Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
22 Strony < 1 2 3 4 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Ernesto Che Guevara, 1928 - 1967
     
Rothar
 

Primus Lictor
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.682
Nr użytkownika: 176

Krzysztof Bylinowski
Stopień akademicki: mgr nauk ekonom.
 
 
post 10/06/2004, 13:23 Quote Post

Nie mam nic przeciwko socjaldemokracjom każdego typu - ideologia jak każda inna, ale problem z Che to nie jego komunistyczne wywrotowo-komunistyczne poglądy (a nie współcześnie lewicowe), ale miejsce w historii, które próbuje mu się przypisywać. Bohater? Ideał? Niby czego? confused1.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #16

     
Kanapon
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 190
Nr użytkownika: 1.266

 
 
post 25/07/2004, 21:13 Quote Post

Che Guevara wiecznie żywy...


...chciałoby się powiedzieć czytając powyższe posty i sam artykulik. To już nawet nie dziwi bo guevaromania przybiera na sile im więcej czasu mija od krachu obozu socjalistycznego. Nowe czasy przydały mu obok ikony lewicy i rewolicji status pierwszego antyglobalisty, osobnika odpowiadającego tak przedstawicielom generacji X jak i New Age, bohatera rapowych songów a nawet speców od marketingu. Przypuszczam że film Redforda "Motocyklowe dzienniki" dotyczący młodości Che ani trochę go nie odbrązowi (ciekawe jak B. del. Toro odegra burżujski i podrywacki etap w życiu Ernesta) a jeszcze przyda mu blasku...

Che nie był w żadnym razie godnym zawierzenia Chrystusem z karabinem. Pogarda wobec tych których miała wyzwolić jego rewolucja a także zakulisowe matactwa Fidela, Moskwy i USA nie wróżyły każdej jego samodzielnej ekspedycji powodzenia. Biały, wykształcony i dumny Che nie miał szans na pozyskanie dla rewolucji tak wieśniaków z Boliwii jak i mieszkańców Kongo. I dobrze bo być może ofiar rewolucyjnej furii Che byłoby znacznie więcej. Musiały jednak minąć miesiące 1967 r. spędzone w obozie partyzantów na boliwijskich wyżynach by on sam to pojął. Wkrótce wojsko zaczęło deptać garstce jego zwolenników po piętach i w październiku szlak rewolucjyjny Che został definitywnie zakończony. To oznaczało całokowite fiasko jego utopijnej teorii foco (zarzewia) w której partyzantka miała stać się zaczynem rewolucji.

Zadziwiające iż koniec był w sumie tak żałosny, bowiem na Kubie czekały już oddziały ratunkowe ale, najprawdopodobniej na polecenie Fidela, nigdy nie ruszyły Che na ratunek. To szczególnie intrygujące bo bez Fidela Che pozostały jedynie jednym z wielu miałkich, idealizujących intelektualistów tamtego czasu a i sam Fidel bez Che zapewne nigdy nie zostałby takim komunistą jakim został. Byli przeciwieństwami i może to właśnie ich tak do siebie przyciągało, a koniec końców przyczyniło się do takiego a nie innego finału w Boliwii. Che był wyniosły, oschły, zorganizowany a w swym idealizowaniu rewolucji gotowy do nieliczenia się z nikim i niczym. Był chyba jednym z najbardziej zapiekłych internacjonalistów jakich wydał ziemski padół, takim nowym ruchliwym wcieleniem Robespierra (albo prędzej Saint-Justa) w przeciwieństwie do Castro w którym objawił się chyba Danton. W tej historii to jednak Danton przeżył Robespierra...

W praktyce działania Guevara był właściwie nawet taką latynoamerykańską odmianą ekstremalnego, niemalże zawodowego, rewolucjonisty - Nieczajewa. Tego rodzaju typy są niebezpieczne w równym stopniu dla tych z którymi walczą, własnych towarzyszy broni, wyzwalanego rewolucją społeczeństwa a także, koniec, końców samych siebie. Che niczym Nieczajew pełnymi garściami korzystał z najmroczniejszych wycinków teorii Loyoli oraz Machiavela. Podobnież było z dzieleniem ludzi na klasy według rewolucyjnej przydatności, przy czym Che był jednym z tych którym niestety historia dała możnaść decydowania o ich losie. Będąc już z charakteru, zimnym, nietolerancyjnym dogmatykiem ledwo skrywał wrogość wobec świata i pogardę dla cywilizacji czy tradycji. Obaj, i Che i Fidel zgrywali za to twardzieli, prawdziwych macho, przekonanych o bezwzględnej słuszności misji jaka mieli do wypełnienia. Obaj też wywodzili się z burżujskich rodzin i zmienili losy Kuby, choć tylko Fidel był Kubańczykiem.

To Che z poręki Fidela demontował krótką wolnośc polityczną jaką cieszyli się Kubańczycy po obaleniu Batisty. On też negocjował z USA i ZSRR w sytuacjach podbramkowych tuż po sukcesie kubańskiej rewolucji. Będąc prokuratorem zajmował się sądownictwem rewolucyjnym i organizował egzekucje przeciwników m.in w więzieniu Cabana. Jego ofiarami byli zresztą głównie byli towarzysze broni mający dośc amatorszczyzny i dyktatorskich zapędów braci Castro i ich zauszników. Mimo żadnego pojęcia o ekonomii i gospodarce przeniesiono wkrótce "Che dla odświeżenia" na stanowisko ministra przemysłu i szefa banku centralnego. Guevara się nie wzbraniał, z ochotą zajął willę przysługująca mu w związku z urzędem. Okazja do wcielenia w życie sowieckiego modelu gospodarczego owocuje niewypłacalnością banku po kilkunastu miesiącach i ogólną zapaścią gospodarczą. Znacznie lepsze wyniki przyniosły mu posady ochroniarza systemu Castro, bo to Che właśnie stworzył pierwswzy na Kubie obóz pracy przymusowej Gunaha w 1960 r, do którego zresztą trafił w l. 80. ponoć i jego nieślubny syn Omar...

W 1965 srogi zawód spotkał Che w Kongo gdzie porażki na jego rozkaz karano głodzeniem winnych ich a podległych Guevarze żołnierzy partyzantki. Castro sugerując iż Che wybrał rozbrat z narodem kubańskim niemal odciął mu drogę powrotną ale w końcu odegrał rolę Samarytanina wyciągając go z afrykańskiej pułapki. W Boliwii również pojawia się dzięki Fiedlowi po to by odżyć na nowo, a także dlatego że rodzima mu Argentyna była wówczas orzechem zbyt twardym do zgryzienia. Może to właśnie wówczas Fidel uznał iż trup Che bardziej się przysłuży rewolucji niż Guevara żywy i prowokujący wciąż nowe konflikty. Egzekucja (bo Che nie zginął w walce) najprawdopodobniej była dla niego ostatnim nieprzyjemnym zaskoczeniem (na tym świecie) bo zapewne nie przypuszczał że rząd małego kraiku podniesie rękę na pierwszego szermierza rewolucji. Tymczasem Boliwia musiała się zmagać z naciskami USA dotyczącymi wydania delikwenta im a także z ewentualnością wypraw ratunkowych w przypadku jego uwięzienia w samej Boliwii. I wybrała egzekucję - po to by pokazać Amerykanom gest, i po to by zapewnić sobie spokój. Rozstrzelanemu, by mieć dowód, ucięto dłonie które po wielu perypetiach znalazły się w Pałacu Rewolucji w Hawanie. W 1997 resztki "świętego" Ernesta zostały ze zbiorowej mogiły wykopane, ponownie zidentyfikowane i znalazły wreszcie spokój w Hawanie, chociaż dłoni Guevarze nie oddano podobno po dziś dzień...

Prawdziwe wydobycie Che z cienia nastapiło jednak dopiero w połowie lat 80. Przezornie przemilczano przy tym rozbieżności z Fidelem, ostentacyjnie burżujski styl wejścia w dorosłość i partactwo tak w Kongo i Boliwii jak i gospodarce czy finansach. Sale mu poświęcone zapełniły się dobrami z nim związanymi (od bidona i buciorów po inhalator) a opisy jego wyczynów nabrały posmaku nowej hagiografii. Ateista Che stał się nawet jednym z bohaterów tzw. teologii wyzwolenia - prawdziwym apostołem miłości rewolucyjnej, za wszelką cenę (czyt. - po trupach) dążącej do sprawiedliwości społecznej mimo iż praktyka tej dążności okazywała się jenym z najkoszmarniejszych doświadczeń ludzkości. I tylko jak tu pogodzić chrześcijańskie miłosierdzie z wyczynami Che który nie czym innym a siłą nawracał na rewolucję. Jak pogodzić jego niepohamowane pragnienie bycia historycznie skutecznym z pokorą wobec Boga i bliźniego...

Bardzo mozliwe że gdyby Che nie zaczął pracować jako lekarz w Gwatemali może to jednak leki byłyby jego orężem a nie karabin, ale wówczas nie byłoby zapewne i tego tematu. Wówczas to kraj pierwszej pracy Che zaczęła toczyć wywołana przez CIA wojna domowa, która w zamierzeniach agencji miała ochronić pseudo-feudalne plantacje amerykańskiego koncernu United Fruits zagrożone przez plany reform ówczesnego prezydenta Gwatemali.

Początkowo Che uważał się za jednego z wielu, był wg samego siebie takim komunistą przez małe "k". Wkrótce jednak dochodzą do głosu utopie i marzenia o stworzeniu ultra moralnego człowieka radzieckiego w realiach Ameryki Łacińskiej. Marzeniom tym nie towarzyszył nawet cień refleksji dotyczący tego iż realizacja takich zamierzeń oznacza konieczność pozbawienia wolności całych społeczeństw. Do kryzysu kubańskiego, był uczepionym ZSRR zagorzałym sowietofilem, a gdy związek dogadał się z USA przy okazji kryzysu kubańskiego, Che pokochał nagle Chiny i chciał rozpalić 100 Wietnamów po to by utrzeć nosa tak Moskwie jak i Waszyngtonowi. Należy przy tym wiedzieć, że Che w czambuł potępiał decentralizację i rezygnację z kolektywizacji któe miały miejsce w Europie Środkowej na fali odwilży po 1956 roku, a już zwłaszcza Polska budziła jego szczególne zaniepokojenie. On po prostu był tak oderwany od rzeczywistości, że uważał iż jedyną receptą na wieczne bolączki socjalistycznej gospodarki powinno być więcej socjalizmu, więcej gospodarki planowej, więcej centralizacji i więcej kolektywizacji.

Tym co pogrąża w mych oczach Che jest jego bezkrytyczna wiara w komunizm i irracjonalne przekonanie iż rozwiązanie większości problemów świata leży właśnie po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. Wynikający stąd prymitywny antyjankesizm (obecnie "trendy") nawet mimo uwzględnienia specyfiki i historii Ameryki Łacińskiej po prostu drażni a samego Che zaprowadził wszak do bezsensownej z punktu rewolucji śmierci w boliwijskiej dżungli. Bardzo trudno odnosić się mi jest z szacunkiem do kogoś kto fanatycznie wierzył w niezbędność systemu represji, który to szacunku właśnie pozbawiał. Tan osobnik chciał zafundować bliźnim dojście do prawdy za pomoca terroru i który tym właśnie sposobem chciał tworzyć "nowego człowieka". Przeświadczenie o dogłębnym zepsuciu świata które było powyższego źródłem i konieczności wcielania perocedur których okrucieństwo uzasadnia się jakąś rewolucyjną koniecznością jest wg mnie jakąś straszliwą aberracją, a Che jest niestety wybitnym przedstawicielem takiego sposobu myślenia. Trudno mi podziwiać osobę która nie była w stanie utrzymywac normalnych kontaktów z ludźmi którzy nie popierali jego poglądów.

Che należał po prostu do kliki rewolucyjnych autokratów którego tylko śmierć uwolniła od "konieczności" zostania jednym z bezwzględnych pomagierów kubańskiego tyrana. Ciekawym rysem w życiu Che jest to, iż wybrał on rezygnację z bycia teoretykiem mającym jednak czyste ręce, na rzecz praktyka, który swe sumienie zostawił we władaniu zgubnych teorii. Ponieważ traktował rewolucję jako ideę samą w sobie był gotów wyzbyć się dla niej wszelkich skrupułów. Co więcej wydaje mi się iż rewolucja stała się dla niego ważniejsza nawet od tych którym miał przynieść sprawiedliwość. Che był niebezpiecznym marzycielem i dyletantem, tak w dziedzinie gospodarki jak i w przypadku rewolucji, tyle że rewolucja błedów nie toleruje...

Przedwczena śmierć niewątpliwie odmłodziła Guevarę czyniąc zeń ducha zrewoltowanej epoki idealnie nadającego się na jej sztandary. Obecnie każdy ma prawo widzieć w Che kogo chce od apostoła rowolucji po pierwszego walczącego z globalizacją, symbolu naprawy świata, i wszystkiego innego, nawet mimo iż niewygodne dla niego fakty mogą temu przeczyć...

Tak jak Hitler na stulecia pozostanie najsłynniejszym Niemcem / Austriakiem tak obok Maradony, Che wg mnie na długo pozostanie najłatwiej rozpoznawalnym Argentyńczykiem na swiecie bez względu na to, czy jego biografowie będą takimi mitotwórcami jak jego piewca J. Cornier, czy też mocno wybiórczo traktujący jego dokonania autorzy wielu stron internetowych o nim...



Pozdrawiam wszystkich guevarian, antyguevarian i niezaangażowanych...


Kanapon
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #17

     
Apsu
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 176
Nr użytkownika: 2.226

 
 
post 14/11/2004, 15:24 Quote Post

Ja patrzę na osobę Che Guevary z, powiedzmy sobie, "lewicowej" perspektywy więc moja ocena może być subiektywna. Jestem daleki od popadania w skrajność, jednakże nie ulega wątpliwości, że Guevara uosabiał to, czego szukali i szukają nadal ludzie na całym świecie. Był politykiem, który zdobył władzę, a mimo to nadal pozostawał obywatelem. Nigdy nie cofał się do drugiego frontu; czy to na Kubie, czy w Afryce czy też w Boliwii. Faktem jest też, że nie trzymał się kurczowo swojego stołka, tylko sam z niego zszedł, aby kontynuować swoją walkę. Zaś otwarte skrytykowanie ZSRR Chruszczowa pokazuje, że najważniejsza była dla niego idea, a nie obóz rzekomo o nią walczący.

Wielu polityków rzuca dziś hasła, z których wycofują się po dojściu na szczyt. Guevara, jakby nie patrzeć, nigdy się nie wycofał, tylko otwarcie realizował swój plan.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
schultz
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Nr użytkownika: 2.093

 
 
post 17/11/2004, 18:06 Quote Post

Niewątpliwie El comendante jest postacią kontrowersyjną. Prawdopodobnie gdyby nie zginął podczas wywoływania kolejnej rewolucji to pewnie nie byłby tak popularny. A że był komunistą (idealistą) tak w ówczesnym czasie cuba szybko wróciłaby pod rządy amerykanów gdyby nie ZSRR także musieli znaleźć sobie partnera do obrony uzyskanej wolności. Kubańczycy woleli widać komunizm niż nadal czyścić buty Jankesom.
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
Kanapon
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 190
Nr użytkownika: 1.266

 
 
post 30/11/2004, 3:04 Quote Post

Ja tam o Che już sie wypowiedziałem.

Wspomnę tylko że Che miał wyjątkowo podejrzliwy stosunek wobec Polski i Polaków. Wszelkie niedomogi związane z koletywizacją i centralizacją chcoał leczyć nasileniem wspomnianych immanentnych cech popapranego systemu jakim był komunizm i dochodzenie do niego. On tak po prawdzie nie liczył się z ludźmi i udowodnił to będąc jednym z pierwszych którzy na powrót zaprowadzali na Kubie zamordyzm (i to w wersji gorszej od Batisty) a także i w Afryce. On miał gdzieś tych których miała wyzwalać "jego rewolucja".

To był niebezpieczny gość, idealny kandydat na dzisiejszego terrorystę nie gardzącym śmiercą wielu niewinnych (jak np. w Madrycie) i to dla celu który jest zupełnie oderwany od rzeczywistości. Równie dobrze możemy czcić Nieczajewa, czy wczesnych anarchistów którzy w podobny sposób chcieli "poruszyć" bryłę świata... On był slepym wyznawcą ideologii która przynosła więcej krwi i łez aniżeli dobra ale lata mitologizacji (jak np. Cornier) zrobiły swoje...

Kanapon
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #20

     
fiodor
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 232
Nr użytkownika: 2.162

 
 
post 30/11/2004, 20:10 Quote Post

Che, ach ten Che! tongue.gif
Przysłuchując (przypatrując?) się dyskusji na temat Che czy Pinocheta zauważyłem, że sprowadzają się one z reguły (nie zawsze) do oceny socjalizmu (zwłaszcza rewolucyjnego)i kapitalizmu. Ludzie zbyt często podchodzą do tych dyskusji zbyt emocjonalnie - mają przkonania lewicowe lub anty-lewicowe i do tych przekonań dostosowują fakty. Coż, widać taka specyfika Polaków....
Co do symboliki Che - nie ma się czemu dziwić. Hasła socjalistyczne są nośne - do ludzi zawsze będzie przemawiało równość, wolność i braterstwo. A młody, uśmiechnięty Che je symbolizuje. To uproszczenie, wiadomo. Przeciwnicy zaraz wskażą fakty z życia Che świadczące o okrutnych metodach "wprowadzania socjalizmu" przez Argentyńczyka. Nie sposob jednak nie zauważyć, co jest przez nich pomijanie, że społecznego tła do działania Che nie stworzył sobie sam. To nie jest tak, że kilka osób z karabinami wyjdzie na ulice i przejmie władzę. Nie było by Che, Fidela, a nawet rewolucji październikowej gdyby nie setki lat wyzysku. Łatwiej przytoczyć konkretną liczbę osób, które zginęły np. w obozie pracy czy rozstrzelane jako opozycja niż szafować ogólnymi pojęcia biednego życia. Śmierć, podłe życie bez żadnych praw, które spowodowane były niekontrolowanym dzikim kapitalizmem nie jest możliwa do zmierzenia. A najłatwiej o rewolucję socjalistyczna tam, gdzie przepaście pomiędzy biednymi a bogatymi są ogromne; w krajach Europy Zachodniej mimo prób nie udało się to-pamiętano mieszczańską Rewolucję Francuską czy Angielską - wiedziano czym to grozi. Idee marksistowskie zostały wprowadzone metodami pokojowymi, ewolucyjnymi-prawo pracy, związki zawodowe, ubezpieczenia społeczne czy zdrowotne.
Che stał się pomnikiem; dorobiono legendę wokół tej postaci, fakt - ale czemu? Bo takie postaci, symbolizujące walkę o najwyższe dla człowieka wartości są niezbędne. Bo to nie państwo, naród, rodzina, wzrost PKB, inflacja czy wolny rynek są najważniejsze; najważniejszy jest człowiek; człowiek jako jednostka.

Końcówka ciut banalna - wybaczcie.

Pozdrawiam.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #21

     
Kanapon
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 190
Nr użytkownika: 1.266

 
 
post 1/12/2004, 19:29 Quote Post

Z jednej strony krwawy fakt i konkret (by nie rzec mięso) dotyczący bezpośrednio Guevary a z drugiej, idea, hasła (czyli raczej mgła) oraz (pseudo)usprawiedliwienia.

Gdzie u Che najważniejszy był człowiek, i to jeszcze jako jednostka. Przecież akurat troska o JEDNOSTKĘ nie jest rysem typowym socjalizmu i komunizmu. I tu nie było inaczej - u Che najważniejsza była REWOLUCJA. To jej teorię ulepszał i próbował realizować ze skutkiem wiadomym. To oznaczało że wkrótce przesłaniała nawet tych których miała wyzwolić.

Wziąwszy władzę, brano się za kontrolowanie odnośnie jednostki po prostu wszystkiego. A kto miał jakieś z tym problemy zawsze mógł być pewien że (rewolucyjna lub juz utrwalona) władza skutecznie to wyperswaduje, bo przecież TYLKO ONA ma w takim systemie rację a nie "jakaś tam" jednostka.

No i jaka idea usprawiedliwia większy zamordyzm niż przed jej wcielaniem w życie. System i przekonania jakich reprezentantem był Che ma swą strona praktyczną. I to ona własnie dotyczy CZŁOWIEKA. Na tejże praktce człowiek wychodzi.., szaro lub wcale czego zresztą Kuba równiez jest przykładem... Z jednej strony "podłe życie" a z drugiej "idziesz w szeregu albo w piach" I dodam że szczerze wątpię by było z Kubą lub jakimkolwiek zakątkiem lepiej gdyby Che żył...


Kanapon
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #22

     
Necrotrup
 

oszołom przemawiający językiem nienawiści ;)
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.742
Nr użytkownika: 1.208

 
 
post 1/12/2004, 20:33 Quote Post

fiodor napisał:
QUOTE
w krajach Europy Zachodniej mimo prób nie udało się to-pamiętano mieszczańską Rewolucję Francuską czy Angielską - wiedziano czym to grozi. Idee marksistowskie zostały wprowadzone metodami pokojowymi, ewolucyjnymi-prawo pracy, związki zawodowe, ubezpieczenia społeczne czy zdrowotne.

Ależ istotą idei marksizmu jest właśnie wprowadzenie socjalizmu w drodze krwawej relolucji! Rewolucja lokomotywą dziejów!
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

     
fiodor
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 232
Nr użytkownika: 2.162

 
 
post 1/12/2004, 20:35 Quote Post

Che SYMBOLIZOWAŁ hasła wolności i równości; a nie - wprowadzał je. Dla Marksa czy Lenina rewolucja była jedynym wyjsciem z sytuacji, zdawali sobie sprawę, że w otaczających ich warunkach ewolucja praw robotniczych jest praktycznie niemożliwa. Mieli rację - co udowodniły wydarzenia bezpośrednio po I wojnie światowej, gdy wzrost zanczenia ruchów robotniczych i zagrożenie rewolucją doprowadziło do upadku monarchistycznego i elitarnego układu europejskiego. Upadły monarchie, powstały republiki. Che teorię rewolucji wybrał jako najprostszą drogę - zresztą państwa Ameryki Łacińskiej były rządzone praktycznie feudalnie; jakakolwiek nadzieja na dobrowolne zmiany była śmieszna (nawet USA wprowadziły podstawowe prawa dla pracowników dopiero po wielkim kryzysie - również na fali protestów).
Oczywiście Chrystusa z karabinem i całą teorię dorobiły kręgi intelektualne Europy Zachodniej - co tylko potwierdza zapotrzebowanie na takie postawy.
Również uważam, że jeden zamordyzm nie jest usprawiedliwieniem dla pojawienia się drugiego. Jednakże po pierwsze - z rewolucjami mamy do czynienia praktycznie cały czas (nawet swoją mieliśmy nie tak dawno temu). Po drugie - jeszcze raz zwracam uwagę, że postawy lewicowe nie zaistniałyby bez społecznego tła. Jak wielkie musi być znużenie ludzi, którzy rzucają wszystko i z bronią w ręku idą praktycznie z motyką na słońce? Rządzące kręgi mają wszystko - wojsko, policje, pieniądze, państwo za sobą, intelektualistów i poparcie międzynarodowe. A zwykli ludzie?

P.s. O ile dobrze pamiętam, to w naszym sierpniu również wisiały transparenty z hasłem "Socjalizm - tak, wypaczenia - nie!"
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #24

     
Kanapon
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 190
Nr użytkownika: 1.266

 
 
post 2/12/2004, 10:57 Quote Post

A wg mnie Che je symbolizował w/w tylko dla tych którzy nie mieli "przyjemnośći" zetknięcia się z nim. W praktyce to była wolność dla wybranych (U WŁADZY) i równość miedzy owymi wybranymi (a i to naciągane). Dotyczyło to zwłaszcza prawa - bo prawo przeciez było tylko gumowym narzędziem kształtowania "nowego socjalistycznego człowieka"...

Znaczne przywileje władzy odnośnie wszystkiego były właśnie tym co wyrózniało ustroje wywodzące się z czerwonego pnia w ubiegłym wieku, rozpoczynające swe istnienie od przejęcia CAŁKOWITEJ władzy a przecież to własnie było celem rewolucji Che.

Wypaczenia to immanentna cecha praktycznych rozwiązań socjalizmu i komunizmu. Mozna by nawet rzec, na podstawie doświadczeń historii że to reżimy samodegenerujące się (i ludzi których dotyczą) szybciej niż inne. Stąd i to będące truizmem hasło. I niestety Che okazał sie kolejnym jego wypaczeniem i przegięciem, nie mogąc zaprzestać (czy odpowiednio zmienić) swych działań zwłaszcza po sukcesie na Kubie.

Dobrze byłoby by Che nie legitymowało tylko to "że jest symbolem" bo wartałoby wiedzieć jaki ma prawdziwy wygląd ów symbol...


Kanapon
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #25

     
Necrotrup
 

oszołom przemawiający językiem nienawiści ;)
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.742
Nr użytkownika: 1.208

 
 
post 20/04/2005, 19:57 Quote Post

fiodor napisał:
QUOTE
Che SYMBOLIZOWAŁ hasła wolności i równości; a nie - wprowadzał je. Dla Marksa czy Lenina rewolucja była jedynym wyjsciem z sytuacji, zdawali sobie sprawę, że w otaczających ich warunkach ewolucja praw robotniczych jest praktycznie niemożliwa. Mieli rację - co udowodniły wydarzenia bezpośrednio po I wojnie światowej, gdy wzrost zanczenia ruchów robotniczych i zagrożenie rewolucją doprowadziło do upadku monarchistycznego i elitarnego układu europejskiego.

No nie zdzierżę... A co z czartystami albo ustawodastwem socjalnym Bismarcka? Marksiści właśnie o to mieli (mają?) pretensje do reformistów i innych erosocjalistów, że zrezygnowali z rewolucji w związku z faktem, że procedury demokratyczne otworzyły drogę do innego niż siłowe wprowadzenie w życie postulatów związanych robotniczych. Ale jednocześnie ta metoda uniemożliwiała wprowadzenie DYKTATURY "proletariatu" (w praktyce wierchuszki partyjnej).
A co do republik... Jeśli dobrze się orientuję, to w Europie republiki zyskały przewagę liczebną nad monarchiami dopiero z upadkiem ZSRR... Ale mogę się mylić, nie liczyłem.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #26

     
fiaa
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 441
Nr użytkownika: 2.638

 
 
post 20/04/2005, 21:04 Quote Post

Kult Che Guevary jest dla mnie nie do przyjęcie, a reklamy, koszulki i inne gadżety z jego wizerunkiem są dla mnie przejawem zakazanego przez polską konstytucję propagowania totalitarnej ideologii komunistycznej. Dlatego zabroniłem uczniom noszenia ubrań z takim wizerunkiem na moich lekcjach.
QUOTE
Che SYMBOLIZOWAŁ hasła wolności i równości; a nie - wprowadzał je.

Tym bardziej jego osoba jest godna potępienia. Nic nie jest bardziej obrzydliwe, jak sprzeczność pomiędzy propagandą i praktyką komunizmu. Pomiędzy szczytnymi hasełkami, a wprowadzaną rzeczywistością zamordyzmu, represji i braku szacunku dla osoby ludzkiej.
 
User is offline  PMMini Profile Post #27

     
Janek
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 1
Nr użytkownika: 3.046

 
 
post 12/05/2005, 14:28 Quote Post

moze mi tutaj ktos wyjasnic co mial Che do Nieczajewa ... ?? bardzio prosze pozdrawiam
 
User is offline  PMMini Profile Post #28

     
Kanapon
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 190
Nr użytkownika: 1.266

 
 
post 12/05/2005, 14:38 Quote Post

Zdaje się ze podobie jak Che głosił konieczność stłumienia w sobie, w imię rewolucji, wszystkich ludzkich uczuć i zasad moralnych. Wszystko był gotów dla rewolucji zrobić i by ją usprawiedliwić. Po prostu obaj gotowi byli na rewolucję nawet po trupach.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #29

     
fiodor
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 232
Nr użytkownika: 2.162

 
 
post 13/05/2005, 16:31 Quote Post

QUOTE
No nie zdzierżę...


Nie zarzekaj sie, Necro smile.gif

Co do czartyzmu - "to pierwszy szeroki, naprawde masowy, politycznie skrystalizowany proletariacki ruch rewolucyjny" jak napisal Lenin. Bismarck zas wprowadzajac ubezpieczenia chcial zalagodzic odczucia spoleczne po wprowadzonym niedawno przedtem zakazie dzialnosci socjalistycznej i socjaldemokratycznej. Abstrahujac od tego, ze czratyzm w Anglii mial za sprawa Cromwella (jego metody byly zblizone do rewolucyjnych wink.gif ) o niebo lepszy punkt wyjscia niz sytuacja w Ameryce Lacinskiej w XX wieku, to powyzsze tylko dowodzi, ze kapitalizm liberalny sam w sobie nigdy nie doprowadzilby do zadnych socjalnych przywilejow. Wrecz odwrotnie - zastyglby sie w swym klasowym podziale.Dopiero masowe ruchy robotnicze i strach przed "widmem komunizmu" zmuszal wlodarzy do jakichkoliwek posuniec.

Smieszy mnie argument zarucajacy Che rewolucyjnosc. Przypomnijmy: Argentyna - 1930 r. zamach stanu przez generała J.F. Uriburu, 1943 władzę w kraju po raz kolejny przejęła armia, utrzymując ją do 1946, wówczas Peron wybrany na prezydenta;w 1955 wladze znów przejmuje wojsko; 1958 rządy objął lewicowy radykał A. Frondizi, obalony 1962 przez armię, w 1966 w wyniku kolejnego wojskowego zamachu stanu prezydentem został J.C. Onganía. W takich warunkach wiara w mozliwosc demokratycznego dojscia do wladzy zakrwawa na kpine. Byt ksztaltuje swiadomosc. Jaka droge mial wybrac Che jak nie rewolucji? To czemu w Polsce w 56, 70, 80 roku nie wybrano demokratycznie opozycji do Sejmu?
Zreszta sytuacja w Ameryce Lacinskiej jest tak skomplikowana, ze nawet Kosciol Katolicki nie moze sobie z nia poradzic. Slynny konflikt miedzy J.P.II a biskupami z Ameryki Poludniowej i slowa jednego z nich: Kiedy daje chleb biednym nazywaja mnie swietym; kiedy zas pytam dlaczego oni chleba nie maja, nazywaja mnie komunista.

QUOTE
propagowania totalitarnej ideologii komunistycznej. Dlatego zabroniłem uczniom noszenia ubrań z takim wizerunkiem na moich lekcjach.


Zakaz komunistyczny dotyczy odwolywania sie do totalitarnych praktyk i metod dzialania komunizmu, nie zas ideologii komunistycznej.
Jaka zas symbolike ma Che? Che jest symbolem walki o rownosc, wolnosc i braterstwo. A kto ma sie stac tego symbolem? Pinochet? Peron? A czy Walesa jest symbolem nieudanej prezydentury? Jest symbolem walki z totalitaryzmem niezaleznie co zrobil potem. Zarzucasz pewnie uczniom, ze nie znaja biografii Che ani jego dzialan. A powiedz mi, kto z ludzi modlacych sie po smierci papieza albo publicznie obnoszacych sie z miloscia do niego zna chocby jedna z jego encyklik? Zna polityke Kosciola np. w stosunku do Ameryki Lacinskiej czy Afryki? Nie, gdyz jest to zbyteczne. Dla tych ludzi papiez zostanie symbolem dobra , bez wglebiania sie w szczegoly. Odrozniaj wiec symbolike i wartosci z nia zwiazanych z merytoryczna dyskusja. Przeciez ktos noszacy podobizne Che nie ma na mysli obozow koncentracyjnych, tylko walke o lepsze jutro. Rownie dobrze ja moglbym powiedziec, ze mordercze zapedy J.P.II, ktory w imie doktrynertswa skazal na smierc miliony ciemnych Afrykanczykow powinny byc zakazane.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #30

22 Strony < 1 2 3 4 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2018 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej