Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony < 1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Stan Nowy Meksyk
     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.383
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 16/05/2014, 23:41 Quote Post

QUOTE(Amandil @ 16/05/2014, 13:07)
Jest prawdą że Amerykanie zabrali ponad połowę terytorium Meksyku, jednak istnieją pewne okoliczności łagodzące dla Amerykanów. Otóż z tego co wiem, duża część terytorium zabranego przez Amerykanów była meksykańska tylko z nazwy. Na całym tym terenie mieszkało tylko  80000 Meksykanów, z czego olbrzymia większość, pozostała na tym obszarze, bardzo mało Meksykanów, przesiedliło się na obszar Meksyku powojennego.
*



No właśnie! To jest to! Na tych terenach było zbyt dużo amerykańskich gringos, co było też zasługą samego...Meksyku!

Nie mogę teraz znaleźć tekstu całego Siete Leyes z 1835 roku, więc link do Wiki musi wystarczyć.
http://en.wikipedia.org/wiki/1835_Constitution_of_Mexico

Patrz punkt nr. 1, więc nic dziwnego, że ci wszyscy imigranci z Europy, dla których "brakowało miejsca" w samych USA (patrz także na amerykański program ustanawiania tak zwanych "homesteads") i nie tylko, bo było też bardzo dużo "prawdziwych" Yankees kolonizujących te tereny, parli "na zachód" (a raczej na południe) w poszukiwaniu ziemi obiecanej...którą im dawał rząd nowopowstałej Republiki Meksyku.

A dlaczego Meksykanie chcieli zasiedlić te ziemie jakimikolwiek białymi?
Już wcześniej wspomniałem, o wojnie Indian z Meksykem!
Apacze...
http://en.wikipedia.org/wiki/Apache%E2%80%93Mexico_Wars

Komancze...
http://en.wikipedia.org/wiki/Comanche%E2%80%93Mexico_Wars

Ja cały czas nie potrafię zrozumieć, dlaczego nazywa się coś "zabieraniem", skoro "zabierający" za to zapłacił? Nawet gdy sprzedający ma tak zwany nóż na gardle, to zawsze on może przecież próbować negocjacji na uzyskanie lepszej ceny.
Chociaż trzeba przyznać, iż trudno jest negocjować, gdy obce armie okupują dużą część kraju w tym także okupują stolicę, a flota amerykańska stosuje blokadę dróg morskich.
Oczywiście wtedy nie pozostaje nic innego, jak ratować to co się da i trzeba podpisaś jakiś tam kawałek papieru, czyli w tym przypadku, Treaty of Guadelupe Hidalgo.
http://en.wikipedia.org/wiki/Treaty_of_Guadalupe_Hidalgo

Gdyby Amerykanie wtedy na prawdę "byli świnie", to by w tym Mexico City do dzisiaj siedzieli....no, ale to nie jest dział historii alternatywnej. wink.gif

Przy okazji, to ten układ został ratyfikowany przez obie strony, więc zwykłym rewizjonizmem by było, ażeby go teraz uważać za nieważny, czy też "niesprawiedliwy". Przecież Polska i RFN też podpisały układy o ostateczności ich granic i jakoś (poza małymi grupkami oszołomów i planktonu ideologicznego po obu stronach granicy), nikt się obecnie nie czepia, że Polska dostała terytoria w wyniku zwycięskich (jako członek koalicji) działań wojennych.
A to że Josif Wissarionowicz Dżugaszwili (dobrze to napisałem???) uszczknął sobie coś dla siebie samego w tym procesie przesuwania granic, to już jest inną parą kaloszy.

 
User is offline  PMMini Profile Post #16

     
Konto Usuniete 13.04.15
 

Unregistered

 
 
post 17/05/2014, 0:06 Quote Post

Phouty. Najgorsze, że Meksyk w wojnach z Indianami, wykazywał całkowitą nieporadność. Nie żebym obrażał Komanczów czy Apaczów, ale jak traktować poważnie państwo które daje się terroryzować plemionom żyjącym w ustroju przedpaństwowym ? Przecież Komancze, nie stanowili nawet żadnej jedności (Każdy szczep Komanczów działał osobno ),a Komancze chlubili się że pozwalają żyć Meksykanom tylko dla tego, że ktoś musi hodować konie i bydło dla Komanczów. ilu mogło być tych Komanczów czy Apaczów ? Nie dziwię się że amerykańscy osadnicy się zbuntowali a Stany w końcu to zabrały te terytoria . Meksyk wtedy to była jak ktoś słusznie określił na forum ''Anarchia udająca państwo ''.

Ten post był edytowany przez Amandil: 17/05/2014, 0:21
 
Post #17

     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.383
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 17/05/2014, 3:43 Quote Post

W dzisiejszych czasach wydaje się to dziwne, ale nie zapominajmy, iż w 1821 roku Republika Meksyku wyłoniła się po 11 latach walk jako niepodległe państwo, jednakże kosztem poniesienia olbrzymich kosztów finansowych. Północne tereny Meksyku (dzisiejsze USA) były praktycznie bezludne, a Meksyk nie był w stanie wysłać swoich oddziałów, ażeby ochraniać nielicznych meksykańskich osadników. Poza tym, to w samym kraju było praktycznie bezprawie...może nie bezprawie, ale częściowa anarchia.
Do tego doszły trochę później "przepychanki" z USA o Teksas, więc używając terminologii wojskowej, czy też piłkarskiej, Meksyk miał odsłonięte jedno skrzydło, którą to dziurę w obronie, "penetrowali" Indianie.

Należy też pamiętać, iż samo USA płaciło początkowo olbrzymi haracz piratom berberyjskim, ponieważ potęga morska młodego USA jeszcze wtedy nie istniała, więc lepiej było im płacić, niż tracić ludzi (więzionych z nadzieją na okup, lub od razu sprzedawanych do niewoli), statki i towary.

http://memory.loc.gov/ammem/collections/je...s/mtjprece.html

Dopiero w roku 1801 USA zdołała zbudować wystarczające morskie siły ekspedycyjne, ażeby podjąć bezpośrednią walkę z piratami berberyjskimi, która to wojna i tak trwała aż 4 lata.
http://en.wikipedia.org/wiki/First_Barbary_War

Zresztą względny spokój trwał tylko 10 lat, ponieważ doszło w 1815 roku do drugiej wojny.
http://en.wikipedia.org/wiki/Second_Barbary_War

Więc nie ma się co dziwić, iż bardzo młody kraj, taki jak Meksyk, nie mający ani jednego złamanego peso w swoim skarbcu państwowym, nie potrafił sobie poradzić z Indianami, którzy prowadzili tą wojnę metodą "hit and run", typową dla bardziej nam współczesnych sił partyzanckich.
 
User is offline  PMMini Profile Post #18

     
Jaum
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.329
Nr użytkownika: 76.075

 
 
post 17/05/2014, 9:57 Quote Post

CODE
Pokojowo owszem, ale o ile dobrze pamiętam trochę grożenia było a i sam podział to tak bardziej na zasadzie, że W. Brytania dała to co USA chciało dostać . Ten podział był dosyć nierównomierny: http://en.wikipedia.org/wiki/Treaty_of_1818 oraz: http://en.wikipedia.org/wiki/Oregon_boundary_dispute

Najsmieszniejsze jest to ze owczesne mocarstwo swiatowe czyli WB ugielo sie przed dyktatem dopiero co powstalego panstwa ktore moglo spokojnie zniszczyc albo przynajmniej bardzo utrudnic mu zycie
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 16.926
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 17/05/2014, 11:47 Quote Post

QUOTE
Ja cały czas nie potrafię zrozumieć, dlaczego nazywa się coś "zabieraniem", skoro "zabierający" za to zapłacił?

Czyli zgrabna i w sumie niewiele kosztująca propaganda działa smile.gif. Przecież nie napadliśmy tylko nas do tego zmuszono, przecież nie zabraliśmy bo zapłaciliśmy...
Jak już jesteśmy przy Stalinie to on działał w sumie podobnie - przecież atak w 1939 r. na Finlandię też sprowokowali sami Finowie, bo nie chcieli oddać ziemi za którą ZSRR chciał sprawiedliwie zapłacić wink.gif. Źli ludzie, którzy są sami sobie winni...
He, he, he, dobra propaganda zawsze działa...
QUOTE
Nawet gdy sprzedający ma tak zwany nóż na gardle, to zawsze on może przecież próbować negocjacji na uzyskanie lepszej ceny.

Jak świadczy znany kiedys przykład "kup Pan cegłe" tongue.gif
QUOTE
No właśnie! To jest to! Na tych terenach było zbyt dużo amerykańskich gringos, co było też zasługą samego...Meksyku!

No tak, ich wina, po co wpuszczali? Tak jak Niemcy czy szerzej Europa dzisiaj, po co wpuszczają chętnych np. z Turcji, jak się ci zbuntują to będzie to wina wpuszczających a nie ich samych...
Cóż, sam wiesz, że Meksyk chciał na osadnikach skorzystać, szybko jednak okazało się, ze ci osadnicy też mają swój własny pogląd na sprawę i oczekiwania w stosunku do Meksyku. A państwo to, ze względu na swą nieudolność i niewydolność okazało się znacznie mniej atrakcyjne niż sąsiednie USA. Wobec także dysproporcji sił militarnych osadnicy nie musieli głosować nogami tak jak Meksykanie dzisiaj, którzy udają się do wuja Sama tylko mogli go po prostu wezwać do siebie, co też uczynili. Wuj przybył, sprawę załatwił, a że był państwem dużo mówiącym o wolności i tym podobnych sprawach powstał problem propagandowego przedstawienia całej sytuacji. Więc wpadnięto na prosty pomysł, ze jak się kupi to się nie będzie agresorem, bo przecież nie zajęliśmy siłą tylko kupiliśmy, czyż nie? No sprzedaż trochę, prawda, wymuszona, ale to "sprzedający" sam sobie winien wink.gif, bo mógł się zgodzić od razu a tak doszliśmy do porozumienia dopiero po pewnych "negocjacjach".
QUOTE
Chociaż trzeba przyznać, iż trudno jest negocjować, gdy obce armie okupują dużą część kraju w tym także okupują stolicę, a flota amerykańska stosuje blokadę dróg morskich.

No właśnie, ale napaść to nie była tylko cały czas specyficzne negocjacje wink.gif.

Reasumując osadnicy skorzystali z możliwości wyboru państwa w którym chcą mieszkać za pomocą sprowadzenia tego państwa do miejsca zamieszkania a nie odwrotnie, a USA skorzystało ze swoich możliwości i przyłączyło nowe ziemie. I tyle. Czy to coś złego trudno powiedzieć (zależnie po której stronie się stanie), bo takie sytuacje zdarzały się bądź się zdarzają od tysięcy lat.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #20

     
Boczek IV
 

INDOLOG
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.131
Nr użytkownika: 81.296

Boczek IV. von Kunstadt und Podiebrad
Stopień akademicki: Doktor Nauk
Zawód: STUDENT
 
 
post 17/05/2014, 13:37 Quote Post

Witam!

Dziękuje za takie zainteresowanie się tematem i liczne odpowiedzi. smile.gif

W Nowym Meksyku największym miastem jest Albuquerque, Santa Fe jest stolicą, mógłby ktoś przybliżyć ich historię?
 
User is offline  PMMini Profile Post #21

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 17/05/2014, 18:23 Quote Post

Jeszcze jeden ważny temat odnośnie początków Nowego Meksyku w państwie amerykańskim - latynoscy mieszkańcy tych obszarów za największych wrogów zawsze uważali Indian oraz teksańczyków. I z Teksasem był rzeczywiście duży problem, bo rościł on sobie prawo do stosunkowo dużej części Nowego Meksyku, włączając w to Santa Fe. Prezydent Zachary Taylor opowiadał się za zachowaniem integralności Nowego Meksyku i gdyby nie jego przedwczesna śmierć to całkiem realna była możliwość konfrontacji wojsk federalnych z wojskami stanu Teksas właśnie o Nowy Meksyk. Efektem tego mogła być przyspieszona wojna domowa, bo większość stanów niewolniczych ruszyłaby na pomoc Teksasowy, a stanów wolnych stałaby przy rządzie federalnym. Problem rozwiązał się przy okazji Kompromisu z 1850 roku i są historycy, którzy całkiem rozsądnie argumentują, że problem Teksas/Nowy Meksyk był wówczas najtrudniejszym do rozwiązania.
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

     
Konto Usuniete 13.04.15
 

Unregistered

 
 
post 17/05/2014, 20:39 Quote Post

QUOTE(The General @ 17/05/2014, 18:23)
Jeszcze jeden ważny temat odnośnie początków Nowego Meksyku w państwie amerykańskim - latynoscy mieszkańcy tych obszarów za największych wrogów zawsze uważali Indian oraz teksańczyków. I z Teksasem był rzeczywiście duży problem, bo rościł on sobie prawo do stosunkowo dużej części Nowego Meksyku, włączając w to Santa Fe. Prezydent Zachary Taylor opowiadał się za zachowaniem  integralności Nowego Meksyku i gdyby nie jego przedwczesna śmierć to całkiem realna była możliwość konfrontacji wojsk federalnych z wojskami stanu Teksas właśnie o Nowy Meksyk. Efektem tego mogła być przyspieszona wojna domowa, bo większość stanów niewolniczych ruszyłaby na pomoc Teksasowy, a stanów wolnych stałaby przy rządzie federalnym. Problem rozwiązał się przy okazji Kompromisu z 1850 roku i są historycy, którzy całkiem rozsądnie argumentują, że problem Teksas/Nowy Meksyk był wówczas najtrudniejszym do rozwiązania.
*



Mam tylko jedno zastrzeżenie: latynoscy mieszkańcy Nowego Meksyku, za największych wrogów, zapewne uważali nie Indian jako takich ale np Apaczów(I nie bez powodów, Apacze słynęli z napadów a los osób schwytanych przez Apaczów był delikatnie mówiąc nieprzyjemny, Apacze uchodzili za jedno z najokrutniejszych plemion indiańskich ) bo nie sądzę żeby żyjący w XIX wieku, mieszkańcy Nowego Meksyku mieli coś do takich Indian jak Pueblo. Przecież Pueblo nie próbowano wypędzać z ziem które zajmowali (Pueblo to jeden z nielicznych ludów indiańskich, który mieszka w zasadzie tam gdzie mieszkał w chwili odkrycia ) O braku jakiś szczególnych rasistowskich przekonań mieszkańców Nowego Meksyku, wobec Indian jako takich, świadczy fakt że Nowy Meksyk ma procentowo, jeden z największych udziałów Indian w populacji (prawie 10 % mieszkańców tego stanu to dziś Indianie ) , podczas gdy np ze stanów południowo-wschodnich większość Indian, wypędzono i pozostawiono tam tylko resztki tzw cywilizowanych Indian (Np większość Czirokezów mieszka dziś w Oklahomie ) albo szczepy tak osłabione jak Catawba, które w niczym nie mogły konkurować z białymi.

Ten post był edytowany przez Amandil: 17/05/2014, 20:47
 
Post #23

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 18/05/2014, 11:38 Quote Post

Słuszna uwaga Amandil. Za wrogów uważali tych Indian, z którymi mieli na pieńku i tutaj należy wymienić Apaczów, Komanczów, a także przede wszystkim Nawahów.
 
User is offline  PMMini Profile Post #24

     
Boczek IV
 

INDOLOG
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.131
Nr użytkownika: 81.296

Boczek IV. von Kunstadt und Podiebrad
Stopień akademicki: Doktor Nauk
Zawód: STUDENT
 
 
post 18/05/2014, 18:40 Quote Post

Witam!

Moja wiedza o tym stanie była niewielka, teraz już wiem więcej, za co dziękuję. Zaskoczeniem było dla mnie, że to właśnie tam miał miejsce incydent w Roswell.

Czy może ktoś przybliżyć historię miasta Albuquerque? Byłbym bardzo wdzięczny smile.gif . Albo chociaż zarzucić linkiem... wink.gif

Pozdrawiam.
 
User is offline  PMMini Profile Post #25

     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.383
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 19/05/2014, 5:20 Quote Post

Drogi wysoki!
Doskonale zdaję sobie sprawę, iż podchodzisz do tematu z "wysokości" ( wink.gif ) szlachetnych narodów, które nigdy nie popełniły "błędu", ażeby się wdać w działania wojenne z sąsiadami.
Nie jestem ekspertem od historii Polski, ale coś mi tak po głowie chodzi, iż niejaka Rzeczpospolita Polska w wyniku działań wojennych ze swoim wschodnim sąsiadem w roku 1920, też coś tam uzyskała, też coś tam podpisała, a jak mi wiadomo, (a jeżeli jestem w błędzie, to można to zwalić na rzecz tego niedouczonego oczywiście Amerykanina), to nie zapłaciła ona nawet złamanego grosza za te wywalczone krwią polskich żołnierzy terytoria, temu wschodniemu sąsiadowi.
Kilkanaście lat później, ta sama Rzeczpospolita Polska, zagarnęła kawałek ziemi wielkości husteczki do nosa, zwanego Zaolziem, którą to husteczkę do nosa udało jej się utrzymać zaledwie na kilka godzin dni (okay...wińmy za to pana Adolfa z charakterystycznym wąsikiem) i też nie wypłaciła nawet jednej czeskiej korony (czy też innej obowiązującej waluty) temu narodowi, za tą właśnie husteczkę do nosa, którą to Rzeczpospolita Polska zdecydowała się zaanektować i to bez płacenia tychże czeskich koron, tymże sąsiadom z południa....aj, aj, aj...czyżbym się powtarzał?
tongue.gif

Proszę, nie używajmy więc sardonicznego tonu w przypadkach, gdzie można zastosować biblijną frazę, ażeby "pierwszy sprawiedliwy rzucił kamieniem".



No dobra, a na "pojednanie", to znów będę musiał wrzucić pewną dykteryjkę, nieudolnie naśladując niezrównanego prezydenta Ronalda Reagana, który nawet w czasie oficjalnych przemówień potrafił rozśmieszyć do łez "gawiedź" swoimi kawałami i żartami wypowiadanymi z "wysokości" ( wink.gif ) prezydenckiej ambony.

Całkowicie niespodziewanie, dokonano w piątek wieczorem polskiego "desantu" na moją posiadłość w ponoć całkowicie niezawisłej Komunistycznej Republice Kalifornii. Ten "desant" składał się z "Huberta", czyli wielkiej szyszki we współczesnej polskiej zbrojeniówce, oraz "Artura", czyli innej szyszki w obecnym Wojsku Polskim.
(A co te obce siły zbrojne tutaj robią, to się nikt nie dowie, ponieważ powołuję się na Piątą Poprawkę do Konstytucji USA, która mówi "You have the right to remain silent").
Ponieważ po raz któryś tam z rzędu, pewne amerykańskie trzy-literowe agencje wywiadowcze, takie chociażby jak CIA, NSA...no i co by tam jeszcze... nie ostrzegły mnie przed tą niespodziewaną inwazją sił zbronych obcego państwa, to oczywiście jako ten amerykański pragmatyk, postanowiłem natychmiast połączyć siły, ażeby w sobotę rano dokonać inwazji na terytorium Meksyku, a dokładnie granicznego miasta Tijuana, czego zresztą zgodnie z planami taktycznymi dokonaliśmy wspólnymi zjednoczonymi siłami. Przez wiele godzin okupowaliśmy tamtejsze restauracje, bary, sklepy, stragany, bazary i inne instalacje militarne, a moi sojusznicy zdobyli potężną ilość łupów dla swoich białogłów żonami zresztą zwanymi, oraz ich potomków obojga płci.
(Eufemistycznie zwanymi dziećmi).

No i co to ma wspólnego z wątkiem "Nowy Meksyk"?
Ano dużo! (Albo kompletnie nic)!
Wprawdzie "Artur" nosi zawodowo czerwony beret, co zresztą udowodnił w piątek wieczorem wyskakując z samolotu ( wacko.gif )
http://www.skydiveelsinore.com/
i to lecącego wysoko nad ziemią (ja to samo potrafię zrobić, gdy samolot stoi na ziemi, albo potrafię zeskoczyć z krawężnika na jezdnię) i co ciekawsze nic mu się nie stało (ponad 2400 skoków...brawo polskia "powietrzna kawaleria")...nawet ta atakująca niezależne terytorium Komunistycznej Republiki Kalifornii, to jeszcze podczas "odwrotu" z terytorium Meksyku (ataku dokonaliśmy jako klasyczna piechota, bo nasze wozy bojowe pozostały po amerykańskiej stronie granicy na strzeżonym parkingu), doszło do bardzo ciekawego "międzynarodowego incydentu" podczas przekraczania granicy.

Otóż ja z małżonką, oraz "Hubert" obładowany meksykańskimi łupami jak ten wielbłąd bojowy, przeszliśmy przez "bramki" straży granicznej bez najmniejszych przeszkód. Natomiast "Artur" utknął na bramce i z daleka widzieliśmy, że prowadził ożywioną dyskusję z oficerem federalnej straży granicznej.
Po kilku minutach, wiedząc iż "Artur" stosunkowo słabo zna angielski, oraz posługuje się dwoma polskimi paszportami (!), ponieważ ten "stary" i już nieważny zawierał wojskową wizę NATOwską (jakby to tam nie zwał), a "nowy" jej nie posiadał (hej, "Artur" też okazał się być leniwcem, bo mu się nie chciało stać w kolejce w amerykańskiej ambasadzie, ażeby mu wkleili tą "NATOwską wizę"...jakby-to-tam-nie-zwał...w nowym paszporcie), to postanowiłem zainterweniować, jednakże na moje szczęście, bo robienie "awantur" z "federalnymi", to jest co najmniej kilka gramów ołowiu...wiadomo...Hamerykańce strzelają wpierw, a potem zadają pytania, a w najlepszym przypadku to kierują delikwenta na długoletnie wakacje w Guantanamo Bay, "Artur" z wielkim uśmiechem na twarzy opuścił "bramkę" i zbliżył się do nas, niecierpliwie czekających na niego.
Natychmiast się zapytaliśmy "co było grane", a "Artur" odpowiedział, że po prostu "federalny" go się zapytał, jaki ma on stopień wojskowy. Gdy "Artur" mu odpowiedział, to "federalny" mu z olbrzymim szacunkiem zasalutował i dodał, że sam służył z polskimi oddziałami w (hmm...w pewnych pustynnych krajach). wink.gif
Dodał też, że ma oficerski stopień znacznie niższy niż "Artur". (Tu tylko dodam, iż stopień tego "federalnego", to był major, a stopień "Artura", to chyba musi być kapral, albo generał...oj, kurczę blaszka...ja, jako dozgonny hippis nie znam się na stopniach wojskowych... wink.gif i co pewni faceci noszą na pagonach swoich mundurów). Całe więc to, blisko 10-cio minutowe "przesłuchanie" na granicy, okazało się być po prostu zwykłą przyjacielską pogawędką pomiędzy "zawodowcami", wymieniającymi pomiędzy sobą swoje wspomnienia!
(Nic więc dziwnego, że na granicy są takie kolejki, gdy federalni urzędnicy ucinają sobie przyjacielskie pogawędki z "egzotycznymi" przybyszami)!

A co to ma wspólnego z wątkiem "Nowy Meksyk"?

Dobre pytanie. Mniej a treściwiej proszę, bo zaczniemy czyścić.


Autentycznie nie wiem (wyszło szydło z worka, czyli tak zwany offtop), jednakże jestem bardzo dumny z faktu, jak polscy "wysocy" ( wink.gif ) oficerowie są traktowani w tych imperialistycznych Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej!
No i teraz niech mi ktoś powie, że nie opłacało się Polsce ganiać kurzu na pustyni w pewnych blisko-wschodnich krainach! (To że ktoś musiał wydać na to kasę, to już pozostaje poza dyskusją, ponieważ na tym świecie nie ma nic za darmo)!

Ten post był edytowany przez Blake: 19/05/2014, 17:44
 
User is offline  PMMini Profile Post #26

     
Alcarcalimo
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.757
Nr użytkownika: 43.461

 
 
post 19/05/2014, 7:36 Quote Post

Phuty. Nie wiem czy wiesz, ale czytając twoje posty, a zwłaszcza ten, nasuwa mi się jedna myśl czy słowo na język. Mitoman.
I zastanawia mnie to. Gdyż przyjmuje za dobrą monetę to co piszesz, jednocześnie jednak zastanawia mnie skąd bierze się taki a nie inny sposób tegoż pisania.

Ale w temacie już.
QUOTE
Doskonale zdaję sobie sprawę, iż podchodzisz do tematu z "wysokości" ( wink.gif ) szlachetnych narodów, które nigdy nie popełniły "błędu", ażeby się wdać w działania wojenne z sąsiadami.


Chciałbym zwrócić uwagę, iż nikt tutaj się nie wypiera własnych narodowych przywar wojennych. Nie podoba mi się jednak wybielanie takowych przywar w narodzie amerykańskim. Co też próbujesz robić.Wojna jest wojna i każdy naród, gdy ma możliwości prowadzić wojnę zaborczą chętnie się jej podejmuje. I tu nie ma co dyskutować.
I tutaj nie ma co wybielać tej sprawy czy ją jakoś specjalnie oczerniać. Tak po prostu jest.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #27

     
de Ptysz
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.448
Nr użytkownika: 61.808

Zawód: Wolnomysliciel
 
 
post 19/05/2014, 7:42 Quote Post

QUOTE(Alcarcalimo @ 19/05/2014, 7:36)
Chciałbym zwrócić uwagę, iż nikt tutaj się nie wypiera własnych narodowych przywar wojennych. Nie podoba mi się jednak wybielanie takowych przywar w narodzie amerykańskim. Co też próbujesz robić.Wojna jest wojna i każdy naród, gdy ma możliwości prowadzić wojnę zaborczą chętnie się jej podejmuje. I tu nie ma co dyskutować.
I tutaj nie ma co wybielać tej sprawy czy ją jakoś specjalnie oczerniać. Tak po prostu jest.
*


Też tak myślę. Mimo, że wojna z Meksykiem nie była może najgorszym przejawem amerykańskiego imperializmu, to jednak wciąż była to niesprawiedliwa agresja, jedna z wielu w historii światowych konfliktów zbrojnych, i nie należy tego ukrywać.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #28

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 16.926
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 19/05/2014, 9:54 Quote Post

QUOTE
Drogi wysoki!
Doskonale zdaję sobie sprawę, iż podchodzisz do tematu z "wysokości" ( wink.gif ) szlachetnych narodów, które nigdy nie popełniły "błędu", ażeby się wdać w działania wojenne z sąsiadami.
Nie jestem ekspertem od historii Polski, ale coś mi tak po głowie chodzi, iż niejaka Rzeczpospolita Polska w wyniku działań wojennych ze swoim wschodnim sąsiadem w roku 1920, też coś tam uzyskała, też coś tam podpisała, a jak mi wiadomo, (a jeżeli jestem w błędzie, to można to zwalić na rzecz tego niedouczonego oczywiście Amerykanina), to nie zapłaciła ona nawet złamanego grosza za te wywalczone krwią polskich żołnierzy terytoria, temu wschodniemu sąsiadowi.
Kilkanaście lat później, ta sama Rzeczpospolita Polska, zagarnęła kawałek ziemi wielkości husteczki do nosa, zwanego Zaolziem, którą to husteczkę do nosa udało jej się utrzymać zaledwie na kilka godzin dni (okay...wińmy za to pana Adolfa z charakterystycznym wąsikiem) i też nie wypłaciła nawet jednej czeskiej korony (czy też innej obowiązującej waluty) temu narodowi, za tą właśnie husteczkę do nosa, którą to Rzeczpospolita Polska zdecydowała się zaanektować i to bez płacenia tychże czeskich koron, tymże sąsiadom z południa....aj, aj, aj...czyżbym się powtarzał?

Drogi Phouty!
Zaczynasz tutaj walczyć z kukiełką którą sam stworzyłeś wink.gif. Po pierwsze ja nie krytykuję USA, więc nie wiem po co masz ich przede mną bronić. Po drugie nie wiem czy obrona na zasadzie "a w Polsce też bili Murzynów" od razu wybieli postępowanie Wuja Sama?

QUOTE
Proszę, nie używajmy więc sardonicznego tonu w przypadkach, gdzie można zastosować biblijną frazę, ażeby "pierwszy sprawiedliwy rzucił kamieniem".

Ja na nikogo w życiu nie napadłem, więc chyba mogę się do tej frazy zastosować tongue.gif . Stąd i moja chęć nazywania sprawy po imieniu wink.gif.

Pozwolisz Phouty, że mój sposób myślenia wyłożę na prostym przykładzie.
Facet spotyka dziewczynę, podchodzi do niej i mówi, że chce z nią uprawiać seks, za co jej godnie zapłaci. Ona się nie zgadza, więc facet ją w łeb i robi co chce, po czym wręcza jej pieniądze (potrącając sobie tylko koszty na jakie się naraził waląc ją w łeb) i odchodzi.
Podsumujmy sprawę wg Twojego tłumaczenia.
Dziewczyna była sama sobie winna, bo się zapewne zbyt seksownie ubrała i sama sprowokowała napastnika - czyli tak samo jak Meksyk był sam sobie winien, bo nieumiejętnie postępował z osadnikami, którzy na jego terenach byli gośćmi.
Nie był to też gwałt, bo przecież facet zapłacił, a to, że dostała w łeb to tez jej wina, bo przecież mogła się zgodzić od razu...
No i robi tak tysiące ludzi na świecie (np. w Polsce), więc też nic się nie stało, bo skoro inni tak robią...

Dlatego żadne propagandowe tłumaczenia (nie zabraliśmy bo przecież zapłaciliśmy) ani porównania (inni też tak robią i robili - tu wstawić dowolną listę krajów i przykładów) mnie nie przekonuje, że Amerykanie nie zabrali.

QUOTE
No dobra, a na "pojednanie",

Na szczęście się chyba nie spieramy, bo podkreślam, nie krytykuję USA za to co zrobiło, było to naturalne wykorzystanie sprzyjających okoliczności plus dobry pomysł propagandowy (lub może wyrzuty sumienia) na jednak zapłacenie - zwracam tylko uwagę aby nie przesadzać w drugą stronę. Jest to niebezpieczne, jak już zwrócił uwagę jeden z użytkowników obecna sytuacja na Ukrainie jakoś USA się nie podoba a przecież jeśli Putin by za odłączenie tego co chce zapłacił (choćby przez obniżenie stawek za gaz wink.gif) to czym by się to różniło od omawianej tu wojny o osadników? Niczym oprócz tego, że akurat tutaj USA stroi po drugiej stronie wink.gif.

QUOTE
Czy może ktoś przybliżyć historię miasta Albuquerque?

Ja wiem generalnie tyle, że Bugs tam zawsze źle skręcał smile.gif i mogę podrzucić coś takiego: http://www.visitalbuquerque.org/albuquerqu...toric-old-town/ . Więc tradycyjnie liczymy na Phouty'iego.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #29

     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.383
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 19/05/2014, 20:42 Quote Post

Ale nam się temat o Nowym Meksyku rozszerzył! wink.gif

Poszukałem trochę informacji na temat miast Santa Fe, oraz Albuquerque i muszę przyznać, iż
o niektórych sprawach nie miałem pojęcia.

Na przykład, to pełną nazwą Santa Fe było La Villa Real de la Santa Fé de San Francisco de Asís!
Ci Hiszpanie to jednak mieli tęgie głowy do wymyślania takich długich nazw!

Santa Fe oczywiście jest stolicą NM, co jest zgodne z amerykańską tradycją, iż stolice mieszczą się w mniejszych miastach, a nie w największych metropoliach.
Było ono założone w 1608 roku, co czyni je trzecim najstarszym miastem w Ameryce po Pensacola (1559), oraz Sait Augustine (1565), znajdującymi się oczywiście na Florydzie.

Samo Albuquerque jest młodsze, bo było założone w 1706 roku, co jednak też je czyni jednym z najstarszych miast amerykańskich.

Nie wiedziałem też, iż słowo Sandia oznacza po prostu melon po hiszpańsku.

Poniżej kilka faktoidów na temat obu miast.
Santa Fe
http://www.nileguide.com/destination/santa...view/local-info

Albuquerque
http://www.sherlockhomesnm.com/fun-facts-about-albuquerque

PS
Miałem wprawdzie zamiar więcej nie offtopować, ale nie mogę się powstrzymać przed skomentowaniem tych "pacyfistów z M16 w dłoni". Autentycznie mnie to rozbawiło! biggrin.gif
To jest to!!!
Zawsze lepiej być zmilitaryzowanym hippisem w Kałachem, czy też M16 w ręku, niż poszkodowanym hippisem z gałązką oliwną w ręku.
Przecież to silni ustalają prawa, w tym także prawa do łamania praw, a słabym pozostaje...nic (bo ich silni zawsze ograbiają), a co najwyżej, zachowują oni wyższość moralną, którą to wyższością moralną ani się człowiek nie naje, ani nie napoi, ani też nie zbuduje dachu nad swoją głową.
Stąd trzeba trzymać M16 w ręku, chociaż osobiście to zawsze wolę trzymać w ręku Kałacha! wink.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #30

3 Strony < 1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej