Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
10 Strony  1 2 3 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Inkwizycja - mit na micie i mitem pogania?
     
Gustaw II Adolf
 

Dei Gratia Rex Sueciæ, Princeps Magnus Finlandiæ etc.
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.022
Nr użytkownika: 6.537

Gustavus Adolphus Vasa
Stopień akademicki: Leo Septemtrionum
Zawód: Rex Hereditarius
 
 
post 7/05/2006, 17:10 Quote Post

God dag,

Stary, a wielce interesujący artykuł z Gazety Polskiej, autorstwa niezastąpionego R. A. Ziemkiewicza, wygrzebałem z przepastnych czeluści Internetu. Zachęcam do lektury... Przyznam, że niektóre dane zawarte w artykule wprawiają w osłupienie tzw. niewąskie.

Czyżby kolejny front walki o zdegenerowaną polityczną poprawność pod szyldem ABC (Anything But Christianity - Wszystko, byle nie chrześcijaństwo)? Obawiam się, że tak...

* * *

Gazeta Polska - 26 września 1996

Rafał A. Ziemkiewicz

"Stosy kłamstw o Inkwizycji"


Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z prawdziwą Mołdawią.


O Świętej Inkwizycji słyszał każdy. Przy dziesiątkach okazji przywołuje się ją jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania, fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej historyczny pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Każda napaść na Kościół i religię katolicką obowiązkowo zawiera odwołanie do jakoby powszechnie znanych, a nie odpokutowanych zbrodni Świętego Officjum. O owych enigmatycznych zbrodniach przypomina bez przerwy - ale i bez konkretów - prasa, filmy, literatura. Nawet pornografia z lubością wyżywa się w kojarzeniu tortur z lochami Inkwizycji i zakapturzonymi mnichami.

Kto by jednak chciał ową najczarniejszą z legend skonfrontować z dziełami historyków - nawet tych nie kryjących swej niechęci do Kościoła i religii - przeżyje głębokie zdumienie, że wszystko było inaczej. Znajomość choćby tylko podstawowych faktów każe stwierdzić, że cała ta wymyślona w ostatnich stuleciach legenda okrutnej, fanatycznej i zbrodniczej Inkwizycji ma tyle wspólnego z historyczną prawdą, ile księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z istniejącym naprawdę państwem o takiej nazwie.

Nie twierdzimy tu, że Inkwizycja nie istniała ani że poszczególni jej sędziowie nie dopuszczali się postępków, z dzisiejszego punktu widzenia, godnych głębokiego ubolewania. Niektóre fakty z dziejów Inkwizycji, wyrwane z historycznego kontekstu, budzą w dzisiejszym człowieku zrozumiały odruch sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, jak piszą Jean i Guy Testasowie, na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki.

O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów, w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli historycy, nawet najbardziej stronniczy. Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności czy obiektywizmu.

Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła, oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch.

Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana, towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie między biednych - czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.

Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały. Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.

Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich. Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami.

Głoszenie takich ideologii spotykało się, z oczywistych względów, z ostrą reakcją zagrożonych władców. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać - lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani przez feudałów.

Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi, władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi. Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.

Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno - biały obraz historii. Wszyscy, którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia przez fanatyczny, żądny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej pozycji kler.

W taki wyidelizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia się zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga Kościoła u zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna Katarów zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego. Świat był bowiem według "doskonałych" dziełem szatana, seks i prokreacja - najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną drogą ratunku dla grzeszników "oczyszczenie" przez rytualną śmierć głodową (osoby wskazane przez katarskich przywódców zamurowywano w głodowym bunkrze, zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków później hitlerowcy). Sekciarze dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw, które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych - złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów - to robienie z Albigensów niewinnych owieczek jest doprawdy absurdem.

Chęć wywołania u współczesnych odrazy i jednostronnego potępienia dla Kościoła Rzymskiego każe także przemilczać prawdę o charakterze ruchów reformacyjnych i ich przywódcach. Raczej nie wspomina się o chorobliwej nienawiści Lutra do Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz pismach, w których snuł plany całkowitego wyniszczenia i wypędzenia z Europy wyznawców judaizmu. Nie wspomina się o charakterystycznej i dla niego, i Jana Kalwina obsesji ścigania czarownic. Co więcej, z wyjątkową perfidią przypisuje się "polowania na czarownice" właśnie Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.

To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary. Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza w późniejszym czasie, zapadały w takich sprawach wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych i powściągała zapędy ludności; w jednym z procesów w Hiszpanii trybunał inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o czary mogło zostać uznane za herezję - co na długie lata zlikwidowało tam problem czarownic. W istocie właśnie historia renesansowych "polowań na czarownice" może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło stoczeniu się krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych morderstw, jak to się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej instancji zabrakło. Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce "Polowanie na czarownice w Europie", w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich [200 tys. - G2A] zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii. [Na kraje katolickie zostaje zatem... okrągłe 10%! - G2A]
Jeśli szuka się w historii prawdy, nie amunicji do kampanii propagandowych, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać, że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich powstańców, inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni sędziowie byli często przeszkodą.

Jednym z głównych elementów czarnej legendy jest podkreślanie rzekomego okrucieństwa Inkwizycji. Sugeruje się, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok - śmierć na stosie, i jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie sądowe Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. Twierdzi się wreszcie, że Inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni mordercy i psychopaci, ogarnięci manią zabijania.
Do jakiego stopnia jest to sprzeczne z prawdą, najlepiej świadczą zaczerpnięte z opracowań historycznych liczby. Bernard Gui, jeden z ulubionych szwarccharakterów antyinkwizycyjnej literatury, jako Inkwizytor Tuluzy w latach 1307 - 1323 wydawał średnio jeden wyrok śmierci na sto rozpatrywanych spraw (ściślej biorąc, była to decyzja o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu, albowiem Inkwizycja sama wyroków śmierci ferować wówczas nie miała prawa). Działo się to w samym sercu nieformalnego "państwa" Albigensów, jeszcze wówczas aktywnych. Ten fakt dość słabo przystaje do owego fanatyka, ogarniętego manią tropienia i palenia na stosie sług szatana, jakiego znamy z kart "Imienia Róży" Umberto Eco.

Równie zaskakująco w porównaniu z czarną legendą wyglądają zapisane w dokumentach efekty działalności okrzyczanej szczególnie okrutną i bezwzględną Inkwizycji Hiszpańskiej. Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii jest rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze od Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję - w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności - nawet na trzydzieści tysięcy. Jest to największa z kiedykolwiek rzuconych liczb; wymienia ją Juan Antonio Llorente, historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak żadnych konkretnych źródeł tych danych. Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie, jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.

Zupełnie inny jednak obraz wyłania się, kiedy sięgniemy do fragmentarycznie zachowanych źródeł z epoki. W uważanym za szczególnie "gorący" hiszpańskim okręgu Bajadoz w ciągu 106 lat (1493-1599) skazano na stos... 20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na ok. 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700 wydano mniej niż 500 wyroków śmierci - około jeden na sto.

Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności. Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu tysiącach procesów i około dwóch tysiącach wydanych wyroków śmierci (ich wykonywanie, o czym za chwilę, nie jest jednak wcale pewną sprawą).

Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż - znowu - inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona wojny domowej, napięcia etniczne. Inkwizycja Hiszpańska, odmiennie niż w innych krajach, została wmontowana w państwowy system sprawiedliwości i na polecenie królowej Izabelli zajmowała się nie tylko wykrywaniem sprzyjających Maurom agentur wśród żydowskich conversos (które, wbrew twierdzeniom niektórych propagandystów, faktycznie istniały), ale także sądzeniem części przestępstw kryminalnych. Przed trybunałami zreorganizowanej przez Torquemadę Inkwizycji stawiani byli złodzieje kościołów, koniokradzi, sodomici czy mordercy, których, co trzeba uwzględnić, spora liczba znajduje się zapewne wśród skazańców.

Bardzo dokładne dane zachowały się natomiast co do hiszpańskiej części "Nowego Świata", gdzie, wedle legendy, inkwizytorzy mieli towarzyszyć okrutnym zdobywcom i z krzyżem w ręku dokonywać na Indianach krwawych masakr oraz palić ich na stosach. W istocie np. w Meksyku pomiędzy rokiem 1574 a 1715 odbyło się... 39 egzekucji.

Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w której - wedle osławionego prawa Magdeburskiego - każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki "mistrza", mógł wymierzyć 21 rodzajów "kwalifikowanej" (tj. połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice - dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da fe w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary - bez żadnego sądu - 31 osób.

Do dziś zachowały się zapiski niektórych Inkwizytorów, których antykatolicka propaganda wykreowała na potwory w ludzkich skórach. Z owych zapisków wyzierają jednak sylwetki nie zbrodniarzy, ale sędziów, pragnących przede wszystkim ustalić prawdę.

W swoim podręczniku dla inkwizytorów wspomniany już Bernard Gui uczy, że Inkwizytor powinien "zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu... powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności... W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy".

Równie nie przystają do otaczającej autora legendy zachowane zapiski znienawidzonego Tomasza Torquemady. Zredagowane przez niego Instrukcje pełne są napomnień, aby sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników.

Na takich wskazówkach raczej nie wychowywali się fanatyczni zbrodniarze. Niechętni religii historycy zazwyczaj wszystkie te wskazania odsuwają na bok, z lekceważącą kwalifikacją "hipokryzja". Po cóż jednak miałby Torquemada udawać w swoich prywatnych, w ogóle nie przeznaczonych dla niczyich oczu zapiskach, które pełne są podobnych myśli? Przed kim odgrywałby komedię, żyjąc w ascezie i przeznaczając cały majątek na wsparcie dla ubogich - w tym często dla rodzin osób skazanych przez jego trybunały? Przed swymi współczesnymi na pewno niczego odgrywać nie musiał, a trudno podejrzewać, by przewidział encyklopedystów, oświeceniowy antyklerykalizm i dzisiejszą antykatolicką propagandę.

O ile wyłaniające się ze źródeł postacie inkwizytorów zdumiewają, to przyjrzenie się procedurom pracy trybunałów inkwizycyjnych w zestawieniu z czarną legendą wręcz szokuje.

Wspominaliśmy już tutaj o dominującym w renesansowej Europie prawie magdeburskim, wyjątkowo okrutnym, znającym jeden jedyny dowód - przyznanie się oskarżonego do winy, i jeden jedyny sposób zdobycia tegoż dowodu - tortury. Proces przed zwyczajnym, świeckim sądem czasów renesansu w ogromnej większości przypadków był sprawdzianem odporności podejrzanego na ból. Chronić go mogło tylko wysokie urodzenie lub przynależność do grup mających własne sądy (jak np. wojskowi). Zwykły plebejusz, aby zostać uznanym za niewinnego, musiał wytrzymać pięciokrotne "palenia", czyli tortury. Nawiasem mówiąc, stąd pozostałe do dziś w polszczyźnie powiedzenie "pal go sześć" - w ustach prowadzącego przesłuchanie oznaczało to ostatnią, szóstą kolejkę tortur, po której już bez dalszych indagacji wypuszczano podejrzanego na wolność.
W wypadku sądów inkwizycyjnych, żaden z ich sędziów nie miał wątpliwości, że jego celem nie jest skłonienie oskarżonego, by się przyznał, ale ustalanie prawdy. Stąd Inkwizycja przywróciła szereg instytucji nie znanych Europie od czasów antycznych oraz dodała szereg nowych, przejętych później przez sądy świeckie i uważanych dziś za nieodłączny warunek wolności obywatelskich.

I tak, oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale na stanowcze polecenie Grzegorza IX musiał korzystać z usług obrońcy - zawodowego prawnika. Wyrok wydawał wprawdzie zawodowy sędzia, ale miał w tym obowiązek konsultowania się z liczącą od kilku do dwudziestu osób ławą przysięgłych, którą instrukcje Świętego Officjum nakazywały wybierać spośród najbardziej szanowanych miejscowych obywateli. A wreszcie, innowacja wręcz rewolucyjna - oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie zebrane dowody winy, wraz z podaniem nazwisk zeznających przeciwko oskarżonemu świadków. Mówiąc nawiasem, tym ostatnim groziły bardzo surowe - do śmierci włącznie - kary w wypadku udowodnienia fałszywych oskarżeń.

Od połowy wieku XIII inkwizytorom wolno było posyłać skazańca na tortury, instrukcje jednak wyraźnie zabraniały uwzględniania wydobytego na torturach zeznania jako materiału dowodowego, stąd w praktyce nie korzystano z tej możliwości zbyt często . Zupełną nowością w historii była przyjęta właśnie przez Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany. Stąd wymogiem sądu była rozpoczynająca przewód obdukcja lekarska. Dokonujący jej medyk mógł, stwierdziwszy zły stan zdrowia, zabronić stosowania tortur, a stwierdzenie choroby psychicznej podsądnego automatycznie uwalniało go od wszelkiej odpowiedzialności.

Uniknąć kary można było zresztą także na wiele innych sposobów; instrukcje Inkwizycji przewidywały różnorakie formy łagodzenia wyroków i amnestii. Jeszcze w ostatniej chwili przed egzekucją skazany mógł publicznie ukorzyć się i uniknąć stosu.

Tę ostatnią karę stosowano jednak rzadko. Trybunały wymierzały głównie rozmaite kary kanoniczne, nakładały grzywny, nakazywały noszenie znaków hańby, wreszcie udział w "obrzędzie pojednania" - auto da fe. Wiele przeinaczeń dotyczących Inkwizycji Hiszpańskiej opiera się na kłamliwym utożsamieniu tego ostatniego obrzędu ze spaleniem na stosie. W istocie w większości wypadków miał on charakter całkowicie bezkrwawy - jego punktem kulminacyjnym było zapalenie... świec, trzymanych przez wyznających swe winy nawróconych heretyków. Gdy przyjęło się łączyć auto da fe z quemadero (stosem), liczba spalonych stanowiła z reguły kilka procent ogólnej liczby pokutników; w dużych auto da fe z udziałem ponad stu skazanych, bywało ich kilku, bardzo rzadko kilkunastu. Wystarczyło jednak, dzięki prymitywnej manipulacji słownikowej, utożsamić zapisane w dokumentach liczby uczestników auto da fe z liczbą spalonych na stosie, a już liczba rzekomych ofiar "inkwizycyjnego terroru" została w potocznej świadomości pomnożona kilkunastokrotnie.

Przymierzmy wiedzę, którą na temat Inkwizycji dysponujemy, do tła epoki. Do rzezi, jakie w tym czasie urządzali katolikom Henryk VIII lub Cromwell (Robert Steel w szanowanym dziele Social England pisze wręcz: "W Anglii liczba powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej"). Do morderstw dokonywanych przez Luteran i Hugenotów, do praktyki ówczesnego prawa karnego. Nawet szczególnie ponoć "krwawa" Inkwizycja Hiszpańska prezentuje się na ich tle niezwykle skromnie. Tym bardziej, że przecież Inkwizycja w większości wypadków spełniała zadanie, dla którego ją powołano - ocaliła spójność i byt katolickich królestw, zapobiegła wielu rewolucjom, rzeziom, wojnom domowym i masowym zbrodniom. Trzeba o tym koniecznie pamiętać, zanim przystąpi się do wyliczania w jej dziejach rzeczy, których człowiek dwudziestego wieku nie akceptuje.

Tym bardziej trudno o jakiekolwiek porównanie działalności Inkwizycji ze zbrodniami Rewolucji Francuskiej, kiedy to tylko w ciągu dwóch lat (1792 - 94) zamordowano 36.000 ludzi, w tym 12.000 bez żadnego w ogóle wyroku sądowego. Trudno znaleźć jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie mówiąc już o stu kilkudziesięciu milionach ofiar dwudziestowiecznego komunizmu.

Mimo to nie słyszy się jakoś, aby komuś, kto odwołuje się do idei praw człowieka i obywatela, do wolności, równości i braterstwa, do sprawiedliwości społecznej albo republikanizmu, kazano wstydzić się i bić w piersi za owe miliony grobów, jakie po sobie te idee pozostawiły. Natomiast kilkuset skazanych przez Inkwizycję Hiszpańską, w cudowny sposób pomnożonych do dziesiątek, a nawet już setek (!) tysięcy, jest bezustannie przywołanych jako argument przeciwko katolicyzmowi i przy każdej okazji opatrywanych żądaniem jakichś specjalnych ekspiacji oraz pokut.

Ten stan rzeczy będzie się utrzymywał tak długo, jak długo pozwolimy naszym współczesnym trwać w historycznej ignorancji na ten temat. Przekazanie im prawdy o Inkwizycji i położenie kresu czarnej legendzie pozostaje wielkim zadaniem dla historyków i publicystów.

Rafał A. Ziemkiewicz

* * *

Pozdr.
G2A
stormechtige hogborne første och herre, her Gustaf Adolph, Sverigis, Gottis och Vendis udkorne koning och arffurste, storførste til Findland, hertug til Estland och Vesmanneland etc.
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
JaKres
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 75
Nr użytkownika: 8.488

 
 
post 7/05/2006, 17:21 Quote Post

mit oświecenia
a tu kolejny artykuł
Obrona Inkwizycji

Powiedzieć, że Inkwizycja jest najbardziej znienawidzoną instytucją Kościoła katolickiego, to powiedzieć banał. Wie to każdy, a szczególnie postępowy światek lewicowych intelektualistów, którzy twierdzą jak jeden mąż (niezależnie od przynależności partyjnej), że był to czarny okres w dziejach Kościoła. Można się tylko domyślać, jakie są tego powody. Być może pragną oni by teraz rozpoczął się okres czerwony, a może chcą tym figowym listkiem przykryć własny wstyd z powodu ideologicznego pokrewieństwa z prawdziwymi zbrodniarzami: Stalinem, Hitlerem czy Pol Potem. W tym celu wprzódy chytrze biorą się do negowania podziału na lewicę i prawicę zastępując go zupełnie fałszywym schematem demokracja - totalitaryzm. Fałszywym, bo przeciwieństwem demokracji jest autorytaryzm, a totalitaryzmu - wolność. Jednak uświadamiając sobie, że w worku z "totalitaryzmami" znalazłby się i tak jedynie lewicowe systemy, najpierw usiłują robić prawicowca z Hitlera, a kiedy to się nie udaje, zawsze mogą się odwołać do Inkwizycji i zakrzyknąć: "Patrzcie, nie tylko my!".

Cały ten hałas rozpoczął się w epoce Reformacji, a szczególnie głośny stał się za sprawą filozofów czasu "oświecenia". Ciekawe, że wyjątkowo namiętnie krytykowali Inkwizycję encyklopedyści, czyli ci, którzy przygotowali Rewolucję Francuską a w konsekwencji represje, terror i wojnę domową w Wandei z setkami tysięcy ofiar. Według zdania pewnego włoskiego profesora "jednego dnia Rewolucji Francuskiej popłynęło więcej krwi niż w całym średniowieczu". W istocie nie o ofiary tu chodzi, ale o wojnę idei, o atak na cywilizację chrześcijańską, której inkwizycja była jedną z najlepszych obrończyń. Lewica jak zwykle posługuje się swoją najlepszą bronią - propagandą, kłamstwem, kalumniami, przeinaczaniem. Dotychczas była to broń skuteczna, szczęśliwie tylko na krótki dystans. Wiele udało się już odkłamać, a prawda o jezuitach, krzyżowcach, templariuszach, albigensach etc. Zatacza coraz szersze kręgi. Warto przyjrzeć się wreszcie "czarnej legendzie" Inkwizycji i zobaczyć co naprawdę kryje się pod warstwą błota, którym hojnie ciska lewica.

Najsamprzód należy zauważyć, że Inkwizycja jest instytucją jak najbardziej naturalną. Co więcej, jest niezbędna w każdej społeczności, która pragnie zachowania własnego istnienia. Każde społeczeństwo nadzoruje i kontroluje tych, którzy pragną wywrócić do góry nogami jego porządek. I to nie jedynie tych , którzy negują jego podstawy w całości, ale choćby tylko po części, tych, którzy są nieposłuszni jednemu nawet prawu. Nikogo to raczej nie dziwi. Odwrotnie, byłoby dziwne, gdyby tak się nie działo - społeczność nie mogłaby wówczas istnieć i szybko zostałaby zniszczona przez wrogów ładu.

Inkwizycja w takim znaczeniu występuje pod wieloma różnymi nazwami. Wielkim Inkwizytorem w rodzinie jest ojciec, który czuwa nad żoną, dziećmi, służbą, wszystkimi domownikami. Upewnia się, czy wszystko jest w porządku, czy obowiązki zostały wykonane; a w razie potrzeby karze winnych. Starożytny Rzym znał prawo ius necis, które pozwalało ojcu ukarać nieposłusznego syna śmiercią. Prawo mojżeszowe nakazywało rodzicom niepoprawnego syna zgłoszenie tego sędziom, którzy mogli skazać go na ukamienowanie. Jednym słowem - inkwizycja domowa pozostawiała winnego wymiarowi publicznemu.

Inkwizycja występuje w każdym systemie rządów i w każdym państwie, niezależnie od ustroju: w monarchii czy republice, w demokracji czy autokracji. Wielkim Inkwizytorem rzymskim był cenzor. We współczesnych państwach funkcję tą pełnił minister wraz ze swoimi żandarmami i policjantami. Zabójców, czyli tych, którzy naruszają prawo do życia oraz złodziei, czyli tych, którzy naruszają prawo własności, zamyka się do więzienia i nie ma w tym nic dziwnego. Jest to samoobrona społeczeństwa. Według Fryderyka Bastiata prawo jest zorganizowaną sprawiedliwością, tzn. jednostki przekazują część swoich uprawnień państwu w celu obrony ich praw, jak to widzieliśmy wyżej. Znakomicie opisuje to zjawisko prof. Koneczny, który widzi w tym jeden z wyróżników cywilizacji łacińskiej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się sprzeciwiał "prześladowaniu" przestępców lub upominał się o tolerancję dla ich odmiennych poglądów na sprawy społeczne. Trzeba po prostu bronić się przed nieprzyjaciółmi ładu, którzy chcą wywrócić do góry nogami panujący porządek rzeczy. Teologia moralna zna pojęcie "wroga publicznego", który wyłączony jest spod nakazu przykazania miłości bliźniego. A przecież prawo pozytywne to w końcu tylko zbiór przepisów ustalonych przez legistraturę, a jednak przestrzega się go tak rygorystycznie. O ileż ważniejsze jest nadrzędne prawo Boże, czy też prawo naturalne, jak kto woli.

Wreszcie sam Bóg zarządzając światem też posiada swoją inkwizycję. Składa się ona z rozesłanych wszędzie niewidzialnych agentów, którzy czuwają nad światem i ze wszystkiego zdają Mu sprawę. Stąd właśnie biorą się niespodziewane nawrócenia i nieoczekiwane poprawy wielkich grzeszników. Jeżeli zaś ktoś nie uzna za stosowne podporządkować się wyrokom niebieskim i nie poprawi się, czeka go sąd i wieczny wyrok, od którego nie ma już odwołania. Nie łudźmy się - Bóg jest nieskończenie miłosierny dla niewinnych dusz, ale wobec zbrodni Jego gniew jest nieunikniony. Sam też wykonuje wyroki. Wystarczy popatrzeć na ukaranych za niewierność Żydów, lub schizmatyków z Bizancjum i Bliskiego Wschodu, którzy wpadli w mahometańskie ręce. Oto Boża sprawiedliwość.

Średniowieczna Europa dobrze to wszystko rozumiała i dlatego podjęła pewne środki w celu zapobieżenia podobnemu nieszczęściu. W tamtym czasie realizowane były w praktyce ideały państwa chrześcijańskiego. Istotą tej Republica Christiana był Kościół katolicki - ludy, imperia, królestwa, republiki były żywymi członkami tego Kościoła, a prawem najwyższym była religia katolicka i to właśnie prawo stało na czele wszystkich innych. Kto nie był katolikiem, nie był obywatelem. Jest więc jasne i oczywiste, że wszystkie te organizmy w naturalny sposób czuwały nad zachowaniem wiary katolickiej i czyniły to wszystkimi przynależnymi im z natury środkami. Była to obrona nie tyle oficjalnej ideologii, co depozytu jedynej prawdziwej religii będącej fundamentem cywilizacji, której upadek groził powrotem do czasów barbarzyństwa. Trzeba pamiętać, że w tamtej epoce tzn. w XI i XII wieku, świat chrześcijański znajdował się w obliczu niebezpieczeństwa z dwu stron. Z zewnątrz zagrażała mu inwazja mahometańska, której okrucieństwo jest powszechnie znane. Aby uniknąć losu Północnej Afryki, która w czasach przedarabskich stanowiła żywą i kwitnącą oazę kultury chrześcijańskiej porównywalnej z Europą Zachodnią czasów św. Tomasza z Akwinu, a która została zmiażdżona przez walec islamskiej barbarii, Europa podjęła wielkie dzieło obrony tj. krucjaty i Rekonkwistę.

Natomiast nie mniejszą, a kto wie może nawet większą groźbą, była wewnętrzna konspiracja, która potem przerodziła się w otwartą kontestację cywilizacji chrześcijańskiej i jej wartości. Mam na myśli sekty gnostycko - maniheiskie, z których najbardziej znana i najbardziej agresywna była sekta albigensów zwanych też katarami. Nie miejsce tu na dokładne streszczanie ich doktryny, wystarczy tylko wiedzieć, że była to typowa dualistyczna herezja manihejska wywodząca się wprost od Maniego, tak doktrynalnie, jak i historycznie (poprzez bułgarskich bogomiłów). Atakowali oni nie tylko Kościół i wiarę katolicką, ale także porządek społeczny i państwowy. Negując m.in. sakrament małżeństwa, nad które wynosili konkubinat, podkopywali same fundamenty średniowiecznego społeczeństwa. Do połowy XII wieku Kościół nie zdawał sobie raczej sprawy z rosnącego zagrożenia i choć denuncjowano błędy doktrynalne (np. na synodzie w Reims w 1147 roku), nie przedsięwzięto żadnej akcji skierowanej bezpośrednio przeciw katarom. Wysyłano tylko misjonarzy, jak np. św. Bernarda czy św. Dominika, którzy głosili nauki ludowi i urządzali dyskusje z heretyckimi teologami i "biskupami". Tymczasem albigensi rośli w siłę - w szczytowym momencie było ich na południu Francji więcej niż katolików - i na "soborze" w Saint-Felix de Caraman w 1167 roku nadali temu nowemu Kościołowi ramy organizacyjne. Była to jawna próba zbudowania całkiem nowej cywilizacji, zasadniczo odmiennej od chrześcijańskiej i skrajnie wobec niej wrogiej. Szczególnie zagrożonym terenem była południowa Francja, obszar Langwedocji i Prowansji, gdzie znajdowało się Albi - główna twierdza heretyków, oraz Tuluza - siedziba książąt o prokatarskich sympatiach i zarazem polityczna stolica rebelii. Na stronę herezji przechodziły liczne osobistości, nawet biskupi i książęta, co stwarzało niebezpieczeństwo dla ładu państwowego.

W celu obrony przed tym wewnętrznym zagrożeniem, w 1177 roku na soborze w Weronie, papież Lucjusz III dał początki Inkwizycji. Był to jeden z pierwszych, choć nie najważniejszy akt; o wiele bardziej znany ze swojej walki z katarami jest Innocenty III, który najpierw wysłał do nich św. Dominika, a potem, już w okresie otwartej konfrontacji, rozpoczął krucjatę. Prowadzona przez Szymona de Monfort trwała od 1209 do 1244 roku i w rezultacie zakończyła się sukcesem. Właściwie to Innocenty III powołał inkwizycję do życia na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku, a Grzegorz IX powierzył ją dominikanom w 1233, ale nie zmienia to faktu, że pierwsze i podstawowe zasady działania mieszczą się w tej konstytucji. Oto jej fragment:

"W celu zniesienia różnych herezji, które w naszych czasach zaczęły mnożyć się w wielu miejscach, winna obudzić się gorliwość ludzi Kościoła (...). Oto dlaczego, w obecności naszego drogiego syna, cesarza Fryderyka, w łączności z naszymi braćmi kardynałami, patriarchami, arcybiskupami i biskupami, a także licznymi książętami zgromadzonymi z różnych części świata, mocą autorytetu apostolskiego potępiamy ta konstytucją wszystkich heretyków jakiekolwiek imię by nosili, szczególnie katarów i patarenów, tych, którzy fałszywie nazywają się pokornymi (humiliaci -A.G) lub ubogimi z Lyonu; józefinów i arnoldystów."

Następnie konstytucja mówi o potępieniu ich za uzurpowanie sobie prawa do publicznego nauczania tego, co dotyczy wiary i sakramentów. W dalszym rzędzie potępia ogólnie wszystkich tych, którzy zostali określeni jako heretycy przez lokalnych biskupów lub inne władze kościelne oraz tych, którzy udzielają schronienia "doskonałym", bo tak nazywała się elita albigensów. A dlatego, że zwykła dyscyplina kościelna jest często lekceważona, ustanawia się specjalne przepisy, czyli pierwowzór inkwizycji właśnie. Następnie konstytucja opisuje kary, jakie mają być stosowane wobec heretyków i podejrzanych o herezję, przy czym najsurowsze z nich zarezerwowane zostały dla kleru, a świeccy mieli być karani jedynie w wypadku ponownego oskarżenia i udowodnienia winy. W dalszej kolejności wyznacza się biskupom lokalnym obowiązek corocznej wizytacji diecezji, podczas której mają brać udział w sądzeniu podejrzanych, a książętom i możnym poleca się współdziałać z Kościołem w celu zwalczania herezji. Kary przewidziane dla tych, którzy bądź to uznani zostaną za stronników sekciarzy, bądź odmówią poddania się sądowi, to ekskomunika, utrata funkcji kościelnych i beneficjów w wypadku kleru, infamia w wypadku świeckich i po zbawienie przywilejów handlowych w wypadku miast. Jak widać, konstytucja określa różne stopnie winy, od podejrzanego po powtórnie skazanego, i adekwatnie do tego stosuje kary duchowe, a dopiero gdy one nie skutkują, Kościół pozostawia winnych ramieniu świeckiemu, które wymierza kary doczesne mając świadomość, że duża część zatwardziałych przeciwników ładu jest niewrażliwa na te pierwsze.

Wszystko to nie jest niczym innym, jak tylko pełnieniem przez Kościół swojej normalnej misji, której istotą jest troska o zbawienie dusz i strzeżenie depositum fidei. Pasterz Bożej owczarni ma zadanie strzec jej nie tylko przed atakiem wilków, ale także przed niebezpieczeństwami wewnętrznymi, jak epidemie i zarazy. W tym celu musi od czasu do czasu przeprowadzać badanie (łac. inquisitio) w celu wykrycia i zapobieżenia śmiertelnej chorobie duszy, która niejednokrotnie bywa o wiele groźniejsza od choroby ciała. Tak jak papież jest głową całego Kościoła, tak biskup jest Wielkim Inkwizytorem w swojej diecezji; wskazuje na to zresztą samo znaczenie tego słowa: czuwający, nadzorca. To też nakazywał św. Paweł pisząc do swojego ucznia, Tymoteusza, który był biskupem Efezu, a mianowicie: strzec depozytu wiary, głosić prawdę i przeciwstawiać się fałszywej nauce, czyli gnozie (Tm 6,20-21). Dopiero kiedy biskupi wydają się niezbyt rzetelnie zajmować się swoimi obowiązkami albo, wręcz sprzeniewierzają się swojej misji, jak to miało miejsce w Langwedocji w czasie albigensów, na scenę wkracza Inkwizycja przez duże I.

Tak jak doktryna, tak i obraz praktyki inkwizycyjnej jest również mocno zafałszowany. Według lewicowej propagandy inkwizytorzy byli żądnymi krwi potworami, proces miał tylko jeden cel - uznanie podejrzanego winnym, a kończył się w jeden możliwy sposób - spaleniem na stosie. Oba te stereotypy są wierutną bzdurą: pięciu sędziów świętego Officium ze św. Dominikiem i św. Piusem V na czele, zostało kanonizowanych, z czego dwóch - św. Piotr z Werony i św. Piotr Arbues - to męczennicy zabici przez heretyków właśnie z powodu pełnienia tej funkcji. Oto jaki obraz "idealnego inkwizytora" kreśli w swoim słynnym podręczniku Bernard Gui, który w oczach lewicy wyrósł na symbol Czarnej Legendy i stał się przykładem domniemanego okrucieństwa (ostatnio na przykład w książce "Imię róży" Hubert Eco):

"Powinien być żarliwy i pilny w swojej gorliwości na rzecz prawdy religijnej, zbawienia dusz i tępienia herezji. Pośród trudności i przeciwieństw powinien zachować spokój, nigdy nie dać ponieść się złości ani oburzeniu. Powinien być nieustraszony, stawiać czoła groźnym sytuacjom aż do śmierci, ale nie ustępując przed niebezpieczeństwem nie powinien go prowokować poprzez nieroztropną śmiałość. Powinien pozostać nieczuły na prośby i względy tych, którzy próbują go zdobyć, tym niemniej nie powinien zatwardzać swojego serca i odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności. W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, nie dawać łatwo wiary temu, co wydaje się prawdopodobne, a co często bywa nieprawdziwe; ponieważ to, co wydaje się być nieprawdopodobne, na końcu często okazuje się być prawdą. Powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy. Niech umiłowanie prawdy, które zawsze powinno być obecne w sercu sędziego, jaśnieje w jego spojrzeniu, aby wyroki nie mogły nigdy sprawiać wrażenia podyktowanych przez pożądanie lub okrucieństwo."

Również sam przebieg procesu wyglądał nieco inaczej niż chciałaby mafia lewicowych historyków, od Duby'ego do Geremka. Po pierwsze sędziowie zawsze podawali do wiadomości oskarżonego stawiane mu zarzuty, dowody i świadectwa, jakie złożono przeciw niemu, a nawet nazwiska świadków, co nie zawsze było regułą w sądach świeckich albo w przypadku protestanckich procesów czarownic. W tym ostatnim wypadku istniał co prawda krótkotrwały wyjątek dla Kastylii i Aragonii, ale trzeba przyznać, że to jedynie z powodu wyjątkowo wielkiej liczby heretyków w tych krajach, którzy łatwo mogli zastraszyć świadków, skoro nawet dopuszczali się zabójstw sędziów. Oskarżony musiał być poddany przesłuchaniu, a prawo zobowiązywało inkwizytorów i lokalnych biskupów do asystowania przy nim, aby sama swoja obecnością wywierali łagodzący wpływ na rygory procesu. Do tego należy dodać, że trybunał nie mógł stawiać tego samego pytania więcej niż raz podczas jednego procesu, co było regułą w sądach świeckich. W ogóle były one o wiele surowsze niż sądy kościelne i Inkwizycja oznaczała raczej postęp prawny w odniesieniu do "prywatnego" ustawodawstwa antyheretyckiego niektórych książąt. Tym, który wprowadził karę śmierci za herezję był cesarz Fryderyk II w 1224 roku.

Warto przyjrzeć się też, jak kształtowały się wyroki, które zapadały w tych procesach. Z góry trzeba powiedzieć, że trybunał nigdy nie wydawał wyroku śmierci. Wydawany przezeń wyrok nie był niczym więcej jak tylko opinią kolegium sędziowskiego, które stwierdzało, czy oskarżony jest apostatą, heretykiem, czy ewentualnie powtórnym heretykiem. Wydanie takiego orzeczenia kończyło działalność trybunału, dalej jego kompetencje nie sięgały. Sprawą innych sądów, czysto świeckich, było zastosowanie przepisów prawa cywilnego, jak to i dziś czynią sędziowie po wysłuchaniu opinii ekspertów i sędziów przysięgłych. Inkwizytorzy nie wydawali więc bezpośrednio wyroków śmierci i nie byli odpowiedzialni za ostateczny kształt sentencji. Ale nawet i w takim wypadku ostatnie słowo należało do króla, który zachowywał przywilej prawa łaski.

Słynne auto-da-fe w rzeczywistości także wyglądało inaczej niż w lewicowych podręcznikach historii. Nie polegało ono na paleniu na stosie, ale było swego rodzaju obrzędem pokutnym, który ogłaszał po części uniewinnienie osoby fałszywie oskarżonej, a po części pojednanie się z Kościołem nawróconych penitentów. Było wiele takich auto-da-fe, w czasie których płonęła tylko świeczka w ręku ex-heretyka, znak wiary na nowo oświecającej jego serce. Lhorente, w celu udowodnienia wielkiej gorliwości Inkwizycji, podaje przykład wielkiego auto-da-fe 12 lutego 1486 roku w Toledo. Na liczbę 750 podsądnych ani jeden nie został skazany na śmierć! Podobnie w czasie następnych procesów 2 kwietnia (950 osócool.gif, 1 maja (750) i 10 grudnia (950) nikt nie został ukarany śmiercią. W tym okresie wydano wyroki ogółem na 27 osób. Do tego warto wiedzieć, że akurat Inkwizycja w Hiszpanii, jako instytucja królewska, zajmowała się także sądzeniem przestępców kryminalnych jak koniokradzi, złodzieje kościołów, świeccy uzurpujący sobie funkcje kościelne, sodomici, spowiednicy uwodzący penitentów, bluźniercy, rewolucjoniści, których także duża liczba mogła się znajdować pośród tych dwudziestu siedmiu.

Wspomniany już Bernard Gui, prawdziwy czarny charakter opracowań historii średniowiecza, był inkwizytorem w Tuluzie między 1307 a 1323 rokiem. Uważany jest powszechnie za krwawego oprawcę i takim go ukazuje film i powieść "Imię Róży". Tymczasem tylko jeden prowadzony przez niego proces na sto kończył się wyrokiem śmierci. Nie jest to imponująca liczba. Podobne proporcje zachowywała "krwawa" inkwizycja hiszpańska w ciągu 160 lat (od 1540 do 1700) osądziła 49 tysięcy spraw zachowując podobną proporcję wyroków śmierci - 490 w ciągu 160 lat!

Na końcu spojrzeć należy na ogólny bilans Inkwizycji, najlepiej widać jej efekty na przykładzie Hiszpanii. Wtedy, kiedy ona istniała, kraj ten był prawdziwą potęgą rywalizującą z całą Europą w żegludze i podbojach. Nad jej posiadłościami nigdy nie zachodziło słońce, a król Hiszpanii był władcą połowy świata. A kiedy Inkwizycja została zniesiona ? Hiszpania straciła Amerykę i do tego rozpoczęły się kłopoty na własnym terytorium. Można podać także kontrprzykłady. Czymże był okres triumfów Hiszpanii dla Anglii, Francji i Niemiec ? Wiekami wojen religijnych, które pogrążyły Europę w chaosie: rozpętana przez Lutra wojna trzydziestoletnia i wojny chłopskie, wojny domowe i rewolucje, noc św. Bartłomieja, zabójstwo Marii Stuart, Henryka III, Henryka IV, Karola I, księcia Orańskiego, Ludwika XVI, Marii Antoniny i innych. Kraje te nie posiadały w tym okresie Inkwizycji. A Polska, kraj tolerancyjny, państwo bez stosów ? Zniknęła z mapy ...

Znakomitą pointą może być opinia autora niezbyt przychylnego Kościołowi, protestanta, Jakuba Balmesa: "Jest prawdą, że Papieże nie głosili, tak jak protestanci powszechnej tolerancji, ale to fakty pokazują różnicę między Papieżami a protestantami. Papieże, uzbrojeni w trybunał nietolerancji, nie przelali jednej kropli krwi; protestanci i filozofowie rozlali jej strumienie. Jakie to ma znaczenie dla ofiary, że jej kat głosi tolerancję ? To tylko dodawanie do męczarni gorzkiego sarkazmu. Powściągliwość Rzymu w używaniu Inkwizycji jest najlepszą apologią katolicyzmu wobec tych , którzy nazywają go barbarzyńskim i krwawym."

Adam Gwiazda
Stańczyk pismo komserwatystów i liberałów 2 - 3 (15-16) 1991
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
stejak
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 120
Nr użytkownika: 16.857

Bartek
Stopień akademicki: z
Zawód: LICEUM
 
 
post 8/05/2006, 17:56 Quote Post

Czyli inkwizycja to jeden z największych mitów średniowiecza . Został on spopularyzowany przez wielce oświeconych ludzi XVIII w. Oczywiście protestantów . A gdzie dochodził do pogromów czarownice , w protestanckich Niemczech i Anglii.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
Irnerius
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 7
Nr użytkownika: 17.355

Zawód: student
 
 
post 9/05/2006, 12:45 Quote Post

Dominacja procesu inkwizycyjnego nad skargowym wiązała się bezpośrednio z rozwojem absolutyzmu Było to spowodowane dążeniem Władców do centralizacji aparatu wymiaru sprawiedliwości do podporządkowania sobie partykularnych struktur sadowniczych Np w Niemczech władcy ułatwiała kontrole kodyfikacja prawa karnego tzw. Carolina oczywiście istniało jeszcze postępowanie skargowe lecz postępowanie skargowe wiązało się z dużym ryzykiem dla oskarżającego gdyż często zamykano go w wiezieniu razem z obwinionym by w razie uwolnienia podejrzanego z braku dowodów pociągnąć go do odpowiedzialności za niesłuszne oskarżenie łatwiej zatem było zamiast skargi wystąpić z doniesieniem o przestępstwie co powodowało wszczęcie dochodzenia z urzędu (w praktyce postępowanie Inkwizycyjne stało się panująca forma postępowania karnego) Natomiast w systemie polskiego prawa w warunkach dezorganizacji centralnego aparatu władzy dominująca forma postępowania karnego pozostała skarga (stanowiła ona jeden z ważnych gwarantów "Złotej Wolności" w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości stad tak niewielka liczba "ofiar" inkwizycji w państwach nie-absolutystycznych. wink.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
Rado
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.378
Nr użytkownika: 3.636

 
 
post 9/05/2006, 13:59 Quote Post

Artykuł Ziemkiewicza- mimo że miło się go czyta- ale autor manipuluje w nim faktami w celu udowodnienia założonej z góry tezy. Jasne, Inkwizycja nie była aż tak nikczemną instytucją jak przedstawia to jej legenda ale dajmy spokój z naciąganiem faktów (albo róbmy to lepiej). Ot takie twierdzania:

[quote]Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały. Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.[/quote]

Nie wiem z jakiej racji pojawia się wczesne średniowiecze w artykule dotyczącym inkwizycji ale skoro autor zechciał już postawić tak ciekawą tezę to może warto żeby przypomniał że pierwsze prześladowania "pogan" i innowierców (choćby arian) to już IV w.- i nie mówimy tu o jakichś okrzykach tylko o burzeniu świątyń i zabijaniu kapłanów i prześladowań wyznawców. Później było tylko gorzej. Nie trzeba złej czy dobrej woli aby uznać że kościoły reagowały tak, jak przedstawiciele każdej religii reagują w jej obronie przeciw rzeczywistym lub urojonym niebezpieczeństwom- wyjątkowo zdecydowanie i bez oglądania się na cokolwiek. Ani kościoły chrześcijańskie ani heretycy nie byli owieczkami i wybielanie ich wbrew faktom zakrawa na żart

[quote]Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.[/quote]

1227: Grzegorz IX wprowadza podstawowe regulacje dotyczące procesów, 1252 Innocenty III zatwierdza stosowanie tortur w procesach, dzięki czemu raptownie rośnie liczba przyznających się do winy.

[quote]Co więcej, z wyjątkową perfidią przypisuje się "polowania na czarownice" właśnie Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.[/quote]

To prawda, głównie dlatego że Ikwizycja powstała w czasie kiedy polowania na czarownice nie były już żadnym novum, co nie zmienia faktu że to kościół katolicki rozpoczął i "spopularyzował" ten proces...

... i tak dalej i tak dalej. Nie wiem czy Ziemkiewicz liczy na brak wiedzy czytelników czy jego zaangażowanie ideowe posuwa się tak daleko że przestaje zwracać uwagę na fakty.

[quote]Powiedzieć, że Inkwizycja jest najbardziej znienawidzoną instytucją Kościoła katolickiego, to powiedzieć banał. Wie to każdy, a szczególnie postępowy światek lewicowych intelektualistów, którzy twierdzą jak jeden mąż (niezależnie od przynależności partyjnej), że był to czarny okres w dziejach Kościoła. Można się tylko domyślać, jakie są tego powody. Być może pragną oni by teraz rozpoczął się okres czerwony, a może chcą tym figowym listkiem przykryć własny wstyd z powodu ideologicznego pokrewieństwa z prawdziwymi zbrodniarzami: Stalinem, Hitlerem czy Pol Potem. W tym celu wprzódy chytrze biorą się do negowania podziału na lewicę i prawicę zastępując go zupełnie fałszywym schematem demokracja - totalitaryzm. Fałszywym, bo przeciwieństwem demokracji jest autorytaryzm, a totalitaryzmu - wolność. [/quote]

A może mają rację ? smile.gif Może naprzykład okazać się że totalitaryzm jest nieodmiennie systemem autorytarnym (nie ma nieautorytarnych totalitaryzmówm jest to wg. Brzezińskiego i Fridricha jedna z sześciu cech charakteryzujących ten ustrój), przeciwieństwem totalityzmu nie jest wolność- która nie jest systemem sprawowania rządów a wartością etyczną (stosując te metody prównywania można uznać że przeciwieństwem ogórka jest młotek) i dla niej przeciwieństwem jest niewola.

[quote]Jednak uświadamiając sobie, że w worku z "totalitaryzmami" znalazłby się i tak jedynie lewicowe systemy, najpierw usiłują robić prawicowca z Hitlera, a kiedy to się nie udaje, zawsze mogą się odwołać do Inkwizycji i zakrzyknąć: "Patrzcie, nie tylko my!".[/quote]

Mogą sięgnąć po generałów Pinocheta czy Franco, można wyciągnąć namaszczonego przez biskupów Mussoliniego który od socjalizmu przeszedł w 1915 na nacjonalizm. Sięganie przed wiek XX (zarówno po argumenty pro jak i contra nie ma sensu choćby z tego powodu że w ówczesnych systemach partie odgrywały zupełnie inną rolę- nie ma sensu mówienie o systemie totalitarnym- którego cechą ex definitio jest monopol jednej partii kiedy mowa o autorytatywnych monarchiach XIX wiecznych czy wcześniejszych)

[quote]Cały ten hałas rozpoczął się w epoce Reformacji, a szczególnie głośny stał się za sprawą filozofów czasu "oświecenia". Ciekawe, że wyjątkowo namiętnie krytykowali Inkwizycję encyklopedyści, czyli ci, którzy przygotowali Rewolucję Francuską a w konsekwencji represje, terror i wojnę domową w Wandei z setkami tysięcy ofiar.[/quote]

Błąd. Cały ten hałas zaczął się wraz z propagandą reformacyjną, na 200 z grubym hakiem lat przed Rewolucją. Encyklopedyści nijak nie ponoszą winy za terror rewolucji francuskiej- równie dobrze można obwiniać Franciszka z Asyżu za to co wyprawiali begardzi (nota bene zwalczani przez inkwizycję)

[quote]Według zdania pewnego włoskiego profesora "jednego dnia Rewolucji Francuskiej popłynęło więcej krwi niż w całym średniowieczu". [/quote]

Może skoro powołujemy się na “autorytety” to używajmy nazwisk a nie słów kluczy w stylu “uczeni radzieccy twierdzą że... “

[quote][...]

Najsamprzód należy zauważyć, że Inkwizycja jest instytucją jak najbardziej naturalną. Co więcej, jest niezbędna w każdej społeczności, która pragnie zachowania własnego istnienia. Każde społeczeństwo nadzoruje i kontroluje tych, którzy pragną wywrócić do góry nogami jego porządek. I to nie jedynie tych , którzy negują jego podstawy w całości, ale choćby tylko po części, tych, którzy są nieposłuszni jednemu nawet prawu. Nikogo to raczej nie dziwi. Odwrotnie, byłoby dziwne, gdyby tak się nie działo - społeczność nie mogłaby wówczas istnieć i szybko zostałaby zniszczona przez wrogów ładu.[/quote]

Żadna z tych organizacji nie ma prawa do działania poza społecznością do obrony której została powołana. Inkwizycja nie działała w ramach organów władzy państwowej stąd nie powinna uzurpować sobie praw do zajmowania się sumieniami osób nie będących wyznawcami wiary katolickiej. Dokładnie takim samym nadużyciem - przymuszaniem do wiary- były działania protestanckich trybunałów, mnichów z góry Hei w Japonii czy obecnie trybunałów religijnych w Arabii Saudyjskiej i Iranie.

[quote] [...] Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się sprzeciwiał "prześladowaniu" przestępców lub upominał się o tolerancję dla ich odmiennych poglądów na sprawy społeczne. [/quote]

Oczywiście, natomiast inkwizycja karała za odmienne poglądy na sprawy społeczne nie przestępców a zwykłych ludzi. Utożsamienie odmiennych poglądów na kwestię ubóstwa kleru czy używania języków narodowych podczas mszy ze zbrodnią to nadużycie i to grubego kalibru.

[quote]Trzeba po prostu bronić się przed nieprzyjaciółmi ładu, którzy chcą wywrócić do góry nogami panujący porządek rzeczy. [/quote]

O tak, fakt odmawiania pacierza po niemiecku zamiast po łacinie faktycznie był wywracaniem świata na nice wołającym o pomstę do nieba

[quote][...]

Wreszcie sam Bóg zarządzając światem też posiada swoją inkwizycję. Składa się ona z rozesłanych wszędzie niewidzialnych agentów, którzy czuwają nad światem i ze wszystkiego zdają Mu sprawę. Stąd właśnie biorą się niespodziewane nawrócenia i nieoczekiwane poprawy wielkich grzeszników. Jeżeli zaś ktoś nie uzna za stosowne podporządkować się wyrokom niebieskim i nie poprawi się, czeka go sąd i wieczny wyrok, od którego nie ma już odwołania. Nie łudźmy się - Bóg jest nieskończenie miłosierny dla niewinnych dusz, ale wobec zbrodni Jego gniew jest nieunikniony. Sam też wykonuje wyroki. Wystarczy popatrzeć na ukaranych za niewierność Żydów, lub schizmatyków z Bizancjum i Bliskiego Wschodu, którzy wpadli w mahometańskie ręce. Oto Boża sprawiedliwość.[/quote]

Skoro mamy rozmawiać o historii ograniczmy się może do bytów materialnych i realnych a nie do idei i wydumanych teorii.

[quote]Średniowieczna Europa dobrze to wszystko rozumiała i dlatego podjęła pewne środki w celu zapobieżenia podobnemu nieszczęściu. W tamtym czasie realizowane były w praktyce ideały państwa chrześcijańskiego. Istotą tej Republica Christiana był Kościół katolicki - ludy, imperia, królestwa, republiki były żywymi członkami tego Kościoła, a prawem najwyższym była religia katolicka i to właśnie prawo stało na czele wszystkich innych.[/quote]

O chwileczkę- po pierwsze- kościół instytucjonalny nigdy nie był republiką- jeśli porównywać go do jakiegokolwiek ustroju to raczej do monarchii. Po drugie- nie było czegoś takiego jak jednolita i jednomyślna średniowieczna Europa- zarówno jeśli chodzi o sprawy wiary jak i jakiekolwiek inne.

[quote]Kto nie był katolikiem, nie był obywatelem.[/quote]

Był obywatelem swojego kraju. Powraca spór o rozdział władzy świeckiej i duchownej ? Teskno do Canossy ? A może by tak popalić żydów w drodze na krucjatę ?

Zacząłem przegrzebywać ten drugi artykuł ale mówiąc szczerze nie mam cierpliwości do tego rodzaju ideologicznych wywodów streszczających się do "robili dobrze bo byli nasi a jeśli ich krytykują to tylko lewacko- żydowsko- masońscy spiskowcy czychający na nasze czyste duszyczki". Nie wiem czy zbiorę siły na resztę tego "dzieła"- nie sądzę żeby było warto. Tym którzy go pisali na prawdzie historycznej nijak nie zależało o czym świadczą choćby takie kwiatki jak twierdzenie że "Tym, który wprowadził karę śmierci za herezję był cesarz Fryderyk II w 1224 roku" ( w rzeczywistości przepis ten wprowadził już Teodozjusz w 453, zrównując herezję ze zdradą staną karaną śmiercią, później powtórzył go Justynian).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
Złomiarz umysłów
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 199
Nr użytkownika: 17.630

 
 
post 10/05/2006, 21:44 Quote Post

na zły obraz inkwizycji zapracował papcio Torquemada, który niestety działał pod sam koniuszek średniowiecza. Jak zawsze, przed nim i po nim, w tej instytucji zdarzali się fanatycy, niemniej jednak mam nieodparte wrażenie, że w XVII wieku było ich najwięcej. Znów kojarzymy tortury, polowanie na czarownice i inkwizycję ze średnniowieczem... ech...
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
MaLk
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 56
Nr użytkownika: 2.149

 
 
post 8/06/2006, 11:48 Quote Post

Rado, jakkolwiek widać, że posiadasz dużą wiedzę w temacie, to jednak jest kilka stwierdzeń, z którymi nie do końca się zgadzam.

1. Prześladowania heretyków i innowierców oczywiście miały dużo dłuższą historię, wszelakoż nie można ich sprowadzać do stwierdzenia, że "Kościół prześladował". Kościół miał w tym swój udział, ale przecież:
- pierwotnie (do IV wieku) to sam był przedmiotem prześladowań,
- głównym inspiratorem prześladowań innowierców i heretyków nie był Kościół, ale cesarstwo; to edykty cesarskie zakazywały wyznawania inej wiary, to edykty cesarskie były podstawą ścigania heretyków właśnie od IV wieku; działo się tak dlatego, że to głównie w interesie cesarstwa pozostawało utrzymywanie jednolitej, wspólnej doktryny jednoczącej wszystkich obywateli cesarstwa i eliminowanie wszelkich "tendencji separatystycznych" oraz konfliktów ideowych,
- powyższe z naturalnych względów dotyczyło głównie Kościoła ortodoksyjnego, o czymś takim, jak prześladowania heretyków i innowierców przez Kościół katolicki (rzymski) we wczesnym średniowieczu trudno w ogóle mówić, bo praktycznie do VIII wieku to raczej Kościół ten był prześladowany, m.in. przez arian (chociażby Wandalowie), co również miało podłoże polityczne.

2. Z tym lawinowym wzrostem liczby osób przyznajacych się do winy wskutek dopuszczenia tortur też nie jest tak dokładnie. Po pierwsze, trudno tutaj skalować "lawinowy wzrost" (po kilkudziesięciu latach), zwłaszcza, że przed wspomniana bullą inkwizycja działała jedynie lokalnie (rejon południowej Francji i północnych Włoch) i dopiero się organizowała. Nie dam zresztą głowy za porównanie procentowe (bo tylko takie miałoby sens) porównanie ilości przyznajacych się. Po drugie, w procesie inkwizycyjnym i tak nie można było skazać na podstawie samego przyznania się złożonego pod przymusem, tj. na torturach (więc nawet wzrost ilości osób przyznających sie do winy nie przesądzał automatycznie o ilości skazanych). Potrzebne były albo obciążające zeznania dwóch wiarygodnych świadków, albo dobrowolne potwierdzenie zeznań poza torturami. Oczywiście zapewne zdarząły się sytuacje, w których próbowano obejść te przepisy lub wprost ich nie przestrzegano, jednak nie były one częstsze niz w świeckim procesie, który na dodatek w ogóle nie miał sformalizowanych zasad torturowania, a tortury przyjmował jako normalny sposób prowadzenia procesu.
(przy okazji - czy to nie był aby cytat ze słynnej "wyliczanki" dat KRK, bo mi wygląda znajomo?)

3/ Niekoniecznie sprawstwo polowań na czarownice nalezy przypisywać Kościołowi katolickiemu. Po pierwsze, polowania na czarowników i wróżbitów mają długą tradycję, sięgającą tak mezopotamii, jak i "humanitarnego" prawa rzymskiego (zob. http://www.historycy.org/index.php?showtopic=14469 ), więc to nie Kościół je rozpoczął. Po drugie, polowania na czarownice zostały spopularyzowane w oświeceniu, do czego przyłożyli ręce w istotnym stopniu świeccy uczeni (powstało sporo traktatów naukowych na ten temat, a na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy w czary nie wierzyli), co i przedstawiciele oderwanych kościołów (Luter, Kalwin, nawet angielski król Jakub popełnił dzieło o czarownicach). Jednocześnie do połowy XV wieku czary pozostawały poza formalna kompetencją inkwizytorów (za wyjątkiem sciśle powiązanych z herezją) i były ścigane przez ustawodawstwo świeckie. Oczywiście nie chcę w tym miejscu negować istotnego udziału również Kościoła katolickiego, jednak obarczanie tej instytucji całą sprawczą winą za rozpętanie i popularyzowanie tego procederu jest nadużyciem. Abstrahując juz od kwestii rozróżnienia działalności prowadzonej przez inkwizycję od działalności zwyczajnego sądownictwa biskupiego.

4/ Nie chcąc w żaden sposób usprawiedliwiać inkwizycji, pragnę jedynie zauważyć, że inkwizycja faktycznie działała wobec społeczności katolickich i wobec osób ochrzczonych w wierze katolickiej. Legitymacja do działania więc była. Wobec innych osób (np. Żydzi, muzułmanie, prawosławni, Indianie bez chrztu) nie miała kompetencji działania.

5. Nie mogę się też zgodzić ze stwierdzeniem, że inkwizycja nie karała przestępców, ale "zwykłych ludzi". Herezja formalnie była przestępstwem również według prawa świeckiego. Natomiast kary kościelne, jakie były stosowane, nie były oczywiście karami w sensie prawa karnego i były stosowane do "zwykłych ludzi", jednak własnie na zasadzie tego, co sam dopuściłeś w swoim poście - zajmowania sie sumieniami wyznawców wiary katolickiej. Współczesny kodeks prawa kanonicznego również dopuszcza takie możliwości. Oczywiście nie dotyczy to "poglądów na sprawy społeczne", ale - tak jak i wtedy - pogladów na sprawy doktryny i wiary. Takim poglądem jest zarówno kwestia języka liturgii, jak i stosunek do aborcji.

6. W sytuacji homogenicznej struktury wyznaniowej średniowiecznego społeczeństwa, jak i połaczenia kwestii władzy świeckiej i wiary, każde głoszenie doktryny odmiennej stawało się jednocześnie zagrożeniem społecznym. Oczywiscie zagrożenie to mogło byc różnej wielkości, ale sam dobrze wiesz, że nie chodziło tylko o kwestie języka modlitwy, ale inkwizycja działała głównie przeciwko osobom głoszącym poglądy o wiele groźniejsze społecznie, np. katarska negacja świata materialnego (i władzy świeckiej), pseudoapostolskie negowanie przysięgi (w społeczeństwie feudalnym zbudowanym właśnie w oparciu o przysięgę), reformatorska predestynacja (skrajnie rozumiana dawała dozwolenie na działanie bez konieczności zachowywania moralności, skoro i tak się nie ma wpływu na swoje zbawienie), anabaptystowski komunizm i dopuszczenie walki zbrojnej dla celów zaprowadzenia Królestwa Bożego na ziemi czy stwarzające większe zagrożenie doktrynalnie, np. negowanie trynitaryzmu, sakramentów, stanu duchownego.

7. W średniowieczu nie istniało coś takiego, jak pojęcie obywatelstwa kraju. Było co najwyżej poczucie przynależności do określonej wspólnoty - narodu, wyznania, stanu społecznego, terytorium.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #7

     
Rado
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.378
Nr użytkownika: 3.636

 
 
post 8/06/2006, 20:30 Quote Post

MaLK- dziękuję za komplement- chciałbym żeby był prawdziwy. Ad rem:

1. Nijak nie próbuję sprowadzać obrazu do czerni i bieli- kościół (dowolny) to ludzie a ci są różni, natomiast drażni mnie udawanie że "my" byliśmy dobrzy, wszystko przez tych paskudnych odszczepieńców. NIKT nie ma monopolu na prawdę i nikt nie powinien go sobie uzurpować a już używanie siły do wtłoczenia własnych argumentów w głowy myślących inaczej jest wyjątkowo odrażające.

- Prześladowania kościoła- było z tym różnie. Przyznasz że nie było tak że nagle w IV wieku sytuacja odwróciła się o 180 stopni.
- Edykty cesarskie - pytanie kim był Firmicus Maternus który nakłaniał Konstancjusza do nietolerancji wobec pogan lub jaką rolę odegrał w otoczeniu Teodozjusza I biskup Ambroży, w otoczeniu Teodozjusza II św. Cyryl i tak dalej i tak dalej. Pamiętasz stanowisko Leona I w tej sprawie ?
- aż do 1054 i wielkiej schizmy nie można mówić o rozdziale na kościół katolicki i ortodoksyjny. Nie jest też prawdą że na terenie cesarstwa zachodniego nie prowadzono prześladowań pogan- niszczenie świątyń i posągów przez św. Marcin, św. Benedykta z Nursji, wydarzenia z końca VI wieku na Sardynii gdzie pogaństwo karano śmiercią i torturami.

2. Nie do końca wiem co to jest wyliczanka KRK (będę wdzięczny jeśli ją podrzucisz- może coś nowego ?), natomiast jeśli weźmiesz do ręki "Młot na czarownice" bardzo łatwo możesz się przekonać jakimi sposobamu wydobywano zeznania- wysyłanie do oskarżonej osoby "przyjaciela" który miał obserwować jej zachowanie.

Co do wiarygodności świadków- no dobrze, w jaki sposób ktoś świadczący o skuteczności zabiegów magicznych ma być wiarygodny ? "Widziałam jak Jewka doiła mleko z kołka i przez to krowom odbierała mleko" (cytat nie dosłowny bo nie mam przy sobie odpisu ale właśnie tak wyglądały u nas jeszcze w XVII wieku delacje w procesach o czary).

3. Nie próbuję nałożyć wyłącznej odpowiedzialności na kogokolwiek, natomiast jeśli chodzi o opracowanie "metodologii" polowań to obstaję przy swoim- żadna z instytucji przed kościołem katolickim nie stworzyła spójnego i kompletnego systemu praktyk mających na celu usidlenie i eliminację czarownicy/heretyka.

5 i 6. Zaraz zaraz- więc Galileusz był ... przestępcą ?

Inkwizycja wszelkimi dostępnymi środkami wymuszała podporządkowanie się doktrynie, nie uznając za stosowne przyjęcie do wiadomości obrazu człowieka jako istoty posiadającej (jak uczy obecnie kościół- z woli Stwórcy) rozum i wolną wolę. Rozumiem oczywiście że z punktu widzenia tych czy innych grup społeczeństwa czy hierarchii kościelnej obrona status quo była konieczna natomiast liczne przykłady- zarówno Anglii czy protestanckiej Szwecji jak i cześci księstw Rzeszy pokazują że przyjęcie "obmierzłej herezji" nie doprowadziło do wywrócenia świata do góry nogami.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

     
MaLk
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 56
Nr użytkownika: 2.149

 
 
post 9/06/2006, 0:12 Quote Post

Ad. 1

Usprawiedliwianie inkwizycji jest karkołomnym zadaniem, dlatego efekty apologii w tym zakresie bywają "oryginalne". Ale nie można również negować jak leci wszystkiego, co z inkwizycją związane, bo jeden i drugi obraz będzie nieobiektywny. A sytuacja, wbrew pozorom, była złożona, zależnie od okresu i okoliczności. Mity warto konfrontować z rzeczywistością historyczną.

Co do monopolu na prawdę - wiara katolicka zakłada, że go posiada... Chyba większość religii tak zakłada.

- prześladowania Kościoła - nie rozumiem za bardzo o co Ci chodziło, jesli o to, że bywały okresy prześladowań i okresy spokoju, to jest to chyba oczywiste. Ale ostatnie "państwowe" prześladowania chrześcijan ze strony cesarstwa to właśnie IV wiek, pierwsze prześladowania heretyków też. Można więc spokojnie powiedzieć, że prześladowania wyznaniowe to "tradycja" rzymska, a "nagły" zwrot związany był jedynie z religią, która stanowiła punkt odniesienia. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, bo przecież cesarstwo zawsze kojarzyło się z tolerancją wyznaniową - tyle że pod warunkiem, że nie była ona sprzeczna z interesami państwa...

- oczywiście, że były osoby, które nakłaniały cesarzy do prześladowań innych wyznań czy herezji - i oczywiste, że były to osoby, w interesie których to miało nastąpić. Musiały więc to też być osoby związane z Kościołem, jak choćby wykazujący neoficką gorliwość Firmicus Maternus, jak i przeciwnicy wyznania oficjalnego (np. Nestoriusz). Co nie zmienia faktu, że to były jedynie opinie, czynnikiem decydującym i tak był interes cesarski.

- rozłam na Kościół ortodoksyjny i katolicki dokonał się dużo wcześniej, nie kierujmy się wiedzą szkolną - rok 1054 był tylko formalnym usankcjonowaniem dawno istniejącego stanu rzeczywistego.

- prześladowania po stronie zachodniej też oczywiście się zdarzały, ale były (w mojej opinii) sporadyczne, oczywiście patrząc z perspektywy kilkustetletniej - nie uzasadniające tezy o Kościele katolickim jako prześladowcy.

Ad. 2

"Wyliczanka" to popularny w necie tekst o datach z historii Kościoła, tutaj chyba też kiedyś wylądowała, więc niczym nowym nie jest. Tytuł to "O czym 90% katolików nie wie", teraz sprawdziłem i oczywiście oddaję honor, bo tekst nie ma z tym nic wspólnego, ale tak mi jakoś się skojarzyło. Tekst jest np. tutaj: http://wlasnowierca.be/katolicyzm.htm

"Młota na czarownice" jestem szczęśliwym posiadaczem, więc specjalnie wiele już nie muszę sprawdzać wink.gif Swoją drogą - współczesna policja też czasami stosuje takie metody zdobywania dowodów, że szczęka opada wink.gif

Pisząc o "wiarygodnch świadkach" miałem na myśli zasadę, zgodnie z którą świadczyć nie mogły osoby, które mogły mieć zatargi lub przywatny interes w skazaniu podejrzanego, przestępcy, krzywoprzysiężcy, heretycy itp.

Tak czy inaczej, podajesz przykłady na zeznania o czarostwo z polskich XVII-wiecznych procesów świeckich, dotyczących spraw ludowych. Niezbyt to pasuje do działalności inkwizycji, która i tak już wtedy w Polsce nie działała, niezależnie od tego, że "Młot..." był tłumaczony i wznawiany wink.gif
Inną istotną kwestią jest jednak to, że nam teraz zeznania takie wydają się niewiarygodne i śmieszne, natomiast w czasach oświecenia, kiedy było apogeum polowań na czarownice (w tym przy udziale inkwizycji), w społecznej świadomości istniało powszechne przekonanie o tym, że czary i czarownice istnieją i są skuteczne. Nie dotyczyło to przecież tylko plebsu, ale przede wszystkim warstwy "naukowej" i rządzącej. Prawie każdy władca trzymał na swoim dworze alchemika, każdy uczony alchemią się zajmował, w kodeksach świeckich były przepisy wymierzone przeciwko czarownikom - jak tu więc ludzie mieli uważać, że ktoś "świadczący o skuteczności magicznych zabiegów jest wiarygodny"? Chlubnym wyjątkiem za to pozostała... Hiszpania, gdzie inkwizycja zwalczała jako heretyków osoby wierzące w mozliwość czarowania i denuncjujące czarownice wink.gif

Ad. 3

No, na siłę Cie przekonywać do swojego zdania nie będę. Inkwizycja czerpała garściami ze wzorców rzymskich (system ścigania heretyków w oparciu o crimen laesae maiestatis czy czarowników na podstawie Legis Corneliae i jej rozszerzone interpretacje był całkiem sprawny), potem ze wzorców inkwizycyjnych czerpali protestanci... Powiedziałbym, że to nie tyle system praktyk stał się "zasługą" Kościoła, co dopuszczenie usprawiedliwienia takiej praktyki. Z punktu widzenia praktyki, raczej będzie chodziło wyłącznie o skalę - tyle że ta wynikała z bezprecedensowej skali herezji i długiego istnienia.

Ad. 5-6

Nie tylko Galileusz... wink.gif

Z drugiej strony, pomyśl sobie, że dla Galileusza pewnie byłoby nie do pomyślenia, że według naszego prawa przestępcą jest ten, kto zabija włamywacza...

PS. Z punktu widzenia słynnego "extra Ecclesiam salus non est" przyjęcie przez niekóre kraje "obmierzłej herezji" spowodowało "mało istotne" pozbawienie zbawienia milionów ludzi wink.gif Ale oczywiście zgadzam się, że trudno jest zasadnie bronić narzucania siłą określonych poglądów.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #9

     
Alkioneus
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 6
Nr użytkownika: 18.923

Szymon Chojnacki
Zawód: nauczyciel
 
 
post 9/06/2006, 8:23 Quote Post

Jest trochę zmanipulowane. Ziemcio odwrócił kota ogonem i stwierdził, że skoro Inkwizycja nie jest diabolicznie zła, to od razu musi być bosko objektywna.

Nie stosy czyniły Inkwizycję 'tą złą inkwizycją' ale sam fakt powołania tej instytucji. Nie jestem biegłym, ale przytaczając sam okres życia Torquemady, to jest przecież jeszcze exodus Żydów, konfiskaty majątków i zakrojone na szeroką skalę działania wymierzone w 'wiernych inaczej'. PRL też nie palił na stosach, a nikt nie mówi że był rajem na ziemi(uogólniam, ale tylko dla podkreślenia wypowiedzi).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
Rado
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.378
Nr użytkownika: 3.636

 
 
post 9/06/2006, 9:50 Quote Post

MaLK- znowu mógłbym pisać przyczynki do przyczynków (o tym że nap większość prześladowań do IV w. ograniczała się do terenów Rzymu (miasta, nie imperium), że nie były skierowane przeciwko religii jako takiej a wynikały np z potrzeby politycznej... itd itd) ale chyba nie ma sensu- sądząc z wymiany zdań obaj mamy zbliżony osąd działań inkwizycji jako instytucji.

Sumując- w przypadku badań historyków ani apologetyzm ani demonizowanie nie mają sensu, natomiast w świadomości powszechnej chcemy tego czy nie funkcjonować będą mity- już choćby dlatego że ludzie lubią wyraźne, czarno białe wizje dziejów.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #11

     
Pietrow
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.656
Nr użytkownika: 76.370

Slawomir Skowronek
Stopień akademicki: doktor
Zawód: nauczyciel LO
 
 
post 12/07/2012, 6:56 Quote Post

Wiemy wszyscy, że jedną z podstawowych zasad jest ocenianie w kontekście epoki a nie z obecnej perspektywy. Na tle czasów kiedy powstawała inkwizycja nie była demonicznym zjawiskiem, tylko potrzebą określonych warunków; zdarzyło się jej też wprowadzić nieco dobrych rozwiązań. Powiązanie spraw wyznaniowych/światopoglądowych z polityką władzy świeckiej było (czy aby tylko było? - vide choćby tzw. PC czy obowiązkowa miłość do pewnych "jedynie słusznych" struktur) kiedyś zjawiskiem powszechnym. Inkwizycja przetrwała jednak w przestarzałych formach nieco zbyt długo, stąd wrażenie nieprzystawalności i totalnie złe oceny. Skoro mowa o "Frondzie", był tam zamieszczany tzw. Indeks Ksiąg Zakazanych; obecnie to oczywiście metafora, oznaczająca że "księgom" załączonym w spisie np. rodzice powinni się sami najpierw przyjrzeć, zanim sięgnie po nie ich dziecko (redakcja wyjaśniała na czym polegają zagrożenia z lektury przez osobę nieprzygotowaną). Littera docet, littera nocet. Obecnie reklama czyni każdy towar "numerem jeden na świecie", toteż odrobina ostrożności nie zaszkodzi.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
Dagome Sędzia
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 269
Nr użytkownika: 62.652

Dagome Sêdzia
Zawód: ksiaze
 
 
post 12/07/2012, 21:48 Quote Post



QUOTE(Pietrow @ 12/07/2012, 6:56)
Wiemy wszyscy, że jedną z podstawowych zasad jest ocenianie w kontekście epoki a nie z obecnej perspektywy...
*

Ale tu nie tylko o to chodzi. Krwiożerczość inkwizycji to mit a że w końcu wrogowie Kościoła zdominowali świat (protestanccy Anglosasi, masoneria i Żydzi), to narzucili swoją wizję historii, jako obowiązującą i trudno się przez nią przebić

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 3/04/2014, 19:43
 
User is offline  PMMini Profile Post #13

     
Grant
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 874
Nr użytkownika: 14.756

Zawód: Student
 
 
post 12/07/2012, 23:00 Quote Post

Najbardziej rozbawił mnie fragment, że do upowszechnienia czarnej legendy Inkwizycji przyczynił się Monty Python laugh.gif

Z kwestii historycznych to jeśli chodzi o pierwszy film, to oczywiście obraz Inkwizycji jest przerysowany, jednak czynienie z XVI wiecznej Hiszpanii państwa nowoczesnego stanowiącego wzór dla Europy jest kontrfaktyczne, wprawdzie doganiała wówczas standardy europejskie, jednak była wciąż zacofana; i to zacofanie pogłębiło się w następnych wiekach, w związku między innymi z prześladowaniami, które dotykały głównie przedstawicieli elit intelektualnych.

Natomiast ks. Kneblewski mija twierdząc, że w państwach katolickich nie było masowych polowań na czarownice zwyczajnie mija się z prawdą. Największe egzekucje "czarownic" miały miejsce w katolickich biskupstwach w Niemczech. I tak: Trewir (1581-1593) - co najmniej 368 ofiar, szacuje się, że ok. 1000; Würzburg (1626-1631) - ok. 900 ofiar; Bamberg (1626-1631) - 300-600 ofiar; Ellwangen (1611-1618) - ok. 450 ofiar; Fulda (1603-1606) - ok. 250 ofiar. Jak szacuje H.C.E. Midelfort, w południowo-zachodnich Niemczech w latach 1561-1670 w krajach katolickich stracono za czary 2527 osób, w protestanckich 702.
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
szapur II
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 11.261
Nr użytkownika: 63.609

Stopień akademicki: magazynier:)
Zawód: student
 
 
post 13/07/2012, 0:00 Quote Post

CODE

jednak czynienie z XVI wiecznej Hiszpanii państwa nowoczesnego stanowiącego wzór dla Europy jest kontrfaktyczne, wprawdzie doganiała wówczas standardy europejskie, jednak była wciąż zacofana; i to zacofanie pogłębiło się w następnych wiekach, w związku między innymi z prześladowaniami, które dotykały głównie przedstawicieli elit intelektualnych.

Grancie, tutaj pozwolę sobie jednak sprostować pewne rzeczy - w ciągu XVI w. zasadniczo mamy do czynienia z preponderacją hiszpańską w Europie, w końcu do pewnego momentu król Hiszpanii jest i cesarzem, i władcą Niderlandów - swoisty paradoks postaci Karola V jest taki, że właściwie z wychowania/języka to Flamand - to tak na marginesie. Monarchia hiszpańska przy pewnych swoich cechach - niezunifikowaniu poszczególnych jej krajów, ograniczeń władzy monarszej wynikających z lokalnych praw i zwyczajów cały czas była zagrożona i była podgryzana przez Francję, Anglię, powstanie w Niderlandach, protestantów w Rzeszy (jakkolwiek od śmierci Karola V (I) - król Hiszpanii bezpośrednio nie jest zaangażowany w sprawy Rzeszy). Trudno mówić o kraju, który właściwie do 1642 r. efektywnie i niejednokrotnie efektownie utrzymywał swą pozycję w skali przecież ponadeuropejskiej - zacofany. To trochę element obrazu Hiszpanii historiografii krajów protestanckich, szczególnie Anglii. Jeśli mówić o stagnacji to raczej w związku z utrzymywaniem Niderlandów za wszelką cenę, i gdzie od lat 40-stych XVII w. Zastanawia mnie to przekonanie o "prześladowaniu elit intelektualnych", zastanawiam się i jakoś nie mogę sobie skojarzyć. Społeczność Morysków taka "elitrna" dla Hiszpanii nie była, ot efekt przewagi i bytności muzułmańskiej na Połw. Iberyjskim, ale żeby jakoś Hiszpania szczególnie traciła z powodu wygnania Morysków, przenoszenie wzorca z państw niemieckich (ruchy migracyjne w związku z zasadą cuius regio eius religio) czy Francji - kwestia hugenotów, to trochę przesada choćby w związku z tym, że Moryskowie stanowili bardzo w gruncie rzeczy kłopotliwą i zapalną grupę w Walencji.
W kontekście tego tematu - trochę zastanawia mnie brak szerszego oddzielnego potraktowania inkwizycji rzymskiej i inkwizycji hiszpańskiej.

Ps. Temat przenoszę z działu "średniowiecze" do "Historia Religii" z powodu tego, że zdecydowana część postów dotyczy sytuacji w epoce nowożytnej.

Ten post był edytowany przez szapur II: 13/07/2012, 1:06
 
User is offline  PMMini Profile Post #15

10 Strony  1 2 3 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej