Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Klasa średnia "wymiera"?
     
Radek8484
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.151
Nr użytkownika: 75.875

R-L1029
Stopień akademicki: magister
Zawód: IT
 
 
post 8/03/2012, 17:42 Quote Post

Czy klasa srednia w Europie Zachodniej i Ameryce "wymiera"? Czy zgodzicie sie, ze klasa srednia pracuje coraz wiecej godzin, wiecej lat za mniejsze kwoty (w porownaniu do rosnacych cen) na nieliczna grupe zamoznych? Czy roznica miedzy zarobkami najbogatszych i najbiedniejszych sie powieksza? Do czego to moze doprowadzic (rewolucja, wojna)? Czy Polska w tym procesie uczestniczy? W Wielkiej Brytanii coraz czesciej slychac o narzucanych trendach przez Rzad tj. dojazd do pracy rowerem, pozyczanie sobie ubran (zamiast kupowania nowych), jedzenie w tanich supermarketach, itp.

W 1970 roku 65% rodzin w USA bylo zaliczanych do klasy sredniej. Dzisiaj jest to tylko 44%.

"Ostatnie trzy lata zdziesiątkowały amerykańską klasę średnią, stawiając wielu ludzi w sytuacji bezrobocia, zajęcia nieruchomości i utraty oszczędności. W celu ukazania skali kryzysu Michael Synder z theatlantic.com zebrał kilkanaście danych statystycznych. Wyłania się z nich zadziwiający obraz kryzysu w USA.

- 33 proc. mężczyzn w USA nie pracuje – jest to najwyższy wynik w historii. Złożyły się na niego wysoka stopa bezrobocia i starzenie się społeczeństwa.

- 74 proc. Amerykanów będzie mniej kupować – w ciągu najbliższych miesięcy konsumpcja zmniejszy się ze względu na wzrost cen większości towarów.

- o 25 proc. wzrosły ceny benzyny – od początku roku cena paliwa wzrosła z 3 do 4 dolarów za galon.

- o 16 proc. wzrósł podatek od nieruchomości – w ciągu pięciu lat średni podatek od nieruchomości zwiększył się o ponad 300 dolarów.

- 1/3 właścicieli domów ma kredyt hipoteczny wyższy od wartości nieruchomości

- o 1/3 wydłużył się czas przed przejęciem hipoteki – dwa lata temu wierzyciel zajmował nieruchomość, gdy właściciel nie płacił rat przez 11 miesięcy. Obecnie czas ten wydłużył się do 17 miesięcy.

- 13 proc. domów jest niezamieszkanych – w rekordowym stanie Maine jest to nawet 23 proc. domów.

- o 2 miliony wzrosła liczba dzieci żyjących w ubóstwie – ten gwałtowny wzrost w ciągu dwóch lat spowodował większe wydatki na walkę z ubóstwem.

- o 150 dolarów zmniejszyły się miesięczne uposażenia – od 2000 r. średnia pensja zmniejszyła się do 505 dolarów tygodniowo.

- o 800 proc. wzrósł dług na kartach kredytowych – całkowity dług na amerykańskich kartach kredytowych jest teraz 8 razy większy niż 30 lat temu.

- 904 miliardy dolarów wynosi suma kredytów studenckich w USA – jest to najwyższa wartość w historii. Dług ten rośnie o blisko 3 tysiące dolarów na sekundę.

- 1,5 miliona Amerykanów złożyło wniosek o upadłość – od czterech lat liczba ta systematycznie rośnie.

- 60 proc. wniosków o upadłość spowodowane jest kosztami leczenia – większość z wnioskujących to członkowie klasy średniej.

- 52 miliony Amerykanów nie ma ubezpieczenia zdrowotnego – w ciągu dekady liczba ta zwiększyła się o 14 milionów.

- o 23 proc. spadła zamożność gospodarstw domowych – w latach 2007 – 2009 majątek przeciętnego amerykańskiego gospodarstwa domowego zmniejszył się ze 125 tys. do 96 tys. dolarów.

- 25 proc. amerykańskich gospodarstw domowych ma długi większe lub równe wartości posiadanego majątku – w 2007 r. w takiej sytuacji było 18,6 proc. gospodarstw."

Ten post był edytowany przez Radek8484: 8/03/2012, 17:43
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.369
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 8/03/2012, 17:54 Quote Post

QUOTE(Radek8484 @ 8/03/2012, 17:42)
Czy klasa srednia w Europie Zachodniej i Ameryce "wymiera"? Czy zgodzicie sie, ze klasa srednia pracuje coraz wiecej godzin, wiecej lat za mniejsze kwoty (w porownaniu do rosnacych cen) na nieliczna grupe zamoznych?
Nie. Raczej jest odwrotnie. Coraz mniej się na Zachodzie pracuje.
QUOTE
Czy roznica miedzy zarobkami najbogatszych i najbiedniejszych sie powieksza?
Jeśli trzymamy się szeroko pojętego Zachodu, to jest raczej odwrotnie.
QUOTE
W Wielkiej Brytanii coraz czesciej slychac o narzucanych trendach przez Rzad tj. dojazd do pracy rowerem, pozyczanie sobie ubran (zamiast kupowania nowych), jedzenie w tanich supermarketach, itp.
W jaki sposób narzucają?

QUOTE
W 1970 roku 65% rodzin w USA bylo zaliczanych do klasy sredniej. Dzisiaj jest to tylko 44%.
A ile z tych brakujących procent poszło w górę?

A cała reszta tego w zasadzie informacyjnego śmiecia, (bo bez solidnej analizy każdego kontekstu podanych informacji one nic w zasadzie nie znaczą,) może jedynie (może, ale nie musi) świadczyć, że US może grozić kryzys. Jakich było wiele w historii. No, chyba, ze Obama sie bardziej postara i więcej socjalizmu im wprowadzi, to kto wie? rolleyes.gif wink.gif

bez solidnej analizy każdego kontekstu podanych informacji one nic w zasadzie nie znaczą
Dotyczy takze Twojej wypowiedzi.
Moderator N_S


Ten post był edytowany przez Net_Skater: 9/03/2012, 1:29
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
Lord Mich
 

Capitaine
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.154
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 8/03/2012, 18:12 Quote Post

QUOTE(emigrant @ 8/03/2012, 17:54)
QUOTE
Czy roznica miedzy zarobkami najbogatszych i najbiedniejszych sie powieksza?
Jeśli trzymamy się szeroko pojętego Zachodu, to jest raczej odwrotnie.
*



Raczej nie:

QUOTE
"Pensje bankierów wymknęły się spod kontroli. 'To jest świat rodem z Dickensa'

Katarzyna Zachariasz

2012-01-20

Miliony Brytyjczyków muszą godzić się na oszczędności z powodu kryzysu, a w tym samym czasie bankowcy z City dostają milionowe premie, choć, no właśnie - "jest kryzys". Ci pierwsi coraz głośniej domagają się zmiany prawa. Ci drudzy mówią, że prawo będzie złamane, jeśli ktoś zechce im narzucać wysokość ich zarobków

Internetowe newsy okupuje BZ WBK, najbardziej lubianym bankiem jest mBank a najwięcej żółtych kartek zebrał Getin
+ zobacz powiększenie
- Banki żyją w świecie równoległym - mówi David Hillman. Hillman jest rzecznikiem prasowym "Podatku Robin Hooda", kampanii prowadzonej przez ponad sto organizacji pozarządowych z Wielkiej Brytanii na rzecz opodatkowania instytucji finansowych. I jest jedną z osób, którą denerwują wysokie pensje w londyńskim City. Głosy oburzenia słychać ze wszystkich stron. Oburzają się NGO-sy, oburzają się media - od bulwarówek po stonowane zwykle BBC - oburzają się politycy i tysiące Brytyjczyków, a nawet niektórzy prezesi firm. Nazwanie finansistów żyjącymi w świecie równoległym należy do łagodniejszych określeń. Częściej można usłyszeć zwroty: "obsceniczne", "szkodliwe dla gospodarki", "moralna katastrofa".

I choć awantura o zarobki w branży finansowej toczy się od niemal od początku kryzysu, to w ostatnich tygodniach mocno się nasiliła. Stało się tak w momencie, gdy najwięksi gracze w City i na Wall Street stopniowo zaczęli upubliczniać, ile wydadzą na premie za ubiegły rok.

Połowa zysków na nagrody

W amerykańskim banku Morgan Stanley będzie to średnio po 125 tys. dol. na pracownika. Oznacza to, że na wynagrodzenia firma wyda ponad 16 mld dol. To ponad połowa zeszłorocznych zysków firmy. Goldman Sachs przeznaczył na bonusy 8 mld funtów, tj. ok. 40 proc. dochodu. Na pracownika wychodzi po 238 tys. funtów. - Nawet podczas złego roku każdy z pracowników Goldmana dostanie średnio 367 tys. funtów, to jest prawie dziesięć razy tyle, ile wynosi średnia pensja w Wielkiej Brytanii - komentuje Hillman.

Jeszcze bardziej szokujące dla społeczeństwa są wynagrodzenia pojedynczych pracowników. W tym roku po raz pierwszy banki działające w City muszą ujawnić zarobki "personelu kodowego", czyli osób, które podejmują decyzje związane z ryzykiem. W 2010 roku w Royal Bank of Scotland 323 takich pracowników dostało po 1,1 mln funtów. W banku Barclays takich osób było 231. Każda dostała średnio po 2,4 mln funtów. Podobną kwotą nagrodziły swoich zarządzających ryzykiem JP Morgan i Citigroup. Z kolei Goldman Sachs, który miał 95 "kodowych pracowników", dał każdemu średnio po 4 mln funtów.

Kto bałagani, a kto sprząta?

Banki to prywatne firmy. Nikt z zewnątrz nie może narzucać im, jakie mają wypłacać pensje - argumentują finansiści. Tak - odpowiadają ich przeciwnicy - ale kiedy całe społeczeństwo musi oszczędzać przez bankierów, oni wypłacają sobie sowite wynagrodzenia. Pięć lat temu to właśnie te wielkie instytucje finansowe swoim zachowaniem doprowadziły do kryzysu. Zresztą same się do tego przyznały. - Braliśmy udział w złych rzeczach. Mamy powody, żeby tego żałować - mówił w 2009 roku szef Goldmana Lloyd Blankfein. Kiedy kryzys się rozpętał, rządy najpierw musiały z pieniędzy podatników ratować tonące finansowe giganty, a potem wprowadzać drastyczne oszczędności. Począwszy od połowy 2010 roku, rząd w Londynie stopniowo ogłasza kolejne reformy i cięcia. Już podwyższono stawkę VAT z 17,5 do 20 proc., zamrożono zasiłki na dzieci, obniżono zasiłki mieszkaniowe, podniesiono wiek emerytalny do 66 lat, wstrzymano podwyżki w sektorze publicznym. Pomimo tych działań sytuacja się nie poprawia. We wrześniu MFW obniżył prognozy dla brytyjskiej gospodarki. W tym roku PKB zamiast wzrosnąć o 2,3 proc. urośnie tylko o 1,6 proc. Za to z każdym miesiącem rośnie liczba bezrobotnych. Według najnowszych danych na Wyspach dziś jest ich 2,6 mln. To najgorszy wynik od 18 lat, który oznacza, że bez pracy jest co czwarty młody człowiek. Zaś ci, którym udaje się znaleźć zatrudnienie, coraz częściej pracują tylko na pół etatu.

Czy się stoi, czy się leży...

Lista zarzutów wobec finansistów jest długa. Pierwszy - premie nie są w żaden sposób połączone z wynagrodzeniami. Według najnowszych badań Institute for Public Policy Research prezesi 87 ze 100 notowanych na giełdzie londyńskiej firm w latach 2010-11 zarobili średnio po 5,1 mln funtów. Kwota ta zawiera pensję podstawową, premie, akcje oraz składki emerytalne. Licząc rok do roku, daje to wzrost o 33 proc. W tym samym czasie wartość zarządzanych przez nich spółek wzrosła o 24 proc. Po drugie, sowite wynagrodzenia dają instytucje, które niedawno musiały być ratowane przez rządy. W 2011 roku akcje Royal Bank of Scotland spadły o 40 proc. Brytyjscy podatnicy, właściciele 83 proc. RBS, stracili w ten sposób około 23 mld funtów. A z banku, który wprowadził ostre cięcia, musiało odejść kilka tysięcy pracowników. I właśnie za ten rok, jak donoszą media, prezes banku, Philip Hampton ma otrzymać około 1 mln funtów premii. Z kolei dyrektor pionu inwestycyjnego John Hourican dostanie 4,3 mln funtów, a dyrektor zarządzający Stephen Hester - nawet 7 mln funtów. - Bank miał gorsze wyniki niż w poprzednich latach jak cała branża, więc te nagrody można byłoby zmniejszyć o połowę. Ale wciąż 3 czy 4 mln funtów to olbrzymie pieniądze, szczególnie kiedy miliony Brytyjczyków znoszą największe od 50 lat pogorszenie standardów życia - dziwi się komentator gospodarczy BBC Robert Peston. I jest też kolejny powód. Takie premie są szkodliwe dla całej gospodarki.

Dickens w XXI wieku

Organizacja pozarządowe alarmują, że współczesna Wielka Brytania zaczyna przypominać tę z czasów Dickensa. Przynajmniej jeśli chodzi o powiększającą się przepaść między dochodami większości społeczeństwa a dochodami najbogatszych. Specjalna komisja ds. zarobków, którą powołały brytyjskie organizacje pozarządowe, przeanalizowała zarobki członków zarządów i zwykłych pracowników. W ciągu 30 lat zarobki szeregowych pracowników w Wielkiej Brytanii wzrosły średnio o 300 proc. W tym samym czasie pensja członków zarządów firm notowanych na londyńskiej giełdzie wzrosła o... 4 tys. proc. Autorzy badania przytaczają przykłady pensji Johna Varleya, szefa banku Barclays. Obecnie zarabia on 4,365 mln funtów, czyli 169 razy więcej, niż wynosi średnia pensja w Wielkiej Brytanii. W roku 1980 poprzednik Varleya zarabiał 87,3 tys. funtów, tj. 13 razy więcej niż ówczesna średnia pensja. Oznacza to, że w ciągu 30 lat zarobki prezesa zarządu banku wzrosły o 4899,4 proc. Ostatni raz takie dysproporcje pomiędzy zarobkami zarządu a zwykłych pracowników doszły do takiego poziomu w erze wiktoriańskiej. - Jest kryzys w największych brytyjskich firmach i jest on bardzo szkodliwy dla naszej gospodarki. Kiedy pensje członków zarządu są ustalane za zamkniętymi drzwiami, nie odzwierciedla to sukcesów firmy i powoduje olbrzymie nierówności - mówiła w listopadzie Deborah Hargreaves, przewodnicząca komisji.

Namiot dla premiera

O wprowadzeniu norm i odpowiednich poziomów wynagradzania w sektorze bankowym coraz częściej mówią brytyjscy politycy. Jeszcze kilka miesięcy temu premier David Cameron był daleki od popierania członków ruchu "Okupuj Wall Street". Dziś coraz częściej sięga po argumenty, które spokojnie mogą paść z ust przeciwników bankierów z City. Tylko w zeszłym tygodniu Cameron mówił, że Wielka Brytania musi "zbudować lepszą gospodarkę", uczciwą i opłacalną, a w kapitalizmie każdy powinien mieć swój udział z sukcesu na rynku. - Już niedługo premier pogna ze swoim namiotem, żeby dołączyć do okupujących na schodach katedry św. Pawła - kpi Philip Stephens, komentator "Financial Times". Poza hasłami o "przystępnym kapitalizmie" Cameron coraz częściej wskazuje na konkretne rozwiązania, które chciałby wprowadzić. Mówi m.in. o dodatkowym podatku dla banków, większym wpływie akcjonariuszy na wynagrodzenia zarządów czy rozdzieleniu bankowości detalicznej i inwestycyjnej. Jednocześnie brytyjski premier cały czas jest wielkim przeciwnikiem podatku od transakcji finansowych. - Jeśli premier myśli poważnie o przystępnym kapitalizmie, to nie powinien blokować międzynarodowych wysiłków, aby banki płaciły uczciwie, ale je popierać - mówi Hillman."


http://m.wyborcza.biz/biznes/1,106501,1100...___To_jest.html
Pozdrawiam!

Ten post był edytowany przez Lord Mich: 8/03/2012, 18:13
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.369
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 8/03/2012, 18:37 Quote Post

Można wydrukować listy milionerów z USA kiedyś i dziś. Porównać liczby i napalać się jak to społeczeństwo "bogacieje"...

Ten post był edytowany przez emigrant: 8/03/2012, 18:37
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
marc20
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.239
Nr użytkownika: 80.503

Stopień akademicki: student
Zawód: student
 
 
post 11/10/2017, 8:08 Quote Post

Zdumiewający wywiad z profesorem. W sumie to nic dziwnego,że ludzie głosują na Trumpa, Le Pen,PiS czy Korwina niż na ludzi, którzy mówią nic nie da się zrobić

http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykul...a-w-panike.html

(...)

Niegdyś klasa średnia była ostoją stabilności. W miarę zamożni ludzie, z domkami na przedmieściach i niezłymi perspektywami chcieli dobrze wykształcić swoje dzieci w nadziei na umożliwienie im dalszego rozwoju i powiększania majątku. To wszystko rozpada się na naszych oczach.

Co zatem należy zrobić?

Uważam, że obecny standard życia klasy średniej w krajach rozwiniętych jest zbyt wysoki i nie da się go utrzymać. Dawniej ci ludzie byli nieźle wykształceni i stosunkowo łatwo wierzyli mainstreamowym mediom czy ekspertom. Zachowywali się stosownie do instrukcji, które otrzymali. W tej chwili stanęli dęba – już nie interesują ich autorytety, lecz populiści – Nigel Farage, Beppe Grillo czy Marine le Pen.(...)


Ten post był edytowany przez marc20: 11/10/2017, 8:27
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej