Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
8 Strony « < 6 7 8 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> ZBIGNIEW ZIOBRO, Informacje, oceny, opinie
     
rasterus
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.266
Nr użytkownika: 89.006

 
 
post 12/09/2019, 4:29 Quote Post

QUOTE(kmat @ 12/09/2019, 0:45)
To akurat nie znaczy, że PiS zachowa Ziobrę na stołku. Wnosek opozycji o odwołanie Szydło też odrzucili, wygłosili całą masę komplementów, po czym sami ją odwołali.
*



Przed wyborami żadnych ruchów nie zrobią.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #106

     
kmat
 

Podkarpacki Rabator
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 8.179
Nr użytkownika: 40.110

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 12/09/2019, 7:56 Quote Post

QUOTE(rasterus @ 12/09/2019, 4:29)
QUOTE(kmat @ 12/09/2019, 0:45)
To akurat nie znaczy, że PiS zachowa Ziobrę na stołku. Wnosek opozycji o odwołanie Szydło też odrzucili, wygłosili całą masę komplementów, po czym sami ją odwołali.
*



Przed wyborami żadnych ruchów nie zrobią.
*


Penie nie. Ciekawe jednak kto będzie MS po wyborach. Może wcale nie Ziorro.
 
User is offline  PMMini Profile Post #107

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.081
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 13/09/2019, 19:09 Quote Post

Zawiadomili premiera ws. Ziobry. Prokuratura Krajowa odpowiada

"Dodatki mieszkaniowe wypłacane prokuratorom Prokuratury Krajowej znajdowały i znajdują oparcie w przepisach" - podała Prokuratura Krajowa. Jak dodała, osoby, które składają fałszywe zawiadomienia o przestępstwie, narażają się na konsekwencje prawne, a "tak czyni zarząd Stowarzyszenia Lex Super Omnia".

W wydanym w czwartek komunikacie PK wskazała, że Prawo o prokuraturze od marca 2016 r. zawiera normę, "zgodnie z którą prokurator Prokuratury Krajowej, który ma miejsce zamieszkania w innej miejscowości niż siedziba PK, ma prawo - tak jak prokurator delegowany - do nieodpłatnego zakwaterowania w warunkach odpowiadających godności urzędu albo zwrotu kosztów zamieszkania w miejscu delegowania w formie zwrotu kosztów faktycznie poniesionych lub miesięcznego ryczałtu".

Jak dodano, przepis ten "stanowił właściwą i legalną podstawę prawną wypłaty tego świadczenia". Zgodnie bowiem z regulacjami art. 109 Prawa o prokuraturze "świadczenia związane z kosztami mieszkania poza miejscem zamieszkania są należne prokuratorowi, jeśli wykonuje czynności w Prokuraturze Krajowej umiejscowionej poza miejscem stałego zamieszkania prokuratora PK, nawet jeśli nie jest prokuratorem delegowanym".
PK o postępowaniu Prokuratury Okręgowej w Warszawie
"Kwestia pobierania przez prokuratorów Prokuratury Krajowej należnych im dodatków była przedmiotem postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie zakończonego wydaniem 30 sierpnia 2017 r. postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa. Postępowanie to dotyczyło również wydanego 6 grudnia 2016 r. przez Ministra Sprawiedliwości rozporządzenia w sprawie delegowania prokuratorów do PK lub do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, a także świadczeń przysługujących prokuratorom delegowanym poza stałe miejsce pełnienia służby" - przypomniała PK.
W postępowaniu stwierdzono, że "pobieranie przez prokuratorów PK ryczałtu z tytułu zwrotu kosztów zamieszkania poniesionych w związku z pracą poza miejscem zamieszkania było zgodne z obowiązującymi przepisami prawa". "Tym samym pobieranie przez prokuratorów PK ryczałtu z tytułu zwrotu kosztów zamieszkania poniesionych w związku z pracą poza miejscem zamieszkania było zgodne z obowiązującymi przepisami prawa" - dodano.
Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa
W czwartek Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia złożyło w Kancelarii Premiera zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę w związku z przyznaniem ponad 2,3 mln zł ryczałtów mieszkaniowych prokuratorom PK. "Zawiadomienie nie wskazuje adresata, gdyż członkowie zarządu stowarzyszenia nie potrafili określić jednostki prokuratury niezależnej od Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego" - zaznaczyło stowarzyszenie.
Zawiadomienie ma związek z wydanym przez szefa resortu sprawiedliwości rozporządzeniem w sprawie zasad przyznawania świadczeń prokuratorom delegowanym m.in. do Prokuratury Krajowej i Ministerstwa Sprawiedliwości. Według Lex Super Omnia, Ziobro, wydając to rozporządzenie, przekroczył uprawnienia w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez prokuratorów PK. Jak zaznaczono w zawiadomieniu, wskutek tego rozporządzenia prokuratorzy Prokuratury Krajowej otrzymali od marca do 9 sierpnia 2018 r. nienależne comiesięczne świadczenie w postaci ryczałtu mieszkaniowego w łącznej wysokości 2 mln 329 tys. zł.
W zawiadomieniu zaznaczono też, że postanowienie prokuratury z 30 sierpnia 2017 r. o odmowie wszczęcia śledztwa "jest niezasadne w stopniu oczywistym". "Prokurator popełnił rażący błąd w wykładni językowej, a także logiczny" - oceniło tamto postanowienie Lex Super Omnia.
"Osoby, które składają fałszywe zawiadomienia o przestępstwie, wiedząc, że przestępstwa nie popełniono, narażają się na konsekwencje prawne (...). A tak czyni zarząd Stowarzyszenia Lex Super Omnia, który znając zakres postępowania prowadzonego w 2016 r., jak i jego rozstrzygnięcie, mimo tego złożył zawiadomienie w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Ministra Sprawiedliwości poprzez wydanie przedmiotowego rozporządzenia" - zaznaczyła z kolei PK w swoim komunikacie.



https://fakty.interia.pl/polska/news-zawiad...campaign=chrome


Cd. powyższego zaiadomienia:

FAŁSZYWIE OSKARŻYLI ZBIGNIEWA ZIOBRĘ? ZAWIADOMIENIE PROKURATORÓW

Stowarzyszenie prokuratorów "Ad Vocem" złożyło w piątek zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez inne stowarzyszenie prokuratorskie "Lex Super Omnia". Według "Ad Vocem" stowarzyszenie dopuściło się przestępstwa, "fałszywie oskarżając ministra sprawiedliwości o przekroczenie uprawnień".

W czwartek Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia złożyło w Kancelarii Premiera zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę w związku z przyznaniem ponad 2,3 mln zł ryczałtów mieszkaniowych prokuratorom PK.

Niezależne Stowarzyszenie Prokuratorów "Ad Vocem" poinformowało w piątek, że w związku z tym zawiadomieniem złożono do Prokuratury Rejonowej Warszawa - Śródmieście własne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez członków "Lex Super Omnia".

"Ad Vocem" tłumaczą
Ad Vocem przypomniało, że rozporządzanie ministra Ziobry o przyznaniu ryczałtów mieszkaniowych, które stało się podstawą zawiadomienia "Lex Super Omnia", było przedmiotem postępowania Prokuratury Okręgowej w Warszawie i odmówiono w tej sprawie wszczęcia śledztwa. "Tym samym pobieranie przez prokuratorów Prokuratury Krajowej ryczałtu z tytułu zwrotu kosztów zamieszkania poniesionych w związku z pracą poza miejscem zamieszkania było i jest zgodne z przepisami" - ocenili prokuratorzy z "Ad Vocem".

"W ocenie stowarzyszenia 'Ad vocem' zarząd 'Lex Super Omnia', mając wiedzę o takim rozstrzygnięciu procesowym, świadomie dopuścił się przestępstwa (...) składając fałszywe zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i fałszywie oskarżając Ministra Sprawiedliwości o przekroczenie uprawnień. Zawiadomienie to - w ocenie 'Ad vocem' - nie ma żadnych podstaw prawnych i jest jedynie próbą zdyskredytowania kierownictwa prokuratury, najwyraźniej dla celów kampanii wyborczej" - oświadczyło stowarzyszenie.

Kim są?
Niezależne Stowarzyszenie Prokuratorów "Ad Vocem" zostało założone w 2008 r. przez prokuratorów różnych szczebli. Jego statutowym celem jest dbanie o niezależność i prawidłowość działania prokuratury. Prezesem "Ad Vocem" jest prokurator okręgowy w Świdnicy Wiesław Dworczak.


https://fakty.interia.pl/polska/news-falszy...campaign=chrome

Ten post był edytowany przez ChochlikTW: 13/09/2019, 19:10
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #108

     
petroCPN SA
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 542
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 18/09/2019, 7:36 Quote Post

QUOTE(mate21 @ 5/09/2007, 11:01)
Trzeba być Ziorem, żeby nagrywać kolegów, myślę, że brał pomysły na swoje metody z historii, z ZSRR lat 20tych, i chyba w tych czasach by się lepiej sprawdził przy boku jeszcze jednego Polaka.
*


Niech przypomnę sprawę sprzed ćwierć wieku z ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą w roli głównej. W czasie studiów podobno szantażowano go i grożono śmiercią.
O wysyłanie pogróżek podejrzewał swoich dwóch kolegów. Zastawiał na nich pułapki, organizował drobne prowokacje (ze sprzedażą marihuany), a nawet nielegalnie nagrywał swoich kolegów.
Wreszcie młody Ziobro zgłasza na policji swoich kolegów, którzy zostają aresztowani. Proces ciągnie się dziesięć lat!
Po serii wyroków skazujących i uniewinniających Marek K. zostaje ostatecznie oczyszczony z zarzutów. Potem próbuje się go jeszcze wplątać w przekręty finansowe w firmie, w której zarządzie zasiadał. Ta sprawa także kończy się uniewinnieniem i wypłatą odszkodowania.
Ziobro to zawistna, małostkowa menda, żyjąca w urojonym świecie spisków. Idealnie wpisuje się mentalnie do prawych i sprawiedliwych.

http://wyborcza.pl/7,75398,25204243,krzycz...tml#s=BoxOpImg1
[jeden z wpisów pod artykułem]
 
User is offline  PMMini Profile Post #109

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.081
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 18/09/2019, 8:39 Quote Post

O, a o tym to nie słyszałem. Znalazłem artykuł z "Polityki", który odnosi się do tego wydarzenia.

Studenckie śledztwo Zbigniewa Ziobry

Ta sprawa sprzed 25 lat obrosła już legendą. Miała też wielki wpływ na życie i zawodowe wybory Zbigniewa Ziobry.

W krakowskim sądzie zapoznaliśmy się z aktami procesu, który ciągnął się przez 10 lat. Ziobro dorastał razem z nim – od studenta prawa do wiceministra sprawiedliwości w resorcie Lecha Kaczyńskiego. Rozmawialiśmy też z osobami, które były w ten proces zaangażowane. 13 lat temu, w rozmowie z dziennikarką „Dużego Formatu”, Ziobro przyznał, że to przykre doświadczenie z czasów studenckich uświadomiło mu patologie wymiaru sprawiedliwości. Zdecydowało też o tym, że ostatecznie poświęcił się prawu karnemu.

Anonimy

Kraków, 1993 r., tydzień przed świętami Bożego Narodzenia student czwartego roku prawa UJ Zbigniew Ziobro składa zawiadomienie na policję. „Od miesiąca kwietnia bieżącego roku otrzymuję telefonicznie i listownie pogróżki grożące śmiercią, gdy nie dostarczę pieniędzy w kwocie 8 mln zł (po denominacji 800 zł – red.), a następnie 100 mln, a ostatnio 30 mln”. Dodaje, że początkowo uważał to za głupi żart, ale kiedy szantażysta zaczął wydzwaniać do domu jego rodziców w Krynicy, „grożąc im śmiercią, gdy nie dotrzymam dostarczenia pieniędzy, wystraszyłem się na poważnie”. Od razu wskazuje szantażystów – studentów Akademii Rolniczej w Krakowie – Jarosława G. oraz Marka K. Podejrzenia opiera „na spostrzeżeniach, faktach i uważam, że tylko oni mogliby grozić mi, lecz nie znam powodów ich zachowania”. Zanim zgłosił się na policję, przez prawie rok prowadził swoje prywatne śledztwo. Sprawców wytypował bardzo szybko, a potem tylko szukał i prowokował dowody na potwierdzenie, że to właśnie oni.

We wrześniu 1992 r. Ziobro spotkał w autobusie z Krynicy do Krakowa kolegę z licealnej ławki Jarosława G. Ten nie dostał przydziału w akademiku i poszukiwał stancji. Ziobro, będąc na utrzymaniu rodziców, miał wtedy M4 w Krakowie przy ulicy Fałata i zaproponował koledze pokój.

Ziobro, jak twierdzą dawni znajomi, był typem odludka, nie miał znajomych, nie spotykał się z dziewczynami, nikogo do siebie nie zapraszał, co tydzień jeździł do rodziców. W procesie zezna, że „w tamtym czasie jedynymi kolegami byli G. i K.”. G. postanowił wciągnąć go w swoje studenckie rozrywkowe towarzystwo. I tak Ziobro poznaje Marka K. Jednak na imprezach w akademikach i na dyskotekach Ziobro nie potrafił się odnaleźć, siedział sztywny, więc koledzy postanowili zmienić taktykę i w bardziej kameralnym gronie – w konfiguracji ich trzech i trzy koleżanki – spotkali się w mieszkaniu Ziobry. Przyszły minister sprawiedliwości przyznał przed sądem, że koledzy przyszli też raz do niego do domu z alkoholem. „Wypiliśmy razem. Rozmawialiśmy na różne tematy, wtedy poznałem postawę oskarżonego [Marka K.] wobec życia. (...) Ważne było to, aby używać życia nawet kosztem innych”. Kolega Ziobry z tamtych czasów wspomina: – On był bardzo usztywniony, a my zachowywaliśmy się jak typowi studenci. Używaliśmy życia, imprezowaliśmy. Zbyszek próbował z nami, ale nie potrafił. Zastanawialiśmy się, czy to chodzi o jego kompleksy, czy może nosi w sobie jakąś głęboko skrytą tajemnicę?

Po niespełna dwóch miesiącach wspólnego mieszkania Ziobro wyprasza kolegę z Krynicy. „Jako, że Jarosław był bardzo egoistyczny, a jego czasowe zamieszkiwanie u mnie przedłużało się, postanowiłem grzecznie wymówić mu zamieszkiwanie u mnie” – relacjonował Ziobro na policji. W wywiadzie dla „DF”, kiedy pierwszy raz był ministrem sprawiedliwości (2005–07), przedstawiał nieco inną wersję tych zdarzeń. Mówił, że z kilku dni, na które umówił się z Jarosławem, zrobiło się kilka miesięcy. „Zacząłem go grzecznie wypraszać. Bez skutku. Musiałem więc to zrobić bardziej stanowczo”. Tak naprawdę oszukał kolegę, że musi zwolnić pokój, bo na kilka miesięcy chce się tu wprowadzić ojciec.

Podpuszczanie

Ziobro zeznawał, że rozstali się w zgodzie, ale zaniepokoiło go, że wśród zwróconych mu kluczy ten do domofonu był inny niż pierwotnie dorobiony. Mieli mu to potwierdzić dwaj ślusarze, do których się udał. Od tego czasu był do Jarosława G. „wewnętrznie mocno sceptycznie nastawiony”. Ale zamiast wymienić zamek w drzwiach, Ziobro udał się do dzielnicowego, aby go o tym kluczu poinformować i że „w związku z tym obawia się jakichś kłopotów w przyszłości”. Policjant wysłuchał zapobiegawczego donosu, ale żadnej notatki nie sporządził, bo nie doszło do przestępstwa.

Po serii głuchych telefonów na początku 1993 r. Ziobro dostał pierwszy anonim (przez rok przyszło ich jeszcze siedem). Szantażysta pisał: „Jeśli chcesz skończyć nauki posłuchaj naszych rad. My nie żartujemy. Zgłosimy się. Czekaj”. Od razu podejrzenia padły na Jarka i Marka. Ziobro postanowił jednak utrzymywać z nimi dobre stosunki i – jak zeznał – starał się „wzbudzać ich zaufanie, jednocześnie obserwując ich zachowanie, sprawdzałem stosunek do mojej osoby”.

Ziobro zwracał uwagę sądu, że po każdym z anonimów przychodził do niego G. i pytał, co słychać. Już po drugim anonimie zastawił na podejrzanego pułapkę. Pierwszy był „pisany” literami wycinanymi z gazet, więc Ziobro – jak twierdził – podpuścił G., że dziwi się, że sprawcy nie piszą drukowanymi literami, gdyż takie pismo jest trudne do rozszyfrowania przez grafologów. „Następny list jest po tej rozmowie i był pisany pismem drukowanym ręcznie” – więc kolejny dowód wskazuje na G., ale też na Marka K., który słysząc słowa o drukowanych literach – według relacji Ziobry –„zrobił ruch, ściskając obie dłonie”.

Ziobro potrzebował jednak mocniejszych dowodów. W czasie spotkań z kolegami „podawałem fałszywe informacje, nie okazując im, że ich podejrzewam, w celu obserwacji ich reakcji”. Reakcje te relacjonował na policji i przed sądem. I tak pochwalił się przed kolegami, że ma dostać od dziadka 200 mln zł (starych) i zaraz w żądaniach telefonicznych pojawiła się kwota 100 mln, a nie jak poprzednio 8 mln zł. Innym razem z jego inicjatywy spotkali się w pubie na krakowskim Rynku. Marek K. tak zapamiętał to spotkanie: – Powiedział nam, że kupił akcje Banku Śląskiego i zarobił na tym duże pieniądze. Puścił w obieg wyciąg z konta, co wydawało nam się trochę dziwne, bo skoro mówił, że zarobił, to my mu wierzyliśmy, nie potrzebowaliśmy dowodu. Ale to była przemyślana strategia śledcza Ziobry, który potrzebował potwierdzenia przed sądem, że koledzy byli dokładnie zorientowani w jego finansach. Tak tłumaczył przed sądem swój zamiar: „Zakładałem, że jeśli to oni są sprawcami, to anonimy się nasilą. Tak też się stało”.

Ziobro postanowił też zdobyć próbki głosów kolegów, by porównać je z telefonicznym głosem szantażysty. Przy okazji prowokuje, aby ich skompromitować. Odwiedza Marka w akademiku z włączonym dyktafonem pod marynarką i prosi, aby sprzedał mu marihuanę. – Powiedziałem mu, że mogę dać mu za darmo, bo wtedy posiadanie małej ilości było dozwolone, ale handel już nie. On nalegał, aby mu sprzedać. Przed sądem stało się jasne, że mnie nagrywał, bo szukał fałszywego dowodu, że handluję marihuaną. Przed sądem Ziobro zeznał, że K. oferował mu susz za darmo, bo chciał go uzależnić.

Donos

W grudniu Ziobro dostał anonim z informacją, że ma zapakować do worka foliowego 30 mln zł i czekać na wiadomość o miejscu dostarczenia pieniędzy. Mówi G. i K., że jest gotów złożyć okup i prosi ich, by z ukrycia obserwowali, kto się po niego stawi. Ale w rzeczywistości nie o pomoc mu chodziło, a tylko o wypróbowanie kolejnego śledczego chwytu i zbadanie ich reakcji. Oni tłumaczyli mu, że lepiej będzie, jak zgłosi sprawę na policję, która wie, jak zorganizować kontrolowane przekazanie okupu, albo niech chociaż wynajmie jakiegoś detektywa czy ochroniarza. Ale Ziobro przekonywał kolegów, że chyba domyśla się, kto to może być, i ostatecznie zgodzili się, by mu pomóc. Miał ich poinformować o miejscu spotkania z szantażystą. 17 grudnia 1993 r. dostał kolejny list polecony z wiadomością, że o 12.00 ma złożyć okup przy toaletach nieopodal Domu Handlowego Jubilat. Ale mimo wcześniejszych ustaleń nie informuje o tym K. i G., tylko cztery godziny przed czasem złożenia okupu zgłasza się na policję i donosi na swoich kolegów.

Policja nie zasypia gruszek w popiele. Już 14 stycznia o 6 rano w kajdankach zabiera z akademika Jarka i Marka. – Przez całą drogę na komendę robiłem rachunek sumienia. Nie miałem pojęcia, o co chodzi – mówi Marek K. Na komendzie widzi roztrzęsionego Jarka i nadal nie domyśla się, że znaleźli się tu z powodu Zbyszka. Jarek zeznaje śledczym, że są trójką kolegów i nie dochodziło między nimi do nieporozumień. „W dniu dzisiejszym dowiedziałem się, że Zbyszek podejrzewa mnie o te anonimy”. To samo mówi Marek K. Doszło do konfrontacji. Ziobro, patrząc im w oczy: „Jestem w pełni przekonany, że to K. z G. są sprawcami tych anonimów” i że rozmowy, które z nimi przeprowadził w czasie swojego prywatnego śledztwa, tylko go w tym przekonaniu utwierdziły.

Jarosław G. mówi, że to wierutne kłamstwo i „chora wyobraźnia Zbigniewa Ziobry doprowadziła do tej sytuacji, że obaj się tutaj znajdujemy”. Marek K. mówi, że zna sprawę, bo Ziobro prosił o pomoc w ujęciu sprawców. Kwituje swoje zeznania krótko: „uważam, że pokrzywdzony Zbigniew Ziobro ma zmiany w mózgu. To wszystko co mam do powiedzenia w tej sprawie. Z anonimami nie mam nic wspólnego”.

Pod okiem policjantów obaj przepisują słowo w słowo anonimy. Lądują one na biurku biegłego pismoznawcy dr. hab. Antoniego Felusia. Pod koniec lutego, wykazując w karcie pracy, że badał materiał przez 53 godziny, stwierdza, że autorem anonimów jest Marek K. – Byłem w szoku, bo ja nawet listu do matki w życiu nie napisałem, już nie mówiąc o bawieniu się w wycinanki liter. Czułem się jak w procesie Kafki – wspomina.

Sądowa gehenna

24 lutego 1994 r. K. zostaje aresztowany pod zarzutem „dokonania wymuszenia rozbójniczego na Zbigniewie Ziobro”. Po 48 godzinach wychodzi z dołka z dozorem policyjnym. Z wywiadu środowiskowego: nie był notowany, w miejscu zameldowania ma dobrą opinię, rodzice są nauczycielami z bardzo dobrą opinią w miejscu pracy. Ziobro zjawia się w prokuraturze, aby dopowiedzieć, że jeśli listy pisał Marek K., to zapewne robił to za namową Jarosława G. Jednak w czerwcu tylko Marek K. staje przed sądem za to, że „od 26 lutego 1993 r. do 11 lutego 1994 r. w Krakowie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w zamiarze zmuszenia Zbigniewa Ziobro do wydania kwoty 30 mln groził mu pozbawieniem życia w przesyłanych na jego adres anonimowych listach i rozmowach telefonicznych”. 24-letni student prawa i pokrzywdzony w jednej osobie – Zbigniew Ziobro – zostaje oskarżycielem posiłkowym.

Osoby obecne w sali rozpraw zapamiętały, że Ziobro bardzo wczuwał się w swoją rolę. Ujawniał przed sądem swoje śledcze metody, a na widownię zaprosił kilka osób z roku, które podobno były pod wrażeniem zaangażowania kolegi. Obrońca Marka K. adwokat Jan Kuklewicz wnosił o powołanie innego grafologa. Opinii Felusia zarzuca, że jest niepełna, że materiał porównawczy, na którym się opierał, był pobrany od Marka K. pod dyktando policjantów (przepisywał anonimy słowo w słowo), a nie uwzględniono innych spontanicznych pism oskarżonego. Po trzech miesiącach procesu Marek K. zostaje skazany na rok więzienia w zawieszeniu na okres trzech lat i 5 mln zł grzywny. Decydująca dla młodego wtedy asesora Tomasza Kudly była opinia Felusia; innych biegłych nie poprosił o ekspertyzę. Żona Marka K. trafiła do szpitala na podtrzymanie ciąży.

Po pierwszym wyroku skazującym do sądu i prokuratury przychodzi kolejny anonim. „Ziobro i grafolodzy są w błędzie utrzymując, że anonimy pisał znajomy Ziobro. Wszystkie listy są pisane przeze mnie”. Na koniec adresat prosi o uwolnienie od oskarżenia niewinnego człowieka. Sąd wojewódzki uznaje wniosek obrońcy Marka K. o rewizję wyroku. Sprawa wraca do rejonowego, który powołuje innego grafologa. Z ekspertyzą grafologiczną Felusia nie zgadza się Ewa Fabiańska z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Na podstawie szerokiego materiału porównawczego stwierdza, że anonimy „prawdopodobnie nie zostały nakreślone przez oskarżonego”.

Ziobro polemizuje z tą opinią i dodatkowo wnosi o przesłuchanie swojego 19-letniego brata Witolda. Ten zeznał, że kiedy szantażyści dzwonili do domu w Krynicy, to on podsłuchiwał z drugiego aparatu, co mówią do ich rodziców. Twierdził, że rozpoznał wtedy głos Marka K. Co prawda nie słyszał nigdy głosu oskarżonego na żywo, ale jego głos brat odtworzył mu z magnetofonu i na tej podstawie go zidentyfikował. Ziobro chciał dołączyć te kasety z nagraniami głosów kolegów jako dowód w sprawie. Sędzia dr Andrzej Zachuta nie uwzględnił jego wniosku, bo zostały nagrane bez wiedzy rozmówców i dodatkowo – jak przyznał sam Ziobro – nie zawierały gróźb karalnych, więc nie mogą być brane przez sąd pod uwagę.

Sędzia Zachuta uniewinnił Marka K. W uzasadnieniu napisał o bardzo emocjonalnym stosunku rodziny Ziobrów do całej sprawy. Sporo miejsca poświęca postawie Ziobry w czasie tego procesu: „W postępowaniu pokrzywdzonego zauważa się eskalację stanowiska prezentującego nienawistny stosunek do oskarżonego do tego stopnia, że w ostatniej fazie procesu w obręb podejrzeń adresowanych do oskarżonego Zbigniew Ziobro włącza elementy polityki i światopoglądu, a nawet przestępcze. Podejrzewa oskarżonego o usiłowanie włamania do mieszkania, co wskazuje na zupełne stępienie racjonalnego myślenia pokrzywdzonego. Ta irracjonalność udzieliła się również bratu pokrzywdzonego, który nie znając osobiście oskarżonego, rozpoznaje nawet jego głos przez porównanie go z odtwarzanym głosem z magnetofonu”. Z tym włamaniem chodzi o to, że nadawca anonimu, który przyznał się do szantażowania Ziobry, podał na kopercie swój adres, tuż obok mieszkania Ziobry. Marek K. chciał zobaczyć, czy taki adres w ogóle istnieje. – W listopadzie, późnym wieczorem, przechodziłem pod krakowskim mieszkaniem Ziobry, okazało się, że adres z tego anonimu jest wymyślony. Pomyślałem, żeby mnie tu tylko Zbyszek nie zobaczył. Nie minęła chwila, a podbiegł do mnie z oskarżeniem, że go śledzę. On musiał stać w oknie i mnie wypatrywać, to jakieś szaleństwo – wspomina K. Ziobro tak zrelacjonował to spotkanie: „Włamania do mojego mieszkania nie było, ale mało K. nie złapałem na gorącym uczynku”.

Uniewinnienie

Prokurator na sześciu stronach odwołał się od wyroku uniewinniającego, do tego Ziobro napisał 16 stron swojej apelacji. Ale wyrok uniewinniający utrzymano. Została jeszcze ostatnia droga – kasacja do Sądu Najwyższego. Ta wpływa do SN w 2001 r. Ziobro jest już wtedy wiceministrem sprawiedliwości, a szefem resortu jest Lech Kaczyński. Sąd Najwyższy przychylił się do wniosku kasacyjnego z uwagi na fakt, że opinie dwóch grafologów były sprzeczne. Prokurator Krzysztof Parchimowicz, zdegradowany w minionym roku o trzy szczeble przez Ziobrę, stał przed SN po jego stronie. – Pamiętam tę sprawę. Stałem po jego stronie, bo uznałem, że powinna powstać trzecia ostatecznie rozstrzygająca opinia grafologiczna. Zeznania składane przez pokrzywdzonego i jego brata nie wniosły nic wartościowego.

SN, zwracając sprawę, zobowiązał krakowski sąd do powołania biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji. Ci poświęcili na badania 174 godziny (rachunek za prawie 6 tys. zł) i orzekli, że „teksty listów anonimowych nie zostały wykonane przez Marka K.”. Eksperci wskazali za to wiele podobieństwa między anonimami, które przychodziły do Ziobry, a anonimem skierowanym do sądu, w którym adresat prosi o uwolnienie od oskarżenia niewinnego człowieka Marka K. 5 marca 2003 r. po 10 latach procesu przed wszystkimi instancjami dawny kolega ministra sprawiedliwości ze studiów został ostatecznie uniewinniony. Ziobro – wtedy poseł PiS – złożył broń, nie odwoływał się już od wyroku.

Ale Marek K. odetchnął na krótko. Dwa miesiące po uniewinnieniu ktoś doniósł, że w zarządzie zakładu, którego był członkiem, dochodzi do przekrętów. Choć początkowo miejscowa prokuratura nie znalazła dowodów, aby w ogóle wszcząć śledztwo, sprawą zainteresowała się prokuratura krakowska. Zarzuty postawiła mu Agata Gałuszka-Górska (żona zmarłego posła PiS Artura Górskiego) zaprzyjaźniona z Ziobrą, awansowana za czasów „dobrej zmiany” na zastępcę prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego. I ta sprawa, w zeszłym roku, zakończyła się uniewinnieniem Marka K. Dostał 5 tys. zł odszkodowania.

Kto szantażował Zbigniewa Ziobrę? – Mam wiele niechęci do mojego dawnego kolegi, bo bardzo wymęczył mnie tymi oskarżeniami, ale żal mi też go, bo ktoś naprawdę go szantażował. Mam wrażenie, że on wie kto – mówi Marek K. Ktoś inny, zorientowany w sprawie, też uważa, że Ziobro znał szantażystę i miał swoje tajemnicze powody, aby go nie ujawnić. Nasi rozmówcy twierdzą, że być może dlatego z uporem przez prawie rok prowadził prywatne dochodzenie, w którym założył, że udowodni winę swoim kolegom, chcąc odwrócić uwagę śledczych od prawdziwego sprawcy. Dlatego kolegom przekazywał fałszywe informacje, prowokował i gromadził dowody na ich niekorzyść. – Trudno doszukać się w praktyce sądowej takiego zaangażowania oskarżyciela posiłkowego. Do tego jeszcze dochodziło niespotykane prowokowanie w celu ustalenia materiału dowodowego, który miał służyć jego sprawie – wspomina adwokat Jan Kuklewicz.

W grudniu 1993 r. telefon z pogróżkami odebrali w Krynicy rodzice Ziobry. Padają pytania o to, gdzie jest Zbyszek, stwierdzenia, że „powinien być, bo nie ma go w Krakowie”, groźby „my mu pokażemy”. Zdenerwowani Ziobrowie jadą do Krakowa i konsultują sprawę ze znajomym wysokiej rangi policjantem. Radził im, aby tego nie lekceważyli. Proszą syna, by zgłosił się na policję. Jerzy Ziobro mówi, że on sam pójdzie z doniesieniem. Dochodzi między nimi do kłótni. Z zeznań ojca: „powiedział, że jest dorosłym człowiekiem i sam będzie o tym decydował”.

Kilka dni po wizycie rodziców Ziobro składa doniesienie na policji. Dlaczego nie zrobił tego po pierwszym anonimie? Miałby założony profesjonalny podsłuch, policja zarejestrowałaby głos szantażysty, przygotowała kontrolowane przekazanie pieniędzy. Ujęcie sprawców nie było trudne. Ziobro pytany przez sędziów, dlaczego tego nie zgłaszał, mówił: „Nie miałem zaufania do policji, obawiałem się, że podejdą do tego rutynowo. Chciałem się przeciwstawić w sposób aktywny do działań sprawców”. A pytany o sprawę z młodości w wywiadzie dla „DF” mówił, że wtedy po raz pierwszy zobaczył, jak działa policja: „»Nic nie możemy zrobić, nic nie wiemy«. Nawet nie chcieli spisać protokołu. (...) Musiałem sam znaleźć dowody na tamtych ludzi”. Skłamał, bo przecież przez prawie rok nie zgłosił się na policję. A kiedy już to zrobił, to policja zaczęła działać błyskawicznie. Ziobro tłumaczył też dziennikarce, że przegrał tamtą sprawę, bo wiodące znaczenie dla każdego śledztwa ma początek postępowania. On swoje prywatne śledztwo rozłożył koncertowo. – A może zrobił to celowo, by nie ujawnić sprawcy, bo miał coś do ukrycia? – pyta jego dawny znajomy.

Inna sprawa

W kwietniu przed krakowskim sądem odbędzie się rozprawa odwoławcza w sprawie dotyczącej śmierci ojca ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Rodzina Ziobrów oskarża trzech lekarzy o spowodowanie śmierci Jerzego Ziobry. Ten proces toczy się już 12. rok. Tu też Ziobrowie wykazali się niebywałą determinacją, aby udowodnić winę oskarżonych. Obie sprawy przeszły przez wszystkie instancje. Jak na ironię w trzyosobowym składzie orzekającym w sprawie lekarzy jest dziś jeden sędzia – Tomasz Kudla, który za pierwszym razem skazał Marka K., i drugi – Sławomir Noga, który Marka K. ostatecznie uniewinnił. Ale jest też istotna różnica między procesami. To pozycja, którą zajmuje dziś Zbigniew Ziobro, i narzędzia, jakimi dysponuje.

Ponad 20 lat temu sędzia dr Andrzej Zachuta pisał o irracjonalności sposobu myślenia Ziobry, o bezsensownym włączaniu do sprawy elementów polityki i światopoglądu, o stępieniu racjonalnego myślenia. Nie za mocno pan się wyraził? – pytamy dziś Zachutę, sędziego w stanie spoczynku. Mówi, że nie ma w zwyczaju komentować swoich wyroków. Powie tylko tyle: – Jeśli tak napisałem, to miałem ku temu poważne powody i dowody.


https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kr...ewa-ziobry.read
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #110

     
petroCPN SA
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 542
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 20/09/2019, 11:18 Quote Post

Zbigniew Ziobro o zniszczonym zapisie na twardym dysku:

1 Źródło: "Szkło kontaktowe", TVN24 HD, 19/09/2019, 22:00
"Policja zbierała wszystkie możliwe nagrania z okolicy i analizowała je. Wśród tych nagrań znalazła się kamera, która - zdaniem policjanta, który został przesłany na te okoliczności – zostało udokumentowane około trzysta metrów od miejsca przejazdu kolumny samochodowej. Nie uchwycało przejazdu tej kolumny w związku z tym nie miało znaczenia dla sprawy. To, ten dowód w związku z tym w sposób fałszywy jest przedstawiany jako istotnie kluczowy dla rozpoznania tej sprawy".

2 Źródło: "Dzień po dniu", TVN24 HD, 19/09/2019, 23:00
"Nagranie zarejestrowane na tym dowodzie nie ma i nie mogło mieć żadnego oznaczenia dla ustaleń istotnych w tej sprawie ponieważ obejmowało obszar trzysta metrów od miejsca przejazdu kolumny".

Moje uwagi:
[1] Kamera jest nagraniem?
[2] "Przesłany" zamiast "przesłuchany": Minister Ziobro lubi czasem połykać sylaby. Nie tak często jak Ryszard Czarnecki, ale jednak.
[3] Ja bym użył liczby pojedynczej: "przesłuchany na tę okoliczność".
[4] "Kamera . . . zostało udokumentowane" - rewelacyjna składnia tego zdania.
[5] Powinno być: "Około trzystu metrów" (około + dopełniacz/genetivus).
[6] On naprawdę tak powiedział: "nie uchwycało". To nie żaden Piotr Bałtroczyk wymyślił!!!
[7] "Oznaczenie” to chyba nie to samo co "znaczenie"?

Sumując: Profesor Strzembosz nazwał wczoraj ministra Ziobrę "szkodnikiem". Otóż jest on szkodnikiem na wielu polach: na polu prawnym, dowodowym ale także na polu językowym. Od prawnika, który teoretycznie mógłby występować przed sądami - można chyba wymagać elementarnej znajomości zasad retoryki a także dykcji co najmniej równie poprawnej jak u speakera radiowego.

Ten post był edytowany przez petroCPN SA: 20/09/2019, 11:27
 
User is offline  PMMini Profile Post #111

     
Archanioł
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.087
Nr użytkownika: 15.241

Gabriel Szala
Zawód: prawnik
 
 
post 26/09/2019, 10:46 Quote Post

Przede wszystkim to nie on decyduje o tym co miało a co nie miało istotnego znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #112

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.250
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 3/10/2019, 9:05 Quote Post

Prezes "Iustitii" pozywa ministra sprawiedliwości oraz pracowników KRS po publikacjach Onetu
Pozew złożony przez prof. Krystiana Markiewicza dotyczy nie tylko Zbigniewa Ziobry, ale też pracowników ministerstwa oraz Krajowej Rady Sądownictwa. Został złożony za "szerzenie zorganizowanej nienawiści wobec niego i środowiska sędziowskiego" - czytamy na stronie Stowarzyszenia "Iustitia". To reakcja na ujawnioną przez Onet aferę hejterską.

Prof. Krystian Markiewicz wystosował pozew, w którym żąda "zakazania pozwanym rozpowszechniania informacji lub twierdzeń dotyczących jego życia prywatnego oraz rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń na swój temat". Domaga się także przekazania 50 tys. zł na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora oraz publikacji przeprosin w "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej", TVN24, Polsat News oraz TVP Info.
Pozwani zostali:
Zbigniew Ziobro, który reprezentuje Skarb Państwa
były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak
sędzia Jakub Iwaniec, któremu po publikacjach Onetu cofnięto delegację do MS
były Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Arkadiusz Cichocki
były szef biura KRS Tomasz Szmydt
prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie i członek KRS Rafał Puchalski
- Od miesiąca czekałem na reakcję Prokuratury i urzędów do tego powołanych. Wsłuchiwałem się w dalsze rozpowszechnianie kłamstw ze strony urzędników MS oraz kompletny brak wzięcia przez kogokolwiek odpowiedzialności za atak na mnie. Niestety, nie doczekałem się. Pozywam urząd Ministra Sprawiedliwości, zajmowany przez Zbigniewa Ziobrę, za kompletny brak nadzoru nad kierowanym przez niego urzędem - powiedział prezes "Iustitii".
Pozew Markiewicza to reakcja na publikacje Onetu o "farmie trolli" w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Farma trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości - tak człowiek Piebiaka polował na szefa Iustitii. Paszkwil przeciwko prof. Markiewiczowi
Akcja dyskredytowania głośnego krytyka polityki PiS prof. Krystiana Markiewicza, szefa "Iustitii", opierała się na anonimowej historii zawierającej plotki, pogłoski i domysły na temat jego życia prywatnego, w tym intymnych kontaktów z kobietami oraz sposobów budowania swojej pozycji w środowisku sędziowskim. Dokument wiceministrowi sprawiedliwości przekazała w czerwcu 2018 r. kobieta o imieniu Emilia, choć jak wynika z korespondencji, którą ujawniamy poniżej, wiceminister już wcześniej tę notatkę widział.
To Emilia osobiście, współpracując z wiceministrem Piebiakiem, przeprowadzała dyskredytację sędziego Markiewicza: anonimowo rozsyłała, m.in. do mediów, kompromitujące materiały. Mamy dowody, że Emilia pozostawała w bezpośrednim kontakcie z ministrem Piebiakiem, z którym na komunikatorach WhatsApp oraz Messenger ustalała sposoby kompromitowania sędziów w mediach społecznościowych oraz w mediach prorządowych. Aby zdyskredytować Krystiana Markiewicza, Emilia postanowiła rozesłać anonimowo szkalujące go informacje z czterostronicowego anonimu do wszystkich oddziałów Stowarzyszenia "Iustitia" oraz do niego samego, pocztą na adres domowy.
Onet jest w posiadaniu dowodów na to, że Łukasz Piebiak taki plan w pełni zaaprobował przed jego realizacją.

(Onet)

N_S
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #113

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.250
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 7/10/2019, 23:51 Quote Post

Wierni i posłuszni. Prokuratura Zbigniewa Ziobry
Połączenie funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości sprawiło, że Zbigniew Ziobro stał się jednym najpotężniejszych polityków w Polsce. Przez cztery lata dokonał czystek personalnych na niespotykaną dotąd skalę i całkowicie podporządkował sobie wielką machinę jaką jest polska prokuratura.

Nie chcemy, by prokuratura działała tak jak ws. Amber Gold, czy w sprawie innych afer. Chcemy, by prokuratura wszystkich traktowała równo i stała na straży Polaków. Władza musi być realna, dawać możliwości oddziaływania na rzeczywistość. Bierzemy instrumenty i odpowiedzialność. Ta władza będzie pod ścisłą kontrolą – tak Zbigniew Ziobro uzasadniał w marcu 2016 roku wprowadzenie nowelizacji ustawy o prokuraturze, która doprowadziła m.in. do połączenia funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. Dodał też, że że "nieudana reforma" rządu PO–PSL rozdzielająca wcześniej te funkcje w rzeczywistości "wybiła zęby" prokuraturze.
Innego zdania byli politycy opozycji i wielu ekspertów. Zarzucali oni, że reformy PiS sprawią, iż prokuratura przestanie być niezależna i stanie się upolityczniona.
O jakie zmiany dokładnie chodziło, oprócz połączenia tych dwóch funkcji?

Po pierwsze, o zapis, wedle którego Prokurator Generalny powołuje i odwołuje szefów prokuratur regionalnych, okręgowych i rejonowych. Po drugie zniesiono kadencyjność sprawowania funkcji szefów i zastępców szefów jednostek prokuratury – co zdaniem polityków opozycji – zapewniało im do tej pory niezależność. Po trzecie, zniesiono konkursy na wyższe stanowiska w prokuraturze, co pozwala Prokuratorowi Generalnemu na przeprowadzenie zmian kadrowych w dowolnym momencie.
Zbigniew Ziobro szybko zresztą z tych instrumentów skorzystał. Jak wynika z raportu sporządzonego przez stowarzyszenie „Paragraf Państwo” – w Prokuraturze Krajowej wymieniono niemal wszystkich prokuratorów kierujących wiodącymi biurami lub departamentami, a także ich zastępców. We wszystkich 11 prokuraturach regionalnych i 44 z 45 prokuratur okręgowych wymieniono szefów i ich zastępców. Ten sam mechanizm zastosowano w 90 proc. z 342 prokuratur rejonowych. Wymiana kadrowa stopniowo objęła także naczelników wydziałów w prokuraturach regionalnych i okręgowych, a także kierowników poszczególnych działów.
Spośród prokuratorów okręgowych dotychczasową funkcję zachowała jedynie Hanna Lewczuk, która kieruje Prokuraturą Okręgową w Suwałkach. „Zainteresowanie prawniczego środowiska budziła częsta obecność Hanny Lewczuk na uroczystościach organizowanych przez Jarosława Zielińskiego, wiceministra w MSWiA” – zauważają twórcy raportu.

Awanse po linii partyjnej
Prokuratorem Krajowym i pierwszym zastępcą Prokuratora Generalnego został Bogdan Święczkowski - były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i były szef biura do walki z przestępczością zorganizowaną Prokuratury Krajowej (za czasów pierwszego rządu PiS). To jeden z najbardziej zaufanych ludzi Zbigniewa Ziobry, z którym zna się jeszcze z czasów studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Pozostałe ważne stanowiska w prokuraturze Ziobro również obsadził znajomymi prawnikami, głównie sprawdzonymi współpracownikami z lat 2005–2007, oraz osobami zrzeszonymi w stowarzyszeniu Ad Vocem, które dla PiS stanowiło swoistą kuźnię prokuratorskich kadr. Wiele z nich to również osoby związane blisko z politykami PiS po linii rodzinnej.
Pierwszy z brzegu przykład to Wojciech Wasserman – syn zmarłego polityka PiS Zbigniewa Wassermana – który został powołany w 2016 r. na stanowisko prokuratora Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Kolejny przykład to Barbara Piotrowicz, córka posła Stanisława Piotrowicza, która bez konkursu objęła stanowisko w Prokuraturze Rejonowej w Krośnie. Można też wymienić Prokurator Okręgową w Częstochowie Elżbietę Funiok, która jest żoną zastępcy Prokuratora Generalnego ds. Wojskowych Przemysława Funioka i podobnie jak mąż działaczką
Ad Vocem, czy Agatę Gałuszkę–Górską, powołaną na funkcję zastępcy Prokuratora Krajowego, a prywatnie byłą żonę zmarłego posła PiS Artura Górskiego.
Awanse otrzymali też ludzie, którzy pracowali przy kluczowych śledztwach za czasów pierwszych rządów PiS. Chodzi m.in. o zastępcę Prokuratora Generalnego Beatę Marczak, która podejmowała wraz z prokuratorem Mariuszem Jaworskim decyzje o zatrzymaniu Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla w śledztwie dotyczącym słynnej afery gruntowej.
Inne przykłady to Andrzej Szeliga – Prokurator Regionalny w Warszawie, Elżbieta Janicka, a także Jarosław Duś, Dyrektor Biura Prokuratora Krajowego, którzy w latach 2005–2007 brali udział w najważniejszych śledztwach prowadzonych przez CBA, w tym m.in. przeciwko Ministrowi Sportu Tomaszowi Lipcowi, kardiochirurgowi Mirosławowi Garlickiemu, czy w sprawie przecieku dotyczącego akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa.
Autorzy raportu „prokuratura pod specjalnym nadzorem” wymieniają przy tym 29 osób, które otrzymały wyższe stanowiska, choć nie posiadały wymaganego stażu pracy.
„Królowie życia”
Ukrytą formą awansu stały się też delegacje prokuratorów do wyższych jednostek, co wiąże się automatycznie z wyższym wynagrodzeniem i dodatkami funkcyjnymi.
Mechanizm ten opisało dokładnie stowarzyszenie "Lex Super Omnia" – zrzeszające prokuratorów w kontrze do "dobrej zmiany" – w raporcie o wiele mówiącym tytule "Królowie życia". Wynika z niego, że na koniec 2017 r. z poziomu prokuratury rejonowej delegację do prokuratur okręgowych i regionalnych dostało 507 osób, a 282 osoby do Prokuratury Krajowej. Zdaniem stowarzyszenia obecne kierownictwo prokuratury w ten sposób zbudowało wokół siebie grupę śledczych "ściśle ze sobą powiązanych".
Wśród delegowanych osób znajdziemy nazwiska tych prokuratorów, którzy "wsławili się" głośnymi decyzjami. To choćby Paweł Blachowski, były prokurator rejonowy z Grodziska Mazowieckiego, który obecnie jest już prokuratorem prokuratury regionalnej – mimo że nie miał wymaganego na tym stanowisku doświadczenia. Nadal jest szefem Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
To za jego czasów stołeczna prokuratura umorzyła sprawę pobicia tzw. kobiet z mostu, protestujących podczas Marszu Niepodległości na moście Poniatowskiego. Także za czasów Blachowskiego śledczy uznali, że nie ma potrzeby, by zajmować się sprawą głosowania podczas słynnego "posiedzenia Sejmu" w Sali Kolumnowej w grudniu 2016 r., kiedy to posłowie w kontrowersyjnych warunkach uchwalili ustawę budżetową.
Prok. Blachowski umorzył też sprawę nieopublikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego przez rząd Beaty Szydło, oraz sprawę tzw. córki leśniczego – chodziło o sytuację z 13 czerwca 2018 roku, kiedy to minister środowiska Jan Szyszko podszedł na posiedzeniu rządu do szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka i przekazał mu kopertę, mówiąc: "To jest taka córka leśniczego. Proszę Pana, ona prosiła żebym Panu to przekazał. Niech Pan to przeczyta". Konwersacja wyszła na jaw, gdyż została zarejestrowana przez kamery Polsatu.
Innym przykładem polityki kadrowo–delegacyjnej obecnego kierownictwa prokuratury jest przypadek prok. Renaty Śpiewak. Funkcję prokuratora rejonowego otrzymała w 2015 r., a już pod koniec 2016 została delegowana do stołecznej Prokuratury Okręgowej. Po mniej niż półtora roku zyskała też tytuł prokuratora okręgowego.
To właśnie prok. Śpiewak wciąż nie podjęła decyzji dotyczącej śledztwa ws. budowy w Warszawie wieżowców przez spółkę Srebrna. Zdecydowała za to, że ukarze grzywnami austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który zawiadomił organy ścigania o tej sprawie.
Kolejną błyskawicznie awansowaną prokurator jest Marta Choromańska. Do zawodu i do "rejonu" w Grodzisku Mazowieckim trafiła w marcu 2017 r. Już po siedmiu miesiącach została delegowana do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a w zeszłym roku – do Prokuratury Regionalnej.
Prok. Choromańska osobiście umorzyła postępowanie dotyczące poświadczenia nieprawdy przez posłów PiS na temat głosowania w Sali Kolumnowej podczas zorganizowanego naprędce "posiedzenia Sejmu". Zawiadomienie w tej sprawie złożył do prokuratury sędzia Igor Tuleya. Prok. Choromańska uznała, że – owszem – "posłowie podawali nieprawdę, ale robili to nieświadomie, czyli bez zamiaru".
Eldorado
Jak wynika z raportu Stowarzyszenia "Lex Super Omnia", poza wyższymi zarobkami związanymi z delegacją do prokuratur wyższego szczebla, śledczy współpracujący z "dobrą zmianą" mają szereg innych możliwości zyskania dodatkowych profitów.
Członkowie stowarzyszenia podkreślają, że do grupy "królów życia" zaliczyć należy przede wszystkim kierownictwo Prokuratury Krajowej.
Jednym z przykładów jest wspomniany wcześniej prokurator Jarosław Duś. W 2012 r. przeszedł w stan spoczynku, a pół roku po ponownym objęciu władzy przez PiS wrócił do pracy w prokuraturze. I to od razu na stanowisko w Prokuraturze Krajowej.
Do tego jest sędzią Odwoławczego Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym oraz pełni funkcję redaktora naczelnego "Wojskowego Przeglądu Prawniczego".
Nie koniec na tym, bo – jak piszą autorzy raportu "Królowie życia" – zarządzeniem ministra sprawiedliwości z jesieni 2018 r. został powołany na członka Rady Programowej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. W latach 2016–2017 otrzymał nagrodę finansową w wysokości od 4 do 12 tys. zł. W zeszłym roku nagroda finansowa dla prok. Dusia wynieść miała od 7 do 12 tys. zł – niezależnie od pobieranego wynagrodzenia.
Dodatkowo w 2016 r. prok. Duś "dorobił" ponad 57 tys. zł jako doradca sekretarza stanu w MON. Także wtedy – jako asystent w Akademii Sztuki Wojennej – zarobił dodatkowo ponad 11 tys. zł.
Jak podsumowali autorzy raportu "Królowie życia" – osoby cieszące się zaufaniem kierownictwa prokuratury mogą liczyć na dodatkowe dochody, które kształtują się w następujących kwotach:

członkostwo w Radzie Programowej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury – od 800 zł do około 3500 zł;
udział w różnego rodzaju zespołach bądź radach powoływanych przez inne instytucje rządowe – do 6000 zł;
udział w komisjach egzaminujących prokuratorów, kwalifikacyjnych na aplikacje adwokackie i radcowskie – od 2500 zł do 6500 zł;
prowadzenie zajęć w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w zależności od liczby zajęć – od 4000 zł do około 30 000 zł;
pełnienie funkcji doradczych bądź wykonywanie innej działalności na rzecz instytucji rządowych na podstawie zawartych odrębnie umów cywilnoprawnych (Ministerstwo Obrony Narodowej bądź Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego) – od 10 000 zł do 57 000 zł;
umowy zawierane z Prokuraturą Krajową (o dzieło bądź zlecenia) związane z opracowaniem metodyk prowadzenia postępowania, a także działalnością szkoleniową – od 12 000 zł do 35 000 zł.
Degradacje
Z awansami jednych prokuratorów łączyła się degradacja innych. Zbigniew Ziobro przeniósł łącznie 22 prokuratorów Prokuratury Generalnej i 91 prokuratorów prokuratur apelacyjnych na niższe stanowiska.
Wśród nich pojawiły się też głośne nazwiska, m.in. Dariusza Korneluka i Jarosława Onyszczuka. To oni kierowali w latach 2010 – 2016 najważniejszą (ze względu na rangę prowadzonych spraw), warszawską Prokuraturą Apelacyjną. Nie byli też ulubieńcami obecnej władzy.
W 2013 r. Korneluk pozytywnie rekomendował ówczesnemu prokuratorowi generalnemu Andrzejowi Seremetowi dwa wnioski o uchylenie immunitetu poselskiego Antoniemu Macierewiczowi w związku z m.in. niedopełnieniem przez niego obowiązków jako szefa komisji weryfikacyjnej WSI i poświadczeniem nieprawdy. Ostatecznie wniosek ten został zablokowany przez Seremeta i nigdy do Sejmu nie trafił.
Korneluk aprobował także wniosek o uchylenie immunitetu Mariuszowi Kamińskiemu, byłemu szefowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Zarzucano mu m.in. przekroczenie uprawnień w związku z operacjami CBA w sprawie Weroniki Marczuk i byłego prezesa Wydawnictw Naukowo–Technicznych Bogusława Seredyńskiego. Tę sprawę osobiście nadzorował Onyszczuk. Zgody na uchylenie immunitety Kamińskiemu nie wyraził jednak Sejm.
Reperkusje spotkały też prokurator Iwonę Zielińską, która prowadziła śledztwo w sprawie działań Mariusza Kamińskiego m.in. przy sprawie willi w Kazimierzu Dolnym – która według ustaleń CBA – miała zostać zakupiona na tzw. słupa przez Jolantę i Aleksandra Kwaśniewskich.
Zielińska była kierownikiem Działu I w wydziale V śledczym w Prokuraturze Okręgowej Warszawa – Praga, ale przeniesiono ją do wydziału sądowego i odebrano wszystkie śledztwa. W tym to dotyczące Kamińskiego.
Degradacja dotknęła też prokuratorów wojskowych, którzy brali udział w prowadzeniu śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Pułkownik Ireneusz Szeląg, który był szefem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie i nadzorował śledztwo został przeniesiony do warszawskiej prokuratury rejonowej, podobnie jak płk. Zbigniew Rzepa i mjr Marcin Maksjan.
Kolejny z nich – pułkownik Waldemar Praszczyk – został przeniesiony do poznańskiej prokuratury rejonowej. Natomiast ppłk. Janusz Wójcik i ppłk. Karol Kopczyk nowe miejsca pracy otrzymali w Departamencie do Spraw Wojskowych Prokuratury Krajowej i prokuraturze regionalnej.
Karne delegacje
Zbigniew Ziobro chętnie posługuje się też instrumentem dyscyplinowania prokuratorów w postaci delegowania do odległych jednostek w Polsce. Takiego przeniesienia nie trzeba uzasadniać i nie można się też od niego odwołać. Szefowie mogą delegować podwładnego do innego miasta nawet bez jego zgody.
O sprawie zrobiło się głośno, gdy w lipcu 2019 r. „Gazeta Wyborcza” opisała historię prokuratora Dariusza Wituszki, który został delegowany ze Szczecina aż do odległego o 800 km. Rzeszowa. Mężczyzna zmarł na zawał – a jak wynika z nieoficjalnych informacji gazety – mogło się to wiązać z tym, że jego delegowanie zostało przedłużone. Rozmówcy „GW” wskazywali, że prokurator Wituszko mocno przeżywał rozłąkę z rodziną.
Kolejny głośny przekład „karnego” delegowania dotyczy Mariusza Krasonia z Prokuratury Regionalnej w Krakowie, który był inicjatorem uchwały ostro krytykującej "dobrą zmianę" w prokuraturze oraz politykę kadrową obecnej władzy. Po tej uchwale przyjętej jednogłośnie przez prokuratorów z Krakowa, Krasonia najpierw przeniesiono do innego wydziału, a potem – z dnia na dzień – "zesłano" do Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu.
Przeciwko jego przeniesieniu zaprotestowali członkowie Stowarzyszenia "Lex Super Omnia". W liście otwartym do Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego domagali się cofnięcia tej decyzji. Podkreślali też, że używa on polityki kadrowej jako "narzędzia osobistej zemsty". Tymczasem Prokuratura Krajowa tłumaczyła, że delegowanie Krasonia do Wrocławia spowodowane było "potrzebą zapewnienia efektywności pracy prokuratury i ma na celu optymalizację dynamiki śledztw prowadzonych przez jednostkę wrocławską".
W rozmowie z "Gazeta Wyborczą" prokurator Krzysztof Parchimowicz ze stowarzyszenia „Lex Super Omnia” tłumaczył, że prokuratura choruje dziś na „delegacjozę”, gdyż za rządów PiS delegacje pozwalają trzymać prokuratorów na krótkiej smyczy – czasem są substytutem awansu, innym razem – kary. – Delegacje do innych miejscowości bez zgody prokuratora są zwykle ukrytą formą szykan. Odległość delegacji jest proporcjonalna do niechęci, jaką szefowie żywią do przenoszonego – komentował.
Jak poinformowała "GW" – na koniec 2016 r. delegowanych „bez zgody” było 160 prokuratorów. Obecnie Prokuratura Krajowa nie chce podać aktualnej liczby. Według szacunków „Lex Super Omnia” jest to ok. 250 osób.
Ziobro chwali się sukcesami
– Oczywiście nie jesteśmy usatysfakcjonowani stanem, który obecnie udało nam się osiągnąć, ale widzimy postęp, widzimy sukcesy, rezultaty, zmianę podejścia, mentalności w prokuraturze – tak oceniał działania prokuratury pod swoim kierownictwem Zbigniew Ziobro w grudniu 2018 r.
Minister sprawiedliwości tłumaczył podczas konferencji prasowej, że prokuratura obecnie "działa w sposób zdecydowany, pryncypialny i bezkompromisowy zwłaszcza w obszarze tych przestępstw, które w sposób najbardziej znaczący uderzają w interesy polskiego państwa i polskiej gospodarki".
– Liczba śledztw dotyczących spraw finansowych, gospodarczych – zwłaszcza tych wielkich afer – znacząco wzrosła. Znacząco wzrosła też liczba osób, które usłyszały zarzut, choćby w sprawach tzw. wielkich wyłudzeń związanych z karuzelami VAT–owskimi. Zwiększyła się liczba oskarżonych i aresztowanych – argumentował Ziobro.
Podawał przy tym, że trzykrotnie wzrosła suma zabezpieczonego majątku odebranego przestępcom. Porównał też prowadzenie spraw Amber Gold za czasów PO–PSL i GetBack za czasów PiS. Jak mówił – w sprawie Amber Gold zarzuty zostały postawione po 900 dniach od złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa – w sprawie GetBack zarzuty zostały postawione zaledwie po niespełna półtora miesiąca.
– To jeszcze dalekie od tego standardu, jaki stawiamy sobie w ramach funkcjonowania prokuratury, ale jesteśmy w drodze, która prowadzi do celu, jakim jest jeszcze większa skuteczność i zwiększenie profesjonalizmu prokuratury – tłumaczył Ziobro.
Z kolei zastępca Prokuratora Generalnego Bogdan Święczkowski porównał niektóre statystyki działalności prokuratury przed i po reformie z marca 2016 r. Jak mówił, w 2015 r., przed reformą, prokuratura prowadziła 843 tys. spraw. Z kolei po reformie, w 2017 r. było ich już 966 tysięcy, a w 2018 roku ta liczba – według niego – przekroczy milion postępowań.
– W 2015 r. poprzednia prokuratura skierowała 179 tysięcy aktów oskarżenia. W 2017 r. prokuratorzy oskarżyli 201 tysięcy osób, a w pierwszym półroczu 2018 roku już ponad 120 tysięcy – wyliczał Święczkowski. Dodał, że w 2015 r. na wniosek prokuratorów sąd zastosował tymczasowy areszt wobec 12 tysięcy 500 osób, a w 2017 r. liczba ta wyniosła 17 tysięcy osób, w 2015 roku prokuratorzy zabezpieczyli mienie warte ponad 305 mln zł, a w 2017 r. ponad 1 miliard 400 milionów zł. – To jest wzrost o 371 proc. – oświadczył.
Święczkowski przedstawił też statystyki dotyczące przestępstw gospodarczych. – Tych najpoważniejszych przestępstw VAT–owskich, dotyczących przestępstw przeciwko mieniu, powyżej miliona złotych, w 2015 r., w całej polskiej prokuraturze prowadzone były 352 postępowania (...) w 2017 r. było to ponad ponad 915 postępowań – powiedział. Dodał, że ok 200 z nich zakończyło się aktem oskarżenia.
Sprawy niedokończone
Fakty przedstawione na wspomnianej konferencji prasowej to jednak tylko część prawdy. W marcu tego roku Stowarzyszenie "Lex Super Omnia" przytoczyło dane, z których wynika, że od 2016 r. drastycznie wzrosła liczba niezałatwionych spraw i śledztw toczących się wyjątkowo długo. W grupie spraw trwających od dwóch do pięciu lat ten wzrost – w porównaniu z rokiem 2014 – wyniósł aż 360 proc.
Statystyki wprost pokazują, że w każdej kategorii czas załatwiania sprawy w prokuraturach w ostatnich latach wydłużył się w sposób wyjątkowo jaskrawy. I tak – jak wynika z danych LSO – spraw długotrwałych jest znacząco więcej niż w czasie, gdy prokuratura była (od 2010 r. – red.) niezależna od rządu a prokuratorem generalnym był Andrzej Seremet.
W kategorii spraw trwających od pół roku do roku – w 2014 było ich około 3,8 tysiąca. W roku 2018 – już blisko cztery razy więcej, bo ponad 13 tysięcy. To wzrost o ponad 300 procent.
Sprawy trwające od roku do dwóch lat: w 2014 tych długotrwałych było 927 – w 2018 blisko trzy i pół tysiąca.
W kategorii spraw trwających od dwóch do pięciu lat wzrost jest ponad trzykrotny – w 2014 było ich 474, w zeszłym roku – ponad 1700.
I wreszcie – lawinowo wzrosła liczba śledztw trwających od ponad pięciu lat. O ile w 2014 było ich 75, to w 2018 liczba tych postępowań wyniosła już 263.
– Przecież za każdą z tych spraw, które się "wloką", stoi konkretny człowiek! – mówiła w rozmowie z Onetem Iwona Palka z zarządu LSO, była szefowa katowickiej Prokuratury Apelacyjnej, dziś w stanie spoczynku. – Czeka albo na zdjęcie z niego ciążących na nim podejrzeń, albo na postawienie zarzutów osobom, które go skrzywdziły. A ta narastająca przewlekłość narusza jego konstytucyjne prawo do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie. Ale to mogą być efekty działania kierownictwa prokuratury, efekty tego, że część prokuratorów się degraduje, że masowo awansuje się osoby z najniższych szczebli, że odbiera się sprawy jednym prokuratorom i przekazuje innym.
– Poza tym, umówmy się, są pewne śledztwa, które – chyba celowo – mają się toczyć w nieskończoność. Takim przykładem może być sprawa willi Kwaśniewskich. Została zamknięta, potem postępowanie znów podjęto, taki, powiem nieelegancko, tasiemiec – tłumaczyła prok. Palka. – Pytanie, komu to służy? Wiadomo, jak reaguje przeciętny Kowalski, gdy słyszy, że czyjeś nazwisko pojawia się w kontekście śledztwa w prokuraturze. A tak być nigdy nie powinno, nie taka jest rola tej instytucji.

(Onet)

N_S
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #114

8 Strony « < 6 7 8 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej