Drukowana wersja tematu

Kliknij tu, aby zobaczyć temat w orginalnym formacie

historycy.org _ Okupacja, ruch oporu, terror _ Rozbicie Inspektoratu Katowickiego AK

Napisany przez: wojtek k. 9/12/2008, 15:41

Dyskusja na temat Polaków kolaborujących z Niemcami skłoniła mnie do założenia nowego wątku, ściśle powiązanego z tamtym... Oto bowiem w marcu 1944 roku gestapo odniosło spektakularny sukces w walce z Armią Krajową na Górnym Śląsku. W wyniku trwającej rok operacji udało się Niemcom rozbić Inspektorat Katowicki AK. Aresztowany został komendant Inspektoratu por. Wacław Stacherski ps. „Nowina” oraz niemal cały aparat dowodzenia. Porwana została sieć łączności. W sumie gestapo aresztowało około 600 żołnierzy AK...

Sukces swój Niemcy zawdzięczali agentom gestapo – Gerardowi Kampertowi i Wiktorowi Grolikowi... Gerard Kampert, plutonowy rezerwy WP, przed wybuchem wojny – przewodniczący koła Związku Rezerwistów w Katowicach, założył konspiracyjną Polską Organizację Wojskową „Wyzwolenie”. Organizacja ta liczyła ponoć około 100 - 150 ludzi, choć sam Kampert na przesłuchaniu w prokuraturze po wojnie twierdził, że liczyła ona 2000 ludzi. Na jej trop wpadło gestapo, miast jednak przeprowadzić aresztowania, postanowiło wykorzystać ją do prowokacji zdecydowanie poważniejszego kalibru. Zagrożony aresztowaniem Kampert zgodził się bowiem na współpracę z gestapo (przy czym muszę tu przyznać, że okoliczności, w których Kampert zdecydował się na współpracę z gestapo, wciąż nie są do końca jasne). W szeregi POW „Wyzwolenie” przyjęto Grolika, agenta gestapo, który został formalnie zastępcą Kamperta (będąc w rzeczywistości mózgiem całej prowokacji)

W kwietniu 1943 roku Gerard Kampert przez swojego kolegę z wojska, oficera 73 pułku piechoty, a aktualnie szefa łączności Obwodu Katowice, nawiązał kontakt z AK. Rozpoczęły się trwające prawie rok negocjacje na temat włączenia „Wyzwolenia” w szeregi AK. W ramach rozmów w sprawie scalenia „Wyzwolenia” z AK Grolik zażądał dla siebie stanowiska szefa Oddziału II (wywiadu) w Komendzie Inspektoratu, zaś dla Kamperta stanowiska w sztabie Okręgu Śląskiego AK. Negocjacje dotyczyły także obsady stanowisk niższego szczebla. Trzeba przy tym dodać, że w Beskidach działał oddział partyzancki „Wyzwolenie”, który prawdopodobnie nie miał nic wspólnego z organizacją, na czele której stali Kampert i Grolik, a którego istnienie ci dyskontowali w trakcie negocjacji z Komendą Inspektoratu Katowickiego AK.

Przeciągające się rozmowy pozwoliły gestapowcom rozpracować strukturę organizacyjną Inspektoratu Katowickiego AK i w efekcie wykonać całą serię celnych uderzeń. Tak wielką wsypę można porównać jedynie do mającej miejsce mniej więcej w tym samym czasie akcji, w wyniku której dokonano ogromnych spustoszeń w Okręgu Poleskim Armii Krajowej.

Pozdrawiam
Wojciech Kempa
http://historyton.pl/catalog/product_info.php?products_id=7316

Napisany przez: wojtek k. 10/12/2008, 10:15

Może kogoś zainteresuje treść raportu dziennego nr 7/III szefa urzędu kierowniczego Gestapo w Katowicach z 24 marca 1944 roku, w którym możemy przeczytać o aresztowaniach żołnierzy Armii Krajowej w Inspektoracie Katowice:

1. Akcja przeciw funkcjonariuszom polskiej organizacji tajnej Armia Krajowa.
20 marca 1944 r. około godz. 19.45 został aresztowany w Katowicach były polski student prawa Władysław Lewicki, ur. 25 września 1914 r. w Wilnie [chodzi o urodzonego 29 września 1915 roku w Sosnowcu Wacława Stacherskiego], obecnie bez stałego miejsca pobytu, dawniej zamieszkały w Wilnie, ul. Kościelna 10, poddany Rzeszy (Polak). Wymieniony był znany od dłuższego czasu pod pseudonimem „Uważny” i „Nowina”. Oprócz tego używał też pseudonimów: „Sosna”, „Wacław”, „Szary” i „Napewko”. Wymienione wyżej dane personalne wymagają jeszcze sprawdzenia. Miał przy sobie również dowód osobisty ze swoją fotografią na nazwisko: Edward. Ligocki, ur. 21 maja 1913 r. w Częstochowie, kupiec, poddany Rzeszy (Polak), zamieszkały w Dźbowie, gmina Blachownia. W chwili aresztowania miał 2 pistolety (jeden wz. 08 i jeden Sauer u. Sohn kal. 7.65 mm), przy każdym 2 magazynki i około 150 sztuk amunicji, jak również granat ręczny własnego wyrobu. Lewicki należał do najaktywniejszych funkcjonariuszy narodowej organizacji oporu Armia Krajowa, ostatnio był kierownikiem inspektoratu na Katowice (kryptonim „Huta”), który obejmował powiaty: Katowice — miasto i powiat, Chrzanów, Świętochłowice, Tarnowskie Góry, Lubliniec i Kłobuck - Blachownia. Jak dotychczas ustalono, co zostało potwierdzone jego przyznaniem się, 18 czerwca 1943 r. zamordował on Czesława Witkowskiego i Jerzego Kurza, usiłował zamordować siostrę Kurza w Sosnowcu oraz 2 strażników wiejskich w Kłobucku - Zagórzu. Prawdopodobnie dokonał on także innych morderstw. Na podstawie zeznań Lewickiego zostali aresztowani:
1. Gabryś żak Antoni4, ur. 10 stycznia 1896 r. w Łęce, poddany Rzeszy, bez stałego miejsca pobytu, ostatnio zamieszkały w Mysłowicach, ul. Bytomska 41, pseudonim „Ryś”, dowódca wojskowej samopomocy w razie ewentualnego powstania [chodzi o WSOP]. Podlegali mu komendanci okręgowi powiatów miejskich: Katowice, Chorzów oraz powiatów - bytomskiego i świętochłowickiego.
2. Trzebowski Franciszek, maszynista, ur. 23 września 1897 r. w Eulendorf, Niemiec (3 grupa niemieckiej listy narodowościowej), zamieszkały w Katowicach - Ligocie, ul. Jerzego 12, pseudonim „Twardy”, komendant powiatu bytomskiego, dawniej komendant placu w Katowicach - Ligocie.
W nocy na 22 marca 1944 r. został zlikwidowany inspektorat Katowice. Aresztowano 58 kierowniczych osobistości:
29 Niemców, 3 grupa niemieckiej listy narodowościowej, 6 Niemców, 4 grupa niemieckiej listy narodowościowej,
15 osób, których przynależność narodowa nie jest wyjaśniona - podanie o przyjęcie na niemiecką listę narodową odrzucone, ale założony został sprzeciw,
7 poddanych Rzeszy (Polaków),
1 bezpaństwowca.
Wśród aresztowanych znajduje się 3 komendantów powiatowych i 9 komendantów miejscowych. Pozostali należą do sztabu inspektoratu lub sprawują funkcje dowódców plutonów i grup.
Polska Armia Krajowa (AK) była szczególnie liczna wśród pracowników kolei. 16 aresztowanych to pracownicy Niemieckiej Kolei Państwowej. Inspektorat Katowice był w ostatnim czasie bardzo aktywny. Osoby, które wydawały się organizacji szkodliwe, mordowano. Udało się ustalić, że liczne w ostatnim czasie zbrodnie polityczne były dokonywane przez tę organizację. Zabezpieczono ogółem 30 250 marek pieniędzy organizacyjnych. Według zeznań L. inspektorat otrzymywał miesięcznie od kierownictwa okręgu 25 000 marek.
Akcja przebiegła planowo, została przeprowadzona własnymi siłami, bez strat. Śledztwo trwa.

Podpisał
dr Thümmler
[szef katowickiego gestapo]


To był dopiero początek. W sumie aresztowano wówczas około 600 osób. 7 kwietnia 1944 roku Niemcy rozbili na Giszowcu oddział partyzancki, o czym można przeczytać między innymi tutaj:

http://www.giszowiec.sewera.pl/pl/index.php?co=historia&jak=h4


Pozdrawiam
Wojciech Kempa
http://historyton.pl/catalog/product_info.php?products_id=7316

Napisany przez: wojtek k. 11/12/2008, 13:07

Warto w tym miejscu przytoczyć słowa ówczesnego Komendanta Okręgu Śląskiego AK, Zygmunta Waltera – Janke, który w taki oto sposób opisuje to, co się wtedy stało:

„Wiem, jak wyglądały takie rozmowy z samodzielnymi grupami. Rozmawiałem z Judyckim („Migulec”), który należał do kierownictwa jednej z włączonych organizacji. Z trudem mu wyperswadowałem, że nie może być komendantem Okręgu Śląskiego ani nawet inspektorem katowickim. Jego postawa świadczyła o braku perspektywy. Widząc tylko własną organizację i siebie na jej tle, powiększa się swoją rolę i traci poczucie proporcji.
Nie zdziwiło mnie też żądanie kierownictwa powstałej w Katowicach - Wełnowcu organizacji „Wyzwolenie”, która domagała się rozmów z Komendantem Głównym Armii Krajowej gen. „Borem”. Na czele tej organizacji stał już wspomniany Gerard Kampert.
Zaczęły się pertraktacje. „Nowina” zainteresował się tą sprawą. Chociaż z reguły wierzył ludziom - cecha niebezpieczna dla konspiratora - to jednak poznał się prędko na Kampercie i Groliku. Lepiej wypadło zetknięcie się jego z innymi ludźmi z „Wyzwolenia”. W meldunku do komendanta Okręgu Śląskiego AK wyraźnie stwierdził: Kierownictwo „Wyzwolenia” warte niewiele, ale w organizacji jest dużo ludzi, których można włączyć w szeregi Armii Krajowej.
Tymczasem Grolik zbierał starannie nazwiska i adresy członków „Wyzwolenia”. Ale to była płotka. Szło o Armię Krajową. Wskazówki Baucha były wyraźne. Stąd bezczelne zachowanie Kamperta i Grolika w czasie rozmów z „Nowiną”. Kampert orientował się już w sytuacji i ułatwiał rolę Grolikowi. Żądali kontaktów na Warszawę, rozmów z Komendantem Głównym AK, z komendantem Okręgu Śląskiego. „Nowina” wzruszył tylko ramionami. Rozmowy przeciągały się bez konkretnego rezultatu. Ze sztabu Okręgu sugerowano por. „Nowinie” zaniechanie rokowań. „Wyzwolenie” nie było potrzebne, szeregi AK w Inspektoracie Katowickim były wystarczająco liczne.
„Nowina” chciał jednak sprawę doprowadzić do końca. Zamierzał włączyć „Wyzwolenie” w skład Wojskowej Służby Ochrony Powstania Inspektoratu Katowickiego. Kampert domagał się dla Grolika stanowiska szefa wywiadu WSOP. Dowódca WSOP Inspektoratu, Antoni Gabrysiak („Ryś”), przyjął pozornie propozycję Kamperta. Polecił jednak inwigilować Grolika.
Wyniki inwigilacji zostały zbagatelizowane. W końcu „Nowina” zgodził się również na ten warunek Kamperta. Grolik został szefem wywiadu WSOP. Teraz Grolikowi szło o schwytanie „Nowiny”.
Na odprawie 8 stycznia 1944 r. Grolik chciał już wydać „Nowinę” w ręce gestapo. W pobliżu znajdował się oddział policji na samochodach i grupa gestapowców. Czekali na znak Grolika, Sprawa się jednak odwlekła, bo „Nowina” na tę odprawę nie przybył.
Dopiero 20 marca udało się zwabić inspektora w zasadzkę w mieszkaniu Grolika przy ulicy Gliwickiej 160. „Nowina” - mimo złych przeczuć - poszedł, bo miał się spotkać z dowódcą partyzanckim „Krukiem”. W mieszkaniu Grolika znaleźli się „Nowina”, „Kruk”, Kampert i Grolik.
Gdy po zakończonej rozmowie „Nowina” i „Kruk” wyszli na ulicę, światła były całkowicie wygaszone. W ciemności chwycili ich jacyś ludzie za ręce. Nie zdołali się już wyrwać. „Nowina” nie dałby się wziąć żywcem. Był już nieraz w podobnej sytuacji i zdecydowanie chwytał za broń. Teraz jednak został sprzedany przez zdrajcę. Nie pomogły mu 2 pistolety i 3 granaty, które miał przy sobie.”


Z kolei Juliusz Niekrasz po wojnie, jako prokurator, oskarżał Kamperta, Ulczoka i Grolika. W swej książce Z dziejów AK na Śląsku napisał on:

„Kampert bądź po niewczasie zorientował się, że Grolik jest agentem gestapo, że wraz z całą swą organizacją wpadł w potrzask i od tego momentu stał się powolnym narzędziem w rękach Grolika, bądź też Grolik sam odkrył karty, postawił sprawę jasno i uzyskał od Kamperta zgodę na współpracę. Brak akt personalnych katowickiego gestapo nie pozwala ustalić daty rozpoczęcia przez Kamperta służby na rzecz gestapo ani też wyjaśnić bliżej okoliczności zwerbowania go do tej służby. Przesłuchując po wojnie Kamperta jako prokurator, pytałem go o początki jego współdziałania z gestapo. Kampert stale podkreślał, że do czasu aresztowania „Nowiny” nie wiedział o współpracy Grolika z gestapo, lecz wyjaśnienia te nie były dla mnie przekonywające.
[...]
Natomiast członkowie Wyzwolenia nie znali perfidnej gry swoich szefów. Wstąpili do organizacji, aby służyć Polsce, tymczasem nieświadomie służyli zupełnie innej sprawie, bo organizacja ta stanowiła przynętę do schwytania w sieć innego, bez porównania większego i ważniejszego dla gestapo zgrupowania. Dopiero po zakończeniu wojny, gdy w 1947 r. toczył się proces Grolika i pozostałych zdrajców, gdy rozpisywały się o procesie gazety, zapoznali się członkowie Wyzwolenia z prawdziwym stanem rzeczy. Jeszcze w toku czynności śledczych zgłaszali się do mnie, zapewniając, że Kampert i Grolik są niewinni, że zachodzi jakaś tragiczna pomyłka, składali petycje na piśmie, zapewniające o ich patriotycznej postawie i żądające ich zwolnienia.”


Pozdrawiam
Wojciech Kempa
http://historyton.pl/catalog/product_info.php?products_id=7316

Napisany przez: wojtek k. 23/05/2010, 15:27

Spójrzmy, na fragment zeznań złożonych w Prokuraturze przez Gerarda Kamperta /protokół przesłuchania z 19 IV 1945 r./:

„Na wiosnę 43 roku zetknąłem się z dawnym swoim kolegą z wojska sierżantem sztabowym Jackowiakiem członkiem A.K. i on mnie nakłonił abym swoją organizację oddał pod rozkazy A.K. Ja się na to zasadniczo zgodziłem i rozpocząłem pertraktacje z szefem S.O.P.-u ps. „Rysiem” Jackowiakiem z „Bolkiem”. Pertraktacje odbywały się na jesieni 1943 roku, trwały około 2 miesiące. Ja miałem osobiście przekazywać swoich ludzi komendantowi placówek Armii Krajowej. Prostuję ja przekazywałem swoich ludzi a właściwie komendantów placówek Jackowiakowi a on kontaktował ich dalej. Kategorycznie zaprzeczam abym wysuwał Grolika na szefa wywiadu w S.O.P.-ie. Ja zostałem mianowany w A.K. zastępcą Sałaty a Sałata był komendantem miasta Katowice w S.O.P.-ie.”

Jak widzimy, Kampert na tym etapie śledztwie konsekwentnie zaprzeczał, by już wtedy był agentem gestapo. Z kolei nie wypierał się działalności agenturalnej inny, mniej znany agent gestapo, związany z „Wyzwoleniem”, mianowicie Wiktor Idzik. W trakcie przesłuchania w dniu 7 marca 1945 roku twierdził on, iż w kwietniu 1944 roku członkowie „Wyzwolenia” złożyli przysięgę akowską. Jest to o tyle dziwne, że byłoby to już po serii aresztowań, które miały miejsce 20 marca (aresztowanie „Nowiny”) i kolejnej nocy, w wyniku których sztab Inspektoratu został doszczętnie rozgromiony. Raczej więc zaprzysiężenie członków „Wyzwolenia” musiało nastąpić nieco wcześniej. Po serii aresztowań członkowie „Wyzwolenia” mieli zerwać kontakty z AK. W trakcie przesłuchania Wiktor Idzik zeznał:

„W organizacji A.K. pozostał tylko Kosz Tomasz, obecnie jest aresztowany.”

Dodajmy, iż ów Kosz Tomasz miał, według słów Wiktora Idzika, objąć dowództwo placówki w Dębie. Idzik ciągnie dalej:

„Kosz ze swoją grupą A.K. liczącą 100 członków, był w Dębie. W styczniu 1945 r. w Dębie ja i Kampert przypadkowo spotkaliśmy Kosza, który zapytał nas co ma w dalszym ciągu robić. My powiedzieliśmy mu, żeby przeszedł wraz z całą grupą akowców do PPR. Po kilku dniach do PPR gdzie on sam i cała jego był przyjęty.”

Rodzi się przy tej okazji szereg pytań. Po pierwsze – czy możliwe jest, żeby AK miała w Dębie aż stu ludzi? Po drugie – jak to możliwe, że Kosz zaufał Kampertowi (w środowisku akowskim huczało wówczas o jego zdradzie i współpracy z gestapo)? Po trzecie wreszcie – czy opisane wydarzenie (o ile faktycznie miało miejsce) rozegrało się przed czy po zajęciu Katowic przez Armię Czerwoną?

Zwrócę jeszcze uwagę na pewien szczegół – otóż ów Tomasz Kosz miał w styczniu 1945 roku wstąpić do PPR, ale już w pierwszych dniach marca 1945 roku miał siedzieć w więzieniu…

Pozdrawiam
Wojciech Kempa

Napisany przez: Baszybuzuk 23/05/2010, 16:07

Ciekawy materiał, dzięki za umieszczenie go na forum.

Napisany przez: wojtek k. 23/05/2010, 17:01

QUOTE(Baszybuzuk @ 23/05/2010, 16:07)
Ciekawy materiał, dzięki za umieszczenie go na forum.


Cieszę się, że materiał się spodobał wink.gif

Dodam, że po rozbiciu Inspektoratu Katowickiego AK Wiktor Grolik nawiązał kontakt z PPR, celem powtórzenia „numeru” ze scaleniem. PPR na Górnym Śląsku nie była zbyt liczna, więc zasadniczo kierowane przez Kamperta i Grolika „Wyzwolenie” zdołało ją zdominować. W czerwcu 1944 roku Kampert i Grolik weszli w skład Komitetu Okręgowego PPR. Gestapo przekazało na potrzeby PPR lokal przy ul. Mikołowskiej w Katowicach, gdzie 29 października odbyło się zebranie, w trakcie którego aresztowano autentycznych działaczy PPR. Na wolności pozostali jedynie agenci gestapo, do grona których dołączył inny zasłużony dla gestapo konfident – Paweł Ulczok.

W listopadzie 1944 roku powołany został nowy (gestapowski) Komitet Okręgowy PPR. Na jego czele stanął (jako sekretarz) Wiktor Grolik, Gerard Kampert został komendantem AL, Paweł Ulczok – szefem propagandy, a Wolny – skarbnikiem. Po wkroczeniu do Katowic Armii Czerwonej niedawni agenci gestapo zabrali się raźno za tworzenie fundamentów władzy ludowej. Grolik – jako prezydent Katowic, Kampert – jako komendant wojewódzki milicji, a Ulczok – jako szef Wydziału Personalnego Urzędu Wojewódzkiego.

Tyle że Ulczok przelicytował. Wybrał się do dobrze sobie znanego budynku przy ul. Powstańców w Katowicach, gdzie jeszcze niedawno rezydowało gestapo, a gdzie obecnie funkcjonowało NKWD. Ulczok postanowił podzielić się swą gromadzoną przez lata wiedzą na temat AK i wskazać, kogo to należałoby aresztować. Zachowanie Ulczoka wzbudziło nieufność NKWD-istów, którzy postanowili go sprawdzić. Przyciśnięty przez NKWD, wszystko wyśpiewał. Niedoszli budowniczowie Polski Ludowej zostali aresztowani. W 1947 roku Kampert, Ulczok i Grolik skazani zostali na karę śmierci.

Pozdrawiam
Wojciech Kempa

Napisany przez: wojtek k. 18/06/2010, 10:30

QUOTE(wojtek k. @ 23/05/2010, 15:27)
Dodajmy, iż ów Kosz Tomasz miał, według słów Wiktora Idzika, objąć dowództwo placówki w Dębie.


Wśród dokumentów zgromadzonych w IPN natrafiłem na „spis członków organizacji” (dokument bez daty), w którym widnieje Kosz Tomasz ps. „Lok” z adnotacją: „zastępca komendanta powiat. insp. pow. Katowice”.

Pozdrawiam

Napisany przez: Fuser 18/06/2010, 20:18

QUOTE(wojtek k. @ 23/05/2010, 18:01)
W 1947 roku Kampert, Ulczok i Grolik skazani zostali na karę śmierci.
*


Mam nadzieję, że nie objęła ich żadna "amnestia", ani "ułaskawienie".

Napisany przez: wojtek k. 21/06/2010, 9:23

QUOTE(Fuser @ 18/06/2010, 20:18)
Mam nadzieję, że nie objęła ich żadna "amnestia", ani "ułaskawienie".


Wyrok wykonano wink.gif

Napisany przez: Fuser 21/06/2010, 17:31

QUOTE(wojtek k. @ 21/06/2010, 10:23)
QUOTE(Fuser @ 18/06/2010, 20:18)
Mam nadzieję, że nie objęła ich żadna "amnestia", ani "ułaskawienie".


Wyrok wykonano wink.gif
*


Swoją drogą, to trochę zastanawiające, że po wojnie nikogo nie zdziwiło, że na czele ślaskiej PPR podczas okupacji stanęły osoby, które wcześniej z ruchem komunistycznym nie miały nic wspólnego i pozwolono im po wojnie robić kariery w nowym systemie władzy.

Napisany przez: wojtek k. 22/06/2010, 8:38

QUOTE(Fuser @ 21/06/2010, 17:31)
Swoją drogą, to trochę zastanawiające, że po wojnie nikogo nie zdziwiło, że na czele ślaskiej PPR podczas okupacji stanęły osoby, które wcześniej z ruchem komunistycznym nie miały nic wspólnego


Po prostu nikogo innego nie mieli do dyspozycji, bowiem prawdziwi komuniści zostali aresztowani przez Gestapo - właśnie dzięki pracy agentów, którzy zdołali przeniknąć do struktur PPR i nie zostali rozpracowani.

QUOTE(Fuser @ 21/06/2010, 17:31)
i pozwolono im po wojnie robić kariery w nowym systemie władzy.


No, nie bardzo... NKWD wykazało tu daleko posuniętą czujność i dość szybko połapało się, z kim ma do czynienia wink.gif

Napisany przez: Fuser 22/06/2010, 17:36

QUOTE(wojtek k. @ 22/06/2010, 9:38)
QUOTE(Fuser @ 21/06/2010, 17:31)
Swoją drogą, to trochę zastanawiające, że po wojnie nikogo nie zdziwiło, że na czele ślaskiej PPR podczas okupacji stanęły osoby, które wcześniej z ruchem komunistycznym nie miały nic wspólnego


Po prostu nikogo innego nie mieli do dyspozycji, bowiem prawdziwi komuniści zostali aresztowani przez Gestapo - właśnie dzięki pracy agentów, którzy zdołali przeniknąć do struktur PPR i nie zostali rozpracowani.

QUOTE(Fuser @ 21/06/2010, 17:31)
i pozwolono im po wojnie robić kariery w nowym systemie władzy.


No, nie bardzo... NKWD wykazało tu daleko posuniętą czujność i dość szybko połapało się, z kim ma do czynienia wink.gif
*


Zostali zdemaskowani przez nadgorliwość, czy głupotę jednego z nich po około 2 latach od zakończenia wojny. Biorąc pod uwagę ten fakt oraz kariery, jakie udało im się zdobyć w międzyczasie, w dalszym ciągu ich losy w latach 1945-1947 wydają mi się zaskakujące, a brak czujności i wiedzy na ich temat ówczesnych władz państwowych i bezpieczeństwa porażający.

Napisany przez: wojtek k. 23/06/2010, 14:33

QUOTE(Fuser @ 22/06/2010, 17:36)
Zostali zdemaskowani przez nadgorliwość, czy głupotę jednego z nich po około 2 latach od zakończenia wojny. Biorąc pod uwagę ten fakt oraz kariery, jakie udało im się zdobyć w międzyczasie, w dalszym ciągu ich losy w latach 1945-1947 wydają mi się zaskakujące, a brak czujności i wiedzy na ich temat ówczesnych władz
*



Zostali aresztowani w lutym 1945 roku, a w roku 1947 zapadł wyrok. Ich "kariery" trwały raptem dwa tygodnie, potem dwa lata spędzili za kratkami dry.gif

Pozdrawiam

Napisany przez: Fuser 23/06/2010, 18:45

QUOTE(wojtek k. @ 23/06/2010, 15:33)
QUOTE(Fuser @ 22/06/2010, 17:36)
Zostali zdemaskowani przez nadgorliwość, czy głupotę jednego z nich po około 2 latach od zakończenia wojny. Biorąc pod uwagę ten fakt oraz kariery, jakie udało im się zdobyć w międzyczasie, w dalszym ciągu ich losy w latach 1945-1947 wydają mi się zaskakujące, a brak czujności i wiedzy na ich temat ówczesnych władz
*



Zostali aresztowani w lutym 1945 roku, a w roku 1947 zapadł wyrok. Ich "kariery" trwały raptem dwa tygodnie, potem dwa lata spędzili za kratkami dry.gif

Pozdrawiam
*


Teraz wszystko jasne. Sprawa była mi kompletnie nieznana i opierałem się tylko na tym, co wyczytałem w Twoich postach na ich temat. Niemniej w jakimś stopniu wpadli przez głupotę jednego z nich.

Napisany przez: Husarz 23/06/2010, 19:04

Dzięki Wojtek.k za ten materiał.

Swoją drogą mało się pisze o AK na terenie Śląska czy też Wielkopolski (lub innych terenów wcielonych do rzeszy). Teren działania podziemia tutaj wydaje mi się bardzo trudny ze względu na dużą liczbę Niemców.

Napisany przez: Agrawen 22/07/2010, 15:54

Jeszcze trochę do tego co napisał wojtek.k

Otóz wg Juliusza Niekrasza aresztowanie Grolika miało miejsce 11 lutego 1945 r. w czasie jego przesłuchania w WUBP w Katowicach. Oskarżony zaplątał się w rutynowych zeznaniach podczas śledztwa. Powodem były liczne donosy jakie na Grolika spłynęły do bezpieki zaraz po wkroczeniu Rosjan na Śląsk. Kampert wpadł bo sam udał się do gmachu bezpieki gdzie interweniował na rzecz zwolnienia Grolika. A Ulczoka tak jak zostało wyżej napisane aresztowało NKWD po nieudanej próbie dostania się się do radzieckiej bezpieki.
Ciekawe jest to, ze Grolik w okresie międzywojennym był członkiem młodzieżowej organizacji komunistycznej i to ułatwiło mu w lecie 1944 r. na przedostanie się, a następnie rozpracowanie
i wydanie w ręce gestapo całego składu Obwodu nr 5 PPR (śląskiego). Po jego likwidacji agenci sami podawali się za członków "Komitetu PPR" i w takim charakterze zastał ich koniec niemieckiej okupacji.

Napisany przez: wolf2 27/10/2010, 15:55

QUOTE(Agrawen @ 22/07/2010, 15:54)
Ciekawe jest to, ze Grolik w okresie międzywojennym był członkiem młodzieżowej organizacji komunistycznej i to ułatwiło mu w lecie 1944 r. na przedostanie się, a następnie rozpracowanie
i wydanie w ręce gestapo całego składu Obwodu nr 5 PPR (śląskiego). Po jego likwidacji agenci sami podawali się za członków "Komitetu PPR" i w takim charakterze zastał ich koniec niemieckiej okupacji.
*


Grolik był przed wojną konfidentem policji w KZMP.Pierwszy raz przeniknął do SZP rzekomo już w 1940 roku .Ponoć załatwiał ludziom drobne sprawy w urzędach niemieckich.Rzekomo znany był przed wojną z antyniemieckiego nastawienia.
Paweł Ulczok,który zaczynał jako autentyczny konspirator zeznał że odwiedzał siedzibę Gestapo w Katowicach wcale się nie kryjąc.

Notabene NKWD wyłapując w lutym 1945 gestapowców--wspolników Ulczoka na pewien niedługi czas zamknęło ważnego działacza zagłębiowskiej/sosnowieckiej PPR ,który utrzymywał z nimi(prowokatorami z Katowic-rzekomym okręgiem Katowice ) kontakt(wówczas już prezydenta Sosnowca).Po zbadaniu sprawy i wyjaśnieniu(czego dokonano m.in z pomocą zeznań Ulczoka) ,że zagłębie dąbrowskie nie zostało opanowane organizacyjnie przez prowokatorów b.prezydent Sosnowca został zwolniony z więzienia i mianowany komendantem MO w Bytomiu.

A Grolik rozbił a potem opanował Okręg katowicki (a nie obwód-wyższe ogniwo organizacyjne )AL i PPR.
W czasie prowokacji Grolika kierownictwo wojskowe i polityczne obwodu V kierowane przez Józefa Farugę znajdowało się w zagłębiu dąbrowskim(w okolicach Sosnowca) oraz w Bielsku gdzie na rozpracowanie ich i struktur organizacyjnych z zagłębia,Bielska i Chrzanowa(3 okręgów) Grolikowi i jego gestapowskim przełożonym z Katowic zabrakło już czasu .
Faruga przestrzegał zresztą w kontakcie z Katowicami podstawowych reguł konspiracji i nie był skory do podawania kontaktów organizacyjnych w Zagłębiu czy bezpośredniego spotykania się.Twarda lekcja udzielona przez gestapo w 1944 czegoś młodsze pokolenie ,które zajęło miejsce wyłapanych przez Gestapo/zabitych nauczyła-a Faruga choć młody wiekiem konspirował od 1940 roku .

W lutym 1945 prowokatorzy powoływali się właśnie na podległość tym obwodowym strukturom organizacyjnym z zagłębia .
Mieli też pewne nieliczne aktywa organizacyjne z ludzi organizacji Kamperta.Grolik powoływał się także na swoją znajomość z nieżyjącym już Józefem Wieczorkiem.

Napisany przez: wojtek k. 7/11/2010, 16:38

QUOTE(wolf2 @ 27/10/2010, 15:55)
Pierwszy raz przeniknął do SZP rzekomo już w 1940 roku


Dlaczego rzekomo? Kwestia ta raczej nie budzi wątpliwości. Bodaj najszerzej opisał to Józef Kret w swej pracy "Harcerze wierni do ostatka", w rozdziale poświęconym Jerzemu Lisowi wink.gif

Napisany przez: wolf2 7/11/2010, 20:30

QUOTE(wojtek k. @ 7/11/2010, 16:38)
QUOTE(wolf2 @ 27/10/2010, 15:55)
Pierwszy raz przeniknął do SZP rzekomo już w 1940 roku


Dlaczego rzekomo?
*


Rzekomo bo tak zeznał Ulczok a nie wiadomo na ile wiarygodny był on w tej kwestii.Ulczok zeznał też że Grolik wielokrotnie już od 1940 odwiedzał gmach katowickiego Gestapo.

Napisany przez: wojtek k. 8/11/2010, 6:55

QUOTE(wolf2 @ 7/11/2010, 20:30)
Rzekomo bo tak zeznał Ulczok a nie wiadomo na ile wiarygodny był on  w tej kwestii.Ulczok zeznał też że Grolik wielokrotnie już od 1940 odwiedzał gmach katowickiego Gestapo.


Proponuję jednak, byś zajrzał do pracy Józefa Kreta wink.gif

Napisany przez: kwasi 8/11/2010, 8:15

Kret to społecznik, wybitny działacz harcerski,patriota, ale jako pisarz historyczny dla mnie kompletnie niewiarygodny. W tejze ksiązce w rozdziale o aresztowaniu Skrzeka jest beletrystyka. Dodatkowo autor popełnia przede wszystkim kluczowego byka, bo podaje, że Skrzeka aresztowano w ...sierpniu..


Napisany przez: wojtek k. 8/11/2010, 11:19

QUOTE(kwasi @ 8/11/2010, 8:15)
Kret to społecznik, wybitny działacz harcerski,patriota, ale jako pisarz historyczny dla mnie kompletnie niewiarygodny. W tejze ksiązce w rozdziale o aresztowaniu Skrzeka jest beletrystyka. Dodatkowo autor popełnia przede wszystkim kluczowego byka, bo podaje, że Skrzeka aresztowano w ...sierpniu..


W większości źródeł możemy znaleźć tego rodzaju pomyłki, jak właśnie błędna data. Zadaniem historyka jest weryfikowanie źródeł i wyłapywanie tego rodzaju potknięć. W niczym nie umniejsza to wiarygodności źródła, a wręcz nadaje mu szczególny walor, bowiem świadczy to o innym pochodzeniu informacji, aniżeli znane nam źródła. Tak więc nie przekreślałbym Kreta, który doskonale znał środowisko śląskich harcerzy, wiele z osób, o których pisał, znał osobiście, względnie miał z nimi wspólnych znajomych. Gdy chodzi o osobę Skrzeka, to znał on jego rodzinę i ona to w dużej mierze była dla niego źródłem informacji o nim. Uważam, że praca Kreta jest jednym z ważniejszych źródeł, które doczekały się publikacji.

Pozdrawiam

Napisany przez: kwasi 8/11/2010, 13:07

Ogólnie masz rację, Kret jest ok jako źródło, tylko w tedy, gdy opisuje sprawy przy których był. Jak mógł opisać aresztowanie Skrzeka?
Miał wiesci od Matheanki, Skrzeka czy gestapowców? Bo tylko oni wtedy tam byli... Nie powołuje się też w ksiązce kto mu o tym powiedział, raczej opisuje ten fragment jakby to była dobra sensacja.. Więc to powoduje dla mnie małą wiarygodność...

Napisany przez: wojtek k. 8/11/2010, 13:21

QUOTE(kwasi @ 8/11/2010, 13:07)
Ogólnie masz rację, Kret jest ok jako źródło, tylko w tedy, gdy opisuje sprawy przy których był. Jak mógł opisać aresztowanie Skrzeka?
Miał wiesci od Matheanki, Skrzeka czy gestapowców? Bo tylko oni wtedy tam byli... Nie powołuje się też w ksiązce kto mu o tym powiedział, raczej opisuje ten fragment jakby to była dobra sensacja.. Więc to powoduje dla mnie małą wiarygodność...


Rzecz działa się w samym centrum Katowic, więc świadków tego wydarzenia było bez liku. Podobnie zresztą ów moment aresztowania Skrzeka opisany jest w wielu relacjach. Oczywiście, nie możemy wykluczyć, że mamy do czynienia z plotką, która zaczęła żyć własnym życiem. Z drugiej jednak strony musimy pamiętać, że wywiad AK był mocno rozgałęziony i weryfikował tego rodzaju informacje (sam fakt, że zdołano namierzyć Matejankę w Wiedniu, a rzecz działa się w czasach, gdy nie było maili, internetu, faksów, a nawet telefony nie funkcjonowały tak jak teraz, wystawia jak najlepsze świadectwo wywiadowi AK). A takie wydarzenie, jak aresztowanie komendanta Inspektoratu, musiało skutkować wdrożeniem wnikliwego śledztwa.

Pozdrawiam

Napisany przez: wojtek k. 13/11/2010, 19:33

QUOTE(wolf2 @ 7/11/2010, 20:30)
QUOTE(wojtek k. @ 7/11/2010, 16:38)
QUOTE(wolf2 @ 27/10/2010, 15:55)
Pierwszy raz przeniknął do SZP rzekomo już w 1940 roku


Dlaczego rzekomo?
*


Rzekomo bo tak zeznał Ulczok a nie wiadomo na ile wiarygodny był on w tej kwestii.Ulczok zeznał też że Grolik wielokrotnie już od 1940 odwiedzał gmach katowickiego Gestapo.


Jako że nie miałem pewności, postanowiłem sprawdzić, kto naprawdę obciążył w tej materii Grolika...

Paweł Siewert zeznał przed sądem, że do POP wstąpił w kwietniu 1940 roku. Podejrzenia w stosunku do Grolika jako pierwsza zgłosiła jego siostra - Anna Siewert, której dziwnym się wydało, że Grolik z jednej strony obnosi się ze swoją wrogością wobec wszystkiego co niemieckie, z drugiej zaś strony potrafi wiele załatwić w niemieckich urzędach i wiele osób z tych jego usług korzystało. Swoje wątpliwości zgłosiła Jerzemu Lisowi, komendantowi placówki ZWZ w Katowicach – Załężu. Ten nakazał Pawłowi Siewertowi śledzić Grolika i on to ustalił, że Grolik dość często odwiedza gmach Gestapo w Katowicach. Jesienią 1940 roku na Grolika wydano wyrok śmierci. Zamierzano wykonać go w Sosnowcu, dokąd wysłano Grolika z jakimś rzekomym zadaniem. Tam mieli na niego czekać ludzie, którzy mieli go zlikwidować. Ten się jednak zorientował i prysnął.

Pozdrawiam

Napisany przez: wojtek k. 26/03/2012, 13:58

Na stronie 6 jest artykuł W szponach gestapo, traktujący o interesujących nas tu wydarzeniach:

http://www.nowe.siemianowice.pl/archiwum/2012_03_21.pdf

W szponach gestapo

W marcu 1944 roku gestapo odniosło spektakularny sukces w walce z Armią Krajową na Górnym Śląsku. 20 marca aresztowany został komendant Inspektoratu Katowice por. Wacław Stacherski ps. „Nowina”, a w nocy 21/22 marca – niemal cały aparat dowodzenia. To był jednak dopiero początek - w sumie gestapo aresztowało około 600 żołnierzy AK...

***

Kiedy jesienią 1942 roku por. Wacław Stacherski (używający pseudonimu „Nowina”) obejmował stanowisko komendanta Inspektoratu Katowice, ten był w totalnej rozsypce. Jego poprzednik, por. Józef Skrzek ps. „Gromek” został aresztowany w wyniku zdrady łączniczki – Heleny Mathea, zwanej „Krwawą Julką” – 5 września 1941 roku. W ciągu kolejnych kilku tygodni gestapo rozbiło zgrupowania noszące kryptonimy „Konwalia” (z terenu dzisiejszej Rudy Śląskiej) oraz „Fiołek” (z terenu dzisiejszych Piekar Śląskich). W rezultacie do więzień i obozów koncentracyjnych trafiły setki konspiratorów.
Grozę pogłębiły publiczne egzekucje, wykonane na najaktywniejszych z nich. Później gestapo się przyczaiło, by wykonać kolejne uderzenie w czerwcu 1942 roku. Inspektorat Katowicki przestał istnieć. Były komendant Okręgu Śląskiego AK, którego częścią był Inspektorat Katowice, gen. Zygmunt Walter – Janke napisał po latach:

„Nowina” przeprowadzał rozmowy z dowódcami różnych grup AK ocalałych z poprzednich katastrof i z kierownictwem organizacji noszących odrębny charakter i wcielał je w skład Inspektoratu. Na zastępcę wyszukał sobie kpt. Pawła Wybierskiego („Laub”), który wyręczał go częściowo w licznych i koniecznych ale nużących rozmowach scaleniowych. Adiutantem „Nowiny” był Sylwester Newiak („Borówka”).

Do najbliższych współpracowników por. Stacherskiego należał mój dziadek, Konstanty Kempa (rozkazem Komendy Głównej AK / KG 113/BP z dn. 20 X 1943 roku awansowany do stopnia porucznika), który w sztabie Komendy Inspektoratu objął stanowisko szefa Oddziału VI.

Na początku 1944 roku Inspektorat Katowice dzielił się na sześć obwodów:

„Handel” – Obwód Katowice-miasto,
„Hydrant” – Obwód Katowice-powiat,
„Holendrzy” – Obwód Chorzów,
„Hurtownia” – Obwód Świętochłowice,
„Hipoteza” – Obwód Zewnętrzny Bytom,
„Himalaje” – Zewnętrzny Obwód Dywersyjny Opole.

Inspektorat Katowice był jednym z pięciu inspektoratów wchodzących w skład Okręgu Śląskiego (pozostałe to: Tarnowskie Góry, Sosnowiec, Rybnik i Bielsko).

W marcu 1944 roku nastąpiła katastrofa. Sukces swój Niemcy zawdzięczali dwójce agentów gestapo – Gerardowi Kampertowi i Wiktorowi Grolikowi...

Gerard Kampert, plutonowy rezerwy WP, przed wybuchem wojny – przewodniczący koła Związku Rezerwistów w Katowicach, założył konspiracyjną Polską Organizację Wojskową „Wyzwolenie”. Składając 19 kwietnia 1945 roku zeznania w Prokuraturze, Kampert powiedział, że liczyła ona 2000 ludzi, choć większość badaczy odnosi się do tego sceptycznie, uważając, że liczba ta jest zawyżona, i to znacząco.

Tymczasem na trop POW „Wyzwolenie” wpadło gestapo. Miast jednak przeprowadzić aresztowania, postanowiło wykorzystać ją do prowokacji zdecydowanie poważniejszego kalibru. Zastępcą Kamperta został współpracujący od lat z gestapo Wiktor Grolik. Juliusz Niekrasz, który po wojnie, jako prokurator, prowadził sprawę Kamperta i Grolika, w swej książce „Z dziejów AK na Śląsku” napisał:

Kampert bądź po niewczasie zorientował się, że Grolik jest agentem gestapo, że wraz z całą swą organizacją wpadł w potrzask i od tego momentu stał się powolnym narzędziem w rękach Grolika, bądź też Grolik sam odkrył karty, postawił sprawę jasno i uzyskał od Kamperta zgodę na współpracę. Brak akt personalnych katowickiego gestapo nie pozwala ustalić daty rozpoczęcia przez Kamperta służby na rzecz gestapo ani też wyjaśnić bliżej okoliczności zwerbowania go do tej służby. Przesłuchując po wojnie Kamperta jako prokurator, pytałem go o początki jego współdziałania z gestapo. Kampert stale podkreślał, że do czasu aresztowania „Nowiny” nie wiedział o współpracy Grolika z gestapo, lecz wyjaśnienia te nie były dla mnie przekonywujące. [...]
Natomiast członkowie Wyzwolenia nie znali perfidnej gry swoich szefów. Wstąpili do organizacji, aby służyć Polsce, tymczasem nieświadomie służyli zupełnie innej sprawie, bo organizacja ta stanowiła przynętę do schwytania w sieć innego, bez porównania większego i ważniejszego dla gestapo zgrupowania.


W kwietniu 1943 roku Gerard Kampert przez swojego kolegę z wojska, oficera 73 pułku piechoty, a aktualnie szefa łączności Obwodu Katowice, nawiązał kontakt z AK. Rozpoczęły się trwające prawie rok negocjacje na temat włączenia „Wyzwolenia” w szeregi AK. W ramach rozmów w sprawie scalenia „Wyzwolenia” z AK Grolik zażądał dla siebie stanowiska szefa Oddziału II (wywiadu) w Komendzie Inspektoratu, zaś dla Kamperta stanowiska w sztabie Okręgu Śląskiego AK. Negocjacje dotyczyły także obsady stanowisk niższego szczebla. Trzeba przy tym dodać, że w Beskidach działał oddział partyzancki „Wyzwolenie”,
który prawdopodobnie nie miał nic wspólnego z organizacją, na czele której stali Kampert i Grolik, a którego istnienie ci dyskontowali w trakcie negocjacji z Komendą Inspektoratu Katowickiego AK.

Przeciągające się rozmowy pozwoliły gestapowcom rozpracować strukturę organizacyjną Inspektoratu Katowickiego AK i w efekcie wykonać całą serię celnych uderzeń. Tak wielką wsypę można porównać jedynie do mającej miejsce mniej więcej w tym samym czasie akcji, w wyniku której dokonano ogromnych spustoszeń w Okręgu Poleskim Armii Krajowej.

Warto w tym miejscu przytoczyć słowa ówczesnego Komendanta Okręgu Śląskiego AK, Zygmunta Waltera – Janke:

Wiem, jak wyglądały takie rozmowy z samodzielnymi grupami. Rozmawiałem z Judyckim („Migulec”), który należał do kierownictwa jednej z włączonych organizacji. Z trudem mu wyperswadowałem, że nie może być komendantem Okręgu Śląskiego ani nawet inspektorem katowickim. Jego postawa świadczyła o braku perspektywy. Widząc tylko własną organizację i siebie na jej tle, powiększa się swoją rolę i traci poczucie proporcji.

Na marginesie dodam, że Piotr Judycki ps. „Migulec” był związany z organizacją Zjednoczone Organizacje Śląskie, której przywódcy po aresztowaniach, z czerwca 1942 roku, zdołali pozbierać różne grupy, które bezskutecznie próbowały nawiązać kontakt z jakimś wyższym dowództwem. W roku 1943 organizacja ta, skupiająca kilka tysięcy osób, podporządkowała się AK, ale „Migulec”, który nie uzyskał funkcji, na którą liczył, dokonał rozłamu. Wkrótce jednak frondyści zmienili zdanie i również oni dołączyli do AK. Ale wróćmy do wspomnień Zygmunta Waltera – Janke:

Nie zdziwiło mnie też żądanie kierownictwa powstałej w Katowicach – Wełnowcu organizacji „Wyzwolenie”, która domagała się rozmów z Komendantem Głównym Armii Krajowej gen. „Borem”. Na czele tej organizacji stał już wspomniany Gerard Kampert. Zaczęły się pertraktacje. „Nowina” zainteresował się tą sprawą. Chociaż z reguły wierzył ludziom - cecha niebezpieczna dla konspiratora - to jednak poznał się prędko na Kampercie i Groliku. Lepiej wypadło zetknięcie się jego z innymi ludźmi z „Wyzwolenia”. W meldunku do komendanta Okręgu Śląskiego AK wyraźnie stwierdził: Kierownictwo „Wyzwolenia” warte niewiele, ale w organizacji jest dużo ludzi, których można włączyć w szeregi Armii Krajowej. Tymczasem Grolik zbierał starannie nazwiska i adresy członków „Wyzwolenia”. Ale to była płotka. Szło o Armię Krajową. Wskazówki Baucha były wyraźne. Stąd bezczelne zachowanie Kamperta i Grolika w czasie rozmów z „Nowiną”. Kampert orientował się już w sytuacji i ułatwiał rolę Grolikowi. Żądali kontaktów na Warszawę, rozmów z Komendantem Głównym AK, z komendantem Okręgu Śląskiego. „Nowina” wzruszył tylko ramionami. Rozmowy przeciągały się bez konkretnego rezultatu. Ze sztabu Okręgu sugerowano por. „Nowinie” zaniechanie rokowań. „Wyzwolenie” nie było potrzebne, szeregi AK w Inspektoracie Katowickim były wystarczająco liczne. „Nowina” chciał jednak sprawę doprowadzić do końca. Zamierzał włączyć „Wyzwolenie” w skład Wojskowej Służby Ochrony Powstania Inspektoratu Katowickiego. Kampert domagał się dla Grolika stanowiska szefa wywiadu WSOP. Dowódca WSOP Inspektoratu, Antoni Gabrysiak („Ryś”), przyjął pozornie propozycję Kamperta. Polecił jednak inwigilować Grolika.

W tym miejscu winienem krótkie wyjaśnienie – Wojskowa Służba Ochrony Powstania to wydzielony pion w strukturze AK, którego zadaniem było zabezpieczenie na wypadek powstania zakładów pracy oraz pełnienie służby wartowniczej. Tymczasem Zygmunt Walter
– Janke pisał:

Wyniki inwigilacji zostały zbagatelizowane. W końcu „Nowina” zgodził się również na ten warunek Kamperta. Grolik został szefem wywiadu WSOP. Teraz Grolikowi szło o schwytanie „Nowiny”. Na odprawie 8 stycznia 1944 r. Grolik chciał już wydać „Nowinę” w ręce gestapo. W pobliżu znajdował się oddział policji na samochodach i grupa gestapowców. Czekali na znak Grolika. Sprawa się jednak odwlekła, bo „Nowina” na tę odprawę nie przybył. Dopiero 20 marca udało się zwabić inspektora w zasadzkę w mieszkaniu Grolika przy ulicy Gliwickiej 160. „Nowina” - mimo złych przeczuć - poszedł, bo miał się spotkać z dowódcą partyzanckim „Krukiem”. W mieszkaniu Grolika znaleźli się „Nowina”, „Kruk”, Kampert i Grolik. Gdy po zakończonej rozmowie „Nowina” i „Kruk” wyszli na ulicę, światła były całkowicie wygaszone. W ciemności chwycili ich jacyś ludzie za ręce. Nie zdołali się już wyrwać. „Nowina” nie dałby się wziąć żywcem. Był już nieraz w podobnej sytuacji i zdecydowanie chwytał za broń. Teraz jednak został sprzedany przez zdrajcę. Nie pomogły mu 2 pistolety i 3 granaty, które miał przy sobie.

W nocy 21/22 marca gestapo aresztowało 58 osób z najwyższego kierownictwa katowickiej AK. W raporcie dziennym nr 7/III z 24 marca 1944 roku szef urzędu kierowniczego Gestapo w Katowicach napisał:

Wśród aresztowanych znajduje się 3 komendantów powiatowych i 9 komendantów miejscowych. Pozostali należą do sztabu inspektoratu lub sprawują funkcje dowódców plutonów i grup.

Ale to był dopiero początek. W sumie gestapo ujęło około 600 osób. 7 kwietnia 1944 roku Niemcy rozbili na Giszowcu oddział partyzancki, który podjął próbę odbicia por. Wacława Stacherskiego i innych aresztowanych, którzy trzymani byli w więzieniu w Mysłowicach. Akcja ta okazała się prowokacją gestapo. W efekcie wszyscy partyzanci zostali zabici. Ale o tym napiszę następnym razem...

***

W kolejnym numerze będzie druga część wink.gif

Pozdrawiam

Napisany przez: wojtek k. 4/04/2012, 11:02

Zgodnie z zapowiedzią, w dzisiejszym numerze gazety „Nowe Siemianowice” (na stronie 6) zamieszczona została druga część artykułu o rozbiciu wiosną 1944 roku Inspektoratu Katowickiego AK:

http://www.nowe.siemianowice.pl/archiwum/2012_04_04.pdf

W szponach gestapo / cz. 2

W marcu 1944 roku gestapo odniosło spektakularny sukces w walce z Armią Krajową na Górnym Śląsku. 20 marca aresztowany został komendant Inspektoratu Katowice por. Wacław Stacherski ps. „Nowina”, a w nocy 21/22 marca – niemal cały aparat dowodzenia. To był jednak dopiero początek - w sumie gestapo aresztowało około 600 żołnierzy AK...

***

Sukces swój Niemcy zawdzięczali dwójce agentów gestapo – Gerardowi Kampertowi i Wiktorowi Grolikowi, którzy zdołali przeniknąć do struktur Armii Krajowej w Inspektoracie Katowice, skutecznie rozpracowując jego strukturę organizacyjną...
20 marca 1944 roku gestapowcy aresztowali komendanta Inspektoratu por. Wacława Stacherskiego ps. „Nowina”. Stało się to sygnałem do zakrojonych na szeroką skalę aresztowań. Przesłuchiwany po wojnie na tę okoliczność Władysław Krzyżaniak ps. „Hałas” opowiadał:

W czasie przesłuchiwań stosowało gestapo tortury, wieszano przesłuchiwanego głową na dół, wkręcano do nosa szyjkę od butelki napełnionej wodą i wlewano przesłuchiwanemu wodę do płuc, zgniatano między drzwiami dłonie oraz stosowano bicie do tego stopnia, że po przesłuchaniu mieliśmy formalnie czarne ciała. Na izbie przesłuchań było jednocześnie 4 zatrzymanych. Między innymi przesłuchiwana była wraz ze mną kurierka AK, żona jakiegoś porucznika, rozebrana była do naga, torturowano ją w szczególnie wyrafinowany sposób, wykręcano piersi, wbijano szpilki za paznokcie i bito w niemożliwy sposób. Po przesłuchaniu kurierka ta zmarła.

Nie wszyscy potrafili wytrzymać tortury, skutkiem czego krąg aresztowanych stale się poszerzał. W sumie gestapo ujęło około 600 osób.
7 kwietnia 1944 roku Niemcy rozbili na Giszowcu oddział partyzancki, który podjął próbę odbicia por. Wacława Stacherskiego i innych aresztowanych, którzy trzymani byli w więzieniu w Mysłowicach. Akcja ta okazała się prowokacją gestapo.
Na czele oddziału stał ppor. Wacław Andryszak ps. „Wiesio”. Karol Strózik, kolega „Wiesia” z harcerstwa, w artykule „Piotrowiccy harcerze” tak opisał początki jego działalności konspiracyjnej:

Należał do drużyny Karola Kornasa. Ominęła go fala aresztowań z grudnia 1940 r. Z młodzieńczą wiarą i odwagą działał nadal w ZWZ – AK. Pracował jako robotnik fizyczny w firmie Meinl w Katowicach. Choć ukończył w 1939 r. w Gimnazjum Kupieckie, nie mógłby otrzymać innej pracy, ponieważ jego rodzina odmówiła podpisania niemieckiej listy narodowościowej i przez całą okupację byli znani w Piotrowicach jako Polacy.

„Wiesio”, który przeszedł stosowne szkolenie w oddziale partyzanckim „Garbnik” w Beskidach i który awansowany został do stopnia podporucznika, stanął na czele oddziału dyspozycyjnego Komendy Inspektoratu Katowice. Oddział operował przede wszystkim w lasach między Piotrowicami (dziś dzielnica Katowic) a Mikołowem. Posiadał tam bunkier, który był tak dobrze zamaskowany, że Niemcy – pomimo iż gruntownie przeczesali te tereny w poszukiwaniu oddziału – nie natrafili na jego ślad. Klapa zamykająca wejście do bunkra była pokryta ziemią i roślinnością, tak że idealnie zlewała się z ziemią. Oddajmy ponownie głos Karolowi Strózikowi:

W piotrowickim lesie, koło nieistniejącej już wieży triangulacyjnej, wybudował wraz z kolegami bunkier – schronienie, w którym zawsze była dyspozycyjna grupa. Część z nich to zbiegowie z wojska niemieckiego, którzy w pełnym uzbrojeniu zgłaszali się do oddziałów partyzanckich w czasie swego pierwszego urlopu, bliscy i znani synowie polskich rodzin z okolicy.

Dowódca oddziału najczęściej przebywał w tymże bunkrze, względnie w mieszkaniach zaprzyjaźnionych osób – u Śniegockich w Dębie, u Kwaśnych w Brynowie, u Owczarczyków w Piotrowicach i u Kapuśniaków w Mikołowie. Legitymował się fałszywymi dokumentami wystawionymi na nazwisko Józef Benke.
Dekonspiracja bunkra nastąpiła na początku lutego 1944 roku, ale nie doprowadziła ona do rozbicia oddziału. Juliusz Niekrasz tak o tym pisze:

W początkach lutego 1944 r. obserwacja lasu przyniosła hitlerowcom pozytywne wyniki, ujęli piętnastoletniego Franciszka Owczarczyka, gdy wkraczał do lasu niosąc paczkę z odzieżą i ciepłą bielizną. Przywieziony do gestapo w Katowicach i potwornie torturowany przyznał, że ma starszego brata Józefa, który jest w partyzantce w Beskidach, że on również chciał wstąpić do partyzantki, ale nie przyjęto go z powodu młodego wieku. Otrzymał natomiast zadanie udzielania pomocy partyzantom na miejscu, został łącznikiem pomiędzy bunkrem a placówką AK. Opisał też dokładnie lokalizację bunkra. [...]
Gestapo mając pełne rozeznanie, dokonało ponownego najazdu na las. Działo się to 9 lutego 1944 r. Tym razem bez trudu odnaleziono bunkier. Dano wezwanie do jego opuszczenia. Kiedy nikt z bunkra nie wychodził, wrzucono tam granaty. Jak się okazało, w bunkrze było 4 żołnierzy, 3 akowców zginęło, a jeden został ranny. „Wiesia” tutaj nie było. Następnego dnia gestapo aresztowało rodziców „Wiesia” i nieletniego jego brata...


Oddział „Wiesia”, pomimo straty czterech ludzi, nie został rozbity. Wtedy to do akcji wkroczył Grolik, który otrzymał od Baucha zadanie wystawienia oddziału „Wiesia”. Grolik dzięki posiadanym w AK kontaktom dotarł do „Wiesia”, któremu zaproponował przeprowadzenie akcji odbicia z więzienia w Mysłowicach por. Wacława Stacherskiego oraz innych aresztowanych w ostatnich dniach akowców. Wróćmy do tego, co pisał Juliusz Niekrasz:

Oprócz „Wiesia” jeszcze bardziej zapalił się do tego planu Wiktor Adamczyk („Biały”), który w okresie międzywojennym pracował w wydziale śledczym policji w Cieszynie, oraz Stanisław Jarosz („Mały”), komendant placówki AK w Wirku, a przed wojną zawodowy starszy sierżant WP. [...] Najgorliwszym wszakże propagatorem planu był oczywiście Grolik. Proponował on „Wiesiowi”, aby do tak niebezpiecznej akcji wziął jak najwięcej ludzi, co najmniej 40, a ponieważ oddział „Wiesia” nie był tak liczny, doradzał wzmocnienie go ochotnikami.

W pośpiechu opracowano plan akcji, który przewidywał sterroryzowanie przez jednego z partyzantów, przebranego w mundur wysokiego oficera SD, wartownika, który miałby otworzyć bramę. Wtedy do akcji winien był wkroczyć oddział uderzeniowy, który po uwolnieniu więźniów miał odskoczyć z nimi w lasy olkuskie, by tam dołączyć do oddziału partyzanckiego „Hardego”.
6 kwietnia Wiktor Grolik w towarzystwie jeszcze jednego agenta gestapo przybył do Bielszowic, gdzie spotkał się z „Wiesiem”. Towarzyszącego mu agenta przedstawił „Wiesiowi” jako kapitana „Strzałę”, oddelegowanego rzekomo do wykonania akcji odbicia więźniów przez Komendę Okręgu Śląskiego AK. Grolik poinformował nadto, że 8 kwietnia por. Stacherski ma być przewieziony do KL Auschwitz, w związku z czym akcję trzeba przeprowadzić bezzwłocznie. W tym momencie oddajmy głos Niekraszowi:

W tym czasie zameldował się Czesław W., żołnierz „Wiesia”, oświadczył, że jest chory i udziału w akcji brać nie może, ale przyprowadził dwóch swoich przyjaciół i prosi, aby „Wiesio” wtajemniczył ich w plan i wciągnął do sprawy. Byli to dezerterzy z Wehrmachtu: Józef Kurek i Joachim Nieradzik. Zaczęły się gorączkowe przygotowania do akcji, bo czas naglił. Grolik chciał wziąć udział w przerwaniu łączności telefonicznej z wiezieniem. „Wiesio” wyraził na to zgodę. Ustalono, że dokonają tego oprócz Grolika – „Wiesio” i „Biały”. [...]
Dnia 7 kwietnia, około godziny 15, przyjechali tramwajem do Mysłowic Grolik, „Wiesio” i „Biały”. W pobliżu przystanku czekali już, o wszystkim powiadomieni, Bauch, Kampert i kilku gestapowców. Kampert pozostał na przystanku, natomiast pozostali poszli w ślad za Grolikiem, „Białym” i „Wiesiem”.
Jedyną osobą, która po wojnie mogła złożyć relację, co się działo później, był Grolik. Twierdził, że zaledwie odeszli od skrzyżowania, na którym był przystanek tramwajowy, gestapowcy otworzyli ogień, zabijając na miejscu „Wiesia: i „Białego”, on zaś został przypadkowo, przez nieuwagę czterokrotnie zraniony. Wersja ta, moim zdaniem, nie jest wiarygodna. Gestapowcy z pewnością zamierzali ująć „Wiesia” i „Białego”, lecz ci widocznie zorientowali się, że wpadli w zasadzkę, i zdążyli sięgnąć po broń. Doszło do walki, w której „Biały” zginął na miejscu, „Wiesio” został śmiertelnie ranny i zmarł wkrótce w szpitalu w Mysłowicach, a Grolik odniósł powierzchowne rany.
Plan gestapo został zagrożony. Grolik miał pojechać na ustalony punkt kontaktowy w Starej Kuźni i pilotować oddział do Mysłowic (oddział, według planu gestapo, powinien być już w drodze zlikwidowany), tymczasem był ranny, bardzo silnie krwawił, chwilami tracił przytomność. Na miejsce rannego mógł wejść do gry tylko Kampert, którego Grolik już wiele dni wcześniej wprowadził do otoczenia „Wiesia”, przedstawiając go jako komendanta organizacji „Wyzwolenie” scalonej z AK. Dla ubezpieczenia akcji postanowiono z Kampertem wysłać także rzekomego kpt. „Strzałę”.
Gestapo musiało teraz szybko działać. Bauch ulokował Grolika w samochodzie, zabrał po drodze Kamperta i udał się do Katowic. Grolika umieszczono w szpitalu „Spółki Brackiej”. Kampert został pouczony przez Baucha, jakie czynności ma wykonać w zastępstwie rannego.
Kampert i rzekomy „Strzała” dobrze odegrali wyreżyserowaną rolę.


O tym, co stało się później, najszerzej napisał Andrzej Różanowicz ps. „Głuszec” w artykule „Masakra w giszowieckim lesie”:

Kampert zaraz po strzelaninie pod mysłowickim więzieniem, pojechał z konfidentem znanym w konspiracyjnych kręgach jako kapitan „Strzała” do Bielszowic. Tam przekazał partyzantom wiadomość, że ich dowódca czeka w Mysłowicach i by dołączyć do niego pojadą przez las. Za kierownicą ciężarówki „wypożyczonej” z kopalni Bielszowice usiadł Stanisław Jarosz, ps. „Mały”, będący sierżantem WP. Reszta uzbrojonego oddziału usiadła z tyłu.
Kiedy konwój leśnymi drogami dotarł do szosy murckowskiej koło kolonii Zuzanna, zjechał w prawo w giszowiecki las na drogę prowadzącą do szybu Jan. Po kilkudziesięciu metrach osobowy samochód Kamperta zatrzymał się. Stanęła i ciężarówka. Wtedy rozbłysły reflektory, samochód osobowy gwałtownie ruszył do przodu, a na ciężarówkę z obu stron posypał się grad strzałów z broni maszynowej. Zabito oślepionego reflektorami kierowcę, a potem całkowicie zaskoczonych, siedzących pod plandeką partyzantów. Nie ocalał nikt. Zmasakrowane zwłoki wrzucono do wykopanego na skraju lasu dołu.
Rok po tej tragedii, już po wojnie, mieszkańcy Zuzanny postawili tu dwa krzyże i zapalali znicze. Potem kolonię wyburzono, a w miejscu dawnej drogi powstała trasa szybkiego ruchu. Znikły krzyże, powoli zapomniano o pomordowanych partyzantach.

Napisany przez: wojtek k. 24/02/2013, 17:08

Być może zainteresuje kogoś relacja Leszka Fusiarskiego, który w taki oto sposób wspomina początki działalności konspiracyjnej inspektora Wacława Stacherskiego – „Nowiny”:

listopad – grudzień 1939

Z Wackiem zetknąłem się w parę tygodni po tragicznym wrześniu 1939 r. Ściśle mówiąc, było to w listopadzie po powrocie jego ze szpitala w Krakowie, gdzie leczył się z odniesionej rany w kampanii wrześniowej, dzięki czemu zresztą uniknął obozu jeńców. Na nasze spotkanie bezpośrednio wpłynął fakt, że w domu moim ukrywał się po ucieczce z niewoli oficer 23 pułku artylerii, dowódca baterii, w której walczył Wacek i którego on kilka razy odwiedził. Prowadzone rozmowy z Wackiem obracały się wyłącznie wokół tematu konspiracji. Przypuszczał on, że wiem coś o tworzeniu się w kraju ruchu oporu, gdyż był w trakcie poszukiwania ludzi, którzy prowadzą podziemną robotę. Tymczasem ja o takiej robocie nic jeszcze nie wiedziałem, czym, jak zauważyłem, sprawiłem mu zawód.
Już wtedy, w czasie naszej pierwszej rozmowy wyczułem to dobrze i zaobserwowałem, że Wacek ogarnięty jest jedną ciągle trapiącą go myślą – jak podjąć walkę z wrogiem, czy w kraju istnieją organizacje podziemne i jak nawiązać z nimi łączność. Przy rozstaniu się postanowiliśmy być ze sobą w ciągłym kontakcie, by w razie natrafienia na ślad konspiracyjnych organizacji natychmiast się o tym wzajemnie powiadomić. Niepokój Wacka i ta wrodzona mu niecierpliwość serca udzieliła się też i mnie. Gdy wyszedłem od niego, czułem się szczęśliwy i byłem dumny, że Wacek tak szczerze i bez ogródek rozmawiał ze mną o konieczności podjęcia walki z Niemcami i stworzenia organizacji podziemnej.
Jak już poprzednio wspomniałem, wrodzona Wackowi niecierpliwość serca nie pozwoliła mu nawet na krótki czas pozostawać w oczekiwaniu na coś, co samo przyjdzie i trwać tak bezczynnie. W kilka dni po naszej rozmowie, gdyśmy się spotkali, oświadczył mi podniecony:
- Nie czekamy, nie możemy, Leszku, czekać, musimy zacząć robotę, potem jeżeli się coś znajdzie to się połączymy...
Wtedy właśnie postanowił założyć tajną organizację, na razie w niewielkim zasięgu, składającą się z osób pewnych i godnych zaufania, lecz o szerokich planach i dużych zamiarach na przyszłość. Takie były pierwsze zarysy jego samodzielnej akcji, nad którą objął dowództwo. Jestem przekonany, że Wacek dokładnie zdawał sobie z tego sprawę, jak bardzo ubogo i smutnie wyglądała jego organizacja w obliczu świetnie uzbrojonego i dobrze wyszkolonego przeciwnika. Wiedział, jaką bierze na siebie odpowiedzialność, i ile będzie musiał pokonywać trudności w rozbudowywaniu organizacji, ale w swoim zapale wcale się z tym nie liczył i liczyć się nie chciał.
Rozpoczęliśmy pracę w szczupłym gronie dobranych ludzi, która trwała parę tygodni. Wacek z właściwym sobie temperamentem ciągle był w ruchu, badał teren, ludzi, przygotowywał plany do przyszłych akcji, wydawał rozkazy. Nagle w końcu grudnia oświadczył, że nie ma co liczyć na prędki koniec wojny, a praca nasza, jeśli ma przynieść pożytek, musi być postawiona na takich podstawach, które muszą nam zapewnić, że przyniosą w niedługim czasie dużą korzyść dla tworzącej się, jak przypuszczał, w naszym kraju organizacji wojskowej. Dlatego ma zamiar wyruszyć za granicę, gdyż będzie się mógł dokładnie zorientować, co należy czynić. Zachodzą w tym dwie alternatywy – albo pozostanie tam i będzie się starał dostać do Armii Polskiej we Francji, albo wróci z instrukcjami dla dalszego prowadzenia roboty podziemnej. Wyjazd jego nakazał zachować w jak najściślejszej tajemnicy, by nie rozbić organizacji i czekać na wiadomości. Obiecał mi, że jeśli zostanie zagranicą, da mi znać co należy dalej robić i jak ewentualnie mogę się do niego dostać.

styczeń 1940

Po kilkudniowej chorobie, która zmusiła mnie do przebywania w domu, z dużym niepokojem poszedłem do Wacka, gdyż liczyłem się z tym, że mogę już go nie zastać. Drzwi otworzyła mi jego matka. Patrzyła na mnie smutnie i miała łzy w oczach. Wacek już poszedł i powiedział, że nie wie, czy wróci. Odszedłem do domu w głębokiej rozterce duchowej i w smutnym nastroju.

luty 1940

Czuję się opuszczony i nie wiem, co robić. Wacek wywierał na mnie duży czar jako nasz dowódca – zdaje mi się, że jeśli wciągnę się gdzieś do roboty, to już nie będzie to samo. Czekam niecierpliwie na wiadomości, nurtuje mnie ciągły niepokój – może zapomniał o mnie. Zmęczone myśli biegną ku jego osobie, co robi w tej chwili, czy przeszedł szczęśliwie przez granicę. Dokładnie zdaję sobie sprawę, jakie musiał mieć trudności przy przejściu granicy. Podobno góry są silnie strzeżone, przy tym ten wściekły mróz dochodzący do trzydziestu stopni.

marzec 1940

Bogna zawiadamia mnie w domu, żebym przyszedł do nich. Pędzę, spodziewając się jakichś wiadomości. Wacek wrócił. Zatkało mnie ze wzruszenia. Nic nie chce mówić o swojej ryzykownej wędrówce. Był za granicą, szczęśliwie powrócił i wszystko jest w porządku. Wie dobrze, co ma robić, środki na to są, potrzebuje mojej pomocy, więc zabieramy się do pracy.

od kwietnia do października 1940

Wacek pracuje całą parą, dokładnie orientuję się, że stoi na czele zorganizowanej przez siebie akcji dywersyjnej, akcji, która obejmuje wiele miejscowości i wielu ludzi. Orientuję się z tego, gdy czasem daje mi do korektury i uzupełnienia swoje rozkazy lub instrukcje. Poza tym wiele mówi – a ja ze swej strony nie mam za to do niego żalu. Widzę, że to już nie jest ten sam Wacek sprzed kilku miesięcy, ale człowiek w pełni dojrzały, który zdaje sobie sprawę, że w jego ręku spoczywa życie wielu ludzi. Młodszy jest ode mnie o dwa lata, ale bardziej dojrzał przez tych kilka miesięcy. Czasem jestem wobec niego ogromnie nieśmiały, co przedtem nigdy nie miało miejsca. Na terenie Zagłębia gestapo rozpoczęło masowe aresztowania i wywożenie do obozów. Wacek boleje nad stratą kilku swoich ludzi, zdaje sobie sprawę, że wchodzimy w okres krwawego terroru. Prześladuje mnie myśl, że mogę dostać się w ręce gestapo – teraz widzę, że Wacek dobrze robi nie wtajemniczając mnie w całość prowadzonych akcji. Zadowolony jestem bardzo, a nawet dumny z tego, że należę do nielicznych, którzy mają wstęp do jego domu. Postanawiam być ostrożny, by nie zwrócić na siebie i dom Wacka uwagi.
Wacek dobrowolnie odseparował się od świata, dni spędza w domu, wychodzi dopiero po zapadnięciu zmroku i w ten sposób unika rozpoznania na ulicy przez kolegów i znajomych, którzy zostali poinformowani przez rodzinę, że Wacek wyjechał do Gubernatorstwa – gdy tymczasem on siedzi w Sosnowcu i prowadzi robotę. W pracy zachowuje spokój i stara się tak prowadzić robotę, żeby ludzie nie znali się nawzajem, co daje gwarancję i zapewnienie bezpieczeństwa na wypadek wsypy dla tych, którzy nie zostali aresztowani. Wszyscy mamy do niego bezwzględne zaufanie, do jego zdolności organizacyjnych i poczynań jako naszego dowódcy.
Często bywam u niego i pomagam mu w pracy. Wacek bardzo dużo czyta, a ja nie mogę nadążyć w dostarczaniu mu książek. Nie czyta prawie wcale utworów lekkich, uważa to za stratę czasu, interesują go natomiast książki podróżnicze, naukowe i poruszające zagadnienia socjalne. Interesuje się bardzo zagadnieniem Śląska, z rozmów wnioskuję, że ma jakiś duży sentyment do tej ziemi i do ludu, który ją zamieszkuje. Muszę z nim kiedyś obszerniej o tym porozmawiać.
Patrzę ze współczuciem na matkę Wacka. Wyczytać można z jej twarzy, że lęk o jedynego syna nie odstępuje jej ani na chwilę. Zastanawiam się nieraz, czy zdaje on sobie sprawę, na co naraża matkę i najbliższych – że może nie myśli o ich bezpieczeństwie – ale nie miałem odwagi poruszyć z nim tego tematu.

listopad – grudzień 1940

Wacek rozpromieniony oświadczył mi, że nawiązał kontakt z organizacją wojskową działającą na terenie całej Polski. Należy już do ZWZ i przeszedł z wszystkimi komórkami naszej organizacji pod rozkazy komendanta okręgu podpułkownika Topoli, z którym osobiście się zetknął i rozmawiał, Wiem, że podporządkował się bez zastrzeżeń, nie prowadził żadnych targów, nie pragnął dla siebie żadnych wyróżnień i jak bardzo był szczęśliwy z tak doniosłego dla niego wydarzenia. W całej pełni zaimponował mi swoim żołnierskim zdyscyplinowaniem.



Napisany przez: wojtek k. 1/03/2013, 13:34

Pozwolę sobie jeszcze zamieścić taki oto cytat z książki Juliusza Niekarasza:

Przy ustalaniu nazwisk poległych napotkałem duże trudności wynikające z upływu czasu. Według danych, jakie udało mi się uzyskać z Koła ZBoWiD w Rudzie Śląskiej oraz na podstawie zeznań przesłuchiwanego w w charakterze świadka inż. Piechuły (OK – S. 17/76) polegli: 1. Wacław Andryszak („Wiesio”), 2. Wiktor Adamczyk („Biały”), były funkcjonariusz Wydziału Śledczego z Cieszyna, 3. Stanisław Jarosz („Mały”), rodem ze Stryja, sierżant WP, 4. Józef Kurek z Pawłowa (dezerter z Wehrmachtu), 5. Roman Kłos z Bielszowic, 6. Florian Łata z Bielszowic, 7. Fryderyk Musioł z Bielszowic, 8. Jan Szadok z Bielszowic, 9. Tomasz vel Tadeusz Janek z Nowego Bytomia, 10. Joachim Nieradzik (dezerter z Wehrmachtu), 11. Alfred vel Ludwik Kulawik z Rudy Śląskiej, 12. Wiktor Mosler z Katowic. Nazwisk pozostałych nie udało mi się ustalić.

Napisany przez: wojtek k. 2/01/2016, 13:15

Zygmunt Walter - Janke w książce W Armii Krajowej na Śląsku, charakteryzując stan organizacyjny Okręgu Śląskiego AK u progu lata 1944 roku, stwierdza, iż Inspektorat Katowice, „wstrząśnięty aresztowaniami w marcu i kwietniu 1944 r., został skadrowany, ale zachował wystarczającą ilość sił dla wykonania zadania”. Dalej zaś dodaje: [i]„Na jego czele stał zastępca aresztowanego inspektora por. Wcaława Stacherskiego ps. „Nowina” - kpt. Paweł Wybierski ps. „Laub”.” Rodzi się w tym momencie pytanie, jak przedstawiał się skład sztabu Okręgu Śląskiego AK po aresztowaniach, które miały miejsce wiosną 1944 roku.

Otóż wydaje mi się, że częściowo odpowiedź na to pytanie daje Analiza sprawy R.O. „Tratwa” z 17 września 1953 roku prowadzonej przez WUBP w Stalinogrodzie. Wśród „figurantów” tejże sprawy na czołowych miejscach znajdujemy:

Wroderski Paweł ps. „Wrzód” - b. czł. oddz. II insp. „Huta” chorąży
Mierzejewski Leon ps. „Miłość” - szef sztabu Inspektoratu „Huty” /major/
Wybierski Leon ps. „Laub” - szef sztabu Inspektoratu „Huty”, potem inspektor, kpt.
Mendrek Henryk ps. „Stach” - zastępca inspektora „Huty”

Domyślam się, że Henryk Mendrek ps. „Stach” został zastępcą komendanta Inspektoratu Katowice, zaś mjr Leon Mierzejewski ps. „Miłość” - szefem sztabu, kiedy dotychczasowy szef sztabu i zarazem zastępca inspektora, kpt. Leon Wybierski ps. „Laub”, stanął na czele Inspektoratu, a więc po aresztowaniu por. „Nowiny”. Wiemy, że kpt. Wybierski został wkrótce aresztowany, aczkolwiek nie wiem, kiedy dokładnie to nastąpiło...

***

Przy okazji - wrócę do kwestii włączenia POW „Wyzwolenie” do AL. Józef Faruga, składając w dniu 31 marca 1947 roku przed prokuratorem Juliuszem Niekraszem zeznania w sprawie przeciko Kampertowi, Grolikowi i Ulczokowi, powiedział:

„W sierpniu 1944 r. zgłosił się do AL Jakubowic z grupą swoich ludzi, w tej grupie byli Grolik i Kampert. Grupa ta liczyła 1 kompanię w sile około 600 ludzi, obejmowała swym zasięgiem także powiaty rybnicki, pszczyński, bielski.”

„Jakubowic” to pseudonim Wiktora Szostaka, który po włączeniu POW „Wyzwolenie” do AL został komendatem Okręgu AL obejmującego Górny Śląsk.

Napisany przez: wojtek k. 5/01/2016, 12:43

Wrócę jeszcze na moment do osoby majora Leona Mierzejewskiego. Czy nie jest on czasami tożsamy z majorem „Władem”, o którym wspominał August Czarnynoga, opisując wydarzenia rozgrywające się w Lipinach na przełomie stycznia i lutego 1945 roku?

Zainteresowanych odsyłam tutaj:

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=277

a następnie tutaj:

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=298

Chciałbym tu bowiem zwrócić uwagę na dokument, którego treść pozostaje dla mnie nie do końca jasna (do tego nie jest on datowany, a „wciśnięty” jest między dokumenty operacji „Tratwa”) jest „spis członków organizacji”. Spis ów obejmuje on 124 osoby, a wśród nich jako członek sztabu dowództwa Inspektoratu Katowice wymieniony jest Mierzejewski Leon Władysław ps. „Młot”. Biorąc pod uwagę fakt, iż niewielu było w Okręgu Śląskim AK oficerów mających stopień majora, więc kto wie...

Napisany przez: Marewal 24/07/2018, 17:17

Szanowni Państwo,
czy przeglądając akta dotyczące procesu Grolika i Kamperta zetknęli się Państwo z zeznaniami Iris Wendland, wdowy po por. Wacławie Stacherskim?

Pozdrawiam Wszystkich miłośników historii!


© Historycy.org - historia to nasza pasja (http://www.historycy.org)