Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
5 Strony « < 3 4 5 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Armia rzymska w IV-V w.,
     
munitalp10
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.117
Nr użytkownika: 45.305

Zawód: BANITA
 
 
post 21/10/2013, 18:03 Quote Post

"Tak czy siak, jeśli Radagais miał ok. 20 tys. żołnierzy..." Skąd bierzesz taką liczbę? a już wiem Heather, no cóż jeżeli jego proporcje są dobre i stosunek mężczyzn do kobiet, starców i dzieci jest 1:4, a Zosimos podaje ok. 400tys. ludzi, to stan wojsk Radagajsa powinien wynieść ok. 80-100tys. wojowników i co? też tak mogę spekulować smile.gif Były to siły jak najbardziej wystarczające, aby ściągnąć posiłki znad Renu, bo 30 jednostek wojskowych, nie wystarczało do jego rozbicia, plus sprzymierzeńcy.

Ten post był edytowany przez munitalp10: 21/10/2013, 18:08
 
User is offline  PMMini Profile Post #61

     
Kakofonix
 

Unregistered

 
 
post 21/10/2013, 18:07 Quote Post

QUOTE(munitalp10 @ 21/10/2013, 18:03)
"Tak czy siak, jeśli Radagais miał ok. 20 tys. żołnierzy..." Skąd bierzesz taką liczbę? a już wiem Heather, no cóż jeżeli jego proporcje są dobre i stosunek mężczyzn do kobiet, starcó i dzieci jest 1:4, a Zosimos podaje ok. 400tys. ludzi to stan wojsk Radagajsa powinien wynieść ok. 80-100tys. wojowników i co? też tak mogę spekulować smile.gif Były to siły wystarczające, aby ściągnąć posiłki znad Renu bo 30 jednostek wojskowych, nie wystarczało do jego rozbicia.
*



Te 30 numerii to nominalne 15-30.000. Czyli powiedzmy 20.000 żołnierzy. Trochę mało jak na co najmniej 20.000 doświadczonych Gotów. Wszyscy pamiętali jak pod Adrianopolem wyglądało starcie podobnych sił ...
 
Post #62

     
munitalp10
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.117
Nr użytkownika: 45.305

Zawód: BANITA
 
 
post 21/10/2013, 18:20 Quote Post

stąd możemy wywnioskować, że możliwości mobilnej armii rzymskiej wynosiły ok. 30-40 tys comitatenses/palatinae. Pamiętajmy, że pod Adrianopolem Goci mieli dwa lata praktyki w walce z rzymianami i dostęp do ich uzbrojenia.
Samych Gotów w 376 roku miało być według Eunapiosa 200tys., a Wandalów według biskupa Wiktora z Wity w 429 roku 80tys. Z tym, że Wandalowie byli już po 29 letniej tułaczce.


Ten post był edytowany przez munitalp10: 21/10/2013, 18:54
 
User is offline  PMMini Profile Post #63

     
Kakofonix
 

Unregistered

 
 
post 21/10/2013, 18:29 Quote Post

QUOTE(munitalp10 @ 21/10/2013, 18:20)
stąd możemy wywnioskować, że możliwości mobilnej armii rzymskiej wynosiły ok. 30-40 tys comitatenses/palatinae. Pamiętajmy, że pod Adrianopolem Goci mieli dwa lata praktyki w walce z rzymianami i dostęp do ich uzbrojenia.
*



Jak Ci wyszło te 30-40.000, skoro było tam 30 numerii, a każdy z nich liczył nominalnie 500-1000 żołnierzy.
 
Post #64

     
munitalp10
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.117
Nr użytkownika: 45.305

Zawód: BANITA
 
 
post 21/10/2013, 19:14 Quote Post

podaje za Jones, The later Roman Empire, A social,Economic and Administrative Survey, Oxford 1964. Przyjmując, że limitanei/ripenses 3tys. a comitatenses/palatini po 1000 żołnierzy, Z tą górną granicą to trochę a priori, ale powiedzmy te 30tys. Trzeba sprawdzić z Notitia.
Ile Ci wyszło jednostek dla "Intra Italiam"*?
*Chodzi mi o te in praesenti occidentis

Ten post był edytowany przez munitalp10: 21/10/2013, 21:19
 
User is offline  PMMini Profile Post #65

     
Eamr
 

Bojowa Gęś Wizygocka z Setidavy
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.532
Nr użytkownika: 39.134

 
 
post 22/10/2013, 21:34 Quote Post

QUOTE(munitalp10 @ 21/10/2013, 18:03)
"Tak czy siak, jeśli Radagais miał ok. 20 tys. żołnierzy..." Skąd bierzesz taką liczbę? a już wiem Heather, no cóż jeżeli jego proporcje są dobre i stosunek mężczyzn do kobiet, starców i dzieci jest 1:4, a Zosimos podaje ok. 400tys. ludzi, to stan wojsk Radagajsa powinien wynieść ok. 80-100tys. wojowników i co? też tak mogę spekulować smile.gif Były to siły jak najbardziej wystarczające, aby ściągnąć posiłki znad Renu, bo 30 jednostek wojskowych, nie wystarczało do jego rozbicia, plus sprzymierzeńcy.
*


Gdzieś na forum jest temat, w którym analizowaliśmy różne takie liczby (tzn. przede wszystkim analizował Lanciarius) dotyczące liczebności armii rzymskiej. Poszukam i zalinkuję odpowiednie posty. Brać jak leci liczby z Zosimosa to nie jest najlepsze rozwiązanie smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #66

     
munitalp10
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.117
Nr użytkownika: 45.305

Zawód: BANITA
 
 
post 24/10/2013, 12:36 Quote Post

QUOTE(Theodorus @ 29/12/2004, 21:10)
Od III w ne postępowała degeneracja jakościowa w armii rzymskiej. Ze względu na koszty uzbrajano gorzej, lecz większą liczbę. Barbarzyńcy zaczynali w tym momencie dorównywać swym uzbrojeniem rzymianom (przy obniżonym standarcie). Z tegoż to powodu kawaleria (szczególnie ciężka), która skuteczniejsza była przeciw lekkozbrojnym zaczęła odgrywać coraz większą rolę (później decydującą). Jej ilość ciągle się zwiększała (poczytaj o armiach Belizariusza i Narzesa, wodzów Justyniana).

Pozdro
www.adiutrix.prv.pl
*


Z tym nie mogę się zgodzić, co do kawalerii, zarówno według Jonesa, jak i Treadgolda, jeszcze w V wieku piechota odgrywała dużą, a przynajmniej proporcjonalną rolę, niemniej w VI w. jazda miała już przewagę.


QUOTE(Krastynus @ 12/04/2005, 21:07)
A chcialem zapytac madrzejszych od siebie -
1. Czy armie (nolens volens - legiony) rzymskie z tego okresu mialy podobna do tych z wiekow poprzednich strukture (kohorty, manipuly, centurie), podobne stopnie wojskowe (kolejne "poziomy" centurionow, trubuni, legaci, itp.), czy tez uleglo to rowniez zmianie?

2. Czy nadal pielegnowane byly :"stare" tradycje, czy funkcje legionowe - te dotyczace insygniow jednostek, orlow, i wszystkich "funkcyjnych"? Czy tez moze wsyztsko zaczelo tonac w zalewie barbarzynskiej nicosci?

3. Czy istotnej zmianie ulegla doktryna toczenia bitew, potyczek (chodzi mi o uzycie formacji, czy generalnie "filozofie" bitew)?

Serdecznie dziekuje za uwage i ewentualne odpowiedzi - Krastynus
*


1. Struktura podobno uległa w pewnym stopniu zmianie. Po pierwsze legiony zostały pomniejszone do 1000 żołnierzy, po drugie zmieniły się stopnie oficerskie, jednak ta zmiana nie miała większego znaczenia i dotyczyłą jednostek specjalnych, jak auxilia, pseudocomitatenses, jak i jednostek jazdy vexillationes, czy cunei. Pojawiają się min. stopnie ducenariusza, czy centenariusza.
2. Stare tradycje nadal obowiązywały, legiony były po prostu mniejsze. Choć przeszczepiano od barbarzyńców pewne zachowania, jak chociażby okrzyk barritus. Sztandary, orły legionowe pozostały.
3. Jakieś istotnej różnicy nie było, legiony walczyły w zwartym szyku wspierane przez kawalerię. Niewątpliwie oddziały przygraniczne limitanei/ripenses, były w nieco gorszym stanie niż np. comitatenses czy palatini, tzn. gorzej wyekwipowane. Zmieniło się także uzbrojenie, jednak armia manewrowa, zachowała swoje właściwości. Armia mobilna przetrzymywana była głównie w miastach. stąd większą rolę zaczęła odgrywać jazda.


QUOTE(konfederat @ 19/09/2005, 16:06)
QUOTE
W masie całego wojska nie aż tak liczną. Nadal przytłaczająca masa to piechota.

Na początku 4 w jazda stanowiła ok 25% całości armii w piątym wieku już ok 40%,zakładając że limitanei kładały się w większości z piechoty i stanowiły ok 2/3 całości armi,to udział jazdy w comitatenses które były ruchomymi odwodami, musiał być dość znaczny.
*


W VI wieku w odróżnieniu do V te proporcje na rzecz jazdy były jeszcze większe, z tym, że według badaczy, te 40% przez ciebie podane charakteryzowało raczej wojska przygraniczne, w armii manewrowej stosunek w IV/V wieku nadal wynosił około 20-30 %


QUOTE(Sewer @ 22/08/2007, 21:58)
Jak się miała sprawa uzbrojenia ochronnego w V i IV w. Dokładnie chodzi mi o ciężkozbrojną piechotę. Kolczuga pewnie była na wyposażeniu powszechnym. Ale można zobaczyć np. na płaskorzeźbie Honoriusza jeszcze kirys. Ale najbardziej ciekawi mnie powszechność pancerza łuskowego (lorica squamata).  I czy tylko najbogatsi mogli sobie na to pozwolić ??

user posted image
*


Na pewno na lorica squamata mogły sobie pozwolić bardziej elitarne jednostki, jak auxilia palatinae czy schola palatinae. Powszechna w użyciu była także lorica hamata.


QUOTE(MikoQba @ 10/09/2007, 13:55)
Zgadzam się, jednak warto zauważyć, że dopóki armie rzymskie były wyszkolone i zdyscyplinowane według wczesnocesarskich standardów(to jest mniej więcej do końca panowania Sewerów), porażki zdarzały się bardzo rzadko.
Do Konfederata. Nie zgadzam się że piechota w IV wieku wyszkolona według standardów z czasów Flawiuszy nie poradziła by sobie z najazdami w tym okresie z uwagi na małą mobilność. Pamiętajmy że barbarzyńskie plemiona w tym okresie , wcale tacy mobilnii nie byli, bo wyjąwszy franków wyruszali zazwyczaj na wyprawy obciążeni taborami i rodzinami.

*


Z tymi rodzinami, taborami trochę przesada, ale z resztą Twojej wypowiedzi zgadzam się.


QUOTE(Antonius @ 11/09/2007, 19:32)
Pamiętam, że swojego czasu na forum, na które link podał MikoQba założyłem topic o armii rzymskiej, artylerii i konnicy w okresie późnego cesarstwa, i opinie były raczej jednogłośne, armia rzymska w omawianym okresie wcale nie była taka słaba jak chce tego wiele osób, a pogląd o jej rzekomej bezużyteczności ten należałoby gruntownie zlustrować. Oto i moje zdanie na ww. temat:

Twór jaki powstał po reformach Dioklecjana i Konstantyna, w niczym nieomal nie przypominał armii, dzięki, której Oktawian pokonał Marka Antoniusza pod Akcjum. Do istnienia powołana została zupełnie nowa struktura. W miejsce legionu liczącego około 6000 ludzi, powstały znacznie mniejsze formacje. Legiony którymi dowodził Julian Apostata, liczyły około 1000-1 500 ludzi. Wynikało to ze zmniejszenia skali działań, wielkości prowincji, oraz usprawnienia logistyki i aprowizacji w mniejszych legionach.  Armia dzieliła się na dwa podstawowe typy formacji. Oddziały limitanei, których celem była obrona granic, zajmowały przygraniczne forty, znajdowali się pod komendą zarządcy prowincji zwanego dux. W czasach pokoju pełnili funkcje milicyjne, patrolując prowincję. Ich liczebność nie pozwalała im na samodzielną walkę z agresorem zewnętrznym. Gdy więc dochodziło do najazdu, zamykali się w przygranicznych kasztelach, aby spowolnić lub zatrzymać pierwsze uderzenie.  Jednostkami, które miały wyprzeć wroga z terenów podległych Rzymowi, były formacje comitatenses. Dzięki niewielkim rozmiarom oraz faktowi, iż nie były przydzielone do żadnej konkretnej prowincji jednostki te mogły zostać, przynajmniej w teorii, rzucone w dowolny rejon imperium. Przypominały więc antyczny rodzaj sił, które współcześnie nazwalibyśmy wojskami szybkiego reagowania. Liczba oddziałów comitatenses na terenie całego imperium była najprawdopodobniej mniejsza niż limitanei, według Dupuyów stanowili oni jedną trzecią w stosunku do formacji obrony pogranicza. Dlatego też w razie, gdy ich siła okazała się niewystarczająca, przydzielano im do pomocy dodatkowe jednostki z formacji limitanei, zdarzał się, iż jednostki takie stawały się oddziałami mobilnymi już na stałe, przyjmowały wówczas miano pseudocomitatenses.  System szybkiego przerzucania jednostek z jednej prowincji do drugiej powodował zanik stałych garnizonów. Dochodziło więc do sytuacji, w której mieszkańcy danego miasta musieli zapewnić dach nad głową, żołnierzom akurat okupującym dany region.
Istnienie tych dwóch paralelnych względem siebie formacji powodowało częste konflikty między ich żołnierzami. Służący w formacjach pograniczna żołnierze, zazdrosnym okiem patrzyli na swych towarzyszy z jednostek polowych. Wiązało się to z wyższym żołdem, jaki ci otrzymywali, większym prestiżem, oraz krótszym czasem służby, który w ich wypadku wynosił nie 24 jak u limitanei, a 20 lat.
Wprowadzenie reformy wojskowej nie zlikwidowało permanentnego problemu z niedoborem rekrutów, na jaki cierpiało cesarstwo. Niechęć do służby była tak wielka, iż aby uniknąć werbunku, przyszli poborowi obcinali sobie kciuki, by nie być zdolnymi do władania mieczem. Cesarze prześcigali się w pomysłach na temperowanie takich postaw. Konstantyn nakazał ludziom uchylającym się od służby wojskowej, podjąć pracę publiczną. Walentynian w roku 386 nakazał palić ich żywcem, zaś Teodozjusz uznał, iż mimo wszystko są oni zdolni do służby i przyjmował dwóch okaleczonych w miejsce jednego zdrowego.
Nawet tak surowe postępowanie nie było w stanie zlikwidować defetyzmu, oraz zapewnić stałego dopływu rekruta. Istotnym elementem stały się więc oddziały barbarzyńców. Służyli oni zarówno w wydawałoby się rdzennie rzymskich formacjach, jak i specjalnie tworzonych jednostkach foederatii, dowodzonych przez barbarzyńskich wataszków, oraz walczących na styl szczepy, z którego pochodzili. Lawinowy wzrost liczby barbarzyńców w szeregach rzymskich wynikał też z faktu, iż coraz większy odsetek z nich osiedlał się na terenach rzymskich, przyjmując miano laeti, oraz zobowiązując się do służby wojskowej. Nieprawdą, z którą niestety często możemy spotkać się w starszej historiografii, jest iż barbarzyńcy byli żołnierzami bardziej skorymi do zdrady niż Rzymianie. Czuli się, bowiem, związani ze swymi dowódcami oraz cesarstwem, które zapewniało im wyżywienie i utrzymanie.
Armia szybkiego reagowania, która powstała nie była jednolita. Oddziały piechoty co prawda wciąż stanowiły większość, jednak była to tendencja spadkowa. Nieprawdą jest bowiem, iż Rzymianie właśnie w oddziałach pieszych pokładali największe zaufanie. Charakterystyczny dla armii cesarstwa późnorzymskiego był jej mieszany charakter. Obok oddziałów ciężkozbrojnych legionistów w armii służyli także żołnierze konni i artylerzyści.
Jazda rzymska nie była, podobnie jak cała armia, jednolita. Można ją podzielić na lekką i ciężką, oba typy formacji liczyły po około pięciuset jeźdźców. Oddziały lekkie, których nazwy często zależały od regionu, z jakich je rekrutowano, miały za zadanie głównie osłaniać kolumny marszowe, oraz dokonywać zwiadu. Oddziałom ciężkim natomiast w udziale przypadała głównie walka na polach bitew. Najbardziej znaną, choć nie najliczniejszą jednostką konną była formacja katafraktów, pierwsza jednostka tego typu została powołana do istnienia w II wieku n.e. przez cesarza Hadriana, nosiła nazwę Ala I Gallorum et Pannaniorum cataphracta  i była najprawdopodobniej wzorowana na partyjskiej formacji tego typu. Całe ciało katafrakty było osłonięte pancerzem, najczęściej była to zbroja składającą się z metalowych płytek ściśle do siebie przylegających, lub też kolczy. Podobnie opancerzony był koń jeźdźca, co dawało mu doskonałą ochronę, jednak powodowało, iż zwierzę szybko się męczyło, lub nawet padało z wysiłku. Podstawową bronią używaną przez katafraktów był najprawdopodobniej kontus, długa na ok. 3,65 m. włócznia trzymana oburącz. Obok katafraktów w armii późnego antyku istniała formacja klibanariuszy (nazwa pochodzi od pieca żelaznego). Trudno jest określić, jaka była różnica między nimi, a katafraktami. Możliwe iż byli specjalnie wyselekcjonowaną jednostką elitarnej, pancernej konnicy, lub też ich przeznaczenie na polu bitwy było inne, zwalczali konnicę, podczas gdy katafrakci wiązali walką piechotę. Wsparcie szarżującej konnicy, oraz broniącej się piechocie zapewniali konni łucznicy zwani equites sagitarii lub też, gdy ich rumaki były opancerzone sagitarii clibanarii. Konni zarówno z formacji ciężkich jak i lekkich chociaż nie posiadali strzemion, pewne oparcie w siodle zawdzięczali tzw. „rogatym siodłom”, które utrudniały upadek z konia dzięki czterem rogom z każdej strony siedziska, podtrzymującym jeźdźca w miejscu. 
Swą niewielką liczebność na polach bitew armia rzymska nadrabiała przewagą technologiczną. Artyleria stała się podstawą ówczesnej armii. Łucznicy, oszczepnicy                     i procarze mogli stanowić nawet połowę wojsk pomocniczych.  Do tego należy doliczyć jeszcze sporą liczbę machin miotających takich jak skorpiony, onagery, czy ballisty, występujące być może nawet w liczbie kilkudziesięciu na legion.  Innowacją były też pierwsze egzemplarze ręcznych kusz, zwanych manuballistami.  Niestety nie wiemy na ile taka broń była skuteczna.
Prócz wyżej wymienionych typów formacji istniało wiele różnych jednostek, których przeznaczenia nie do końca możemy być pewni. Ich nazwy, oraz symbole bardzo często podaje Notitia Dignitatum, dzieło będące nieocenioną pomocą w rekonstrukcji systemu wojskowego Rzymu. Możemy dzięki niej odtworzyć nazwy wielu formacji operujących w Galii w okresie niewiele późniejszym niż nas interesujący. I tak na obszarze Galii znajdowało się cztery vexillatio palatina, czyli jednostki elitarnej konnicy, osiem vexillatio comitatense - konnica polowa, jeden legio palatina – elitarny legion, piętnaście auxilia palatina – elitarnych, pieszych regimentów pomocniczych, dziewięć legionów comitatenses, oraz dwadzieścia jeden pseudocomitatenses. Całością tych sił dowodził urzędnik wojskowy   w randze magister equitum.
Przy okazji omawiania rodzajów formacji konnych, poruszona została kwestia ich uzbrojenia, nie nakreśliłem jeszcze natomiast aspektu rynsztunku bojowego pozostałych oddziałów. Uzbrojenia dostarczało trzydzieści pięć zakładów rozsianych po całym imperium, zwanych fabricae.  Podstawową bronią do walki wręcz był miecz typu spatha, podobny do wcześniej używanego gladiusa, jednak nieco dłuższy, a przez to lepiej nadający się do walki  z konnicą. Bronią do zwalczania jazdy, odgrywającej coraz większą rolę na polu walki, stało się będące rodzaj włóczni spiculum. W miejsce pilum zaczęto stopniowo wprowadzać plumbatae, rodzaj ciężkich rzutek, których zasięg skuteczny wynosił 30 metrów, maksymalny zaś ok. 65. Ich nośność była, więc o wiele większa niż w przypadku pilum. Legionista mógł też mieć ich więcej, bo aż pięć przymocowanych do wewnętrznej strony tarczy. W skład uzbrojenia ochronnego wchodziła tarcza owalna, która w przeciwieństwie do wcześniejszego scutum była o wiele rzadziej wypukła. Wśród pancerzy wciąż najpopularniejsza była lorica hamata, czyli zbroja kolcza, stopniowo wypierała ją jednak lorica squamata, zbroja łuskowa zapewniająca lepszą ochronę, lecz droższa w produkcji. Hełmy w przeciwieństwie do okresu pryncypatu wyrabiano nie z jednego, a kilku kawałków metalu. Zmniejszało to ich wytrzymałość, ułatwiało jednak produkcję. Ubiór legionisty także uległ pewnej rewolucji. W miejsce caligae, do użytku weszły buty zakrywające całą stopę. Upowszechniły się także spodnie, oraz tuniki z długim rękawem.
Obrona granic, oraz dowodzenie przeciwuderzeniami przypadło w udziale oficerom różnego szczebla. Już od czasów Marka Aureliusza obywatele stanu senackiego stanowili     w armii malejący odsetek. Ich miejsce wypełniali ekwici, oraz oficerowie pochodzenia barbarzyńskiego dowodzący oddziałami faederatii. Cursus honorum czyli uporządkowana droga kariery, przestała mieć znaczenie, otwarła się możliwość awansu z legionisty na cesarza. Wraz ze spadkiem znaczenia senatorów w armii, spadło znaczenie samego senatu. Podobny proces można zaobserwować w przypadku stolicy, czyli Rzymu.  Cesarze całe swoje panowanie spędzali na ogół przy armii, tam też skupiało się życie polityczne. Była to cena, jaką trzeba było zapłacić za wzrost znaczenia wojska. Poza cesarzami na czele armii stało wielu oficerów. Trudno jest odtworzyć hierarchię kariery wojskowej, jednak istnieje kilka rang, które czuję się zobligowany przedstawić. Najwyższym rangą dowódcą armii polowej był magister militum, przy czym istniał podział na dowódcę konnicy tj. magister equitum, oraz piechoty, czyli magister peditum.  Mimo różnych nazw obie rangi najprawdopodobniej były sobie równe, zaś oficerowie ci niejednokrotnie dowodzili całością wojsk, stacjonujących w regonie, do jakiego zostali przydzieleni. Dowództwo nad oddziałami stacjonującymi na pograniczu znajdowało się w rękach wojskowych z tytułem duces lub też comites. Najprawdopodobniej zanikły stanowiska trybuna i prefekta, ich miejsce zajęli oficerowie zwani prepozytami. Centenarius pełnił funkcję dowódcy setki ludzi,  wyżej od niego w hierarchii stał ducenarius, mający pieczę nad oddziałem liczącym dwustu żołnierzy. Niestety niemożliwe jest dokładne odtworzenie stopni wojskowych poniżej setnika.
Głębokie zmiany, jakie zaistniały w wieku IV były także zauważalne w architekturze obronnej. Zakładano wiele nowych, oraz przebudowywano stare twierdze. Wiele miast, które dotychczas nie musiało troszczyć się o kwestie obronności, opleciono murem.  Było to rozwiązanie konieczne wobec zmian, jakie zaszły. Barbarzyńcy, którzy wcześniej starali się nie zbliżać do rzymskich granic w obawie przed ekspedycjami karnymi ze strony cesarstwa, teraz osiedlali się coraz bliżej limesu, często na przykład w odległości nie przekraczającej dziesięć kilometrów od Renu,  ułatwiało to, bowiem częste wyprawy łupieżcze, będące ich chlebem powszednim. W odpowiedzi inżynierowie rzymscy wznosili twierdze o grubszych    i wyższych murach, otoczone głębszymi fosami o płaskich dnach. Również wieże obronne były konstruowane inaczej niż dotychczas. Przyjmowały kształt koła lub wachlarzu, wysuniętego do przodu tak, aby łatwiej można było ostrzeliwać przeciwnika znajdującego się pod murami. Wały każdego kasztelu wyposażone były w specjalne platformy, na których można było ustawić machiny miotające. Forty wznoszono na planie kwadratu, nie zaś prostokąta, wynikało to z faktu, iż były one mniejsze niż kilka wieków wcześniej, gdyż wojska, które je zajmowały, nie były już tak liczne. Inwestycja w skomplikowane systemy obronne była opłacalna tym bardziej w przypadku kontaktów z barbarzyńcami, że byli oni zupełnie nie obeznani z taktyką zdobywania umocnionych pozycji.  Trudno jest natomiast wskazać czy Rzymianie zakładali obwarowane obozy marszowe podobne do tych, jakie powstawały w okresie wcześniejszym. Spadek jakości żołnierza mógłby wskazywać, że tak nie było, jednak relacje źródłowe potwierdzają inny stan rzeczy. Ammian przy okazji opisywania bitwy pod Strasburgiem wspomina, iż żołnierze Juliana założyli obóz „z wieloma liniami obronnymi utworzonymi z tarcz”.  Mimo jednak, iż jest to cenna informacja, to trudna do zweryfikowania. Jak bowiem miałyby wyglądać takie umocnienia? Trudno wyobrazić sobie, by zamiast drewnianych pali stały wbite w ziemię rzędy tarcz. Nie byłaby to, bowiem skuteczna osłona w dodatku tarcz, które były szczególnie podatne na zmienne warunki atmosferyczne, uległyby łatwemu zniszczeniu.
Ostatnim z aspektów istotnym przy omawianiu problematyki armii późnorzymskiej, jest jej strategia i taktyka. O strategii była już mowa, przy okazji nakreślania podstawowych formacji wojskowych, jednak myśl tam poruszoną należy rozwinąć. Rzymska doktryna prowadzenia wojny na zachodzie polegała na przechwytywaniu i powstrzymaniu rajdów nieprzyjaciela nim dotrą one do terenów zurbanizowanych. W tym celu zastawiano zasadzki na wrogie kolumny marszowe, sięgano po szeroko rozumiane środki dyplomatyczne, od przekupstwa po zastraszanie, aby „przekonać” wodzów plemiennych, iż w ich interesie leży pozostanie na terenach, na których mieszkają. Starano się za wszelką cenę, na ile to było możliwe, unikać walnych bitew, gdyż nawet niewielka porażka zachęcała barbarzyńców do kolejnych ataków,  doskonałym przykładem tego jest nagła wspólna agresja aż siedmiu szczepów alamańskich, zachęconych wcześniejszą niewielką porażką magistra peditum Barbationa.
Jaką taktykę przyjmowała armia, jeśli konfrontacji w polu nie dało się uniknąć? W jej odtworzeniu przydatne okazuje się dzieło Wegecjusza. Armia mogła być uszykowana w kilku formacjach, zależy od tego, jaki był plan działania. Po pierwsze należało uzyskać przewagę terenową, następnie zabezpieczyć sobie skrzydła oddziałami jazdy, lub tez różnego rodzaju przeszkodami sztucznymi bądź naturalnymi. Gdy te warunki zostały spełnione ustawiano żołnierzy w jedną z kilku formacji. Najbardziej popularną był Klin, zwany też „świńską głową”, szyk taki pozwalał na wbicie się w linię nieprzyjaciela, oraz jej przerwanie. Jeżeli jednak nieprzyjaciel był tym, który jako pierwszy uformował klin, żołnierze rzymscy formowali wówczas szyk zwany szczypce, przyjmował on kształt litery „V”, przez co umożliwiał zniwelowanie uderzenia żołnierzy z wysuniętej części klinu. Ostatnią                      z powszechnie stosowanych formacji była „piła” (serra), żołnierze ustawiali się w prostej linii i atakowali szereg nieprzyjaciela. Elitarny, specjalnie wydzielony oddział pojawiał się natomiast w miejscach, gdzie wróg stawiał największy opór, by powstrzymać go, lub też przełamać tam linię nieprzyjaciela.  Armia najczęściej ustawiona była w dwie linie, w razie przerwania pierwszej, opór stawiała druga.  Żołnierze czekali na nieprzyjaciela, aż ten „zmięknie” pod ostrzałem sojuszniczych machin i łuczników. Jeżeli zaś wróg odpowiadał ogniem formowano fulcum, czyli żółwia z tarcz, formację znana już od wieków. Dzięki niej można było zapewnić ochronę własnej piechocie. Z użycia wyszło uszykowanie w formacji acies triplex, czyli wystawianie kohort w trzech liniach, z zachowaniem odstępów między nimi, umożliwiających swobodne manewrowanie na polu bitwy. Krok ten podyktowany był spadkiem jakości żołnierza, oraz wzrostem znaczenia jazdy, którą łatwiej zwalczało się w ciasnej formacji, przypominającej falangę. Gdy już miało dojść do starcia Rzymianie czasem śpiewali pieśń bojową, zwaną barritus. Był to zaśpiew zapożyczony od barbarzyńców. Zaczynał się od niskiego pomruku, po czym narastał w crescendo, efekt taki osiągano poprzez przykładanie tarcz do twarzy, co wzmagało echo.  Niektórzy historycy traktują to jako dowód na powszechną barbaryzację armii. Jednak niewykluczone, iż postawa taka była wynikiem przejęcia od barbarzyńców niektórych elementów zachowania na polu walki. Wszak Rzymianie od zawsze słynęli z umiejętności kopiowania wszelkiego typu zachowań od swych sąsiadów i wrogów, za przykład może posłużyć chociażby kult Mitry, wschodniego bóstwa bardzo popularnego wśród żołnierzy. Może więc barristus był po prostu kluczem do zdobycia szacunku i przewagi psychologicznej nad wrogiem.
.
*


fajnie napisana praca.

Ten post był edytowany przez munitalp10: 24/10/2013, 13:30
 
User is offline  PMMini Profile Post #67

     
Eamr
 

Bojowa Gęś Wizygocka z Setidavy
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.532
Nr użytkownika: 39.134

 
 
post 25/10/2013, 18:14 Quote Post

A propos liczebności armii późnorzymskiej, nieśmiertelny temat pod linkiem:

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=62134&st=225

Tak od mniej więcej od strony 15, a zwłaszcza post nr 233 polecam uwadze.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #68

     
bachmat66
 

vaquero
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.948
Nr użytkownika: 7.402

Dario TW
Stopień akademicki: Juris Doctor
Zawód: wolny
 
 
post 5/11/2013, 16:48 Quote Post

QUOTE(August II Mocny @ 20/12/2004, 8:27)
Słuchajcie-czy moglibyście się podzielić informacjami na temat armii rzymskiej pod koniec cesarstwa-w różnych opisach widziałem że albo się nie zmianił z początków cesarstwa, albo zmieniła się diametralnie
*


W sumie to można by ten okres przesunąć do końca VI spokojnie, a nawet można aż do pojawienia się Islamu ..

Ten post był edytowany przez bachmat66: 5/11/2013, 16:48
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #69

     
kontousuniete220717
 

Unregistered

 
 
post 28/12/2014, 23:34 Quote Post

Nurtuje mnie jedna sprawa- mówicie,że wzrost liczebności jazdy w armii rzymskiej był spowodowany degeneracją jakościową piechoty, a nie wzrostem wartości bojowej kawalerii. Jeśli tak było, to czym wytłumaczycie wyparcie pilum (broni, która dawała Rzymianom przewagę w walce z piechotą) przez hastę? Zmiana głównej broni drzewcowej z oszczepu na włócznię wyraźnie wskazuje,że uznano jazdę jako podstawowego przeciwnika i postanowiono wyposażyć piechotę w broń uniwersalną, zamiast wyspecjalizowanej , przeciwpiechotnej, jaką było pilum.
Jeszcze jedno- już prędzej to omówiliście-tradycyjne legiony nie były mistrzem w radzeniu sobie z przeciwnikiem mającym dobrze wyszkoloną jazdę(i potrafiącym jej właściwie użyć). Właśnie wojny z Persją to pokazały-Rzymianie,miażdżący ludy piesze, z nimi mieli za każdym razem bardzo trudną przeprawę. Nie wspomnę o Adrianopolu. Może właśnie dlatego nastąpił wzrost liczebności jazdy(która jest ZAWSZE droższa od piechoty-koszty wyszkolenia i utrzymania konia) oraz zmiana w uzbrojeniu i taktyce walki piechoty.

Ten post był edytowany przez natus: 29/12/2014, 14:19
 
Post #70

     
Eamr
 

Bojowa Gęś Wizygocka z Setidavy
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 1.532
Nr użytkownika: 39.134

 
 
post 6/01/2015, 20:48 Quote Post

Pod Adrianopolem to są co najmniej 2 „cobybyłogdyby”:

1. Rzymianie mieli lepszy wywiad ilu tych dzikusów się chowa po okolicznych krzakach, ergo poczekali na posiłki zachodnie;
2. zdołali rozwinąć szyk, a nie w trakcie tuptania na pole bitwy dostali dostali – kawaleryjską oczywiście – sóję w bok od Greutungów.

Jakkolwiek późny antyk i bardzo wczesne średniowiecze są czasem zmiany wojny w Europie z pieszej na końską, to jednak myślę, że przyczyn było sporo i nie można zwalać wszystkiego na niezdarność piechoty w starciu z jazdą. Trochę wymknę się w VI w. – ku bitwie pod Busta Gallorum. Wiadomo co Narzes zrobił Ostrogotom. I jak zrobił…
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #71

5 Strony « < 3 4 5 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej