Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
21 Strony  1 2 3 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Karpacki subiektywny kącik, Cos a la katalog
     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 24/10/2010, 11:27 Quote Post

Na forach górskich popularyzuje moim zdaniem ciekawe książki poświęcone Bieszczadom, Podkarpaciu, terenowi moich uprawnień przewodnickich. Wśród nich są także publikacje historyczne. Może mogłabym tu założyć wątek poświęcony regionaliom, coś w rodzaju informacji o danej publikacji połączonej z przepisaniem fragmentu omawianej książki. Chciałabym pogadać o monografiach, wspomnieniach, pamiętnikach,przewodnikach itd.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
rycymer
 

Ellentengernagyként
*********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 5.900
Nr użytkownika: 30.754

 
 
post 24/10/2010, 11:34 Quote Post

Oczywiście, że mogłabyś - jestem jak najbardziej za. smile.gif

Tyle że życzyłbym sobie, aby Koleżanka poświęciła również, jeśli to tylko możliwe oczywiście, odrobinę uwagi ukraińskim czy nawet rumuńskim Karpatom Wschodnim, wszak bowiem ich historia wiąże się nierozerwalnie z historią naszej (niewielkiej, dodajmy) części tych wspaniałych gór. smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 24/10/2010, 11:37 Quote Post

Niestety, to przekracza moje możliwości. Mam dość zasobną biblioteczkę ale mam w niej tylko publikacje polskie, troszeczkę słowackich. Mimo to postaram się przedstawić, moim zdaniem ciekawe książki poświęcone historii Ukrainy.

Edit
Przepraszam, narozrabiałam, założyłam nowy wątek zamiast kontynuować ten. Mam prośbę, czy można byłoby post poświęcony zamkowi w Przemyślu
przenieść tu.


Ten post był edytowany przez lucyna beata: 24/10/2010, 11:42
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
rycymer
 

Ellentengernagyként
*********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 5.900
Nr użytkownika: 30.754

 
 
post 24/10/2010, 11:42 Quote Post

Wiesz, miałem tutaj na myśli nie tyle publikacje stricte historyczne, co raczej o charakterze wspomnień, pamiętników czy nawet przewodników sprzed lat.

Jak zapewne doskonale wiesz, tego typu literatura ocieka wprost historią. smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 24/10/2010, 11:51 Quote Post

QUOTE(rycymer @ 24/10/2010, 11:42)
Wiesz, miałem tutaj na myśli nie tyle publikacje stricte historyczne, co raczej o charakterze wspomnień, pamiętników czy nawet przewodników sprzed lat.

Jak zapewne doskonale wiesz, tego typu literatura ocieka wprost historią. smile.gif
*


Mam i takie. Niewiele, bo niewiele ale coś tam jest.

"Listy z więzienia Mieczysława Przystasza z lat 1945-1954"

Postprzez lucyna » 18 wrz 2010, o 10:31
Przede mną leży niepozorna książeczka będąca świadectwem swego czasu. "Listy z więzienia Mieczysława Prystasza z lat 1945-1954" zredagowane przez Andrzeja Romaniaka, a wydane przez Muzeum Historyczne w Sanoku w 2000 r. są specyficzną i trudną lekturą. Tak o tym pisze sanocki historyk we "Wprowadzeniu" : "Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że jest to materiał mało interesujący tym bardziej, że wszystkie listy przechodziły przez ścisłą więzienną cenzurę, lecz po dokładnym ich przeczytaniu wyłania nam się obraz życia w komunistycznych więzieniach tamtego okresu i wielki dramat ludzi w nich zamkniętych. Widzimy całą zbrodniczość systemu w którym człowiek traktowany był jak rzecz. Najlepszym przykładem jest autor listów, wielokrotnie przewożony z więzienia do więzienia bez jakiegokolwiek powodu i psychiczne tortury jego najbliższej rodziny, która nie widziała gdzie on się w danej chwili znajduje."
Moją uwagę zwróciło jeszcze jedno. Andrzej Romaniak jest spokrewniony z Mieczysławem Przystraszem, autor listów był kimś bardzo ważnym w jego życiu. Tę książeczkę odebrałam jako swoisty hołd złożony więzom krwi i przyjaźni. Jeszcze jedna sprawa zwróciła moją uwagę. Sądzę, że ona obrazuje koszmar tamtych lat. Mieczysław Przystasz nie był wrogiem systemu, żołnierzem wyklętym, lecz człowiekiem, który chciał znaleźć sobie miejsce w owym systemie. Miał w sumie przeciętne życie, takich ludzi jak on było setki tysięcy. Był zaangażowany w działalność konspiracyjną, brał udział w Powstaniu Warszawskim, ukrywał się po jego upadku, w marcu 1945 r. zgłosił się do Ministerstwa Administracji Publicznej. Został skierowany do Olsztyna, był tam kierownikiem Wydziału Społeczno-Politycznego Urzędu Pełnomocnika Rządu, założył spółdzielnie wydawniczą "zagon". Został zaaresztowany 17 października 1945 r., oskarżono go o działalność na szkodę polskich i radzieckich sił zbrojnych, skazano go na 10 lat więzienia. Mnie zaszokowała ta łatwość wpadnięcia w koszmar, zwyczajność jakże kontrastująca z koszmarem, codzienność.

Spis treści
Wprowadzenie
Wstęp
Listy Mieczysława Przystrasza

Tytuł: "Listy z więzienia Mieczysława Przystasza z lat 1945-1954"
Redakcja: Andrzej Romaniak
Wydanie: I
Stron: 79
ISBN: 83-913281-0-4
Wydawnictwo: Muzeum Historyczne w Sanoku
Sanok 2000


"Listy Mieczysława Przystasza str. 14
"List nr 1 z dnia 12.IV. 1947 r. ze szpitala więziennego w Warszawie napisany na wąskim skrawku papieru, atramentem i skierowany do siostry poprzez prokuratora Rejonowego Sądu Wojskowego w Warszawie. List został wysłany po wielu staraniach i prośbach siostry, był bowiem taki okres, że nie wiadomo było, czy Mieczysław żyje.

Kochana Siostrzyczko!

Paczki dwie od czasu rozprawy otrzymałem, w tym jedna świąteczna - serdecznie dziękuję, - w dalszym ciągu jestem chory, lekarze więzienni radzą mi, bym poddał się leczeniu klinicznemu z uwagi na zaatakowanie przewodu pokarmowego, również nerki potrzebują długotrwałego leczenia klinicznego, tak, że dziś prezentuję obraz mizerny, bo serce również grozi mi stale śmiercią. - Nie wiem naprawdę co za przyczyna, że jeszcze mnie trzymają z tym stanem chorobowym, przecież to jest straszna krzywda, wołająca do Nieba, i nie wiem, kiedy ta zabawa ze mną się skończy. Pamiętaj o Rodzicach, jeśli mnie nie starczy, bo ja w obecnym stanie zdrowia zawsze spodziewać się mogę katastrofy, jak też proszę Cię, byś w wypadku mojej śmierci zwróciła się do mych Przyjaciół z Powstania i pochowała mnie wśród kolegów uczestników walki na Starówce - tam było moje miejsce, a Bóg chciał inaczej, chciał bym przeszedł straszną jeszcze epopeję. trudno. - [...]*
Kończę - polecam Ci dalej, - pamiętaj o mnie jak o bracie, który Cię zawsze kocha i o Tobie zawsze myśli oraz o kochanych Rodzicach - brat i syn
Mietek
Mieczysław Przystasz
Wwa 12.IV.1947.

*
Część listu ujęta w nawias kwadratowy nie została przetoczona, by nie naruszać sfery prywatności osób, o których w nim była mowa.
[...]"

"Załuscy w Iwoniczu"

Dziś pragnę Wam przedstawić ciekawą monografię będącą jednocześnie wspomnieniem. "Załuscy w Iwoniczu" została napisana przez potomka rodziny Załuskich, wielkego miłośnika Iwonicza Andrzeja Kwileckiego. Warto po nią sięgnąć aby poznać dzieje nie tylko tego rodu magnackiego ale części Beskidu Niskiego i jego okolic. Została wydana w 1993 r w Kórniku przez Polską Akademię Nauk Bibliotekę Kórnicką.
"Książka o Załuskich w Iwoniczu stanowi próbę przedstawienia historii własnej rodziny w sposób obiektywny, acz nie pozbawiony elementów osobistych. Autor spędził w Iwoniczu lata II wony św. Wraz z innymi członkami rodziny spisywał wówczas kronikę wydarzeń. Po wojnie wielokrotnie odwiedzał Iwonicz. W książce wykorzystał własne wspomnienia, relacje krewnych i mieszkańców Iwonicza, korespondencję rodzinną, pamiętniki i dzienniki, dokumenty z archiwów państwowych i prywatnych, również literaturę z XIX i XX w poświęconą uzdrowisku iwonickiemu. Praca Andrzeja Kwileckiego jest monografią rodziny Załuskich od momentu osiedlenia się ich w majątku i we wsi Iwonicz do dnia jego przymusowego opuszczenia uwzglęniającą zarowno życie rodzinni-towarzyskie, jak i działalność administracyjno-gospodarczą w majątku i uzdrowisku". To fragment noty od wydawcy.
Spis treści
Wstęp
U źródeł
We własnym domu (1837-1858)
Iwonicz w Europie (1858-1893)
Wzloty i upadki (1893-1939)
Życie pod okupacją (1939-1944)
Epilog:zubożenie i rozproszenie
Spis ilustracji
Wklejka: Tablica genealogiczna rodziny Załuskich i Ogińskich, Plan Iwonicza Zdroju, Mapa okolic Iwonicza,

Tytuł: "Załuscy w Iwoniczu"
Autor: Andrzej Kwilecki
Wydanie: I
Stron: 296
ISBN: 83-85213-15-5
Wydawnictwo: Polska Akademia Nauk Biblioteka Kórnicka
Kórnik 1993

Aby przybliżyć Wam ową pracę zacytuję fragmenty "Wstępu". Autor, członek rody Załuskich, najlepiej przedstawi ową publikację.
"Załuscy herbu Junosza należą do rodzin wielce zasłużonych dla kultury polskiej. Encyklopedia Orgelbranda poświęca tej rodzinie cały rozdział stwierdzając, że największe zasługi położyli Załuscy, którzy byli "w stanie duchownym". Encyklopedia wylicza wysokie funkcje kościelne i państwowe sprawowane przez członków rodziny: "Senatorów świeckich mieli Załuscy, wojewodów trzech, kasztelanów trzech, za to biskupów senatorskich czterech i niesenatorskich dwóch, oprócz kilku dygnitarzy i wielu starostów. Najznakomitszymi ludźmi z nich są zawsze biskupi,przez których podniosła się i rodzina. [...]
Celem niniejszej pracy jest poszerzenie wiedzy o Załuskich i wprowadzenie do literatury nowych elementów. Pragnę skoncentrować się na mało znanym i dotychczas nieopracowanym fragmencie historii rodu. Wspomniany fragment dotyczy działalności Załuskich w Iwoniczu, miejscowości położonej w historycznej Ziemi Sanockiej. [...]
W trakcie przygotowywania niniejszej pracy mój pierwotny zamysł skupienia się wyłącznie na czynnościach wykonywanych przez Załuskich w uzdrowisku iwonickim został rozszerzony. Jako członek tej rodziny miałem bowiem dostęp do materiałów znajdujących się w rękach prywatnych, dokumentującego także inne, bardziej osobiste strony życia Załuskich. Zgromadziłem materiał, na który składają się niedrukowane listy, dzienniki, kroniki rodzinne, notatki o wydarzeniach i przeżyciach, z tymi wydarzeniami związanych, także utrwalone najpierw w tradycji ustnej, a następnie spisane relacje, oceny i wspomnienia osób z kręgu rodziny. Autorowi pochodzącemu z zewnątrz byłoby niewątpliwie znacznie trudniej dotrzeć do tych oryginalnych i rozproszonych przekazów. Rozdział poświęcony okupacji w Iwoniczu mogłem w ogóle oprzeć na własnych wspomnieniach (lata II wojny spędziłem bowiem w Iwoniczu) i na prowadzonym wówczas w rodzinie Załuskich dzienniku, który znajduje się obecnie w moich rękach.
W rezultacie powstała praca, która przedstawia dzieje Załuskich w Iwoniczu z uwzględnieniem dwóch przeplatających się wzajemnie wątków: działalności w uzdrowisku i życia prywatnego. Na ten pierwszy wątek składają się osiągnięcia i niepowodzenia, żmudna praca organiczna i przejawy lekkomyślności w gospodarowaniu, okresy prosperity i kryzysów. Wątek drugi - życie prywatnego - obejmuje sprawy osobiste i stosunki familijne: narodziny i zgony, choroby i kształcenie dzieci, dzieje małżeństw, podróże,życie kulturalne, i towarzyskie, życiorysy i charakterystyki przedstawicieli kolejnych generacji. [...]"
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 25/10/2010, 7:15 Quote Post

"Zamek w Przemyślu Od siedziby władzy państwowej do centrum kultury"

Uff, udało mi się. Skończyłam czytać dziwną książkę. "Zamek w Przemyślu Od siedziby władzy państwowej do centrum kultury" Janusza Polaczka to praca popularno-naukowa o charakterze monografii połączona z albumem. Książka ładnie wydana cieszy oko, a i daje do myślenia. Bardzo lubię Przemyśl, często bywam tam z grupami, ale nigdy nie oprowadzam. Koledzy Przewodnicy rodowici Przemyślanie mnie wyręczają. Często też jestem na przemyskim zamku górującym nad Śródmieściem. Każdy z Kolegów inaczej o nim opowiada, poświęca uwagę innym detalom, czy historycznym szczególikom. Mimo tego, że historię tego miejsca znam z opowieści i z lektury to niektóre informacje podane przez Autora zaskoczyły mnie. Prezentują odmienny punkt widzenia na najwcześniejsze losy tego miejsca. Praca jest recenzowana przez dr hab. Agnieszkę Bedner z KUL i prof. dr hab. Jerzego Motylewicza, więc nie mam podstaw aby nie wierzyć w podane fakty i ich interpretację. Fragment książki, który mnie zaskoczył później przetoczę.
Książka opisuje ponad tysiącletnie dzieje wzgórza zamkowego i samego zamku. To rodzaj kroniki przedstawiającej nam zarówno czasy dawne jak i współczesne z uwzględnieniem działalności Fredreum - najstarszego teatru amatorskiego w kraju. Jest niezmiernie interesująca, przebogato ilustrowana kolorowymi i czarnobiałymi fotografiami, często archiwalnymi, czy wręcz unikatowymi, rycinami, reprodukcjami obrazów, rysunków, akwarel, karykatur, widokówek itd, mapami. "Zamek w Przemyślu" to publikacja dziwna pod względem edytorskim. Tekst na każdej stronie podzielony jest na dwie części, na zasadniczy i na szeroki margines, na którym są podane obszerne objaśnienia i przypisy.

Spis treści
Strażnica oraz ośrodek administracyjny na pograniczu państw i kultur
Warownia i ośrodek władzy królów polskich
Otoczenie zamku jako park miejski
Zamek przemyski jako ośrodek kultury
Aneksy
Bibliografia
Summary
Resume

Bloki ilustracyjne
Zamek w malarstwie
Zamek na dawnych pocztówkach
Imprezy kulturalne na Zamku
Zamek i jego otoczenie - współczesna dokumentacja fotograficzna
Zamek w rysunku Elżbiety Cieszyńskiej



"Zamek w Przemyślu Od siedziby władzy państwowej do centrum kultury"
Autor: Janusz Polaczek
Wydanie: I
Stron: 163
ISBN: 83-89092-24-7
Wydawnictwo: Przemyskie Centrum Kultury i Nauki "Zamek"
Przemyśl 2008

Tę perełkę wydawniczą można nabyć za bardzo małe pieniądze, kosztuje 17-25 zł, najtaniej można ją kupić w informacji turystycznej w Przemyślu.

http://www.kultura.przemysl.pl/?url=19

Jak wspomniałam wyżej początek rozdziału "Strażnica oraz ośrodek administracyjny na pograniczu państw i kultur" str. 9-11 wzbudził moje zdziwienie. Przy czytaniu tej części książki nasunęły mi się skojarzenia z tworzeniem podbudowy pod tezami iż Ziemie Odzyskane były od czasów najwcześniejszych nasze, słowiańskie, polskie.

"[...]
Według najpowszechniej powtarzanych w środowiskach naukowych opinii najstarszy (otoczony pewnie tylko palisadą) gród w miejscu, gdzie wznosi się obecnie zamek, mógł zostać założony już po połowie X wieku przez Czechów. Władali oni znacznymi połaciami późniejszej Małopolski, za zamieszkiwanej wtedy przez plemię Lędzian o zachodniosłowiańskim rodowodzie. Wiele bowiem świadczy, że we wczesnych latach siedemdziesiątych X stulecia następuje w Przemyślu władztwo czeskich Przemyślidów. Tłumaczyłoby to jego nazwę, tak bardzo kojarzącą się z tą dynastią. Nie wyklucza to wszakże hipotezy, według której Przemyśl w czasach formowania się państwowości polskiej jednocześnie mógł znaleźć się w orbicie wpływów władcy państwa gnieźnieńskiego - Mieszka I. Zatem funkcjonowałoby tu swoiste polsko-czeskie kondominium, przypieczętowane ścisłym sojuszem trwającym do roku 977, czyli do momentu śmierci Dobrawy.
Nieco odmienny, ale nie mniej prawdopodobny, pogląd na temat wysokiej rangi Przemyśla, a przede wszystkim grodu na Wzgórzu Zamkowym, w państwie pierwszych Piastów wyraża Andrzej Buko - wybitny znawca źródeł archeologicznych do dziejów ziem polskich we wczesnym średniowieczu.
Otóż według tego uczonego w czasie kształtowania się państwa Mieszka I Małopolska wraz z Krakowem stała się obszarem zainteresowań zarówno Piastów, jak i czeskich Przemyślidów. Jednakże z powodu zdobycia przez tych ostatnich panowania w Krakowie dla Piastów konieczne stało się znalezienie innego przyczółka strategicznego dla dalszej ekspansji państwa polskiego.
W świetle źródeł archeologicznych wydaje się, że taka rola przypadła okolicom dzisiejszego Sandomierza. Jednakże kolejnymi, peryferyjnymi ośrodkami władzy pierwszego historycznego władcy Polski stały się Lublin i Przemyśl, co oznaczałoby, że najstarszy gród na Wzgórzu Zamkowym musiał powstać jeszcze przed końcem X wieku jako warownia piastowska.
W świetle tej hipotezy niewykluczone staje się również podobne datowanie odkrytych tam pozostałości budowli kamiennych. Natomiast tak zwane Grody Czerwieńskie miałyby charakter co najwyżej ufortyfikowanych strażnic nadgranicznych w ramach systemu obronnego pogranicza polsko-ruskiego. [...]"

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 25/10/2010, 7:25 Quote Post

"Wojenne losy chłopca znad Sanu"

Od pewnego czasu jestem coraz bardziej zafascynowana wspomnieniami. Staram się dotrzeć do różnego rodzaju pamiętników. Mam z tym pewne problemy. Część tych publikacji nie jest w żaden sposób reklamowana, promowana, o niektórych nie ma nawet najmniejszej wzmianki w internecie. A szkoda, pamiętniki są dla mnie oknem wiodącym do "innej rzeczywistości', do historii, źródłem nieocenionej wiedzy. Postaram się podzielić informacjami, spostrzeżeniami i opiniami o tych wspomnieniach do których dotarłam.
W jednym ze stoisk na solińskiej tamie (pierwsze od drogi, po przeciwległej stronie jest "wóz-kiosk" Jaśka Joniaka zobaczyłam niepozorną książeczkę. Nie miałam jej w swych zbiorach więc poprosiłam Pana sprzedającego pamiątki aby mi ją pokazał. Wywiązała się dziwna rozmowa, tę książeczkę dostałam w prezencie. Prawie od razu zabrałam się do czytania "Wojennych losów chłopca znad Sanu" Michała Ducia. I wspomnienia wciągnęły mnie do tego stopnia, że przeczytałam je tego samego wieczoru. Chciałam się czegoś dowiedzieć o Autorze, o tej publikacji. Niestety, nie udało mi się znaleźć nic na Jego temat. Tę książeczkę można dostać tylko w jednym znanym mi miejscu, na solińskiej tamie. Warto ją nabyć, kosztuje niewiele, około 16 zł.
Michał Duć przeżył jak wiele dzieci urodzonych przed 1939 r. koszmar. Jego losy były tragiczne, pełne przemocy i okrucieństwa. Urodził się w Bartkówce na Pogórzu Dynowskim, los rzucił Jego rodzinę na Wołyń, a następnie do Niemiec. Jako dziecko był świadkiem koszmaru, który zorganizowali Ukraińcy mieszkającym tu Polakom, cudem udało im się uciec. Potem przeżył następne tragiczne chwile, część Jego rodziny została skierowana do pracy przymusowej w gospodarstwie rolnym w Niemczech. Jako małemu dziecku nie przysługiwały Mu racje żywnościowe, przeżył tylko dlatego, że Jego Matka I Siostra dzieliły się z Nim jedzeniem. W czasie walk został bardzo poważnie ranny, stracił ręce. Mimo bardzo poważnego kalectwa, zdołał wykształcić się, został kreślarzem w sanockim Autosanie. Autor opowiada ze swadą swoje dzieje, mówi językiem bardzo prostym, trochę naiwnym co moim zdaniem podkreśla tragizm opowieści. Mi najbardziej podoba zmysł obserwacyjny Autora, kilkoma zdaniami potrafi narysować tło historyczne, oddać klimat panujący wokół. Dzięki temu z tej książeczki dowiedziałam się o konflikcie ukraińsko-polskim bardzo dużo. Czym innym jest bowiem czytanie suchych danych,a zupełnie czymś innym zapoznanie się z relacjami naocznych świadków. Równie ciekawe informacje można uzyskać o okresie powojennym. Autor m.in pracował ze Zdzisławem Beksińskim. Mnie zastanowiła opowieść pana Ducia o działalności Fundacji "Polsko-Niemieckie Pojednanie", około 60 % funduszy zostało "przejedzone" prze owa fundacje, dla poszkodowanych pozostały grosze, a część nawet nie dostała odszkodowania za niewolniczą pracę.

Autor: Michał Duć
Tytuł: "Wojenne losy chłopca znad Sanu"
Wydanie: I
Storn: 80
ISBN: 978-83-61312-99-4
Druk: Bonus
Rzeszów 2010

"Wojenne losy chłopca znad Sanu" str. 14
"Żyliśmy z nimi bardzo dobrze prawie trzy lata, aż do czterdziestego drugiego roku - kiedy zaczęły się tworzyć bandy. To znaczy, najpierw dookoła były posterunki policji ukraińskiej. To byli ci, którzy zgłosili się na ochotnika, żeby służyć Niemcom. Z początku mordowali Żydów... Często robili sobie z tego drwiny. Słyszałem jak ludzie między sobą opowiadali. Na przykład, przyszedł Ukrainiec i chwalił się, jak to zjawił się u niego Żyd i zaoferował mu zegarki oraz jakieś tam złoto, żeby go tylko przechował, aby go Niemcy nie znaleźli. Ukrainiec relacjonował, co on na to j...twoju mat, Żydowi powiedział. A powiedział mu tak Ja cię schowam tak, że cie nikt nie znajdzie. No i wziął broń, zastrzelił Żyda, zakopał i zapewnił Teraz już nikt cię nie znajdzie Takie miał makabryczne poczucie humoru. I w pewnym momencie ludzie zaczęli mówić tak: Teraz mordują Żydów, Żydzi skończą się, żeby za Polaków nie wzięli się... No i wkrótce słowa okazały się prorocze. Słyszało się, ze tam kogoś zamordowali, to znowu gdzie indziej. a później już nocą, pojawiały się łuny na niebie. Paliły się polskie domy, polskie wioski, kolonie, na których osiedlano Polaków... Doszła kiedyś taka wiadomość, że zjechali do jednej miejscowości, Pobiedno się nazywała i nie dość, że mordowali, palili, to jeszcze ludzi łapali i do ognia wrzucali. Takie wstrząsające wiadomości docierały do nas coraz częściej.Ci co grasowali w naszej okolicy, to nie nazywali się "banderowcy", tylko "bulbowcy". Bo szef tej całej ukraińskiej bandy, to był Taras Bulba.
Nadal dobrze żyliśmy z okolicznymi Ukraińcami, nic złego nas z ich strony nie spotkało, ale zaczął narastać jakiś strach, było czuć takie napięcie. Zaczęło się od tego, ze jeśli ktoś, jakiś Polak, miał z Ukraińcem niesnaski, jakieś nieporozumienie kiedyś tam - to jechali i mordowali go, w nocy. W dzień, nie. No i później ostrzegali, że takie rodzinie, w którejś kogoś zamordowano, nie wolno pomagać, a nawet zbliżać się do niej."
"Naprzeciw nas mieszkał niejaki Ramel. To był Poleszuk, czyli Polak od lat osiadły na tamtych terenach. Był to człowiek światły, zamożny, bardzo dobry gospodarz. Hodował piękne, wspaniałe konie. One chodziły swobodnie, a jeśli weszły komuś w szkodę, to przychodził do ludzi i płacił, żeby nikt nie miał krzywdy. Zresztą Ukraińcy, jeśli ich bydło zrobiło jakieś szkody, też przychodzili, żeby jakoś sprawę polubownie załatwić. Naprawiali szkody albo przynajmniej deklarowali taką chęć, gdyż myśmy tam specjalnie nie mieli pretensji. Bo jak ktoś uczciwie podchodził do sprawy, to i człowiek mu się tym samym odwdzięcza. Wracając do tego Ramla. Dookoła działo się już niedobrze: tu spalili, tam spalili. A my tu w środku, jeszcze spokojnie. Ale coś się do nas zbliżało. Naraz, jednej nocy, Ukraińcy wpadli do Ramlów. Było ich w domu czworo: Ramlowa, Ramel, ich syn i synowa. Bo Olek, syn Ramla, jedynak, dopiero co ożenił się. złapali Olka. Przywiązali go do słupa telegraficznego, co był przy drodze. I ten słup, razem z nim, piłą rżnęli. W takich mękach chłopak konał. Starego Ramla ukrzyżowali, przybijając do desek w stodole. Zrabowali co mogli - bo to była zamożna rodzina - i odjechali pod osłoną nocy, tak jak zjawili się.
Następnego dnia przyszła do nas Ramlowa, prosić aby brat wziął kolegę i pomógł jej pogrzebać męża i syna oraz ukryć pozostałe rzeczy, których nie zdążyli zrabować. Oni tam poszli, a oni myśmy obserwowali z okna. Było dobrze widać, bo to równina.Mama zerkała co chwilę. Naraz od Stydnina jedzie kilka furmanek. Jadą bandziory ze śpiewem, z harmoszką. Zajeżdżają na podwórko Ramlów. No i teraz będzie tragedia - obawiamy się. Jak złapią mojego brata Władka i jego kolegę - Sochackiego- a wiedzą przecież, że to nie domownicy - zamordują. A jak ich, to przyjdą po nas... Mama uklękła, wzięła nas dzieci, kazał nam też kleknąci zaczęła odmawiać "Pod Twoją opiekę". Modlimy się żarliwie i patrzymy co dzieje się. A tu odsuwają się "kiczki" na dachu od stodoły - takie wiązki słomy, z których było zrobione poszycie - brat wychodzi spomiędzy nich. A za nim Sochacki. Skaczą i uciekają. Ubiegli kawałek, ale któryś z bandziorów się zorientował. Ruszyli w pościg. Strzelają. Nagle pada brat. Nie wiemy czy trafiony, czy co? A jemu było źle uciekać, bo miał niewygodne buty i chciał szybko je zrzucić. Patrzymy się - zerwał i biegnie dalej. Pogonili ich jeszcze trochę, ale bezskutecznie, więc wracają. Widzimy jak Ukraińcy podchodzą do tego pastucha. Nie wiemy, o co pytają, ale możemy domyślać się. Jeśli ten Ukrainiec powiedział, że to był od nas Włodek - i Sochackiego mógł rozpoznać - to przyjdą nas zamordować, przepadło... I teraz: ani uciekać, bo jak ruch zrobi się, to zauważa i sprowokujemy ich "wizytę", ani nie ma gdzie schować się... Czekamy na rozwój wydarzeń. Ale oni odeszli od pastucha i poszli z powrotem do zabudowań Ramla. Przez dłuższy czas nic nie dzieje się. Naraz wychodzi dwóch z karabinem. Idą prosto do nas. Matko Boska! Idą nas zamordować! Zdrętwieliśmy."
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #7

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 27/10/2010, 5:20 Quote Post

"Potrawy bieszczadzkie polsko-ukraińskiego pogranicza"


Każdy region ma swoją niepowtarzalną tradycję kulinarną. Podkarpacie także. Chciałabym ją przybliżyć wszystkim smakoszom poprzez książki i sprawdzone przepisy kulinarne. Nasza bieszczadzka kuchnia była bardzo skromna, przetwarzano w dania tylko nieliczne produkty. W zdecydowanej większości kuchnia bojkowska była jarska, oparta na kapuście, ziemniakach, krupach, nabiale, darach lasu. Ostatnio ukazało się kilka naprawdę ciekawych książek kucharskich. Część z nich to wydania komercyjne, które bez problemu można nabyć. Można także w niektórych restauracjach zakosztować tradycyjnych potraw. Bardzo dobrze karmią w Karczmie w Sanoku (tej na rynku, nie polecam skansenowskiej), Zakapiorze w Polańczyku, w Dolnym Smereku w Smereku. Nie wspomnę już o tradycyjnej kuchni, którą serwują panie z kół gospodyń wiejskich np. słynne Uherczanki z Uherzec Mineralnych czy Zamłynianki z Jałowego. Nasza tradycyjna potrawa czyli pierogi smażone w głębokim tłuszczu można już nabyć w prawie każdej knajpce, czy restauracji.


Przede mną bardzo ciekawa książeczka "Potrawy bieszczadzkie polsko-ukraińskiego pogranicza" Roberta Bańkosza,która została wydana jako część projektu Karpacki Jarmark Turystyczny. Jest dwujęzyczna, polsko-ukraińska. Autor zebrał bardzo ciekawe, niegdyś często wykorzystywane przepisy z terenu Bojkowszczyzny. Prezentowane potrawy są bardzo skromne ale smaczne, zdrowe i bardzo często łatwe w przyrządzaniu.

"Wstęp
Bieszczady, to ziemia która nie rozpieszczała swoich mieszkańców obfitością płodów. Nienajlepsza jakościowo ziemia i surowy, górski klimat, powodowały, że często pod strzechy chyż zaglądał głód, zwłaszcza na przednówku. Dodatkowo przechodzące liczne wojny i najazdy pustoszyły, rabowały i tak już ubogie górskie wioski. Bardzo często ludzie musieli szukać pożywienia w lesie i na łąkach, stąd w menu Łemków czy Bojków często pojawiały się grzyby, orzechy, laskowe czy jagody, a nawet pokrzywa czy wręcz lebioda, dzięki którym udawało się przetrwać najtrudniejsze okresy nieurodzaju czy wojny. Oczywiście do podstawowych surowców, z których wykonywano potrawy należało mleko krowie, kozie czy owcze, z którego robiono sery i masło. W oparciu o nie wymyślano przeróżne posiłki, mieszając je ze wszystkim, "co się dało."
Nie mniej ważnym składnikiem było zboże. Aż po dwudzieste stulecie, w przetłaczającej większości był to owies - szczególnie w górach, z którego pieczono nawet chleb czy robiono kaszę. Oskar Kolberg opisując menu bieszczadzkiego pogranicza łemkowsko-bojkowskiego, częśto wspomina o roli, jaką odgrywał tu owies, nazywając opisywane tereny "ziemią owsianą". Przytacza on taką to anegdotę, jak to tutejsi górale powracali do swoich rodzinnych stron spod Lwowa, gdzie pracowali kilka miesięcy, i w połowie drogi spotykali się z idącymi z przeciwnego kierunku krajanami. Uradowali się ogromnie, nie tylko z powodu spotkania pobratymców, ale i z poczęstunku chlebem owsianym, którzy ci mieli ze sobą, a za którym tamtym tęskno już było, i to nie ze względu na jakieś szczególne przymioty ile na surowy smak, który przywodził na pamięć rodzinne chyże i góry. [...]"

"Warenyky tarte (pierogi tarte)
Składniki:
2 kg ziemniaków, 1 kg ziemniaków gotowanych, 1 łyżeczka soli, 150 g masła
Wykonanie
ziemniaki zetrzeć na tarce. Trochę ziemniaków ugotować na farsz. Tarte ziemniaki odcisnąć przez ścierkę, dodać sól, pieprz i jajko. Wyrobić na jednolitą masę. Formować podłużne pierogi w dłoniach. Nakładamy niewielką ilość farszu z ugotowanych, przyprawionych i omaszczonych ziemniaków. Gotować do miękkości ciasta TARTEGO. Podawać z tłuszczem lub śmietaną.
Mieszkanka wsi Łączki

Zupa ze świeżej kapusty na śmietanie
Składniki:
1 główka kapusty, 1/2 kg ziemniaków, 1 marchew, 1/2 szklanki ryżu, 1/2 łyżeczki soli, 2 żółtka, 3 łyżki śmietany, 1/2 łyżeczki śmietany
Wykonanie:
Drobno pokrajane ziemniaki,k marchewkę i świeżą kapustę wrzucić do gorącej wody i gotować. Potem dodać pół szklanki ryżu, posolić i niechaj lekko kipi.
Żółtka rozkłocić z 2-3 łyżkami śmietany i wlać do zupy. Dodać pieprz i doprowadzić do wrzenia.
W talerzu można podprawić zupę śmietaną.
Tereza Kryszczak "Tradycijni łemkiwśki strawy"

Hreczanyki
Składniki:
1 kg kaszy gryczanej, 1 kg mielonego mięsa, 5 jaj, 5 ząbków czosnku, 1 łyżeczka soli, 1 łyżeczka pieprzu
Wykonanie:
Kaszę ugotować, zmieszać z mięsem, dodać jajka, przyprawy, czosnek. Dobrze wymieszać. Smażyć na gorącym oleju (jak kotlety mielone).
Do tego sos na zimno: śmietana z czosnkiem i koperkiem.
Marika Moroko, Hrabowiec

Kysełycia II (kwasówka)

Składniki:
wywar z kości wołowych, kwas z kiszonej kapusty około 1 l, kilka suszonych grzybów ugotowanych i posiekanych

Wykonanie:
Kwas z kapusty wlać do wywaru z kości, dodać wywar z grzybów oraz posiekane grzybki i zagotować. Podawać z gotowanymi ziemniakami, jajkiem lub kaszą.
Mieszkanka wsi Huzele"

Wszystkie te potrawy znam z dzieciństwa, są pyszne.





Tytuł: "Potrawy bieszczadzkie polsko-ukraińskiego pogranicza"
Autor: Robert Bańkosz
Wydanie: I
Stron: 42
ISBN: 83-922885-0-5
Wydawnictwo: Bieszczadzkie Centrum Informacji i Promocji
Ustrzyki Dolne


 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 28/10/2010, 6:56 Quote Post

"Stanisława Tomkowicza Inwentarz zabytków powiatu krośnieńskiego"



Przede mną dwa opasłe, pięknie wydane książki "Stanisława Tomkowicza Inwentarz zabytków powiatu krośnieńskiego" i "Stanisława Tomkowicza Inwentarz zabytków powiatu jasielskiego''. Z rękopisów Autora wydali i własnymi komentarzami opatrzyli Piotr i Tadeusz Łopatkiewiczowie. Są to wydania krytyczne tekstu źródłowego z lat 80-tych XIX w. Stanisław Tomkiewicz krakowski historyk sztuki i konserwator zinwentaryzował galicyjskie zabytki z terenów dzisiejszych powiatów: krośnieńskiego, jasielskiego i nowosądeckiego. Orginalny tekst Tomkiewicza został wzbogacony obszernymi, krytycznymi komentarzami, informacjami o dzisiejszym stanie wzmianowanych zabytków. Wyjątkowo ciekawa jest część ikonograficzna Inwentarza. Są to zdjęcia archiwalne i współczesne, rysunki, grafiki m.in Józefa Mehoffera, Stefana Matejki i Władysława Maślakiewicza, Jana Matejki, Aleksandra Grygolewskiego, 25 kolorowych map katastralnych.
Spis treści:
Stanisława Tomkiewicza curriculum vitae-Tadeusz Łopatkiewicz
Słowo od wydawców-Piotr Łopatkiewicz, Tadeusz Łopatkiewicz
Zabytki sztuki powiatu krośnieńskiego-opisał Stanisław Tomkowicz
1. Bóbrka
2. Dukla
3. Iwonicz
4. Jasionka
5. Jedlicze
6. Kobylany
7. Kmbornia
8. Korczyna
9. Krosno
10. Krościenko Wyżne
11. Lubatowa
12. Miejsce (Piastowe)
13. Odrzykoń
14. Rogi
15. Równe
16. Targowiska
17. Trzciana
18. Wietrzno
19. Wrocanka
20 Zręcin
Wykaz źródeł i prac cytowanych przez Stanisława Tomkiewicza
Wykaz skrótów pozycji bibliograficznych najczęściej stosowanych w komentarzach

Te piękne i arcyciekawe książki wydało Muzeum Narodowe w Krakowie. Moim zdaniem to lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników regionu. Mamy bowiem możliwość skonfrontować przeszłość z teraźniejszością, zobaczyć straty wynikłe z zawiłych dziejów historii: wojen, wysiedleń itd. Wiele zabytków przestało istnieć, część jest w opłakanym stanie itd.


Tytuł: "Stanisława Tomkowicza Inwentarz zabytków powiatu krośnieńskiego"
Autor: " Z rękopisów Autora wydali i własnym komentarzami opatrzyli Piotr i Tadeusz Łopatkiewiczowie"
Wydanie: I
Stron: 421
Wydawca: Muzeum Narodowe w Krakowie
Kraków 2005

Tytuł: "Stanisława Tomkowicza Inwentarz zabytków powiatu jasielskiego, Z rękopisu Autora wydali i własnymi komentarzami opatrzyli Piotr i Tadeusz Łopatkiewiczowie"
Wydanie: I
Stron: 238
Wydawca: Muzeum Narodowe w Krakowie
ISBN: 83-87312-72-X
Kraków 2001

"Stanisława Tomkowicza Inwentarz zabytków powiatu krośnieńskiego. Z rękopisów Autora wydali i własnym komentarzami opatrzyli Piotr i Tadeusz Łopatkiewiczowie"

Fragment rozdziału: "Słowo od wydawców" str. 15

"Kontynuując prace edytorskie nad rękopiśmienną spuścizną Stanisława Tomkowicza - a w szczególności jego archiwalnymi materiałami do inwentaryzacji zabytków Galicji Zachodniej - z ogromną satysfakcją oddajemy do rąk czytelników kolejny tom "Inwentarza zabytków", obejmujący swoim zasięgiem Krośnieńskie, w historycznych granicach powiatu doby autonomii galicyjskiej. Przygotowując "Inwentarz" do druku, pozostaliśmy wierni ogólnym zasadom, jakie przyjęliśmy i zastosowaliśmy przy wydaniu "Inwentarza zabytków powiatu jasielskiego, który ukazał się w 2001 roku. Do przyjęcia tożsamych założeń edytorskich obligował nas tutaj zarówno sam Autor oby rękopisów, jak również zbliżony czas ich powstania, a także ogólny układ rzeczowy.
"Szczególna atrakcyjność archiwalnego tekstu "Inwentarza' wypływa z wielu przesłanek. Autorem rękopisu jest Stanisław Tomkiewicz, pionier nowoczesnej inwentaryzacji zabytków w Polsce i konserwator niezwykle zasłużony w ich badaniach i ochronie. Nie mniej istotny jest czas powstania głównego zrębu tekstu, przypadający na ostatnią dekadę XIX w. Niewielkie fragmenty - głownie o charakterze marginaliów i uwag aktualizacyjnych - wyszły spod pióra Tadeusza Szydłowskiego (lata 1920-1922), który w rękopisie Tomkowicza utrwalił w ten sposób zmiany, jakie wywołała w zasobie zabytkowym Krośnieńskiego działalność inwentaryzacyjna Kościoła oraz niszczenia I wojny światowej. Jednak najgłówniejszym powodem, dla którego warto pochylić się nad tymi stronicami, jest kolosalna wartość faktograficzna "Inwentarza", którego Autor zdołał zarejestrować i stosunkowo szczegółowo opisać - oprócz setek innych - wiele takich zabytków, którym nie dane było dotrwać do naszych czasów. [...]"
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #9

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 29/10/2010, 5:54 Quote Post

Tytuł: "Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie"
Autor: Waldemar Basak


Rajd Pieszy Szlakiem Żołnierzy Wyklętych im. mjr Antoniego Żubryda "Zucha" przeszedł do historii. Dziękuję Kolegom Przewodnikom Grzegorzowi Falowi i Wojciechowi Sroce za jego poprowadzenie.
Wczoraj odbyło się widowisko plenerowe na Rynku w Korczynie "Żubryd schodzi z gór" i panel historyczny pt. SBO NSZ "Zuch" na tle oporu przeciw komunizmowi 1944-1948".
Cała impreza była zorganizowana przez nasze Stowarzyszenie Pamięci SBO NSZ "Zuch", Urząd Gminy w Korczynie i GOK w Korczynie.
Dziękuję Kolegom za umożliwienie mi brania udziału w tym ważnym dla lokalnej społeczności wydarzeniu.

Panel historyczny był połączony z promocją II poszerzonego i poprawionego wydania bardzo interesującej książki Waldemara Basaka " Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie 1918-1946". Wydawnictwo Ruthenus, a raczej Jego właściciel Rafał Barski (na forach bieszczadzkich Barszczu) brał czynny udział w organizacji tego przedsięwzięcia. Książka cieszyła się bardzo dużym powodzeniem, dr Basak w sposób nieomal hurtowy zajmował się dedykacjami.
Czym różni się drugie wydanie od pierwszego? Przede wszystkim wkładką napisaną przez Janusza Niemca - biologicznego Syna Żubrydów. Ten fragment książki dotyczy listu wysłanego przez mordercę Janiny i Antoniego Żubryda Jerzego Vaulina. Pozwolę sobie potem zacytować fragmenty, rzadko bowiem człowiek spotyka się z taką bezwzględnością, okrucieństwem, nie chcę użyć bardzo obraźliwego określenia. Poza tym Autor otrzymał po ukazaniu się I wydania książki dużo listów od Partyzantów, ludzi, którzy znali bądź walczyli z "Zuchem". Dr Basak spotkał się z Nimi, relacje Żołnierzy z okolic Zagórza i Brzozowa wzbogaciły to wydanie. Mnie zainteresowały niepublikowane wcześniej fotografie, moim zdaniem to prawdziwa ozdoba tej książki.

Spis treści

Przedmowa
Wstęp

Rozdział I
Sytuacja społeczno-polityczna na terenie województwa rzeszowskiego w latach 1944-1947, ze szczególnym uwzględnieniem powiatów: Brzozów, Krosno, Lesko, Przemyśl i Sanok
& 1. Narzucenie "nowego porządku'
& 2. Stosunek komunistów do Kościoła rzymsko i grekokatolickiego
& 3. Przesiedlenia ludności ukraińskiej i walki z UPA
Rozdział II
Antoni Żubryd - twórca SBO NSZ kryptonim "ZUCH"
& 1. Dzieciństwo, młodość, okres wojny
& 2. Po "wyzwoleniu"

Rozdział III
Powstanie i formowanie się oddziału
& 1. Organizacja i struktura
& 2. Dowódcy kompanii i oficerowie funkcyjni Batalionu
& 3. Działalność SBO NSZ kryptonim "ZUCH" w opiniach społeczeństwa
a. Stosunek ludności Rzeszowszczyzny do działań A. Żubryda
b. Kościół katolicki wobec działalności oddziału

Rozdział IV
Działalność operacyjna
& 1. Akcje zbrojne
& 2. sabotaż, zajmowanie mienia i propaganda

Rozdział V
Likwidacja oddziału
& 1. Rozbicie oddziału
& 2. Śmierć Antoniego Żubryda

Zakończenie
Twarzą w twarz z zabójcą
Wykaz skrótów
Źródła i opracowania
Wykaz tabel
Indeks osobowy
Indeks nazw geograficznych
Ilustracje

Motto

[...] Kochani koledzy, piszę do Was tych kilka słów, może już ostatnich.
Ja wpadłem do więzienia, za co? Za kochaną Ojczyznę, za kochaną Polskę prawdziwą, demokratyczną i walczyłem za Nią, ale nie za żydowską i komunistyczną, tylko za demokratyczną. I pewnie tutaj zginę w tych murach ale przysięgi nie złamię i Wy koledzy nie traćcie ducha, a odzyskamy Polskę.
Kończę Wasz kolega "Czarny"
(Fragment grypsu przesłanego przez por. Mieczysława Kocyłowskiego z więzienia w Rzeszowie w 1946 roku).



Tytuł: "Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie"
Autor: Waldemar Basak
Wydanie: II poprawione i poszerzone
Stron: 309 plus wkładka ze zdjęciami
ISBN: 978-83-7530-110-6
Wydawnictwo: Ruthenus
Krosno 2010

Waldemar Basak "Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie" str. 229
"Twarz w twarz z zabójcą" Janusz Niemiec
[...] Prowadzone przez prokurator Hannę Solarewicz śledztwo jednoznacznie wykazuje, że Jerzy Vaulin jest zabójcą. Wobec faktów Vaulin przyznał się do morderstwa. Pewnego dnia około południa zapukał do drzwi mojego mieszkania i wręczył mojej żonie Izabeli list zatytułowany Do Syna. Jest to 5-cio stronicowy maszynopis bez podpisu z szokującym mnie wstępem, który pozwolę sobie zacytować
Słowa te kreśli człowiek który przed pół wiekiem odebrał życie Pańskim rodzicom. W dniu 24 października 1997 r. w dniu dokładnej pięćdziesiątej rocznicy tego dramatu powstała możliwość, a nade wszystko konieczność, złożenia na pańskie ręce tego wyznania.
W dalszej części tego listu Vaulin przedstawia swoją wersję wydarzeń opierając swoje relacje na konieczności obrony swego życia. List ten natychmiast przekazałem do prokuratury w Brzozowie, która przygotowywała w tym czasie akt oskarżenia. W dniu wręczenia listu mojej żonie byłem w pracy, dlatego nie doszło do naszego pierwszego spotkania. Przyznam szczerze, ze moja reakcja na to wydarzenie mogła być nieprzewidywalna. W tym czasie, reportaż Piotra Lipińskiego w "Gazecie Wyborczej" o śmierci małżeństwa Żubrydów wywołał zainteresowanie tym tematem Wytwórnię Filmów Dokumentalnych w Gdańsku, która postanowiła nakręcić krótki film. Realizatorzy tego filmu planowali doprowadzić do spotkania Jerzego Vaulina ze mną, ale do tego wydarzenia nie doszło. Film przedstawia Vaulina jako człowieka cynicznego, pełnego buty i pewności siebie. Na pytanie dlaczego zamordował Żubrydów odpowiada: że może z sadyzmu, a może lubię zabijać ludzi?
[...]
Ostatnie moje spotkanie z zabójca Rodziców miało miejsce dwa lata temu w Sanoku. Odbyło się z inicjatywy Telewizji TVN Kraków, która planowała nakręcenie 3 odcinkowego filmu o historii mjr Żubryda. Vaulin oczekiwał mnie na brzegu Sanu, wyciągnął rękę na powitanie której naturalnie nie przyjąłem. Po chwilowej ostrej dyskusji między nami spotkanie zakończyła cyniczna i szokująca wszystkich obecnych odzywka j. Vaulina o następującej treści: Czy w związku ze śmiercią Rodziców otrzymał pan od państwa odszkodowanie, bo jeśli tak to powinien Pan być mi wdzięczny i mi podziękować Spotkanie to zostało utrwalone przez kamerę TVN.
Janusz Niemiec
Mirocin, 25 VIII 2010 r"

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 30/10/2010, 6:28 Quote Post

Tytuł: "Byłem zastępcą Żubryda..."
Autor: por. Mieczysław Kocyłowski "Czarny"


Chyba każdy z nas musi dojrzeć do własnego odkrywania prawdy. Nie wiem czy jestem już na tym etapie aby dać wciągnąć się w tamten świat. Na razie szukam informacji ale dla mnie sprawa żołnierzy wyklętych jest tylko ogniwem w dziejach Bieszczadów.
Po raz pierwszy na ten temat rozmawiałam z Leszkiem Żubrydem, Kolegą przewodnikiem (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa). To on polecił mi wspomnienia por. Mieczysława Kocyłowskiego "Czarnego" "Byłem zastępcą Żubryda" wydane w 1999 r. Sięgnęłam do książki, która była pierwszą próba odmitologizowania postaci Antoniego Żubryda i jego oddziału i przeżyłam szok. Nie znałam dziejów własnego regionu. Ta krótka historia Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ otworzyła mi oczy na inną powojenną rzeczywistość. Do tej pory byłam faszerowana tendencyjnymi publikacjami opartymi na materiałach stworzonych przez aparat bezpieczeństwa. Najbardziej wstrząsnęły mną informacje o publicznie wykonywanych wyrokach śmierci na partyzantach: Władysławie Skrawcu, Władysławie Kudliku na sanockim rynku dokonanych 24 maja 1946 r. Kilka dni później w ten sam sposób stracono przez powieszenie ciężko rannego chor. Henryka Książąka.
Mieczysław Kocyłowski całym swoim życiem świadczył o jednym: największą wartością jest Ojczyzna. Mimo aresztowania przez UB, bardzo brutalnych wielomiesięcznych przesłuchań, kilku lat więzienia, późniejszych prześladowaniach przez UB i SB, niemożliwości znalezienia godziwej pracy do swojej śmierci zachował ideały, które zaprowadziły go najpierw do oddziału "Błyska", a potem Żubryda.
Jest kilka prób zrozumienia tego co działo się tu po II wojnie św.
Polecam stronę
www.region.halicz.pl/person/zubryd1.htm

Tytuł: "Byłem zastępcą Żubryda..."
Autor: por. Mieczysław Kocyłowski "Czarny"
Wstęp i opracowanie: Andrzej Romaniak
Wydanie: I
Stron: 131
ISBN: 83-907352-8-8
Muzeum Historyczne w Sanoku
Sanok 1999

"Byłem zastępcą Żubryda..." por. Mieczysława Kocyłowskiego "Czanego" to zanotowana i opracowana przez naszego historyka regionalistę (być może i naszego Kolegę z Forum, na pewno czyta wątki o Żubrydzie) Andrzeja Romaniaka opowieść. Nie jest ona podzielona na rozdziały, trudno mi więc wybrać jakiś interesujący, a zarazem reprezentatywny dla całości fragment. Posłużyłam się starą i wypróbowaną metodą, kocia łapka w zabawie otworzyła książkę na stronie 119.Jest to fragment wspomnień dotyczący pobytu w areszcie śledczym w Rzeszowie. Autor buntuje się, chce dowiedzieć się co dzieje się z Jego Rodziną, poddawany jest torturom.
" Chwilę później byłem rozebrany do naga i wtrącony do pomieszczenia, które już opisałem. Przed zamknięciem drzwi, polano mnie zimną wodą włączono wentylator i powiedziano:
- Te zabieg rozwiązuje najtwardszym języki i doprowadza do równowagi umysłu.
W "gabinecie" przestałem do rana następnego dnia. Prawdę mówiąc to w tych piwnicach trudno było rozpoznać kiedy był dzień, a kiedy noc, bo okiem nie było, ale dzień rozpoznawaliśmy po tym, że był większy ruch na zewnątrz.
Po wypuszczeniu mnie z "gabinetu zabiegowego", kazano mi się ubrać i zaprowadzono do celi, ale już nie do tej w której siedziałem dotychczas, ale w drugi koniec korytarza. W korytarzu tym spotkałem swego Ojca, którego przeprowadzano z piętra do piwnicy. O jakiejkolwiek rozmowie nie było mowy, tyle, że kiwnęliśmy sobie głowami.
W celi do której mnie wprowadzono, zastałem Jasia Gomułkę, który siedział sam *. Tak, tak, bratanka "Wiesława", tego komunisty. Podczas rozmowy z nim, dowiedziałem się, że dostał tzw. "czapę" (karę śmierci) za mokrą robotę na sowieckich żołnierzach, którzy z bronią w ręku rabowali Polaków.
Po upływie kilku godzin, ponownie wezwano mnie na przesłuchanie. W drzwiach przywitał mnie wczorajszy śledczy:
- No jak czujemy się po zabiegu? Poprawiło się?
- Samopoczucie bez zmian, ale widziałem z odległości metra mojego ojca.
- Poważnie?
- Bez cienia wątpliwości i wobec tego proszę obywatela porucznika, aby powiedział mi za co aresztowaliście moją rodzinę i co się stało z moją siostrą?
- Wasza rodzina nie została aresztowana, a zatrzymana w charakterze zakładników. jeśli wasz brat, odda się dobrowolnie w ręce, to rodzina zostanie zwolniona.
- A co do waszej siostry, to nie zastaliśmy jej w domu, ani też w szkole.
_ Jak widzę to obraliście dobrą taktykę, nic nie różniącą się od hitlerowskiej. Po mojej ucieczce z Mińska na Białorusi w 1943 r., sanoccy gestapowcy, przyjechali do mego domu i grozili mojej Matuli, że spalą dom jeśli nie wyjdę z ukrycia. Matula zaczęła płakać i prosić aby nie palili domu. Pokazał im też ostatni list pisany przeze mnie z Mińska. Jeden z "gestapowców" umiejący mówić po polsku, po przeczytaniu listu powiedział, że nie spalą domu, ale zamian za to Matula musi im dać znać, jak tylko zjawię się w domu. Ja w tym czasie siedziałem w odległości kilkudziesięciu metrów od domu. Proszę sobie porównać ich metody i wasze. Oni nie doczekali się na donos od mojej Mamy , a wy nie doczekacie się, aby mój brat dobrowolnie oddał się w wasze ręce, chyba, że go złapiecie.
- Jeśli nie zgłosi się, to oni dalej będą siedzieć - powiedział "ubowiec".
Na tym rozmowę zakończyliśmy, a rozpoczęło się przesłuchanie, ale już bez bicia.
(Tu chciałem dodać, ze razem z moją rodziną siedziała również teściowa Żubryda - Pani Praczyńska z synem Żubrydów - czteroletnim Januszkiem).
Przez dłuższy okres byłem doprowadzany na przesłuchania z których często nie sporządzano protokołów. Czasami odnosiłem wrażenie, że niektórzy z "ubowców" chcą widzieć jak faktycznie wyglądam. Stworzono wokół mnie mit niebezpiecznego wroga komunizmu (faktycznie nim byłem). Innym razem wydawało mi się, że jestem nienormalnym człowiekiem i "ubowcy" oglądają mnie z ogromną ciekawością, a rozmowa ze mną sprawia im ogromną satysfakcję, że mają mnie u siebie bezbronnego i mogą ze mnie drwić. Niektórzy z nich straszyli mnie karą śmierci (czego spodziewałem się), a inni dla odmiany pocieszali mnie, że może nie będzie tak źle. Jeszcze inni znęcali się nade mną, jeden z nich Bizoń, oficjalnie mówił mi, że z przyjemnością założy mi pętlę na szyję i poderwie stołek, na którym będę stał. Ja natomiast bez przerwy myślałem o tym jakby się stad wydostać. prosząc Pana Boga i Matkę Boską o pomoc w zrealizowaniu moich marzeń".
* "Jan Gomułka - ur. 12.08.1922 r. aresztowany 11.03.1946 r. za "posiadanie broni i przynależność do bandy NSZ wyrokiem WSR w Rzeszowie skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 11.07.1946 r. na zamku w Rzeszowie."

Tytuł: "Śladami Łemków"
Autor: Roman Reinfuss

Szukając informacji Jaworniku znajdującym się na styku mezoregionów sięgnęłam do książek poświęconych etnografii. Musze przyznać, że dość długo traktowałam tę dziedzinę wiedzy po macoszemu, uczyłam się jej podstaw z obowiązku. Teraz właśnie przekonuję się, że Beskid Niski, Łemkowszczyzna to nie tylko piękne tereny po wysiedlonych wsiach, cerkwie, kapliczki i krzyże, cmentarze ale także cały świat duchowy ludu, który przestaje istnieć. Swoimi odkryciami chcę podzielić się z wami. Na pierwszy ogień biorę książkę niezwykłą - monografię "Śladami Łemków" prof. Romana Reinfussa.
Prof. Reinfuss był jednym z największych autorytetów jeżeli chodzi o kulturę, etnografię Karpat. To on zorganizował katedrę etnografii na Uniwersytecie Wrocławskim, był także twórcą i pracownikiem Pracowni Dokumentacji Polskiej Sztuki Ludowej Instytutu Sztuki PAN. Polecam bardzo interesujący artykuł poświęcony prof. Reinfussowi
http://www.sadeczanin.info/aktualnosci/5463

"Śladami Łemków" to niezwykła monografia. Czyta się ja jednym tchem, podsiada swój niepowtarzalny klimat. Na pierwszy rzut oka widać iż napisał ją człowiek na wskroś zakochany w temacie. Moim zdaniem nie ma lepszej książki poświęconej Łemkowszczyźnie. Podobnie sądzili Koledzy przygotowując listę lektur na kursie przewodnickim. Przeczytanie w/w książki należało do naszych obowiązków. Niestety, nie mam własnego egzemplarza. Kolega z for bieszczadzkich skserował mi te publikację. Nie mieliśmy możliwości spotkać się, więc pozostawił mi ją w księgarni Bosza w Lesku. Panie oczywiście zapoznały się z książka i dzielnie jej broniły ksera przed klientami, którzy chcieli ją "zaciągnąć" do swoich księgozbiorów. Szkoda, że nie można nigdzie kupić tej monografii. Pojawia się to kompendium wiedzy o Łemkach na allegro ale ceny za które jest kupowane są dość zawrotne. Jak wspomniałam "Śladami Łemków" to kompendium wiedzy o Łemkach jako grupie etnograficznej. Autor przedstawia nam etnogenezę Łemkowszczyzny, historię tej krainy, opowiada o życiu codziennym autochtonach, o ich dorobku duchowym, kulturze, wierzeniach, zwyczajach i obyczajach. Jednym słowem pozwala nam zajrzeć przez okno historii, Łemkowszczyna odchodzi w przeszłość, została brutalnie zniszczona przez władze Polski Ludowej. Wysiedlenia z lat 1944-1945 i akcja "Wisła" przyniosły zagładę tej niepowtarzalnej kultury górali rusińskich. Górali rusińskich, Rusnaków, Łemków ale nie Ukraińców.

Spis treści
Wstęp
Szlakiem wielkiej wędrówki
"W seli i w chyży"
"Sztoby z hołodu ne wmerty"
Na co dzień i od święta
Od "Rizdwa do "Rizdwa"
"Drużba ja se drużba, tiażka moja służba"
W cerkwi i obok
Literatura bez pióra
Igłą i młotem
Z odległości i z bliskiej przeszłości
Literatura wybrana
Spis ilustracji
Streszczenie w języku angielskim


Tytuł: "Śladami Łemków"
Autor: Roman Reinfuss
Wydanie: I
Stron: 148
ISBN: 83-7005-238-X
Wydawnictwo: Wydawnictwo PTTK "Kraj"
Warszawa 1990


"Śladami Łemków" rozdział "W cerkwi i obok" str.88-89

"[...]Do postaci o cechach nadprzyrodzonych, które w wierzeniach Łemków pozostały jako spadek po dalekiej przeszłości, należy jeszcze dodać te, jakie weszły do nich wraz z nauką głoszoną przez kościół. Wymienić tu trzeba przede wszystkim "czorta". W swej ogólnie znanej postaci pojawia się on raczej rzadko. Można z nim zawrzeć umowę, wówczas pomaga człowiekowi bardzo skutecznie, tylko po śmierci zabiera jego duszę.
Gdy w pewnej wsi umierała "bosorka" (czarownica) mająca pakt zawarty z diabłem, w momencie konania przed jej dom zajechała bryczka, wysiadło z niej dwóch panów ubranych po miejsku, weszło do domu czarownicy, a gdy skonała, nikt nie widział, aby z domu tego ktoś wychodził. Jest rzeczą oczywistą, że były to dwa "czorty", które przyjechały po duszę zmarłej, a później po prostu znikły.

Śmierć w wierzeniach Łemków posiada cechy jak najbardziej człowiecze. Jest to stara baba, odziana w białą płachtę.
Spotkali się z nią pewnego razu przebierańcy z Wysowej, odwiedzający "weczirki". Chodzili oni "od wieczirek do wieczirek" , które odbywały się równocześnie w różnych chałupach, a swą przebraną śmierć nosili na drabinie, bo występowała boso i było jej zimno w nogi. Przechodząc obok cerkwi przebierańcy ujrzeli nagle białą postać. Była to "prawdziwa" śmierć. Przestraszeni pouciekali, a na placu pozostała jedynie śmierć przebrana, która nie mogła się tak szybko pozbierać. Wtedy "prawdziwa" śmierć kazała się tej przebranej wziąć na plecy i zanieść do Cegielki (wsi leżącej po stronie słowackiej), gdzie mieszkała młoda kobieta, przędząca wtedy len. Śmierć zarzuciła jej obręcz na szyję i kobieta zmarła. Po wykonaniu zadania "prawdziwa" śmierć poleciła tej przebranej odnieść się z powrotem do Wysowej. Podobne opowiadania o śmierci, która kazała się nosić, zanotowano też w Dołżycy na wschodniej Łemkowszczyźnie

Na pograniczu między niesamowitymi zjawami, a ludźmi, znajduje sie upiór. Jest to istota (uważana przez niektórych za "ducha", przez innych za chodzącego nieboszczyka), który wychodzi z grobu i albo czyni ludziom różne złośliwości - straszy, dusi bydło itp. albo nie mogąc rozstać się z opuszczoną rodziną, wraca nocami do domu i pomaga w pracach przy gospodarstwie, rąbie drewno, młóci zboże itd. Opowiadają też o upiorach, które odwiedzały swoje żyjące żony i utrzymywały z nimi normalne stosunki małżeńskie.
Upiorami pozostawali po śmierci ludzie, mający "dwie dusze". Jedna z nich została ochrzczona i ta po śmierci szła spokojnie w zaświaty, natomiast druga, nie ochrzczona pozostawała w zwłokach i powodowała , że nieboszczyk wychodził z grobu i zachowywał się jak żywy człowiek. Czasami przyszłego upiora można było poznać jeszcze za życia, ponieważ miał wybitnie czerwoną karnację twarzy i ciemne zrośnięte brwi.
Po śmierci wskazywały na upiora elastyczne, niezesztywniałe zwłoki i zachowane rumieńce.
Często upiorami stawały się kobiety zmarłe w połogu. Nocą wstawały z grobu, aby karmić i kąpać swoje osierocone dzieci. W jedne wsi, gdzie zmarła położnica wychodziła z grobu i odwiedzała nocą dom, w którym znajdowało się jej dziecko, ustawiano w czeluści pieca chlebowego nieckę z wodą i lnianą szmatę pełniącą funkcję ręcznika. Codziennie rano ręcznik był mokry, a dziecko starannie wykąpane.
Współżycie z przybywającymi w odwiedziny "upirem" było bardzo przykre, zwłaszcza gdy był to osobnik niespokojny i wyrządzający szkody. Likwidacją upiorów zajmowali się przeważnie "baczowie". Słowo "bacza" u Łemków nie oznacza pasterza, kierującego na hali wypasem owiec i produkcją sera, tylko znachora. Było ich wśród Łemków bardzo wielu. Do najznakomitszych należeli: Leszko Babej, zwany Gyrdą z Blechnarki i drugi nazwiskiem Bacza z Keckovec po stronie słowackiej. Pozostała po nich legenda, a po Babeju również samotny, kamienny nagrobek, jaki ostał się na zrujnowanym cmentarzu w Blechnarce.
"Bacza" posługując się swoimi magicznymi sposobami, wyszukiwał na cmentarzu grób, z którego "wychodził" nieboszczyk, następnie odkopywał trumnę, wydobywał zwłoki, odwracał je plecami do góry i przybijał do zimie osikowymi kołkami lub żelaznymi zębami od bron. Należało jeszcze odciąć nieboszczykowi głowę, włożyć ją między nogi, przykryć kolczastymi gałęziami i po zasypaniu ziemią przywalić grób kamieniami. W ubiegłym stuleciu tego rodzaju pogrzeby były bardzo często wykonywane, ponieważ w czasie powtarzających się nawrotów cholery sprowadzanie zarazy Łemkowie przypisywali włóczącym się po nocach nieboszczykom."

Ten post był edytowany przez lucyna beata: 30/10/2010, 6:35
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #11

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 31/10/2010, 9:53 Quote Post


Tytuł: "Zagórz nad Osławą Z dziejów miasta i gminy"
Autor: Zbigniew Osenkowski

Ku memu zaskoczeniu ostatnimi czasy ukazują się niezmiernie ciekawe publikacje wydawane na zlecenie poszczególnych gmin. Wśród nich jest monografia historyczna "Zagórz nad Osławą. Z dziejów miasta i gminy" Zbigniewa Osenkowskiego.

Jest to ładnie wydane kompendium wiedzy o historii i teraźniejszości gminy Zagórz. Lektura obowiązkowa przewodników. Szkoda, że ową książkę nie można nabyć na wolnym rynku. Została wydana na zlecenie Urzędu Miasta i Gminy w Zagórzu przez Oficynę Wydawniczą Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Grzegorza z Sanoka w Sanoku w 2006 r.
Autor w sposób obszerny i zajmujący przedstawia zagadnienia historyczne, społeczne Zagórza i okolicy, opowiada o ludziach tu żyjących, gawędzi o zabytkach i działach sztuki, omawia dzieje poszczególnych miejscowości.
Książka jest wydana na bardzo dobrym papierze, w twardej oprawie, jest bogato ilustrowana. Bardzo podoba mi się jej "przejrzystość", łatwo szuka się tu informacji. Na marginesach w każdym rozdziale zaznaczono czego/kogo dotyczy dany akapit.

Spis treści
Położenie i ukształtowanie terenu
Od początków osadnictwa po wiek XVIII
Kościół zagórski
Cerkiew zagórska
Czasy austriackie i II Rzeczpospolita
II woja św. Okupacja - walka - miejsca martyrologii
Czasy PRL
Zagórz współczesny
Zasław - dzielnica przemysłowa
Nowy Zagórz
Miejscowości gminy Zagórz
Kolej zagórska
Kopalnie ropy naftowej
Klasztor oo. Karmelitów Bosych
Od "Sokoła" po harcerstwo
Rozwój oświaty w zagórskiej wsi
Honorowi Obywatele Miasta i Gminy

Tytuł: "Zagórz nad Osławą Z dziejów miasta i gminy"
Autor: Zbigniew Osenkowski
Wydanie: I (?)
Stron: 306
ISBN: 83-922799-6-4
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Grzegorza z Sanoka w Sanoku
Sanok 2006





Najbardziej znanym zabytkiem w gminie Zagórz są ruiny klasztoru karmelitów. Łatwo znaleźć informacje dotyczące jego powstania, funkcjonowania, ale niestety niewiele wiadomo o jego historii najnowszej. Lukę tę wypełnia część rozdziału "Klasztor oo Karmelitów Bosych" str. 239-243.

Przytoczę jego część.

"[...] W latach 1957-1962 dzieło odbudowy klasztoru podjął karmelita o. Józef, znany jako Jan Prus.
Kapituła prowincjonalna w Krakowie na sesji XII 18 maja 1957 r. postanowiła objąć i przy pomocy funduszy państwowych odbudować klasztor w Zagórzu, a uzyskawszy zgodę Definitorium Prowincjonalnego w Warszawie ( 23 V 1957 r.) i władz administracyjnych karmelici przystąpili do realizacji zamierzeń. Pierwszym mieszkańcem zniszczonego konwentu był o. Józef. Towarzyszył mu dzielnie brat Wawrzyniec Radkiewicz, a nieco później o. Aureliusz Balonek, który z wielkim zapałem i energią pracował przy odgruzowywaniu kościoła i klasztoru. Prace wstępne, ograniczające się do odgruzowania i zabezpieczania zagrożonych części zniszczonej świątyni, trwały od października 1957 r do 1959 r. Plany pomiarowe i opracowanie dokumentacji technicznej rekonstrukcji tego miejsca wykonał inż. architekt Tadeusz Roman Żurowski, związany z tym zakątkiem podkarpackiej ziemi szczególnymi więzami: jako zagórzanin, student uczestniczący przed wojną w pracach wykopaliskowych w Zagórzu i okolicy, przyczynił się do wyjaśnienia wielu niejasności oraz ustalił daty dotyczące losów i zagłady klasztoru. Już w latach 1945-1946 inż. T. Żurowski zapoczątkował wstępne zabezpieczenia murów i w czynie społecznym opracował projekt odbudowy zagórskiego zabytku kultury. Przygotowane przez niego plany techniczne odbudowy, piękna kolorowa akwarela przedstawiająca freski na murach świątyni, są dowodem ogromnego zaangażowania w dzieło odbudowy.
Po śmierci niestrudzonego inicjatora odbudowy, o. Józefa, w dniu 5 kwietnia 1962 r. karmelici musieli zrezygnować z kontynuowania dalszej odbudowy z powodu braku środków finansowych, a także na skutek zarządzenia Prezydium WRN w Rzeszowie.
[...]
Reforma struktury administracyjnej kraju, która od 2 stycznia 1977 r. reaktywowała Zagórz na prawach miejskich w ramach województwa krośnieńskiego, zrodziła nowe nadzieje. Myśl ratowania obiektów klasztornych i częściowego bodaj ich wykorzystania, w formie odpowiadającej współczesnym potrzebom i możliwościom, podjęły - choć bez widocznego efektu - lokalne władze Zagórza."

"Na początku lat 90.władze lokalne próbowały zainteresować kogoś remontem Karmelu. Skierowano do władz Zakonu Karmelitów w Warszawie, Krakowie, i Przemyślu propozycję zaangażowania się w prace remontowe. Jednak z pewnością z uwagi na ogromne środki finansowe konieczne do podjęcia prac renowacyjnych pozostała ona bez odpowiedzi.
W końcu lat 90. Skarb Państwa, chcąc pozbyć się problemu, przystał na propozycję sprzedaży ruin klasztoru prywatnemu przedsiębiorcy z centralnej Polski, który przedstawił - co prawda dość mgliste- plany zagospodarowania. Na skutek protestu władz Zagórza Skarb Państwa nie sfinalizował sprzedaży ruin, przekazując je wraz z działką w 2000 r. na rzecz gminy jako mienie komunalne.
Dzięki zaangażowaniu burmistrza MiG w Zagórzu Jacka Zająca, oraz przy wsparciu Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, a także Marszałka Województwa Podkarpackiego ( w latach 2000-2002) i Fundacji Karpackiej (rok 2000) rozpoczęto prace konserwatorskie i zabezpieczające. Udało się w trwały sposób zabezpieczyć ruiny przed niszczącym działaniem deszczu, wiatru, śniegu i słońca. Obecnie opracowywany jest " Program zagospodarowania zabytkowych ruin klasztoru karmelitów bosych w Zagórzu". Gmina posiada pomysł na ożywienie tych ruin, zamiarem jest odtworzenie dwóch lub trzech cel zakonnych, kuchni, wirydarza, ogrodu kontemplacyjnego. Budynek obok bramy ma mieścić mały hotel z herbaciarnią, sklepem z ziołami, produktami ekologicznymi oraz pamiątkarskimi. Planowane jest także utworzenie wież widokowych. Uczynienie z Karmelu atrakcji turystycznej Zagórza wydaje się realne, gdyż już teraz odwiedza to miejsce około 30 tys. turystów rocznie.
Symbolicznym zwieńczeniem dotychczasowych prac ratowania Karmelu był powrót figury Matki Bożej Szkaplerznej na postument przy murach klasztoru. Została ona uroczyście poświęcona przez biskupa Adama Szala 18 lipca 2004 r. - w pierwszą niedzielę po święcie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, obchodzonym od XIV w. prze zakonników zamieszkujących zbocza Góry Karmel - karmelitów."
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 1/11/2010, 15:43 Quote Post

"KSU rejestracja buntu Opowieść o punk rocku w Bieszczadach"
Krzysztof Potaczała



W tym wątku staram się polecać książki, szczególnie te napisane przez ludzi stąd. Dziś zrobię wyjątek. "KSU rejestracja buntu" napisana przez Krzysztofa Potaczałę jest specyficzną biografią. Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu kartek zaczęłam rechotać, szczególnie spodobało mi się zdanie: "Zapaliły się głowy, zabulgotała w żyłach krew. O tym jest ta opowieść. O grupie dojrzewających za "późnego Gierka" chłopaków, którzy już wkrótce mieli wstrząsnąć skostniałym porządkiem, zburzyć małomiasteczkowy ład i wzbudzić najpierw niepokój, a potem wściekłość komunistycznych służb.". Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy po zapoznaniu się z dwoma pierwszymi rozdziałami to ta: tworzenie mitu na siłę. Być może owa kreację kupią fani KSU, być może książka stanie się popularna i zniknie w oka mgnieniu z półek księgarni ale dla mnie, dla miejscowej jest ona po prostu "niestrawna". Nie byłam w stanie jej przeczytać, zakończyłam lekturę po trzech rozdziałach. Nie wrócę do nie. Plusem owej publikacji jest opublikowanie kilku zdjęć i notatek służbowych sporządzonych przez ORMO, protokołów z przesłuchań sporządzonych przez MO i SB, opublikowanie akt dotyczących zespołu. Książka jest poświęcona "bieszczadzkiemu" składowi zespołu i obejmuje okres od 1978 do połowy lat 90-tych.


Spis treści:
Zamiast wstępu
Okruchy przeszłości
Porażeni punk rockiem
Leśne wyprawy, młodzieńcze wybryki
Hymn o Ustrzykach
Skazani tańczą pogo, KSU podbija Kołobrzeg
Na scenie punk, a w piwnicach Lenin
Uleczony kompleks prowincji
Wolna Republika Bieszczad
Publika w ekstazie, gliny wyłączają prąd
A miał być wielki powrót
Kryptonim "Żyletka"
Siczka maszeruje i tworzy przeboje
Płytowy debiut na dziesięciolecie
Konsomoł zaprasza, pilnuje i broni
Punk's Not Dead
Epilog
Dziennik znaleziony na strychu

Na koniec jeszcze coś chlapnę o pięknym geście. Zespół lub wydawnictwo podarowało książki z autografem Siczki bieszczadzkim bibliotekom. I za to Im można tylko podziękować.

Tytuł: "KSU rejestracja buntu Opowieść o punk rocku w Bieszczadach"
Autor: Krzysztof Potaczała
Wydanie: I
Stron: 231
ISBN: 978-83-89183-62-0
Wydawnictwo: Libra
Rzeszów 2010


W poprzednim poście wspomniałam iż "KSU rejestracja buntu" jest specyficzną opowieścią. Jeden z rozdziałów "Kryptonim "Żyletka" jest moim zdaniem interesujący, są tu opublikowane akta organizacji młodzieżowej występująca pod nazwą PUNK (określenie zaczerpnięte z notatki służbowej ORMO). Fragment tego rozdziału przetoczę za chwilę. Bardzo podobają mi się także wspomnienia członków zespołu i ich znajomych.
Oto kilka z nich:

"Tekst piosenki "Moje Bieszczady" to kwintesencja tego, co w nas się wtedy budziło. Dlatego, podobnie jak brat, poświęciłem się Bieszczadom w sensie ocalenia ich od niepamięci. Z tego powodu powstał lokalny oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami i rocznik historyczny "Bieszczad".
Bohun"

"Operacja "Bieszczady'40" spotkała się, delikatnie mówiąc, z niechęcią miejscowej ludności, zwłaszcza tej bardziej zasiedziałej. Powody były różne. Z jednej strony konieczność wyżywienia kilkunastu tysięcy przybyszów przy narastających brakach w zaopatrzeniu pogłębiała trudności aprowizacyjne trapiące ludność Ustrzyk i okolic. Z drugiej - obecność licznych zastępów młodzieży z jej paramilitarnymi rytuałami w oczywisty sposób kolidowała z ugruntowanym bieszczadzkim genius loci - niepokornym, rozwichrzonym i anarchistycznym.
Jurek Linder"

"Nie cierpieliśmy harcerzyków. Tacy niby grzeczni, a śmiecili gdzie popadnie. Za deptanie trawników w ustrzyckim parku niejeden dostał łańcuchem przez plecy i szpica na dupę. Oni traktowali Bieszczady jak krainę w której wszystko wolno im robić. A dla nas ta kraina była najdroższa, chcieliśmy ją chronić przed harcerzami i przed turystami, czyli stonką. Bo to też była konkurencja w zdobywaniu choćby tak podstawowego artykułu jak papier toaletowy
Siczka"

Właśnie w tych wspomnieniach widzę największą wartość tej publikacji. Są szczere, znakomicie oddają klimaty tamtego okresu i sądzę, że reprezentatywne. Z wielką uwagą przeczytałam je wszystkie. Znajdują się na marginesach książki na szarym tle więc nie ma problemów z ich odnalezieniem.

Fragment podsumowania rozdziału " Kryptonim "Żyletka".
"Sprawa Operacyjnego Sprawdzenia pod kryptonimem "Żyletka" trwała niespełna pięć miesięcy i zakończyła się 25 lipca 1980 r. Podczas działań rozpracowujących nieformalny ruch młodzieżowy w Ustrzykach Dolnych SB i MO wykorzystały dwóch tajnych współpracowników i trzy kontakty operacyjne (na temat tych ostatnich nie ma żadnych danych). W odniesieniu do jednej osoby zastosowano kontrolę korespondencji (kontrolą objęto listy do Bogusława Augustyna). Znajdująca się w oddziale Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie teczka sprawy to jednak tylko fragment dokumentacji dotyczącej KSU i ustrzyckiego środowiska skupionego wokół zespołu.
Brakuje szeregu meldunków składanych przez miejscowych milicjantów, ormowców i esbeków. Część z tych materiałów zniszczono w ówczesnym Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Ustrzykach Dolnych. Nie zachowały się ani dokumenty pisemne ani fotograficzne. [...].
Cytowane powyżej materiały wskazują , ze bezpieka i milicja miały trudności w rozpracowaniu ruchu punk w Ustrzykach Dolnych. W raportach i notatkach służbowych mylono imiona i nazwiska członków KSU i ich przyjaciół, nie potrafiono zgromadzić właściwej wiedzy na temat subkultury punk (zarówno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii), ustalić niektórych faktów (np. w jaki sposób list od ustrzyckich punków dotarł do Radia Wolna Europa), a odpowiedzialnością za różnorakie chuligańskie wybryki obarczano niemal wyłącznie osoby z kręgu KSU.
[...]
Na uwagę zasługuje fakt, ze do rozpracowania punkowego środowiska w Ustrzykach Dolnych zastosowano aż 16 przedsięwzięć operacyjnych - od rozmów ostrzegawczych, profilaktycznych i wychowawczych, po jawne zastraszanie zarówno młodych buntowników spod znaku anarchii i agrafki, jak też ich rodziców. Groźba wydalenia ze szkoły, zablokowania przystąpienia do matury, a także zwolnienie z pracy wiążącego się z "wilczym biletem" była całkiem realna. Nie można w tym kontekście wykluczyć, że bezpieka nie skaptowała na swoje potrzeby kogoś z ówczesnych uczniów szkół średnich, studentów lub ich rodziców robiąc z nich pospolitych konfidentów. Za to faktem jest, iż niektórzy młodzi ludzie nagabywani przez reżimowe służby nie dali się - mimo stwarzanych im na co dzień problemów - zastraszyć. Przetrwali nagonkę i tym samym zachowali twarz.
Zamknięcie "Żyletki" nie oznaczało końca inwigilacji punckrockowego środowiska w Ustrzykach Dolnych. Członkowie KSU i ich wierni sympatycy nękani byli mnij lub bardziej aż do końca PRL-u."
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #13

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 3/11/2010, 9:33 Quote Post

Ostatnio opowiadałam Wam o ciekawej sesji naukowej, która odbyła się w ośrodku Caritas w Myczkowcach. To było już trzecie spotkanie poświęcone pograniczu kulturowo-religijnemu polsko-ukraińsko-słowackiemu i ekumenizmowi. Miałam mieszane uczucie słuchając chaotycznych moim zdaniem wykładów. Jeden z moich Kolegów, który uczestniczył we wszystkich trzech spotkaniach powiedział, że miał podobne zastrzeżenia ale zostały one pogrzebane, gdy sięgnął "Oikoumene Carphatia Pismo Centrum Kultury Ekumeniczne w Myczkowcach". Mam nadzieję, że ze mną stanie się podobnie. Jestem bowiem po lekturze dwóch numerów. Czekam na trzeci.
Moich zdaniem pierwszy jest interesujący, drugi zaś powinien stać się lekturą obowiązkową przewodników i wszystkich miłośników Bieszczadów.
Pierwszy numer rocznika wydany w 2008 roku zawiera materiały z I sesji. Numer otwiera Wprowadzenie pióra ks. dyrektora OWR Caritas Bogdana Janika i "Słowo ks Biskupa Edwarda Białogłowskiego wygłoszone w dniu 16 października 2007 r z okazji poświęcenia pomnika Sługi Bożego Papieża Jana Pawła II i otwarcia Centrum Kultury Ekumeniczne w Ośrodku Caritas w Myczkowcach". Ks. Stanisław Nabywaniec z UR wygłosił niezmiernie interesujący wykład "Kościół na pograniczu polsko- słowacko-ukraińskim-spojrzenie w przeszłość" opisując historię organizmów państwowych i jednostek kościelnych na przełomie ponad tysiąca sięgając aż do misji cyrylo-metodiańskiej. Równie ciekawy okazał się wykład ks. Józefa Kozy z KUL poświęcony dialogowi katolicko-prawosławnemu "Kościoły siostrzane Kilka refleksji na tle dotychczasowego dialogu katolicko-prawosławnego". Ks Janusz Mierzwa z UKSW zajął się "Zróżnicowaniem etnograficznym południowo-wschodniej Polski". Wykład moim zdaniem bardzo pouczający, gdyż Autor przedstawił zagadnie wszechstronnie, rozpatrując je także w kontekście Europy.


Zajrzyjcie proszę tu
www.myczkowce.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=51&Itemid=68

Spis treści
- Wprowadzenie
- Słowo Ks. Biskupa Edwarda Białogłowskiego wygłoszone w dniu 16 października 2007 r z okazji poświęcenia pomnika Sługi Bożego Jana Pawła II i otwarcia Centrum Kultury Ekumenicznej w Ośrodku Caritas w Myczkowcach
- Kościół na pograniczu polsko-słowacko-ukraiński - spojrzenie w przeszłość (ks. Stanisław Nabywaniec)
- Kościoły siostrzane. Kilka refleksji na tle dotychczasowego dialogu katolicko-prawosławnego (ks. Stanisław Józef Koza)
- Zróżnicowanie etnograficzne południowo-wschodniej Polski (ks. Janusz Mierzwa)
- Wybrane opinie o CKE


Tytuł: "Oikoumene Carpathia Pismo Centrum Kultury Ekumenicznej w Myczkowcach"
R 1 (2008) NR 1
Redakcja: ks. mgr Bogdan Janik
Stron: 64
ISBN: 978-83-61312-27-7
Wydawnictwo: Ośrodek Wypoczynkowo-Rehabilitacyjny w Myczkowcach
Myczkowce 2008

Cena 6 zł

Artykuł ks. Janusza Mierzwy z UKSW Warszawa
składa się z kilku części:
- Z perspektywy kontynentu
- Z perspektywy regionu
- Z perspektywy pogranicza
- Grupy etnograficzne
- Jedność w różnorodności
- Ludność pogranicza polsko-ruskiego
- Mieszkańcy Bieszczadów i Beskidu Niskiego
* Bojkowie na Podkarpaciu
* Łemkowie na Podkarpaciu
* Budownictwo mieszkalne
* Cerkiewne budownictwo sakralne na Podkarpaciu
* Układ ikonostasu w cerkwi grekokatolickiej
* Karpackie ikony
*Pogórzanie
* Dolinianie
* Centrum Kultury Ekumenicznej w Myczkowcach
* Odpust w Łopience wg Zygmunta Kaczkowskiego w "Mężu Szalonym"


"Zróżnicowanie etnograficzne południowo-wschodniej Polski" Ks. Janusz Mierzwa str. 39-41

"[...]
Z perspektywy regionu
Jan Paweł II mówiąc o integracji europejskiej w sferze kulturowej podkreśla, iż "ów jednoczący ruch <<musi uwzględnić, na każdym etapie mentalność i istniejące realnie możliwości. Europa skalda się z narodów o wspaniałej przeszłości, z kultur z których każda ma swoją oryginalność i wartość. Trzeba będzie zawsze czuwać nad ich zachowaniem, unikając zacierania różnic, które prowadziłyby do ich zubożenia>>".

Z perspektywy pogranicza
Wyróżniając odrębności narodowe, etniczne i etnograficzne można posłużyć się zarówno kryteriami obiektywnymi tj. historycznej trwałości więzi grupowej oraz pochodzenia narodowego, jak i subiektywnymi, tzn. analizując świadomość tożsamości członków danej grupy. Biorąc pod uwagę te 2 kryteria można wyróżnić trzy kategorie grup mniejszościowych:
1. Do pierwszej kategorii należy zaliczyć te grupy, które swój mniejszościowy status wywodzą z faktu przynależności do historycznej wspólnoty narodowej, posiadającej własne państwo lecz znajdujące się w granicach innego państwa. Ze względu na genezę pochodzenia tych grup można wyróżnić w tej kategorii 2 rodzaje takich społeczności:
a) Zbiorowości terytorialne, odrębne językowo i - w większości - wyznaniowo. Występują one najczęściej w pasie przygranicznym;
cool.gif Zbiorowości o imigracyjnym rodowodzie, pozbawione poczucia związku z własną społecznością. Na ternie Polski są to głównie mniejszości: żydowska, grecko-macedońska, ormiańska, rosyjska i wietnamska.

Grupy etnograficzne
2. Do drugiej kategorii grup mniejszościowych należy zaliczyć zbiorowości etniczne o autochtonicznym i autotelicznym charakterze, które nie osiągnęły statusu narodu. Są to grupy kulturowo odmienne, posiadającą długą, historyczną genezę. Również w tej kategorii ujawniają się 2 typy zbiorowości:
a) Zbiorowości terytorialne, z wyraźnie wyodrębnioną symboliczną sferą identyfikacyjną z "ojczyzną prywatną", czy z regionem - nakładającą się na szerszą tożsamość ideologiczną z narodem - państwem. Do tej grupy można zaliczyć w Polsce: Kaszubów, Łemków, Mazurów, Warmiaków;
cool.gif Zbiorowości imigracyjne (napływowe) - charakteryzujące się silną więzią ideologiczną lecz nie tworzące odrębnych narodów lub nie wchodzące w ich skład. Są to grupy o dużym stopniu integracji językowej i religijnej, wpisane w proces asymilacyjny z polskim społeczeństwem narodowym i obywatelskim. w Polsce do tych grup można zaliczyć : Romów, karaimów, Tatarów i starowierców.

3. Trzecią kategorię stanowią grupy etniczne i etnograficzne o rodowodzie napływowo-migracyjnym, które przybyły na terytorium danego kraju w różnym czaso-okresie. Wśród nich można wyróżnić:
a) Grupy społeczne w sensie socjologicznym i historycznym - obecnie co najmniej od 3 pokoleń i charakteryzujące się kompletnością instytucjolną, więzią ideologiczną i wspólnotą interesów. w Polsce ten rodzaj mniejszości reprezentują grupy: żydowska, romska, ormiańska, karaimska i starowierców.;
cool.gif Zbiorowości imigracyjne o stosunkowo niedawnym rodowodzie i krótkiej historii grupowej. W Polsce są to społeczności, których przedstawiciele byli już wcześniej tu obecni lecz posiadali status cudzoziemców, obcokrajowców czy czasowych rezydentów. do tej mniejszości można zaliczyć Rosjan i społeczność greko-macedońską. "
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #14

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 5/11/2010, 11:58 Quote Post

" Oikoumene Carpathia Pismo Centrum Kultury Ekumenicznej w Myczkowcach"


Drugi numer "Oikoumene Carpathia" ISSN 1689-4707 to pokłosie sesji naukowej "Łemkowie dawniej i dziś", która odbyła się 16 października 2008 r. w Myczkowcach. Zawiera kilka moim zdaniem wyjątkowo ciekawych referatów. Rocznik otwiera "Wstęp" autorstwa ks. dyr Bogdana Janika. Mnie bardzo zainteresował referat prof. dr hab Jerzego Czajkowskiego (moim zdaniem Autor jest przede wszystkim mistrzem słowa pisanego Laughing . z całym szacunkiem dla Pana Profesora Jego wykłady bywają chaotyczne) "Uwagi do etnogenezy Łemkowszczyzny". Profesor Czajkowski na wstępnie nakreśla klimaty Łemkowyny, potem zajmuje się historycznością nazwy wołoch (bardzo interesująca część). Bardzo wiele mówi o zasiedlaniu Beskidu Niskiego i przyległej części Słowacji (dołączono mapę poglądową), a na koniec charakteryzuje poszczególne części Łemkowyny: zachodnią znajdującą się pomiędzy doliną Popradu, a Ropicą Ruską i Konieczną, środkową od Pstrążnego przez Wołowiec, Radocynę do Trzciany i Zyndranowej, wschodnią od dorzecza Wisłoka po dorzecze Osławy. Dużo do życzenia przedstawia referat spisany z nagrania i nieautoryzowany Olgi Glosikovej dyr Muzeum Kultury Rusińskiej na Słowacji. Pozostawia bardzo duży niedosyt. Temat jest bardzo interesujący ale niestety moim zdaniem bardzo płytko potraktowany i dla osób takich jak ja, nieobeznanych z tematyką, niezbyt zrozumiały. Ks prof. dr Roman Dubec przedstawił odtwarzanie się na terenie Beskidu Niskiego prawosławia "Kościół prawosławny na łemkowszczyźnie w latach 1926-1939" - lektura obowiązkowa dla przewodników. Równie ciekawy jest referat ks. dr Mirona Michaliszyna "Administratura Apostolska Łemkowszczyzny" i ks dr hab. Stanisława Nabywańca "Duchowieństwo grekokatolickie łemkowskie i ukraińskie Eparchii Przemyskiej i Administratorze Apostolskiej".
Roczniki można nabyć za 6 zł w Centrum Kultury Ekumenicznej w Myczkowcach.

Warto tu zajrzeć, gdyż jest tu jedna z największych atrakcji turystycznych naszego regionu - zbiór około 200 makiet drewnianych świątyń z Podkarpacia, województwa preszowskiego na Słowacji i z ukraińskiej Bojkowszczyzny (pojawiły się niedawno).Wiosną powstał ogród biblijny. Księdzu Dyrektorowi można tylko podziękować i za owe wydawnictwa, i za to co robi dla naszej ziemi. Można także podziwiać jego zdjęcia bieszczadzkiej przyrody w budynku recepcyjnym ośrodka.
www.twojebieszczady.pl/warto/cke.php

Spis treści
- Wstęp
- Uwagi do etnogenezy Łemkoszczyzny (prof. dr. hab. Jerzy Czajkowski)
- Sytuacja Łemków - Rusinów na terenie Słowacji (Olga Glosikova)
- Kościół prawosławny na Łemkowszczyźnie w latach 1926-1939 ( ks. prof.dr. Roman Dubec)
- Administracja Apostolska łemkowszczyzny (ks. dr. Mirosław Miron Michaliszyn)
- Duchowieństwo grekokatolickie łemkowskie i ukraińskie Eparchii Przemyskiej i Administraturze Apostolskiej (ks. dr hab. Stanisław Nabywaniec)

Tytuł: " Oikoumene Carpathia Pismo Centrum Kultury Ekumenicznej w Myczkowcach"
R 2 (2009) Nr 2
Redakcja: ks. mgr Bogdan Janik
Stron: 72
ISSN
Wydawca: Ośrodek Wypoczynkowo-Rehabilitacyjny w Myczkowcach
Myczkowce 2009

Chciałabym przedstawić fragment artykułu ks. dr hab. Stanisława Nabywańca "- Duchowieństwo grekokatolickie łemkowskie i ukraińskie Eparchii Przemyskiej i Administraturze Apostolskiej" str.61

" W chwili utworzenia Administracji Apostolskiej Łemkowszczyzny liczyła ona 130 księży, w tym: 66 proboszczowie (parochów), 43 administratorów parafii, 11 wikariusz i 10 innych w grupach. Średnia wieku 43 lata. Księży, którzy nie przekroczyli 35 roku życia było 50.
Łemkowszczyzna była bogata w powołania do kapłaństwa. Wielu księży Łemków osiągnęło wysokie stanowiska w hierarchii Cerkwi grekokatolickiej: abp Józef Sembratowicz, grekokatolicki metropolita lwowski 1870-1882 - Krynica; kard. Sylwester Sembratowicz - Desznica; bp Tomasz Polański, władyka przemyski (1891-1896) - Bartne, bp Julian Pełesz, władyka stanisławowski i przemyski (1891-1896) - Muszynka, bp Jozefat Kocyłowski, władyka przemyski w latach 1917-1947 - Pakoszówka.
Istniały tu "dynastie kapelańskie" lub "dynastie księżych rodów", wykonujące w sposób bezapelacyjny rząd dusz w swych parafiach.
Księża łemkowscy kształtowali świadomość ludu i nie pozwolili ludowi zidentyfikować się z Ukraińcami. Naród ukraiński i separatyzm łemkowski rodzą się w tym samym czasie. Łemkowie czuli się kulturowo i narodowo związani z pobratymcami Rusnakami (Łemkami) na południowych stokach Karpat W Słowacji. Rozpoczęła się trwająca dziesiątki lat "wojna" o łemkowską duszę.
Przechodzenie Łemków na prawosławie przebiegało w napiętej atmosferze. Przenikaniu prawosławia nie przeciwstawili się w porę biskupi Lwowa i Przemyśla, którzy w chwili wybuchu "wojny religijnej" na Łemkowszczyźnie w 1926 r. nie podjęli dialogu z Łemkami składającymi protesty na grekokatolickich księży. agitatorów ukrainizmu. Duchowieństwo grekokatolickie problem nasilania się wpływów prawosławia i odstępstwa Łemków od unii kościelnej omawiało na zjazdach dekanalnych. Biskup Jozefat Kocyłowski przybył na Łemkowszczyznę w 1929 r. i apelował, "by wierni nie dali się uwieść żadnym płatnym agitatorom prawosławnym i wytrwali wiernie przy unii". Sprowadzony na Łemkowszczyznę ze Stanisławowa zakon misjonarski krestonoscow (studytów) w wyniku zbyt ostrej krytyki nie osiągnął zamierzonego celu. [...]"
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #15

21 Strony  1 2 3 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej