Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
10 Strony « < 8 9 10 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Zniszczenia Warszawy a miast niemieckich/Osi, plus rozważania o wytrzymałości budynków
     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.346
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 30/10/2014, 20:46 Quote Post

Wychowałem się na tak zwanym Nowym Mokotowie w Warszawie, który dzisiaj z jakiegokolwiek powodu jest nazywany...o zgrozo...Starym Mokotowem. wink.gif

Chodzi mi o ten pas zabudowy plus/minus ograniczony ulicami Narbutta od płn., Woronicza od płd. oraz w kierunku wschód-zachód Aleją Niepodległości i ulicą Bobolego/Wołoską.

Te budynki były budowane po wojnie z grubsza na przełomie lat 40-tych i 50-tych.
Konstrukcja jest oczywiście ceglana, przeważnie trzy-cztero-piętrowa (są wyjątki) i trzeba przyznać, iż cegły na grubość murów tam nie żałowano. Jest to ten sam rodzaj "stalinowskiej architektury" znany chociażby z Nowej Huty, warszawskiego Muranowa, a jako ciekawostkę dodam, że wręcz identyczne budynki widziałem w latach 70-tych będąc w ...Bratysławie, czyli Stalin i spółka też tam ma swoje archtektoniczne osiągnięcia.
(Najprawdopodobniej to budowano tak w całym demoludzie w tamtych latach).

Niewątpliwie te osiedla były wtedy budowane z myślą o możliwych działaniach wojennych.
Zawsze krążyły niepotwierdzone plotki, iż sam układ i rozplanowanie budynków w przestrzeni było zrobione z myślą o możliwościach obronnych.
Prawda li to? Tego nie wiem, ale w latach 60-tych dużo się o tym mówiło.
Spotkałem się też z twierdzeniem (chyba nawet na tym forum???), że te małe otwory przykryte żeliwnymi kratkami (około 15x15 cm) wystąpujące pod niektórymi oknami tych budynków były...otworami strzeleckimi! biggrin.gif
Oczywiście mogą one służyć jako takie, ale spełniały one mniej "obronną" rolę jako otwory wentylacyjne we wbudowanej (ho, ho...to był luksus w tamtym czasie) szafce kuchennej mieszczącej się pod oknem, która służyła do przechowywania żywności. (Nie! Lodówek w latach 50-tych nie było, a nawet w latach 60-tych i częściowo nawet w 70-tych, to były one dużym luksusem).

Oczywiście większość z tych budynków miała (cały czas ma???) pod nimi występujący tam system schronów przeciwlotniczych i pomieszczeń ze zgromadzonymi zapasami środków medycznych i innych potrzebnych w obroni cywilnej.
Jako dziecko byłem tylko raz w takim schronie, który znajdował się w moim budynku.
Dużo teraz nie pamiętam, ale zrobiło to wtedy na mnie wrażenie.
Przez wiele lat ja i moi rówieśnicy mieliśmy "hobby", ażeby się włamać do takiego schronu.
Nie chcieliśmy tam wyrządzać żadnych szkód, ale tylko po prostu zaspokoić naszą ciekawość. Legendy krążące pomiędzy nami-smarkaczami były wręcz...fantastyczno-sensacyjne. Niektórzy "wtajemniczeni" twierdzili (powołując się oczywiście na to co "mój ojciec powiedział że..."), są tam nawet ukryte czołgi! wink.gif Nie trzeba dodawać i w tamtym czasie kompletnie w to wierzyłem, co tylko rozpalało tą niezaspokojoną nigdy rządzę ciekawości. (Do tej pory z chęcią bym sobie te schrony pozwiedzał...może mi się kiedyś to uda)?

Z dzisiejszego punktu widzenia (jako techniczny zawodowiec) to wiedzę, że jednak te budynki były budowane pod kątem możliwych działań wojennych.

Kilka lat temu spotkałem gościa z Polski, który był projektantem budowlanym tuż po wojnie i pracował jako inżynier w biurze odbudowy Warszawy. Potwierdził on, że te budynki były projektowane/budowane z myślą o bombardowaniu lotniczym.
Miały więc one według założeń "składać się" w sposób mniej lub bardziej kontrolowany tak, ażeby ich "rdzeń" (dosyć gruba ściana nośna biegnąca wzdłuż całego budynku) była zachowana, a zbombardowany budynek po prostu zapadał się tylko jego zewnętrznymi ścianami, tworząc coś w rodzaju trójkątnej pryzmy w przekroju poprzecznym, poprzedzelanymi tylko poprzecznymi do tej głównej ściany ścianami nośnymi budynku. (Oj, ale to skomplikowałem, a chodzi mi o to, że wyglądało by to tak jak kręgosłup z żebrami, pomiędzy którymi byłyby pryzmy gruzu).

Czemu to miało służyć, to nie mam najmniejszego pojęcia, ale najprawdopodobniej wynikało to z doświadczeń wojennych.

Potwierdził on także, iż układ przestrzenny tych "stalinowskich" osiedli brał pod uwagę możliwe działania wojenne, ale nie potrafił podać jakichkolwiek szczegółów, bo ich po prostu nie pamiętał. (Gość był już dobrze po 80-tce).
 
User is offline  PMMini Profile Post #136

     
OGUREK
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.314
Nr użytkownika: 94.475

 
 
post 30/10/2014, 23:30 Quote Post

Phouty, a w dużych amerykańskich miastach niema bloków albo wieżowców mieszkalnych(w centrach miast) jak w Toronto albo HK?

Ten post był edytowany przez OGUREK: 30/10/2014, 23:32
 
User is offline  PMMini Profile Post #137

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.164
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 30/10/2014, 23:49 Quote Post

Dyskutanci, jaja sobie robicie czy co ????
Wyszedl gigantyczny OT a poniewaz doslownie pare dni temu wrocilem z wakacji pod palma wiec nie zwracalem uwagi.
Ale dobre czasy sie skonczyly.
Chcecie pisac o mrowkowcach czy wsadzaniu haka do sciany w wielkiej plycie - TO NIE TU.
Offtopy beda wywalane pronto.
Wracamy do tematu.
Moderator N_S
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #138

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.370
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 31/10/2014, 10:46 Quote Post

Hej
QUOTE(Phouty @ 30/10/2014, 20:46)
Niewątpliwie te osiedla były wtedy budowane z myślą o możliwych działaniach wojennych.
Zawsze krążyły niepotwierdzone plotki, iż sam układ i rozplanowanie budynków w przestrzeni było zrobione z myślą o możliwościach obronnych.
Prawda li to? Tego nie wiem, ale w latach 60-tych dużo się o tym mówiło.


Coś w tym jest po części, ta zabudowa nie jest tak gęsta, jak wcześniej budowano w centrach miast. Pisałem zresztą tu parę postów wcześniej o modernizmie w architekturze i jego możliwych "bombowych" konsekwencjach.

QUOTE(Phouty @ 30/10/2014, 20:46)
Spotkałem się też z twierdzeniem (chyba nawet na tym forum???), że te małe otwory przykryte żeliwnymi kratkami (około 15x15 cm) wystąpujące pod niektórymi oknami tych budynków były...otworami strzeleckimi!  biggrin.gif 


Sądzę że to raczej plotka. Przygotowując budynek do obrony można zamurować okna albo zabarykadować je workami z piaskiem; w obu przypadkach należy pozostawić jakiś prześwit do obserwacji i strzelania. A jaka byłaby korzyść z takiego gotowego otworu pod oknem, trudno mi powiedzieć.

QUOTE(Phouty @ 30/10/2014, 20:46)
Oczywiście większość z tych budynków miała (cały czas ma???) pod nimi występujący tam system schronów przeciwlotniczych i pomieszczeń ze zgromadzonymi zapasami środków medycznych i innych potrzebnych w obroni cywilnej.
Jako dziecko byłem tylko raz w takim schronie, który znajdował się w moim budynku.
Dużo teraz nie pamiętam, ale zrobiło to wtedy na mnie wrażenie.


A czy może pamiętasz jak tam było z wentylacją? Był jakiś system filtrowentylacyjny, sama wentylacja czy po prostu nic?

Świeżo po lekturze książki "Pożoga" którą tu już cytowałem, mogę napisać trochę o piwnicach w miastach niemieckich.

Solidne piwnice pod murowanymi budynkami wydawały się naturalnym schronem i do pewnego stopnia faktycznie spełniały efektywnie tę rolę. Z reguły dobrze znosiły zawalenie się budynku (skoro strop piwnicy utrzymywał ciężar budynku, gdy ten był cały, to i jak się rozpadł też piwnica z reguły to zniosła). Chroniły w dużym stopniu przed bombami burzącymi. Nawet przy ustawieniu jakiejś długiej zwłoki bomba taka zwykle do piwnicy nie docierała. Pepanc oczywiście raczej by dotarł, tylko zrzucano ich relatywnie mało (kilkadziesiąt tys. w całej ofensywie bombowej na Niemcy - na wiele milionów zrzuconych bomb), więc prawdopodobieństwo tego było niewielkie. Niemniej autor wspomnianej książki wzmiankuje jakiś schron bodajże w Kolonii, który został trafiony pepancem (zginęło tam zdaje się ponad 300 osób ).

Podstawowy problem piwnic dotyczył wentylacji i szerzej, zagrożenia pożarowego. Przystosowując piwnice do roli schronu zwykle rozbudowywano w nich wentylację, dodając nawet mechaniczne wentylatory o napędzie elektrycznym i ręcznym na wypadek braku prądu. Często jednak nie było możliwości porządnego wyprowadzenia ujęć powietrza i walący się budynek mógł je zasypać. Jeśli budynek nad piwnicą płonął, w tej ostatniej temperatura mogła wzrosnąć do krytycznego poziomu. Przy takich okazjach do piwnic przenikały też gazy pożarowe bogate w tlenek i dwutlenek węgla, powodując śmiertelne zatrucia. Niekiedy przez szczeliny mógł przenikać "płynny fosfor" - taką nazwą określano palące się ciekłe produkty pożaru: stopioną smołę/asfalt, tworzywa sztuczne, metale (np. ołów), resztki napalmu z bomb (o ile takowy zrzucano). Mogły one oczywiście spowodować pożar. W piwnicach był często składowany opał (np. węgiel gromadzony na zimę), on także mógł się zapalić.

By ograniczyć te wszystkie negatywne efekty piwnice poszczególnych budynków łączono między sobą, przebijając ściany i kopiąc odcinki tuneli. Niekiedy, dla ochrony przez złodziejami pozostawiano w nich ściany działowe ułożone z luźnych cegieł (bez zaprawy); takie "zamurowane" przejścia były odpowiednio oznakowane i zaopatrzone w kilofy czy łomy dla szybkiego ich utorowania. W ten sposób powstawał system podziemnych przejść, którymi w teorii można było łatwo ewakuować się z zasypanej, zadymionej czy podpalonej piwnicy, a nawet niekiedy wyjść poza obszar dotknięty powiedzmy burzą ogniową. Niestety w praktyce to tak dobrze nie działało. Wąskie przejścia nieprzystosowane dla przepuszczenia setek ludzi w krótkim czasie często się "korkowały". W panice można było w nich zabłądzić i dochodziło do dantejskich scen gdy dwie ewakuujące się w przeciwnych kierunkach grupy spotkały się w jednym tunelu. Wiele osób ginęło zgniecionych w tłoku czy stratowanych. Ponadto, jeśli w którejś z piwnic np. zapalił się koks, toksyczne gazy mogły rozprzestrzeniać się w całym podziemnym systemie. W efekcie aż 60-70% ofiar nalotów to ludzie, którzy zginęli w piwnicach wskutek uduszenia/zatrucia gazami pożarowymi.

QUOTE(Phouty @ 30/10/2014, 20:46)
Kilka lat temu spotkałem gościa z Polski, który był projektantem budowlanym tuż po wojnie i pracował jako inżynier w biurze odbudowy Warszawy. Potwierdził on, że te budynki były projektowane/budowane z myślą o bombardowaniu lotniczym.
Miały więc one według założeń "składać się" w sposób mniej lub bardziej kontrolowany tak, ażeby ich "rdzeń" (dosyć gruba ściana nośna biegnąca wzdłuż całego budynku) była zachowana, a zbombardowany budynek po prostu zapadał się tylko jego zewnętrznymi ścianami, tworząc coś w rodzaju trójkątnej pryzmy w przekroju poprzecznym, poprzedzelanymi tylko poprzecznymi do tej głównej ściany  ścianami nośnymi budynku. (Oj, ale to skomplikowałem, a chodzi mi o to, że wyglądało by to tak jak kręgosłup z żebrami, pomiędzy którymi byłyby pryzmy gruzu).

Czemu to miało służyć, to nie mam najmniejszego pojęcia, ale najprawdopodobniej wynikało to z doświadczeń wojennych.


Jak sądzę chodziło o to, by walące się budynki nie zatarasowały ulic stertami gruzu. Utrzymanie drożności ulic miało duże znaczenie dla ekip ratowniczych, strażackich itp.

Ten post był edytowany przez Speedy: 31/10/2014, 10:55
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #139

     
Phouty
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.346
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 1/11/2014, 0:09 Quote Post

QUOTE(Speedy @ 31/10/2014, 1:46)
QUOTE(Phouty @ 30/10/2014, 20:46)
Oczywiście większość z tych budynków miała (cały czas ma???) pod nimi występujący tam system schronów przeciwlotniczych i pomieszczeń ze zgromadzonymi zapasami środków medycznych i innych potrzebnych w obroni cywilnej.
Jako dziecko byłem tylko raz w takim schronie, który znajdował się w moim budynku.
Dużo teraz nie pamiętam, ale zrobiło to wtedy na mnie wrażenie.


A czy może pamiętasz jak tam było z wentylacją? Był jakiś system filtrowentylacyjny, sama wentylacja czy po prostu nic?

*



Byłem zbyt mały, bo chyba jeszcze nie chodziłem do szkoły w późnych latach 50-tych, ażeby zwracać uwagę na tego typu szczegóły. Byłem tam z powodu jakiś ćwiczeń ludności i właśnie zastanawiam się, czy nie były one urządzane z jakiś "okazji" typu budowa muru berlińskiego, czy też kryzysu kubańskiego, chociaż w tamtym czasie to już chodziłem do szkoły i pamiętam inne zdarzenia związane z tymi kryzysami, chociaż po tylu latach to pamięć potrafi płatać figle, więc już sam nie jestem pewien, kiedy to ja w tym schronie byłem.

Pamiętam jednak dużo korytarzy którymi musieliśmy iść i wiele "pancernych" drzwi w tych korytarzach. Wejście do schronu było w piwnicy w sąsiedniej klatce i trzeba jeszcze było zejść niżej, być może równoważnik 2 pięter po przekroczeniu zewnętrznych drzwi schronu. Siedzieliśmy na ławkach w jakiejś sali i ktoś tam coś gadał do ludzi, ale ja się tylko rozglądałem, bo oczywiście szukałem tych ukrytych czołgów i miałem nadzieję zobaczyć jakiegoś "prawdziwego szmajsera" wiszącego gdzieś na ścianie. biggrin.gif

(Z tymi czołgami "poukrywanymi w bunkrach", to chyba ja i moi rówieśnicy byliśmy pod wrażeniem wczesnej polskiej powojennej komedii filmowej, gdzie główny bohater znalazł zasypany pod gruzami czołg podczas budowy swojego domu. Nie miał się on jak tego czołgu pozbyć, więc czołg zrobił się jednym z mebli w domu zbudowanym wokół niego. Jak na złość nie mogę sobie przypomnieć tytułu tego filmu).

Ważne jest, że wyloty szybów wentylacyjnych były umieszczane na tych osiedlach w dużych odległościach od budynków i być może mogły one też pełnić rolę wyjść zapasowych, bo przekroje tych szybów były około metr na metr. (Właśnie tą drogą planowaliśmy się włamać z kumplami do tych schronów. Niestety (a raczej stety) bezskutecznie, bo zawsze ktoś nas pogonił, gdy kombinowaliśmy z kratami osłaniającymi wyloty tych szybów).

Na zdjęciu z mapy Googla poniżej widać "dach" tego szybu wentylacyjnego. Ktoś chyba na nim siedzi, czy też się opiera, bo to wystaje jakiś metr nad ziemię. (Jest to widoczne naprzeciwko tego żółtego samochodu).

https://www.google.com/maps/@52.1977128,21....#33;3m1!1e3

Wracając do zniszczeń wojennych, to zdarzały się one także w kilka lat po wojnie.

Mnie jeszcze na świecie nie było na przełomie lat 40-tych i 50-tych.
Moi rodzice mieszkali wtedy w tym oto budynku w suterenie, której okno jest widoczne za tym srebrnym samochodem na prawo od tego człowieka z komórką w ręku. Ten budynek był wtedy częściowo zburzony i wypalony na wyższych piętrach, a tych budynków po prawej i lewej, to czywiście jeszcze wtedy nie było, natomiast były tam całe stosy gruzów, gdzie bawiły się dzieci, w tym moja starsza siostra.
https://www.google.com/maps/@52.2022114,21....44xp1wg!2e0

Któregoś dnia moja mama zmusiła moją siostrę, bawiącą sią w tych gruzach razem z innymi dzieciakami, ażeby przyszła z jakiegokolwiek powodu do domu, a siostra oczywiście chciała jeszcze się tam dłużej bawić. Kilka/kilkanaście (???) minut później był olbrzymi wybuch. Był to najpewniej niewypał bomby lotniczej, bo by chyba pocisk artyleryjski, to pięć lat chyba nie wytrzymał, ale na tym to się nie znam, bo ten wypadek wydarzył się tam w okolicach 1949 do 1950 roku.

(Może w archiwach prasowych by się udało to znaleźć)?

Jest to dobry przyczynek do tematu zniszczeń wojennych, bo bardzo rzadko myślimy o tym, iż mogą się one dokonywać w wiele lat po zakończeniu wojny.

Tutaj dodam osobistą dykteryjkę o moich rodzicach, ponieważ uważam, że wiąże się to z tematem i dodaje wręcz trzeciego wymiaru do czystej i suchej "wielkiej historii", która się przecież składa z setek milionów "małych historii" poszczególnych ludzi.

Wiąże się to też z polską komedią filmową pod tytułem "Skarb", która była jednym z pierwszych polskich filmów zrealizowanych po wojnie.
http://www.youtube.com/watch?v=OXzLCgZIdyw

Otóż perypetie filmowych bohaterów są wręcz identyczne z perypetiami moich rodziców. Mój ojciec też był kierowcą autobusowym, też moi rodzice oczekiwali na mieszkanie w dosyć abstrakcyjnej "przyszłości" i nie mieli gdzie mieszkać przez kilka lat po ślubie, a mieli już przecież córkę. To właśnie mój ojciec z jego teściem (czyli moim dziadkiem) znaleźli tą zasypaną gruzami suterenę, oczyścili do niej wejście i...mieszkali w niewiarygodnym luksusie na metrażu coś w okolicach 3,5x3,5 metra. (Aż dziw, że ja sią urodziłem w takich warunkach, bo oprócz rodziców, siostry i dziadków, to zamieszkiwali tam czasowo albo znajomi, albo jakaś rodzina). W środku był piecyk "koza", którego "rura wydechowa", wychodziła po prostu przez okno widoczne na zdjęciu powyżej. Jak było z ubikacją i łazienką to nie wiem, ale kanalizacji tam wtedy nie było i po wodę trzeba było chodzić z wiaderkiem w ręku do jakiegoś hydrantu.
W domu musiał przebywać zawsze jakiś mężczyzna, który miał "pomocnika", czyli kawałek trzonka od szpadla, bo gdyby tylko ten "pałac" był pusty na kilka godzin, to by nie było sensu do niego wracać, ponieważ by już ktoś tam mieszkał! To nie są żarty i pamiętam wspomnienia rodziców mówiące, że czasami dochodziło do regularnych bójek...a mój stary trenował wtedy boks, więc nikomu z mieszkania nie udało się ich "wyeksmitować".

Za każdym razem, a było to co kilka lat, polska TV puszczała ten film. (Nie, tak samo jak internet, to dyski DVD i taśmy VHS nie istniały "od zawsze"...a ta uwaga jest oczywiście skierowana do najmłodszych pokoleń). wink.gif

Moi rodzice zapominali wtedy o całym świecie i siedzieli wgapieni w TV, robiąc oczywiście liczne komentarze typu: -"A pamiętasz jak my....?"...i tu następowała jakaś wspominka rodziców podobna do sytuacji w tym filmie. Kilkakrotnie byłem świadkiem tych scenek wiele lat później i...nie lubiałem tego, bo musieliśmy się z rodzeństwem w tym czasie bardzo spokojnie zachowywać, ażeby rodzice nie krzyczeli, że im przeszkadzamy oglądać ten "Skarb".

Ten post był edytowany przez Phouty: 1/11/2014, 4:17
 
User is offline  PMMini Profile Post #140

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.370
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 1/11/2014, 10:08 Quote Post

Hej

Dzięki za ciekawe szczegóły!

QUOTE(Phouty @ 1/11/2014, 0:09)
(Z tymi czołgami "poukrywanymi w bunkrach", to chyba ja i moi rówieśnicy byliśmy pod wrażeniem wczesnej polskiej powojennej komedii filmowej, gdzie główny bohater znalazł zasypany pod gruzami czołg podczas budowy swojego domu. Nie miał się on jak tego czołgu pozbyć, więc czołg zrobił się jednym z mebli w domu zbudowanym wokół niego. Jak na złość nie mogę sobie przypomnieć tytułu tego filmu).


"Szczęściarz Antoni" (1960): http://www.filmweb.pl/film/Szcz%C4%99%C5%9...toni-1960-9962#
Scena z zamurowanymi czołgami była też w "Czterech pancernych" odc.12

QUOTE(Phouty @ 1/11/2014, 0:09)
Ważne jest, że wyloty szybów wentylacyjnych były umieszczane na tych osiedlach w dużych odległościach od budynków i być może mogły one też pełnić rolę wyjść zapasowych, bo przekroje tych szybów były około metr na metr.


Prawdopodobnie masz rację, to często spotykane rozwiązanie. Na ile wiem, np. szyby wentylacyjne warszawskiego metra też mogą służyć jako wyjście ewakuacyjne.

QUOTE(Phouty @ 1/11/2014, 0:09)
Wracając do zniszczeń wojennych, to zdarzały się one także w kilka lat po wojnie.

[...]
Któregoś dnia moja mama zmusiła moją siostrę, bawiącą sią w tych gruzach razem z innymi dzieciakami, ażeby przyszła z jakiegokolwiek powodu do domu, a siostra oczywiście chciała jeszcze się tam dłużej bawić. Kilka/kilkanaście (???) minut później był olbrzymi wybuch. Był to najpewniej niewypał bomby lotniczej, bo by chyba pocisk artyleryjski, to pięć lat chyba nie wytrzymał, ale na tym to się nie znam, bo ten wypadek wydarzył się tam w okolicach 1949 do 1950 roku.

(Może w archiwach prasowych by się udało to znaleźć)?

Jest to dobry przyczynek do tematu zniszczeń wojennych, bo bardzo rzadko myślimy o tym, iż mogą się one dokonywać w wiele lat po zakończeniu wojny.


Co do tej konkretnej eksplozji obstawiam, że raczej nie bomba. W Warszawie największe prawdopodobieństwo to byłaby bomba niemiecka; a oni niemal bez wyjątku stosowali elektryczne zapalniki uderzeniowe, zasilane z kondensatorów ładowanych impulsem przesyłanym na moment przed zrzutem. Jak długo kondensator może pozostać naładowany? Kilka godzin? może kilka dni, ale na pewno nie kilka lat.

Oczywiście jest możliwe, że dzieci np. wsadziły pocisk czy bombę do ogniska i mechanizm zapalnika nie odegrał wielkiej roli w zdarzeniu...

Całkiem niedawno, w ciągu ostatnich nie wiem, 5 lat mniej więcej, była taka "czarna seria" w Niemczech, związana z amerykańskimi bombami z zapalnikiem czasowym M123 (M124, M125 - to ten sam praktycznie, tylko dostosowany do bomb różnej wielkości). To był chemiczny zapalnik czasowy, z elementem nieusuwalności (wybuchał przy próbie wykręcenia). Działał na zasadzie rozpuszczania takiego celuloidowego elementu blokującego ruch iglicy przez roztwór acetonu. Teoretycznie maksymalna zwłoka wynosiła 144 godziny, ale praktycznie jak bomba leżała w innej pozycji niż pionowo dziobem w dół, czas ten mógł się przedłużyć nawet do nieskończoności. Za to z czasem celuloid sam z siebie robi się kruchy i nawet bez rozpuszczalnika się może rozpaść. Analogiczne zapalniki mieli też Brytyjczycy (np. No.37), o odmiennej konstrukcji, ale podobnych cechach.

W 2010 w Goettingen bomba 227 kg wybuchła podczas próby rozbrojenia, zginęło 3 saperów, 6 osób było rannych. W sierpniu 2012 w Monachium, gdy podobną bombę próbowano bezpiecznie wysadzić (bez detonacji, przez deflagrację czyli wypalenie), mimo to zdetonowała ona jednak i narobiła sporo szkód (na szczęście bez ofiar w ludziach). I we wrześniu 2012 w Viersen była dokładnie taka sama sytuacja, analogiczną bombę próbowano bezpiecznie wysadzić, a ona i tak detonowała, uszkadzając okoliczne domy (też bez ofiar).

Przypuszczam, że takie same zapalniki odpowiadają za wypadki na budowach. W 2008 w Hattingen bomba zalegająca ok. 0,5 m pod ziemią eksplodowała na skutek drgań gruntu (w pobliżu prowadzono prace młotem pneumatycznym), na szczęście o ile wiem bez ofiar. Kojarzę podobny wypadek w Austrii, sprzed kilku-kilkunastu lat (tylko nie mogę go namierzyć), gdy bomba znowuż wybuchła sama z siebie, kiedy ciężki sprzęt wjeżdżał na plac budowy. W styczniu 2014 w Euskirchem w Niemczech zginął operator koparki (tym razem prawdopodobnie poruszył on bombę łyżką).

Przypuszczam tak dlatego, że chociaż Brytyjczycy stosowali niekiedy zapalnik-pułapkę, reagujący na poruszenie bomby po jej upadku (No.845) to jednak był to zapalnik elektryczny. Bardzo jest wątpliwe, żeby po kilkudziesięciu latach leżenia w ziemi baterie dawały jeszcze choć ślady energii. Natomiast jakiś układ czysto mechaniczny, z napiętą i zablokowaną czymś sprężyną, mógł pozostać niebezpieczny znacznie dłużej.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #141

     
Jaszczur47
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 1
Nr użytkownika: 99.810

Jacek W¹ski
Stopień akademicki: licencjat
Zawód: student
 
 
post 27/06/2016, 22:15 Quote Post

QUOTE(bamip @ 12/10/2014, 20:45)
Co do Berlina to najbardziej zniszczone było śródmieście, Unter den Linden, Friedrichstrasse itp, obrzeża zachowały się całkiem nieźle, a niektóre połacie kwartałów wydają się prawie nietknięte.
*






WitaM,

Nie zapominajcie faktu ze berlin został podzielony na sektory , mialo to gigantyczne znaczenie na losy miasta ( plan marshalla dla 3 sektorow)czyli caly zachodni berlin oprocz Centrum(ktore bylo w radzieckim sektorze i wraz z nim berlin wschodni)
Tak zgodze sie ze Berlin mial bardzo zniszczone srodmiescie,Warszawa byla w moim skromnym zdaniu bardziej zamordowana. nikt jej nie oszeczdził, po wojnie caly plac defilad zostal wysadzony, co bylo istnym szalenstwem pod nowy system, nie zostalo nic z tkanki miejskiej, zyjemy w stolicy wielkich przestrzeni, nie pasujacych do siebie klocków wymieszanych w jakies resztki zrujnowanych kamienic. Tego w berlinie zachodnim nie znajdziecie dlatego ze po pierwsze nie wysadzano tam tego co zostało niezburzone, ba mało tego doprowadzano to do stanu przed wojny a pustki wpasowywano modernistycznymi kamienicami widocznymi w wielu innych RFNowskich miastach. Porównanie tych miast jest bez sensu, dlatego ze Warszawa nie miała zadnych szans ani mozliwosci takich jak Berlin. Zapomnialem dodac ze berlin wschodni tez byl nawalony klockami i socrealizmem ( stalinallee) czyli nasz plac konstytucji 4x razy wiekszy, lecz poza tym obrzeza obeszły sie duzo lepiej niz Warszawskie(jesli wogole jakies były).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #142

10 Strony « < 8 9 10 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej