wywiad na terenie powiatów raciborskiego i kozielskiego.
Porucznik Serafin Myśliwiec wspólnie z Józefem Gawliczkiem, ps. „Ryś” i Alojzym Świerczkiem, ps. „Rozchodnik”, redagowali i rozprowadzali na Opolszczyźnie pismo „Nad Odrą czuwa straż”. Początkowo drukowano je w mieszkaniu Franciszka Bortela w Miejscu Odrzańskim lub u Ignacego Wyciska w Grzegorzowicach koło Raciborza. Po aresztowaniu rodziny Bortla drukarnię przeniesiono do rodziny Gorywodów w Kornowacu. Była to jedyna gazetka konspiracyjna, wychodząca w czasie okupacji na terenie III Rzeszy według granic przedwojennych. Ukazywała się dość regularnie w nakładzie około stu pięćdziesięciu egzemplarzy jako dwutygodnik. Rozprowadzana była na terenie całej Opolszczyzny przez placówki AK.
„Najwięcej informacji - pisze w swych wspomnieniach Serafin Myśliwiec - umieszczaliśmy o stanie bieżących działań wojennych, ponieważ były to wiadomości niesłychanie krzepiące po początkowym okresie załamania. Następnie demaskowaliśmy różne kłamstwa i wszelkie oszustwa, które podawały miejscowe gazety niemieckie, a zwłaszcza atakowana przez nas gadzinówka raciborska. Mieliśmy też stałą rubrykę „Kącik Żołnierski", dział instruktażowy dla wojska, na przykład, jak własnym sposobem konstruować i konserwować broń itp. Oczywiście były tam poruszane i inne sprawy patriotyczne z okazji świąt narodowych, przykładowo - 3 maja, 11 listopada, lecz główne kierunki - to publikacja przeciwko hitlerowskim kłamstwom o postępie wojsk sojuszniczych i o cięgach, jakie zbierali Niemcy na wszystkich frontach, oraz instruktaż wojskowy. Materiały o charakterze politycznym pojawiały się rzadko”.
W drugiej połowie 1943 r. praca sztabu obwodu koncentrowała się na opracowaniu rozmieszczenia zakładów chemicznych I.G. Farbenindustrie oraz systemu obrony przeciwlotniczej na terenie Kędzierzyna, Koźla, Zdzieszowic i Blachowni Śląskiej. W 1944 r. rozpoczęły się bombardowania zakładów przez lotnictwo alianckie.”


Z kolei w innym miejscu Mieczysław Brozost dodaje:

„Sztab IV Obwodu zewnętrznego raciborsko-kozielskiego miał swą siedzibę w Miejscu Odrzańskim, na pograniczu powiatów raciborskiego i kozielskiego. Kwatera mieściła się w domu Franciszka Bortla, uczestnika powstań śląskich, dobrego i wytrawnego konspiratora. W jego domu podpułkownik „Walter”, po zbadaniu możliwości i warunków, polecił zainstalować radiostację. Chodziło o to, by w możliwie jak najszybszym czasie przekazywać do alianckiego dowództwa lotnictwa wyniki bombardowania kozielskich i kędzierzyńskich zakładów oraz przygotowań i zmian w systemie obrony przeciwlotniczej.
W tym czasie na podstawie rozpracowań wywiadu AK, a szczególnie wywiadu obwodu raciborsko-kozielskiego lotnictwo alianckie dokonywało skutecznych bombardowań zakładów mających bardzo duże znaczenie dla zaopatrzenia niemieckiej machiny wojennej.
Niestety, przewiezione przez łączniczki części radiostacji nadawczej ukryte na strychu domu Franciszka Bortla zostały 20 lipca 1944 r. odkryte przez gestapo w czasie rewizji. Rodzina Bortlów zopstała aresztowana. Szczęścliwie uniknął aresztowania Franciszek Bortel. Jego żona i córka Matylda, synowie Józef oraz Rafał zostali aresztowani i wywiezieni do Kędzierzyna. (Rafał, uczeń przed 1939 r. polskiego gimnazjum w Bytomiu, został skazany na śmierć za dezercję i rozstrzelany na Zaolziu w październiku 1944 r., pozostali skazani na pobyt w obozie i więzienie).
W czasie rewizji aresztowany został dowódca IV Obwodu AK por. Serafin Myśliwiec. Dzięki nieuwadze Niemców i odwadze udało mu się uciec w kajdanach. Uwolniony podjął pracę konspiracyjną na Opolszczyźnie.
Kwatera obwodu została przeniesiona do Grzegorzowic w powiecie raciborskim, do domu Józefa Wyciska. Ponieważ część rodziny Wycisków za działalność w Związku Polaków w Niemczech została już wcześniej osadzona w obozach, ta kwatera nie była bezpieczna.
Po aresztowaniu por. Serafina Myśliwca i jego brawurowej ucieczce kwatera została przeniesiona na prawy brzeg Odry do Koronowaca do domów Jana Glenca lub Antoniego i Jana Gorywodów. W 1944 r. w domu Gorywodów było opracowywane i nadal drukowane pismo konspiracyjne „Nad Odrą czuwa straż”. Dość często por. Myśliwiec korzystał z kwater w Pogrzebieniu u rodziny Pawła Cubra lub Antoniego Kolorza. Stąd wychodziły od dowódcy obwodu por. Serafina Myśliwca rozkazy podpisywane pseudonimami „Adam Krwawnik” lub „Dębicki”. Rozkazy te dla zmylenia przeciwnika były antydatowane na okresy przedwojenne. W przenoszeniu, a raczej przewożeniu, maszyny do pisania, powielacza i farb drukarskich, papieru pomocna była por. Myśliwcowi jego żona Jadwiga i łącznik Maksymilian Jędrzejczyk z Brzezia.”


W dalszej części Mieczysław Brzost zauważa, że „granice działalności poszczególnych obwodów nie były rygorystycznie przestrzegane i por. Myśliwiec swą działalność rozszerzał poza ustalone tereny obwodu raciborskiego i kozielskiego, także na tereny powiatów strzeleckiego i prudnickiego”, po czym dodaje:

„Sztab obwodu raciborsko-kozielskiego mógł pracować stosunkowo bezpiecznie do 1943 r. na terenie Opolszczyzny dzięki posiadaniu wtyczek. Taką wtyczką w SA był Karol Duda, szewc z Raciborza, który do SA wstąpił na polecenie organizacji. Wtyczką była też sekretarka – maszynistka w powiatowym gestapo w Raciborzu. Nic dziwnego, że por. Serafin Myśliwiec i ppor. Józef Gawliczek prowadzili swą konspiracyjną działalność na Opolszczyźnie przez cały okres okupacji, choć nie bez trudności.”

Serafinowi Myśliwcowi podlegał pluton partyzancki „Wędrowiec”, którym dowodził por. Józef Gawliczka ps. „Ryś” Miał on być dostatecznie wyposażony w broń i amunicję.

Tymczasem przejdźmy do organizacji Wojskowej Służby Ochrony Powstania, na której czele w Inspektoracie Rybnik stał Jan Spyra ps. „Lech”, a następnie st. sierż. Jan Sosna ps. „Sroka”. Zadaniem WSOP – do której wcielano osoby w starszym wieku – była ochrona (po wybuchu powstania) wyznaczonych obiektów (służba wartownicza).

Komisarzem WSOP na powiat rybnicki był Jan Węgrzyk ps. „Żyran” (urodz. 6 marca 1899 roku w Orzegowie), przedwojenny przodownik Policji Państwowej w Rydułtowach. Podkomisarzem WSOP w Rybniku był Józef Bieniek ps. „Walery”, komendantem WSOP na miasto Rybnik – Andrzej Zotyka. W zeznaniu Jana Spyry pojawia się też informacja, że d-cą WSOP w Gierałtowicach był Skrzypczyk…

Jak wynika z omówienia sprawozdania ob. Kolocha, dowódcy oddziału kolejowego WSOP – Rybnik, które to sprawozdanie pochodzi z archiwum Inspektoratu AK Rybnik, zarekwirowanego przez funkcjonariuszy PUBP Rybnik w domu Jana Spyry /IPN Ka 032/17 t.2/, sieć kolejowa WSOP Inspektoratu Rybnik miała obejmować 300 ludzi, przy czym w marcu 1943 roku miała ona zostać rozbita wskutek aresztowań.

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #48

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 2/06/2010, 17:52 Quote Post

Oddziały partyzanckie Inspektoratu Rybnik

Szefem Kedywu w Inspektoracie Rybnik był od 1 czerwca 1944 roku por. Wilhelm Pluta ps. „Pion”, „Jorg” (według Mieczysława Brzosta od 1 czerwca, zaś według Juliusza Niekrasza – od lipca 1944 roku). Urodził się on 5 lutego 1913 roku w Szopienicach, ale mieszkał w Orzeszu. Przed wojną studiował inżynierię lądową na Politechnice Lwowskiej (jesienią 1939 roku miał bronić pracę dyplomową). W listopadzie 1939 roku przekroczył w okolicach Sanoka granicę Węgierską, po czym udał się do Francji. 5 stycznia 1940 roku ukończył kurs podchorążych artylerii w Codquiden.
Brał udział w kampanii francuskiej (jako działonowy 1 baterii 1 dywizjonu 1 pułku artylerii ciężkiej 1 dywizji WP). Po klęsce Francji przedostał się do Anglii. W kwietniu 1942 roku skierowany został na szkolenie dla cichociemnych. Jako podporucznik WP, w nocy 19/20 marca 1943 r. zrzucony został w okolicy Dąbrowy koło Sulejowa. Otrzymał przydział do komórki legalizacyjnej KG AK, gdzie pracował do 31 maja 1944 roku. Od 1 czerwca 1944 roku pełnił funkcję szefa Kedywu Inspektoratu Rybnik. Kto pełnił tę funkcję przed nim, tego nie wiem.
Z oddziałów podległych por. Plucie najwięcej wiadomości posiadamy o oddziale „Hanysa” – Pawła Góreckiego. Mieczysław Brzost pisał o nim:

„Oddział partyzancki, a bardziej grupa sabotażowo – dywersyjna, działająca na pograniczu powiatów rybnickiego oraz pszczyńskiego miała bardziej charakter partyzantki miejskiej niż zwartego oddziału działającego na terenach leśnych. Twórcą takiego oddziału i pierwszym jego dowódcą był ppor. Franciszek Wojtek, ur. 28 listopada 1913 r. w Gołkowicach. W 1943 r. otrzymał maturę w Seminarium Nauczycielskim w Pszczynie. Po odbytym kursie dla podchorążych w Zambrowie w 1935 r. został nauczycielem w szkole podstawowej Nr 2 w Pszczynie. Po zakończeniu kampanii wrześniowej w stopniu podporucznika powrócił do domu. Tu musiał się ukrywać przed okupantem. Nawiązał kontakt z Inspektoratem ZWZ. Otrzymał pseudonim „Franek”, koledzy nazywali go „Pluskwa”. W 1942 r. dostał zadanie zorganizowania oddziału dywersyjnego na terenie okolic Wodzisławia. Z powierzonego zadania wywiązał się i zorganizował oddział liczący około 20 ludzi, pracujących na swych gospodarstwach rolnych lub w pobliskich zakładach pracy w Karwinie i Frysztacie.
W czerwcu 1944 r. zrezygnował z prowadzenia oddziału. Dnia 27 czerwca 1944 r. udał się z dezerterem z armii niemieckiej Klapsią do Żor, gdzie miano mu umożliwić nabycie pistoletu maszynowego. Wyjazd ten zakończył się tragicznie. Zdradzony przez konfidenta Grabca z Turzy został zastrzelony w restauracji Siemiakowskiego w Żorach. Młodego partyzanta gestapo ujęło żywcem. Po zmaltretowaniu zmuszono go do wskazania miejsca zakwaterowania Inspektoratu. Klapsią wskazał wówczas miejsce ukrywania się Inspektoratu u Dominika Kani w Jastrzębiu. Być może liczył na odbicie przez zgromadzonych tam partyzantów. Niestety w obławie na kwaterę Inspektoratu hitlerowcy zgromadzili około 25 gestapowców i żandarmów z Rybnika, Wodzisławia i Żor. O likwidacji tej kwatery piszę w innym miejscu. […]
Zastępcą dowódcy tego oddziału był st. sierżant Paweł Górecki, ps. „Hanys”, „Tur”, ur. 30 maja 1915 r. w Markowicach koło Raciborza, z zawodu rzeźnik. W latach 1938 – 1939 odbył czynną służbę w 43 pp w Dubnie. Kampanię wrześniową odbył w stopniu kaprala w okolicach Koluszek. Po rozbiciu jednostki powrócił do Rybnika. Po powrocie został ostrzeżony, że jest poszukiwany za wcześniejszą działalność w Oddziałach Młodzieży Powstańczej i Związku Strzeleckim . Ukrywał się u rodziny do czasu skontaktowania go z ZWZ przez przedwojennego policjanta, szefa WSOP obwodu Rybnik.
Górecki po śmierci ppor. Franciszka Wojtka, ps. „Franek”, w czerwcu 1944 r. objął dowództwo oddziału. Oddział został podzielony na dwie drużyny jako zwiad 75 pp. Dowódcą drugiej drużyny i zastępcą Góreckiego został Sylwester Michalik, ps. „Gustlik” z Gogołowej.
Oddziały zostały podporządkowane por. Wilhelmowi Plucie, ps. „Pion”, jako samodzielne grupy. Ułatwiało to łączność między partyzantami i wykonanie zadań. W oddziale Góreckiego przeważali partyzanci pochodzący z Marklowic, Mszany, Wodzisławia i okolicy. Michalik w swym oddziale miał partyzantów z Gogołowej, Połomii, Świerklan, Szerokiej i Krzyżowic. Obydwa oddziały przetrwały aż do ujawnienia w 1947 r.”


Jak informuje Mieczysław Brzost, z kwater na terenie Marklowic korzystali przede wszystkim uczestnicy wypadów partyzanckich, działający pod dowództwem Pawła Góreckiego – „Hanysa”. Z kolei oddział działający pod dowództwem Sylwestra Michalika – „Gustlika” korzystał z kwater w Świerklanach, Szerokiej i Gogołowej.

W okolicach Żor działał oddział partyzancki pod dowództwem podchorążego Antoniego Staiera, ps. „Lew”, „Feliks”, który równocześnie był dowódcą kompani rybnickiej. Niewiele wiadomo o jego działalności, bowiem wielu jego żołnierzy po wojnie zginęło z rąk komunistów. Taki też los najprawdopodobniej spotkał jego dowódcę, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach wraz z inspektorem Cierpiołem, przy czym wiele wskazuje na to, ze obaj wpadli w pułapkę zastawioną przez nich przez UB.

W grudniu 1944 r. zastrzelony został przez Niemców w Chwałowicach żołnierz oddziału Staiera Paweł Korzdoń, uciekinier z obozu koncentracyjnego,. Po jego śmierci gestapo aresztowało matkę Emila Wity Marię oraz jego żonę (również Marię), a także Emila Mleczko i Jana Bieniarza.

Podinspektorat Cieszyn

Początki komórki ZWZ / AK w Brennej sięgają końca listopada 1939 roku. Wtedy to przystąpiono do zbierania broni, jaka pozostała po kampanii wrześniowej. Alojzy Jaworski z inicjatywy Jana Gaszczyka przewiózł furmanką pięć karabinów i amunicję. Wkrótce dołączył do nich Józef Jaworski, brat Alojzego.
W lutym 1940 roku istniały już placówki ZWZ w Brennej, którą dowodził Ludwik Moskała, zastąpiony następnie przez Rudolfa Hellera, oraz w Górkach Wielkich i Małych, z Franciszkiem Żaganem na czele.
Tak więc organizacją brenneńską ZWZ dowodził Rudolf Heller, któremu podlegali dwaj grupowi – Ludwik Moskała i Józef Kisiała. W roku 1941 organizacja ta, w sile plutonu, liczyła ok. 40 ludzi. Utrzymywała ona kontakt z ówczesnym komendantem Obwodu Cieszyn Franciszkiem Potyszem.
W lutym 1942 roku Rudolf Heller został aresztowany, a 20 marca 1943 roku – powieszony w publicznej egzekucji wraz z 23 innymi żołnierzami Armii Krajowej. Tego dnia w parku w Cieszynie „Pod Wałką” powieszeni zostali:

- Bolek Józef, lat 24, student SGH w Warszawie, z Godziszowa
- Chlebek Adolf, lat 24, ppor. pilot, z Gutów
- Czepczor Józef, lat 30, laborant hutniczy z Łyżbic
- Dworek Wilhelm, lat 29, urzędnik skarbowy z Kaczyc Górnych
- Fojcik Alfons, lat 28, ślusarz z Cierlicka Górnego
- Gabzdyl Rudolf, lat 29, kupiec z Pogwizdowa
- Gaszek Jan, lat 29, technik mechanik z Godziszowa
- Halama Jan, lat 38, instruktor narciarski z Wisły
- Heller Rudolf, lat 42, robotnik leśny z Brennej
- Jadwiszczok Karol, lat 34, rzeźnik z Ligotki Kamer
- Kabiesz Benedykt, lat 27, nauczyciel z Kaczyc Górnych
- Kozyra Rudolf, lat 41, woźny Urzędu Miejskiego z Cieszyna
- Kozba Jan, lat 32, sekretarz Sądu z Czechowic
- Kuśnierz Jan, lat 28, sierżant zawodowy WP z Gutów
- Leśniara Leopold, lat 30, inżynier górniczy z Czechowic
- Martynek Jan, lat 34, technik z Mostów
- Morżoł Paweł, lat 31, hutnik z Bystrzycy
- Piechaczek Karol, lat 27. inżynier mechanik z Cieszyna
- Przywara Karol, lat 44, kowal z Pogwizdowa
- Szostok Rudolf, lat 38, nauczyciel, ppor. rez. z Wiślicy
- Szotkowski Alojzy, lat 23, urzędnik w Hucie z Mostów
- Wałach Józef, lat 34, księgowy z Wędryni
- Zuberek Alojzy, lat 40, księgowy z Cieszyna
- Zebrok Alojzy, lat 33, malarz z Pogwizdowa


W maju 1943 roku aresztowani zostali obaj grupowi brenneńscy – Ludwik Moskała i Józef Kisiala. Wtedy to powstaniec śląski Karol Heller ps. „Mręga” z Bukowej (dzielnicy Brennej) przystąpił do formowania oddziału partyzanckiego, do którego werbował ludzi spalonych.
Początkowo w skład oddziału wchodzili: Karol Heller, jako dowódca, jego brat Stanisław Heller, Józef Paluch, Bronisław Szwarc i Gustaw Górniak. Za całe uzbrojenie oddziału służyły 1 karabin i 1 stary rewolwer. Akcje na leśniczówki w Wapienicy i Szczyrku pozwoliły na dozbrojenie się (zdobyto 6 fuzji i 4 sztucery), koło dworca w Skoczowie partyzant Górniak zdobył pistolet.
Na zimę oddział zbudował ziemiankę w pobliżu strumyka koło Małego Beskidzka. Michał Heller tak opisuje tę pierwszą ziemiankę oddziału:

„Nadchodząca zima zmuszała partyzantów do poczynienia odpowiednich kroków, celem zdobycia i zmagazynowania żywności oraz wybudowania ziemianki. Usytuowano ją w pobliżu strumyka na stoku Małego Beskidka na pograniczu Brennej i Szczyrku. W pobliżu tego bunkra rosły potężne drzewa, które stanowiły doskonały punkt obserwacyjny dla partyzantów, gdyż rozpościerał się stąd widok na znaczną część Brennej–Bukowej. W (przygotowywaniu zapasów na zimę korzystano z łańcucha osób dobrej woli. Do najbardziej ofiarnych zaliczyć trzeba rodziny: Rudzickich z Huty, Kawikowej z Gronika, Mędrków ze Skałki, a z tereniu Brennej–Leśnicy: Chrapków z Polany, Bojdów z przysiółka Tłoczki, Bojdów „od krawca”, Holeksów z przysiółka Kisiałki, Jaworskich z przysiółka Niżniej Goleszowskiej; wreszcie z terenu Górek Wielkich rodziny Ogrodzkich i Strachów. Dzięki nim oddział przetrwał ciężką zimę 1942/1943 i wiele trudnych dni aż do chwili wyzwolenia.”

Na wiosnę oddział rozwinął się liczebnie, a nadto z oddziałem skontaktował się Inspektorat Rybnicki AK, który go sobie podporządkował. Michał Heller pisze:

„Rejon, w którym działała partyzantka Karola Hellera, rozciągał się na razie od Skoczowa – poprzez Jasienicę, Jaworze i Wapienicę – aż do Szczyrku. W miejscowościach tych posiadano zaufanych łączników. Z nastaniem wiosny odbywano wiele długich wypraw w poszukiwaniu kontaktu z innymi oddziałami, starano się też włączyć do grupy ludzi „spalonych”, ukrywających się w pojedynkę. Niebawem osiągnięto znaczny sukces – wiosną i latem 1943 r. zasiliło oddział 26 osób. [...] Wraz z 5 partyzantami – założycielami oddział liczył więc w sumie 30 ludzi. Wskutek tak dużego rozwoju liczebnego w oddziale wystąpiły braki w uzbrojeniu i wyposażeniu oraz trudności z zakwaterowaniem partyzantów. Postanowiono zatem na początku maja 1943 r. wybudować drugi bunkier w Diabelskim Młynie na Leśnicy, w którym zamieszkało 12 partyzantów. Obydwa pododdziały utrzymywały ze sobą ścisłą łączność.
Na początku czerwca 1943 r. pododdział (zwany też grupą szczyrkowską), w którym znajdował się dowódca Karol Heller, otrzymał wiadomość, że przedstawiciel Inspektoratu Rybnickiego AK chce skontaktować się z partyzantami w Brennej. Wiadomość tę otrzymali Rudziccy od Ogrodzkich z Górek, gdzie już od początku 1943 r. przebywał tenże przedstawiciel – Wiktor Kania pseud. Felek z Żor. Do spotkania doszło na stokach Błatniej. Metoda działania partyzantki brenneńskiej okazała się więc słuszna. Jej aktywność zainteresowała dowództwo konspiracji wojskowej, któremu podporządkowano się. Wiktor Kania objął dowództwo nad 27 partyzantami i cywilną siatką łączności.”


Nieco inaczej okoliczności przejęcia dowództwa nad oddziałem brenneńskim opisuje Juliusz Niekrasz w pracy „Z dziejów AK na Śląsku”. Przy okazji Juliusz Niekrasz stwierdza, że po wojnie partyzanci „Wędrowca” organizowali rokrocznie jednodniowe biwaki w Brennej, na które był on zapraszany. Na tych biwakach zbierał on relacje o działalności oddziału, szczególnie dużo wiadomości zawdzięcza on Gustawowi Górniakowi, z którym się szczerze zaprzyjaźnił. Juliusz Niekrasz pisze:

„Wiosną 1943 r. oddział powiększył się do 8 osób i zaczął przeprowadzać akcje zmierzające do zdobycia broni i amunicji. Były one uwieńczone powodzeniem i w Brennej „rozszedł się hyr”, że działają partyzanci. Wkrótce potem, ale również wiosną tegoż roku, rodzina Rudzickich powiadomiła oddział, że w Górkach u rodziny Strachów, przebywa delegat Inspektoratu Rybnickiego AK i chce nawiązać kontakt. Syn Rudzickich, Karol, otrzymał zezwolenie przyprowadzenia delegata w określonym czasie na wskazane miejsce. Delegatem okazał się por. Wiktor Kania („Felek”). Ostatecznym rezultatem przeprowadzonych rozmów było podporządkowanie się oddziału Inspektoratowi. Kania objął dowództwo nad oddziałem, pozostał również tutaj Karol Rudzicki. Kania poinformowany, że w Brennej ukrywa się wiele osób poszukiwanych przez Niemców, rozpoczął formalny werbunek do oddziału.”

Pierwszym zadaniem, jaki postawił sobie nowy dowódca, było oczyszczenie Beskidów z niemieckich turystów. A należy podkreślić, że już przed wojną wiele ośrodków turystycznych na tym terenie stanowiło własność Niemców, którzy posiadali tu znaczące stowarzyszenie pod nazwą „Beskidenverein”. Wróćmy tymczasem do pracy Michała Hellera:

„Nowy dowódca okazał się człowiekiem wartościowym i energicznym. Podjęte przez niego prace miały za zadanie zespolenie konspiracji rejonu beskidzkiego z okręgami: rybnickim, wodzisławskim i jastrzębskim. Łącznikami oddziału ze sztabem Inspektoratu Rybnickiego AK były: Agnieszka Ogrodzka oraz Helena i Zuzanna Rudzickie. W oddziale przyjęto pseudonimy i wzmożono działalność. Doszło do potyczek z Niemcami w Brennej – na Skałce, Równi i w Chrobaczym, w Wapienicy koło zapory, w Górkach Wielkich, w Szczyrku – na Karkoszczonce i Salmopolu, w Pawłowicach, na Buczu, na Równicy. Niemcy spiesznie wzmacniali posterunki żandarmerii w miejscowościach podgórskich i górskich. Na szlakach górskich pojawiały się coraz liczniejsze patrole policji niemieckiej i Ukraińców ze stacjonującego w Cieszynie pułku dywizji SS-Galizien. Wróg w walce z oddziałem stosował często zasadzki.
Partyzanci postanowili atakować w pierwszym rzędzie schroniska górskie, które przed wojną były siedliskami szpiegostwa i zdrady. Najścia organizowano zazwyczaj w soboty, gdy w schroniskach było dużo butnych turystów niemieckich, nieraz z głębi Rzeszy. Ataki przeprowadzono na schroniska: na Błatniej, Trzech Kopcach, Równicy i Klimczoku. Zdobyto znaczne ilości broni, amunicji, mundurów i żywności.
We wrześniu 1943 r. na polanie Czerchla zraniono hitlerowca. W odwet za to Niemcy urządzili wielką obławę od strony Brennej do Szczyrku, jednak partyzantom udało się wyjść z okrążenia. W czasie tej akcji zwerbowano dwóch łączników na terenie Bystrej: Stanisława Siudę i Stefana Jasionka – pracownika szpitala w Bielsku, który odtąd dostarczał oddziałowi lekarstw i opatrunków. W wyniku przeprowadzonych ataków turyści opuścili schroniska górskie, a ich miejsce zajęło wojsko. Niemcy zaczęli organizować siatkę konfidentów, zwłaszcza wśród drwali i służby leśnej, jednak partyzanci z łatwością ją rozszyfrowali i unieszkodliwili.”


Jak wynika z raportu Komendy Okręgu Śląskiego AK z 27 listopada 1943 roku w skład zgrupowania „Wędrowiec”, występującego jako 2 kompania rozpoznawcza 21 dywizji piechoty AK, wchodzić miały wówczas dwa plutony, których stany określono następująco:

- pluton „Brenna” – 29 ludzi, uzbrojonych w 14 kb, 5 dubeltówek myśliwskich i 7 pistoletów
- pluton „Ustroń” – 12 ludzi, uzbrojonych w kilka kb i 7 pistoletów.

Michał Heller - w mojej ocenie - błędnie utożsamia pluton „Ustroń” z oddziałem „Czantoria”. Z kolei według Mieczysława Starczewskiego, pluton „Ustroń”, o którym mowa w tym raporcie, to grupa kpr. Józefa Jaworskiego, która miała swe bunkry w rejonie Brennej - Leśnicy, przy czym uważam, że z tą wersją wypada się zgodzić.

***

Drugim zgrupowaniem partyzanckim działającym na tym terenie było zgrupowanie „Jastrząb”, które operowało wokół Ustronia...

Według Michała Hellera, komórka konspiracyjna ZWZ / AK w rejonie Ustronia założona została w roku 1940 przez mjra Józefa Gajdzicę. Do jego szczególnie aktywnych współpracowników zaliczać się miał Jan Holeksa ps. „Litwin”. Dodam, że dotarłem do relacji Jana Sikory, który twierdzi, że już w roku 1939 doszło na terenie do powstania struktur konpsiracyjnych, które zakładać miał osobiści Paweł Musioł.

Stosunkowo wcześnie powstawać zaczęły na tym terenie oddziały partyzanckie. Michał Heller opisuje to następująco:

„Pierwsze grupy partyzanckie na terenie Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa powstały samorzutnie jeszcze w 1940 r. Tworzyli je Polacy ścigani przez gestapo, uchylający się od poboru do Wehrmachtu lub od wywozu na roboty przymusowo. W rejonie tym działały cztery komórki. Kierownikiem jednej z nich był Jan Wawrzacz, pseud. Janik, a całością kierował nauczyciel Ignacy Gazurek aresztowany w 1941 r. Grupy poprzez Jana Halamę utrzymywały łączność z członkami Inspektoratu Cieszyńskiego ZWZ. Do istniejących grup partyzanckich napływali dalsi ludzie. Dowodzili nim wspomniany już J. Wawrzacz oraz Matuszny, Antoni Waszut i Ligocki. Grupy te połączyły się w jeden oddział, który przyjął nazwę Biały Orzeł. Podlegał on działaczowi ZWZ z Jabłonkowa drowi Bogdanowi Soroce, którego zastępcą był Paweł Kochut. Masowe aresztowania z końca 1941 r. rozbiły go.
W 1942 r. ruch podziemny odrodził się tu na nowo. Działacze ZWZ – AK utworzyli 2 grupy partyzanckie: Baranią – dowodzoną przez Ernesta Legierskiego oraz Istebną-Południe – kierowaną przez Jana Wawrzacza. Ten drugi oddział liczył 11 ludzi (w tym 3 Słowaków) i operował na pograniczu słowackim w rejonie Jaworzynki, Koniakowa i aż po Zwardoń. Natomiast oddział Barania, mający główne schronienie w masywie Baraniej Góry, działał w okolicznych wsiach: Istebnej, Wiśle, Szczyrku, Szarym, Kamesznicy i Lipowej. Obydwa oddziały posiadały we wsiach sieć zaufanych łączników.”


Dodajmy, że ta ostatnia informacja nie polega na prawdzie. Grupa Istebna - Poludnie powstała bowiem dopiero w lutym 1945, co wynika wprost z relacji jej dowódcy - Jana Wawrzacza. Mam też spore wątpliwości, czy rzeczywiście Jan Wawrzacz prowadził działalność konspiracyjną przed rokiem 1944. Z jego relacji wynika bowiem, że wtedy to dopiero nawiązał kontakty konspiracyjne, przy czym utrzymywać miał kontakt ze Stanisławem Zawadą z Ustronia.

O oddziale „Barania” Ernesta Legierskiego będzie jeszcze mowa, natomiast oddziałem partyzanckim operującym w okolicach Ustronia dowodził Karol Schreiber ps. „Jastrząb”, zaś jego zastępcą i zarazem dowódcą podgrupy „Czantoria” był Klemens Starzyk. Początki tego oddziału, wywodzącego się z organizacji „Zwycięstwo albo Grób”, Michał Heller opisuje następująco:

„Tymczasem w rejonie Czantorii Wielkiej zaczęło się ukrywać coraz więcej osób zbiegłych przed aresztowaniami lub z robót w Niemczech. W Wędryni pod Czantorią Wielką ukrywali się: powstaniec śląski Alojzy Badura, dr Władysław Michejda, Karol Faruga pseud. Jur, Jan Polok pseud. Lis i inni. Ludzie ci korzystali z gościnności Marii Pieter, siostry Jerzego i Andrzeja Wisełków – znanych działaczy ludowych. Do ukrywających się dołączył Józef Pieter, syn gospodarzy. Był to zalążek oddziału Czantoria. Doktor W. Michejda utrwalał i pogłębiał wśród współtowarzyszy patriotyzm, jednak jego podeszły wiek nie sprzyjał tułaczce. Postanowił więc wrócić do swego mieszkania w Ustroniu, został tam jednak rychło aresztowany.
Na północno-wschodnich stokach Czantorii Wielkiej (od strony Ustronia) ukrywali się okresowo: kierownik grupy Zwycięstwo albo Grób – K. Schreiber pseud. Jastrząb, Emil Banach pseud. Wąs (zbiegły z więzienia cieszyńskiego, podejrzany przez Niemców o przynależność do Organizacji Orła Białego), Jan Niemczyk pseud. Zielonka (zbiegły do lasu przed poborem do wojska) i inni. Dzięki staraniom K. Schreibera – Jastrzębia, ludzie ci połączyli się i na jego ręce złożyli 10 V 1941 r. uroczystą przysięgę. [...] Latem 1941 r. do oddziału dołączyli: Jerzy Krzak pseud. Kos, Jan Sliż z Nydka pseud. Czarny, Stanisław Rucki z Nydka pseud. Paweł, Klemens Starzyk pseud. Szpak, który jako woźny fabryki w Ustroniu codziennie odbierał korespondencję z urzędu pocztowego, a zaglądając do podejrzanych listów zdobywał wiadomości potrzebne ruchowi konspiracyjnemu. Oddział organizował zasadzki na mniejsze patrole policji landwachy. Zimą 1941/1942 r. partyzanci ukrywali się pojedynczo u krewnych czy znajomych. [...]
W marcu 1942 r. grupa ustrońska ponownie wyruszyła w góry. Nawiązano kontakt z partyzantami Ukrywającymi się w Wędryni. Do oddziału dołączył Jam Pytel pseud. Góra z Nydka. Likwidowano szpiegów wyszukiwano i wciągano do oddziału ludzi ukrywających się. Niemcy dążąc do rozbicia partyzantki, specjalnie uzbroili służbę leśną, która otrzymała rozkaz strzelania do każdego podejrzanego osobnika, napotkanego w lesie. Wzmocniono też posterunek żandarmerii w Ustroniu.”


Cały ten opis wydaje mi się mało wiarygodny, jako że oparty został w głównej mierze na obszernej i barwnie napisanej, niestety mocno bałamutnej relacji Karola Farugi... sad.gif

W marcu 1942 roku Karol Schreiber związał się z GL PPS, którą to na tym terenie kierował Franciszek Zawada. W maju 1942 roku Karol Schreiber wraz ze Stanisławem Zawadą, bratem Franciszka, udał się w okolice Baraniej Góry, by tam organizować oddział partyzancki. To wtedy - według Hellera - dowództwo nad oddziałem działającym w okolicach Czantorii przejąć miał Klemens Starzyk, który podporządkować się miał też AK. Michał Heller pisze:

„Rozpadnięciu się tego oddziału zapobiegł Klemens Starzyk, były działacz Siły, współpracujący z partyzantką od chwili jej powstania. Aresztowany wiosną 1942 r. na skutek donosu miejscowych renegatów, zdołał zbiec z więzienia w grudniu tegoż roku, po czym rychło stanął na czele oddziału Czantoria. W tym czasie oddział ten posiadał już dobrze zorganizowaną sieć łączników od Przełęczy Jabłonkowskiej po Skoczów, a więc w rejonie swego działania. Przedstawiała się ona następująco: Jabłonków, Nawsie, Mosty – łącznik Józef Motyka pseud. Bartek; Bystrzyca, Trzyniec, Końskie – łącznik Józef Gociek pseud. Jerzy; Leszna Górna i Dolna – łącznik Józef Wałach, pseud. Turek; Cisownica – łącznik Biłko pseud. Łęk; Hermanice, Ustroń – łącznik Jan Holeksa pseud. Litwin (zorganizował on w obu tych miejscowościach 8 punktów kontaktowych); Górki Wielkie, Lipowiec, Ustroń – łącznik Alojzy Dustor pseud. Czternasty. Partyzantom udało się też zorganizować punkty zbiorcze, w których ukrywano rannych kolegów i chroniono się podczas obław urządzanych przez hitlerowców. W miejscach tych otrzymywano też żywność, lekarstwa, odzież itp. Punkty te znajdowały się: w Wędryni u Marii Pieter (matki partyzanta Józefa), w Goleszowie–Równi u Jerzego Fobera pseud. Tuł, w Cisownicy u Wisełków, w Ustroniu u Jana Błaszczyka (ostatniego prezesa Zarządu Powiatowego SL w Cieszynie, który dowoził partyzantom żywność), a ponadto u Cieślara i innych. Dużo artykułów żywnościowych dostarczał działaczom konspiracyjnym kupiec – hurtownik Alfons Jamroz z Ustronia. Łącznicy informowali partyzantów m.in. o ruchach wojska i policji, akcjach wysiedleńczych oraz zachowaniu się elementu niemieckiego wobec Polaków.”

Odział przeprowadzał napady na kolonistów niemieckich i członków NSDAP, rozbrajał funkcjonariuszy służby leśnej… Michał Heller tak to opisuje:

„Konfiskowano broń i mundury członkom NSDAP, SA, NSKK. Łącznicy, których sieć powiększyła się w Lesznej Górnej i Dolnej o Dęba, w Trzyńcu o Wała, w Wędryni o Dobrego i w Bystrzycy o Technika (pseudonimy) – informowali na bieżąco, kto z Niemców posiada broń.
W dniu 15 V 1943 r. partyzanci, złapali na stokach Czantorii Wielkiej komendanta policji z Ustronia – Franza, który znany był z okrutnego traktowania przesłuchiwanych Polaków. Dano mu bolesną nauczkę i ostrzeżono, że jeśli nie zmieni swego stosunku do Polaków, to zostanie zlikwidowany. Ostrzeżenie poskutkowało, ale odtąd zaczął on urządzać ustawiczne obławy na partyzantów. W trosce o swe bezpieczeństwo Niemcy (wzmocnili posterunek policji w Ustroniu do 45 osób w drugiej połowie 1943 r. Ściągnięto też do Ustronia kompanię wojska. W maju 1943 r. nastąpiła fala masowych aresztowań Polaków – we wsiach Beskidu Śląskiego. Łącznicy poinformowali partyzantów, że przyczyną tych aresztowań jest działalność niemieckich szpiegów, wobec czego wzmożono czujność w oddziale.
W dniu 14 VI 1943 r. w pobliżu schroniska na Czantorii Wielkiej zatrzymano szpiega Kubitza, pełniącego poprzednio funkcję blockleitera NSDAP na terenie obozu oświęcimskiego. Znaleziono przy nim broń oraz listę z nazwiskami 36 Polaków z Wisły, Istebnej, Koniakowa i Jaworzynki. Po zlikwidowaniu tego szpiega ustały aresztowania w podgórskich wsiach.
Gwałtowne nasilenie się akcji partyzanckich w 1943 r. i rozbicie przez ruch oporu siatki konfidentów spowodowały, że okupant postanowił przystąpić do generalnej rozprawy z partyzantką. W tym celu 15 VII 1943 r. urządzono wielką obławę w górach, od Zwardonia poprzez Baranią Górę, Istebną, Wisłę do Czantorii Wielkiej. Brały w niej udział oddziały wojska, SS, żandarmerii i policji. Dzięki przypadkowi oddział Czantoria nie został rozbity. Niemcy rozpoczęli bowiem strzelaninę do partyzanta Jana Niemczyka pseud. Zielonka wychodzącego z bunkra. W powstałym zamieszaniu, wśród ulewnego deszczu i gęstej mgły partyzanci zdołali wydostać się z okrążenia.”


Aktywność oddziałów partyzanckich zmusiła Niemców do wydania zakazu organizowania wycieczek w góry i spacerowania po lesie. Michał Heller pisze:

„W drugiej połowie 1943 r. zastosowano terror wobec napływowego elementu niemieckiego i zmuszano Niemców przybyłych na Śląsk Cieszyński do powrotu do Rzeszy. Stosowano represje wobec zagorzałych hitlerowców. Oddział urządził wypad do Nydka do wójta Karasia, fanatycznego hitlerowca, który znęcał się nad ludnością polską, zdążył on jednak zbiec, a następnie poprosił o urlop i wyjechał w nieznane. W tej miejscowości postanowiono też ukarać leśniczego Motza, który urządzał prawdziwe polowania na Polaków i jeńców radzieckich. Partyzantom wprawdzie nie udało się go złapać, ale podczas starcia zdemolowali mu mieszkanie. Po tych akcjach hitlerowcy skierowali do Nydka 30-osobowy oddział policji, było to jednak przedsięwzięcie całkowicie chybione, bowiem partyzanci zdążyli się już wycofać na Czantorię Wielką. Na początku sierpnia 1943 r. urządzono wypad na członka NSDAP i komisji wysiedleńczej w Wędryni – Franciszka Chmielą, który był właścicielem sklepu. Pod naciskiem złożył on oświadczenie, zobowiązujące go do bronienia Polaków przed wysiedleniem. Z jego sklepu zabrano część żywności na zaopatrzenie oddziału. W dniu 15 VIII 1943 r. K. Faruga pseud. Jur i E. Banach pseud. Wąs skonfiskowali Janoszkowi z Cisownicy broń i lornetki, natomiast w Ustroniu K. Starzyk pseud. Szpak z resztą oddziału zabrał pewnemu esesmanowi granaty ręczne. Gorączkowy pościg, zorganizowany przez hitlerowców w następnym dniu, był bezowocny, ale odtąd policja wraz z wojskiem patrolowała nocami wszystkie peryferyjne miejscowości w rejonie Ustronia. W dniu 17 VIII 1943 r. K. Faruga i E. Banach w drodze do łącznika J. Holeksy pseud. Litwin wpadli w Ustroniu obok restauracji Jana Cieślara w zasadzkę, jednak zdołali wyjść cało z opresji i uciec w góry. 24 VIII 1943 r. partyzanci udali się do landwachmanna Jana Wapienika z Lesznej Górnej, który zajął gospodarstwo wysiedlonego Polaka – Jasia. Skonfiskowano mu broń, amunicję i żywność.”

Wobec aktywizacji partyzantów w rejonie Czantorii Niemcy postanowili przeprowadzić obławę, którą w taki oto sposób opisuje Michał Heller:

„O przygotowaniach do obławy łącznicy natychmiast poinformowali oddział. Partyzanci ostrzegli grupę Soszów z Zaolzia przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. W nocy z 4 na 5 IX 1943 r. łącznik J. Holeksa pseud. Litwin doniósł, że pociąg z wojskiem przybył do Ustronia, tankietki zaś z oddziałami wojska i policji rozmieszczono w Wiśle, na Polanie, w Cisownicy, Wędryni, Lesznej Górnej i Bystrzycy. W obławie miały też wziąć udział psy policyjne. Radzono partyzantom opuścić góry. Obława miała trwać 5 dni.
W dniu 5 IX 1943 r. o godzinie 2,30 oddział Czantoria po zasypaniu bunkra zszedł z gór, rozdzielając się na trzy grupy, z których pierwsza z K. Farugą, pseud. Jur udała się do Cisownicy, druga z K. Starzykiem pseud. Szpak zeszła do Ustronia, a trzecia przeszła do Nydka.
W tym samym dniu o godzinie 6,00 wojsko i policja otoczyły stoki górskie, tworząc zwarty pierścień od Wisły, Nydka, Wędryni, Lesznej Górnej i Cisownicy aż do Ustronia. Tyraliera złożona z Niemców oddalonych od siebie o 20 m, zaczęła przeszukiwać góry. Zgodnie z informacjami łączników obława trwała 5 dni i nde przyniosła żadnych rezultatów. Partyzanci, rozdzieleni na trzy grupy, ukryli się na terenie podanych wyżej miejscowości. Po nieudanej operacji hitlerowcy pozostawili we wsiach podgórskich silne patrole policyjno – wojskowe, urządzające zasadzki na partyzantów.
W jakiś czas po zakończeniu obławy oddział partyzancki znów skupił się w masywie Czantorii Wielkiej; jednak nie wszyscy jego członkowie powrócili na stanowisko. Działalność partyzantów ograniczała się teraz do gromadzenia zapasów na nadchodzącą zimę, ale myślano również o zdobyciu amunicja i granatów. Po te ostatnie wyprawił się do Trzyńca Krzak pseud. Kos, który podczas starcia z policją w Kojkowicach został ranny. W oddziale zachorował K. Faruga pseud. Jur. Podczas tej choroby odwiedzał go często działacz ludowy z Cisownicy – Jerzy Wisełka.”


30 listopada 1943 roku oddział „Czantoria” został rozbity. I znowu odwołam się do ustaleń Michała Hellera:

„Hitlerowcy zorganizowali wielką obławę, otaczając zdekonspirowany bunkier. Okrążeni członkowie oddziału podzielili się na dwie grupy. Pierwszej z nich – do której weszli: Jan Klancznik, Jan Madzia, Stanisław Rucki i Józef Pieter – udało się przedrzeć przez pierścień obławy i zbiec. Natomiast druga grupa – w której znajdowali się: komendant Klemens Starzyk, Jan Bujak, Alojzy Badura, Jan Polok, Jan Pytel i Paweł Sliż – po krótkiej, rozpaczliwej walce z użyciem granatów zginęła. Hitlerowcy rozbili bunkier przy użyciu trotylu. Ciała poległych partyzantów złożono na cmentarzu w Nydku. Po stronie niemieckiej było kilkunastu zabitych i rannych.”

Opis tego wydarzenia odnajdujemy też w meldunku porannym nr 215 / 43 z 2 grudnia 1943 roku komendanta żandarmerii Rejencji Katowickiej do nadprezydenta Prowincji Górnośląskiej:

„30 listopada 1943 r. o godz. 15.00 w toku wielkiej akcji przeciwpartyzanckiej na zachodnim stoku Wielkiej Czantorii, około 2 km na północ od Nydka w pobliżu strażnicy leśnej, powiat cieszyński, odkryto bunkier. Po zaciętej walce zastrzelono 5 bandytów, a l ciężko raniono. 3 bandytów mogło ujść. W czasie akcji został ranny w kark i łopatkę obwodowy starszy podoficer Kuze z posterunku żandarmerii Darków, powiat cieszyński. Utrata życia nie grozi. Przebywa w szpitalu zakładowym huty w Trzepicu, powiat cieszyński. W bunkrze znaleziono dużą ilość zrabowanych dóbr (pełny duży zaprzęg konny). Wśród zrabowanych rzeczy znajdowała się także broń.”

Według autorów pracy „Ruch oporu w Rejencji Katowickiej 1939 - 1945” w bunkrze w momencie ataku Niemców przebywało 11 partyzantów. Zginęli w walce: Klemens Starzyk („Szpak”) – dowódca oddziału, Jan Bujak („Jaworek”), Jan Polok („Lis”), Jan Pytel („Góra”), Alojzy Badura („Tobiasz”) i Paweł Sliż („Czarny”). Uratowali się: Jan Madzia („Listek”), Jan Klaucznik („Janek”), Józef Pieter („Bem”), Stanisław Rucki („Paweł”) i Jan Niemczyk („Zielonka”).
Ciała poległych partyzantów hitlerowcy zawlekli koniem do kostnicy na cmentarzu w Nydku. Prawdopodobnie tegoż dnia aresztowany i zastrzelony został łącznik oddziału Józef Prokop, gajowy z Nydka.

Emil Banach ps. „Wąs”, którego nie było w oddziale, kiedy Niemcy wyprawili się przeciwko niemu, postanowił zamelinować się w zagrodzie Jana Fereckiego na Polanie. 15 grudnia 1943 roku dopadli go tam Niemcy i zabili. Cała rodzina Fereckich została aresztowana. Podobny los spotkał mieszkające u nich małżeństwo Drozdów oraz ich córkę Julię, łączniczkę oddziału „Czantoria” (pseudonim „Pola”). 24 stycznia aresztowany został zasłużony łącznik oddziału Jan Holeksa ps. „Litwin”.

Uratowani z obławy partyzanci oddziału „Czantoria” – Jan Klancznik ps. „Janek” i Jan Heczko ps. „Bos” ukrywali się w Iskrzyczynie, gdzie po dołączeniu kilku kolejnych osób utworzyli grupę „Kmicic”. Gdzie podziewał się Jan Niemczyk ps. „Zielonka”, nie udało się Hellerowi ustalić.

Michał Heller twierdzi nadto, że Jan Madzia ps. „Listek”, Stanisław Rucki ps. „Paweł” i Józef Pieter ps. „Bem” ukrywali się w Cisownicy, a dowództwo nad tą drugą grupą objąć miał potem Karol Faruga ps. „Jur”, który w czasie obławy przebywał (powodu choroby) poza oddziałem. Informacja ta jest od początku do końca niezgodna z prawdą, przy czym do kwestii tej jeszcze powrócę.

Nieistniejąca w rzeczywistości grupa Farugi miała później rzekomo zostać włączona w skład LSB, gdzie występować miała nadal jako oddział „Czantoria”. Faruga zresztą niedługo potem miał też nawiązać kontakt z grupą „Kmicic”, a także z grupami partyzanckimi Hermanice oraz Soszów, Kozubowa, i Ostry, które to wcześniej tworzyć miały oddział „Olza” i z którymi wcześniej oddział „Czantoria” ściśle współpracował. Wszystkie te grupy miały mu się – wedle relacji Farugi – podporządkować, co jednak nie znajduje potwierdzenia w innych źródłach. Informacje te nie polegają na prawdzie...

c.d.n.
 
User is offline  PMMini Profile Post #49

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 2/06/2010, 17:54 Quote Post

c.d.

Wróćmy tymczasem do działań zgrupowania „Wędrowiec”. Michał Heller pisze:

„Zbliżała się jesień 1943. r. Należało poczynić odpowiednie zapasy na nadchodzącą zimę. W mięso zaopatrzono się u volksdeutscha Stonawskiego z Grodźca, a inne niezbędne artykuły zdobyto, urządzając najścia na sklepy w Wapienicy, Szczyrku, Ustroniu i Wiśle. Partyzantów żywiła też miejscowa ludność. Niektóre rodziny, np. Rudziccy z Brennej czy Ogrodzcy z Górek, na życzenie partyzantów zapraszały często do siebie Niemców, goszcząc ich i upijając bimbrem. Przy tej okazji zdobywano wiele cennych informacji dla ruchu oporu; (była to gra bardzo niebezpieczna, zwłaszcza dla rodziny Rudzickich, której dwóch członków walczyło w partyzantce. Wskazywano nawet Niemcom miejsca, w których rzekomo znajdują się bunkry partyzanckie. Przeprowadzone przez nich potem, poszukiwania nie dawały oczywiście żadnego rezultatu. Aby jednak nie stracić zaufania władz okupacyjnych postanawiano „zdekonspirować” opróżnioną ziemiankę w przysiółku Węgierskim, w której zostawiono trochę żywności, karabin i kilka mundurów. Odpowiednią informację w sierpniu 1943 r. przekazał żandarmerii w Brennej Paweł Rudzicki. Niemcy urządzili obławę i odnaleźli opuszczoną ziemiankę.
W dniu 10 IX 1943 r. 4 partyzantów zaatakowało urząd pocztowy w Brennej. Po skonfiskowaniu żywności udali się oni w kierunku Klimczoka. W tym samym miesiącu przyszło partyzantom przeżyć wielką obławę, w której wzięło udział wojsko, żandarmeria i oddziały SA. Uprzedzeni w porę przez łączników, partyzanci schronili się w lasku Maciejczykowym. Jesienią 1943 r. jedną z ostatnich akcji było zatrzymanie 80-osobowej wycieczki z. Wrocławia na trasie Klimczok–Biały Krzyż. Zdobyto wtedy 6 pistoletów typu parabellum i 12 sztyletów lotniczych. Również jesienią 1943 r. zapowiedziano wreszcie kilkakrotnie odkładaną wizytę inspektora Karliczka {pseud.) z inspektoratu rybnickiego. Doszła ona do skutku 11 Xl 1943 r. Do Brennej przybył inspektor z kapelanem ks. Józefem Kanią pseud. Ojciec Michał i 2 osobami stanowiącymi ubezpieczenie. Do spotkania z oddziałem doszło na stokach Błatniej, a zakończenie tej uroczystości odbyło się w specjalnie na ten cel wybudowanym bunkrze „Gromanica”. Inspektor odczytał rozkazy, wyjaśnił sytuację polityczną oraz stwierdził, że – wbrew wcześniejszej obietnicy – wobec zaistniałych trudności pluton nie może być przerzucony do Generalnej Guberni. Twórca oddziału kpr. Karol Heller został awansowany do stopnia sierżanta, a Józef Paluch i Józef Jaworski zostali mianowani kapralami. Oddział otrzymał kilka sztuk broni i granatów. Po inspekcji odbyło się nabożeństwo. Ksiądz J. Kania wygłosił kazanie o zachowaniu zasad moralnych w okolicznościach wyjątkowych (tzn. wojennych). W darze od Agnieszki Ogrodzkiej pluton otrzymał piękny proporzec. Po jego poświęceniu składano przysięgę. Podczas uroczystości, w której wzdęły udział 3,2 osoby, recytowano wiersze Wiesławy Ciastoń–Kotzian pt. Wodzu, Odszedł i inne, specjalnie na tę uroczystość napisane. W ponurych mrokach okupacji spotkanie to było dla partyzantów wielkim przeżyciem, wspominanym po dzień dzisiejszy.”


Tymczasem zbliżała się zima, kolejna zima okupacji. Dla partyzantów był to każdorazowo szczególnie ciężki okres. Oddajmy ponownie głos Karolowi Hellerowi:

„W listopadzie 1943 r. dokonano rajdu terrorystycznego na Niemców pochodzących z Besarabii, a osiedlonych w Szczyrku na gospodarstwach eksmitowanych Polaków. Akcja ta spowodowała, że w następnych dniach wszyscy osiedleńcy, w liczbie około 40 rodzin, opuścili tą miejscowość. W tym samym czasie celem uzupełnienia zapasów na jamę, dokonano konfiskaty masła i sera w mleczarni w Bażanowicach.
Pododdział kierowany przez Karola Hellera przezimował w ziemiance wybudowanej pod oborą Rudzickich i w bunkrze „Niedźwiedzi”, wykonanym wiosną 1943 r. Nie nadawała się bowiem do zamieszkania ziemianka, w której składano przysięgę. Grupa Karola i Jerzego Heczków początkowo mieszkała w schronie „Nad Ameryką”, wykonanym w marcu – kwietniu 1943 r., a gdy w lipcu tego roku został on zdekonspirowany, wówczas wybudowano nowy bunkier w Suchym Graniu. Grupa wywodząca się z Brennej-Leśniey pod dowództwem Józefa Jaworskiego pseud. Orzeł zimowała w bunkrach wybudowanych w tej części wsi.
Ogółem na terenie Brennej wybudowano w czasie okupacji 26 ziemianek, uwzględniając przy ich lokalizacji następujące czynności: bliskość dobrej wody pitnej, zwłaszcza strumyków i potoków, (które często służyły jako drogi dojścia do bunkrów; odpowiedni las (unikano zbyt rzadkiego i zbyt gęstego); ilość i jakość zwierzyny leśnej (w rejonie ziemianek nie polowano na zwierzęta leśne, a nawet je dożywiano, by czuły się bezpieczne, gdyż w pewnym stopniu maskowały schron); stosunek służby leśnej do ruchu oporu.
Pododdział Józefa Jaworskiego liczył 10 osób, należeli do niego: Jan i Alojzy Jaworscy (bracia dowódcy), bracia Józef i Antoni Bojdowie, Józef Waliczek, Ludwik Gawlas, Tadeusz Mach, Franciszek Chrapek i Franciszek Czyż. Ten pododdział leśniczański wykonał kilka akcji terrorystycznych na miejscowych hitlerowców. W nocy z 18 na 19 I 1944 r. na skutek donosu policja niemiecka przeprowadziła rewizję w domu Jaworskich, których 3 synów walczyło w partyzantce. Żandarmi znaleźli mięso i słoninę z nielegalnego uboju. Ponieważ zaś nie udało im się złapać synów – partyzantów, wobec tego aresztowali ich matkę – Marię Jaworską i skatowali ojca, którego uwięziono w kilka miesięcy później (4 V 1944 r.).
W obawie przed dekonspiracją bunkra w Żłabinie, partyzanci przenieśli się do ziemianka u Rudzickich, gdzie znajdowało się centrum konspiracyjne. Łączniczki Agnieszka Heller oraz Zuzanna i Helena Rudzickie donosiły im żołd, wynoszący przeciętnie 90 – 130 marek na jednego partyzanta, a także kartki żywnościowe. Rudolf Jaworski oraz Jan Ogrodzki z Górek dostarczali partyzantom zboża na mąkę. […]
W okresie zimowym r. 1943/1944 urządzano dalekie wyprawy, celem nawiązania kontaktów z konspiracją rybnicko-jastrzębską. Dochodziło przy tym do potyczek z Niemcami w Strumieniu koło Jastrzębia–Zdroju, w Pawłowicach i Żarach, gdzie zginęło kilku żandarmów. Będąc w ciągłym ruchu partyzanci z Brennej sprawiali wrażenie istnienia licznych oddziałów, co w poważnym stopniu dezorientowało władze okupacyjne. Z początkiem 1944 r. w Dobce na terenie Ustronia rozbrojono żołnierzy Wehrmachtu, konwojujących jeńców włoskich.
W dniu 30 IV 1944 r. pododdział Józefa Jaworskiego oddzielił się od grupy w Brennej–Bukowej i przeszedł do Brennej–Leśnicy, gdzie wybudował sobie bunkier w Diabelskimi Młynie. W tym czasie grupa ta liczyła 15 osób.”


Zastraszeniu ludności, tak by zniechęcić ją do wspierania partyzantki, służyły publiczne egzekucje. 26 października 1943 r. miały miejsce egzekucje w Mostach koło Jabłonkowa i w Istebnej. Tego dnia zostali powieszeni:
– w Mostach koło Jabłonkowa: Antoni Dylba z Pszczyny, Władysław Opioła z Dziećmorawic (muzyk, członek siatki wywiadowczej „Augusta”), Karol Sosna ż Dolnej Lutyni (alumn seminarium duchownego, członek organizacja wywiadowczej „Augusta”, Wawrzyniec Stalicki z Będzina, Bolesław Wiechuła z Jabłonkowa (oficer sztabu Okręgu Śląskiego AK), Bezin Kożuch z Sosnowca, Leiser Nürnberg z Będzina, Gerszon Sułkowski z Sadowna, Gam Teimenwurzel z Sosnowca, Izaak Wienblum z Sosnowca;
– w Istebnej: Józef Frey z Karwiny, Paweł Haratyk z Jaworzynki, Marian Paliński z Jaworzna, Roman Pydich ze Zwardonia i Zbigniew Wójcik z Karwiny.
Egzekucja w Istebnej przeprowadzona została w obecności spędzonych mieszkańców miejscowości. W obu egzekucjach zginęło sześciu żołnierzy AK ze Śląska Cieszyńskiego oraz dziewięć osób spoza tego terenu. Ciała powieszonych przewieziono z Mostów i Istebnej do Oświęcimia i tam je spalono.
14 lutego 1944 r. Niemcy przeprowadzili kolejną egzekucję. W miejscowości Nawsi koło Jabłonkowa zostali powieszeni:
– Oskar Sztwiertnia ps. „Żbik”, robotnik z Wisły, z oddziału „Barania”;
– Stanisław Rucki ps. „Paweł”, pomocnik handlowy z Nydka, z plutonu „Ustroń”;
– Jan Holeksa ps. „Litwin”, ślusarz z Ustronia, łącznik i rusznikarz plutonu „Ustroń”;
– Paweł Łabaj, szewc z lstebnej, łącznik oddziału „Barania”;
– Jan Cellner z Dziećmorowic, z komórki legalizacyjnej (wykonywał na potrzeby AK fałszywe dokumenty tożsamości).

Egzekucje te istotnie przyczyniły się do zwiększenia poziomu strachu. A nie dość na tym poważne ciosy spadły u progu wiosny 1944 roku na zgrupowanie „Wędrowiec”. Michał Heller tak o tym pisze:

„W dniu 7 IV 1944 r. Karol Heczko i jego brat Jerzy po otrzymaniu zezwolenia udali się w odwiedziny do domu. W czasie ich pobytu patrol niemiecki zbliżył się do zabudowań i doszło do starcia, w wyniku którego zginął wachmistrz (niemiecki, a 2 żandarmów zostało rannych. Obaj Heczkowie uszli z życiem, ale Jerzy był ciężko ranny. Niemcy zemścili się w okrutny sposób na rodzinach partyzantów. W następnym dniu otoczyli domy podejrzanych, po czym wśród bicia kolbami wyprowadzili z nich i rozstrzelali: Emilię Heczko (żonę Karola, matkę sześciorga dzieci, z których najstarsze miało 8 lat), Władysława Słowioka (brata Emilii) i ich ojca Karola Słowioka, Pawła Słowioka i Pawła Kawika (ojca dziewięciorga dzieci i tymczasowego opiekuna dzieci zbiegłej z posterunku żandarmerii partyzantki Marii Kawik; żona Pawła Kawika znajdowała się w tym czasie w obozie koncentracyjnym). Rozstrzelano ponadto Pawła Macurę i Zuzannę Gawłas, żonę partyzanta Pawła […]
12 IV 1944 r. Karol Heller (dowódca grupy stacjonującej w Bukowej), Stanisław Heller i Ludwik Kłósko zostali zamordowani przez oddział policji w przysiółku Klimorackie Pasieki.
Dnia 11 V 1944 r. nad ranem zjechały do Brennej znaczne siły niemieckie, błyskawicznie otaczając zabudowania Rudzickich. Hitlerowcy zakuli w kajdany Pawła i Zuzannę Rudzickich oraz ich córki Zuzannę i Helenę, po czym przyprowadzili okropnie skatowanego więźnia. Był to ks. Józef Kania (kapelan, który odbierał przysięgę od partyzantów w ziemiance opodal zabudowań Rudzickich), który – nie mogąc znieść tortur – wyjawił nazwiska kilku rodzin współpracujących z partyzantką. Niemcy odkryli też bunkier „Gromamica”, ale na szczęście nie był on zamieszkany. W zabudowaniach gospodarczych Rudzickich ukrywał się w tym czasie ich syn Karol, któremu udało się jednak zbiec. Rodziców Karola i jego siostry po 6-tygodniowych przesłuchiwaniach i torturowaniu osadzono w obozie oświęcimskim. Wyrok zapadł w obecności reichsführera SS – Heinricha Himmlera i brzmiał: osadzić rodzinę w obozie do zakończenia wojny, a następnie postawić przed sąd. Podczas omawianej akcji hitlerowcy uwięzili też rodzinę Ogrodzkich z Górek, na szczęście łączniczce Agnieszce Ogrodzkdej udało się uciec, po czym ukryła się u działacza konspiracyjnego Rafała Sitka pseud. Michał w Jastrzębiu. Za współpracę z partyzantką aresztowano także Rudolfa Jaworskiego pseud. Szramek oraz braci Jana i Jerzego Sikorów. Ci ostatni zginęli w obozach koncentracyjnych. Po uwięzieniu rodzony Rudzickich i ucieczce Agnieszki Ogrodzkiej pocztę konspiracyjną do Brennej przewoził młodziutki Serafin Lepich.
Za miesiąc nastąpiły dalsze aresztowania: 16 VI 1944 r. uwięziono Agnieszkę Heller i jej siostrę Marię Kawik, a na terenie Górek rozstrzelano bez sądu za współpracę z partyzantami żołnierza Wehrmachtu Wiktora Stracha. Maria Kawik zdołała zbiec z posterunku policji z Brennej i odtąd wraz z córką Anielą Kawik ukrywała się u partyzantów w bunkrze „Polanica”, wybudowanym w maju 1944 r. Przebywało w nim 13 partyzantów i wspomniane 2 kobiety, a później dołączyły jeszcze 2 osoby. Grupą tą dowodził Józef Paluch. Hitlerowcy, rozwścieczeni ucieczką M. Kawik, torturowali jej siostrę Agnieszkę Heller oraz uwięzili jej syna Władysława i szwagierkę o tym samym imieniu i nazwisku – Marię Kawik. Ogółem aresztowano 13 osób. Po 6 miesiącach rozstrzelano Władysława Kawika w Cieszynie. W domu ukrywającej się u partyzantów wdowy Marii Kawik pozostało pięcioro dzieci w wieku od 2 do 12 lat, do których hitlerowcy nie dopuszczali nikogo z krewnych czy sąsiadów, czekając w dzień i w nocy na powrót matki opuszczonych małych dzieci. Te jednak nie załamały się, a nawet ostrzegły matką, by nie zbliżała się do domu, w którym jest i zasadzka.
W tym samym miesiącu, czyli w czerwcu 1944 r., 4-osobowy oddział partyzancki między Skoczowem a Goleszowem dokonał wykolejenia pociągu przewożącego wojsko, na skutek czego uległa zniszczeniu lokomotywa i 6 wagonów, a ruch na trasie Bielsko – Cieszyn został wstrzymany na 18 godzin. W kilka dni później ten sam oddział sprowokował w Kisielowie koło Goleszowa starcie oddziału niemieckiej żandarmerii ze Skoczowa i kompanii wojska, stacjonującego w tej wsi, z grupą Niemców. W wyniku bratobójczej walki zginęło 4 żandarmów. Podobne zajście sprowokował inny oddział partyzancki w Ustroniu–Dobce.
Również w czerwcu 1944 r. na granicy Brennej i Ustronia na Orłowej doszło do spotkania plutonu Brenna z ustrońskim oddziałem GL PPS, kierowanym przez Franciszka Zawadę, w skład którego – obok dowódcy – wchodzili: dwaj jego synowie – Jan i Franciszek Zawadowie, Józef Glajc, Karol Schreiber, dwaj Michałowie Gomblowie oraz Serbowie: Nikołaj Andzielkiewiciz i Michowicz. Podczas tego spotkania omówiono taktykę walki, zasady współpracy oraz przeprowadzono pewnego rodzaju rejonizację działań obydwu oddziałów. Dwaj Serbowie przeszli do plutonu Brenna.
Dnia 22 VI 1944 r. Niemcy urządzili zasadzkę na partyzantów na Starym Graniu. Doszło do starcia, w wyniku którego zginał partyzant Mieczysław Dobrowolski i żandarm, niemiecki. Po kilku dniach zajęto na terenie Ustronia i Brennej 6 szałasów należących do pasterzy współpracujących z Niemcami. Dokonano konfiskaty sera. Prowadzący szałas donieśli o tym niezwłocznie żandarmerii ustrońskiej, która natychmiast zarządziła pościg, jednak bezskuteczny.
W lipcu 1944 r. hitlerowcy ciężko ranili, a następnie zakłuli bagnetami łączników pododdziału z Bukowej: Pawła Marka i Józefa Holeksę. Również w tym miesiącu schwytano w Brennej–Spalonej dezertera z Wehrmachtu – Bronisława Grenia, którego później zastrzelono w czasie próby ucieczki. Partyzanci w Ustroniu–Dobce rozbroili żołnierzy Wehrmachtu, konwojujących jeńców jugosłowiańskich; w efekcie Jugosłowianie odzyskali wolność. Uwolniono także jeńców włoskich koło kamieniołomu Tokarzówka w Brennej; w czasie tej akcji zastrzelono stawiającego opór Niemca. Jeńcy włoscy ( 100 osób ) przebywali w obozie pracy założonym w Brennej 20 I 1944 r. Miejscowa ludność spieszyła im z pomocą, dostarczając żywności, odzieży, obuwia itp.
Wielkim problemem dla partyzantów była sprawa pomocy rannym. Brakowało lekarstw, lekarza i pomieszczeń dla chorych. Wprawdzie bandaży i lekarstw dostarczali Marta Paszek, pielęgniarka Niemieckiego Czerwonego Krzyża z Wapienicy, oraz pracujący w bielskim szpitalu Stefan Jasionek z Bystrej, jednak były to zbyt małe ilości w stosunku do potrzeb. Z uwagi na częste rewizje i działalność konfidentów nie można było rannych umieszczać w domach współpracujących z partyzantką rodzin. W tej sytuacji partyzanci byli skazani na własne siły i w ramach własnych możliwości troszczyli się o rannych i chorych. Często pomagały im w tym względzie sprzyjające warunki atmosferyczne i inne okoliczności.
Po przeniesieniu Marii Paszek z Wapienicy do Opola oddział poprzez Helenę Mędrek otrzymywał lekarstwa od sióstr zakonnych ze Skoczowa. […]
Władze okupacyjne, widząc fiasko swych poczynań, zmierzających do rozbicia konspiracji, wysłały do Brennej (podobnie jak do innych miejscowości) sforę szpiegów, rekrutujących się spośród polskich renegatów. Z końcem września 1944 r. do zaprzyjaźnionego z partyzantami domu Hellerów na Skałce przybyło 2 rzekomych partyzantów z rozbitego 5 VIII. 1944 r. w Wilkowicach oddziału AL Józefa Habdasa pseud. Kwaśny. Nieznajomi, zdobywszy zaufanie Heleny Heller, prosili ją o skontaktowanie ich z plutonem Brenna, co też nastąpiło. Partyzanci nie wiedzieli, że oddział Kwaśnego jest już rozbity i że ci dwaj jego członkowie przeszli na współpracę z wrogiem. Umówiono się zatem na spotkanie, do (którego doszło 6 X 1944 r. na polanie Skałki, otoczonej już przez wojsko i żandarmerię niemiecką, uzbrojone w ciężkie karabiny maszynowe, rakiety i gazy łzawiące. Siedmiu partyzantów znalazło się pod gradem kul, zdążyli jednak wycofać się z terenu oświetlonego rakietami. Niestety, partyzant Lewacki został postrzelony w kręgosłup i nie było możliwości wyniesienia go z zasadzki. Partyzanci skoncentrowali ogień na jednym kierunku i przerwali okrążenie. Złapanego rannego Lewackiego hitlerowcy poddali okrutnym torturom (m.in. wlewano mu do ran kwas solny), ale on nikogo nie zdradził i został w końcu dobity kolbami. Rozwścieczeni oprawcy wywlekli z domu i rozstrzelali: Helenę Heller, jej brata Franciszka Kłóskę i kuzynkę Annę Kłósko, a następnie cały dom wraz z dobytkiem spalili.”


W nocy 23/24 sierpnia 1944 roku w rejonie Ustronia, pomiędzy Orłową a Oborą, wylądowała grupa sowieckich spadochroniarzy, którą to dowodził mjr Wasilij Stiepanowicz Ansimow. Wydarzenie to nie uszło uwadze Niemców. W meldunku porannym 171/44 z 25 sierpnia 1944 roku komendant żandarmerii przy prezydencie Rejencji Katowickiej informował nadprezydenta Prowincji Górnośląskiej:

„W nocy na 24 sierpnia 1944 r. około godz. 24.00 według wypowiedzi robotników leśnych w pobliżu Ustronia, w wąwozie Orlim, między górami Orłowa i Obora, około 4 km na południowy wschód od Ustronia, zostali zrzuceni dwaj skoczkowie spadochronowi. Obaj są uzbrojeni w pistolety maszynowe i w pistolety. Przejścia graniczne do powiatu żywieckiego i do Szczyrku (Bielsko) zostały obsadzone przez żandarmerię powiatu cieszyńskiego. Teren jest obstawiony. Dalsze dochodzenie w toku.”

W rzeczywistości grupa spadochroniarzy liczyła 9 – 10 osób, przy czym podczas lądowania rozproszyła się. Jeden ze spadochroniarzy podczas lądowania doznał ciężkiej kontuzji i został następnie pochwycony przez Niemców (istnieją rozbieżne relacje w kwestii tego, kogo wówczas Niemcy dostali w swe ręce). P.P Korniluk, P.A. Wierblak, P.A. Bożek i S. Sajko znaleźli schronienie u partyzantów plutonu „Romanka” ze składu kompani AK „Garbnik” (plutonem „Romanka” dowodził wówczas por. Czesław Świątecki ps. „Surma”). Rosjanie przez pewien czas przebywali w oddziale „Surmy”, po czym udali się w Gorce, gdzie dołączyli do oddziału mjra Zołotara.
Z kolei mjr Ansimow z dwoma swoimi żołnierzami oraz radiotelegrafistką dołączył do plutonu Brenna. Współpraca ta trwała do listopada 1944 roku. W tym czasie mjr Ansimow kwaterował w ziemiance w Suchym Groniu, zbudowanej jeszcze w lipcu 1943 roku przez grupę Pawła Heczki. Prócz czterech Rosjan w ziemiance tej przebywało wówczas, zamierzając spędzić w niej zimę, piętnastu żołnierzy AK. Tymczasem do oddziału przybył łącznik z Inspektoratu Rybnickiego, który poinformował o zbrodniach dokonywanych przez żołnierzy radzickich na żołnierzach AK i zabronił kontynuowania współpracy. Należy dodać, że por. Wiktor Kania już wcześniej, mianowicie 1 września 1944 roku, odszedł z oddziału, a to z powodu choroby nerek. Paweł Heczko ps. „Edek” nakazał w tej sytuacji Rosjanom opuścić ziemiankę, co też ci uczynili. Ponoć wcześniej Heczko podjął próbę zabicia Ansimowa. Od tej pory pomiędzy Ansimowem i Heczką panowała atmosfera wzajemnej wrogości. Drużyna Pawła Heczki przez jakiś czas pozostawała w ziemiance w Suchym Groniu, po czym 7 stycznia 1945 roku przeniosła się do schronu pod Zebrzynką.
Mjr Ansimow wraz ze swoimi ludźmi przeniósł się do Snowańca, a następnie do Grap, gdzie nawiązał współpracę z drużyną Józefa Jaworskiego ps. „Orzeł”. Paweł Heczko podjął próbę przekonania Jaworskiego, by ten zerwał wszelką współpracę z Rosjanami, jednakże ten w dalszym ciągu współpracował z Ansimowem. 19 stycznia 1945 roku Niemcy zorganizowali obławę na Grapy, jednakże partyzanci zdołali przebić się przez pierścień okrążenia. 23 stycznia 1945 partyzanci zajęli Brenną. Wedle Michała Hellera, dowództwo nad połączonymi oddziałami liczącymi w sumie ok. 150 ludzi (prócz sowieckich zwiadowców i polskich partyzantów mieli tam być także zbiegli z niewoli jeńcy sowieccy oraz Jugosłowianie zbiegli z obozów pracy w Ustroniu i Brennej) sprawować miał mjr Ansimow. 13 lutego Niemcy odzyskali kontrolę nad Brenną.

Przejdźmy teraz do losów grupy „Kmicic”, która wywodziła się z rozbitej 30 listopada 1943 roku grupy „Czantoria”… Otóż grupa „Kmicic” zimę 1943 / 44 spędziła w okolicach Skoczowa. W maju miała ona przybyć w okolice Wędryni, po czym miała wrócić w okolice Skoczowa. Tuż przed wkroczeniem Rosjan, partyzanci dowodzeni przez Jana Klancznika uratowali od wysadzenia wodociągi miasta Cieszyna w Pogórzu.

Po wycofaniu się z Brennej wojsk niemieckich partyzanci plutonu „Wędrowiec” utworzyli w niej posterunek MO. Jego pierwszym komendantem został Paweł Heczko. W maju wszyscy akowcy zostali usunięci z milicji i zastąpieni osobami delegowanymi przez PPR (przybyłymi z Zagłębia Dąbrowskiego).

Jak już pisałem, oddział „Wędrowiec” podlegał bezpośrednio pod komendę Inspektoratu Rybnik, ale niezależnie od tego na Śląsku Cieszyńskim operowały i inne oddziały partyzanckie Armii Krajowej…

Była już mowa o oddziale „Barania”… Spróbujmy teraz nim to się właśnie zająć. Na czele struktur konspiracyjnych ZWZ w rejonie Wisły stał Jan Halama, właściciel restauracji, której to został jednak pozbawiony w roku 1941, z uwagi na nie podpisanie volkslisty.
W roku 1942 powstała grupa partyzancka „Barania”, na której czele stanął Ernest Legierski. Już wcześniej powołana została do życia grupa partyzancka, podlegająca Tajnej Organizacji Wojskowej, którą dowodził pchor. Wartha de Weydenthal. Liczyła ona początkowo cztery osoby, po czym rozwinęła się do stanu ośmiu ludzi.
Według ustaleń Michała Hellera, do połączenia obu grup partyzanckich w ramach AK miał doprowadzić fotograf z Cieszyna Jan Cięgiel, który dodatkowo miał scalić ze sobą także różne grupy konspiracyjne, przy czym stać się to miało pod koniec 1942 roku. Michał Heller pisze:

„Janowi Cięglowi udało się połączyć w ramach AK grupy konspiracyjne z terenu Wisły (grupa kierowana przez Jama Halamę), Górek Wielkich (grupa ks. Józefa Balcarka i Jana Stracha) oraz Marklowic koło Zebrzydowic (komórka konspiracyjna Sztefków).”

Wydaje się co najmniej dziwne, aby pod koniec 1942 roku trzeba było scalać w ramach AK różne grupy konspiracyjne … AK, do tego tak od siebie oddalone. Czy więc czasem do relacji Jana Cięgla, na którą powołuje się Heller, nie wkradła się pomyłka i czy czasem nie chodzi o wydarzenia z początków roku 1943. Zrozumiała bowiem byłaby konieczność odtwarzania sieci łączności po aresztowaniach, jakie nastąpiły na Zaolziu w grudniu 1942 roku i w styczniu 1943 roku.

Atmosferę panującą w oddziale „Barania” w pierwszej połowie 1943 roku Michał Heller opisuje następująco:

„Do oddziału Barania dołączyło kilka osób z Koniakowa i Istebnej. Nie wszyscy partyzanci byli zadowoleni z obowiązującego ich regulaminu, którego przestrzegania wymagał dowódca oddziału pchor. Wartha de Weydenthal pseud. Urban. Regulamin ograniczał ich swobodę, a przede wszystkim kategorycznie zabraniał rabunków. Główny łącznik i organizator oddziału Rudolf Kowala z Wisły–Malinki kładł wielki nacisk na działalność organizacyjną i ścisłe przestrzeganie regulaminów, a tymczasem część członków oddziału życzyła sobie, by ich działanie nie było niczym skrępowane. Narastały więc z dnia na dzień rozdźwięki pomiędzy zdyscyplinowanym i oddanym sprawie walki z okupantem komendantem W. de Weydenthalem a ludźmi przejawiającymi skłonność do rabunków i gwałtów. Sytuację pogarszał fakt, że część społeczeństwa Wisły – często nie znając nawet języka niemieckiego – zdecydowanie popierała władze okupacyjne i tępiła każdy przejaw polskości, nie cofając się przed stosowaniem krwawego terroru.
Wiosną 1943 r. chorego Woszczynę pseud. Sosna zaatakowali i uwięzili pod Białym Krzyżem w Wiśle miejscowi kolaboranci. Próba odbicia Sosny na posterunku w Wiśle nie powiodła się, gdyż został on już wywieziony do Cieszyna. Po tych zdarzeniach partyzanci w rejonie Baraniej Góry poczuli się zagrożeni. Szukano kontaktów z Zaolziem, by tam przenieść się na jakiś czas i niebawem Rudolf Kowala nawiązał łączność z konspiracją w Bystrzycy nad Olzą. W dniu 14 V 1943 r. aresztowano w Wiśle Pawła Szotkowskiego, który wkrótce został skazany na karę śmierci.
Tymczasem na Baraniej Górze doszło do katastrofy. W wyniku ostrego konfliktu na tle stosowania regulaminu został zamordowany pchor. W. de Weydenthal. Mordercami byli: Edward Ligocki i pewien mieszkaniec Karwiny. Rudolf Kowala został o tym powiadomiony po dwóch tygodniach. Przekazano tę wiadomość za pośrednictwem łączników do Krakowa, skąd nadszedł rozkaz polecający schwytać sprawców morderstwa, zdobyć informacje o przyczynach tej zbrodni, a następnie rozstrzelać ich. Wykonanie wyroku nie było jednak łatwe. Antoniemu Waszutowi udało się na Stecówce zlikwidować mordercę pochodzącego z Karwiny, natomiast postrzelony E. Ligocki zdołał zbiec i leczył się w Koniakowie u swej matki. Antoni Waszut i Rudolf Kowala odszukali ciało W. de Weydentłiala i pogrzebali je z szacunkiem na Baraniej Górze.”


Po śmierci pchor. „Urbana” oddział rozpadł się na dwie grupy. Jedną z nich dowodził Henryk Flame ps. „Bartek” z Czechowic – Dziedzic, drugą – Jan Chraśnina z Wisły. Oddział Jana Kraśnicy, który osiągnął wkrótce stan 22 ludzi, posiadał cztery ziemianki: Stecówka, Czupel, Malinów i Kozińce. Posiadał też dobrze zorganizowaną sieć łączności – na poczcie w Wiśle pracował dla oddziału Cholewik, a w Cieszynie – wspomniany Jan Cięgiel. O oddziale Henryka Flamego nie jestem w stanie nic konkretnego powiedzieć. W każdym bądź razie obydwa oddziały przeprowadzały akcje rozbrajania przebywających na urlopach żołnierzy niemieckich. Po jednej z takich akcji, 24 sierpnia 1943 w Wiśle, Niemcy aresztowali w tej miejscowości 8 mężczyzn i 8 kobiet podejrzanych o współdziałanie z partyzantami. Następnego dnia pochwycili w Istebnej członka oddziału Adolfa Suszkę, który osadzony został w KL Auschwitz. Michał Heller pisze:

„Hitlerowcy nie mogąc sobie poradzić z narastającym ruchem oporu w rejonie Górnej Wisły i Olzy, uwięzili 40 zakładników z Wisły, Ustronia i Bystrzycy. Aresztowano też matkę Edwarda Ligockiego, zabójcy komendanta Urbana i wówczas tenże zgłosił się na gestapo i wydał niektórych działaczy konspiracyjnych, m.in. Rudolfa Kowalę i Jana Cięgla. Po tym wydarzeniu gestapo uwolniło wszystkich zakładników, którzy 19 IX 1943 r. wrócili do domów. […]
Zdrada dokonana przez Edwarda Ligockiego spowodowała aresztowania wśród członków oddziału Barania. Zagrożony nimi Rudolf Kowala powziął plan ukrycia się w Bystrzycy na Zaolziu. W czasie przewożenia go 20 IX 1943 r. karetką pogotowia przez Gustawa Molina został on na skutek zdrady ciężko raniony, aresztowany, a następnie wraz z Molinem osadzony w obozie oświęcimskim. W tym samym okresie uwięziono też Jana Chraśninę. Po tych wydarzeniach oddział Barania rozpadł się.”


Partyzanci oddziału „Barania”, którzy zdołali przetrwać opisywane wydarzenia, ukrywali się w domach. Ernest Legierski i Henryk Flame zdołali skupić wokół siebie kilkunastu ludzi. 10 października 1943 roku ocalałe grupy podjęły nieudaną próbę opanowania schroniska na Stożku, a następnego dnia dokonały najść na domy przesiedleńców w Istebnej, zdobywając bieliznę, obuwie i żywność. 25 października na Stożku doszło do potyczki z oddziałem niemieckiej żandarmerii.

Nie wiadomo, co działo się z resztkami oddziału „Barania” przez cały rok 1944. Wedle Michała Hellera, w styczniu 1945 roku oddział ten podjął zdecydowane działania przeciwko Niemcom, zajmując 27 stycznia Istebną (miano stamtąd uprowadzić w rejon Baraniej Góry jedenastu Niemców), a w nocy 28 / 29 stycznia wykonując nieudane uderzenie na oddział Sicherheitsdienstu na Kubalonce. Niemcy, którzy wkrótce wrócili do Istebnej, spalili w odwecie dwa domy i uwięzili dziewięciu Polaków.
Miesiące luty, marzec i kwiecień miały obfitować w liczne akcje bojowe. 10 kwietnia Niemcy uwięzili w Istebnej i Jaworzynce 32 osoby, z których 12 rozstrzelali na cmentarzu żydowskim w Jabłonkowie. Następnego dnia Niemcy zamordowali jeszcze troje mieszkańców Koniakowa i jednego mieszkańca Istebnej.

Na terenie Obwodu Cieszyn działał także oddział partyzancki GL PPS. Otóż z końcem września 1941 r. przystąpiono w Kończycach do tworzenia oddziału GL PPS, który z czasem przekształcony został w oddział partyzancki. Jego początki tak opisuje Michał Heller:

„Powstał on w 1942 r., a tworzyli go: kolejarz Karol Smelik z Kończyć i Józef Korcz pseud. Jeleń z Pruchnej. Do oddziału należeli oprócz nich: Franciszek Zorychta z Pruchnej, Ryszard Okraczka z Frysztatu, Blacha, Bolesław i Karol Smelikowie (synowie organizatora oddziału) oraz Karol Żbel z Kończyć. Zbiórki odbywały się co miesiąc u Karola Smelika w Kończycach i u Józefa Korcza w Pruchnej. Przez Rokoszą i Bolesława Smelika otrzymywano wspomnianą już wcześniej prasę socjalistyczną. Utrzymywano też ścisły kontakt z działaczami socjalistycznymi z Karwiny, Orłowej, Stonawy, Górnej Lutyni i innych miejscowości. Członkowie oddziału prowadzili agitację antyhitlerowską, podnosili na duchu miejscowe społeczeństwo, a ponadto przeprowadzali sabotaże w zakładach pracy. Akcji zbrojnej nie realizowano, gdyż wymagała tego taktyka „cichego kąta”.
W połowie r. 1943 do Kończyc przybył Stanisław Zawada pseud. Stach, który rok wcześniej próbował organizować partyzantkę w rejonie Baraniej Góry. Stanął on niebawem na czele istniejącego oddziału, który powoli zaczął się powiększać, bowiem dołączyli do niego: Józef Milerski i Gustaw Tomala z Zebrzydowic, którzy z urlopu nie powrócili do wojska i z całym uzbrojeniem przeszli do partyzantki, a nadto Jan Żyła, Antoni Kominek z Zebrzydowic i dwóch Zahrajów. Bezpłatną opiekę lekarską nad oddziałem sprawował lekarz Jan Glajcar, który leczył m.in. komendanta Stanisława Zawadę i dostarczał też partyzantom lekarstw.”


W zasadzie trudno powiedzieć, czy już wtedy oddział ten miał charakter oddziału partyzanckiego, czy jedynie grupy wypadowej. Natomiast z umowy scaleniowej, w następstwie której oddziały GL PPS zostały włączone do AK, wynika, iż w momencie jej finalizowania w rejonie Kończyc i Zebrzydowic operował oddział partyzancki GL PPS, który stawał się wówczas oddziałem AK. Michał Heller pisze:

„Część oddziału GL PPS Kończyce – Zebrzydowice stacjonowała w bunkrze pomiędzy Zebrzydowicami a Frysztatem (koło gospody Grzybka), reszta zaś znalazła schronienie u Alojzego Kusia w Kończycach Wielkich. W styczniu 1945 r. partyzantom udało się rozbroić żandarmerię, która aresztowała 2 Zahrajów – dezerterów z wojska niemieckiego. Dołączyli oni do oddziału. W tym samym miesiącu, gdy front zatrzymał się na linii Pruchna – Chybie, urządzano wypady na żandarmerię, zdobywając 6 karabinów i 3 skrzynki z amunicją. W czasie tych potyczek zginął jeden żandarm i jeden mieszkaniec wsi.
Wobec niebezpieczeństwa, zagrażającego w rejonie przyfrontowym, oddział rozdzielił się. Niemcy w odpowiedzi na aktywizację gwardzistów rozpoczęli obławy, których przeprowadzono aż 8. Cofające się wojsko niemieckie okopało się w lasku, w którym znajdowała się ziemianka partyzancka dająca schronienie grupie Stacha. Teren ten otoczono drutem kolczastym i zaminowano, a w dodatku był on ostrzeliwany przez wojska radzieckie.
Druga grupa gwardzistów stoczyła zaciętą walkę dnia 12 IV 1945 r. w obrotnie ziemianki z oddziałem wycofującego się wojska niemieckiego. Bronili się w niej: Albin Żyłka pseud. Bodzio, Emil Drapa pseud. Zdzisław oraz dwaj bracia Zahrajowie – pseud. Znicz i Zew. Po 18 godzinach partyzanci poddali się, gdyż bunkier został zasypany granatami z gazem łzawiącym. Spośród wziętych do niewoli rozstrzelano na cmentarzu żydowskim w Cieszynie A. Żyłkę i E. Drapę, natomiast braci Zahrajów, Znicza i Zewa, przewieziono do obozu na terenie Protektoratu Czech i Moraw, gdzie doczekali się wolności.
Grupa Stacha przez 2 tygodnie przebywała w swej ziemiance odcięta od świata. Jeden z gwardzistów, Antoni Kominek z Zebrzydowic, wbrew rozkazowa dowódcy opuścił bunkier, udając się do domu, został jednak złapany i rozstrzelany. Niemcy opuścili lasek dopiero 2 V 1945 r. wówczas gwardziści (chorzy i wyczerpani) wycofali się z bunkra, po czym niezwłocznie włączyli się w organizowanie MO i władz gminnych w swych rodzinnych miejscowościach.”


c.d.n.
 
User is offline  PMMini Profile Post #50

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 2/06/2010, 17:56 Quote Post

c.d.

Oddziałem partyzanckim Obwodu Jabłonków dowodził Paweł Rusz, a początki tego oddziału w taki sposób opisuje Michał Heller:

„Już w drugim roku wojny na terenie Śląska Cieszyńskiego zaczęły tworzyć się pierwsze drużyny i oddziały partyzanckie. Pierwszy 7-osobowy oddział partyzancki powstał ma Zaolziu w czerwcu 1940 r., a dowodził nim student Karol Pszczółka pseud. Lipa z Łyżbic. Oddział operował w rejonie górskim od Przełęczy Jabłonowskiej aż po Stożek. Na początku maja 1941 r. na skutek zdrady w Śląskiej Ostrawie aresztowano, a następnie rozstrzelano dowódcę oddziału wraz z Wiktorem Borowcem.
Rozbity oddział został zorganizowany na nowo przez hutnika Pawła Rusza, który od 24 VI 1941 r. ukrywał się przed władzami okupacyjnymi. Rychło oddział liczył 13 osób: Paweł Rusz z Bystrzycy – komendant, Jan Sikora pseud. Kurzynek, Jan Probosz i Jan Fiedor z Dolnej Łomnej (ci trzej należeli jeszcze do oddziału Karola Pszczółki), Jan Heczko z Koszarzysk, Paweł Stefek z Bystrzycy, Adolf Szmek i Józef Sikora z Koszarzysk, Bolesław Ryłko i Stanisław Rychter z Jabłonkowa, Adolf Rusnok, Maria Rusz – żona komendanta i Paweł Rusz – 6-letni syn komendanta.
Członkowie oddziału byli ludźmi „spalonymi”, ukrywającymi się przed gestapo. Oddział operował często w mniejszych grupach, obozując przede wszystkim w rejonach zamieszkania swych rodzin. Zabezpieczając się przed zimą wybudowano kilka bunkrów, usytuowanych blisko strumyków, gdzie woda zimą nie zamarzała. Korzystano z tych potoków jako wodnych ścieżek, nie odradzających żadnego śladu. Pod Kozubową na stoku Sagowej wybudowano bunkier dla komendanta i jego rodziny. Na Przykrej pod Kozubową wykopano drugą ziemiankę, a w stodole Józefa Jeżowacza w Koszarzyskach (na Łatajce) wybudowano trzeci i najważniejszy bunkier. Tę ostatnią ziemiankę tak dokładnie zamaskowano, że nawet kilkakrotne rewizje niemieckie nie dały żadnych wyników.”


Dowodzony przez Pawła Rusza oddział „Olza” zintensyfikował swą działalność w roku 1943. Z partyzantami P. Rusza współpracowali: Leder, gajowy Adam Kajzer, który informował partyzantów o ruchach wroga, dostarczał im też zwierzyny leśnej. Na Kiczorze zaufanymi ludźmi partyzantów byli Paweł i Zuzanna Kantorowie. W Milikowie dla oddziału pracowali Jan i Ewa Kufowie oraz Zuzanna Dudys, a w Koszarzyskach Anna Heczko, jej córka Maria, Zuzanna Sikora oraz małżeństwo Zuzanna i Józef Jeżowiczowie. Na terenie Gródka funkcję łącznika pełniła Anna Sikora. Również 8-letni Pało Rusz, syn dowódcy oddziału, co było już wspomniane, pełnił funkcję łącznika. Działalność oddziału w tym okresie Michał Heller opisuje w sposób następujący:

„W dniu 8 VIII 1943 r. pod Ostrym na terenie Tyry doszło do starcia z patrolem hitlerowskim, w którym zginął jeden Niemiec. 14 VIII 1943 r. 8 partyzantów skonfiskowało leśniczemu Janowi Przywarze w Nydku strzelbę myśliwską i pistolet. Dzień wcześniej trzej partyzanci w tejże miejscowości skonfiskowali Józefowi L. pistolet i amunicję. W dniu 17 VIII 1943 r. oddział uderzył na stację kolejową w Gródku koło Jabłonkowa. Odebrano zawiadowcy stacji i jego pomocnikowi pistolety wraz z amunicją oraz zniszczono urządzenia telefoniczne i sygnalizacyjne. Udano się też do ortsleitera NSDAP, kierownika szkoły – Heintschkego, któremu skonfiskowano broń i amunicję, zniszczono telefon i zażądano, by w ciągu 14 dni wraz z rodziną wyjechał do Niemiec. Okazało się później, że potrzebował on na to tylko 2 dni. Partyzanci nie stosowali krwawego terroru, gdyż przy realizacji takiej taktyki naraziliby miejscową ludność na krwawy odwet ze strony Niemców. 20 VIII 1943 r. 10 partyzantów odwiedziło kupca Jana Kłusa z Łyżbic, konfiskując mu duże ilości żywności. Raport żandarmerii stwierdza, że byli to ludzie zdecydowanie młodzi, mówiący po niemiecku, polsku i słowacku. W dzień później koło stacji Gródek 5 partyzantów rozbroiło wracającego z urlopu żołnierza Wehmachtu – Pawła K. z Bystrzycy, zabierając go ze sobą. Opuścił on szeregi partyzanckie 25 VIII 1943 r.. W dniu 24 VIII 1943 r. oddział Olza odwiedził leśniczego w Oldrzychowicach, konfiskując mu fuzję, karabin, pistolet maszynowy i 2 ładownice z nabojami. W nocy z 29 na 30 sierpnia 4 partyzantów udało się do zabudowań Jana C. w Bystrzycy, uprowadzając przebywającego na urlopie syna gospodarza. Raport żandarmerii donosił, że wszelki ślad po nim zaginął. 31 VIII 1943 r. skonfiskowano broń leśniczemu Niemali w Tyrze. Hitlerowcy, zaniepokojeni gwałtownym wzrostem akcji partyzanckich, urządzili l IX 1943 r. obławę. Członkowie oddziału Olza, ostrzeżeni na czas przez siatkę łączników, schronili się w bunkrze na Łabajce i tam spokojnie czekali na zakończenie całej akcji. Po jej zakończeniu natychmiast się zaktywizowali i już 4 IX 1943 r. zdobyli na patrolu landwachy 2 karabiny. Następnie udali się w rejon góry Ostry. 7 IX 1943 r. oddział na skutek zdrady Kony Janczary – kierowniczki schroniska, w którym. stacjonował – został otoczony przez żandarmerię i gestapo. Śmiałym atakiem zdołano jednak przerwać okrążenie wroga i wycofać się w bezpieczne miejsce.”

Na okres zimy 1943 / 44 oddział „Olza” - jak twierdzi Michał Heller - miał się podzielić się na trzy grupy: Soszów, Kozubowa i Ostry. Dopiero z nastaniem wiosny 1944 roku miał się on zebrać na nowo.

W nocy 16 /17 sierpnia 1944 roku w rejonie Kozubowej, Ostrego, Kiczor, Kamienistej i Łabajki wylądował grupa sowieckich spadochroniarzy pod dowództwem kpt. Aleksandra Michajłowicza Griniewskiego. Lądowanie Rosjan nie uszło uwadze Niemców, którzy zorganizowali obławę. Rosjanie zostali otoczeni, przy czym, zdołali wydostać się z matni i nawiązać kontakt z oddziałem Pawła Rusza, który 23 sierpnia stoczył w Mostach potyczkę z patrolem niemieckim. W potyczce tej jeden żołnierz niemiecki został ranny. Od tej pory grupa zwiadowców Griniewskiego pozostawał przy oddziale Rusza, do którego niedługo potem dołączył oddział „Czantoria” Karola Farugi. Michał Heller pisze:

„W końcu sierpnia 1944 r. oba oddziały (tj. Kozubowa i Czantoria) zaatakowały w Oldrzychowdcach pod Jaworowym patrol żandarmerii. Zabito i roniono kilkunastu Niemców. Z partyzantów został ciężko ranny w rękę Jan Heczko, któremu amputował ją lekarz – partyzant Bogdan Soroka; po kilku miesiącach Heczko pseud. Kilkulek mógł już wrócić z powrotem do oddziału. Niemcy zaalarmowani wiadomością o pojawieniu się spadochroniarzy, przeszukiwali teren pomiędzy Górną Łomną i Morawką. W akcji tej brało udział wojsko, służba celna i organizacja Todt. Nie odnaleziono jednak zauważonych wcześniej 9 skoczków (grupa A. Griniewiskłego), uzbrojonych m.in. w karabiny maszynowe. W mocy 2 IX 1944 r. hitlerowcy zaobserwowali jakiś oddział. W walce z nim zginął jeden, Niemiec.
W dniu 7 IX 1944 r. partyzanci oddziału Kozubowa zlikwidowali na Sałajce 2 gestapowców. Zdobyto broń, mundury i ważne dokumenty, które przekazano kpt. A. Griniewskiemu. 10 IX 1944 r. przeprowadzono udany atak w Koszarzyskach, a 3 dni później wysadzono w rejonie Dobracic lokomotywę i kilka wagonów. W drodze powrotnej podczas starcia z patrolem celnym w rejonie Górnej Łomnej – Połom skoczkowie zlikwidowali jego dowódcę. W dniu 17 IX 1944 r. połączone oddziały podminowały kolej bogumińsko – koszycką miedzy Bystrzycą a Wedrynią. Eksplozja spowodowała wykolejenie lokomotywy pociągu towarowego i znacznie uszkodziła tor. Ruch na tej ważnej magistrali został zatrzymany na kilkanaście godzin. 23 IX 1944 r. doszło do spotkania z grupą partyzancką na Baraniej Górze. W 3 dni później ponownie podminowano tory kolejowe miedzy Bystrzycą a Gródkiem. Wykolejony został parowóz i wagon służbowy, a przerwa w ruchu trwała ponad 10 godzin. Niemcy po tych wypadkach znacznie wzmocnili ochronę kolei, wprowadzając m.in. drezyny z karabinami maszynowymi na zagrożonych odcinkach. 28IX 1944 r. w Nieborach został zastrzelony żołnierz niemiecki, jego broń, naboje i dokumenty odebrał kpt. A. Griniewski.
Zgodnie z otrzymywanymi drogą radiową rozkazami, spadochroniarze radzieccy szczególnie dużo energii poświęcali niszczeniu połączeń kolejowych, którymi dowożono wojsko i sprzęt na front wschodni. W dniu 2 X 1944 r. partyzanci wraz ze skoczkami podminowali tor w Bystrzycy nad Olzą. Poważnemu uszkodzeniu uległy lokomotywa i odcinek szyn wraz z podkładami. 13 X 1944 r. uszkodzono tor w rejonie Wędryni.”


24 października 1944 roku Niemcy uwięzili trzech mieszkańców Łomnej Dolnej - Jana Czeczotkę, jego brata Alojzego oraz Pawła Szkanderę, których początkowo umieścili w więzieniu w Jabłonkowie, a 26 listopada zamordowali w Łomnej Dolnej, w pobliżu mostu kolejowego.

W lutym 1945 kpt. Griniewski odłączył się od oddziału „Olza” i udał się do Protektoratu Czech i Moraw. Nie wiadomo, jak potoczyły się dalsze losy oddziału Pawła Rusza.

Tymczasem zajmijmy się oddziałem partyzanckim Józefa Kamińskiego – „Strzały”, który operował we północno – zachodniej części Śląska Cieszyńskiego. Jego początki opisuje niezastąpiony Michał Heller:

„Zdrada konspiracji w uprzemysłowionej północno-zachodniej części Zaolzia spowodowała masowe aresztowania, jednak wielu działaczom udało się zbiec. Ocalałe z pogromu kierownictwo ZWZ – oficerowie Wilhelm Wawrzyńczyk i Stanisław Zawadzki – podjęło zadanie wyszukania dla ludzi „spalonych” odpowiednich , kwater. Znaleziono je: w Trzyciężu u Emilii Buławy, Biedry, Krzywonia i Marii Biłko; w Ropicy u Zahradnika, Alojzji Franek i Ewy Mitręgi; w Żukowie u Kuboków, Franków i Mitręgi; w Suchej Górnej u Czechów; w Wielopolu u Heleny Miarki; w Smiłowicach u Matuszków. Kryjówki zorganizowano też w Karwinie, Łazach, Rączycach i innych miejscowościach. Przeciętnie w jednej kwaterze przebywało około 2 – 3 osób, a ogółem w 1942 r. zakwaterowano około 25 osób. Właściwym, organizatorem utworzonego z nich plutonu był od początku 1942 r. Augustyn Krótki pseud. Sztubak z Karwiny. Kontaktował się on z Wilhelmem Wawrzyńczykiem jako dowódcą ZWZ – AK na całą zachodnią część omawianego regionu. Niestety na przełomie listopada i grudnia 1942 r. W. Wawrzyńczyk i jego współpracownik oficer Stanisław Zawadzki zostali na skutek zdrady podstępnie aresztowani na stacji w Piotrowicach przez gestapowców przebranych w mundury kolejarskie. Odradzającej się konspiracji zadano znów ciężki cios.
Oddział partyzancki, dowodzony przez A. Krótkiego, nie został jednak rozbity. Jego członkowie organizowali pomoc dla rodzin polskich, dotkniętych aresztowaniami, dostarczając im m.in. kartek żywnościowych i pieniędzy. Zerwanie łączności z dowództwem nie trwało długo. Pod koniec lutego 1943 r. przybył na Zaolzie łącznik z Obwodu Żywieckiego AK, gdzie wiedziano, że omawiany oddział nie posiada właściwie dowództwa. Wkrótce wezwano A. Krótkiego na spotkanie z nowym dowódcą. Był nim Józef Kamiński z Żywca pseud. Strzała, który przyprowadził ze sobą resztkę grup z Żywieckiego, gdzie nastąpiła dekonspiracja. Przez opisane posunięcia organizacyjne oddział wzmocnił się, wzrósł liczebnie i stał się groźny dla okupanta. Należało do niego około 30 osób (stanowił on więc siłę plutonu), a od końca 1944 r. nawet ponad 40 osób. Funkcję łączniczki pełniła Maria Zaleska z Cieszyna. Kursowała ona na trasie Cieszyn – Żywiec, przewożąc instrukcje, rozkazy, prasę, pieniądze, podpisane deklaracje o złożeniu przysięgi itp. Drugą łączniczką była Bronisława Pawlas, urzędniczka poczty w Cierlicku, która wykorzystując swoje stanowisko służbowe przekazywała J. Kamińskiemu informacje wywiadowcze. Funkcję łącznika oddziału pełnił Jan Gawlas, wyjeżdżając często służbowo do Wodzisławia i Kończyć.”


Nie zdołałem dotrzeć do obszernej relacji, jaką pozostawił ppor. Józef Kamieński ps. „Strzała”. Dotarł do niej natomiast Zygmunt Walter – Janke, dzięki czemu mógł zaprezentować w miarę szczegółowo działalność oddziału „Strzały”. Pozwolę więc sobie teraz zacytować obszerny fragment książki Zygmunta Waltera – Janke „Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej”, dotyczący tegoż oddziału partyzanckiego:

„Jego dowódca, Józef Kamieński, zrobił trochę notatek. Wykonując zarządzenie o sterroryzowaniu i likwidacji konfidentów, odwiedził ich wielu, likwidując jednak tylko wtedy, kiedy miał do wykonania wyrok. Najczęściej kończyło się na ostrzeżeniu, chłoście i karze pieniężnej. W ten sposób zostali ukarani: Paul Gogółka z Żukowa Dolnego, Rudolf Kłus z Grodzisza, któremu zabrano karabin, pistolet i amunicję, Johann Ziolina z dwoma synami oraz córką – urzędniczką i agentką gestapo, a także Johann Żmuda z Żukowa Dolnego. Wydał on w ręce gestapo dwóch harcerzy – Władysława Tepera i Jana Matuszka.
W pociągu na trasie Gnojnik - Wojkowice „Strzała” rozbroił komendanta posterunku policji niemieckiej. Ukarał Adolfa Kupca z Domasławic Górnych za szachrajstwa, robione do spółki z Niemcami. Zapłacił on karę w wysokości trzech tysięcy marek i dał dziesięć kilo mydła.
W styczniu 1944 r., jadąc pociągiem do Żywca, „Strzała” trafił na niemieckich policjantów, którzy go poznali. Ze „Strzałą” był tylko partyzant „Dzik”. Gdy zobaczył przed sobą czterech policjantów i kierownika pociągu – wszystkich z pistoletami w ręku – „Dzik” stracił głowę i nie wyskoczył w ślad za „Strzałą”. Przy ucieczce z pociągu Niemcy postrzelili „Strzałę” w lewy bok i schwytali „Dzika”.
Kiedyś „Strzała” dowiedział się, że Pniok z Żukowa Dolnego wziął udział w pogoni za jeńcem radzieckim i szpiegował partyzantów. Odwiedził go w nocy z drużyną i ukarał.
W dniu 28 lutego dołączyła do oddziału „Strzały” część drużyny „Białych”, rozbitej pod Bielskiem 29 września 1943 r. Drużyną tą dowodził „Wawel”.
Potem ppor, „Strzała” opanował dom Waltera Tuska w Łąkach Północnych, gdzie zarekwirował broń, oraz Petera Michela, który zniszczył pomnik Żwirki i Wigury, a ponadto zachowywał się brutalnie wobec Polaków. Micheli wymierzono karę chłosty: dwadzieścia pięć batów.
W Olbrachcicach Karolowi Krzystkowi przydzielono polskich jeńców wojennych do pracy na roli. Głodził ich i znęcał się nad nimi. Otrzymał chłostę. Jego córkom, które również brały udział w dokuczaniu jeńcom, obcięto do gołej skóry włosy.
W połowie kwietnia zginął w Cieszynie na ul. Głębokiej „Tygrys”, partyzant „Strzały”. Pochowany został na cmentarzu żydowskim.
W dniu 17 kwietnia drużyna „Strzały” została powiększona o ośmiu ludzi. Dwaj świeżo przyjęci – „Flegma” i „Student” – rozbroili i zabili sztyletem w Cieszynie na ulicy niemieckiego podoficera.
Podporucznik „Strzała" miał dużo chętnych do służby w swojej drużynie. W dniu 5 maja przyjął kolejnych dwóch ochotników – „Grubego” i „Małego”.
Drużyna zrobiła wyprawę na restaurację „Pod Jeleniem” w Żywocicach 9. Jej właścicielowi, Heinrichowi Mokrossowi, zabrano broń. Za donosy dostał dwadzieścia pięć batów. Zniszczono portrety i popiersie Hitlera. Skonfiskowano tysiąc pięćset marek.
W hucie „Trzyniec” pracował jako strażnik Wałek, volksdeutsch. Słynął on ze znęcania się nad jeńcami radzieckimi, którzy tam pracowali. Zdarzyło się, że dwaj jeńcy zdołali uciec z huty. Przez Walka zostali oni ponownie ujęci. Za te usługi otrzymał Wałek „nagrodę” od ppor. „Strzały”. Odwiedził go z drużyną w Oldrzychowicach 181, gdzie mieszkał, zdemolował mu mieszkanie i wymierzył karę chłosty.
Również za schwytanie i doprowadzenie na posterunek policji dwóch jeńców radzieckich, zbiegłych z obozu, i za prześladowanie Polaków ppor. Oldrzychowicach, Jaśka. Ponieważ stawiał opór, został postrzelony, zabrano mu pistolet maszynowy i dubeltówkę. Następnego dnia zmarł w szpitalu.
W Gutach burgermeister Rucki wraz z synem prześladował ludność polską. Podporucznik „Strzała” z drużyną rozbił kancelarię burmistrza, zabrał pieczątki, zniszczył wszystkie akta urzędowe i portrety Hitlera, a burmistrza i jego syna ukarał chłostą.
Takich akcji ppor. „Strzała” przeprowadził więcej. Jego drużyna rozrosła się liczebnie, w związku z czym 1 czerwca „Strzała” zdecydował się utworzyć pluton złożony z dwóch drużyn. Otrzymały one nazwy A i B. Prócz nich została zorganizowana drużyna gospodarcza.”


Zygmunt Walter – Janke nie wspomniał tu o wydarzeniu, które z kolei opisał w swej pracy Michał Heller, a którego nie sposób pominąć milczeniem. Chodzi o akcję oddziału ppor. „Strzały” w Oldrzychowicach z 18 maja 1944 roku i mord, jakiego dopuścili się Niemcy, mszcząc się z tą akcję. Michał Heller tako o tym pisze:

„W dniu 18 V 1944 r. oddział J. Kamińskiego pseud. Strzała postanowił rozprawić się z hitlerowcem Janem Jaśko z Oldrzychowic. W drodze spotkano patrol policji, który po zauważeniu partyzantów rzucał się do ucieczki. Jaśko bronił się w swym domu i omal nie zabił komendanta Strzały, jednak przewaga partyzantów była tak duża, że musiał ulec. W trakcie starcia hitlerowiec ten został zastrzelony, chociaż do tego nie dążono. W jego domu skonfiskowano 2 dubeltówki, 2 pistolety oraz sztucer.
Nasilenie działań oddziału J. Kamińskiego pseud. Strzała mocno zaniepokoiło Niemców. Celem wywołania wśród społeczeństwa polskiego psychozy strachu, niepewności i doprowadzenia go do uległości wobec władz okupacyjnych, hitlerowcy postanowili urządzić nową publiczną egzekucję. Przeprowadzono ją 5 VI 1944 r. w Oldrzychowicach, rzekomo w odwet za zastrzelenie przez partyzantów miejscowego kolaboranta – Jana Jaśko. W egzekucji tej zostali straceni na szubienicy: Zdzisław Dzieczek z Sosnowca, Andrzej Kuryś z Schick, Józef Niesyto z Bojszowa, Wacław Nowosielski z Sosnowca, Jan Zadrożny z Tyry.”


Tymczasem wróćmy do pracy Zygmunta Waltera – Janke:

„Drużyna B zaczęła swą działalność od dywersji kolejowej. W dniu 2 czerwca zarekwirowała narzędzia do naprawy torów kolejowych, przenośny telefon, zniszczyła czterdzieści łopat, tyleż kilofów oraz dużo łomów, świdrów, dźwigni, miar itp. Wszystko to partyzanci zatopili w stawie pod Olbrachcicami. Akcją dowodził „Sztubak”.
Następnego dnia drużyna dokonała w Karwinie napadu na Franza Oscipicka, osadnika niemieckiego z Rumunii. Zabrano dwa pistolety z amunicją, dwa mundury SS, trzynaście kilogramów mydła i dwa tysiące marek.
Kilka dni później, 7 czerwca, drużyna zniszczyła druty telefoniczne na linii kolejowej między Cieszynem i Boguminem i na linii Cieszyn – Stanawa – Karwina. Zerwano i zabrano około sześćdziesięciu metrów drutu na odcinku trzech słupów, rozbito izolatory.
Tego samego dnia drużyna gospodarcza urządziła napad na dom Kolba w Stanowie. Był on osadnikiem niemieckim z Rumunii, pracował jako rzeźnik. Należał do SS. Nie zastawszy go w domu, zabrano żywność i osiem tysięcy pięćset marek.
W Kocobandzie mieszkał landwirt nazwiskiem Paul Harwot. Dostał Polaków i Czechów jako służbę domową. Bił ich i zapewniał, że zanim się Niemcy wycofają, wymordują wszystkich Polaków, Podporucznik „Strzała” kazał mu wyliczyć pięćdziesiąt bykowców, żonie ścięto włosy, zabrano krowę i świnię, zniszczono portret Hitlera. Miało to miejsce 12 czerwca. W akcji wzięły udział obie drużyny.
W dniu 17 czerwca na odcinku Lutynia – Zawada drużyna B zniszczyła pół kilometra drutów telefonicznych i telegraficznych. Zostały one pocięte co kilka metrów nożycami. Izolatory zniszczono.
W dniu 30 czerwca drużyna B wykonała napad na leśniczówkę w Kończycach. Szło o zdobycie broni. Niestety, broni nie znaleziono. W drodze powrotnej partyzanci rozbili semafor i zabrali z niego łańcuch. Użyli go następnie do wywołania spięcia na linii przewodów wysokiego napięcia pod Kopcem Błędowskim. Wykonawcami byli „Karlik” i „Sztubak” w dniu 2 lipca 1944 r.
W Suchej Górnej na Mrózkowym mieszkał osadnik niemiecki Werbach, z zawodu krawiec. Gdy zjawili się u niego partyzanci, rzucił się na jednego z nich, „Flegmę”, i chciał mu wyrwać pistolet. Został przy tym postrzelony i następnego dnia zmarł.
Podporucznik „Strzała” w dniu 23 czerwca jechał rowerem na kwaterę. Po drodze zatrzymał się przy transformatorze wysokiego napięcia pod Wojkowicami. Sprawdzał, jakie jest jego zamknięcie. Wtedy podszedł do niego jakiś człowiek, zażądał dowodów i chciał zaprowadzić ppor. „Strzałę” na posterunek policji. „Strzała” wyjął pistolet i zażądał dowodów od legitymującego. Okazało się, że był to Alfred Szlisz z Wojkowic. „Strzała wiedział, że współpracuje on z konfidentem Czyżem z Cierlicka. Dowody mu podarł i pobił go tak, że Szlisz pozostał na drodze.
W tym czasie drużyna A wykonała napad na Andrzeja Romana w Oldrzychowicach za dokuczanie ludziom, którzy nie podpisali volkslisty. Został zbity, zabrano mu jałówkę i świnię.
Ta sama drużyna dokonała również najścia na dom Słowika w Toszonowicach. Był on współpracownikiem gestapo. Został pobity, zabrano mu broń i amunicję.
W czasie akcji we wsi Grodzisz ranny został ppor. „Strzała”. Nie udała się akcja na dom Kupki. „Węgorz” pomylił domy. Kupka został ostrzeżony i wraz z synami ostrzelał ze strychu zbliżających się partyzantów.
Obie drużyny wykonały napad na komendanta Landwache Talasza, prowadzącego sklep spożywczy. Zabrano mu pistolet z amunicją, żywność, a żonie obcięto włosy.
Drużyna A ukarała chłostą Paula Felda w Stanisławowicach 32. Spowodował on wysłanie do obozu koncentracyjnego Polaków, z których trzech zmarło w obozie. Zabrano mu zapasy żywności.
W Stanowię prowadziła restaurację Anna Rządzik. Robiła donosy policji. Przyznała się i przyrzekła poprawę. Z tego względu nie otrzymała sądzonych jej batów.
Podporucznik „Strzała” postanowił urządzić zasadzkę na gestapowców. Wiedział, że przyjechali oni na libację do restauracji Mokrosza w Żywocicach. Było to w nocy z 4 na 5 sierpnia. Obie drużyny zrobiły na drodze barykadę, zerwały druty telefoniczne i uszkodziły sieć wysokiego napięcia. Czekano dość długo bez rezultatu. Wobec tego ppor. „Strzała” wziął patrol i poszedł do restauracji Mokrosza. Zastał tam całe towarzystwo przy stole. W strzelaninie zostali zabici trzej gestapowcy, żona miejscowego amtskomisarza i właściciel restauracji Mokrosz. Padł również jeden z partyzantów – „Kowal”. Podporucznik „Strzała” posłał jego matce pięćset marek – skromną zapomogę, na jaką mogli sobie wówczas pozwolić. Pieniądze odebrali bracia zabitego – „Kos” i „Sztubak”. „Kowal” został pochowany na cmentarzu żydowskim w Orłowej. Następnego dnia w odwet Niemcy zastrzelili w Zywocicach trzydziestu sześciu mieszkańców – Polaków i Czechów.”


Zatrzymajmy się w tym miejscu… Ów „Kowal”, który poległ w tym starciu, to Antoni Krótki, brat Augustyna, twórcy oddziału, ranny w tymże starciu został Jakubik. Po stoczonej walce partyzanci wycofali się w okolice Jaworowego i do Oldrzychowic.
Tymczasem komendant policji w Błędowicach Dolnych, Friedrich Sattler, wraz z miejscowymi kolaborantami sporządził listę mieszkańców Żywocic, Cierlicka i Błędowic Dolnych wytypowanych do rozstrzelania w odwet za zabicie przez partyzantów trzech Niemców. W nocy z 5 na 6 VIII 1944 r. w Żywocicach w przeciągu czterech godzin rozstrzelano w różnych punktach wsi 36 mieszkańców Żywocic, Cierlicka i Błędowic Dolnych:

z Żywocic:

Robert Boreski – górnik, Franciszek Duda – górnik narodowości czeskiej, Józef Duda – górnik narodowości czeskiej, Jan Gabzdyl – górnik, Henryk Gabzdyl (syn Jana) – górnik, Karol Hawdik – górnik, Henryk Chodura – górnik posiadacz volkslisty nr 3, Wincenty Chromik – górnik narodowości czeskiej, Alojzy Kadura – górnik, Franciszek Kiszka – górnik, działacz konspiracyjny, Ludwik Kiszka (brat Franciszka) – kupiec, w czasie wojny zatrudniony w kopalni, członek konspiracji, Franciszek Kiszka – rolnik, Jan Klimas – robotnik rolny, Józef Kraina – górnik, Karol Krystek – górnik, działacz konspiracyjny, Antoni Mrowieć – górnik, członek ruchu oporu, Tadeusz Mrowieć (syn Antoniego) – student, w czasie wojny robotnik rolny, członek konspiracji, Albin Mrozek – górnik narodowości czeskiej, Rafał Polok – student, w czasie wojny górnik, członek ruchu oporu, Rudolf Rozbój – urzędnik, Erwin Szelong – technik, Józef Wacławik – urzędnik, w czasie okupacji robotnik, Adolf Wojnar – górnik, członek ruchu oporu, Józef Waloszek – stolarz, działacz konspiracyjny, Teodor Warcop – malarz pokojowy, Józef Warzecha;

z Cierlicka:

Tadeusz Baron, Karol Pawlas — górnik;

z Błędowic Dolnych:

Henryk Bujok – górnik, Józef Kubiena – górnik narodowości czeskiej, Antoni Guziur – malarz narodowości czeskiej, Emil Guziur – górnik narodowości czeskiej, Leopold Kożusznik – górnik, Zenon Kożuszmdk (syn Leopolda) – student, w czasie wojny pomocnik murarski, Alojzy Palowski – górnik, Antoni Pielgrzymek – górnik narodowości czeskiej.

Miesiąc później teren działania oddziału ppor. „Strzały” był widownią kolejnych publicznych zbiorowych egzekucji. Pisze o tym Michał Heller:

„Na początku września 1944 r. znaleziono w Rączycach zwłoki żandarma niemieckiego, najprawdopodobniej zastrzelonego przez oddział GL PPS. Hitlerowcy planowali dokonanie akcji represyjnej w tej wsi. Sprzeciwił się temu wójt kaczycki, natomiast burmistrz w Łąkach, Emil Kroczek, który był równocześnie kierownikiem miejscowej komórki partyjnej NSDAP, wysunął propozycję, aby zbiorową egzekucję przeprowadzić w tej miejscowości. Do tej egzekucji doszło 8IX 1944 r., kiedy to rankiem zostali wywleczeni z domów i zamordowani: Karol Widnic – górnik z kopalni „Gabriela”, Polak, były członek PPS (naraził się E. Kroczkowi, odmawiając przyjęcia volkslisty); Rudolf Burian – górnik z kopalni „Gabriela”; Antoni Wałek – krawiec; Franciszek Smuża – Polak, górnik z kopalni „Gabriela”. Najprawdopodobniej ofiary te należały do konspiracji w swoich zakładach pracy. W przeciwieństwie do poprzednich egzekucji Niemcy tej nie tłumaczyli żadnymi przyczynami.
Na początku września 1944 r. również w Karwinie hitlerowcy dokonali zbrodni; powieszono wtedy 5 Polaków, a byli nimi: Andrzej Cieślar z Wisły – członek miejscowej komórki ruchu oporu; Edward Ligenza – z powiatu bielskiego; Ludwik Polek z Jawiszowic; Ludwik Rychły z Orłowej – kierownik konspiracji socjalistycznej na Zaolziu po opuszczeniu tego terenu przez Romana Motykę w lipcu 1942 r.; Franciszek Zawadzki z powiatu bielskiego. Zbrodnia ta miała być odwetem za zabicie przez członków ruchu oporu w szybie „Jadwiga” w Karwinie strażnika zakładowego, a zarazem konfidenta – Jana Kroschinskiego z Pietwałdu.”


Teraz możemy powrócić do dziejów oddziału partyzanckiego „Strzały” i przekazu na jego temat Zygmunta Waltera – Janke:

„W Stonowie mieszkał osadnik z Besarabii nazwiskiem Hodel. Znany był z nieludzkiego stosunku do polskiej służby i polskiej ludności okolicznej. Podporucznik „Strzała” polecił wyliczyć mu pięćdziesiąt bykowców.
Zabrano mu zapasy żywności, zniszczono urządzenia elektryczne i młocarnię, aby nie mógł młócić zboża.
Obie drużyny dla zdobycia żywności wykonały napad na sklep w Łąkach Północnych 261. Część żywności zabrano, część rozdano ludności. Zniszczono wszystkie kartki żywnościowe. Pieniędzy nie zabrano, bo obsługa była polska i zachowywała się przyjaźnie.
Jedna z drużyn odwiedziła Johanna Zamarskiego w Żukowie Górnym. Został pobity za zły stosunek do Polaków, zabrano mu pistolet i amunicję, krowę, świnię i zapasy żywności.
Na tym urywają się zapiski ppor. „Strzały”. Obejmują one tylko część wykonanych akcji. Pozwalają jednak zorientować się, jak wyglądała działalność jego plutonu.”


Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #51

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 4/06/2010, 11:10 Quote Post

Inspektorat Tarnowskie Góry

Czas najwyższy, by zająć się Inspektoratem Tarnowskie Góry, zwanym też Inspektoratem „Północ”, który utworzony został latem 1943 roku. Okoliczności jego powołania do życia (przyszły komendant, wówczas jeszcze zastępca komendanta Okręgu Śląskiego AK) mjr Zygmunt Walter – Janke wspomina następująco:

„Por. „Janusz” [Wacław Zdyb] został początkowo moim adiutantem. Była to jednak funkcja, w której jego talent organizacyjny, zdolność dowodzenia i pozyskiwania sobie ludzi, nie były w pełni wykorzystywane. Poleciłem mu zorganizować w Okręgu Kedyw. Co prawda wcześniej zgłosił się do pracy kpt. Czesław Gałecki („Paproć”) uprzednio komendant Obwodu Sosnowiec. Nosił wtedy pseudonim „Wrzos”. Jemu to zamierzałem początkowo powierzyć kierownictwo Kedywu. Skończył nawet odpowiedni kurs w Warszawie. Ponieważ znał teren i miał zalety organizatora, a sytuacja wymagała podstawowej decyzji organizacyjnej, wysłałem kpt. „Paproć” do Zawiercia, żeby przejął zapoczątkowaną tam już działalność organizacyjną ppor. cz. wojny „Jastrzębca” i utworzył północny Inspektorat z Obwodów: Zawiercie, Tarnowskie Góry i Lubliniec. Potem Inspektorat Częstochowski przekazał Okręgowi Śląskiemu jeszcze Obwód Kłobuck – Krzepice i utworzono Obwód zewnętrzny: Kluczbork.”

Wychodząc nieco naprzód, uprzedzę, iż – według Wojciecha Borzobohatego – Obwód Kłobuck – Krzepice przekazany został do Okręgu Śląskiego (Inspektoratu Tarnowskie Góry) z Okręgu Radom (Inspektoratu Częstochowa) w lipcu 1944 roku. Tymczasem zajmijmy się Obwodami Tarnowskie Góry i Lubliniec…

Obwód Tarnowskie Góry

Na temat Obwodu Tarnowskie Góry pisałem już tutaj:

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=30#

Teraz z kolei omówię kilka dalszych dokumentów, na które natrafiłem w IPN...

Wykaz b. czł. AK z terenu pow. Tarn. Góry /IPN Ka 032/17 t. 3 cz. 1/. Wykaz obejmuje 89 osób, w tym kilka z nich zajmowało stanowiska dowódcze w strukturach Armii Krajowej:

- Mitręga Antoni ps. „Pindelski” – d-ca komp. Świerklaniec
- Polok Rudolf Rufin – d-ca plutonu Świerklaniec
- Domagała Jan – d-ca plutonu Świerklaniec
- Więcek Rudolf – z-ca komendanta S.O.P.
- Spyra Roman ps. „Sicer” – d-ca placówki Świerklaniec
- Skop Paweł ps. „Ryś” – d-ca II kompani Radzionków
- Przybylok Józef ps. „Bystry” – d-ca II kompani Radzionków
- Bloch Franciszek ps „Buk” – d-ca plutonu Radzionków
- Dolnicki Jan ps. „Lech” – d-ca plutonu Radzionków
- Gedyga Józef ps. „Gad” – d-ca plutonu Radzionków
- Frej Teodor ps. „Tygrys” – d-ca plutonu Radzionków
- Bartoszek Tadeusz ps. „Drzewo” – z-ca d-cy placówki Sucha Góra
- Pandza Ryszard ps. „Rob” – d-ca I kompani Repty Śląskie
- Ziembiński Władysław ps. „Ziemba” – z-ca d-cy 11 pułku piechoty
- Skrzypulec Wilhelm ps. „Ryś” – z-ca d-cy baonu
- Kuzior Marian ps. „Lach”, „Kruk” – d-ca Obwodu
- Błaszczyk Wilhelm – I-szy z-ca kom. Obwodu
- Zapała Stanisław ps. „Zawzięty” – II-gi z-ca kom. Obwodu
- Duda Paweł ps. „Maciej” – I-szy organizator, komendant S.O.P.
- Głąb Jan ps. „Jastrząb” – żywnościowy
- Morawski Czesław ps. „Sęp”, „Waldemar” – instruktor, dowódca taborów
- Iskra Ludwik ps. „Macher” – oficer broni
- Łebek Jerzy ps. „Gruby” – oficer łączności
- Cesarz Józef ps. „Dym” – oficer do spec. zadań
- Cesarz Stanisława ps. „Radość” – szyfrantka
- Gadomski Edmund ps. „Dowbor” – oficer łączności
- Michel Karol – d-ca grupy leśnej
- Matuszek Józef – lekarz
- Honkisz Aleksander ps. „Zawartka” – oficer informacji
- Kotula Józef ps. „Sęp” – d-ca plutonu Tarnowskie Góry
- Kulczyński Wacław ps. „Wacuś” – d-ca kompani Tarnowskie Góry
- Wypych Franciszek ps. „Klin” – d-ca plutonu Tarnowskie Góry
- Faflok Julian ps. „Hanys” – kwatermistrz
- Tomaszewski Janusz ps. „Skol”, „Zan” – komendant Obwodu Opole i Lubliniec
- Sznajder Mikołaj ps. „Brutal” – z-ca kwatermistrza
- Koronek Józef ps. „Piskorz” – gospodarczy
- Druszkowski Wilhelm ps. „Sęp” – d-ca kompani Tarnowskie Góry
- Miglus Wiktor ps. „Wiktor” – oficer informacji
- Zejer Jan ps. „Zgrabny” – komendant WSOP
- Klimas Jan ps. „Basiura” – d-ca plutonu Obwodu Lubliniec

Jak wynika z doniesienia agencyjnego informatora o pseudonimie „Zygmunt” z 23.5.1950 roku /IPN Ka 032/17 t. 2/, dowódcą kompani AK w Rojcy był Piotr Kołodziejczyk.

I jeszcze kilka dalszych dokumentów:

- Protokół przesłuchania Józefa Matuszka z 31 grudnia 1949 roku – wynika z niego, iż Józef Matuszek, który od roku 1943 służył w AK, gdzie pełnił funkcję lekarza Obwodu Tarnowskie Góry, za namową Aleksandra Honkisza, szefa wywiadu Obwodu Lubliniec, wstąpił do UB. Swojej przynależności do AK nie ujawnił w toku amnestii i przez cały czas utrzymywał kontakt z osobami z AK.

- Protokół przesłuchania Janusza Tomaszewskiego z 14.12.1949 roku – wynika z niego, iż do Tarnowskich Gór przeniósł się po aresztowaniach w organizującej się w tym czasie grupie leśnej „Tadeusza”

- Pismo Naczelnika Wydziału VIII kpt. B. Szymczyka do szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z 20 III 1951 roku, dotyczące obsady węzła kolejowego Tarnowskie Góry:

„Analiza obsady personalnej przedstawia się tam szczególnie źle, gdyż na kierowniczych stanowiskach w administracji i Oddz. Mechanicznym znajduje się dużo elementu A.K.-owskiego i O.Z.O.N.-owskiego.”

W sumie w piśmie wymienionych jest dziesięć osób, uznanych za polityczne niepewne, w tym:

1) Fojcik Teodor – naczelnik Oddz. Mech., był komendantem AK na okręg Tarnowskie Góry
2) Czempik Henryk – z-ca Nacz. Oddz. Mech., z-ca komendanta AK Fojcika

Najwyraźniej chodzi tu o okręg kolejowy AK, należy bowiem podkreślić, że wojska kolejowe AK miały wydzieloną strukturę

Obwód Lubliniec

Na początek omówię raport o wszczęciu rozpracowania obiektowego z 21 II 1951 r., dotyczący Obwodu Lubliniec…

„W czasie okupacji niemieckiej w roku 1942 na terenie pow. Lubliniec powstała organizacja AK, która liczyła około 200 czł. założycielem tej organizacji był KUBAS Feliks były podoficer wojska polskiego z przed 1939 roku. Było to jesienią w 1942 roku kiedy Kubas Feliks skontaktował się z RABIELĄ Mieczysławym ps. „Orlicz”, który to był łącznikiem między d-cą Okręgu A.K. ps. „Walterem” a Obwodami, łącznik „Orlicz” dał polecenie Kubas Feliksowi ps. „Dąb” aby ten skoleji organizował na terenie na terenie pow. i miasta Lubliniec obwód A.K. pod kryptonimem „Las”. Po przystąpieniu do organizowania obwód Lubliniec został podzielony na poszczególne placówki wg stron świata oraz na miasto Lubliniec. Obwód ten został podzielony na 5-ć placówek:

1. D-cą placówki był EJSOP Franciszek ps. „Kret” zamieszkały Lubliniec przedmieście. Placówka ta miała zasięg Droniowiczki i był wyłącznie Lubliniec.
2. D-cą był KABUS Edward ps. „Ptak” zamieszkiwał również w Lublińcu ul. Piaskowa. Zasięg danej placówki był na wschód należały miejscowości Herby, Lisów, Kochanowice, Chadra, Olszyny i Boronów.
3. D-cą placówki był JENDRZEJCZYK Karol ps. „Kruk” zasięg placówka ta miała Kalety, Drutarnia, Kuczów, Zielona i Koszęcin
4. D-cą był DUDA Franciszek ps. „Czarny” zamieszkały Draliny pow. Lubliniec. Zasięk placówka ta miała: Draliny, Pawonków, Łagiewniki, Solarnia, Kośmidry.
5. D-cą placówki był KLYTA Joachim ps. „Jastrząb” zamieszkały Kamieńskie Młyny pow. Lubliniec. Placówka ta miała zasięg: Lubsza, Woźniki, Kamienica, Psary, Babienica.

Struktura ta była do 1943 roku, natomiast w roku 1943 objął komendanta Obwodu Lublinieckiego TOMASZEWSKI Janusz ps. „Sokół”, który zmienił strukturę lecz dowódcy plutonów byli ci sami, natomiast KUBAS Feliks pełnił funkcję z-cy obwodu Lubliniec i był dowódcą kompani. Przy organizacji A.K. na Obwód Lubliniec była stworzona grupa W.S.O.P. która była podległa pod komendanta LISIECKI Bolesław ps. „Kostek” grupa ta miała zadanie wyłonić ludzi w wieku starszym, którzy mieli za zadanie zorganizować w razie potrzeby aparat administracyjny, jak również była utworzona grupa leśna, która miała zadanie walczyć z niemcami. Komendantem tej grupy był KARPE Józef ps. „Tadeusz” zam. Lubliniec ul. Pawła Stalmacha.”


Wymieńmy najważniejszych figurantów występujących w tejże sprawie:

- Kubas Feliks – komendant Obwodu
- Kabus Edward ps. „Ptak” – d-ca kompani
- Dyczkowski Eugeniusz ps. „Jot” – oficer sanitarny /prowadził aptekę w Lublińcu/
- Ejsop Franciszek ps. „Kret” – d-ca plutonu
- Jaroński Józef ps. „Kot” – oficer wywiadu
- Karpe Józef ps. „Tadeusz” – d-ca grupy leśnej
- Matuszczyk Henryk ps. „Ziarko” – rusznikarz i d-ca kompani
- Kopiec Wilhelm ps. „Znicz” /ppor./ - d-ca kompani
- Jendrzejczyk Karol ps. „Kruk” – d-ca kompani
- Madeja Ignacy ps. „Żółw” – oficer wywiadu

Tymczasem rzućmy okiem na inne dokumenty dotyczące Obwodu Lubliniec:

Spis ujawnionych czł. AK pow. Lubliniec /IPN Ka 032/17 t. 3 cz. 1/. W sumie wykaz zawiera 164 osoby, pośród których były osoby zajmujące stanowiska dowódcze, co za chwilę postaram się zaprezentować:

Miasto Lubliniec

61 osób

- Kabus Edward ps. „Ptak” – d-ca kompani Obwodu Lubliniec
- Mądry Ignacy ps. „Roman” – sztab Okręgu Śląskiego
- Jaroński Józef ps. Kot” – oddz. II Obwodu Lubliniec
- Lisiecki Bolesław ps. „Kostek” – z-ca kom. pow. W.S.O.P.
- Tyrała Jan – komendant okręgu grupy „Spnent” Obwód Lubliniec
- Karpe Józef ps. „Tadeusz” – d-ca samodzielnej grupy dywersyjnej
- Klimanek Konrad Teodor ps. „Sznajder” – oficer mobilizacyjny Obwodu Lubliniec
- Dyczkowski Eugeniusz ps. „Jot” – oficer sanitarny Obwodu Lubliniec
- Banasik Adam ps. „Mrówka” – d-ca plutonu
- Eisop Franciszek ps. „Kret” – z-ca d-cy placówki Obwodu Lubliniec
- Hurny Antoni ps. „Adam” – oficer aprowizacyjny Obwodu Lubliniec
- Kubas Feliks ps. „Dąb” – komendant Obwodu Lubliniec
- Grzyt Józef ps. „Lipski” – oficer broni Obwodu Lubliniec
- Żywczak Antoni ps. „Rózga” – oficer informacji Obwodu Lubliniec
- Pyko Piotr ps. „Wróbel” – kwatermistrz Obwodu Lubliniec

Gmina Lubsza Śl.

23 osoby

- Golas Nikodem ps. „Michorowski” – z-ca komendanta Obwodu Lubliniec
- Kosok Władysław ps. „Sarna” – adiutant placówki
- Stasiak Michał ps. „Świerk” - d-ca części wschodniej pow. lublinieckiego

Gmina Koszęcin

17 osób

Gmina Kalety

16 osób

- Kopiec Wilhelm ps. „Znicz” – d-ca kompani Obwodu Lubliniec
- Brol Piotr ps. „Kłos” – d-ca druż. Obwodu Lubliniec
- Jendrzejczyk Karol ps. „Kruk” - d-ca plutonu 1 kompani „Znicza”
- Maruszczyk Henryk ps. „Ziarnko” – d-ca 1 plutonu kompani „Znicza”

Gmina Pawonków

13 osób

- Duda Franciszek ps. „Czarny” – d-ca plutonu Obwodu Lubliniec

Miasto Woźniki

1 osoba

Gmina Kochcice

9 osób

Gmina Szemrowice

1 osoba

Gmina Sadów

1 osoba

Gmina Lisów

8 osób

Gmina Boronów

1 osoba

Gmina Sieraków

2 osoby

Miasto Dobrodzień

7 osób

Gmina Ciasna

2 osoby

Gmina Łagiewniki Małe

2 osoby

- Piskorski Maksymilian ps. „Piast” – d-ca plutonu Obwodu Lubliniec
- Widera Alojzy ps. „Antek” – adiutant komendanta Obwodu Lubliniec

Do tego dodać należy sześć osób, które na dzień sporządzenia powyższego wykazu przebywały w aresztach i więzieniach….

I kolejne dwa dokumenty:

1. wykaz b. czł. AK z 2 marca 1953 roku:

Miasto Lubliniec – 63 osoby
Gmina Koszęcin – 22 osoby
Gmina Kalety – 18 osób
Gmina Kochcice – 22 osoby
Gmina Lisów – 16 osób
Gmina Boronów – 4 osoby
Gmina Lubsza Śl. – 28 osób
Gmina Sieraków – 3 osoby
Gmina Sadów – 2 osoby
Gmina Pawonków – 10 osób

2. wykaz b. czł. AK wymeldowanych z pow. lublinieckiego na inne tereny - 12 osób

Reasumując, Obwód Lubliniec posiadał zorganizowany batalion w sile 4 – 5 kompanii (każda kompania to zapewne 2 – 3 plutony), a także wszelkie niezbędne służby oraz WSOP. Raczej więc Obwód ten nie ustępował znacząco Obwodowi Tarnowskie Góry, gdy chodzi o ilość zorganizowanych ludzi. Do tego posiadał on oddział partyzancki w sile 1 + 38 ludzi. W tym kontekście niezrozumiała wydaje się być informacja z raportu o wszczęciu rozpracowania obiektowego z 21 II 1951 r., wedle której AK na terenie powiatu lublinieckiego miała liczyć ok. 200 osób (na tyle osób to bezpieka miała założone kartoteki). Trudno w oparciu o posiadane źródła określić w miarę precyzyjnie stan Obwodu Lubliniec, ale podejrzewam, że był on nie mniejszy niż 600 i nie większy aniżeli 1000 ludzi.

Na zakończenie tych moich rozważań dotyczących Obwodu Lubliniec przytoczę fragment pracy Zygmunta Waltera – Janke „Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej” na temat oddziału partyzanckiego Józefa Karpe – „Tadeusza”:

„W Obwodzie Lubliniec oddział partyzancki zorganizował st. sierż. Józef Karpe – „Tadeusz”. Początkowo był to oddział dywersyjny w składzie 1 + 7. Po przejściu do lasu w 1943 r. oddział ten powiększył się do siły plutonu i osiągnął stan 1 + 38. […]
Na początku 1944 r. miał on dwudziestu dwóch ludzi. Przezimował w rejonie Lubliniec – Tarnowskie Góry – Ligota Woźnicka. Drzemka zimowa tego plutonu trwała dość długo. Inauguracja nowego sezonu zaczęła się dopiero 9 maja, kiedy to patrol z tego plutonu zastrzelił w pobliżu koszar w Tarnowskich Górach podoficera niemieckiego, stawiającego opór przy rozbrojeniu.
W dniu 15 maja pluton zaatakował koszary wojskowe w Lublińcu. Działał w porozumieniu z powołanymi do służby niemieckiej Polakami ze Śląska. Szło o wywołanie zamieszania wśród niemieckiego wojska w Lublińcu.
Pluton przedostał się na teren koszar i otworzył ogień na dziedzińcu, potem rzucił dwa granaty między baraki wojskowe i szybko wycofał się w kierunku Krupskiego Młyna, aby zmylić pościg. W koszarach było 1924 żołnierzy. Dowództwo garnizonu wysłało silne patrole we wszystkich kierunkach. Na całym terenie koszar wystawiono wzmocnione warty.
W dniu 5 czerwca pluton wykoleił parowóz i jeden wagon na trasie kolejowej Tarnowskie Góry – Mierzęczyce (Zawiercie–Lotnisko). Pociąg szedł wolno, więc efekt był nieduży.
Tego samego dnia w Bobrownikach (pow. Tarnowskie Góry) pluton natknął się na patrol żandarmerii, z którym stoczył walkę. Pluton partyzancki wycofał się do lasów lublinieckich. Zginął jeden partyzant. W czerwcu patrol z tego plutonu natknął się w pobliżu wsi Lasowice, koło mostu kolejowego, na miejscowego ortsgruppenleitera NSDAP. Niemiec został ciężko ranny.
W dniu 10 czerwca patrol złożony z ośmiu ludzi pod dowództwem „Czujnego" rozkręcił szyny na linii Herby – Strzelin [winno być - Strzebiń] – Kalety. Wykoleił się najpierw pociąg idący z Kalet, potem na rumowisko wpadł drugi pociąg z Herbów.
W dniu 26 czerwca 1944 r. na odcinku kolejowym Noronów [winno być - Boronów] – Strzebin rozkręcono tor kolejowy, co spowodowało wykolejenie dwóch pociągów. Jeden z nich był załadowany węglem, drugi, zdążający do Herbów – pusty. Miało w nim być wojsko. Przerwa w ruchu trwała dwie doby.
Od lutego 1944 r. do końca okupacji przeprowadzał pluton rekwizycje kart żywnościowych w urzędach gminnych. Rozdawano je ludności polskiej i używano dla potrzeb oddziału.
W dniu 6 lipca 1944 r. Niemcy przy użyciu około tysiąca ludzi z policji i żandarmerii oraz kilkudziesięciu psów przeprowadzili obławy w lasach lublinieckich i w kompleksie leśnym Panki – Herby. W miejscowościach Łebki, Herby i Węglowice doszło do wymiany strzałów z patrolami plutonu. Dwóch żandarmów zostało rannych.
W dniu 4 sierpnia 1944 r. pluton posuwał się drogą Kośmidry – Zawadzkie. Przy miejscowości Solarnia natknął się na silny patrol wojska niemieckiego. W wyniku wymiany strzałów czterech żołnierzy zostało rannych. Pluton wycofał się do Krupskiego Młyna, gdzie spędził w ukryciu cztery dni. Po opuszczeniu Krupskiego Młyna, 9 sierpnia 1944 r., pluton natrafił znowu niedaleko Rusinowic na patrol wojska złożony z ośmiu ludzi. Po wymianie ognia pluton wycofał się. Następnego dnia w koszarach podano do wiadomości, że jeden żołnierz został zabity i dwóch ciężko rannych, w tym jeden oficer.
Pluton nadal przebywał w dobrze mu znanych okolicach Krupskiego Młyna.
Wieczorem 27 sierpnia 1944 r. w okolicy Posmyka udało mu się zaskoczyć niemiecki patrol wojskowy, dowodzony przez podoficera. Podoficera zastrzelono, bo nie posłuchał wezwania „Hande hoch” i sięgnął po pistolet. Zdobyto pięć karabinów, w tym jeden dziesięciostrzałowy, sto sztuk amunicji i jedno parabellum.
Patrol wojskowy wrócił do koszar bez broni i bez dowódcy. Spowodowało to obławę w okolicznych lasach, trwającą cały tydzień. Pluton przeniósł się w tym czasie do lasów koszęcińskich, w rejon Krywałdu.
We wrześniu do plutonu dotarła wiadomość, że w lasach lublinieckich znajduje się grupa skoczków radzieckich. Okazało się, że była to grupa wywiadowcza kpt. Newoi – „Anatola”, złożona z dziewięciu żołnierzy i radiotelegrafistki „Szury”. Pluton udzielił tej grupie pomocy w zbieraniu informacji o niemieckich siłach zbrojnych na Śląsku i ich dyslokacji.
W tym samym miesiącu st. sierż. „Tadeusz” został powiadomiony, że w rejonie znajduje się grupa pięciu skoczków. Są to niemieccy antyfaszyści, którzy mają za zadanie przeniknąć w głąb Niemiec i zorganizować akcję przeciw hitlerowcom.
Skoczków odszukano, przeprowadzono do Lublińca i umieszczono na kwaterze w gospodarstwie Franciszka Prandziocha, żołnierza AK. Spadochroniarze niemieccy zrzuceni zostali z samolotu radzieckiego 23 sierpnia na polanie leśnej koło Kotlina, na południowy wschód od Radomska. Odebrała ich 3 Brygada AL im. Gen. Józefa Bema i partyzancki oddział radziecki. Zostali przerzuceni na zachód i w lesie Herby przekazani pod opiekę oddziałowi partyzanckiemu AK „Tadeusza”. Wyposażeni byli w dwie radiostacje o dużym zasięgu i mocy.
W oddziale „Tadeusza” w dalszym ciągu trwała akcja zdobywania broni.
W dniu 7 września 1944 r. w Leśnicy odebrano sołtysowi karabin manlicher, parabellum i amunicję.
W dniu 12 września 1944 r. rozbrojono dwóch żandarmów w Sadowiu–Wierzbiu, zabierając im dwa pistolety parabellum z amunicją. W nocy tego samego dnia w Lisowie–Chwastku odebrano dwóm żandarmom jeden kb i pistolet.
W Lublińcu koło elektrowni rozbrojono niemieckiego podoficera, zabierając mu pistolet i amunicję.
Nie wszystkie akcje były udane.
W dniu 12 października 1944 r. patrol złożony z dwóch ludzi wpadł w zasadzkę żandarmerii i Volksturmu na nowym torze kolejowym Kopce – Lubliniec. Patrol przyjął walkę. Jeden partyzant, nazwiskiem Wyrobczyk, zginął, drugi dostał się w ręce hitlerowców.
W dniu 8 października 1944 r. Niemcy urządzili wielką obławę w lasach i wsiach rejonu Droniowiczki, Rusinowice, Piłka, Posmyk, Leśnica i Mokotek, szukając plutonu st. sierż. „Tadeusza” i radzieckich skoczków. W obławie brały udział – oprócz policji i żandarmerii – garnizony wojskowe z Lublińca, Opola i Tarnowskich Gór. W ciągu dnia i nocy kilkakrotnie doszło do wymiany ognia. Niemcy stracili w nocy – głównie od własnego ognia – dziewięciu zabitych i siedemnastu rannych.
Za znęcanie się nad Polakami patrol z plutonu zastrzelił we własnym mieszkaniu w Karbiu miejscowego ortsgruppenleitera NSDAP.
W Jawornicy urządzono zamach na SS-mana Bastę, dozorcę więziennego w Lublińcu, za znęcanie się nad więźniami. W zamachu brali udział niemieccy antyfaszyści. Akcja nie powiodła się - Basta zbiegł.
Grupa skoczków radzieckich w czasie obławy w lasach lublinieckich została otoczona przez Niemców i w większości zginęła w walce do ostatniego naboju, zniszczywszy uprzednio granatem radiostację.
W skład grupy skoczków niemieckich, przekazanych oddziałowi partyzanckiemu „Tadeusza”, wchodzili: Andreas Hofer alias Josef Giefer – dowódca, Rudolf Gyptner - radiotelegrafista, Artur Hoffman, Ferdynand Greiner – „Franz” i Josef Kiefel.
Wysłani przez Komitet „Wolne Niemcy”, wystartowali z Wołkowa. W Lublińcu mieli się podzielić na trzy grupy. Jedna z nich zamierzała – zgodnie z otrzymanym zadaniem – udać się do Berlina, druga do Wrocławia i potem do Saksonii, a trzecia – zostać na Górnym Śląsku. Wypadki potoczyły się inaczej i do planowanych podróży nie doszło. Nie dołączył do grupy radiotelegrafista Walter z radiostacją i podział nastąpił na dwie części. Dowódca z radiotelegrafistą Gyptnerem zostali na miejscu, druga grupa usiłowała przedostać się do Wrocławia, co się nie udało. Wrócili więc do lasów w rejonie Herbów i potem do GG, gdzie doczekali nadejścia wojsk radzieckich. Tymczasem dowódca Giefer z radiotelegrafistą działali jeszcze dwa miesiące w kwaterach dostarczonych przez Obwód AK Lubliniec. Konrad Szymik – „Skierski” przydzielił im kwaterę u Marii Stolarz na ul. Częstochowskiej 2, gdzie przebywali czas dłuższy, nadając depesze z meldunkami wywiadowczymi, których dostarczał im Obwód AK. Niemieckie samochody z aparaturą pomiarową stale poszukiwały pracującej stacji radiotelegraficznej. Trzeba było zmienić kwaterę.
W dniu 20 października doszło do wielkiej obławy i aresztowań. W Lublińcu zatrzymano osiemdziesiąt osób podejrzanych. „Tadeusz”, przebrany za kobietę, zdołał ujść z tej obławy.
Giefer z radiotelegrafistą został skierowany na kwaterę do starego powstańca i żołnierza AK, młynarza w Pawonkowie – Rocha Kurpiorza.
W poniedziałek 28 listopada 1944 r. młyn został otoczony przez policję i oddziały SS. Kobiety zamknięto w domu, staremu Rochowi Kurpiorzowi oficer SS kazał wziąć drabinę, wejść do stodoły i wezwać partyzantów do poddania się i wyjścia na zewnątrz.
Kurpiorz wszedł na drabinę i ostrzegł partyzantów. Oficer zastrzelił go na drabinie.
Dwie godziny trwała walka ogniowa, wreszcie Niemcy podpalili stodołę. Giefer wybiegł na zewnątrz i został zastrzelony, Gypner spłonął razem z ciałem Kurpiorza. Wszyscy trzej leżą na cmentarzu w Pawonkowie.
Pod koniec swego istnienia pluton st. sierż. Józefa Karpę – „Tadeusza” miał 38 ludzi. W jego składzie, oprócz dowódcy, byli: Roman Piecuch – „Czujny” (zastępca dowódcy), Stefan Dojka – „Szczepan”, Emil Krzemień – „Sroka”, Józef Wręczycki – „Jan”, Jakub Stawaś – „Ludwik”, Jan Wróbel – „Świerk”, Stefan Dyla – „Wrona”, Jan Wyrobczyk – „Sosna”, Alfons Kępa, Wojciech Janczarek, Alojzy Rej, Edward Golas, Edward Kurpisz, Władysław Lisiecki, Helena Banasik, Wrzosek, Wierzbicki – „Psulak”, „Prawda”, Sznajder – „Żbik”, Walter Kopiec, Józef Kontny, Mrugała, Henryk Lis, Tadeusz Wachowiak i trzech radzieckich żołnierzy, zbiegłych z obozu jenieckiego: Mikołaj, Wasyl i Iwan. Zginęli: Józef Wrączycki, Jan Wyrobczyk, Wrzosek i dwóch nieznanych z nazwiska – razem pięciu.
Punkty oparcia dla oddziału w terenie znajdowały się u: Ludwika i Józefa Pilawy, Jana Sajki, Franciszka Prandziocha, Stefana Wieczorka, Franciszka Skorupy, Swiatłowej, Marii Pacek, Morawca, Franciszka Grabińskiego i Jana Pawlaty. Troje spośród nich – Packowa, Skorupowa i Sajka – zginęło w obozie koncentracyjnym.”


Obwód Kluczbork

O działalności Obwodu Kluczbork nic nie wiem, prócz tego iż działał w nim oddział partyzancki „Kasztany”, złożony z dezerterów z Wehrmachtu, o którym wiem w zasadzie tylko tyle, że … istniał. Zygmunt Walter – Janke napisał o nim:

„Oddział partyzancki „Kasztany” zorganizowany prze por. Stacherskiego ps. „Nowina” złożony z dezerterów z wojska niemieckiego, nieliczny, działał w pow. Kluczbork, w obwodzie zewnętrznym Inspektoratu. W okresie wkraczania wojsk radzieckich rozwiązał się i brak o nim danych.”

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #52

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 7/06/2010, 7:38 Quote Post

Obwód Zawiercie ZWZ

Obwód Służby Zwycięstwu Polski w Zawierciu powstał jesienią 1939 roku. Na jego czele stanął sierż. Teodor Stosik p. „Barcz”, który zorganizował pluton w sile 30 ludzi. Zimą 1939 / 1940 roku funkcję komendanta Obwodu Zawiercie objął kpt. Józef Słaboszowski ps. „Toruń”, który skompletował sztab Obwodu. Teodor Stosik objął funkcję komendanta placówki Zawiercie.

Szefem sztabu został dr Marian Błaszczyk (lekarz weterynarii), szefem oddziału organizacyjnego został Zygmunt Majewski, a szefem wywiadu – Stanisław Laskowski „Koga”, a następnie Henryk Stępień, zaś Józef Ciszewski odpowiadał za sprawy gospodarcze. W skład sztabu Obwodu weszli ponadto: Józef Krasucki i Aleksander Kryszczuk. Wiosną 1940 roku oddział organizacyjny przejął Stanisław Czapla, a oddział gospodarczy – Marian Koczerba. Adiutantem komendanta Obwodu został Teofil Sieradzki. Kapelanem Obwodu był wikary z Myszkowa ks. Józef Jaworski.

Organizacja sieci łączności przedstawiała się następująco:

- kancelaria sztabu – Weronika Rymarzowa (ul. Szymańskiego 7)
- skrzynki łączności – Konstancja Brzozowska (Nowofabryczna 7) i Urszula Leszczyńska (Szymańskiego 8)
- łączniczki – Henryka Czaplowa, Krystyna Sieradzka i Jadwiga Brzozowska
- nasłuch radiowy (w Myszkowie) – Roman Grycner i Feliks Słowikowski

W krótkim czasie udało się zorganizować sieć terenową z następującymi placówkami:

1. Zawiercie – miasto – d-ca Teodor Stosik, z-ca d-cy – Józef Mazurek, siły placówki zorganizowane były w batalion konspiracyjny w składzie trzech kompanii (dowódcą jednej z kompanii był Zygmunt Wacowski)
2. Zawiercie – okolica (Ogrodzieniec, Kromołów, Włodowice, Siewierz) – d-ca Jan Pakuła, we wszystkich miejscowościach istniały niewielkie grupy konspiracyjne
3. Myszków – d-ca Budziński, zorganizowane oddziały fabryczne, z których największa istniała w fabryce celulozy, gdzie dowódcą był Nawara
4. Koziegłowy – d-ca Zbigniew Praus (kierownik szkoły)
5. Łazy

Niezależnie od tego, w bezpośredniej dyspozycji komendanta Obwodu była kompania harcerska Henryka Kozakiewicza z Zawiercia…

Do tego dochodziły trzy grupy kolejowe liczące ok. 15 ludzi, które z czasem rozrosły się do 51-osobowego plutonu. Dowodził nim Leon Mańko ps. „Konrad”.

Na uzbrojenie Obwodu składało się kilka rkm, kilkadziesiąt kb i kilkanaście pistoletów. W Zawierciu wydawano konspiracyjną gazetkę „Płomień”, którą redagował dyrektor Liceum Handlowego Wacław Chrzanowski…

W połowie czerwca został aresztowany Teodor Stosik wraz z kilkoma współpracownikami. Sądzony był w Berlinie, otrzymał karę śmierci i został stracony. Później aresztowano też jego żonę i córkę, które zmarły w więzieniu. W sierpniu 1940 r. aresztowany został Marian Błaszczyk. Zastępcą komendanta Obwodu został wówczas por. Kurkowski.

Ale na tym nie koniec aresztowań… We wrześniu 1940 roku aresztowany został Wacław Chrzanowski i cała redakcja „Płomienia”, a także Stanisław Czapla, Zygmunt Majewski, Henryka Czaplowa, Konstancja Brzozowska i Urszula Leszczyska.

Związek Odwetu Obwód Zawiercie

Rozbudowaną strukturę posiadał w powiecie zawierciańskim Związek Odwetu, przekształcony następnie w Kedyw. Już w czerwcu 1940 roku z placówki Zawiercie wyłączona została część plutonu Stanisława Laskowskiego i oddana do dyspozycji ówczesnemu komendantowi Związku Odwetu w Podokręgu Zagłębie – ppor. Wacławowi Stacherskiemu. Komendantem ZO w Zawierciu mianowany został przez zastępcę ppor. Stachurskiego chor. Stefana Nowocienia ps. „Prawdzic” por. Jan Bartonez ps. „Szary”. Zygmunt Walter – Janke, opisując postać ppor. Wacława Stacherskiego, używającego wówczas pseudonimu „Uważny”, komendanta Związku Odwetu ZWZ w Podokręgu Zagłębie, napisał:

„Dobrał sobie sprężystych pomocników: chor. Stefana Nowocienia („Prawdzic”) w Sosnowcu, por. Jana Bartoneza („Szary”) w Myszkowie, Stanisława Laskowskiego („Koga”) w Zawierciu jako dowódców terenowych oraz Zygmunta Sokoła („Uparty”) do spraw przerzutów i łączności. […]
Sieć Związku Odwetu „Uważnego” – por. Wacława Stachurskiego – rozwijała się i powiększała. Istniały już całe kompanie ZO, które przetrwały do momentu ujawnienia. Sieć ta dostała kryptonim „Młocarnia” (rozkazem Komendy Okręgu Śląskiego AK, nr 1637/44 L. dz. 85/IBP z dnia 15 października 1944 r. – awanse w tej grupie). Praca była zorganizowana nie na zasadzie pogoni za efektami jednorazowymi. Jej zasadniczy cel polegał na stałym, systematycznym wyrządzaniu szkód w produkcji bez narażania wykonawców.”


Związek Odwetu posiadał w Zawierciu dobrze funkcjonującą komórkę legalizacyjną, którą prowadziła Jadwiga Najmoniczówna ps. „Jadzia” i z której usług korzystały także inne obwody, a nawet sztab Podokręgu Zagłębie.

Por. Bartonezowi udało się pozyskać do współpracy Polaków zatrudnionych w zakładach „Heydebreck-Ehrenforst-Blechhammer” w Kędzierzynie, produkujących benzynę syntetyczną. Odtąd materiały wywiadowcze od por. Bartoneza, a dotyczące tychże zakładów, płynęły wprost do Wydziału Wywiadu Intensywnego („Stragan”) KG AK.

Tymczasem Związek Odwetu przejął list amtskomisarza Hoena, iż Niemcy są na tropie por. Bartoneza. Ostrzeżenie tej samej treści dostarczył sekretarz gminy w Myszkowie Marian Krawczyński. W tej sytuacji konieczne stało się przerzucenie por. Bartoneza na inny teren. Ten jednak ociągał się z opuszczeniem powiatu zawierciańskiego i uczynił to niemal w ostatniej chwili…

Na czele Związku Odwetu w Obwodzie Zawiercie po opuszczeniu tego terenu przez por. Bartoneza (w listopadzie 1941 roku) stanął Stanisław Laskowski. Zygmunt Walter – Janke w swej pracy „W Armii Krajowej na Śląsku” napisał w swej pracy, że Obwód Zawiercie Związku Odwetu składał się w tym czasie z trzech kompanii.

1 kompania – 178 ludzi
2 kompania – 129 ludzi (pluton Brzuchowice i Pińczyce – 22 ludzi, pluton Płomyja – 28 ludzi i trzy plutony w Myszkowie – 16, 33 i 19 ludzi)
3 kompania – 160 ludzi (pluton Żarki – 55 ludzi, pluton Jaworznik – 58 ludzi i pluton Góra Włodawska – 47 ludzi).
Sztab ZO – 15 ludzi.

Stan ten wzrósł nieznacznie w kolejnych latach - do prawie 500 ludzi.

* * *

Jak widzimy, mamy sporą wiedzę na temat funkcjonowania ZWZ w powiecie zawierciańskim w początkowym okresie niemieckiej okupacji. Gorzej rzecz przedstawia się dla okresów późniejszych…

Przeglądając w archiwum dokumenty gestapo dotyczące aresztowań przeprowadzonych w okresie czerwiec – październik 1942, natrafiłem na odpis dokumentu przechwyconego przez gestapo – raportu stanu z maja 1942 roku, tyle że nie wiem, czy dokument ten odnosi się do siatki terytorialnej czy Związku Odwetu…

I. d-ca batalionu – „Sęp”

II. Zawiercie – 1 ofic. – 7 podofic. – 83 szereg. /1 pluton/
Siewierz – 1 ofic. – 2 podofic. – 40 szereg. /2 pluton/
Zawiercie – 1 ofic. – 10 podofic. – 60 szereg. /3 pluton/
Myszków – 1 ofic. 4 podofic. – 30 szereg

III. Myszków – 2 ofic. – 6 podofic. – 122 szereg.

plutony specj.

Łazy – 1 – 3 – 12 /saperzy/
Włodowice – 1 – 13 /wywiad/
Zawiercie - 1 – 1 6 /łączność/
Myszków – 1 – 6 /pluton pancerny/

Z kolei przytoczę jeszcze jeden fragment wspomnień Zygmunta Waltea – Janke („W Armii Krajowej na Śląsku”), który – opisując pierwsze dni swojej pracy w Okręgu Śląskim AK (jeszcze jako zastępca komendanta Okręgu) – wspomina:

„Prawdzic” zawiózł mnie do Zawiercia. Tam spotkałem się z miejscowym komendantem Obwodu – „Lachem”. Chor. Marian Kuzior („Lach”) zdołał uchronić swój Obwód od rozbicia. Straty jednak były i z ostateczną oceną trzeba było jeszcze poczekać. Obwód potraktowałem jako jednostkę autonomiczną w stosunku do Inspektoratu Sosnowieckiego. Jego położenie oraz powiązania kolejowe, drogowe i personalne z Tarnowskimi Górami i Częstochową nadawały mu szczególne znaczenie.

Z tego fragmentu wysnuć można wniosek, że chor. Marian Kuzior, o którym wiemy, iż był ostatnim komendantem Obwodu Tarnowskie Góry, wiosną 1943 roku musiał pełnić funkcję komendanta Obwodu Zawiercie…

Jak wynika z raportu Inspektoratu Sosnowiec z lutego 1943 roku, Obwód Zawiercie posiadał wówczas 19 plutonów. Aczkolwiek nie mam co do tego pewności, podejrzewam, iż liczba te nie obejmuje plutonów Związku Odwetu / Kedywu.

Pozwolę sobie jeszcze zacytować fragment raportu o wszczęciu postępowania obiektowego PUBP Zawiercie z 17 marca 1951 roku, dotyczącego AK w powiecie zawierciańskim:

„W okresie okupacji na terenie pow. Zawiercie powstał obwód ZWZ która to w późniejszym okresie przybrała nazwę A.K. Obwód ten wchodził w skład Okręgu Śląskiego organizacji A.K. Komendantem obwodu Zawiercie był Tokarski Józef ps. „Józef”, zastępcą jego był Gryta Jan ps. „Kalina” wskład w/w/ obwodu wchodziły dwa baony, które z kolei dzieliły się na kompanie i plutony. Przy wspomnianym obwodzie w czasie okupacji zostaje stworzona grupa zbrojna w sile od 50 – 80 ludzi pod dowództwem Wencla Stanisława ps. „Twardy”.
Pewna część z tego obwodu wstępuje do grupy zbrojnej „Ponurego”. Po wyzwoleniu spod okupacji część ludzi „Twardego” jak i „Ponurego” nadal zostaje w konspiracji pod dowództwem Musialik ps. „Bolesław” która dokonuje napadu pow. Zawiercie i Częstochowa, mordując aktywnych działaczy ludowych.”


Należy dodać, że Obwód Zawiercie otrzymał zastrzyk świeżych sił w listopadzie 1943 roku, kiedy to doszło do AK włączono oddziały GL PPS. Na terenie powiatu zawierciańskiego istniał III Pułk Brygady Zagłębiowskiej GL PPS, którym dowodził Józef Mazurek ps. „Kostek”. W skład pułku wchodziły dwa bataliony:

I batalion – d-ca P. Wierzbicki ps. „Jemioła”
II batalion – d-ca M. Stelmach ps. „Żaniewski”

Zdaniem Zygmunta Waltera – Janke, w wyniku akcji scaleniowej z GL PPS uzupełniono sztab Obwodu Zawiercie, a nadto Obwód ten zasiliło 12 plutonów GL PPS.

Włączenie Narodowej Organizacji Wojskowej przyniosło kolejnych dwanaście plutonów...

Z GL PPS wywodził się też wspomniany oddział partyzancki por. Stanisława Wencla – „Twardego”. Jego dowódca, Stanisław Wencel, urodził się na Syberii, nad Jeziorem Bajkał, skąd przybył do odrodzonej Polski wraz z rodzicami, kiedy miał dziesięć lat. Zygmunt Walter – Janke w książce „Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej” napisał o nim:

„Porucznik Stanisław Wencel – „Twardy”, syn zasłużonego działacza PPS, był w czerwonym harcerstwie, a potem w OMTUR. Oddział jego wywodził się z Gwardii Ludowej PPS. Powstał w pierwszej połowie 1943 r. jako sekcja dywersyjna, wkrótce zaczął rozrastać się liczebnie przez włączanie ludzi z konspiracji, poszukiwanych przez władze niemieckie. W dniach od 28 września do 8 października odbyło się w lasach w pobliżu Ciążkowic szkolenie tego oddziału przez oficerów Komendy Okręgu Śląskiego AK. Otrzymał on nazwę 1 kompanii oddziału partyzanckiego „Surowiec”.”

Nie będę opisywał działalności bojowej kompani por. „Twardego”, która latem 1944 roku osiągnęła stan 140 ludzi, jako że istnieje obszerna literatura przedmiotu, która w sposób wyczerpujący omawia ten temat (odsyłam tu zwłaszcza do cytowanej pracy Zygmunta Waltera – Janke „Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej”).

Natomiast tytułem wyjaśnienia informuję, iż kompania por. „Twardego” nie podlegała ani komendantowi Obwodu Zawiercie, ani komendantowi Inspektoratu Tarnowskie Góry ale dowódcy brygady GL PPS majorowi Cezaremu Uthke – „Tadeuszowi”, a po jego aresztowaniu w dniu 7 grudnia 1943 roku – inspektorowi sosnowieckiemu AK ppor. Lucjanowi Tejchmanowi – „Wirtowi”.

Z kolei Obwodowi Zawiercie podlegał oddział samoobrony ppor. „Śmiałego”, który liczył 1 + 17 ludzi i o którym nic więcej nie jest mi wiadomo…

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #53

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 8/06/2010, 9:40 Quote Post

Obwód Kłobuck / Krzepice

Według Wojciecha Borzobohatego, O de B podobwodów, które w lipcu 1944 roku – jego zdaniem – przekazane zostały z Inspektoratu Częstochowa (Obwód Częstochowa) do Inspektoratu Tarnowskie Góry, przedstawiało się następująco:

Podobwód III – Poczesna, (kryptonim nie ustalony) komendanci (kolejno):
- ppor. pil. „Łoś” (NN), do 1944 r.,
- ppor. „Boś II” (NN).
Komendanci placówek nieznani. Ilość placówek – 3 (kryptonimy i nazwy nie ustalone).
Podobwód IV – Herby (kryptonim nie ustalony),
komendant – „Bojar” (Bliski).
Placówki (kryptonimy nie ustalone):
nr 8 Gnaszyn, komendant – st. sierż. „Wal” (NN),
nr 9 Blachownia, komendant – ppor. „Piotr” (Zygmunt Pasek),
nr 10 Herby, komendant – ppor. „Szczerbiec” (NN).
Podobwód V (Reich) – Kłobuck (kryptonim nie ustalony), komendant (kolejno):
- „Żelazny” (NN), aresztowany w 1943 r.,
- „Ostroga” (NN), aresztowany w 1944 r.
Placówki (kryptonimy nie ustalone):
Ostrowy, komendant – NN,
Miedzno, komendant – NN,
Lipie, komendant — NN,
Krzepice, komendant – por. „Wolski” (NN),
Przystań, komendant – NN.
Panki, komendant – NN.

Tymczasem przejdźmy do opisu działalności Kedywu Inspektoratu Tarnowskie Góry, którym dowodził ppor. Mieczysław Rabiega ps. „Orlicz”. Obszernie opisał ją ostatni komendant Okręgu Śląskiego AK Zygmunt Walter – Janke w książce „Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej”:

„Dowódcą „Kedywu” w Inspektoracie Północnym był ppor. Mieczysław Rabiega – „Orlicz”. W każdym obwodzie miał on swoje uzbrojone patrole, z którymi wykonał wiele akcji dywersyjnych i napadów zbrojnych. Dla przykładu przytoczę opis uderzenia na posterunek żandarmerii w Nowej Wsi w Obwodzie Kłobuck, wykonanego 5 maja 1944 r. Wziął w nim udział patrol „Kedywu” z Obwodu Kłobuck pod dowództwem ppor. „Orlicza”.”

W tym miejscu zatrzymam się na chwilę, jako że z informacji tej zdaje się wynikać, iż już na początku maja 1944 roku istniał Obwód Kłobuck, co znajduje się w sprzeczności z informacją podaną przez Wojciecha Borzobohatego. Ale wróćmy do cytowanego tekstu Zygmunta Waltera – Janke:

„Posterunek żandarmerii mieścił się w dworku otoczonym dużym ogrodem, chronionym wysokim płotem. W pobliżu znajdował się duży las. „Orlicz” wyznaczył początek akcji na godzinę siedemnastą. Wywiad doniósł, że o tej porze żandarmi mają podwieczorek.
„Orlicz” podzielił swój patrol na dwie części. Siedmiu partyzantów miało przedostać się do ogrodu od strony lasu i tylnymi drzwiami wedrzeć się do zajętego przez żandarmów budynku. W tym samym czasie „Orlicz” i dywersant „Winek” mieli wejść przez furtkę od strony wsi. Ich pojawienie się miało odwrócić uwagę żandarmów i umożliwić niespostrzeżone wtargnięcie na posterunek liczniejszej grupy. Tymczasem w wykonaniu – jak to się często zdarzało – doszło do niespodzianek. Nawet prosty plan nastręcza niekiedy wykonawcom trudności z powodu nieprzewidzianych drobiazgów. Takim nieprzewidzianym „drobiazgiem” w tym wypadku był fakt, że „Orlicz” zastał zamkniętą bramę i furtkę.
Dzwonić wydało się niewłaściwe. Mogło to zaalarmować posterunek, ktoś z żandarmów musiałby wyjść, aby otworzyć. Trzeba byłoby się tłumaczyć. Sekunda namysłu i nagła decyzja: skok przez furtkę.
Ale ogrodzenie było dwumetrowe. Podporucznik „Orlicz” przy pomocy „Winka” dostał się na płot i podciągnął go do siebie. Przeskakując na drugą stronę płotu, zobaczył żandarmów bez mundurów, w koszulach, stojących w oknach i zaśmiewających się z zabawnego widoku: dwóch panów w eleganckich garniturkach, w tyrolskich kapelusikach z piórkiem, typowi volksdeutsche – tarabanią się na posterunek żandarmerii ponad furtką, zamiast dzwonić i wejść z godnością bez wysiłku. Podporucznik „Orlicz” zauważył też, że za budynkiem stoi już reszta patrolu. Wszyscy uzbrojeni w pistolety i granaty, grupa za budynkiem miała prócz tego dwa pistolety maszynowe. „Winek” miał też pistolet maszynowy. Żandarmów na posterunku było około dziesięciu.
Podporucznik „Orlicz” bez przeszkód doszedł do budynku. Wiedział, że w tym samym momencie z drugiej strony wdziera się do wnętrza reszta jego ludzi. Otwarto drzwi i zaskoczeni żandarmi zobaczyli skierowane w siebie lufy pistoletów. Dowódca posterunku błyskawicznym ruchem sięgnął po broń. Został zastrzelony na miejscu. Zabrano całą broń i duży zapas amunicji.
Patrol dywersyjny odskoczył do lasu, zacierając za sobą starannie ślady. Licząc się z użyciem przez Niemców specjalnie tresowanych do tego celu psów, dywersanci dość duży odcinek przeszli korytem strumienia.
Jakież było zdumienie ppor. „Orlicza”, gdy w czasie odpoczynku ubezpieczenie przyprowadziło jednego z żandarmów posterunku. Okazało się, że to Czech, który uciekł na oślep do lasu i przypadkiem natknął się na patrol. Był prawie nieprzytomny ze strachu. Twierdził, że Niemcy go teraz zabiją. Chciał dołączyć do oddziału, dywersanci byli jednak zdania, że jest do szpicel, który ich śledzi, i żądali, by go zastrzelić. Podporucznik „Orlicz” zdecydował inaczej. Uwierzył Czechowi. Kazał mu pół godziny leżeć na polanie, a potem wrócić na posterunek.
Po odesłaniu patrolu na kwatery podporucznik „Orlicz” wracał do Tarnowskich Gór. Na stacji zobaczył żandarma Czecha. Przywieziono go karetką sanitarną i wieziono do szpitala. Sprawiał wrażenie umysłowo chorego.
Takich akcji miał podporucznik „Orlicz” na swoim koncie więcej. Jego żywa działalność dywersyjna spowodowała, że interesowało się nim mocno gestapo i jego agenci deptali mu po piętach. Stale interesował się nim m.in. człowiek o pseudonimie „Kot”; zaangażowany w konspiracji w Lublińcu. Prosił o spotkanie. Ostrzeżony przez komendanta Obwodu Lubliniec, ppor. Feliksa Kubasia („Dąb”), ppor. „Orlicz" na spotkanie nie poszedł.
Podporucznik czuł wokół siebie coraz bardziej zaciskającą się sieć. Był zaniepokojony. Okazało się, że nie bez powodu. W terenie istniały pewne antagonizmy, które zeszły na drugi plan po objęciu funkcji inspektora przez majora Czesława Gałeckiego („Paproć”).”


Tego ostatniego zdania też nie rozumiem... Wszak mjr „Paproć” był komendantem Inspektoratu Tarnowskie Góry od momentu jego powołania latem 1943 roku. Tak przynajmniej pisał Zygmunt Walter – Janke w książce „W Armii Krajowej na Śląsku”.

Tymczasem powróćmy do książki tego ostatniego „Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej”:

„Dnia 7 grudnia 1944 r. ppor. „Orlicz” został zawiadomiony, że na punkcie w Lasowicach, w Tarnowskich Górach, czeka na niego łącznik od mjr. Gałeckiego. Był to „Czesiek”. Ppor. „Orlicz” załatwił z nim sprawy służbowe i razem wracali z Lasowic w kierunku dworca kolejowego. Przy moście znaleźli się o godzinie siedemnastej. Czekało tam na nich około dziesięciu gestapowców i żandarmów. Otoczyli ich błyskawicznie, tak że „Orlicz” nie zdążył wyciągnąć pistoletu. Podniósł ręce do góry. Otoczono ich ciasnym pierścieniem. Jeden z gestapowców podszedł do „Orlicza”, aby go zrewidować. Ten zdecydował się natychmiast - błyskawicznie wyprowadzonym ciosem zwalił gestapowca z nóg i skoczył w stronę mostu. Posypał się za nim grad kuł z broni ręcznej i maszynowej. Poczuł trafienie w lewą rękę. Zrobiło mu się ciepło. Zdążył wyciągnąć pistolet i wystrzelał cały magazynek. Nie zostawił ani jednego naboju.
Przy wybiegu spod mostu Niemcy znowu otworzyli ogień. Jeden z pocisków trafił ppor. „Orlicza” z tyłu w staw kolanowy. Noga zrobiła się bezwładna. Przebiegł może jeszcze ze dwadzieścia metrów i jak kłoda zwalił się na ziemię. Dopadli go Niemcy i zaczęli bić. Stracił przytomność.
Po odzyskaniu świadomości zobaczył, że Niemcy przyprowadzili łącznika majora „Paproci”. Postawili obu pod ścianą mostu lasowickiego. „Orlicz” stał tylko na jednej nodze. Lewą już nie władał. Łącznik był blady i niemy. Wtedy Niemcy popełnili błąd: zapytali pierwszego „Orlicza”, czy zna tego człowieka. „Orlicz” oświadczył, że widzi go pierwszy raz. „Przecież szliście razem?” „Nic podobnego, ja go w tym momencie mijałem i to się tak mogło wydawać”. Oddano „Cześkowi” kennkartę i kazano mu się szybko zabierać. On też pierwszy zameldował inspektorowi, majorowi „Paproci”, o aresztowaniu ppor. „Orlicza” i o okolicznościach, w jakich do niego doszło.
„Orlicza" tymczasem Niemcy wsadzili na mały wózek ręczny, który przypadkowo nadjechał, i dwóch małych chłopców wiozło go spod mostu w Lasowicach do gestapo, które miało swą siedzibę w budynku średniej szkoły ogólnokształcącej.
Gestapowcy powiedzieli ppor. „Orliczowi” z triumfem: „No, nareszcie cię mamy!” Widać było, że dobrze wiedzieli, na kogo czekali. Po przejechaniu około stu metrów „Orlicz” zauważył, że za wózkiem idzie tylko gestapowiec Bode, reszta pozostała około pięćdziesięciu metrów w tyle. W nadziei, że zraniona noga nie zawiedzie, postanowił jeszcze raz spróbować ucieczki. Przed samym dworcem zerwał się z wózka i rzucił się na gestapowca Bodę. Prawą zdrową ręką chwycił go za gardło, a lewą chciał mu wydrzeć pistolet.
Po krótkim szamotaniu noga odmówiła „Orliczowi” posłuszeństwa. Padł strzał. Kula przebiła mu lewą dłoń - ręka opadła bezwładnie. Padł drugi strzał, wymierzony w serce, ale przebił tylko lewe płuco. „Orlicz” puścił gardło gestapowca i zwalił się na ziemię. Zrobiło mu się ciepło, świat stał się dziwnie kolorowy. Żal mu było życia. Przybiegli pozostali gestapowcy i żandarmi. Jeden z nich chciał „Orlicza” dobić, ale Bode się sprzeciwił: „Nie trzeba. I tak z nim już koniec”.
Co się działo dalej, podporucznik „Orlicz” nie wie. Odzyskał przytomność na korytarzu w gmachu gestapo, gdy polewano go wodą. Leżał na posadzce zbity, postrzelany jak sito i nic go już nie bolało. Miał postrzelone lewe płuco, lewą nogę w stawie kolanowym i dwa razy lewą rękę. Cała twarz była zbita i potłuczona. Gestapo zaczęło przyprowadzać ludzi, aby go zidentyfikować. Przyprowadzono wielu – „Orlicz” nie poznał nikogo. Przyszedł też lekarz, dr Józef Matuszek. Nakłonił on gestapowców, aby wysłali rannego do szpitala, bo inaczej w krótkim czasie umrze.
Gestapowcy doszli widocznie do przekonania, że skoro tak długo daremnie szukali „Orlicza”, to warto go trochę podleczyć, aby potem wydobyć z niego możliwie dużo informacji o podziemiu i wtedy dopiero zabić. Podjechała karetka i załadowano do niej rannego więźnia, który co chwila tracił przytomność. Mimo takiego stanu skuto „Orliczowi” nogi i ręce, a okowy połączono łańcuchem.
Po odzyskaniu przytomności w szpitalu w Tarnowskich Górach „Orlicz” widział, jak badano gardło gestapowca Bodę. Miał sine ślady na szyi.
Wezwano chirurga, młodą kobietą, Niemkę von Kleist. Asystowała jej młoda pielęgniarka, Polka. Obie okazały rannemu dużo serca i współczucia. Von Kleist nie pozwoliła wejść za rannym na salę operacyjną ani gestapo, ani żandarmom. Poszukała najpierw kuli, która przeszła przez lewe płuco i utkwiła pod łopatką. Usunęła ją i opatrzyła obolałe rany. Uścisnęła „Orliczowi” zdrową rękę i odeszła w drugi koniec sali, pozwalając pielęgniarce na swobodną rozmowę z nim. Wtedy pielęgniarka powołała się na lekarza Oskara Drekslera z AK. „Orlicz” musiał się zdecydować. Zaufał pielęgniarce i przekazał jej kilka informacji. Von Kleist przynaglała, za drzwiami niecierpliwili się gestapowcy. Okazało się później, że pielęgniarka niezwłocznie przekazała wiadomości oraz prośbę „Orlicza” o przysłanie trucizny. Jednak mjr „Paproć” po namyśle odmówił tej prośbie, chociaż wielu nalegało, żeby ją spełnić.
W dniu 8 grudnia w godzinach rannych przyszli gestapowcy, aby przeprowadzić pierwsze śledztwo. Gestapowiec Bode przyłożył ucho do warg „Orlicza”. Ten poruszał wargami, ale głosu nie było słychać. Zdawało się, że jest niemową. Od czasu do czasu dostawał ataku kaszlu i krwotoku z nosa i ust.
Przy łóżku siedział żandarm, drugi pełnił wartę na korytarzu, trzeci siedział w dyżurce przy wejściu. Po jednym dniu pobytu gestapo zabrało „Orlicza” do więzienia w Tarnowskich Górach, konfidenci bowiem donieśli, że czynione są przygotowanie do odbicia go. Zabrano mu bieliznę szpitalną, dostał koszulę - krótką, nie zakrywającą nawet pępka. Cela była nie opalana, więzień ledwie żywy i prawie nagi.
„Orlicz” przeżył w tej celi ciężkie chwile. Wszystko go bolało. Koniecznie chciał odebrać sobie życie. Nie miał siły nawet się podnieść. Gdy przemarzł, dały o sobie znać potrzeby fizjologiczne. Do kibla, stojącego w rogu celi, musiał się czołgać, nie mogąc się utrzymać na nogach. Przy drzwiach stał strażnik i ciągle zaglądał. Sprawdzał, czy więzień żyje. Mimo wszystko żył.
W dniu 10 grudnia rano z okropnym krzykiem wpadło do celi kilku gestapowców i więźniów. Więźniowie zdjęli z „Orlicza” koszulę więzienną i ubrali go w jego odzież. Dostał przy tym parę kopniaków, bo nie mógł się ruszać. Na noszach wyniesiono go do samochodu ciężarowego, wrzucono jak kłodę na deski i przewieziono wprost do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Jechał skuty w asyście ośmiu gestapowców z ręczną bronią maszynową. W drodze dostał krwotoku, bo auto silnie trzęsło.
W obozie został przekazany miejscowym władzom. Z samochodu zabrali go na noszach więźniowie Żydzi na dezynsekcję do łaźni. Poinformował ich o ofensywie Armii Radzieckiej, mówiąc, że w ciągu miesiąca można się spodziewać Rosjan. Ucieszyli się, były to dla nich nowe, bardzo pocieszające wiadomości.
Po ostrzyżeniu i ogoleniu przeniesiono „Orlicza” do bloku jedenastego. Tam po kilku dniach przeszedł ostre śledztwo, prowadzone przez gestapo z Opola i Blachowni. Bito go tak długo, aż zemdlał. Na śledztwo zabierano go na noszach. O własnych siłach iść nie mógł. Nie poznawał zresztą nikogo i niczego nie pamiętał. Podczas kolejnego śledztwa pokazano mu fotografię Jareckiego z Lublińca. „Znasz?” „Nie”. Powtórzono mu wówczas kilka rozmów, które prowadzili, i dodali: „Ma u was pseudonim «Kot»”. Byli pewni, że „Orlicz” nie zobaczy już świata – mogli się nie krępować i mówić swobodnie. „Kot” siedział sobie spokojnie w Lublińcu.
W czasie drugiego śledztwa „Orlicz” bity był bez miłosierdzia. Młoda kobieta, która pisała zeznanie na maszynie, zapytała oficera gestapo: „Kto to jest?” „To polski ochotnik z konspiracji, który walczy o niepodległość swojego kraju.” Ta ocena podziałała na „Orlicza” krzepiąco, dodała mu sił do znoszenia tortur.
Między Bożym Narodzeniem i Nowym Rokiem alianci dokonali kilku nalotów na Oświęcim i okolicę. Dyżurni otwierali okna, bo szyby wypadały od wstrząsów. Podporucznik „Orlicz” leżał pod oknem. Dostał zapalenia płuc. Kończył się. Zdawało się, że nie ma dla niego ratunku. Ktoś jednak o nim pomyślał. W obozie działała Tajna Organizacja Wojskowa. W nocy lekarz obozowy - zdaje się, że dr Sobieszczański – dał mu zastrzyk.
W pierwszych dniach stycznia 1945 r. wszedł do celi człowiek ubrany w cywilny garnitur. Żegnał się – wychodził na wolność. Żonie udało się go wyrwać z oświęcimskiego piekła. Był to Stasiak ze Starokrzepiec, członek AK. Podporucznik „Orlicz” poznał go, ale on nie mógł poznać „Orlicza”. Przez niego posłał pierwsze wiadomości z Oświęcimia. Stasiak oświadczył, że „Orlicz” zmarł. Zrobił to w dobrej wierze, bo widział go umierającego. Istotnie był to najcięższy dzień zapalenia płuc. Organizm jednak zwyciężył chorobę. Powoli „Orlicz” zaczął przychodzić do zdrowia.
Zbliżała się Armia Radziecka, szykowano ewakuację Oświęcimia. „Orlicz” był jeszcze na tyle chory, że o transporcie mowy być nie mogło. W dniu nadejścia do Oświęcimia wojsk radzieckich w godzinach rannych gestapo zarządziło zbiórkę chorych przed blokami. Więźniowie zdawali sobie sprawę, że zanosi się na likwidację. Wystrzelają wszystkich. Ogłoszono, że kto nie wyjdzie, zostanie zastrzelony w łóżku.
Koledzy ściągnęli „Orlicza” z pryczy i wlekli po ziemi. Poprosił, żeby go zostawili – każdy ruch sprawiał mu ból. Został na korytarzu. Gdzieś niezbyt daleko trwała jakaś strzelanina. Nagle na terenie obozu pojawiły się czołgi radzieckie.
Więźniowie byli uratowani. Uratowany był również „Orlicz”, który tyle razy w cudowny sposób wymknął się śmierci. Przeniesiono go znowu na łóżko. Opuścił Oświęcim 14 lutego 1945 r. Wrócił do Tarnowskich Gór, gdzie przed dwoma miesiącami wpadł w ręce gestapo.”


Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #54

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 9/06/2010, 7:33 Quote Post

Tymczasem powrócę do Siemianowic Śląskich i Michałkowic, o których pisałem już tutaj:

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=31#

Sporządzony w Miejskim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Siemianowicach w lutym 1953 roku „wykaz członków AK i WiN zatrudnionych w poszczególnych instytucjach i zakładach pracy na terenie Siemianowic” /IPN Ka 032/17 t. 5, cz. 1/ zawiera dane o 71 mieszkańcach Siemianowic i Michałkowic, którzy w czasie niemieckiej okupacji służyli w Armii Krajowej (nazwa dokumentu jest myląca, bowiem w rzeczywistości osoby te mieszkały w Siemianowicach i Michałkowicach, ale nie wszystkie pracowały na tym terenie). W podsumowaniu tegoż dokumentu por. Potempa napisał:

„Środowisko AK-owskie podzielone jest na trzy grupy a to:
Na czł. 106 dywizji tysiąca [chodzi o dowódcę 106 dywizji piechoty AK Bolesława Nieczuję – Ostrowskiego ps. „Tysiąc”] którzy działali na terenie Krakowa, a obecnie zamieszkują w Siemianowicach założone obiektowe rozpracowanie pod krypt. „Omega” w skład rozpracowania wchodzi 7 czł. A.K. Agentury w tym rozpoznaniu nie posiadamy wywodzącej się z ich grupy, ale dotarcie do figuranta Kowolik Józef na inf. ps. „Stal”, które do obecnej chwili nie zapodało momentów wrogiej działalności, a charakteryzuje go jako aktywnego członka partii. Do pozostałych z tej grupy opracowany jest do werbowania M.S. wspólnie z ref. V-tym, ponieważ jest to nauczyciel.”


Dodam, że ów M.S. jest ujęty w tymże spisie i chodzi o Moskaluka Stefana, kier. Szkoły Powszechnej nr 3, zamieszkałego przy ul. Floriana 15 w Siemianowicach. Źródła nie dały odpowiedzi na pytanie, czy bezpiece udało się go zwerbować i jakimi metodami zamierzano się posłużyć przy owym werbowaniu.
Z kolei Kowolik Józef, pochodził z Szopienic, a okupację spędził w Generalnej Guberni, w okolicach Krakowa, gdzie należał do AK. Po wojnie zamieszkał w Siemianowicach i pracował w Hucie „Jedność”.
Ale wróćmy do charakterystyki kolejnej grupy środowiskowej skupiającej byłych żołnierzy AK. Oto por. Potempa tak scharakteryzował tą grupę:

„Druga grupa to czł. AK, którzy w czasie okupacji działali w Okręgu Śląskim obecnie zamieszkują na terenie Siemianowic, na tą grupę założono obiektowe rozpracowanie pod kryptonimem „Tratwa” w skład tej grupy wchodzi około 20 czł. A.K. Do figurantów tej grupy dotarcie ma inf. ps. „Korsarz”, jednak działalności wrogiej nie notowano nic, w tej grupie są przeważnie czł. partii którzy wykazują pozytywny stosunek.”

Prawdopodobnie w skład tej dwudziestki objętej rozpracowaniem w ramach operacji o krypt. „Tratwa” wchodzili:

1. Nobis Stefan z Michałkowic, zatrudniony w Hucie „Jedność”
2. Pieczka Jerzy z Michałkowic, zatrudniony w Hucie „Jedność”
3. Gawęda Robert z Michałkowic, zatrudniony w Azotach w Chorzowie
4. Bednarek Józef z Michałkowic, zatrudniony w ZPR Chorzów
5. Leśniok Dominik z Michałkowic, dyrektor garażu Zabrze
6. Pasternak Klara z Michałkowic, prac. umysł Katowice
7. Dziemba Roman z Siemianowic, zatrudniony w Hucie „Jedność”
8. Kurzyk Eligiusz z Siemianowic zatrudniony w ZZO Katowice
9. Bednarek Franciszek z Michałkowic, zatrudniony w Azotach w Chorzowie
10. Janeczek Roman z Siemianowic, zatrudniony WRN, ref. administr.
11. Woźnik Henryk z Siemianowic, zatrudniony w Fabryce Śrub i Nitów
12. Krzystek Jerzy z Siemianowic
13. Bobiec Karol, zam. w Siemianowicach, zatrudniony w kopalni „Siemianowice”
14. Dominik Antoni, zam. w Siemianowicach, zatrudniony w Hucie „Jedność”
15. Legarski Kazimierz z Siemianowic
16. Zielonka Ryszard z Siemianowic, zatrudniony w Hucie „Jedność”
17. Kucharz Paweł z Siemianowic, zatrudniony w Hucie „Jedność”
18. Moch Feliks z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”

Mamy tu jedynie osiemnaście osób, podczas gdy por. Potempa twierdzi, że grupa ta liczyła około dwadzieścia osób. Brak jest przy tym w powyższym spisie Klary Bartodziej, prowadzącej w Siemianowicach zakład krawiecki, który w czasie niemieckiej okupacji służył za skrzynkę kontaktową. Skądinąd jej nazwisko przewija się w aktach bezpieki.
Nie ma tu jeszcze jednej osoby, której wojenne przejścia są mi dobrze znane i które z pewnością dobrze były też znane funkcjonariuszom UB. To właśnie ta osoba ukrywa się pod pseudonimem „Korsarz”, przy czym jej personalia niechaj pozostaną tajemnicą…
Dodam, że dwóch kolejnych siemianowiczan, służących w czasie okupacji niemieckiej w strukturach Okręgu Śląskiego AK, a wymienionych w tymże dokumencie, przebywało wówczas w więzieniach, co wyraźnie zaznaczono:

1. Lampa Gerard, zam. w Siemianowicach, aktualnie przebywający w więzieniu w Warszawie
2. Strzeliński Tadeusz, zam. w Siemianowicach, aktualnie przebywający w więzieniu w Warszawie

Tymczasem przejdźmy do trzeciej grupy byłych żołnierzy AK w podsumowaniu por. Potempy:

„Trzecia grupa tego środowiska to element napływowy z różnych województw kraju, gdzie zatrudnieni są na terenie nam podległym, oraz zamieszkują w Siemianowicach. Działalność tej grupy nie została stwierdzona, mimo tego, że do niektórych figurantów mają dotarcie jak inf. ps. „Korsarz” i inf. ps. „Stal”, momentów wrogiej działalności nie stwierdzono.”

W sumie do tej grupy zaliczono 23 osoby. W gronie tym znalazł się też Tadeusz Majcherczyk z Siemianowic, który przed wojną stał na czele Związku Oficerów Rezerwy w Siemianowicach Śląskich, a który okupację niemiecką przeżył w Warszawie. Tam też służył w szeregach AK, a w Powstaniu Warszawskim był najpierw dowódcą 1 kompani batalionu „Łukasiński”, a następnie dowódcą batalionu „Chrobry I”.

Por. Potempa pominął charakterystykę czwartego środowiska, którego członkowie zostali wymienieni w tymże dokumencie, i nie wiedzieć czemu nie ma o nich mowy w podsumowaniu. Chodzi mianowicie o grupę PZW z Michałkowic. Większość członków tej grupy była rozpracowywana w ramach operacji o krypt. „Dak”. W „wykazie członków AK i WiN zatrudnionych w poszczególnych instytucjach i zakładach pracy na terenie Siemianowic” wymienieni zostali jako członkowie PZW Michałkowice:

1. Roman Marcin z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
2. Wojtan Jerzy z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
3. Wanot Wincenty z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
4. Bul Paweł z Michałkowic, zatrudniony w przeds. budowl. pryw. w Katowicach
5. Długaj Karol z Michałkowic, zatrudniony PKP w Katowice /konduktor/
6. Bul Edward z Michałkowic, zatrudniony w Hucie „Jedność”
7. Franas Józef z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
8. Pietrzyk Stefan z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
9. Spaleniok Franciszek z Michałkowic
10. Korfanty Wiktor z Michałkowic, zatrudniony w szkole w Michałk.
11. Janeczek Emanuel z Michałkowic, zatrudniony w Azotach w Chorzowie
12. Kamiński Walerian z Michałkowic, zatrudniony w ZM dla górn.
13. Kurc Ignacy z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
14. Milczarek Stanisław z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Siemianowice”
15. Płaczek Feliks z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
16. Długaj Hubert z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
17. Florek Leon z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”
18. Gelosik Maksymilian z Michałkowic, zatrudniony w ZWP Bytom
19. Hajka Tomasz z Michałkowic, zatrudniony w FUS Wełnowiec
20. Długaj Maksymilian z Michałkowic, zatrudniony w kopalni „Michał”


Jak na tak liczne środowisko, które zostało poddane inwigilacji, mizernie przedstawiała się posiadana przez MUBP Siemianowice agentura. W zasadzie tylko jeden agent, mianowicie zatrudniony w Hucie „Jedność” informator o pseudonimie „Korsarz”, wywodził się wprost ze środowiska byłych żołnierzy ZWZ / AK. Pozostali informatorzy wymienieni w dokumencie nie byli ściśle związani z tym środowiskiem, przez co nie byli w stanie skutecznie go inwigilować. Słabość agentury, o czym już wspominałem, wytknęli Miejskiemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego w Siemianowicach jego zwierzchnicy z WUBP w Katowicach.
W tej sytuacji postanowiono poszerzyć sieć informatorów poprzez pozyskanie do współpracy któregoś z byłych akowców, a najlepiej kilku. Współpracę próbowano wymusić groźbami, szantażem, a nawet biciem. Wspominałem o próbie zwerbowania do współpracy Marcina Romana z Michałkowic. Na drugi dzień po opublikowaniu informacji na ten temat na łamach „Nowych Siemianowic” zgłosiła się do naszej redakcji jego córka - Maria Kulisz, która opowiedziała to, co wówczas przeżywała ona i jej najbliżsi:

„Pamiętam, jak mój ojciec nie wrócił z drugiej zmiany do domu. Myśmy czekali, bo wtedy był zwyczaj, że dzieci czekały, aż ojciec przyjdzie z pracy. Miałam jeszcze dwie siostry, jedna była dziesięć lat starsza, a druga osiem. Ale ta średnia była bardziej odważna. Zaczęła ojca szukać. A było to z soboty na niedzielę, to pamiętam jak dziś. Poleciała na kopalnię, ojciec wyjechał, markę rzucił. Wszyscy widzieli, że ojciec wyszedł. Ale nie doszedł. Siostra wszędzie szukała. Po szpitalu szukała. I była na komendzie w Siemianowicach. I była nawet pod pokojem, w którym ojciec był przesłuchiwany. Bo potem doszliśmy do tego, gdzie ten tata był. Siostra usłyszała stamtąd głosy i zapukała w drzwi. Wyszedł facet, więc siostra pyta się, czy nie wiedzą, co się stało z takim, a takim, czyli naszym ojcem. A on: „nie, nic nie wiemy o takiej osobie; taka osoba tutaj w ogóle nie była”. Ojca puścili dopiero na drugi dzień wieczorem do domu. Przyszedł i powiedział, że to, co oni z nim robili, to było niesamowite. Jeść nie dostał, pić nie dostał, umyć się nie mógł, a go prosto z tej zmiany wzięli. I tak, jak oni go przesłuchiwali, to było nieludzkie. Światło w oczy… Wie pan, jak to było. Był tak wymęczony, jak przyszedł do domu. Później mieliśmy ogonek z tyłu, wszyscy, nawet ja jako dziecko. Zawsze stał tu, wtedy nie było tu szkoły, tylko były pola. Więc ojciec, jak szedł z szybu „Północnego”, to tamtędy szedł. To mama zawsze przez okno patrzyła. Tamten zawsze stał naprzeciwko i patrzył, dokąd pójdziemy. Po prostu oni chcieli – tak jak pan pisze – żeby ojciec zdradzał swoich ludzi, swoich kolegów.”

Maria Kulisz podkreśla, że jej ojciec był prawdziwym patriotą, kochającym Polskę, a do tego niezwykle prawym człowiekiem i nigdy nie zdradziłby swoich kolegów. Otrzymałem od niej dwie relacje, napisane przez jej ojca…
Marcin Roman wspominał, że już w pierwszych dniach niemieckiej okupacji wraz z kilkoma kolegami założył „organizację sabotażystów”. Owymi kolegami byli: L. Hajn, J. Kryś, J. i Wł. Wiśniewscy, P. i Ed. Bule, Sładkowski i Gdawik. Po kilku dniach nawiązali oni kontakt z Katowicami, a ich organizacja odtąd nazywała się Polski Związek Wojskowy „Ku Wolności”.

Organizacja „Ku Wolności” została w sierpniu 1940 roku wcielona do Związku Walki Zbrojnej. Wywodzący się z PZW „Ku Wolności” por. Józef Skrzek ps. „Gromek” został członkiem Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ, a następnie komendantem Inspektoratu Katowickiego ZWZ.

W mieszkaniu Marcina Romana – jak wynika z jego relacji – kilkakrotnie odbywały się zebrania dowódców poszczególnych grup z udziałem między innymi takich osób jak: A. Rak, W. Tynior, J. Wiśniewski, Ł. Hajn, J. Mitręga, Er. Sładkowski oraz Gdawik.
Marcin Roman zajmował się między innymi zbieraniem datków na pomoc dla wdów i sierot po pomordowanych w obozach koncentracyjnych. Po wkroczeniu Armii Czerwonej brał udział w organizowaniu dyrekcji kopalni „Michał” oraz Milicji Obywatelskiej, ale po dwóch miesiącach – jak wynika z jego relacji – został „fałszywie oskarżony” i na dwa dni uwięziony.

Warto w tym miejscu zauważyć, że na całym Górnym Śląsku Armia Krajowa podjęła próbę przechwycenia władzy po wkroczeniu Armii Czerwonej, obsadzając swoimi ludźmi posterunki MO oraz kluczowe stanowiska w gospodarce i administracji. Zadanie na Górnym Śląsku miała AK o tyle ułatwione, że nie istniała tu wówczas ani PPR, ani AL. Z reguły jednak już po kilku tygodniach dochodziło wszędzie do wymiany ludzi na „pewnych”, przeważnie pochodzących spoza terenu Górnego Śląska.
W maju 1952 roku Marcin Roman po raz kolejny został „zamknięty” (dziś wiemy, że działo się to w ramach operacji UB o krypt. „Dak”), a następnie zwolniony z pracy, jednakże dzięki wstawiennictwu dyrekcji kopalni „Michał”, a przede wszystkim – co podkreśla w swej relacji – ministra Mitręgi, po trzech dniach został przywrócony do pracy.
Ale najgorsze przyszło w roku 1953, kiedy UB-ecy postanowili, że uczynią z niego swego agenta. Możemy sobie wyobrazić, co wówczas przechodził. W swej relacji napisał: „byłem w perfidny sposób szantażowany przez funkcjonariuszy U.B. do zupełnego obrzydzenia życia.”
Napisał wówczas skargę do marsz. Rokossowskiego, która najwyraźniej pomogła, bowiem dano mu spokój…

Rozmawiałem też w ostatnich dniach z córką Huberta Długaja, która z kolei stwierdziła, iż w PZW „Ku Wolności”, a następnie w michałkowickiej placówce AK aktywni byli – poza wymienionymi w dokumentach UB i w relacji Marcina Romana – także Sobczyki i że członkowie PZW spotykali się w mieszkaniu Matuszczyka (niestety, nie udało mi się ustalić imienia). W latach pięćdziesiątych u Huberta Długaja ukrywał się były członek Komendy Okręgu Śląskiego PZW „Ku Wolności” Paweł Chrószcz.

Organizacja PZW „Ku Wolności” utworzona została na bazie struktur Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” i Oddziałów Młodzieży Powstańczej. Niezależnie od tego, struktury konspiracyjne w Michałkowicach tworzyli harcerze zrzeszeni w Związku Harcerstwa Polskiego. Wkrótce obie organizacje połączyły się, aby następnie – co już wspomniałem – wejść w skład ZWZ / AK (to prawdopodobnie wtedy w szeregach PZW „Ku wolności” znalazł się por. Józef Skrzek ps. „Gromek”).

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #55

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 15/06/2010, 9:07 Quote Post

Sporo pisałem ostatnio na temat PZW „Ku Wolności”, która posiadała silną strukturę na terenie Michałkowic. Ważnym ośrodkiem działalności tej organizacji (wcielonej do ZWZ / AK) były też Mysłowice. Na początek przytoczę fragmenty zeznania Jana Helińskiego, złożonego przed OKBZH w Katowicach w dniu 3 stycznia 1972 roku.

„W październiku 1939 roku w mieszkaniu powstańca śląskiego, Piotra Kosmali, z inicjatywy jego syna Edwarda, zebrała się grupka dawnych harcerzy, uczniów szkół średnich gimnazjum mysłowickiego i uczniów Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych, wszyscy w wieku od 16 do 18 lat. Wśród nich był Tadek Miernecki (który w 1943 r. został przerzucony do GG, a w 1944 r. aresztowany i osadzony w Oświęcimiu. Zmarł po wyzwoleniu w 1946 r. w Mysłowicach na skutek nabytej gruźlicy), Stefan Stanicki, w 1942 r. wcielony do wojska niemieckiego – po wyzwoleniu wrócił jako żołnierz polski z Anglii, i ja. Na zebraniu tym byli też i inni, lecz nazwisk nie pamiętam. Był tam także starszy wiekiem mężczyzna, którego nie znałem i nie wiem dotąd, kto to mógł być. Mówiono na niego „Heniek" i miał przyjechać z Krakowa. [...]
W 1940 roku nasza organizacja nosiła nazwę „Ku Wolności” Przypuszczam, że nazwę tę nadał Edward Kosmala albo Józef Kraśniewski. W 1942 roku „Ku Wolności” przekształciła się w organizację Polski Związek Wolności.
W listopadzie 1939 roku na zebraniu u Kosmali postanowiono wydać polskie ulotki i rozlepić je na terenie miasta. Na ich treść składała się: 1 zwrotka „Jeszcze Polska nie zginęła” i pierwsza zwrotka „Nie rzucim ziemi” i wezwanie do nie podporządkowywania się władzom niemieckim. Zadanie rozlepiania ulotek powierzono mnie. Wykonałem je w nocy z 25 na 26 listopada 1939 roku wspólnie z Stanisławem Nowakiem (nie harcerzem) i Franciszkiem Sikorą. Była to noc z soboty na niedzielę, wiec liczyliśmy na to, że polskie społeczeństwo idące na msze, będzie mogło przeczytać W dniu 27 listopada 1939 roku zostałem aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu przy ul. Mikołowskiej w Katowicach.
W śledztwie rozpytywano mnie na temat: po co spotykam się z kolegami na „Wzgórzu Trzech Cesarzy”, jakich kolegów znam. Konkretnych zarzutów nie stawiano mi. Dnia 22 grudnia 1939 roku zostałem zwolniony do domu.
Po zwolnieniu z więzienia, na polecenie Kosmali zaprzestałem działalność. Wznowiłem ja w kwietniu 1940 roku. Rozprowadzałem prasę organizacyjną „Braciom na otuchę”, „Ku Wolności”, „Orzeł Biały” i „Kilof Śląski”, które dostarczał mi Edward Kosmala i Marian Kraśniewski. Wszystkie gazetki, które rozprowadzałem, były bezpłatne. [...]
Aresztowania zaczęły się w organizacji w drugiej połowie 1942 roku. Aresztowano wówczas Adamskiego, Wilhelma Meta, Wisiorkówną, Roją i innych. Jak się później dowiedziałem, należeli oni do redakcji „Braciom na otuchę”. [...]
W 1942 roku został wcielony do wojska niemieckiego Edward Kosmala, który w lipcu 1943 roku zdezerterował i ukrywał się przez pewien czas u mego brata Józefa Helińskiego przy ul. Wałowej w Szopienicach. Po paru dniach pobytu przerzuciliśmy go do Sosnowca, gdzie odebrał go od nas jego ojciec z niejakim Jurą i przez Kazimierz i Strzemieszyce miał się przedostać do oddziałów partyzanckich „Hardego”. Jak mi jest wiadomo od ojca Edwarda Kosmali, syn jego został aresztowany i osadzony w więzieniu w Będzinie. Następnie przetransportowany do Oświęcimia, a stad do więzienia w Katowicach. Z Katowic odebrało go wojsko i osadzony został w więzieniu w Torgau. Skazany został na karę śmierci i ścięty w Halle dnia 31 marca 1944 roku. Dodaję, że Edward zdezerterował z bronią, z którą przekazany został do oddziału „Hardego”. Po aresztowaniu Edwarda, został także aresztowany jego ojciec Piotr i osadzony w obozie w Oświęcimiu. Siostry Edwarda – Wanda (z 1928 r.) i Lucyna (z 1929 r.) używane były przez nas jako łączniczki.
Od 1942 roku organizacja przyjęła nazwę Polski Związek Wolności. Ponieważ Kosmala został wcielony do wojska, powierzono mi kontakt z Marianem Kraśniewskim. W lutym 1943 roku Józef Kraśniewski wraz z żoną został aresztowany i wywieziony do obozu w Oświęcimiu. Oboje nie wrócili.
Na polecenie syna Kraśniewskiego Mariana nastąpił okres zastoju w pracy. Została wzmożona czujność ze względu na bezpieczeństwo członków organizacji. W tym czasie zostałem przez członka AK Wiktora Krzanowskiego skierowany jako łącznik do dyspozycji Gabryszaka, ps. „Ryś”. Z polecenia „Rysia” bardzo często brałem udział jako obstawa różnych spotkań. Gabryszak był podoficerem. Przekazywałem rozkazy i inne przesyłki do Brynowa Antoniemu Jackowiakowi, ps. „Sałata” i w Katowicach, o ile dobrze pamiętam, Krajewskiemu, ps. „Olszyna”. Bardzo często byłem kierowany do Dąbrowy Górniczej, ale nazwisk osób nie pamiętam. W marcu 1944 roku zostali aresztowani Gabryszak, Jackowiak i Józef Niesyto i osadzeni w obozach koncentracyjnych. Nie byli to jednak harcerze. Nawiązałem ponownie kontakt z Marianem Kraśniewskim. Byłem członkiem PZW aż do wyzwolenia. Moje pseudo ,,Janek”.”


Jan Heliński sporo mówił o Marianie Helińskim. Przejdźmy tymczasem do zeznania wspomnianego Mariana Kraśniewskiego, złożonego przed OKBZH w Katowicach w dniu 10 stycznia 1972 roku:

„Około sierpnia lub września [1940 r.] uciekłem z robót i przyjechałem do rodziców. Zacząłem pracować w firmie budowlanej u Koellera. Ojciec poinformował mnie, że tworzy się organizacja podziemna i abym porozumiał się z kolegami harcerzami. I tak wszedłem w kontakt z grupa ojca. Do tej grupy należał m.in. Franciszek Sikora i Jan Heliński. Innych sobie nie przypominam. Była to organizacja pod nazwą Polski Związek Wolności. Organizowana była „piątkami”. Organizacja miała następujące zadanie: rozpowszechnianie gazetek „Ku Wolności”, później „Kilof Śląski”, „Orzeł Biały” i „Braciom na otuchę”; zbieranie datków pieniężnych dla rodzin, których ojcowie byli aresztowani, rozlepianie haseł polskich, niszczenie ogłoszeń niemieckich. Moim zadaniem oprócz tego było dostarczanie materiału wybuchowego, który ojciec przynosił z kopalni. Materiał ten dostarczałem do Starego Bierunia. Odbiorcą był nieznany mi mężczyzna. Rozpowszechniano też wiadomości z radia rosyjskiego, gdyż mieliśmy schowane radio. W lutym 1943 roku zostali aresztowani ojciec i matka. Osadzono ich w Ersatz-Polizei-Gefaengnis w Mysłowicach. Oboje przetransportowani zostali do obozu w Oświęcimiu, gdzie zginęła matka, a ojciec w Mauthausen (28 marca 1945 roku).
Tydzień przed aresztowaniem rodziców ożeniłem się i przeniosłem się do teściów w Mysłowicach, a po wiadomości o aresztowaniu rodziców uciekłem w Miechowskie. Po paru miesiącach wróciłem i nadal pracowałem w firmie Koeller. Skontaktowałem się znowu z kolegami i dalej pracowałem w konspiracji (Polski Związek Wolności).
W lutym 1943 roku było masowe aresztowanie Polaków o lewicowych poglądach. Drugie takie aresztowanie przeprowadzono w sierpniu 1943 roku. Zdaje mi się, że wówczas aresztowany został Erwin Met, który – jak mi się wydaje – też był harcerzem.
Przed nadejściem frontu jeszcze raz musiałem uciekać i ukrywałem się w Miechowskiem. Kiedy front dotarł do tej miejscowości, z pierwszą linią wojsk radzieckich szedłem przez Jaworzno, na Wysoki Brzeg – Brzezinkę, Larysz, Morgi do Mysłowic.”


Równolegle z tworzeniem „Ku Wolności” tworzono w Mysłowicach zręby SZP / ZWZ / AK. Pierwszym komendantem placówki Mysłowice był brat Józefa Pukowca Bronisław Pukowiec. Podstawowym źródłem informacji na jego temat jest dla mnie zeznanie Weroniki Agnieszki Pukowiec z d. Pallarz, żony Bronisława Pukowca, Zeznanie to złożyła ona przed OKBZH w Katowicach w dniu 30 sierpnia 1973 roku.

„Mój mąż, Bronisław Pukowiec, w latach szkolnych należał do drużyny harcerskiej im. Tadeusza Kościuszki w Chwałowicach. Po ukończeniu gimnazjum w Rybniku studiował na wydziale filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wybuch wojny zastał go na ćwiczeniach wojskowych w Sanoku. Brał udział w kampanii wrześniowej jako zmobilizowany żołnierz. Dostał się do niewoli niemieckiej. Pod koniec października 1939 roku udało mu się uciec z transportu. Po ucieczce nie mógł zamieszkiwać w domu, ponieważ był poszukiwany przez władze niemieckie. Ukrywał się u lekarzy, jednak ich nazwisk nie znam. W tym czasie utrzymywał ścisłą więź z braćmi Józefem i Alojzym.
Dnia 6 stycznia 1940 roku odbył się nasz ślub w Mysłowicach - Brzezince. Poprzez Arbeitsamt uzyskał pracę fizyczną w pracach miejskich, jednak ze względu na przynależność do organizacji starał się wszelkimi siłami otrzymać pracę na kolei lub na poczcie. Został zatrudniony na poczcie w Sosnowcu, najpierw w charakterze listonosza, a następnie — ponieważ władał obcymi językami — przydzielony został do funkcji rozdziału poczty.
Dnia 15 września 1942 roku został aresztowany przez gestapo i osadzony w Ersatz-Polizei-Gefaengnis w Mysłowicach. Z obozu w Mysłowicach otrzymałam 3 pocztówki. Dnia 25 stycznia 1943 roku został przetransportowany do obozu w Oświęcimiu i w tym samym dniu o godz. 18 rozstrzelany. Ponieważ chodziłam prawie codziennie pod obóz w Mysłowicach i dowiadywałam się o męża, od współwięźniów uzyskałam wiadomość, że mąż Bronisław został wywieziony 25 stycznia 1943 roku do Oświęcimia. Metrykę zgonu uzyskałam z datą śmierci 25 stycznia 1943 roku.
Ponadto podaję, że niektóre osoby znane ze swoich polskich postaw zostały wezwane w dniu 2 lutego 1943 roku na posterunek policji w Mysłowicach, gdzie im ogłoszono, że Bronisław Pukowiec został rozstrzelany 25 stycznia 1943 roku w Oświęcimiu.”


W zasadzie niewiele wiem na temat działalności ZWZ / AK w rejonie Mysłowic. Poza przytoczonymi powyżej zeznaniami, nie znalazłem zbyt wielu informacji na ten temat. Zygmunt Walter Janke czy Józef Kret w zasadzie nie wnoszą tu nic, ponad to co wiemy z tychże zeznań. W dokumentach IPN znalazłem raptem kilka wzmianek, które mogą coś tu wnieść...

W spisie dowódców org. na terenie pow. pszczyńskiego /IPN Ka 032/17 t. 3 cz. 1/ figuruje Szyja Paweł ps. „Sowiniec” – z-ca dowódcy placówki Wesoła,

Natomiast w „spisie ujawnionych AK-owców” /obejmujących ujawnionych na terenie powiatu pszczyńskiego/ odnajdujemy pośród ujawnionych AK-owców zatrudnionych w kop. „Wesoła” owego Szyję Pawła /jako z-cę dowódcy placówki Wesoła”/, a także Długajczyka Franciszka – „członka” tejże placówki

W tymże samym dokumencie /spis ujawnionych AK-owców/ odnajdujemy też plutonowego Pawła Richtera ps. „Rycerz”, przy którym widnieje adnotacja „d-ca plutonu Wesoła” oraz Kulę Jana ps. „Krasny” /d-cę placówki Kosztowy/ oraz Kulę Alojzego /z-ca d-cy placówki Kosztowy/ - dwaj ostatni zatrudnieni byli w PKP w Mysłowicach

Z kolei w wyciągu osób ujawnionych w roku 1945 na pow. PUBP Świętochłowice /IPN Ka 032/17 t. 5 cz. 1/ widnieje Zawisz Leon – d-ca placówki Mysłowice

W wykazie środowiska AK przy kop. „Wesoła I” z 25 II 1953 roku figuruje Jonkisz Józef z adnotacją, iż w latach 1941 – 1943 był w AK /d-ca kompani Kosztowy/,

Z 25 lutego 1953 roku pochodzi kolejny dokument – Wykaz byłych członków AK przy kopalni „Wesoła II”, w którym odnajdujemy trzech byłych żołnierzy AK, w tym dwóch „miejscowych”:

- Fajkis Feliks – komendant placówki Brzezinka – Morgi
- Hanke Bernard – „podlegał pod Fajkisa”

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #56

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 4/08/2010, 18:46 Quote Post

Przejdę teraz do omówienia Inspektoratu Bielsko... Oto co o jego początkach pisał Zygmunt Walter - Janke:

W inspektoracie bielskim, w powiatach bielskim i bialskim, które razem tworzyły Obwód Bielski ZWZ, pierwszym organizatorem konspiracji był por. rez. Edward Zajączek („Wolf”). W marcu 1940 r. — jak wynika z relacji dr. Alojzego Targa — podporządkował się por. mgr. Korolowi. Organizację ściśle wojskową sformował tutaj kpt. rez. Henryk Boryczko („Doktor Adam”), który został później komendantem Obwodu Bielskiego ZWZ. Utworzył on osiem placówek terenowych, przyjmując system trójkowy, jako bardziej elastyczny w trudnym terenie. Prowadził działalność ostrożnie, konspiracja pod jego kierownictwem miała szansę przetrwania. Jednak mniejszość niemiecka w Bielskiem była liczna, kontrola życia ludności polskiej duża. Gadulstwo i niekorzystny przypadek pomogły Niemcom, którym donosił wiadomości prócz tego ich konfident, Ryszard Dembowicz („Radom”), pełniący przez pewien czas funkcje oficera sztabu w inspektoracie bielskim. On i jego pomocnik Mieczysław Molka-Chojnowski, syn polskiego oficera ze Lwowa, przyczynili się do masowych aresztowań w obwodach Oświęcim, Bielsko i Żywiec jesienią 1942 r. Obaj zostali straceni z wyroku Wojskowego Sądu Specjalnego Okręgu Śląskiego AK.

Jak wynika z raportu Edwarda Zajączka z czerwca 1940 roku, Inspektorat Bielsko zrzeszać miał wówczas 5 tysięcy ludzi. Sporo informacji na temat Komendy Inspektoratu Bielsko oraz Obwodu Bielsko zgromadził Michał Heller (Ruch oporu na Śląsku Cieszyńskim):

Dobrze rozbudowaną konspirację Edwarda Zajączka pseud. Wolf w Obwodzie Bielskim ZWZ przejął w styczniu – lutym 1940 r. komendant Okręgu Śląskiego ZWZ, Józef Korol. Nieco wcześniej, w wyniku przeprowadzonych rozmów scaleniowych, udało się włączyć do ZWZ konspirację w Dziedzicach i Czechowicach, z wyjątkiem grupy sanacyjnej, kierowanej przez byłego posła do Sejmu Śląskiego, Stanisława Janickiego pseud. Skóra. W uznaniu zasług E. Zajączka mianował go J. Korol inspektorem bielskim ZWZ, z poleceniem rychłej rozbudowy placówek konspiracyjnych w terenie. [...]
Inspektorowi bielskiemu ZWZ, Edwardowi Zajączkowi, przydzielono do pomocy Alojzego Targa pseud. Zipser, pochodzącego z Łazów w powiecie bielskim. Został on rychło najbliższym współpracownikiem Zajączka oraz kurierem. Alojzy Targ nieustannie jeździł po teranie, organizując placówki ZWZ, przeprowadzając ich inspekcje, pobierając i rozdzielając środki pieniężne, a nawet zaprzysięgając członków konspiracji w imieniu inspektora E. Zajączka. Na początku 1940 r. udało mu się włączyć do ZWZ i zaprzysiąc 4 piątki Komendy Obrońców Polski – organizacji, której dowódcą w rejonie Bielsko – Cieszyn został mianowany nauczyciel Rudolf Gil z Wieszczat. Działacze tych piątek pochodzili z Roztropic, Mazańcowic, Rudzicy, Pierśćca Pogórza, Jasienicy, Łazów, a nawet Kisielowa w powiecie cieszyńskim. Cele tej organizacji były podobne do celów innych organizacji konspiracyjnych. Ponadto jej działacze wydawali powielane na maszynie własne biuletyny informacyjne, do których materiałów dostarczały audycje polskie z Zachodu. Przeprowadzono też werbunek ochotników do armii polskiej we Francji. Porucznik Kałka i Rudolf Gil kierowali ich następnie przez Zakopane na Węgry i dalej do Jugosławii.
Placówki terenowe ZWZ istniały ponadto: w Międzyrzeczu (kierownik Józef Hess), w Ligocie Bielskiej (kierownik Jan Hess), w Jasienicy (kierownik Józef Grusizka), w Wieszczętach (kierownik Rudolf Gil), w Jaworzu (kierownik pastor Artur Gerwin), w Pierśćcu (kierownik stolarz Gil), w Łazach (kierownik Józel Rozeńczyk), w Rudzicy (kierownik Ludwik Kobiela) oraz w Mazańcowicach, Bielowicku, Bestwinie i Chybiu.
Dobrze rozbudowana była konspiracja w Bielsku. Zorganizowano tu systemem trójkowym batalion harcerski, który za pomocą specjalnej siatki rozprowadzał otrzymywane z Czechowic gazetki: „Dobosz”, „Świt” i „Orlęta”. Harcerze gromadzili też fundusze i rozdzielali je według własnego rozeznania rodzinom, których członkowie byli prześladowani przez okupanta. Batalion ten posiadał też pluton sanitarny kierowany przez Jadwigę Chmiel, a także komórki terenowe, rozsiane w powiatach: bielskim, bialskim, wadowickim i żywieckim.
Trudno jest dziś odtworzyć dokładnie sieć konspiracji ZWZ na terenie Bielska–Białej. Potężnie rozbudowany aparat terroru i donosu okupanta dokonał w niej niejednej wyrwy i znacznych zniszczeń. Liczni działacze konspiracyjni zginęli, wielu zmarło z wycieńczenia już po zakończeniu wojny. Faktem bezspornym jest, że pomimo terroru i gęstej sieci inwigilacji istniała tu prężna konspiracja. Z relacji nielicznych ocalałych działaczy wiemy, że kompanią ZWZ w Bielsku dowodził por. Józef Kawulok. W jej skład wchodziły 3 plutony. Pierwszym dowodził pracownik łączności w Bielsku, chorąży Antoni Antoniewski pseud. Genek, a podległymi mu drużynami kierowali: Stanisław Żarnowski, Franciszek Trzaskalik i Artur Humenn (wszyscy pracowali w łączności). Dowódcą drugiego plutonu był Karpiński, nie posiadamy natomiast danych, kto kierował trzecim plutonem.
Działaczom ZWZ w Bielsku udało się wciągnąć do konspiracji policjanta Beiera, ożenionego z Polką z Leszczyn. Oddawał on nieocenione usługi aresztowanym Polakom, dostarczając żywność i przekazując grypsy. Niekiedy nawet powiadamiał uwięzionych, kto był sprawcą ich aresztowania. Pozwalało to stosować odpowiednią taktykę gmatwania sprawy i grania na zwłokę.
Działacz ZWZ w Bielsku i łącznik pomiędzy Śląskiem a Generalną Gubernią — nauczyciel Andrzej Tomaszczyk pseud. Długi redagował gazetkę konspiracyjną. Pomagał mu w tym dziennikarz Noga. Materiałów dostarczał Tomaszczykowd ośrodek konspiracyjny w Krakowie, dokąd udawał się on co pewien okres czasu, zwykle co 2 — 4 tygodnie. Korzystano także z nasłuchu radiowego. Druk gazetki odbywał się w mieszkaniu Heleny i Karola Bączków. Rozprowadzali ją w Bielsku i okolicznych miejscowościach brat Tomaszczyka, Antoni, i Adela Grzyb. Na terenie samego Bielska egzemplarze tego pisma rozrzucano na dworcu kolejowym, a także rozpowszechniano je na terenie Zakładów Wolfa, Tischlowitza oraz Zakładu Budowlanego Rudolfa Fuksa. W przedsiębiorstwach tych działały bowiem komórki konspiracyjne. Wspomniana wyżej A. Grzyb przekazywała pismo grupom konspiracyjnym dra Wącha, S. Wandzela, F. Cieślaka, dra M. Opuszyńskiego, Sosny oraz placówce kierowanej przez szewca Cieślę. Na terenie Białej prasę konspiracyjną otrzymywał ks. Foks, który posiadał w kościele ukrytą broń i radio.
Na terenie Bielska tuż obok wiaduktu kolejowego istniał sprawnie działający punkt kontaktowy ZWZ w sklepiku Anny Rduch pseud. Ciotka. Do niej Andrzej Tomaszczyk przynosił ulotki, pisma konspiracyjne, instrukcje, rozkazy, które następnie odbierali łącznicy poszczególnych placówek terenowych. Pod koniec 1940 r. punkt ten rozprowadzał materiały konspiracyjne do następujących miejscowości:
Bielowicko – konspiracją kierowali tam bracia Stellerowie (artysta i były kierownik szkoły);
Biery – materiały odbierali Józef Kałuża, Józef Paszek i jego synowie;
Bromów – z bielskim punktem, kontaktował się Józef Dzida;
Buczkowice – łącznikiem był Hankus (w placówce tej nastąpiła zdrada);
Bystra – łącznicy: Kania i kolejarz Pietrzyk;
Dziedzice – łącznik: Stach;
Grodziec – łącznicy: ks. Masny, Adamczyk;
Jaworze i Jasienica – materiały odbierali: Kieloch, główny organizator konspiracji, członek sztabu inspektoratu bielskiego ( z powodu nieprzestrzegania zasad konspiracji doszło tu jesienią 1943 r. do zdrady, w wyniku której zginęło 5 osób ) oraz Józef Kowal, aktywny działacz konspiracyjny w tym rejonie;
Kęty – łącznikiem był – kierownik szkoły Zając;
Kowale – z punktem kontaktowali się Emil, Józef i Paweł Swięcikowie;
Kozy – łącznicy: Wrona, Szczotka;
Leszczyny – z punktem kontaktował się weterynarz Wacław Olszewski (komórka ta dysponowała bronią, posiadała też radio);
Międzyrzecze – łącznikiem był Antoni Hess (miejscowi Niemcy spowodowali, że rychło wywieziono go wraz z Józefem Szczyrbowskim i Janem Brychczym do Oświęcimia);
Międzybrodzie – łącznik: Kliś;
Mikuszowice – materiały odbierali: Gebauer oraz nauczyciel Halapacz;
Mikuszowice Krakowskie – z punktem kontaktował się Aleksander Szula (część zabieranych przez niego gazetek jego żona wywoziła na Górny Śląsk);
Pierścienice – łącznik: nauczyciel Franciszek Stroka;
Pogórz – łącznik: Józef Wejnar;
Radlin – łącznik: Malik;
Roztropice – materiały odbierał były kierownik szkoły Franciszek Stusek;
Rudzica – z punktem kontaktowali się Stusek i jego syn Józef;
Skoczów – materiały odbierał właściciel wytwórni wody sodowej Pasz (jeździł do niego Andrzej Tomaszczyk);
Straconka – z punktem kontaktowali się: Kozak i Łanoszka (placówka ta pobierała dużą ilość gazetek).
Łączność z wymienionymi placówkami i Andrzejem Tomaszczykiem utrzymywała jego narzeczona Adela Grzyb. Co pewien czas Tomaszczyk wizytował podległe sobie placówki terenowe. Na odprawy przyjeżdżał z oficerem noszącym pseudonim Lech i z ks. Marszałkiem. Przeprowadzał na nich szkolenie, dokonywał przeglądu sytuacji międzynarodowej, zapoznawał się z problemami pracy danej placówki.
W obwodzie Bielskim ZWZ pracę ściśle wojskową prowadził jego komendant kpt. Henryk Boryczko pseud. Doktor Adam. Zdołał on utworzyć 9 placówek opartych na systemie trójkowym: w Bielsku – Białej, Międzybrodziu, Kobiernicach, Kętach, Dankowicach, Bestwinie, Kaniowie, Chybiu i Strumieniu. W tej ostatniej miejscowości Boryczko przejął tajną organizację, która powstała tu w grudniu 1940 r. Z czasem urosła ona do kompanii dowodzonej przez ppor. Rudolfa Rychlika i objęła placówki ZWZ w Zabłociu, Bąkowie, Zbytkowie, Pawłowicach, Jarząbkowicach, Drogomyślu, Mnichu, Ochabach, Nierodzimiu, Skoczowie, a nawet podporządkowała sobie placówkę w Chybiu.
Bielska placówka ZWZ zorganizowała przy pomocy kolejarzy silny punkt przerzutowy na trasie Śląsk – Generalna Gubernia, kierowany przez Antoniego Antoniewskiego pseud. Genek. Do tego punktu wysyłano uciekinierów z obozów, zbiegłych jeńców radzieckich, ludzi poszukiwanych przez gestapo. Należało ich nakarmić, przyodziać i podleczyć. Pracą tą zajmował się dr S. Boczoń, a kwatery zapewniali: Rzeszowski, Kostecki i Antoniewski. Wszystkie przerzuty organizowane przez tę placówkę były udane.
Również w Czechowicach–Dziedzicach zorganizowano sprawny punkt przerzutowy do Generalnej Guberni. Wielkie zasługi w dziele ratowania zagrożonych aresztowaniami Polaków i uchylających się od służby w Wehrmachcie położył Niemiec Otton Schubert, którego syn zginął w polskim ruchu oporu. Jako pracownik Zakładów Obuwniczych „Baty” w Chełmku dostarczał on przepustki swego zakładu, zaopatrzone w pieczątkę fabryczną, Rudolfowi Żoczkowi z Dziedzic. Ten wypełniał je i towarzyszył uciekinierom aż do Chrzanowa, gdzie w młynie przekazywał ich dalszym łącznikom i wracał do Dziedzic. W wypadku zatrzymania przez straż graniczną udawano przemytników tytoniu, dewiz i żywności. Płacono wtedy karę grzywny. Szlakiem tym R. Żoczek przewiózł kilkadziesiąt osób do Chrzanowa.
Inna placówka przerzutowa ZWZ działała w środowisku kolejarzy. Punkt zborny znajdował się w Czechowicach w sklepiku dawnej spółdzielni (nauczycielskiej. Uciekinierów przyjmował i lokował w specjalnych kryjówkach Józef Cichy. Po przebraniu się w mundury kolejarskie wyjeżdżali oni do Generalnej Guberni, pełniąc funkcję osób „przyuczających się” do obsługi pociągu. Przewóz, zwykle pociągami towarowymi, organizował kierownik pociągu Chrobak z Bielska wraz z innymi kolejarzami Polakami. Uciekinierów wpisywano ołówkiem do raportu jazdy, a za Trzebinią, już ma terenie Generalnej Guberni, wymazywano ich nazwiska z akt przewozowych. W ten sposób przerzucono do Generalnej Guberni ponad 120 osób, które w tym celu kierował do Dziedzic Józef Korol. Należy podkreślić, że kolejarze często przewozili uciekinierów na własną rękę, poza organizacją wojskową. Ilu ludzi w ten sposób przewieźli — trudno dziś ustalić. Bywało, że w kryjówkach na terenie Czechowic–Dziedzic oczekiwało na okazję wyjazdu do Generalnej Guberni nieraz i 10 osób. Byli wśród nich również komuniści i ludowcy.
Konspiracja czechowicko–dziedzicka czyniła przygotowania, by rozpocząć dywersję zbrojną w razie wybuchu wojny na Zachodzie. W samych Dziedzicach mieściła się przez pewien okres czasu (do końca maja 1940 r.) siedziba szefa Okręgu Śląskiego ZWZ – Józefa Korola. Na przełomie 1939/1940 r. mówiło się tu o przyjęciu przez konspirację zasad organizacji wojskowej. System trójkowy zamieniano na piątkowy. Opracowano szczegółowe plany wysadzenia w powietrze ważniejszych mostów na Wiśle, Iłownicy, Białce. Sporządzono ich szkice sytuacyjne, obliczono dokładnie ilość materiałów wybuchowych potrzebnych do wysadzania poszczególnych obiektów. Plany te przekazano do wglądu J. Korolowi.
Powołano do życia saperskie zespoły kontrolne, kierowane przez Franciszka Bociana, a złożone z byłych żołnierzy polskich, przeszkolonych w tym zakresie. Samymi materiałami saperskimi jeszcze nie dysponowano. Franciszek Bocian zajął się również gromadzeniem broni. Część jej pochodziła jeszcze z kampanii wrześniowej. Posiadano też pewną ilość amunicji. W Czechowicach Południowych organizowano pluton ZWZ. Prowadzono również intensywną działalność wywiadowczą. Do tej formy walki z okupantem przywiązywano dużą wagę. Starano się uzyskać informacje pozwalające na ustalenie, czym wróg dysponuje i co zamierza robić. Uruchomiono dwie radiostacje, które podlegały bezpośrednio komendantowi obwodu cieszyńskiego ZWZ, por. Adamowi Gasiowi. Nie zaniedbywano też propagandy antyniemieckiej. Drukowano ulotki w języku niemieckim i podrzucano je Niemcom w restauracjach lub przekazywano wyjeżdżającym do Rzeszy. Wiosna 1940 r. usunięto Antoniego Węgrzyna pseud. Kruk z dowództwa placówki ZWZ w Czechowicach–Dziedzicach, a na jego miejsce powołano Rudolfa Mazura pseud. Mars, który rozpoczął organizowanie sabotaży. Buteleczki z trucizną i zarazkami dostarczano – za pośrednictwem Polaków kierowanych do Niemiec – do kuchni polowych. Udało się ich wysłać około 40 – 50 sztuk. Starano się również zarazić bydło należące do Niemców.
Z uwagi na nieco odmienną od ogólnokrajowej strukturę organizacyjną konspiracji w rejonie czechowicko–dziedzickim, warto się z nią bliżej zapoznać. Początkowo obowiązywał tu system trójkowy, który wkrótce zamieniono na piątkowy. W praktyce bywało jednak różnie. Najniższą jednostką organizacyjną była sekcja licząca 2 trójki lub 1 piątkę. Wyższą jednostką była drużyna, składająca się z 12 – 19 osób, a zatem wchodziły do niej 3 – 4 sekcje. Dążono do tego, by nawet najmniejsza jednostka organizacyjna mogła wykonywać samodzielne akcje. W skali ogólnokrajowej natomiast istniały tylko plutony, złożone z dowódcy i 3 – 5 sekcji. Ponieważ sekcje liczyły po 5, a czasem 6 osób, przeto pełny pluton składał się z około 30 ludzi.
W rejonie Czechowic–Dziedzic surowo przestrzegano zasad konspiracji. Jeżeli, przykładowo, sekcja składała się z trójek, to ich zwierzchnicy kontaktowali się ze sobą. Jeden z nich utrzymywał jako podkomendny łączność z dowódcą sekcji, który nie znał swych wszystkich podwładnych. Trzy drużyny składały się na pluton. Większych jednostek na terenie Czechowic–Dziedzic nie organizowano.
Lokalna organizacja konspiracyjna czechowicko–dziedzićka pod nazwą Siła Zbrojna Polski, która od początku swego istnienia miała powiązania z Józefem Korolem, powołała w Dziedzicach Komendę Powiatową z komendantem ppor. Sikorą, a po nim ppor. Warmuzem na czele. Podlegały jej plutony w następujących miejscowościach: Zabrzeg – dowódca Denisz, Kaniów, Czechowice Południowe – dowódca Franciszek Bocian, Ligota, Bestwina – dowódca Józef Walaszczyk, Dankowice, Dziedzice – dowódca Antoni Węgrzyn, a po nim Rudolf Mazur.
Organizacja ta działała również na terenie Bielska i Komorowic Śląskich. Należeli do niej przeważnie polscy oficerowie, studenci, nauczyciele, prawnicy. Przyjmowano również komunistów, którzy otwarcie wyrażali pogląd, że rychło w Polsce zapanuje ustrój komunistyczny. Siła Zbrojna Polski rozwinęła wydawanie i kolportaż pism ulotnych, które omawiały bieżące problemy polityki polskiej i międzynarodowej. Oto kilka tytułów artykułów zamieszczonych w pismach wydanych we wrześniu 1940 r. i później przechwyconych przez gestapo: Pakt trzech faszystowskich potęg – w artykule wyrażano wiarę w zwycięstwo Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych powiązanych sojuszem; Polskie siły obronne na front – w którym autor podkreślił doniosłą rolę pilotów polskich w bitwie powietrznej o Anglię. W innych artykułach poruszano problem współpracy polsko-czechosłowackiej, zagadnienie pomocy Stanów Zjednoczonych narodom walczącym z hitleryzmem, przedstawiono też relacje z ujarzmionej Francji i Belgii.
W kwietniu 1940 r. nastąpiły masowe aresztowania inteligencji, zwłaszcza nauczycieli. Odbiło się to niekorzystnie na pracy konspiracyjnej. W czerwcu 1940 r. Powiatowa Komenda Siły Zbrojnej Polski w Dziedzicach weszła w skład ZWZ. Tragiczna śmierć komendanta Okręgu Śląskiego ZWZ, Józefa Karola, spowodowała również aresztowania na terenie Bielska, Czechowic i Dziedzic. Z końcem listopada 1940 r. uwięziono w Bielsku inspektora Edwarda Zajączka pseud. Wolf. Aresztowano też byłych komendantów powiatowych Siły Zbrojnej Polski – podporuczników Sikorę i Warmuza, a także Józefa Cichego oraz kierowników małej grupki konspiracyjnej noszącej kryptonim Jeleń – inż. Leopolda Leśniarę i Koźbę. Na przełomie listopada i grudnia 1940 r. aresztowano dowódcę placówki dziedzickiej – Rudolfa Mazura Konspiracja w rejonie Czechowic-Dziedzic poniosła ciężkie straty. Kierownik saperskich zespołów kontrolnych, Franciszek Bocian, utracił kontakt z organizacją.
Nadchodzący jednak r. 1941 .był pomyślny dla konspiracji tego rejonu. Dzięki energii i autorytetowi Henryka Boryczki – komendanta obwodu bielskiego ZWZ, byłego nauczyciela wychowania fizycznego – udało się nawiązać kontakt z poszczególnymi działaczami konspiracyjnymi. Po zawodzie, jakim była klęska Francji, postanowiono planować pracę konspiracyjną na dłuższą metę.
Wiosną 1941 r. H. Boryczko wszedł w kontakt z Franciszkiem Bocianem i wspólnie zaczęli odtwarzać i budować konspiracyjne placówki. Do lata 1941 r. działały już w rejonie Czechowic i Dziedzic zalążki 7 plutonów, liczące od 20 do 45 zaprzysiężonych ludzi. Istniały one w Czechowicach Południowych i Czechowicach Górnych (gdzie grupowały ludzi starszych), w Ligocie, Zabrzegu, Bestwinie, w kopalni „Silesia”, w Żebraczy i w Dziedzicach.


Nieco dalej Michał Heller pisze:

W Obwodzie AK Bielsko nadal działała sieć konspiracyjna zorganizowana przez Andrzeja Tomaszczyka pseud. Długi, a rozciągająca się od Kęt i Międzybrodzia aż po Skoczów. Na odprawy do poszczególnych komórek przyjeżdżał Długi wraz z kpt. rezerwy Lechem, (pseud.) i ks. Marszałkiem. Do podległej siatki przywoził on gazetki konspiracyjne z Krakowa, a także gazetkę wydawaną przez dziennikarza Nogę w Bielsku.
Warunki pracy w Obwodzie AK Bielsko, z uwagi na dominacją w tym rejonie żywiołu niemieckiego oraz wielką liczbę konfidentów i prowokatorów, były bardzo ciężkie. Zdarzało się, że Niemcy sami organizowali „ruch oporu”; walka z prowokatorami była wyjątkowo trudna, gdyż biegle władali oni językiem polskim.
W lutym 1941 r. nowym komendantem Okręgu Śląskiego ZWZ został ppłk. Henryk Kowalówka, który niebawem mianował inspektorem bielskim mjra Tadeusza Stawińskiego, a do pomocy przydzielił mu ofiarnego dla sprawy konspiracji ppor. Wacława Stacherskiego pseud. Nowina, Uważny. Po upływie 6 miesięcy mjr T. Stawiński zdał sobie sprawę z tego, że ze względu na swój zaawansowany wiek nie podoła powierzonym obowiązkom, dlatego poprosił o zwolnienie go z zajmowanego stanowiska. Na jego miejsce przyszedł kpt. Feliks Kisiel pseud. Szczęsny, któremu do pomocy przydzielano ponownie ppor. Wacława Stacherskiego.
W interesującym nas obwodzie bielskim, dowodzonym przez kpt. Henrytka Boryczkę, pseud. Doktor Adam, oprócz siatki konspiracyjnej Andrzeja Tomaszczyka działały: w rejonie Bielska – 1 kompania ZWZ – AK, dowodzona przez por. Józefa Kawuloka; w rejonie Czechowic–Dziedzic, gdzie komendantem konspiracji został Franciszek Bocian – plutony liczące po 20 – 45 osób, utworzone w Czechowicach Południowych (2 plutony), Czechowicach Górnych, Ligocie, Zabrzegu, Bestwinie i w kopalni „Silesia” (po 1 plutonie). Plutony działające w Czechowicach przekazały pewną ilość broni zastępcy komendanta GL PPR Bielsko – Józefowi Madze. Plutony dzieliły się na drużyny, a te z kolei na sekcje.
Dowódca Obwodu AK Bielsko kpt. Henryk Boryczko, polecał swoim podwładnym werbować do pracy w konspiracji oficerów i mężczyzn przeszkolonych wojskowo, którzy przebywali w terenie. Gromadzono również broń, organizowano akcję socjalną, czytano prasę konspiracyjną, okresowo urządzano koncentracje. Wciągnięto do konspiracji kilku lekarzy, którzy spieszyli z pomocą chorym i rannym członkom ruchu oporu (dokonywali nawet potrzebnych zabiegów chirurgicznych w odpowiednio zorganizowanych kryjówkach); byli to: Stanisław Boczoń, Tadeusz Karolini, Henryk Lissowski, Alfred Lewandowski, Adam Mazanowski oraz stomatolog Józef Kubiczek. Wymienieni lekarze dostarczali partyzantom lekarstw i materiałów opatrunkowych.
W Inspektoracie Bielskim istniały tarcia. Kierownictwo Obwodu AK Bielsko, związane w okresie przedwojennym z SN, miało żal, że Komenda Okręgu AK narzuca Inspektorowi Bielskiemu oficerów, którzy nie stoją na wysokości zadania. Po odejściu niedołężnego mjra T. Stawińskiego nowy inspektor, kpt. F. Kisiel, zaognił tylko napięte stosunki. Alkoholizm, nieliczenie się z wymaganiami konspiracji – oto wady nowego inspektora. Podporucznik W. Stacherski meldował o tym ppłkowi H. Kowalówce, ale ten nie potrafił wyciągnął w porę należytych wniosków.
W tej sytuacji działacze SN, z kpt. Henrykiem Boryczką na czele, postanowili oderwać istniejące komórki wojskowe od AK i przyłączyć je do Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW). Nastąpiło to w lipcu – sierpniu 1942 r. Ponieważ H. Boryczko jako przedwojenny nauczyciel gimnazjum cieszył się wielkim autorytetem wśród wychowanków, a w pracy podziemnej dał się poznać jako bardzo ofiarny działacz, przeto cała sieć konspiracyjna z rejonu Czechowic–Dziedzic i Kęt przeszła z AK do NOW. Boryczko utworzył też silne placówki tej organizacji w Bielsku – mieście, Bielsku – przedmieściu, w Białej, Chybiu, Jaworzu, Jasienicy, Wilkowicach i w Bystrej. Do nowo powstałej organizacji wojskowej przyjmowano tylko tych Polaków, którzy nie posiadali volkslisty. Miało to być gwarancją całkowitego bezpieczeństwa konspiracji.
Do Inspektoratu Bielskiego AK wkradli się dwaj konfidenci: Ryszard Dembowicz pseud. Radom i Mieczysław Mólka-Choynowski pseud. Mietek, którzy doprowadzili do rozbicia całej organizacji. Masowe aresztowania rozpoczęły się 25 IX 1942 r., kiedy to na przejściu granicznym w Suchej uwięziono inspektora F. Kisiela. Aresztowano również komendanta Obwodu AK Bielsko – por. Pawła Pinczera, zastępców komendanta tego obwodu: kpt. Walę i kpt. Karola Staszkiewicza, kwatermistrza Jana Jagosza i szefa wewnętrznej służby bezpieczeństwa – Leona Sojeckiego, a nadto: kwatermistrza Inspektoratu Bielskiego – Rudolfa Walę z Kóz, adiutantów przy Sztabie Inspektoratu Bielskiego – Mieczysława Dąbrowskiego i Erwina Czaję, dowódcę 1 kompanii AK w Bielsku – por. Józefa Kawuloka, oficera łącznościowego — Stanisława Pacuta, komendantów placówek: w Buczkowicach – Władysława Kubicę, w Grodźcu – Bolesława Pigułkę, w Jaworzu – Dominika Boehma, kurierów: Czesława Pukowca, Grzegorza Sardjukoffa, Stanisława Jagosza i Jadwigę Dylik, działaczy AK: Aleksandra Kisielewskiego, Rudolfa Bylicę, Rudolfa Dudzika, pchor. Pacuta i wielu innych. Gestapo odkryło też kwaterę inspektora w Białej i aresztowano jej gospodarzy: Marię i Ferdynanda Dzieniów. Ogółem w Obwodzie Bielskim AK na 650 członków aresztowano 72 osoby.
Do NOW również przeniknęli konfidenci, w wyniku czego zostali uwięzieni komendant Henryk Boryczko, jego syn Zbigniew i wiele innych osób. Aresztowanych przewieziono do policyjnego więzienia śledczego w Mysłowicach i do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Prawie wszyscy z nich zginęli. Szczęśliwym trafem aresztowania ominęły konspirację w rejonie Czechowic–Dziedzic. Nie uwięziono też ppor. Wacława Stacherskiego, przydzielonego do pomocy inspektorowi bielskiemu.
Po tej katastrofie, która objęła cały Okręg Śląski AK, ppłk H. Kowalówka został przeniesiony do Okręgu Poznańskiego. Dowództwo po nim. objął ma Śląsku jesienią 1942 r. ppłk Paweł Zagórowski pseud, Maciej, który odwołał ppor. W. Stacherskiego z Inspektoratu Bielskiego.
W styczniu 1943 r. mianowano nowego komendanta obwodu bielskiego. Został nim dotychczasowy komendant placówki w Kozach – ppor. Albin Szczotka pseud. Komar, który z wielką energią przystąpił do odbudowy konspiracji w rejonie bielskim, odszukując ocalałe komórki i docierając do pozostających jeszcze na wolności działaczy. Powoli konspiracja zaczęła odżywać, lecz niestety w maju 1943 r. ppor. Komar został aresztowany i osadzony w Oświęcimiu.
Jeszcze w maju 1943 r. skierowano do Bielska p.o. inspektora ppor. Andrzeja Harata pseud. Wicher, który otrzymał zadanie odszukania pozostałych w terenie ludzi i odbudowania Inspektoratu Bielskiego AK. Pod jego kierownictwem drużyna partyzancka w 1943 r. zlikwidowała w Wiśle konfidenta Mieczysława Mólkę-Choynowskiego, jednego ze sprawców rozbicia tego inspektoratu.
Sprawozdania władz niemieckich z czerwca 1943 r. donoszą, że w tym czasie wzrosła w powiecie bielskim agresywność Polaków względem Niemców, którzy z tego powodu masowo składają podania o pozwolenie na posiadanie broni. Stwierdza się tamże, że aktywność polskiego ruchu oporu przejawia się w sabotażach i rozprowadzaniu broszur napisanych w języku poiskim202.
Podporucznik Andrzej Harat pełnił swą funkcję w inspektoracie bielskim do sierpnia 1943 r. Po nim w pierwszych dniach września 1943 r. stanowisko inspektora objął kpt. Antoni Morawski pseud. Roch; A. Harat został jego zastępcą do spraw łączności, bezpieczeństwa i informacji. Nowy inspektor przystąpił energicznie do odbudowy rozbitej struktury AK. W maju 1943 r. mianowano również nowego komendanta obwodu bielskiego – por. Józef B. pseud. Wyrwicz, ale nie podjął on żadnej działalności i został po kilku miesiącach zdjęty dyscyplinarnie z tego stanowiska, a także skreślony z szeregów AK. Komendę tego obwodu powierzono jego zastępcy – ppor. Józefowi D. pseud. Jawor, ale i on za bezczynność został karnie zdjęty ze stanowiska i wykluczony z AK.


W tym miejscu czuję się w obowiązku zwrócić uwagę na to, że por. Józef Borgieł ps. „Wyrwicz” oraz ppor. Józef Dworniczek ps. „Jawor” w międzyczasie wraz z całością sił Obwodu podporządkowali się NOW, a do AK powrócili wraz ze scaleniem NOW z AK. Ale wróćmy do ustaleń Michała Hellera:

Częste zmiany komendantów, terror okupanta i szeroko rozbudowana sieć konfidentów spowodowały, że konspiracja w rejonie bielskim nie mogła się poszczycić większymi rezultatami. Działała jedynie sieć komórek kontrolowanych przez Andrzeja Tomaszczyka, przyjeżdżającego systematycznie z Krakowa na Śląsk, ale i on w listopadzie 1943 r. został aresztowany w Kozach na skutek zdrady. Początkowo osadzono go w więzieniu w Bielsku, skąd miał być przewieziony do Mysłowic, o czym zdołał grypsami powiadomić członków swej organizacji. W celu odbicia go urządzili oni zasadzkę w lesie, lecz bezskutecznie, gdyż Niemcy wywieźli A. Tomaszczyka do obozu w Oświęcimiu.
W rejonie Roztropic, Rudzicy i Wieszcząt działały nadal 4 piątki AK, do których Andrzej Tomaszczyk docierał do czasu swojego aresztowania. Ukrywało się tu kilkudziesięciu Polaków poszukiwanych przez gestapo, którym pomagały rodziny oraz zaprzysiężeni działacze z Bielowicka, Roztropic, Rudzicy, Mazańcowic, Pierśćca i Kowali. Kierownikiem konspiracji w tym rejonie był nauczyciel Ludwik Kobiela pseud. Bartosz. W r. 1942 kierownictwo grupy przejął por. Rudolf Gil pseud. Konrad (również nauczyciel), a w jej skład wchodzili: zastępca dowódcy por. Ignacy Gil pseud. Mściwoj, Florian Szary pseud. Wigłasz, Władysław Stusek pseud. Feldek, Ludwik Kobiela pseud. Bartosz, Stanisław Gil pseud. Kukułka, Antoni Sztwiórek pseud. Doktor, Józef Heczko pseud. Twardy i Józef Wieluch pseud. Szwarcek. Rudolfowi Gilowi udało się nawiązać kontakt z ośrodkiem socjalistycznym w Ustroniu, kierowanym przez Franciszka Zawadę. W lekarstwa zaopatrywali grupę lekarze: Antoni Kuśnierz z Jaworza i Antoni Niedźwiecki z Dziedzic. Partyzanci dostarczali żywności, lekarstw i odzieży do obozu w Kowalach, liczącego około 50 jeńców radzieckich, zatrudnionych w gospodarstwie rybnym. Wybudowano kilka ziemianek i kryjówek: w lasku Jama Szpałka, w stodole F. Szarego, w zabudowaniach I. Gila, R. Gila, L. Kobieli i innych.
Działalność grupy Rudolfa Gila zaniepokoiła Niemców, którzy pod koniec listopada 1943 r. postanowili przeprowadzić obławę w Roztropicach. O zamiarze tym członków grupy poinformował właściciel restauracji w Bielowicku – Franciszek Szczyrbowslki. Partyzanci przeszli wtedy do ziemianki w lasku J. Szpałka i w ten sposób uniknęli dekonspiracji. Wobec wzmożonej czujności wroga postanowiono tu przetrwać zimę i dopiero wiosną 1944 r. wyruszyć w rejon Baraniej Góry. Do wyprawy tej doszło na początku maja 1944 r. Niestety w rejonie Baraniej Góry grupa została gwałtownie zaatakowana przez silny patrol wojskowy, któremu nie mogli stawić czoła słabo uzbrojeni partyzanci. Wycofali się więc i po paru dniach powrócili do Roztropic. Porażka ta nie zraziła komendanta, który postanowił połączyć swoją grupę z oddziałami operującymi w rejonie Brennej lub Ustronia. W pierwszej połowie czerwca 1944 r. wyruszył więc Rudolf Gil do Ustronia, lecz zginął w nie wyjaśnionych do dziś okolicznościach w pobliżu szałasu na Równicy.
Jesienią 1943 r. w inspektoracie bielskim zaczęto realizować akcję scaleniową. Uprzednio zostały sfinalizowane rozmowy w tej sprawie na szczeblu Okręgu Śląskiego AK. Najwcześniej doszło do scalenia z AK oddziałów GL PPS, która w omawianym obwodzie składała się z grup fabrycznych i plutonów kolejarskich. Jej komendant Cellner wszedł w skład sztabu Inspektoratu Bielskiego AK. W całym inspektoracie bielskim socjaliści wprowadzili do AK 24 zorganizowane plutony i 20 plutonów w stadium organizacji. Liczyły one około 380 ludzi. Nie są znane siły GL PPS w Obwodzie bielskim, jednak jest pewne, że jej plutony istniały w Bielsku, Białej (kilka plutonów), Czechowicach – Dziedzicach i Jaworzu. [...]
Rozmowy z NOW na szczeblu Okręgu Śląskiego AK trwały od początku lata 1943 r. i doprowadziły do włączenia z końcem 1943 r. i w pierwszej połowie 1944 r. do Inspektoratu Bielskiego AK – Inspektoratu NÓW kryptonim Bielizna, kierowanego przez pchor. Igniewicza (pseud.), a liczącego 40 plutonów pełnych i 2 szkieletowe, razem 1855 ludzi. Na interesującym nas terenie z NOW do AK przeszło wspomnianych już 7 plutonów utworzonych w rejonie Czechowic – Dziedzic, którymi po uwięzieniu kpt. Henryka Boryczki dowodził Józef Borgieł pseud. Józwa, a nadto przeszły plutony w Bielsku, Chybiu, Jaworzu, Jasienicy, Wilkowicach i Bystrej. NOW przekazała również swe składy broni, z których jeden mieścił się w Domu Katolickim w Białej. Broń przekazano oddziałom partyzanckim. Kapitan Stefan Stadnicki z NOW został zastępcą inspektora bielskiego AK. Przejęto też dobrze rozbudowaną sieć łączności NOW z jej komendantem kpt. Józefą Bełtowską z Bielska.
Akcja scaleniowa, zakończona w czerwcu 1944 r., w decydującym stopniu wpłynęła na odbudowę zniszczonego aresztowaniami Inspektoratu Bielskiego i Obwodu Bielskiego AK.


Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, iż także Michał Heller wyraźnie stwierdza, że Józef Borgieł ps. „Wyrwicz” (tu jako „Józwa”) w AK znalazł się w następstwie scalenia NOW...

Uzupełniając informacje dotyczące przebiegu akcji scaleniowej, dodam, iż Bataliony Chłopskie wprowadziły na interesującym nas terenie do AK 192 ludzi.

Tymczasem powrócę do ustaleń Michała Hellera:

W czerwcu 1944 r. na konferencji Inspektoratu Bielskiego AK w Białej z udziałem zastępcy inspektora Andrzeja Harata pseud. Aleksander, członka sztabu tego inspektoratu Ludwika Kielocha pseud. Roland z Jasienicy, a także Grota, Grzebienia (pseudonimy) i por. Maksymiliana Miglanca pseud. Czech, mianowano tego ostatniego dowódcą 4 batalionu AK, którego teren działania rozciągał się od północnych przedmieść Bielska do Goczałkowic. Nowy dowódca pochodził z Bytomia, a jego bardzo dobra znajomość języka niemieckiego ułatwiała mu znacznie działalność konspiracyjną. Zastępcą dowódcy batalionu został Józef Nowak pseud. Żubr I. Porucznikowi M. Miglancowi podlegały scalone plutony i placówki NOW zachowujące pewną autonomie, a także 2 plutony AK działające w rejonie Czechowic – Dziedzic, dowodzone przez por. Leona Fronczaka i kpr. Józefa Barona. [...]
Od września 1943 r. łącznością w Inspektoracie Bielskim AK kierowała ppor. Ela Baczyńska pseud. Jerychonka, funkcję zaś komendanta Wojskowej Służby Kobiet pełniła kpt. Józefa Bełtowska pseud. Pola.
W lutym 1944 r. komendantem Obwodu AK Bielsko został mianowany ppor. Józef Witek, który jednakże po 2 miesiącach zrezygnował z tego stanowiska. Wskutek długotrwałego zastoju w pracy komendy powstało wiele zaległości i zaniedbań. Chcąc wybrnąć z tej sytuacji, inspektor A. Morawski podzielił Obwód AK Bielsko na dwa podobwody, powierzając komendę w południowym podobwodzie ppor. Franciszkowi Kwaśnemu pseud. Jodła, a w północnym – ppor. Franciszkowi Bocianowi pseud. Grom. Dzięki ich rzetelnej pracy część zaniedbań została odrobiona do końca 1944 r. [...]
W dniu 28 VIII 1944 r. zostali aresztowani: komendant 4 batalionu AK por. Maksymilian Miglanc, jego bliski współpracownik Nowak pseud. Żubr I i kilku współtowarzyszy. Działacze ci zachowali się bohatersko w czasie śledztwa, dzięki czemu po nich nikogo więcej nie aresztowano; wypadki te osłabiły jednak organizację AK na terenie Czechowic – Dziedzic.


Obwód Bielsko w ramach OSZ odtwarzał 3 pułk strzelców podhalańskich. W końcowym okresie okupacji miał on się składać, według ppor. Franciszka Bociana – „Groma”, szefa sztabu Obwodu, z trzech batalionów. Ich skład przedstawiał się następująco:

I batalion – trzy kompanie – 384 ludzi
– 1 kompania – dwa plutony z Bielska i trzy plutony z Białej
– 2 kompania – trzy plutony podmiejskie Bielska i Białej oraz dwa plutony rejonu Jaworze – Jasienica
– 3 kompania – trzy plutony rejonu Wilkowice – Bystra
II batalion – cztery kompanie – 432 ludzi
– 4, 5 i 6 kompanie /po trzy plutony w każdej kompanii/ – rejon Czechowice – Dziedzice
– 7 kompania /dwa plutony/ – rejon Chybie
III batalion – dwie kompanie – 280 ludzi
– 8 i 9 kompanie /po trzy plutony/ – rejon Kęty

Poszczególnymi batalionami dowodzili:

I batalion – ppor. Józef Borgieł ps. „Wyrwicz”
II batalion – ppor. Franciszek Bocian ps. „Grom”
III battalion – ppor. Józef Dworniczek ps. „Jawor”

Niezależnie od pododdziałów 3 pułku strzelców podhalańskich, na terenie Obwodu Bielsko formowano Wojskową Służbę Ochrony Powstania. Na terenie czechowickiego węzła kolejowego istniał oddział WSOP liczący 60 ludzi, złożony z kolejarzy, którym dowodził Chrobak, z kolei w kop. „Silesia” oddział WSOP, którym dowodził Szostak, liczył 58 ludzi.

Pośród dokumentów, na jakie natrafiłem w archiwum IPN, jest notatka służbowa z 17.12.1957 r. /IPN Ka 032/17 t. 7/ dotycząca Inspektoratu AK Bielsko, w której czytamy:

Inspektorat [...] mieścił się w Białej, gdzie to inspektorem był Cichy [...] W Krakowie do pociągu nosił pocztę Chrobak Rafał nie żyjący Blachura Józef emeryt PKP zam. Hałonów, Bury prac. DOKP Katowice, oraz brat jego również prac. DOKP Katowice, obaj zam. Chybie, oraz Zorychta kier. Pociągu Zebrzydowice zam. w Pruchnej.
Skrzynka pocztowa znajdowała się na terenie Czechowic Miasta u Górnesiewiczowa, która była do dyspozycji obwodu Czechowice i Inspektoratu do niej to przychodziła poczta z Krakowa przez wyżej wspomnianych kolejarzy, druga skrzynka była u Jezierskiego.


Wedle ustaleń Służby Bezpieczeństwa pierwszym komendantem Obwodu Czechowice był Sikora Tadeusz, drugim Warmus (urzędnik Walcowni Metali), trzecim Węgrzyn Antoni ps. „Kruk” (zastrz. Przez Niemców w Lipinach), czwartym Mazur Rudolf (prac. Walcowni, zgilotynowany w Katowicach). Po połączeniu NOW z AK skład komendy Obwodu miał przedstawiać się następująco:

– komendant – Borgieł Józef
– szef sztabu – Bocian Franciszek
– wywiad – Beczała Franciszek
– Walaszczyk Józef
– Kozłowa Emilia /Kozieł/ – łączniczka pomiędzy Obw. a plutonami

SB wiedziała o istnieniu w okolicach Czechowic pięciu plutonów AK, których dowódcami mieli być:

– Walaszczyk Józef – Kaniów i okolice
– Pająk Władysław – środk. Czechowice
– Betlej Jan – kopalnia
– Beczała Franciszek – Czechowice Brożyska, Lipowiec
– Czorny Karol – Grn. Czechowice /pluton szkieletowy – 12 ludzi/

Poza plutonami – grupa sabotażowa na kolei

Inny dokument, który chciałbym przedstawić, to doniesienie agenturalne tajnego współpracownika UB używającego kryptonimu „Glinicki”, który w czasie okupacji niemieckiej pełnił funkcję d-cy placówki AK w Komorowicach /IPN Ka 032/17 t. 1 cz. 2/. Do AK miał go zwerbować w lipcu 1943 roku Franciszek Dobija. Dowódcami „trójek” konspiracyjnych na terenie Komorowic byli:

– Gandor Józef
– Kopeć Rudolf
– Sute Jan
– Papla Wiktor
– Teda Ludwik

Tymczasem przejdę do omówienia działalności ZWZ / AK w Obwodzie Wadowice. Zygmunt Walter – Janke pisał:

W obwodzie Wadowice działalność konspiracyjna rozpoczęła się w początkach 1940 r. Siedzibą Komendy Obwodu był Andrychów. Pierwszym komendantem Obwodu został dr Apolinary Wietrzny („Wiktor”), zastępcą jego był por. Tadeusz Wolf („Ryś”), który obarczony był większością prac organizacyjnych w Obwodzie, a zwłaszcza w Andrychowie, gdzie był komendantem placówki złożonej z 4 plutonów. W Wadowicach komendantem placówki był por. Biela, a po jego śmierci w 1941 r. Waligórski, po nim zaś por. Stachura. Były też placówki w Targanicach i Bulowicach.

W tym miejscu dodam, iż komendantem placówki w Bulowicach był Dwornik, placówki Malec – Karol Rytkowski, placówki Targanice – Mieczysław Gieruszczak, placówki Czaniec – Małecki, a placówki Nowa Wieś – st. sierż. Barahin. Tymczasem wróćmy do ustaleń Zygmunta Waltera – Janke:

W zimie 1939/40 r. powstały w Oświęcimiu i w Jawiszowicach pierwsze placówki SZP. Komendantem Obwodu został wkrótce ppor. rez. Alojzy Banaś („Zorza”) ur. 7 lipca 1906 r., urzędnik z Oświęcimia. Na początku 1940 r. Niemcy zaczęli organizować obóz w Oświęcimiu. Latem napłynęły pierwsze transporty więźniów. W tym czasie w Obwodzie ZWZ Oświęcim istniały już cztery placówki: w Oświęcimiu („Zagłada”) pod dowództwem sierżanta Józefa Jakuczka („Zaolziański”), w Brzeszczach („Górnik”) pod dowództwem Rudolfa Witteka („Orzeł”), w Zatorze („Skawa”) pod dowództwem Żabczyńskiego („Boruta”) i w Kętach („Soła”) pod dowództwem kpt. piech. Jana Barcika („Soła").
Jesienią zorganizowano cywilną akcję pomocy więźniom. Dostarczano lekarstw, odzieży, żywności. W akcji tej wyróżnił się ks. Władysław Grohs de Rosenburg, kapelan Obwodu, a później całego Inspektoratu. Podobną akcję zorganizował również Obwód ZWZ Oświęcim. Przerzut dostaw odbywał się za pomocą tzw. skrzynek przerzutowych.
Na przełomie 1940/41 r. w Obwodzie ZWZ Oświęcim było już zaprzysiężonych około 220 ludzi.
Jesienią 1941 r. w Łękach i w lasach jawiszowskich powstała pierwsza 27-osobowa grupa partyzancko-dywersyjna „Marusza”, zakwaterowana w dwóch bunkrach. Składała się z ludzi z ZWZ ściganych przez Niemców, takich którzy utracili możność powrotu do życia legalnego. Dowodził nimi por. Jan Wawrzyczek („Danuta”), mieszkający w domu Jedlińskich w Łękach-Zasolu. „Marusza” wcześnie rozpoczęła swą działalność. Już jesienią 1941 r. zlikwidowała czterech szpiclów niemieckich, w tym Kwiatkowskiego z Oświęcimia. Opróżniono 7 niemieckich sklepów, przeprowadzono 14 rekwizycji u Niemców, zniszczono 2 niemieckie urzędy i zabito 7 Niemców. „Marusza” jako uzbrojenie miała w tym czasie 2 kb, 2 kbk, 7 pistoletów i 20 granatów. Do jesieni 1941 r. włącznie Obwód stracił w wyniku akcji Niemców 33 ludzi.
W 1942 r. szeregi w obwodzie rosły nadal. Latem 1942 r. w raportach Obwodu figurowało już 400 zaprzysiężonych. Por. Wawrzyczek zorganizował w 1942 r. nowe oddziały partyzanckie. W rejonie Kańczugi powstał oddział kpt. Jana Barcika („Soła”) w sile około 15 ludzi, a w Biełanach–Borgach sierżant Jan Jamroz zebrał też trochę nowych partyzantów. W 1942 r. „Marusza” stoczyła znowu szereg potyczek z Niemcami, zlikwidowała 11 szpiclów, 8 żandarmów i 11 innych Niemców. Dla zdobycia żywności przeprowadzono rekwizycję u 19 niemieckich osiedleńców, wykolejono 3 pociągi (w Kozach i w Przeciszowie). W czasie tych działań zginęło 7 partyzantów. W wyniku represji niemieckich straciło życie około 40 ludzi z Obwodu. W 1942 r. zorganizowano ucieczkę i udzielono pomocy 7 więźniom oświęcimskim: St. Chybińskiemu (nr obozowy 6810), Jarzębowskiemu (nr 115), Józefowi Rotter–Basińskiemu (nr 365) oraz 2 Rosjanom, 1 Żydowi i 1 Jugosłowianinowi. Udzielono również pomocy kilku innym, uciekającym na własną rękę.
W Obwodzie czynne były 4 aparaty radiowe, prowadzono na nich nasłuch i kolportowano biuletyny wiadomości radiowych. W listopadzie 1942 r. rozpoczęto wydawać odbijane na powielaczu pisemko „Walka” – w nakładzie 100 egzemplarzy. Redagował je Franciszek Hoszek (,,Beethoven”).


Z kolei przejdźmy do Obwodu Żywiec. Zygmunt Walter – Janke pisze:

Na początku okupacji w powiecie żywieckim powstały trzy ośrodki konspiracyjne. Przywódcami pierwszej grupy zostali kpt. Wenancjusz Zych i proboszcz z Żywca ks. Stanisław Słonka, którzy skupili wokół siebie między innymi ośmiu młodych oficerów i podchorążych. Drugą grupę utworzył dr Roman Białas. Trzecią zorganizował z ramienia SZP Antoni Płanik, urzędnik kolejowy. Grupy te rozrosły się szybko i wkrótce nawiązały ze sobą kontakty. Członkowie ich gromadzili ukrytą podczas kampanii wrześniowej broń. Szukali jej także Niemcy. Dużo broni ukryli chłopi ze wsi Lipowej. Zdradzeni, zostali wymordowani przez Niemców. Zginęło wtedy 40 chłopów wraz z miejscowym proboszczem.
Grupa kpt. Zycha wydawała na powielaczu tygodnik „Hasło”, zamieszczający wiadomości radiowe. Redagowali go Jan Urbaniec, Stanisław Góra i kpt. Wenancjusz Zych. Kolportażem zajmowała się Helena Miodońska („Toczek”) z Żywca, rodzina kpt. Zycha i miejscowi nauczyciele. W 1940 r. wszystkie trzy grupy połączyły się i podporządkowały ZWZ. Komendantem Obwodu Żywiec został najstarszy rangą kpt. Wenancjusz Zych („Dziadek”, „Szary”), zastępcą jego był por. Antoni Cader („Rola”). Funkcję szefa wywiadu w Obwodzie pełnił Antoni Płanik („Lech", „Roman"). Szefem sanitarnym został dr Roman Białas, kwatermistrzem dr Stefan Mirecki. Finansami zarządzał ks. Stanisław Słonka („Staszek”). Obwód miał dobrze zorganizowaną pomoc społeczną. Kierowała nią komisja, na czele z ks. Słonką, która udzielała pomocy więźniom i ich rodzinom oraz rodzinom żołnierzy, przebywających w obozach jeńców. W Obwodzie Żywiec istniała dobrze zorganizowana grupa kolejarzy. Utrzymywali oni łączność z Krakowem i przerzucali ludzi ściganych przez gestapo za granicę GG. W akcji tej przodowali maszyniści: Julian Słomka i Chruścicki, dyspozytor parowozowni Stefan Ścieszka, urzędnik Tadeusz Karp oraz Helena Żabianka. W Obwodzie Żywiec zorganizowano 5 placówek terenowych. Pierwsza fala aresztowań i likwidacja sztabu Okręgu w końcu 1940 r. ominęła Obwód Żywiecki, który utracił tylko kontakt z wyższym dowództwem. Dopiero wiosną 1941 r. nawiązano łączność z nową komendą Okręgu Śląskiego.


W tym miejscu dodam, że pierwszą komendę Obwodu Żywiec tworzyli: kpt. Wenancjusz Zych ps. „Dziadek”, „Szary” – komendant, por. Antoni Cader ps. „Rola” – z-ca komendanta, por. Antoni Płanik ps. „Roman” – szef wywiadu, por. Stefan Mirecki – kwatermistrz, st. sierż. Marian Kuziela – oficer żywnościowy, sierż. Władysław Marek – oficer taborowy. Latem 1942 roku kpt. Wenancjusz Zych, zagrożony aresztowaniem, podał się do dymisji i przeszedł na teren Okręgu Krakowskiego, gdzie objął funkcję dowódcy oddziału partyzanckiego Legionu Śląskiego. W nocy 25/26 września aresztowany został por. Antoni Cader. Na jego miejsce komendantem Obwodu mianowany został por. Antoni Płanik.

Poszczególnymi placówkami w Obwodzie Żywiec dowodzili:

– Żywiec – początkowo – Zbigniew Oppenheimer, od 26 IX 1942 – kpt Bronisław Mojżyszek
– Jeleśnia – początkowo – ppor. Stanisław Ziobro, od II połowy 1940 r. – st. sierż. Marcin Szymański ps. „Jastrząb”, od IX 1942 – ppor. Mieczysław Pastor ps. „Hermes”
– Sucha Beskidzka – początkowo – por. Władysław Malczewski, od pocz. 1941 – kpt. Edward Passendorfer, od 26 IX 1942 – ppor. Tomasz Malata, od jesieni 1943 – sierż. Michał Kołacz
– Łodygowice – początkowo – ppor. Kazimierz Baron ps. „Konrad”, od 26 IX – ppor. Tomasz Płonka ps. „Wiarus”
– Gilowice – Zadziele – Rychwałd – początkowo – ppor. Jan Urbaniec ps. „Ponton”, od 26 IX 1942 – ppor. Franciszek Łopatka ps. „Boruta”
– Cięcina – Milówka – Węgierska Górka – początkowo – kpt. Bronisław Pawłowicz ps. „Guga”, od marca 1943 – ppor. Roman Mroziński ps. „Jur”, a od czerwca 1943 r. – chor. Józef Jurasz

Jak wynika z notatki służbowej SB z 23 IV 1958 r. /IPN Ka 032/17 t. 7, cz. 3/, komendantem AK na Zwardoń i okoliczne wsie był Franciszek Węglorz ps. „Organista”, który podlegał kpt. „Romanowi”. Z notatki tej dowiadujemy się, że niejaki Wolny ps. „Hart” podejrzany był o „zamelinowanie większej ilości broni ze zrzutów”.

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
 
User is offline  PMMini Profile Post #57

     
wojtek k.
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.647
Nr użytkownika: 47.450

wojciech kempa
 
 
post 9/09/2010, 11:59 Quote Post

Tymczasem powrócę do kwestii organizacji 3 pułku strzelców podhalańskich AK:

QUOTE(wojtek k. @ 4/08/2010, 18:46)
Obwód Bielsko w ramach OSZ odtwarzał 3 pułk strzelców podhalańskich. W końcowym okresie okupacji miał on się składać, według ppor. Franciszka Bociana – „Groma”, szefa sztabu Obwodu, z trzech batalionów (być może po aresztowaniu por. Maksymiliana Miglanca doszło do reorganizacji batalionów). Ich skład przedstawiał się następująco:

I batalion – trzy kompanie – 384 ludzi
– 1 kompania – dwa plutony z Bielska i trzy plutony z Białej
– 2 kompania – trzy plutony podmiejskie Bielska i Białej oraz dwa plutony rejonu Jaworze – Jasienica
– 3 kompania – trzy plutony  rejonu Wilkowice – Bystra
II batalion – cztery kompanie – 432 ludzi
– 4, 5 i 6 kompanie /po trzy plutony w każdej kompanii/ – rejon Czechowice – Dziedzice
– 7 kompania /dwa plutony/ – rejon Chybie
III batalion – dwie kompanie – 280 ludzi
– 8 i 9 kompanie /po trzy plutony/ – rejon Kęty

Poszczególnymi batalionami dowodzili:

I batalion – ppor. Józef Borgieł ps. „Wyrwicz”
II batalion – ppor. Franciszek Bocian ps. „Grom”
III batalion – ppor. Józef Dworniczek ps. „Jawor”


W świetle powyższego niezrozumiała wydaje mi się informacja podana przez Tomasza Mianowskiego, który w pracy „Schroniska górskie w Karpatach Polskich w latach 1939 – 1945” napisał:

„Oddział partyzancki „Harnaś” stanowił zalążek I batalionu 3 Pułku Strzelców Podhalańskich AK, którym dowodził kpt. Józef Badach-Rogowski – „Czacharski”. Dowódcą oddziału był ppor. Henryk Gallas – „Hańcza”, a w jego szeregach znaleźli się partyzanci z krakowskich jednostek dywersyjnych podległych Komendzie Obwodu „Kedywu” Kraków-Południe „Szerszeń”.”

A skoro już jesteśmy przy pracy Tomasza Mianowskiego, to warto zacytować to, co napisał on o zgrupowaniu partyzanckim „Garbnik”, który operował na terenie Inspektoratu Bielsko:

„Pierwszy oddział partyzancki w Beskidzie Żywieckim powstał z początkiem lata 1943 r. Jego zalążek stanowił dowodzony przez pchor. „Urbana", zorganizowany jeszcze w 1942 r. kilkuosobowy oddział AK „Barania”, który operował po cieszyńskiej stronie masywu Baraniej Góry. Po śmierci pchor. „Urbana” grupa melinowała się w przysiółkach Koniakowa i w pobliskich Lalikach. Tutaj nawiązał z nią kontakt por. Wacław Zdyb – „Zawieja” ze sztabu Okręgu Śląskiego AK (później awansowany na rotmistrza), który stał na czele śląskiego Kedywu – Kierownictwa Dywersji. Jego zadaniem było zorganizowanie oddziałów partyzanckich na terenie okręgu.
Dla organizacji oddziału w Beskidach „Zawieja” wybrał okolice Węgierskiej Córki, powiązane mocną siecią konspiracji. Znajdowało się tu również trochę broni pozostawionej przez żołnierzy polskich w czasie walk wrześniowych. Część pozostawionej broni ukryto na wieży kościoła w Lipowej; na skutek zdrady miejscowego volksdeutscha wpadła ona w ręce Niemców. Wsypa ta pociągnęła za sobą masowe aresztowania i stracenie w styczniu 1940 r. w lesie pod Katowicami kilkudziesięciu mieszkańców Lipowej i okolicznych wiosek.
„Zawieja” przyprowadził ze sobą kilku doświadczonych żołnierzy podziemia, których krakowski Kedyw przekazał do jego dyspozycji. Wzmocniony w ten sposób oddział przemaszerował z Lalików zboczami Baraniej Góry do Żabnicy, gdzie ulokował się w ustronnym przysiółku Dadoki, położonym na stokach Boraczego Wierchu.
Dołączyło tutaj kilku miejscowych konspiratorów. W rezultacie powstał kilkudziesięcioosobowy oddział o kryptonimie „Romanka”. Oddziałowi przekazano dobrze zakonserwowane karabiny, przechowywane od września 1939 r., i cekaem ukryty przez Józefa Pijaka z Żabnicy. Fijak udzielił schronienia żołnierzom z rozbitego batalionu „Berezwecz”. Przyjął od nich na przechowanie dwa wojskowe konie i cekaem bez podstawy, którą później dorobiono po kryjomu w kuźni w Węgierskiej Górce.
„Zawieja” rozpoczął natychmiast intensywne szkolenie wojskowe partyzantów. Urządzał nocne marsze orientacyjne i ćwiczenia wyrabiające kondycję fizyczną. Prowadził szkolenia strzeleckie i przeglądy broni. Dbał o dyscyplinę, ludzi nie oszczędzał, mimo to cieszył się ich sympatią. „Zawieja” był autorem odznaki przedstawiającej białego orła na tle zielonego świerka na owalnej, czarnej tarczy. Odznaka ta, noszona później przez partyzantów na prawym ramieniu, wyróżniała żołnierzy Okręgu Śląskiego AK. Oddział przystąpił również do budowy bunkrów w lasach Romanki. Jeden nazwano żartobliwie „Pod kulawą pluskwą”, drugi, położony bliżej szczytu, „Pod nędzą”. Przy budowie bunkrów ofiarnie pracował Fijak. Pozostawionymi mu przez wojsko końmi wywoził na górę potrzebne materiały, a później żywność dla partyzantów.
Józef Fijak, ofiarny żołnierz Polski Podziemnej, został wraz z żoną aresztowany przez Niemców. Zginęli oboje. Pozostało po nich ośmioro dzieci – najstarszy Władek miał 17 lat, najmłodsze półtora roku. Wiadek ulokował młodsze rodzeństwo u krewnych, w różnych miejscowościach Żywiecczyzny, a sarn poszedł śladami ojca walczyć w szeregach „Romanki”.
Pod koniec czerwca 1943 r. „Zawieja” opuścił partyzancki obóz w lasach Romanki i ruszył w teren organizować nowe oddziały partyzanckie. Dowództwo po nim objął plut. Ludwik Górny – „Leo”. Do oddziału dołączył również ppor. Antoni Płanik – „Roman”, komendant Obwodu Żywieckiego AK. Oddział był gotowy do walki i zgodnie z rozkazami pozostawionymi przez „Zawieję” miał przystąpić do działań przeciwko niemieckim posterunkom. Partyzanci postanowili zaatakować schronisko na Rysiance, w którym spodziewano się zastać niemieckich wojskowych.
W schronisku zatrudniona była jako bufetowa siostra żołnierza oddziału Emila Żabnickiego –
„Bicza”. Nawiązano z nią kontakt i „Bicz” spotkał się z siostrą parę razy. Marysia przekazała mu informacje o pobycie oficerów niemieckich w schronisku i o ich rozkładzie dnia. Postanowiono zaatakować wieczorem, kiedy wszyscy będą w jadalni na kolacji. Akcja musiała być przeprowadzona szybko i w ciszy ze względu na obecność w sąsiednim schronisku nn Lipowskłej niemieckich żołnierzy, którzy mogliby przyjść zaatakowanym na Rysiance z odsieczą.
Oddział wyruszył z bunkra pod szczytem Romanki 2 lipca 1943 r. po południu. Marszem ubezpieczonym przez Przełęcz Pawlusią partyzanci dotarli na Rysiankę. Zapadli na skraju lasu obserwując schronisko. Wysunęli też czatę w kierunku Lipowskiej.
Marysia razem z kelnerką wtajemniczoną w przygotowania miały pozostawić otwarte okna od kuchni i dać umówiony znak wskazujący na możliwość rozpoczęcia akcji.
Było już całkiem ciemno – parę minut po dziewiątej – gdy w oknie błysnęło światło. Sygnał! Poderwali się z ziemi i biegiem przebyli otwartą przestrzeń dzielącą ich od schroniska. Część partyzantów otoczyła budynek, kilku następnych wskoczyło cicho przez otwarte okno do kuchni. Za chwilę stali w drzwiach jadalni z bronią wycelowaną w siedzących przy stole Niemców.
Zaskoczenie było zupełne. Oficerowie podnieśli ręce do góry. Zrewidowano ich szybko i ustawiono pod ścianą. Pozostali partyzanci przeszukiwali schronisko, po chwili sprowadzili do jadalni kilka osób wyciągniętych już z łóżek. Dla wzmocnienia efektu postawiono na stole karabin maszynowy. Oczy Niemców zrobiły się okrągłe ze strachu.
Przemówienie wygłosił partyzant „Kropka” mówiący dobrze po niemiecku. Przypomniał Niemcom, kto na tej ziemi jest agresorem, a kto napadniętym, i że na szczęście mają do czynienia z oddziałem Wojska Polskiego, które w odróżnieniu od nich nie rozstrzeliwuje jeńców, lecz po rozbrojeniu, zgodnie z międzynarodowym prawem wojennym, zachowuje ich przy życiu. Polecono wszystkim stać tak dalej przez najbliższe dwie godziny i ostrzeżono, że schronisko nadal pozostaje pod obserwacją, a gdyby ktoś wszczął alarm w tym czasie, wszyscy zostaną zastrzeleni.
Partyzanci szybko opuścili schronisko. Od strony Lipowskiej było cicho. Zwinięto ubezpieczenie. Szereg ludzi obładowanych zdobyczą podążał ścieżką ku Romance. Broni nie zdobyli wiele, zaledwie kilka pistoletów. Ale ogołocili spiżarnię Pustelnika z zapasów, zabrali też koce, naczynia kuchenne i aparat radiowy. Wszystko to potrzebne było do użycia w lesie. W bunkrze na Romance 3 września 1943 r. Niemcy powiesili w Żabnicy 11 osób spośród aresztowanych. W tym samym dniu dokonali masowej egzekucji w Kamesznicy. W Żabnicy uczestniczył w egzekucji w gestapowskim mundurze Hauzer, gospodarz schroniska na Hali Lipowskiej. Spowodował on również aresztowanie swojej pracownicy ze schroniska Anieli Wojtyły i jej ojca, których podejrzewał o współpracę z ruchem oporu. Oboje zginęli w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.
Po każdej z obu akcji partyzantów na schronisko na Rysiance Gustaw Pustelnik przybiegał na górę zziajany, by liczyć straty. Wkrótce jednak został powołany do Wehrmachtu. Schronisko prowadził dalej jego brat Robert Pustelnik, ale w parę miesięcy po powołaniu Gustawa także i on znalazł się w Wehrmachcie. Na górze pozostała przez pewien czas jego żona, lecz wobec perspektywy, że schronisko stanie się punktem oporu, gdzie jedynymi gośćmi będą żołnierze niemieccy lub, co gorsza, partyzanci, zeszła na dół.
Pustelnik przyjeżdżał jeszcze parę razy do Żywca doglądać swych interesów. Ostatni raz widziano go tu w styczniu 1945 r., gdy przyjechał z zachodniego Irontu. Tak jak wielu innych renegatów porzucił cały swój, pochodzący z grabieży majątek i uciekł do Niemiec.
Po drugiej akcji partyzantów na Rysiance Niemcy otoczyli schronisko okopami, później zostało obsadzone załogą wojskową, która zajęła także schronisko na Lipowskiej. Na górze funkcjonował punkt nasłuchu radiowego Wehrmachtu, który prowadził nasłuch partyzanckich radiostacji i informował dowództwo o zamierzonych ruchach oddziałów leśnych.”


Nieco dalej zaś możemy w tejże pracy przeczytać:

„Jesienią 1943 r. na Żywiecczyźnie i w południowej części powiatu cieszyńskiego aktywną działalność zbrojną prowadziły Oddziały Partyzanckie Beskidu Zachodniego AK. Ogólne kierownictwo spoczywało w rękach rotmistrza „Zawiei”, który jako dowódca Kedywu Okręgu Śląskiego AK stale był w rozjazdach, organizując oddziały partyzanckie na terenie całego okręgu. W okresie jego nieobecności w Beskidach, przez pewien czas zastępował go por. „Krystyn”. Po zakończeniu koncentracji oddziałów w rejonie Lipowej poszczególne grupy działały oddzielnie, przeprowadzając akcje mające na celu przede wszystkim zdobycie broni.
Bardzo aktywna była grupa „Romanka" dowodzona przez por. Czesława Świąteckiego – „Surmę”, która działała na terenie powiatu żywieckiego, gdzie wykonała szereg akcji na osadników niemieckich. W paśmie Baraniej Góry walczyła „Malinka” pod dowództwem plut. Adama Mikołajczyka – „Jamnika”. Po jego śmierci w potyczce z Niemcami w rejonie Błatniej dowództwo objął por. Roman Mroziński – „Jur”, który zginął w zasadzce w lutym 1944 r. w Wiśle-Głębcach. Grupa „Czarni” pod dowództwem sierż. Bigosia – „Lisa” operowała na terenach od Baraniej Góry po Bielsko. W zimie 1943/44 oddziały zostały zredukowane i odesłane na odpoczynek. Jedynie na Zaolzłu działała wydzielona grupa sierż. Józefa Kamińskiego – „Strzały”.
Wiosną 1944 r. doszło do ponownej koncentracji grup partyzanckich. Powstał oddział partyzancki o kryptonimie „Garbnik". Dowództwo objął por. „Surma", a szefem oddziału został sierż. Wojciech Galica – „Jeleń”. Partyzanci „Garbnika” byli nieźle uzbrojeni w broń zdobyczną oraz przekazaną z tajnego magazynu Narodowej Organizacji Wojskowej w Białej w okresie scalania tej organizacji z AK. W czerwcu partyzanci „Garbnika” przekroczyli granicę GG i wspólnie z organizującym się oddziałem partyzanckim „Chełm” odebrali przeznaczony dla nich zrzut angielskiej broni, który nastąpił na stokach góry Chełm w rejonie Palczy.
Latem 1944 r. do „Garbnika”, który w ramach odtwarzania jednostek Wojska Polskiego stał się Oddziałem Rozpoznawczym 21 Dywizji Piechoty AKt napłynęli partyzanci z rejonu Suchej. Ich dowódca Józef Kołacz – „Jawor” został dowódcą plutonu, który odszedł w rejon Romanki – Węgierskiej Górki. Pozostałe plutony zostały skoncentrowane w obozie założonym w pobliżu Przełęczy Kocierskiej w Beskidzie Małym i stąd podejmowały akcje bojowe.
W Obwodzie Wadowickim AK powstał w lecie 1944 r. mały oddział partyzancki „Orzeł”, który pozostawał w dyspozycji komendanta Obwodu Antoniego Nowaka – „Asa”. Oddział przebywał w lasach Leskowca, zaopatrując się w żywność w położonych u podnóży gór wsiach Ponikwi i Kaczynie, których ludność była szczególnie wrogo nastawiona do okupanta i aktywnie współpracowała z partyzantami.
Schronisko na Leskowcu było już wówczas zajęte przez 20-osobowy oddział Volkssturmu, który w założeniu miał spełniać rolę grupy antypartyzanckiej, ale podstarzali żołnierze z pospolitego ruszenia do walki nie palili się i partyzanci bezkarnie kręcili się w okolicach schroniska; dokonali nawet napadu na Niemców zaopatrujących swych towarzyszy na górze.
Szkolenie wojskowe partyzantów „Orła” prowadzili na stokach Leskowca podchorążowie: Stanisław Magiera – „F” i Józef Michoń – „Dąb", który zabezpieczał kontakt z „Garbnikiem”. Pod koniec sierpnia oddział pomaszerował w rejon Kocierzy, gdzie przeszedł pod rozkazy por. „Surmy” i uczestniczył w operacjach bojowych „Garbnika". Późną jesienią 1944 r. partyzanci „Orła” powrócili w rejon Leskowca, gdzie dotrwali do chwili wyzwolenia i rozwiązania oddziału.
Trzon oddziału „Garbnik” pozostał do wyzwolenia w rejonie Przełęczy Kocierskiej pod komendą uciekiniera z oświęcimskiego obozu por. Barcikowskiego – „Chiromanty”, który objął dowództwo po odejściu por. „Surmy” do batalionu „Surowiec”, kwaterującego wówczas w okolicy Sułkowic.”


Pozdrawiam
Wojciech Kempa

Ten post był edytowany przez wojtek k.: 9/09/2010, 12:01
 
User is offline  PMMini Profile Post #58

23 Strony « < 2 3 4 5 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej