Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Attyla. Wyrok. Tom III, William Napier
     
Vapnatak
 

Od Greutungów i Terwingów zrodzony z Haliurunnae
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 8.416
Nr użytkownika: 26.201

JAKUB
Zawód: dziennikarz
 
 
post 26/10/2012, 10:13 Quote Post

William Napier, Attyla. Wyrok, T. III, Wydawnictwo Vesper 2012, ss. 563.

Pod egidą Wydawnictwa Vesper ukazał się już trzeci tom powieści Williama Napiera, który kończy historię pełną zawirowań, spektakularnych zwrotów akcji oraz scen mrożących krew w żyłach. Wszystko to osadzone zostało w czasach panowania Attyli – Bicza Bożego, który niczym orzeł zesłany przez Astura niszczył wszystko, co napotkał na swej drodze. W świadomości Wielkiego Tanjou totalnej destrukcji musiał ulec znienawidzony przez niego Rzym. Udawało mu się to z powodzeniem.

Tytułem Wyrok, W. Napier zakończył swą trylogię opowiadającą historię niezwyciężonego wodza Hunów. Dwa pierwsze tomy przedstawiały jego dzieciństwo i ucieczkę z Cesarstwa na ukochane stepy oraz wiek młodzieńczy i dorosłość, w której szlifował swoje umiejętności wojownicze jako wódz watahy zbrojnej, a potem jako jedynowładca zjednoczonych plemion huńskich. Trzeci tom jest kumulacją wszystkich wyrzeczeń, na które zdecydował się Attyla, pokazem jego kunsztu strategicznego, a także dyplomatycznego. Jest też wyrazem jego znienawidzenia Cesarstwa, zarówno Wschodniego, jak i Zachodniego. To także opis samego Cesarstwa, jego mieszkańców, miejscowości mniejszych i tych największych (ze szczególnym uwzględnieniem Konstantynopola – Nowego Rzymu).

Autor uchwycił w swej narracji moment przerażenia Rzymian, którzy targani wewnętrznymi problemami, narażeni byli na zewnętrzne niepokoje. Na morzu obawiali się rosnących w siłę Wandalów, którzy odcięli ich od „spichlerza”, którym od czasów Oktawiana Augusta była Afryka. Na zachodzie mocarnie prezentowali się Wizygoci, którzy osiedlili się w Hiszpanii z siedzibą w Tuluzie. No i najgorsze co mogło ich spotkać – notoryczne wypady prawdziwie barbarzyńskich, w ich oczach szybkich jak błyskawica, brutalnych, a dla większości z nich zupełnie nieznanych koczowników Hunów, pod wodzą pałającego zemstą i zniszczeniem Attyli.

Powieść Attyla. Wyrok podzielono na trzy części: Gniew, Miasto ze złota i Ostatnia bitwa. Kończy ją epilog zatytułowany Świat, który był zgubiony i wygrał. W tych częściach opisano najniebezpieczniejsze czasy dla Cesarstwa Rzymskiego, okres największych zawirowań militarnych z groźnymi i nieprzewidywalnymi Hunami. Są to zatem lata 448-455 r. n.e. oraz – co było zamysłem autora próbującego przedstawić upadek zachodniego Cesarstwa – rok 476, kiedy to młodziutki Romulus Augustulus pozbawiony został tronu cesarskiego przez Odoakera. Cesarstwo Rzymskie przestało istnieć w takiej formie, w jakiej było znane przez dwanaście wieków. Teraz to tylko wschodnia część wielkiego imperium pieczołowicie dawała się poznać światu jako ostatni bastion ρωμιοσύνη.

Narracja trzeciego tomu książki W. Napiera wyraźnie zmierza w kierunku ukazania dziejów kontaktów huńsko-wschodniorzymskich. Ponieważ autor aspirował do oddania jak największej ilości faktów historycznych, i w tym przypadku nie mija się z prawdą. Attyla pragnący umocnić się na arenie dziejowej i pokazać jako zawzięty wróg Rzymu, wpierw chciał rozprawić się z Konstantynopolem. W umyśle wodza huńskiego pierwszą rolę grały zniszczenie Rzymu i pamięć o destrukcji prawdziwie znienawidzonej Rawenny, w której, wedle treści pierwszego tomu, miał przebywać na dworze cesarskim za dziecięcych lat.

Po zrównaniu z ziemią terytorium bizantyjskiego (a nawet oblężenia masywnych murów samego miasta Konstantyna), w wyniku zawiłości dyplomatycznych Attyla wzbogacony o trybut, wyrusza na podbój Zachodu. Tutaj przechodzi po zamarzniętym Renie i niszczy liczne największe miasta Galii. Bierze udział w „bitwie narodów”, jak zwykło się określać wielką batalię na Polach Katalaunijskich w 451 r. Po porażce, wraca, tym razem wprost na Italię, w kierunku na Rzym. Odstępuje od zniszczenia stolicy znienawidzonego imperium i powraca na rodzime tereny, gdzie rok później umiera podczas własnej nocy poślubnej.

W. Napier nie zapomina też o stronie rzymskiej. Na piedestał zostaje wyniesiony Aecjusz, ówczesny głównodowodzący armią zachodniorzymską, a także jemu podwładni ludzie. Są to postacie zarówno autentyczne, jak i fikcyjne, które zostały wymyślone na potrzeby powieści. Aecjusz na kartach książki traktowany jest, jako istny, i jedyny, zbawca Rzymu, ostatnia ostoja Romanitas, wzór starych republikańskich ideałów. Wykłute w historiografii określenie go jako „ostatniego Rzymianina”, w książce Napiera rozbrzmiewa nowym echem.

Tak jak w dwu pierwszych tomach, narratorem historii jest Priskos z Panium (w trylogii określany jako nauczyciel Aecjusza). O dziwo, to postać fikcyjna 1. Jak wspominałem wcześniej, W. Napier tworząc powieść, starał się trzymać faktów historycznych, ale nieco naginał je, aby jego historia nabrała kolorytu potrzebnego do lepszego odbioru przez czytelnika. Cóż, i teraz licentia poetica usprawiedliwiła autora. Na jej krab trzeba zrzucić również i zawiłości w konstrukcji postaci Priskosa. Ale czy wolność twórcza zawsze zwalnia autora tekstu od popełniania wpadek, tym bardziej, gdy przykłada się dużą wagę do faktów historycznych, drobnych szczegółów, które zlepione w całość tworzą realistyczny obraz minionych wieków, wydarzeń i faktów? U Napiera niestety licentia poetica nie przykryje ochronnym parasolem wyraźnych uchybień merytorycznych czy nawet stylistycznych. Ale może po kolei.

Autor recenzowanego tomu będący najpewniej pod wrażeniem barwnych opisów Hunów w licznych źródłach późno antycznych, podobnie jak ich autorzy, dał się chyba ponieść fantazji. Pisał m.in., że na głowach wojowników widoczne były liczne „przepalania”, które miały uniemożliwić porost włosów 2. Podobnie rzecz się ma w kwestii tatuaży na ciele koczowników. Faktem jest ich występowanie, ale czy miałyby one wyobrażać runy 3? Idźmy w swych uwagach dalej.

W. Napier ponownie przesadza, gdy traktuje boga Odyna jako opiekuna plemion germańskich, ze szczególnym uwzględnieniem Wizygotów. Przypomnieć należy, że akcja rozgrywa w połowie V w. n.e., a zatem nie czas, by mówić o nordyckim Odynie. Winno się mówić raczej o Wotanie/Wodanie, który był pierwowzorem najwyższego boga Skandynawów 4.

Innym razem W. Napier pisze o hebrajskim demonie Secie, co jest nieprawdą. Set był jednym z główniejszych bóstw egipskich 5. Gdzie indziej autor chyba przesadził, pisząc o dzwonach kościelnych bijących na alarm w jednym z miast przygranicznych w Rzymie 6. Nieznaczną wpadką autora okazało się też napisanie, że „od wieków” mieszkańcy przekraczali bramę cmentarza w Konstantynopolu 7. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby w książce opisywane były, np. dzieje miasta w VII w. Tymczasem to lata 40. V w., a zatem ponad 100 lat od założenia stolicy nad Bosforem przez cesarza Konstantyna.

Nie bez uwagi muszą zostać informacje serwowane przez W. Napiera w przypadku uzbrojenia armii. Na ten przykład twierdzi on, że Wizygoci używali dwuręcznych mieczy 8. W trakcie jednej z batalii konnej, gdzie uczestniczą jeźdźcy wizygoccy, a dowidzi nimi sam Aecjusz, W. Napier napisał, iż (Aecjusz) spiął ostrogi 9. Drobiazg to, ale istotny, ponieważ armia rzymska w V w. owszem, używała ostróg, ale pętelkowych, nienadających się do szarży. Tymczasem Aecjusz pędząc kłusem, porwał się na galop.

Kiedy w książce pojawia się opis ludów, które wraz z Attylą parły w 451 r. na rzymski zachód, możemy przeczytać, że wśród hord sarmackich, germańskich i innych, pojawiają się wymienieni z etnonimu… Morawianie 10! Nie obyło się też bez innych wpadek. Między innymi wynikających z anachronizmu polegającym na tym, że w czasach V w. w usta swych bohaterów rozmawiających akurat o specyficznych przydomkach barbarzyńskich (polemika między cesarzem Teodozjuszem a Aecjuszem), Napier wkłada informacje, których nie mogli znać 11.

Uwagę zwraca też to, w jaki sposób autor określał plemiona pochodzenia germańskiego (Teutonowie) 12. Rzecz jasna ma to swoje odzwierciedlenia dziejowe, gdyż plemię germańskich Teutonów istniało. Zniknęło ono jednak w pomrokach dziejów już w pierwszych latach nowej ery. Mianem „Teutonów”, zwłaszcza w średniowieczu, określano Niemców, a „teutońskim” to, co niemieckie 13.

I ostatnia uwaga natury merytorycznej. Dlaczego skandynawskim imieniem, a przynajmniej nawiązującym do takowego, autor obarczył wojownika wizygockiego? Ma to miejsce w przypadku jednego z fikcyjnych bohaterów imieniem Jormunreik 14.

Nie obyło się też od lapsusów językowych, stylistycznych a nawet ortograficznych. Autor kilkakrotnie używa w przypadku wsi gospodarek rolnych sformułowania „farma”. Czy aby to pasuje do prowincji rzymskiej? Padły też takie zwroty jak: „stalowa maszyna do mięsa” opisująca potęgę ciężkiej jazdy. Jak widać, niezbyt to efektowne stylistycznie.

Brak stylu, a wręcz anachronizm, widać w zwrocie „babcia z ciastkiem i nalewką”, którą użył dowódca karcący swych podwładnych za opieszałość w wykonywanych rozkazów. Pytanie do tłumacza: dlaczego zapisano małymi literami nazwę geograficzną „Las Teutoburski” 15? Nie trzeba wszak przypominać, że było to miejsce jednej z najważniejszych bitew w dziejach Rzymu. Podobnie jest w przypadku „Lasu Karbonaryjskiego” 16. No i na koniec zapowiedziany wcześniej lapsus ortograficzny. Przez całą książkę pierwszą żonę Attyli zapisywano „Hereka”, a tu nagle na samym prawie końcu pada imię zapisane „Chereka” 17.

Mimo wykazanych wyżej uchybień, trzeci tom powieści W. Napiera czyta się z zapartym tchem. Dwukrotnie pisałem na temat atutów brytyjskiego pisarza 18, z których na pierwszym planie jest mistrzowskie ujęcie człowieczeństwa, cech charakteru postaci, wybitne i bardzo realistyczne opisy środowiska w jakim żyli ludzie późnoantycznego Cesarstwa Rzymskiego.

Z idealną dokładnością autor przelewa na papier obrazy miast, szczególnie Konstantynopola w czasach oblężenia huńskiego i heroicznej obrony stolicy przez Aecjusza. Zwracają też uwagę niesamowicie efektownie przedstawione sceny batalistyczne, sceny walk pojedynczych bohaterów, a także trudy działań zbrojnych obydwu walczących ze sobą stron. Do tego opisy fauny, flory i klimatu pozwalają czytelnikowi wejść niemal fizycznie w przedstawiany świat.

Trzeci tom jest klarownie ułożony. Co prawda ma się wrażenie przesytu informacji na temat oblężenia Wiminancjum – strażnicy rzymskiej nad Dunajem, z której cudem uratowali się czołowi bohaterowie recenzowanego tomu, a także oblężenia Konstantynopola. Na oba te, bądź co bądź, piorunujące wydarzenia, autor poświęcił za dużo uwagi. Ma się też pewien niedosyt w przypadku wydarzeń mających miejsce już podczas kampanii galijskiej roku451, a już na pewno kampanii italskiej z 452 r.

Zresztą w książce narracja została tak sformułowana, że ma się odczucie, że obie te kampanie nastąpiły jedna po drugiej, bez chwili wytchnienia dla rozbitej armii huńskiej na Polach Katalaunijskich. A przecież to minął okrągły rok, zanim Attyla zdecydował się ruszyć na Rzym. Rozczarowuje sama scena spotkania Attyli z papieżem Leonem I, któremu przypisuje się niemalże boską ingerencję w kwestii zawrócenia Bicza Bożego z Italii do jego siedzisk nad Cisą. Historia ta kończy się śmiercią głównych bohaterów wydarzeń. Umiera Attyla – u W. Napiera zabity przez swoją burgundzką nową żonę. Pada martwy Aecjusz zasztyletowany na zlecenie cesarza Walentyniana IV. I wreszcie ginie sam cesarz, którego mordują najpewniej żołnierze służący pod Aecjuszem. W tekście to szybko umyka i są to mało zapamiętane sceny. Szkoda.

Ostatnia część trylogii W. Napiera to dobra książka. Jej atutem są umiejętności zarówno pisarskie, jak i też faktograficzne samego autora. Starał się on bowiem w jak najprawdziwszym świetle pokazać te doniosłe czasy, które pociągnęły za sobą moc wydarzeń, ze szczególnym uwzględnieniem upadku Rzymu. Cechą pozytywnie wpływającą na recenzowaną powieść jest to, że jej akcja rozgrywa się w takich czasach, że dotyka takich ciekawych osobistości jak Attyla i Aecjusz. Obie persony – niebywale intrygujące, powodujące wszędzie burzę dysput oraz sytuację nieczęsto spotykaną, tj. chęć wzorowania się na nich i wyłuskiwania tych cech – możemy za pozytywne. Dwa pierwsze tomy z cyklu o Attyli robiły wrażenie. Tom trzeci nie rozczarowuje i jest pięknym zakończeniem historii stworzonej przez Williama Napiera.

1 Tę kwestię miałem okazję rozwinąć w mojej recenzji pierwszego tomu w 2010 r.: http://historia.org.pl/2010/09/21/attyla-w-napier-recenzja/
2 Zob. s. 22; wystarczy sięgnąć do jednego z barwnych opisów fizjonomii Hunów, np. do Jordanesa, który wyraźnie podaje, iż nacinali twarze nożami młodym chłopcom, by w przyszłości nie wykuwał się im zarost (Getica, III, 127-128).
3 Zob. s. 146, 193; Hunowie już od drugiej połowy IV w. mieli ścisły kontakt z plemionami pochodzenia germańskiego, ale żeby w swych rytualnych tatuażach umieszczali runy, pismo, którego zupełnie nie znali? Rzecz bardzo ciekawa, a wręcz mało prawdopodobna, nawet jeśli określać ją można było jako „literackie podkoloryzowanie” strasznych wojowników.
4 Zob. s. 211, 492; dwa razy o Odynie oraz dwa razy w przypadku opiekuna Wizygotów. Dwukrotnie informacja trafiona jak kulą w płot. Rzecz jasna na miejscu Odyna (Odínn), czyli skandynawskiego – wczesnośredniowiecznego boga winno się w V w. mówić o Wodanie (Wotanie). To już ustalono. H. Wolfram wyraźnie odrzuca tezę jakoby ludy gockie kiedykolwiek kultywowały Wodana. Powołuje się tutaj na trafne przykazanie Karla Helma „nie wymyślaj żadnych nowych bogów”; zob. H. Wolfram, Historia Gotów, Warszawa Gdańsk 2003, s. 463, przyp. 121.
5 Zob. s. 191; nota bene, w języku hebrajskim „Set” to „Szet”.
6 Zob. s. 34; dzwony jako takie pojawiły się co prawda w ciągu V w. w Italii i Galii i używano ich do celów obrzędowych, ale dopiero w VII w. za pontyfikatu papieża Sabiniana zaczęto używać dzwonów do celów kościelnych i traktowane były one tak, jak dzisiaj i najpewniej tak jak Autor miał na myśli pisząc o nich w swej powieści.
7 Zob. s. 370.
8 Zob. s. 292; to absurd, gdyż co najwyżej mogli władać spathami, gdyż oręż ten wygodny był w użyciu przez jeźdźców, których liczba u Wizygotów była znaczna.
9 Ibidem;
10 Zob. s. 453; kogo W. Napier miał na uwadze? Czyżby Morawian z VII w.? Absurd!
11 Zob. s. 418; gdzie mowa jest o Eryku Krwawym Toporze, który był królem Norwegii w IX w.
12 Zob. s. 185 i in.
13 Zob. na ten temat S. Weinfurt, Niemcy w średniowieczu 500-1500, Warszawa, s. 69.
14 Zob. s. 10 i in.; Jormunreik (staronordyckie Jörmunrek(kr)) to imię jakie nosił w źródłach skandynawskich (patrz Edda poetycka) Hermanaryk, król Greutungów (Ostrogotów), który ok. 375 r. utracił władzę nad swym plemieniem w wyniku podboju huńskiego. Zabieg literacki jaki dokonał W. Napier przypomina nieco ten w odniesieniu do Odyna, o którym wspominałem wcześniej. Różnic jest jednak w tym, że tu pada konkretnie brzmiące po nordycku imię. Nie uważam tego za słuszność. Nota bene, jego kompan w boju czyli Walamir nosi imię jednego z władców ostrogockich z rodu Amalów z czasów Attyli.
15 Zob. s. 449.
16 Zob. s. 455.
17 Zob. s. 527.
18 Zob. przyp. 1 oraz recenzję mojego autorstwa z 2011 r. drugiego tomu: http://historia.org.pl/2011/03/23/attyla-n...apier-recenzja/.

Naturalnie, oryginał recenzji dostępny jest do przeczytania na portalu www.historia.org.pl w dziele RECENZJE.

vapnatak

Ten post był edytowany przez Vapnatak: 26/10/2012, 10:14
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej