Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
5 Strony « < 3 4 5 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Różnice w sytuacji Indian Ameryki Lacinskiej a USA,
     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.076
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 1/12/2017, 15:41 Quote Post

Budząc temat - analizując różnice:
- sytuacja niewolników - patrząc na wcześniej rzucane zdjęcia i czytając Małowista - rzuca się w oczy sytuacja niewolników, zwłaszcza tych czarnych. Ich los w koloniach "latynoskich" i północnych jest tragiczny, ale są różnice. W "latynoskich" mogą pracować na siebie, mogą gromadzić prywatny majątek. Nie są rozbijane rodziny (na mocy zwyczaju, w praktyce bywało różnie). Teoretycznie mogą się wykupić i gromadzić majątek, wejść w społeczeństwo hiszpańskie czy portugalskie.
Po wczesnej kolonizacji Wysp Zielonego Przylądka pozostało mnóstwo mulatów (ze względu na brak portugalskich kobiet), którzy w późniejszym okresie migrowali do Afryki i do Brazylii.

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #61

     
Rian
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.157
Nr użytkownika: 6.598

Stopień akademicki: mgr
Zawód: politolog
 
 
post 1/12/2017, 18:00 Quote Post

QUOTE
Urugwaj, Argentyna i południowa Brazylia to głównie biali Europejczycy (chociaż przeciętny biały z Argentyny ma więcej pochodzenia indiańskiego niż przeciętny biały z USA).

O dziwo - to tereny przypominające trochę USA - np. Pampa przypomina Wielkie Równiny (zresztą i podobnie tam działano - gauchos podobni do kowbojów z terenu USA wypasający bydło, walczący konno jak Komancze czy Dakota Indianie - Mapuche pokonani przez armię dopiero w latach 70-80 XIX wieku itp.)

QUOTE
Choć do tej pory w krajach Ameryki łacińskiej Indianie czystej krwi nadal stanowią bardo duża część społeczeństwa niekiedy nawet 60 % i nikt ich w rezerwatach nie zamknął.

Wyspy karaibskie - choćby Kuba świadczą o tym przeciwnie.

Co do obszarów USA - to np. destruktywny wpływ na plemiona Nowej Anglii miały zarazy a następnie tzw. "Wojna Króla Filipa" która praktycznie rozbiła związki plemienne z tego obszaru ułatwiając kolonizację. Itp.

Ten post był edytowany przez Rian: 1/12/2017, 18:05
 
User is offline  PMMini Profile Post #62

     
Rian
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.157
Nr użytkownika: 6.598

Stopień akademicki: mgr
Zawód: politolog
 
 
post 2/12/2017, 16:13 Quote Post

Zresztą... "Pełnokrwiści" Indianie na południe od Rio Grande zachowali się mniej więcej na podobnych obszarach jak na północ od tej rzeki. Tzn. na ziemiach których biali nie pożądali względnie nie nadawały się pod uprawę. I tak największy w USA rezerwat indiański (rezerwat Nawaho - ponad 70 tys km2) jest położony głównie na pustyniach. Podobnie jest w krajach latynoskich (choćby w dżunglach nad Amazonką w Brazylii, w dżunglach Jukatanu jak w Meksyku czy Gwatemali, w Boliwii - która słabo się nadaje do życia dla Europejczyków).
 
User is offline  PMMini Profile Post #63

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.076
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 4/12/2017, 9:15 Quote Post

QUOTE(Rian @ 2/12/2017, 17:13)
Zresztą... "Pełnokrwiści" Indianie na południe od Rio Grande zachowali się mniej więcej na podobnych obszarach jak na północ od tej rzeki. Tzn. na ziemiach których biali nie pożądali względnie nie nadawały się pod uprawę. I tak największy w USA rezerwat indiański (rezerwat Nawaho - ponad 70 tys km2) jest położony głównie na pustyniach. Podobnie jest w krajach latynoskich (choćby w dżunglach nad Amazonką w Brazylii, w dżunglach Jukatanu jak w Meksyku czy Gwatemali, w Boliwii - która słabo się nadaje do życia dla Europejczyków).
*




Ale nikt chyba nie neguje tego, że Indianie byli niszczeni przez Hiszpanów. Jako to podczas podboju - Hiszpanie napadali, grabili, zabierali w niewolę. W czym innym jest rzecz. Hiszpańska kolonizacja Ameryki była prymitywna - opierała się na wzorcach wyniesionych z podboju Grenady z jeszcze mocnym średniowiecznym przesłaniem o konieczności chrystianizacji zagubionych duszyczek za oceanem. O ile kolonizacja anglosaska była nowoczesna (opierała się na licznych osadnikach z metropolii, szukających przede wszystkim ziemi) Hiszpanów było mało - dodatkowo parafrazując jeden cytat - nie po to migrowali za ocean, żeby orać ziemię.
Na to nałożył się swoisty mesjanizm korony hiszpańskiej - Indianie byli potrzebni do nawracania. Byli potrzebni do pracy w latyfundiach kolonistów - stąd encomienda, które w założeniu miało chronić Indian i ich chrystianizować. Dla ochrony Indian zaczął się eksport niewolników z Afryki. Indianie formalnie byli włączeni w społeczeństwo hiszpańskie, brak kobiet zmuszał hidalgo do szukania branek wśród ludności tubylczej - pękała mentalna granica między "dzikusem" a człowiekiem z Europy. Anglicy Indian nie potrzebowali - sami byli liczni - Indianie byli tylko zagrożeniem, zajmowali ziemię, której nie używali. Protestantyzm w wersji anglikańskiej i purytańskiej nie była aż tak misyjny, żeby zależało im na duszach Indian.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #64

     
Rian
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.157
Nr użytkownika: 6.598

Stopień akademicki: mgr
Zawód: politolog
 
 
post 5/12/2017, 22:24 Quote Post

QUOTE
Protestantyzm w wersji anglikańskiej i purytańskiej nie była aż tak misyjny, żeby zależało im na duszach Indian.

No - tu bym się kłócił - przecież w XVII czy XVIII wieku zakładane były osady "chrześcijańskich Indian" - wśród Delawarów na przykład (jak Gnadenhutten na przykład założone przez Braci Morawskich - ci Indianie akurat zostali później zmasakrowani).
 
User is offline  PMMini Profile Post #65

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.076
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 6/12/2017, 8:53 Quote Post

QUOTE(Rian @ 5/12/2017, 23:24)
QUOTE
Protestantyzm w wersji anglikańskiej i purytańskiej nie była aż tak misyjny, żeby zależało im na duszach Indian.

No - tu bym się kłócił - przecież w XVII czy XVIII wieku zakładane były osady "chrześcijańskich Indian" - wśród Delawarów na przykład (jak Gnadenhutten na przykład założone przez Braci Morawskich - ci Indianie akurat zostali później zmasakrowani).
*



Dominujące to anglikanie i purytanie, o nich pisałem. Nie przejawiały aż tak misyjnych skłonności, jak katolicyzm, jeszcze w wersji późnośredniowiecznej z wyraźnie zarysowaną (choć różnie realizowaną) misją nawracania niewiernych. Stanowisko "opiekuna Indian" - raczej fikcyjne ze względu na odległości, dzierżył na początku zakonnik i on starał się opiekować Indianami.
W protestantyzmie nie było takiego nacisku na nawracania pogan, brak było "zawodowych" zakonów misyjnych. No i czas kolonizacji, o czym też pisano. Hiszpanie kolonizowali w sporej mierze tereny o pewnym poziomie cywilizacyjnym, bariera człowiek-dzikus była mniejsza, łatwiej takiego półdzikusa włączyć w skład społeczeństwa chrześcijańskiego.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #66

     
kmat
 

Podkarpacki Rabator
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 7.150
Nr użytkownika: 40.110

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 6/12/2017, 11:01 Quote Post

W sumie dwie sprawy.
1) Na południu Indianie zasadniczo byli sporo bardziej zaawansowani niż na północy. A tam gdzie nie byli, obszary albo były nieinteresujące dla Hiszpanów i Portugalczyków, albo zostali zaorani.
2) Hiszpanie i Portugalczycy byli znacznie mniej zaawansowani technologicznie niż Anglicy/Jankesi. Wynika to choćby z odmiennych przedziałów czasowych obu kolonizacji.
Sumarycznie - w Ameryce łacińskiej dystans technologiczny między kolonistami a tubylcami był znacznie mniejszy niż na terenach USA. Zresztą ten dystans tłumaczy różne przebiegi kolonizacji nie tylko w Ameryce: w Afryce dystans był mniejszy, więc kolonizacja była szczątkowa, w Indiach jeszcze mniejszy, więc żadna, w Australii bardzo duży więc silna, na Nowej Zelandii nieco mniejszy więc nieco słabsza etc.
 
User is offline  PMMini Profile Post #67

     
Rian
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.157
Nr użytkownika: 6.598

Stopień akademicki: mgr
Zawód: politolog
 
 
post 6/12/2017, 15:51 Quote Post

QUOTE
Dominujące to anglikanie i purytanie, o nich pisałem.


No... Tacy kolonizowali Massachussets na przykład - tam wśród tamtejszych Indian w XVII wieku również zakładano misyjne wioski.
 
User is offline  PMMini Profile Post #68

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 14.933
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 27/12/2017, 18:45 Quote Post

QUOTE
Otóż Indianie w USA zostali wybici niemal do nogi. Stąd ludność pochodzenia tubylczego jest tam marginalna liczebnie i w sensie znaczenia w kraju.

Hmmm, raczej przede wszystkim wymarli z powodu chorób, bo trudno by było przeprowadzić fizyczną eksterminację na taką skalę. Z tym "niemal do nogi" to też kwestia początkowej liczebności, co do której szacunki są bardzo różne.
Gdyby przyjąć te najniższe, to byłoby ich dzisiaj może nawet więcej niż przed podbojem.

Liczebność wtedy: https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Na...ive_populations
Liczebność dzisiaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Modern_social...ative_Americans

W Ameryce Północnej raczej nałożyły się dwa czynniki - wymieranie/wypieranie i zabijanie tubylców na bardzo liczną imigrację przybyszów.
Po co zostawiać na miejscu i przyzwyczajać do europejskiej pracy na roli Indianina, jak można mieć już znającego się na tym osadnika z Europy?

Hiszpanie takiego potencjału ludnościowego, który by mógł w pełni zasiedlić opanowane terytoria nie mieli, a do wpuszczania osadników z innych państw też się nie śpieszyli.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #69

     
Lugal
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 623
Nr użytkownika: 58.985

Marcin
Stopień akademicki: magister
 
 
post 27/12/2017, 23:16 Quote Post

QUOTE(wysoki @ 27/12/2017, 19:45)
QUOTE
Otóż Indianie w USA zostali wybici niemal do nogi. Stąd ludność pochodzenia tubylczego jest tam marginalna liczebnie i w sensie znaczenia w kraju.

Hmmm, raczej przede wszystkim wymarli z powodu chorób, bo trudno by było przeprowadzić fizyczną eksterminację na taką skalę. Z tym "niemal do nogi" to też kwestia początkowej liczebności, co do której szacunki są bardzo różne.
Gdyby przyjąć te najniższe, to byłoby ich dzisiaj może nawet więcej niż przed podbojem.

Liczebność wtedy: https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Na...ive_populations
Liczebność dzisiaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Modern_social...ative_Americans

W Ameryce Północnej raczej nałożyły się dwa czynniki - wymieranie/wypieranie i zabijanie tubylców na bardzo liczną imigrację przybyszów.
Po co zostawiać na miejscu i przyzwyczajać do europejskiej pracy na roli Indianina, jak można mieć już znającego się na tym osadnika z Europy?

Hiszpanie takiego potencjału ludnościowego, który by mógł w pełni zasiedlić opanowane terytoria nie mieli, a wpuszczać osadników z innych państw też się nie śpieszyli.
*


Tak, oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że wyginięcie większej części tubylczej populacji Ameryki Północnej było efektem wielu czynników. Na pewno nie tylko zamierzonego, zaplanowanego ludobójstwa. Żeby się nie rozpisywać (drobiazgowe wyliczanie wszystkich powodów wyniszczenia populacji Indian uczyniłoby mój tekst kilkakrotnie dłuższym...)
użyłem skrótu myślowego. A miałem na myśli fakt, że wyginięcie większej części Indian Ameryki Północnej było - przynajmniej pośrednio - efektem pojawienia się i działalności kolonistów z Europy. Oczywiste jest, że infekowanie Indian przywleczonymi przez osadników europejskich chorobami nie było rozmyślnie i planowane. Takoż też przesiedlanie Indian, co zmuszało ich do długich, wyczerpujących wędrówek i osiedlanie ich na terenach bardziej niegościnnych nie musiało koniecznie wynikać z jakiejś szczególnej chęci ich eksterminowania. Jednak np. wybijanie stad bizonów, z których Indianie żyli bądź niszczenie ich upraw było już podyktowane ewidentnym zamiarem zmniejszenia populacji tubylczych. Swoje robiła też "woda ognista"...
Wraz z ewolucją postępowania w stosunku do Indian w stronę bardziej humanitarnego i zaprzestaniem szykan i praktyk ludobójczych ich liczba istotnie od kilkudziesięciu lat rośnie. Co w niczym nie zmienia faktu, że do XIX wieku populacja Indian północnoamerykańskich została znacznie przetrzebiona, zepchnięta na krawędź wymarcia. Mimo ostatniego wzrostu liczebności nadal stanowią oni marginalny odsetek mieszkańców USA.
W Ameryce łacińskiej, jak to odnotowałeś, sprawy miały się odmiennie. Mimo eksterminacji grup tybylczych i niszczenia ich przez przywleczone z Europy choroby nie doszło do wyniszczenia ich na taką skalę. W wielu krajach Ameryki łacińskiej potomkowie Indian do dziś stanowią większość liczby mieszkańców.
Hiszpanie próbowali zrobić z nich swego rodzaju chłopów pańszczyźnianych (system tzw. encomiendy), jednak ostatecznie bardziej opłacalna dla kolonizatorów stała się praca murzyńskich niewolników. Nowopowstałe na gruncie antyhiszpańskiego wystąpienia z pocz. XIX wieku państwa latynoamerykańskie odziedziczyły kolonialny system społeczny - elitą polityczną i finansową pozostali kreole (potomkowie osadników z Hiszpani), którzy też należeli, obok części Metysów do warstw średnich. Większość pozostałych Metysów oraz Indianie i Murzyni pozostali najbiedniejszą częścią społeczeństwa, dziedzicząc z pokolenia na pokolenie biedę, brak wykształcenia i wykluczenie społeczne. I to właśnie oni byli ważnym czynnikiem destabilizującym państwa Ameryki łacińskiej, będąc podatni na populistyczne hasła i chętnie dołączając do grup partyzanckich (i tak przecież nie mieli nic do stracenia). Nawet szybki rozwój gospodarczy na ogół nie prowadził w Ameryce łacińskiej do likwidacji bądź ograniczenia skrajnego ubóstwa. Pytanie, na ile to było wynikiem samolubności kreolskich elit, na ile wynikiem obiektywnych trudności (niełatwo przecież w dżingli budować sieć dróg, wszelką infrastrukturę oraz nakłonić mieszkańców żyjących na poziomie neolitu do radykalnej zmiany trybu życia). Przykład Wenezueli może być takim ostrzeżeniem - do czego prowadzi natastanie kontrastów społecznych z pokolenia na pokolenie, fragmentaryzacja społeczeństwa i (abstrahuję od tego, czy i na ile zamierzone) utrzymywanie się ciemnoty większej części społeczeństwa.

Ten post był edytowany przez Lugal: 27/12/2017, 23:38
 
User is offline  PMMini Profile Post #70

     
Napoleon7
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.033
Nr użytkownika: 58.281

 
 
post 28/12/2017, 11:40 Quote Post

CODE
Tak, oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że wyginięcie większej części tubylczej populacji Ameryki Północnej było efektem wielu czynników. Na pewno nie tylko zamierzonego, zaplanowanego ludobójstwa

Taka drobna dygresja. Nie sądzę by w ogóle konkwiskadorzy planowali jakieś ludobójstwo lub nawet takowe bezwiednie organizowali. Indianie oczywiście mogli być masowo mordowani, ale tylko wówczas gdy byli wrodzy. Czyli, byli wrogami których należało unicestwić - ale nie dlatego że byli Indianami. Co więcej, Kościół wyraźnie ujmował się za Indianami widząc w nich potencjalnych wiernych, których chciał pozyskać. Pamiętajmy też, że do Ameryki przybywali początkowo (a i później też) przede wszystkim mężczyźni. Którzy bardzo często zakładali rodziny żeniąc się z Indiankami. Ba, niektóre rody kreolskie szczyciły się wręcz pochodzeniem, oczywiście po kądzieli, od starożytnych rodów inkaskich czy azteckich (choć w sumie to widoczne to było bardziej w Peru i Ameryce Płd., przynajmniej w tej chwili do głowy przychodzą mi przede wszystkim przykłady stamtąd).
Więc o jakimś holokauście to ja bym tu nie pisał, bo w moim przekonaniu go nie było. Były masowe mordy, jak to na wojnie podczas podbojów. Pogardzano plebsem, ale znów - bardziej miało to charakter klasowy niż rasistowski. A głównym powodem śmierci większości Indian były jednak owe choroby, co jednak nie było przecież efektem zamierzonym. Pamiętajmy też, że inne z kolei choroby dziesiątkowały europejskich osadników (szczególnie w strefie karaibskiej). Straty były tu mniejsze, bo liczba osadników była mniejsza. Ale procentowo były porównywalne. Tyle, że ilość osadników była stale uzupełniana.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #71

     
Lugal
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 623
Nr użytkownika: 58.985

Marcin
Stopień akademicki: magister
 
 
post 28/12/2017, 22:53 Quote Post

QUOTE(Napoleon7 @ 28/12/2017, 12:40)
CODE
Tak, oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że wyginięcie większej części tubylczej populacji Ameryki Północnej było efektem wielu czynników. Na pewno nie tylko zamierzonego, zaplanowanego ludobójstwa

Taka drobna dygresja. Nie sądzę by w ogóle konkwiskadorzy planowali jakieś ludobójstwo lub nawet takowe bezwiednie organizowali. Indianie oczywiście mogli być masowo mordowani, ale tylko wówczas gdy byli wrodzy. Czyli, byli wrogami których należało unicestwić - ale nie dlatego że byli Indianami. Co więcej, Kościół wyraźnie ujmował się za Indianami widząc w nich potencjalnych wiernych, których chciał pozyskać. Pamiętajmy też, że do Ameryki przybywali początkowo (a i później też) przede wszystkim mężczyźni. Którzy bardzo często zakładali rodziny żeniąc się z Indiankami. Ba, niektóre rody kreolskie szczyciły się wręcz pochodzeniem, oczywiście po kądzieli, od starożytnych rodów inkaskich czy azteckich (choć w sumie to widoczne to było bardziej w Peru i Ameryce Płd., przynajmniej w tej chwili do głowy przychodzą mi przede wszystkim przykłady stamtąd).
Więc o jakimś holokauście to ja bym tu nie pisał, bo w moim przekonaniu go nie było. Były masowe mordy, jak to na wojnie podczas podbojów. Pogardzano plebsem, ale znów - bardziej miało to charakter klasowy niż rasistowski. A głównym powodem śmierci większości Indian były jednak owe choroby, co jednak nie było przecież efektem zamierzonym. Pamiętajmy też, że inne z kolei choroby dziesiątkowały europejskich osadników (szczególnie w strefie karaibskiej). Straty były tu mniejsze, bo liczba osadników była mniejsza. Ale procentowo były porównywalne. Tyle, że ilość osadników była stale uzupełniana.
*


Zasadniczo masz rację, bo w procesie kolonizacji i podboju obu Ameryk (zwłaszcza Północnej) dochodziło do różnorakich interakcji między Indianami a kolonizatorami. Oprócz wojen były też i kontakty i interakcje jak najbardziej pokojowe. Były więc małżeństwa mieszane. Różnego rodzaju przymierza, wymiana handlowa. Zdarzało się, że traperzy północnoamerykańscy dobrowolnie dołączali do społeczności indiańskich. Część przedstawicieli dynastii inkaskiej zyskało nawet hiszpańskie tytuły arystokratyczne i mieli w posiadaniu dużo ziemi (zostali ostatecznie wybici dopiero po wywołaniu wielkiego powstania w roku 1780, a swoją drogą szkoda, bo gdyby nie ten krok, w 30 lat później dołączyliby do kreolskiej elity nowopowstałego Peru bądź Boliwii. Mimo to jednemu przedstawicielowi tej dynastii udało się uciec do Europy i zatrzeć za sobą ślady, by nie dorwała go hiszpańska bezpieka, eksterminująca po upadku powstania z roku 1780 wszystkichprzedstawicieli inkaskiej dynastii) i tropiąca ich także poza granicami Imperium). W Ameryce Północnej pojedynczy przedstawiciele ludności tubylczej dołączali do społeczności białych (bywali nawet właścicielami czarnych niewolników! Choć w utworzonych Stanach Zjednoczonych nie mieli i tak praw politycznych).
Akty ludobójstwa też się jednak zdarzały, bo jak inaczej można nazwać wybijanie kobiet, dzieci i starców po zdobywaniu obozów indiańskich? Przecież nie brali oni udziału w walce. Ginęli tylko za to, że byli Indianami.
Wypowiedzi niektórych wybitnych postaci amerykańskich o polityce wobec Indian:
https://bioslawek.files.wordpress.com/2017/...bec-indian1.pdf
Benjamin Franklin:
'Jeżeli miałoby być Zrzadzeniem opatrzności, aby Wytępić owych Dzikich w celu ustąpnienia
miejsca dla Uprawiających Ziemię, wydaje się, że nie jest nieprawdopodobne, że Rum może być
naznaczonym środkiem'
Prezydent Thomas Jefferson:
'Nieszczęsna rasa, której poświęciliśmy tyle trosk, aby ją chronić i ucywilizować, przez nieoczekiwaną dezercję i okrutne barbarzyństwa uzasadniła swoje wytępienie i teraz czeka na naszą decyzję o swoim losie'
Prezydent Andrew Jackson:
'Nie posiadają ani inteligencji, ani skrzętności, ani obyczajów moralnych, ani też chęci poprawy, jakie są niezbędne do jakichkolwiek korzystnych zmian w ich sytuacji. Znalazłszy się pośród innej, przewyższającej ich rasy, nie uznają przyczyn swojej niższości i nie próbując ich opanować, muszą koniecznie ustąpić przed siłą okoliczności i zniknąć niebawem.'
Prezydent Theodor Roosvelt, (laureat Pokojowej Nagrody Nobla za rok 1906.):
'Osadnik i pionier od początku mieli rację po swojej stronie; ten wielki kontynent nie mógł być utrzymywany jako rezerwat zwierzyny dla plugawych dzikusów
.
Ja w powyższych słowach nie widzę niczego innego, niż aprobata bądź usprawiedliwienie dla eksterminacji i rasistowski ton.

W Ameryce Łacińskiej wyglądało to nieco inaczej, jak słusznie zauważasz, Indianami pogardzano nie tyle z pobudek rasistowskich, co z powodu faktu, że zajmowali najniższe miejsce w hierarchii społecznej (nie licząc murzyńskich niewolników) i byli najbiedniejsi z biednych. Jeśli jednak w wyniku sprzyjających okoliczności i osobistych przymiotów któryś z Indian bądź metysów wydźwignął się na wyższe miejsce w hierarchii społecznej i nabył odpowiednie kwalifikacje, mógł zostać nawet prezydentem (vide: Benito Juarez i Porfirio Diaz w Meksyku przełomu XIX i XX wieku). Bywali też jednak dyktatorzy, prowadzący jawnie rasistowską politykę, np. dyktator Gwatemali:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jorge_Ubico
Jego politykę cechowały m.in. uchwalanie rasistowskich, antyindiańskich praw: wydał irracjonalne rozporządzenie o porywaniu Indian z lasów departamentu Peten i umieszczaniu ich w ogrodzie zoologicznym w stolicy Gwatemali, zaś 1935 wprowadził przymus pracy dla ludności indiańskiej. Zmuszał ludność indiańską do tzw. służby ochotniczej, która polegała m.in. na bezpłatnym roznoszeniem urzędowej korespondencji oraz pełnieniu funkcji gońców, narzucił jej też obowiązek powszechnej służby wojskowej. W 1935 decyzją władz zostały zlikwidowane resztki autonomii wspólnot indiańskich.

 
User is offline  PMMini Profile Post #72

     
Rian
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.157
Nr użytkownika: 6.598

Stopień akademicki: mgr
Zawód: politolog
 
 
post 29/12/2017, 22:47 Quote Post

QUOTE
W Ameryce Łacińskiej wyglądało to nieco inaczej, jak słusznie zauważasz, Indianami pogardzano nie tyle z pobudek rasistowskich, co z powodu faktu, że zajmowali najniższe miejsce w hierarchii społecznej (nie licząc murzyńskich niewolników) i byli najbiedniejsi z biednych.

Były też sytuacje podobne jak w USA - podbój Mapuche w II połowie XIX wieku w Argentynie i Chile, czy ludobójczy wręcz podbój Ziemi Ognistej (np. w połowie XIX wieku żyło tam ok 3000 Jaganów, teraz - tylko 1 osoba czystej krwi + trochę metysów). Podobnie z 5000 Alacalufów pozostało tylko 15 czystej krwi (choć oficjalnie ponad 2000 przyznaje się do pochodzenia z tego plemienia). Haush zostali całkowicie wytępieni.

Masakrę na ludziach Ziemi Ognistej najlepiej pokazuje los plemienia Selk'nam, liczącego w połowie XIX wieku około 4000 członków. Jednak po podboju Patagonii na południu pojawili się ranczerzy. Rozpoczęła się też gorączka złota. Ranczerzy i poszukiwacze złota znaleźli się w konflikcie z tubylcami. Zorganizowali milicje, które przy wsparciu rządów Argentyny i Chile rozpoczęły systematyczne "polowanie na Indian" (władze płaciły za każdego zabitego Indianina - trzeba było okazać ręce, uszy, lub całą głowę. Za kobietę płacono więcej niż za mężczyznę. Chilijczycy zamknęli też Indian w czymś w rodzaju "obozu koncentracyjnego"). Jeszcze w 1896 oceniano liczbę Selk'nam na 3000 osób, ale już w 1919 pozostało 279 (czyli w 25 lat wyginęło ok 93% plemienia). Upadek trwał dalej. W 1930 było już tylko 100 Selk'nam, zaś w 1974 zmarła Ángela Loij - ostatnia kobieta 100% krwi indiańskiej pochodząca z tego plemienia. Obecnie kilkuset metysów przyznaje się do pochodzenia od plemienia Selk'nam, ale tylko 1 zna jego język.
 
User is offline  PMMini Profile Post #73

     
Prawy Książę Sarmacji
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.178
Nr użytkownika: 98.849

 
 
post 30/12/2017, 1:40 Quote Post

Spotkałem sie z teorią (moze naciaganą) ze czesto hiperbolizowano skale swiadomego zabijania Indian przez Hiszpanow by wybielić dzialania USA.

Zas pewne jest ze Hiszpanie i Portugalczycy "luźniej" i bardziej "ludzko" podchodzili do mieszkancow Ameryk niz Anglicy o czym świadczą chocby mieszane malzenstwa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #74

5 Strony « < 3 4 5 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej