Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Michał Waszyński, Wyreżyserowany arystokrata
     
swatek
 

Czekam na Króla
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.555
Nr użytkownika: 7.721

 
 
post 1/05/2013, 15:51 Quote Post

Ciekawy artykuł przybliżający tę postać. Warto go zacytować w całości.

Jego barwny życiorys świetnie sprawdziłby się jako scenariusz trzymającego w napięciu, wielowątkowego filmu. Michał Waszyński, najbardziej płodny twórca przedwojennego kina w Polsce, bohater książki „Człowiek, który chciał być księciem”, zanim przypisał sobie szlachecki rodowód, zdążył wylecieć z żydowskiej szkoły, zmienić w dokumentach wyznanie wiary i dane osobowe, z gońca awansować na popularnego reżysera, nakręcić ponad 40 filmów fabularnych oraz wziąć udział w bitwie pod Monte Cassino, ale po kolei…

Mosze zostaje Waszyńskim

Wątpliwego talentu filmowiec, notoryczny kłamca, oszust udający playboya, snob. Jakkolwiek negatywnie nie wyrazić się o Michale Waszyńskim, trudno odmówić mu umiejętności radzenia sobie w życiu. Mosze Waks, bo tak naprawdę brzmiało jego imię i nazwisko, na świat przyszedł w ubogiej, żydowskiej rodzinie z Wołynia w 1904 roku. Syn kowala i handlarki drobiu od dziecka przejawiał wrażliwość na sztukę, czym potrafił wprawić w zakłopotanie swoich wychowawców. Usunięto go z jesziwy, żydowskiej szkoły dla nastoletnich chłopców, ponieważ rozwścieczył jednego z nauczycieli pytaniem o istnienie diabłów. Po ukończeniu 18 lat zamieszkał w Warszawie, pracując początkowo w roli gońca u reżysera Wiktora Biegańskiego. To on doradził Waksowi, żeby przybrał polsko brzmiące nazwisko. Waszyński szybko piął się po szczeblach zawodowej kariery. Zapoznał Aleksandra Hertza, twórcę wytwórni filmowej Sfinks, dzięki czemu asystował na planie u najważniejszych reżyserów polskiego kina tamtego okresu: Ordyńskiego, Lejtesa, Szaro, a swoje ćwierćwiecze świętował będąc już samodzielnym autorem niezachowanego do dzisiejszych czasów dramatu „Pod banderą miłości”. Wśród fachowców i krytyków Waszyński miał opinię hochsztaplera: kręcił szybko i tanio. Nie posiadał wielkich ambicji artystycznych, ale filmowe rzemiosło opanował niemal do perfekcji. Był w stanie zrealizować nawet siedem filmów rocznie, kręcąc każdy z nich w zaledwie 2-3 tygodnie. Mało wysublimowane komedie i łzawe melodramaty, w których występowały wielkie gwiazdy przedwojennego kina: Jadwiga Smosarska, Adolf Dymsza, Eugeniusz Bodo, czy Kazimierz Junosza-Stępowski, cieszyły się ogromną popularnością wśród widzów. Po osiągnięciu sukcesu przeprowadził się z Muranowa na Saską Kępę i znacznie zwiększył standard swojego życia.

Waszyński zostaje arystokratą

1 września 1939 roku Waszyński znajdował się wraz z towarzyszącymi mu filmowcami we Lwowie. Radzieckie władze zesłały go na Syberię, ale udało mu się dołączyć do formowanej w tamtym okresie Armii Andersa, z którą przeszedł na Bliski Wschód. Wypełniając formularz zgłoszeniowy podał się za polskiego katolika. Będąc żołnierzem II Korpusu a zarazem członkiem wojskowego zespołu filmowego utrwalił na taśmie sceny bitwy pod Monte Cassino. Fragmenty tych zdjęć znaleźć można w nakręconym tuż po wojnie fabularnym filmie „Wielka droga”, w którym wystąpiła wybitna aktorka Jadwiga Andrzejewska oraz sama Irena Anders. W 1948 roku zrealizował „Nieznajomego z San Marino”, kolejny film o wyraźnym, antynazistowskim wydźwięku, z wielką włoską aktorką Anną Magnani w roli prostytutki Liany i wybitnym reżyserem Vittorio De Sicą jako ateistą Leo w obsadzie. Pożegnanie z reżyserskim krzesłem dla Waszyńskiego wcale nie oznaczało rozstania z kinem, a przygód w jego dalszym życiu wystarczyłoby na niejedną hollywoodzką produkcję. Aż dziw bierze, że będąc homoseksualistą udało mu się poślubić bogatą i podstarzałą hrabinę Marię Dolores Tarantini, która po kilku miesiącach zmarła zostawiając mu ogromną fortunę m.in. kolekcję dzieł sztuki i pałac w Rzymie. Twórca „Antka policmajstra” i „Dodka na froncie” wszedł w krąg włoskiej arystokracji tytułując siebie polskim księciem i opowiadając na prawo i lewo, że w Warszawie również posiada własny dwór. Jego spadkobiercy jeszcze do niedawna byli przekonani o istnieniu właśnie takowego pałacu w polskiej stolicy.

Odkrywca talentów i koneser podróbek

Fart nie opuszczał go na moment. Po zdobyciu wielkiej fortuny Waszyński woził się stylowym Rolls-Roycem i prowadził życie pełne przepychu zamieniając Rzym na Madryt. Dzięki przyjaźni z potentatem w branży producenckiej Samuelem Bronstonem, prywatnie siostrzeńcem Lwa Trockiego, z podrzędnego reżysera stał się wpływową osobistością w świecie wielkiego kina: pomagał Orsonowi Wellesowi w realizacji szekspirowskiego „Otella”, został dyrektorem artystycznym klasycznej adaptacji „Quo Vadis”, pracował na planie „Rzymskich wakacji”. Zresztą niejednokrotnie powtarzał, że to właśnie on wyłowił spośród tłumu statystek 17-letnią Sofię Scicolonę, późniejszą boską Sophię Loren, oraz odkrył talent aktorski wspaniałej Audrey Hepburn. Waszyński i Bronston stali się zarządcami europejskiej „fabryki snów” w Las Rozas pod Madrytem, gdzie kręcono wysokobudżetowe, historyczne superprodukcje, które generowały gigantyczne zyski. Na ich potrzeby wybudowali tam pekińskie Zakazane Miasto i starożytne Forum Romanum. Wspólnie zrealizowali „Cyda” z Charltonem Hestonem, czy też słynnego „Króla królów”. Potrafili robić interesy nawet z Watykanem, jednak autor „Profesora Wilczura” i „Znachora” w biznesie nie zawsze zagrywał fair. Przeprowadzane przez niego operacje finansowe przyczyniły się do bankructwa firmy. Wkrótce okazało się, że wszystkie dzieła sztuki, jakie kupował dla Samuela Bronstona były tanimi podróbkami. Winowajca nie poniósł żadnych konsekwencji. Umarł zimą 1965 roku nad talerzem trufli, w trakcie uroczystej kolacji w stolicy Hiszpanii. Przyczyną śmierci był atak serca. Pochowano go z wszelkimi honorami, jak przystało na katolickiego arystokratę.

Jego ekscelencja i jaśnie pan

Waszyński to nie jedyny twórca kina, który oprócz filmów reżyserował także własne życie. Co prawda nie pojawiał się we własnych produkcjach jak Alfred Hitchcock, ale podobnie jak mistrz suspensu lubił ubarwiać swoją biografię. Studiowanie sztuki dramatycznej w Kijowie, współpraca z Friedrichem Wilhelmem Murnauem na planie kultowego „Nosferatu”, czy pobyt w roli więźnia w Auschwitz to wydarzenia z jego życia, które nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Małe kłamstwa odnośnie arystokratycznego pochodzenia stały się udziałem dwójki innych reżyserów pochodzenia żydowskiego: Ericha von Stroheima i Josefa von Sternberga, którzy w ten sposób postanowili dodać sobie nieco powabu. W ostatnich latach ten sam trik zastosował Lars von Trier, wstawiając pomiędzy swoje imię i nazwisko słowo „von” niejako w hołdzie dwóm wspomnianym Austriakom. W młodości Waszyńskiemu zdarzało się podpisywać imieniem Ernest, co stanowiło nawiązanie do postaci legendarnego twórcy „Ninoczki” Ernsta Lubitscha. O autorze prawie 1/3 wszystkich filmów, jakie polska kinematografia wyprodukowała w latach trzydziestych XX wieku mawiano właśnie „polski Lubitsch”.

Umowa o dzieło

Blisko pięćdziesiąt lat po śmierci Michał Waszyński ma zapewnione stałe miejsce w historii kinematografii dzięki jednej pozycji - nakręconemu na zlecenie „Dybukowi”. Film zrealizowany w całości w języku jidisz na dwa lata przed wybuchem wojny to zaskakująco udana adaptacja nazywanego żydowskimi „Dziadami” dramatu autorstwa Szymona An-skiego. „Dybukiem” Waszyński wrócił raz jeszcze do swoich żydowskich korzeni, od których przez większą część życia się odcinał, kręcąc film w swoich rodzinnych stronach i poświęcając mu znacznie więcej czasu niż pozostałym produkcjom. Warto było się wtedy przyłożyć. Jeśli na świecie ktokolwiek kojarzy dokonania naszej kinematografii sprzed „Kanału” i polskiej szkoły filmowej to właśnie ze względu na czarno-białe, kameralne dzieło, nakręcone przez człowieka, któremu na chwilę udało się zostać księciem.

http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/...,wiadomosc.html
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
jermilow
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 5
Nr użytkownika: 82.289

 
 
post 13/05/2013, 23:50 Quote Post

Oj bardzo niesprawiedliwy osąd jeśli chodzi o jego filmy. Od stosunkowo dobrej komedii "Wloczegi" zaczynając, aż na naprawdę dobrych filmach jak "Dybuk", "Druga młodość", "Znachor" skończywszy, Waszyński miał kilka naprawdę przyzwoitych filmów, w tym także radosnych komedyjek poprawiajacych humor.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2018 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej