Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony  1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> "bo papież nie wiedział ...", Jan Paweł II i problem pedofilii w KRK
     
szczypiorek
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.294
Nr użytkownika: 74.357

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 31/05/2019, 11:17 Quote Post

Problem pedofilii wśród katolickiego kleru jest dość szczegółowo omawiany na forum. Tu jednak chciałbym abyśmy się skupili na jednym wątku - postaci Jana Pawła II i podjętych przez niego działaniach zmierzających do wyplenienia tego zła i ukarania winnych. Warto by odnieść się do jednej z szeroko kolportowanych wersji zgodnie z którą papież był dezinformowany w rzeczonej tematyce, ograniczano mu dostęp do raportów, listów, ostrzeżeń. Ktoś przez większą część pontyfikatu zasłaniał czerwoną alarmowa lampkę, która normalnie by oświetliła (i oświeciła) cały Watykan z przyległościami. Może tak było...

I teraz pytania (jedne z wielu, które się tutaj narzucają):

Czy papież działał adekwatnie do powagi problemu? Czy wiedza, którą dysponował była wystarczająca? Czy ktoś ukrywał przed nim informacje? A jeśli tak, to kto i dlaczego?

Jaka jest Wasza ogólna ocena działań podjętych w tym przypadku przez Jana Pawła II?

Z góry bardzo dziękuje za przywoływanie (linkowanie) źródeł.
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
szczypiorek
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.294
Nr użytkownika: 74.357

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 4/06/2019, 20:06 Quote Post

QUOTE
Kościół i pedofilia. To Jan Paweł II złagodził w 1983 roku kary dla księży molestujących dzieci


QUOTE
Kościół kreuje Jana Pawła II na papieża, który walczył z przestępstwami pedofilnymi w Kościele. Tymczasem to on zatwierdził Kodeks Prawa Kanonicznego, który zniósł surowe kary za wykorzystywanie seksualne dzieci przez księży. Przez cały okres pontyfikatu nie zniósł też tajemnicy papieskiej chroniącej przestępstwa seksualne duchownych


QUOTE
„Gwałciciele dzieci nawet na koniec nie otrzymają komunii” – tak postanowił już w 306 roku Synod w Elwirze. Kościół przez wieki stawiał na równi czyny pedofilne, zoofilne, kazirodcze i homoseksualne. Tradycja ta wywodziła się z biblijnej  opowieści o zagładzie dwóch pogrążonych w rozpuście miast – Sodomy i Gomory.

Obok nieokazywania czci Bogu i bluźnierstwa, były to najcięższe występki wywołujące gniew boży, który objawiał się kataklizmami, katastrofami i zarazą. Według praw ustanowionych w XVI w. przez papieża Piusa V, sprawcę takich czynów należało pozbawić święceń i wydać władzy świeckiej. Czyny pedofilne są w tej tradycji postrzegane głównie jako zbrodnia wobec Boga i ustanowionych przez niego praw natury.

QUOTE
Kodeks z 1917 roku: Od zawieszenia do usunięcia
Pierwszy Kodeks Prawa Kanonicznego zatwierdzony w 1917 przez papieża Benedykta XV  stanowił, że duchowny, który dopuściłby się grzechu przeciw VI przykazaniu z osobą poniżej lat 16 „powinien zostać zawieszony w obowiązkach, obłożony infamią, pozbawiony jakiekolwiek urzędu, beneficjum, godności i zadania, a w cięższych przypadkach także usunięty ze stanu duchownego” (kanon 2359).

Wykluczało go to z możliwości pełnienia posługi kapłańskiej, choć niekoniecznie oznaczało usunięcie ze stanu duchownego. Musiał zostać suspendowany – zawieszony w obowiązkach kapłana.

Jan Paweł II: kategoria zwykłych przestępstw
W 1983 Jan Paweł II zatwierdził nową, do dzisiaj obowiązująca, wersję Kodeksu Prawa Kanonicznego. Czynów pedofilnych dotyczy w nim jeden przepis:

Kanon 1395 – § 2. „Duchowny, który (…) wykroczył przeciwko VI przykazaniu Dekalogu, jeśli jest to połączone z użyciem przymusu lub gróźb, albo publicznie lub z osobą małoletnią poniżej lat szesnastu, powinien być ukarany sprawiedliwymi karami, nie wyłączając w razie potrzeby wydalenia ze stanu duchownego”.

W Kodeksie zatwierdzonym przez Jana Pawła II kary za czyny pedofilne znalazły się w ostatnim rozdziale w części poświęconej karom za poszczególne przestępstwa. Rozdział nosi tytuł  „Przestępstwa przeciw specjalnym obowiązkom”.

Przestępstwo przeciw VI przykazaniu Dekalogu z osobą poniżej lat 16 jest wymienione między przepisem o handlu „wbrew przepisom kanonów” a przepisem o „naruszeniu obowiązku rezydencji”.

Kodeks wyłączył czyny pedofilne z rzędu najcięższych przestępstw przeciw wierze katolickiej.

Uczynił z nich przestępstwo pospolite, pod względem karnym podobne do wielu innych. Dotycząca ich i nic nie mówiąca formuła „powinien być ukarany sprawiedliwą karą” powtarza się w Kodeksie kilkanaście razy w odniesieniu do wielu banalnych przestępstw.

W odniesieniu do przestępstw nie tak drastycznych, jak czyny pedofilskie, ale dotykających interesów Kościoła, nowy Kodeks przewidywał znacznie surowsze kary:

Kanon 1385 – Kto niezgodnie z prawem czerpie zysk z ofiar mszalnych, powinien być ukarany cenzurą lub inną sprawiedliwą karą.

Cenzura to jedna z najsurowszych kar w Kościele Katolickim. Ma trzy jakby stopnie: suspensa, interdykt lub ekskomunika. Ksiądz obłożony suspensą nie może pełnić posługi kapłańskiej. Obłożony interdyktem – nie może uczestniczyć w liturgii i przyjmować Komunii Świętej. Ekskomunika to wykluczenie ze wspólnoty wiernych.

Pobłażliwość dla seksu z dzieckiem
Czyn pedofilny w Kodeksie Jana Pawła II nie wymaga obligatoryjnie żadnej surowej kary kościelnej. Kodeks przewiduje znacznie surowszą karę za trwałe współżycie księdza z osobą dorosłą niż za seks z dzieckiem:

„Kanon 1395 – § 1. Duchowny konkubinariusz (…) oraz duchowny trwający w innym grzechu zewnętrznym przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu, wywołującym zgorszenie, winien być ukarany suspensą, do której, gdy mimo upomnienia trwa w przestępstwie, można stopniowo dodawać inne kary, aż do wydalenia ze stanu duchownego”.

Kodeks Jana Pawła II nakłada szereg takich kar na księdza, uwodzącego przy okazji spowiedzi.

Kanon 1387 – Kapłan, który w akcie spowiedzi albo z okazji lub pod jej pretekstem nakłania penitenta do grzechu przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu, powinien być stosownie do ciężkości przestępstwa ukarany suspensą, zakazami lub pozbawieniami, a w przypadkach poważniejszych wydalony ze stanu duchownego.

Uwodzenie przy okazji spowiedzi, czyli solicytacja, to odwieczny problem Kościoła katolickiego. Pojawił się w XVI w. po Soborze Trydenckim wraz z rozpowszechnieniem się spowiedzi – obowiązku odróżniającego katolików od protestantów.

Była równie surowo ścigana w Kodeksie z 1917 roku, ale według tajnej instrukcji watykańskiej z 1922 Crimen Sollicitationis (Zbrodnia solicytacji) przestępstwa pedofilne były z nią zrównane „jeśli chodzi o skutki karne”.

Jan Paweł II zatwierdził cięższą karę za rzucenie fałszywego oskarżenia na księdza w sprawie solicytacji, niż dla księdza za zgwałcenie dziecka:

Kanon 982 – Kto wyznaje w spowiedzi, że niewinnego spowiednika fałszywie oskarżył przed władzą kościelną o przestępstwo nakłaniania do grzechu przeciw szóstemu przykazaniu, nie powinien być rozgrzeszony, dopóki formalnie nie odwoła fałszywego doniesienia i nie wyrazi gotowości naprawienia szkód, jeżeli takie wynikły.

Według kodeksu Jana Pawła II ciężej od księdza pedofila powinna być karana osoba wspierająca organizacje działające przeciw Kościołowi:

Kanon 1374 – Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem.

Czyn pedofilny nie oznacza utraty dobrego imienia
Pojecie „utraty dobrego imienia” skutkującej niezdolnością do pełnienia urzędu jest w kodeksie Jana Pawła II nadal obecne. „Utrata dobrego imienia u uczciwych i poważnych parafian” może być przyczyną usunięcia proboszcza z parafii (kanon 1740).

Odmiennie niż w kodeksie z 1917 roku, w kodeksie Jana Pawła II udowodnienie przestępstwa pedofilnego nie powoduje obligatoryjnej „utraty dobrego imienia”.

Zgodnie z kodeksem z 1917 roku niezawiadomienie, że padło się ofiarą solicytacji, było obłożone karą automatycznej ekskomuniki, a spowiednik pouczał penitenta o spoczywającym na nim obowiązku (kanon 2368).

Papież Jan Paweł II nie wykorzystał tej możliwości w kwestii przestępstw pedofilnych. Nie nałożył na wiernych ani duchowieństwo obowiązku zawiadamiania choćby władz kościelnych.

Kodeks JPII nie dyskryminował osób LGBT
Ciekawostką jest to, że Kodeks Prawa Kanonicznego zatwierdzony przez Jana Pawła II, w odróżnieniu od kodeksu z 1917 roku, w żaden sposób nie piętnuje homoseksualizmu. Akty homoseksualne księży są taktowane na równi z aktami heteroseksualnymi i podpadają pod kanon mówiący ogólnie o przestępstwie przeciw VI przykazaniu Dekalogu. Kodeks Jana Pawła nie dyskryminuje więc osób LGBT.

Indulty dla USA i Irlandii. Tylko
Gdy na przełomie lat 80.i 90. ubiegłego wieku problem przestępstw pedofilnych duchowieństwa stał się kwestią palącą, Jan Paweł II na wyraźną prośbę lokalnych biskupów zareagował wydaniem dwóch indultów, czyli zezwoleń na odstąpienie od obowiązujących przepisów.

Oba – jeden dla USA, drugi dla Irlandii – podwyższały wiek kanonicznej ochrony małoletnich w tych krajach z 16 do 18 lat. Ponadto czas przedawnienia został wydłużony do dziesięciu lat, liczonych od ukończenia przez ofiarę osiemnastego roku życia. Dopiero kilka lat później – w 2001 – rozszerzono ten zapis na cały świat.

Dlaczego biskupi domagali się podniesienia wieku ochrony dzieci? Dlatego, że seks duchownego z osobą dorosłą jest przestępstwem kanonicznym tylko wówczas, gdy zachodzi „trwanie w grzechu” i „wywoływanie zgorszenia”. Pojedynczy akt seksualny z osobą w wieku 16-18 lat był bez tego podwyższenia wieku tylko grzechem, nie przestępstwem. Zatem karą mogła być tylko pokuta.

Eksperci: kara zależy od biskupa
Kodeks wprowadzony przez Jana Pawła II spotkał się z krytyką części kościelnych specjalistów od prawa kanonicznego. Po latach, w 2011 roku, pisał o tym biskup Juan Ignacio Arrieta, sekretarz Rady ds. Interpretacji Tekstów Prawnych.

Kodeksowi zarzucano  między innymi, że nakładanie sankcji karnych zostało poddane ocenie poszczególnych ordynariuszy, prowadząc do zróżnicowanego karania tych samych przestępstw.

Wytykano, że zawiera zapisy „które czasem można by niesłusznie odczytywać jako pragnienie odwiedzenia ordynariusza od zastosowania sankcji karnych tam, gdzie byłoby to konieczne ze względu na wymogi sprawiedliwości”.

Nie było też jasne, które z ciężkich przestępstw są zastrzeżone do wyłącznej jurysdykcji watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

2001 rok – seks z dzieckiem to przestępstwo najcięższe…
W 2001 Jan Paweł II wydał dekret zatwierdzający nowe normy De Gravioribus delictis (O ciężkich przestępstwach). Po niemal 20 latach próbowały one naprawić to, co zepsuł kodeks z 1983.

Nowe normy uznawały grzech przeciw VI przykazaniu Dekalogu z osobą poniżej 18 lat za jedno z najcięższych przestępstw równe przestępstwom przeciw wierze, takim jak  solicytacja czy obraza tzw. postaci konsekrowanych (hostii i wina mszalnego).

W związku z tym nowe prawo przenosiło sprawy księży winnych przestępstw pedofilnych z Kongregacji do spraw Duchowieństwa do Kongregacji Nauki Wiary, nadając tej ostatniej wyłączne prawo  zatwierdzania lub uchylania wyroków w tych sprawach. Odnawiały też istniejący teoretycznie od dawna obowiązek natychmiastowego powiadamiania Watykanu o każdym przestępstwie pedofilnym.

Wyrok wydany przez Kongregację Nauki Wiary ma o tyle wyższą moc, że z nałożonej przez niego kary nie może zwolnić biskup lokalny.

…ale sekret papieski nadal obowiązuje
Dekret Jana Pawła II powszechnie znany pod nazwą Sacramentorum sanctitatis tutela (Ochrona świętości sakramentów) od początku wzbudził kontrowersje wśród prawników świeckich, bo zatwierdzał przepis, że „sprawy tego rodzaju objęte są sekretem papieskim” (art. 30).

A właśnie chronienie przestępstw seksualnych księży wobec małoletnich papieską tajemnicą było jednym z najcięższych zarzutów wobec Watykanu.

Normy nie wprowadzały najbardziej oczekiwanego zapisu o wykluczaniu z kapłaństwa duchownych skazanych za przestępstwa pedofilne.

W czerwcu 2002 episkopat amerykański ogłosił Kartę ochrony dzieci i młodzieży,  zatwierdzoną następnie przez watykańską Kongregację do Spraw Biskupów. Postanowienia tego dokumentu czasem błędnie są przytaczane jako wytyczne, czy instrukcja wydana przez Jana Pawła II.

Punkt 8 stwierdza: „Jeśli nawet pojedynczy akt wykorzystywania seksualnego przez księdza lub diakona zostanie wyznany lub ustalony po odpowiednim procesie zgodnym z prawem kanonicznym, kapłan taki lub diakon zostanie na stałe usunięty z posługi kościelnej, nie wykluczając zwolnienia ze stanu duchownego, jeśli sprawa tego wymaga”.

Podpunkt B pozwala zrozumieć niewtajemniczonym różnicę między usunięciem z posługi kapłańskiej, a zwolnieniem ze stanu duchownego: „Jeśli kara zwolnienia ze stanu duchownego nie została zastosowana (np. z powodu zaawansowanego wieku lub słabego stanu zdrowia), sprawca powinien prowadzić życie polegające na modlitwie i pokucie. Nie będzie mógł publicznie odprawiać Mszy Świętej, ani udzielać sakramentów. Należy go pouczyć, aby nie nosił stroju duchownego, ani nie przedstawiał się publicznie jako kapłan”.

Nieco wcześniej, w kwietniu tego samego roku podczas spotkania z biskupami amerykańskimi w Watykanie podobne oświadczenie wygłosił Jan Paweł II. „Ludzie muszą wiedzieć, że w stanie kapłańskim i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdziliby nieletnich.”

Niestety tę zasadę Jan Paweł II uznał widocznie za właściwą tylko dla Stanów Zjednoczonych.

Nie wydał żadnego dokumentu wprowadzającego powszechną normę usuwania z posługi kapłańskiej księży uznanych winnymi przestępstw seksualnych wobec małoletnich.

Watykan nigdy nie wydał instrukcji dla pozostałych lokalnych episkopatów zalecającej lub nakazującej takie rozwiązania.

„Zero tolerancji” to fikcja
W 2011 – już po śmierci Jana Pawła II – watykańska Kongregacja Nauki Wiary rozesłała Okólnik do Konferencji Episkopatów w sprawie opracowania „Wytycznych” dotyczących sposobów postępowania w przypadku nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych wobec osób niepełnoletnich.

Pozbawienie prawa do posługi kapłańskiej nadal nie jest w nim karą obowiązkową. Można je zastąpić zakazem pracy z małoletnimi

Środki kanoniczne stosowane wobec duchownego uznanego za winnego nadużycia seksualnego wobec osoby niepełnoletniej są generalnie dwojakiego rodzaju:

1) środki ograniczające całkowite wykonywanie publicznej posługi kapłańskiej lub tylko ograniczające się do zakazu kontaktu z osobami niepełnoletnimi (…);

2) sankcje karne.

Do dzisiaj nie powstał w Kościele katolickim dokument, który obligatoryjnie wykluczałby księży skazanych za przestępstwa pedofilne z kapłaństwa i nakazywałby lub zalecał wydanie ich w ręce władzy świeckiej. Czyli wracałby do przepisów, które obowiązywały już w wieku XVI wieku.

Przepisy o zawiadamianiu organów ścigania wprowadzone do wytycznych Konferencji Episkopatu Polski wynikają z obowiązującej od lipca 2007 nowelizacji polskiego Kodeksu Karnego. Naruszenie obowiązku zgłoszenia przestępstwa pedofilnego obwarowane jest karą 3 lat więzienia.



QUOTE
Franciszek wprowadza obowiązek denuncjacji
W maju 2019 papież Franciszek ogłosił dekret Vos estis lux mundi (Wy jesteście światłem świata) poświęcony zasadom zgłaszania przestępstw pedofilnych duchowieństwa. Nakłada on na księży i zakonników znany z kodeksu z 1917 roku, a nie wprowadzony przez Jana Pawła II, obowiązek denuncjacji:

„Ilekroć duchowny lub członek instytutu życia konsekrowanego lub stowarzyszenia życia apostolskiego otrzyma wiadomość lub ma uzasadnione powody, by sądzić, że mógł zostać popełniony jeden z czynów, o którym mowa w art. 1 [gwałt, czyn pedofilny lub posiadanie dziecięcej pornografii], ma obowiązek niezwłocznego zgłoszenia tego czynu ordynariuszowi”.

Dekret Franciszka znosi też wymóg złożenia przysięgi milczenia przez osobę zawiadamiającą o popełnieniu przez księdza lub zakonnika przestępstwa seksualnego wobec małoletniego.

Niemal 100 lat po ogłoszeniu instrukcji Crimen sollicitationis (Zbrodnia solicytacji), która z przysięgi milczenia zrobiła naczelną zasadę prowadzenia kościelnego śledztwa przeciw księżom winnym przestępstw pedofilnych. I prawie 20 lat po podtrzymaniu tej zasady przez dekret Jana Pawła II.

https://oko.press/kosciol-i-pedofilia-to-ja...ujacych-dzieci/
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.512
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 4/06/2019, 21:27 Quote Post

W temacie na pewno warto wspomnieć o założycielu Legionu Chrystusa - Degollado.

Ks. prof. Kobyliński: Jan Paweł II wiedział o pedofilii Maciela Degollado. To o tym mówił Franciszek

Wszystko wskazuje na to, że, mówiąc o zatajeniu nadużyć seksualnych i finansowych w „pewnym zgromadzeniu” za przyzwoleniem Jana Pawła II, papież Franciszek miał na myśli Legionistów Chrystusa. I ich założyciela Degollado - mówi w wywiadzie dla OKO.press ks. prof. Andrzej Kobyliński, który losy legionistów śledzi od 26 lat. Przedstawia konkretne argumenty

„Formalny akt oskarżenia przeciwko Macielowi Degollado został przygotowany w Kongregacji Nauki Wiary 18 lutego 1999 roku. Niestety, po upływie kilku miesięcy ofiary otrzymały oficjalne pismo, podpisane 24 grudnia 1999 roku o zawieszeniu postępowania. Nie ulega wątpliwości, że spotkanie, o którym wspomina papież Franciszek musiało mieć miejsce kilka tygodni lub kilka miesięcy przed wysłaniem tego pisma” – mówi OKO.press ks. prof. Andrzej Kobyliński.

Trwa burza po wypowiedzi papieża Franciszka, poruszającej problem odpowiedzialności Jana Pawła II za tuszowanie afer seksualnych w Kościele Katolickim.

W drodze powrotnej z pielgrzymki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich 5 lutego 2019 papież Franciszek udzielił konferencji na pokładzie samolotu. Odpowiadając na pytanie o wykorzystywanie seksualne zakonnic, pochwalił papieża Benedykta XVI za decyzję o rozwiązaniu żeńskiego zgromadzenia, w którym siostry zakonne były „niewolone seksualnie” przez księży.

Następnie opowiedział dziennikarzom „pewną anegdotę” o Janie Pawle II i kardynale Josephie Ratzingerze, w której nieoczekiwanie oskarżył świętego papieża o świadome tuszowania nadużyć seksualnych i finansowych w „pewnym zgromadzeniu”. Franciszek powiedział:

„Co do papieża Benedykta, to chciałbym podkreślić, że jest człowiekiem, który miał odwagę wykonać wiele pracy w tym temacie. Jest taka anegdota: miał wszystkie dokumenty dotyczące zgromadzenia, w którym dochodziło do nadużyć seksualnych i ekonomicznych. Udał się do nich, ale natrafił na przeszkody i nie mógł do nich dotrzeć.

Papież Jan Paweł II, który pragnął poznać prawdę, poprosił go o spotkanie. Joseph Ratzinger przedstawił na nim dokumentację, wszystkie zebrane papiery. Gdy wrócił, powiedział do swojego sekretarza: »daj to do archiwum, wygrała druga strona«” – mówił Franciszek.

„Nie wolno nam się tym gorszyć, to są kroki w dłuższym procesie. Ale jeśli chodzi o papieża Benedykta, to pierwszą rzeczą, którą powiedział po wyborze, było: »przynieście mi z powrotem te papiery z archiwów« i rozpoczął śledztwo” – dodał papież.

7 lutego opublikowaliśmy tekst Artura Nowaka, w którym postawił on tezę, że mówiąc o „pewnym zgromadzeniu” Franciszek miał na myśli Legionistów Chrystusa. Jego założycielem był Marcial Maciel Degollado, który wykorzystywał seksualnie młodych seminarzystów oraz własne dzieci, był bigamistą, narkomanem i malwersantem. Tak samo zinterpretowało ten fragment m.in. specjalistyczne wydawnictwo dziennika „La Stampa” „Vatican Insider” (quasi-watykański portal informacyjny, realizujący politykę informacyjną Watykanu). Wątpliwości nie miał też cytowany przez nas prof. Stanisław Obirek, teolog i historyk, były jezuita.

Teza artykułu budziła jednak wątpliwości komentatorów, którzy podkreślali, że Franciszek wprost nie nazwał zgromadzenia, mówił jedynie o ukrywaniu przez Papieża Polaka (jakichś) nadużyć seksualnych i ekonomicznych. Dodatkowych wątpliwości dostarczyła wypowiedź watykańskiego rzecznika Alessandra Gisottiego, który dookreślił, że mówiąc o rozwiązaniu żeńskiego zgromadzenia, Franciszek miał na myśli francuskie zgromadzenie św. Jana. Rzecz w tym, że Gisotti odnosił się do wcześniejszego fragmentu wypowiedzi papieża.

O analizę słów Franciszka poprosiliśmy ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego, filozofa i teologa, który losy Legionistów Chrystusa śledzi od ponad ćwierćwiecza.

Andrzej Kobyliński – duchowny katolicki, filozof i etyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia, absolwent Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. Obecnie pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Główne kierunki badań: filozofia współczesna, relacja chrześcijaństwa do nowożytności, współczesne zagadnienia bioetyczne, pentekostalizacja chrześcijaństwa, nihilizm i etyka postmetafizyczna.

Daniel Flis: 5 lutego 2019 roku, podczas konferencji prasowej na pokładzie samolotu, papież Franciszek nieoczekiwanie opowiedział, jak kardynał Joseph Ratzinger – jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary – na prośbę Jana Pawła II, przedstawił mu dokumenty, dotyczące nadużyć seksualnych i finansowych “pewnego zgromadzenia”, a potem sprawa trafiła „do archiwum”. O jakie zgromadzenie chodziło?

Ks. prof. Andrzej Kobyliński: Wszystkie przesłanki wskazują na to, że sprawa dotyczy Legionistów Chrystusa. Oficjalna łacińska nazwa tego zgromadzenia to Congregatio Legionariorum Christi. Obserwuję dzieje tego zgromadzenia od 26 lat. W latach 1990 kilkudziesięciu członków tego zakonu studiowało razem ze mną filozofię na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Byłem także kilkakrotnie w głównej siedzibie zgromadzenia w Wiecznym Mieście na via Aurelia. Niektórzy legioniści byli moimi dobrymi kolegami. W latach 1993-2005 oceniałem ten zakon niezwykle pozytywnie. Później zmieniłem zdanie w sposób radykalny.

Dlaczego?

Ponieważ poznałem szokującą prawdę dotyczącą meksykańskiego założyciela Marciala Maciela Degollado. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat przeczytałem na ten temat kilkaset różnego rodzaju opracowań w kilku językach. Uważam, że tajemnica nieprawości oraz walka dobra ze złem w dziejach Legionistów Chrystusa są o wiele bardziej przejmujące i szokujące niż genialne analizy Fiodora Dostojewskiego na temat zła, przedstawione na kartach “Zbrodni i kary”, “Biesów” czy “Braci Karamazow”.

Jakie przesłanki wskazują na to, że papież Franciszek miał na myśli właśnie Legionistów Chrystusa?

Z wielu publikacji wiadomo, że Kongregacja Nauki Wiary, której w latach 1981-2005 przewodniczył kardynał Joseph Ratzinger, rozpoczęła formalne postępowanie w sprawie Maciela Degollado w październiku 1998 roku. Wówczas ze Stanów Zjednoczonych i Meksyku przybyła do Watykanu specjalna delegacja, składająca się z kilku ofiar – mężczyzn wykorzystanych seksualnie w młodym wieku przez Maciela Degollado, oraz trzech prawników, którzy byli pełnomocnikami ofiar.

Znamy nazwiska tych prawników?

Oczywiście: Ks. prof. Antonio Roqueñí Ornelas, prof. Arturo Jurado Guzmán i prof. Jose de Jesús Barba Martín. Delegacja przedstawiła w Kongregacji Nauki Wiary formalne oświadczenia i różnego rodzaju dokumentację. Ofiary złożyły zeznania procesowe. W ten sposób zostały przygotowane dokumenty, dzięki którym mógł się rozpocząć proces kanoniczny przeciwko Macielowi Degollado.

Skąd wiadomo o tej delegacji?

Nazwiska prawników i daty spotkań to informacja powszechnie dostępna w Internecie, dobrze udokumentowana w wielu książkach i artykułach. Nie jest mi osobiście znana treść zeznań z jesieni 1998 roku, ale nie ma to większego znaczenia, ponieważ od połowy lat 90. XX wieku w mediach na świecie opublikowano wiele innych świadectw ofiar Maciela Degollado. To wiedza powszechna, dostępna dla każdego. Co więcej, pierwsze dokumenty dotyczące czynów pedofilskich tego zakonnika były znane w Watykanie już w latach 40. ubiegłego wieku.

Jak wtedy zareagował Watykan?

Wiadomo, że już w drugiej połowie lat 50., z powodu wykorzystywania seksualnego osób nieletnich, Maciel Degollado został suspendowany (zawieszony – red.), przez dwa lata miał zakaz sprawowania funkcji kapłańskich. Niestety, publicznie formułowane zarzuty pod adresem tego zakonnika pojawiły się ponownie w latach 70. i 80. XX wieku.

Czy możemy określić, kiedy odbyło się spotkanie, o którym opowiadał papież Franciszek 5 lutego?

Myślę, że latem lub jesienią 1999 roku. Było to spotkanie raczej w szerszym gronie. Warto podkreślić, że pierwsze formalne spotkanie ofiar i ich pełnomocników prawnych w Kongregacji Nauki Wiary miało miejsce 17 października 1998. Dykasterię watykańską reprezentował wówczas ojciec Gianfranco Girotti, zastępca sekretarza Kongregacji Nauki Wiary.

Formalny akt oskarżenia został przygotowany w tej Kongregacji dnia 18 lutego 1999 roku. Niestety, po upływie kilku miesięcy ofiary otrzymały oficjalne pismo, podpisane 24 grudnia 1999, które dotyczyło zawieszenia postępowania przeciwko Macielowi Degollado. Nie ulega wątpliwości, że spotkanie, o którym wspomina papież Franciszek musiało mieć miejsce kilka tygodni lub kilka miesięcy przed wysłaniem tego dokumentu.

Franciszek powiedział, że jedną z pierwszych rzeczy, którą Joseph Ratzinger zrobił po wyborze na papieża, było wznowienie sprawy Maciela Degollado. Czy rzeczywiście Benedykt XVI zmienił podejście Watykanu do Legionistów Chrystusa?

Tak. W sposób radykalny.

Gdy Joseph Ratzinger został papieżem, jednym z pierwszych jego działań było wznowienie zawieszonej procedury procesowej przeciwko Macielowi Degollado.

Watykan nakazał mu pokutę i życie w odosobnieniu. Degollado otrzymał zakaz publicznych wystąpień i publicznego sprawowania liturgii. Nie został wydalony ze stanu kapłańskiego.

Dlaczego?

Być może kierowano się tym, że był już osobą schorowaną, powoli żegnał się z tym światem. Powołano natomiast specjalną komisję do zbadania całego zgromadzenia Legionistów Chrystusa, która pracowała kilka lat. W Stolicy Apostolskiej toczyła się wówczas trudna dyskusja dotycząca tego, czy rozwiązać zakon, czy też po głębokiej reformie zgromadzenie zachować, odcinając je od założyciela i jego najbliższych współpracowników. Zwyciężyła druga opcja.

Kolejną wskazówką w wypowiedzi Franciszka, było podkreślenie, że oprócz nadużyć seksualnych w owym zgromadzeniu dochodziło także do nadużyć finansowych. Czy takie oskarżenia formułowano wobec Legionistów Chrystusa?

Na ten temat nie znam żadnego raportu watykańskiego. O finansowych nadużyciach tego zgromadzenia pisali natomiast szeroko dziennikarze w USA, Meksyku czy we Włoszech. Wydaje mi się, że papież Franciszek mógł mieć pewną wiedzę w tym zakresie już wcześniej. W krajach Ameryki Łacińskiej, a więc także w Argentynie, Legioniści Chrystusa mieli w niektórych kręgach kościelnych wielu przeciwników. Zarzucano im m.in. niejasne działania finansowe. Podejrzewam, że opinia Franciszka i jego otoczenia na temat niektórych działań Legionistów Chrystusa była od dawna niezwykle krytyczna.

Po konferencji prasowej papieża Franciszka rzecznik Watykanu Alessandro Gisotti precyzował, że żeńskie zgromadzenie zakonne, o którego zamknięciu przez Benedykta XVI wspomniał papież Franciszek, to francuskie zgromadzenie św. Jana. Czy w opowiedzianej później „anegdocie” o odesłaniu sprawy pewnego zgromadzenia do archiwum mogło także chodzić o ten żeński zakon?

Nonsens. Wszystkie racjonalne przesłanki jednoznacznie wskazują na to, że chodziło o Legionistów Chrystusa. Zgromadzenie sióstr św. Jana papież Benedykt XVI rozwiązał w 2013 roku, u schyłku swojego pontyfikatu, podczas gdy Franciszek wyraźnie powiedział, że chodzi mu o zgromadzenie, w sprawie którego papież Ratzinger wznowił śledztwo od razu po wyborze na papieża w 2005 roku.

A jak tę kwestię widzą watykaniści?

Najbardziej wiarygodną opinię przedstawił 7 lutego 2019 roku znany dziennikarz Salvatore Cernuzio na portalu „Vatican Insider” [OKO.press cytowało ten tekst już w publikacji Nowaka – red.]. W obszernym artykule analizuje konferencję prasową papieża Franciszka i wypowiedź rzecznika prasowego Watykanu.

„Vatican Insider” to quasi-watykański portal informacyjny, realizujący politykę informacyjną Watykanu.

Do grudnia 2018 tworzył go m.in. watykanista Andrea Tornielli, obecnie dyrektor programowy wszystkich mediów Stolicy Apostolskiej.

Co twierdzi Cernuzio?

Watykanista „Vatican Insider” przedstawił następującą opinię: „Czytając ponownie słowa Bergoglia, po opadnięciu emocji (a mente fredda), wydaje się jasne, że papież mówi o dwóch odrębnych przypadkach: rozwiązanym żeńskim zgromadzeniu zakonnym i organizacji religijnej, w odniesieniu do której Ratzinger mógł interweniować dopiero wówczas, gdy zasiadł na tronie Piotrowym. W tym drugim przypadku wydaje się, że odniesienie dotyczy Legionistów Chrystusa i ich założyciela Maciela Degollado”.

Ustaliliśmy więc, że nie jest nowością, że za pontyfikatu Jana Pawła II Joseph Ratzinger zawiesił postępowanie w sprawie założyciela Legionistów Chrystusa. Ale czy wiadomo było już wcześniej, że zrobił to na polecenie Jana Pawła II?

Tego wcześniej nikt nie mówił. Nie mówi też tego bezpośrednio papież Franciszek! Owszem, można taki wniosek wyprowadzić z przesłanek, ale trzeba zachować w tym względzie niezwykłą ostrożność intelektualną.

Znając strukturę władzy w Stolicy Apostolskiej trzeba postawić pytanie: kto może wydać polecenie prefektowi Kongregacji Nauki Wiary? Przy moim rozumieniu kościelnych zależności służbowych, mógł to być papież, ale mógł to być równie dobrze ówczesny sekretarz stanu, kardynał Angelo Sodano. Wydaje mi się, że w tak delikatnej sprawie św. Jan Paweł II mógł zachować pewną ostrożność.

Moim skromnym zdaniem bardziej prawdopodobna jest hipoteza, że decyzję mógł podjąć kardynał Angelo Sodano.

Franciszek powiedział wyraźnie o spotkaniu kardynała Ratzingera i papieża Jana Pawła II. O Sodano nie wspominał. A gdyby nawet to Sodano wydał polecenie kard. Ratzingerowi w obecności Jana Pawła II, papież i tak byłby odpowiedzialny za przyzwolenie na to.

Przypuszczam, że tak było, ale nie mam takiej wiedzy. Spotkania kardynała Josepha Ratzingera z papieżem Janem Pawłem II były częste, zazwyczaj raz w tygodniu. Nie wiem, jak wyglądało to spotkanie, o którym wspomina papież Franciszek, ale podejrzewam, że odbyło się w szerszym gronie.

To wynika pośrednio ze słów papieża Franciszka, który mówi o tym, że Jan Paweł II „zrobił spotkanie” (ha fatto una riunione).

Nie chodziło zatem o regularne cotygodniowe spotkanie Josepha Ratzingera z Janem Pawłem II, ale odrębne spotkanie poświęcone sprawie Maciela Degollado. Uważam, że nie mogło na tym spotkaniu nie być sekretarza stanu, który w strukturach władzy watykańskiej jest drugą osobą po papieżu.

Według Franciszka kardynał Ratzinger powiedział swojemu sekretarzowi, że w sprawie odesłanej do archiwum wygrała “druga strona”. Kto po niej stał?

To niezwykle ważne wyrażenie. Niestety, w tłumaczeniu konferencji prasowej papieża Franciszka na język polski mamy “drugą partię” zamiast “drugiej strony”. To fatalny błąd! Wynika z głębokiego niezrozumienia poruszanej problematyki. Oficjalnym zapisem konferencji prasowej jest jej transkrypcja zawieszona na urzędowej stronie internetowej Stolicy Apostolskiej. Transkrypcja usuwa ewentualne przejęzyczenia, niejasności typowe dla języka mówionego itp. W oficjalnej transkrypcji słów papieża Franciszka jest “druga strona”. “Wygrała druga strona” (Ha vinto l’altra parte).

Dlaczego ta różnica jest tak ważna?

“Druga strona” jest wyrażeniem stosowanym przez kardynała Josepha Ratzingera, cytowanym w różnych wypowiedziach przez wiedeńskiego kardynała Christopha Schönborna. To metafora, skrót myślowy, służący określeniu tych ludzi w Stolicy Apostolskiej, którzy byli innego zdania niż Ratzinger, gdy chodzi o oczyszczanie moralne Kościoła i reagowanie na problem pedofilii czy skandale obyczajowe niektórych duchownych homoseksualnych.

Wydaje mi się, że kardynał Schönborn po raz pierwszy użył tego sformułowania w wywiadzie dla austriackiej telewizji publicznej w 2010 roku, przywołując własną rozmowę z kardynałem Ratzingerem z połowy lat 90. ubiegłego wieku.

Czego dotyczyła ta rozmowa?

Schönborn domagał się procesu kanonicznego przeciwko swojemu poprzednikowi, kardynałowi Hansowi Groërowi, oskarżonemu o molestowanie kilkudziesięciu a może nawet kilkuset chłopców. Kardynał Ratzinger tłumacząc, dlaczego taki proces w Watykanie jest niemożliwy, powiedział mu, że w tej sprawie “zwyciężyła druga strona”. Następnie to pojęcie weszło do języka stosowanego przez niektórych watykanistów. Użycie wyrażenia “druga strona” w oficjalnej transkrypcji konferencji prasowej Franciszka należy traktować jako niezwykle poważny sygnał. Wydaje mi się, że obecny papież i jego otoczenie chcą powiedzieć coś bardzo ważnego.

To znaczy?

Że wiedzą, kto tego pojęcia używał i jakie jest jego metaforyczne znaczenie. Warto dzisiaj do niego powrócić. Dlaczego? Ponieważ pojęcie “drugiej strony” stanowi obecnie element głębokiego sporu w Kościele katolickim, gdy chodzi o wskazanie osób odpowiedzialnych za tuszowanie pedofilii klerykalnej i molestowanie seksualne sióstr zakonnych, kleryków czy młodych księży przez niektórych biskupów, kapłanów i zakonników.

Doniesienia o czynach pedofilskich Maciela Degollado do Watykanu docierały od lat 40. XX wieku. Wszyscy papieże od tamtego czasu znali o nich prawdę? Było ich aż pięciu: Pius XII, Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł I, Jan Paweł II. Dlaczego tak długo pozwalali na seksualne wykorzystywanie dzieci?

Nie tylko dzieci. Także osób dorosłych, pozostających w zależności służbowej: kleryków, księży i zakonników. Chciałbym jednak stanąć w obronie papieży. Sam jestem ofiarą swego rodzaju psychomanipulacji ze strony zgromadzenia Legionistów Chrystusa. Owszem, przez kilkanaście lat nie miałem żadnej wiedzy o ich nadużyciach seksualnych czy finansowych, ale uległem sile ich perswazji.

Byłem pod wielkim wrażeniem ich nowoczesności połączonej z tradycją. Podejrzewam, że równie skuteczna perswazja ze strony Maciela Degollado i jego otoczenia była stosowana wobec przedstawicieli Stolicy Apostolskiej.

Do księdza jednak nie przyszedł prefekt Kongregacji Nauki Wiary z dowodami przeciwko Macielowi, a do Jana Pawła II – tak.

Maciel Degollado to postać jakby nie z tego świata, posiadająca kilka osobowości czy wcieleń, złem czyniąca dobro i dobro zamieniająca w zło. To fascynująca historia do rzetelnych analiz dla filozofów i psychologów. Twierdzę, że należy ją uznać za jedną z najbardziej nieprawdopodobnych historii dotyczących wolności, grzechu, winy, manipulacji – walki dobra ze złem i światła z ciemnością.

Założyciel Legionistów Chrystusa wprowadził dodatkowy ślub zakonny, wiążący sumienia wszystkich członków swojego zgromadzenia. Od stuleci w życiu zakonnym w Kościele katolickim są składane trzy śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Maciel Degollado wprowadził czwarty ślub: dyskrecji. To wstrząsająca psychomanipulacja! Wszyscy młodzi adepci składali ten ślub po to, by nie mogli nikomu powiedzieć o tym wszystkim, co działo się wewnątrz zgromadzenia. Na różnych poziomach, także ekonomicznym.

Na poziomie ekonomicznym Legioniści Chrystusa radzili sobie bardzo dobrze. Na ile pobłażliwość papieży można tłumaczyć finansowym i politycznym wsparciem, jakie Maciel Degollado zapewniał Watykanowi?

W 2015 roku Raúl Olmos opublikował książkę pt. “Imperium finansowe Legionistów Chrystusa”. Jego zdaniem należy wycenić majątek tego zgromadzenia na 43,6 miliarda dolarów amerykańskich. Czytałem opracowania, w których była mowa nawet o 50 miliardach USD. Z pewnością potęga finansowa wzmacniała pozycję Maciela Degollado w strukturach Kościoła katolickiego w Rzymie, w Meksyku i innych krajach świata.

Dotychczas broniono Jana Pawła II, tłumacząc, że jego najbliższe otoczenie ukrywało przed nim wiedzę o skargach na Legionistów Chrystusa i ich założyciela. Czy możemy powiedzieć, że “anegdota” Franciszka jest pierwszym dowodem na to, że Jan Paweł II wiedział o zarzutach wobec Maciela Degollado?

Chodzę z tymi wątpliwościami od kilkunastu lat. Dotykają mnie one do żywego. Czytam, analizuję, rozmawiam na ten temat z różnymi ludźmi. Niektórzy watykaniści, m.in. chilijski dziennikarz Luis Badilla na portalu informacyjnym “Il Sismografo”, stawiają niezwykle ważne pytania dotyczące także polskiego otoczenia Jana Pawła II. Mam nadzieję, że w przyszłości zostanie ostatecznie rozwianych wiele wątpliwości.


https://oko.press/ks-prof-kobylinski-jan-pa...wil-franciszek/


Z innego tematu - http://www.historycy.org/index.php?showtop...dpost&p=1785780
cześć wywiadu (całość dostępna w tamtym temacie, jak i w linku umieszczonym na końcu; umieściłem tylko to, co się tyczy tematyki wątku) z prof. Arkadiuszem Stempinem, właśnie, a propo Degollado .

A zmienia się coś z rokiem 1978 r., gdy papieżem staje się już Jan Paweł II?
Jan Paweł II przejmuje Kościół po Pawle VI, także Kurię Rzymską dziedziczy po poprzedniku i nie ingeruje w nią, bo jest dla niej "outsiderem" z Polski. W pontyfikacie skupia się na kilku punktach. Przede wszystkim na pielgrzymkach. Ich ogromna skala - aż 106 - wpisana była w wizję globalnego, masowego Kościoła. I nie tyle Jan Paweł II nie miał chęci, co brakowało mu instrumentów, by zreformować Kurię. Próbował Benedykt XVI, ale jemu z kolei brakło zdolności przywódczych.
Kuria więc do elekcji Franciszka działał siłą rozpędu od czasów Pawła VI. To dotyczyło nie tylko podejścia do pedofilii, ale także finansów.

Jana Paweł II nie docenił skali problemu, czy nie wiedział?
Że nie miał świadomości wielu rzeczy, to wiemy od Wandy Półtawskiej, która musiała prywatnie dotrzeć do niego, by poinformować o molestowaniu kleryków przez abpa Juliusza Peatza. Analogiczny przypadek dotyczył kard. Hansa Groëra - przy jego nominacji na arcybiskupa Wiednia w 1986 r. dossier o molestowaniu przez Groëra wysyłano do Watykanu, ale najbliższe otoczenie papieża, kard. Angelo Sodano i kard. Stanisław Dziwisz, zatrzymało dopływ informacji. Nawet jednak gdyby informacje obciążające Groëra dotarły do Jana Pawła II, to - co wiemy z relacji kard. Ratzingera - papież uznałby to za potwarz dla kandydata do sakry biskupiej.

Skąd ta pana wiara w niewiarę papieża w prawdziwość oskarżeń?
Jan Paweł II był osadzony w polskiej rzeczywistości. A skoro doświadczenia wyniesione z adolescencji (dojrzewania) są konstytutywne dla naszej tożsamości. to doświadczenia adolescencyjne dla Karola Wojtyły przypadły na czasy PRL-u, gdy księża przez wrogie Kościołowi władze komunistyczne byli kompromitowani, oczerniani i posądzani o występki seksualne.
Ten sposób patrzenia, już jako papież, odniósł do ataków wrogów Kościoła powszechnego, reprezentantów tzw. "cywilizacji śmierci". Nie dałby więc wiary w oskarżenia zwłaszcza wobec zasłużonych ludzi Kościoła, jak Degollado. Ratzinger wiedział, że o. Degollado jest drapieżcą seksualnym, ale wiedział też, że Jan Paweł II w to nie uwierzy. Nie widział więc nawet sensu, by iść do niego z tą sprawą.
Z czym wiązać to, że na lata 60., 70 i 80. przypada kumulacja pedofilii wśród duchownych?
Także z rewolucją seksualną końca lat 60., która pedofilom w sutannach obniżyła próg zahamowań. Proceder zamiatania spraw pod dywan w Kościele ułatwiło także ogłoszenie (1983) kodeksu prawa kanonicznego przez Jana Pawła II.
Paragraf 1395 §2 wprawdzie przewidywał za molestowanie nieletnich do 16. roku życia penalizację czynu, łącznie z wyrzuceniem ze stanu kapłańskiego. Jednocześnie jednak potwierdzał procedurę wytaczania oskarżonemu procesu przez biskupa, czyli utrwalił praktykę załatwiania sprawy we własnej diecezji, a nie przez rzymską centralę - Kongregację Nauki Wiary. W efekcie dalej przenoszono księży z parafii do parafii, a w szczególnych przypadkach do innego kraju, lub na inny kontynent - głównie do Afryki.

O seksualnych ekscesach o. Degollado Watykan był informowany już od lat 40., a jego kariera w Kościele wciąż się rozwijała. Jakim cudem?
Sporo energii inwestował w aktywność seksualną. Był bigamistą, uwodził młodych seminarzystów, legionistów i dzieci. Później przerzucił się na kobiety, z którym spłodził całą ferajnę. Nie cofnął się także przed ich gwałtem. A jako przełożony zgromadzenia kazał oszołomionym seminarzystom masturbować siebie, wyrzuty ich sumienia zagłuszając bajką o papieskiej dyspensie na terapie dokuczliwych bólów penisa i podbrzusza.
Donosy na Degollado doszły do Watykanu od końca lat 40. Ułożone jeden obok drugiego rozpościerałyby się na 40 metrów. Jeden z molestowanych seminarzystów, ksiądz Juan Vaca, wysłał w 1989 r. Janowi Pawłowi II osobisty list, zawierający szczegóły seksualnych "wyczynów" Maciela. List podzielił los wielu innych - utknął w watykańskich szufladach. Zatrzymano go na średnim szczeblu w Kongregacji Nauki Wiary, jeszcze poniżej kard. Ratzingera (trzeciej persony w Watykanie).
Vace udało się jednak w końcu dotrzeć do kard. Ratzingera. Z informacji jego sekretarza, abp. Georga Gänsweina, wiadomo, że przedłożenie papieżowi sprawy Degollado przez Ratzingera blokował sekretarz stanu kard. Angelo Sodano. To daje wgląd w funkcjonowanie administracji Watykanu, która nieprzypadkowo była złożona z ludzi gotowych ukrywać takie informacje.

Nieprzypadkowo, czyli dlaczego?
To cały czas spadek po "Crimen Sollicitationis" i kulturze milczenia, którą wytworzyła ta instrukcja. Część urzędników z pewnością kierowała się wyłącznie ochroną wizerunku Kościoła, bo ten nie mógł doznać uszczerbku, gdy jakiś duchowny molestował dzieci.

Ale to błąd wielu ludzi czy instytucjonalne podejście?
Zdecydowanie instytucjonalne. Praktykowano je w Ameryce Południowej, Australii, Europie, USA.
Stosunek urzędowego podejścia Kościoła do pedofilii ilustruje casus bp. Pierre'a Picana. W 2001 r. Watykan pogratulował ordynariuszowi z francuskiego Bayeux, gdy ten odmówił rodzimej prokuraturze potwierdzenia informacji o księdzu, pomimo że ten przyznał się do czynów pedofilskich.
"Gratuluję ekscelencji, że nie zadenuncjowałeś księdza przed wymiarem sprawiedliwości" - pisał kard. Castrillon Hojos.Pochwała z Watykanu trafiła w kopii do wszystkich biskupów jako wzór godny postępowania i moralne wskazanie, jak postępować z władzami świeckimi. Sprawa ujrzała światło dzienne, kiedy za gwałt na dziesięciu chłopcach ksiądz został skazany na 18 lat więzienia, a biskup Pican na trzy miesiące w zawieszeniu, gdyż - zgodnie z francuskim prawem - nie zawiadomił prokuratury.

Kiedy na serio zaczęła się walka z pedofilią wśród duchownych?
Pierwszym na szczytach Watykanu, który uzmysłowił sobie zawodność kościelnych procedur, był prefekt Kongregacji Nauki Wiary - kard. Josef Ratzinger, późniejszy Benedykt XVI. Pod wpływem przypadków tuszowania pedofilii w USA kard. Ratzinger, z urzędu stróż katolickiej doktryny, na co dzień moralny absolutysta, który tępił liberalnych teologów, odważył się znieść anachroniczną instrukcję "Crimen Sollicitationis". I w 2001 r. wprowadził nową: "De delictis gravioribus".

Za wiedzą Jana Pawła II?
To kardynał Ratzinger przekonał papieża Jana Pawła II, by dyscyplinowanie pedofilów w sutannach i kryjących ich biskupów przekazał jego kongregacji.

Co zmieniła instrukcja z 2001 r.?
Pod karą ekskomuniki zobowiązywała każdego biskupa do informowania kongregacji kardynała Ratzingera o każdym przypadku pedofilii w diecezji. Ponadto wydłużała okres przedawnienia z 10 do 20 lat, a w wyjątkowo ciężkich przypadkach w ogóle znosiła przedawnienie. Ale klauzulę milczenia instrukcja zachowywała. Zwalniała więc biskupów od informowania o przestępstwie prokuraturę. De facto kard. Ratzinger wprowadził więc rozwiązanie połowiczne.
Ratzinger wiedział i mówił o brudzie w Kościele. W pamiętną drogę krzyżową w Koloseum 2005 r., eufemistycznie powiedział, że trzeba w końcu wypalać grzech pedofilii wśród duchownych. Na myśli miał także personalnie o. Degollado.

Skąd ta zmiana i przeniesienie ośrodka decyzyjnego do Watykanu?
Na postawę kardynała największy wpływ wywarła właśnie sprawa Degollado. Ten charyzmatyczny, meksykański ksiądz założył Legion Chrystusa (1941). Zakon, który pod konserwatywnym sztandarem, w sieci szkół, organizacji charytatywnych i seminariów w ponad 20 krajach, ćwiczył katolicki narybek w religijnej ortodoksji. Od samego początku o. Degollado cieszył się protekcją Watykanu. Także samego Jana Pawła II, który w latach Ziemnej Wojny w legionistach słusznie dostrzegł znak odradzającego się triumfalnego Kościoła - po antyklerykalnej przemocy lat 30. XX w. w Meksyku i po prześladowaniach katolicyzmu w bloku radzieckim.
Legioniści stanowili w Ameryce Łacińskiej przeciwwagę dla teologii wyzwolenia. Przed biednymi masami Ameryki Południowej otwierała ona perspektywę sprawiedliwości społecznej - nie cofając się przed zatknięciem Chrystusa na karabinie. Dla polskiego papieża wojna biednych z bogatymi pod flagą Jezusa - teologia wyzwolenia - oznaczała jednak marksizm w czystej postaci.

Czy papież-Polak był odcinany od tych informacji, zwłaszcza gdy był już bardzo schorowanym człowiekiem?
Orbitujący w Watykanie poza układami włosko-południowoamerykańskimi sekretarz kard. Ratzingera, abp Gänswein, bez ogródek wyznał meksykańskiemu biskupowi Carlosowi Talaverze: Przedkładanie papieżowi dowodów seksualnych nadużyć protegowanego jest niemożliwe. Bo "ceni sobie bardzo osobę Maciela, który wiele dobrego uczynił dla Kościoła". W 2002 r. reporter ABC, Brian Ross, zapytał kard. Ratzingera o ojca Degollado. Zaskoczony Ratzinger poklepał Rossa po ręku i powiedział: - Przyjdź do mnie, gdy nadejdzie właściwy moment.
Właściwy moment nadszedł wraz z agonią Jana Pawła II. Na pół roku jego jego śmiercią, Ratzinger nakazał swojemu podwładnemu bp. Charlesowi Sciclunie wszczęcie procesu kanonicznego przeciwko o. Degollado. A gdy sam przejął ster rządów w Kościele, zesłał seksualnego maniaka do klasztornej celi i nakazał "życie w pokucie". Utrącił w ten sposób planowany przez Degollado plan własnej kanonizacji i spoczęcie na wieki w wybudowanej przez siebie w Rzymie bazylice.


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,1...a&s=BoxNewsLink

Za czasów JP2 jest jeszcze jedna ciekawa postać - kard. Groër tyle, że nie wiąże się ona z pedofilią, ale molestowaniem.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
Grzegorz_B
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 735
Nr użytkownika: 99.929

Stopień akademicki: dr
Zawód: IT
 
 
post 4/06/2019, 22:26 Quote Post

Czy papież działał adekwatnie do powagi problemu?
Tu odpowiedź jest oczywista - skoro problem ujawnił się w takiej skali, to właśnie dlatego że wcześniejsze działania były niewystarczające.

Czy wiedza, którą dysponował była wystarczająca?

Trudno powiedzieć, bo w końcu (z wyjątkiem nielicznych przypadków, i to najczęściej relacjonowanych - jak w postach powyżej - z drugiej ręki) tak naprawdę nie wiadomo co wiedział. Wg mnie obraz jaki się wyłania jest w najlepszym wypadku taki, że jeśli nie wiedział, to ciężko na to zapracował dobierając sobie "odpowiednich" współpracowników i dając im sygnały czego nie chce przyjmować do wiadomości.

Czy ktoś ukrywał przed nim informacje? A jeśli tak, to kto i dlaczego?

Tutaj mamy przykład Paetza - pokazujący zarówno ukrywanie informacji (do pewnego momentu), jak i brak reakcji Watykanu (do nieco późniejszego momentu). Oczywiście, technicznie sprawa nie dotyczy pedofilii, ale chyba sensownie byłoby założyć że mechanizm byłby podobny.

A kto ukrywał... no cóż, ponieważ nikt nikogo za rękę nie złapał więc można jedynie domniemywać kto i na jakim stanowisku mógł taką blokadę informacji stosować. Tyle że to raczej słaby temat do dyskusji, bo jak powiedziałem - technicznie skoro nikt nie został na tym przyłapany to mogłoby się to łapać na pomówienie (żyjących osócool.gif, a na pewno kilku userów zawrzałoby świętym oburzeniem i sprowadziło dyskusję do przepychanek typu "przecież nikt tego a tego nie skazał, nikt nawet nie oskarżył, nie masz na to dowodu, atak na Kościół" itd.

I to pokazuje jak problem pedofilii w KRK pięknie się rozmywa. Papież mógł nie wiedzieć bo nie dostawał informacji, kto mu te info blokował też nie wiadomo, i tak idąc w dół dochodzimy do szeregowych przypadków, które są kwitowane prostym "czarne owce zdarzają się wszędzie".
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
Arheim
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.120
Nr użytkownika: 70.627

Stopień akademicki: MS
 
 
post 5/06/2019, 11:07 Quote Post

Papież był poddany prowokacjom komunistów,np.tajna akcja "Triangolo",takie podchody przyczynialy się choćby do niby plotek o biskupie Paetzu,pamietam nikt wtedy w to nie wierzyl dopiero pózniej.A o pedofilii tym bardziej nikt nie wierzył wtedy,wiec zakładam ze i Papież tak to odbierał.
 
User is online!  PMMini Profile Post #5

     
Grzegorz_B
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 735
Nr użytkownika: 99.929

Stopień akademicki: dr
Zawód: IT
 
 
post 5/06/2019, 16:02 Quote Post

QUOTE(Arheim @ 5/06/2019, 11:07)
Papież był poddany prowokacjom komunistów,np.tajna akcja "Triangolo",takie podchody przyczynialy się choćby do niby plotek o biskupie Paetzu,pamietam nikt wtedy w to nie wierzyl dopiero pózniej.A o pedofilii tym bardziej nikt nie wierzył wtedy,wiec zakładam ze i Papież tak to odbierał.
*


Przypomnijmy - Paetz zrezygnował ze stanowiska w 2002 roku.

Skargi były przy tym zgłaszane przez ludzi z wewnątrz Kościoła, również takie na w miarę eksponowanych stanowiskach - więc uzasadnianie bierności w tym temacie "prowokacją komunistów" (których rządy skończyły się w 89') brzmi w najlepszym wypadku dość infantylnie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
Arheim
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.120
Nr użytkownika: 70.627

Stopień akademicki: MS
 
 
post 6/06/2019, 12:12 Quote Post

QUOTE
Skargi były przy tym zgłaszane przez ludzi z wewnątrz Kościoła,


Możesz podać jakies linki na ten temat.
 
User is online!  PMMini Profile Post #7

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.512
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 6/06/2019, 13:42 Quote Post

QUOTE(Arheim @ 6/06/2019, 13:12)
QUOTE
Skargi były przy tym zgłaszane przez ludzi z wewnątrz Kościoła,


Możesz podać jakies linki na ten temat.
*


https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/grzech-w...biskupim,35,807
https://gloswielkopolski.pl/dziesiec-lat-po...aetza/ar/540565

@Arheim te niby plotki jak napisałeś doprowadziły do komisji przysłanej z Watykanu. Paetz zrzekł się stanowiska, po czym dostał zakaz udzielania sakramentów święceń i bierzmowania, głoszenia kazań, konsekrowania kościołów i ołtarzy, przewodniczenia publicznym uroczystościom, a później udziału w uroczystościach kościelnych. Więc karę dostał niemałą, aczkolwiek nie przestrzegał jej - http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,1...-msze-choc.html

Ten post był edytowany przez ChochlikTW: 6/06/2019, 13:43
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

     
Arheim
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.120
Nr użytkownika: 70.627

Stopień akademicki: MS
 
 
post 6/06/2019, 14:50 Quote Post

Prosilem o linki na ten temat ale dotyczące czasów komuny.Abp.Paetz rezydowal w Watykanie jako prałat antykamery papieskiej od 1976r.Pózniej trafil do Lomzy ,chodzi mi o te czasy a nie późniejsze.

Ten post był edytowany przez Arheim: 6/06/2019, 15:00
 
User is online!  PMMini Profile Post #9

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.512
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 6/06/2019, 16:28 Quote Post

A to za czasów rezydowania jako prałat antykamery papieskiej molestował? Bo wydaje mi się, że miałby problem, aby z Watykanu molestować kleryków z Poznania. wink.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
Arheim
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.120
Nr użytkownika: 70.627

Stopień akademicki: MS
 
 
post 6/06/2019, 17:43 Quote Post

Czyli z Watykanu i z Lomzy takich oskarżeń nie ma?
 
User is online!  PMMini Profile Post #11

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.512
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 6/06/2019, 17:57 Quote Post

Do tej pory żadne się nie pojawiły.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.512
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 16/06/2019, 11:57 Quote Post

Str. 64

Peterson* zresztą miał własne kłopoty. Nieustanne podróże i rozmowy z księżmi nękanymi przez problemy psychiczne sprawiły, że przedwcześnie się postarzał. Choć robił się coraz słabszy, pracował ciężej i ciężej. W marcu 1986 roku pojechał do Rzymu, by przestrzec tamtejszych dostojników przed nadchodzącym skandalem. Wrócił na tarczy. Zamiast wziąć się za duchownych popełniających przestępstwa, Watykan wolał walczyć z orędownikami zmian w Kościele. Papież wezwał do siebie brazylijskich biskupów, by omówić ich poparcie dla teologii wyzwolenia. Leonardo Boff, główna postać tego nurtu, dostał oficjalny zakaz publicznych wypowiedzi. Było oczywiste, że Jan Paweł II prędzej czy później rozprawi się z teologią wyzwolenia – przesądziła o tym jego osobowość, a także monarchiczna struktura Kościoła i tradycja wewnętrznej dyscypliny. Przecież Boff i jego zwolennicy krytykowali hierarchiczne systemy władzy.

*ksiądz Michaelem Petersonem prowadził w USA (,a konkretniej w Luizjanie) Instytut Świętego Łukasza; ośrodek terapeutyczny dla duchownych, z wykształcenia był psychologiem. Był jedną z trzech osób - oj. Thomas Doyle'a (specjalista od prawa kościelnego) oraz F. Raymond Mouton (prawnik, który bronił Gilberta Gauthe - pierwszego księdza, który został skazany za przestępstwa seksualne), którzy opracowali raport, w którym zalecali biskupom w USA poważne potraktowanie spraw duchownych oskarżonych o pedofilię, który został przez nich odrzucony.


Str. 243 - 245
Kilka miesięcy po ukazaniu się artykułu Jan Paweł II przyjął grupę amerykańskich biskupów i w rozmowie z nimi zwrócił uwagę zarówno na krzywdy ofiar, jak i na szkody poniesione przez Kościół. Odkąd sprawa ojca Gilberta Gauthe’a przyciągnęła uwagę opinii publicznej, minęło siedem lat, lecz dopiero teraz papież po raz pierwszyotwarcie zajął się problemem. Po spotkaniu wystosował list, w którym przemoc seksualną księży nazwał złem. Wyraził także troskę o wiernych i braci biskupów, „którzy cierpią z powodu pewnych skandali spowodowanych przez osoby duchowne”.
A więc to skandale – nie gwałty, nie molestowanie dzieci – papież uznał za główny problem. Nie wspomniał o ofiarach, ich bólu czy utracie wiary. Nie użył słów „gwałt” ani „przemoc”. Wolał pisać o „pewnych występkach” i „grzechach”. W obliczu kryzysu, dodawał, na biskupach spoczywają następujące obowiązki: trzeba zająć się księżmi sprawiającymi problemy i ich ofiarami, a także ograniczyć szkody ponoszone przez społeczeństwo, kiedy Kościół zaprzątnięty jest skandalem. Dobierając tak bezbarwne słowa, papież zajął bardzo wyraźne stanowisko w debacie dotyczącej języka, którym należało mówić o molestowaniu seksualnym. W wielu stanach wszelkie czynności seksualne dorosłego z dzieckiem określano mianem „gwałtu”. Część hierarchów i prawników reprezentujących Kościół wolała mówić o „molestowaniu” lub „złym dotyku”, by nieco złagodzić wrażenia odbiorców.
Ten spór językowy miał się ciągnąć jeszcze długo. Jan Paweł II ewidentnie skupił się na dobru Kościoła. Uznał problem molestowania za zjawisko typowo amerykańskie, produkt społeczeństwa, „które potrzebuje modlitwy, bo inaczej postrada duszę”. Modlitwa była zresztą według papieża podstawowym środkiem zaradczym. Rekomendował ponadto mediom umiarkowanie. „Zło budzi sensację – pisał – ale jej żądza zawsze jest groźna dla moralności”. Tezę tę powtarzali później niezliczeni księża i biskupi. Ofiary, ich prawnicy i media mieli rzekomo kreślić zbyt jaskrawy obraz w celu nastawienia opinii publicznej przeciwko katolikom.
Gdyby ktoś nie zrozumiał sensu słów papieża, z pomocą przychodził jego rzecznik Joaquín Navarro-Valls. „Trzeba postawić pytanie, czy prawdziwym winowajcą nie jest społeczeństwo, w którym panuje nieodpowiedzialny permisywizm, hiperseksualizacja, w którym nawet osoby o solidnej moralności ulegają pokusie i popełniają straszliwe, niemoralne czyny”.
Media doczekały się kolejnej krytyki z ust papieża podczas jego pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych w sierpniu 1993 roku. Przemawiając w Denver na Światowych Dniach Młodzieży, Jan Paweł II pierwszy raz odniósł się publicznie do sprawy molestowania i wspomniał o „bólu, cierpieniu i skandalu, spowodowanych grzechami niektórych ludzi ołtarza”. Jednak w tym samym przemówieniu porównał aborcję i eutanazję do „rzezi niewiniątek”. W Denver witały go ogromne, radosne tłumy katolików z całego świata. Gorzkie słowa pod adresem amerykańskich mediów wzbudziły aplauz, podobnie jak potępienie alkoholu, narkotyków, pornografii i „zła moralnego, wynikającego z osobistych wyborów”. Nieraz przerywano mu skandowaniem: „John Paul II, we love you!”. Papież jak zawsze odpowiadał miłością. Pielgrzymka okazała się prawdziwym triumfem. Zainspirowała wiernych, zademonstrowała niesłabnącą popularność Jana Pawła II. Zagłuszyła ponadto wszelkie ostrzeżenia (lub wręcz głosy sprzeciwu) ze strony amerykańskich hierarchów. Jason Berry pisał później, że biskup Cleveland Anthony Michael Pilla nie zgodził się zorganizować spotkania papieża z młodzieżą w swej diecezji, obawiał się bowiem, że może dojść do kolejnych przypadków molestowania seksualnego.
Jan Paweł II stanął po stronie osób pokroju Neuhausa, tłumaczył bowiem kryzys czynnikami zewnętrznymi wobec Kościoła i podkreślał, że sama instytucja, choć obolała na skutek skandalu, poprowadzi świat z powrotem ku tradycyjnej moralności. Politolog James Kurtz miał rację, kiedy tuż przed przyjazdem papieża tłumaczył, że w opinii Watykanu największym zagrożeniem dla Kościoła nie są wcale księża dopuszczający się molestowania, lecz amerykański indywidualizm.


Str. 278-279

Irlandia nie była jedynym poza Ameryką krajem cierpiącym z powodu skandalu związanego z nadużyciami seksualnymi duchownych. Kilka tygodni przed podróżą do Stanów Zjednoczonych Jan Paweł II przyjął rezygnację najwyższego rangą duchownego Kościoła w Austrii, kardynała Hansa Hermanna Groëra, oskarżonego o wykorzystywanie seksualne kilku swoich uczniów. Sprawa Groëra, która dotyczyła między innymi wykorzystywania nieletnich chłopców, odbiła się szerokim echem; tysiące Austriaków, poruszonych nią, odeszło z Kościoła. W tym samym czasie w Niemczech wszczęto dochodzenie w sprawie dwóch biskupów podejrzewanych o zatajanie nadużyć seksualnych.
W porównaniu z setkami spraw w Stanach Zjednoczonych, tych kilka przypadków, które wyszły na jaw w Europie, mogło się wydawać drobnym problemem. Nie przyczyniły się też one zbytnio do zmiany przekonania, że kryzys dotyczył przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, że został już umieszczony we właściwej perspektywie i rozwiązany.
W ocenie większości ludzi Kościół wydobywał się już ze skandalu związanego z przestępstwami seksualnymi. Nikt spoza kręgu kościelnej biurokracji nie wiedział jednak, że Watykan podlegał naciskom i że starano się tam rozwiązywać wiele spraw, które zachowywano w tajemnicy.
Często przedstawiano je bezpośrednio papieżowi, podczas osobistych, poufnych spotkań w ramach tak zwanych wizyt ad limina, które każdy biskup zobowiązany jest odbywać razna pięć lat.
Dzięki procedurze wizyt ad limina i związanych z nimi spotkań papież mógł zyskać pełniejszy obraz sytuacji Kościoła na całym świecie niż ktokolwiek inny. Potrzebował tych regularnych wizyt, ponieważ miał bezpośrednią władzę nad wszystkimi biskupami Kościoła katolickiego.
Reprezentował także ostateczną instancję odwoławczą dla każdej osoby wzywającej do działania przeciw księdzu, który popełnił przestępstwo, oraz dla księży pragnących zachować swoje prawa mimo wniesionych przeciw nim oskarżeń. Rzym generalnie chronił księży. Biskupi, którzy wnosili
o przeprowadzenie, na mocy prawa kanonicznego, dochodzenia przeciwko księżom oskarżonym o nadużycia seksualne, mogli się spodziewać, że miną lata, zanim cokolwiek konkretnego się wydarzy.


Str. 327

Doyle wiedział, że Kościół katolicki musiał stawić czoło oskarżeniom o nadużycia seksualne nie tylko w Stanach i nie tylko na salach sądowych. Latem 1998 roku Jan Paweł II znalazł się w Austrii, gdzie starał się powstrzymać przedapostazją wiernych oburzonych skandalem, który strącił ze stanowiska kardynała Groëra. Odsetek katolików w tym kraju od dłuższego czasu systematycznie spadał. Setkitysięcy austriackich katolików podpisywało petycje, by wyrazić sprzeciw wobec podejścia Kościoła do kwestii moralności seksualnej, a kraj stał się ośrodkiem działających w internecie organizacji, które miały na celu promowanie roli osób świeckich w Kościele. Jednak mówiąc Austriakom: „Nie opuszczajcie Kościoła!”, papież nie wspomniał o Groërze ani nie odniósł się do rozczarowania wiernych. Na historycznym wiedeńskim Heldenplatz, w miejscu, w którym Hitler ogłosił wcielenie Austrii do Niemiec, papież pojawił się w jasnozielonych szatach i w wysokiej, biało-złotej mitrze.Ostrzegał przed „niedojrzałym i niewłaściwym zaangażowaniem opinii publicznej” w kwestie wiary i moralności. Innymi słowy, kryzys katolicyzmu stał się przedmiotem zbyt wielu rozmów między zwykłymi
katolikami. Właśnie tam, na tym ogromnym placu, wśród pięćdziesięciu tysięcy ludzi, pewien ksiądz katolicki słuchał papieża i odczuwał głębokie rozczarowanie. Ojciec Eduard Fischer był jednym z wielu mężczyzn, którzy twierdzili, że w młodości molestował ich kardynał Groër. W odpowiedzi na złożoną przez Fischera skargę jego biskup ukarał go tak, jak rzadko kiedy Kościół karał księży oskarżonych o przestępstwa seksualne: usunął go z parafii i pozbawił pełnionych tam funkcji. Fischer, oddany ksiądz i gorliwy chrześcijanin, rozważywszy to, co go spotkało, i to, co usłyszał na Heldenplatz, stwierdził, że „papież jest jak ktoś, kto odwiedziwszy płonący dom, nie wspomina nic o pożarze, a zamiast tego wychwala piękne kwiaty w ogródku”.


Str. 331

W działania biskupów wtrącił się bowiem arcybiskup Luciano Storero, nuncjusz apostolski w Irlandii. W tajnym liście rozesłanym do wszystkich diecezji nakazał, aby biskupi zignorowali własny projekt, zwłaszcza zalecenia dotyczące zgłaszania skarg policji. Storero podkreślił, że prawo kanoniczne daje oskarżonym księżom możliwości, które mogą udaremnić ten rodzaj szybkich działań, jakie biskupi mieli nadzieję podjąć. Wyraził także „moralne” zastrzeżenia wobec zasady zgłaszania spraw na policję. Poza tym, pisał Storero, Watykan wszczął „ogólnoświatowe badanie” dotyczące strategii postępowania w sprawach o wykorzystywanie i „bez zbędnej zwłoki będzie wprowadzał konkretne dyrektywy odnoszące się do tej strategii”.

Str. 335

Choć papież był dobrze poinformowany o skali przestępstw seksualnych księży w Irlandii, ledwie dotknął tego problemu. Podkreślił, że biorąc pod uwagę „cierpienie księży będące wynikiem nacisków współczesnej kultury i straszliwych skandali, których winni są niektórzy bracia księża, zasadnicze znaczenie ma to, aby zachęcić ich, by czerpali siłę z głębszego wejrzenia w swoją tożsamość jako księży i w swoją misję”. Zadeklarował, że w tej kwestii pozostaje solidarny z biskupami, i poprosił, aby pomodlili się razem z nim za winnych. Jeśli idzie o ofiary, zalecił „Boga wszelkiej pociechy” – i nic innego.

Str. 354

Ksiądz, o którym mowa, René Bissey, został aresztowany w 1998 roku i skazany za zgwałcenie i molestowanie jedenaściorga nieletnich. W czasie jego procesu biskup Pican potwierdził, że chociaż Bissey wyznał swoje przestępstwa, on sam milczał przez dwa lata i pozwolił księdzu pełnić służbę duszpasterską. W osobnym procesie Picana uznano winnym tego, że nie poinformował władz o przestępstwach seksualnych. Właśnie wtedy kardynał Castrillón Hoyos wysłał do niego pochwalny list. Kilka lat później, kiedy także reputacja Castrillóna Hoyosa legła w gruzach, twierdził on, że przed wysłaniem listu do Picana radził się Jana Pawła II: „Ojciec Święty upoważnił mnie do przesłania listu biskupom we wszystkich krajach i opublikowania go w internecie”.

Str. 370

To, że skandal ma charakter ogólnoświatowy, było oczywiste dla każdego, kto wykazał choć trochę zainteresowania. Dokładnie wtedy, gdy amerykański Kościół przeżywał krach finansowy, Kościół w Irlandii podpisał z państwem ugodę, w ramach której ustanowił fundusz o wartości stu dziesięciu milionów dolarów przeznaczony na odszkodowania dla ofiar takich instytucji jak pralnie magdalenek. Trwały też dochodzenia w sprawie irlandzkich księży dopuszczających się wykorzystywania seksualnego. W tym samym czasie skandale wybuchały w Australii, we Francji, w Belgii, we Włoszech i w Chile. Tuż przed Wielkanocą papież Jan Paweł II przyjął dymisję swojego przyjaciela, polskiego arcybiskupa Juliusza Paetza, oskarżonego o to, że wykorzystywał do celów seksualnych tajny tunel łączący jego pałac w Poznaniu z seminarium duchownym. Paetz konsekwentnie zaprzeczał, oficjalnie oskarżenia nie zostały potwierdzone.
W takich okolicznościach papież zwołał amerykańskich biskupów oraz arcybiskupa Gregory’ego do Rzymu na konferencję dotyczącą skandalu. W wieku osiemdziesięciu jeden lat Karol Wojtyła miał za sobą ponad dwadzieścia lat pontyfikatu, księdzem zaś był od ponad pięćdziesięciu. Jego
drżące ręce i sztywne rysy twarzy zdradzały, że cierpi na chorobę Parkinsona i odczuwa skutki uboczne leczenia. W coraz większym stopniu polegał na pozostałych hierarchach Kościoła; przynajmniej jedna z jego wielbicielek, dziennikarka Peggy Noonan, obawiała się, że nie służą mu oni dobrze. Komentując dla „Wall Street Journal” wizytę amerykańskich kardynałów w Rzymie, podkreśliła, że kryzys nie został wykreowany przez media, ale był wynikiem błędów kardynałów i biskupów, którzy „usprawiedliwiali przestępców seksualnych, a nawet ułatwiali im działanie”.
Jeśli papież zastanawiał się, jak odzyskać kontrolę w tej sytuacji „klęsk i nieszczęść”, dodała Noonan, powinien rozważyć zerwanie kardynałowi Law z głowy czerwonej piuski, gdy ten uklęknie, by ucałować jego pierścień.


Str. 417

O problemie księży dopuszczających się przestępstw seksualnych hierarchowie wiedzieli na długo przed tym, nim Jan Paweł II został papieżem; prawdziwy skandal wybuchł natomiast w ciągu dwóch dekad jego pontyfikatu. I przez cały ten czas papież odniósł się publicznie do tego problemu może z dziesięć razy, przy czym w wielu przemówieniach wydawał się troszczyć przede wszystkim o dobro Kościoła i miał bardzo niewiele do powiedzenia ofiarom księży.
U schyłku życia uznał uczynki księży, którzy gwałcili i molestowali nieletnich, za przestępstwo. Jednak aż do końca uznawał kryzys za produkt szerszych zjawisk społecznych, a nie kultury klerykalnej. Powtarzał, że chrześcijańskie świadectwo i nadzieja, przeciwstawione
świeckiej „kulturze tego, co materialne i ulotne”, to najlepszysposób na wyjście z kryzysu.


Cytaty pochodzą z książki "Grzechy śmiertelne. Przestępstwa seksualne i epoka skandalu w Kościele katolickim" Michaela D’Antonio.

W mojej opinii po lekturze książki, jak i zamieszczonych w temacie artykułów papież wiedział, że KK boryka się z problemem przestępstw seksualnych w swoich szeregach. Za czasów jego pontyfikatu mają miejsce dwa poważne kryzysy. Jeden w USA, a drugi w Irlandii. Oba rozpoczęły się mniej więcej w tym samym okresie - koniec lat 80. i początek 90. Oba przypadki bagatelizował. W przypadku USA uważał, że pedofilia i molestowanie to wynik amerykańskiego indywidualizmu społecznego (podobnym tonie już w XXI wypowiedział się abp. Michalik oraz ks. Bochyński). Winę też według niego ponoszą media, które rozdmuchały całą sprawę.
Koniec lat 90. to też formalne oskarżenia wobec Marciala Maciela, którego proces ruszył dopiero po śmierci JP.II. W latach 70. pojawiły się dwukrotnie oskarżenia wobec niego. Nigdy też nie został on usunięty z duchowieństwa.
Politykę "zero tolerancji" wprowadził dopiero u schyłku swojego życia w 2002r., kiedy to oświadczył, że nie ma miejsca dla „w kapłaństwie i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdzą młodych”. ( http://www.snapnetwork.org/news/vatican/de...tinues_pope.htm )
Można bronić JP.II argumentując np., że w Watykanie istniała frakcja, która nie dopuszczała do poważniejszego zajęcia się problemem, a sam papież żył w złotej klatce i selekcjonowano mu informację. Ten argument łatwo podważyć faktem, że papież odnosił się publicznie czy to w USA, czy w Austrii do tych spraw.
W mojej opinii wiedział, ale bagatelizował problem uważając, że pedofile w KK to produkt kulturowy społeczności w której żyją i się wychowali. Nie znalazłem też żadnej informacji, aby papież podniósł do rangi problemu biskupów, którzy wiedzieli, a mimo to przenosili pedofilii na nowe żerowiska nie informując nawet o ich skłonnościach nowych parafii. Skoro to papież mianuje biskupów i spotyka się z nimi odpowiada też za ich postępowanie.

Dużo w sprawę wniosłyby na pewno archiwa watykańskie, które rzuciłby więcej światła na podejście JP.II do tych spraw. Tyle, że zapewne dostęp do konkretnych teczek zapewne nikt nigdy nie zostanie dopuszczony, a nawet jeżeli tak by się stało należałoby zadać sobie pytanie, czy są to wszystkie oraz, czy zawierają wszystko, co potrzeba.
Jak wiadomo ciężko jest oskarżyć biskupa czy arcybiskupa, że wiedział o pedofilii podległego mu księdza, a co dopiero mówić o oskarżeniu byłego papieża, który został jeszcze beatyfikowany...

W tej sprawie pozostaje dużo domysłów i interpretacji ze źródeł powszechnie dostępnych i każdy zmuszony jest wyrobić sobie samemu opinię o tej sprawie. W mojej opinii niewiele przemawia za obroną.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #13

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.486
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 16/06/2019, 17:02 Quote Post

Ma ktoś miarodajne dane odnośnie ilości spenetrowanych w organy płciowe i odbytnicze osób poniżej 16 roku życia przez duchownych katolickich?

Zastanawiam się też czy Karol Wojtyła wiedział na początku swojego pontyfikatu co to takiego pedofilia.
Jeszcze 10 lat temu nie wiedziałem że takie coś jest.
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
asceta
 

uczestnik krucjaty
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.493
Nr użytkownika: 15.122

Zawód: prawnik
 
 
post 16/06/2019, 17:39 Quote Post

Te zarzuty wobec papieża to kompletne nieporozumienie - czyli kuriozum.
Pojawiają się wiele lat po jego śmierci - i opierają się te zarzuty nie na tym co zrobił, tylko na tym czego nie zrobił a powinien. W ten sposób można oskarżyć każdego. A oskarżony bronić się nie może.
Istota tych zarzutów - tych najcięższych - sprowadza się do tego, że ktoś papieżowi przekazywał informacje o pedofilii o on z tym nic nie zrobił. Przy czym sugeruje się, że mając wiedzę celowo nic nie robił.
Istotne jest kilka kwestii.

Po pierwsze nie wiemy co papież wiedział, a pełnej wiedzy o skali zjawiska na pewno nie miał, bo w dużej mierze się ujawniła po jego śmierci. O pewnych rzeczach oczywiście wiedział (bo były powszechnie znane), ale zarzuty dotyczą tego że miał on jakąś dodatkowa wiedzę o pedofili, niedostępną ogółowi i nic z tym nie zrobił.
To co niby miał "więcej i wcześniej" wiedzieć, opiera się dzisiaj z reguły o relacje z 2 i 3 ręki. Czyli ktoś powiedział, że ktoś mu powiedział.
Formułując oskarżenia tworzy się zresztą taki łańcuszek w stylu biskup chronił księdza pedofila, biskupa zachęcał kardynał, kardynała pochwalił papież itp. Tyle, że w ten sposób to aż się prosi o wyciąganie błędnych wniosków wskutek różnych nieścisłości.

Po drugie otrzymanie informacji nie jest tożsame z wiedzą. Istnieją informacje nieprawdziwe, plotki, przeinaczenia, informacje mające na celu czy to atakowanie Kościoła czy też służące wewnętrznym rozgrywkom, jakimś koteriom. Dodatkowo ten papież miał doświadczenia z komunistycznego kraju, że informacją się walczy.
Dawanie z założenia wiary każdej tego typu informacji to katastrofa czyli samobójstwo w zarządzaniu. To po prostu brak bezstronności.
Jestem przekonany, że papież otrzymał mnóstwo informacji na temat różnych księży i biskupów zawierających różnorakie zarzuty bynajmniej nie tylko o charakterze seksualnym. Tyle, że on sam miał świadomość, że informacje te nie mają cechy wiarygodności, mało tego miał świadomość (bo musiał mieć), że zajmując to stanowisko jakie zajmował musiał być też dezinformowany.

Po trzecie papież jest papieżem a nie proboszczem czy nawet lokalnym biskupem. W zasadzie z założenia nie zajmuje się indywidualnymi wypadkami. Indywidualne wypadki pozostawia się właściwym służbom, np. sądom kościelnym, obdarzając te organy zaufaniem - bo inaczej nie można. Jedyne co można zrobić to np. zmienić się procedury postępowania czy ściganie - co akurat zrobiono.
Nic też nie wskazuje aby papież celowo coś zatajał czy ukrywał.

Dalsze zarzuty, w stylu, że w przemówieniu o tym powiedział a o tym nie powiedział, czy że dobierał tak bezbarwne słowa - to już nawet trudno traktować poważnie.

Te cytaty z książki z postu Chochlika trudno uznać za przejaw bezstronności autora książki.
W istocie to przejaw skrajnego braku bezstronności.


Jak np poważnie traktować coś takiego?
Po spotkaniu wystosował list, w którym przemoc seksualną księży nazwał złem. Wyraził także troskę o wiernych i braci biskupów, „którzy cierpią z powodu pewnych skandali spowodowanych przez osoby duchowne”.
A więc to skandale – nie gwałty, nie molestowanie dzieci – papież uznał za główny problem.

i o co chodzi z tym wtrętem? Skąd wiemy że papież nie uznawał przemocy seksualnej za główny problem? Ponadto oczywiste jest, że dla papieża istotne było aby ludzie nie odchodzili od wiary z powodu skandali seksualnych i nie widzę niczego nagannego w jego postawie. To troska o wiernych

Nie wspomniał o ofiarach, ich bólu czy utracie wiary. Nie użył słów „gwałt” ani „przemoc”. Wolał pisać o „pewnych występkach” i „grzechach”. W obliczu kryzysu, dodawał, na biskupach spoczywają następujące obowiązki: trzeba zająć się księżmi sprawiającymi problemy i ich ofiarami, a także ograniczyć szkody ponoszone przez społeczeństwo, kiedy Kościół zaprzątnięty jest skandalem.

Nie wspomniał o ofiarach tylko stwierdził, że trzeba się zająć ofiarami. Jasne. Nie użył słowa gwałt czy przemoc - i co z tego wynika ? Co wynika z tego, że napisał, że trzeba ograniczyć szkody w społeczeństwie? .

Dobierając tak bezbarwne słowa, papież zajął bardzo wyraźne stanowisko w debacie dotyczącej języka, którym należało mówić o molestowaniu seksualnym. W wielu stanach wszelkie czynności seksualne dorosłego z dzieckiem określano mianem „gwałtu”. Część hierarchów i prawników reprezentujących Kościół wolała mówić o „molestowaniu” lub „złym dotyku”, by nieco złagodzić wrażenia odbiorców.


Teraz się dowiadujemy o bezbarwnych słowach. Ja jednak nie sądzę aby papież winien się posługiwać słownictwem z żywcem z aktów oskarżenia czy literatury prawniczej. Potem jest zarzut, że jacyś duchowni nie określali mianem gwałtów tego co gwałtem nie było (chociaż w niektórych stanach uważa się na skutek pewnych konstrukcji prawnych inaczej) i za to wszystko i odpowiedzialny jest papież.

Generalnie czepianie się słów, słówek, czepianie się, że tego a tamtego nie powiedział, czepianie się tego, że wyrażał troskę o wiernych aby nie porzucili wiary na skutek wiedzy o skandalach seksualnych.

Przecież tego czytać się nie da. Wszystko jest w ten deseń.

Właściwie każdy z tych cytatów dałoby się poddać dość druzgocącej ocenie.

Ten post był edytowany przez asceta: 16/06/2019, 18:03
 
User is offline  PMMini Profile Post #15

3 Strony  1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej