Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony  1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Interwencja USA w Afganistanie, Historia niczego nie uczy ?
     
Kursant
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 11
Nr użytkownika: 70.775

 
 
post 26/01/2011, 13:23 Quote Post

Witam,

Wielokrotnie słyszałem, że Amerykanie nie mogli przewidzieć, że interwencje na Bliskim Wschodzie pójdą tak beznadziejnie itd. A tymczasem niedawno znalazłem taki ciekawy tekst pisany na wiele lat wcześniej:

"W wojnie konwencjonalnej walczy się o teren, w partyzanckiej – rzecz idzie o bezpieczeństwo ludności. Jako że wojskom partyzanckim nie zależy na obronie jakiegoś określonego terenu, to mogą w znacznym stopniu decydować o tym, gdzie dojdzie do bitwy i jakie straty poniosą obie strony.
W wojnie konwencjonalnej 75-procentowy sukces w bitwie gwarantuje zwycięstwo. W wojnie partyzanckiej uchronienie tylko 75 procent ludności jest równoznaczne z porażką. Stuprocentowe bezpieczeństwo na 75 procentach obszaru jest daleko lepszym rezultatem, niż 75-procentowe bezpieczeństwo na obszarze całego kraju. Jeśli wojska broniące danego terenu nie są w stanie zapewnić niemal całkowitego bezpieczeństwa ludności, przynajmniej na obszarach uważanych za istotne, to partyzanci wcześniej czy później muszą odnieść zwycięstwo.
Podstawowe równanie w wojnie partyzanckiej jest tyle proste, co trudne do rozwiązania. Wojska partyzanckie wygrywają, jeśli tylko nie doznają porażki. Armia konwencjonalna musi przegrać, jeśli nie odniesie zdecydowanego zwycięstwa. Sytuacje patowe niemal nigdy nie występują. Kraj, który przystępuje do wojny z partyzantką, musi liczyć się z długotrwałymi walkami. Wojska partyzanckie mogą prowadzić taktyczne działania nękające przez bardzo długi czas nawet przy uszczuplonych siłach. Rzadko kiedy odnosi się wyraźne zwycięstwo, częściej wojna partyzancka ciągnie się latami. Najbardziej znaczące zwycięstwa nad wojskami partyzanckimi odniesiono na Malajach i w Grecji. W obu tych krajach armie odniosły sukces dzięki temu, że partyzanci zostali odcięci od zewnętrznych źródeł zaopatrzenia (na Malajach za sprawą położenia, w Grecji – na skutek tego, że Tito zerwał z Moskwą)."

Henry Kissinger, Dyplomacja

- więc wychodzi na to, że Amerykanie doskonale wiedzieli, że walka w Afganistanie będzie taka, a nie inna. Skąd zatem wszystkie te głosy, że "nie mogli przewidzieć"?
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.491
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 26/01/2011, 13:32 Quote Post

QUOTE(Kursant @ 26/01/2011, 13:23)
"W wojnie konwencjonalnej walczy się o teren, w partyzanckiej – rzecz idzie o bezpieczeństwo ludności.

No i bzdura na samym początku. W wojnie konwencjonalnej walczy się, żeby wyeliminować z walki siłę zbrojną przeciwnika, co dopiero daje zwycięstwo. Samo opanowanie terenu nic nie daje.

Natomiast o tym czy dana wojna jest partyzancką czy nie decyduje taktyka, nie cele.
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
Kursant
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 11
Nr użytkownika: 70.775

 
 
post 26/01/2011, 13:47 Quote Post

QUOTE(emigrant @ 26/01/2011, 13:32)
W wojnie konwencjonalnej walczy się, żeby wyeliminować z walki siłę zbrojną przeciwnika, co dopiero daje zwycięstwo.


Nie zawsze. Można przeciwnika zepchnąć z terenu bez zadawania mu zbytnich realnych strat, vide inwazja Japończyków na Chiny, gdzie spychali nacjonaloistyczną armię, ale nawet unikali zadawania jej strat, bo woleli ją jako mniejsze zło od komunistów.

QUOTE(emigrant @ 26/01/2011, 13:32)
czy dana wojna jest partyzancką czy nie decyduje taktyka, nie cele.


Ale taktyka partyzancka wiąże się z celem, a raczej minimalizacją celów - musimy wpuścić wroga na nasz teren, ale przynajmniej mu tam utrudnimy życie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 24.491
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 26/01/2011, 13:52 Quote Post

QUOTE(Kursant @ 26/01/2011, 13:47)

Nie zawsze. Można przeciwnika zepchnąć z terenu bez zadawania mu zbytnich realnych strat, vide inwazja Japończyków na Chiny, gdzie spychali nacjonaloistyczną armię, ale nawet unikali zadawania jej strat, bo woleli ją jako mniejsze zło od komunistów.
Tyle, że zdobycie terenu bez zniszczenia siły żywej przeciwnika oznacza praktycznie porażkę i konieczność dalszej walki. Tak było też i w Chinach. Zaś zniszczenie armii przeciwnika najczęściej oznacza koniec wojny.



QUOTE
Ale taktyka partyzancka wiąże się z celem, a raczej minimalizacją celów - musimy wpuścić wroga na nasz teren, ale przynajmniej mu tam utrudnimy życie.

No, tak tylko, że to często nie ma nic wspólnego z ochroną ludności cywilnej.
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
Krzysztof M.
 

poilu
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.382
Nr użytkownika: 19.359

Stopień akademicki: ++++
Zawód: ++++
 
 
post 26/01/2011, 14:12 Quote Post

QUOTE(Kursant @ 26/01/2011, 13:47)
QUOTE(emigrant @ 26/01/2011, 13:32)
W wojnie konwencjonalnej walczy się, żeby wyeliminować z walki siłę zbrojną przeciwnika, co dopiero daje zwycięstwo.


Nie zawsze. Można przeciwnika zepchnąć z terenu bez zadawania mu zbytnich realnych strat, vide inwazja Japończyków na Chiny, gdzie spychali nacjonaloistyczną armię, ale nawet unikali zadawania jej strat, bo woleli ją jako mniejsze zło od komunistów.

QUOTE(emigrant @ 26/01/2011, 13:32)
czy dana wojna jest partyzancką czy nie decyduje taktyka, nie cele.


Ale taktyka partyzancka wiąże się z celem, a raczej minimalizacją celów - musimy wpuścić wroga na nasz teren, ale przynajmniej mu tam utrudnimy życie.
*



Każda wojna spełnia przede wszystkim cel polityczny. To jaki jest cel polityczny i to jakie mamy zasoby determinuje nam obraną taktykę/strategię. Zatem przyjmowanie jakichś generalnych schematów nie bardzo ma sens.
Co do Afganistanu czy Iraku, prawdą jest że Amerykanie, na etapie planowania nie poświęcili wystarczająco dużo uwagi temu, co będzie później. Nie wzięli w dostatecznym stopniu pod uwagę niezmiernie skomplikowanej struktury etniczno-wyznaniowej obu regionów.

Ten post był edytowany przez Krzysztof M.: 26/01/2011, 14:21
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
Kursant
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 11
Nr użytkownika: 70.775

 
 
post 27/01/2011, 14:22 Quote Post


QUOTE(emigrant @ 26/01/2011, 13:52)
zdobycie terenu bez zniszczenia siły żywej przeciwnika oznacza praktycznie porażkę i konieczność dalszej walki. Tak było też i w Chinach. Zaś zniszczenie armii przeciwnika najczęściej oznacza koniec wojny.


Ale zniszczenie armii przeciwnika jest o wiele trudniejsze, bo wtedy będzie bronić się desperacko, a z utratą terenu często się pogodzi. Tymczasem zwycięzcy umocnią się na zdobytym terenie, wykorzystają jego surowce na korzyść swojej armii, co utrudni kontrofensywę zepchniętemu wrogowi. Nie nazwałbym tego porażką. Chyba większość wojen miało taki właśnie ograniczony cel - "korektę granic". Co do Chin - jaki wybór mieli Japończycy? Było ich za mało, aby okupować całe Chiny. Nawet na tym zagarniętym terenie nie mieli dość sił na skuteczną kontrolę ludności.

QUOTE(emigrant @ 26/01/2011, 13:52)
QUOTE
Ale taktyka partyzancka wiąże się z celem, a raczej minimalizacją celów - musimy wpuścić wroga na nasz teren, ale przynajmniej mu tam utrudnimy życie.

No, tak tylko, że to często nie ma nic wspólnego z ochroną ludności cywilnej.


Autor przytaczanego fragmentu książki wychodzi z założenia, że to okupant "chroni" ludność przed partyzantami, którzy wymuszają usługi na swoją rzecz. Typowe myślenie imperialne smile.gif Aczkolwiek ja też bym wolał amerykańską okupację od komunistycznej partyzantki smile.gif

QUOTE(Krzysztof M. @ 26/01/2011, 14:12)
Co do Afganistanu czy Iraku, prawdą jest że Amerykanie, na etapie planowania nie poświęcili wystarczająco dużo uwagi temu, co będzie później. Nie wzięli w dostatecznym stopniu pod uwagę niezmiernie skomplikowanej struktury etniczno-wyznaniowej obu regionów.


No właśnie trudno mi sobie wyobrazić taką naiwność, zwłaszcza po doświadczeniu wietnamskim, gdzie również ze względu na brak tradycji demokracji, podział społeczeństwa na sekty, nie udało im się wprowadzić na tyle stabilnej demokracji na południu, aby sama obroniła się przed północą. I to jest właśnie to tytułowe pytanie, czy historia niczego nie uczy?
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
jeżozwierz
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 87
Nr użytkownika: 70.761

Zawód: BANITA
 
 
post 27/01/2011, 14:55 Quote Post

Historia Niczego Nie Uczy?

Jak zwykle wiele zależy nie tylko od nauczyciela, ale także i od ucznia. Niestety obawiam się, że niektórzy uczniowie wykazują szczególną i może nawet wyjątkową odporność na nauki historii.

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 28/01/2011, 3:38
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.250
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 28/01/2011, 3:52 Quote Post

QUOTE
Wielokrotnie słyszałem, że Amerykanie nie mogli przewidzieć, że interwencje na Bliskim Wschodzie pójdą tak beznadziejnie itd

QUOTE
Skąd zatem wszystkie te głosy, że "nie mogli przewidzieć"?

Jakis przyklad "tych glosow" bylby mile widziany.

N_S
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

     
Kursant
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 11
Nr użytkownika: 70.775

 
 
post 28/01/2011, 9:31 Quote Post

Prezydent Buch:

Do zwycięstwa nad talibami trzeba nam tylko czasu i bomb

Czyli zakładał, że samo zbombardowanie ich pozycji spowoduje upadek ich władzy, a potem Amerykanie łatwo wkroczą i łatwo zrobią demokrację smile.gif Co ciekawe, powyższy cytat był jego ripostą na propozycję Brytyjczyków, żeby stworzyć enklawę zgodnie z zasadą "lepsza duża kontrola nad małym terenem, niż mała kontrola nad dużym". A właśnie taka strategia w Wietnamie przyniosła dobry skutek, tylko Amerykanie zastosowali ją dopiero wtedy, kiedy protesty przeciwników wojny już paraliżowały życie w USA.

Ten post był edytowany przez Kursant: 28/01/2011, 9:33
 
User is offline  PMMini Profile Post #9

     
Rommel 100
 

Antynazista
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.908
Nr użytkownika: 9.466

Stopień akademicki: Mgr
Zawód: Matematyk
 
 
post 28/01/2011, 18:42 Quote Post

QUOTE
Prezydent Buch:

Do zwycięstwa nad talibami trzeba nam tylko czasu i bomb

Czyli zakładał, że samo zbombardowanie ich pozycji spowoduje upadek ich władzy, a potem Amerykanie łatwo wkroczą i łatwo zrobią demokrację


Nieźle, wspomniał tylko coś o bombach a tu już o robieniu demokracji...
Zresztą co miał powiedzieć Bush? Miał w orędziu do narodu przedstawić plan całej operacji?

QUOTE
Wielokrotnie słyszałem, że Amerykanie nie mogli przewidzieć, że interwencje na Bliskim Wschodzie pójdą tak beznadziejnie itd.


Nie, nie nie!
3 razy NIE!!!

Beznadziejnie poszła wojna w Iraku? Na pewno nie tak kolorowo jak mogliby przewidzieć najwięksi optymiści, ale de facto Amerykanie uspokoili tam sytuacje, pokonali wroga, w 2007 roku siły koalicji poniosły straty 960 żołnierzy, w następnym 320, w kolejnym 150, a w 2010 gdy się wycofali 60. Zmiany sytuacji militarnej widać gołym okiem. Od początku przewidywali problemy z Sunnitami, to Szyici ich zaskoczyli. Problemem jest nadal sytuacja społeczna-polityczna w Iraku (tyle że to w sumie nie już problem USA). Niby jest demokracja, ale często (na tyle często że gazety już przestały się tym ekscytować) czytam o nowym krwawym zamachu w Bagdadzie między Szyitami i Sunnitami. Ale wiadomo, nie od razu Babilon zbudowano.
W kontekście Iraku należy zacytować generała Petraeus (uspokoił sytuacje w Iraku, teraz dowodzi w Afganistanie), zwłaszcza w kontekście takich klarownych opinii przez Ciebie prezentowanych "za wcześnie na oceny czy zwyciężyliśmy, historia nas osądzi".

Co do Afganistanu to dwie rzeczy.
Po pierwsze nie wysuwaj żadnych tego typu ocen, tamtejsza "wojna" jeszcze nie skończyła się. NATO ma jeszcze być do 2014 czyli ma 3 lata na poprawę sytuacji.

1.Tak nie docenili etniczno-regionalnych sporów.
2.Źle zabrali się za robienie demokracji w Afganistanie, nie dlatego że muzułmanie są jacyś inni i nie lubią demokracji (zobacz co dzieje się w Tunezji i Egipcie). Po prostu rząd Karzai jest skrajnie skorumpowany i fałszuje wybory. Ponadto lepiej było wprowadzić monarchię konstytucyjną, król Zahir miał o wiele większy prestiż wśród rodaków niż jakiś Karzai- ale to wynika z punktu 1.

3.Jak widać Amerykanie nie mają teraz trudnego życia dlatego że nie docenili przeciwnika, po prostu zaniedbali sprawę. Dlaczego?

Bo w roku 2003 przeprowadzili atak na Irak. Amerykanie nie maja pieniędzy ile się chcę na Afganistan i zaczęło brakować. Skoncentrowali się na Husajnie, Al Zarkawim i generalnie Irakiem.
W 2001 roku, czyli w roku inwazji na Afganistan, gdy Talibów pokonano, zginęło... 12 żołnierzy. W 2002 70, 2003 (rok inwazji na Irak) -58, 2004-60, a 2005 straty zaczęły rosnąć, wynosiły 131 żołnierzy, w zeszłym roku było ich już 722.
Teraz NATO jest w kiepskiej sytuacji. Źródło zła- sytuacja ekonomiczno-społeczna, jest ciężko teraz naprawić, gdy Talibowie, Al Kaida, reszta ugrupowań, przemytnicy narkotyków i inni wzrosli w siłę. Ciężko zwłaszcza że chowają się w u swoich pobratymców w neutralnym Pakistanie.

Podsumowując, jak już mamy wyciągać jakieś wnioski i oceny, Amerykanie byli przygotowani do inwazji, szybko rozprawili się z wrogiem (choć nie złapali numeru 1.), popełnili kilka początkowo małych błędów, ale to inwazja na Irak jest przyczyna nieszczęść.
A teraz aby wygrać trzeba liczyć na Pakistan.

Ten post był edytowany przez Rommel 100: 28/01/2011, 18:47
 
User is offline  PMMini Profile Post #10

     
Kamaz73
 

Pancerny Inseminator
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.061
Nr użytkownika: 22.254

Robert
Stopień akademicki: mgr in¿.
Zawód: zolnierz zawodowy
 
 
post 28/01/2011, 19:51 Quote Post

Kto u diabła wmawia europejczykom takie bzdety iż Nato przegrało w Iraku czy przegrywa w Afganie?
Piszę własnie z Afganu i... mam poczucie że wszystko idzie powoli w dobrym kierunku. W każdej wiosce spotykamy się z sympatia afgańczykow, w wielu już proponowano nam herbatę w innych poprostu szczerą rozmowę widać potężne wsparcie dla wojsk afgańskich i niukrywaną dla nich sympatię.
Tak jak Rommel 100 napisał... sporo jeszcze roboty ale problemy są ulokowane poza samym afganem bo gdyby nie Pakistańczycy to by juz dawno był tutaj spokój.
Mogę ze swej strony napisać iż... moim zdaniem powoli tą wojnę wygrywamy bo kluczem do zwycięstwa nie jest zdobycie terenu ( ten dawno zdobyto) czy likwidacja bojowników ( Ci się odradzają jak grzyby po deszczu) ale ... poparcie ludności. A tą powoli odzyskuje ANA ( AFghan National Army) która się cieszy niekwestionowanym autorytetem. A wraz z nią także my ISAF. Teraz trzeba jedynie czasu i cierpliwości i będzie OK.
pozdro
 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
Kursant
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 11
Nr użytkownika: 70.775

 
 
post 28/01/2011, 20:35 Quote Post

QUOTE(Kamaz73 @ 28/01/2011, 19:51)
kluczem do zwycięstwa ... poparcie ludności.


No to fajnie, jeśli faktycznie ludność tak Was popiera, ale w mediach mówią, że ludność jest zastraszona przez fanatyków do tego stopnia, że boi się korzystać nawet z pomocy medycznej, bo za to fanatycy ich mordują. Czyżby znowu "telewizja kłamie"? smile.gif Ale w czyim interesie szerzy propagandę porażki?
 
User is offline  PMMini Profile Post #12

     
Kamaz73
 

Pancerny Inseminator
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.061
Nr użytkownika: 22.254

Robert
Stopień akademicki: mgr in¿.
Zawód: zolnierz zawodowy
 
 
post 28/01/2011, 21:31 Quote Post

A to jest prawda ( ba nawet org sądy Talibskie) ale to pokazuje że poza tępym terrorem tak na prawdę nie mają zbyt wiele do zaoferowania ( no i jeszcze przekupstwem). A to jest sygnał iż generalnie gonią w pietkę i trzeba ich nieco ośmielic ludność i się w końcu odważą na kopnięcie ich gdzie trzeba. Na to jednak potrzeba czasu i cierpliwości stąd bardzo dobra decyzja iż misja trwać będzie jeszcze 3 lata. to pozwoli okrzepnąć ANSF i to one ostatecznie wykopią Talibów poza nawias ( bo tylko One mają szansę nawiązać kontakt z ludnością z której pochodzą).
Tak na prawdę to jak dojdzi do sukcesu w Afganie będzie on udziałem samych afgańczyków bo my możemy co najwyżej im pomóc ale nie zrobimy tego za nich ( bariera kulturowa , językowa itp).
Są oczywiście liczne problemy wynikające z niestabilności Pakistanu jak też ze złozoności syt politycznej ale... o ile widzę to sami afgańczycy chcą już zakończyć ta wojnę i powoli dostrzegają iż gwarantem tego są siły ANSF wspierane przez ISAF a nie Talibowie którzy rekrutują swe siły nie z lokalnych ludzi a z obcokrajowców.
Nie oszukujmy się ... nie jest lekko ale... o ile jestem w stanie ocenic zmierzamy w dobrym kierunku.
Pozdro
 
User is offline  PMMini Profile Post #13

     
Rommel 100
 

Antynazista
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.908
Nr użytkownika: 9.466

Stopień akademicki: Mgr
Zawód: Matematyk
 
 
post 29/01/2011, 13:15 Quote Post

QUOTE
Kto u diabła wmawia europejczykom takie bzdety iż Nato przegrało w Iraku czy przegrywa w Afganie?


Media, no bo kto. To oni lubują się w opisach "krwawej" wojny w Afganistanie, gdzie NATO coraz bardziej obrywa. Wystarczy zobaczyć co dzieje się gdy zginie tam jakiś polski żołnierz.
Ludzie to podchwytują, poczytaj ten blog:
http://zafganistanu.pl/ sad.gif

Ostatnio po śmierci dwóch Polaków w Ghazini w TVN24 generał Skrzypczak i (nie pamiętam jak nazywa się) były dowódca Gromu, niby mówili mądrze, ale przeciętny Polak może na podstawie tego wywiadu pomyśleć że w Afganistanie jest jakiś drugi Wietnam, albo sytuacja sprzed 30 lat gdy komuniści rujnowali ten kraj.

Na szczęście są trzeźwe głowy w Polsce. Podawałem na forum już ten argument i rozgorzała z tego dyskusja:
http://alfaomega.webnode.com/news/tomasz%2...ist%20otwarty-/
List do mediów. Autor to człowiek który nieraz był w Afganistanie, który jest jego pasją.
A tu odsyłam do dyskusji wokół tego artykułu na forum (od 6 strony):
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=56414&st=75

Kamazie jednak generalnie z Twoim zbytnim optymizmem też nie zgadzam się w pełni, z całym szacunkiem że widzisz naocznie sytuacje, co niekoniecznie musi oznaczać że znasz szerszy kontekst.

QUOTE
Piszę własnie z Afganu i... mam poczucie że wszystko idzie powoli w dobrym kierunku. W każdej wiosce spotykamy się z sympatia afgańczykow, w wielu już proponowano nam herbatę w innych poprostu szczerą rozmowę widać potężne wsparcie dla wojsk afgańskich i niukrywaną dla nich sympatię.


Afgańczycy, Pasztuni znani są ze swojej gościnności (i to nawet zaznaczono w "9 komapnii" smile.gif). Nie powinno więc te zachowanie dziwić. Zwłaszcza że jakby nie patrzeć w bezpośrednim starciu żadne talibskie siły nie wygrały by z NATO.

Co oczywiście nie znaczy że NATO nie jest lubiane przez Afgańczyków. Nie mniej ten stosunek nie jest tak jasny jak Ty to prezentujesz.
Wiadomo że początkowo większość Afgańczyków cieszyło się z pojawienia się Amerykanów. Pierwsze demokratyczne wybory w kraju były przyjęte ze szczerym poparciem. Nie mniej z czasem okazało się że nie wszystko jest tak pięknie- jak pisałem wcześniej, rząd Karzai jest skorumpowany, a kontrkandydaci w proteście rezygnują z wyborów, czyli de facto jest tam demokracja taka sama jak w Egipcie. I to wzbudza niezadowolenie nie tylko Pasztunów ale plemion północny gdyż w kraju rządzi znów Pasztun. Po drugie rośnie zażenowanie. Amerykanie chcąc poprawić sytuacje Afgańczyków walczą z przemytnikami narkotyków, które są już od 20 lat jedynym źródłem życia dla wielu Afgańczyków, i nawet Talibowie musieli to przyznać gdy przejęli władzę. Bezpieczeństwo w kraju wcale z czasem się nie zwiększa, a przeciwnie maleje, choć do jakieś histerii oczywiście daleko. Nie mniej gdy 11 września zeszłego roku w USA jakiś wariat pastor ogłosił że spali Koran, był to pretekst i kilkanaście tysięcy Afgańczyków paliło flagi USA, protestowało i rzucało kamieniami w bazy NATO- to świadczy o tym ze po 10 latach w Afganistanie jest wcale nie jak w Edenie i wcale nie idzie na lepsze (a tu jak wiemy również sprawka Pakistanu, gdzie na terenach przygranicznych odrodził się silny ruch talibski). Wrogiem NATO nie są jedynie Talibowie i Al Kaida, o tym też nie zapominajmy.

QUOTE
A to jest prawda ( ba nawet org sądy Talibskie) ale to pokazuje że poza tępym terrorem tak na prawdę nie mają zbyt wiele do zaoferowania ( no i jeszcze przekupstwem). A to jest sygnał iż generalnie gonią w pietkę i trzeba ich nieco ośmielic ludność i się w końcu odważą na kopnięcie ich gdzie trzeba. Na to jednak potrzeba czasu i cierpliwości stąd bardzo dobra decyzja iż misja trwać będzie jeszcze 3 lata. to pozwoli okrzepnąć ANSF i to one ostatecznie wykopią Talibów poza nawias ( bo tylko One mają szansę nawiązać kontakt z ludnością z której pochodzą).


Niestety to żaden sygnał.
Talibów nie lubili w Afganistanie bardziej w 2001 roku, a teraz ich dawny wróg Hekmatiar się z nimi sprzymierzył w Dżihadzie przeciwko NATO.
Fakty są takie że Talibowie w siłę rosną. I nie mam przekonania że NATO opuści Afganistan a wojsko narodowe sobie poradzi jak chce- w Iraku to jak na razie nie sprawdza się. Odnoszę też wrażenie że obecni Talibowie nie są tymi samymi co latach 1994-2001, w sensie że idą na pewne ideologiczne kompromisy, przykładowo ostatnio w "Rzeczpospolicie" przeczytałem że Talibowie nie mają nic przeciwko nauczaniu w szkołach dziewczynek (w sensie zmienili w tej materii zdanie). Mam wrażenie, aczkolwiek to wysoce subiektywne i nie poparte jakimiś konkretami, że w przeciwieństwie do 1994 roku gdy Talibami byli młodzi ludzie którzy wychowali się bez kobiet w pakistańskich medresach, nie znając nawet historii najnowszej Afganistanu, żyjąc jedynie z wojny, dziś przypominają już trochę dawnych mudżahedinów, wywodzą się z Pasztunów, znają historie dawnych walk z Rosjanami, teraz walczą z "nowym" okupantem, bronią tradycji i takie tam. Takie wnioski wysunąłem przede wszystkim po wywiadzie z młodym Afgańczykiem który wstąpił do Al-Kaidy w "Nesweeku".
Nie mniej może zbyt pochopnie oceniam, tak czy inaczej analiza porównawcza pierwszy Talibów z dzisiejszymi będzie ciekawą analizą dla politologów, historyków.
Podkreślam według mnie wiele teraz zależy od Pakistanu, ale musiałby on albo zaatakować własny naród, albo pozwolić aby zrobiło to znienawidzone NATO. Sytuacja dla tamtejszego rządu w zasadzie bez wyjścia.

Ten post był edytowany przez Rommel 100: 29/01/2011, 13:41
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
pan k
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 346
Nr użytkownika: 67.964

Stopień akademicki: TROLL SPAMER BANITA
Zawód: BANITA
 
 
post 31/01/2011, 10:14 Quote Post

USA zaatakowało Afganistan dlatego że Talibowie wspierali Bin Ladena i jego organizacje. Gdyby USA nie interweniowało to Afganistan stałby się siedzibą Terrorystów. Z tego kraju pochodzili by terroryści i tam sposób odpowiedni zostaliby wyszkoleni. Ich źródłem utrzymania stały się narkotyki. Dzięki Talibom Afganistan stał się największym producentem narkotyków. Największym błędem Amerykanów była próba narzucenia temu krajowi Demokracji. Kabul dostał środki na odbudowę a pozostałe regiony nie dostały niczego. Większość mieszkańców stanowią rolnicy. Jedynie Mak pozwala im przetrwać. Rząd USA nie potrafił tego zrozumieć i zamiast zaproponować chłopom inne uprawy. Pomóc im finansowo. To wysyłali żołnierzy i samoloty które niszczyły te uprawy. To powodowało niechęć do Amerykanów. Jedynym pocieszeniem dla USA i Świata jest to że terroryści skupiają się na Afganistanie a nie robieniu zamachów innych krajach. USA powinno opracować dla Afganistanu Plan Marshalla. Armia USA będzie pilnowała budowy dróg i mostów. Dodatkowo będzie chroniła ich przed Talibami. Prace przy budowie znajdzie wielu Afgańczyków i ten sposób zostanie zlikwidowana nędza. Chłopi nie będą zajmować się uprawą maku i Talibowie stracą źródło utrzymania. Talibowie bardzo często na ataki wysyłają biednych ludzi i za to im płacą. USA traci przez interwencje sporo pieniędzy i przez to wojna będzie trwała nieskończoność. Afganistanu USA nie może opuścić bo szybko stanie się siedzibą terroryzmu.

Ten post był edytowany przez pan k: 31/01/2011, 10:15
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #15

3 Strony  1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej