Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony  1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Szamani , kaplani , wojownicy i muchomory, Uzywki i otumaniacze naszych przodkow
     
konto_usuniete_28.02.16
 

Unregistered

 
 
post 30/10/2010, 17:26 Quote Post

Dawno , Dawno temu ....
Pierwotne ludy aryjskie , wśród nich nasi przodkowie Słowianie , miały rozwinięty system plemiennych szamanów , wróżów i kapłanów , korzystali oni z rożnych naturalnych "produktów roślinnych" , by uzyskać drogę w zaświaty , kontakt z przodkami , wizje przyszłości itp.
Podobnie stowarzyszenia młodych wojowników ( z nich wywodzą się podania i legendy o wilkołakach i berserkach ) , które ponoć stosowały środki roślinne pobudzające adrenalinę czy obniżające próg bólu .
Co wiemy , o tych halucynogenach jak je preparowali , z czego ( Bieluń , Wilcza Jagoda , Lulek , Muchomory ) , i czy są dowody na ww teorie ?
Zapraszam do dyskusji wink.gif
Dodam jeszcze alkohol , jak preparowano słynny miód ( co wiadomo o jego mocy )i prasłowiańskie piwo , wiadomo ze szlachetna sztuka destylacji naszym praojcom nie była znana rolleyes.gif

Ten post był edytowany przez lancaster: 30/10/2010, 17:40
 
Post #1

     
bachmat66
 

vaquero
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.948
Nr użytkownika: 7.402

Dario TW
Stopień akademicki: Juris Doctor
Zawód: wolny
 
 
post 30/10/2010, 17:48 Quote Post

czolem,
zanim hmm... wypowiedza sie mnodzy mistrzowie slowa mozna by zaczac od lektury tych stron - zwlaszcza prac Jerzego t. Babla - http://rodman.most.org.pl/gs.htm
takze mozna poczytac nieco Herodota - rozdzialy o Scytach aka Scytii - po angielsku -http://www.shsu.edu/~his_ncp/Scythians.html
pozniej np http://jxb.oxfordjournals.org/content/59/15/4171.abstract
http://www.jstor.org/pss/20495261
o somie w hinduizmie http://www.rwilliams.us/archives/Etheogens.pdf
etc
...i wtedy hajze na wysokie wody dyskusji smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 31/10/2010, 6:18 Quote Post

Koniecznie mamy rozmawiać o Słowianach? Nie wiem jakich roślin używali aby wpędzić się w stan upojenia. Troszeczkę tym tematem interesuję się. Oczywiście, nie pod kątem używek lecz roślin jadalnych. Jesienią byłam na szkoleniu prowadzonym przez Adama Szarego - botanika, pracownika BdPN. Adam stara się "ocalić" wiedzę naszych przodków, prowadzi kwerendę naukową. Mam nadzieję, że niedługo opublikuje wyniki swoich badań.
Do roślin, które od wieków były wykorzystywane jako używki należy lulecznica kraińska. Pisze nawet o niej Mickiewicz, to te słynne palone lulki w poemacie o Twardowskim. Z roślin które miały moc magiczną dla Słowian przychodzi mi na myśl widłak i pokrzyk. Być może znali działanie lulka czarnego, w Biskupinie odkryto "apteczkę", była w niej zarówno ta roślina jak i arcydziengiel litwor, który miał bardzo duże zastosowanie m.in był składnikiem eliksiru długowieczności i znaną w średniowieczu odtrutką. Jako antidotum dla bardzo wielu trucizn traktowany był biedrzeniec anyż. Z tego co wiem to Słowianie powszechnie używali leków z borówki czernicy, leczy nią także kłopoty żołądkowe. Do czyszczenia krwi używali najprawdopodobniej soku z brzozy. Przed siłami nieczystymi chroniła bylica estragon, a bylica piołun posadzony w ogrodzie odpędzał bestie.
Chyba Słowianie znali także działanie muchomora czerwonego. Nie wiem jednak czy stosowali go bezpośrednio czy np. nie pili moczu szmana, który był poddany działaniu muchomora. Być może używali i tojadu mocnego, który jest silną trucizną ale pod jego wpływem nie odczuwa się bólu.Podobne aczkolwiek jeszcze silniejsze działanie ma tojad sudecki, który ponoć wraz z pokrzykiem wilczą jagodą i makiem wchodził w skład maści do latania używanej w późniejszych czasach przez czarownice. Może też używali czerńca gronkowego, po spożyciu nasion i jagód wpada się w stan odurzenia. No i poczciwy mak, który podobnie działa na organizm człowieka. Ponad to o działaniu maku prawie każdy z nas wie, choćby z bajek. Być może to ślad po dawnych wierzeniach. No i pokrzyk wilcza jagoda powszechnie dostępny i znany od wieków.

Ten post był edytowany przez lucyna beata: 31/10/2010, 7:36
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 31/10/2010, 8:31 Quote Post

@ lancaster
O którym bieluniu piszesz? Sprawdziłam w mądrych książkach, trujący i wykorzystywany w magii był bieluń dziędzierzawa. To roślina pochodząca z Ameryki Środkowej, na pewno nie była dostępna Słowianom.
Horst Altman "Rośliny trujące i zwierzęta jadowite" str 62-63
"Bieluń dziędzierzawa
[...]Zwana też bieluniem podwórzowym, denderą, diabelskim zielem, dendrakiem lub pindryną.[...]
Występowanie: pochodzi z Ameryki Środkowej, w XVI w. została sprowadzona do Europy[...]
Działanie: silnie pobudzające na korę mózgu, śródmózgowie i rdzeń przedłużony. Obwodowo porażające na wszystkie cholineryczne zakończenia nerwowe. Objawy zatrucia: podobne jak w zatruciu pokrzykiem wilczą jagodą, niepokój i ogólne pobudzenie, wielomówność, spazmatyczny płacz, euforia, silny niepokój ruchowy, drgawki, halucynacje, zaburzenia koordynacji ruchów, nasilenie stanów pobudzenia, przyśpieszenie i pogłębienie ruchów oddechowych, kołatanie serca, przyspieszone tętno i wyższe tętno i wyższe ciśnienie tętnicze, szerokie i sztywne źrenice, zaburzenia widzenia, i mowy, czerwona, sucha i gorąca skóra, podwyższona temperatura ciała."

Ten post był edytowany przez lucyna beata: 31/10/2010, 8:56
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
konto_usuniete_28.02.16
 

Unregistered

 
 
post 31/10/2010, 11:53 Quote Post

Witaj Lucyno ,
oczywiście nie musimy się ograniczać do Słowian i tylko Słowian , w granicach dyskusji pozostają , wszystkie pierwotne Ludy Indoaryjskie .
Co do Bielunia , również w Indiach bieluń Datura metel i Datura suaveolens był znany uważany jest za roślinę świętą, poświęconą bogu Śiwie , wiec nie jest to jedynie gatunek pochodzący z Ameryki ,

Dziękuję za Twoje posty są bardzo ciekawe , czy masz wiedzę na temat jak nasi przodkowie produkowali miód sycony , słyszałem ciekawa opinie lecz proces technologiczny wytwarzania ww trunku wydawał mi sie dość nieprawdopodobny .
 
Post #5

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 31/10/2010, 12:42 Quote Post

Dodawanie do niego pewnego ziele? Zostało to zabronione, kary były bardzo wysokie więc dość szybko zaniechano produkcji zarówno miodu jak i piwa. Tylko małe ale. Słyszałam o średniowiecznym sposobie.

Celowo nie podam o jaką roślinę chodziło. Kiedyś wygłupiałam się na forum górskim i podałam żartobliwie kilka "przepisów" kulinarnych. Zostało to odebrane fatalnie mimo, że mówiłam o przesądach i znanych praktykach jak np. podawanie wina z wywarem w cisowym pucharze. Po zastanowieniu się przyznałam im rację. Niektóre wykorzystywane zioła są szalenie niebezpieczne. Od wieków sposób leczenia za pomocą trucizn jest znany ale taki przepis w ręku szaleńca może być naprawdę niebezpieczny. Co najdziwniejsze bieluń dziędzierzawa figuruje w niektórych pozycjach zielarskich: liść bielunia ponoć jest stosowany jako lek przeciwbólowy, przeciwskurczowy, przeciwasmatyczny.
Zastanawiam się, czy blekot pospolity także nie był stosowany jako specyfik pobudzający.

Ten post był edytowany przez lucyna beata: 31/10/2010, 12:54
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

     
konto_usuniete_28.02.16
 

Unregistered

 
 
post 31/10/2010, 13:11 Quote Post

Nie , Lucyno nie chodziło mi o ziele dodawane do do miodu syconego ( podasz na pw co za specyfik masz na myśli wink.gif ) , a o proces technologiczny , pisałem już ze naszym Praojcom , destylacja była nieznana wiec , gotowy półprodukt czyli sfermentowany miód z ziołami ( jakimi ? ) był wystawiany w okresie zimowym by uzyskać tzn kasze lodowa , która to odcedzano ( alkohol nie zamarzał ) proces ten powtarzano wielokrotnie w celu uzyskania mocniejszego trunku , tyle teoria ( nie moja ).
Wiem ze Koleżanka jest związana z Podkarpaciem ( z innych tematów i postów , wiedzę te nabyłem ) , czy sadzisz ze zbójnicy karpaccy ( IMHO w prostej linii wywodzący sie z indoaryjskich stowarzyszeń młodych wojowników , rytuały inicjacji itp ) zażywali ziołowe specyfiki mające poprawić ich kondycje w walce , w Karpatach jako górskim izolowanym regionie winny przetrwać takowe tradycje i wiedza zielarsko- magiczna Słowian , i innych ludów np : romańskich Wołochów .
 
Post #7

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 31/10/2010, 14:07 Quote Post

Nie spotkałam się z żadnymi informacjami na ten temat. Wiem, że raczyli się często okowitą. Szczególnie w XVII w zbierali się beskidnicy przed napadem i omawiając plan biesiadowali. Moim zdaniem na pewno znali się na zielarstwie. Być może korzystali z rad czarownic. Na pewno przetrwały stare pogańskie obyczaje. Kiedyś rozmawiając z Babą poznałam tutejszy przepis na usunięcie ciąży za pomocą ziół. Niedługo potem w jakiejś powieści przeczytałam, że ów sposób był powszechnie praktykowany na Syberii. Być może to naleciałości sprzed wieków. Jeżeli rośliny atrybuty słowiańskich bogów przetrwały w chrześcijaństwie to najprawdopodobniej było i tak z wiedzą magiczną. Najgorsze jest to, że nie mamy szans aby ocalić te wierzenia. Znachorstwo było zajęciem często rodzinnym, tajemnic strzeżono więc niewiele z nich przeciekło do literatury. Gdzieś tam na strychu mam nóż zielarski mojej przodkini, podobny ma też pan Pękalski w Hoczwi, tylko to i sposób na wychowańca przetrwał w naszej rodzinie. Cała wiedza przepadła przepadła, nie wytrzymała konkurencji ze współczesnością.
Jeżeli zaś chodzi o beskidników na naszych terenach to Staszek Orłowski napisał "Tołhaje czyli zbóje w Bieszczadach", jest to misz-masz ale też można czegoś dowiedzieć się o beskidnictwie. Robert Bańkosz takze prowadzi badania w tym temacie. No i przede wszystkim praca Adama Szarego być może pozwolą ocalić wierzenia.

Edit
No, nie. Mówię o Bieszczadach, magia dotyczyła Czarnohory. Słynny Aleksy Dobosz był prawie nieśmiertelny, mogła zabić go kula ze srebra nad która ksiądz miał położyć bodajże 7 ziaren pszenicy i odmówić pacierze.

Ten post był edytowany przez lucyna beata: 31/10/2010, 14:41
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.873
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 31/10/2010, 19:25 Quote Post

QUOTE
IMHO w prostej linii wywodzący sie z indoaryjskich stowarzyszeń młodych wojowników , rytuały inicjacji itp


Raczej w tym sensie bliżej im do husyckich bratrzów, bratników, ale to inna historia wink.gif

QUOTE
Słynny Aleksy Dobosz był prawie nieśmiertelny, mogła zabić go kula ze srebra nad która ksiądz miał położyć bodajże 7 ziaren pszenicy i odmówić pacierze


Podobnie z Janosikiem w wersji mitycznej. Tylko atrybuty się zmieniły.

W okresie Młodej Polski próbowano udowodnić narkotyczne właściwości żętycy (pewnie dlatego, że zabiedzonych artystów nie stać było na opium), ale nie słyszałem, żeby powodowała coś więcej niż rozwolnienie. Bacowie znali się dobrze na zielarstwie, bo to wymuszał charakter ich pracy, oprócz oczywiście zabiegów magicznych, które musiał wykonywać.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #9

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 31/10/2010, 19:56 Quote Post

Jest jeszcze jedna roślina powszechnie występująca na naszym ternie, od wieków wykorzystywana przez ludzi. To buk, a raczej jego nasiona bukwia. Zawiera ona faginę, która jest trująca i odurzająca. Bukwię należy jeść w większej ilości tylko prażoną, fagina rozkłada się pod wpływem gorąca. Z bukwi wytłaczano także olej. Co do bukwi jest ona pyszna i bardzo pożywna, warto po nią sięgać. Jadłam "orzeszki" na surowo, wprawdzie niezbyt duże ilości, nie miałam zwidów ani nie bolał mnie brzuch. Z prażonej bukwi robi się też namiastke kawy.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
Staszek K
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 129
Nr użytkownika: 59.659

 
 
post 31/10/2010, 20:23 Quote Post

A co z eterem,ponoć Łemkowie używają go do dziś,żeby się "pobudzić"?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #11

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 31/10/2010, 20:53 Quote Post

Kropka dobra rzecz. 1 kropla na kieliszek wody. Ach, ten zapaszek. wink.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
konto_usuniete_28.02.16
 

Unregistered

 
 
post 1/11/2010, 4:21 Quote Post

QUOTE(carantuhill @ 31/10/2010, 19:25)
QUOTE
IMHO w prostej linii wywodzący sie z indoaryjskich stowarzyszeń młodych wojowników , rytuały inicjacji itp


Raczej w tym sensie bliżej im do husyckich bratrzów, bratników, ale to inna historia wink.gif

QUOTE
Słynny Aleksy Dobosz był prawie nieśmiertelny, mogła zabić go kula ze srebra nad która ksiądz miał położyć bodajże 7 ziaren pszenicy i odmówić pacierze


Podobnie z Janosikiem w wersji mitycznej. Tylko atrybuty się zmieniły.

W okresie Młodej Polski próbowano udowodnić narkotyczne właściwości żętycy (pewnie dlatego, że zabiedzonych artystów nie stać było na opium), ale nie słyszałem, żeby powodowała coś więcej niż rozwolnienie. Bacowie znali się dobrze na zielarstwie, bo to wymuszał charakter ich pracy, oprócz oczywiście zabiegów magicznych, które musiał wykonywać.
*


Ech , Carantuhill jeśli już to Bratrzy , co Ci złego Husyci zrobili ?
Zentyca ?
Nic , z tego próbowałem .
Skoro , wspomniałeś o pasterstwie i zielarstwie , czy ktoś z Kolegów lub Koleżanka słyszał o , magicznym zielu Sw.Jana ?
Podobno leczyło choroby występujące w górskich stadach , oraz przy odpowiedniej magii " skutecznie " chroniło przed wilkami , co wchodziło w skład tej mieszaniny ( była to ponoć komplikacja wielu ziół ) , oczywiście o ile ww ziele istniało ?

 
Post #13

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 1/11/2010, 7:14 Quote Post

Słyszeć słyszałam, ale mimo to proszę o łatwiejszy zestaw pytań. Muszę poszperać w mądrych książkach i popytać się w sanockim skansenie.
Ziele chroniące przed wilkami. Bij, zabij ale nie pamiętam, gdzie o nim czytałam czy słyszałam. Postaram się odszukać informacje.
Na Bojkowszczyźnie zioła były zbierane w wigilie św. Jana lub w dnie zwane Rosawne czyli w piątek i sobotę przed Zielonymi Świątkami. Zbioru dokonywały gazdynie o poranku, szukały całego zestawu ziół, które koniecznie musiały być z rosą, zapewniały one pomyślność i zamożność, chroniły zwierzęta przed chorobą. W piątek rozsawny gazdyni brała chleb, sól i rozchodnik i zakopywała, wieczorem wyjmowała z ziemi i dawała krowom do zjedzenia. Podobne obyczaje mieli pasterze ale nie wiem na czym one polegały.
Rozchodnik to było bardzo ważne ziele, jako dziecko zbierałam je aby uwić m.in. z niego wianek do święcenia. Pamiętam też, że musiałam szukać pewnej odmiany dzikiej róży. Mama mówiła (ur. w 1923 r.), że jest to kwiat NMP i strzeże przed złem. No i barwinek. Niewiele pamiętam więcej. Tylko tyle, że nie wolno u nas było niszczyć czarnego bzu. To była siedziba Złego. Zniszczenie krzaka równało się rozgniewaniu czorta, który w nim siedział. Była to złośliwa istota, która z zemsty mogła np. sprawić, iż (przepraszam za określenie ale to jest Bojkowszczyna i nasze słownictwo jest dosadne) dziewczęta się kurwiły.

Edit
Coś znalazłam

Ossendowski "Karpaty i Podkarpacie" rozdział "Łemkowszczyzna" reprint wydany przez Librę str. 77
"[...]a jeszcze więcej zamawiań i zaklęć przeciw czarnym mocom piekielnym?! Leczyć też umieją wszystkie choroby, byle dzień wybrać odpowiedni, szczęśliwy i taką również godzinę, czy to do "swytanja" czy 'z noczy". Skuteczne są leki - owe "czorne zila", które trudno znaleźć, jak kwiat paproci na Kupałę; ale jak pospolity barwinek, spalony na popiół, dobry jest na bielmo, tendziawa w gorzałce - na cholerę, a i tyrłycz niezgorszy. Na gojenie ran niema lepszych środków jak sok z "serpnyka" i popiół ze skóry jeża. Obkurzanie "prystritem" zdejmuje uroki, lecz to nie wszystko - bo w siwych głowach, okrytych czepcami, przechowuje się prawdziwa skarbnica sposobów na obfity udój, cielenie się krów i owiec, na tłuste mleko i na epidemie u zwierząt domowych [...]"
Jest i podrozdział "Lecznictwo" w "Na pograniczu łemkowsko-bojkowskim". Prawie te same sposoby i zioła.
Czorne zile na kołtun, bielmo-spalony na popiół barwinek, tendiawa w gorzałce na cholerę i tyrłycz też w gorzałce, na oparzenia czarne miotełki z (trostyny) saszu, na zranienia sok z serpnyka.

Ten post był edytowany przez lucyna beata: 1/11/2010, 7:44
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #14

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.873
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 1/11/2010, 9:32 Quote Post

QUOTE
Ech , Carantuhill jeśli już to Bratrzy , co Ci złego Husyci zrobili


Bratczycy, bratrzy mi nic - ale wielu uważa, że mieli duży wpływ na karpackie zbójectwo - pisałem o tym wink.gif

QUOTE
Skoro , wspomniałeś o pasterstwie i zielarstwie , czy ktoś z Kolegów lub Koleżanka słyszał o , magicznym zielu Sw.Jana


ziele św Jana to po prostu dziurawiec wink.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #15

3 Strony  1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej