Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony < 1 2 3 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Bitwa o Atlantyk, seria z kotwiczką
     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 16/08/2017, 15:59 Quote Post

W serii pozycji poświęconej całościowo Kriegsmarine nie ma. Takie pozycje jak Bitwa o Atlantyk

user posted image
user posted image

jak i wspomnienia Raedera

user posted image

czy Donitza

user posted image

nie do końca odpowiadają Twemu oczekiwaniu. Co do pracy p. Marka Daroszewskiego, nie czytałem lecz znalazłem takie recenzje

http://www.konflikty.pl/recenzje/ksiazki/m...rine-1935-1945/
http://mojhistorycznyblog.pl/daroszewski-m...ecenzja-ksiazki
http://www.nowastrategia.org.pl/kriegsmari...51945-recenzja/

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #31

     
Filipdan
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 333
Nr użytkownika: 82.788

Stopień akademicki: mgr
Zawód: prawnik
 
 
post 20/08/2017, 20:58 Quote Post

Gajuszu. Masz absolutnę racje. Bitwa o Atlantyk Morissona to mówiąc kolokwialnie ramol z lat 50. Trudno aby klika lat po zakończeniu wojny napisać w miarę obiektywną monografię Bitwy o Atlantyk. Za mało było wówczas siłą rzeczy badań w archiwach itp. Co do wspomnień Readera to trzeba podchodzić do tej pozycji z dystansem. To są subiektywne wnioski byłego dowódcy Kriegsmarine. Podobnie jak wspomnienia Doenitza.
 
User is offline  PMMini Profile Post #32

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 13/09/2017, 16:12 Quote Post

Mimo słusznych ostrzeżeń Filipdana tak jak po biografii Lütha wziąłem się za jego propagandowe, wojenne wspomnienia (post 9,10) tak po Operacji Paukenschlag która była w pewnej części biografią Reinharda Hardegena (post 29) sięgnąłem po jego
Na stanowiska bojowe!
user posted image

Po co? Właśnie po to by mając świeżo w pamięci jego faktyczne dokonania skonfrontować to z jego przekazem w 1943. Już o tym pisaliśmy w temacie. Wśród książek w serii są pozycje które są produktem propagandowo-wojennym. Lecz uważam że i te pozycje warto przeczytać bo w swojej części są przekazem ludzi którzy niewątpliwie mieli niejedne chwile grozy za sobą. Taka lektura u czytelnika obeznanego z tematem nie grozi przyjęciem obrazu wojny jako wielkiej przygody. Od razu wyłapuje się wstawki mało nas interesujące. Co innego z przystępującymi do szeroko rozumianego tematu U-bootwaffe. Wtedy takie książki nie powinny być początkowymi lekturami.
Wracając do książki: jak wspomniałem mając świeżo w pamięci jego służbę w lotnictwie morskim, później na pokładach U-124, U-147 i w końcu na U-123 mamy możliwość ponownego wejścia na ich pokłady (oczywiście numery samych U-bootów mamy dodane w przypisach) i poznanie służby autora w wersji wygładzonej, okrojonej nas potrzeby propagandy i mającej podnieść morale Niemców. Mimo wszystko ku mojemu zdziwieniu sporo faktów było przedstawionych. To samo dotyczy objętości poświęconej obu rejsom do wybrzeży USA. Byłem nastawiony że to będzie gros książki a tu raptem poniżej 30%. Czy książkę polecać? Tak jak wspomniałem, raczej będącym w temacie od lat i nie jako źródło faktów tylko przykładu drugowojennej lektury. I jeszcze jedno. Książka jest bogata w autentyczne zdjęcia jak rzadko która kotwiczka, a więc mamy i bożonarodzeniowe choinki pod pokładem podczas pierwszego rejsu ku Stanom Zjednoczonym, złowienie rekina i wiele innych.
user posted image


Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #33

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 98.326

Zawód: Audytor
 
 
post 3/10/2017, 13:09 Quote Post

Miałem plany wziąć coś innego, lecz lektura Północnego Atlantyku 1914-18 Tomasza Fijałkowskiego, gdzie było sporo odniesień do U-38 Maxa Valentinera sprawiła że ta ostatnia znalazła się w moich rękach.

user posted image

Cóż, wydana pierwotnie w 1934 w moich oczach bije wspomnieniowe prace niemieckich podwodniaków IIWŚ wydanych jeszcze podczas jej trwania pod kątem jak to było miło i przyjemnie. Do tego jeszcze wrócimy. Na początku mamy dramatyczny opis ratowania uwięzionych w zatopionym jeszcze przed wojną U-3. Wciąga, lecz wzmianka jakoby oficer z okrętu ratowniczego, którym był sam autor, przypomniał sobie że jego jednostka jest w suchym doku dopiero gdy dotarł do portu jest słabo przyswajalna... Kolejnym wartym wspomnienia epizodem jest spotkanie z Tirpitzem i wyciągnięcie wniosku ze wspomnianej przez admirała anegdoty o Nelsonie (sławne przyłożenie lunety do oczodołu podczas bitwy pod Kopenhagą) co miało dać wolną rękę kapitanom U-bootów w kwestii niestosowania się do rozkazów zabraniających atakowania alianckiego frachtu bez ostrzeżenia. W Kaiserliche Marine? Hmmm... dry.gif Teraz zajmiemy się fantazjami Valentinera na temat nieograniczonej wojny podwodnej (ta kwestia przewija się cyklicznie do końca książki), a że pisał mając wiedzę na temat ilości U-bootów jak i ich możliwości (ilość wyrzutni torped, część jeszcze z silnikami benzynowymi - sam zaczynał na... ratowanym przez siebie kilka lat wcześniej właśnie benzynowym U-3) co możemy sądzić o takim fragmencie?:

QUOTE
Gdyby nas posłuchano i wody wokół Anglii zakwalifikowano jako obszar blokady i zatopiono wszystko (gość nie ograniczał się  smile.gif - GMTW), co by pokazało się na horyzoncie, wówczas inni nie byliby na nas tak wściekli, jak są teraz. Nasze okręty podwodne mogłyby w pierwszych dniach wojny spokojnie niszczyć dziennie milion ton ( rolleyes.gif ). Gdybyśmy mogli wszystko bez przeszkód zatapiać, każdy okręt mógłby załatwić dziennie trzydzieści statków ze stu tysiącami ton.


Cóż, zapewne za podstawę tych obliczeń wziął swój rekordowy rejs z sierpnia 1915 roku na tytułowym U-boocie U-38.
user posted image

Wówczas podczas 25 dni zatopił 25 statków handlowych oraz 5 jednostek rybackich o łącznej pojemności aż 71389 BRT! I do tego wrócił z patrolu z dwoma ładunkami wybuchowymi (na 12 zabranych), 20 (na 430 zabranych) pociskami 88mm i jedną (!) torpedą (na 7 zabranych). Sam ten fakt jest najlepszym dowodem ze autor nie był przeciętnym podwodniakiem, lecz trudno to brać jako podstawę do wcześniejszych obliczeń. Zresztą sam do owych 100000BRT mimo całego szacunku do osiągnięcia, nawet się nie zbliżył. A co dopiero 30 jednostek... dziennie! Kolejny fragment który nawet trudno skomentować, pozostawiam to Wam:

QUOTE
Tego samego wieczoru zatapiam jeden duży parowiec z ładunkiem pszenicy, pochodzącej z Australii. Przekazuję kapitanowi list do angielskiej przyjaciółki, którą poznałem przed wojną podczas Tygodnia Kilońskiego. Pomyślałem, że dziewczynie, której ojciec był angielskim admirałem i której wszyscy bracia służyli w marynarce wojennej, będzie miło otrzymać kilka ciepłych słów z życzeniami, żeby jej ojciec i bracia przeżyli wojnę. Kto wie - myślałem - co ci Anglicy o nas myślą. Kobiece serca są, przynajmniej na wojnie, bardziej obiektywne niż męskie. 


Przed rejsem na M. Śródziemne wspomina:

QUOTE
Nadszedł czas pożegnań. Ostatni dzień zostawiliśmy dla siebie. Zrobiliśmy sobie piknik na zielonej trawce. Bez kobiet, oczywiście. Dla dam było to wyjątkowo bolesne, ponieważ moi ludzie byli kawalerami.


Jeżeli zrobił tak faktycznie swoim ludziom, to zastanawiam się czy mimo małżeństwa (o którym wspomina) nie był czasem innej orientacji. No i ciekawe co myśleli o tym pomyśle marynarze którzy w swoim towarzystwie spędzali całe tygodnie i miesiące. biggrin.gif O mentalności autora świadczy także fragment o aspekcie traktowania kapitanów statków które miały na pokładzie działa z artylerzystami Royal Navy.

QUOTE
Mógłbym wyśmiać starszego mężczyznę. Mógłbym go też kazać rozstrzelać. On, jako kapitan, był panem na statku i nie musiał się godzić na zamontowanie tej armaty na jego pokładzie.


Nawet we wspomnianych drugowojennych, propagandowych wspomnieniach takiego kierunku myślenia nie wyczytałem. W innym fragmencie czytamy:

QUOTE
To szybkie poddanie się wydało mi się trochę za szybkie. Parowiec spuścił również dwie łodzie na wodę. Gdy to zobaczyłem, kazałem przygotować granatów i rozkazałem "strzelać szybko", chociaż na maszcie holenderskiego statku powiewała białą flaga. Było to nikczemne z mojej strony - kazać strzelać do neutralnego statku. Ale taki właśnie byłem - bez serca!


Faktem jest że okazało się iż faktycznie był to Q-ship (dla świeżaków - statek-pułapka), ale jak sam pisze Valentiner, miał tylko takie podejrzenia. To wystarczyło. Z drugiej strony po doznanych stratach dowódcy U-bootów byli ostrożni, jak widzimy aż do podejścia "najpierw strzelam, później pytam kto idzie". Kolejny ciekawy fragment to:

QUOTE
Niemiec różni się od pozostałych narodowości tym, ze nie czuje żadnej nienawiści do innego narodu. Niemcowi łatwiej niż obywatelowi innego kraju przychodzą do głowy humanitarne myśli. To ze niemieccy żołnierze walczyli na wszystkich frontach tak długo, i ze walczyli przeciwko ludziom, do których nie odczuwali właściwie żadnej wrogości, jest tylko dowodem ich wielkiej miłości do ojczyzny


Cóż tu dodać. smile.gif Niekiedy opis działań bojowych także ma wiele do życzenia ze względu na logikę. Choćby na str 128 gdy zaatakowano konwój na M Czarnym złożony z 3 parowców, torpedowca i kontrtorpedowca. Po storpedowaniu jednego z frachtowców, U-38 wynurza się na powierzchnię i w pościgu za uchodzącymi dwoma pozostałymi ostrzeliwuje je z działa. Wszystko ok, ale z jakiegoś powodu wspomniany torpedowiec i kontrtorpedowiec rozpłynęły się w nicość... unsure.gif

Inny humanitarny obraz działań autora wyłania nam się wtedy gdy wynurzony U-38 dostał się nagle pod ostrzał baterii ustawionej na "plaży kąpieliska w Sakri".

QUOTE
To było lekkomyślne z ich strony. Podczas ostrzału ani jeden pocisk nie spadł w naszym pobliżu, a przecież ci którzy strzelali mogli się przecież spodziewać ze nie zostawimy ich w tej sytuacji w spokoju. Odpowiedzieliśmy szybkim ogniem z naszej 10,5cm armaty. Mieliśmy lepszy sprzęt. Niebieski kolor naszej łodzi różnił się niewiele od niebieskiego koloru morza, więc zapewne utrudniał on wrogowi wstrzelenie się. Położenie baterii było dla nas wyśmienite. Wkrótce wstrzymała ona ogień. Jeżeli hotele zostały zniszczone przez nas ostrzał, to muszą one podziękować za to tym "mądrym" żołnierzom którzy ustawili na plaży swoją armatę. Kobiety zostały przez nas na szczęście wcześniej ostrzeżone, by udały się w bezpieczne miejsca.


Tak? Ciekawe w jaki sposób. Dali znaki dymne? blink.gif Przedostatni cytat:

QUOTE
Deszcz bomb posypał się na mnie. Przyzwyczailiśmy się już do detonacji tak bardzo, ze nie robiły na nas już żadnego wrażenia.


Tu znowu przebił swych kolegów z DWS. Na koniec coś co najbardziej wzbudziło mą ciekawość we wspomnianym na wstępie HB-eku i było najważniejszym powodem sięgnięcia po tą "kotwiczkę". Wyznanie iż:

QUOTE
Zrezygnowałem świadomie z pierwszego miejsca listy rekordów zatopień


Że co? I dalej:

QUOTE
Gdybym jednak pozostał na Morzu Północnym, być może zrobiłbym więcej dla mojej ojczyzny, niż polując na wrogie okręty na Morzu Śródziemnym, czy Czarnym.


Rejs na M. Śródziemne czy Czarne to nie widzimisię tylko rozkaz, więc czemu niby świadomie? Po drugie, akurat gdy wstrzymywano się z nieograniczoną wojna podwodną na Atlantyku rzeź frachtu na Morzu Śródziemnym trwała w najlepsze. To właśnie działalności na nim (jak i rekordzista Arnauld de la Perrier) autor powinien być wdzięczny jeżeli chodzi o osiągnięty wynik liczony w BRT. Działalność na Morzu Czarnym była na pewno czasem "na diecie" ale to nie tłumaczy słów o świadomej rezygnacji. Tu chyba wyszło ego Valentinera w całej okazałości. Nie byłem pierwszy na liście? No bo mi się nie chciało...
user posted image

Ok, tak jak pisałem i przytaczałem przykłady: mimo niewątpliwie wspaniałych osiągnięć autora w swej profesji, książka jest przykładem lektury bardziej przygodowej niż dramatycznej. Co prawda Valentiner wspomina o oficerze który prosto z okrętu trafił do szpitala psychiatrycznego, w którym po 3 miesiącach zmarł. Ale występuje bardziej w roli wyjątku potwierdzającego regułę niż typowy przykład przeżyć pod pokładem.

Pozdrawiam!

user posted image
 
User is offline  PMMini Profile Post #34

3 Strony < 1 2 3 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej