Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Ostatni Sasi w Siedmiogrodzie, Reportaż o tych co zostali
     
vergangenheit
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 10
Nr użytkownika: 69.745

Zawód: germanista kucharz
 
 
post 16/03/2011, 18:56 Quote Post

W jednym z ostatnich internetowych wydań niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" znalazłem bardzo ciekawy reportaż o ostatnich potomkach saskich osiedleńców w Siedmiogrodzie.
Artykuł ten to jedna z wielu publikacji poświęconych rumuńskim Niemcom i dowód zainteresowania tą kwestią w Bundesrepublice wywołanego przyznaniem w 2009 roku literackiej Nagrody Nobla Hercie Müller (skądinąd gorąco polecam lekturę Jej powieści, choćby "Lis już wtedy był myśliwym", przekład A. Rosenau, niełatwa powieść wydana przez bliskie nam Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005).
Reportaż ten przetłumaczyłem za zgodą Autora, Tilla Mayera, który zastrzegł sobie prawo do tekstu i zdjęć, (dziś dotarł do mnie mailem ten prezent).
Jeszcze jedna dygresja zanim zacznę - polecam serdecznie stronę tego dziennikarza, reportażysty i podróżnika (http://www.tillmayer.de" target="_blank)



Ostatni Sasi w Siedmiogrodzie
Dzwony dla tych ostatnich

Reportaż & zdjęcia: Till Mayer

Rodzina Krestelów przybyła tu XIV wieku i przetrwała wszystkie przewroty i zawirowania historii, Hitlera, komunistów, Ceausescu. W końcu jednak Krestelowie okazali się ostatnią rodziną zaliczaną do siedmiogrodzkich Sasów. Wszyscy inni porzucili swoje dotychczasowe życie w ubóstwie w Rumunii.

Ołtarz królował w miejscowym kościele od setek lat, cenne, barokowe dzieło sztuki w surowej budowli sakralnej pozbawionej wszelkich ozdób. Światło królestwa bożego. „Stoi tu dokładnie od roku 1763”, dyszy Michael Krestel senior wymachując swoją laską w zimnym powietrzu. Za nim rzędami stoją puste ławki. Proste, niewyszukane ławy bez oparć. Na bezbarwnych oknach kurz i pajęczyny tłumią zimowe światło słoneczne.

„Nawet komuniści go oszczędzili. Przetrwał prawie 250 lat bez żadnej usterki”, mówi 81-letni starzec. Jednak kilka miesięcy temu do kościoła wtargnęli złodzieje dzieł sztuki, pokonując mury otaczające kościół. Wybili okno i powyrywali korynckie, bogato zdobione kolumny. Z ołtarza zniknęły pozłacane promienie słoneczne i trzy anioły. Dzieła sztuki autorstwa rzeźbiarza i malarza Georga Phillipi z pobliskiego Schäßburga (rum. Sighișoara).
Dla Michaela Krestela, chrzczonego i bierzmowanego przed tymże ołtarzem, przed którym również składał swą przysięgę małżeńską, był to cios prosto w serce.
„Wyobraża pan sobie, jak dumni byli mieszkańcy Kleinalisch (rum. Seleuş) z tego ołtarza? W żadnym innym wiejskim kościele nie było czegoś tak pięknego i paradnego”, mówi starzec.
81 lat temu Michael Krestel został zanurzony w chrzcielnicy – jego wrzask rozległ się po całej nawie kościoła; to przez tę lodowatą wodę w chrzcielnicy. Dokładnie tak jak jego ojciec, dziadek, pradziadek i wszyscy Krestelowie aż po XIV wiek wstecz, kiedy ich przodkowie przybyli do Kleinalisch.

Dziś jedynie siedmioro

Byli niemieckimi osiedleńcami, którzy, wystarczająco odważni, by rozpoczynać tutaj wszystko od nowa, dotarli tu znad Mozeli 800 lat temu. W 1929 roku, kiedy urodził się Michael Krestel, w Kleinalisch żyło dobre 750 ludzi, wszyscy jak jeden mąż sascy protestanci. Dziś jest ich tylko siedmioro. Gdyby jednak nie ta chrzcielnica, ołtarz i kościół ze swoją imponującą wieżą, nie byłoby nawet tej siódemki.
Krestelowie nie opuścili swojej ojczystej wioski. Jak sąsiedzi, którzy we wrześniu 1944 roku spakowali swój dobytek i w długiej wędrówce uciekali przed nadciągającą Armią Czerwoną. „Nie jesteśmy hitlerowcami, nic nam nie będzie”, powiedział wtedy najstarszy z Krestelów, resztę powierzając Opatrzności. Potem nadeszły ciężkie czasy.
Kiedy Republika Federalna za czasów dyktatury Ceausescu wykupywała rumuńskich Niemców płacąc okup od każdej wykupionej głowy, Krestelowie zostali. Zostali również, kiedy po rewolucji na początku lat dziewięćdziesiątych wieś się nagle wyludniła. Rodzina po rodzinie, ze świeżo wystawionymi niemieckimi paszportami wyruszyły na poszukiwanie szczęścia na Zachodzie. Aż do momentu, kiedy wszystkich Sasów we wsi można było policzyć na palcach obu rąk. Domy opustoszały i obracały się w ruiny, do innych wprowadzili się inni Rumuni albo Romowie.

"Nieważne, czy Rumun, czy Rom, żyjemy dobrze z naszymi sąsiadami”

Kleinalisch to po rumuńsku Seleuş i to Seleuş liczy się teraz dla 215 mieszkańców tej wioski. „Nieważne, czy Rumun, czy Rom, żyjemy dobrze z naszymi sąsiadami”, mówi Hilda Krestel. Ta 51-letnia kobieta razem ze swoim ojcem i bratem Michaelem prowadzi małe gospodarstwo. Mają krowy, dwa konie i nawet woła. Z mleka wyrabiają bezwstydnie dobry ser. A śmietanka z wolego mleka... Sami nazywają ją „biały narkotyk”. :Każdy by to ciągle jadł, to jest jak nałóg”, mówi z uśmiechem 49-letni Michael junior. Krestelowie śmieją się siedząc w małej kuchni przy piecu opalanym drewnem, pod którym ogień aż huczy.
Kuchnia ta to jedyne pomieszczenie w chacie, w którym zimą jest naprawdę ciepło. Hilda Krestel nakryła do stołu, podając do skosztowania ser i śmietankę z wolego mleka, później ciasto. W między czasie ojciec wspomina czasy, kiedy stół ten był pusty. Opowiada o totalnym bezprawiu, o komunistycznym prefekcie gnębiącym po wojnie mieszkańców wioski. O tym, jak siedmiogrodzcy Sasi zostali wypędzeni ze swoich domów, zajętych potem przez rumuńskich robotników. Jak do zniszczonego wojną Związku Radzieckiego wysłano do robót przymusowych kobiety pochodzenia niemieckiego w wieku między 18 a 30 i mężczyzn między 17 a 45 rokiem życia. „Jako reparacje. Niektórzy wrócili wychudzeni do kości, niektórzy wcale nie powracali”, mówi stary gospodarz. I jeszcze to okrutne podsumowanie, że folksdojcze. W kuchni zapadła cisza.
Michael Krestel był za młody dokładnie o rok, aby harować w Związku Radzieckim. Pańszczyznę odpracowuje później w ojczyźnie. Ciągle ucieka. Za nim syczą pociski. Dopadną go za każdym razem. Za karę milicjanci tłuką go kolbami karabinów.

Część II: Cień Unii Europejskiej nad Kleinalisch

Strach przed śmiercią podczas ucieczki, całkowita zależność od innych: starzec do dziś tego w sobie nie przezwyciężył do końca. Może o tym gadać godzinami. Dramatyczne ruchy rąk opisują nocne marsze. Potajemne podróże w bydlęcych wagonach. Ale też, jak trafia na ludzi, którzy mu pomagają. Policjantów i funkcjonariuszy, dla których służba i przepisy nie były wartością nadrzędną. To uchroniło go przed zgorzknieniem. „Wie pan, wszyscy nasi rumuńscy sąsiedzi to byli naprawdę porządni ludzie”, mówi 81-letni mężczyzna.
Kolektywizacja i zmiana kursu w partii komunistycznej w połowie lat 50. kończą czas najgorszych szykan. „Rumuni, którzy przejęli nasze domy, znikali potem jeden po drugim. To nie byli zwykli wieśniacy. Kleinalisch to nie był ich świat. Odzyskaliśmy wtedy swoje domy”, powiada Michael Krestel. W PGRze Sasi mogą wybierać swojego przewodniczącego. Zamiast własnej ziemi otrzymują przynajmniej prawa jako spółdzielcy. Cóż z tego, kiedy w tamtych latach wiele bezpowrotnie zmarnowano.
Spółdzielnia to w Kleinalisch już przeszłość, jak wiele innych rzeczy. Ojciec i syn doprowadzają kołchoz do ruiny. Podupadłe magazyny, przegniła młockarnia. Na środku na podwórzu stoi szkielet samochodu dostawczego. „To był nasz pierwszy samochód w PGRze. Mój Boże, jacy byliśmy wtedy dumni”, mówi stary i spogląda na zardzewiały wehikuł, jakby stał w tym miejscu świeżo lakierowany dostawczak. Krestelowie odkupili stajnię od upadłej spółdzielni. Teraz stoją tam ich krowy i wół, przed drzwiami duże sanie, którymi zimą dostarczają mleko do najbliższego punktu skupu.

Drobni rolnicy jak Krestelowie to anachronizm

To, co generują, to jedynie małe zyski. Unia Europejska już dawno rzuciła swój cień na Kleinalisch. Drobni rolnicy jak Krestelowie to anachronizm. Dziś Krestelowie skarżą się na tanie mleko z Niemiec, odbierające im podstawę ich egzystencji. Na ceny ropy, na którą nie mogą sobie już pozwolić. Unia Europejska to niezliczone przepisy: budowa odpływów w pomieszczeniach przeznaczonych do uboju, wyśrubowane wytyczne dotyczące produkcji sera... wszystko nie do spełnienia. Przecież przez siedmiogrodzkie wioski toczą się jeszcze furmanki drobnych rolników. Na stokach widać stada owiec i pasterzy z majaczącymi zuchwale futrzanymi czapkami – oto romantyczna podróż w czasie dla gości z Zachodu. Walka o przeżycie tubylców: żaden nie urabia na tyle, aby inwestować w swoje przedsięwzięcie.
Krestelowie żyją głównie z tego, co sami uprawiają i hodują, tak na własny użytek. Włącznie z domowym winem, dosładzanym miodem z własnej pasieki. I jajami, i drobiem z ich kur.
Gdyby brać pod uwagę jedynie przychody Krestelów, można by ich uznać za ubogich. Jednak ta trzyosobowa rodzina wcale się za taką nie uważa. „Nigdy nie żałowałem, że zostałem w Kleinalisch”, mówi stary. Również gdy odwiedzają ich byli sąsiedzi, którzy ułożyli sobie nowe, komfortowe życie w nowej ojczyźnie, w Niemczech. Sam dwa razy odwiedzał Republikę Federalną. „Za każdym razem chorowałem. Nabawiłem się prawdziwego uczulenia”, śmieje się stary. „Po powrocie do ojczyzny znów mogłem odetchnąć.”

Niezwykła egzotyka – w Kleinalisch powstaje pizzeria

Coraz mniej drobnych rolników myśli i czuje jak Krestelowie. Próbują swojego szczęścia w mieście. Do pustych domostw wprowadzają się teraz nierzadko ci, którym i miasto nie daje zbyt wielu szans: Romowie. Gdyby po upadku komunizmu siedmiogrodzcy Sasi nie mieli możliwości wyjazdu do Niemiec, wielu z nich i tak, najpóźniej właśnie teraz, opuszczałoby swoje obejścia. Z braku perspektyw.
Przy całym tym upadku i ucieczce ze wsi Kleinalisch zachował swój urok. To powód, dla którego pewien Niemiec z Republiki Federalnej nie tak dawno temu zakupił tu zagrodę - domek letniskowy dla siebie. Stoi, świeżo po remoncie. Ma nawet bieżącą, ciepłą wodę w łazience. Do dziś raczej wyjątek niż reguła w Kleinalisch.
„Jochen odwiedza Kleinalisch kilka razy do roku. Fajny facet”, mówi senior rodu Krestelów. Włoska rodzina otworzyła nawet pizzerię. „Podobno bardzo dobre jedzenie... W każdym razie tak gadają”, nie bez dumy stwierdza stary. Włoskiej kuchni Krestelowie jeszcze nie próbowali. Pizzeria.. to całkiem inny świat. Czasem tylko cicho się dziwią, kto to tak z Kleinalisch leci po wyboistej drodze po pizzę.

"W Hohndorf pochowałem ostatniego Sasa"

Bruno Fröhlich, pastor z malowniczego Schäßburga (rum. Sighișoara) należy do tych, którym do wsi nigdy nie jest za daleko i od czasu do czasu odprawia tu mszę. Albo przyjeżdża pastorka Agnes Körber czy pastor Joachim Lorenz. Michael „junior” prawie co drugą niedzielę wdrapuje się po skrzypiących drewnianych schodach na kościelną wieżę i pociąga za sznury starych dzwonów. Jego siostra Hilda spieszy do ołtarza. Na czarnym aksamicie złotą nitką wyhaftowane „Bóg jest miłością”. Pod spodem ewangelicki śpiewnik dla pastora, wydrukowany w czasach, kiedy kościół nie mógł pomieścić wszystkich wiernych.
Pastor Fröhlich bez trudu ogarnia całą rzeszę wiernych, łącznie z tymi z okolicznych wiosek. „W sąsiedniej wsi Hohndorf (rum. Viişoara) pochowałem w ubiegłym roku ostatniego Sasa. Bolało”, opowiada duchowny. W Hohndorfie nie ma rodziny takiej jak Krestelowie, która troszczyłaby się o Dom Boży. Dlatego budowla od dawna powoli rozpada się.

Michael Krestel senior śpiewa starą pieśń ludową. Wysokim głosem starego mężczyzny i niezwykle jak na jego wiek mocnym. Opowiadającą o pięknych dziewczętach i o purpurowych winogronach. Z tyłu za nim, na pagórkach widać jeszcze stare terasy. Winorośl nie rośnie tam już od dziesiątek lat. A piękne dziewczęta?

W kościele, u góry, w drewnianej galerii, gdzie kiedyś stali młodzi mężczyźni podczas mszy, wywiercone są otwory. Dziewczęta wsadzały w nie kwiaty dla swoich wybranków. Staruszek dokładnie pamięta, gdzie znalazł bukiecik od swojej żony.

.............................................................................................................................................................................................


Objaśnienia:

Najważniejsze grupy etniczne pośród rumuńskich Niemców to siedmiogrodzcy Sasi oraz banaccy Szwabi.
Siedmiogrodzcy Sasi osiedlili się w Siedmiogrodzie w XII wieku za panowania węgierskiego króla Géza II. Koloniści pochodzili głównie z terenów dzisiejszego Luksemburga, Lotaryngii, Alzacji oraz obszarów ówczesnych biskupstw: Kolonii, Trewiru i Lüttich. Siedmiogrodzcy Sasi są przeważnie wyznania protestanckiego (ewangelicy).
Banaccy Szwabi osiedlali się od XVII do drugiej połowy XIX wieku w krajach Korony Św. Stefana przy wsparciu Habsburgów, szczególnie na Nizinie Panońskiej wzdłuż środkowego biegu Dunaju. Pochodzili najliczniej z Lotaryngii, Alzacji, Palatynatu, Frankonii (rejon Ren-Men), ale również ze Szwabii, Frankonii, Bawarii, Hesji, Czech, Austrii i z dzisiejszego Luksemburga i Belgii. Osiedleńcy byli przeważnie wyznania rzymskokatolickiego.

Liczba osób pochodzenia niemieckiego w Rumunii wynosiła po spisie powszechnym w 2002 roku poniżej 50000; w 1997 roku mniejszość ta liczyła ok. 345000 osób.
Załączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazek
Załączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazek
Załączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazek
Załączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazekZałączony obrazek
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
Piast anonim
 

Młody Lisek dla odmiany
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.749
Nr użytkownika: 55.424

Stopień akademicki: BANITA
Zawód: BANITA
 
 
post 17/03/2011, 0:06 Quote Post

Niema czegoś takiego jak wole mleko gdyż wół mleka nie produkuje. Coś mi jeszcze śmignęło ale już nie pamiętam co. Ogólnie bardzo ciekawy artykuł.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 17/03/2011, 14:01 Quote Post

Rzeczywiście, bardzo ciekawy temat. Nie znam Rumunii, ale non stop słyszę pełne zachwytu głosy, a to rewelacyjne pejzaże,a to wspaniała, dziewicza przyroda. Jak widać i pod względem kulturowym to interesujący kraj.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
vergangenheit
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 10
Nr użytkownika: 69.745

Zawód: germanista kucharz
 
 
post 18/03/2011, 18:24 Quote Post

QUOTE(Piast anonim @ 17/03/2011, 0:06)
Niema czegoś takiego jak wole mleko gdyż wół mleka nie produkuje. Coś mi jeszcze śmignęło ale już nie pamiętam co. Ogólnie bardzo ciekawy artykuł.
*


Bawole mleko, błąd tłumacza, może literówka;-)
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
lucyna beata
 

niespotykanie spokojny bieszczadzki troll
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.245
Nr użytkownika: 43.086

Lucyna Psciuk
Zawód: przewodnik
 
 
post 26/06/2011, 8:04 Quote Post

Jeszcze raz sięgnęłam do artykułu. Jest jak dobre wino, z czasem smakuje lepiej.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
bachmat66
 

vaquero
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.948
Nr użytkownika: 7.402

Dario TW
Stopień akademicki: Juris Doctor
Zawód: wolny
 
 
post 27/06/2011, 2:44 Quote Post

Salve,
dobra 'robota' z tym tlumaczeniem!
Co mi sie kojarzy ze w koncu lat 90tyh a moze na poczatku 2000nych byl artykul w National Geographic na temat Sasow w Rumunii,
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej