Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony  1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Wiersze patriotyczne lub o Polsce, Bank wierszy i pieśni
     
Eumenes
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 400
Nr użytkownika: 4.431

Zawód: student
 
 
post 29/10/2005, 22:36 Quote Post

Niedługo 11. listopada i zawsze się przyda. Zresztą, czasem tak człowieka najdzie żeby poczytać. Wpisujcie tu wiersze i pieśni patriotyczne wszelkiego rodzaju i ze wszystkich epok. Zacznę Norwidem:

Moja Ojczyzna


Kto mi powiada, że moja ojczyzna
Pola, zieloność, okopy
Chaty i kwiaty, i sioła - niech wyzna
Że - to jej stopy.

Dziecka - nikt z ramion matki nie odbiera
Pacholę - do kolan jej sięga
Syn - piersi dorósł i ramię podpiera
To - praw mych księga

Ojczyzna moja nie stąd wstawa czołem
Ja ciałem zza Eufratu
A duchem sponad Chaosu się wziąłem
Czynsz płacę światu

Naród mię żaden nie zbawił ni stworzył
Wieczność pamiętam przed wiekiem
Klucz Dawidowy usta mi otworzył
Rzym nazwał człekiem

Ojczyzny mojej stopy okrwawione
Włosami otrzeć na piasku
Padam: lecz znam jej i twarz i koronę
Słońca słońc blasku

Dziadowie moi nie znali też innej
Ja nóg jej ręką tykałem
Sandału rzemień nieraz na nich gminy
Ucałowałem

Niechże nie uczą mię, gdzie ma ojczyzna
Bo pola, sioła, okopy
I krew, i ciało, i ta jego blizna
To ślad - lub - stopy


a to znają chyba wszyscy:

„Hymn do miłości ojczyzny”


Święta miłości kochanej ojczyzny,
Czują cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny
Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe.

Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny
Gnieździsz w umyśle rozkosze prawdziwe,
Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.
Ignacy Krasicki

A to kiedyś osobiście mówiłem na akademii:

Wisława Szymborska

Gawęda o miłości ziemi ojczystej


Bez tej miłości można żyć,
mieć serce puste jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie wić,
o blasku próchna mówić „dnieje”,
o blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które za płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstkę czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pustobrzmiące słowa.
Można nie kochać cię – i żyć,
ale nie można owocować.

Ta dawność jej w głębokich warstwach...
Czasem pośrodku drogi stanę:
może nieznanych pieśni garstka
w skrzyni żelazem nabijanej,

a może dzban, a może łuk
jeszcze się w łonie ziemi grzeje,
może pradawny domu próg
ten, którym wkroczyliśmy w dzieje?

Stąd idę myślą w przyszłe wieki,
wyobrażenia nowe składam.
Kamień leżący na dnie rzeki
oglądam i kształt jego badam.
Z tego kamienia rzeźbiarz przyszły
wyrzeźbi głowę rówieśnika.
Ten kamień leży w nurcie Wisły,
a w nim potomna twarz ukryta.

By na tej twarzy spokój był
i dobroć, i rozumny uśmiech,
naród mój nie żałuje sił,
walczy i tworzy, i nie uśnie.
Pierścienie świetlnych lat nad nami,
ziemia ojczysta pod stopami.
Nie będę ptakiem wypłoszonym
ani jak puste gniazdo po nim.

Tadeusz Różewicz
*** (Oblicze Ojczyzny)


Ojczyzna To Kraj Dzieciństwa,
Miejsce Urodzenia,
To Jest Ta Mała Najbliższa
Ojczyzna.
Miasto, Miasteczko, Wieś,
Ulica, Dom, Podwórko,
Pierwsza Miłość,
Las Na Horyzoncie,
Groby.
W Dzieciństwie Poznaje Się
Kwiaty, Zioła, Zboża,
Zwierzęta,
Pola, Łąki,
Słowa, Owoce.
Ojczyzna Się Śmieje.
Na Początku Ojczyzna
Jest Blisko,
Na Wyciagnięcie Ręki.
Dopiero Później Rośnie,
Krwawi,
Boli.

Krzysztof Kamil Baczyński - Elegia o... (chłopcu polskim)


Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemnościach, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
20 III 1944 r.


Aha, mile widziane też wszelkiego rodzaju wiersze o Polsce.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
owen
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 3
Nr użytkownika: 10.481

R.D.
Stopień akademicki: gimnazjalista
Zawód: uczen
 
 
post 30/10/2005, 10:45 Quote Post

Władysław Bełza
DO POLSKIEGO CHŁOPIĘCIA

Nie płacz, nie płacz synku drogi,
Żeś na ziemi swej ubogi!
Że nie miecz ci ani radło,
Lecz tułactwo w doli padło,
Żeś łzy tylko i cierpienia,
Odziedziczył z twego mienia.
Przez Bóg żywy, to fałsz dziecię!
Naprzód wziąłeś na tym świecie
To, co rodu twego znakiem:
Imię zacne żeś Polakiem.
A czy wiesz ty, ile cześci,
Krwi i chwały w nim się mieści?
Czy wiesz, jaka to poczciwa
Duma, wzrusza twe serduszko,
Gdy z usteczek ci się zrywa:
To Batory! to Kościuszko!
Urodzajna twoja rola,
Zbożem śmieją ci się pola,
Lasy twoje echa głuszą,
Owce wełną ci się puszą,
A jesienią, na jabłoni,
Owoc się jak szkarłat płoni,
Że zostaje na przychówek,
I na zimę i przednówek.
A więc nie płacz synku drogi,
Żeś na ziemi swej ubogi;
Bo z twych łanów, w dawne lata,
Tyś spichlerzem był pół świata,
Dzieląc wszystkich pod swym niebem,
Równo sercem jak i chlebem
Sól z Wieliczki brałeś hojnie,
Złoto w dani lub na wojnie,
A na pługi i do zbroi,
Szło żelazo z ziemi twojéj,
I starczyło z twojej gleby,
I na zbytek i potrzeby.
Więc pogodnem patrz mi licem,
Boś ty skarbów tych dziedzicem!
I rąk nie łam z próżną troską...
Wróci Bóg, co przemoc wzięła!
W sprawiedliwość wierzmy Boską:
Jeszcze Polska nie zginęła!


Hej! chłopcy, bagnet na broń!

Hej! chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka, przed nami,
Mocne serce, a w ręku karabin,
Granaty w dłoniach i bagnet na broni!

Jasny świt się roztoczy,
Wiatr owieje nam oczy
I odetchnąć da płucom, i rozgorzeć da krwi,
I piosenkę, jak tęczę, nad nami roztoczy
W równym rytmie marsza: raz! dwa! trzy!

Hej! chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka, przed nami trud i znój,
Po zwycięstwo my, młodzi, idziemy na bój,
Granaty w dłoniach i bagnet na broni!

Ciemna noc się nad nami roziskrzyła gwiazdami,
Jasne wstęgi dróg w pyle,
Długie noce i dni,
Młoda Polska, zwycięska, jest w nas i przed nami,
W równym rytmie marsza: raz! dwa! trzy!

Hej! chłopcy, bagnet na broń!
Bo kto wie, czy to jutro, pojutrze, czy dziś,
Przyjdzie rozkaz, że już, że już trzeba nam iść
Granaty w dłoniach i bagnet na broni!


Maria Sulima

Jestem sierotą

Jestem sierotą na ziemi kochanej,
Przodków krwią, potem, obficie zalanej.
Jestem sierotą, choć Polska za Bugiem.
Poszłabym piechotą, mnie skuli łańcuchem.
Leciałabym ptakiem, lecz skrzydła złamane,
Więc włóczę się szlakiem, w ślad więźnia skazana...



Maria Sulima

Poleski kraj

Gdy miesiąc maj poleski kraj
W wiosenny strój ubierze,
Zabłyszczą wody, zapachnie miodem
I człowiek w cud uwierzy.

Tam perły ros, tam wonny wrzos,
Tam rzeki modre płyną,
Tam srebrne zdroje, a dusza moja
W dziewiczych lasach ginie.

Poleski kraj, to piękny gaj
Olbrzymich brzóz sędziwych.
Tam grząskie knieje, tam baśnią wieje
Tych czasów dawnych, siwych.

Gdy spadnie zmierzch i łzami deszcz
Obmyje kraj powoli,
W księżyca blasku, wśród kniei lasów
Zabłyszczy krzyż Boboli.

Hartuje pierś waleczna pieśń
Odwiecznie dumnej puszczy.
W tych błogich stronach rodzinne domy
Traugutta i Kościuszki.

Polesie wie, jak w słynne dnie
Powstańcy tu walczyli,
A polne maki, co z krwi Polaków
Od zórz czerwieńsze były.

Gdy wstrząśnie las i grzmot, i blask,
A niebo się zachmurzy,
To echo strzałów, co w wojnę brzmiały
Poleskim zrywem „Burzy”.

Dewajtis dąb, omszały zrąb
Tak wiele uczuć budzą.
Tam w sennej ciszy czasem się słyszy
Głos z Chaty leśnych ludzi.

Upływa czas i szumi las
Składając opowieści
O dziejach dawnych, o ludziach sławnych
Na ziemi mej poleskiej.


Maria Sulima



Ojczyzno

Ja do ciebie powrócę szmerem wody źródlanej,
Tą piosenką, co nucą serca gdzieś zakochanych.

Ja do ciebie powrócę szronem biało-srebrzystym,
Kryształową narzutą czy powietrzem czystym.

Ja do ciebie powrócę wonią łąki kwitnącej,
Tą jutrzenką, co rzuca pierwszy promień gorący.

Ja do ciebie powrócę wtórem liści alei,
Tylko czas niech nie skraca mej gasnącej nadziei.

Niech mnie życie nie smuci, nie rozżala deszcz rzewny,
Ja do ciebie powrócę, ma Ojczyzno – na pewno.


Maria Sulima



Dzień dzisiejszy

Godność człowieka haniebnie się depcze
Na Ziemi zbolałej mych przodków,
Tyran krew ludzką łapczywie chłepce.
Podległe mu wszelkie środki.

Kraty żelazne zaćmiły nam słońce,
Dusze nam spętać gotowe.
Powietrze w mym kraju nieufne, cuchnące,
Zaborców swoista brzmi mowa.

Lud potępiony już padł na kolana,
Pochodnia mu więcej nie świeci.
Przyszłość stracona, krwawią wciąż rany,
O litość wzywają dzieci...

Wiara się chwieje płonącą tu świecą,
W porywie wiatrów szalonych
Ku niebu modły nieszczęsnych wciąż lecą,
Szukają nadziei straconej.

Niebo się chmurzy, obłoki płaczą
Nad krajem fatalnym, zgnębionym.
I krukiem czarnym los kracze i kracze...
Czernobyl wydaje swe plony...


Maria Sulima

Moje przodki nie dla sławy
Często w bój chodzili krwawy.
Syberyjski kraj niemiły,
Gdzie są dziadów mych mogiły...
(Mój ty, Boże)


Konstanty Ildefons Gałczyński

Polska

Nosimy Cię w swych sercach, wyblakli poeci,
głupcy, włóczęgi, błazny, ścierki kawiarniane;
Twój blask oślepiający jako słońce świeci,
w piersiach nam się łopoczesz stłumionym orkanem.

Ale my, głośne pawie, pyszałki odęte,
niecna zgraja aktorów, hałastra wyrodna,
kneblujemy jak łotry Twoje usta święte
i spychamy Cię na dno, bo jesteś... niemodna.

Ale ja wiem, że przyjdziesz, musisz przyjść, Skrzydlata,
piersi nasze rozedrzesz gromowym wołaniem,
serc milionem zatargasz, pasadami świata! ...
Poeci, ja zwiastuję Drugie Zmartwychwstanie!

W proch uliczny runiemy, jak bogi gliniane,
Twój piorunowy płomień ślepia nam wypali,
Twoje Imię ognistym będzie huraganem!
ale nie dla nas będzie, bo myśmy za mali.
(1924)


Konstanty Ildefons Gałczyński

ZSSR

Za parę lat i tak po stienku
i trach-tarach! Mon cher -
tymczasem Marksa mamy w denku -
pardon, ZSRR

Tymczasem jeszcze obiad dobry
i przy obiedzie kler,
karp z wody, z srebra kandelabry -
pardon, ZSRR.

Tymczasem, jeszcze jakby w filmie
"Rozkosze wyższych sfer":
jarząbki przy sowieckim hymnie -
pardon, ZSRR

Że Untergang des Abendlandes?
Gwiżdżę - rastaquoere!
Pafnucy, zrób mi, proszę, wannę -
Pardon ZSRR.


Konstanty Ildefons Gałczyński

Rok polski

Styczeń, czyli Januarius

Wspaniale astrologiczne
Styczeń w znak podchodzi ślicznie

Wodnikowy, co zwie z lat już
się Wodnik, czyli Akwariusz;

Wodnik, wiadomo, polski znak:
W Polszcze jest wody ojczyzna,

wody w poezjach i w głowach,
i w ministerialnych mowach,

i w klituś-bajduś Kiepury,
i w symfoniach K. Kazury;

w Akademiach, w Odsłonięciach,
i w Otwarciach, i w Zamknięciach,

w Zjazdach, w Akcesach, w Obchodach –
woda, woda, woda, woda!

Mawiał Poeta ze złością:
- Polska narodów wodociąg...

Minął rok Trzydziesty Siódmy,
chwalić Boga, bo był złudny:

Zdobywaliśmy prestiże,
ale kraj wciąż łapą liże.

Julianna zaszła w Krynicę
i był zamach na Horzycę.

Kościałkowskiego, że krępy,
Szukalski kusił do rzeźby.

- A ty lepiej napisz dramat -
mówi mama do Zyndrama.

Również mówiono w Senacie:
- Te "wawrzyny" wysyłajcie
wagonami! Jak tu nie chcą,
to może "chwyci na eksport.

A pod stacją Bycze Głowy
słup telegraficzny nowy'

wbito wspólną siłą w ziemię
i zrobiono akademię:

Ulrych gadał, sztandar zwisał,
Sieroszewski bajkę pisał,

co napisze, uśmieje się...
(Szanuj starszych, mój Hernesie!)

Słowem, wszystko barzo miło,
tandem etiam i tak było:

entliczek - pentliczek
czerwony "Płomyczek",
na kogo wypadnie,
na tego bęc!
i do więzienia...

Zima, zima. My w Aninie
plotkujemy przy kominie

w wolnych chwilach od obliczeń
nowych wydatków na Styczeń.

Luty, czyli Februarius

Witaj, Luty, między nami
w znaku, co się zwie Rybami!

Znak ten ma znaczenie strome:
nomen-omen i barometr:

Boć u nas to każdy chyba
jest cokolwiek jak ta ryba -

może skręcić kark od POS-u
lecz poza tym nie ma głosu.

- Obuj, chłopie, dobre buty -
mawiał mój dziad, gdy był Luty;

dziś chodzi z niemałym żalem
bez butów, ale z medalem.

Medal zresztą - spójrzmy głębiej!
nie grzeje, lecz i nie ziębi,

słowem: danaż moja dana,
proszęż pana Felicjana.

Luty, poza tym, po trosze
ma liczne inne rozkosze

spraw i sprawek ciżba tłumna:
raz do banku, raz do gumna.

W banku można wnieś podanie ;
i spokojnie liczyć na nie,

zasię w gumnie a po troszku
można wsunąć coś na boczku:

Niezła będzie pieczeń z rożna,
karpia z wody takie można;

grunt to, żeby, proszę panów,
do wszystkiego masę chrzanu:

Chrzan łzę puszcza z ocznej szpary,
łza przesłania złe cauchemary,

czas mija. Nie myślmy o tem.
Ot i już wieczór za płotem-

Na wieczory, kiedy ciemno,
polecam zabawę w "penklob":

Bierzesz Żydów dwa śmietniki
i Nałkowską za wąsiki,

Parandowskiego do hewry,
(powieściopisarz rezerwy),

no i - najważniejsze, że to -
kupę forsy z MSZ-etu;

za te pieniądze, jak wiecie,
tułają się Żydy po świecie;

że te Żydy takie drogie,
a kraj w nędzy, cóż ja mogę?

Korektora innej marki
trzeba by tu, albo belki
na ten mały błąd drukarski,
co go zrobił Każmirz Wielki.

Marzec, czyli Martius
Luty srebrną zdjął szczeżuję,
ot i już Marzec figluje:

tu zachmurzy, tam spogodzi,
a całość w nowy cykl wchodzi:

człek w długi z samego rana,
a słoneczko w znak Barana.

(Mówiąc krótko a głęboko,
wszystko sobie wchodzi dokądś:

do żłobu Żydomasoni,
a do więzień autochtoni...

Cóż, nie każdy Adam baje,
że Polska jest Bassara-jem!)

Nie wiedzieć, co tu się da rzec
'o miesiącu zwanym Marzec:

Raz kwiatkom sypnie do rowów
śniegiem zabawnym, to znowu

słodkim dżdżem jak lustrem pęka
Marzec - kapryśna piosenka.

Idąc za marcową modą,
kaprysiejemy z przyrodą,

dziwne mając, panie złoty,
inklinacje a ciągoty:

To się nam chce wody z miętą,
to na księżyc, to do centrum.

to na lewo, to na prawo,
to z Poznaniem, to z Warszawą,

w końcu w prawo, w lewo ani,
ni do centrum, proszę pani,

lecz, jak zwykle w takich razach,
po prostu, czyli "w myśl wskazań"...

Raz Polak Narcyz Matuszczyk
zabłąkał się w strasznej puszczy;

ciemnieje; słychać puszczyka;
pot zalewa Matuszczyka;

księżyc na dwie drogi mruga:
w prawo jedna, w lewo druga.

- Co robić? - groza się wgryza
w mózg Matuszczyka Narcyza.

- Nie mogą wszak w miejscu stać ja! –
Bardzo przykra sytua-ć-ja.

Tymczasem z zachodu chmury
i ze wschodu wiew ponury,

droga w prawo, droga w lewo,
a w centrum przyjazne drzewo ...

naród... Państwo... tego... ten...
historyczny, saski sen.

I do powiek snu jak kleju
nalało mu się, aż gwizdnął...
Nie masz to jak, mociumdzieju,
stuletni sen przed decyzją.


Kwiecień, czyli Aprilis

W ślad za Marcem, jak to wiecie,
postępuje miesiąc Kwiecień,

już w gaju człek fajkę pyka,
a słonce wchodzi w znak Byka.

Wprawdzie są tacy, co krzyczą,
że w Polsce jest ciągle byczo:

stycznie, lute, marce, kwietnie –
ciągle dobrze, ciągle 'świetnie;

sukces, triumf z każdej strony –
tak twierdzi... "Kurier Czerwony";

ano niech tam! nie przeszkadzam!
Byczo? Rozkaz, panie władza.

No, Byk już dosyć był w mowie,
teraz o Becku dwie słowie:

Szkoda słów, jak mówią w Łodzi:
świetnie się chłopu powodzi!

Przede wszystkim każdy przyzna,
że to przystojny mężczyzna,

że "egipskie" z gracją pali
i że ma śliczny "keep smiling";

co do fraka, wszystkie stany
zgodzą się, że jak ulany;

gdybyż miał jakie defekty,
wraz by to zdradził obiektyw,

lecz na każdej fotografii
Beck błyszczy jak król Szlarafii.

Na taki szczyt ja nie dojdę,
nawet nie mam Schadenfreude,

żeby zbłądził, nie! puzony,
triumfy... vide... "Czerwony".

W Austrii tymczasem, panowie,
wszystko stanęło na głowie,

Hitler w czarnej limuzynie
jeździ po wielkiej krainie,

z lewej strony mając Hessa,
i czuje się jak sam cesarz,

ciepło sypia, smacznie jada,
Rzymskie Cesarstwo zakłada,

słowem, każdy w wiosny porze
kombinuje tak jak może.

Tylko my, biedni Sarmaci,
wciąż chodzimy kołowaci,

od wieków wciąż tacy sami...
Boże, zmiłuj się nad nami!


Maj, czyli Maius
Maj to miesiąc tajemniczy,
cały w miłości, w słodyczy.

Zielono dzień się zaczyna,
błękitnie zmierzchu godzina;

wieczorem drżą gwiazdy modre,
chrzęści złoty pas nad biodrem,

a w pasie szmaragdy chowa
dziewczyna, panna majowa.

Lśni w gwiazdach majowa panna
jakoby perska fontanna;

gdy gwiazd świecenie przygasa,
to sypie szmaragdy z pasa –

i szmaragdy, i rubiny
sypią się z dłoni dziewczyny,

a ty myślisz, że to słowa,
otóż nie! to noc majowa.

Wyjdźmy na ogród, amice
otumaniony księżycem;

wiatr przez ogród ledwo wionie
stoją w księżycu jabłonie,

wśród nich zielona altana,
gdzie mnie czeka ukochana.

Mam dla niej wonne jaśminy
i melodię okaryny;

mam dla niej szepty i dale,
i najsrebrzystszą konwalią,

i to, co cenią najgłębiej,
0 serce, serce gołębie!

Wiatr się podnosi od wschodu
wyjdźmy, Phidyle, z ogrodu,

panno moja horacjańska,
pół rzymska, a pół słowiańska.

Popatrz no: Polska dokoła:
piękne miasta, śliczne sioła,

bory podszyte łaciną
szumem aż pod niebo płyną,

a ty - moja Muzom Muza,
moja i Kochanoviusa.

Czerwiec, czyli Junius

Zwykle po majowej przerwie
następuje miesiąc Czerwiec,

miesiąc miły dla Polaka,
bo słońce wchodzi w znak Raka;

bo w Czerwcu Polak wesoły
i upały ma, i pszczoły,

pszczoły jak muzyka płyną,
upal rozmarza jak wino.

Witaj mi, lenistwo lata!
Człowiek się ze słońcem brata

i z ptaszkami, i z dąbrową,
i z obłokami nad głową;

gdzie spojrzy, sukces i gratka,
wszystko mu idzie jak z płatka,

prześciga Lisa-Przecherę,
czuje się drugim Hitlerem.

W Czerwcu wszystko z Europy
zaczyna swoje urlopy;

Polak, choćby miał najmarniej,
podróżuje do Jastarni,

a jeśli bardziej bogaty,
pędzi autem do Juraty.

W Juracie same rozkosze:
brydż, szampana pełne kosze,

kwiaty, filmowe gwiazdeczki
i wyborne piwo z beczki;

hotele o nazwach hucznych
zapraszają cię do uczty ...

Siadasz, zamawiasz pół czarnej,
a kelner zły, że nie sarnę;

jednak niosą: jeden cukier
drugi łyżkę z wielkim hukiem,

trzeci kawę, czwarty wodę,
piąty tacę, szósty spodek...

i - Pól czarnej!!! - wołasz z przejęciem.
- Tak! tak! tak! - I zwą cię księciem.

Kiedy przyjdzie do rachunku
we łbie masz szum jak od trunku:

Za pól czarnej, chłopcze zloty,
płacisz ...osiemnaście złotych -

i smutny idziesz na molo,
by odetchnąć morską solą,

by patrzeć w fale szumiące,
co płyną - jak twe pieniądze.

Lipiec, czyli Quintilis
Co może, stara się przypiec
skwarny, grożny miesiąc Lipiec,

nie dziwota, drodzy moi,
toć słońce w znaku Lwa stoi,

więc choćbyś ze złości tupał,
z nikim się nie liczy upal.

Wodzowie, wojewodowie
pot ocierają na głowie,

krowa i ta w polu ryczy,
trud przybiera na goryczy,

szukają cienia w altanie
najbardziej wpływowe panie.

W lipcowe dni, Czytelniku,
najlepiej stać na pomniku

jako figura z piaskowca
zasłużonego sportowca:

Tu świat cały wisi krzywo,
Niemcy warzą czeskie piwo,

kto może, to pcha do wojny,
drżą wskazówki w cyferblacie,
a ty sobie stoisz, bracie,
nieśmiertelny i spokojny;

gdy gorąco i ponuro,
najlepiej jeszcze figurom!

Ongiś Czternastego Lipca
piosenką na krwawych skrzypcach

zagrał lud francuski młody,
bo niby pragnął swobody;

grając pod dyrekcją biesa
od wieczora do poranka,
nie spostrzegł, że Marsylianka
to był wariant... Majufesa...
Szaleńcy robią zamieszki
Żydy napełniają mieszki.

Ha, nieraz człek gorzko duma
nad Darczanką w cieniu... Bluma.

U nas też, mości panowie,
za sto lat człowiek się dowie,

że niektóre ważne nitki
trzymały londyńskie Żydki...

W lipcu, jak w każdym miesiącu,
najmilsza noc przy miesiącu,

noc bowiem wszystko uciszy
gniew królów i trwogą myszy.

Sierpień, czyli Augustus
Znany łacinnik Sirko
mówi, że Panna to Virgo -

więc w znak Virgo wchodzi Sierpień,
miesiąc pełen różnych cierpień,

oczywiście jak dla kogo,
bo jedni się kąpać mogą.

Wieniawa nie może wcale:
zamknęli go w Kwirynale;

Boyowi także drżą nogi:
czeka go kryminał srogi

z powodu, że brzydko ruszał
Konczyńskiego Tadeusza.

A mówiła ciocia Jadzia:
Tadziu mój, nie ruszaj Tadzia!

Kiepura, ten ma los dobry:
z samym starostą gra robry,

a z dachu auta do chmur aż
śpiewa, że jest zwykły murarz;

mój wuj też raz, przy niedzieli,
śpiewał i chłopa zamknęli,

czyli słód tragiczna lekcja:
- Grunt, panowie, to protekcja!

Mnie, literackiej chudzinie,
ponuro czas w Sierpniu płynie:

Z człowieka się robi wariat,
gdy czeka na honoraria.

Za firanką stoi żona,
wypatruje pocztyliona,

wypatruje, wyczekuje,
białe rączki załamuje.

Miał przysłać "Glos Przyciszony" -
byłaby kaczka dla żony,

sto złotych z "Rzewnej Godziny” -
byłby wózek dla dzieciny,

siedemdziesiąt - "Ławą, bracia!"
a tu nic i konsternacja.

Tym sposobem, dżentelmeni
spędza Author Sierpień w sieni;

głowa mu puchnie jak bania
od tego wyczekiwania,

świat się cały we łbie kręci –
bo wciąż walą inkasenci:

malarz, golarz, ślusarz, bednarz...
Eeech! dolo pisarza biedna!

Wrzesień, czyli September
Z racji służbowych przeniesień
niedobry jest miesiąc Wrzesień:

Drżą starostom wąsy, baki,
bo słońce wbiega w znak Wagi,

świat chwieje się jak od burzy
i na dwoje babka wróży;

cóż, kiedy z Wrześniem w staroście
słowiańska tęsknota roście,

poezja pęka jak bania
i stąd płyną zaniedbania;

olszynki, gaje, dąbrowy
najmilszeć w porach służbowych!

człek by rydzyków nazbierał,
ordery włożył w futerał -

niestety! niemało burz ma
urząd, bo służba nie drużba:

Już, już się drzemka zaczyna,
wtem premier jak ex machina

zza kaliny, co szerokim
liściem szemrze nad potokiem!!

We Wrześniu w bieżącym roku
strzeż się, starosto, potoku

i spoczynku pod kaliną,
by cię stan spoczynku minął.

Zasię dla polskiej Armady
też mam w zanadrzu ćwierć rady:

Na wszystkie gwiazdy niebieskie!
wołam: - Precz z m/s "Sobieskim"!

Zmienić nazwę! zaraz! teraz!
żeby nie wyszedł komeraż,

Boy bowiem, śmieszne chłopisko,
jak mucha obsiada wszystko,

a Sobieski to też gratka
dla tego obsesjonatka.

W świecie natomiast prawdziwym
nareszcie dzieją się dziwy:

Masoni dostają w ucho
i nie ujdzie im na sucho.

Mimo masońską przebiegłość
zdobędziemy niepodległość

prawdziwą, nie papierową -
ręką z ręką, głowa z głową.

Październik, czyli October
Gdy słonce grzeje Skorpiona,
a niebios mierzchnie opona,

poeta Stanisław Czernik
mówi: - Ha, to już Październik;

za nim Dziuban, Ożóg, Starzec,
jako też inni pieśniarze

"tomiki" wydają skoro –
bo jesień jest taką porą.

(W tym względzie nic się nie zmieni:
tomik, tomik co jesieni!...)

Pewien liryk w naszym mieście
"tomików" ma coś czterdzieście:

"W poprzek","Aby","Glób","Iloraz",
"Siwy Arbuz","Noga","Oraz",

"Kłucia w boku","Trzem nie potrza",
"Czarne dumy","Krwawe ostrza",

"W uchu moim","Nie mój nabój",
"Cisza wyżej","Wojna krabów",

"Bij, Walenty","Polsko, szalej",
"Gdym ci rym ci" i tak dalej.

Gdy wyjdzie spod prasy tomik,
Poeta biega jak chomik tomik,

nagina głowy i szyi -
wszystko dla tej Poezyi.

(Albowiem wszystko przemija,
lecz święta trwa Poezyja.)

Recenzent wielmożny zasię
zaraz pisze o niej w prasie:

"Pan Jóźwiak, znany skądinąd,
wydal tomik, „Nad głębiną”

w bibliotece „Świata dziwy”,
a talent ma niewątpliwy;

tylko w wierszu u „Polne drogi”
co znaczy „patelnia nogi”?!

Wprawdzie rzeczownik „patelnia”
strofą bardzo wysubtelnia,

ale znowu, mówiąc szczelniej,
co ma noga do patelni?..."

Bardzo to jest orzech twardy
metafora awangardy.

W awangardowy Październik
mów na wiatrak, że to piernik.

Piernik zresztą do kakao
ma w sobie zalet niemało.

Listopad, czyli Novembris
Atmosferyczny opad
zaczyna miesiąc Listopad:

śniegi, deszcze et cetera
fabrykuje atmosfera,

pole, ogród smutne wielce,
słońce współdziała ze Strzelcem;

za to ziemia, chwalić Boga,
dla Strzelca jest dosyć sroga,

strzały wojny za piec ciska
Europa monachijska,

nie ludzie, uczynił Bóg to -
laudatur mundi Constructor.

Durniom nie w smak, ale trzeba
pochwalić tu Króla Nieba,

który ze swoich obłoków
i wojnę zsyła, i pokój;

z Nim jest nam wyżej i szerzej,
On świat w swojej dłoni dzierży,

On prawdzie uczyni zadość,
On skruszy pyszałkowatość,

spocznie, możni tego świata,
wielką stopą na traktatach!

My tu w Polsce, że tak powiem,
mocno folgujemy sobie:

bo mało, że każda gąska
gęga dziś na temat Śląska...

0 ekspansjach,0 koloniach...
że... gaude, mater Polonia,

że wszystko jest doskonale
że imperium... i tak dalej.

Tu trzeba, panowie szlachta,
nasz żywot oprzeć na faktach,

faktach bez tęczowych ramek,
co mówią za siebie same,

0 których trąba nie huczy -
najpiękniejszych, bo tych mrówczych...

Gdy organy przebrzmią świetnie,
gdy kwiat pomarańczy zwiędnie,

a długi welon obłoczny
na dnie gdańskiej szafy spocznie,

zaczną się dni - czasem krzywo -
i twardy małżeński żywot:

Tak jest i w życiu państwowym,
moi mściwi panowie:

przebrzmią surmy, bębny, kotły,
a w szary dzień potrzeba miotły,

bo pajęczyna po kątach -
a kto ład chce mieć, ten sprząta.

Grudzień, czyli December
Lekarzowi, dobrodziejowi mojemu, Doktorowi Jarosławowi
Neczaj-Hruzewiczowi

Drogi Panie Redaktorze,
rękopis w spóźnionej porze

wysyłam za miesiąc Grudzień,
wierząc, że mi jakoś ujdzie.

Onego spóźnienia powód
tłumaczy się złą chorobą,

co mnie od tygodni trapi,
a nad łóżkiem wisi napis:

"K.I. Gałczyński. Poeta.
Szaleństwo. Ścisła dieta".

Szczeblując do gwiezdnych pował,
niejeden liryk zwariował,

liryk, ten srebrzysty atom...
Odpuśćmy grzechy wariatom,

A ty, panie czytelniku,
nie chełp się ze swą podwiką,

żeście zdrowi i rumiani
Wszyscyśmy blisko otchłani

i każdemu z woli Boga
powinąć się może noga,

lecz wiedz: diabeł spęta w lesie,
Jezus na światłość wyniesie.

A światłość już niedaleko:
w Grudniu się narodzi Dziecko,

co jednym wzniesieniem dłoni
świat ku światłości nakłoni.

Spójrzcie, jak pierzchają cienie!
Płynie Boże Narodzenie!

W purpurze, w zlocie, w lazurze
Anioł dmie w trąbę na chmurze;

radość, radość niedaleko,
radość, co pychę uśmierca...

"Jezu cichy i pokornego serca ,
uczyń serca nasze według serca Twego"
1938


Konstanty Ildefons Gałczyński

Piekło polskie

Dell' inferno

Canto XXX

W życia wędrówce, na połowie drogi,
skroś infernalne wędrowałem knieje,
gdzie ci, co skrzydła mają i co rogi,

po równie cierpią, i zbywszy nadzieje,
zapadłem w otchań Piekła niedościgłą;
kiedy pomyślą, włos na mnie truchleje.

Oczu demonów rozżarzonym węglom
światłość jakowaś grozy przydawała
gdy oko moje z ich okiem się sprzęgło.

I tako drżałem jak korab na wałach
gdy się odiablą wszystkie elementy.
A było wietrzno i wieczór bez mała.

Nade mną w górze "Święty, Święty, Święty"
piały Cherubim i niebo jak arka
skroś planetarne płynęło zakręty.

Nagle, czy Dante był to, czy Petrarka ,
nie wiem, lecz raczej sądzą być demonem
onego człeka. - Chłopcze, niech nie sarka

jęzor twój - rzekła mara - bo przed skonem
ujrzysz erebu grozy tajemnicze,
kędy Kon cierpi społem z Laokoonem.

- Ktoś ty? - spytałem. - Jam jest Bazewiczem,
co jeografią na ziemi fałszował,
na ziemi byłem czymś, tu jestem niczem.

Teraz szczeblują do niebiańskich pował,
ale nie dojdą, jak nie doszedł Maron;
in terra doctor eram, tu - konował.

Stało się ciemniej, kiedy siwy Charon
z okiem jakoby z rozżarzonym lontem
wywijał wiosłem, jak różdżką Aaron.

I tako płynęliśmy Acherontem,
rzeką Boleści, a wioślarz pyjamą
osłaniał członki swoje. Widział on te

duchy nieraz płynące i tak samo
poglądał na nas jak za dawnych czasów,
gdy cisnął Danta przed piekielną bramą.

Lecz oto Cerber, strzegący zawiasów
bramy podziemnej, dał nam znak szczekaniem,
żeśmy do czarnych dopłynęli lasów.

I tam na chwilę wpadłem w snu otchłanie.
Jak kiedy chory syn, drżący w malignie,
budząc się, straszy matką bełkotaniem,

raz po raz okrzyk grozy z ust wyrzygnie,
tako i byłem ja, w to Piekło chynąc,
gdy wzrok ku ziemi zbytnia trwoga przygnie;

a nigdy wielką odwagą nie słynąc,
- Mistrzu - szepnąłem - prowadź mnie w te kręgi,
przepadnę bowiem sam, samopas płynąc.

- Na mapy moje! - rzeknie mój duch tęgi -
nie trwóż się, chłopcze, zadrzyj w górę głowy,
niech spłonie Strach twój w ogniu mej Potęgi.

Oto zobaczysz obraz Piekieł nowy
i phantasmata oglądniesz olbrzymie,
i najgroźniejszy krąg, bo poetowy.

A wtem hebrajskie usłyszałem imię,
poznałem: znamię zdradziło eblisie.
- Tyżeś to? - rzekłem. - Tyżeś to, Tuwimie ,

aże po pępek pogrążon w ignisie?
Czyś to ty, mój słopiewco, logofagu, larwo?
Milczał, słowa tykając krągłe, i się

w ignisie smażył cum honore parvo.
- Mistrzu - spytałem - a ten, co binokle
na rzymskim nosi nosie białym barwą,

który na Heinem cwałuje na oklep,
jakby go talent albo horror poniósł ,
kto zacz? - Odpowie Mistrz: - Rumaka poklep

i jeźdźca na nim. On-ci jest Antonius
Słonimski, znany z zatrutego zęba,
j chociaż powionie czasem jak Favonius.

Trochę zmęczony siadłem na skał zrębach
słuchając głosu, co płynął z oddali:
- Jak marmur bity dłutem - moja gęba.

Patrzę, a zgraja rogonośców wali ,
wlokąca widmo jakieś z gór do dołów;
widły żarliwe w brzuch widma wbijali.

- Jam jest Leonard Podhorski-Okołów ,
enjambemaniak, sprośny rymokupca,
w sercu Białoruś miałem i aniołów.

Tak wyło widmo, a diabły do słupca
Leonardiatę przydźgały cezurą.
Rymną krwią krwawił rymowy porubca.

Ale tu ciała nasze czarną chmurą
obeszły, w głębsze zapadliśmy limby,
gdzie dołem smrody szły, ognie zaś górą...

Widoków onych nawet Danta rym by
nie mógł opisać, boski w swojej sztuce,
tumy wznoszący samotne jak limby:

Z ciała albowiem drąc sztukę po sztuce,
gryźli diabłowie larwę cum affectu:
Johannes Miller wieczny Nepomucen

był to. - Posłuchaj - Wergil z wąsem rzekł tu -
jako on Miller subiektywnie wyje:
Forsa i folga - synurektum tektum.

empuzy, Lamie, Hapuny, Harpije,
Centaury złote i ciężkie od blasku
wrzasnęły nagle jak grom, kiedy bije:

Bowiem na skraju posępnego lasku,
lekki jak ibis, gdy chce obłok dosiąc,
pod cylinderkiem, miast Pallady kasku,

tuczny słowami lśniącymi nad mosiądz
Maitre Iwaszkiewicz chciał ćwierknąć sonetkę,
by w Akademii Piekła fotel osiąc.

Dwaj diabli wskazywali mu rozetkę
Legii Honoru, gdy on wierszodziałem
słodkim się parał, waniliowy Oetker.

Piękne to było, piękne. Gdy tak stałem,
głos mnie doleciał podobny do róży:
- Kucnij troszeczki, Jadziu, za tym wałem...

Chłopcze, to piekło wcale ci nie służy,
bo w raju piekła chcesz, a w piekle raju.
Tu zbladł i pióro schował, i się znużył.

Od wschodniej strony, na dachu tramwaju,
waty, androny, sterny, baliwerny,
hocki i klocki, gacki, baju-baju

padały w duszny Tartar niepomierny,
wrzeszcząc: - O mamo, serce me dynamo,
0 Sternie, steruj, któryś jest bezsterny!

Aliści wzrok mój inną Panoramą
począł się bawić, bo na czarnej łące ,
ogniami wzięty w kwadra jakby ramą,

gdy mu wątróbsko sępy witkaczące
żarły, wył potępieniec.- Mnie zadziwia,
Mistrzu, ten człowiek - rzekłem - i hańbiące

czyny popełnić musiał. - On ma wywiad
sam i ze sobą, więc "guarda e passa".
Przez czarnych borów spleśniałe igliwia

szliśmy. Szagale szarpały Pikassa,
kiedy w monoklu przemknął się diablotyn,
automobilom rzucający lassa.

- Znudził mnie - płakał monokl - Platon, Plotyn,
handlem się wreszcie bawię od lat wielu,
dla potępieńców czyniąc antipotyn.

Tyś mi się tutaj zjawił, o Kornelu,
łysoniu rzewny, i ty, Lechanisto,
i ty, Adolfie, mowy karuzelu.

O Leszku, Leszku, gdy panegirystą
mam już być twoim, ty, który obiema
rękoma butle wznosisz, o fletonisto,

bowiem ujrzałem widemko nadęte,
palące "Maden", wielkie jak korniszon;
widać, że człowiek był to altus mente,

a już rzec najmniej, że nie był wymiszon
z geniuszu. Szeptał: - Irzku, mego wuja
miasto, mych dzieci cytwar i kapiszon.

Nagle jak gdybym słyszał "Alleluja",
jakobym wonie powąchał Arabii,
tak byłem szczęśliw. Rzekł jeograf: - Tu ja

raczej ci płakać każą, krąg to babi;
ujrzysz tu białych głów szkaradnych siła;
więc spoważniałem i rzekłem mu: - Rabbi.

Przed nami w kotle rymotwórczym wyła
słodka i J. K. Illakowiczówna,
za tom "Połowu" jak Venus się kryła;

dalej sarenka Renka Tuwimówna
wiersz przy księżycu pisała bez świcy,
bo było widno. Panna Reicherówna

une-heure-avec-sces" chciała mieć z Kończycy
cygarem. Dłużej nie mógł i miał rację.
Tam jakaś dama podawała "cycy"

ustom beskidzkim - i były trzy Gracje,
trzy Marie: Kossak, Dąbrowska, Jehanne,
trzy panie polskie, trzy "białe akacje".
,
Zza drzewa, cierpiąc żądze nieustanne,
poglądał na nie barzo sprośny staruch,
Zdzisio Dębicki - i z każdą by w wannę.

W krzaczkach - brodaty - jako prorok Baruch
Jaś Narodowy Salińskiego Marię
z laurem na skroni powiódł. Szli do baru.

Tutaj zawiały wiatry jak malarie
żółte, trucizny pełne, bo z wysoka,
nucąc przez resztki nosa Negro-arie,

w otchłań bez dna towarzyszka epoka
chynęła, pełna wojen, sportów, panik,
na sky-scraperach śpiąca i na dokach.

W ręku trzymała z ciepłą wodą kranik
symbol cywilizacji - rzekł filozof,
który nazwiskiem w pamięci mi zanikł.

Wtem usłyszałem huk wojennych wozów
a w pierwszym pędził bóg demonów Belial
w mundurze szarym, ciemny jak teozof.

- Mistrzu! - krzyknąłem. - Piekieł ewangelia
przeraża oczy moje, w uszy dzwoni,
niechaj przykryje wzrok mój twoja delia.

Jednak widziałem: z rękawa masoni
Belialowego wężem niesłychanym
płynęli w nieskończoność...Wszędzie oni.

On w piekle jeden Anioł - zbuntowany.
Więc kiedym ujrzał i szpady, i kielnie,
począł mną targać strach nieopisany

i z jeografem zbledliśmy śmiertelnie,
gdy raptem pewien blady wolnomularz
porwał nas w ręce i niósł w górę dzielnie.

- Trzymaj się wąsa mego, kiedy hulasz
dziwnie w powietrzu - rzekł pan B. Trzymałem.
Gdzieś w raju aniołowie jedli gulasz,

a ja nad Piekłem z masonem latałem,
nad przepaściami czarnego erebu
i z przerażenia drżałem całym ciałem.

A księżyc tajemniczy był jak rebus,
jak kalafonia złoty - Dość tej jazdy,
czas nam przez Czyściec wędrować ku Niebu -

rzekł mi jeograf. I ujrzałem Gwiazdy.
Nad Acherontem Boy, bóg zamyślony,
chodził samotny, pluł i liczył gwiazdy.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Ojczyzna moją jest muzyką

Ojczyzna moją jest muzyką. A tyś jak nuta rzewna,
z którą na ustach, po latach, wraca się w muzykę jak do domu.
Tylko się nie trwóż, Saskia. A możesz mi być jeszcze tak strasznie potrzebna,
że chyba tylko śmierci. Ale już cię nie oddam nikomu.

Jeżeli wszystkie niebiosa i wszystkie w nich serafiny
krzykiem tęsknoty wybłagam, by się spełniła twa chwała,
jeżeli powiem więcej: że jesteś ponad rubiny,
o jedno proszę cię, Saskia: - Nie bądź zarozumiałą.

Pięć lat milczałem jak głaz stoczony ponad pochyłość,
pięć lat milczałem jak lód - co będzie, gdy lody popłyną?
I nagle na wargi spieczone żywą wodą upadła miłość
i rozwiązała mi język jak wino.

Słuchaj, Saskia, cokolwiek się stanie,
złotą chmurą zostaniesz w legendzie.
Bo wypisane jest ogniem na ścianie:
już cię nikt tak jak ja kochać nie będzie.

Sięgnij po nieśmiertelność, Saskia, tak jak się sięga po szmaragd,
gitarę, wstążkę lub jabłko, wysokie, rumioane ogromnie,
Gitara, jabłko przeminą. Jak komar brzęczy gitara.
Lecz ja to w księgę zamykam. Saskia, uśmiechnij się do mnie.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Emigranci
Cieniom Zofii Dabskiej

W Mexico Kuba Paździor
szyny przykuwał do ziemi,
oczami zapłakanemi
ku polskim wyglądał gwiazdom.

Zasię Hieronim Barwinek
jabłka hodował w Kanadzie
i myślał sobie, że inne
w kujawskim spadają sadzie.

Szofer Konstanty Pokorny
zajechał aż do Australii
i w listach do żony się żalił,
że nie wie, co znaczy "good morning".

Niejeden zapłakał nad matką,
nad domem, nad dolą człowieczą.
Z tobołami poszli. Gromadką.
W zimowy, zgarbiony wieczór.

Porwały ich wielkie odmęty
i ręce urzędników;
nie wiedzieli, jak i którędy,
nie znali dziwnych języków.

Nie wiedzieli wtedy, że Polska,
co w Polsce była jak listek,
tam w sercu drzewem wyrośnie,
dębem tysiącolistnym.

I nie wiedzieli, że był ktoś,
gdy oni płynęli zbłąkani,
kto wiedział i widział wszystko,
i myślał, i cierpiał za nich.

Kto duszą miał białą jak lilie
i serce czyste jak czyny.
Kto przysyłał opłatek "na Wilię"
z wielką gałązką jedliny.
l929


Konstanty Ildefons Gałczyński

Szturm

Naprzód! przed nami cały dzień,
a w sercach gra odwaga-
nędzarzem jest, kto się nie zmaga
i kto się trwożnie walczyć wzdraga...
do szturmu! jeszcze dzień!...

Nastroić surmę serca na ton tęgi, hardy,
dumą swoją zamienić na wspaniałą butę,
połamać u pałaszy zalęknione gardy
i zdobyć niedostępną przed nami redutę!...
Marsz!
Marsz!
Marsz!

Rozwiniemy sztandary na wietrze,
niech jak orły nam załopocą –
skona dzień, to pójdziemy nocą,
to się zorze nad nami wyzłocą,
krzykiem swym rozedrzemy powietrze.

A teraz jeszcze jasny dzień ulewą światła jary...
zabijem w sobie lęki drżeń,
w życie zmienimy złudy śnień...
do szturmu! z mocą wiary!

Nie będziemy robili podkopów
(niepotrzebne nam dzisiaj fortele!),
dla słabych zostawimy zdradę,
zostawimy lęk, mary blade
i bezpieczne schroniska okopów –
nami Duch, z nami szał i wesele!...

Pobiegniemy na bój wściekłym tańcem,
Upiło nas dzisiaj życie!
Każdy z nas jest obłąkańcem,
Każdy zatknie chorągiew ma szczycie.
Marsz!
Marsz!
Marsz!

Adam Mickiewicz

ODA DO MŁODOŚCI

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.

Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.

Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
Obszar gnuśności zalany odmętem;
To ziemia!
Patrz. jak nad jej wody trupie
Wzbił się jakiś płaz w skorupie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali;
Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby!

Młodości! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Serca niebieskie poi wesele,
Kiedy je razem nić powiąże złota.
Razem, młodzi przyjaciele!...
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;
Jednością silni, rozumni szałem,
Razem, młodzi przyjaciele!...
I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
Jeżeli poległym ciałem
Dał innym szczebel do sławy grodu.
Razem, młodzi przyjaciele!...
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!

Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
Łam, czego rozum nie złamie:
Młodości! orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię.

Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.

A jako w krajach zamętu i nocy,
Skłóconych żywiołów waśnią,
Jednym "stań się" z bożej mocy
Świat rzeczy stanął na zrębie;
Szumią wichry, cieką głębie,
A gwiazdy błękit rozjaśnią -

W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:
Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;
Oto miłość ogniem zionie,
Wyjdzie z zamętu świat ducha:
Młodość go pocznie na swoim łonie,
A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.

Pryskają nieczułe lody
I przesądy światło ćmiące;
Witaj, jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce!


Na koniec wiersz, który zna każdy młody Polak:)


Kto ty jesteś?

Kto ty jesteś?
- Polak mały.
Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.
W jakim kraju?
- W polskiej ziemi.
Czym ta ziemia?
- Mą ojczyzną.
Czym znaczona?
- Krwią i blizną.
Czy ją kochasz?
- Kocham szczerze.
A w co wierzysz?
- W Boga wierzę.

Chwała powstańcom!!!
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
Filip II
 

VI ranga
******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 1.011
Nr użytkownika: 3.493

 
 
post 6/11/2005, 21:42 Quote Post

A ja umieszcze kilka wierszy Franciszka Karpińskiego.

NA DZIEŃ 3 MAJA 1791
SZCZĘŚLIWIE DOSZŁEJ KONSTYTUCJI KRAJOWEJ
Nóta: Patrzcie, bogacze świata i t. d.



Rzucajmy kwiat po drodze!

Tędy przechodzić mają

Szczęścia narodu wodze,

Co nowy rząd składają.

Weźmy weselne szaty!

Dzień to kraju święcony.

Jakże ten król nasz bogaty!...

Skarb jego, serc miljony.



Uczcie się, dzieci nasze,

Nucić tę pieśń wraz z nami!

Ażeby wnuki wasze

Śpiewały ją wiekami.

Wstyd wam, bogate światy!

Złoty wasz wiek przyćmiony.

Jakże ten król nasz bogaty!...

Skarb jego, serc miljony.



Miasta, wioski szczęśliwe,

Wstawajcie, słońce wschodzi!

Niebo wdało się tkliwe

I ludzi z ludźmi godzi.

Odzyskaliśmy straty,

Bliźni nasz znaleziony.

Jakże ten król nasz bogaty!...

Skarb jego, serc miljony.



Krzywda wam, męże zmarli!

Zeszliście bez nadziei,

Byśmy się jak oparli

Srogich losów kolei.

Odżyjcie, skrzepłe braty,

Stan Polski odmieniony!

Jakże ten król nasz bogaty!...

Skarb jego serc miljony.



Żołnierz kraju obroną,

Miastaśmy podźwignęli;

Już nad każdą koroną

Krwi nie będziemy leli.

Weźmy weselne szaty,

Dzien to kraju świecony!

Jakże len król nasz bogaty!

Skarb jego, serc miljony

ŻALE SARMATY NAD GROBEM ZYGMUNTA AUGUSTA
OSTATNIEGO POLSKIEGO KRÓLA Z DOMU JAGIEŁŁÓW


Ty śpisz, Zygmuncie! a twoi sąsiedzi

Do twego domu goście przyjechali!...

Ty śpisz! a czeladź przyjęciem się biedzi

Tych, co cię czcili, co ci hołdowali!...

Gorzkie wspomnieme, gdy szczęście przeminie,

Czemuż i pamięć o nich nie zaginie?...



Nie zostawiłeś syna na stolicy

Przez jakieś na nas Boga rozgniewanie,

Któregoby wnuk dziś po swej granicy

Rozrzucał postrach i uszanowanie! ...

Po tobie poszła na handel korona,

Tron poniżony i rada stępiona!



Ojczyzno moja, na końcuś upadła!

Zamożna kiedyś i w sławę, i w siłę!...

Ta, co od morza aż do morza władła,

Kawałka ziemi nie ma na mogiłę!...

Jakże ten Wielki trup do żalu wzrusza!

W tym ciele była milionów dusza!



Patrzcie! matczyne jakieś leży dziecię!...

W wyniosłych piersiach głęboka mu rana,

Którą szlachetne wychodziło życie!...

On nie uciekał, bo z przodu zadana!

Jeszcze znać w twarzy, jak jest zemsty chciwy!

Zdaje się gniewać, za co nieszczęśliwy?



A tam - poczciwość, kościół, wstyd zgwałcony;

Pożarem całe spłonęły osady!...

W dom gorejący właściciel wrzucany,

Pierwej mu wszystkie zrabowawszy składy.

Wszędzie zajadłość ogniem, śmiercią ciska,

Gdzie pojźrzyisz - rozpacz, trupy, zgorzeliska!...



Po tych rozbojach, jedni zniechęceni

Pod nieznajome rozbiegli się nieba,

Drudzy, ostatnią nędzą przyciśnieni,

W swych kiedyś domach dzisiaj żebrzą chleba!

Insi rozdani na Moskwę i Niemce,

Na roli ojców płaczą cudzoziemce.



Wy, co domowe opłakawszy klęski,

Poszliście naród ratować niewdzięczny!

W tylu przygodach wasz oręż zwycięski

Pokazał światu, że i Polak zręczny...

Cóż przynieśliście z powrotem w swą stronę?...

Ubóstwo, blizny, nadzieje zwiedzione!...



Oto krwią piękną ziemia utłuszczona

Konia i jeźdźca dzikiego wytucza,

A głodne dzieci matka przymuszona

Panującego języka naucza!...

Tak jest, jak twardy wyrok jakiś kazał:

Inszych popisał, a Polskę wymazali.



Wisło! nie Polak z ciebie wodę pije,

Jego się nawet zacierają ślady,

On dziś przed swoim imieniem się kryje,

Które tak możne wsławiły pradziady!...

Już Białym Orłom i bratniej Pogoni

Świat się, przed laty nawykły, nie skłoni!...



Zygmuncie, przy twoim grobie,

Gdy nam już wiatr nie powieje,

Składam niezdatną w tej dobie

Szablę, wesołość, nadzieję

I tę lutnię biedną!...

Oto mój sprzęt cały!

Łzy mi tylko jedne

Zostały!...


 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
Ripley
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 1
Nr użytkownika: 20.212

Barbara Sobocinska
Zawód: Student
 
 
post 6/08/2006, 13:54 Quote Post

To ja może dodam własny: (nie jest to cudo, ale wiąże się z moimi odczuciami współczesnego obywatela)

Spójrz przyjacielu! tam! na górze!
Srebrnopióry Anioł w chmurze!
Któremu słońce złote blasku nie poskąpi.
Cóż – szponem ruszy: ono w światło zwątpi,
Cicho usunie się przed serc naszych królem,
By martwy mrok Europy rozdarł swym pazurem...!

On! Śnieżny Orzeł!

- Choć z wiary żarem na skrzydłach – nie słabnie!
Tą siłą ruszy cząstkę w duszy na dnie:
Podobnym się staniemy do Mistrza Nieboskłonu
Jeśli chcemy...
...krzyknął! czemuż tryumfu tonu
Nie ma w pieśni władcy...? o, na litość!... biada!...
Słyszysz?... płacze Król nasz!... Srebrne Słońce spada!...

Roztrwonił naród swoją w Polskę wiarę...
Oddał za spokoju dziką, wstrętną marę,
Złudną i pokraczną, na wskroś obelżywą
Dla Tych, co odeszli, straszną...

... Nieprawdziwą!...

Cóż to znów? paradne... jak to – nie słyszałeś?...
Bracie! przez tą rozpacz pewnie skamieniałeś
I nie czujesz...
spojrzyj! już, już łez perełki...
Zabłysły w oczach Jego tęczowe kropelki...
Czy oślepłeś?
błagam!... niech mu ktoś pomoże!
Smutek Orła pojął, słowa rzec nie może...
Patrzysz na mnie... czemuż? mówisz...

... żem szalony?!

Tyś rozum postradał!!! Przecież jest widomy!
Oczy mnie nie mamią! widzę na tle nieba
Przestworzy władcę!

Boże!... Cóż za straszna bieda
Dotknęła wzrok i słuch twój, drogi przyjacielu...
Tylko... czemuż takich jak, ty... teraz wielu?...

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
mapano
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.138
Nr użytkownika: 10.081

 
 
post 6/08/2006, 18:43 Quote Post

A tu coś naprawdę o Polsce!



Poranne zorze, poranne zorze
Gdy idę w Sopocie nad morzem
Po plaży brudno-piaskowej
Bałtyk śmierdzi ropą naftową
Poranne chodniki
Gdy idę, nie rozmawiam z nikim
Jak jest w niedzielę nad ranem
Po sobotnich balach chodniki zarzygane

Polska
Mieszkam w Polsce
Mieszkam w Polsce
Mieszkam tu, tu, tu, tu

Koncerty popołudniowe
Pełne bezmózgów w służbie porządkowej
Patrzą wokoło, bo swędzą ich ręce
Kochają bić coraz więcej i więcej
Znowu pozorne przygody
Gdy wchodzę na kamienne schody
Zaczepia mnie pijanych meneli wielu
Jutro spotkają się w kościele

Polska
Mieszkam w Polsce
Mieszkam w Polsce
Mieszkam tu, tu, tu, tu

Nocne sklepy z mlekiem
I ja patrzę, co się dzieje pod sklepem
Tłum przystawia komuś do twarzy pięści
Żądają dla niego kary śmierci
Znowu poranne pociągi
Ja stoję i patrzę na mundurowe dziwolągi
Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy
Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy, oczy, oczy

Polska
Mieszkam w Polsce
Mieszkam w Polsce
Mieszkam tu, tu, tu, tu

słowa: Kazik Staszewski
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
syrenka
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 554
Nr użytkownika: 6.375

 
 
post 7/08/2006, 16:50 Quote Post

Ripley! Imponujesz mi! Myślałam że poezji patriotycznej, i to nie najniższych lotów, jużnikt dzisiaj nie tworzy! Miło się czasem tak zdziwić...


A mój ulubiony wiersz patriotyczny? To chyba "Moja piosnka" C. K. Norwida:

Moja piosnka [II]

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba....
Tęskno mi, Panie...

Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą...
Tęskno mi, Panie...

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są, jak odwieczne Chrystusa wyznanie,
"Bądź pochwalony!"
Tęskno mi, Panie...

Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej...
Tęskno mi, Panie...

Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak – nie za nie,
Bez światło-cienia...
Tęskno mi, Panie...

Tęskno mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przyjaźni mojéj...
Tęskno mi, Panie...



I cośbardziej współczesnego, ale szalenie przejmującego:

Grzegorz Ciechowski

NIE PYTAJ O POLSKĘ


to nie karnawał
ale tańczyć chcę
i będę tańczył z nią po dzień
to nie zabawa
ale bawię się
bezsenne noce senne dnie

to nie kochanka
ale sypiam z nią
choć śmieją ze mnie się i drwią

taka zmęczona
i pijana wciąż
dlatego nie
NIE PYTAJ WIĘCEJ MNIE

nie pytaj mnie dlaczego jestem z nią
nie pytaj mnie dlaczego z inną nie
nie pytaj mnie dlaczego myślę że
że nie ma dla mnie innych miejsc

nie pytaj mnie co ciągle widzę w niej
nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
nie pytaj mnie dlaczego ciągle chcę
zasypiać w niej i budzić się

te brudne dworce
gdzie spotykam ja
te tłumy które cicho klną
ten pijak który mruczy coś przez sen
że PÓKI MY ŻYJEMY ona żyje też

NIE PYTAJ MNIE
NIE PYTAJ MNIE
C0 WIDZĘ W NIEJ

nie pytaj mnie co ciągle widzę w niej
nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
nie pytaj mnie dlaczego ciągle chcę
zasypiać w niej i budzić się

nie pytaj mnie dlaczego jestem z nią
nie pytaj mnie dlaczego z inną nie
nie pytaj mnie dlaczego myślę że
że nie ma dla mnie innych miejsc

nie pytaj mnie dlaczego jestem z nią
nie pytaj mnie dlaczego z inną nie
nie pytaj mnie dlaczego myślę że
że nie ma dla mnie innych miejsc

nie pytaj mnie co ciągle widzę w niej
nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
nie pytaj mnie dlaczego ciągle chcę
zasypiać w niej i budzić się


... nie pytaj ...
... nie pytaj ...
... nie pytaj ...
... nie pytaj ...
... nie pytaj ... dlaczego jestem z nią
... nie pytaj ... dlaczego z inną nie
... nie pytaj ... co ciągle widzę w niej
... nie pytaj ... dlaczego w innej nie
... nie pytaj ... co ciągle widzę w niej
... nie pytaj ... dlaczego w innej nie ...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

     
Danielp
 

born in the PRL
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.195
Nr użytkownika: 1.267

 
 
post 7/08/2006, 20:54 Quote Post

Czas wrzucić coś Jana Pietrzaka

Taki kraj

Jest takie miejsce u zbiegu dróg
gdzie się spotyka z zachodem wschód
nasz pępek świata nasz biedny raj
jest takie miejsce, taki kraj

Nad pastwiskami ciągnący dym
Wierzby jak mary w welonach mgły
Tu krzyż przydrożny, tam święty gaj
Jest takie miejsce, taki kraj

Kto tutaj zechce, w rozpaczy tkwić
Załamać ręce, płakać i pić
Ten święte prawo, ma bez dwóch zdań
Jest takie miejsce, taki kraj

Nadziei uczą, Ci co na stos
Umieli rzucić, swój życia los
Za ojców groby, za Trzeci Maj
Jest takie miejsce, taki kraj

Z pokoleń trudu,z ofiarnej krwi
Zwycięskiej chwały nadejdą dni
Dopomóż Boże i wytrwać daj
Tu nasze miejsce, to nasz kraj.


Żeby Polska była Polską

Z głębi dziejów, z krain mrocznych,
Puszcz odwiecznych, pól i stepów,
Nasz rodowód, nasz początek
Hen, od Piasta, Kraka, Lecha...
Długi łańcuch ludzkich istnień
Połączonych myślą prostą:
Żeby Polska, żeby Polska,
Żeby Polska, była Polską.

Wtedy, kiedy los nieznany
Rozsypywał na po kątach,
Kiedy obce wiatry gnały
Obce orły na proporcach
Przy ogniskach wybuchała
Niezmożona nuta swojska
Żeby Polska, żeby Polska,
Żeby Polska, była Polską.

Zrzucał uczeń portret cara,
Ksiądz Ściegienny wznosił modły,
Opatrywał wóz Drzymała,
Dumne wiersze pisał Norwid
I kto szablę mógł utrzymać
Ten formował legion, wojsko
Żeby Polska, żeby Polska,
Żeby Polska, była Polską.

Matki, żony w mrocznych izbach
Wyszywały na sztandarach
Hasło: "Honor i Ojczyzna"
I ruszała w pole wiara!
I ruszała wiara w pole
Od Chicago do Tobolska
Żeby Polska, żeby Polska,
Żeby Polska, była Polską.

Ponieważ poprzednicy dali coś o współczesnej Polsce, pozwalam sobie dać coś współczesnego (choć napisane wiosną 2004 - przynajmniej ja wtedy usłyszałem tą piosenkę w PR 3), dzisiaj niestety aktualne ale prawdziwe.

Europolska

Ojcze Rydzyku
Gdzie jest Twój Bóg
Piszę do Ciebie mój list
Skąd tyle jadu w Tobie za dwóch
O czym naprawdę dziś śnisz
Chyba to nie jest siła miłości
Jezusa nie jest to krok
Słuchają Ciebie miasta i wioski
Dziesiąty chyba już rok
Dokąd prowadzisz swój ciemny lud
Który nie wierzy już w nic
Do Europy daleko tak
Do Rosji bliżej jest Ci

Gdyby nie było tutaj dziś Was
nie musiałbym o tym śpiewać
niestety to jest także mój kraj
mogę powiedzieć to teraz


Andrzeju Lepper teraz o Tobie
Będą kolejne trzy słowa
Poświęcam Tobie kolejna zwrotkę
Abyś nie musiał gardłować
O co Ci chodzi człowieku prosty
Chciałbyś być już prezydentem
Rozdawać karty na swojej wiosce
Oskarżać wszystkich o przekręt

Gdyby nie było...

Rodzinna ligo wszystkich Polaków
Mnie nie namówisz do tego
Bym współpracował z Wami na stałe
I bym był Waszym kolega
Biegniecie wszyscy po cienkim lodzie
I w niebezpiecznym kierunku
Kiedyś rozlicza z tego Was dzieci
Będziecie wołać ratunku

Gdyby nie było...

Ten biedny ląd potrzebuje lekarza
Naprawdę bardzo jest chory
Mało oleju w głowach liderów
Za dużo w nich alkoholi
Tylko z mej troski składam te zdania
Chce byś zrozumiał mnie dobrze
Ja wychowałem przecież się tu
Nie chce być chory na Polskę

Gdyby nie było...

autor: Muniek Staszczyk
 
User is online!  PMMini Profile Post #7

     
Gryps
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 56
Nr użytkownika: 12.190

Roman Adamczewski
Zawód: student
 
 
post 11/09/2007, 0:10 Quote Post

Nie zauważyłem go powyżej, a że jest to mój najbardziej ulubiony wiersz (w ogóle ze wszystkich jakie czytałem), więc muszę go wkleić:

Bagnet na broń- Władysław Broniewski

Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz - Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą -
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską-
kula w łeb!

Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz-to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!

Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
przypomnimy, co rzekł Cambronne,
i powiemy to samo nad Wisłą.
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
Ironside
 

Katolicka, Prymitywna, Powykręcana, Pieniąca się Gęba
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.170
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 13/09/2007, 10:23 Quote Post

Jan Lechoń

Polonia Resurrecta

Da Bóg nam kiedyś zasiąść w Polsce wolnej,
Od żyta złotej, od lasów szumiącej,
Da Bóg, a przyjdzie dzień nieustający
Dla srebrnych pługów udręki mozolnej.

Jeszcze oddźwiękną kamienie na młoty
I z twardym ziemia pogada lemieszem,
I z wszystkich jeszcze kamieni wykrzeszem
Iskier snop złoty.

Więc gdy wiosennym oglądam wieczorem
W mgły otuloną zagonów szarzyznę,
Ktoś w moim sercu wykuwa toporem
Moją ojczyznę.



Jerzy Żuławski

Synkowie moi

Synkowie moi, poszedłem w bój,
jako wasz dziadek, a ojciec mój,
jak ojciec ojca i ojca dziad,
co z Legionami przemierzył świat,
szukając drogi przez krew i blizny
do naszej wolnej Ojczyzny!

Synkowie moi, da nam to Bóg,
że spadną wreszcie kajdany z nóg
i nim wy męskich dojdziecie sił,
jawą się stanie, co dziadek śnił:
szczęściem zakwita krwią wieków żyzny
łan naszej wolnej Ojczyzny!

Synkowie moi, lecz gdyby Pan
nie dał zajść zorzy z krwi naszych ran
to jeszcze w waszej piersi jest krew
na nowy świętej Wolności siew:
i wy pójdziecie pomni spuścizny
na bój dla naszej Ojczyzny.



 
User is offline  PMMini Profile Post #9

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.149
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 13/09/2007, 11:28 Quote Post

"Góry moje, wierchy moje..."

Kiedy góral umiera
To góry w żalu sine
Pochylają nad nim głowy
Jak nad swoim synem

Las w oddali szumi mu
Odwieczną pieśń bukową
A on długo sposobi się
Przed najdalszą drogą

Kiedy góral umiera
To nikt nad nim nie płacze
Siedzi, czeka, aż Kostucha
W okno zakołacze

Oczy jeszcze raz podniesie
Wysoko, do nieba
By pożegnać góry swoje
By im coś zaśpiewać


Góry moje, wierchy moje
Otwórzcie swe ramiona
Niech na miękkim z mchu posłaniu
Cichuteńko skonam

Ojcze mój, Halny Wietrze
Powiej ku północy
Ciepłą, drżącą swoją ręką
Zamknij zgasłe oczy

Bym mógł w ziemię wrosnąć
Strzelić potem do słońca smreczyną
I na zawsze szumieć już
Nad swoją dziedziną


Kiedy góral umiera
To dzwony mu nie grają
Cicho wspina się pod bramy
Góralskiego Raju

Tylko strumień na kamieniach
Żałobną nutę składa
Tylko nocka chmurnooka
Górom opowiada

Góry moje...

A gdy góral już umrze
To nikt nie układa baśni
Tylko w niebie roziskrzonym
Mała gwiazdka gaśnie

Ziemie twardą, szorstką ręką
Tuli go do siebie
By na zawsze już mógł zostać
Pod góralskim niebem

Góry moje, wierchy moje...

Autorem słów jest Paweł Kasperczyk
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
Ironside
 

Katolicka, Prymitywna, Powykręcana, Pieniąca się Gęba
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.170
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 13/09/2007, 12:49 Quote Post

Skoro już jesteśmy przy patriotyzmie lokalnym:

Stanisław Ryszard Dobrowolski "Goliard"

Warszawskie dzieci

Nie złamie wolnych żadna klęska,
Nie strwoży śmiałych żaden trud -
Pójdziemy razem do zwycięstwa,
Gdy ramię w ramię stanie lud.

Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!

Powiśle, Wola i Mokotów,
Ulica każda, każdy dom -
Gdy padnie pierwszy strzał, bądź gotów,
Jak w ręku Boga złoty grom.

Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój...

Od piły, dłuta, młota, kielni -
Stolico, synów swoich sław,
Że stoją wraz przy Tobie wierni
Na straży Twych żelaznych praw.

Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój...

Poległym chwała, wolność żywym,
Niech płynie w niebo dumny śpiew,
Wierzymy, że nam Sprawiedliwy,
Odpłaci za przelaną krew.

Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój...

 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
fiaa
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 441
Nr użytkownika: 2.638

 
 
post 13/09/2007, 18:11 Quote Post

Warto przytoczyć też wiersze Mariana Hemara:

"Modlitwa"
Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,
Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską.
Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską,
Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.

Nasza to wielka wina, żeśmy z Twoich cudów
Nic się nie nauczyli. Na łaski bezbrzeżne
Liczyliśmy, tak pewni, jakby nam należne,
Aby nas wyręczały z Jej należnych trudów.

Za bardzośmy Ojczyznę kochali świętami.
Za bardzośmy wierzyli, że zawsze nad Wisłą
Cud będzie czekał na nas i gromy wytrysną
Z niebieskiej maginockiej linii ponad nami.

I co dzień szliśmy w pobok Niej - tak jak przechodzień
Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.

Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,
Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona,
By drogo kosztowała, drogo zapłacona,
Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.
By już na zawsze była w każdej naszej trosce
I już w każdej czułości, w lęku i rozpaczy,
By wnuk, zrodzon w wolności, wiedział, co to znaczy
Być wolnym, być u siebie - Być Polakiem w Polsce

"Rozmowa z księżycem"
1. Księżyc w Londynie na niebie
Zagląda w okno me.
W milczeniu patrzymy na siebie
Przez chwilę, albo dwie.
I nagle dreszcz wyobraźni
Przenika mnie na wskroś —
Bo słyszę — słyszę wyraźni —
Że on do mnie szepce coś:

Ta ludzie kochane! Ta Matko Królewska
Taż oczom nie wierzę — to panna Majewska!
A pani się patrzy, jak obca na obcego,
Jakby pani nie spoznała księżyca lwowskiego!
A jak pani na Corsie chodziła szpacerem
I na ławce w Stryjskim Parku siedziała z kawalerem
I w bramie na dobranoc, jak on panią całował —
To kto wtedy w chmurach dyszkretnie się chował?
To kto wtedy w chmurach dyszkretnie się chował?
Czy ja tak się zmienił, czy tak się postarzał,
Żeby dziwczuk ze Lwowa mnie nie zauważał?
Czy ja się tak posunął, posiwiał i zbrzydł?
Ach, pani Majewska — faktyczni, że to wstyd!

2. Wstyd chwycił mnie niewymowny,
Połknęłam w gardle łzy.
I mówię — księżycu szanowny —
Ta joj — to pan? To ty?
Powiedz mi — niech pan mi powie,
Co słychać? Czy pan zdrów?
Pan teraz tu? Nie we Lwowie?
Pan tyż już — opuścił Lwów? >

Ta co pani gada? Ta pani Majewska!
To szczęście, że ja panią znam od oseska!
Taż ja tam po Lwowie co nocy szpaceruję,
Od bramy do bramy, jak pies tak waruję,
Od Kopca do Corsa, od Corsa do Dworca,
Bez chwili urlopu, jak nocny dozorca.
Po rynnach się ślizgam, po dachach się posuwam,
I srebrzę i złocę, uważam i czuwam,
I w każdym zaułku i na każdym zakręcie
Pilnuję tego Lwowa — na wasze przyjęcie!
Ja tylko tu na chwilę — bo tam teraz świt —
A pani mnie posądza!... Faktycznie, że to wstyd!

3. Więc ja wyciągam ramiona —
A on na górze lśni —
I wołam jak jakaś szalona:
Księżycu! Powiedz mi!
Powiedz mi tylko dwa słowa,
Ty mi to wyjaw sam —
Kiedy ja wrócę do Lwowa?
Czy w ogóle wrócić mam?

Ta co za pytanie? Ta pani Majewska —
Ta jasne — a wtem jakaś chmurka niebieska
Zasnuła go z boku i mrokiem go zawlokła
I próżno się patrzę — wychylam się z okna —

I deszcz zaczął siąpić i błyszczy się ulica
I niebo jest czarne i nie ma księżyca
A ja myślę: Tym lepiej. A ja myślę:
Nie szkodzi On teraz we Lwowie po Łyczakowskiej chodzi
I w każdym zaułku i na każdym zakręcie
Pilnuje — sam powiedział — na moje przyjęcie
Już w oknie londyński zieleni się świt.
A ja płaczę i śmieję się. Faktycznie, aż mnie wstyd.

"Moja przekora"
A ja czlowiek przekorny.
Nie szanujacy powag.
Byle wszystkim na przekor.
Wszyscy tak, to ja owak.

Przekora piorem wodzi,
Przekora lutnie stroi.
Ot, przyklad: Kiedy w kraju
Pisarze, koledzy moi,

Przez lata, z nabozenstwem
Ideowo maniackiem
Przed Stalinem lezeli
Migdalowym plackiem,

Kiedy sie do Stalina
Kruczkowski migdalil,
Kiedy go Jastrun slawil,
Gdy go Przybos chwalil,

Kiedy miedzianym czolem
Iwaszkiewicz mu bil,
Kiedy go Mitzner kochal,
Gdy go Brzechwa lubil,

Gdy go Pasternak lizal,
Putrament ubostwial,
Gdy mu Kott wonna chwalba
Z kadzidlanych ust wial,

Gdy Slonimski ogonkiem
Przed portretami merdal,
Aby za to merdanie
Bierut jemu order - dal,

Kiedy Broniewski pisal
Ze lzami i do rymu
"Jak dobrze, ze na Kremlu
Pracuje Stalin!" - gdy mu

Osmanczyki odolskie
I arskie Brandysy
Wypisywaly wiersze,
Piesni, zyciorysy.

Eklogi, panegiryki,
Artykuliki, dzielka,
ze Stalin geniusz, gwiazdka,
Sloneczko, perelka,

ze on dobry dla Polski,
Dla dzieci i dla mlodziezy
I ze jak i dlaczego
Kochac jego nalezy,

Ze cukier krzepi,
A Stalin jeszcze lepiej,
Ze Stalin grzeje, Stalin chlodzi,
Stalin nigdy nie zaszkodzi -

Kiedy te rozbuchane
Najemne melamedy
Tak jazgotaly, wyly
I pialy - to ja wtedy

Krzyczalem na kraj caly
I na caly globus,
Ze to wszystko nieprawda!
Ze Stalin krwawy lobuz!

"Przepraszam towarzyszow,
Prosze towarzyszek" -
Tak krzyczalem - "to klamstwo!
To jest kat i opryszek!

Zarozumialy durak,
Paranoik upiorny!"
Tak krzyczalem. (Mam swiadkow).
Bo ja czlowiek przekorny.

Az Chruszczow moje slowa
Potwierdzil. I kazdemu
Kazal tak mowic, jak ja
Mowilem piec lat temu.

Zaledwie przyszla z Moskwy
Komenda, zeby w try migi
Likwidowac Stalina,
Juz hurma, na wyscigi,

Ruszyli moi koledzy.
Chruszczow kazal. Nu, znaczy,
Bic Stalina, jak w kuper,
Za przeproszeniem, kaczy.

Hej, kto pierwszy ten lepszy!
Do ataku! Do wierszy!
Do satyr! Do dyskusji!
Patrzcie - Slonimski pierwszy.

I Jastrun, Kott, Broniewski,
Przybos, Mitzner, Osmanczyk -
Patrzcie, ktory gorliwszy,
Skwapliwszy wanczyk-wstanczyk.

Z bohaterska odwaga,
Z ryzykanckim zuchwalstwem,
Krzycza: Precz ze Stalinem!
Krzycza: Precz ze sluzalstwem!

Krzycza: Precz z lizusostwem!
Bez zadnych ceregieli
Krzycza. Bo Chruszczow kazal,
By teraz tak krzyczeli.

A ja czlowiek przekorny.
Ja odchodze na strone
I mysle: Czas przed nimi
Wziac Stalina w obrone.

*
Nie bylo w dziejach swiata
Takiego, jak on, kata
I nie bylo gorszego
Despoty i wariata,

Niz to diabla nasienie,
Ta sowiecka gadzina -
Stalin. Ale to jednak
Nie byla jego wina.

On byl wina ustroju,
Co w sobie logicznie miesci
Mozliwosc takiej zbrodni,
Bezkarnej przez lat trzydziesci.

Ta potworna purchawka
Mogla rosc tylko na gnoju
Komunistycznej Rosji
Jej ludzi i jej ustroju.

Trzeba te mierzwe rozrzucic,
Wtedy purchawka zniknie.
Krzyczcie: Precz z tym ustrojem!
Znam was. Nikt tak nie krzyknie.

Wy bojary nikczemne!
Wam Iwan w nos uragal,
I po pyskach was walil
I za brody was ciagal,

Zywym ogniem przypiekal
I zywcem pasy z was darl,
A wy jemu: Sloneczko!
Wiwat! Niech zyje! Na zdar!

A wy mu czolem bili,
A wy plackiem i prochem
Rozmodleni lezeli
Przed kochanym molochem.

Toz nie wincie Iwana!
Toz nie wincie molocha!
Moloch nie winien. Winien
Ten, kto molocha kocha.

Zamiast od razu, w pierwszym
Dniu, takiego Iwaszke
Buch w zeby! Co pod reka,
Tym lupnac! I rozbic czaszke.

Ty, jeden z drugim, cos przed nim
Drzal i truchlal, jak wozny -
Ty teraz na niego z pyskiem?
Ze car Iwan byl Grozny?

Teraz "precz!" krzyczysz? Teraz
Za pozno! Teraz nie sztuka!
Wam od Stalina wara.
To jest moja c h a z u k a.

On byl dla was, jak ulal.
W sam raz. Dobry. Wyborny.
Ja jego dzisiaj bronie!
(Bo ja czlowiek przekorny...)

I wiele, wiele innych...
 
User is offline  PMMini Profile Post #12

     
Valentine
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 1
Nr użytkownika: 35.697

Paulina R
Stopień akademicki: gimnazjalistka
Zawód: uczen
 
 
post 11/10/2007, 16:30 Quote Post

Zapominacie o jednym, pięknym wierszu - pieśni i moim ulubionym:

Maria Konopnicka

Rota

Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród,
Nie damy pogrzeć mowy!
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep piastowy,
Nie damy by nas zniemczył wróg...

- Tak nam dopomóż Bóg!

Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy Ducha,
Aż się rozpadnie w proch i w pył
Krzyżacka zawierucha.
Twierdzą nam będzie każdy próg...

- Tak nam dopomóż Bóg!

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz,
Ni dzieci nam germanił.
Orężny wstanie hufiec nas,
Duch będzie nam hetmanił,
Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg...

- Tak nam dopomóż Bóg!


Konstanty Ildefons Gałczyński

Pieśń o rzołnierzach z Westerplatte

Kiedy się wypełniły dni
i przyszło zginąć latem,
prosto do nieba czwórkami szli
żołnierze z Westarplatte.

(A lato było piękne tego roku).

I tak śpiewali: Ach, to nic,
że tak bolay rany,
bo jakże słodko teraz iść
na te niebiańskie polany.

(A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety.)

W Gdańsku staliśmy tak jak mur,
gwiżdżąc na szwabską armatę,
teraz wznosimy się wśród chmur,
żołnierze z Westerplatte.

I śpiew słyszano taki: -- By
słoneczny czas wyzyskać,
będziemy grzać się w ciepłe dni
na rajskich wrzosowiskach.

Lecz gdy wiatr zimny będzie dął
i smutek krążył światem,
w środek Warszawy spłyniemy w dół,
żołnierze z Westerplatte.
 
User is offline  PMMini Profile Post #13

     
Ironside
 

Katolicka, Prymitywna, Powykręcana, Pieniąca się Gęba
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.170
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 23/10/2007, 14:29 Quote Post

Chyba najpiękniejsza pieśń partyzancka:

Dziś do Ciebie przyjść nie mogę
autor nieznany

Dziś do ciebie przyjść nie mogę
Zaraz idę w nocy mrok
Nie wyglądaj za mną oknem,
W mgle utonie próżno wzrok
Po cóż ci, kochanie wiedzieć,
Że do lasu idę spać.
Dłużej tu nie mogę siedzieć,
Na mnie czeka leśna brać.
Dłużej tu nie mogę siedzieć,
Na mnie czeka leśna brać.

Księżyc zaszedł hen, za lasem
We wsi gdzieś szczekają psy
A nie pomyśl sobie czasem,
Że do innej tęskno mi.
Kiedy wrócę znów do ciebie
Może w dzień a może noc,
Dobrze będzie nam jak w niebie,
Pocałunków dasz mi moc
Dobrze będzie nam jak w niebie,
Pocałunków dasz mi moc.

Gdy nie wrócę, niechaj z wiosną
Rolę moją sieje brat.
Kości moje mchem porosną
I użyźnią ziemi szmat.
W pole wyjdź pewnego ranka,
Na snop żyta dłonie złóż
I ucałuj jak kochanka,
Ja żyć będę w kłosach zbóż.
I ucałuj jak kochanka,
Ja żyć będę w kłosach zbóż.
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
Cairo
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 21
Nr użytkownika: 36.382

Karolina
 
 
post 27/10/2007, 19:56 Quote Post

A. Pogonowska

Ten krwawy strzęp świata - Warszawa
cieknący strugami krwi
nie Twoja to Boże zabawa
lecz także nie Twoje łzy.

Jak cienie więdniemy w milczeniu
wpatrzeni w stolicy stos
świt niebo nam dzisiaj rumieni
cmentarny nam kwitnie wrzos.

1944

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #15

3 Strony  1 2 3 > 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2014 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej