Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Madagaskar – legendarny piracki ląd , Z historii ludzi spod czarnych żagli
     
kacper1111
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 7
Nr użytkownika: 84.897

 
 
post 27/04/2014, 20:52 Quote Post

Zapraszam do zapoznania się z dziejami następców bukanierów z Tortugi. Dowiecie się gdzie podziali się piraci z Karaibów i jak wyglądały ich prawdziwe przygody.


http://histmag.org/Madagaskar-legendarny-p...ad-czesc-1-9348

Oto pierwsza część sagi o rozbójnikach z Madagaskaru. Kolejne również ukazywać się będą na łamach portalu Histmag. Serdecznie zapraszam.

Fragment:
„Fancy” miała absolutną przewagę ogniową i już pierwsza wymiana salw wystarczyła, aby napadnięty okręt się poddał. Bynajmniej nie był to jednak koniec całej akcji. Piraci nie zadowolili się swoją zdobyczą, więc pościg za flotą trwał dalej. Po dwóch dniach Every namierzył i zaatakował potężny statek „Ganj-i-sawai”, należący do samego Wielkiego Mogoła Aurangzeba. Czyn ten należałoby uznać za równie odważny, co szaleńczy. Indyjski okręt posiadał bowiem osiemdziesiąt dział i ośmiuset ludzi uzbrojonych w czterysta muszkietów, co przy dobrym dowodzeniu mogło spokojnie wystarczyć, aby zmieść z tafli wody o wiele mniejsze siły piratów. Ale właśnie dobrego dowództwa mu zabrakło, a szczęście sprzyjało odważnym. Na pokładzie „Ganj-i-sawai” wybuchło działo, którego odłamki poraniły wielu członków załogi. Jakby tego było mało, jedna z pierwszych kul armatnich, jaka dosięgła indyjski okręt, zniszczyła mu maszt, tym samy mocno spowolniając statek. Klęski dopełnił natomiast kapitan, który, w obliczu abordażu zdeterminowanych piratów, w zasadzie zaniechał podjęcia boju. Decyzja ta miała w niedługim czasie kosztować wielu z jego ludzi życie. Piraci za wszelką cenę chcieli wymusić od załogi miejsca, w których ukryto kosztowności. Dlatego też wielu z jej członków zabili, aby wzbudzić strach u pozostałych. Towarzyszące indyjskim marynarzom kobiety miały się jeszcze gorzej. Bandyci przez kilka nocy i dni wielokrotnie brutalnie je gwałcili. Wśród pasażerek nieszczęsnego okrętu miała nawet być bliska krewna samego Wielkiego Mogoła. Niektóre panie wolały jednak skoczyć w toń morską i wybrać śmierć w jej odmętach, niż dać się brutalnie pohańbić. Tak brutalne zachowanie nie było wyjątkiem w bandyckiej społeczności. Załoga innego pirata z Madagaskaru, kapitana Englanda, również zmuszała kobiety do seksu. Podobnie Culliford i Chivers krwawo oraz brutalnie obeszli się z pasażerami zdobytego „Great Mohhamed”…


http://histmag.org/Madagaskar-legendarny-p...ad-czesc-1-9348
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
kacper1111
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 7
Nr użytkownika: 84.897

 
 
post 29/04/2014, 19:20 Quote Post

Wszystkich ciekawych losów pirackiej braci ze wzburzonych wód afrykańskich,
zapraszam do przeczytania na Histmagu drugiej części sagi o rozbójnikach z Madagaskaru

http://histmag.org/Madagaskar-legendarny-p...ad-czesc-2-9381

Fragment:
Co do Roberta Culliforda, kariera tego pirata zaczęła się w 1690 roku od buntu na okręcie „Blessed William”, na którym, nawiasem mówiąc, pływał razem z Kiddem. W wyniku tej rebelii został prawą ręką nowego kapitana Williama Masona (nie mylić z przywódcą Libertatti). Po dwóch latach rabowania na Morzu Karaibskim piraci popłynęli na Ocean Indyjski, gdzie Culliford został aresztowany i odsiedział cztery lata w więzieniu. Następnie zbiegł, przekabacił załogę statku Josiah, aby wszczęła bunt, został przez nią mianowany kapitanem, a potem wyrzucony z okrętu! Z samotnego brzegu zabrał go inny piracki żaglowiec – Mocha, którego zresztą w niedługim czasie został dowódcą. Gdy doszło do kłótni pomiędzy nim a Kiddem, nawiązał współpracę z Dirkiem Chiversem, jak się z czasem okazało, bardzo korzystną. Ten pamiętający Henry’ego Every’ego rozbójnik cieszył się reputacją najśmielszego spośród piratów. A w każdym razie: spośród żywych piratów. Jesienią 1696 roku zaatakował swoim Soldato cztery okręty zakotwiczone w samym środku portu w Kalkucie. Po zajęciu ich wysłał list do miejscowego gubernatora, w którym dał jasno do zrozumienia, że jeśli nie otrzyma dziesięciu tysięcy funtów okupu, to statki spali, a ich załogi wyrżnie. Postępek ten, odważny do granic bezczelności, rozjuszył gubernatora. Zamiast okupu, wysłał dziesięć okrętów wojennych, przed którymi Chivers musiał czym prędzej uciekać. Zbiegł na Świętą Marię, gdzie dwa lata później dogadał się z Cullifordem i obu kapitanom szczęście szybko dopisało. We wrześniu 1698 roku dopadli na Morzu Czerwonym okręt Great Mohhamed, tracąc wprawdzie dwudziestu ludzi, ale zdobywając łup o wartości stu trzydziestu tysięcy funtów.

 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
kacper1111
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 7
Nr użytkownika: 84.897

 
 
post 12/05/2014, 20:20 Quote Post

Pasjonatów dziejów piractwa morskiego, zapraszam do przeczytania trzeciej odsłony sagi
o XVII i XVIII wiecznych rozbójnikach z Madagaskaru.

http://histmag.org/Madagaskar-legendarny-p...ad-czesc-3-9453

Fragment:
17 sierpnia 1720 roku (podaje się również datę lipcową) ludzie Englanda stoczyli swój najcięższy bój. Dwa okręty walczące pod banderą tego kapitana dopadły u wybrzeży wyspy Johanna dwa statki handlowe: „Greenwich” i „Cassandra”. Pierwszy ze statków czmychnął czym prędzej, natomiast dowodzona przez kapitana Mackra „Cassandra” zdecydowała się podjąć walkę. Rozpoczęła się zażarta, trzygodzinna bitwa morska. England atakował zarówno pod czarnym, jak i czerwonym sztandarem, co oznaczało, że dla ofiar nie będzie litości. Siedemdziesięciu lufom pirackim, raz za razem plującym ogniem w stronę „Cassandry”, odpowiadało trzydzieści sześć dział owego okrętu. Przynajmniej dwukrotnie udało im się uniknąć zaabordażowania swego statku i wdarcia się piratów na pokład, co przesądziłoby o wyniku starcia. Trwała niekończąca się wymiana ognia, kule ze świstem darły poszycie, żagle i takielunek; klnący i krzyczący marynarze padali na deski pokładów. Nie będąc już w stanie dłużej się bronić, załoga Mackra, na rozkaz swego kapitana, opuściła okręt, uciekając łodzią w stronę lądu. Ranni, którzy pozostali na pokładzie „Cassandry”, zostali dobici przez rozwścieczonych piratów. England krwawo okupił swoje zwycięstwo, stracił blisko stu ludzi i jeden ze statków, który był tak mocno podziurawiony i uszkodzony, że w zasadzie nie nadawał się już do niczego. Kapitan Mackra oddał się z resztą swych marynarzy w ręce zdobywców. Podobno z jego załogi poległo trzynastu ludzi, a dwudziestu czterech było rannych, co oznacza, że albo miał tak doskonałą ekipę, albo (co bardziej prawdopodobne) dane o ilości poległych piratów są zawyżone. Prawo pirackie (wspomniane już w pierwszej części naszej opowieści), w czasie pokoju, uznawało wszystkich członków załogi za równych sobie, więc to od ich decyzji zależało, kto, gdzie i w jaki sposób będzie ich prowadził. Edward England odniósł pyrrusowe zwycięstwo: zdobył po krwawym i upartym boju okręt nieprzyjaciela i łup o wartości siedemdziesięciu pięciu tysięcy funtów, jednak w efekcie swych następnych decyzji stracił własny statek. Z szacunku do męstwa przeciwnika England darował kapitowi „Cassandry” życie i puścił go wolno. Z wściekłości o ten litościwy postępek, załoga odebrała swemu kapitanowi dowództwo.
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej