Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Zaglada HMAS Sydney
     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.065
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 14/04/2017, 23:04 Quote Post

Tytułowy okręt, krążownik HMAS „Sydney” powstał w Wielkiej Brytanii w stoczni Swan Hunter and Wigham Richardson Ltd. w Wallsend. Na jego podstawowe uzbrojenie składało się osiem dział 152 mm i cztery 102 mm. Wyporność standardowa okrętu wynosiła 6830 ton, pełna zaś 8850 ton standardowych. W przeciwieństwie do innych jednostek tego typu maszynownia miała specyficzny układ konstrukcyjny. Wzorem konstrukcji amerykańskich, Australijczycy zażądali, aby kotłownie i turbiny były ułożone naprzemiennie, co zwiększało jego niezatapialność. Odchodząc od tematyki stricte technicznej, przejdźmy jednak do działań bojowych.
W roku 1940 „Sydney” operował na Morzu Śródziemnym, gdzie wsławił się bojem z włoskim krążownikiem „Bartolomeo Colleoni” ciężko go uszkadzając. Po powrocie na wody australijskie w lipcu 1941 roku, spowodowanym przypuszczeniami, że niedługo zacznie się wojna z Cesarstwem Japonii, dotychczasowy dowódca, kapitan John Augustine Collins, został zastąpiony przez nieposiadającego jeszcze wojennego doświadczenia kapitana Josepha Burnetta. Wkrótce jego przeciwnikiem miał być niemiecki rajder HSK „Kormoran”. Jego dowodca, komandor Theodor Detmers był doświadczonym marynarzem, a swoje umiejętności szlifował podczas wypadów na Ocean Indyjski i Pacyfik topiąc statki o łącznej wyporności 70 tysięcy ton brutto. Na poczatku wojny Kriegsmaine tak jak i zresztą Royal Navy brakowało krążowników do walki na Atlantyku. Dowództwo niemieckie wzorem z czasów I wojny światowej postanowiło stworzyć flotę raiderów, które mogłyby atakować statki handlowe przeciwnika.
Do tego celu wykorzystano szereg jednostek handlowych, a jedną z nich był właśnie wspomniany „Kormoran”. Został zbudowany w stoczni Germaniawerft w Kilonii i zwodowany 15 września 1938 roku, jako statek handlowy „Steiermark” dla linii żeglugowej Hamburg-America Line. Po przejęciu go przez Kriegsmarine postanowiono go przebudować na Hilfskreuzer. Jego uzbrojenie składało się z 6 dział 150 mm, 2 działek przeciwpancernych 37 mm, 5 działek przeciwlotniczych 20 mm, 2 podwójnych wyrzutni torpedowych 533 mm umieszczonych poniżej linii wodnej i dwóch pojedynczych wyrzutni powyżej linii wodnej oraz 360 min morskich. Posiadał również w swoim wyposażeniu dwa wodnopłaty typu Arado 196. Prędkość dochodziła do 19 węzłów.
Przechodząc do samego starcia, doszło do niego w trakcie powrotu HMAS „Sydney” do portu. Około godziny 16.00, 19 listopada 1941 roku, z mostka dostrzeżono nierozpoznaną jednostkę w odległości 12 mil morskich, czyli z około 20 kilometrów. „Sydney” zbliżył się do statku, który również kierował się na południe. Jak się później okazało, na „Kormoranie” wcześniej dostrzeżono obcy okręt, choć nie potrafiono do końca zidentyfikować, do kogo należał. Komandor Detmers kazał zawrócić i zwiększyć prędkość. Kapitan Burnett widząc, że jednostka próbuje uciec postanowił przyspieszyć, dzięki czemu bez trudu dogonił podejrzany statek i rutynowo zażądał przedstawienia się nazwą, portem docelowym i alianckim numerem kodowym, którego Niemcy najczęściej nie znali, ponieważ alianci dbali o tajność swoich kodów. W tej sytuacji jedyną możliwością Niemców było zaskoczenie przeciwnika atakiem z jak najmniejszej odległości, bowiem przy walce na dystans opancerzenie i szybkość „Sydney” dawały krążownikowi australijskiemu znaczną przewagę. Nie dostajac odpowiedzi, kapitan Burnett kazał powtarzać serię pytań.
Ponieważ wymiana sygnałów trwała blisko pół godziny, obie jednostki zbliżyły się do siebie na ok. 1000 metrów, płynąc równolegle w tym samym kierunku. O godzinie 17.30 Detmers postanowił wykorzystać niewielką odległość i dał rozkaz „Fallen Tarnung”, czyli „zrzucić maskowanie” i otworzyć ogień. Pierwsze salwy niemieckie całkowicie zaskoczyły Australijczyków. Zgodnie z zeznaniami jeńców niemieckich „Sydney” został trafiony, co najmniej 50 pociskami 150 mm, a ogień szybkostrzelnych działek przeciwlotniczych 20 mm zmasakrował obsadę pomostu i otwartych pokładów krążownika, został tez prawdopodobnie trafiony jedną torpedą.
Przeprowadzone badania wraku „Sydney” wraz z symulacjami komputerowymi, pokazały, że okręt został trafiony przynajmniej 87 pociskami 150 mm, 400 pociskami 37 mm oraz ok. 3000 pociskami 20 mm oraz wspomnianą torpedą, która wybuchła tuż przed wieżą działową „A” doprowadzając ją do wyłączenia z walki. Przez wyrwę w kadłubie dostało się ok. 500 ton wody, co sprawiło, że w ciągu kilku minut krążownik mocno zanurzył się dziobem, a jego prędkość spadła do 5-7 węzłów. Badanie wraku przeprowadzone w 2009 udowodniło również tezę mówiącą, że australijski krążownik wystrzelił w stronę krążownika niemieckiego 6 torped, ale żadna z nich nie trafiła. Przez pierwsze 20 minut Australijczycy nie mogli uzyskać trafień. Powodem takiej sytuacji była natychmiastowa smierc całego dowództwa okrętu i zniszczenie centrali artyleryjskiej nad pomostem bojowym. W praktyce każda wieża działowa działała samodzielnie, ale w końcu kilka pocisków 152 mm z wieży rufowej „X” trafiło w siłownię „Kormorana”, wywołując na śródokręciu gwałtowny pożar. Obie jednostki zostały unieszkodliwione w wyniku starcia, choć Niemcy strzelali do krążownika jeszcze przez 25 minut. Następnie jednostki zaczęły się powoli oddalać od siebie. "Kormoran" został na miejscu, jego załoga próbowała ugasić pożar. Płonący natomiast „Sydney” kierował się powoli na południowy wschód, w stronę Perth, ale na pokładzie nie zauważono śladów życia. Tuż przed północą załoga niemieckiego rajdera dostrzegła błysk na horyzoncie i usłyszała serię dalekich eksplozji. Prawdopodobnie było spowodowane przedostaniem się ognia do komór amunicyjnych krążownika. „Sydney” zatonął wraz z całą załogą liczącą 645 marynarzy i oficerów. Tymczasem na „Kormoranie” pożar na śródokręciu wymykał się spod kontroli i zagrażał eksplozją zmagazynowanych w rufowej ładowni min. W tej sytuacji kapitan Detmers nakazał opuszczenie i zatopienie okrętu otwierając zawory denne.
Pokład opuściło około 360 ludzi z 390 marynarzy, z czego czterdziestu rannych utonęło po przewróceniu się szalupy. Statek nie chciał jednak zatonąć ale krótko po północy detonowały miny oraz magazyn amunicji i HSK „Kormoran” zatonął rufą naprzód. Przeszło 317 członków załogi wraz z dowódcą zostało uratowanych przez jednostki australijskie, a jedna z szalup dopłynęła do Zatoki Rekina.
Bitwa ta zakończyła się tragicznie dla australijskiego okrętu. Różnie można rozpatrywać przyczyny tak szybkiego zniszczenia okrętu wojennego przez uzbrojoną jednostkę handlową. Pewne jest, że kapitan Detmers wykorzystując swoje doświadczenie i niewątpliwe szczęście i podchodząc na niewielką odległość zaskoczyl i zniszczyl cały system dowodzenia HMAS Sydney, paraliżując go i uniemożliwiając kontrakcję. Kardynalnym błędem i tym, co w konsekwencji stało się zaglada krazownika było zbyt długie oczekiwanie na sygnał zwrotny z jednostki przeciwnika.
Do początku XXI wieku nie wiedziano, gdzie dokładnie znajdowal sie wrak HMAS Sydney. Zagłada całej jednostki i załogi uniemożliwiała dokładną weryfikację zeznań marynarzy niemieckich. Przełom nastąpił w 2008 roku wtedy, kiedy przy pomocy rządu Australii odnaleziono okręt na głębokości 2 kilometrów. Do tego czasu okręt i załogę uznawano za zaginioną.


user posted image
user posted image


N_S



Zrodlo: Mearns, David (2009). The Search for the Sydney
.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
Piegziu
 

Tajny Agent Piegziu
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 8.860
Nr użytkownika: 48.576

M.A.P.
Zawód: prawnik, japonista
 
 
post 6/02/2018, 10:00 Quote Post

W ramach innego pacyficznego tematu ostatnio zaciekawiłem się losami rozbitków z Sydney, a właściwie ich tajemniczym zniknięciem. Jak to się stało, że z Kormorana uratowało się tylu marynarzy, a z Sydney absolutnie nikt? Gdzie skierował się uszkodzony krążownik i gdzie zatonął? To już wiemy. Ale dlaczego nie mamy żadnych śladów po załodze?

Nadzieja na rozwiązanie tej największej zagadki w dziejach RAN pojawiła się w 2006 roku, kiedy to ekshumowano zwłoki jednego marynarza z cmentarza na Wyspie Bożego Narodzenia.

Dlaczego na akurat na tej wyspie? Zaciekawił mnie bardzo ten temat, więc pozwolę sobie przybliżyć przebieg wydarzeń na podstawie kwerendy, którą przeprowadziłem w NAA.

Przez pierwsze dwa miesiące wojny na Pacyfiku obrońcy Wyspy Bożego Narodzenia nie mieli żadnego kontaktu z wrogiem. O wszystkich porażkach alianckich sił dowiadywano się za pośrednictwem miejscowej stacji radiowej, będącej jedynym środkiem łączności ze światem zewnętrznym. Pierwsza zapowiedź nadchodzącej katastrofy nadeszła niespodziewanie po południu 6 lutego 1942 r., kiedy to nadbrzeżni obserwatorzy spostrzegli w zatoce przy osadzie Flying Fish Cove, pełniącej rolę stolicy wyspy, japoński okręt podwodny. Gdy niebawem okazało się, że to jedynie dryfująca i w dodatku podziurawiona przez odłamki tratwa ratunkowa Carley’a z ludzkimi szczątkami, zdecydowano się doholować ją do brzegu. Zwłoki marynarza, podziobane przez ptaki i znajdujące się w zaawansowanej fazie rozkładu, nie udało się zidentyfikować. Oprócz ciała w łódce znaleziono też parę butów, które według lekarza nie mogły należeć do zmarłego. Oględziny tratwy wykazały, że była częścią ekwipunku Royal Australian Navy. Znalezione szczątki pogrzebano z honorami na Starym Europejskim Cmentarzu, zaś informację o zaistniałej sytuacji przesłano do Australii w związku z poszukiwaniami zaginionego krążownika lekkiego HMAS Sydney.

Tekst własny oparty na:
NAA, teczki: AA1980/700, NID 194/222.
W. Olson, Bitter Victory: The Death of HMAS Sydney, Nedlands 2000, s. 328.

Wyniki przeprowadzonych badań DNA niestety nie potwierdziły, że rozbitek należał do załogi Sydney. Szkoda, ponieważ oceniając trasę dryfującej tratwy, można byłoby ustalić więcej szczegółów odnośnie losów członków załogi. Sam znaleziony wrak krążownika nie mówi nam dostatecznie dużo...

Ten post był edytowany przez Piegziu: 6/02/2018, 10:00
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
ted1hist
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 105
Nr użytkownika: 103.075

Tadeusz Kasperski
Stopień akademicki: mgr
Zawód: historyk
 
 
post 8/07/2019, 11:01 Quote Post

Michał, moim zdaniem wyjaśnienie tego, że nikogo z australijskiej załogi nie uratowano jest dość proste.
W trakcie walki ostrzał Niemców zniszczył większość łodzi ratunkowych Sydneya, Niemcy twierdzili także, że ich pociski kal. 150 mm i serie z broni przeciwlotniczej tak zdemolowały krążownik, że nie widzieli w końcowej fazie walki praktycznie nikogo żywego na pokładzie Sydneya. Pozostali tylko ci z wnętrza okrętu i obsady maszynowni. Gdy doszło do eksplozji i zatonięcia okrętu w miejscu rojącym się od rekinów (sama nazwa Zatoka Rekinia od tego się wzięła), Australijczycy praktycznie nie mieli się na czym ratować, bo osprzęt ratunkowy był zniszczony, a pewna część tych, którzy mogli jeszcze znaleźć się w wodzie była zapewne ranna. To wystarczyło, by rekiny dokonały reszty. Doświadczenia z zatopieniem krążownika lekkiego Juneau pod Guadalcanalem są bardzo pouczające w tej kwestii. Jeden z nielicznych ocalałych opisał, jak szybko rekiny wykończyły ostatnią setkę ocalałych i uratowano tylko chyba około dziesięciu z nich. Mam jego wspomnienia.

Ta tratwa podziurawiona odłamkami prawdopodobnie pochodzi z Sydneya, ale rozbitek niekoniecznie musi być Australijczykiem. Istotne pytanie, to kiedy ta tratwa uwolniła się - czy jeszcze w momencie walki z Kormoranem "odstrzelona" jakąś eksplozją pocisku, czy dopiero jak tonął dwanaście mil dalej? Przy pierwszej ewentualności jest możliwe, że tę tratwę odnalazł jeden z zaginionych członków Kormorana i może szkielet znaleziony z tratwą należy do Niemca, a nie Australijczyka. Taka ewentualność nasunęła mi się po tych powyższych twierdzeniach, że badaniami DNA wykluczono, by to był marynarz z Sydneya.

Oglądałem też kiedyś film poświęcony tragedii SYDNEYA. Chyba nosił tytuł "Nikt nie ocalał". Zapamiętałem z niego historię alianckiego statku handlowego, który znalazł się na miejscu zatopienia Sydneya po walce. Jeden z marynarzy Sydneya, który nie wypłynął z kolegami w ostatni rejs, rozmawiał z marynarzami tego statku później, bo spotkał się z nimi przypadkiem na lądzie i gdy się dowiedzieli, że służył na krążowniku, powiedzieli mu coś wyjątkowo ważnego. Twierdzili, że przepływali przez pole szczątków i martwych ciał, ale na wysłany sygnał, że nie ma na miejscu żywych, nakazano im oddalić się z tego miejsca. Już nie pamiętam nazwy tego statku, ale w filmie była podana. Charakterystyczne było, że zapiski z dziennika tego statku zostały celowo usunięte (akurat dotyczące tego zdarzenia) jakby na czyjeś polecenie - taki był w każdym razie komentarz zawarty w filmie. Strony tego dziennika też pokazali z ową "przerwą".

Ten post był edytowany przez ted1hist: 8/07/2019, 11:15
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.351
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 8/07/2019, 14:47 Quote Post

Hej
QUOTE(ted1hist @ 8/07/2019, 11:01)
nie widzieli w końcowej fazie walki praktycznie nikogo żywego na pokładzie Sydneya. Pozostali tylko ci z wnętrza okrętu i obsady maszynowni. Gdy doszło do eksplozji i zatonięcia okrętu


Jeśli tak było, to masz już nawet prostsze wyjaśnienie, bez udziału rekinów. Okręt po eksplozji magazynu amunicji zazwyczaj tonął bardzo szybko, w ciągu najdalej kilku minut. Zazwyczaj więc ginęła cała załoga lub prawie cała, bo nie było czasu by wydostać się z maszynowni czy jakichś stanowisk pod pokładem. Jeśli ktoś się uratował z takiej eksplozji to zazwyczaj osoba pełniąca służbę na pokładzie albo właśnie wychodząca na pokład (lub schodząca zeń). Podkreślam, zazwyczaj, bo oczywiście różne się cuda zdarzały. Więc jeśli w danym wypadku na pokładzie nikogo czy prawie nikogo nie było no to bardzo prawdopodobne było, że nikt nie ocalał.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
Grapeshot
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.101
Nr użytkownika: 79.211

Steven Murphy
Zawód: Marine Engineer
 
 
post 8/07/2019, 22:06 Quote Post

Tu są filmiki dotyczące sprawy:

https://www.youtube.com/results?search_quer...ing+HMAS+sydney
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
ted1hist
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 105
Nr użytkownika: 103.075

Tadeusz Kasperski
Stopień akademicki: mgr
Zawód: historyk
 
 
post 9/07/2019, 17:20 Quote Post

Pewnie tak Speedy, choć różnie bywało. Brytyjskie krążowniki liniowe pod Skagerrrakiem po eksplozjach amunicji straciły prawie całe załogi, ale np. z Barhama czy japońskiego Kongo w II wś. już wyratowali nieco większą liczbę, mimo że eksplozje magazynów amunicji były też nie mniej spektakularne i przerażające. Jednak zapewne dlatego wyratowali nieco więcej ludzi, że pomoc była blisko.

Wracając do treści tego filmu - jeśli ten statek natknął się na miejsce zatopienia Sydneya i na ciała marynarzy krążownika PRZED odnalezieniem pierwszych żywych rozbitków z Kormorana (a coś mi się tak wydaje) to zrozumiałe, że tej jednostce nakazano się natychmiast oddalić. Nikt bowiem jeszcze nie wiedział, że Kormoran też poszedł na dno, a dopóki nie wiedzieli, uważali, że jest groźny. Ale ciężko było wytłumaczyć potem rodzinom, że pozostawiono ciała marynarzy bez próby identyfikacji (zabrania przedmiotów) i pochówku morskiego. Więc zapewne dlatego usunięto wpisy z dziennika tego statku.
W sumie oglądając film, najbardziej szkoda mi było syna Burnetta. Ciężka jest świadomość, że tylu ludzi zginęło przez dziecinny błąd australijskiego dowódcy, a trudno teraz temu zaprzeczyć.
Gdyby utrzymał Sydneya na dystansie powyżej 15 km od Kormorana, wysłał samolot rozpoznawczy i poczekał cierpliwie na odpowiedź z lądu, czy prawdziwy Straat Malakka może być w tym rejonie czy nie... Wtedy rozniósłby Kormorana bez problemu, wykorzystując większy zasięg swoich dział. A tak skończyło się tragedią.

Ten post był edytowany przez ted1hist: 9/07/2019, 17:22
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej