Drukowana wersja tematu

Kliknij tu, aby zobaczyć temat w orginalnym formacie

historycy.org _ Wprowadzenie demokracji ludowej 1945-1956 _ Hieronim Dekutowski "Zapora"

Napisany przez: Artur P. 7/03/2006, 18:16

Dzisiaj mija 57 rocznica śmierci Majora cc Hieronima Dekutowskiego "Zapory" - legendarnego dowódcy oddziałów partyzanckich Lubelszczyzny. Skazany na karę śmierci przez WSG w Warszawie, został rozstrzelany w więzieniu MBP na warszawskim Mokotowie 7 marca 1949 r. wraz z grupą sześciu podkomendnych. 57 lat temu śmierć z rąk UB ponieśli:

- mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" (ur. 1918) - cichociemny, komendant oddziałów leśnych Inspektoratu DSZ-WiN Lublin, a następnie dowódca zgrupowania partyzanckiego liczącego w szczytowym okresie ponad 300 ludzi;
- kpt. Stanisław Łukasik "Ryś" (ur. 1918) - dowódca oddziału w zgrupowaniu "Zapory";
- ppor. Roman Groński "Zbik" (ur. 1926) - dowódca oddziału żandarmerii zgrupowania;
- por. Jerzy Miatkowski "Zawada" (ur. 1923) - żołnierz zgrupowania, a następnie adiutant "Zapory";
- por. Tadeusz Pelak "Junak" (ur. 1922) - żołnierz "Zapory", członek siatki terenowej WiN;
- por. Edmund Tudruj "Mundek" (ur. 1923) - żołnierz oddziału "Rysia" w 1944 r. wywieziony do ZSRR, od 1946 r. ponownie w jego oddziale;
- por. Arkadiusz Wasilewski "Biały" (ur. 1925) - żołnierz zgrupowania, adiutant "Zapory".

GLORIA VICTIS !!!

Napisany przez: widzącyzlublina 7/03/2006, 22:21

Przed aresztowaniem "Zapory" do jego organizacji wprowadzono/zwerbowano 63 konfidentów UB/inf.WP. Zapora jak wielu konspiratorów do konspiracji został niemal zmuszony. Polska konspiracja w okregu Lwowa (Lwów, Stanisławów i Tarnopol) już w 1939r została opanowana a następnie aż do końca okupacji niemieckiej była prowaokacyjnie organizowana i kierowana przez NKWD. Po 1944r podobny los spotkał konspiracje lubelską i w konsekwencji nie tylko elity negatywnie selekcjonowanych i kreowanych "działaczy kombatanckich" ale także prawników, historyków, duchownych,polityków, dziennikarzy, literatów itd. Blokowanie i selektywne udostępnianie informacji z archiwów IPB Kieresa utrwaliło i pogłębiło te poprzednie selekcje i kreacje do tego stopnia, że kości z mogił więźniów Zamku Lubelskiego i "różnych miejsc grzebania" na cmentarzu rzymskokoatolickim "przy Unickiej" lat 1944-54 w latach 70 wyekshumowane bezimiennie (jako z nieopłaconych grobów ziemnych)do wspólnych katakumb z więźniami z okresu okupacji niemieckiej nadal się tam znajdują jedynie pod napisem "Tym, którzy walka i męczeństwem służyli Ojczyźnie 1939-1944" i pod tablicami z 1300nazwiskami więźniów z okresu okupacji niemieckiej.Radnym w Lublinie został Piotr Gawryszczak za napisanie książki o konspiracji zbrojnej w lubelskim okręgu AK w latach 44-56 w której wykreślił ze słownictwa słowa Zamek Lubelski- To tak jak by z historii "holocaustu " wykreślił Oświęcim, Bełżec i Trblimnkę. Jedyna książka o sądach wojskowych i więzieniu na Zamku w Lublinie sponsorowana przez obu ostatnich arcybiskupow lubelskich ma na okładce informację o autorce "Zofia Leszczyńska żołnierz AK" mimo,że ta autorka nigdy do AK nie należała (jest już prezesem kanapowego- nie "wiatowego" Związku Żołnierzy AK i honoralnym porucznikiem AK)

Napisany przez: Artur P. 8/03/2006, 0:40

Panie Andrzeju

Przeczytałem Pański post i list z głębokim zaintersowaniem. Faktem jest, że istnieje wciąż pewna blokada informacji, a historycy IPN przekazują nam generalnie to co uważają lub powinni za stosowne.
W całym tym wątku chciałem podkreślić dwie sprawy:
1) Wciąż brakuje upamiętnienia miejsc kaźni polskich patriotów w Lublinie. Szczególnie dotyczy to chociażby symbolicznego oznaczenia terenu nieistniejącego budynku administr. na Zamku, gdzie dokonywano rozstrzeliwań.
2) Sprawa gry operacyjnej, zakończonej aresztowaniem "Zapory" i jego podkomendnych.
Od pewnego czasu IPN zamknął jakby usta w tej sprawie. Nie pojawia się nazwisko żadnego agenta wprowadzonego do oddziału, nie pojawiają się informacje o przebiegu gry, głównych autorach - nic.
A przecież znane są pseudonimy TW wprowadzonych w otoczenie Dekutowskiego - chociażby "Iskra" (którego ja osobiscie łączę z TW "Iskrą", w 1945 r. zastępcą "Zapory").

Wygląda to na robotę konkretnego środowiska, któremu wciąż zależy na tuszowaniu prawdy (aż dziw, że wiemy kto przyczynił się do śmierci "Uskoka").

Pozdrawiam

Napisany przez: lekarz 8/03/2006, 16:21

a ja przeczytałem załączony plik i jestem zaintrygowany następującymi fragmentami:

1. "„Bolszewickie prawo” było perfidnym i „naukowym” wprowadzeniem dysonansów między prawem materialnym a stosowanym prawem procesowym" - nie rozumiem, o co chodzi, a wykształcenie prawnicze odebrałem dość staranne...

2. rozumiem, że prof. Kłoczowski podpisał zobowiązanie do współpracy ale z tego co wiem wynika, że nie przekazał SB żadnych istotnych wiadomości; nazywanie weterana PW "nestorem PRLowskiej agentury" to chyba nadużycie

3. chętnie dowiem się, jakie są źródła epitetów typu "bohater nieskutecznej walki z holocaustem i kabotyńskiej antypolskiej historiozofii Jan Karski", poprzednio czytałem wypowiedż, że Karski jakoby pod niebiosa wychwalał Minca i Bermana - źródła mile widziane

4. wypowiedź może byłaby i ciekawa, gdyby nie było tam wszystkiego jak w najlepszej warzywnej sałatce - jest Karski, Miłosz, Szymborska, Życiński, Kieres (wszyscy obrażani na potęgę...), antypolscy kabotyni, spiski, Kłoczowski, kanapowe AK, na szczęście na końcu dowiadujemy się o co chodzi tj o "zdepolonizowanych izrealickich (sic!) historyków"...

to nawet byłoby śmieszne, gdyby nie to, że w kontekście rocznicy marca 68' to jest trochę straszne....

Napisany przez: bachmat66 8/03/2006, 19:06

QUOTE(lekarz @ 8/03/2006, 11:21)
a ja przeczytałem załączony plik i jestem zaintrygowany następującymi fragmentami:

1. "„Bolszewickie prawo” było perfidnym i „naukowym” wprowadzeniem dysonansów między prawem materialnym a stosowanym prawem procesowym" - nie rozumiem, o co chodzi, a wykształcenie prawnicze odebrałem dość staranne...

2. rozumiem, że prof. Kłoczowski podpisał zobowiązanie do współpracy ale z tego co wiem wynika, że nie przekazał SB żadnych istotnych wiadomości; nazywanie weterana PW "nestorem PRLowskiej agentury" to chyba nadużycie

3. chętnie dowiem się, jakie są źródła epitetów typu "bohater nieskutecznej walki z holocaustem i kabotyńskiej antypolskiej historiozofii Jan Karski", poprzednio czytałem wypowiedż, że Karski jakoby pod niebiosa wychwalał Minca i Bermana - źródła mile widziane

4. wypowiedź może byłaby i ciekawa, gdyby nie było tam wszystkiego jak w najlepszej warzywnej sałatce - jest Karski, Miłosz, Szymborska, Życiński, Kieres (wszyscy obrażani na potęgę...), antypolscy kabotyni, spiski, Kłoczowski, kanapowe AK, na szczęście na końcu dowiadujemy się o co chodzi tj o "zdepolonizowanych izrealickich (sic!) historyków"...

to nawet byłoby śmieszne, gdyby nie to, że w kontekście rocznicy marca 68' to jest trochę straszne....
*


...zgoda ze ten wyzej zalaczony plik to po duzy belkot ale jak autor zmusi sie do zrobienia porzadnej poprawki to mzoe wyjsc ciekawy artykul
co do karskiego, Milosza, Szymborksiej etc - to sa/byly figury publiczne/historyczne i autor ma prawo do posiadania opinii, w tym rowniez obrazania!
nota bene co do obrazania pani Wisi Szymborskiej, uwazam ze nie ma sensu pisac o jej obrazniu, toz ona sama sie obrazala bedac juz dorosla kobieta kiedy pisala 'poezje' ku chwale stalinizmu czy komuny, i chyba za to wlasnie dostala ten nieszczesny nobel od komuny szwdzkiej, zamiast peoty par excellance pana Zbigniewa Herberta...

nolens volens uwazam ze kolega takze belkocze nieco - czyli belkot + belkot = ciekawa wymiana zdan czy opinii
pozdro
ps
!chwala zamordowanym patriotom et zolnierzom wolnej, niezawislej Polski!

! na pohybel komuchom et ich poplecznikom!

Napisany przez: widzącyzlublina 8/03/2006, 19:30


1. "„Bolszewickie prawo” było perfidnym i „naukowym” wprowadzeniem dysonansów między prawem materialnym a stosowanym prawem procesowym" - nie rozumiem, o co chodzi, a wykształcenie prawnicze odebrałem dość staranne...

2. rozumiem, że prof. Kłoczowski podpisał zobowiązanie do współpracy ale z tego co wiem wynika, że nie przekazał SB żadnych istotnych wiadomości; nazywanie weterana PW "nestorem PRLowskiej agentury" to chyba nadużycie

3. chętnie dowiem się, jakie są źródła epitetów typu "bohater nieskutecznej walki z holocaustem i kabotyńskiej antypolskiej historiozofii Jan Karski", poprzednio czytałem wypowiedż, że Karski jakoby pod niebiosa wychwalał Minca i Bermana - źródła mile widziane

4. wypowiedź może byłaby i ciekawa, gdyby nie było tam wszystkiego jak w najlepszej warzywnej sałatce - jest Karski, Miłosz, Szymborska, Życiński, Kieres (wszyscy obrażani na potęgę...), antypolscy kabotyni, spiski, Kłoczowski, kanapowe AK, na szczęście na końcu dowiadujemy się o co chodzi tj o "zdepolonizowanych izrealickich (sic!) historyków"...

w kontekście rocznicy marca 68' to jest trochę straszne....

*

[/quote]
Ad 1 prawo procesowe czyli Wojskowy Kodeks Postępowania Karnego stosowane było dysonansowo sprzecznie z deklarowanym przeznaczeniem prawa materialnego. Np można było torturować patriotów w celu ich skazania "za zdradę Ojczyzny" według odpowiednich definicji takiej zdrady . Wojskowy Kodeks Postępowania Karnego stosowany był początkowo jako przekalkowany z sowieckiego lecz szybko płk Zampolski i płk Muszkat (później za granicami PRL uważany nawet za "dysydenta") opracowali kuriozalny WKPK polski, ktory odbierał aresztowanym wszelkie prawa, i który otrzymał życzliwy komentarz od prof Mogielnickiego -niekwestionowanego autorytetu i autora słynacego z chrześcijańskiego liberalizmu przedwojennego polskiego Kodeksu Karnego .
Ad 2. Prof Kłoczowski nie tylko "podpisał zobowiązanie do współpracy" lecz otrzymawszy maszynopis pierwszej książki "Raport o zabijaniu-zbrodnie sądów wojskowych na Zamku w Lublinie" autorstwa sędziego sądu apelacyjnego Marka Kielasińskiego jako "Prezes Instytutu Armii Krajowej, (na KUL) przetrzymał maszynopis przez kilka miesięcy, a wreszcie - monitowany zwrócił go przez umyśnego, bez słowa." Cytat ze wstępu od wydawcy "Raport o zabijaniu" wyd Test 1997 autor Marek Kielasiński.
Osobiście ja zetknąłem się z kombatantem NSZ, który jako małoletni chłopiec w 1944r wstąpił do oddziału ze starszym kolegą nie oriętując się w rodzajach Wojska Polskiego. Po wyroku śmierci zamienionym na dlugoletnie więzienie wyszedł na wolność w latch 60tych znając jedynie pseudonim dowódcy swego oddziału z którego nikt poza nim nie przeżył PRL. W nadziei,że się czegoś dowie jako kombatant NSZ (papiery miał dzięki więzieniu)udał się do prezesa Inst. Hist. AK na KUL prof. Kłoczowskiego i opowiedział mu swą historię. Ten troche pomilczał, wstał od stołu i powidział "ty s...synie NSZtowcu".
Ad 3.Dnia 8.10.1999r obyła sie w Lublinie promocja książki "Tajne Państwo" i spotkanie z Janem Karskim (Kozielewskim) jako autorem i kurierem AK, który minn miał powiadomić aliantów o zagładzie ludności żydowskiej zwanej obecnie holocaustem. Niepowodzenie swej misji przypisywał m inn swojej zbyt słabej sile przekonywania. Przed wyjazdem był w gettcie watszawskim i jak twierdził przez wiele lat w obozie w Bełżcu lecz w Izraelu jakiś historyk przekonał go, że w Bełżcu nie mógł być, bo tam był wyłącznie obóz śmierci jak w Treblince. Doszedł do wniosku, że był w Izbicy pod Krasnystawem gdzie przetrzymywano zbyt duże transporty przed wysłaniem do Bełżca co nie zmieniło jego mniemania o sobie jako o wybitnie zdolnym i inteligentnym oficerze AK. Twierdził, że wszyscy politycy i dowódcy polscy w okresie II wojnypoza Józefem Cyrankiewiczem byli niemądrzy a mimo to starał się ich nawet głupie polecenia jak najwierniej wedeług swoich możliwości zapamiętać i przekazywać (Anglicy odmawiali rządowi polskiemu prawa posiadania własnej łączności radiowej z AK). Twierdził, że Cyrankiewicz był najinteligentniejszym i najszlachetniejszym polskim politykiem w okresie II wojny a zapytany w dyskusji czy to prawda, że Cyrankiewicz wykupił go z aresztu Gestapo (zanim sam został więźniem w Oświecimiu) -odpowiedział, że tak. Podobnie stwierdził to Jacek Kuroń w "Rozmowie dnia" Telewizja Polska progr 1 15 lipca 2000r.
Karski jako historyk i przyjaciel Cyrankiewicza oraz Wiesenhala musiał wiedzieć, że Cyrankiewicz po likwidacji konspiracji w Oświęcimiu zorganizowanej przez rotmistrza Witolda Pileckiego, do ktorej został przyjęty jako więzień polityczny został przeniesiony do Mauthausen skąd po wyzwoleniu i powrocie do Polski razem z Szymonem Wiesenthalem i Kazimierzem Rusinkiem -fałszywym "komendantem czerwonych gdyńskich kosynierów" już jako premier napisał do sądu wojskowego nad rotmistrzem Pileckim -prawdziwym bohaterem walki z "holocaustem" pismo domagając się najwyżsaego wymiaru kary jako dla jednostki wybitnie szkodliwej.
Twierdzenie o "wielu wspaniałych ludziach w aparacie PRL takich jak Cyrankiewicz, Minc i Berman" wygłosił Karski w Lublinie na promocji swej książki potępiając oskarżanie "kogoś, że był częścią systemu..". Podobne twierdzenia Karskiego jednak bez nazwisk Bermana i Minca opublikował Kurier Lubelski z relacji z pobytu Karskiego w Lublinie dn 7.10.2000r w art "Mądy naród chroni swoje dzieci" np odpowidz na pytanie o wnioski ze swego życia i wojy dla młodzieży- ".. nie bójcie się oskarżeń o materializm. Pieniądze są cenne. Trzeba się dobrze ubierać, zachowywać, kształcić, mieć udany seks, a w kieszeni prezerwatywy! Bo jak ich nie masz, to dziś możesz zrójnować życie sobie i innym."
Inne uwagi i relacje ze spotkania z Karskim w zalącznikach "Jan Karski u wspaniałych na Zamku w Lublinie" i "Wspaniali murem potępienia za "odkupicielem naszych grzechów"
Ad 4. Już we Lwowie okupowanym w 1939r wykształciła się dialektycznie sprawna elita kulturalnej nadbudowy pasożytniczego zniewalania społeczeństwa polskiego, do której zaliczyć można późniejszego noblistę Miłosza. Jej tradycje kontynuowane są przez jego wielbicieli, do których w Lublinie należy abp Józef Życiński jako Wielki Kanclerz KUL popierający teologiczną nadbudowę powiedzenia Jana Pawła II " i można powiedzieć starszymi braćmi w wierze" nie tylko wprost ale także jako teologię powszechności zbawieni i jedynie pozytywnej wartości godności ludzakiej niezależnie od wiary i postepowania analogicznie do wybraństwa narodu biblijnego nadal żydowskiego.

Napisany przez: widzącyzlublina 8/03/2006, 19:38

1. "„Bolszewickie prawo” było perfidnym i „naukowym” wprowadzeniem dysonansów między prawem materialnym a stosowanym prawem procesowym" - nie rozumiem, o co chodzi, a wykształcenie prawnicze odebrałem dość staranne...

2. rozumiem, że prof. Kłoczowski podpisał zobowiązanie do współpracy ale z tego co wiem wynika, że nie przekazał SB żadnych istotnych wiadomości; nazywanie weterana PW "nestorem PRLowskiej agentury" to chyba nadużycie

3. chętnie dowiem się, jakie są źródła epitetów typu "bohater nieskutecznej walki z holocaustem i kabotyńskiej antypolskiej historiozofii Jan Karski", poprzednio czytałem wypowiedż, że Karski jakoby pod niebiosa wychwalał Minca i Bermana - źródła mile widziane

4. wypowiedź może byłaby i ciekawa, gdyby nie było tam wszystkiego jak w najlepszej warzywnej sałatce - jest Karski, Miłosz, Szymborska, Życiński, Kieres (wszyscy obrażani na potęgę...), antypolscy kabotyni, spiski, Kłoczowski, kanapowe AK, na szczęście na końcu dowiadujemy się o co chodzi tj o "zdepolonizowanych izrealickich (sic!) historyków"...

w kontekście rocznicy marca 68' to jest trochę straszne....

*

[/quote]
Ad 1 prawo procesowe czyli Wojskowy Kodeks Postępowania Karnego stosowane było dysonansowo sprzecznie z deklarowanym przeznaczeniem prawa materialnego. Np można było torturować patriotów w celu ich skazania "za zdradę Ojczyzny" według odpowiednich definicji takiej zdrady . Wojskowy Kodeks Postępowania Karnego stosowany był początkowo jako przekalkowany z sowieckiego lecz szybko płk Zampolski i płk Muszkat (później za granicami PRL uważany nawet za "dysydenta") opracowali kuriozalny WKPK polski, ktory odbierał aresztowanym wszelkie prawa, i który otrzymał życzliwy komentarz od prof Mogielnickiego -niekwestionowanego autorytetu i autora słynacego z chrześcijańskiego liberalizmu przedwojennego polskiego Kodeksu Karnego .
Ad 2. Prof Kłoczowski nie tylko "podpisał zobowiązanie do współpracy" lecz otrzymawszy maszynopis pierwszej książki "Raport o zabijaniu-zbrodnie sądów wojskowych na Zamku w Lublinie" autorstwa sędziego sądu apelacyjnego Marka Kielasińskiego jako "Prezes Instytutu Armii Krajowej, (na KUL) przetrzymał maszynopis przez kilka miesięcy, a wreszcie - monitowany zwrócił go przez umyśnego, bez słowa." Cytat ze wstępu od wydawcy "Raport o zabijaniu" wyd Test 1997 autor Marek Kielasiński.
Osobiście ja zetknąłem się z kombatantem NSZ, który jako małoletni chłopiec w 1944r wstąpił do oddziału ze starszym kolegą nie oriętując się w rodzajach Wojska Polskiego. Po wyroku śmierci zamienionym na dlugoletnie więzienie wyszedł na wolność w latch 60tych znając jedynie pseudonim dowódcy swego oddziału z którego nikt poza nim nie przeżył PRL. W nadziei,że się czegoś dowie jako kombatant NSZ (papiery miał dzięki więzieniu)udał się do prezesa Inst. Hist. AK na KUL prof. Kłoczowskiego i opowiedział mu swą historię. Ten troche pomilczał, wstał od stołu i powidział "ty s...synie NSZtowcu".
Ad 3.Dnia 8.10.1999r obyła sie w Lublinie promocja książki "Tajne Państwo" i spotkanie z Janem Karskim (Kozielewskim) jako autorem i kurierem AK, który minn miał powiadomić aliantów o zagładzie ludności żydowskiej zwanej obecnie holocaustem. Niepowodzenie swej misji przypisywał m inn swojej zbyt słabej sile przekonywania. Przed wyjazdem był w gettcie watszawskim i jak twierdził przez wiele lat w obozie w Bełżcu lecz w Izraelu jakiś historyk przekonał go, że w Bełżcu nie mógł być, bo tam był wyłącznie obóz śmierci jak w Treblince. Doszedł do wniosku, że był w Izbicy pod Krasnystawem gdzie przetrzymywano zbyt duże transporty przed wysłaniem do Bełżca co nie zmieniło jego mniemania o sobie jako o wybitnie zdolnym i inteligentnym oficerze AK. Twierdził, że wszyscy politycy i dowódcy polscy w okresie II wojnypoza Józefem Cyrankiewiczem byli niemądrzy a mimo to starał się ich nawet głupie polecenia jak najwierniej wedeług swoich możliwości zapamiętać i przekazywać (Anglicy odmawiali rządowi polskiemu prawa posiadania własnej łączności radiowej z AK). Twierdził, że Cyrankiewicz był najinteligentniejszym i najszlachetniejszym polskim politykiem w okresie II wojny a zapytany w dyskusji czy to prawda, że Cyrankiewicz wykupił go z aresztu Gestapo (zanim sam został więźniem w Oświecimiu) -odpowiedział, że tak. Podobnie stwierdził to Jacek Kuroń w "Rozmowie dnia" Telewizja Polska progr 1 15 lipca 2000r.
Karski jako historyk i przyjaciel Cyrankiewicza oraz Wiesenhala musiał wiedzieć, że Cyrankiewicz po likwidacji konspiracji w Oświęcimiu zorganizowanej przez rotmistrza Witolda Pileckiego, do ktorej został przyjęty jako więzień polityczny został przeniesiony do Mauthausen skąd po wyzwoleniu i powrocie do Polski razem z Szymonem Wiesenthalem i Kazimierzem Rusinkiem -fałszywym "komendantem czerwonych gdyńskich kosynierów" już jako premier napisał do sądu wojskowego nad rotmistrzem Pileckim -prawdziwym bohaterem walki z "holocaustem" pismo domagając się najwyżsaego wymiaru kary jako dla jednostki wybitnie szkodliwej.
Twierdzenie o "wielu wspaniałych ludziach w aparacie PRL takich jak Cyrankiewicz, Minc i Berman" wygłosił Karski w Lublinie na promocji swej książki potępiając oskarżanie "kogoś, że był częścią systemu..". Podobne twierdzenia Karskiego jednak bez nazwisk Bermana i Minca opublikował Kurier Lubelski z relacji z pobytu Karskiego w Lublinie dn 7.10.2000r w art "Mądy naród chroni swoje dzieci" np odpowidz na pytanie o wnioski ze swego życia i wojy dla młodzieży- ".. nie bójcie się oskarżeń o materializm. Pieniądze są cenne. Trzeba się dobrze ubierać, zachowywać, kształcić, mieć udany seks, a w kieszeni prezerwatywy! Bo jak ich nie masz, to dziś możesz zrójnować życie sobie i innym."
Inne uwagi i relacje ze spotkania z Karskim w zalącznikach "Jan Karski u wspaniałych na Zamku w Lublinie" i "Wspaniali murem potępienia za "odkupicielem naszych grzechów"
Ad 4. Już we Lwowie okupowanym w 1939r wykształciła się dialektycznie sprawna elita kulturalnej nadbudowy pasożytniczego zniewalania społeczeństwa polskiego, do której zaliczyć można późniejszego noblistę Miłosza. Jej tradycje kontynuowane są przez jego wielbicieli, do których w Lublinie należy abp Józef Życiński jako Wielki Kanclerz KUL popierający teologiczną nadbudowę powiedzenia Jana Pawła II " i można powiedzieć starszymi braćmi w wierze" nie tylko wprost ale także jako teologię powszechności zbawienia i jedynie pozytywnej wartości godności ludzkiej niezależnie od wiary i postepowania analogicznie do wybraństwa narodu biblijnego nadal żydowskiego (podobnie analogicznie Hitler wybrał naród panów).
"Kanapowy" jest Związek Żołnierzy AK w Lublinie (nie "światowy") a nie AK.

Napisany przez: lekarz 8/03/2006, 19:40


co do karskiego, Milosza, Szymborksiej etc - to sa/byly figury publiczne/historyczne i autor ma prawo do posiadania opinii, w tym rowniez obrazania!

a skąd ten pogląd, że jak ktoś jest publiczny to można go obrażać? to swoiste novum na gruncie ochrony praw osobistych i dobrego smaku, zwłaszcza że niektóre z tych osób nie żyją

nota bene co do obrazania pani Wisi Szymborskiej, uwazam ze nie ma sensu pisac o jej obrazniu, toz ona sama sie obrazala bedac juz dorosla kobieta kiedy pisala 'poezje' ku chwale stalinizmu czy komuny, i chyba za to wlasnie dostala ten nieszczesny nobel od komuny szwdzkiej, zamiast peoty par excellance pana Zbigniewa Herberta...

rozumiem, że uważasz że istnieje obiektywny wzorzec poety par excellence i jest nim Herbert (tu się kłania "Ferdydurke" i dialog o Słowackim wink.gif ) a Szymborska dostała Nobla za poglądy polityczne sprzed 50 lat bo o literacmi Noblu decyduje szwedzka komuna? takei paranoiczne poglądy moga się chyba rodzić tylko w naszym pięknym kraju nad Wisła sad.gif

Napisany przez: lekarz 8/03/2006, 19:56


Ad 1 prawo procesowe czyli Wojskowy Kodeks Postępowania Karnego stosowane było dysonansowo sprzecznie z deklarowanym przeznaczeniem prawa materialnego. Np można było torturować patriotów w celu ich skazania "za zdradę Ojczyzny" według odpowiednich definicji takiej zdrady .

sorry ale nie wiesz co piszesz, dysonansu pomiędzy prawem materialnym a procesowym logicznie nie może być, ponieważ ich sfery regulacji są rozłączne. prawo procesowe reguluje proces dochodzenia do pewnych ustaleń przede wszystkim faktycznych, do których następnie stosuje się normę prawa materialnego (to pierwszy rok studiów prawniczych) nie sądzę, aby WKPK dopuszcał torutry a więc to właśnie prawo procesowe zostało złamane (a jednocześnie istniejący w prawie karnym materialnym zakaz tortur), dysonansu między tym a tym nie ma. o chrześcijańskim liberalizmie przedwojennego KPK nie słyszałem natomiast KK z 1932 r. był rzeczywiście nowoczesny i przemyślany co nie ma większego związku z chrześcijaństwem

Ad 2. Prof Kłoczowski nie tylko "podpisał zobowiązanie do współpracy" lecz otrzymawszy maszynopis pierwszej książki "Raport o zabijaniu-zbrodnie sądów wojskowych na Zamku w Lublinie" autorstwa sędziego sądu apelacyjnego Marka Kielasińskiego jako "Prezes Instytutu Armii Krajowej, (na KUL) przetrzymał maszynopis przez kilka miesięcy, a wreszcie - monitowany zwrócił go przez umyśnego, bez słowa." Cytat ze wstępu od wydawcy "Raport o zabijaniu" wyd Test 1997 autor Marek Kielasiński.
Osobiście ja zetknąłem się z kombatantem NSZ, który jako małoletni chłopiec w 1944r wstąpił do oddziału ze starszym kolegą nie oriętując się w rodzajach Wojska Polskiego. Po wyroku śmierci zamienionym na dlugoletnie więzienie wyszedł na wolność w latch 60tych znając jedynie pseudonim dowódcy swego oddziału z którego nikt poza nim nie przeżył PRL. W nadziei,że się czegoś dowie jako kombatant NSZ (papiery miał dzięki więzieniu)udał się do prezesa Inst. Hist. AK na KUL prof. Kłoczowskiego i opowiedział mu swą historię. Ten troche pomilczał, wstał od stołu i powidział "ty s...synie NSZtowcu".

z tego wynika, że nie lubił NSZ-u, a nie że jest "nestorem PRL-owskiej agentury", co ma piernik do wiatraka i odmówił recenzji jakiejś publikaji - może była marna pod względem naukowym...

Ad 3.Dnia 8.10.1999r obyła sie w Lublinie promocja książki "Tajne Państwo" i spotkanie z Janem Karskim (Kozielewskim) jako autorem i kurierem AK, który minn miał powiadomić aliantów o zagładzie ludności żydowskiej zwanej obecnie holocaustem. Niepowodzenie swej misji przypisywał m inn swojej zbyt słabej sile przekonywania. Przed wyjazdem był w gettcie watszawskim i jak twierdził przez wiele lat w obozie w Bełżcu lecz w Izraelu jakiś historyk przekonał go, że w Bełżcu nie mógł być, bo tam był wyłącznie obóz śmierci jak w Treblince. Doszedł do wniosku, że był w Izbicy pod Krasnystawem gdzie przetrzymywano zbyt duże transporty przed wysłaniem do Bełżca co nie zmieniło jego mniemania o sobie jako o wybitnie zdolnym i inteligentnym oficerze AK. Twierdził, że wszyscy politycy i dowódcy polscy w okresie II wojnypoza Józefem Cyrankiewiczem byli niemądrzy a mimo to starał się ich nawet głupie polecenia jak najwierniej wedeług swoich możliwości zapamiętać i przekazywać (Anglicy odmawiali rządowi polskiemu prawa posiadania własnej łączności radiowej z AK). Twierdził, że Cyrankiewicz był najinteligentniejszym i najszlachetniejszym polskim politykiem w okresie II wojny a zapytany w dyskusji czy to prawda, że Cyrankiewicz wykupił go z aresztu Gestapo (zanim sam został więźniem w Oświecimiu) -odpowiedział, że tak. Podobnie stwierdził to Jacek Kuroń w "Rozmowie dnia" Telewizja Polska progr 1 15 lipca 2000r.
Karski jako historyk i przyjaciel Cyrankiewicza oraz Wiesenhala musiał wiedzieć, że Cyrankiewicz po likwidacji konspiracji w Oświęcimiu zorganizowanej przez rotmistrza Witolda Pileckiego, do ktorej został przyjęty jako więzień polityczny został przeniesiony do Mauthausen skąd po wyzwoleniu i powrocie do Polski razem z Szymonem Wiesenthalem i Kazimierzem Rusinkiem -fałszywym "komendantem czerwonych gdyńskich kosynierów" już jako premier napisał do sądu wojskowego nad rotmistrzem Pileckim -prawdziwym bohaterem walki z "holocaustem" pismo domagając się najwyżsaego wymiaru kary jako dla jednostki wybitnie szkodliwej.
Twierdzenie o "wielu wspaniałych ludziach w aparacie PRL takich jak Cyrankiewicz, Minc i Berman" wygłosił Karski w Lublinie na promocji swej książki potępiając oskarżanie "kogoś, że był częścią systemu..". Podobne twierdzenia Karskiego jednak bez nazwisk Bermana i Minca opublikował Kurier Lubelski z relacji z pobytu Karskiego w Lublinie dn 7.10.2000r w art "Mądy naród chroni swoje dzieci" np odpowidz na pytanie o wnioski ze swego życia i wojy dla młodzieży- ".. nie bójcie się oskarżeń o materializm. Pieniądze są cenne. Trzeba się dobrze ubierać, zachowywać, kształcić, mieć udany seks, a w kieszeni prezerwatywy! Bo jak ich nie masz, to dziś możesz zrójnować życie sobie i innym."
Inne uwagi i relacje ze spotkania z Karskim w zalącznikach "Jan Karski u wspaniałych na Zamku w Lublinie" i "Wspaniali murem potępienia za "odkupicielem naszych grzechów"

jak pisałem o źródłach to nie miałem na myśli, że będziesz cytował siebie samego. o pozytywnych wypowiedziach nt. Cyrankiewicza wiem i dotyczyły one okresu wojennego i jego osbistej postawy a nie poglądów, nie znalazłem żadnych poważnych źródeł podważających tę ocenę, przy czym tę samą postać po wojnie Karski oceniał b. krytycznie. kolejne twierdzenie, że wszycy przywódcy oprócz Cyrankiewicz byli niemądrzy stoją w sprzeczności z kilkoma publicznymi wypowiedziami Karskiego.

jeżeli chodzi o przekazywanie wiadomości, to taka była rola Karskiego i taki był układ - miał wiernie przekazywać wiadomości z i do kraju od reprezentacji politycznej w Londynie i z tego się wywiązywał. a jeżeli chodzi o końcowe cytaty z Twojej wypowiedzi, to świadczą jedynie o tym, że był trzeźwo patrzącym na świat człowiekiem i tyle...

żadne z przytoczonych pzrze Ciebie (czasem niestety przeinaczonych) okoliczności nie uzasadnia twierdzenia o antypolskości, kabotyństwie i co tam jeszcze o tym biednym Karskim napisałeś


Ad 4. Już we Lwowie okupowanym w 1939r wykształciła się dialektycznie sprawna elita kulturalnej nadbudowy pasożytniczego zniewalania społeczeństwa polskiego, do której zaliczyć można późniejszego noblistę Miłosza. Jej tradycje kontynuowane są przez jego wielbicieli, do których w Lublinie należy abp Józef Życiński jako Wielki Kanclerz KUL popierający teologiczną nadbudowę powiedzenia Jana Pawła II " i można powiedzieć starszymi braćmi w wierze" nie tylko wprost ale także jako teologię powszechności zbawienia i jedynie pozytywnej wartości godności ludzkiej niezależnie od wiary i postepowania analogicznie do wybraństwa narodu biblijnego nadal żydowskiego (podobnie analogicznie Hitler wybrał naród panów).

tego nie kleję zupełnie - jak się ma teologia powszechnego zbawienia do koncepcji narodu wybranego a do tego idei narodu panów Hitlera - jednym słowem sałatka warzywna w najlepszym wydaniu

Napisany przez: widzącyzlublina 8/03/2006, 23:18

1Owczesny WKPK faktycznie dopuszczał tortury odbierając aresztowanym wszelkie prawa ludzkie. Na tym polegał prawniczy dysonans celowego sprzecznego stosowania prawa procesowego i materialnego oraz ich interpretacji jako "wyrazu woli " "klasy panujacej" według nauk Marksa. Niektórzy z wybitniejszych sędziów wojskowych jak np Marian Bartoń (później dyr gabinetu ministra Obr. Nar.) nawet komentowali "naukowo"swoje zasady pojmowania prawa i sprawiedliwości. Leo Hochberg , rozpoczął karierę na Zamku w Lublinie skończył ją jako wykładowca prawa na uniwersytecie wrocławskim gdy prawnicy cywilni zakwestionowali jego sędziowskie uprawnienia mimo ponad dwudziestu wyroków śmierci i pełnienia funkcji sędziego wojskowego sądu najwyższego oraz autorstwa obowiazującego komentarza do kodeksu karnego. Sadownicto wojskowe w nieco wiekszym zakresie i bardziej formalnie stosowało nauki Marksa o prawie i sprawiedliwości niż niewojskowi.
Wprowadzanoie dysonansu pomiędzy prawem procesowym i materialnym w sądownictwie wojskowym PRL było poruszane na konferencji naukowej o sądach wojskowych w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie.
2Profesor Kłoczowski był członkiem senatu KUL i ze względu na staż i stanowisko może być nazywany "nestorem". O liczbie i charakterze agentury konrtolującej KUL pisał profesor KUL i obecnie eurodeputowany Mirosław Piotrowski.Prezes Instytutu AK ma prawo "nie lubić NSZ" ale nie jako agent i miłośnik "prawd" zbrodniarzy.
3. Karski gloryfikował Cyrankiewicza w Lublinie na promocji swej książki a nawet wyjaśniał, że powiedzenie o odcięciu ręki to prawdopodobnie przejęzyczenie lub efekt picia. Wątpię czy "tą samą postać oceniał krytycznie".
Nie potępiałem dobrych chęci Karskiego do zapamiętywania poleceń lecz jego sąd o zleceniodawcach.
Byłem osobiście na promocji książki przez Karskiego i mam prawo powiedzieć co slyszłem. Nie jestem w stanie cytować tekstów w artykułach lubelskich dziennikarzy,którzy przytoczyli wiekszość moich zarzutów jako pochwały "liberalizmu" Karskiego.
O swoim kabotyniżmie sam stwierdził, że chce rżądów Żydów, bo go doceniają i opłacają-dosłownie komentując domniemane sądy antysemickie o powszechności rządów żydowskich. Pewnie miał na myśli jakiąś rente lub emeryturę lecz mówił to w kontekście uzasadniania głupoty Polaków i bezsensu m inn "wysyłania dzieci na śmierć z szarych szeregów". Ja się nie przyczyniłem do odrzucenia wniosku o nadanie nazwy Jana Karskiego jednej z lubelskich ulic.
Przypuszczam, że zbyt wielu wpływowych ludzi w Lublinie ceniących idee Dekutowskiego- "Zapory" słuchało Karskiego.
4.Naród biblijny wybrany został przez Boga, analogicznie wybranym do panowania był naród niemiecki, świadoma klasa proletariatu a właściwie jego wiodąca siła a teraz wszyscy ekumenicznie możemy wierzyć w dobre chęci Boga, który chce zbawienia nas wszystkich niezależnie od wiary religijnej lub uczynków. Gubernator GG Hans Frank nie musiał nawet przepraszać "swego narodu" (jako, że uważał się za Żyda) na procesie w Norymberdze, bo powinien uważać, że i tak raz na zawsze Bóg wybrał go jako Żyda. Niemal żaden ze zgrodnkarzy hitlerowskich nie wyrażał skruchy a stalinowscy jeśli wogóle odpowiadali to w ramach rozgrywek personalnych przy stosowaniu dysonansowo werbalnego humanizmu.Bohaterzy teczek IPN też wola oceniać swoje motywacje i postępki wprowadzając dysonanse między prawo, sprawiedliwość i prawdę.
Dziwi mnie , że lekarz-prawnik po kilkudziesięciu latach stosowania i nauczania prawa respektującego zasady marksistowskiej nauki i dialektyki nic a nic nie kuma według trzeciej zasady wszechzwiązku rzeczy i zjawisk, którą jednak stosuje ale wyłącznie w celu unikania dysonansów poznawczych.
Antypolskość historiozofii uprawianej przez Karskiego szczególnie w ostatnich latach jego życia łatwiej jest zrozumieć poznając motywy, błędy i fałsze upamiętniania historii sądów wojskowych i więzienia na Zamku w Lublinie, której częścią w pewnym stopniu jest historia niszczenia organizacji Zapory Dekutowskiego. Jest to też historia wpływów PRL a nawet okupacji Lwowa na dziennikarzy, prawników, historyków, literatów niestety nadal w pewnym zakresie kontynuowanych.i dla wielu poznawczo zbyt dysonansowych.

Napisany przez: ciekawy 9/03/2006, 7:39

Pamięć o H. Dekutowskim nie zaginie. Jego imieniem cześć nazwano ulice, place, ufundowano tablice wotywne (np. w kośćiele WNMP w Kraśniku, woj. lubelskie). Legendarny dowódca WiN na Lubelszczyźnie , Cichociemny, aresztowany wraz z sześcioma członkami podziemia w dn. 15-17 września 1947r na opolszczyźnie, przy próbie przekroczenia granicy, po dwóch latach więzienia bestialsko zamordowany 7 marca 1949rprzez UB.

Napisany przez: Allman 9/03/2006, 8:00

Mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" (1918 - 1949)

W czasie niemieckiej okupacji cichociemny, bronił ludność Zamojszczyzny przed represjami, a jako szef Kedywu AK w Inspektoracie Lublin-Puławy przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne. Po wojnie jeden z najsłynniejszych bohaterów antysowieckiej partyzantki. Najbardziej znany i poszukiwany przez szwadrony NKWD i UB żołnierz Lubelszczyzny. Podczas próby przedostania się na Zachód, wskutek zdrady, aresztowany. Po trwającym ponad rok, brutalnym śledztwie, skazany na karę śmierci i 7 marca 1949 r., wraz z sześcioma podkomendnymi stracony w katowni bezpieki na ul. Rakowieckiej w Warszawie. W Lublinie, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", związanej z Ligą Republikańską, odsłonięto niedawno pomnik "Zapory".
Nawet w III RP "Zapora" nie wszystkim się podoba. "Gazeta Wyborcza" w relacji z odsłonięcia pomnika napisała: "Podczas budowy pomnika na placu Zamkowym budowlańcy uszkodzili odsłonięte podczas prac fundamenty starej żydowskiej kamienicy. W obronie pozostałości po zniszczonym przez hitlerowców tzw. mieście żydowskim stanęli profesorowie, artyści, archeolodzy. W opublikowanym w »Gazecie« liście zastanawiali się, czy partyzanci zamordowani na Zamku Lubelskim właśnie tam nie powinni mieć swojego miejsca. Natomiast plac Zamkowy winien być zarezerwowany dla ofiar getta". Cóż, ludzie "Wyborczej" mają swoją historię i swoich bohaterów.

WYBITNY DOWÓDCA

Hieronim Dekutowski urodził się 24 września 1918 r. w Tarnobrzegu. Harcerz drużyny im. Jana Henryka Dąbrowskiego, członek Sodalicji Mariańskiej. Ochotnik wojny obronnej 1939 r., 17 września przekroczył granicę z Węgrami i został internowany. Uciekł z obozu i przedostał się do Francji, gdzie walczył z Niemcami w ramach PSZ, ewakuowany następnie do Anglii. W marcu 1943 r. zaprzysiężony jako cichociemny przyjął pseudonim "Zapora" i "Odra". W nocy z 16 na 17 września 1943 r., w ramach operacji o kryptonimie "Neon 1", został zrzucony do Polski na placówkę "Garnek" 103 (okolice Wyszkowa). Lot z Anglii Halifaxem BB-378 "D", należącym do Dywizjonu RAF trwał 12 godzin i 30 minut (poprzednia próba z 9/10 września nie udała się z powodu niskich chmur i braku paliwa w samolocie; część Halifaxów z polskimi skoczkami zestrzelili Niemcy).
Początkowo Dekutowski dowodził oddziałem AK w Inspektoracie Zamość, broniąc ludność Zamojszczyzny przed wysiedleniami. W styczniu 1944 r. mianowany szefem Kedywu AK w Inspektoracie Lublin-Puławy.
Władysław Siła-Nowicki, powojenny przełożony Dekutowskiego, w swoich wspomnieniach zapisał: "Wkrótce zyskał opinię wybitnego dowódcy. Cechowała go odwaga, szybkość decyzji a jednocześnie ostrożność i ogromne poczucie odpowiedzialności za ludzi. Znakomicie wyszkolony w posługiwaniu się bronią ręczną i maszynową, niepozorny, ale obdarzony wielkim czarem osobistym umiał być wymagający i utrzymywał żelazną dyscyplinę w podległych mu oddziałach, co w połączeniu z umiarem i troską o każdego żołnierza zapewniało mu u podkomendnych ogromny mir. Nazywali go »Starym«, choć nie miał jeszcze trzydziestu lat".
Ok. 200-osobowy oddział "Zapory" przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne. Brał udział w akcji "Burza" na Lubelszczyźnie, po czym bezskutecznie próbował iść na pomoc walczącej Warszawie.


WDZIĘCZNOŚĆ UBEKA

Po wejściu Sowietów Dekutowski nie ujawnił się. Poszukiwany przez NKWD i UB, ukrywał się na dawnych AK-owskich kwaterach. Dlaczego nie złożył broni?
Bohdan Urbankowski w książce "Czerwona msza" napisał: "Zaczęło się od tego, że czterej żołnierze »Zapory«, mieszkający w okolicach Chodla, zostali zaproszeni na tamtejszy posterunek. Dowódca posterunku MO/UB, Abram Tauber, był uratowanym przez jednego z nich Żydem, kilkakrotnie znajdował przytulisko w melinach »Zaporczyków«, po wejściu Rosjan został szefem UB w Chodlu. AK-owcy mogli spodziewać się jakiejś wdzięczności, tymczasem Tauber kazał ich wszystkich powiązać i własnoręcznie, jednego po drugim, zastrzelił. W odwecie Dekutowski rozbił posterunek w Chodlu. Data tego ataku - noc 5/6 lutego 1945 - oznacza początek Powstania Antysowieckiego na tych terenach".
Wkroczenie Sowietów oznaczało masowe represje i mordy na Polakach, szczególnie żołnierzach AK. Jeśli uniknęli wywózki na Sybir, trafiali do katowni UB na Zamku Lubelskim (gdzie, prócz innych morderców, działał m. in. ścigany dziś przez Instytut Pamięci Narodowej Salomon Morel). "Zapora" nie mógł stać z boku. Walce o wolną Ojczyznę poświęcił nawet prywatne życie. Ukochanej narzeczonej powiedział: "Idę do lasu, nie wiem, czy przeżyję, nie możemy być razem". W odpowiedzi na komunistyczny terror stworzył poakowski oddział samoobrony ( liczący, podobnie jak w czasie niemieckiej okupacji, ok. 200 osób ), który dokonał szeregu brawurowych akcji odwetowych przeciwko NKWD, UB, KBW i MO.

"TRZĘŚLI" LUBELSZCZYZNĄ

Latem 1945 r., na rozkaz dowództwa, po ogłoszonej przez "ludową" władzę amnestii rozwiązał oddział (część jego żołnierzy ujawniła się). Sam, uważając amnestię za oszustwo i podstęp, wraz z kilkoma podkomendnymi chciał przedostać się na Zachód, ale grupa została rozbita przez UB pod Świętym Krzyżem w Górach Świętokrzyskich. Wkrótce ponowili próbę - tym razem, po przejściu "zielonej granicy", dopadła ich czeska bezpieka. "Zapora" dotarł do Pragi, ale nie znając dalszej trasy (w ambasadzie USA nie chcieli mu pomóc, twierdząc, że zajęte przez Sowietów Czechy to demokratyczny kraj) wrócił do kraju z grupą repatriantów. Na Lubelszczyźnie, jako najwybitniejszemu dowódcy, podporządkowała mu się większość oddziałów i wszedł w skład powstającego właśnie Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN). Znów prowadził akcje obronne i zaczepne przeciw komunistom, zadając im znaczne straty.
Dlaczego "Zaporczycy" byli dla bezpieki szczególnie niebezpieczni?
Władysław Siła-Nowicki: "Około dwustu-dwustu pięćdziesięciu ludzi o wysokim poziomie ideowym, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych, utrzymywanych w dyscyplinie »trzęsło« połową województwa. Stan ten przypominał pewne okresy powstania styczniowego, gdy władza państwowa ustabilizowana była jedynie w dużych ośrodkach, zaś w terenie istniała tylko iluzorycznie. Oczywiście partyzantka opierała się na pomocy miejscowej ludności ogromnej większości wsi, udzielającej ofiarnie poparcia, kwater i informacji".
Rafał Wnuk w książce "Lubelski Okręg AK-DSZ-WiN 1944-1947" pisze, że oddziały Dekutowskiego "rozbudowały swą siatkę od Lubartowskiego na północy do Tarnobrzeskiego na południu i od Zamojszczyzny po wschodnią Kielecczyznę". Pomoc "Zaporczykom" niósł klasztor w podlubelskiej Radecznicy, gdzie odbywały się również narady dowódców.

DWA RAPORTY

Z raportu Iwana Sierowa, gen. NKWD, szefa Smierszu (16 IV 1945 r.): "Grupa uzbrojonych bandytów, licząca 11 osób, dokonała napadu na oddział banku w Lublinie, skąd zrabowała 200 000 złotych. Znajdujący się tam podczas napadu naczelnik pierwszej sekcji Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego województwa lubelskiego porucznik Kulwaniewski stawił rabusiom opór i został zabity". W rzeczywistości oddział "Zapory" zabrał 1.170 tys. zł, pierwsza sekcja WUBP w Lublinie była tą najgorszą - śledczą, a Antoni Kulwaniewski był członkiem WKP( b ), oficerem Armii Czerwonej i LWP, absolwentem szkoły funkcjonariuszy bezpieczeństwa w Kujbyszewie.
W ramach odwetu za akcję Dekutowskiego sowieci aresztowali 43 osoby, z czego 13 skazali na karę śmierci i stracili w podziemiach Zamku Lubelskiego.
W innym raporcie, sporządzonym przez lubelski okręg WiN (III 1946 r.), czytamy: "Urzędy bezpieczeństwa działają pod wyłącznym kierownictwem NKWD. W działalności swojej posługują się podstępem. W końcu marca grupa cywilna UB, występująca jako grupa dywersyjna AK, powołując się na »Zaporę«, zażądała kontaktu na komendanta placówki w Chodlu, lecz zapytani, zorientowawszy się w porę, podstęp udaremnili. Grupa ta udała się następnie do Bełżyc, gdzie ułatwiono jej kontakt na komendanta placówki. Żądano od niego ściągnięcia ludzi celem rzekomego urządzenia napadu wspólnego na posterunek MO. W wyniku rozstrzelano komendanta placówki oraz kilku jego ludzi".


MONIAKI, CZYLI MOSKWA

Stefan Korboński, działacz PSL Mikołajczyka, w książce "W imieniu Kremla" pod datą 3 października 1946 r zapisał: "komunikat PAP z Lublina, według którego »bandy« »Zapory« z WiN i »Cisego« z NSZ, uzbrojone w broń maszynową, razem 50 osób, napadły na wieś Maniaki i spaliły ją, w tym 11 gospodarstw należących do b. akowców.
Przypis Korbońskiego: "Mowa o starciu oddziału Hieronima Dekutowskiego »Zapory« 23 IX 1946 z ormowcami ze wsi Moniaki (a nie Maniaki), nazywanej potocznie Moskwą, zakończonym śmiercią jednego z nich i wymierzeniem kary chłosty pozostałym".
I komentarz: "Najlepszy jest ten pomysł, że członkowie WiN, który składa się z nieujawnionych akowców, niszczą własność swych ujawnionych towarzyszy broni. (...) Te kłamstwa są obliczone na obudzenie w społeczeństwie oburzenia przeciwko podziemiu. Przypomina mi to tolerowanie przez gestapo bandytów, by ich zbrodniami obarczyć ówczesną konspirację i zohydzić ją w oczach kraju. Nauka nie poszła w las i dzisiaj mają w bezpiece wiernych naśladowców. Nie darmo ją ludzie nazywają »czerwone gestapo«". Wieś Moniaki (obok kilku innych na Lubelszczyźnie) jeszcze przed wojną była wylęgarnią komunistycznej zarazy - późniejszych AL-owców, milicjantów i ubeków. "Zapora" rozbił wiele placówek MO i UB. Schwytanym komunistom na ogół wymierzał kary chłosty, a następnie puszczał ich wolno. Jeśli zabijał, to nie za samą przynależność do PPR, czy bezpieki, ale za wyjątkowo szkodliwą działalność, choć wielu UB-eków też oszczędził. Odbijał też więzienia, wypuszczając aresztowanych. Jego oddział był przygotowany do akcji na Zamek Lubelski, a nawet na areszt na Rakowieckiej w Warszawie, ale w obu przypadkach jakiś kapuś doniósł o tych planach UB.
Dzięki posiadaniu zdobycznych samochodów ciężarowych "Zaporczycy" potrafili dokonać w ciągu doby kilku akcji na terenie dwóch, a nawet trzech powiatów i błyskawicznie „odskoczyć”. Ciągle zmieniali kwatery, nigdy nie stacjonowali dwa razy z rzędu w tej samej wiosce.

HELIKOPTEREM Z WARSZAWY

Po kolejnej amnestii z lutego 1947 r., razem z Władysławem Siła-Nowickim „Stefanem” (inspektorem WiN na Lubelszczyźnie) Dekutowski podjął rozmowy z przedstawicielami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (m. in. z płk Józefem Czaplickim, dyr. Departamentu III MBP - ds. walki z bandytyzmem, czyli niepodległościowym podziemiem; ze względu na swoją nienawiść do AK-owców nazywanym "Akowerem" i płk. Janem Tatajem, szefem WUBP w Lublinie) o warunkach ujawnienia się lubelskiej partyzantki niepodległościowej.
Władysław Minkiewicz w książce "Mokotów, Wronki, Rawicz. Wspomnienia 1939-1954" pisze: "W rezultacie w lasach na Lubelszczyźnie odbyła się konferencja, na którą przylecieli helikopterem z Warszawy wiceminister bezpieki Romkowski [Roman Romkowski - Natan Grunsapau-Kikiel - red.], oraz dyrektor Departamentu Politycznego MBP, Luna Bristigerowa". Porozumienia nie zawarto, gdyż bezpieka nie zgodziła się, aby aresztowani wcześniej WiN-owcy odzyskali wolność.
Siła-Nowicki: "Kiedyś w trakcie tych rozmów, po podpisaniu pewnych punktów porozumienia, grupa ludzi od »Zapory« i obstawa dygnitarzy MBP zdrowo wspólnie popiła, zawsze jednak na zasadach równości, tak aby żadna ze stron nie pozostawała bezbronna [obie strony były uzbrojone i w równej liczbie ludzi - red.]. Potem wszyscy wsiedli do trzytonowej ciężarówki »Dodge« ze sprzętu amerykańskiego, dostarczonego armii radzieckiej. Samochód prowadził »Zapora«. Wyszkolony w prowadzeniu samochodów w warunkach terenowych, na znanej sobie gruntowej drodze pojechał z szaloną szybkością, jakby szukając śmierci. Na jednym z zakrętów wóz zarzucił, uderzył w drzewo i rozbił się na kupę szmelcu. O dziwo - nikomu z jadących nic się nie stało!".

KAPUŚ "BORUTA"

W wyniku nieudanych rozmów „Zapora”, razem z dowódcami pododdziałów swojego zgrupowania, podjął kolejną próbę przedostania się na Zachód. 12 września 1947 r. wydał swój ostatni rozkaz, przekazując dowództwo kpt. Zdzisławowi Brońskiemu "Uskokowi". W prywatnym liście do "Uskoka" napisał: "Ja dziś wyjeżdżam na angielską stronę - jestem umówiony z chłopakami co do kontaktów, jak będę po tamtej stronie. Stary - najważniejsze nie daj się nikomu wykiwać i bujać, jak tam wyjadę, załatwię nasze sprawy pierwszorzędnie - kontakt będziemy mieć i tak. Czołem - Hieronim" (W 1949 r. "Uskok" zdetonował pod sobą granat, nie chcąc wpaść w ręce UB podczas obławy.)
Ludzie "Zapory", docierając kolejno (w połowie września 1947 r.) na punkt przerzutowy w Nysie na Opolszczyźnie trafiali bezpośrednio w ręce katowickiego UB. Dekutowski wpadł 16 września. Kapusiem był Franciszek Abraszewski "Boruta", przed aresztowaniem przez bezpiekę inspektor lubelskiego Okręgu WiN (poprzednik Siła-Nowickiego), którego zwolniono w skutek amnestii (domagali się tego... WiN-owcy).
Podstępnie schwytanych przewieziono na Rakowiecką i poddano brutalnemu śledztwu. Przesłuchiwali: Jerzy Kędziora i znany sadysta Eugeniusz Chimczak (sporządził również akt oskarżenia). Tak było przez ponad rok.

W NIEMIECKICH MUNDURACH

Stefan Korboński: O tym, że "bandyta Zapora" to Hieronim Dekutowski "opinia publiczna" dowiedziała się dopiero po rozpoczęciu procesu.
3 listopada 1948 r. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, prócz Dekutowskiego, na ławie oskarżonych zasiedli jego podkomendni: kpt. Stanisław Łukasik, ps. Ryś, por. Jerzy Miatkowski, ps. Zawada - adiutant, por. Roman Groński, ps. Żbik, por. Edmund Tudruj, ps. Mundek, por. Tadeusz Pelak, ps. Junak, por. Arkadiusz Wasilewski, ps. Biały i ich polityczny przełożony Władysław Siła-Nowicki. Oskarżał: Tadeusz Malik. Sądzili: Kazimierz Obiada i Wacław Matusiewicz (ławnicy) i Józef Badecki (przewodniczący; sądził też rotmistrza Witolda Pileckiego i wielu innych patriotów).
Władysław Siła-Nowicki: "Pani Stillerowa [obrońca Nowickiego - red.] poinformowała mnie, że przewodniczący składu Józef Badecki znany jest z bardzo uprzejmego prowadzenia rozpraw i bardzo surowych wyroków. Istotnie, sędzia Badecki, zimny morderca był cały czas bardzo grzeczny. Od początku zresztą wszyscy byliśmy dla niego morituri...".
Nowicki pisze, że na rozprawę ubrano ich w mundury Wehrmachtu: "Ten mundur hańbił katów, nie ofiary. I nieskończenie ważniejszym od naszego ubrania było to, co przed sądem krzywoprzysiężnym mówiliśmy podczas procesu".
W sądzie wszyscy zachowali się godnie, nie kajali się, nie przyznawali się do absurdalnych zarzutów. "Zapora" wziął na siebie całą odpowiedzialność.
15 listopada 1948 r. "sąd" skazał "Zaporczyków" na kilkakrotne kary śmierci. Po rozprawie przewieziono ich ponownie na Rakowiecką, również w niemieckich mundurach i pod silnym konwojem. Dekutowski znów został poddany brutalnemu śledztwu, ale podobnie jak wcześniej nikogo nie wydał.
Władysław Minkiewicz: "Wożono ich potem z workami na głowach, żeby ich nikt nie rozpoznał (z obawy przed ewentualnym odbiciem) jako świadków na rozmaite procesy podległych im członków WiN-u".


ZESKOCZYĆ NA CHODNIK

"Ognisko zamętu i pożogi"
Uzasadnienie wyroku WSR w Warszawie z 15 listopada 1948 r.:
"Ośrodki dyspozycyjne reakcji polskiej w postaci tzw. emigracyjnego rządu londyńskiego, czy też korpusu Andersa, będące zresztą powiązane z agenturami imperialistycznych kół kapitalistycznych, wykorzystały dla swych celów specjalne warunki topograficzne woj. lubelskiego, oraz pewną ilość zbałamuconych członków byłych »AK« z czasów okupacji niemieckiej. (...) Ośrodki dyspozycyjne znalazły odpowiednich zwolenników swej ideologii na przywódców. Do nich zaliczają się oskarżeni. Oskarżony Nowicki reprezentuje raczej [sic! - red.] czynnik inspiracyjny, jak sam nazywa polityczny. (...) Inni oskarżeni z Hieronimem Dekutowskim ps. »Zapora« na czele, są czynnikiem właściwie [sic! - TMP] wykonawczym, o dużym zakresie działania. Tworzą oni ośrodek działalności band terrorystyczno-rabunkowych i dywersyjnych pełniąc tam funkcje przeważnie dowódców band. Bezwzględność i okrucieństwo oskarżonych zostało wyzyskane przez ich wyższe kierownictwo do tworzenia na terenie woj. lubelskiego w okresie od lipca 1944 r. aż do mniej więcej [sic! - TMP] połowy roku 1947 ognisko zamętu i pożogi, które dużym wysiłkiem władz i społeczeństwa musiało być unicestwione".
"Zapora", razem z podwładnymi trafił do celi dla "kaesowców", gdzie siedziało wówczas ponad sto osób. Podjęli próbę ucieczki - postanowili wywiercić dziurę w suficie i przez strych dostać się na dach jednopiętrowych zabudowań gospodarczych, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik ulicy Rakowieckiej.
Minkiewicz: "Na noc rozkładało się na betonowej podłodze sienniki i ustawiało się wszystkie ławki pod ścianą, a ze stołków robiono w klozecie piramidę, sięgającą aż do sufitu. Po tej piramidzie Józio Górski [więzień kryminalny - red.] wchodził co noc z wyostrzoną o beton łyżką i mozolnie wiercił nią dziurę w suficie, starannie zbierając gruz do typowego więziennego worka, zwanego u nas »samarą«. Potem ten gruz wrzucał do klozetu i spuszczał wodę, żeby nie pozostawiać żadnych śladów. A jak ustrzec się przed kapusiami? W tym celu wszyscy wtajemniczeni mieli kolejno nocne dyżury i w jakiś przemyślny sposób dawali znać Górskiemu, jeśli ktokolwiek z niewtajemniczonych budził się i szedł do klozetu. Górski przerywał wówczas na chwilę pracę i siedział sobie cichutko na szczycie swojej piramidy. (...) Po kilku tygodniach dziura była na tyle szeroka, że Górski wszedł przez nią na strych i odbył trasę aż do okienka nad niskimi budynkami gospodarczymi. W zasadzie można już było podjąć próbę ucieczki, postanowiono jednak zaczekać na czas, kiedy nadejdą noce bezksiężycowe, co dawałoby większą gwarancję uniknięcia pościgu przez często krążące po Rakowieckiej patrole KBW".
Kiedy do zrealizowania planu zostało ledwie kilkanaście dni, jeden z więźniów kryminalnych uznał, że akcja jest zbyt ryzykowna i wsypał uciekinierów, licząc na złagodzenie wyroku. Dekutowski i Siła-Nowicki trafili na kilka dni do karcu, gdzie siedzieli nago, skuci w kajdany.
Nowickiemu pomogły rodzinne koneksje - był siostrzeńcem Dzierżyńskiego. Aldona Dzierżyńska-Kojałłowicz, rodzona siostra twórcy Czeki napisała do Bieruta: "Kocham go jak własnego syna, a więc przez pamięć niezapomnianego brata mego Feliksa Dzierżyńskiego, błagam Obywatela Prezydenta o łaskę darowania życia Władysławowi Nowickiemu".
Inaczej było z Dekutowskim. Na nic zdały się prośby o łaskę jego rodziny, w tym najstarszej siostry Zofii Śliwy, czynione drogą dyplomatyczną przez Prezydenta Republiki Francuskiej (od końca lat 20. mieszkała we Francji, odznaczona Legią Honorową za udział we francuskim ruchu oporu).

CZERWONE TECZKI

Irena Siła-Nowicka, żona Władysława pisze o swojej wizycie w biurze przepustek na ul. Suchej w Warszawie: "Był ranek. Pułkownika, który podpisywał zgody na widzenie nie było. Siadam więc i czekam na niego, a tymczasem sekretarki, młode dziewczyny krzątały się wśród akt. Czerwone teczki - kara śmierci, zielone - wszystko inne. Biorą te czerwone teczki i jedna z nich czyta nazwisko: Dekutowski Hieronim. Jakie śmieszne imię - mówi. A mnie serce zamarło - wiem, co znaczy czerwona teczka! A więc piszą na maszynie jakieś dane o tych skazanych, ale nic poza tym nie wiem - ani kiedy, ani gdzie te wyroki mają być wykonane". Nowicka poszła następnie do aresztu na Rakowieckiej: "Wchodzę ze strażnikiem w bramę, potem korytarzem. Obok przechodzą ludzie, niosący na noszach człowieka. Nie wiem, czy był żywy, czy umarły, ale zrobiło to na mnie okropne wrażenie. (...) Po jakimś czasie słyszymy stukot drewniaków - prowadzą więźniów. Widzę Władka. Pyta od razu: co z moimi? Odpowiadam - nie wiem, zrobiłyśmy wszystko, co było można. Przecież mu nie powiem o tych teczkach na Smolnej. (...) Jak się okazało tego właśnie dnia, 7-go marca 1949 roku rozstrzelano na Mokotowie siedmiu wspaniałych ludzi, towarzyszy broni Władka. A on słyszał te strzały, żegnał się z przyjaciółmi...".

MY NIGDY NIE PODDAMY SIĘ!

Egzekucję zarządził prezes Najwyższego Sądu Wojskowego Władysław Garnowski.
Ewa Kurek w książce "Zaporczycy" pisze o ostatnich chwilach Dekutowskiego: "Miał trzydzieści lat, pięć miesięcy i 11 dni. Wyglądał jak starzec. Siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra. Zerwane paznokcie. - My nigdy nie poddamy się! - krzyknął, przekazując przez współwięźniów swe ostatnie posłanie. Według dokumentów, wyrok wykonano przez rozstrzelanie [o godz. 19.00 - TMP]. Mokotowska legenda głosi jednak, że ubowscy kaci zapakowali majora »Zaporę« do worka, worek powiesili pod sufitem i strzelali, sycąc swą nienawiść widokiem płynącej spod sufitu niepokornej krwi. Potem, w pięciominutowych odstępach, mordowali jego żołnierzy: »Rysia«, »Żbika«, »Mundka«, »Białego«, »Junaka« i »Zawadę«".
Zygmunta Szendzielarza, ps. Łupaszka i jego podkomendnych (skazanych na śmierć przez ten sam Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie) też mordowano na Mokotowie w kilkuminutowych odstępach (8.II.1951 r., od godz. 19.45; "Łupaszka" zginął jako ostatni). "Pluton egzekucyjny" stanowił ten sam st. sierż. Piotr Śmietański, który, wzorem sowieckim, uśmiercał skazańców jednym strzałem w tył głowy (tak zabił też rotmistrza Witolda Pileckiego). Asystowali ci sami oprawcy: Alojzy Grabicki, naczelnik więzienia, jakiś lekarz i jakiś kapelan.
Tadeusz M. Płużański


"Mały Rycerz" - artykuł Bohdana Urbankowskiego o mjr "Zaporze"


W końcu marca 1945 r. członkowie władz Polskiego Państwa Podziemnego przyjęli propozycję rozmów z przedstawicielami władz sowieckich na temat przyszłej współpracy. Na spotkanie do Pruszkowa pojechali: Delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski (od kwietnia 1944 r. przewodniczący Krajowej Rady Ministrów), Komendant Główny Armii Krajowej generał Leopold Okulicki, przewodniczący Rady Jedności Narodowej Kazimierz Pużak i inni delegaci – razem piętnastu członków najwyższych władz RP. Wszyscy zostali porwani i wywiezieni samolotem do Moskwy, gdzie po brutalnym śledztwie rozpoczęto proces (18–21 czerwca 1945 r.), do którego dołączono wcześniej aresztowanego Stanisława Zwierzyńskiego, przewodniczącego Stronnictwa Narodowego i wiceprzewodniczącego RJN. Właściwie była to parodia procesu. Kiedy generał Okulicki zaprotestował na sali przeciwko bezprawiu i oszustwu – odpowiedzią był gromki, bydlęcy śmiech wypełniających salę enkawudzistów i kilku usłużnych lewicowych dziennikarzy z Zachodu. Ten śmiech mówił wszystko.

“Proces Szesnastu” zakończył się wyrokami od 4 miesięcy do 10 lat więzienia. Wyroków śmierci nie orzeczono, co zachodni liberałowie ocenili jako dowód liberalizmu komunistów. Taką interpretację komuniści uznali zapewne za kolejny dowód głupoty zachodnich liberałów. W tym azjatyckim systemie naprawdę nie było istotne, na ile opiewały wyroki. To było przedstawienie dla naiwnych Europejczyków. Prawdziwe wyroki i tak były inne. Trzech członków władz RP uznanych za najbardziej niebezpiecznych zostało potem zamordowanych w więzieniu. Gdy echa sprawy ucichły, w roku 1946 zostali zamordowani w więzieniach: dowódca AK Okulicki i Stanisław Jasiukowicz (zastępca Jankowskiego, wiceprzewodniczący SN). Skazany na 8 lat Stanisław Jankowski został zamordowany w marcu 1953 roku – tuż przed spodziewanym terminem uwolnienia. Kazimierz Pużak po odsiedzeniu wyroku został przesłany do PRL, tam znowu aresztowany i zamordowany w więzieniu w Rawiczu w 1950 roku.

Proces członków Rządu RP uznawanego przecież przez mocarstwa zachodnie dowodził, iż Polskę oddano pod sowiecką dominację. Nic więc dziwnego, że osadzeni w Warszawie “polscy” komuniści czuli się pewni siebie i bezkarni. Bierut, Berman a nawet ich utytułowany lokaj Osóbka powtarzali jak dowcip: nie zdobyliśmy władzy dzięki kartce wyborczej i nie oddamy jej z powodu takiej kartki. Tym słowom także towarzyszył śmiech. Ten śmiech dochodzący z partyjnych apartamentów, sal sądowych i katowni bezpieki, ten śmiech – to też symbol tamtych lat.

Siedmiokrotna kara śmierci

Proces majora “Zapory”–Dekutowskiego – 15 listopada 1948 r. – pod jednym względem przypominał proces moskiewski: na sali rozpraw także słychać było śmiech. Zwłaszcza kiedy “Zapora” zarzucił komunistycznym władzom oszustwo polegające na ogłoszeniu amnestii i aresztowaniu żołnierzy, którzy się ujawnili, albo gdy mówił o podstępie, w wyniku którego został aresztowany w Nysie. Śmiech budziły także ubiory partyzantów – na salę rozpraw przyprowadzono ich w niemieckich mundurach, “Zapora” miał powybijane zęby, zdarte paznokcie i połamane ręce. Przewodniczący Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie Józef Badecki ogłosił w końcu wyrok. Zebranym na sali ubekom i dziennikarzom peperowskich gazetek najbardziej podobała się sentencja: otóż oficer WiN nie został skazany na zwykłą karę śmierci, ale na siedmiokrotną. Wyliczanka zarzutów połączona z kolejnym orzeczeniem kolejnej śmierci wydawała im się tak świetnym dowcipem, że aż rżeli.


Kim był skazany na siedmiokrotną śmierć major “Zapora”?

Dziwne, lecz jeszcze w szkole nazywano go “Małym Rycerzem” – jakby w tym sienkiewiczowskim przezwisku zamknięty już był jego los. Hieronim Dekutowski był niemal rówieśnikiem Franczaka – urodził się 24 września 1918 roku w Dzikowie, który dziś jest dzielnicą Tarnobrzega. Przyszły “Zapora” był najmłodszym z dziewięciorga dzieci Jana Dekutowskiego, blacharza, członka PPS, piłsudczyka. Matka Hieronima nie pracowała, lecz mogła poświęcić się wychowaniu dzieci i działalności społecznej. W domu panowała atmosfera patriotyczna, pamiętano zarówno o tradycji Legionów, jak i o wojnie 1920 roku, w której poległ najstarszy z braci Hieronima. Przyszły “Zapora” ukończył Gimnazjum im. Jana Tarnowskiego, działał w Sodalicji Mariańskiej, był harcerzem – nawet drużynowym Wodnej Drużyny im. Zaruskiego, redagował gazetkę, którą podobno wypełniał własnymi wierszami, artykułami i ilustracjami. Potem miał działać w drużynie im. Jana Henryka Dąbrowskiego i był przybocznym komendanta hufca do spraw opieki nad kronikami i izbami pamięci. Dane te są fragmentaryczne, może niepełne – mam nadzieję, że w Tarnobrzegu istnieje jakaś izba pamięci “Zapory” i jest w stanie je uzupełnić. Bo choć nie był to najważniejszy okres w działalności przyszłego “Zapory”, to już wtedy kształtował się jego charakter.

Do wojska wstąpił jako ochotnik


Nie są też pewne przekazy na temat udziału Dekutowskiego w Kampanii Wrześniowej. Wstąpił do wojska jako ochotnik, podobno walczył gdzieś w rejonie Lwowa, potem z resztkami 32. Dywizji Piechoty przeszedł na Węgry, gdzie został internowany. Po brawurowej ucieczce z obozu przez Węgry, Jugosławię i Włochy przedostał się do Francji. Został skierowany do Szkoły Podchorążych Piechoty w Coëtquidan, walczył w szeregach 2. Dywizji Strzelców Pieszych na wzgórzach Clos–du–Doubs, potem – wobec kapitulacji Francji – przeszedł granicę Szwajcarii i bardzo okrężną drogą dotarł do Anglii. Tutaj otrzymał przydział do 1. Brygady Spadochronowej i skierowanie do podchorążówki, którą ukończył z wyróżnieniem. Jako prymus otrzymał z rąk wicepremiera Mikołajczyka oficerski kordzik. Po odpowiednim przeszkoleniu dywersyjnym 4 marca 1943 r. został zaprzysiężony na rotę Armii Krajowej – miał skakać do Polski jako “cichociemny”. Przed odlotem do kraju musiał spalić wszystkie dokumenty i notatki. Podobno spalił wówczas swoje ostatnio napisane wiersze. Było to wykonaniem rozkazu – ale miało też wymowę symbolu.

Znowu w Polsce

Nocą 16–17 września Dekutowski wyleciał do kraju z grupą 8 skoczków lecących 3 samolotami. Zrzut miał miejsce 8 kilometrów na północ od Wyszkowa, na placówce odbiorczej “Garnek”. W momencie wylądowania Dekutowski otrzymał swój pierwszy stopień oficerski – podporucznika. Jeden ze skoczków, kurier do Delegata Rządu ppor. Kazimierz Smolak, został ciężko ranny, co uniemożliwiło mu dalszą ucieczkę. Nakryty przez gestapo zginął wraz z trzema osłaniającymi go żołnierzami. Dekutowski dotarł szczęśliwie do Warszawy i po krótkiej aklimatyzacji przedostał się na Zamojszczyznę, gdzie został dowódcą IV kompanii oddziału partyzanckiego “Podkowy”. Kwaterował w rejonie Hoszni Ordynackiej, przeprowadził kilka udanych akcji nie tylko osłaniających ludność Zamojszczyzny, ale nawet – nocą 4–5 grudnia – spacyfikował wieś Źrebce pod Szczebrzeszynem, zabijając kilku niemieckich kolonistów. W partyzanckich melinach przechował i uratował wielu Żydów ściganych przez Niemców, przeprowadził też wiele akcji likwidowania konfidentów. W lutym 1944 r. został dowódcą oddziału dyspozycyjnego Kedywu Komendy Okręgu Lublin, podlegało mu około 200 partyzantów. Oddziały dywersyjne “Zapory” wykonały ponad 80 akcji bojowych i dywersyjnych. Sam Dekutowski awansował – awansował więc i jego przydomek: przyjaciele nazywali go “Małym Porucznikiem”, potem “Małym Kapitanem” , albo wręcz “Małym Rycerzem” – dla wzrostu, dla rycerskiej brawury i wąsików, które – nieco na wyrost – można było przyrównać do wąsów bohatera Pana Wołodyjowskiego... 24 maja 1944 r. “Zapora” stoczył zwycięską bitwę z Niemcami pod Krążnicą Okrągłą, w której po stronie wroga zaangażowane były dwa bataliony SS, cztery kompanie Wehrmachtu, żandarmeria i samoloty wywiadowcze. Niemcy pozostawili na pobojowisku co najmniej 44 zabitych. 12 dostało się do niewoli, zdobyto sporo broni. 17 lipca w kolejnym boju pod Kożuchówką “Zapora” nie dal się pokonać, lecz niestety został ranny w rękę; leczył się potem w Lublinie, Tarnogrodzie i w klasztorze w Starym Borku. Niezupełnie jeszcze wyleczony wziął udział w akcji “Burza”. W sierpniu 1944 r. – pomaszerował na odsiecz Powstaniu Warszawskiemu. Niestety – odsiecz została zatrzymana przez Sowietów. Nie powiodły się próby przebicia. Ranny w rękę “Zapora” zdemobilizował swój oddział, postanowił wrócić do Tarnobrzega, rozpocząć normalne życie, może rozpocząć studia historyczne, o których marzył już w gimnazjum... Rzeczywistość okazała się inna. W Tarnobrzegu już szukało go NKWD. “Zapora” z kilkoma najwierniejszymi żołnierzami skrył się w pobliskich lasach.

Zdrajca Abram Tauber

Na “wyzwalanych” terenach Rosjanie aresztowali AK–owców, zwłaszcza o takim doświadczeniu bojowym jak “Zapora”. Tym razem pomagali im dzielnie polscy zdrajcy. Szczególnie gorliwy był jeden z uratowanych przez “Zaporę” Żydów, Abram Tauber, który z czasów, gdy się ukrywał, znał meliny “zaporczyków”. Gdy Tauber został szefem UB w Chodlu, zaprosił czterech “zaporczyków”. Poszli nie wiedząc, czy będzie to jakaś uroczystość połączona z odznaczeniami, czy tylko przyjacielski spotkanie... Tauber kazał ich związać drutem kolczastym i wszystkich czterech własnoręcznie zastrzelił. “Zapora” postanowił w odwecie rozbić posterunek w Chodlu. Atak przeprowadzono nocą 5–6 lutego 1945 r., posterunek zburzono. Tauber niestety uniknął sprawiedliwości. Według relacji jednego z “zaporczyków”, “Opala”, (Stanisław Wnuk, dziś major) zbrodniarz został przeniesiony do szczecińskiego UB, potem – może jeszcze w latach 50., może dopiero w 1968 r. – wyjechał do Izraela.

Powstanie Antysowieckie

Data 5–6 lutego to początek powstania antysowieckiego w Lubelskiem. Po Chodlu była odwetowa akcja UB. 7 lutego ubowcy otoczyli wieś Wały, w której – wedle doniesień aktywistów z PPR – stacjonował oddział “Zapory”. Dekutowski został ranny w nogę, lecz zdołał się przedrzeć przez obławę i przedarł się z 40 partyzantami za San. W akcie zemsty ubowcy podpalili w Skrzyńcu dom, w którym mieszkała żona zastępcy Dekutowskiego, Stanisława Wnuka – “Opala”. Gdyby ludzie nie przerwali kordonu i nie rzucili się do domu na ratunek – w ogniu zginęłyby trzy córeczki “Opala”. Bestialską akcją – to kolejna wiadomość dla IPN – dowodził jakiś “kapitan Zając”.

Aby dozbroić oddział, “Zapora” przeprowadza atak na pociąg w Kraśniku, rozbraja 20 milicjantów, których – po pouczeniu , że za dalsze wysługiwanie się okupantom poniosą karę – puszcza wolno. Można przypuszczać, że nieźle uśmieli się z jego rycerskiej naiwności. 26 kwietnia “Zapora” zajął Janów Lubelski, rozbił więzienie, w którym trzymano kobiety – uczestniczki Powstania Warszawskiego. Najgłośniejszą akcją była likwidacja siedziby MO/ UB w Kazimierzu Dolnym 19 maja 1945 roku. W walce zabito 5 milicjantów i ubeków oraz kilku żołnierzy i 2 oficerów r o s y j s k i c h. W tym czasie oddziały samoobrony “Zapory” (podlegające Delegaturze Sil Zbrojnych) liczyły ponad 300 żołnierzy w 9 grupach bojowych.

Oszustwo amnestii

U szczytu partyzanckich powodzeń “Zapora” otrzymał od zwierzchników rozkaz ujawnienia siebie i swoich partyzantów w ramach tzw. amnestii “Radosława” (tzn. po 22 VII 1945). “Zapora” wykonał rozkaz. Gdy odchodził ze służby w DSZ – otrzymał stopień majora. Amnestia okazała się oszustwem. Widząc, jak dookoła UB aresztuje AK–owców – “Zapora” postanowił przedostać się na Zachód. Próba ucieczki przez Czechosłowację zakończyła się niepowodzeniem, przy okazji uciekinierzy z Polski przekonali się o niewiarygodnej głupocie pracowników amerykańskiej ambasady. Dekutowski wrócił do partyzantki, a ponieważ zmieniły się struktury Podziemia, był teraz majorem Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Stopnia pułkownika jednak nie doczekał. Otrzyma go dopiero pośmiertnie w roku 1988.

Powrót do konspiracji

Odtworzone ugrupowanie “Zapory” liczyło około 200 partyzantów, od 7 II 1945 r. do 16 września 1947 r. przeprowadził 58 akcji na terenie lubelskiego, rzeszowskiego i kieleckiego, w których według oficjalnych wyliczeń zginęło ponad 400 żołnierzy LWP (gł. KBW), ubeków i milicjantów, a także czerwonoarmiejców. Akcjami najczęściej przeprowadzanymi przez żołnierzy “Małego majora” były: rozbijanie więzień, w których komuniści trzymali połapanych żołnierzy Armii Krajowej i WiN, a także likwidowanie placówek MO/ UB. Te budynki nie tylko służyły jako więzienia, były miejscami tortur i twierdzami okupacyjnej władzy. Niektóre z nich rozbijano kilkakrotnie. Tak było w Kazimierzu Dolnym, gdzie mimo nauczki z maja, UB znowu nasiliło represje. Kazimierską “twierdzę” UB zdobyto ponownie 17 września 1945 r.. W czasie walki padł 1 milicjant, 6 zostało rannych.

Kilkakrotnie rozbijano też “UBojnie” w Bychawie (6 marca 1946 r., kwiecień 1946 r., 2 czerwca 1946 r.) w Bełżycach (20 luty i 23 września 1946 r.) i inne. Operacji takich wykonali “zaporczycy” ponad 50, czyszcząc na jakiś czas Lubelszczyznę z siedzib “ludowej władzy”. Z akcji w większym stylu wspomnieć należy: rozbicie grupy operacyjnej KBW w Albinowie Małym pow. Zamość (17 stycznia 1947 r.). Podczas tej akcji zabito 7, wzięto do niewoli i wypuszczono po rozbrojeniu 13 żołnierzy; kilku przy okazji zdezerterowało. Ważnym elementem była walka z polską Targowicą. W nocy 26–27 września 1946 r. “zaporczycy” przeprowadzili pacyfikację Moniak – wsi ormowców. Spłonęło wówczas 29 zagród, 40 komunistów ukarano chłostą. Ofiar śmiertelnych nie było – z wyjątkiem jednego ubeka, który próbując ucieczki, rozpoczął strzelaninę. 2 lipca 1947 r. odbyła się pacyfikacja komunistycznej wsi Puchaczew. Tu już doszło do walki. Zabitych zostało 21 “utrwalaczy” władzy ludowej – głównie ormowców, konfidentów i tajnych współpracowników PPR (z oddziałów egzekucyjnych PPR). Stałym elementem walk roku 1947 pozostawały ataki na posterunki MO/UB i ekspropriacje.

Aresztowany w Nysie

W 1947 roku na rozkaz komendanta okręgu WiN, mjr Wilhelma Szczepankiewicza, “Zapora” rozwiązuje swój oddział i składa deklarację o ujawnieniu. Rozmowy jednak przybierają dziwny obrót, przedstawiciele WUBP z Lublina oświadczają, że nie mogą mu gwarantować bezpieczeństwa. W tym czasie kontaktuje się z “Zaporą” wypuszczony z więzienia były inspektor lubelskiego WiN Franciszek Abraszewski. On też ostrzega “Zaporę” przed aresztowaniem i proponuje ucieczkę na Zachód. “Zapora” i kilku zagrożonych dowódców przystają na tę propozycję. Abraszewski zdobywa “lewe” papiery, partyzanci wyjeżdżają do Nysy. Tu ma być ostatnia bazą po stronie polskiej. Tu też zostają aresztowani – 16 IX 1947 r.. Abraszewski był współpracownikiem UB. Dekutowski zostaje przewieziony do Warszawy i po brutalnym śledztwie – skazany na śmierć. Mimo siedmiokrotnego wyroku “Zapora” do końca się nie poddawał. W celi więzienia mokotowskiego, gdzie oczekiwał na wykonanie wyroku, Dekutowski i jego towarzysze wydłubali w suficie otwór, przez który można było wyjść na dach więzienia. Wolność wydawała się na wyciągnięcie ręki... Zdradził ich jeden z więźniów – podobno kryminalista skazany na śmierć. Liczył, że wyjedna w ten sposób łaskę. Według jednej z relacji, został zakatowany na śmierć 7 marca 1949 r. przez oprawców z UB. Według innej – UB przyśpieszyło egzekucję, wiedząc, że Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Starszy sierżant Piotr Śmietański, kat, zwany oficjalnie dowódcą plutonu egzekucyjnego, wykonywał wyroki katyńskim strzałem w tył głowy. Oprócz “Zapory” zastrzelił tego dnia jeszcze 6 żołnierzy Podziemia. Ginęli co 15 minut. Według nie sprawdzonej relacji, zginąć miał także zdrajca, który doniósł o przygotowywanej ucieczce.

Bohdan Urbankowski
"NASZA POLSKA" NR 16/2001

Napisany przez: bachmat66 9/03/2006, 17:07

dobry artykul! brawo za wstawienie!
szkoda ze nikt w RPIII nie kwapi sie z przyniesieniem dziejow Zapory czy np rtm Pileckiego via film/kino.
Bo 'Nasza Polska' nie ma takiej poczytnosci jak 'Gazeta Wyborcza'.
Przeniesienie dokonan tychze wojownikow oraz wielu innych patriotow w dziedzine kultury masowe byc moze pomogloby w wielu sprawach, np z zerwaniem z nostalgia za PRL-em, czy tez ze zwalczaniem na Zachodzie - zwlaszcza w US - stereotypow o 'polskich obozach smierci' oraz innych paszkwilach antypolskich ktore codzienie mnoza sie w prasie czy publikacjach zachodnich.

Napisany przez: Folkatka 9/03/2006, 18:23

QUOTE(widzącyzlublina @ 9/03/2006, 0:18)

4.Naród biblijny wybrany został przez Boga, analogicznie wybranym do panowania był naród niemiecki,

*



Czy ja dobrze rozumiem, że te dwie rzeczy stawia Pan na jednakowej płaszczyźnie?

Napisany przez: lekarz 9/03/2006, 19:19

ja spasowałem z polemiką, jak kolejny raz zobaczyłem kwestie o dysonansowym stosowaniu prawa procesowego i materialnego wink.gif mimo najszczerszych chęci nie dowiedziałem się co to takiego

o kwiatkach teologicznych, atakach na ekumenizm, Hansie Franku co się uważał za Żyda i znanym kabotynie Karskim co na promocji swojej książki w Lublinie mówił zupełnie coś innego niż w znanych powszechnie innych swoich wypowiedziach, to już nawet nie wspomnę

no ale daleko odjechaliśmy od śp. "Zapory"

Napisany przez: Artur P. 9/03/2006, 19:48

Czytałem owe artykuły w necie wielokrotnie. Owszem, przesycone są patriotycznym uniesieniem i bardzo dobrze, że przypominają wielką postać podziemia antykomunistycznego, ale... no właśnie - zawierają wiele nieścisłości i niesprawdzonych informacji. Oto ważniejsze z nich.

QUOTE
jako szef Kedywu AK w Inspektoracie Lublin-Puławy przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne.


Jest to suma akcji przeprowadzonych przez dwa oddziały dyspozycyjne Kedywu : dowodzonego przez "Zaporę" (I./OP 8 z Insp. Lublin) i przez ppor. Mariana Sikorę "Przepiórkę" (OP 15/2 z Insp. Puławy). Jakkolwiek "Zapora" sprawował nad nimi ogólne dowództwo jako szef Kedywu Inspektoratu Rejonowego Lublin-Puławy.

QUOTE
24 maja 1944 r. “Zapora” stoczył zwycięską bitwę z Niemcami pod Krążnicą Okrągłą, w której po stronie wroga zaangażowane były dwa bataliony SS, cztery kompanie Wehrmachtu, żandarmeria i samoloty wywiadowcze. Niemcy pozostawili na pobojowisku co najmniej 44 zabitych. 12 dostało się do niewoli, zdobyto sporo broni.


Partyzanci zaatakowali kolumnę transportową ze zbożem, złożoną z 15 samochodów z 1. kompanii 629. pułku do zadań specjalnych, eskortowaną przez pododdział z batalionu ochrony z Lublina. Walka trwała ok. 2 godzin. Wg. źródeł niemieckich zginęło 18 żołnierzy Wehrmachtu, a 5 członków ze służby pomocniczej dostało sie do niewoli (zostali później zastrzeleni). Wg. niektórych źródeł wzięci do niewoli Czech i Holender zostali właczeni do oddziału. Straty partyzantów to 4 zabitych i 3 rannych.

QUOTE
Data 5–6 lutego to początek powstania antysowieckiego w Lubelskiem. Po Chodlu była odwetowa akcja UB. 7 lutego ubowcy otoczyli wieś Wały, w której – wedle doniesień aktywistów z PPR – stacjonował oddział “Zapory”. Dekutowski został ranny w nogę, lecz zdołał się przedrzeć przez obławę i przedarł się z 40 partyzantami za San. W akcie zemsty ubowcy podpalili w Skrzyńcu dom, w którym mieszkała żona zastępcy Dekutowskiego, Stanisława Wnuka – “Opala”. Gdyby ludzie nie przerwali kordonu i nie rzucili się do domu na ratunek – w ogniu zginęłyby trzy córeczki “Opala”. Bestialską akcją – to kolejna wiadomość dla IPN – dowodził jakiś “kapitan Zając”.


Akcja w Chodlu miała miejsce najprawdopodobniej 30 stycznia 1945 r. (M. Jaworski w swej książce o KBW podaje z kolei 6 lutego).

Sam Stanisław Wnuk "Opal" - w owym czasie - zastępca "Zapory" to bardzo kontrowersyjna postać. Warto mu się przyjrzeć bliżej, gdyż jest on najprawdopodobniej jedną z kluczowych postaci jakie były zaangażowane w grę operacyjna UB, zakończoną aresztowaniem "Zapory".

Stanisław Wnuk "Opal" (1915-1998), oficer rez. WP, kpt. DSZ, ur. w Borowie, pow. Lublin. W l. 1938-1939 studiował na Wydziale Prawa KUL w Lublinie. W ZWZ-AK poczatkowo zastepca komendanta Placówki Chodel w Obwodzie AK Lublin. Od 1943 r. zastepca dowódcy patrolu dywersyjnego, a następnie jego dowódca. Od lutego 1944 r. zastępca dowódcy oddziału Kedywu "Zapory". Po wkroczeniu A. Cz. pozostał w konspiracji. Był zastępcą "Zapory". Ujawnił się na pdst. amnestii z sierpnia 1945 r. 20 XII 1945 r. aresztowany na dworcu PKP w Lublinie i po pewnym czasie przewieziony do Warszawy. Zwolniony jesienią 1946 r. (!!!). W wyborach do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 r. kandydował z ramienia PSL-Nowe Wyzwolenie. Ponownie aresztowany latem 1949 r. i przetrzymywany bez wyroku przez dwa lata. W 1962 r. zarejestrowany w kartotece SB jako TW "Iskra", "Dziadek", "Żmudzki". Mieszkał w Lublinie.
Faktycznie z niemal 100-procentową pewnością można stwierdzić, iż Wnuk wspólpracował z bezpieką juz od 1945 r. (nie zachowała się jego teczka pracy). Wg. S. Poleszaka - historyka IPN - na początku lat 60-tych dokonano ponownej rejestracji czynnej agentury. Stąd takie własnie zapisy kartoteczne u agentury nawet z najdłuzszym stażem.
Agent o ps. "Iskra" ciągle przewija się w aktach operacyjnych dotyczacych sprawy "Zapory".

QUOTE
Kazimierską “twierdzę” UB zdobyto ponownie 17 września 1945 r.. W czasie walki padł 1 milicjant, 6 zostało rannych.


Akcję wykonał oddział Zygmunta Wilczyńskiego "Żuka" z Inspektoratu Puławy WiN - nie podlegał on "Zaporze".

QUOTE
2 lipca 1947 r. odbyła się pacyfikacja komunistycznej wsi Puchaczew. Tu już doszło do walki. Zabitych zostało 21 “utrwalaczy” władzy ludowej – głównie ormowców, konfidentów i tajnych współpracowników PPR (z oddziałów egzekucyjnych PPR).


Chodzi o Puchaczów. Akcję wykonali samodzielnie dowódcy patroli podlegajacych kpt. "Uskokowi". Wszystko odbyło sie bez wiedzy "Uskoka" i "Zapory". O zadnej walce nie może być mowy. Była to akcja likwidacyjna. O tym wydarzeniu pisałem w innym temacie:

Puchaczów 2/3 Lipca 1947
Polityczna zbrodnia czy konieczność

Należy zaznaczyć, że sprawca pacyfikacji - "Wiktor" - został za to zdegradowany przez "Zaporę", który zabronił przeprowadzania tego typu akcji.

QUOTE
W tym czasie kontaktuje się z “Zaporą” wypuszczony z więzienia były inspektor lubelskiego WiN Franciszek Abraszewski. On też ostrzega “Zaporę” przed aresztowaniem i proponuje ucieczkę na Zachód. “Zapora” i kilku zagrożonych dowódców przystają na tę propozycję. Abraszewski zdobywa “lewe” papiery, partyzanci wyjeżdżają do Nysy. Tu ma być ostatnia bazą po stronie polskiej. Tu też zostają aresztowani – 16 IX 1947 r.. Abraszewski był współpracownikiem UB.


Dzisiaj juz wiadomo, że "Zapora" padł ofiara gry operacyjnej UB w którą było zangażowanych wiele osób. Nadal jednak nie znamy kluczowych nazwisk. Oczywiście mowa tu o agentach UB. Historycy raczej przestają wskazywać na "Borutę" jako głównego sprawcę aresztowania "Zapory". Być może ma to związek ze wspomnianym TW "Iskrą".

Napisany przez: bachmat66 10/03/2006, 5:32

czolem Artur P.
kawal ciekawej, racjonalnej, rzeczowej krytki/uzupelniena artykulu dziennikarskiego z NDz - przeczytalem z przyjemnoscia
godna polecenia rzecz!

pozdro

Napisany przez: Allman 10/03/2006, 8:36

Witaj Artur P. !!
Bardzo dziękuję za sprostowania i uzupełnienia !! Bardzo ciekawe rzeczy przytaczasz... szczgólnie nt. "Opala". Czy są jakieś opublikowane żródła, gdzie mógłbym poczytać na temat "Opala" i jego współpracy z UB? Mógłbyś podać tytuły?
Pozdrawiam !!
Allman

Napisany przez: Allman 10/03/2006, 8:47

Chciałem zaprezentować coś, może nie dokładnie nt. Zapory, ale mieści się w temacie Antykomunistycznego Podziemia, a poza tym prezentuje, jak wygląda stosunek dzisiejszej lewicy i ich organu propagandowego - Trybuny do tych żołnierzy a w szczególności do mjr Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". Dla niektórych, widać czas nie ruszył z miejsca... poziom wiedzy, zresztą też. BRAK SŁÓW !!!

Ich wielki wróg - "Łupaszka" - Tadeusz M. Płużański
http://mazowsze.kraj.com.pl/114176333894621.shtml

Posłowie PiS z sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu przygotowali projekt uchwały, który spotkał się z ostrym atakiem postkomunistycznej lewicy. Projekt stwierdza na wstępie: "Pięćdziesiąt pięć lat temu, 8 lutego 1951 roku, zamordowany został w komunistycznym więzieniu major Zygmunt Szendzielarz »Łupaszka«. Żołnierz do końca wierny Niepodległej Polsce, za swoją służbę dwukrotnie odznaczony orderem Virtuti Militari". Prawo i Sprawiedliwość chciało w ten sposób uczcić pamięć jednego z najlepszych dowódców z okresu niemieckiej okupacji i powojennej, antysowieckiej konspiracji. Do dziś - w pewnych środowiskach - żołnierza wyklętego.

16 lutego br., dzień po dyskusji w komisji kultury, postkomunistyczna "Trybuna" na czołówce opublikowała artykuł pod znamiennym tytułem: "Ich krwawy idol". Czytamy w nim m.in.: "Dlaczego Sejm ma czcić grupę żołnierzy, którzy wprawdzie byli patriotami, ale prezentowali archaiczną politykę, zgubną dla kraju? - pytał poseł SLD Piotr Gadzinowski podczas sejmowych prac nad uchwałą z okazji 55. rocznicy śmierci Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". "Nie zawracaj dupy! Nie czytaj mi takich bzdur!" - krzyczał na posła Sojuszu Jerzy Fedorowicz (PO).
Poseł rzucał mięsem na swojego kolegę z Sojuszu za krytykę działalności jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci poakowskiego podziemia, słynnego dowódcy "brygady śmierci", którego śmierć chcą uczcić posłowie PiS-u. I to specjalną uchwałą sejmową. Gadzinowski wytykał politykom prawicy niekonsekwencję - dlaczego wywyższają człowieka, który czynnie zwalczał dążenia niepodległościowe Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, skoro dziś tak zażarcie walczą o niezależność naszych wschodnich sąsiadów? Argumentował, że to nie Szendzielarz obalił porządek jałtański, ale wstąpienie Polski i Litwy do UE oraz europejskie aspiracje Ukrainy.
"Łupaszka" ma ponadto na swoim koncie śmierć ok. 200 milicjantów, żołnierzy LWP, członków PPR, funkcjonariuszy UB i NKWD, których często rozstrzeliwał po wzięciu do niewoli. W historii Szendzielarza niejasne są okoliczności aresztowania go w 1944 r. przez Niemców, a wkrótce potem uwolnienie. Niektórzy dowódcy AK twierdzili, że Łupaszka poszedł na współpracę z okupantem, powojenni autorzy pisali wręcz, że Szendzielarz kolaborował, godząc się w zamian za uwolnienie na walkę z wojskami radzieckimi i polskimi. Faktem jest natomiast, że dowódca "brygady śmierci" odmówił uczestnictwa w opracowanej przez dowództwo AK operacji "Ostra Brama" - szturmie na pozycje niemieckie w Wilnie i równolegle z oddziałami hitlerowskimi wycofał się na zachód". Tyle "Trybuna". Niżej prostujemy niedopowiedzenia i kłamstwa postkomunistów.

POŻYWKA DLA PROPAGANDY

Zygmunt Szendzielarz pochodził z Wileńszczyzny. Urodził się w 1910 r. w Stryju (potem rodzina przeniosła się do Wilna). Wojaczki uczył się w szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, a później w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, po ukończeniu której trafił do 4. pułku Ułanów Zaniemeńskich. We wrześniu 1939 r. pułk wszedł w skład Północnego Zgrupowania Odwodowej Armii "Prusy", a następnie Grupy Operacyjnej gen. Andersa. Por. Zygmunt Szendzielarz dowodził 2. szwadronem. Po wrześniowej klęsce wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, aby organizować konspirację na Wileńszczyźnie.
W 1943 r., przybierając pseudonim "Łupaszka", Szendzielarz został dowódcą pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego na Wileńszczyźnie, który przekształcił się w V Wileńską Brygadę Armii Krajowej. Wkrótce, dzięki dowódcy, stała się najliczniejszą i najsilniejszą brygadą na Wileńszczyźnie.
W rocznicowym projekcie uchwały Sejmu czytamy: "W latach 1943 - 1944 V Wileńska Brygada Armii Krajowej stoczyła kilkadziesiąt bitew. Oddział majora »Łupaszki« prowadził krwawe walki z wojskami hitlerowskimi, z pozostającymi w służbie III Rzeszy formacjami litewskimi oraz z sowiecką partyzantką terroryzującą Polaków. W czasie tych działań Zygmunt Szendzielarz zdobył sobie zaszczytną opinię znakomitego dowódcy, a V Brygada w uznaniu poniesionych ofiar zyskała miano »Brygady Śmierci«".
W uznaniu zasług, w styczniu 1944 r., Komendant Okręgu Wileńskiego AK, płk Aleksander Krzyżanowski, ps. Wilk, odznaczył Zygmunta Szendzielarza Krzyżem Walecznych.
Z ramienia Komendy Okręgu Szendzielarz uczestniczył w rozmowach z Niemcami. W PRL-u dało to asumpt różnym pseudo-historykom i pismakom do oskarżeń "Łupaszki" o kolaborację. Takie poglądy głosili również niektórzy emigracyjni publicyści. Fakty przedstawiają się jednak inaczej. Na początku kwietnia 1944 r. Szendzielarz został przypadkowo aresztowany przez Litwinów, którzy przekazali go Niemcom. Ci zaproponowali mu zawieszenie broni w zamian za współpracę w walce przeciwko sowieckiej partyzantce. "Łupaszka" odmówił, zasłaniając się brakiem kompetencji. W końcu Niemcy zwolnili go, aby - jak się przypuszcza - nie zamykać sobie drogi do rozmów z Komendą Okręgu.
Teraz kolejna sprawa, która dała pożywkę komunistycznej propagandzie. Zarzut: dezercja i zdrada.
"Brygada Śmierci" nie wzięła bowiem udziału w Operacji "Ostra Brama", której założeniem było wyzwolenie Wilna przez oddziały AK. Postawę "Łupaszki" tłumaczy się dwojako. Przede wszystkim brakiem zaufania do Sowietów i sojuszy z nimi. Niektórzy badacze dodają do tego powody logistyczne - w chwili wkroczenia Armii Czerwonej na Wileńszczyznę jego oddział, zgodnie z rozkazami gen. "Wilka", miał opuścić te tereny. Potem rozkazy zmieniły się i po prostu nie zdążył powrócić na czas w rejon Wilna. Dzięki temu uniknął rozbrojenia i internowania przez Sowietów, co spotkało większość oficerów i żołnierzy Wileńskiego Okręgu AK.

NIE JESTEŚMY BANDĄ

Projekt uchwały Sejmu: "Oddziały utworzone przez majora "Łupaszkę" przeprowadziły w latach 1945 - 1952 około 450 akcji zbrojnych. W jednostkach podległych majorowi "Łupaszce" panowała wzorowa dyscyplina. Zwalczały one nie tyko komunistyczny aparat bezpieczeństwa, ale także chroniły ludność przed pospolitymi bandytami".
Mimo rozkazu o demobilizacji Zygmunt Szendzielarz postanowił pozostać w konspiracji i dalej walczyć z Sowietami i służącymi im Polakami. Awansowany do stopnia majora, odtworzył 5., a następnie 6. Wileńskie Brygady. Walczył od Podlasia, poprzez Białostocczyznę, Warmię i Mazury do Pomorza. Jednego dnia walczył w Borach Tucholskich, drugiego w okolicach Jeziora Śniardwy. Likwidował przede wszystkim komunistycznych agentów i członków PPR. Szacuje się, że w latach 1945 - 1948 oddziały "Łupaszki" rozbiły około 60 posterunków MO, kilka placówek UBP i posterunków SOK, a także kilkanaście placówek Armii Czerwonej. Zlikwidowano około 200 funkcjonariuszy i oficerów NKWD, UBP, MO i Armii Czerwonej. Za głowę jednego z największych wrogów NKWD wyznaczyła wysoką nagrodę.
"Łupaszka" prowadził także akcję propagandową, która polegała na redagowaniu, powielaniu i rozprowadzaniu ulotek o treści antykomunistycznej. Oto fragment jego ulotki z marca 1946 r.: "(...) Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. (...) My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości".

GODNOŚĆ DO KOŃCA

Najprawdopodobniej w grudniu 1946 r. mjr Szendzielarz dostał od ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza list, w którym ten nakłaniał "Łupaszkę" do rozwiązania oddziałów, w zamian za swobodne opuszczenie Polski. List pozostał bez odpowiedzi. Również później - szczególnie na początku 1947 r. - wobec zbliżania się wyborów do Sejmu, UB próbował nawiązać kontakt z Szendzielarzem i nakłonić go do złożenia broni. Oddział "Łupaszki" był już wówczas za słaby, aby prowadzić otwartą wojnę z nowym okupantem. Tylko od czasu do czasu prowadzono akcje zaczepne i odwetowe. Pod koniec marca Szendzielarz zwolnił część swoich podkomendnych, przez co brygada stopniała do ok. 40 ludzi. Ostatecznie, po rozmowach ze swoimi podkomendnymi, m.in. z Lechem Beynarem ps. Nowina (późniejszy publicysta i historyk Paweł Jasienica; ten oficer BiP Okręgu Wileńskiego AK do oddziału "Łupaszki" dołączył pod koniec 1944 r.; w marcu 1968 r. Władysław Gomułka oskarżył go o liczne morderstwa na zlecenie "Łupaszki") zaprzestał czynnej walki zbrojnej i postanowił powrócić do cywilnego życia. Szendzielarz najpierw przeniósł się na Śląsk, a później do Zakopanego. Przez cały czas utrzymywał przez łączników kontakt z 6. Brygadą, informował o sytuacji w kraju i rozkazach płynących z komendy Okręgu Wileńskiego AK.

Projekt uchwały Sejmu: "Przeciwko partyzantom majora »Łupaszki« zmobilizowano duże siły NKWD, UB, KBW i MO. Major Zygmunt Szendzielarz »Łupaszka« został aresztowany w czerwcu 1948 roku, a następnie skazany na osiemnastokrotną karę śmierci. W śledztwie zachował godną postawę. O łaskę nie poprosił. Wieczorem 8 lutego 1951 roku został stracony w więzieniu mokotowskim. Miejsce jego pochówku jest nieznane".
W czerwcu 1948 r. UB rozpracował i rozbił Okręg Wileński AK. "Łupaszkę" aresztowano 30 czerwca w Osielcu pod Zakopanem i od razu przewieziono do aresztu śledczego na Rakowieckiej w Warszawie. Bohaterski major spędził tam 2,5 roku życia. W listopadzie 1950 r., przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, rozpoczął się proces byłych członków Okręgu Wileńskiego AK. Składowi sędziowskiemu przewodniczył były AK-owiec, a potem wyjątkowo dyspozycyjny wobec komunistów, a przez to krwawy stalinowski sędzia - mjr Mieczysław Widaj. Wszyscy oskarżeni, oprócz kobiet, dostali wyroki śmierci.

DOBRZE ZASŁUŻYLI SIĘ OJCZYŹNIE

Poniewieranie pamięci majora Szendzielarza trwało przez cały PRL. Inaczej było jedynie na emigracji. Prawdę o nim publikowały m.in. paryskie "Zeszyty Historyczne". W 1988 r. prezydent Polski na Uchodźstwie w uznaniu wybitnych czynów w czasie wojny nadał majorowi Szendzielarzowi Krzyż Złoty Orderu Virtuti Militari. W Polsce prawdę o "Łupaszce" zaczęto pisać dopiero po 1989 r. Wydana w 2004 r. przez "Rytm" książka Patryka Kozłowskiego "Jeden z wyklętych Zygmunt Szendzielarz - Łupaszka" pokazuje go jako doskonałego żołnierza, genialnego stratega wojskowego, twórcę nowoczesnej metody działania samodzielnymi szwadronami. Szendzielarz to człowiek o silnej charyzmie, symbol patrioty, walczącego z dwoma totalitaryzmami - faszystowską III Rzeszą i stalinowską Rosją.
W 1993 r. Zygmunt Szendzielarz został oczyszczony przez sądy III RP ze wszystkich zarzutów.
Projekt uchwały Sejmu kończy się słowami: "Major Zygmunt Szendzielarz »Łupaszka« stał się symbolem niezłomnej walki o Niepodległą Polskę, jaką toczyli »Żołnierze Wyklęci« - żołnierze antykomunistycznego ruchu oporu z organizacji Wolność i Niezawisłość, Armii Krajowej na Kresach Wschodnich, Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK, Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Ruchu Oporu Armii Krajowej, Konspiracyjnego Wojska Polskiego i dziesiątek innych organizacji; podkomendni podpułkownika »Kotwicza«, podporucznika »Zagończyka«, kapitana »Młota«, majora »Orlika«, majora »Zapory«, kapitana »Warszyca«, majora »Ognia«, kapitana »Bartka« i wielu innych, których żołnierski szlak kończyła śmierć w nierównej walce z komunistycznymi siłami bezpieczeństwa bądź ubecki strzał w tył głowy. Niech polska ziemia utuli ich do spokojnego snu. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc Ich pamięć, stwierdza, że »Żołnierze Wyklęci« dobrze zasłużyli się Ojczyźnie".
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Grupa posłów złożyła w Sejmie projekt uchwały w 55 rocznicę śmierci mjr Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" – legendy antykomunistycznego ruchu oporu.
Przyłącz się do społecznej akcji poparcia dla tej inicjatywy !


Projekt udało się przepchnąć przez Komisję Kultury ale ze względów politycznych
ugrzązł u Marszałka Sejmu. Aby był dopuszczony pod głosowanie w Sejmie, potrzebuje poparcia społecznego. Ty także możesz pomóc w uhonorowaniu Bohatera, wysyłając na numer faksu Marszałka Sejmu (022 6941833) list, w którym podziękujesz za podjętą inicjatywę i wyrazisz nadzieję na jak najszybsze poddanie uchwały pod głosowanie w Sejmie. Ważna jest ilość
faksów. Najlepiej, jeśli faks wyśle instytucja (stowarzyszenie) a także indywidualne osoby.
Przekaż tę informację dalej !


UCHWAŁA
Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia ... lutego 2006 roku


W 55 rocznicę śmierci majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", dowódcy 5
Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.

Pięćdziesiąt pięć lat temu, 8 lutego 1951 roku, zamordowany został w
komunistycznym więzieniu major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka". Żołnierz do
końca wierny Niepodległej Polsce, za swoją służbę odznaczony orderem
Virtutti Militari.
Zygmunt Szendzielarz był żołnierzem kampanii wrześniowej. Jako dowódca
szwadronu kawalerii, walczył w szeregach Armii "Prusy" i Grupy Operacyjnej
gen. Andersa.
Od początku okupacji był uczestnikiem konspiracji niepodległościowej,
członkiem Związku Walki Zbrojnej, jednym z organizatorów ruchu oporu na
Wileńszczyźnie.
W 1943 roku objął dowództwo pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego na
Wileńszczyźnie, który przekształcił się w 5 Wileńską Brygadę Armii Krajowej.
W latach 1943 - 1944 5 Wileńska Brygada Armii Krajowej stoczyła
kilkadziesiąt bitew. Oddział majora "Łupaszki" prowadził krwawe walki z
wojskami hitlerowskimi oraz z sowiecką partyzantką terroryzującą Polaków. W
czasie tych działań major Zygmunt Szendzielarz zdobył sobie zaszczytną
opinię znakomitego dowódcy.
Major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" uniknął tragicznego losu
większości żołnierzy wileńskiej AK podstępnie rozbrojonych i uwięzionych
przez Sowietów po operacji "Ostra Brama". W 1944 roku przedostał się na
teren Białostocczyzny i odtworzył tam oddziały 5 Wileńskiej Brygady AK,
stając do walki z sowiecką okupacją. Mimo ogromnej dysproporcji sił,
szwadrony 5 Brygady rozwinęły szeroko zakrojoną działalność, tocząc walki z
komunistycznymi siłami bezpieczeństwa na terenie Podlasia, Białostocczyzny,
Warmii, Mazur, Pomorza Gdańskiego i Pomorza Zachodniego. Oddziały utworzone
przez majora "Łupaszkę" przeprowadziły w latach 1945 - 1952 około 450 akcji
zbrojnych. W jednostkach podległych majorowi "Łupaszce" panowała wzorowa
dyscyplina. Zwalczały one nie tyko komunistyczny aparat bezpieczeństwa ale
także chroniły ludność przed pospolitymi bandytami.
Przeciwko partyzantom majora "Łupaszki" zmobilizowano duże siły NKWD, UB,
KBW i MO. Major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" został aresztowany w czerwcu
1948 roku, a następnie skazany na osiemnastokrotną karę śmierci. W śledztwie
zachował godną postawę. O łaskę nie poprosił. Wieczorem 8 lutego 1951 roku
został stracony w więzieniu mokotowskim. Miejsce jego pochówku jest nieznane.
Major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" stał się symbolem niezłomnej walki o
Niepodległą Polskę jaką toczyli "Żołnierze Wyklęci" - żołnierze
antykomunistycznego ruchu oporu z organizacji Wolność i Niezawisłość, Armii
Krajowej na Kresach Wschodnich, Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu
AK, Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Ruchu
Oporu Armii Krajowej, Konspiracyjnego Wojska Polskiego i dziesiątek innych
organizacji; podkomendni podpułkownika "Kotwicza", podporucznika
"Zagończyka", kapitana "Młota", majora "Orlika", majora "Zapory", kapitana
"Warszyca", majora "Ognia", kapitana "Bartka" i wielu innych, których
żołnierski szlak kończyła śmierć w nierównej walce z komunistycznymi siłami
bezpieczeństwa bądź ubecki strzał w tył głowy.
Niech polska ziemia utuli ich do spokojnego snu.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc Ich pamięć, stwierdza, że "Żołnierze
Wyklęci" dobrze zasłużyli się Ojczyźnie.

Napisany przez: lekarz 10/03/2006, 11:48

Łupaszka to rzeczywiście fascynująca postać, dla mnie jego jednoznaczny osąd trochę burzy historia "Burego" i "Rekina" z czasów ich działalności "połupaszkowskiej". ich brutalność pozwala się domyślać (wiem, że to spekulacje), że już wcześniej lubili poszaleć w stylu Zani, Szpaków, egzekucji frumanów czy tez żołnierzy sowieckich w Hajnówce - czy ktoś ma jakieś informacje nt. ich kariery u "Łupaszki"?

Napisany przez: 1234 10/03/2006, 13:27

Nie wiem, czy z Toba na ten temat juz rozmawiałem w temacie Burego, ale napiszę jeszcze raz. Co do Rekina to zdania sa podzielone. W słowniku biograficznym IPN pisza, że na palenie wsi wpływu nie miał, a co do woźniców, to próbował Burego od tego pomysłu odwieźć. "W ramach rewanżu" Bury wydał go UB, szczególnie nie naciskany. Bury jeszcze podcza wojny sprawiał podobne "problemy" typu rozwalanie jeńców niemieckich.itp. Był niezłym zołnierzem, kiedy miał twardego szefa. Kiedy nikt mu nad głowa nie stał- wiadomo co było.

Napisany przez: Artur P. 10/03/2006, 13:33

Allman, Bachmatt

Dziękuje za ciepłe słowa.

Lekarzu:

Informacje o służbie "Burego" u boku "Łupaszki" znajdziesz m.in. w blisko 1000-stronicowej książce, chyba najlepszej o podziemiu poakowskim, wyd. Volumen:
K. Krajewski, T. Łabuszewski, "Łupaszka", "Młot", "Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK (1944-1952), Warszawa 2002.

Tę książkę można jeszcze nabyć przez internet - szczerze polecam (trzeba ją mieć!!!)

QUOTE
Łupaszka to rzeczywiście fascynująca postać, dla mnie jego jednoznaczny osąd trochę burzy historia "Burego" i "Rekina" z czasów ich działalności "połupaszkowskiej


"Bury" podlegał wówczas NZW i "Łupaszka" nie mógł odpowiadać za jego ekscesy. Gdy jeszcze był pod komendą "Szczerbca", czy Szendzielarza - dowódców o raczej twardej ręce - na coś takiego nie mógł sobie pozwolić, no chyba że tracił na jakiś czas kontakt z dowódcami.

Tak w ogóle pod rozkazami "Łupaszki" "Bury" znajdował się krótko. Szendzielarz doceniał jego zaangażowanie dla sprawy, jednak za jego największa zasługę w 5 Brygadzie uznał... przyprowadzenie plutonu dezerterów w pełnym uzbrojeniu ("Bury" zdezerterował z dowodzonym przez siebie plutonem Ochrony Lasów Państwowych z Hajnówki).
A "Rekin" ... był pod wielkim wpływem "Burego" (który był jego dowódca w 2 szwadronie 5 Brygady) i to chyba główny problem jego kłopotów. Zresztą - nawiasem mówiąc - to on przeprowadził większość zwycięskich akcji białostockiego PAS NZW (był zastępcą "Burego").

Jak będę miał czas rzucę coś o ich służbie. Proponuję tylko abyś założył nowy temat - by nie mieszać z "Zaporą"

Pozdrawiam Panów



Napisany przez: Allman 10/03/2006, 13:36

Pod poniższym linkiem jast bardzo ciekawa, długa, burzliwa ale i merytoryczna dyskusja na temat mjr Łupaszki. Oczywiście nie obeszło się też i bez "Burego", "Rekina" i III Brygady Wileńskiej NZW....
http://www.odkrywca.pl/pokaz_watek.php?id=75399&sid=110123837171c3bd392853771b97fb5e8bc6ca5159

Poza tym, przede wszystkim polecam książki:
K.Krajewski,T. Łabuszewski "Łupaszka,Młot,Huzar - Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK 1944 - 1952" Oficyna Wydawnicza VOLUMEN 2002 - rewelacyjna, kompleksowa monografia oddziałów, ok. 900 stron tekstu + ok. 120 str. zdjęć.
Olgierd Christa - "U Szczerbca i Łupaszki" Adiutor 2003
Zygmunt Błażejewicz - "W walce z wrogami Rzeczypospolitej. Partyzanckie wspomnienia z Wileńszczyzny i Podlasia" Wyd.Ostoja 2003 - wspomnienia Z. Błażejewicza, dowódcy I szwadronu V Brygady Wileńskiej AK.
Patryk Kozłowski - "Jeden z wyklętych.Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”. 1910–1951" Rytm 2004

Napisany przez: Artur P. 13/03/2006, 18:02

Do Allmana:

QUOTE
Czy są jakieś opublikowane żródła, gdzie mógłbym poczytać na temat "Opala" i jego współpracy z UB? Mógłbyś podać tytuły?


Informacje o "Opalu" i jego współpracy z UB zaczerpnąłem z:

"Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944-czerwiec 1945)", oprac. L. Pietrzak, S. Poleszak, R. Wnuk, M. Zajączkowski, Warszawa 2004, s. 180;

Z. Broński "Uskok", "Pamiętnik", red. S. Poleszak, Warszawa 2004, s. 123.

Oba biogramy tam zamieszczone opracowano na podst. materiałów m.in. z :
"Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość w dokumentach", oprac. A. Zagórski, t. 6, cz. 3, Wrocław 1999, s. 781-782.

Poza tym proponuję recenzję i polemikę:
A. G. Kister, "Polska tonie w czerwonej powodzi...". Recenzja "Pamiętnika Zdzisława Brońskiego "Uskoka", w: "Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 23, 2005, s. 355-359;
S. Poleszak, W odpowiedzi na recenzję "Pamiętnika" Zdzisława Brońskiego "Uskoka", tamże, s. 361-367.

Warto zapoznać się również z artykułem:
L. Pietrzak, Kto wydał "Zaporę"?, "Zeszyty Historyczne WiN-u", nr 15, 2001 (dużo interesujących informacji).

Napisany przez: widzącyzlublina 13/03/2006, 20:57

QUOTE(Folkatka @ 9/03/2006, 19:23)
QUOTE(widzącyzlublina @ 9/03/2006, 0:18)

4.Naród biblijny wybrany został przez Boga, analogicznie wybranym do panowania był naród niemiecki,

*



Czy ja dobrze rozumiem, że te dwie rzeczy stawia Pan na jednakowej płaszczyźnie?
*


Jeśli analogie są płaszczyznami , to Marks w analogicznej wybierał klasy panujące a ostatnio dzieki ekumenicznej teologii powszechności zbawienia i jedynie pozytywnej wartości godności ludzkiej niezależnie od wiary i postępowania (popularnej wśród teologów judeochrześcijańskich) wszyscy możemy wierzyć, że dobry Bóg wybrał nas na zawsze tak jak kiedyś naród biblijny (a dzisiaj "starszych braci" talmudycznych). Z zastosowaniem teologii powszechności zbawienia w historiozofii stosowanej spotkałem sie w Lublinie wielokrotnie .załącznik "lekcja cenzury i koszerności historii"

Napisany przez: ciekawy 14/03/2006, 11:02

Szanowny Panie widzacy z lublina, miejże pan litość! Tematem tego postu jest H. Dekutowski, a nie Marks, Żydzi, talmud, teorie panowania, itp. Użytkownicy forum z całej Polski czytają osielstwa, jakie Pan wypisuje, a będąc mieszkańcem woj. lubelskiego wstyd mi za Pana, jako żywo!

Napisany przez: Artur P. 14/03/2006, 13:01

Bo widzisz Ciekawy - my tu o Wielkim Polaku, a tam ktoś z tyłu z moherem wyjeżdża..

Panie Widzący z Lublina - założyłem ten temat - więc niejako odpowiadam za niego. Jeżeli ma Pan ochotę na STRICTE HISTORYCZNĄ dyskusję o Dekutowskim - proszę bardzo. Jeżeli nie - proszę założyć nowy temat - na pewno wiele osób chętnie porozmawia z Panem o Żydach, Talmudzie czy mesjanizmie.

Pozdrawiam

Napisany przez: widzącyzlublina 14/03/2006, 16:14

QUOTE(Artur P. @ 14/03/2006, 14:01)
Bo widzisz Ciekawy - my tu o Wielkim Polaku, a tam ktoś z tyłu z moherem wyjeżdża..

Panie Widzący z Lublina - założyłem ten temat - więc niejako odpowiadam za niego. Jeżeli ma Pan ochotę na STRICTE HISTORYCZNĄ dyskusję o Dekutowskim - proszę bardzo. Jeżeli nie - proszę założyć nowy temat - na pewno wiele osób chętnie porozmawia z Panem o Żydach, Talmudzie czy mesjanizmie.

Pozdrawiam
*


Jak pan chyba wie do organizacji Dekutowskiego wprowadzono 63 konfidentów i przekonano go (nie wykluczone, że przy wykorzystaniu CIA )o wspólpracy z delegaturą WiN za granicą po czym aresztowano. Jego historia była nie tylko blokowana i fałszowana ale także była i nadal może być wykorzystywana przez ludzi, którzy przeciw niemu walczyli lub takich jak, ci którzy przeciw niemu walczyli.Pomijanie spraw blokowania i wykorzystywania historii lub jej ograniczanie do opisu sukcesów i strzelanin służy jej dotychczasowym beneficjentom. Pomnik poległych i zamordowanych Zaporczyków umieszczono pod skarpą Zamku w Lublinie gdzie w latach 1944-54 mieściło sie więzienie i sądy wojskowe odpowiedzialne a wlaściwie nieodpowiedzialne za te zbrodnie. Szczątki ofiar Zamku w tym towarzyszy Zapory z lat 44-54 (a także Niemców z 22lipca1944r)ekhumowano bezimiennie formalnie w celu sprzedaży nieopłaconych grobów ziemnych na cmentarzu "przy Unickiej" w lublinie w latach 70tych i złożono bezimiennie w katakumbach ze szczątkami więźniów Zamku z okresu okupacji niemieckiej pod napisem "Tym, którzyh walką i maęczeństwem służyli Ojczyźnie 1939-1944" oraz tablicami z 1300 nazwiskami z okresu okupacji. Historia nie powinna służyć tylko poczuciu wartości własnej kombatantów. Podobnie historię np "holocaustu" można by ograniczyć do historii srzelaniny w powstaniu w gettcie warszawskim lub Sobiborze.
W swych uwagach starałem się zwrócić uwagę na fakty i motywy oraz ludzi odpowiedzialnych szczególnie w Lublinie za niewłaściwe upamiętnianie i propagowanie a właściwie blokowanie lub wprost fałszowanie historii konspiracji powojennej i pasożytniczego zniewalania społeczeństwa oraz na motywy tego postępowania.
Ostatnia moja wypowiedż była odpowiedzią na konkretne zapytanie i zawierała informacje ( w załączniku) o osobach szczególnie zaangażowanych w "moderowanie" historii powojennej konspiracji w Lublinie,której część stanowi historia organizacji "Zapory"-Dekutowskiego oraz w utrzymywaniu wyłączności na autorytatywne występowanie w charakterze jej rzeczników. Jak korzystne może być takie ograniczanie historii może służyć przykład autora pracy "podziemie polityczno-wojskowe w inspektoracie Lublin w latach 1944-56" (Norbertinum , Lublin 1998) Piotra Gawryszczaka, który został radnym Lublina może głownie za to, że w tej pracy opisującej także konspirację Zapory zupełnie pominął słowa Zamek Lubelski - to tak jak w historii "holocaustu" pominąć Bełżec,Treblinkę, Sobibór i Oświęcim.Niestety nie jest to wyjątek wśród historyków zajmiujących się historią Zaporczyków.

Napisany przez: Artur P. 14/03/2006, 18:42

Tak prawdę powiedziawszy, obecnie żaden historyk nie zajmuje się na poważnie dziejami zgrupowania "Zapory" (bo nie uważam tu za takie próby Pani Ewy Kurek). Do pracy Gawryszczaka można mieć zastrzeżenia - może bardziej nawet do wydawcy - bo była opublikowana w 1998 r., a bibliografia kończy się ... na 1991 r. Ale sprawa pomijania Zamku... myślę że nie było to świadome (chociaż nierzetelne), zwłaszcza że wspomina o innych aresztach UB-NKWD (zadecydowały przy tym raczej ograniczone rozmiary pracy).

QUOTE
Jak pan chyba wie do organizacji Dekutowskiego wprowadzono 63 konfidentów i przekonano go (nie wykluczone, że przy wykorzystaniu CIA )o wspólpracy z delegaturą WiN za granicą po czym aresztowano.


Praktycznie do każdego oddziału partyzanckiego udało sie UB wprowadzić agenta (lub nawet kilku - a raczej zawerbować spośród członków oddziału). Sprawa aresztowania "Zapory" to nie kwestia wydania jego osoby przez jednego agenta (jak np. w przypadku śmierci "Uskoka"). To kwestia gry UB - podobnej do operacji "Cezary" czy "C-1" (choć na mniejszą skalę) - w którą pracownicy resortu zaangażowali nie tylko TW, a także nieświadomych niczego współpracowników Dekutowskiego.

Napisany przez: lekarz 22/06/2006, 14:53

Artur - czy Zapora działał również w rejonach Nałęczowa (po wojnie) czy też mógł być to inny oddział? trochę mnie to zaciekawiło bo przypomniałem sobie opowieść człowieka ze wsi Gaj Stary (jakieś 4 km od Nałęczowa) o wielkiej obławie milicji/KBW/UB (nie umiał zidentyfikować) na jakiś oddział partyzancki, przy której to okazji omal go nie stuknęli, bo ... miał brudne nogi smile.gif . dopiero jak pokazał na beczkę z kiszonką którą udeptywał, to go zostawili rolleyes.gif

niestety, głowny bohater opowieści już nie żyje a ja chciałbym jakoś ustalić jej realia

pzdr

Napisany przez: Artur P. 25/06/2006, 19:46

Zapewne chodzi o operację NKWD przeciwko oddziałowi Tadeusza Orłowskiego "Szatana" (podporządkowanego "Orlikowi").

12.05.1945. jego oddział dokonał akcji ekspropriacyjnej na stacji kolejowej w Nałęczowie. Partyzanci zabrali z kasy 80000 zł. oraz rozmundurowali pracowników kolei i czterech czerwonoarmistów.
Następnie skierowali się do miasta i rozbili posterunek MO (według innych źródeł nie szturm się nie udał).
Partyzanci wycofali się z Nałęczowa na furmankach. Przeciwko nim WUBP w Lublinie skierował na samochodach od 80 do 150 żołnierzy ze 189. batalionu WW NKWD. Rosjanie dogonili pod miastem wycofujacą się grupę partyzancką i po dwugodzinnym boju kompletnie ją rozbili.
Według danych WUBP w Lublinie poległo 54 partyzantów, a 10 uciekło. Zdobyto także bardzo dużą ilość broni. Z kolei J. Ślaski podaje, że poległo 17 żołnierzy "Szatana". Straty NKWD są nieznane (o ile takowe w ogóle miały miejsce).
"Szatan" - ciężko ranny w tym starciu - został po tej akcji pozbawiony dowództwa i wcielony do Zgrupowania "Orlika" jako szeregowy żołnierz.

Pzdr.

P.S. Podać namiary na literaturę???

Napisany przez: lekarz 26/06/2006, 9:11

wielkie dzięki, namiary na literaturę mile widziane.... smile.gif

Napisany przez: Artur P. 26/06/2006, 12:38

"Rok pierwszy. Powstanie i działalność Aparatu Bezpieczeństwa Publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944 - czerwiec 1945)", red. S. Poleszak, Warszawa 2004, s. 191-192;
Rafał Wnuk, "Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944-1947", Warszawa 2000, s. 79, 311;
Jerzy Ślaski, "Żołnierze wyklęci", Warszawa 1996, s. 195-196;
Zbigniew Gnat-Wieteska, "Inspektorat Puławski ZWZ/AK-WiN 1939-1949", Pruszków 2005, s. 123 (jak na taką publikację, cała historia wymieniona jest tylko w przypisie).

Innych publikacji nie wymieniam, gdyż powielają one informacje zawarte u Ślaskiego (z tym, że podaje on, iż cała akcja miała miejsce 19 maja) i w raporcie WUBP w Lublinie (opublikowanym w wydawnictwie źródłowym "Rok pierwszy...").

Pzdr.

Napisany przez: lekarz 27/06/2006, 11:58

dzięki

Napisany przez: ciekawy 27/06/2006, 17:43

A ja mam takie pytanie w związku z Hieronimem: O co chodzi z tą sprawą mecenasa Władysława Siły - Nowickiego?(czyżby i on "strzelał z ucha"?) Dlaczego jest tyle zamieszania ?(proces wytoczony przez dzieci Siły - Nowickiego pewnej kontrrowersyjnej pisarce, bodajże Kurkowej).

pzdr.

Napisany przez: Artur P. 27/06/2006, 21:11

Ewa Kurek podała w książce "Zaporczycy" prawie zafałszowany obraz tzw. góry (a więc d-twa WiN Okręgu Lublin), przeciwstawiając ją dobrym żołnierzom z tzw. dołów. Szczególnie oberwało się Władysławowi Sile-Nowickiemu "Stefanowi", który w okresie amnestii 1947 r. był Inspektorem Inspektoratu WiN Lublin.
Oczywiście Ewa Kurek przedstawiła obraz "Stefana", takim jak widzieli go szeregowi żołnierze Zgrupowania "Zapory" (jako wygalantowanego cywila - no ale jak miał się poruszać w terenie), co nie zawsze było oceną sprawiedliwą.

Zachęcam wszystkich do zakupu najnowszego numeru "Gazety Polskiej". Znajduje sie tam artykuł dr Jarosława Kopińskiego "Zapora w sieci agentów". Artykuł jest poświęcony głównie Stanisławowi Wnukowi "Opalowi" (w 1945 r. zastępcy "Zapory") i jego owocnej współpracy z UB/SB. "Opal" współpracował z resortem od 1946 r. do 1989 r. i przyczynił się do aresztowania wielu żołnierzy podziemia. Był też niemal na pewno kluczową postacią w grze UB, zakończonej aresztowaniem "Zapory" i jego podkomendnych we wrzesniu 1947 r. (zresztą już w 1946 r. zadeklarował się wydać Dekutowskiego w ręce UB).
Zabawne, ale w książce Ewy Kurek pokazany jest jako wzór patrioty i przyjaciel "Zapory". Sam zresztą działał aktywnie w środowisku "Zaporczyków" i bardzo wybielał swoją przeszłość... Niestety nie doczekał momentu ujawnienia przez IPN wielu dokumentów.


Napisany przez: ciekawy 11/07/2006, 17:55

I jeszcze słówko w tym temacie: Opowiadano mi w Bełżycach, że "Zaporczycy" zorganizowali zasadzkę na Niemców i Ukraińców, stacjonujących przy stacji kolejowej w Niedzwicy. A było ponoć to tak, że na dwoch furmankach wzmiankowana ekipa miala się udać na zabawę taneczną. Wyprawa się udaala, ale nie na zabawę tylko do lasu, gdzie czekali partyzanci. Wszystkich wojaków wybito i zakopano. Na wieść o tym Niemcy się wściekli, i zagrozili wożnicom, że wymordują ich rodziny, i spalą domy...
Ja w żródłach doszukałem się dwóch akcji tego typu (oczywiście, przed wkroczeniem "wyzwolicieli"):

- 24 maja 1944r. oddział w sile pięciu plutonów ("Kordiana", "Babinicza", "Ducha", "Wampira", "Żbika"), oraz "Strzelca" z plutonem "Maksa" dokonał akcji na niemiecki konwój, składający się z 16 samochodów, jadący z Chodla do Lublina. Celem ataku miało być doposażenie oddziału w broń. Akcja zakończyła się sukcesem.

- 18 lipca 1944r. plutony "Ducha", "Kordiana", "Wampira" i "Żbika", na trasie z Ratoszyna do Chodla dokonały ataku na przejeżdżających na furmankach kikudziesięciu żołnierzy Wehrmachtu. Zdobyto moździeż z 30 granatami, dwa lkm-y, pm, i kilkanaście sztuk innej broni. Niestety, poległ jaden z d-ców plutonów "Kordian".

Innych poważniejszych akcji "Zaporczyków" przeciw Niemcom przed wkroczeniem Sowietów nie odnalazłem, i w związku z tym mam pytanie:
Czy przytoczona przeze mnie wypowiedź dotyczy napewno żołnierzy "Zapory"? A może to np. robota "BCh"?

pzdr.

Napisany przez: Artur P. 12/07/2006, 11:20

Oczywiście patrole dywersyjne "Zapory" przeprowadziły przed operacją "Burza" o wiele więcej akcji, jednakże przytoczone przez Ciebie starcia to najbardziej efektywne akcje oddziałów dowodzonych przez tego cichociemnego.

Najpierw dodam od siebie:
24 maja 1944 r. Polacy zaatakowali w lesie koło Krężnicy Okrągłej kolumnę 15 samochodów z 1 kompanii 629 pułku do zadań specjalnych, eskortowaną przez pododdział z batalionu ochrony z Lublina. Wg. źródeł niemieckich zginęło 18 żołnierzy Wehrmachtu, a 5 członków służby pomocniczej dostało się do niewoli (zostali później rozstrzelani). Po stronie polskiej było 4 poległych i 3 rannych.

18 lipca 1944 r. we wsi Kożuchówka patrole "Zapory" zorganizowały zasadzkę na grupę niemieckich żołnierzy , powracajacych furmankami z Ratoszyna. Niemcy stracili 5 poległych (w tym jednego oficera) i mieli 8 rannych. Po stronie polskiej było 3 poległych i 8 rannych (m.in. "Zapora").

Akcję o której wspominasz niekoniecznie musiały przeprowadzić plutony "Zapory". Na południe od Lublina działało o wiele więcej oddziałów partyzanckich AK.

Może chodzi o tę akcję:
28 marca 1944 niemiecki patrol, złożony z 6 żandarmów i 3 policjantów granatowych z Niedrzwicy, podczas poszukiwania uciekinierów z Baudienstu otoczył o świcie jedno z zabudowań w kol. Radawczyk-Podgaje, w którym na noc zatrzymała się grupa partyzantów z oddziału "Szarugi". W wyniku walki poległ jeden żandarm i jeden policjant granatowy, po stronie partyzantów było 3 poległych i 4 rannych. Partyzanci wydostali się jednak ze wsi. W jakiś czas po walce kolonię Radawczyk najechał pododdział Turkmenów. Spalili kilka zabudowań (część z nich zapaliła się już w czasie starcia), zastrzelili 6 osób cywilnych, które nie zdążyły opuścić wsi, oraz zrabowali dużą część inwentarza żywego. Odnaleźli także porzucone przez partyzantów tornistry, części umundurowania Wehrmachtu (zapewne należące do partyzantów), mapy oraz aparat radiowy.

Z drugiej strony nie bardzo pasuje to do Twojego opisu. Podaj trochę więcej informacji (przede wszystkim miejsce - niekoniecznie musiały to być okolice Niedrzwicy).

Napisany przez: lekarz 17/07/2006, 8:48

[quote=Artur P.,25/06/2006, 20:46]
Zapewne chodzi o operację NKWD przeciwko oddziałowi Tadeusza Orłowskiego "Szatana" (podporządkowanego "Orlikowi").

zweryfikowałem opowieść w oparciu o pamięć pozostałych członków rodziny - rzeczywiście chodziło o "Szatana"; pono ukrywał się koło dość znanego lokalnie jaru w lesie pomiędzy Nałęczowem a wsią Gaj Stary; teraz to jest taki lasek że chyba mało kto by się w nim zdołał ukryć sad.gif

dzięki za informacje

Napisany przez: tomaszch 17/04/2007, 7:52

Witam,jestem wnukiem jednego z ludzi "Zapory".Jesli wie Pan gdzie moge znalezc wiecej info na temat "Opala"prosze o kontakt.Natomiast,jesli chcialby Pan dowiedziec sie ofaktach nigdy dotad nie publikowanych,moge zainicjowac spotkanie z dziadkiem.Tomasz Chrzanowski tel0507425678

Napisany przez: ciekawy 17/04/2007, 8:08

QUOTE
Jesli wie Pan gdzie moge znalezc wiecej info na temat "Opala"prosze o kontakt


Jako że Artur P. nie przejawia ostatnio aktywności, ja ci odpowiem: rodzina "Opala" mieszka w Bełżycach (a precyzyjniej w Krężnicy). Syn "Opala" nie żyje, żyje za to jego dwudziestoparoletni wnuk (mogę mieć kontakt z nim, chociaż nie gwarantuję, że będzie chciał rozmawiać - to jego prywatna sprawa).

QUOTE
Witam,jestem wnukiem jednego z ludzi "Zapory".


W ktorym plutonie, i pod czyją komendą służył twój dziadek u Hirka ?

pzdr.

Napisany przez: Adam_wawa 1/09/2007, 10:05

Co się stało z wątkiem poświęconym "Uskokowi" ?
Szanowni Panowie, potrzebuję jak najwięcej informacji o akcji UB i KBW przeciwko "Uskokowi" przeprowadzonej w okolicach Łuszczowa w nocy z 3/4 kwietnia 1949 r. Podobno oddziały UB stchórzyły i uciekły, ale potrzebuję wiedzieć coś więcej, a przede wszystkim potwierdzić te informacje.
Wiem, że zostały wydane pamiętniki Zdzisława Brońskiego "Uskoka". Może ktoś jest w ich posiadaniu i znajduje się tam jakiś fragment dotyczący tej daty ? Pozdrawiam i będę wdzięczny za info.

Napisany przez: Artur P. 1/09/2007, 13:04

Mam trochę materiałów na temat tej akcji. Odpowiem na pw. wink.gif

P.S. Cała akcja miała miejsce z 2 na 3 kwietnia 1949 r.

Napisany przez: Kiełbasowicz 11/06/2008, 7:14

Służba w AK [edytuj]
W nocy z 16 na 17 września 1943 r., w ramach operacji o kryptonimie "Neon 1", został zrzucony wraz z kpt. dypl. Bronisławem Rachwałem ps. "Glin" i ppor. Kazimierzem Smolakiem ps. "Nurek" do okupowanej Polski na placówkę "Garnek" 103 (okolice Wyszkowa). Rozkazem Naczelnego Wodza z 30 października tego roku awansowano go do stopnia podporucznika rezerwy. Otrzymał przydział do Kedywu Okręgu AK "Lublin". Początkowo był oficerem w oddziale partyzanckim Tadeusza Kuncewicza ps. "Podkowa". Kwaterował w rejonie Hoszni Ordynackiej, skąd przeprowadził kilka udanych akcji nie tylko osłaniających ludność Zamojszczyzny, ale nawet – nocą z 4 na 5 grudnia – spacyfikował wieś Źrebce pod Szczebrzeszynem, zabijając kilku niemieckich kolonistów. W partyzanckich kryjówkach przechowywał i uratował wielu Żydów ściganych przez Niemców, przeprowadził też wiele akcji likwidowania konfidentów. Następnie objął dowództwo skadrowanej 4. kompanii w 9. Pułku Piechoty Legionów AK w Inspektoracie Rejonowym AK "Zamość". Atakował uzbrojone wsie niemieckich osadników, walczył z wojskiem, likwidował niemieckich konfidentów, pomagał ukrywającym się Żydom, zwalczał bandytyzm. W styczniu 1944 r. został szefem Kedywu w Inspektoracie Rejonowym AK "Lublin"-"Puławy" i jednocześnie dowódcą oddziału dyspozycyjnego Kedywu (OP 8). Dzięki połączeniu sześciu niewielkich, samodzielnych jednostek AK operujących w różnych rejonach powiatów lubelskiego i puławskiego stworzył najliczniejszy na Lubelszczyźnie oddział partyzancki typu lotnego. Według badaczy jego oddział między styczniem i lipcem 1944 r. przeprowadził samodzielnie i wraz z oddziałem ppor. Mariana Sikory ps. "Przepiórka" ponad 80 akcji zbrojnych przeciwko Niemcom, najwięcej spośród wszystkich jednostek okręgu lubelskiego. Jedna z takich akcji, pod Krężnicą Okrągłą 24 maja 1944 r., miała charakter regularnej bitwy. Oddział "Zapory" zaatakował z zasadzki kolumnę transportową złożoną z 16 samochodów niemieckich częściowo wypełnionych żołnierzami, esesmanami i żandarmerią. Wroga wspierały nawet samoloty wywiadowcze, które wiązkami granatów i ostrzałem broni maszynowej atakowały partyzantów. Tylko części niemieckiej kolumny udało się wycofać. Na placu boju hitlerowcy zostawili ok. 50 zabitych oraz dużą ilość uzbrojenia. 17 lipca w kolejnym boju pod Kożuchówką nie dał się pokonać, lecz niestety został ranny w rękę; leczył się potem w Lublinie, Tarnogrodzie i w klasztorze w Starym Borku. Podczas akcji "Burza" jego oddział, tworzący tym razem 1. kompanię odtworzonego 8. Pułku Piechoty Legionów AK, otrzymał zadanie objęcia ochrony sztabu Komendy Okręgu, pozostającego w konspiracji po zajęciu Lubelszczyzny przez wojska sowieckie. 28 lipca 1944 r., po decyzji zwierzchników złożenia broni przez oddziały, ppor. H. Dekutowski rozwiązał swoją kompanię i ukrywał się wraz z podkomendnymi w Puławach, Lublinie i Tarnobrzegu. W sierpniu 1944 r. ponownie zmobilizował swój oddział na pomoc walczącej Warszawie, ale po nieudanej próbie przekroczenia Wisły, rozformował go i nadal się ukrywał na dawnych AK-owskich kwaterach.

Napisany przez: Kiełbasowicz 11/06/2008, 7:14

Służba w AK
W nocy z 16 na 17 września 1943 r., w ramach operacji o kryptonimie "Neon 1", został zrzucony wraz z kpt. dypl. Bronisławem Rachwałem ps. "Glin" i ppor. Kazimierzem Smolakiem ps. "Nurek" do okupowanej Polski na placówkę "Garnek" 103 (okolice Wyszkowa). Rozkazem Naczelnego Wodza z 30 października tego roku awansowano go do stopnia podporucznika rezerwy. Otrzymał przydział do Kedywu Okręgu AK "Lublin". Początkowo był oficerem w oddziale partyzanckim Tadeusza Kuncewicza ps. "Podkowa". Kwaterował w rejonie Hoszni Ordynackiej, skąd przeprowadził kilka udanych akcji nie tylko osłaniających ludność Zamojszczyzny, ale nawet – nocą z 4 na 5 grudnia – spacyfikował wieś Źrebce pod Szczebrzeszynem, zabijając kilku niemieckich kolonistów. W partyzanckich kryjówkach przechowywał i uratował wielu Żydów ściganych przez Niemców, przeprowadził też wiele akcji likwidowania konfidentów. Następnie objął dowództwo skadrowanej 4. kompanii w 9. Pułku Piechoty Legionów AK w Inspektoracie Rejonowym AK "Zamość". Atakował uzbrojone wsie niemieckich osadników, walczył z wojskiem, likwidował niemieckich konfidentów, pomagał ukrywającym się Żydom, zwalczał bandytyzm. W styczniu 1944 r. został szefem Kedywu w Inspektoracie Rejonowym AK "Lublin"-"Puławy" i jednocześnie dowódcą oddziału dyspozycyjnego Kedywu (OP 8). Dzięki połączeniu sześciu niewielkich, samodzielnych jednostek AK operujących w różnych rejonach powiatów lubelskiego i puławskiego stworzył najliczniejszy na Lubelszczyźnie oddział partyzancki typu lotnego. Według badaczy jego oddział między styczniem i lipcem 1944 r. przeprowadził samodzielnie i wraz z oddziałem ppor. Mariana Sikory ps. "Przepiórka" ponad 80 akcji zbrojnych przeciwko Niemcom, najwięcej spośród wszystkich jednostek okręgu lubelskiego. Jedna z takich akcji, pod Krężnicą Okrągłą 24 maja 1944 r., miała charakter regularnej bitwy. Oddział "Zapory" zaatakował z zasadzki kolumnę transportową złożoną z 16 samochodów niemieckich częściowo wypełnionych żołnierzami, esesmanami i żandarmerią. Wroga wspierały nawet samoloty wywiadowcze, które wiązkami granatów i ostrzałem broni maszynowej atakowały partyzantów. Tylko części niemieckiej kolumny udało się wycofać. Na placu boju hitlerowcy zostawili ok. 50 zabitych oraz dużą ilość uzbrojenia. 17 lipca w kolejnym boju pod Kożuchówką nie dał się pokonać, lecz niestety został ranny w rękę; leczył się potem w Lublinie, Tarnogrodzie i w klasztorze w Starym Borku. Podczas akcji "Burza" jego oddział, tworzący tym razem 1. kompanię odtworzonego 8. Pułku Piechoty Legionów AK, otrzymał zadanie objęcia ochrony sztabu Komendy Okręgu, pozostającego w konspiracji po zajęciu Lubelszczyzny przez wojska sowieckie. 28 lipca 1944 r., po decyzji zwierzchników złożenia broni przez oddziały, ppor. H. Dekutowski rozwiązał swoją kompanię i ukrywał się wraz z podkomendnymi w Puławach, Lublinie i Tarnobrzegu. W sierpniu 1944 r. ponownie zmobilizował swój oddział na pomoc walczącej Warszawie, ale po nieudanej próbie przekroczenia Wisły, rozformował go i nadal się ukrywał na dawnych AK-owskich kwaterach.

Napisany przez: Felberg 9/10/2008, 14:49

W walce z wrogami Rzeczpospolitej: Partyzanckie wspomnienia z Wileńszczyzny i Podlasia .Błażejewicz Zygmunt
Szukam tej pozycji

Napisany przez: madu1906 18/11/2009, 15:21

W długotrwałym śledztwie i procesie „Zapora” wziął na siebie odpowiedzialność za wszystkie czyny podległych mu oddziałów. Nie zasłaniał się rozkazami zwierzchników ani samodzielnością podwładnych. Nie wydał nikogo. –Byłem związany ze swoimi ludźmi trudem i walką, byłem ich dowódcą. Nie mogłem umyć rąk i zostawić ich jak grupy bandyckiej w terenie, bez dowództwa – odpowiedział zapytany przez sąd, dlaczego, mogąc się ujawnić, pozostał do końca z partyzantami. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przywództwem majora Józefa Badeckiego, 15 listopada 1948 roku skazał „Zaporę” oraz „Rysia”, „Żbika”, „Mundka”, „Zawadę”, „Junaka”, „Białego” i „Stefana” na karę śmierci. W uzasadnieniu wyroku napisano między innymi: „Sąd wymierzył wszystkim oskarżonym karę śmierci wychodząc z założenia, że zbrodnie oskarżonych (...) są wyjątkowo niebezpieczne dla porządku prawnego w skali państwowej”. Próba ucieczki z więzienia nie powiodła się. Prezydent Bolesław Bierut skorzystał z prawa łaski jedynie w stosunku do inspektora „Stefana” – Władysława Siły-Nowickiego, który podczas rozprawy głównej w dniach 3-15 listopada 1948 roku zeznał: „Po 25 stycznia 1945 roku spotykałem się z ludźmi z organizacji, w pierwszym okresie do czerwca 1947 roku, za wiedzą władz UB, a następnie w sierpniu i wrześniu tegoż roku bez wiedzy władz. Chodziło mi o to, by jak najwięcej ludzi z organizacji nakłonić do ujawnienia się”.
Wieczorem 7 marca 1949 roku po majora „Zaporę” – cichociemnego Hieronima Dekutowskiego, kawalera krzyża Virtuti Militari, przyszli do mokotowskiej celi czerwoni oprawcy. Miał trzydzieści lat, pięć miesięcy i 11 dni. Wyglądał jak starzec. Siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra. Zerwane paznokcie. –My nigdy nie poddamy się! – krzyknął, przekazując przez współwięźniów swe ostatnie posłanie. Według dokumentów, wyrok wykonano przez rozstrzelanie. Mokotowska legenda głosi jednak, że ubowscy kaci zapakowali majora „Zaporę” do worka, worek powiesili pod sufitem i strzelali, sycąc swą nienawiść widokiem płynącej spod sufitu niepokornej krwi. Potem, w pięciominutowych odstępach, mordowali jego żołnierzy: „Rysia”, „Żbika”, „Mundka”, „Białego”, „Junaka”, i „Zawadę”. Nie wiadomo co władza ludowa zrobiła z ciałami pomordowanych. Martwi, nadal stanowili dla niej śmiertelne zagrożenie. Nie doczekali się pochówku. Nie mają grobów. Przetrwali jedynie w ludzkiej pamięci, dzięki której w czterdzieści lat po ich śmierci powstała wolna i niepodległa III Rzeczpospolita.


Z ostatniego rozdziału książki p. Ewy Kurek „Zaporczycy”.

Napisany przez: Skrzetuski 7/03/2012, 15:51

Czołem!

Dzisiaj 7 marca...

http://www.youtube.com/watch?v=JYlnukYO4FI

Napisany przez: robert9166 2/11/2012, 15:58

[quote=Allman,9/03/2006, 8:00]
[font=Arial]Mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" (1918 - 1949)

Zdrajca Abram Tauber

Tauber niestety uniknął sprawiedliwości. Według relacji jednego z “zaporczyków”, “Opala”, (Stanisław Wnuk, dziś major) zbrodniarz został przeniesiony do szczecińskiego UB, potem – może jeszcze w latach 50., może dopiero w 1968 r. – wyjechał do Izraela.

Może poniższa informacja pomoże wyjaśnić dalsze losy Abrama Taubera.
Dziś przy okazji zupełnie innych zajęć natknąłem się na portalu Jewish Standard na stronę pochodzącą z br. (dokładnie z 04 Mar 2012) opisującą losy małżeństwa Reginy Sznajderman i Abrahama Taubera (na stronie umieszczono również aktualną fotografię małżeństwa). Obydwoje pochodzą z Chodla i obydwoje w chwili opublikowania tej strony byli osobami żyjącymi (Regina 95 a Abraham 96 lat). Publikacja opisuje ich losy od dzieciństwa do chwili obecnej.
Z artykułu można dowiedzieć się, że jedną z osób dzięki której ocalona została Pani Regina Sznajderman był jej polski nauczyciel z gimnazjum w Lublinie. Jak w prawie każdej historii ocalonego Żyda występują również typowe postacie bandytów, którzy w bezwzględny sposób wykorzystywali sytuację w której znaleźli się Żydzi w czasie okupacji (mord na koledze Abrahama Taubera). Publikacja jest również źródłem, z którego poznajemy losy Abrama Taubera po zakończeniu wojny. Otóż w 1949 roku małżeństwo Tauberów przybywa do Nowego Jorku, potem przenosi się do Vineland i otwiera kurzą fermę. W latach 60-tych Abraham otwiera nowy biznes związany z rynkiem nieruchomości. Po kilku latach przenoszą z Vineland do Englewood Cliffs.
Jedyną informacją, której nie można odnaleźć w artykule jest brak jakiejkolwiek wzmianki dotyczącej tego w jaki sposób wojnę przeżył Abraham Tauber oraz tego czym się zajmował od końca wojny do wyjazdu do USA.
Oczywiście z treści tej publikacji nie można jednoznacznie potwierdzić, że Abram Tauber zabójca 4 żołnierzy zimą 1945 roku jest tą samą osobą co Abraham Tauber mieszkaniec miasteczka Englewood Cliffs w stanie New Jersey, ale jest to wysoce prawdopodobne.

Poniżej link do tej strony: http://www.jstandard.com/index.php/content/item/22277/

Napisany przez: radza 11/12/2012, 19:09

Witam
Poszukuję takiej publikacji a mianowicie: "Niezapomniane wspmnienia" Wacław Krzyżanowski. Mam od razu pytanie czy ktos z was ja czytał (ponoc traktuje o "Łupaszce") i czy jej autor to nie jest czasem prokurator Wacław Krzyżanowski oskarżający w procesie Inki. Wiecie cos o tym Panu? To bardzo ciekawa historia i ciekawie może tłumaczyć zachowania niektórych "zwalczających w sieci gloryfikowanie bandytów" ale nadaje się chyba tylko na opisanie w prywatnej wiadomości, choć może i anonimowo tutaj. wink.gif

Napisany przez: kil_3 31/07/2013, 10:54

Znalezione w sieci: Bogumił Adamski - żołnierz Zapory opowiada swoją historię. Do posłuchania.
http://www.radiomerkury.pl/audycja/reportaze/dwie-litery-w-zyciorysie-reportaz.html

Napisany przez: jacewski1 1/12/2013, 21:31

QUOTE(tomaszch @ 17/04/2007, 7:52)
Witam,jestem wnukiem jednego z ludzi "Zapory".Jesli wie Pan gdzie moge znalezc wiecej info na temat "Opala"prosze o kontakt.Natomiast,jesli chcialby Pan dowiedziec sie ofaktach nigdy dotad nie publikowanych,moge zainicjowac spotkanie z dziadkiem.Tomasz Chrzanowski tel0507425678
*


Witam
Wiem, że upłynęło już sporo czasu od opublikowania tego postu. Czy Pana dziadek jeszcze żyje? Czy spisał jakieś wspomnienia? Przygotowuje sie do napisania artykułu o "Zaporze" i takie informacje bardzo by mi się przydały.
Pozdrawiam;

Powodzenia.
Uzytkownik tomaszch byl aktywny ostatnio w kwietniu 2007 roku.
Moderator N_S


© Historycy.org - historia to nasza pasja (http://www.historycy.org)