Drukowana wersja tematu

Kliknij tu, aby zobaczyć temat w orginalnym formacie

historycy.org _ Wydawnictwo Bellona - Historyczne Bitwy _ Polski rynek książki historycznej - obraz

Napisany przez: Stonewall 28/09/2008, 18:56

Temat niniejszy stanowi próbę odpowiedzi na zagadnienia poruszone w poniższym temacie:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=47811&pid=463915&st=30&#entry463915

Drodzy Forumowicze!
Poruszyłem kwestie finansowe, abyście mieli wyobrażenie o kulisach pisarstwa historycznego w Polsce. Wzoru „ambitnego współczesnego Polaka” nie stanowi osoba latami pracująca na wynik finansowy poniżej 1000 złotych (takie częstokroć są realia naszego rynku księgarskiego). „Ambitni Polacy” wprost śmieją się z takich „ostatnich naiwnych”. Szokuje kogoś liczba 1000 złotych? 2 lata temu zainteresowałem pisaną przez siebie książką szefa oficyny Inforteditions. Pan Witold Grzelak, bo o nim mowa, zapoznał się z częścią mojego tekstu i zaproponował mi za publikację... „do 1 tysiąca złotych” (bez żadnych procentów od sprzedanych książek). Każdą umowę można negocjować, ale wstępnie takie warunki mi przedstawiono (to nie 1000 zł., tylko „do 1000 złotych”). Bellona standardowo autorom habeków oferuje zaliczkę w wysokości 1000 złotych (nie miałem umowy przed oczyma, więc nie powiem Wam, czy to suma netto czy też brutto). Do tego dochodzi u Bellony jeszcze niewielki procent od zysków ze sprzedaży książki (płatne w ratach półrocznych). Infort bierze sprawę ilustracji na siebie, w Bellonie o ilustracje zabiega autor (może zaistnieć potrzeba kupna praw do ilustracji, które kupuje autor – jeśli kupi wydawca, to potrąci autorowi z procentów od sprzedaży). Czy za 1000 złotych można napisać książkę opartą o 5 Ospreyów ściągniętych z Sieci plus 6 książek polskojęzycznych z pobliskiej biblioteki? Można to zrobić i to bardzo szybko, a wtedy 1000 złotych może wydać się godziwą zapłatą. Można pisać książki za darmo? Można, ale wtedy lepiej zamieścić ją na własnej stronie internetowej, niż dawać zarobić komuś, kto tej książki nie napisał. Są autorzy, którzy publikując w maleńkich wydawnictwach rezygnują z honorarium. Robią to ludzie, którzy mają etat na uczelni i potrzebują kolejnej pozycji w swoim naukowym dossier. W praktyce ogromna masa artykułów historycznych to również prace darmowe (czasopisma z darmowo napisanymi artykułami wychodziły(ą) w cenie ok. 20 złotych – powtórzę raz jeszcze: zysk autora artykułu wynosi(ł) 0,00 zł.). Takie artykuły pisali i piszą ludzie, którzy mają stałe źródło utrzymania, zaś artykuł to kolejna pozycja w dossier (również przy ubieganiu się o studia doktoranckie).
Co z autorami spoza środowiska naukowego? Takich w Waszym gronie nie brakuje. Wielu z Was ma rodziny i pracę, piszecie nocami oddając się swojemu hobby. Nie brakuje Wam ambicji – Rafał jeździł do archiwum w Vincennes, Krzysztof ściąga skąd się da wszelkie wartościowe materiały. Możecie mówić i pisać, że nie liczycie tych wszystkich pieniędzy, które wydaliście na przygotowanie własnych prac. Ja też nie liczę, choć nie jeździłem do Vincennes, lecz... do Krakowa. Wyjazdy te były dla mnie daleko trudniejsze, niż dla wielu z Was wyjazdy do Vincennes. To zawsze było długie oczekiwanie – pół roku, rok. Nie zawsze mogłem pojechać za swoje, bo w ciągu 5 lat, jakie upłyną w listopadzie od ukończenia przeze mnie uczelni, przepracowałem 10 miesięcy (plus 5 miesięcy stażu z Urzędu Pracy, gdy pobierałem stypendium w wysokości 450 złotych). W chwili obecnej jestem znów bezrobotnym (za mną są trzy epizody zawodowe: I – 4 miesiące, II – 4 miesiące, III – 2 miesiące). Posiadam kierunkowe wykształcenie historyczne, potwierdzone dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale nie mam zatrudnienia w szkole czy na uczelni. Chętnie zrobiłbym uprawnienia archiwisty – ale za co? Nie pracuję w zawodzie wyuczonym, a pisanie książek i artykułów także nie daje mi szansy na znaczącą amortyzację skutków długich okresów bezrobocia (żadnego zasiłku z tego tytułu nie pobieram). Nie napiszę darmowo artykułu dla kogoś, kto będzie z tego czerpał mniejszy lub większy zysk. Napisanie jednej książki nie da mi środków choćby na pokrycie części kosztów przygotowywania następnej. Wreszcie rzecz ostatnia, ale podstawowa. Jako bezrobotny nie mogę podpisać umowy o płatną pracę. Tym samym nie wierzcie w to, co czytacie tu i ówdzie – moja 1 książka ukaże się dopiero wtedy, gdy znajdę pracę i podpiszę umowę na jej publikację. Na dzień dzisiejszy nie łączy mnie umowa z żadnym wydawnictwem. Dom Wydawniczy Bellona chciał opublikować ją jeszcze jesienią tego roku (piszę o swojej książce). Ze względu na własny status zawodowy oraz z uwagi na pewne kwestie techniczne, których nie zdradzam, wstrzymałem proces wdrożenia jej do druku (optymiści z Bellony stawiali na październik, realiści na listopad, a Stonewall nie potrafi nawet powiedzieć czy kiedykolwiek).
Jestem historykiem i staram się, na tyle na ile to możliwe, zdyskontować zawodowo ten fakt. Skoro nie mogę wyżyć z nauczycielstwa, to próbuję z pisarstwa. Tutaj jednak znów pole mam ograniczone. Gotów jestem w bliżej nieokreślonej przyszłości założyć wespół z dobrym informatykiem własną stronę internetową. Na nią mogę pisać zupełnie darmowo – książki i artykuły. Nie jestem jakimś człowiekiem pazernym na pieniądze, jak próbowano mnie tutaj przedstawiać 2 lata temu (nicka tamtej osoby nie przypomnę, choć go dobrze pamiętam, a on sam jest tutaj nadal obecny). Dla mnie jednak historia to nie tylko hobby, to także moje wykształcenie, które uprawnia mnie do próby życia z tego, do czego się kształciłem. Mogę pracować w innym zawodzie, gdy widzę, że inni drwią z mojego wykształcenia (w życiu codziennym spotykały mnie z jego tytułu liczne upokorzenia), mogę też publikować hobbystycznie i za darmo w przestworzach Internetu.
Czego na koniec mogę życzyć sobie oraz wszystkim aktualnym i potencjalnym autorom? Szczęśliwego przebrnięcia przez pułapki umów autorskich, bo nie jeden z autorów, o jakich pisujemy w tym dziale, boleśnie poczuł rzeczywistość polskiego rynku książki historycznej (nie mogę w miejscu tym podać szczegółów dotyczących niekiedy smutnych relacji autorów z wydawcami, bo sami zainteresowani tego nie uczynili – wspominam o tym, abyście wiedzieli, że nie obywa się tutaj bez zgrzytów). Coś jeszcze? Wyjściem z błędnego koła byłyby może nowe wydawnictwa wsparte przez silny kapitał zagraniczny. Od niedawna koncerny zachodnie przymierzają się do dużych inwestycji na polskim rynku książki historycznej (rzecz dotyczy też czasopism). Te inwestycje nie dochodzą jednak do skutku ze względu na obiektywne bariery ekonomiczne (silna złotówka) i przysłowiową już polską biurokrację. Czy coś się zmieni? Zmiany są potrzebne, bo blisko 40-milionowy kraj potrzebuje rynku z prawdziwego zdarzenia. W innym wypadku moje książki i artykuły będą zalegać u mnie w domu (zalega choćby artykuł o francuskich żuawach, zalegają artykuły o Meksyku w czasach Juáreza). Nie ukrywam, że mój osobisty los w dużej mierze zależy od tego rynku.

Napisany przez: kalimerasas 28/09/2008, 20:08

Smutne jest to o czym piszesz, ale prawdziwe. Taka jest polska rzeczywistość, jednak historię jako dziedzinę nauki człowiek zawsze powinien rozpatrywać jako hobby (i tylko hobby) a nie źródło zarobkowania. Rynek pracy wymaga bowiem czegoś innego jak znajomość daty bitwy pod Grunwaldem. Nie pozostaje ci nic innego jak zmienić zawód, bo na to chyba masz jeszcze czas, a dopiero potem dorabiać historią...

Napisany przez: rycymer 28/09/2008, 20:33

Smutne jest przede wszystkim to, iż nie można - jak już Stonewall słusznie zauważył - zdyskontować tych wszystkich lat nauki (które dały nam ogromny bagaż wiedzy), wydatków, oszczędności na wszystkim, co tylko możliwe, a częstokroć nawet niedojadania, w taki sposób, jaki byśmy sobie tego życzyli. Wiem coś o tym niestety i jak na razie wszystko wskazuje na to, iż podobny los staję się również mym udziałem - zawsze jednak pozostaje tzw. "łopata", która już niejednokrotnie ratowała mnie od widma śmierci głodowej. Cóż, jak to mawiali starożytni, spira spera!

Napisany przez: SAS Sandomierski 28/09/2008, 20:49

Szacunek dla wiedzy i ludzi takich jak ty ,do tego dodam to że zemną jako robole są ludzie po polonistyce po prawie po historii i wiele innych " mgr". Tak być nie powinno ty swój chleb powinieneś mieć a ja godziwą wypłatę na rodzinę oraz na przyjemności [np. twoje książki]
pozdrawiam cię i tobie podobnych G.B.

Napisany przez: ryba_pila 28/09/2008, 21:24

Niestety to rynek, przynajmniej po czesci ksztaltuje wycene uslugi, nikt nic na to nie poradzi. Mnie sie nie podobaly zarobki asystenta w Polsce, to wyjechalem i pracuje na Uniwerku w Niemczech, choc chcialbym wrocic do Polski. Ja widze kilka powodow 'niedocenienia':
- LUD, lub wladza uwaza, ze wasza/nasza prace za niezbyt pozyteczna i tak ja wlasnie wycenia
- jest was/nas za duzo i sila rzeczy zarobki sa niskie

Z moich obserwacji wynika, ze jesli chodzi o hisotrie, to moze byc jeszcze gorzej. Wydaje mi sie, ze w Polsce i tak LUD interesuje sie historia bardziej niz na zachodzie.

A wyjechac z Polski wcale nie jest prosto, zona zostala w Polsce rok dluzej, ale w Polsce w zyciu bym sobie nie mogl pozwolic na dziecko, pracujac tylko na uni. Moim zdaniem nie ma co plakac, tylko podjac meska decyzje, co sie chce w zyciu robic, zrobic na chlodno kalkulacje finansowe i sie tego trzymac. Do garnka jednak cos trzeba wrzucic.

Napisany przez: Woj 28/09/2008, 21:28

Stonewall - nie neguję tego co napisałeś, ale chyba trochę - zrażony rozlicznymi przeciwnościami - obraz przeczerniasz. Owszem - "samofinansującej się " książki napisać się raczej nie da - w każdym razie na uczciwym poziomie. Ale artykuł - jak najbardziej. W tym celu należy:
a/ zdobyc dobrą orientację w zasobach archiwalnych,
b/ dokonac trafnego wyboru zamawianych "teczek" (szczypta szczęścia zalecana),
c/ przewertować zamówione materiały możliwie szybko, jesli trzeba - zamawiając ksero,
d/ napisać artykuł
e/ złożyć do druku w czasopiśmie niekoniecznie stricte historycznym (ja np. jako "militarysta" mam do wyboru choćby "Lotnictwo" czy "Militaria XX wieku"),
f/ czekać na efekt.
Nie każdy mój tekst "wyszedł na zero", ale to dlatego że często kupowałem jeszcze jakąś zachodnią literaturę, czy dodatkowe materiały - choćby na e-bay. Ale gdybym był bardziej powściągliwy, to nawet jakiś zysk by się pojawił. Dodatkową zaletę stanowi "efekt kuli śniegowej" - im częściej powtarzasz opisaną procedurę, tym więcej masz materiałów i wiedzy, a więc tym łatwiej jest ci napisać coś następnego. wink.gif

Napisany przez: rafalm 28/09/2008, 22:10

Przeczytałem tekst Marcina i szczerze mówiąc jestem trochę zaskoczony. W dzisiejszych czasach, gdzie pracodawcy poszukują pracowników, raczej ludzie z wyższym wykształceniem (obojętnie jakim) nie powinni mieć trudności z zatrudnieniem. Moja firma jest członkiem Spółdzielni Pracy i koledzy-pracodawcy poszukują ludzi z wyższym wykształceniem, aby ich przyuczyć do wykonywania pracy nie wyuczonej, ale zarobkowej. Rozumiem, że Marcin studiował kilka lat, aby wykonywać swój zawód... ale życie pisze swoje scenariusze i może należy się przekwalifikować, aby mieć co wrzucić do gara. huh.gif W tej chwili społeczeństwo ma czytanie książek w "głębokim poważaniu". Trudno spodziewać się, aby wydawnictwa oferowały godziwe sumy za produkt, który sprzedaje się topornie. Zresztą, żeby daleko nie szukać, wystarczy rzut okiem na historycy.org i od razu wyłapie się ludzi czytających książki w Empikach, a następnie odkładających je na półkę, ludzi kserujących, czy też pożyczających sobie książki, przez takich osobników traci wydawnictwo, a za nim autor. W sumie wygląda to tak, że przeciętny człowiek nie czyta książek, a duża część pasjonatów kombinuje jak koń pod górę, żeby książkę przeczytać za darmo. sad.gif Po co mam wydawać te 20 zł, na jakieś tam wypociny, jak lepiej za to kupić kilka browarów, lub pójść na dyskotekę. huh.gif Trudno się dziwić, że wydawnictwo za wiele lat pracy, wiele setek wydanych złotówek oferuje parę groszy. Dlatego autorzy idą na skróty i zamiast szukać po archiwach, złapią kilka opracowań i temat gotowy. Po co się wyśliać, jak najpierw będzie się czekało kilka lat, a potem otrzyma się parę groszy. confused1.gif

Napisany przez: kalimerasas 28/09/2008, 22:26

QUOTE(rafalm @ 28/09/2008, 22:10)
Dlatego autorzy idą na skróty i zamiast szukać po archiwach, złapią kilka opracowań i temat gotowy. Po co się wyśliać, jak najpierw będzie się czekało kilka lat, a potem otrzyma się parę groszy.  confused1.gif
*


Ano po to, żeby twoja książka nie była jedną z wielu, tylko stała się pewnym kanonem, wzorem do naśladowania i rozważania, niczym książki M. Kukiela, które w zakresie historii wojskowości są wzorem niedoścignionym. Ambitni autorzy zawsze powinni dążyć do ideału i tego się trzymajmy.

Napisany przez: rafalm 28/09/2008, 22:33

QUOTE(kalimerasas @ 28/09/2008, 22:26)
QUOTE(rafalm @ 28/09/2008, 22:10)
Dlatego autorzy idą na skróty i zamiast szukać po archiwach, złapią kilka opracowań i temat gotowy. Po co się wyśliać, jak najpierw będzie się czekało kilka lat, a potem otrzyma się parę groszy.  confused1.gif
*


Ano po to, żeby twoja książka nie była jedną z wielu, tylko stała się pewnym kanonem, wzorem do naśladowania i rozważania, niczym książki M. Kukiela, które w zakresie historii wojskowości są wzorem niedoścignionym. Ambitni autorzy zawsze powinni dążyć do ideału i tego się trzymajmy.
*


... ano pełna zgoda. smile.gif Krótko mówiąc, aby napisać dobrą książkę należy być hobbystą, który poświęci wiele czasu i pieniędzy, tylko po to, aby kilku-kilkunastu pasjonatów było zadowolonych. huh.gif

Napisany przez: Krzysztof M. 28/09/2008, 22:36

Nie zupełnie. Wystarczy żebyś zadowolony był ty sam. Niektórzy jednak autorzy zadowalają się byle czym - i o takiej "ambicji" właśnie jest cały czas mowa...

Napisany przez: ryba_pila 28/09/2008, 22:47

QUOTE(kalimerasas @ 28/09/2008, 22:26)
Ano po to, żeby twoja książka nie była jedną z wielu, tylko stała się pewnym kanonem, wzorem do naśladowania i rozważania, niczym książki M. Kukiela, które w zakresie historii wojskowości są wzorem niedoścignionym. Ambitni autorzy zawsze powinni dążyć do ideału i tego się trzymajmy.
*


To chyba troche niezbyt trafne porownanie, Kukiel byl wysokiej rangi oficerem, chyba nie musial sie tak bardzo przejmowac, co do garnka wrzucic, gdy pisal swoje ksiazki?

Napisany przez: rafalm 28/09/2008, 23:13

QUOTE
Niektórzy jednak autorzy zadowalają się byle czym - i o takiej "ambicji" właśnie jest cały czas mowa...

... ano jest to jak najbardziej subiektywne pojęcie słowa "ambicja" huh.gif Dla jednego "ambicją" będzie przeszukiwanie archiwów, a dla drugiego zrobienie kompilacji kilku opracowań, a i tak zarówno pierwszy, jak i drugi będzie musiał czekać wiele lat na publikacje, z którą otrzyma jakieś tam ochłapy. sad.gif A na końcu może się zdarzyć, że ludzie chętniej będą kupować tę drugą pozycję. huh.gif Chyba najlepszym przykładem jest "Wojna Trzydziestoletnia na Śląsku" p. Maronia, ogromna baza źródłowa, ale ja nie byłem w stanie jej dokończyć, gdyż większość zawartych w ostatniem części informacji po prostu mnie nie interesowała.

Napisany przez: kalimerasas 29/09/2008, 0:00

QUOTE(rafalm @ 28/09/2008, 22:33)
Krótko mówiąc, aby napisać dobrą książkę należy być hobbystą, który poświęci wiele czasu i pieniędzy, tylko po to, aby kilku-kilkunastu pasjonatów było zadowolonych. huh.gif
*


Mi taki stan rzeczy odpowiada, tylko że takim Kukielem fascynuje się więcej niż kilku- kilkunastu pasjonatów. Jego dzieła są chyba bardziej poczytne niż te wszystkie Ospreye, którymi się tak co niektórzy podniecają wink.gif .

Napisany przez: Krzysztof M. 29/09/2008, 7:01

QUOTE(rafalm @ 28/09/2008, 23:13)
QUOTE
Niektórzy jednak autorzy zadowalają się byle czym - i o takiej "ambicji" właśnie jest cały czas mowa...

... ano jest to jak najbardziej subiektywne pojęcie słowa "ambicja" huh.gif Dla jednego "ambicją" będzie przeszukiwanie archiwów, a dla drugiego zrobienie kompilacji kilku opracowań, a i tak zarówno pierwszy, jak i drugi będzie musiał czekać wiele lat na publikacje, z którą otrzyma jakieś tam ochłapy. sad.gif A na końcu może się zdarzyć, że ludzie chętniej będą kupować tę drugą pozycję. huh.gif Chyba najlepszym przykładem jest "Wojna Trzydziestoletnia na Śląsku" p. Maronia, ogromna baza źródłowa, ale ja nie byłem w stanie jej dokończyć, gdyż większość zawartych w ostatniem części informacji po prostu mnie nie interesowała.
*



Kolejny raz się nie zgodzę. Nie dzielmy książek na naukowe cegły, których autor spędził pół życia na wertowaniu archiwów kremla, Watykanu i badaniu starodruków po całej Europie, przeglądaniu mikrofilmów w Pentagonie etc etc oraz na popularne lekkie szybkie książeczki oparte na Wikipedii plus 5 po polsku plus dwa ściągnięte z emula Ospreye. To jest ogromne uproszczenie. Mówimy tu o solidnej, przemyślanej, książce popularnonaukowej. Takiej której autor nie będzie się wstydził zaprezentować czytelnikom lub choćby przeczytać tylko żonie (jeśli zechce słuchać). nie popadajmy w skrajności. Jest chyba coś pomiędzy? Istnieje cała masa dostępnej literatury (choćby tylko anglosaskiej) można ją kupić za grosze - to na prawdę nie wymaga aż takiego wielkiego wysiłku. Pastwimy się ostatnio nad Nowaczykiem i jego Kartaginą opartą na kilku książkach na krzyż i 3 ospreyach będących jedynymi reprezentantami literatury obcej. Otwieram sobie google book search, wpisuję słowo Carthage i mam 11 tysięcy trafień! wpisuję "punic wars" i mam prawie 2000, Hannibal 7000 - wszystko z podglądem. Oczywistym jest że nie wszystkie są to wartościowe książki naukowe ale to tylko efekt 10 minutowych poszukiwań . Zaznaczam że słabo interesuję się tym okresem i absolutnie nie jestem specjalistą ale na prawdę nie wierzę w to że nie ma alternatywy dla kompilacji kilku ogólnych opracowań, które dostępne są w każdej gminnej bibliotece. Mamy rok 2008 a nie toporne lata 80-te...

A jeśli np. p. Maroń mimo ogromnego wkładu i nakładu napisał książkę, której zwyczajnie nie da się czytać - to jest jego problem. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Napisany przez: Radosław Sikora 29/09/2008, 7:55

QUOTE(ryba_pila @ 28/09/2008, 21:24)
Ja widze kilka powodow 'niedocenienia':
- LUD, lub wladza uwaza, ze wasza/nasza prace za niezbyt pozyteczna i tak ja wlasnie wycenia


Cholernie dobrze powiedziane. W Polsce opłaca się być kierowcą TiR-a, ale na pewno nie doktorem nauk takich czy innych. I co gorsza, ludzie są święcie przekonani, że tak właśnie powinno być, bo przecież ten doktorek za biurkiem (nie)pracuje. Tylko przetłumacz tu takiemu człowieczkowi z ulicy, że jak ten doktorek opracuje np. lepszą technikę spalania węgla, która podniesie sprawność kotła o 0,1%, to są to w skali kraju, czy choćby nawet tylko jednej większej elektrowni, oszczędności rzędu mln złotych rocznie.

No ale to tak ogólnie. Co się tyczy rynku książek historycznych - autorów paradoksalnie dobił rozwój techniki. Dzisiaj opłaca się drukować książki w nakładzie 200 egz., więc ilość drukowanych tytułów wzrosła. Wzrost czytelnictwa za tym jednak nie poszedł, więc wciąż ta sama grupa ludzi kupuje i czyta książki, których jest znacznie więcej. Więc trzeba dokonywać wyboru. Co za tym idzie nakłady wszystkich prawie książek spadły. Kiedyś mały nakład to było 5000 egz. Dzisiaj taki nakład to marzenie wielu autorów. Kiedyś normą było wydawanie książek historycznych w nakładach 15 000 - 30 000 egz. Teraz norma to 500-1000 szt. Jak taki autor ma zarobić, kiedy nakłady spadły 30-krotnie?

Jakie są tego efekty? Piszą pasjonaci. Piszą dla pasjonatów. A gdy już tracą cierpliwość, to robią to, co ja w końcu zrobiłem. To jest wrzucają swoją twórczość do sieci i po sprawie.
Kto chce przeczytać moją najnowszą książkę o husarii "Na skrzydłach husarii", to może ją sobie ściagnąć z mojej strony www.husaria.info.tm i przeczytać całkowicie za darmo.
Przynajmniej te parę - paręnaście osób, które z niecierpliwością na nią od kilku lat czekało, może skorzystać z efektów mojej pracy (że o nakładach finansowych już nie wspomnę). I tak to będzie staty, czy niestety wyglądało w przyszłości. Ja mam tylko tę satysfakcję, że dzielę się swoją wiedzą i rozwijam coś, do czego mam olbrzymi sentyment smile.gif.

Napisany przez: Woj 29/09/2008, 7:57

Tak w ogóle zaś nie bardzo wiem o co ten hałas. Nikt chyba w tym kraju chyba nie utrzymuje się wyłącznie z pisarstwa historycznego - a bodaj nawet dla nikogo nie stanowi ono głównego źródła dochodu. Owszem, jakies zyski z tego tytułu osiągnąć można - zawsze jednak konieczna będzie jakaś inna jeszcze praca. Czy będzie to zajęcie z historią związane, czy też nie - nie jest już kwestią pierwszoplaniową. Nawet jeśli pierwsza ewentualność jest pewnie bardziej dogodna.
Nie znam wystarczająco dobrze sytuacji na Zachodzie - ale czy tam jest jakoś zdecydowanie inaczej?

Napisany przez: Radosław Sikora 29/09/2008, 8:10

Ten hałas, to krzyk rozpaczy ludzi, którzy muszą wybierać między "być" a "mieć". Cywilizacja rozwija się dzięki tym, którzy wybrali "być". Niestety nie przekłada się to na ich dobrobyt.
Ja mam obecnie ten sam dylemat. Mogę wykonywać zawód wyuczony, który właśnie robi się cholernie zyskowny (jestem specjalistą od spalania biomasy i pracę w tym kierunku znajdę wszędzie - czy to w Polsce, czy - jeszcze lepiej płatną - poza nią), tyle, że nie mam do tego serca. Czyli mogę robić szmal, choć świata to nie ulepszy.
Mogę też próbować ciągnąć to, co robię teraz. Czyli starać się wiązać jakoś koniec z końcem i zajmować się husarią. W to wkładam całą swą duszę, więc i efekty mam.
Tak prywatnie, to wybrałem trzecią drogę smile.gif

Napisany przez: Krzysztof M. 29/09/2008, 9:50

Trzecia droga jest jedyną z możliwych w takiej sytuacji. Czyli biomasa od 7.00 do 16.00 a husaria od 20 do 23.00. Innej drogi nie ma. Zycie z historii to mit, a zwłaszcza z pisania książek na ten temat. No chyba że jesteś nauczycielem na dwa etaty z nadgodzinami tak jak moja żona - zarabia całkiem nieźle. Natomiast ideał :"robić co lubię i mieć z tego kasę" to dylemat połowy ludzi na świecie. Nie jesteś w tym odosobniony...
W mojej sytuacji jest tak: mam zawód wyuczony, który wykonuję ale wykonywać nie chcę. A chciałbym wykonywać zawód do którego nie mam formalnych kwalifikacji. W tle jest historia, która nie jest moim zawodem i nie chcę żeby nim była. Wtedy bowiem przestałaby być moją pasją.

A z pisania książek to w naszym kraju żyją może Grochola, Sapkowski, Pilch...

Zrobił się tu trochę taki kącik wyśmiecania sfrustrowanego historyka, taka kozetka - ale może taki wątek jest potrzebny...

Napisany przez: Stonewall 29/09/2008, 10:48

Drodzy Forumowicze!
Dziękuję za słowa wsparcia, jakie otrzymałem od części z Was. Cieszy mnie także, iż niektórzy z Was pokusili się o własną analizę rynku księgarskiego (szczególnie odnosi się to do Radka Sikory). Własna strona w Sieci, wzorem naszego znawcy husarii, jest jednym z projektów, jakie od jakiegoś czasu kiełkują w mojej głowie. Jest to plan awaryjny, gdy zawiodą inne środki przekazu.
W Waszych wypowiedziach pojawił się wątek uznania przez część społeczeństwa, iż niska płaca dla człowieka parającego się w mniejszym lub większym stopniu nauką stanowi normę, a wszystko inne jest aberracją. Niestety, ale zasada ta odnosi się częstokroć również do ludzi piszących książki. Dla wielu wydawców normą jest nie płacenie autorom lub płacenie im sum symbolicznych. Jest tak, gdyż wielu ludzi, podobnie jak wyraził to Wieniec w temacie leżącym u źródeł niniejszego topicu, czerpie radość z samej publikacji. Ci ludzie są wdzięczni za samą możliwość wydania ich pracy. Na takich autorów tylko czeka wydawca, bo przecież nie trzeba nic płacić, a facet jest szczęśliwy, że wydawca łaskawie zgodził się opublikować plon jego trudu i marzeń. Zdarza się, że autor nie rezygnujący z prawa do honorarium jest skreślany z listy potencjalnych osób publikujących w danej oficynie (mnie ten los nie spotkał, ale spotyka innych ludzi ze środowiska autorskiego). O innej jeszcze grupie autorów, czerpiących z publikacji zysk naukowy (muszą publikować, bo wymagają tego od nich zasady pracy na uczelni, już pisałem – oni też nie muszą brać sum symbolicznych, bo pensję mają). Tym samym wielu wydawców obsługuje w zasadzie dwie grupy autorów – obie tanim kosztem. Tymczasem nikt nikomu łaski nie robi, że wydaje jego książki. Autor może ją sobie wydrukować i postawić na półce, może dać do poczytania zaufanym znajomym, którzy nie opublikują jej pod własnym nazwiskiem (sam tak zrobiłem), może ją wreszcie zamieścić na własnej stronie internetowej. Innymi słowy – wcale nie muszę iść do redakcji oficyny X. lub Y, aby dzielić się z innymi przejawem moich rozmyślań. Jeśli robi to Stonewall (piszę teraz wyłącznie o sobie), to dlatego, że przynajmniej w części chcę zdyskontować własne wykształcenie (skoro jestem historykiem, to niech choć w części żyję z tego), a także pokazać tym, którzy na co dzień uważają mnie za nieudacznika, że też potrafię coś robić. Pisanie jest jedną z niewielu rzeczy, za które w życiu mnie chwalono (łącznie z pracownikami wszystkich oficyn, do jakich się zgłosiłem). Skoro robię coś dobrze w mniemaniu dużej liczby osób (nie znaczy to, iż uważam swoje pisarstwo za niedościgłe), to dlaczego nie mam spróbować żyć z tego, co robię dobrze?
Powiedzmy sobie jasno – autorzy bez wydawców żyć mogą, ale wydawcy bez autorów nie. Jak to rozumiem? My, autorzy, jesteśmy bazą (podstawą) całego rynku księgarskiego. Autor z plonem swojej pracy może zrobić co zechce. Tymczasem wydawca musi mieć co wydawać. Jeśli autor opublikuje swoje dzieło na własnej stronie w Internecie lub metodą chałupniczą da ją do przeczytania gronu swoich przyjaciół, to wtedy wydawca nie dostanie do rąk kolejnego artykułu, jaki może sprzedać. Naprawdę wydawca nie robi nikomu łaski (zwłaszcza ten nie płacący honorariów). Dlaczego mam publikować za darmo artykuł do czasopisma, które w kiosku lub księgarni będzie kosztować 20 złotych? Dlaczego to ja mam pracować społecznie, gdy wydawca społecznie nie pracuje? Za darmo mogę pisać w Historycy.org i robię to, gdyż Forum działa na zasadzie non-profit. Dlaczego wzywa się autorów do pisania za darmo, bo profesor X. lub Y. też napisał za darmo? Sugeruje się przy tym, że profesor robi to w szczytnym celu niesienia oświaty i inni powinni robić to samo. Dlaczego osoby reprezentujące wydawców ciągle przypominają o tym, że wydawca płaci podatki? Czyżby autorzy ich nie płacili? Dlaczego uważa się, że uprawianie historii to rodzaj hobby, a nie pracy, gdy grono innych osób zarabia mniej lub więcej na owym hobby wydając wspomniane książki? Dlaczego profesjonalny autor spotyka nieprofesjonalnych pracowników wydawnictw? Dlaczego dobrą książkę do druku kierują amatorzy? Dlaczego w niektórych wydawnictwach występują nieprawidłowości w procesie przygotowania do druku?
U podstaw całego rynku księgarskiego stoją autorzy, ludzie nie posiadający etatów w wydawnictwach. To od ich pracy zależy to, co ujrzymy w księgarniach. Świetnie jest, gdy dobry autor spotka się z dobrym wydawcą. Świetnie będzie, gdy do powszechnej świadomości dotrze fakt, że autor to nie jest człowiek żyjący z łaski wydawcy (czy też tej łaski potrzebujący), ale człowiek podtrzymujący cały system.
Jaki jest nasz rynek księgarski? Jak na nim prezentują się dzieła autorów polskich i zagranicznych? Wydawanie u nas publikacji autorów spoza Polski zasługuje na osobne omówienie, bo to temat sam w sobie. Myślę, że wiele jeszcze tutaj wniesiecie własnych obserwacji, bo każdy, kto tu bywa, ma styczność z owym rynkiem.

Napisany przez: keraunos 29/09/2008, 11:03

Niestety tak jak Stonewall pisze bycie autorem nie jest zajęciem zyskownym. Akurat z historii nigdy nic nie napisałem, ale z innych dziedzin tak i zarobić się na tym nie da. Przynajmniej nie pracując na uczelni. Ja akurat mam ten komfort że pracuję co zmienia sprawę. Np. na uczelni u mnie robi się często tak, że jak ktoś wyda książkę dobrze ocenioną dostaje nagrodę rektora. I pieniądze ma się z nagrody. Też nie jakieś wielkie ale zawsze.

Jak już koledzy pisali choć to przykre to najlepiej mieć jakąś inną pracę a historią zajmować się hobbystycznie. Bo nasze społeczeństwo jako całość historia mało obchodzi i chyba może być tylko gorzej bo w społeczeństwach zachodnich zainteresowanie dawnymi czasami jest jeszcze mniejsze.

Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim autorom smile.gif

Napisany przez: Count Dracula 29/09/2008, 11:21

QUOTE
Powiedzmy sobie jasno – autorzy bez wydawców żyć mogą, ale wydawcy bez autorów nie.


Życie nie znosi próżni. Wolny rynek wydawniczy też nie.
Proszę spróbować własnej działalności gospodarczej, lub zatrudnić się w prywatnej firmie, skąd można wylecieć z dnia na dzień.

QUOTE
Dlaczego osoby reprezentujące wydawców ciągle przypominają o tym, że wydawca płaci podatki? Czyżby autorzy ich nie płacili?


confused1.gif Widocznie nie rozliczał się Pan z PIT-u z uwzględnieniem honorarium autorskiego. Warto. A o co burzyli się "tfurcy i artyści" na pomysł obniżenia kosztów uzyskania?

Wiem, że za granicą nie warto pracować z Polakami, ale żeby podp... w kraju confused1.gif Musiała Pana spotkać ogromna przykrość.

Napisany przez: Stonewall 29/09/2008, 12:20

Drodzy Forumowicze!
Tak... rynek nie znosi próżni – próżnię wypełnią polskie edycje zagranicznych serii, które połowa zainteresowanych ściąga darmowo z Sieci (to nie moje słowa, to słowa Krzysztofa). Tak... próżnię wypełnią amatorskie książki zagranicznych autorów w jeszcze bardziej amatorskim przekładzie. Tak... amatorskie książki zagranicznych autorów zostaną okraszone ilustracjami (profesjonalne polskie nie). Amatorskich autorów określi się na okładce mianem „wybitnych historyków”, „wytrawnych znawców” itp. Okładkę książki (koniecznie twardą) oplecie wstążka informująca, iż pracę tę poleca duże czasopismo, internetowa księgarnia i ktoś tam jeszcze. Piszę jakąś abstrakcję? Nie... pamiętacie książki Bryana Perreta? Kto i co jeszcze wypełni próżnię? Wypełnią autorzy z przypadku piszący na zamówienie wydawnictwa pracę na dowolny wybrany przez wydawcę temat. Potem 5, 10 lub 20 forumowiczów napisze, że powstała książka, jaka winna nie powstać. Ja tymczasem gwiżdżąc na to wszystko pójdę rozrzucić ręcznie obornik na polu moich rodziców (w sumie gospodarstwo liczy 1 hektar – żeby ktoś nie myślał, że z obszarnikiem ma do czynienia). Potem wrócę z pola i zadzwonię do kolegi-informatyka z pytaniem, jak idzie mu z grafiką na moją stronę. Później odwiedzę Forum, gdzie przeczytam kolejny post kolegi cechującego się „cnotą ambicji” i „nieźle całkiem zarabiającą żoną-nauczycielką” (dwa etaty plus nadgodziny). Uśmiechnę się, pomyślę przez chwilę o 4 godzinach w szkole, które próbowałem ostatnio uzyskać i... wyjdę na podwórze, aby odgonić stadko 5 indyk prześladujących 1 na poły oskubaną kurę.

Napisany przez: Krzysztof M. 29/09/2008, 12:27

QUOTE(Stonewall @ 29/09/2008, 12:20)
Później odwiedzę Forum, gdzie przeczytam kolejny post kolegi cechującego się „cnotą ambicji” i „nieźle całkiem zarabiającą żoną-nauczycielką” (dwa etaty plus nadgodziny). Uśmiechnę się, pomyślę przez chwilę o 4 godzinach w szkole, które próbowałem ostatnio uzyskać i... wyjdę na podwórze, aby odgonić stadko 5 indyk prześladujących 1 na poły oskubaną kurę.
*



Ależ skąd - nic nie musisz. Możesz usiąść i płakać...
Pozdrawiam i wyłączam się z tej dyskusji bo zaczęła się robić żenująca. dry.gif

Napisany przez: Stonewall 29/09/2008, 13:22

Drodzy Forumowicze!
Nie płaczę, bo też już dawno nie byłem tak zdeterminowany w walce z losem (ten los nie szczędzi mi także radosnych chwil, bo każdy wschód słońca napełnia mnie pozytywnymi uczuciami, podobnie jak śpiew ptaków i możliwość zjedzenia świeżego jajka – rarytasu niedostępnego ludziom z miast). Widzę jednak jak słowa prawdy kolą w oczy niejednego z Was. Tak... to moja prawda, prawda bezrobotnego z wyższym wykształceniem, pisarza i historyka. Każdy ma własną prawdę, ale ja nie zaprzestanę przedstawiania tej, która jest moją. Każdemu z Was życzę powodzenia na drogach życiowych, również w pracy autorskiej.
Krzysztofie! Jeśli przypomnisz nazwisko francuskiego oficera z czasów Wielkiej Wojny, którego książki szukasz, wtedy sprawdzę w zasobach, do jakich mam dostęp, czy jest tam obecna (może inne prace z tych zasobów zainteresują Cię).

Napisany przez: Krzysztof M. 29/09/2008, 14:03

QUOTE(Stonewall @ 29/09/2008, 13:22)
Drodzy Forumowicze!
Nie płaczę, bo też już dawno nie byłem tak zdeterminowany w walce z losem (ten los nie szczędzi mi także radosnych chwil, bo każdy wschód słońca napełnia mnie pozytywnymi uczuciami, podobnie jak śpiew ptaków i możliwość zjedzenia świeżego jajka – rarytasu niedostępnego ludziom z miast). Widzę jednak jak słowa prawdy kolą w oczy niejednego z Was. Tak... to moja prawda, prawda bezrobotnego z wyższym wykształceniem, pisarza i historyka. Każdy ma własną prawdę, ale ja nie zaprzestanę przedstawiania tej, która jest moją. Każdemu z Was życzę powodzenia na drogach życiowych, również w pracy autorskiej.

*



Nie znoszę moralizować, ale...
Głową muru nie przebijesz - Stonewallu, ten świat jest już tak urządzony. Nie ty i nie ja go urządzaliśmy. Jedni mają pod górkę a inni wręcz odwrotnie. Pracując w pomocy społecznej w wiejskim środowisku stykam się z tym codziennie (i obym tylko takie miał tu problemy!). Złotej rady nie ma - każdy musi znaleźć sam swoje miejsce w życiu. Prawda to banalna do bólu.

Napisany przez: Primo! 29/09/2008, 16:02

Cóż mogę napisać... Podzielam sporą część spostrzeżeń i uwag, które przedstawił Stonewall.

Mnie jednak życie skutecznie oduczyło idealizmu (chociaż pewnie nie do końca, skoro jeszcze udzielam się na tym forum). Nie karmię się żadną "misją" historyka, nie oczekuję słów uznania, ani poklasku. Nie spodziewam się, że kiedykolwiek ktoś doceni moją wiedzę, wykształcenie, pasję i zaangażowanie. Wszystko, co w życiu robię na zasadzie non-profit, łącznie z aktywnością na tym forum, robię tylko dla własnej egoistycznej przyjemności. Na nikogo nie liczę, nie mam wobec nikogo żadnych oczekiwań. Tym bardziej doceniam wszelkie przejawy sympatii i udzieloną mi pomoc ze strony obcych osób. Sam również staram się skutecznie pomagać.

W realiach powszechnie panującego "darwinizmu społecznego" martwię się głównie o to, żeby utrzymywać się na powierzchni. Idealizmu, ambicji intelektualnych i wydumanej megalomanii historyka do garnka nie włożę.
Marcinie, wszelkie frustracje są zawsze destruktywne. Rozumiem, że czasem jest dobrze przed kimś wyżalić się i usłyszeć (przeczytać) słowa otuchy, ale przede wszystkim należy szukać dróg wyjścia z impasu i apatii. Domyślam się, dlaczego Twoje wypowiedzi miały tak bardzo osobisty charakter. JEŚLI SAM SOBIE NIE POMOŻESZ, NIKT CI NIE POMOŻE. Życzę Ci więcej siły wewnętrznej w zmaganiach z szarą rzeczywistością bez oglądania się na łaskę innych (wydawców, redaktorów etc.). I życzę Ci sukcesu we wszystkich przedsięwzięciach, których się podejmiesz. Bo takich ludzi, jak Ty jest bardzo mało i niestety coraz mniej.

Pozdrawiam! rolleyes.gif

Napisany przez: Count Dracula 29/09/2008, 16:32

QUOTE
Bo takich ludzi, jak Ty jest bardzo mało i niestety coraz mniej.


Jest coraz więcej. U nas UP wziął się onegdaj na taki sposób, że dawał przydziały do pracy za 500 zł (brutto) do pewnej uczelni. Kto odrzucił, a odrzucali wszyscy, dojazd kosztował 1/2 zarobku, skreślano go z listy bezrobotnych. Proste?

Bloki opustoszały z młodych ludzi, kto może ucieka za granicę. Nie ma takiej rodziny, z której syn czy córka, nie jest w Anglii, Irlandii, Norwegii, etc.
Pozostali, ci których rodzice mieli "dojścia" lub ci, którym wystarczy uchlać się i rozpierdzielić np. potężną latarnię sad.gif

Napisany przez: Shell 29/09/2008, 16:50

QUOTE(Count Dracula @ 29/09/2008, 16:32)

Pozostali, ci których rodzice mieli "dojścia" lub ci, którym wystarczy uchlać się i rozpierdzielić np. potężną latarnię sad.gif
*


hmmm, mocno kontrowersyjna teza... confused1.gif
ciężko zapracowałem na to kim jestem i co mam, bez dojść, a za granicę się nie wybieram jak dziesiątki moich znajomych a także jak i dziesiątki innych znajomych, którzy wyjechali, zobaczyli, że nie ma "eldorado" i wrócili...
powiedziałbym raczej, że teraz trend -po gigantycznym boomie który zakończył się gdzieś 2 lata temu tak naprawdę- jest odwrotny- wyjeżdżają całkowici desperaci, którzy w ogóle sobie nie radzą w Polsce po czym...wracają na tarczy bo "tam" nie radzą sobie jeszcze bardziej...

w ogóle po raz kolejny bardzo ciekawie zapowiadająca się dyskusja na temat sytuacji wydawnictw, wydawców a przede wszystkim autorów przerodziła się w osobiste żale, złośliwości i generalizujące uwagi...a zapowiadało się bardzo ciekawie...

Napisany przez: Łukasz Przybyło 29/09/2008, 19:04

Ja jestem w takim razie w doskonałej sytuacji. Mam dobrą (nawet bardzo dobrą) pracę. Kończe studia doktorskie. Na ksiązki mnie stać. Mam w sumie trochę czasu na pisanie (głównie nocami i w czasie łikendów). Problemu z wydaniem książki nie miałem - czym byłem zaskoczony rolleyes.gif Zapłacili calkiem nieźle (ubezpieczyłem samochód smile.gif ) i płacą jeszcze cały czas. Co wiecej słysze dobre opinie o swojej książce. Ktoś kupił 4000 egzemplarzy od Bellony więc nie jest to kilku - kilkunastu pasjonatów - jak piszą niektórzy. Jestem bardzo zadowolony.

Napisany przez: Gronostaj 29/09/2008, 19:05

Smutne to wszystko. Ja się na rynku nie znam, ale w pełni Was rozumiem. Szczęście ma ten kto mieszka na wsi i ma gospodarstwo ( tak jak na przykład ja rolleyes.gif ), ale w mieście to po prostu szok. Ostatnio byłem jeden dzień we Wrocławiu, w takiej galerii handlowej notorycznie brano mnie za bezdomnego i dawano pieniążki. rolleyes.gif Doszedłem do wniosku, że w dużym mieście nie wytrzymałbym tygodnia, czuje się tam jakieś takie przeogromne napięcie, hałas, stres i pośpiech. Pracy nie ma, czasu nie ma, pieniędzy nie ma, a co najgorsze mało jest dzisiaj takich dobrych, honorowych ludzi starej daty, którzy by pomogli. Kiedyś to się tam flaszkę z kimś obaliło i dana sprawa była załatwiona, a teraz to już tak nie ma. Potomek chłopów pańszczyźnianych jest teraz dyrektorem prywatnej firmy, a szlachcic ociera się o samo dno. Nic tylko się zastrzelić, albo schlać się jak świnia. wink.gif

Pozdrawiam!

Napisany przez: Krzysztof M. 29/09/2008, 19:19

QUOTE(Gronostaj @ 29/09/2008, 19:05)
Smutne to wszystko. Ja się na rynku nie znam, ale w pełni Was rozumiem. Szczęście ma ten kto mieszka na wsi i ma gospodarstwo ( tak jak na przykład ja  rolleyes.gif ), ale w mieście to po prostu szok. Ostatnio byłem jeden dzień we Wrocławiu, w takiej galerii handlowej notorycznie brano mnie za bezdomnego i dawano pieniążki. rolleyes.gif Doszedłem do wniosku, że w dużym mieście nie wytrzymałbym tygodnia, czuje się tam jakieś takie przeogromne napięcie, hałas, stres i pośpiech. Pracy nie ma, czasu nie ma, pieniędzy nie ma, a co najgorsze mało jest dzisiaj takich dobrych, honorowych ludzi starej daty, którzy by pomogli. Kiedyś to się tam flaszkę z kimś obaliło i dana sprawa była załatwiona, a teraz to już tak nie ma. Potomek chłopów pańszczyźnianych jest teraz dyrektorem prywatnej firmy, a szlachcic ociera się o samo dno. Nic tylko się zastrzelić, albo schlać się jak świnia.  wink.gif

Pozdrawiam!
*



A ja pochodzę z miasta ale mieszkam obecnie na wsi i szlag mnie trafia gdy każdemu napotkanemu w drodze do pracy muszę mówić dzień dobry (połowa nie odpowiada bo ma o coś żal). Brakuje mi tej miejskiej anonimowości...
Ale wracając do tematu: Łukaszu jesteś jakimś kosmitą! skąd się urwałeś? odniosłeś sukces, jesteś zadowolony, nie narzekasz? Jestem po prostu wstrząśnięty... To u nas możliwe?

Napisany przez: artifakt 29/09/2008, 19:25

Na szczęście czasy "zrobienia z kimś flaszki" odeszły...

Gronostaju przesadzasz i to mocno. Przeniosłem się do Warszawy 7 lat temu. 5 lat studiów, 2 lata pracy zawodowej. Co ciekawe, skończone studia humanistyczne, na koncie 2 artykuły naukowe z zakresu systemów partyjnych. Od razu na V roku stwierdziłem, że nie będę pracował jako humanista, bo po prostu częste głodówki nie są zdrowe dla organizmu. Postanowiłem spróbować swoich sił w handlu - zacząłem jako praktykant za 700pln/miesiąc. Przyznam, że gdyby nie wsparcie rodziców to bym dawno to wszystko rzucił i pewnie pojechał do Anglii. Stopniowo ciężką pracą awansowałem do pozycji specjalisty ds. analiz, teraz wykonuje obowiązki Key Account Managera i jak dobrze pójdzie od listopada będę miał takie stanowisko. Pracę łączę z pasją, jaką jest historia oraz nauka o systemach partyjnych i wyborczych. 2-3h dziennie staram się coś czytać...

Moral z tego jest b. prosty - nie spodziewajcie się, że za sam dyplom każdy padnie wam do kolan i da 3500pln brutto na start. Lepiej naprawdę łączcie pracę zawodową z pasją, bo politologowi/socjologowi/historykowi nikt nie jest skłonny płacić grubej kasy za to, że zna aspekty grup społecznych czy dlatego, że zna kontrowersje wokół definicji partii politycznej itp.

Napisany przez: Gronostaj 29/09/2008, 19:25

QUOTE(Krzysztof M. @ 29/09/2008, 20:19)
szlag mnie trafia gdy każdemu napotkanemu w drodze do pracy muszę mówić dzień dobry (połowa nie odpowiada bo ma o coś żal).
*


To właśnie jest dobre. Każdy każdego zna, cicho, spokojnie itd. smile.gif
No a Łukasz to rzeczywiście ma szczęście. Ja swoje porażki zawsze tłumaczę:
1. spiskiem
2. złymi czasami

Pozdrawiam!

Napisany przez: Damian W. 29/09/2008, 21:25

Wytworzyła się nam ciekawa dyskusja więc i ja dodam swoje trzy grosze. Jestem zwykłym czytelnikiem i na rynku wydawniczym nie znam się prawie wcale (ale dzięki powyższym wypowiedziom kolegów wiem już o nim troszkę więcej). Wracaj do głównej kwestii... Jeszcze kilka lat temu nie powiedziałbym, że chcę swoją drogę życiową związać z głównym przedmiotem dyskusji tego forum jakim jest historia. Jednakże zmieniło się to pod koniec gimnazjum i liceum kiedy to podjąłem decyzję, że wiążę się z tym działem nauki. Zostało to "zacementowane" przez uczącego tam nauczyciela historii (Bardzo sympatyczny i mądry człowiek, z którym mam stały kontakt i się z nim przyjaźnię). Jeżeli jest teraz na forum to go serdecznie pozdrawiam!), który udzielił mi bardzo wielu cennych (studenckich i nie tylko) rad i wszelakiej pomocy. Dziwić może ten fakt, że wzięło mnie na wspominki z liceum, ale przechodzę do rzeczy... Ten nauczyciel historii był jednym z nielicznych znajomych osób, które nie odradzały (oprócz rodziców, którzy z pewnym sceptycyzmem, ale zgodzili się z moją decyzją inni sugerowali mi m.in. żebym wybrał np. ODK, filologię polską jako bardziej przyszłościowe niż historia) mi studiów historycznych, a motywowały do tego, żebym dążył do spełnienia swoich marzeń. Spełnienie marzeń to jedno, drugim czynnikiem było naśmiewanie się niektórych kolegów, którzy uważali, że wybrałem najgorszy, małodochodowy i czyniący bezrobotnym kierunek. Wybierając historię jako kierunek studiów powziąłem sobie za cel pokazania tym i innym drwiącym osobnikom, że przy odrobinie chęci, motywacji i pracy można osiągnąć swój cel. Jednakże "zrobienie na złość" kolegom nie jest moim życiowym celem. Jest nim (jak Bóg da i szczęście dopomoże) zostanie zawodowym historykiem, który pokaże uczniom/studentom, że historia jest warta uwagi, i że nie musi być nudna czy nieciekawa, a ponadto jest nośnikiem kultury i innych dobrych rzeczy. Ponadto będzie to pewna forma podziękowania temu nauczycielowi za jego trud, który poświęcił, żebym mógł rozwijać i wykorzystywać w szczytnym celu swoją pasję. Nie ukrywam, że mam zamiar również pisać (mam już w planach kilka ciekawych projektów) i wykorzystać to do szerzenia planów z zdania poprzedniego. Jak się z wypowiedzi kolegów dowiedziałem zarobki są marne to częściowo dobrze, gdyż będą stanowić motywację do pracy dla ludzi,pasji i własnej satysfakcji, a nie pieniędzy. Wiem, że niektórzy mogą powiedzieć: "Stary, masz jeszcze czas i zdążysz się zdecydować, co chcesz robić w przyszłości", ale ja już podjąłem decyzję i raczej jej nie zmienię gdyż jestem uparty i zawzięty i tak łatwo nie odpuszczę. Jak się nie uda to trudno będę próbował do skutku chyba, że upadnę na duchu to wtedy może zmienię decyzję. Rzeczywistość jest inna i okrutna, wiem to, ale póki mam chęci, cel i marzenia chcę iść taką drogą, a nie inną. Mam nadzieję, że mi i wielu innym zapaleńcom, których pozdrawiam serdecznie się uda to spełnić.

Pozdrawiam!
DW

Napisany przez: artifakt 29/09/2008, 21:28

No cóż Damianie, dlaczego nie możesz być pełnym sukcesu menadżerem, pasjonatem historii...Ja Ci życzę wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń.

Napisany przez: Łukasz Przybyło 29/09/2008, 22:12

QUOTE(Krzysztof M. @ 29/09/2008, 20:19)
Łukaszu jesteś jakimś kosmitą! skąd się urwałeś? odniosłeś sukces, jesteś zadowolony, nie narzekasz? Jestem po prostu wstrząśnięty... To u nas możliwe?
*



Możliwe. Nie zawsze było jednak różowo. Jeszcze jakiś czas temu miałem ekstremalnie frustrująca pracę, dość dobrze płatną - ale jednak frustrująca i z niepłatnymi nadgodzinami.
Byłem też bezrobotny - ale dzięki temu miałem czas żeby napisac "Charków" wink.gif . Potem moja połowica była bezrobotna - było ciężko. Ale jestem z natury optymistą - co potwierdza moje doświadczenie życiowe - zawsze jakoś tak spadałem na cztery łapy wink.gif
Ja wiem że czasami trzeba wylać smutki i żółć. Jednak trzeba zacisnąć zęby i walczyć, a nie tylko narzekać.

Napisany przez: keraunos 29/09/2008, 22:24

A mnie kiedyś odradzono pójście na historię, którą bardzo lubiłem i lubię do dziś. Czy żałuję? Trudno powiedzieć. Nieraz trochę tak. Z drugiej strony mam pracę, stać mnie na kupienie praktycznie każdej książki o historii jaką chcę (w pewnych granicach rozsądku oczywiście). Sam nie wiem.

W każdym razie trudny jest na pewno los autora, który nie am jakiejś pracy innej i chce żyć z samego pisania. Poza beletrystyka i to bestselerami jest to chyba nie możliwe.

Napisany przez: artifakt 29/09/2008, 22:36

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 29/09/2008, 22:12)
QUOTE(Krzysztof M. @ 29/09/2008, 20:19)
Łukaszu jesteś jakimś kosmitą! skąd się urwałeś? odniosłeś sukces, jesteś zadowolony, nie narzekasz? Jestem po prostu wstrząśnięty... To u nas możliwe?
*



Możliwe. Nie zawsze było jednak różowo. Jeszcze jakiś czas temu miałem ekstremalnie frustrująca pracę, dość dobrze płatną - ale jednak frustrująca i z niepłatnymi nadgodzinami.
Byłem też bezrobotny - ale dzięki temu miałem czas żeby napisac "Charków" wink.gif . Potem moja połowica była bezrobotna - było ciężko. Ale jestem z natury optymistą - co potwierdza moje doświadczenie życiowe - zawsze jakoś tak spadałem na cztery łapy wink.gif
Ja wiem że czasami trzeba wylać smutki i żółć. Jednak trzeba zacisnąć zęby i walczyć, a nie tylko narzekać.
*



Miałem podobnie, pół roku moja dziewczyna po studiach była bezrobotna - dzień w dzień szukała pracy, więc znam te uczucie...

Odnośnie niepłatnych nadgodzin - wystarczy, że masz w umowie procent od obrotu i problem nadgodzin, ich rozliczania itp znika wink.gif))

Napisany przez: rafalm 29/09/2008, 22:36

Czytam temat i w końcu trochę się pogubiłem o czym właściwie rozmawiamy confused1.gif Generalnie pocieszającym jest fakt, że 4000 osób kupiło "Charków...", może jednak jest sens włożyć trochę serca confused1.gif Chyba wrócę do tematu, który powoli zacząłem opracowywać, a który porzuciłem widząc, co się dzieje na rynku wydawniczym. rolleyes.gif A jeśli chodzi o codzienną egzystencję, to idąc na studia nie zdawałem sobie sprawy, że będę musiał obcować z ludźmi, dla których jedynym sensem życia jest picie. Ale cóż..., zamiast siąść i płakać, trzeba jakoś brnąć do przodu huh.gif

Napisany przez: Krzysztof M. 30/09/2008, 6:51

QUOTE(rafalm @ 29/09/2008, 22:36)
Czytam temat i w końcu trochę się pogubiłem o czym właściwie rozmawiamy  confused1.gif Generalnie pocieszającym jest fakt, że 4000 osób kupiło "Charków...", może jednak jest sens włożyć trochę serca  confused1.gif Chyba wrócę do tematu, który powoli zacząłem opracowywać, a który porzuciłem widząc, co się dzieje na rynku wydawniczym.  rolleyes.gif
*



Doprawdy nie rozumiem skąd te dylematy??? Rafale - większość ludzi na ziemi pozostawia po sobie tylko PESEL w jakimś przepastnym archiwum albo bazie danych, Ty przy odrobinę szczęścia pozostawisz po sobie książkę, która przetrwa dekady. Ten fakt sam w sobie jest tak motywujący że ...nie rozumiem w ogóle jak można myśleć inaczej wink.gif Jeśli nie warto włożyć całego serca i wysiłku w trwałą wartość, która być może przeżyje Ciebie samego - to w co tak na prawdę warto?

Napisany przez: Count Dracula 30/09/2008, 7:05

QUOTE
Generalnie pocieszającym jest fakt, że 4000 osób kupiło "Charków...",


Jak pisze Krzysztof, jest się z czego cieszyć. Tym bardziej, że trafiłeś do serii, której wszystkie książki są sprzedawane w tak wyskim (?) nakładzie. No, może poza Batoche, ale i ten tytuł się sprzeda smile.gif Poza tym książka jest naprawdę dobra i lepsze ok. 1 zł od sztuki niż nic.

P.S.

Nie piszcie, że książki są kserowane. To wierutna bzdura. Zapytajcie p. Grzelaka jak się ta technika drukarska nazywa...

Napisany przez: Krzysztof M. 30/09/2008, 7:34

No właśnie- czy pan Witek ma jakieś opory aby od czasu do czasu coś tu skrobnąć? Nikt nie wymaga aby ujawniał jakieś tajemnice - ale kilka ciekawostek dot. rynku, prowadzenia firmy wydawniczej czy choćby technik drukarskich mógłby nam sprzedać. Tu są sami życzliwi i pokojowo do Infortu nastawieni ludzie wink.gif

Napisany przez: Count Dracula 30/09/2008, 8:42

Ano wczoraj Infort zdenerwował się bardzo sad.gif
Miał odowiedzieć panu Marcinowi, gdyż podobno tenże nie napisał całej prawdy. Ale po kilku godzinach nerwy mu przeszły i się rozmyślił.
Od siebie dodam, że lepsze nawet 1000 PLN niż 0. Zwykła matematyka wink.gif
Ponadto warto mieć do pitów, taki jak dostanie pan Łukasz, można sobie sporo w rozliczeniu rocznym odliczyć rolleyes.gif Podobnie jest z umowami o dzieło.

PS

Osobiście p. WG raczej się nie zaloguje, nie ma na to czasu, np. jeszcze wczoraj zamiast dać Lund do druku wyłapywaliśmy drobne pomyłki, ale chętnie mu udostępnimy, z Wanaxem, własne logo.

Napisany przez: Stonewall 30/09/2008, 9:55

Drodzy Forumowicze!
Odnośnie nerwów pana Witolda Grzelaka chciałbym przypomnieć, iż w swoim poście inicjalnym wyraźnie podałem, iż przedstawione mi warunki były warunkami wstępnymi (wyraził je arkusz umowy autorskiej, jaki mi przesłano). Sprawę postawiłem jasno. Jeśli pan Grzelak ma jakiekolwiek do mnie pretensje z tego tytułu, to zapraszam go do zabrania głosu w tym miejscu, aby półsłówkami wypowiedzianymi przez osobę trzecią (Count Dracula) nie stawiać pozostałych Forumowiczów w sytuacji niedomówień i nie sprzyjać powstawaniu błędnych interpretacji moich relacji z Inforteditions. W razie, gdyby szef wspomnianego wydawnictwa zdecydował się na rozmowę ze mną lub z kimkolwiek na tym Forum, wolałbym, aby wypowiadał się pod własnym nickiem, a nie korzystał z loginu innych osób. O sprawach łączących mnie z Inforteditions mogę tutaj bezpośrednio dyskutować wyłącznie z człowiekiem, z jakim przez dłuższy czas utrzymywałem korespondencję (nie był nim ani Count Dracula, ani Wanax).
W miejscu tym pragnę dodać, iż wszystko, co napisałem w niniejszym temacie, stanowi moją ogólną refleksję nad stanem polskiego rynku książki historycznej (na tyle, na ile go znam) i nie stanowi ataku na jakąkolwiek oficynę. Jako autor jestem gotów do negocjacji z każdym wydawcą, nie wyłączając pana Witolda Grzelaka.

Napisany przez: Łukasz Przybyło 30/09/2008, 20:41

Stonewallu jesteś żałosny.

Po pierwsze o rozmowach dotyczących spraw związanych z kontraktami, umowami itp. można mówić za zgodą drugiej strony. Przynajmniej dobrze wychowani ludzie zachowuja się w ten sposób.

Po drugie jeszcze nic nie opublikowałeś - takie przynajmniej zwraca wyniki Google. Jeśli się mylę, to jednak Twoje publikacje ukazały się w maksymalnie niszowych wydawnictwach/pismach. "Sharpsburg" będzie Twoją pierwszą ksiązką - czyż nie?

Po trzecie obwiniasz wszystkich na około o swoje niepowodzenia - a to społeczeństwo nie dorosło do czytania książek, a to wydawca za mało kasy chce zapłacić, a to nie chcą Cię zatrudnić.

Dla mnie to jest żenujące. Chłopak po studiach, bez publikacji, chce się utrzymywać z pisania książek historycznych - bo tak! I nie chcą mu tyle zapłacić ile by chciał! A tak swoją drogą to ile byś chciał dostac za książkę formatu HB albo Infortu?
Wydawca ma prawo decydować ile chce zapłacić za ksiązkę - jeśli nie potrafi odpowiednio zadbać o wydawanych przez siebie autorów, w końcu pójda gdzie indziej. Walczenie z rynkiem wydawniczym nie ma sensu. Ma sens praca - tak, żeby ksiązki które firmujemy własnym nazwiskiem były jak najlepsze.

Trochę pokory. Najpierw trzeba trochę popracować, zawsze trzeba zapłacić frycowe, w każdym zawodzie.

Mimo moich dość nieprzyjemnych uwag w stosunku do Marcina, życzę mu wszystkiego najlepszego. Żeby mu się udało zyć z pisania, żeby pisał wspaniałe książki, żeby przestał narzekać i wziął się do pracy wink.gif

Napisany przez: kalimerasas 30/09/2008, 20:58

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 20:41)
Stonewallu jesteś żałosny.

Wcale nie uważam że Stonewall jest żałosny. Po prostu uchylił rąbka tajemnicy - ot wszystko. Założył nowy post i napisał prawdę, a ta nigdy nie jest mile widziana wśród większości ogółu...

Napisany przez: Łukasz Przybyło 30/09/2008, 21:08

QUOTE(kalimerasas @ 30/09/2008, 21:58)
QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 20:41)
Stonewallu jesteś żałosny.

Wcale nie uważam że Stonewall jest żałosny. Po prostu uchylił rąbka tajemnicy - ot wszystko. Założył nowy post i napisał prawdę, a ta nigdy nie jest mile widziana wśród większości ogółu...
*



Kalimerasasie, jakiej tajemnicy rąbek uchylił Stonewall?
Że ludzie nie czytają książek? Że spora część wydawanych w Polsce książek o tematyce historycznej jest albo słaba albo koszmarnie przetłumaczona? Że autorom płaci się marne grosze?
Przecież to wszystko wiadomo nie od dziś.
No chyba że to taka forma auto terapii. No to wtedy OK - zdrowie najważniejsze.

Napisany przez: kalimerasas 30/09/2008, 21:46

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:08)

Kalimerasasie, jakiej tajemnicy rąbek uchylił Stonewall?
Że ludzie nie czytają książek? Że spora część wydawanych w Polsce książek o tematyce historycznej jest albo słaba albo koszmarnie przetłumaczona? Że autorom płaci się marne grosze?
Przecież to wszystko wiadomo nie od dziś.
*


Tajemnicą były oczywiście pieniądze. Ale taka jest prawda, że jak ktoś prponuje "1000" zł. to autor się zgadza lub nie. Autor ma wolny wybór, czy idzie na takie warunki lub nie. Wydawnictwo też chyba nikogo do niczego nie zmusza. A więc trzeba przyjąć rzeczywistość taką jaka jest, a nie się na nią obrażać. Stonewall po prostu utwierdził mnie w przekonaniu, że pisanie książek to pewna idea i to wszystko sad.gif smile.gif

Napisany przez: Łukasz Przybyło 30/09/2008, 21:52

QUOTE(kalimerasas @ 30/09/2008, 22:46)
QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:08)

Kalimerasasie, jakiej tajemnicy rąbek uchylił Stonewall?
Że ludzie nie czytają książek? Że spora część wydawanych w Polsce książek o tematyce historycznej jest albo słaba albo koszmarnie przetłumaczona? Że autorom płaci się marne grosze?
Przecież to wszystko wiadomo nie od dziś.
*


Tajemnicą były oczywiście pieniądze. Ale taka jest prawda, że jak ktoś prponuje "1000" zł. to autor się zgadza lub nie. Autor ma wolny wybór, czy idzie na takie warunki lub nie. Wydawnictwo też chyba nikogo do niczego nie zmusza. A więc trzeba przyjąć rzeczywistość taką jaka jest, a nie się na nią obrażać. Stonewall po prostu utwierdził mnie w przekonaniu, że pisanie książek to pewna idea i to wszystko sad.gif smile.gif
*



Jak się przekopiesz przez forum to nie raz nie dwa znajdziesz tę kwotę. W sensie 1000zł. Bellona płaci lepiej. A jak sprzeda się ksiązkę zagranicę to wtedy jest zupełnie extra wink.gif .

Mnie osobiście zagotowała roszczeniowa postawa Stonewalla dlatego napisałem to co napisałem. Nie ma u nas kultu ciężkiej pracy - to mnie wkurza.

Napisany przez: ryba_pila 30/09/2008, 22:45

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:52)
Nie ma u nas kultu ciężkiej pracy - to mnie wkurza.
*


Bez pzesady tego u nas jeszcze nie widzieli, wiec nie ma co sie wkurzac, ale Japonia czeka na pracowitych rolleyes.gif
Kolega zrobil doktorat w Japonii, ale powiedzial dosyc i sie przeniosl do Australii wink.gif
A co do ciezkiej pracy to jednak poczucie docenienia raczej pomaga, a nie przeszkadza. Na prawde widze roznice, moj obecny szef goni do pracy, ale jak sa dobre wyniki, to caly czas powtarza, ze sa super itp, choc ja przyzwyczajony do Polski nawet nie mam takiego poczucia. U nas jakos niespecjalnie zacheca sie ludzi, zeby starali sie zobic cos wybitnego, a nawet sie ich zniecheca ...

Widze tez, ze 'wladza proletariatu' w Polsce przez 50 lat ogromnie zmniejszyla znaczenie i szacunek dla ludzi z wyzszym wyksztalceniem. W Niemczech w kazdym forularzu jest pole na tytul naukowy (wpisuje sie chyba od dr wzwyz). Mozna tez sobie tytul dodac na stale do nazwiska i nazyac sie Kowalski tylko Doktor Kowalski! rolleyes.gif I np. u lekarza mozna uslyszec 'Herr doktor ... bitte' biggrin.gif

Napisany przez: rafalm 30/09/2008, 23:19

QUOTE
Że ludzie nie czytają książek? Że spora część wydawanych w Polsce książek o tematyce historycznej jest albo słaba albo koszmarnie przetłumaczona? Że autorom płaci się marne grosze?
Przecież to wszystko wiadomo nie od dziś.

Tak się złożyło, że ja o tym nie miałem zielonego pojęcia sad.gif ... dopóki nie powstał dział Bellony na historykach smile.gif

Napisany przez: Primo! 1/10/2008, 0:38

QUOTE(Damian W. @ 29/09/2008, 22:25)
Jak się z wypowiedzi kolegów dowiedziałem zarobki są marne to częściowo dobrze, gdyż będą stanowić motywację do pracy dla ludzi,pasji i własnej satysfakcji, a nie pieniędzy.
*


Damianie, dużo w Tobie młodzieńczego zapału, entuzjazmu i idealizmu, ale to życie zweryfikuje wartość Twoich planów i marzeń. Rzeczywistość jest taka, że prędzej, czy później zawsze priorytetem staje się zarabianie pieniędzy, żeby utrzymać siebie i rodzinę. Alternatywą zaś jest zostanie klientem pomocy społecznej, co jest równoznaczne z totalną życiową degrengoladą.

QUOTE(Count Dracula @ 30/09/2008, 9:42)
Ano wczoraj Infort zdenerwował się bardzo sad.gif
Miał odowiedzieć panu Marcinowi, gdyż podobno tenże nie napisał całej prawdy. Ale po kilku godzinach nerwy mu przeszły i się rozmyślił.
*


Ta sprawa wraca co jakiś czas na łamy tego forum niczym rzucony bumerang. Na razie mamy klasyczny spór "słowo przeciwko słowu". Prawie rok temu w rozmowie telefonicznej ze mną, Pan Grzelak nawiązał do tej sprawy i stwierdził, że został źle zrozumiany przez Marcina.

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Stonewallu jesteś żałosny.
*


Nie zgadzam się!

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Po pierwsze o rozmowach dotyczących spraw związanych z kontraktami, umowami itp. można mówić za zgodą drugiej strony.
*


W sumie tak, ale... dzięki Marcinowi dowiedziałem się cokolwiek o stawkach w jednym z wydawnictw. Inna sprawa, że uzyskane informacje postarałem się sprawdzić u źródła.
Sam na początku istnienia tego forum publicznie podałem stawki Bellony, które skądinąd nie są okryte żadną tajemnicą przez redaktora naczelnego tego wydawnictwa.
Może jako przyszły autor chciałbym wiedzieć, jakie warunki może mi zaproponować inny wydawca? confused1.gif
Może chciałbym wiedzieć, jakie kryteria decydują o wysokości wynagrodzenia dla poszczególnych autorów i kolejności publikowania książek? confused1.gif

Te "tajemne informacje" mogą mieć dla mnie kluczowe znaczenie.
Chciałbyś się dowiedzieć "po czasie", że za książkę zbliżoną objętością i poziomem do Twojej ktoś dostał trzy razy więcej pieniędzy od Ciebie? confused1.gif
Pewnie poczułbyś się wyrolowany...

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Po drugie jeszcze nic nie opublikowałeś - takie przynajmniej zwraca wyniki Google. Jeśli się mylę, to jednak Twoje publikacje ukazały się w maksymalnie niszowych wydawnictwach/pismach. "Sharpsburg" będzie Twoją pierwszą ksiązką - czyż nie?
*


To jest NAJGŁUPSZY argument, jaki mogłeś użyć. sad.gif
W branży książek historycznych "magia nazwisk" nie działa w takim stopniu, jak np. w beletrystyce. Magnesem jest głównie tematyka książki. Nagłośnione w mediach wyjątki Normana Davisa, czy ostatnio Panów Cenckiewicza i Gontarczyka, którzy wyrwali się z anonimowości w przestrzeń opinii publicznej, tylko potwierdzają tę regułę.

Gdybym kiedykolwiek usłyszał od jakiegoś wydawcy tekst "...ale Pan jest debiutantem", natychmiast podniósłbym swój zad z krzesła, rzucił mu przez ramię oschłe "do widzenia" i "po angielsku" opuścił lokal.

Każdy w miarę kompetentny redaktor po lekturze maszynopisu może stwierdzić, czy ma do czynienia z chłamem, czy też z solidną książką.

Jeśli "Sharpsburg" autorstwa Marcina to dobra książka pod względem merytorycznym i literackim, nie ma powodu, aby ktokolwiek w jakikolwiek sposób dyskredytował go jako debiutanta. Tym bardziej, że w branży funkcjonuje przynajmniej kilku grafomanów historycznych, produkujących taśmowo książki o żenująco niskim poziomie. Są też tacy, którzy po błyskotliwym debiucie staczają się "po równi pochyłej", uprawiajac coraz większą chałturę.

Łukaszu, liczy się jakość, a nie ilość! rolleyes.gif

Jakość tej konkretnej książki, z którą autor przychodzi do wydawcy.

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Po trzecie obwiniasz wszystkich na około o swoje niepowodzenia - a to społeczeństwo nie dorosło do czytania książek, a to wydawca za mało kasy chce zapłacić, a to nie chcą Cię zatrudnić.

Dla mnie to jest żenujące.
*


Znam niejednego bezrobotnego absolwenta wyższej uczelni, który przeżywał podobne frustracje w konfrontacji z brutalną rzeczywistością.

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Chłopak po studiach, bez publikacji, chce się utrzymywać z pisania książek historycznych - bo tak! I nie chcą mu tyle zapłacić ile by chciał!
*


To akurat jest kompletny brak realizmu.

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Wydawca ma prawo decydować ile chce zapłacić za ksiązkę - jeśli nie potrafi odpowiednio zadbać o wydawanych przez siebie autorów, w końcu pójda gdzie indziej.
*


Ile chce i ile może zapłacić.

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Walczenie z rynkiem wydawniczym nie ma sensu.
*


Nie ma żadnego sensu, chociaż wypowiedzi Stonewalla odbieram bardziej w kategoriach "protest songu".

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Trochę pokory. Najpierw trzeba trochę popracować, zawsze trzeba zapłacić frycowe, w każdym zawodzie.

Mimo moich dość nieprzyjemnych uwag w stosunku do Marcina, życzę mu wszystkiego najlepszego.
żeby przestał narzekać i wziął się do pracy  wink.gif
*


Łatwo jest Ci pisać te słowa, bo masz stałą pracę, Marcin jej na razie nie ma. Najłatwiej być "wujkiem Dobra Rada" dla kogoś, kto ma obiektywnie trudniejszy start do kariery zawodowej od Ciebie, ode mnie i przynajmniej jeszcze kilku forumowiczów.

Napisany przez: SAS Sandomierski 1/10/2008, 6:26

Czy nagrana [za pieniądze] książka w sieci niebyła by rozwiązaniem? Jeszcze jedno za wiedzę powinniście mieć godziwą kasę ale wspomniany kierowca tira i inni łatwo nie mają,jest bul kilka lat studiowania niewiele lepiej albo wcale od tego co bez szkoły .
Życzę wam i sobie lepszych czasów
G.B.

Napisany przez: artifakt 1/10/2008, 7:01

Ad. Łukasz:

1. U nas nie ma kultu ciężkiej pracy - ano nie ma bo ludzie nie mają na to czasu, bo tak ciężko pracują. Zobacz sobie ile osób zarabia po 1700pln netto za cholernie odpowiedzialną pracę (odpowiadają np za stan magazynowy wart 300.000pln). Nie ma kultu ciężkiej pracy i nie będzie, bo dla nas jest to konieczność, a nie forma wywyższenia...Haruje 50h na tydzień i nie dlatego, że taki jest kult, tylko dlatego że dano mi % od obrotu promocyjnego - samo chyba za siebie to mówi.

2. Natomiast zgadzam się z Tobą co do frycowego, jakie każdy z nas musi zapłacić. Niestety powtórzę to po raz kolejny - w dobie masowości wyższego wykształcenia, przestaje ono stanowić czynnik decydujący o zatrudnieniu! Poza tym liczy się doświadczenie, a nie wiedza teoretyczna...

Ad. Primo:

Oczywiście, że łatwo pisać o frycowym. Tylko zauważ z jakiej pozycji pisze to Łukasz - osoby która już je zapłaciła i z takiej perspektywy i ja będę pisać, kiedy miałem prawie 4 miesiące praktyki za 700pln netto (mięso widziałem u rodziców jak byłem na weekend biggrin.gif). Po prostu trzeba zacisnąć zęby i konsekwentnie dążyć do przodu. Nawet jak stracę pracę i będę szukał kolejnej, na pewno będę to powtarzał i tak właśnie będę sobie tłumaczyć moje niepowodzenia...

Napisany przez: Radosław Sikora 1/10/2008, 7:07

QUOTE(SAS Sandomierski @ 1/10/2008, 6:26)
Jeszcze jedno za wiedzę powinniście mieć godziwą kasę ale wspomniany kierowca tira i inni łatwo nie mają,
*



To nie o to chodzi, czy mają łatwo czy nie. Chodzi o to, że tylko wiedza ułatwia ludziom życie. Wiedza to postęp cywilizacyjny. Można przez 20 godzin na dobę ryć węgiel w kopalni kilofem. Cholernie ciężkie życie ma taki gość. A można wymyślić kombajn, który będziesz obsługiwał a który tę samą robotę wykona w paręnaście minut. Kto powinien być bardziej doceniony (finansowo)? Ten który przez 20 h na dobę ryje kilofem w pocie czoła, czy ten, kto wymyślił ten kombajn?
Niestety w Polsce zazwyczaj odpowiedź brzmi - ten, kto ryje kilofem. I to jest właśnie nasza tragedia. Gdy jeszcze pracowałem na Politechnice Wrocławskiej, mój były promotor, doktor nauk technicznych zarabiał 1700zł netto. I to człowiek z poważnymi osiągnięciami naukowymi i wdrożeniami w przemyśle. W tym samym czasie chłopak, który skończył zawodową szkołę górniczą, dostawał na starcie bardzo podobne (nieco wyższe nawet) pieniądze. Nie wiem, jakie stawki dziś są, bo odszedłem z PWr 6 lat temu, ale podejrzewam, że rewolucja od tamtego czasu nie zaszła.
Świat - ten bardziej od nas cywilizacyjnie rozwinięty - już dawno zrozumiał, że wiedza=bogactwo i lżejsza praca dla wszystkich. Na badania naukowe przeznacza się tam wielokrotnie większy procent pieniędzy niż w Polsce. U nas wciąż pokutuje przekonanie wpojone za PRL-u, że ciężka praca fizyczna powinna być jakoś szczególnie doceniana. Efekt jest jaki jest. I dopóki to się nie zmieni, nigdy tej światowej czołówki nie dogonimy. A nasi doktorowie będą wyjeżdżać do krajów, gdzie naprawdę docenia się ich wiedzę i umiejętności, i gdzie mogą coś zrobić a nie tylko wysłuchiwać, że nie ma pieniędzy na badania.

Napisany przez: Łukasz Przybyło 1/10/2008, 8:06

QUOTE(Primo! @ 1/10/2008, 1:38)
QUOTE(Łukasz Przybyło @ 30/09/2008, 21:41)
Po drugie jeszcze nic nie opublikowałeś - takie przynajmniej zwraca wyniki Google. Jeśli się mylę, to jednak Twoje publikacje ukazały się w maksymalnie niszowych wydawnictwach/pismach. "Sharpsburg" będzie Twoją pierwszą ksiązką - czyż nie?
*


To jest NAJGŁUPSZY argument, jaki mogłeś użyć. sad.gif
*



Primo! Chyba nie zrozumiałeś co chciałem przekazać. Jeśli ktoś chce żyć z pisania książek to musi mieć CV. Bez publikacji nie ma się argumentów przetargowych w dyskusji z wydawca. Nawet jesli debiutant napisze cudownie genialna ksiązkę - pozostaje debiutantem. Jak mu się uda powtórzyć swój sukces - to za trzecim razem wydadzą go w twardych okładkach i zarobi 5000 zł - no może 10.000zł. O to mi chodziło.
A poza tym na rynku ksiązki historycznej magia nazwiska działa - może nie tak jak w beletrystyce - ale działa. Jak zobaczyłem ksiązkę van Crevelda w księgarniach to po prostu ją od razu kupiłem - nawet jej nie przeglądałem.

Napisany przez: Krzysztof M. 1/10/2008, 8:09

Dyskusja ta toczy się od jakiegoś czasu i praktycznie od pierwszego postu wszyscy zgadzają się co do jednego: z pisania ksiązek historycznych kokosów nie ma! Nigdy nie było i raczej nie będzie. Czym szybciej ten czy inny autor przyjmie to do wiadomości, tym szybciej zacznie czerpać prawdziwą przyjemność z pisania.
Łukasz potraktował Stonewalla b. ostro, ale może przyniesie to lepszy skutek niż to całe głaskanie i gadanie: "masz rację, jest źle, płacą marnie, nikt nie czyta etc. etc." Jak życie przyszpili to trzeba także wziąć kilof i ryć w nim w ziemi. Ilu z was ma rodziny, które musi utrzymać? ilu z was ma kredyty do spłacenia? W pewnym momencie nie jest ważne czego chcesz Ty, ważne jest dobro człowieka, za którego wziąłeś odpowiedzialność. Z samego narzekania jeszcze nic nie urosło...
I niech nikt nie waży mi się wspominać o byciu klientem pomocy społecznej! (to do Primo) - nie ma takiej opcji! wink.gif

Napisany przez: artifakt 1/10/2008, 8:38

QUOTE(Krzysztof M. @ 1/10/2008, 8:09)
Dyskusja ta toczy się od jakiegoś czasu i praktycznie od pierwszego postu wszyscy zgadzają się co do jednego: z pisania ksiązek historycznych kokosów nie ma! Nigdy nie było i raczej nie będzie. Czym szybciej ten czy inny autor przyjmie to do wiadomości, tym szybciej zacznie czerpać prawdziwą przyjemność z pisania.
*



Bo o to właśnie chodzi! Można być pełnym sukcesów biznesmanem, który w wolnym czasie pisze książki! Ale nikt nie da Ci stałej pensji, za to że będziesz siedział i coś sobie pisał...I z tym się zgadzam. Co do ostrości potraktowania, z doświadczenia wiem, że niektórzy ludzie reagują na to przyrostem ambicji, inni jeszcze bardziej pogrążają się w lamencie.

Napisany przez: Count Dracula 1/10/2008, 9:04

Do Marcina S.:

1. Chętnie bym przeczytał twój "Sharpsburg". Osprey jest, moim zdaniem, bardzo kiepski.

2. Czy to prawda, że od samego początku miałeś kłopoty z wydawnictwem w W-wie. Podobno red. nacz. stwierdził, że temat jest zbyt "wąski". Może chodziło o inną osobę, ale temat jest ten sam.

3. Chłopie nie załamuj się. Wiem, po sobie, że łatwo jest mówic komuś, ale trzeba liczyć na szczęście i, jeszcze raz powtarzam, lepsze jest 1000 zł niż nic. Tym bardziej, że chodziło, jak pisał Primo w większą kwotę. W "kapitaliźmie" byłem i viceprezesem Spółki liczącej kilkaset ludzi i bezrobotnym przez rok, i żyjącym tylko ze zleceń, aby znów wspiąć się wyżej i znowu zlecieć. Takie są uroki tego systemu. Pracę w sektorze prywatnym traci się z dnia na dzień, wystarczy podjąć się zlecenia dla dużej firmy, która nagle ogłosi niewypłacalność i następuje lawina...

4. Z pisania książek, to poza wymienionymi, wyżej osobami żyje jeszcze Chmielewska (może jeszcze kilka osócool.gif, ale ona wydaje książki poza wszystkimi wydawnictwami.

I to tyle. Może jeszcze jedno: słyszałem, że utrzymują na wszystkich uczelniach kierunek "historia" wychodząc z założenia, że tylko niewielki procent znajdzie pracę w swoim zawodzie, ale zasób wiedzy pozwoli pozostałym na łatwe przekwalifikowanie się ? Ile w tym praktycznej prawdy (dziwoląg słowny wink.gif nie wiem ?

Napisany przez: Stonewall 1/10/2008, 10:07

Drodzy Forumowicze!
Nigdy podczas ponad 2 lat, jakie upłynęły od momentu, gdy po raz 1 zalogowałem się w Historycy.org, o nikim nie napisałem, że jest żałosny, że dyskusja przezeń prowadzona to żenada. Jako moderator starałem się nie piętnować pozostałych użytkowników – nigdy np. nie używałem kolorowych wpisów do zaznaczenia błędów popełnionych przez usera (praktyka stosowana przez niektórych modów i regulaminowo dopuszczalna). Pomimo tego ze strony niektórych z Was (nie była to 1 osoba) spotkały mnie słowa, które mam prawo traktować jako obraźliwe. Stało się tak, choć w swoim ostatnim poście wyraźnie zaznaczyłem, iż nie zamierzałem i nie zamierzam nikogo atakować. Na obelgi („jesteś żałosny” stanowi dla mnie obelgę) i to ze strony osoby, pod adresem której nigdy nie wypowiedziałem żadnej krytycznej uwagi, odpowiadać nie muszę. Zdecydowałem się to jednak zrobić, być może raz już ostatni. Twoją pierwszą wypowiedź Łukaszu przyjąłem bardzo pozytywnie. Podobał mi się Twój ton sukcesu, bo o sukces przecież chodzi. Masz pracę, żona też znalazła pracę, napisałeś świetną książkę, która znakomicie się sprzedała. Nie jesteś „kosmitą” (padła taka sugestia) – jesteś po prostu odpowiednim człowiekiem w odpowiednim miejscu. Nie chodzi o to, żeby tylko wylewać żale (ja nie tyle je wylewam, co zwyczajnie stwierdzam pewne fakty), ale także tworzyć pozytywne wzorce. Czy sukces jednak musi prowadzić do deprecjonowania osób, które wskazują na ciemniejsze strony życia? Czy mam prawo Twoje następne wypowiedzi traktować jako wyraz Twojej niechęci wobec przypominania o ludziach, którym powiodło się gorzej? Mam nadzieję, że taka intencja za Tobą nie stała. Mam taką nadzieję, bo pokazałeś mi zrazu twarz człowieka, jakiego chciałbym częściej widzieć.
Mnie nie trzeba pouczać słowami o „wzięciu się do pracy”. Dlaczego jestem bezrobotny? Jedynym zawodem, na który mam papier, jest zawód nauczyciela. Ten zawód parę razy udawało mi się przez krótki czas wykonywać (pracowałem w ramach zastępstwa). To nie ja pierwszy wspomniałem w tym temacie o podwójnych etatach nauczycielskich. Sprawę znam z autopsji – przegrywałem konkursy do różnych szkół z tymi samymi osobami. Jeśli ktoś ma dwa etaty, to znaczy, że ktoś inny etatu nie ma. Czy wykształcenie magisterskie promuje kogoś do pracy w szkole, gdy w podstawówce i gimnazjum można uczyć 5 przedmiotów po licencjacie z 1 kierunku i krótkich podyplomówkach z 4 pozostałych (jedna podyplomówka to 3 semestry)? Każda podyplomówka to koszt ponad 2000 złotych, których nie wyłoży bezrobotny, który nie zarabia i który nie wie nawet, czy jeśli taką podyplomówkę skończy, to dostanie pracę. Czy pracę nauczyciela dostanie ktoś, kto w sąsiednich gminach pracy nie dostanie, bo tamtejsi wójtowie wydali zarządzenie, na mocy którego pierwszeństwo mają ludzie pochodzący z tejże gminy? W mojej rodzinnej gminie takiego rozporządzenia nie ma – uczą ludzie z daleka, a miejscowi po dwóch lub trzech kierunkach (nie podyplomówkach) okupują Urząd Pracy (jest ich coraz mniej, co cieszy).
Startowałem w wielu konkursach do przeróżnych urzędów – a to na takie stanowisko, a to na inne. Byłem w ich czasie „żałosny”? Z pewnością nie, bo od szefa biura prasowego Urzędu Wojewódzkiego usłyszałem słowa: „Potrafi Pan walczyć o swoje”. W tamtym konkretnym konkursie przegrałem tak naprawdę tylko z 1 osobą, choć przez niedopatrzenie komisji odpadłbym już na I etapie (zawalczyłem i dzisiaj wiem, że byłem nr 2 spośród mnóstwa startujących osócool.gif. Przegrałem w uczciwej rywalizacji z człowiekiem, któremu szczerze gratuluję (ex-nauczyciel pracujący z ludźmi po wyrokach – proponuję Wam zmierzyć się za zadaniami, jakie on wykonywał; dzisiaj nauczyciel wchodzi do szkoły jak na pole bitwy, a on musiał wojować z autentycznymi przestępcami, jakich w jego dawnym miejscu pracy nie brakowało). W innych konkursach częstokroć bywało inaczej, bo na milę wiało ustawieniem konkursu pod wybraną osobę. Myślicie, że w dużych jednostkach administracji rządowej lub samorządowej pracują sami specjaliści z niewiadomo jak specjalistycznymi dyplomami? Czy w urzędzie rangi Urząd Wojewódzki lub Urząd Marszałkowski pracują na stanowiskach urzędniczych ludzie z wykształceniem fryzjerskim? Dobry fryzjer nie musi pracować w urzędzie, bo świetnie zarabia na wyuczonym fachu. Co jednak, gdy fryzjer nie potrafi równo ciąć włosów, bo mu się w szkolnych czasach nie chciało nawet odbyć obowiązkowej praktyki? Zamiast praktyki nastąpiło wydanie dokumentu o odbyciu praktyki. To istotna różnica. Potem fryzjer został urzędnikiem. W jaki sposób? Mama jego jest uznaną terenową działaczką zawsze słusznej i w ogóle pozbawionej nepotyzmu zielonej partii. To wystarcza, by cała trójka jej dzieci pracowała w podobnych urzędach (pracują w jednostkach wyższego rzędu, niż ten w którym ona sama pracuje). To nie ja przegrałem konkurs z fryzjerem, to przegrało wiele osób o znacznie większych kompetencjach (ja w tym konkursie udziału nie brałem).
Co robię, gdy nie mam pracy? Szukam jej. Tego lata pojechałem do Krakowa, by rozejrzeć się po tamtejszym rynku pracy. Nie mogłem tam być długo z uwagi na superdrożyznę, jaka tam panuje (mieszkania, żywność, środki lokomocji – stali mieszkańcy bardzo narzekali w rozmowie ze mną na wspomniane warunki – przypominali choćby o co najmniej dwukrotnie wyższej cenie biletów komunikacji miejskiej od tej w Gdańsku). Co znalazłem? Same oferty pracy na umowę-zlecenie. Taka praca nie daje mi ubezpieczenia społecznego, a nie ma takiej pracy, którą przedłożę ponad troskę o własne zdrowie. Byłem szczęśliwy z jednego powodu – dzięki uprzejmości kolegi ze studiów miałem przez jakiś czas bezpłatny dach nad głową.
Która z wykonywanych prac sprawiała mi największą satysfakcję? Ta za 450 złotych, gdy byłem stażystą opłacanym przez Urząd Pracy. Wtedy czułem, że autentycznie komuś pomagam (np. ułatwiałem wypełnianie wniosków o dopłaty do produkcji rolniczej). W szkole nie zawsze czułem się potrzebny, choć w każdej kolejnej zarabiałem nieco więcej niż w poprzedniej (nie przeskoczyłem jednak 1 progu awansu zawodowego, wszak nie mam ciągłości pracy).
Kiedy jeszcze czułem satysfakcję? Wtedy, gdy brałem rower i jechałem do mojego wujka, który posiada większe gospodarstwo od gospodarstwa moich rodziców. Jechałem, aby mu pomóc w pracy, bo wujek nie ma żony ani dzieci – pomagają mu synowie brata oraz siostry i to wtedy, gdy akurat są dostępni. Wuj to chłop na schwał, ale kilka lat temu uległ bardzo poważnemu wypadkowi, którego skutki odczuwa do dziś. Jeżdżę do niego czasami – a to razem siejemy, a to zbieramy zboże lub siano. Wuj czasem odwdzięczy się jakimś groszem, więc kupię chleb dla siebie i moich rodziców. Fajnie jest tak czasem wyjechać w pole, zaczerpnąć świeżego powietrza, popatrzeć na przyrodę i pomachać widłami czy też grabiami. Nie jestem jednak rolnikiem z powołania i nie chciałbym robić tego codziennie.
Szokuje kogoś, że piszę o sobie? Czy może szokować w dobie wszechobecnych bloogów i programów telewizyjnych w rodzaju tego prowadzonego przez panią Ewę Drzyzgę? W czasie, gdy w Krakowie poszukiwałem pracy, w tymże dziale naszego Forum inni autorzy przedstawiali swoją sytuację – nie obyło się bez narzekania. Mnie w tej dyskusji zabrakło, choć o niej wiedziałem (Primo poprosił mnie, abym śledził tutejsze wątki, bo on akurat wtedy nie mógł – czasem zachodziłem do Biblioteki Jagiellońskiej i śledziłem). Nie dołączyłem do chóru narzekających, pośród których znajdowali się ludzie, którzy dziś ze mną tutaj dyskutują. Nikt nie napisał, że byli wtedy „żałośni”, bo też takimi rzeczywiście nie byli.
Zdecydowałem się na założenie niniejszego tematu w odpowiedzi na wątki poruszane przez wielu z Was. Od 1 dnia mojej obecności w Historycy.org wszystko podpisywałem własnym nazwiskiem i nie kryłem się za pseudonimem lub fikcyjnym opisem profilu (tak czynią niektórzy z moich oponentów). 2 lata temu napisałem o tym, co anonimowy wydawca mi zaproponował. Nie padło wtedy żadne nazwisko, ani żadna nazwa wydawnictwa. Pomimo tego spotkały mnie szydercze uwagi jednego z Was. Nie dałem się sprowokować i nie odpowiedziałem na nie. To, co zaproponował mi pan Witold Grzelak, potraktowałem jako rzecz ostateczną, nie podlegającą negocjacji. Znacznie później, już po moich enuncjacjach (raz jeszcze powtórzę – nie podałem wówczas żadnych nazwisk i innych nazw) szef Infortu powiedział mi, że to były warunki wstępne i powinienem był licytować. Tym samym, kiedy ponownie o tej sprawie napisałem (post inicjalny niniejszego tematu), zaznaczyłem, że chodziło o warunki wstępne. Pan Grzelak nigdy też nie nadmienił, iż wszelkie informacje, jakich mi udziela, mają charakter poufny.
Czy chęć dostania jak najwyższej zapłaty za pracę jest wykroczeniem? Tymczasem tak moją chęć interpretują moi oponenci. Tamte warunki, o jakich wspomniałem, były dla mnie nie do przyjęcia (wiedziałem z trzeciej ręki o lepszych oferowanych przez Bellonę).
To, o czym piszę, to nie narzekania, ale niezgoda na pewien stan rzeczy. Mój dziadek nie zgadzał się na rzeczywistość Polski międzywojennej, na rzeczywistość łagru, na realia społeczno-polityczne Polskiej Armii na Wschodzie i II Korpusu Polskiego, na Polskę Ludową i na III RP. Jestem do niego podobny, bo też wyrażam swoją niezgodę. On był człowiekiem odważnym, nie kryjącym swoich przekonań. Ja też jestem. Wiem, co przeżył, dlatego wiem, że moje problemy maleją przy jego. On walczył i ja walczę. Moja walka ma swój wymierny rezultat, wszak być może niedługo będę odbywał przygotowanie zawodowe w pewnym urzędzie. Przez 3 miesiące będę może miał na chleb, a jeśli będzie chleb, to i siła do dalszej walki, do walki o przyszłość moją i moich bliskich.

Na pytania Counta odpowiem później, bo przeczytałem je już po napisaniu powyższych treści. Teraz nie mogę, bo walka o byt wzywa.

Napisany przez: artifakt 1/10/2008, 10:24

Przeczytałem cały post i faktycznie przykro mi jest Stonewallu, że tak Ci się wiedzie. Ile z tego jest Twoją winą, a ile winą "otoczenia" to już sam rozsądzisz. Z mojej strony jedyne co mogę Ci powiedzieć, to fakt, że moja dziewczyna miała bardzo podobnie przez pół roku - ustawiane konkursy, oferty pracy za 1400pln na stanowisku podreferendarza (średnie wykształcenie, a ona ma wyższe!), przepłakane noce. Do dziś BUW kojarzy jej się nie z ksiażkami, a z szukaniem pracy przez Internet...Ale widzę, że macie podobny problem, jedna was rzecz łączy: za wszelką cenę ograniczacie sobie działkę działalności i poszukiwania pracy...Czy koniecznie musi być to urząd lub wydawnictwo? Skoro umiesz walczyć o swoje, czemu nie zostaniesz przedstawicielem handlowym? Nie twierdzę, że musi to być praca na całe życie, ale zawsze coś masz...

EDIT: Dodam tylko, że mnie również niepodoba się taka sytuacja, że ludzie którzy posiadają nieskończenie wiele razy większą wiedzę niż moja skromna osoba mają takie problemy z uznaniem przez "rynek pracy". Jest to faktycznie swoiste zaprzeczenie tego, że mamy do czynienia ze społeczeństwem informacyjnym, a co najmniej jego początkami.

Napisany przez: Krzysztof M. 1/10/2008, 10:42

QUOTE(Stonewall @ 1/10/2008, 10:07)
Drodzy Forumowicze!
Nigdy podczas ponad 2 lat, jakie upłynęły od momentu, gdy po raz 1 zalogowałem się w Historycy.org, o nikim nie napisałem, że jest żałosny, że dyskusja przezeń prowadzona to żenada. Jako moderator starałem się nie piętnować pozostałych użytkowników – nigdy np. nie używałem kolorowych wpisów do zaznaczenia błędów popełnionych przez usera (praktyka stosowana przez niektórych modów i regulaminowo dopuszczalna). Pomimo tego ze strony niektórych z Was (nie była to 1 osoba) spotkały mnie słowa, które mam prawo traktować jako obraźliwe. Stało się tak, choć w swoim ostatnim poście wyraźnie zaznaczyłem, iż nie zamierzałem i nie zamierzam nikogo atakować.
*



Do twojej wiadomości "kryształowy" Stonewallu: - określenia "kolega cechujący się cnotą ambicji" i "żona-nauczycielka pracująca na dwa etaty" uznałem za określenia OBRAŹLIWE lub co najmniej jadowite i ironiczne. O ile sam takie epitety puszczam mimo uszu (z racji zawodu mam grubą skórę) o tyle wszelkie przytyki pod adresem mojej małżonki traktuje śmiertelnie poważnie i płazem nie puszczam. Chcę żebyś to zwyczajnie wiedział...

I nie mam zamiaru tłumaczyć się z tego że mam pracę i stać mnie na to czy na tamto, nie mam zamiaru tłumaczyć się z tego że pracuję w budżetówce, nie czuję się winny temu że kolega Stonewall jest bezrobotny - bo między wierszami postów kolegi Marcina wczytuję iż wyraźnie domaga się tego aby wszyscy czuli się winni i przepraszali i żeby było im przykro.
Krzysztof

Napisany przez: Radosław Sikora 1/10/2008, 12:50

Zakończmy lepiej tę dyskusję czymś konstruktywnym a nie obrażaniem się na siebie. Marcin, nie wiem, gdzie mieszkasz, ale jeżeli w Twoim przypadku przeprowadzka w okolice Wrocławia wchodzi w rachubę i podejmiesz się pracy w fabryce montującej telewizory, czy lodówki (płacą ok. 1500 zł netto), to napisz do mnie na priv. Tutaj takiej roboty jest do czorta. Ludzi do pracy brakuje. Dam Ci odpowiednie namiary.
Wątpię, żebyś miał wtedy czas na pisanie książek, ale skoro jesteś zdesperowany, to lepsze to, niż nic.

Napisany przez: Count Dracula 1/10/2008, 13:23

QUOTE
Zakończmy lepiej tę dyskusję czymś konstruktywnym a nie obrażaniem się na siebie.


Oczywiście, to najlepsze wyjście. Podajmy sobie wszyscy łapę na zgodę i koniec z tym tematem. Górę zaczynają brać emocje. Nie jest to dobre dla nikogo.

QUOTE
płacą ok. 1500 zł netto


To mnie najbardziej wkurza, kiedy czytam ile wynosi średnia krajowa sad.gif Trudno za taką kwotę wynająć chałupę i wyżyć. Za mało aby godnie żyć, za dużo aby umrzeć z głodu. Skoro się ma w odwodzie nawet skromną działkę, to jednak można jakoś "niegodnie" egzystować i szukać innych rozwiązań.

Napisany przez: artifakt 1/10/2008, 13:26

Zgadzam się.

1500pln mnie rozwala. Półbiedy jak ktoś żyje z rodzicami. Gorzej jak ktoś wynajmuje w W-wie, 600-700zł na wynajem + czynsz (jak mieszkasz z kilkoma osobami), 100zł - karta miejska na miesiąc. Zostaje 700zł na żarcie, ubranie się...A doliczyć do tego koszta dziecka...

A Hrabio porównaj to z ustawowym minimum jakie należy zarabiać...

Napisany przez: Stonewall 1/10/2008, 14:44

Drodzy Forumowicze!
Tym razem będzie znacznie krócej, niż zazwyczaj.
Krzysztofie! Wyciągnąłem do Ciebie rękę do zgody, o jakiej piszą moi przedmówcy. Jeśli jej nie zauważyłeś, to... cóż mogę więcej napisać.
Szanowny Hrabio! O wszelkich sprawach związanych z moją twórczością czy też refleksjach na temat użyteczności uniwersyteckich studiów historycznych mogę z Panem porozmawiać już wyłącznie na gruncie prywatnym, bez umieszczania naszego dialogu na forumowej mównicy.
Wszystko, co chciałem napisać w niniejszym temacie, już napisałem. Osoby zainteresowane tym mogą raz jeszcze zapoznać się z moimi postami. Nie zamierzam więcej pisać tutaj o moim życiu prywatnym, moich radościach i troskach. Nie noszę się także z zamiarem dalszego snucia własnych rozważań o polskim rynku księgarskim, problemach bezrobocia czy rozterkach młodych historyków. Oczywiście każdy lub każda z Was ma prawo snuć tutaj rozważania własne.

Napisany przez: Krzysztof M. 1/10/2008, 14:50

Przyjmuję przeprosiny i sam przepraszam - AMEN.

Napisany przez: Primo! 1/10/2008, 16:07

QUOTE(Stonewall @ 1/10/2008, 15:44)
Wyciągnąłem do Ciebie rękę do zgody, o jakiej piszą moi przedmówcy. Jeśli jej nie zauważyłeś, to... cóż mogę więcej napisać.
*


QUOTE(Krzysztof M. @ 1/10/2008, 15:50)
Przyjmuję przeprosiny i sam przepraszam - AMEN.
*


Brawo, Panowie!!! rolleyes.gif

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 1/10/2008, 9:06)
Primo! Chyba nie zrozumiałeś co chciałem przekazać. Jeśli ktoś chce żyć z pisania książek to musi mieć CV.
*


W ogóle nie rozumiem, co miałby oznaczać zwrot: "żyć z pisania książek historycznych"? confused1.gif
Wyobrażam sobie Grocholę, Masłowską, Chmielewską, czy Pilcha, nie mogę wyobrazić sobie historyka, który prowadzi permanentną kwerendę i pisze po kilka książek rocznie na bardzo różne tematy.

W kategoriach "marketingowego targetu" czytelnicy książek historycznych stanowią bardzo nieliczną grupę docelową, w porównaniu do rzeszy miłośników mniej lub bardziej ambitnych "czytadeł". To wprost przekłada się na kondycję finansową całej branży, w tym autorów i czyni postulat Stonewalla niemożliwym do realizacji.

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 1/10/2008, 9:06)
A poza tym na rynku ksiązki historycznej magia nazwiska działa - może nie tak jak w beletrystyce - ale działa.
*


Działa tylko w obrębie bardzo wąskiej grupy specjalistów i pasjonatów. Dla szerszego grona czytelników autor pozostaje jedynie "szarą eminencją", która napisała książkę na interesujący temat. Po lekturze niewielu zapamięta nazwisko autora, a jeszcze mniej osób skojarzy Pana Przybyło przy okazji ukazania się jego drugiej książki.

Przeciętny czytelnik kupuje książkę, bo zainteresował go temat, czyta i odkłada na półkę. Nie "drąży" kim jest autor, nie analizuje przypisów i bibliografii, nie wyszukuje błędów. Najczęściej "w ciemno kupuje" treści, które sprzedał mu autor.
Tych kilkunastu, dwudziestu, trzydziestu forumowiczów regularnie piszących w tym subforum stanowi ELITARNĄ (a co tam trochę megalomanii nie zaszkodzi wink.gif ), WYMAGAJĄCĄ GRUPĘ RECENZENTÓW. Ten dział jest pewnego rodzaju MIKROKOSMOSEM wink.gif, a większość osób wypowiadających się w nim osób nie jest reprezentatywnym wycinkiem ogółu czytelników Historycznych Bitew. Warto o tym pamiętać.

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 1/10/2008, 9:06)
Jak zobaczyłem ksiązkę van Crevelda w księgarniach to po prostu ją od razu kupiłem - nawet jej nie przeglądałem.
*


Z całym szacunkiem, to nazwisko NIC mi nie mówi... sad.gif
Tak jak NIC Tobie nie powie nazwisko autorytetu z "mojej branży". smile.gif

A takiego Normana Davisa zna, kojarzy lub przynajmniej o nim słyszał prawie każdy miłośnik historii.

Do szerszej opinii publicznej, mediów przebijają się pojedyńcze jednostki i to z reguły, gdy ich twórczość ma pewne konotacje polityczne (Gontarczyk, Cenckiewicz, Gross). Reszta autorów książek historycznych wiedzie spokojny anonimowy żywot, zbierając hołdy i cięgi od bardzo wąskiej grupy czytelników. wink.gif

QUOTE(artifakt @ 1/10/2008, 14:26)
1500pln mnie rozwala. Półbiedy jak ktoś żyje z rodzicami. Gorzej jak ktoś wynajmuje w W-wie, 600-700zł na wynajem + czynsz (jak mieszkasz z kilkoma osobami), 100zł - karta miejska na miesiąc. Zostaje 700zł na żarcie, ubranie się...A doliczyć do tego koszta dziecka...
*


Aż mnie korci, żeby coś napisać, ale nie chcę pogłębiać tego społeczno-ekonomicznego offtopic.gif

Napisany przez: artifakt 1/10/2008, 17:31

Witam,

Primo! aby nie pogłębiać offtopu, jeżeli jest to coś co zakwestionuje moją wypowiedź zapraszam na PM. Jeżeli nie to faktycznie nie pogłębiajmy offtopu.

Kolejna rzecz to nazwanie osób elitarną grupą recenzentów. O ile biorę udział w dyskusjach - taką osobą nie jestem. Nie obniżajmy poziomu naprawdę dobrych recenzentów wink.gif

Zwróciłeś mi jeszcze uwagę na jedną ważną rzecz. Target marketingowy książek historyczno-wojskowych. Jest on faktycznie wąski, powiedziałbym nawet mikroskopijny. Stąd właśnie działania Bellony wydawania przewodników po życiu i miłości, książek dla dzieci itp. Każda firma posiadająca własną markę staje w pewnym momencie przed koniecznością wyboru kanału dystrybucji oraz kręgu odbiorców. Widocznie Bellonie znudziło się bycie księgarnią specjalistyyczną i postanowili wyjść na szerszy poziom odbiorców.

I tak wydaje mi się jest z polskimi wydawnictwami - napewno łatwiej będzie wydać takiej osobie jak Chmielewska czy chociażby Varga z GW, Talaga z Dz itp niż absolwentowi uczelni. Wydawnictwa muszą kierować się rachunkiem ekonomicznym, bo nikt im jak kiedyś PWN subwencji nie da...


Napisany przez: Primo! 1/10/2008, 17:44

QUOTE(artifakt @ 1/10/2008, 18:31)
Primo! aby nie pogłębiać offtopu, jeżeli jest to coś co zakwestionuje moją wypowiedź zapraszam na PM. Jeżeli nie to faktycznie nie pogłębiajmy offtopu.
*


Nie. Byłoby to tylko uzupełnienie treści zawartych w postach Twoich i Counta.
W końcu, ten wątek traktuje o "rynku książki historycznej", a nie o "rynku pracy". rolleyes.gif

QUOTE(artifakt @ 1/10/2008, 18:31)
Widocznie Bellonie znudziło się bycie księgarnią specjalistyyczną i postanowili wyjść na szerszy poziom odbiorców.
*


To bardzo proste. smile.gif
Literatura dla dzieci, poradniki, kalendarze, beletrystyka etc. "zarabiają" na książki historyczne.

Napisany przez: wojosw 1/10/2008, 19:03

To jest smutne ,ale prawdziwe. Jestem narazie uczniem lecz w przszłości chciał bym zostać historykiem. Ten tekst dał mi dużo do namysłu.

Napisany przez: Krzysztof M. 1/10/2008, 19:19

QUOTE(wojosw @ 1/10/2008, 19:03)
To jest smutne ,ale prawdziwe. Jestem narazie uczniem lecz w przszłości chciał bym zostać historykiem. Ten tekst dał mi dużo do namysłu.
*



Odradzam - jeśli masz choć odrobinkę zmysłu technicznego, jeśli nie jesteś totalna noga z matmy, albo masz dryg do języków - idź w tą stronę. Nie marnuj życia na studiach humanistycznych sad.gif

Napisany przez: artifakt 1/10/2008, 19:21

Ze swojej strony polecam handel - kasa za cenę degrengolady intelektualnej (tzn. sam musisz się dokształcać)

Napisany przez: rafalm 1/10/2008, 19:39

QUOTE(Krzysztof M. @ 1/10/2008, 19:19)
QUOTE(wojosw @ 1/10/2008, 19:03)
To jest smutne ,ale prawdziwe. Jestem narazie uczniem lecz w przszłości chciał bym zostać historykiem. Ten tekst dał mi dużo do namysłu.
*



Odradzam - jeśli masz choć odrobinkę zmysłu technicznego, jeśli nie jesteś totalna noga z matmy, albo masz dryg do języków - idź w tą stronę. Nie marnuj życia na studiach humanistycznych sad.gif
*


Całkowicie się zgadzam rolleyes.gif Wszyscy moi znajomi, którzy ukończyli Politechnikę lub Ekonomię zarabiają od 5 tys. wzwyż. Natomiast ci z wykształceniem humanistycznym poniżej 2 tys. sad.gif Wyjątkami są tłumacze przysięgli, których zarobki oscylują około 10 tys. Tak więc słuchaj się chłopak Krzyśka, bo wie co mówi smile.gif

QUOTE
Marcin, nie wiem, gdzie mieszkasz, ale jeżeli w Twoim przypadku przeprowadzka w okolice Wrocławia wchodzi w rachubę i podejmiesz się pracy w fabryce montującej telewizory, czy lodówki (płacą ok. 1500 zł netto), to napisz do mnie na priv. Tutaj takiej roboty jest do czorta. Ludzi do pracy brakuje. Dam Ci odpowiednie namiary.
Wątpię, żebyś miał wtedy czas na pisanie książek, ale skoro jesteś zdesperowany, to lepsze to, niż nic.

Dobrze mówi rolleyes.gif We Wrocławiu pracy jest mnóstwo, poszukują ludzi z wyższym wykształceniem prawie w każdej branży, wystarczy tylko chcieć smile.gif

Napisany przez: salvusek 1/10/2008, 19:49

A ja jako młody chłopaszek czytając cały ten wątek jestem delikatnie mówiąc zszokowany . A w prespektywie przedemną jakieś studia . No własnie ale jakie ? Pasja , upodobania czy pragmatyzm confused1.gif Dodam tylko , że na politechnikę tez bym mógł iśc , bo lubie matmę i fizykę . No ale własnie z matemtyki lubię tylko kombinatoryke a z tym trudno znaleśc pracę , do reszty matmy podchodzę bez emocji . Wiem jedno na politechnikę nie chcę iśc i basta ! Ale z tego co tu przeczytałem to jest, to byłby ,to chyba najlepszy wybór , któremu ja się nie mam zamiaru podporządkowac . Pozdrawiam !

Napisany przez: artifakt 2/10/2008, 12:09

QUOTE(salvusek @ 1/10/2008, 19:49)
A ja jako młody chłopaszek czytając cały ten wątek jestem delikatnie mówiąc zszokowany . A w prespektywie przedemną jakieś studia . No własnie ale jakie ? Pasja , upodobania czy pragmatyzm  confused1.gif Dodam tylko , że na politechnikę tez bym mógł iśc , bo lubie matmę i fizykę . No ale własnie z matemtyki lubię tylko kombinatoryke a z tym trudno znaleśc pracę , do reszty matmy podchodzę bez emocji . Wiem jedno na politechnikę nie chcę iśc i basta ! Ale z tego co tu przeczytałem to jest, to byłby ,to chyba najlepszy wybór , któremu ja się nie mam zamiaru podporządkowac . Pozdrawiam !
*



Kombinatoryka? Też byłem z tego dobry i skończyłem w handlu wink.gif

Napisany przez: salvusek 2/10/2008, 12:20

Politolog w handlu confused1.gif Dziwne , nie chciałbym skończyc w handlu . Nie nadaję się do tego ani trochę tongue.gif

Napisany przez: artifakt 2/10/2008, 12:35

QUOTE(salvusek @ 2/10/2008, 12:20)
Politolog w handlu  confused1.gif  Dziwne , nie chciałbym skończyc w handlu . Nie nadaję się do tego ani trochę  tongue.gif
*



A jednak prawdziwe - politolog w handlu spożywczym to ja@

Napisany przez: Krzysztof M. 2/10/2008, 15:03

QUOTE(artifakt @ 2/10/2008, 12:09)

Kombinatoryka? Też byłem z tego dobry i skończyłem w handlu wink.gif
*



Kombinatoryka to ulubiona dziedzina wieeelu politologów wink.gif Mistrzowie w tej dyscyplinie potrafili skończyć studia (ba! mieć nawet stypendium naukowe) nie przeczytawszy ani jednej książki.

Napisany przez: Anders 2/10/2008, 16:56

Ha. A ja jestem na studiach historycznych. Czytam waszą dyskusję, chwilami - nie ukrywam - z niesmakiem, ale teraz raczej z chęcią wyłączenia komputera. Zaraz zaczniecie przekonywać, że historii jako nieużytecznej nie powinno być na uniwersytetach (no bo po co, skoro wszystkim mogącym jej uniknąć to uniknięcie polecacie?), a wykształcenie historyczne nie pomaga przy np. pisaniu książek.

Kurcze, ciekawe ile czasu będę musiał gorzknieć/nabierać realizmu po studiach, by pisać, że moje były pomyłką.

Napisany przez: rhetor 2/10/2008, 17:01

QUOTE(Anders @ 2/10/2008, 16:56)
Kurcze, ciekawe ile czasu będę musiał gorzknieć/nabierać realizmu po studiach, by pisać, że moje były pomyłką.
*



Pocieszę Cię - ja uważam, że pójście na historię było jedną z najlepszych decyzji, jakie w życiu podjąłem. Nie znaczy to, że moje życie po studiach było usłane różami.

Napisany przez: Krzysztof M. 2/10/2008, 18:04

QUOTE(Anders @ 2/10/2008, 16:56)
Ha. A ja jestem na studiach historycznych. Czytam waszą dyskusję, chwilami - nie ukrywam - z niesmakiem, ale teraz raczej z chęcią wyłączenia komputera. Zaraz zaczniecie przekonywać, że historii jako nieużytecznej nie powinno być na uniwersytetach (no bo po co, skoro wszystkim mogącym jej uniknąć to uniknięcie polecacie?), a wykształcenie historyczne nie pomaga przy np. pisaniu książek.

Kurcze, ciekawe ile czasu będę musiał gorzknieć/nabierać realizmu po studiach, by pisać, że moje były pomyłką.
*



jak ktoś kiedyś mądrze to ujął - nie jest prawdą, że nie potrzeba humanistów (historyków, politologów, socjologów) - ale nie potrzeba ich aż tylu...

Napisany przez: Primo! 2/10/2008, 22:41

QUOTE(Anders @ 2/10/2008, 17:56)
Zaraz zaczniecie przekonywać, że historii jako nieużytecznej nie powinno być na uniwersytetach (no bo po co, skoro wszystkim mogącym jej uniknąć to uniknięcie polecacie?), a wykształcenie historyczne nie pomaga przy np. pisaniu książek.
*


Nikomu nie odradzam, nikomu nie obrzydzam, radzę tylko zejść z chmur na ziemię. Mniej idealizmu, więcej realizmu, żeby potencjalny upadek mniej zabolał.

QUOTE(Anders @ 2/10/2008, 17:56)
Kurcze, ciekawe ile czasu będę musiał gorzknieć/nabierać realizmu po studiach, by pisać, że moje były pomyłką.
*


Twoja własna ocena studiów historycznych jako życiowej pomyłki będzie tylko zależała od tego, jak wykorzystasz wiedzę i umiejętności zdobyte na uczelni.

Jeśli wyjdziesz z założenia: ukończyłem studia, obroniłem magisterkę, odebrałem dyplom i teraz chcę "odcinać kupony" od zdobytego wykształcenia, będziesz na dobrej drodze do porażki i frustracji.
Taka mentalność niestety pobrzmiewa w tle wypowiedzi Stonewalla. To nie rynek pracy ma się dostosować do Ciebie, tylko Ty do rynku pracy i wymagań pracodawców.

Sam dyplom ukończenia studiów historycznych, politologicznych, polonistycznych itd. to dzisiaj tylko wstęp do dalszej edukacji i zdobywania kolejnych umiejętności. Bez poszerzania swoich kwalifikacji zawodowych będziesz na rynku pracy "goły i niekoniecznie wesoły". Najlepiej, żebyś zaczął robić to już w trakcie studiów. Każda dodatkowa umiejętność "pozahistoryczna" zwiększa Twoje szanse.

Jak będziesz liczył wyłącznie na pracę "w zawodzie" (nauczyciel, archiwista, muzealnik, pracownik naukowy, pracownik wydawnictwa) możesz się nieźle przeliczyć.

Studia historyczne są kierunkiem ogólnohumanistycznym, który może dobrze profitować w przyszłości. Nikomu ich nie odradzam, lecz polecam mocniejsze stąpanie po ziemi i poważne zastanowienie nad kwestią: Co dalej po studiach? confused1.gif

Piszę to wszystko z pozycji człowieka, któremu czkawką odbijają się dawny idealizm i odrealnione marzenia.

Napisany przez: Krzysztof M. 3/10/2008, 5:39

Sytuację pogarsza dodatkowo fakt, iż na studia humanistyczne (częściej niż na inne kierunki) trafia cała masa przypadkowych ludzi - osób, które nie mają za bardzo określonej wizji "co chcieliby robić po maturze, lub osób, które zwyczajnie studiują tylko dla dyplomu - jakiegokolwiek. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że w tej masie przypadkowych osób giną jednostki, które są historykami/socjologami z powołania, ludzi dla których jest to pasja, marzenie, cel etc etc. Efekt - na rynek pracy wychodzi zbyt wielu humanistów, których ów rynek nie jest w stanie wchłonąć.
Co oczywiście nie oznacza że należy się tym smutnym w sumie okolicznościom bezwiednie poddać - nikt nie jest bez szans. AD 2008 wystarczy mieć dwie ręce i dwie nogi, troszkę oleju i zatrudnienie tylko czeka. Ale praca marzeń: nauczyciel/wykładowca+pisarz książek/artykułów .... hmmm
Sześć lat temu, gdy ja schodziłem na rynek pracy - sytuacja była znaaacznie gorsza, a ową magiczną kwotę 1500 pln o której pisali przedmówcy otrzymałem dopiero około trzeciego roku zatrudnienia sad.gif

Napisany przez: artifakt 3/10/2008, 7:29

Hmmm znowu off-top? To z miłą chęcią wtrącę swoje 3 grosze!

Andersie zgorzknienie może nie przyjść, a może pojawić się jeszcze przed odebraniem dyplomu! Po prostu jak satysfakcjonuje Cie praca na uczelni, czy jako nauczyciela historii to możesz być najszczęśliwszym człowiekiem. A jak w pewnym momencie uświadomisz sobie, że z żoną mieszkasz nadal u rodziców, na wakacje możesz co najwyżej pojechać na tydzień nad polskie morze (co i tak w moim mniemaniu jest ogromnym wydatkiem) a samochód kojarzy Ci się tylko i wyłącznie z kimś kto Cię ochlapie podczas jesiennej ulewy-faktycznie wtedy możesz zacząć mieć do siebie pretensje o to, że nie skończyłeś np. Automatyki na PW. Wiesz łatwo jest komuś kto studiuje i nie ma trzech kredytów na głowie pisać o zgorzknieniu. Pogadamy za 5 lat, z chęcią przypomnę Ci tą wypowiedź.

PS. Rację ma Primo! Rozszczeniowa postawa wobec rynku pracy jest co najmniej śmieszna. Pamiętam koleżankę z I roku nauk politycznych, jak mówiła, że u niej wchodzi w rachubę po studiach tylko praca w dyplomacji. Skończyła jako asystentka/sekretarka w małej agencji marketingowej...

Napisany przez: Anders 3/10/2008, 15:34

Dobra, ale to wszystko truizmy. Wybrałem te studia ze świadomością, że po chemii o pracę byłoby mi łatwiej. Robię to co sprawia mi frajdę i wydaje mi się, ze robię to nieźle. I mimo tego co piszecie uważam, że studia historyczne są potrzebne i wcale nie są mniej perspektywiczne niż dowolne inne kierunki humanistyczne - a może nawet bardziej.

Chciałbym znaleźć pracę w zawodzie, najlepiej na uczelni. Ale jeśli się nie uda (a wiadomo, ze szanse są nikłe), nie będę załamywał rąk, tylko spróbuję się dostosować do robienia czegoś innego. I w tym kontekście uważam, iż historia daje całkiem dobre zaplecze i całkiem szerokie horyzonty. Oczywiście to wszystko zweryfikuje życie, ale na razie staram się robić to, co robię najlepiej jak potrafię i na ten moment chciałbym robić to nadal, nawet jeśli kokosów z tego nie będzie. (Inna rzecz, że samochód mi zbędny bo prawa jazdy i tak nie mam, mimo kilku podejść).

Napisany przez: Sewer 3/10/2008, 15:38

QUOTE(Anders @ 2/10/2008, 17:56)
Ha. A ja jestem na studiach historycznych. Czytam waszą dyskusję, chwilami - nie ukrywam - z niesmakiem, ale teraz raczej z chęcią wyłączenia komputera. Zaraz zaczniecie przekonywać, że historii jako nieużytecznej nie powinno być na uniwersytetach (no bo po co, skoro wszystkim mogącym jej uniknąć to uniknięcie polecacie?), a wykształcenie historyczne nie pomaga przy np. pisaniu książek.

Kurcze, ciekawe ile czasu będę musiał gorzknieć/nabierać realizmu po studiach, by pisać, że moje były pomyłką.
*


Hehe... właściwie to najlepiej wyjechać na zachód lub pójść do wojska gdzie można dostać tak że nic nie robisz a zarobisz. No cóż ale ja jestem głupi i zostaję na tym pierwszym roku Studiów. smile.gif

QUOTE
(Inna rzecz, że samochód mi zbędny bo prawa jazdy i tak nie mam, mimo kilku podejść).
Witaj w klubie wink.gif

Napisany przez: Krzysztof M. 3/10/2008, 16:21

QUOTE(Anders @ 3/10/2008, 15:34)
Dobra, ale to wszystko truizmy. Wybrałem te studia ze świadomością, że po chemii o pracę byłoby mi łatwiej. Robię to co sprawia mi frajdę i wydaje mi się, ze robię to nieźle. I mimo tego co piszecie uważam, że studia historyczne są potrzebne i wcale nie są mniej perspektywiczne niż dowolne inne kierunki humanistyczne - a może nawet bardziej.

Chciałbym znaleźć pracę w zawodzie, najlepiej na uczelni. Ale jeśli się nie uda (a wiadomo, ze szanse są nikłe), nie będę załamywał rąk, tylko spróbuję się dostosować do robienia czegoś innego. I w tym kontekście uważam, iż historia daje całkiem dobre zaplecze i całkiem szerokie horyzonty.
*



Ktoś tu coś mówił o truizmach?
Tak twierdzi 90 % studentów I roku, potem proporcje stopniowo się zmieniają. Na roku V 90 procent tych 90 procent ma zdanie zupełnie odmienne...

Napisany przez: artifakt 3/10/2008, 16:26

Andersie:

Ja Ci gratuluje, że studiujesz to co studiujesz i czerpiesz z tego przyjemność. Sam skończyłem interesujący mnie kierunek i nadal się interesuje zagadnieniami systemów wyborczych i partyjnych.

Odnośnie auta - za kilka lat jednak stwierdzisz, że się przyda..

Napisany przez: Primo! 4/10/2008, 9:14

QUOTE(Krzysztof M. @ 3/10/2008, 6:39)
Sześć lat temu, gdy ja schodziłem na rynek pracy - sytuacja była znaaacznie gorsza, a ową magiczną kwotę 1500 pln o której pisali przedmówcy otrzymałem dopiero około trzeciego roku zatrudnienia sad.gif
*


W latach 2000-2005 na rynek pracy był po prostu tragiczny dla absolwentów. W ostatnich latach za sprawą dużej emigracji zarobkowej (nierzadko młodych ludzi po studiach) i ożywienia gospodarczego chyba się nieco poprawiło.
Nie chcę szerzej podejmować kwestii finansowych, bo kompletnie zejdziemy na manowce, ale "magiczna kwota 1500 PLN netto" pozostaje w sferze marzeń większości moich znajomych (i moich również), pracujących ładnych kilka lat w jednej firmie lub instytucji. Należy brać jednak poprawkę, że piszę o realiach łódzkiego rynku pracy, a Łódź spośród największych miast słynie z najniższych pensji.
W połowie września skontaktował się ze mną pracodawca ze stolicy (pełne zaskoczenie, bo zostawiłem mu swoje namiary rok temu!). Wyraziłem wstępne zainteresowanie, na ostateczną decyzję mam jeszcze ponad 2 miesiące. Oferuje pieniądze znacznie większe niż te, które otrzymałbym w Łodzi. Minusem są kosmiczne ceny wynajmu i wysokie koszty życia w Warszawie. Alternatywa to codzienne dojazdy z Łodzi do Warszawy i z powrotem (pociąg plus komunikacja miejska - łącznie 7 godzin). Taki kierat jest tańszy, ale odbywa się kosztem życia prywatnego. Jednak można nadrobić zaległości w lekturze Historycznych Bitew. wink.gif

Czasem trzeba zaryzykować i trochę się pomęczyć...

Jeszcze coś mi się przypomniało...
Nikt tego nie poprawił, a ja zapomniałem zdementować. Marcinie, dla Twojej wiadomości...

QUOTE(Stonewall @ 1/10/2008, 11:07)
Co robię, gdy nie mam pracy? Szukam jej. Tego lata pojechałem do Krakowa, by rozejrzeć się po tamtejszym rynku pracy. Nie mogłem tam być długo z uwagi na superdrożyznę, jaka tam panuje (mieszkania, żywność, środki lokomocji – stali mieszkańcy bardzo narzekali w rozmowie ze mną na wspomniane warunki – przypominali choćby o co najmniej dwukrotnie wyższej cenie biletów komunikacji miejskiej od tej w Gdańsku). Co znalazłem? Same oferty pracy na umowę-zlecenie. Taka praca nie daje mi ubezpieczenia społecznego, a nie ma takiej pracy, którą przedłożę ponad troskę o własne zdrowie.
*


Nie wiem, kto Stonewallowi przekazał takie BZDURY! sad.gif
W ramach umowy-zlecenia istnieje ustawowy obowiązek objęcia ubezpieczeniem zdrowotnym zleceniobiorcy, dla którego taka forma zatrudnienia jest jedynym źródłem zarobku. Bez względu na miejsce, w którym zleceniobiorca wykonuje pracę. [Ustawa z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych - Dz. U. 2004 r. Nr 210 poz. 2135, art. 66 ust. 1 pkt 1 lit e oraz art. 69 ust. 1].

Komuś pomyliła się "umowa-zlecenie" z "umową o dzieło" (przerabiałem obie formy zatrudnienia i dlatego wychwytuję różnice).

QUOTE(Anders @ 3/10/2008, 16:34)
Chciałbym znaleźć pracę w zawodzie, najlepiej na uczelni.
*


Szczerze życzę Ci powodzenia, ale to najtrudniejsza z opcji.

QUOTE(Anders @ 2/10/2008, 17:56)
a wykształcenie historyczne nie pomaga przy np. pisaniu książek.
*


Nie odniosłem wrażenia, aby ktokolwiek coś takiego sugerował. confused1.gif

Napisany przez: Krzysztof M. 4/10/2008, 9:58

Stonewallowi chodziło chyba o ubezpieczenie społeczne (składki emerytalno-rentowe) a nie ubezpieczenie zdrowotne. ???

Napisany przez: artifakt 4/10/2008, 10:34

Nie mam skanera, ale przytoczę zapiski z mojej umowy zlecenie z okresu 01.07-31.07.2007:

Wynagrodzenie brutto (przychód): 2000,00
Składki ubezpieczeń społecznych:
- emerytalne: 0,00
- rentowe: 0,00
- chorobowe: 0,00
Razem: 0,00

Koszty uzyskania przychodu: 400,00
Podstawa wymiaru składki ubezpieczenia zdrowotnego: 2000,00
Podstawa naliczania podatku dochodowego: 1600,00
Potrącona zaliczka na podatek dochodowy: 304,00
Składka ubezpieczenia zdrowotnego: 0,00
Należna zaliczka na podatek dochodowy: 304,00
Do wypłaty: 1696,00

Więc tak za różowo z tymi składkami nie było...

Napisany przez: Primo! 4/10/2008, 10:42

Jeśli umowa zlecenie jest jedyną podstawą do ubezpieczeń, zleceniodawca jest zobowiązany opłacać składki emerytalno-rentowe zleceniobiorcy za okres wykonywania przez niego umowy.
Nie rozumiem zatem, w czym tkwił sztuczny problem? confused1.gif

W odpowiedzi artifaktowi:

QUOTE(artifakt @ 4/10/2008, 11:34)
Nie mam skanera, ale przytoczę zapiski z mojej umowy zlecenie z okresu 01.07-31.07.2007:

Wynagrodzenie brutto (przychód): 2000,00
Składki ubezpieczeń społecznych:
- emerytalne: 0,00
- rentowe: 0,00
- chorobowe: 0,00
Razem: 0,00

Koszty uzyskania przychodu: 400,00
Podstawa wymiaru składki ubezpieczenia zdrowotnego: 2000,00
Podstawa naliczania podatku dochodowego: 1600,00
Potrącona zaliczka na podatek dochodowy: 304,00
Składka ubezpieczenia zdrowotnego: 0,00
Należna zaliczka na podatek dochodowy: 304,00
Do wypłaty: 1696,00

Więc tak za różowo z tymi składkami nie było...
*


Czy to na pewno była umowa zlecenie, czy też umowa o dzieło? confused1.gif
Zasadnicze pytanie. To była jedyna podstawa do ubezpieczeń (jedyne Twoje źródło dochodu w owym czasie)? confused1.gif
Jeśli tak, to zleceniodawca zrobił Cię w bambuko. sad.gif

Ach, jeszcze jedno i chyba najważniejsze.
Jeśli byłeś wówczas studentem, nie ukończyłeś 26 roku życia i nie byłeś związany ze zleceniodawcą umową o pracę, ZLECENIODAWCA NIE MIAŁ OBOWIĄZKU ODPROWADZANIA SKŁADEK EMERYTALNO-RENTOWYCH I ZDROWOTNEJ.

Napisany przez: artifakt 4/10/2008, 11:22

Student, więc nie miał obowiązku wink.gif Myślałem, że się nie połapiesz i Cię złapię wink.gif))

Napisany przez: Kurokow 6/12/2008, 14:09

Ł. Przybyło: CHARKÓW - DONBAS 1943

Ktoś może coś powiedzieć o tej książce? Warto ją kupić?

Napisany przez: Stonewall 6/12/2008, 14:26

Szanowny Przedmówco!
Temat poświęcony książce, o jaką pytasz, odnajdziesz tutaj:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=34578

Napisany przez: kundel1 7/12/2008, 2:24

Czy to na pewno była umowa zlecenie, czy też umowa o dzieło? confused1.gif
Zasadnicze pytanie. To była jedyna podstawa do ubezpieczeń (jedyne Twoje źródło dochodu w owym czasie)? confused1.gif zleceniodawca zrobił Cię w bambuko. sad.gif

*

[/quote]
Jest to umowa o dzieło. Najczęściej koszt uzysku wynosi 50%, ale w niektórych rodzajach prac nie uznanych za w pełni twórcze (czyli wykonanie, a raczej podwykonanie, jakiegoś fragmentu dzieła zespołowego)kuz uzysku wynosi tylko 20%. Nie mam pod ręką paragrafów do cytowania, ale pracuję tak od lat.

Napisany przez: Primo! 7/12/2008, 18:22

QUOTE(kundel1 @ 7/12/2008, 3:24)
Jest to umowa o dzieło. Najczęściej koszt uzysku wynosi 50%, ale w niektórych rodzajach prac nie uznanych za w pełni twórcze (czyli wykonanie, a raczej podwykonanie, jakiegoś fragmentu dzieła zespołowego)kuz  uzysku wynosi tylko 20%. Nie mam pod ręką paragrafów do cytowania, ale pracuję tak od lat.
*


Pisaliśmy o zwykłej umowie o dzieło, a nie tzw. autorskiej dla różnego rodzaju twórców.

Napisany przez: Megabyzos 18/12/2008, 10:07

QUOTE(Krzysztof M. @ 1/10/2008, 8:09)
Dyskusja ta toczy się od jakiegoś czasu i praktycznie od pierwszego postu wszyscy zgadzają się co do jednego: z pisania ksiązek historycznych kokosów nie ma! Nigdy nie było i raczej nie będzie. Czym szybciej ten czy inny autor przyjmie to do wiadomości, tym szybciej zacznie czerpać prawdziwą przyjemność z pisania.
Łukasz potraktował Stonewalla b. ostro, ale może przyniesie to lepszy skutek niż to całe głaskanie i gadanie: "masz rację, jest źle, płacą marnie, nikt nie czyta etc. etc." Jak życie przyszpili to trzeba także wziąć kilof i ryć w nim w ziemi. Ilu z was ma rodziny, które musi utrzymać? ilu z was ma kredyty do spłacenia? W pewnym momencie nie jest ważne czego chcesz Ty, ważne jest dobro człowieka, za którego wziąłeś odpowiedzialność. Z samego narzekania jeszcze nic nie urosło...
I niech nikt nie waży mi się wspominać o byciu klientem pomocy społecznej! (to do Primo) - nie ma takiej opcji! wink.gif
*



Bracia historycy od dawna nie zaglądałem na forum, bo tak jak i wy borykam się z trudnościami wywołanymi wyborem studiów historycznych. Kilka razy zmieniałem pracę, teraz tak jak Stonewall jestem na bezrobociu. Czasem nie mam nawet dostepu do netu bo korzystać musze z kawiarenki. Bezrobocie jest to stresogenne i dołujące ale nie można dać się zwariować. Najgorsza jest postawa ten co zarabia 500zł więcej ode mnie odniósł większy sukces życiowy. powiem tyle większośc prac przeze mnie wykonywanych wiązała się z historią i redagowaniem. I jakoś dawało się utrzymać dom, spłacać kredyt mieszkaniowy itd. Nie jest ważne jakie studia skończysz, ale to co umiesz. Nie twierdzę że jest różowo, ale pasja i chęć tworzenia czegoś są najważniejsze. W końcu historykom powinno zależeć na tym by nie być szlamem który rozpłynie się bez śladu, ale pozostawić coś po sobie w historii smile.gif

Napisany przez: Gronostaj 18/12/2008, 16:18

QUOTE(Megabyzos @ 18/12/2008, 11:07)
  powiem tyle większośc prac przeze mnie wykonywanych wiązała się z historią i redagowaniem. I jakoś dawało się utrzymać dom, spłacać kredyt mieszkaniowy itd.
*


Jak to możliwe? Co takiego konkretnie robiłeś i dlaczego obecnie jesteś na bezrobociu, skoro tak dobrze Ci szło?

Pozdrawiam!

Napisany przez: Stonewall 18/12/2008, 16:50

Drodzy Forumowicze!
Odgrzewanie niniejszego tematu przypomina wyciąganie trupa z szafy. Pasja? Chęć tworzenia? Dla kogo? W jakim celu? Z potrzeby serca? Z potrzeby serca przyszedłem na to Forum i na nim zostałem. Kim jestem? Niespełnionym pisarzem, wiejskim filozofem podobnym do antycznego kolegi żyjącego w beczce. Prawie każdego dnia zadaję sobie pytanie o sens mojego pisarstwa, o to jak powinienem żyć i odnosić się do otaczającej mnie rzeczywistości.

Kiedyś myślałem, że świat na mnie czeka – dziś wiem, że dla świata jestem nikim. Do dnia 5 listopada 2003 roku moja gwiazda wznosiła się coraz wyżej. Tamtego dnia gwiazda ta runęła na ziemię i rozpadła się na drobne części. Od tamtej pory – mojego pierwszego dużego rozczarowania życiowego – minęło 5 lat. Życie nie szczędziło mi kolejnych rozczarowań. Dzisiaj jestem samotnym człowiekiem bez przyszłości.

Za miesiąc wypadają moje 30 urodziny, mam zatem prawo te 30 lat podsumować. Megabyzos pisał o pozostawieniu czegoś po sobie w historii. Gdyby przyszło mi dzisiaj umrzeć, wtedy jednego byłbym prawie pewien – dla historii pozostałyby moje kości. Moja myśl, pozostawiona w forumowych postach i drobnych cząstkach atomów unoszących się w miejscach, w jakich przebywałem, mogłaby kogoś natchnąć, zainspirować, ale w tej materii pewności już nie mam.

Nie spotkałem w życiu wydawcy, pracodawcy i kobiety, o których mógłbym powiedzieć, że chciałbym się z nimi związać. Zawsze byłem człowiekiem pogranicza, zawieszonym między różnymi rzeczywistościami. Dla romantyków jestem zbyt pozytywistyczny, a dla pozytywistów zbyt romantyczny. Dla chłodnych jestem zbyt gorący, a dla gorących zbyt chłodny. Dla mądrych jestem zbyt głupi, a dla głupich zbyt mądry.

Nie należę do żadnej partii politycznej, ani do żadnej organizacji społecznej. Nie mam żony, narzeczonej, ani kochanki. Jeśli staram się o pracę portiera, to mi mówią, że stać mnie na więcej. Jeśli staram się o pracę nauczyciela, to mi mówią, że powinienem pracować na wyższej uczelni. Nie jestem ani portierem, ani nauczycielem, ani nauczycielem akademickim.

W moich stronach rodzinnych nie mogę liczyć na pracę, ani na zrozumienie. Nie stać mnie, aby stamtąd wyjechać i nie mam też po prawdzie, gdzie jechać. Jednego dnia wyglądam jak kloszard – nieogolona twarz, zabłocona kurtka, spodnie i buty. Tak wyglądam w obrębie własnego podwórka, ale czasem taki ukazuję się też światu rozciągającemu się poza nim. Innym razem umyty i ogolony, w schludnym ubraniu i z uśmiechem (prawdziwym, a nie tym sztucznym, którego pełno dookoła) ruszam przed siebie, aby zobaczyć co tam też dzieje się poza moją pustelnią.

Czasami siadam i piszę – tak jak ostatnio, gdy dyskutowałem z Juliuszem Batorem, autorem „Wojny galicyjskiej”. Książkę już napisałem, ale do jej wydania droga jeszcze daleka (prawdopodobnie dalsza niż do jakiejkolwiek innej z zapowiedzi Bellony). Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że autor i książka są nietypowi. Autor to facet, który nie może z wydawnictwem nawet podpisać żadnej umowy, a książka posiada przedziwną formę, jaką wytworzyłem przy okazji pisania własnej pracy magisterskiej. W praktyce rzecz przypomina pisarstwo innego samotnika, Henryka Łowmiańskiego. Na czym to polega? Na tym, że mamy tekst zasadniczy i obszerne przypisy tekstowe do tego. Bellona niczego mi nie wycięła, ale chce, abym te przypisy poupychał w tekście ciągłym. Uważam, że jest to niewykonalne. Wszystkiego i tak nie upchnę, a pisać „Sharpsburga” od nowa nie zamierzam. Od wielu miesięcy korekta książki leży u mnie w domu i pokrywa się kurzem. Nie wszystko w niej rozumiem, a przypuszczam, że wydawnictwo nie posiada jej kopii (istnieją ku temu przesłanki).

W Internecie widzę okładkę mojej pracy i czytam wypowiedzi ludzi na nią czekających. I w sumie jest mi po prostu głupio, bo widzę, że nadzieje są duże, a w ostatecznym rozrachunku ta książka najzwyczajniej w świecie może się nie ukazać w żadnym wydawnictwie (o ewentualnym zawodzie jej treścią i formą już nie wspominam). Być może już nigdy w życiu nie napiszę jakiejkolwiek książki lub nie napiszę dzieła o większych rozmiarach. „Sedan” leży jeszcze gdzieś za Drogą Mleczną, a wszelkie inne pomysły (komiks, artykuły) nie znajdują szlaków prowadzących do księgarń. Czasami czuję się jak muzyk, który nie może zagrać w żadnej orkiestrze, a często nawet nie posiada instrumentu, by móc grać.

Napisany przez: keraunos 18/12/2008, 17:07

A cóż to za lenistwo wink.gif Ksiażki poprawiać się nie chce wink.gif Do roboty smile.gif !

A na serio poprawiaj bo sporo osób na nią czeka. Dałes się na forum poznać jako osoba ze znaczną wiedzą. Może XIX wiek to nie mój ulubiony temat, ale chętnie przeczytam.
Życzę poprawienia książki i jej wydania
pozdrawiam

Napisany przez: Gronostaj 18/12/2008, 20:37

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Kiedyś myślałem, że świat na mnie czeka – dziś wiem, że dla świata jestem nikim.
*


Skoro to Forum jest jakąś tam częścią świata to zapewniam Cię, że jednak jesteś kimś. Ogólnie zauważam między mną a Tobą nawet pewne podobieństwa wink.gif - po prostu obaj urodziliśmy się w nie tej epoce co trzeba, więc pozostają nam dwa wyjścia:
1. znaleźć dla siebie gałąź.
2. rzucić wszystko na jedną kartę i zanim padnie się z głodu sprawić, aby coś po sobie pozostawić.
Tak więc Marcinie, zaciśnij zęby, popraw Sharpsburg i bierz się z marszu za wojnę 1870-1871 bo masz do tego talent i masz też dla kogo pisać!

Pozdrawiam!

Napisany przez: Karol XII 18/12/2008, 21:51

Stonewallu,czy żałujesz,że wybrałeś jako kierunek studiów historie???
Historycy nie mają lekkiego życia(znajomy listonosz jest po UJ),ale to nie powód,żeby popadać w skrajny pesymizm.W wieku 30 lat możesz jeszcze wiele osiągnąć(gdzie tam do 60:) )
Twoją książkę na pewno kupię,tylko wpierw musi się ukazać,a odnoszę wrażenie,że się poddałeś i nie masz zamiaru jej przerobić na potrzeby wydawnictwa.

Żeby poudawać kogoś mądrego posłużę się cytatem/sentencją

"Dopóki walczysz,jesteś zwycięzcą" - Augustyn z Hippony. smile.gif

Napisany przez: Primo! 19/12/2008, 0:26

Widzę, że proza życia znów weszła w progi tego subforum.

QUOTE(Megabyzos @ 18/12/2008, 11:07)
Najgorsza jest postawa ten co zarabia 500zł więcej ode mnie odniósł większy sukces życiowy.
*


Te plus 500 zł warunkuje często wyższy poziom egzystencji, albo zwyczajne "być albo nie być". dry.gif

QUOTE(Megabyzos @ 18/12/2008, 11:07)
W końcu historykom powinno zależeć na tym by nie być szlamem który rozpłynie się bez śladu, ale pozostawić coś po sobie w historii smile.gif
*


Pewnie dlatego ławą ruszają do polityki. wink.gif

Hej, Marcinie!
Cóż to? confused1.gif Jesienna deprecha? confused1.gif

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Kiedyś myślałem, że świat na mnie czeka – dziś wiem, że dla świata jestem nikim.
*


Jak miałem 19 lat wydawało mi się, że świat leży u moich stóp, dziś wiem, że to ja leżę u stóp świata. wink.gif

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Do dnia 5 listopada 2003 roku moja gwiazda wznosiła się coraz wyżej. Tamtego dnia gwiazda ta runęła na ziemię i rozpadła się na drobne części.
*


Domyślam się, z jakim faktem z Twojego życia wiąże się ta data. Kiedyś w prywatnej korespondencji napomknąłeś mi coś na ten temat. Na ludzką złośliwość nie masz wpływu.

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Od tamtej pory – mojego pierwszego dużego rozczarowania życiowego – minęło 5 lat. Życie nie szczędziło mi kolejnych rozczarowań. Dzisiaj jestem samotnym człowiekiem bez przyszłości.
*


To jest HISTORIA! Tego już nie zmienisz, dlatego nie ma sensu, abyś rozpamiętywał dawne niepowodzenia i rozczarowania.

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Za miesiąc wypadają moje 30 urodziny, mam zatem prawo te 30 lat podsumować. Megabyzos pisał o pozostawieniu czegoś po sobie w historii. Gdyby przyszło mi dzisiaj umrzeć, wtedy jednego byłbym prawie pewien – dla historii pozostałyby moje kości.
*


Co Ty już myślisz o śmierci? confused1.gif
Coś masz chyba jeszcze do zrobienia. Dla siebie, dla swoich najbliższych, dla przyszłych czytelników.

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Dla romantyków jestem zbyt pozytywistyczny, a dla pozytywistów zbyt romantyczny. Dla chłodnych jestem zbyt gorący, a dla gorących zbyt chłodny. Dla mądrych jestem zbyt głupi, a dla głupich zbyt mądry.
*


Ważne jest jedynie to, jak sam siebie oceniasz. Gdy będziesz myślał dobrze o sobie, inni ludzie będą Ciebie lepiej postrzegali.

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Nie mam żony, narzeczonej, ani kochanki.
*


O, i to błąd! Żonaci koledzy z forum pewnie potwierdzą. wink.gif

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
Jeśli staram się o pracę portiera, to mi mówią, że stać mnie na więcej. Jeśli staram się o pracę nauczyciela, to mi mówią, że powinienem pracować na wyższej uczelni. Nie jestem ani portierem, ani nauczycielem, ani nauczycielem akademickim.
*


Muszę Cię rozczarować. Nie jesteś wyjątkiem. To raczej rodzaj zbiorowego doświadczenia sporej części Naszego pokolenia.

QUOTE(Stonewall @ 18/12/2008, 17:50)
W praktyce rzecz przypomina pisarstwo innego samotnika, Henryka Łowmiańskiego.
*


Jako mediewista muszę Cię skorygować, bo Pan profesor nie był aż takim samotnikiem, na jakiego go kreujesz.
Jego życie towarzyskie koncentrowało się w czytelni biblioteki uniwersyteckiej UAM, gdzie miał nawet swoje ulubione miejsce.
Niewątpliwie, z racji charakterystycznego warsztatu pisarskiego nie miałby szans na publikację swoich książek w dzisiejszej Bellonie.

Życie jest nieprzewidywalne. Czasem w jeden rok możesz więcej zmienić w swoim życiu niż przez całą dekadę.
Napisałeś: "samotnik", "moja pustelnia". Sam się alienujesz i wpędzasz w zły nastrój.

Twoje życie i Twój los jest w Twoich rękach. Sądzisz, że ktoś Ci pomoże? confused1.gif Potrafisz liczyć, licz na siebie. I patrz do przodu, a nie wstecz, bo życie to wyboista droga.

Pozdrawiam! rolleyes.gif

Napisany przez: Megabyzos 19/12/2008, 8:27

[/quote]
Jak to możliwe? Co takiego konkretnie robiłeś i dlaczego obecnie jesteś na bezrobociu, skoro tak dobrze Ci szło?

Pozdrawiam!

*

[/quote]

Bez zgryźliwości smile.gif - nie powiedziałem, że szło mi super chruper , tylko, że szło w miarę dobrze. Obecna sytuacja jest w dużej mierze spowodowana moją osobowością i głupim wyborem ostatniej posady smile.gif Mój post miał na celu dodanie otuchy Stonewallowi w trudnej chwili. W tej chwili wiatr wieje w oczy, ale nie zamierzam się poddawać i tego samego życzę Mu. A Sharbsburg kupię na pewno smile.gif

Napisany przez: Teufel20 19/12/2008, 11:11

Może to dla niektórych zabrzmi banalnie, dla innych będzie przestrogą, ale na przyszłe zabezpieczenie materialne studenta-absolwenta nauk humanistycznych jest jedna rada - praca już na studiach.
Mam bardzo wielu znajomych studiujących historię na studiach dziennych. Z tego co zauważyłem, chociażby z częstotliwości pojawiania się owych osób w centrum miasta, to wolnego czasu na studiach jest sporo, na tyle, by pogodzić studia dzienne, pracę, czas wolny (znajdzie się nawet na dziewczynę-żonę).
Niestety żyjemy w takich czasach, a nie innych (choć osobiście wychodzę z założenia że czasy i ludzie zawsze są tacy sami), można mówić, że to spisek, czy złe czasy, czy po prostu pech, ale nie wierzę, by w 4 czy 5 latach szukania nie można "zahaczyć" w końcu o dobrą pracę. Nie twierdzę, że będzie to w 1 czy 2 roku starań, trzeba odrobić frycowe na umowach zlecenia, ale taki urok ustroju.
To jest kwestia wyboru, można chodzić 3 razy w tygodniu na imprezy itd, a można rzadziej i zająć się czymś pożytecznym w tzw. międzyczasie. Nie uważam oczywiście, że wszyscy co nie pracują obijają się, bo życie pisze różne scenariusze, ale patrząc po swoich znajomych i sobie, stwierdzam z całą stanowczością - czasu jest w bród. Pracodawcy dają czas wolny na sesję itd. A i uniwersytety nie są pozakładane w Wólkach Pszczelich, tylko w Poznaniu, czy w Krakowie, gdzie pracę naprawdę można mieć.
Sam studiuję prawo, od kilku lat imam się przeróżnych prac, nie tyle z musu co raczej chęci zdobycia doświadczenia zawodowego ale i też gotówki na swoje fanaberie. Im wcześniej uświadomimy sobie potrzebę dokwalifikowywania się w innych sektorach niż nasze studia, tym lepiej dla nas samych i naszych portfeli.
Oczywiście rodzi to przeróżne kłopoty, w tym z nauką, sam w tym roku poprzez pracę zafundowałem sobie egz. warunkowy, na szczęście zakończony pozytywnie. Uważam jednak, że wielkiego wyboru nie ma obecnie w Polsce, praca to podstawa.

btw. przykład mojego serdecznego kolegi z historii, naprawdę wybitnego znawcy Torunia. Jest obecnie na 5 roku historii, w okresie letnim miał 3 prace na raz ( przewodnik po mieście, doradca finansowy, portier), dziś ma 2 - praca w banku i przewodnictwo.
W wolnym czasie pracuje nad paroma projektami książek na temat miasta. Widzę, ile go to kosztuje, ciągnie swój wózek, bo nikt za niego tego nie uczyni. Jego przykład pozwala mi mieć nadzieję, że nieprzychylne wiatry odegnane zostaną od każdego humanisty.

Napisany przez: Stonewall 19/12/2008, 11:14

Primo!
Proponuję zakończyć już temat mojej biografii. Myślę, że powrót do zagadnień ściśle związanych z rynkiem książki historycznej jest obecnie trudny z uwagi na całą długą dysputę, jaka toczyła się tutaj wokół losów młodych historyków, a przede wszystkim wokół moich losów. Onegdaj zarzekałem się, że już więcej tutaj nie napiszę, co odnosiło się głównie do moich spraw prywatnych. Słowa nie dotrzymałem. W związku z tym publicznie proszę Cię o moderatorskie zamknięcie tego tematu na dobre. Nie chodzi mi tu tylko o zaprzestanie rozmów oscylujących wokół sfery moich przeżyć, ale o całkowite wyłączenie niniejszego tematu z jakiegokolwiek aktywnego użytku. Inaczej mówiąc zwracam się do Twojej osoby o założenie moderatorskiej kłódki. Nie proszę Cię o usunięcie całego wątku – niech on tutaj pozostanie w charakterze źródła historycznego.

Jeśli uznasz za celowe nie zgodzić się z moją prośbą, wtedy uszanuję Twoją odmienną decyzję. Żywię przy tym jednak nadzieję, że moja biografia już tu więcej nie zagości.

Napisany przez: Stonewall 19/12/2008, 11:29

Drodzy Forumowicze!
Przeczytałem właśnie wypowiedź mojego przedmówcy i pozwolę sobie na jeszcze jedną osobistą refleksję. Otóż do pracy w banku nie chciała mnie przyjąć nawet moja własna ciotka, która jest prezesem takiej instytucji (tak... prezesem, a nie dyrektorem). Powiedziała, że gdybym był prawnikiem lub ekonomistą, to tak, ale dla historyka to ona u siebie miejsca nie widzi. U niej nawet kasjer musi być magistrem prawa lub ekonomii. Ciotka mieszka 300 metrów ode mnie i wie, że jestem bezrobotny. Jej przyszła synowa studiuje historię, a przyszłej synowej przyszły mąż pracuje w filii wspomnianego banku. Zobaczę po magisterium, gdzie synowa będzie pracować.

Piszę pod swoim nazwiskiem i narażam się teraz mojej cioci jeszcze bardziej. Po raz pierwszy wypowiadam się o niej publicznie, ale ona już dawno temu podejrzewała mnie, że na lokalnych forach wyrabiam jej złą opinię, co nie było prawdą. Teraz będzie miała już prawo tak sądzić. Może jestem głupcem, a może to ten temat mnie tak prowokuje. Dlatego chcę, aby Primo go zamknął.

Napisany przez: Teufel20 19/12/2008, 11:37

Wiesz, jest takie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu... Mój znajomy dostał się do banku bez koneksji.
Jesteś przybity swoją sytuacją, absolutnie się Tobie nie dziwię, zapewne sam niedługo stanę przed podobnymi dylematami. Nie wiem co mogę więcej napisać, życzę powodzenia z całego serca.

Napisany przez: ryba_pila 19/12/2008, 12:56

Jesli dobrze znasz angielski, to moze sprobuj sie skontaktowac mailowo z roznymi biurami tlumaczen? Jest ich naprawde duzo. Ja tak dorabialem, gdy robilem doktorat, teraz rzadko przetlumacze, po to zeby zakupami ksiazek nie obciazac domowego budzetu wink.gif Co prawda tlumaczylem glownie teksty techniczne. Do tlumaczenia w zasadzie w dzisiejszych czasach jest niezbedne stale lacze, ale to moze zalezec o typu tlumaczonych tekstow. Tylko nie pisz do biur tlumaczen, ze mozesz tlumaczyc tylko teksty historyczne wink.gif Rozne rzeczy zdarzylo mi sie tlumaczyc, wcale nie takie techniczne, ostanio byly to instrukcje zabawek dla dzieci...

Napisany przez: rhetor 19/12/2008, 16:59

QUOTE(Stonewall)
Na tym, że mamy tekst zasadniczy i obszerne przypisy tekstowe do tego. Bellona niczego mi nie wycięła, ale chce, abym te przypisy poupychał w tekście ciągłym.


I bardzo słusznie. Od obszernych przypisów dolnych gorsze są tylko jakiekolwiek przypisy na końcu tekstu.

Napisany przez: Krzysztof M. 19/12/2008, 17:50

QUOTE(ryba_pila @ 19/12/2008, 12:56)
Jesli dobrze znasz angielski, to moze sprobuj sie skontaktowac mailowo z roznymi biurami tlumaczen? Jest ich naprawde duzo. Ja tak dorabialem, gdy robilem doktorat, teraz rzadko  przetlumacze, po to zeby zakupami ksiazek nie obciazac domowego budzetu wink.gif Co prawda tlumaczylem glownie teksty techniczne. Do tlumaczenia w zasadzie w dzisiejszych czasach jest niezbedne stale lacze, ale to moze zalezec o typu tlumaczonych tekstow. Tylko nie pisz do biur tlumaczen, ze mozesz tlumaczyc tylko teksty historyczne wink.gif Rozne rzeczy zdarzylo mi sie tlumaczyc, wcale nie takie techniczne, ostanio byly to instrukcje zabawek dla dzieci...
*



Języki obce - oto alternatywa dla humanistów! Wiedząc że tytuł magistra politologii g.... mi da zainwestowałem w certyfikaty. Przez parę lat dorabiałem korepetycjami dla dzieci, maturzystów. Mimo, że nie byłem anglistą z wykształcenia - miałem tylu chętnych że musiałem już odmawiać. Oczywiście tłumaczenia to jeszcze lepsza fucha.

Osobiście jestem przeciwny zamykaniu tego wątku. Myślę, że jest b. osobisty - ale przez to właśnie bardzo potrzebny i pożyteczny.

Napisany przez: Stonewall 19/12/2008, 21:26

Drodzy Forumowicze!
Decyzja odnośnie dalszych losów niniejszego tematu należy tylko i wyłącznie do Primo. Niezależnie od tego, jaki ona przybierze kształt, chciałbym powtórzyć raz jeszcze – nie jest moim życzeniem kontynuowanie w tym miejscu rozmów o moim życiu. Pozwólcie zatem nie odpowiadać mi na wszelkie Wasze uwagi tegoż życia dotyczące. Dziękuję za słowa otuchy i rady, którymi mnie darzyliście.

Jestem człowiekiem pióra i nim pozostanę. Nie wiem, czy pisane przeze mnie teksty przybiorą kiedykolwiek kształt słowa drukowanego. Nie wiem także, czy staną się e-bookami. Być może będziecie je poznawać wyłącznie w formie forumowych postów. Może się też zdarzyć, iż spoczną one tylko w mojej szufladzie.

Różne są książki i różny kształt one przybierają. Piszę wyłącznie o rzeczach, które mnie interesują i w sposób, jaki uważam za odpowiedni. Jednym forma moich tekstów może się nie podobać, inni dojrzą w niej pewną wartość.

Książka nie jest postem i musi się od niego odznaczać swym kształtem. Są tacy, którzy nie lubią obszernych przypisów tekstowych. Są też jednak ludzie o innej wrażliwości na słowo pisane, jacy akceptują formę, którą przyjąłem pisząc swoje dłuższe teksty. Wiem o tym, bo byli oni pierwszymi ich czytelnikami.

Piszę jak Tolkien i jego przyjaciel Lewis – tworząc rzeczy, które sam chciałbym przeczytać. Dzielę się z czytelnikiem swoim widzeniem przeszłości, bo człowiek posiada wrodzoną potrzebę dzielenia się z innymi zakresem spraw, jakimi on żyje. Nie piszę na zamówienie i nie piszę podług takiej czy innej mody.

Życie to wędrówka, w czasie której odkrywamy różne oblicza tego świata. Jestem takim właśnie wędrowcem. Moje posty, artykuły i książki.... stanowią zapis owej wędrówki.

W wędrówce tej czasem ktoś mi towarzyszy, czasami zdaję się iść sam. Nawet Jezus, gdy przemierzał Palestynę, czuł się czasem samotny i zmęczony... bo ptaki mają swoje gniazda, a on nie miał nawet kamienia, na którym mógłby oprzeć swoją głowę.

Wędruję lat 30 i w tej wędrówce wciąż odkrywam nowe miejsca i ludzi, wciąż znajduję nowe inspiracje.

Napisany przez: rafalm 19/12/2008, 23:01

QUOTE
nie jest moim życzeniem kontynuowanie w tym miejscu rozmów o moim życiu.

Bądźmy szczerzy sam, ten temat zacząłeś. huh.gif Ze swojej strony mogę tylko stwierdzić, że będę cholernie rozczarowany, jak nie będę miał okazji poczytać sobie Sharpsburga dry.gif

Napisany przez: Primo! 19/12/2008, 23:34

QUOTE(Stonewall @ 19/12/2008, 12:29)
Może jestem głupcem, a może to ten temat mnie tak prowokuje. Dlatego chcę, aby Primo go zamknął.
*


Wprawdzie założyłeś ten temat i w znacznej mierze swoim pierwszym postem wpłynąłeś na jego obecną formę i zawartość, jednak uważam, że nie powinien zostać zamknięty.
Nie możemy wykluczyć, że w przyszłości inni forumowicze (może również autorzy) będą chcieli podzielić się tutaj własnymi przemyśleniami i doświadczeniami odnośnie rynku książki historycznej.

QUOTE(Stonewall @ 19/12/2008, 22:26)
Decyzja odnośnie dalszych losów niniejszego tematu należy tylko i wyłącznie do Primo. Niezależnie od tego, jaki ona przybierze kształt, chciałbym powtórzyć raz jeszcze – nie jest moim życzeniem kontynuowanie w tym miejscu rozmów o moim życiu. Pozwólcie zatem nie odpowiadać mi na wszelkie Wasze uwagi tegoż życia dotyczące. Dziękuję za słowa otuchy i rady, którymi mnie darzyliście.
*


W takim razie, proszę Szanownych Forumowiczów o respektowanie powyższego życzenia!

Napisany przez: Łukasz Przybyło 28/12/2008, 22:12

No dobra. Trzeba jakoś podsumować dyskusję. Otóż:

1. w Polsce generalnie nie wydaje sie książek historycznych na wysokim poziomie. Mam tu na myśli połączenie czytalności i naukowości - czyli książek popularno-naukowych najwyższej klasy.
2. Monografii naukowych też się prawie nie wydaje - a jezeli już to w nakładzie 300 egzemplarzy.
3. Tłumaczenia i tłumacze są denni - oprócz-wszyscy-wiemy-kogo wink.gif
4. opracowanie książek od strony edytorsko-wizualnej denne - mapy fatalne, literówki etc.
5. Autorzy opłacani niezwykle słabo.
6. Rynek polega na autorytetach (też dennych jak ostatni HB-ek o Chinach wskazuje) lub pasjonatach (tu zdecydowanie lepiej wink.gif )

Nic tylko zakładać WYDAWNICTWO - bo jest nisza rynkowa!!!!! i kosić kasę - chętnych proszę o wiadomość na priva rolleyes.gif rolleyes.gif

Napisany przez: Primo! 28/12/2008, 22:55

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 28/12/2008, 23:12)
Nic tylko zakładać WYDAWNICTWO - bo jest nisza rynkowa!!!!! i kosić kasę - chętnych proszę o wiadomość na priva  rolleyes.gif  rolleyes.gif
*


Łukasz, to jest żart? confused1.gif
Czy może apel: Wszystkie ręce na pokład! confused1.gif

Napisany przez: Łukasz Przybyło 28/12/2008, 23:00

QUOTE(Primo! @ 28/12/2008, 22:55)
QUOTE(Łukasz Przybyło @ 28/12/2008, 23:12)
Nic tylko zakładać WYDAWNICTWO - bo jest nisza rynkowa!!!!! i kosić kasę - chętnych proszę o wiadomość na priva  rolleyes.gif  rolleyes.gif
*


Łukasz, to jest żart? confused1.gif
Czy może apel: Wszystkie ręce na pokład! confused1.gif
*



Nie to nie żart, ani nie apel. Tylko propozycja biznesowa. Dla chętnych i mających wiarę wink.gif

Napisany przez: Primo! 28/12/2008, 23:12

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 29/12/2008, 0:00)
Nie to nie żart, ani nie apel. Tylko propozycja biznesowa.
*


Mocno powiedziane (napisane), ale jak każdy ciekawy pomysł i ten wart jest uwagi. rolleyes.gif

Napisany przez: Stonewall 29/12/2008, 11:32

Łukaszu!
W zeszłym roku do mnie i paru innych Forumowiczów zgłosił się człowiek, który utrzymywał, iż zakłada w Polsce nowe wydawnictwo zorientowane na publikację materiałów dotyczących historii. Przedstawił się jako reprezentant dużego zachodniego koncernu medialnego (pozwól, że nie wyjawię nazwy owego molocha wydawniczego). Wydawnictwo, któremu miałby prezesować, miało stanowić część owego koncernu. Twierdził, iż nad projektem takiej oficyny pracuje od lat, a jego możni protektorzy są zainteresowani dużą inwestycją w nadwiślańskim kraju. Twierdził także, iż ekipę techniczną już skompletował, a na potrzeby oficyny będą pisać (już piszą) sławy historyczne z całego świata (nawet z Republiki Korei). Projekt, który mi przedstawił, miał obejmować wydawanie książek, czasopisma i... reszty nie zdradzę. Do mnie zgłosił się, bo, jak twierdził, spodobał mu się mój styl pisania oraz szeroka wiedza w zakresie dziewiętnastowiecznej problematyki. Proponował mi rolę autora i konsultanta, pracy jako takiej w wydawnictwie nie oferował, bo twierdził, iż ma już swoich ludzi.

Projekt, którym próbował mnie zainteresować, miał ruszyć w ciągu najbliższych miesięcy i położyć konkurencję na łopatki. Nie rozmawialiśmy o konkretnych sumach, ale on sugerował, że wydawnictwo będzie płacić stawki znacznie wyższe od polskich standardów. Rok 2007 dobiegł jednak końca, a wydawnictwo na rynek nie weszło. Byłem z owym człowiekiem w stałym kontakcie, więc pytałem o przyczynę opóźnień. On wtedy zasłaniał się polską biurokracją i obawami protektorów, wynikającymi z siły polskiej waluty. Mija rok 2008 i wydawnictwa tego nadal w księgarniach nie uświadczysz, choć w rozmowach ze mną pojawiał się co raz to nowy termin startu. Oprócz rodzimej biurokracji i obiektywnych uwarunkowań ekonomicznych pojawiła się nowa wymówka – część technicznej ekipy nie doszła do porozumienia z panem prezesem.

Ostatnio złożyłem panu prezesowi życzenia świąteczne, a on zrewanżował mi się podobnymi. Tematu jego projektów wydawniczych nie poruszyłem.

Napisany przez: Primo! 29/12/2008, 13:49

Planowany projekt wydawniczy, opisany bardzo pobieżnie przez Stonewalla jest mi całkiem dobrze znany, ponieważ jego pomysłodawca przedstawił mi jego zarys. Kilka miesięcy temu skontaktowałem się z tym wydawcą w nieco innej sprawie, dotyczącej głównego nurtu jego działalności gospodarczej. Przy okazji zapytałem o start nowej oficyny i uzyskałem odpowiedź zbliżoną do tej, jaką uzyskał Marcin, uzupełnioną o kilka innych szczegółów.

Do czego zmierzam? confused1.gif Propozycja Łukasza jest dla mnie czwartą ofertą współuczestnictwa w nowym projekcie wydawniczym. Pierwszy pomysłodawca, zanim wystartował przebranżowił się, drugi startuje i nie może wystartować, trzeci dyskretnie, aczkolwiek regularnie naciskał mnie na szybkie ukończenie planowanej książki i od 8 miesięcy nie daje żadnych oznak zainteresowania postępami prac. Może ze mnie zrezygnował? confused1.gif

Marcinie, wejście na rynek wydawniczy to nie jest prosta sprawa, która ogranicza się do skompletowania ekipy współpracowników i zwerbowania autorów. Akurat to jest najprostsze. Podstawa to analiza rynku i plan marketingowy, analiza SWOT całego przedsięwzięcia, opracowanie projektu od strony technicznej i finansowej. To wszystko wymaga czasu i sporego zaangażowania, ale solidnie przygotowany plan biznesu zwiększa szanse na utrzymanie się na rynku i odkrojenie własnego kawałka tego tortu. Więcej cierpliwości... wink.gif


Napisany przez: rafalm 29/12/2008, 17:18

Do mnie też się odzywał jeden z użytkowników forum, przedstawiając mi świetlane wizje smile.gif ... ale jak widzę nic z tego nie wyszło sad.gif

Napisany przez: artifakt 29/12/2008, 18:30

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 28/12/2008, 22:12)
No dobra. Trzeba jakoś podsumować dyskusję. Otóż:

1. w Polsce generalnie nie wydaje sie książek historycznych na wysokim poziomie. Mam tu na myśli połączenie czytalności i naukowości - czyli książek popularno-naukowych najwyższej klasy.
2. Monografii naukowych też się prawie nie wydaje - a jezeli już to w nakładzie 300 egzemplarzy.
3. Tłumaczenia i tłumacze są denni - oprócz-wszyscy-wiemy-kogo  wink.gif
4. opracowanie książek od strony edytorsko-wizualnej denne - mapy fatalne, literówki etc.
5. Autorzy opłacani niezwykle słabo.
6. Rynek polega na autorytetach (też dennych jak ostatni HB-ek o Chinach wskazuje) lub pasjonatach (tu zdecydowanie lepiej  wink.gif )

Nic tylko zakładać WYDAWNICTWO - bo jest nisza rynkowa!!!!! i kosić kasę - chętnych proszę o wiadomość na priva  rolleyes.gif  rolleyes.gif
*



Źle stworzona klasyfikacja. Pkt 1-4 i 6 należało by zmienić na a-f i podporządkować punktowi 5, bo są one tylko i wyłącznie pochodną tego właśnie punktu. Po prostu ciężko jest mi chociażby siebie widzieć w roli ideowca wydającego za psie pieniądze efekt 2-3 lat pracy...

Jako właściel oficyny, widziałbym lepiej znane nazwisko, które przyciągnie mi 2000 chętnych na pracę, niż młodego wilka, którego może 200 osób kupi. Proste acz brutalne!

Napisany przez: Primo! 29/12/2008, 22:36

QUOTE(artifakt @ 29/12/2008, 19:30)
Jako właściel oficyny, widziałbym lepiej znane nazwisko, które przyciągnie mi 2000 chętnych na pracę, niż młodego wilka, którego może 200 osób kupi. Proste acz brutalne!
*


I nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością.
Znane nazwiska to autorzy, którzy za sprawą mediów prześlizgnęli się do świadomości społecznej: Norman Davis, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Antoni Dudek, Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz oraz kilku innych.

Reszta, łącznie z nobliwymi profesorami Naszych szacownych uczelni znana jest jedynie wąskiemu gronu właśnie tych 200 profesjonalistów i pasjonatów.

Większość czytelników, nawet studenci historii nie kierują się przy zakupie nazwiskiem autora, lecz zupełnie innymi względami. Przede wszystkim własnymi zainteresowaniami i preferencjami.

O wielkości sprzedaży książki historycznej decyduje atrakcyjny tytuł (tematyka), okładka (tak!) i cała szata graficzna, a najczęściej przystępna cena w relacji do powyższych elementów. Nie zapomniałem o marketingu i reklamie.

Przeciętny klient nie kupuje "znanego nazwiska", ani "młodego wilka" tylko książkę na interesujący go temat.
To temat przyciąga, a nie nazwisko, pod warunkiem, że nie jest to Norman Davis. wink.gif

Napisany przez: Karol XII 30/12/2008, 0:17

Primo ma zupełną rację,większość czytelników kieruje się przy zakupie książki tematyką która go interesuje,a nie nazwiskiem autora.Tak dla przykładu,zakupiłem książkę pana K.Śledzińskiego "Zbaraż 1649",ponieważ interesuje się RON,chociaż wielu forumowiczów niemiłosiernie skrytykowało tegoż autora.

Norman Davis moim zdaniem to historyk pokroju Ericha von Danikena. smile.gif
Nie rozumiem co czytelnicy "widzą" w twórczości Davisa. sad.gif
Gdy jakiś niedowartościowany obcokrajowiec napisze coś o Polsce,to od razu staje się gwiazdą medialną(czy to takie nasze narodowe kompleksy?)




Napisany przez: artifakt 30/12/2008, 8:08

QUOTE(Primo! @ 29/12/2008, 22:36)
QUOTE(artifakt @ 29/12/2008, 19:30)
Jako właściel oficyny, widziałbym lepiej znane nazwisko, które przyciągnie mi 2000 chętnych na pracę, niż młodego wilka, którego może 200 osób kupi. Proste acz brutalne!
*


I nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością.
Znane nazwiska to autorzy, którzy za sprawą mediów prześlizgnęli się do świadomości społecznej: Norman Davis, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Antoni Dudek, Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz oraz kilku innych.

Reszta, łącznie z nobliwymi profesorami Naszych szacownych uczelni znana jest jedynie wąskiemu gronu właśnie tych 200 profesjonalistów i pasjonatów.

Większość czytelników, nawet studenci historii nie kierują się przy zakupie nazwiskiem autora, lecz zupełnie innymi względami. Przede wszystkim własnymi zainteresowaniami i preferencjami.

O wielkości sprzedaży książki historycznej decyduje atrakcyjny tytuł (tematyka), okładka (tak!) i cała szata graficzna, a najczęściej przystępna cena w relacji do powyższych elementów. Nie zapomniałem o marketingu i reklamie.

Przeciętny klient nie kupuje "znanego nazwiska", ani "młodego wilka" tylko książkę na interesujący go temat.
To temat przyciąga, a nie nazwisko, pod warunkiem, że nie jest to Norman Davis. wink.gif
*



Witam,

Być może masz rację - kieruje się ogólnymi zasadami w handlu mówiącymi, że ludzie kupują głównie to co znają i istnieniu przywiązania do marki. I tak zgadzam się - "opakowanie" przyciąga uwagę klienta, podobnie jak w rynku spożywczym. Mimo to, z chęcią spojrzałbym na dane odsprzedażowe książki napisanej np. przez właśnie weterana nauk historycznych i "młodego wilka" i mimo wszystko upewniłbym się, czy też to nie ma wpływu...

Karolu XII - a to ktoś sugeruje się opiniami forum przy zakupie książki? Chyba raczej kupuje książkę, aby przekonać się czy opinie nie są krzywdzące. Ja też zakupiłem tą książkę i nawet ani trochę nie sugerowałem się opiniami czytelników. Poza tym raczej nie masz opinii w głowie, gdy idziesz do księgarni/Empiku czy buszujesz po sklepie internetowym.

Napisany przez: Gronostaj 30/12/2008, 11:49

QUOTE(rafalm @ 29/12/2008, 18:18)
Do mnie też się odzywał jeden z użytkowników forum, przedstawiając mi świetlane wizje  smile.gif ... ale jak widzę nic z tego nie wyszło  sad.gif
*


Do mnie także, ale finał był podobny do Twojego. Tak poza tym to ciekawe czy jeszcze kiedyś usłyszymy o tym projekcie. confused1.gif

Co do tego jakim kryterium kieruję się przy zakupie książki historycznej, to w moim wypadku zawsze na pierwszym miejscu jest tematyka pracy. Nazwisko autora, szata graficzna, opinie znajomych mają dla mnie drugorzędne znaczenie.

Pozdrawiam!

Napisany przez: Krzysztof M. 30/12/2008, 12:22

No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak przyznać się, iż tajemniczy "pan w masce" zapukał i do mnie - z tym że od samego początku nie robiłem ani sobie, ani jemu większych nadziei na współpracę. Być może sprawa utknęła w szarej polskiej rzeczywistości, być może coś jeszcze się z tego wykluje...
W kwestii szans nowego wydawnictwa, nie czuję się zbytnio kompetentny aby wyrokować, ale wydaje mi się że rynek w tym zakresie jest już podzielony - mamy Bellonę, Infort i kilka mniejszych i szczerze wątpię czy nowy twór miałby szanse "rozepchać" się. Tym bardzie, że jak mówią eksperci - nadchodzi kryzys, a więc gorszy czas także dla książki.

Napisany przez: rhetor 30/12/2008, 14:05

QUOTE(Krzysztof M. @ 30/12/2008, 12:22)
Tym bardzie, że jak mówią eksperci - nadchodzi kryzys, a więc gorszy czas także dla książki.
*



Ten kryzys to w znacznej mierze samospełniająca się przepowiednia.

PS. Też sobie przypominam, że ktoś kiedyś i mi mówił o "tajemniczym milionerze zza granicy, pragnącym opanować polski rynek książki historycznej".

Napisany przez: Primo! 30/12/2008, 15:53

QUOTE(artifakt @ 30/12/2008, 9:08)
Być może masz rację - kieruje się ogólnymi zasadami w handlu mówiącymi, że ludzie kupują głównie to co znają i istnieniu przywiązania do marki.
*


W tym przypadku, marką jest wydawnictwo i ewentualnie cykl wydawniczy (HB, biografie Ossolineum, marmurkowe biografie PIW, Rodowody cywilizacji PIW itp. itd.).
Indywidualny autor też może być marką samą w sobie, ale już wyłącznie dla węższego grona znawców i pasjonatów.
Przenosząc to na realia rynku spożywczego, marką są bardziej serki Danon jako produkt, a nie jeden rodzaj serka o smaku truskawkowym wyprodukowany przez tę firmę.

QUOTE(artifakt @ 30/12/2008, 9:08)
Mimo to, z chęcią spojrzałbym na dane odsprzedażowe książki napisanej np. przez właśnie weterana nauk historycznych i "młodego wilka" i mimo wszystko upewniłbym się, czy też to nie ma wpływu...
*


Nie miałoby to sensu, ponieważ ani tematyka, ani tym bardziej nazwisko autora nie są jedynymi czynnikami wpływającymi na decyzje zakupowe przeciętnego klienta.

QUOTE(Krzysztof M. @ 30/12/2008, 13:22)
W kwestii szans nowego wydawnictwa, nie czuję się zbytnio kompetentny aby wyrokować, ale wydaje mi się że rynek w tym zakresie jest już podzielony - mamy Bellonę, Infort i kilka mniejszych i szczerze wątpię czy nowy twór miałby szanse "rozepchać" się.
*


Bądźmy szczerzy, Bellona, InfortEditions, Attyka i inni mają swoje mocne, ale też słabe strony. Z całym szacunkiem, pewne działania Infortu też trącą kompletną amatorszczyzną, np. swego czasu poszukiwania na forum osoby, która nieodpłatnie zrobiłaby korektę tekstu jednej z planowanych publikacji.
Bellona ma taki potencjał, że mogłaby całkowicie zdominować rynek książki historyczno-wojskowej, a tymczasem nawet "znane nazwiska z tytułami naukowymi" narzekają na jej politykę wydawniczą. Publikują w prywatnych oficynach, nierzadko w śladowym nakładzie, bo redakcja Bellony woli kupić i wydać pełnych błędów "Średniowiecznych najemników", albo jakiegoś marnego gniota, napisanego przez pseudoautora, któremu przed rozpoczęciem pracy nad książką nie chciało się wysilić na coś więcej niż zgromadzenie 10 dowolnych tytułów.
Attyka to zupełna nisza, w 750-tysięcznej Łodzi w księgarniach ze świecą można szukać książek tej oficyny.

Dobry pomysł na działalność, solidne podstawy finansowe, wyciągnięcie wniosków z błędów i niedostatków konkurencji plus dobrze rozwinięta sieć dystrybucji to recepta na "rozepchanie się" na rynku, na którym skądinąd jest miejsce dla wszystkich graczy.

Akurat o rynek książki historyczno-wojskowej specjalnie bym się nie martwił. Niby jest tak źle, a mój znajomy, który wydał swój doktorat w dużej prywatnej oficynie doczekał się już dwóch dodruków do pierwszego wydania w ciągu 3 lat. W ten sposób, jego książka osiągnęła nakład przekraczający średni poziom Bellony i Infortu, a podobno nadal się świetnie sprzedaje. Wracając zatem do punktu wyjścia, na "atrakcyjny tytuł" zawsze znajdą się chętni.

Napisany przez: AlbertWarszawa 30/12/2008, 20:18

QUOTE(Primo! @ 30/12/2008, 16:53)
Akurat o rynek książki historyczno-wojskowej specjalnie bym się nie martwił. Niby jest tak źle, a mój znajomy, który wydał swój doktorat w dużej prywatnej oficynie doczekał się już dwóch dodruków do pierwszego wydania w ciągu 3 lat. W ten sposób, jego książka osiągnęła nakład  przekraczający średni poziom Bellony i Infortu, a podobno nadal się świetnie sprzedaje. Wracając zatem do punktu wyjścia, na "atrakcyjny tytuł" zawsze znajdą się chętni.
*



Primo, czy możesz zdradzić jaką książkę masz na myśli? Ciekawym. Przy okazji witam po dość długim braku aktywności na forum i życzę użytkownikom wszystkiego najlepszego w 2009 roku smile.gif

Napisany przez: Primo! 30/12/2008, 21:01

QUOTE(AlbertWarszawa @ 30/12/2008, 21:18)
Primo, czy możesz zdradzić jaką książkę masz na myśli? Ciekawym.
*


Autor prosił mnie o dyskrecję, dlatego nie chciałbym go denuncjować.
Powiem wprost, nie każdemu może się podobać, że pewien wydawca ustala jednemu autorowi limit 500 egzemplarzy bez możliwości dodruku, a innemu wydaje jego pracę łącznie w kilkakrotnie większym nakładzie. Rozumiesz, zwykłe uczelniane małe zawiści i złośliwości, a po co młody człowiek ma stać się ich celem i ofiarą? confused1.gif
Będą tacy, którzy w zwiększonym nakładzie zobaczą "układy i znajomości", a nie najzwyklejsze prawa popytu i podaży.

Napisany przez: ryba_pila 30/12/2008, 22:10

Nie rozumiem cie Primo. Z tego, co piszesz wynika, ze lepiej w ogole nie wydawac. Przeciez po to sie publikuje, zeby przedstawic wyniki swojej pracy. Piszesz, ze to dobra ksiazka, a nie chcesz jej nawet zarekomendowac. Po co z nia w ogole wyskakujesz, zeby pochawlic sie znajomosciami? wink.gif

Napisany przez: Primo! 30/12/2008, 23:29

QUOTE(ryba_pila @ 30/12/2008, 23:10)
Nie rozumiem cie Primo. Z tego, co piszesz wynika, ze lepiej w ogole nie wydawac.
*


Niczego takiego nie napisałem. confused1.gif

QUOTE(ryba_pila @ 30/12/2008, 23:10)
Przeciez po to sie publikuje, zeby przedstawic wyniki swojej pracy.
*


Jak na razie, na polskich uczelniach nadal panuje swoisty feudalizm. Europa wraz z normalnymi relacjami na linii student-nauczyciel akademicki, czy też młody doktor-profesor jeszcze tutaj nie dotarła.
Gość chce sobie spokojnie pracować na macierzystej uczelni. Niemałym osiągnięciem jest to, że udało mu się zostać pracownikiem naukowym i nie zasilić grona bezrobotnych po obronie doktoratu. Nie chce się afiszować "sukcesem marketingowym" swojej książki, który będzie kłuł w oczy jego starszych kolegów. Na to forum teoretycznie może zajrzeć każdy, a ja nie chciałbym wyświadczyć mu niedźwiedziej przysługi. dry.gif

QUOTE(ryba_pila @ 30/12/2008, 23:10)
Piszesz, ze to dobra ksiazka, a nie chcesz jej nawet zarekomendowac. Po co z nia w ogole wyskakujesz, zeby pochawlic sie znajomosciami? wink.gif
*


To są takie znajomości, że po prostu miałem kiedyś okazję poznać tego człowieka. Chciałem kupić jego książkę, ale w księgarniach w moim mieście jej nie było, a na Allegro nie miałem zamiaru przepłacać. Wysłałem do niego e-mail z pytaniem, czy nie ma jeszcze egzemplarza autorskiego, który byłbym gotów odkupić. I wymieniliśmy garść uwag.

Napisany przez: ryba_pila 31/12/2008, 0:24

QUOTE(Primo! @ 30/12/2008, 23:29)
Niczego takiego nie napisałem. confused1.gif

Ale to wynika z twojej wypowiedzi, lepiej nie publikowac, bo jeszcze sie ksiazka spodoba i bedzie sie dobrze sprzedawac...
Chyba troche przesadzasz.

Napisany przez: Woj 31/12/2008, 9:13

QUOTE(ryba_pila @ 31/12/2008, 1:24)
Ale to wynika z twojej wypowiedzi, lepiej nie publikowac, bo jeszcze sie ksiazka spodoba i bedzie sie dobrze sprzedawac...


Jeśli nawet przesadza - to mu wolno. Nie jego książka - nie jego sprawa. A zawiść rzeczywiście jest w tym kraju zjawiskiem powszechnym. Autorowi od tej dodatkowej rekomendacji wiele nie przybędzie (jeśli cokolwiek wink.gif) , a zaszkodzić mu ona może.
Też jestem ciekaw tytułu i nazwiska - ale może dajmy spokój z dociekliwością. smile.gif

Napisany przez: ryba_pila 31/12/2008, 14:31

Ale mnie juz nie chodzi o dociekliwosc, po prostu nie dajmy sie zwarowiac. Dlaczego mamy tak po prostu zaakceptowac ta zawisc jako cos normalnego???? Jesli tak bedziemy robic, to nic sie nie zmieni...

Napisany przez: ConradP 31/12/2008, 15:25

Nie rozumiem. Przecież ten gościu chyba nie wydał tej książki pod jakimś pseudonimem. Skoro tak to i tak wszyscy u niego na uczelni wiedzą o tym prawdopodobnie mniej więcej znają jej losy.
Jakieś dziwne tajemnice...

Napisany przez: Primo! 31/12/2008, 16:56

QUOTE(ryba_pila @ 31/12/2008, 1:24)
Ale to wynika z twojej wypowiedzi, lepiej nie publikowac, bo jeszcze sie ksiazka spodoba i bedzie sie dobrze sprzedawac...
*


To zdecydowanie nadinterpretacja moich słów.

QUOTE(ryba_pila @ 31/12/2008, 15:31)
Dlaczego mamy tak po prostu zaakceptowac ta zawisc jako cos normalnego???? Jesli tak bedziemy robic, to nic sie nie zmieni...
*


Polskie uczelnie to instytucje z silną hierarchią, dlatego pisałem o feudaliźmie. Panowie, znam przykład, gdy młody doktor chciał napisać książkę, co spotykało się ze zdecydowanym sprzeciwem szefa jego katedry. Dawano mu wybór: albo książka i szukasz nowej pracy, albo odpuszczasz sobie i zostajesz. Oczywiście, że to nie jest normalne.

Dlatego absolutnie nie dziwią mnie lęki mojego znajomego. Może są wyolbrzymione, a może to przejaw chorych relacji w środowisku, w którym pracuje. Nie znam go na tyle dobrze, abym pozwolił sobie na dopytywanie o szczegóły.

QUOTE(ConradP @ 31/12/2008, 16:25)
Skoro tak to i tak wszyscy u niego na uczelni wiedzą o tym prawdopodobnie mniej więcej znają jej losy.
Jakieś dziwne tajemnice...
*


Wiedzą tylko tyle, że się ukazała.

Ten przykład miał jedynie pokazać, że z rynkiem książki historycznej nie jest aż tak źle, jakby się wydawało. Jednak ktoś jeszcze kupuje te książki. smile.gif

Napisany przez: Stonewall 1/01/2009, 13:36

Drodzy Forumowicze!
Dajcie spokój Primo. Na naszym Forum ukazywały się zgoła niewinne informacje o życiorysach ludzi nauki, a ludzie Ci potem mieli z tego tytułu nieprzyjemności (np. ktoś zanim został doktorem historii zasuwał fizycznie zagranicą, a potem jego studenci, którzy dowiedzieli się tego z Forum, zagadywali swego wykładowcę na temat przeszłości, do jakiej on nie miał zamiaru wracać – o uszczypliwościach kolegów doktorów nie wspominam). Forum nasze znajduje się wysoko w hierarchii googlowskiej i często pierwsze informacje o danym naukowcu, jakie widzi internauta, to te z Historycy.org. Do Administracji i grona moderatorskiego od czasu do czasu napływają sygnały o naruszaniu czyichś dóbr osobistych przez użytkowników naszego Forum. Dzieje się tak nawet w sytuacjach, gdy użytkownik nie zamierzał nikomu zaszkodzić. Skoro znajomy Primo zastrzegł sobie anonimowość, to ciągnięcie Marcina za język uważam za nieprzyzwoitość.

Napisany przez: Herostrates 1/01/2009, 15:49

A odbiegając odrobinę od tematu: co szanowni koledzy sądzą o idei założenia własnego wydawnictwa historycznego? biggrin.gif

Napisany przez: Stonewall 1/03/2009, 18:45

Drodzy Forumowicze!
W związku z tym, że w ostatnim czasie doszło do nieporozumień między mną i paroma innymi użytkownikami, a także z uwagi na wytkniętą mi zbytnią długość moich postów, rezygnuję z zabierania głosu w sekcji poświęconej książkom wojenno-historycznym. W przeszłości zdarzyło się już, że podjąłem podobną decyzję. W decyzji tej nie wytrwałem, gdyż wróciłem do postowania. Tym razem moja wola jest wolą ostateczną. Podobnie jak wówczas pragnę podkreślić, że moje milczenie obejmuje także sprawy związane z moją potencjalną twórczością pisarską.

W miejscu tym pragnę podziękować tym, którzy towarzyszyli mi tutaj przez ponad 2 lata. Dużo się od Was nauczyłem i sam żywię nadzieję, że moje posty, które czytaliście, nie były tylko „gładkimi słowami” (zarzut przed miesiącem postawiony mi przez jednego z najaktywniejszych tutaj użytkowników). Życzę Wam, abyście we wzajemnych dyskusjach jak najmniej sobie szkodzili. Myślę bowiem, że miejsce to może stać się jeszcze lepszym forum wymiany poglądów. Żywię nadzieję, że powrót Primo i zapowiadane reformy Wam w tym pomogą.

Napisany przez: Gronostaj 1/03/2009, 19:21

QUOTE(Stonewall @ 1/03/2009, 19:45)
Drodzy Forumowicze!
W związku z tym, że w ostatnim czasie doszło do nieporozumień między mną i paroma innymi użytkownikami, a także z uwagi na wytkniętą mi zbytnią długość moich postów, rezygnuję z zabierania głosu w sekcji poświęconej książkom wojenno-historycznym. W przeszłości zdarzyło się już, że podjąłem podobną decyzję. W decyzji tej nie wytrwałem, gdyż wróciłem do postowania. Tym razem moja wola jest wolą ostateczną. Podobnie jak wówczas pragnę podkreślić, że moje milczenie obejmuje także sprawy związane z moją potencjalną twórczością pisarską.

W miejscu tym pragnę podziękować tym, którzy towarzyszyli mi tutaj przez ponad 2 lata. Dużo się od Was nauczyłem i sam żywię nadzieję, że moje posty, które czytaliście, nie były tylko „gładkimi słowami” (zarzut przed miesiącem postawiony mi przez jednego z najaktywniejszych tutaj użytkowników). Życzę Wam, abyście we wzajemnych dyskusjach jak najmniej sobie szkodzili. Myślę bowiem, że miejsce to może stać się jeszcze lepszym forum wymiany poglądów. Żywię nadzieję, że powrót Primo i zapowiadane reformy Wam w tym pomogą.
*


Nie bierz takich pierdółek do siebie. wink.gif Zauważyłem, że jesteś bardzo czułym człowiekiem. rolleyes.gif Muszę przyznać, iż Twoje posty należą do jednych z ciekawszych i wartościowszych na tym Forum, więc radzę abyś zmienił powyższe postanowienie.

Pozdrawiam!

Napisany przez: rycymer 1/03/2009, 19:35

QUOTE(Gronostaj @ 1/03/2009, 19:21)
Nie bierz takich pierdółek do siebie.  wink.gif  Zauważyłem, że jesteś bardzo czułym człowiekiem.
*


Weź się, Marcinie, w garść i może nie traktuj wszystkiego tak ambicjonalnie, bo w życiu już tak jest, że nikt się z człowiekiem nie obchodzi jak z jajkiem; błogie czasy, kiedy byłeś dzięcięciem i rozmarzonym wzrokiem spoglądałeś w przyszłość, którą widziałeś w pięknych barwach, już dawno niestety odeszły do lamusa - tak dla Ciebie, jak i dla mnie, jak również dla sporej części Forumowiczów.
QUOTE
Muszę przyznać, iż Twoje posty należą do jednych z ciekawszych i wartościowszych na tym Forum, więc radzę abyś zmienił powyższe postanowienie.

Zgadzam się z Kolegą Rafałem i również sobie życzę, aby Marcin - znany też jako Stonewall - nadal pisał na niniejszym Forum swe długie posty, z których również i ja dowiedziałem się wielu niezwykle ciekawych rzeczy na temat historii XIX wieku głównie. A że wypowiedzi te zaprawione są odrobiną goryczy? To jeno dodaje im smaczku! Jeszcze raz tedy apeluję do Ciebie: Marcinie, weź się w garść! Jeśli zaś nie jesteś do tego zdolny, to może najwyższy czas, byś powtórzył za Werterem: bądź mężczyzną i nie idź w moje ślady! Stać Cię na jedno z tych rozwiązań? Tertium bowiem, Marcinie, non datur...

Napisany przez: Primo! 1/03/2009, 20:51

Marcinie, zupełnie nie mam pojęcia, o co chodzi? confused1.gif Takie samo odczucie może mieć wielu innych forumowiczów.
Jestem ponownie na forum od dwóch dni. Spójrz na swoją decyzję z innej strony. Obrażanie się, czy też sankcjonowanie dostępu do informacji jest formą biernej agresji. Tyle psychologia. W praktyce, odwracasz się plecami nie tylko do swoich adwersarzy i oponentów, ale również do forumowiczów, którzy nadal chętnie czytaliby Twoje wypowiedzi w tym zakątku forum. Myślę, że takich jest całkiem spora grupa.

Nie wiem, o co poszło, ale forma i styl wypowiedzi to prywatna sprawa każdego użytkownika. Oczywiście, o ile nie naruszają regulaminu forum i tak zwanej netykiety. Jeśli ktoś nie ma ochoty na lekturę postów innego forumowicza, najzwyczajniej w świecie ich nie czyta. Jeśli ma prywatne uwagi do autora, dzieli się nimi poza forum. Tak swego czasu, obaj wymieniliśmy garść odrobinę złośliwych uwag na temat Naszej forumowej twórczości.

Dla mnie prywatnie, niekoniecznie typowo merytoryczne wątki zainicjowane przez Stonewalla mają ogromną wartość. Pokazują proces powstawania książki od strony jej autora, jego dylematów, problemów, ambicji itd. Na kanwie osobistych doświadczeń Marcina zawsze wywiązywała się ciekawa dyskusja, pozornie o jego życiu, w rzeczywistości o szeroko rozumianym sensie pisania książek historycznych. Przez te prawie 3 lata omówiliśmy w tym subforum praktycznie wszelkie aspekty rynku wydawniczego (niektóre parokrotnie wink.gif ) patrząc od strony czytelnika, wydawcy, autora. Wielokrotnie dochodziło między forumowiczami do ostrych polemik, słownych sprzeczek. Pojawił się nawet pomysł protestacyjnej krucjaty przeciw Bellonie. wink.gif
Wiele napisano i jeszcze wiele będzie napisane...
Spory w tym Twój udział Marcinie, zatem... decyzja należy do Ciebie. confused1.gif

Napisany przez: Gronostaj 1/03/2009, 22:21

QUOTE(rycymer @ 1/03/2009, 20:35)
A że wypowiedzi te zaprawione są odrobiną goryczy? To jeno dodaje im smaczku
*


Muszę przyznać, że to prawda. Jestem także pełen podziwu dla tego z jak dużą pieczołowitością piszesz swe posty. No i ten kwiecisty język. rolleyes.gif Wszystko to czyni Twe wypowiedzi jednymi z najciekawszych lektur na Forum, więc byłoby dla tego Subforum wielką stratą gdybyś je opuścił. Inna sprawa, że bardzo lubię gdy jakichś romantyk z "innej epoki" odgryza się pragmatycznym, przedsiębiorczym i dobrze sobie radzącymi we współczesnym chorym świecie Krzysztofowi, czy Łukaszowi. wink.gif
QUOTE(Primo! @ 1/03/2009, 21:51)
Pojawił się nawet pomysł protestacyjnej krucjaty przeciw Bellonie.
*


Wprawdzie plan ostatnio przystopował, ale mogę Cię zapewnić, że idea przetrwała, a to jest najważniejsze! rolleyes.gif

Pozdrawiam!

Napisany przez: keraunos 1/03/2009, 22:43

Stonewall jest jedną z osób piszących na forum najciekawsze i najlepsze posty. Fakt, że sprawiają czasem "kłopot" swą długością powodowany tym, że w Internecie człowiek odzwyczaja się od długich i porządnych wypowiedzi. Ale warto je czytać bo można się z nich wiele dowiedzieć a i forma bardzo ciekawa, taka odmienna od tendencji współczesnego świata do pośpiechu, materializmu, itp.
Byłaby to duża strata dla wielu osób, gdybyś Stonwallu przestał tutaj pisac.

Napisany przez: rycymer 1/03/2009, 23:30

QUOTE
Stonewall jest jedną z osób piszących na forum najciekawsze i najlepsze posty.

Stonewall jest również jedną z niewielu osób, które przykładają wielką wagę do prawidłowego posługiwania się językiem ojczystym. Podziwiam go za to, że pisze "tę" w miejscu, gdzie prawie każdy napisałby "tą", podziwiam go za to, że używa "gdy" lub "jeśli" w miejscu, gdzie pozostali użyliby bez wahania "jak", podziwiam go wreszcie za ogromną erudycję, która - w połączeniu z piękną naprawdę polszczyzną, do której tylko naprawdę wielki purysta językowy mógłby się doczepić - daje efekt tych właśnie długich postów, z których słynie Kolega Marcin, a które ja bardzo sobie cenię, gdyż na lekturze wielu spośród nich zyskałem naprawdę sporo. Dlatego apeluję do człowieka, którego za ogrom serca, jaki włożył w swe wypowiedzi na niniejszym Forum, tworząc je z tak niesamowitą dbałością o szczegóły, ogromnie szanuję: Marcinie, skończ - wybacz mi, proszę, szczerość - tę dziecinadę i nie odwracaj się plecami do tych, dla których lektura Twych przemyśleń, wyrażanych w tych legendarnych już sążnistych postach, była niekłamaną wprost przyjemnością!

Napisany przez: Krzysztof M. 2/03/2009, 6:54

Nie bawię się - zabieram zabawki (foch z przytupem)

Napisany przez: Damian W. 2/03/2009, 14:05

Nie będę powtarzał wspomnianych wyżej argumentów kolegów, gdyż napisałbym podobnie, albo po prostu podpisał się pod nimi. Od siebie dodam prośbę, abyś przemyślał Marcinie swoją decyzję wobec rezygnacji z pisania na tym podforum. Jakąkolwiek decyzję podejmiesz wiedz, że ją uszanuję i więcej się na powyższy temat nie odezwę.

Pozdrawiam!
DW

Napisany przez: artifakt 2/03/2009, 14:30

QUOTE(Stonewall @ 1/01/2009, 13:36)
Drodzy Forumowicze!
Dajcie spokój Primo. Na naszym Forum ukazywały się zgoła niewinne informacje o życiorysach ludzi nauki, a ludzie Ci potem mieli z tego tytułu nieprzyjemności (np. ktoś zanim został doktorem historii zasuwał fizycznie zagranicą, a potem jego studenci, którzy dowiedzieli się tego z Forum, zagadywali swego wykładowcę na temat przeszłości, do jakiej on nie miał zamiaru wracać – o uszczypliwościach kolegów doktorów nie wspominam). Forum nasze znajduje się wysoko w hierarchii googlowskiej i często pierwsze informacje o danym naukowcu, jakie widzi internauta, to te z Historycy.org. Do Administracji i grona moderatorskiego od czasu do czasu napływają sygnały o naruszaniu czyichś dóbr osobistych przez użytkowników naszego Forum. Dzieje się tak nawet w sytuacjach, gdy użytkownik nie zamierzał nikomu zaszkodzić. Skoro znajomy Primo zastrzegł sobie anonimowość, to ciągnięcie Marcina za język uważam za nieprzyzwoitość.
*



A to ujma, że ktoś pracował fizycznie? Ja wykładałem Domestosy w znanej sieci handlowej na półce za marne grosze i się tego nie wstydzę. Dziwię się temu wykładowcy, że nie odparł tym studentom, że może im sporo doradzić jak niedługo się tam pewnie też wybiorą.

Natomiast ja też uważam, że w wątku odnośnie publikacji, rynku książek itp masz dużo większe doświadczenie niż 3/4 użytkowników w nim piszących (włączając w to moją skromną osobę) i powinieneś jak najbardziej brać aktywny udział - chociażby aby sprowadzić na ziemię część idealistów.

Napisany przez: redbaron 2/03/2009, 15:28

QUOTE(artifakt @ 2/03/2009, 14:30)
A to ujma, że ktoś pracował fizycznie? Ja wykładałem Domestosy w znanej sieci handlowej na półce za marne grosze i się tego nie wstydzę. Dziwię się temu wykładowcy, że nie odparł tym studentom, że może im sporo doradzić jak niedługo się tam pewnie też wybiorą.
*


W pełni się z Tobą zgadzam. Ja przez cały okres liceum i studiów myłem klatki schodowe w moim bloku. Parę razy sprzedawałem kwiaty na rynku itp. Jestem przez to niby gorszy? Moim skromnym zdaniem jest akurat odwrotnie - takie doświadczenia są potrzebne. Ktoś, kto gardzi osobami pracującymi fizycznie jest dla mnie zwykłym prostakiem.

Napisany przez: Krzysztof M. 2/03/2009, 15:54

Klub kombatanta: ja czyściłem zęzy na statkach w Stoczni Szczecińskiej - fajnie było wink.gif

Napisany przez: rhetor 2/03/2009, 16:13

Ja w sezonie sprzątałem śmieci ze skwerków. Do dziś pamiętam te wschody słońca nad Zatoką Gdańską...


Napisany przez: Łukasz Przybyło 2/03/2009, 16:23

Ja tez zapisuję się do klubu kombatanta: w sezonie zbierałem porzeczki i truskawki: do dziś nie moge na nie patrzeć wink.gif

Napisany przez: rycymer 2/03/2009, 16:25

QUOTE(Krzysztof M. @ 2/03/2009, 15:54)
A ja czyściłem zęzy na statkach w Stoczni Szczecińskiej - fajnie było wink.gif
*


A ja grzebałem się w g... (przepraszam, w fekaliach) przez osiem miesięcy, montując studzienki kanalizacyjne, rury oraz inne tego typu wynalazki, studiując jednocześnie historię na tym samym UJ - ocie, którego absolwentem jest i Stonewall - i jakoś żyję. Teraz też nie jest mi lekko, a jednak nie dokonuję niejako publicznej ekspiacji i nie dziele się swymi smutkami z innymi na Forum - bez obrazy, ale przychodzi taki wiek, iż wreszcie trzeba okazać się facetem. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby mieć te - jeśli dobrze pomnę - trzy dychy na karku i wciąż beczeć i jęczeć w Internecie, jaki to świat jest podły, bo ja nie mogę się spełnić zawodowo, mimo iż w przezłości planowałem zostać charyzmatycznym nauczycielem i wychowawcą lub też wziętym pisarzem historycznym. Zamiast tedy biadolić, weź się, człowieku, w garść, popytaj o jakieś kursy w miejscowym urzędzie pracy (można je odbyć, o ile się nie mylę, bezpłatnie), bo na takie, na które trzeba wyłożyć kasę z własnej kieszeni, nie stać Cię zapewne, jeśli słusznie podejrzewam, i zabierz się za jakąś porządną robotę, bo nikt Ci pracy nie da z tej tylko racji, iż wydano Ci swego czasu dyplom ukończenia historii na UJ. PRL i początek III RP, kiedy taki papierek był gwarantem sukcesu w życiu zawodowym, odeszły już do lamusa, ja zaś radzę Ci po raz kolejny, abyś próbował przebranżowić się niejako, chyba że wolisz zostać trwale bezrobotnym, bo jesteś póki co na najlepszej ku temu drodze - minie jeszcze trochę czasu i będziesz za stary na cokolwiek. A gdzie doświadczenie zawodowe? Nie zdziw się, że takie pytanie zada Ci przyszły pracodawca, choćby nawet majster na budowie - i co mu wtedy odpowiesz? "Panie, cztery lata przesiedziałem w chałupie, bo mi nie chcieli dać roboty w szkole, a jestem przecież niezłym historykiem."? I nie zdziw się również, że wówczas ten ktoś zaśmieje Ci się w twarz, można być bowiem świetnym historykiem, pisać długie posty, których merytoryka jest w stanie powalić nawet i pracowników naukowych, a jednocześnie machać łopatą lub instalować szamba, po godzinach zaś robiąc jakieś kursy, podnosząc kwalifikacje i szukając lepszej pracy, powtarzając sobie w duchu: spira, spera! Do tego jednak trzeba mieć jaja, a że ktoś woli biadolić? Cóż, jego sprawa, nie powinien jednak wówczas obarczać winą za taki stan rzeczy całego świata i odwalać przy tym fochów.

Napisany przez: Gronostaj 2/03/2009, 16:39

QUOTE(redbaron @ 2/03/2009, 16:28)
W pełni się z Tobą zgadzam. Ja przez cały okres liceum i studiów myłem klatki schodowe w moim bloku. Parę razy sprzedawałem kwiaty na rynku itp. Jestem przez to niby gorszy? Moim skromnym zdaniem jest akurat odwrotnie - takie doświadczenia są potrzebne. Ktoś, kto gardzi osobami pracującymi fizycznie jest dla mnie zwykłym prostakiem.
*


Zbierałem żołędzie i w strugach deszczu stawiałem na rynku jakieś namioty i taką wielką scenę, bo miały być na niej zorganizowane przez burmistrza występy zespołów ludowych. Wszystko w strugach deszczu. rolleyes.gif
Raczej byłbym skłonny stwierdzić, że to właśnie praca fizyczna bardziej uszlachetnia od tej umysłowej, która poza wyjątkami kojarzy mi się z podłym wyścigiem szczurów. dry.gif

Pozdrawiam!

Napisany przez: Stonewall 2/03/2009, 17:40

Mariuszu!
Posiadasz dar wskrzeszania martwych dusz forumowych? Zobacz! Odezwałeś się i spełniłeś oczekiwania paru innych osób, bo znów przemówiłem. Wiesz dlaczego to robię? Czynię tak, gdyż mnie po prostu obrażasz, atakujesz moje poczucie męskiej godności. W innych czasach i realiach zażądałbym od Ciebie satysfakcji. Chrystus miał jednak inne nieco zapatrywania na te kwestie, więc powiem za Nim: „Wybacz im Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią”.

Swego czasu poprosiłem w tym temacie, aby nie wracać już do mojego życia osobistego. Primo jako moderator zwrócił się do Forumowiczów o uszanowanie mojej woli. I co? Jak ją szanujesz? Skąd wiesz, czy nie realizuję właśnie jakiegoś kursu lub o jakiś się nie staram? Myślisz, że kursy Urząd Pracy przyznaje każdemu i bez jakichkolwiek warunków? Co o mnie wiesz? Jakim prawem chcesz mnie pouczać? No jakim? Chcesz sprawdzić, czy rzeczywiście „mam jaja”? Chcesz? Trafiłeś na świętokrzyskiego scyzoryka, który potrafi się powstrzymać i zamiast bić na oślep woli podyskutować o trafności lub nietrafności danego argumentu. Sprzeniewierzyłeś się mojemu życzeniowi, woli moderatora i dobrym obyczajom, które każą nie poniżać drugiego człowieka. Poniżyłeś mnie, a ja tę sprawę zgłosiłem Primo do moderacji. Od tej pory on będzie z Tobą rozmawiał, a nie ja.

Od wczoraj parę osób prosi mnie o powrót do sekcji bellonowskiej. Prosił mnie o to także tutejszy moderator. Czynił to zarówno publicznie, jak też drogą mailową. Odszedłem, bo nie chciałem, aby naruszano moje dobra osobiste i nie chciałem sam naruszać dóbr innych osób. Poczułem się niezrozumiany przez część Forumowiczów. Ostatnio były zgrzyty między mną i częścią użytkowników. Miały one miejsce w innych tematach, niż ten. Nie zamierzam oceniać pisarstwa historycznego ludzi, których nie znam – słowa te odnoszę do autorów książek, jakie omawiamy. Nie zamierzam także toczyć dysput z ludźmi, którzy nie potrafią lub nie chcę zrozumieć tego, o czym piszę. Nie chcę rozmawiać z ludźmi, którzy tendencyjnie wykorzystują przeciwko mnie znane im fakty z mojego życiorysu. Czuję się tu obco i nie zamierzam kontynuować tego stanu. Nie chcę, aby opaczne rozumienie moich słów kogokolwiek raniło.

Jeśli przeczytacie uważnie Drodzy Forumowicze wszystko to, co napisałem w poście pożegnalnym, wtedy dostrzeżecie, że się od Was nie odwracam i bardzo cenię kontakt z Wami. Decyzji nie zmienię, w czym utwierdził mnie post Mariusza Boreckiego (szanuję to, że wystąpiłeś z otwartą przyłbicą). O mnie nie trzeba się martwić i mnie pouczać. Nie znacie wielu aspektów mojego życia i nie wiecie np. dlaczego zarzuciłem Piechurowi 27 (Tomkowi), że czasem zwraca się do mnie bezosobowo. Przyczyna tego stanu leży poza Forum, a ja po prostu tego nie lubię. W licytacji pt. kto więcej w życiu pracował fizycznie, też brać udziału nie będę.

Jestem osobą zalogowaną na tym Forum i każdy może ze mną porozmawiać na tzw. Privie. Jestem człowiekiem otwartym i dostępnym. Śledzić Wasze dyskusje będę i życzę Wam dobrze, o czym dzisiaj przekonał się już Łukasz Przybyło.

Napisany przez: rycymer 2/03/2009, 18:05

Drogi Marcinie!

Cieszę się, iż wreszcie zdecydowałeś się przemówić. Na początku niniejszej wiadomości pragnę zaznaczyć, iż nie miałem wcale zamiaru Cię obrażać, a jedynie wstrząsnąć Tobą na tyle, abyś wreszcie zrozumiał, iż użalanie się nad sobą nie jest wcale najlepszą drogą. Czujesz się poniżony? Czym? Tym, że ktoś zdecydował się wygarnąć Ci wreszcie całą prawdą o Tobie, a przynajmniej tę jej część, którą dane było poznać Forumowiczom tylko dzięki temu, iż użalałeś się tutaj nad swym losem? Jeśli nie chcesz, aby dyskutowano tutaj o Twym życiu, to dlaczego w każdym możliwym po temu miejscu lamentujesz nad swym losem? Grozisz mi, że zgłosiłeś całą tę sprawę Primo! - mam wrażenie, iż czynisz wszystko, aby tylko wywołać wokół siebie szum, a potem upajać się całą tą duszną atmosferą, jaka wytworzyła się wokół Marcina Suchackiego; interweniuj zatem u moderatora tegoż działu, Twoje święte prawo, wiedz jednak, że ja nie mam obowiązku czytać niniejszego wątku od deski do deski, nie dziw się tedy, iż przegapiłem Twą prośbę. Mariusza zaś Boreckiego w tym, co napisał w poście wcześniejszym, utwierdziła jeszcze histeryczna reakcja Marcina Suchackiego - jak dotąd ceniłem Cię wielce za ogromną erudycję i tę piękną polszczyznę, którą zwykłeś się tak sprawnie posługiwać, nie zmienia to jednak faktu, iż postawy, którą prezentujesz na Forum, a w szczególności w tej jego sekcji, nie sposób nazwać inaczej, jak tylko żałosną. Wybacz, Marcinie, ale jesteś osobą dorosłą, a piszesz o jakiś pojedynkach, zgrywasz Chrystusa i rzekomo chcesz mi wybaczać winy, do których się nie poczuwam. Co takiego chcesz mi wybaczać? Rady, których Ci udzieliłem z czystej ku Tobie życzliwości? A może te kilka słów prawdy? Dobrze, skoro tak bardzo lubisz odwoływać się do nauk Nazarejczyka, to może przypominasz sobie tę chwilę, w której rzekł: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli."? Mam nadzieję, że wyzwoli i Ciebie, a przynajmniej otworzy Ci oczy na pewne kwestie. To tyle z mej strony.

Napisany przez: redbaron 2/03/2009, 19:16

QUOTE(Stonewall @ 2/03/2009, 17:40)
W innych czasach i realiach zażądałbym od Ciebie satysfakcji. Chrystus miał jednak inne nieco zapatrywania na te kwestie, więc powiem za Nim: „Wybacz im Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią”.

Bycie antyduelantem nie wyklucza możliwości przpeprowadzenia postępowania honorowego. Pojedynek jest tylko jedną z form rozwiązania takiej sytuacji. To tak na marginesie wink.gif

QUOTE(Stonewall @ 2/03/2009, 17:40)
Jestem osobą zalogowaną na tym Forum i każdy może ze mną porozmawiać na tzw. Privie. Jestem człowiekiem otwartym i dostępnym. Śledzić Wasze dyskusje będę i życzę Wam dobrze, o czym dzisiaj przekonał się już Łukasz Przybyło.
*


Sądzę, że większa część (a może nawet wszyscy) użytkownicy też Tobie dobrze życzą. Brak Twoich wypowiedzi bedzie bardzo widoczny na w tym subforum. Zwłaszcza, że ja jestem tu od niedawna i dla mnie byłeś od zawsze wink.gif

Nie sądzę, żebyśmy się licytowali, kto więcej przepracował fizycznie. Tu chodizło raczej o zamanifestowanie swojego stanowiska w kwestii oceny pracy fizycznej.

Napisany przez: Anders 2/03/2009, 19:46

Jeeej. Może powinienem bardziej uważać co piszę. Jeszcze ktoś mi coś wypomni...

Stonewall'u, ja śledzę ten wątek, ale Twoją decyzję - dość dawną już - uszanowałem, również dlatego, że nie lubię dyskutować o sprawach osobistych publicznie - niezależnie od tego czy moich czy czyichś. Natomiast z żalem stwierdzam, iż Rycymer ma trochę racji w swojej ocenie sytuacji i Twojego zachowania w tym wątku. Dajmy mu wreszcie wygasnąć. Wszyscy.

Napisany przez: Krzysztof M. 2/03/2009, 19:53

QUOTE(Anders @ 2/03/2009, 19:46)
Natomiast z żalem stwierdzam, iż Rycymer ma trochę racji w swojej ocenie sytuacji i Twojego zachowania w tym wątku. Dajmy mu wreszcie wygasnąć. Wszyscy.
*



Pytanie tylko czy sam Stonewall tego chce - wraca do tych kwestii przy niemal każdej nadarzającej się okazji (vide Mińsk Białoruski) - podczas gdy większość forumowiczów już dawno o tym wątku zapomniała.

Napisany przez: artifakt 2/03/2009, 20:46

Witam,

Ja nie znam Stonewalla i nie mnie oceniać jego motywację i wybory życiowe. Tylko rozbawiła mnie ta wielka "krzywda", że wyszło że któryś doktorant pracował zagranicą i się tego wstydzi. Faktycznie wielki wstyd i ujma popracować jako budowlaniec czy kelner...

Gronostaju:

A po co zbierałeś te żołędzie? smile.gif

Rycymerze:

No wiesz lepsze montowanie kibli niż ciągle "twarzowanie" produktu na półce smile.gif Moja premia w wysokości 200pln brutto zależała od tego!

Napisany przez: rycymer 2/03/2009, 20:53

QUOTE(artifakt @ 2/03/2009, 20:46)
No wiesz lepsze montowanie kibli niż ciągle "twarzowanie" produktu na półce smile.gif
*


Żeby kibli - nigdy byś nie pomyślał, że do montowania szamb można się przyzwyczaić, a po pewnym czasie nawet drugie śniadanie całkiem nieźle smakowało, choć fekalia w pobliżu! biggrin.gif

Napisany przez: Hieronim Lubomirski 2/03/2009, 20:54

QUOTE
Ja nie znam Stonewalla i nie mnie oceniać jego motywację i wybory życiowe. Tylko rozbawiła mnie ta wielka "krzywda", że wyszło że któryś doktorant pracował zagranicą i się tego wstydzi. Faktycznie wielki wstyd i ujma popracować jako budowlaniec czy kelner...

Co nie, jak była potrzeba to nawet hetmani łapali za rydle i nie marudzili, a tu jakiś młodzik się przestraszył chyba, że straci w oczach panienek wink.gif

Napisany przez: Piechur_27 2/03/2009, 20:59

QUOTE(Stonewall @ 2/03/2009, 18:40)
Nie znacie wielu aspektów mojego życia i nie wiecie np. dlaczego zarzuciłem Piechurowi 27 (Tomkowi), że czasem zwraca się do mnie bezosobowo. Przyczyna tego stanu leży poza Forum, a ja po prostu tego nie lubię.


Tak coraz bardziej podejrzewam, że to ja otworzyłem, przy okazji jednej, długiej dyskusji - zupełnie niechcący - tą "puszkę Pandory". Choć prawdopodobnie, wcześniej czy później i tak by się to zdarzyło.
Forum Historycy.org. Maleńkie "pudełeczko" długości jakiś 15 cm i szerokości 10 cm, znajdujące się w pokoju z głośną i non stop chodząca klimatyzacją. Odpukać - zdarzy się jakaś awaria tej klimatyzacji - i cała ta wieloletnia pisania, miliony postów, cały ten "świat", który jak sie okazuje, wywołuje u niektórych tyle problemów, żali, zgrzytów, niezrozumienia, frustracji i co tam jeszcze niezdrowego, pójdzie się... Wiadomo gdzie pójdzie.
I nie będzie niczego - jak głosił niedoszły "prorok" Krzysztof Kononowicz.


Napisany przez: Krzysztof M. 2/03/2009, 21:04

A inny klasyk mawiał: nie ma nic, siwy dym...

Napisany przez: Primo! 2/03/2009, 21:24

Nie zwykłem stroić się w pióra doradcy zawodowego, a tym bardziej życiowego. Każdy musi sam znaleźć drogi wyjścia z kłopotliwych opresji. Jak nie da się czegoś przeskoczyć, to trzeba to obejść. Jedni znajdują swoją ścieżkę zawodową wcześniej, inni później. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej.

Abstrahując od dyskusji o kimkolwiek, akurat terapia wstrząsowa a la rycymer może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. W przypadku osób bezrobotnych lepszy efekt przynoszą metody motywacji pozytywnej. Chodzi o to, żeby człowiek uwierzył we własne siły, możliwości, umiejętności i nie zrażał się przeciwnościami losu, na przykład stosem CV wysłanych bez odzewu od pracodawców.

QUOTE(rycymer @ 2/03/2009, 17:25)
Osobiście nie wyobrażam sobie, aby mieć te - jeśli dobrze pomnę - trzy dychy na karku i wciąż beczeć i jęczeć w Internecie, jaki to świat jest podły, bo ja nie mogę się spełnić zawodowo, mimo iż w przezłości planowałem zostać charyzmatycznym nauczycielem i wychowawcą lub też wziętym pisarzem historycznym.
*



QUOTE(rycymer @ 2/03/2009, 17:25)
chyba że wolisz zostać trwale bezrobotnym, bo jesteś póki co na najlepszej ku temu drodze - minie jeszcze trochę czasu i będziesz za stary na cokolwiek. A gdzie doświadczenie zawodowe? Nie zdziw się, że takie pytanie zada Ci przyszły pracodawca, choćby nawet majster na budowie - i co mu wtedy odpowiesz? "Panie, cztery lata przesiedziałem w chałupie, bo mi nie chcieli dać roboty w szkole, a jestem przecież niezłym historykiem."?
*


Po takich "dobrych radach", Twój bezrobotny rozmówca z pewnością nie znajdzie pracy. Utwierdzi się tylko w przekonaniu, że jest za stary, trwale bezrobotny i nie ma doświadczenia zawodowego. Wytłumaczy sobie, że pewnie nikt nie będzie chciał z nim gadać, a tym bardziej zatrudnić. W takim razie nie ma sensu ruszać się z domu? Po co ma narażać się na nieprzyjemności, skoro i tak jest skazany na porażkę. Jeszcze bardziej zamknie się w swojej "krainie niemożności" z "syndromem ofiary systemu".

Pewnie kolega z Ciebie jest dobry, ale psycholog raczej marny. wink.gif Wyjście z bezrobocia wymaga zmiany schematów myślowych, pomysłu na własne życie i mnóstwa wiary w siebie. Prędzej, czy później sukces gwarantowany! rolleyes.gif

Napisany przez: rycymer 2/03/2009, 21:33

QUOTE
Pewnie kolega z Ciebie jest dobry, ale psycholog raczej marny. wink.gif

Możliwe - mam papiery na historię, nie zaś na psychologię. wink.gif
QUOTE
Wyjście z bezrobocia wymaga zmiany schematów myślowych, pomysłu na własne życie i mnóstwa wiary w siebie.

Otóż to, są jednak i takie przypadki - i nie mam tutaj na myśli nikogo konkretnego - że ktoś nie chce nic zmienić w swym życiu, tkwiąc nadal w bezrobociu i licząc wciąż na cud.

Napisany przez: redbaron 2/03/2009, 22:31

QUOTE(rycymer @ 2/03/2009, 21:33)
Otóż to, są jednak i takie przypadki - i nie mam tutaj na myśli nikogo konkretnego - że ktoś nie chce nic zmienić w swym życiu, tkwiąc nadal w bezrobociu i licząc wciąż na cud.
*


Jest takie fajne przysłowie "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt" -> "Chcącego los prowadzi, nie chcącego wlecze". ZAwsze staram się, by mnie prowadził i tego życzę wszystkim forumowiczom.

Żeby jednak może jakoś wrócić do zasadniczego tematu tego wątku wink.gif Napiszę parę słów na podstawie moich skromnych doświadczeń. Honoriarium, jakie dostałem za moją biografię Seeckta jak do tej pory (nie zszedł jeszcze cały nakład) wystarczyło mniej więcej na pokrycie egzemplarzy dodatkowych na rozdanie różnym znajomym i itp. Liczę, że wyjdzie coś ponad tę kwotę, ale to i tak w żaden sposób nie zwróci mi kosztów pobytu na "Socratesie" w Niemczech przez pół roku. Choć znów wtedy nie tylko tym się zajmowałem.
Ze słożonym przeze mnie "Verdun" sprawa wygląda już lepiej - większy nakład, egzemplarz tańszy - więc zakup dodatkowych książek na rozdanie nie zrujnuje mnie tak bardzo. Ale jak do tego doliczyć zakup literatury (na szczęście rozłożony w czaise - ok 60 euro do samego Verdun), tygodniowy pobyt w Berlinie (na szczęście miałem darmowy nocleg na podłodze), to już tych kosztów trochę jest...
Zatem, jak się nie ma jakiegoś znanego nazwiska, albo szczególnie dobrego zlecenia (np. za rozdział w historii jakiegoś miasta można dostać więcej niż za napisanie habeka), to - przy założeniu działania w oparciu o środki własne - zarabia się na tym kiepsko. Co innego, jak jest grant na badania. Wtedy koszty pokrywa państwo, a zysk zostaje.

Napisany przez: artifakt 2/03/2009, 22:44

Przykro takie rzeczy czytać.

Zapytam jako osoba niedoświadczona w kategorii. Czy da się pogodzić życie zawodowe z pasją? Czy naprawdę wymaga aż tak wielu wyrzeczeń?

Napisany przez: Primo! 2/03/2009, 23:12

QUOTE(redbaron @ 2/03/2009, 23:31)
Żeby jednak może jakoś wrócić do zasadniczego tematu tego wątku wink.gif
*


Wreszcie! smile.gif

QUOTE(redbaron @ 2/03/2009, 23:31)
Napiszę parę słów na podstawie moich skromnych doświadczeń. Honoriarium, jakie dostałem za moją biografię Seeckta jak do tej pory (nie zszedł jeszcze cały nakład) wystarczyło mniej więcej na pokrycie egzemplarzy dodatkowych na rozdanie różnym znajomym i itp.
*


Nie będzie chyba niezręcznością, jeśli zapytam o wielkość nakładu Twojej książki w Avalonie. Słyszałem coś o 500 egzemplarzach w tej oficynie.
Dzisiaj nawet dzwoniłem do tego wydawnictwa z pytaniem o książkę Twojego kolegi ze studiów, a mojego kolegi po fachu (krzyżackim wink.gif ), Krzysztofa Kwiatkowskiego, ale nie było okazji do dłuższej rozmowy z wydawcą.

QUOTE(redbaron @ 2/03/2009, 23:31)
Liczę, że wyjdzie coś ponad tę kwotę, ale to i tak w żaden sposób nie zwróci mi kosztów pobytu na "Socratesie" w Niemczech przez pół roku. Choć znów wtedy nie tylko tym się zajmowałem.
*


Niestety, te wszystkie "Socratesy" i "Erasmusy" mają ten minus, że trzeba też zdrowo dołożyć z własnej kieszeni.

QUOTE(redbaron @ 2/03/2009, 23:31)
Ze słożonym przeze mnie "Verdun" sprawa wygląda już lepiej - większy nakład, egzemplarz tańszy - więc zakup dodatkowych książek na rozdanie nie zrujnuje mnie tak bardzo.
*


Dziesięć sztuk lub coś koło tego dostajesz za darmo.

QUOTE(redbaron @ 2/03/2009, 23:31)
Zatem, jak się nie ma jakiegoś znanego nazwiska, albo szczególnie dobrego zlecenia (np. za rozdział w historii jakiegoś miasta można dostać więcej niż za napisanie habeka), to - przy założeniu działania w oparciu o środki własne - zarabia się na tym kiepsko. Co innego, jak jest grant na badania. Wtedy koszty pokrywa państwo, a zysk zostaje.
*


To ja Cię trochę przycisnę. wink.gif
Doktorat o Reichsheer wydałeś w wydawnictwie UMK. To też są symboliczne nakłady, zdaje się 500 egzemplarzy. Z tego, co się orientuję wydawnictwa uniwersyteckie nie płacą znacznie lepiej od takiego Avalonu? confused1.gif

Napisany przez: redbaron 2/03/2009, 23:21

Generalnie mam to szczęście, że moje życie zawodowe to moja pasja - pracuję na uczelni wink.gif
Ale fakt mam skłonności do pracoholizmu, przez co cierpi nieco moje życie rodzinne. Ale bez kwerend po bibliotekach (w zasadzie jednej www.mgfa.de) i archiwach nie mógłbym żyć. Daje to sporo satysfakcji. Tym więcej, jak właśnie uda się załatwić małymi kosztami i to ze środków własnych.

Primo! [zobaczyłem Twoją wypowiedź, jak zacząłem pisać posta]
Doktoratu nie wydałem - w bibliotece UMK jest maszynopis zaledwie. Myślę nad nim i się za niego wezmę - najpóźniej w wakacje. Dotyczy tylko okresu 1921 - 1926. Składając go do druku chciałbym mieć nadzieję, że dostanę środki (za swoje niestety do Freiburga nie pojadę) na napisanie okresu 1927 - 1935.

Dokładnego nakładu Seeckta nie znam, ale z różnych poszlak wnioskuję o 500 egzemplarzach. Dostałem 10 sztuk, kupiłem 15 dalszych. Może miałem za duży gest wink.gif

Krzysiek ostatnio był mocno zajęty kończeniem swojego doktoratu, więc nawet na poczty nie sprawdzał. Stąd też nie mam żadnych informacji kiedy będzie. Mam nadzieję, że da mi znać, jak tylko się ukaże wink.gif

Napisany przez: Primo! 2/03/2009, 23:37

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 0:21)
Doktoratu nie wydałem - w bibliotece UMK jest maszynopis zaledwie. Myślę nad nim i się za niego wezmę - najpóźniej w wakacje. Dotyczy tylko okresu 1921 - 1926. Składając go do druku chciałbym mieć nadzieję, że dostanę środki (za swoje niestety do Freiburga nie pojadę) na napisanie okresu 1927 - 1935.
*


Faktycznie, to by było trochę za szybko.

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 0:21)
Dokładnego nakładu Seeckta nie znam, ale z różnych poszlak wnioskuję o 500 egzemplarzach. Dostałem 10 sztuk, kupiłem 15 dalszych. Może miałem za duży gest wink.gif
*


Masz szeroki gest, albo dużą rodzinę. laugh.gif laugh.gif

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 0:21)
Krzysiek ostatnio był mocno zajęty kończeniem swojego doktoratu, więc nawet na poczty nie sprawdzał. Stąd też nie mam żadnych informacji kiedy będzie. Mam nadzieję, że da mi znać, jak tylko się ukaże wink.gif
*


Na ten jego doktorat czekam z ogromną niecierpliwością. Zajmuję się tymi samymi zagadnieniami. W ogóle, obaj jesteście popularni i znani w instytucie przy Placu Teatralnym. wink.gif Jak w ubiegłym roku byłem "na gościnnych występach" w Toruniu (po prośbie u prof. Tandeckiego), zapytałem w bibliotece o Twojego kolegę. Usłyszałem: "Tak, tak tu było takich dwóch doktorantów, jeden od wojskowości krzyżackiej, drugi od niemieckiej międzywojennej". rolleyes.gif
Teraz już wiem, że byłeś tym drugim. smile.gif

Napisany przez: keraunos 2/03/2009, 23:45

Nie wiem jak jest na Uniwersytetach, ale np. na Politechnice w wydawnictwie (przynajmniej mojej) jest tak, że suma za książkę jest mocno związana z tytułem piszącego. Jest stawka za arkusz wydawniczy inna w zależnosci od tego czy jesteś mgr czy dr czy hab czy też prof. A róznica miedzy mgr a prof to z tego co wiem 100% albo nawet więcej.

Nakłady u nas są symboliczne 100-400 egzemplarzy w zależności od rodzaju książki.

Napisany przez: Przemo_74 3/03/2009, 7:51

QUOTE(redbaron @ 2/03/2009, 23:21)
Doktoratu nie wydałem - w bibliotece UMK jest maszynopis zaledwie. Myślę nad nim i się za niego wezmę - najpóźniej w wakacje. Dotyczy tylko okresu 1921 - 1926. Składając go do druku chciałbym mieć nadzieję, że dostanę środki (za swoje niestety do Freiburga nie pojadę) na napisanie okresu 1927 - 1935.


Mam nadzieje, że książka o Reichsheer się ukaże - o WP z lat 1921 - 1926 wydano kilka prac (np. książki Staweckiego, Wyszczelskiego), fajnie byłoby porównać WP z jednym z potencjalnych przeciwników.

Napisany przez: rhetor 3/03/2009, 14:35

QUOTE(artifakt @ 2/03/2009, 22:44)
Zapytam jako osoba niedoświadczona w kategorii. Czy da się pogodzić życie zawodowe z pasją? Czy naprawdę wymaga aż tak wielu wyrzeczeń?
*



Wymaga to wyrzeczeń i sporej dozy szczęścia. A także odwagi (lub braku wyobraźni smile.gif ).

W życiu naukowym największą bolączką jest niedostatek etatów dla absolwentów z naukowymi aspiracjami. Studia doktoranckie wiele nie rozwiązują, gdyż stypendiów brak lub ich wysokość jest absolutnie niewystarczająca.

Napisany przez: Krzysztof M. 3/03/2009, 14:50

Studiowałem już jakiś czas temu więc już od dawna nie orientuję się w realiach - ale z tego co pamiętam - pracownik naukowy na uniwersytecie musi wykonywać też pracę dydaktyczną - zatem należy dla niego znaleźć jakiś przedmiot, który mógłby wykładać, albo prowadzić ćwiczenia. Z własnego doświadczenia pamiętam iż prowadzilo to do mnożenia przedmiotów, niektórych wręcz idiotycznych, dublowania tematów itp itd. Masa nikomu niepotrzebnych i zupełnie wydumanych zajęć. Tak przynajmniej ja to widziałem na swojej uczelni (o raczej niewielkiej renomie) prawie 10 lat temu.

Napisany przez: smiglu 3/03/2009, 15:47

I nic się nie zmieniło Krzysztofie:) Ten proceder trwa dalej i ma się całkiem dobrze. Ja na studiach miałem tyle przypadkowych zajęć, że do tej pory nie mogę się połapać o co im czasami chodziło. Przeczytałeś już może Mińsk ?

Napisany przez: rhetor 3/03/2009, 17:00

U nas był system wyboru - należało wyrobić w ciągu studiów pewną pulę godzin "nauk pomocniczych" i "wykładów wydziałowych". Godzin tych było sporo, ale było z czego wybierać

Napisany przez: Primo! 3/03/2009, 18:11

QUOTE(rhetor @ 3/03/2009, 15:35)
Studia doktoranckie wiele nie rozwiązują, gdyż stypendiów brak lub ich wysokość jest absolutnie niewystarczająca.
*


A po obronie doktoratu mocny kopniak w zad na rozpęd i kolega młody doktor musi sam sobie radzić. Marzenia o pracy naukowej błyskawicznie rozbijają się o betonową rzeczywistość. sad.gif

Napisany przez: Gronostaj 3/03/2009, 18:57

QUOTE(artifakt @ 2/03/2009, 21:46)
Gronostaju:

A po co zbierałeś te żołędzie? smile.gif
*


Kazali. wink.gif Nadleśnictwo żeby czuć się komuś potrzebne wymyśliło głupawą akcję zbierania żołędzi po lasach dla zwierząt na zimę. No i cholera mnie zwerbowali do tej przeklętej roboty. Wierzcie mi, lub nie, ale praca w Rzeszy przy truskawkach to nic przy całodniowym zbieraniu tych "owoców lasu".
Niesamowity epizod w mojej biografii. rolleyes.gif

A wniosek z tej całej dyskusji osób doświadczonych w tej materii jest jednoznaczny: realizowanie się w pisarstwie historycznym to ciężki kawałek chleba. sad.gif

Pozdrawiam!

Napisany przez: keraunos 3/03/2009, 19:11

QUOTE(Primo! @ 3/03/2009, 19:11)
A po obronie doktoratu mocny kopniak w zad na rozpęd i kolega młody doktor musi sam sobie radzić. Marzenia o pracy naukowej błyskawicznie rozbijają się o betonową rzeczywistość. sad.gif


U nas jest identycznie. Co prawda ja miałem to szczęście że robiłem kilka lat temu jak jeszcze było trzeba adiunktów.

Ale obecnie np. z katedry dwie koleżanki zrobiły doktorat i musiały odejść.

Odkąd wymyslono studia doktoranckie tak jets. Uczelnia nie gwarantuje po nich zostania.

Najgłupsze jest to, że czasem z innych pozamerytorycznych względów słabych ludzi sie zostawia a dobrzy muszą odejść. Z niekorzyścią dla nich ale i dla uczelni sad.gif

Napisany przez: rhetor 3/03/2009, 19:58

QUOTE(Primo! @ 3/03/2009, 18:11)
A po obronie doktoratu mocny kopniak w zad na rozpęd i kolega młody doktor musi sam sobie radzić. Marzenia o pracy naukowej błyskawicznie rozbijają się o betonową rzeczywistość. sad.gif
*



Dlatego pisałem, że trzeba szczęścia.
Generalnie sytuacja doktora po obronie bez etatu to trochę jak z "Pigmaliona" biggrin.gif:D

Napisany przez: redbaron 3/03/2009, 20:07

Zwłaszcza, że u mnie na wydziale liczba doktorantów zwiększyła się z około 10 (2004 r.) do około 20 - 30 rocznie. Uczelnie nie będą w stanie wchłonąć takiej liczby. Zatem większość będzie musiała szukać pracy gdzie indziej niestety. Zresztą ktoś genialnie zauważył to i stwierdził, że trzeba dodać doktorantom więcej różnych przedmiotów, które przygotują ich do walki o pracę. Więcej przedmiotów = mniej czasu na doktorat = gorszy doktorat.

Napisany przez: keraunos 3/03/2009, 20:11

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 21:07)
Zresztą ktoś genialnie zauważył to i stwierdził, że trzeba dodać doktorantom więcej różnych przedmiotów, które przygotują ich do walki o pracę.


To pomysły ministerialne. Zgodnie z procesem Bolońskim studia doktoranckie mają być studiami trzeciego stopnia. Czyli normalnymi studiami z egzaminami itp.

Na UJ gdzie robiłem kiedyś same studia to był pic na wodę. Ważna była tylko praca doktorska. A teraz to normalne studia zdaje się egzaminy można oblać.

Najgłupsze co mają ocebnie w umowie (na UJ na przykład) to że nie mają stypendium a z drugiej strony mają w umowie, że nie wolno podjąc pracy na etat.

Napisany przez: redbaron 3/03/2009, 20:33

Fakt, ja zaczynałem w październiku 2004 r. i w trakcie studiów zaczęli nam dokładać trochę różnych rzeczy, ale przynajmniej nie miałem żadnego egzaminu. A teraz ludzie mają egzaminy, lektury i obowiązkowe zajęcia.

Różnica taka jest, że stypendia część z nich ma, a osoby bez stypendium chyba mogą pracować na etat, ale nie jestem pewien.

Napisany przez: Primo! 3/03/2009, 20:33

QUOTE(keraunos @ 3/03/2009, 20:11)

Uczelnia nie gwarantuje po nich zostania.
*


Jeszcze 10 lat temu Uniwersytet Warszawski ponoć gwarantował. Czy to prawda, czy raczej puste obietnice ówczesnego rektora, nie byłem w stanie zweryfikować. Pewnie to drugie.

QUOTE(keraunos @ 3/03/2009, 20:11)

Najgłupsze jest to, że czasem z innych pozamerytorycznych względów słabych ludzi sie zostawia a dobrzy muszą odejść. 
*


Dobrze to określiłeś, "pozamerytoryczne względy". Zwykły fart, odejście pracownika naukowego na emeryturę, inny wakat, układy towarzysko-rodzinne, wazelinka...

Oczywiście, żeby nie było, że wrzucam wszystkich do jednego wora, osobiście uważam, iż jednostki wybitne z reguły są doceniane, chociaż...

Przypomniał mi się przypadek mojego bardzo dobrego kumpla, który w końcu doktoratu nie zrobił.
Po latach, w przypadkowych okolicznościach dowiedziałem się, że "ludzie z katedry" najzwyczajniej go gnoili. Nie pasował do towarzystwa i chcieli się go pozbyć. Mój rozmówca był pociotkiem jakiegoś profesora i nie wiedział, że opowiadając o jednym z najzdolniejszych doktorantów, mówi o moim serdecznym koledze, którego kłopoty doskonale znałem. Smutne... sad.gif

Gronostaju, domyślałem się, że te żołędzie dla dzików i innego leśnego tałatajstwa. wink.gif

QUOTE(Gronostaj @ 2/03/2009, 17:39)

i w strugach deszczu 

Wszystko w strugach deszczu.  rolleyes.gif 
*


To mnie bardziej zaintrygowało, RainManie. wink.gif Musisz mieszkać w jakiejś nadzwyczaj mokrej okolicy. wink.gif

Napisany przez: keraunos 3/03/2009, 21:32

QUOTE(Primo! @ 3/03/2009, 21:33)
Jeszcze 10 lat temu Uniwersytet Warszawski ponoć gwarantował. Czy to prawda, czy raczej puste obietnice ówczesnego rektora, nie byłem w stanie zweryfikować. Pewnie to drugie.


Zasada jest mniej więcej taka, że wszytsko zalezy czy wydział jest młody czy stary. Ponieważ historia jest nauką "starą" więć wszytsko było zatkane dawniej.

Ale u mnie na zarządzaniu nz uczelni w 1999 jak się przyjmowałem na asystenta/doktoranta gwarantowała. Było się asystentem oddelegowanym na studia doktoranckie a po obronie zostawało się w 1-2 tygodnie adiunktem.

Ale jak miejsca się zapełniły to teraz już też tak nie jest.

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 21:33)
Różnica taka jest, że stypendia część z nich ma, a osoby bez stypendium chyba mogą pracować na etat, ale nie jestem pewien.


Na 100% nie wiem bo nie pracuję na UJ. Ale moja była magistrantka jest tam na studium doktoranckim na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej.
I z tego co mi mówiła nawet jak ktoś nie dostał stypendium (a było jedno albo 2 na kilkanaście osócool.gif to mógł pracować na umowę zlecenie ale na etacie nie. Ktoś miał etat to go wywalili. Na ile to informacje pewne nie wiem.
Może każdy wydział ma nieco inne reguły.

QUOTE(Primo! @ 3/03/2009, 21:33)
Dobrze to określiłeś, "pozamerytoryczne względy". Zwykły fart, odejście pracownika naukowego na emeryturę, inny wakat, układy towarzysko-rodzinne, wazelinka... 


Tak u siebie obserwuję, że jak miejsc było sporo generalnie decydowały względy merytoryczne czyli jak ktoś był dobry zostawał.

Natomiast im ich mniej tym jest gorzej. Choć oczywiście generalizować nie można i jak zwykle gdy ktoś ma szczęscie to sobie poradzi.

Napisany przez: Primo! 3/03/2009, 21:59

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 21:33)
Fakt, ja zaczynałem w październiku 2004 r. i w trakcie studiów zaczęli nam dokładać trochę różnych rzeczy, ale przynajmniej nie miałem żadnego egzaminu. A teraz ludzie mają egzaminy, lektury i obowiązkowe zajęcia.
*


Tak, to prawda. Praktycznie wszędzie zrobili teraz "szkółkę" na studiach doktoranckich z obligatoryjnymi egzaminami i zaliczeniami z różnych bzdetnych przedmiotów.

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 21:33)
Różnica taka jest, że stypendia część z nich ma, a osoby bez stypendium chyba mogą pracować na etat, ale nie jestem pewien.
*


Kiedyś (7-10 lat temu) stacjonarni doktoranci nie mogli pracować na cały etat. Maksymalny wymiar czasu pracy to było magiczne 90% etatu plus konieczna zgoda szefa katedry i kierownika studium doktoranckiego.

QUOTE(keraunos @ 3/03/2009, 22:32)
Zasada jest mniej więcej taka, że wszytsko zalezy czy wydział jest młody czy stary. Ponieważ historia jest nauką "starą" więć wszytsko było zatkane dawniej.
*


Myślę, że wręcz przeciwnie. Był stały wzrost liczby studentów (wyż demograficzny) i tym samym zapotrzebowanie na większą liczbę pracowników naukowych, zwłaszcza tych "od czarnej roboty", czyli prowadzenia ćwiczeń. Dodatkowo powstawały nowe prywatne uczelnie, które oferowały warunki płacowe konkurencyjne wobec uczelni publicznych i pozyskiwały z nich naukowców. Od kilku lat, oba procesy uległy zahamowaniu. Studentów jest coraz mniej, a więc uczelnie zamykają filie, oddziały zamiejscowe, nie powiększają liczebności kadry naukowej.

QUOTE(keraunos @ 3/03/2009, 22:32)
Ale u mnie na zarządzaniu nz uczelni w 1999 jak się przyjmowałem na asystenta/doktoranta gwarantowała. Było się asystentem oddelegowanym na studia doktoranckie a po obronie zostawało się w 1-2 tygodnie adiunktem.
*


Od razu byłeś asystentem (właściwie doktorantem-asystentem). To zupełnie inna bajka. Na wejściu miałeś prawie pewny etat do emerytury. wink.gif Byle tylko napisać doktorat.

Napisany przez: keraunos 3/03/2009, 22:19

QUOTE(Primo! @ 3/03/2009, 22:59)
Myślę, że wręcz przeciwnie. Był stały wzrost liczby studentów (wyż demograficzny) i tym samym zapotrzebowanie na większą liczbę pracowników naukowych, zwłaszcza tych "od czarnej roboty", czyli prowadzenia ćwiczeń. Dodatkowo powstawały nowe prywatne uczelnie, które oferowały warunki płacowe konkurencyjne wobec uczelni publicznych i pozyskiwały z nich naukowców. Od kilku lat, oba procesy uległy zahamowaniu. Studentów jest coraz mniej, a więc uczelnie zamykają filie, oddziały zamiejscowe, nie powiększają liczebności kadry naukowej.


Masz racje. Przy czym u mnie młodość wydziału potęgowała jeszcze ten proces. Jak byłem studentem 2-3 roku w latach 95-98 (a wydział powstał w 94) to wręcz prosili się żeby ktoś został jako asystent/doktorant. Nawet czasem studentów 5 roku brali na asystentów stazystów bo nie miał kto uczyć.

QUOTE(Primo! @ 3/03/2009, 22:59)
Od razu byłeś asystentem (właściwie doktorantem-asystentem). To zupełnie inna bajka. Na wejściu miałeś prawie pewny etat do emerytury. wink.gif Byle tylko napisać doktorat.


Aż tak dobrze nie ma. Jeszcze trzeba habilitację napisać bo inaczej się też wyleci. wink.gif

To było w 1999. Teraz jest coraz gorzej. Obecnie to nawet adiunktów nie przyjmują u nas już na mianowanie ale na 4 letnie umowy,któych gdyby liczba godzin spadła można nie przedłuzyć. A mówi się nawet że mają być tylko 2 letnie.

Napisany przez: Primo! 3/03/2009, 22:33

QUOTE(keraunos @ 3/03/2009, 23:19)
Aż tak dobrze nie ma. Jeszcze trzeba habilitację napisać bo inaczej się też wyleci.  wink.gif
*


Ze swoich studenckich czasów (a jestem Twoim rówieśnikiem) pamiętam kilku "wiecznych doktorów" w przedziale wieku 50-55 lat. rolleyes.gif
Mam tu na myśli pracowników naukowych, którzy w ogóle nie garnęli się do napisania habilitacji i jak pamiętam nikt ich nie wyrzucał, ani nie dyscyplinował.
O tempora, o mores! rzekłbym. wink.gif

Napisany przez: Łukasz Przybyło 3/03/2009, 22:46

QUOTE(Primo! @ 3/03/2009, 20:33)
QUOTE(Gronostaj @ 2/03/2009, 17:39)

i w strugach deszczu 

Wszystko w strugach deszczu.  rolleyes.gif 
*


To mnie bardziej zaintrygowało, RainManie. wink.gif Musisz mieszkać w jakiejś nadzwyczaj mokrej okolicy. wink.gif
*



Obstawiam Bangladesz.

Napisany przez: Krzysztof M. 4/03/2009, 7:58

QUOTE(redbaron @ 3/03/2009, 20:07)
Zresztą ktoś genialnie zauważył to i stwierdził, że trzeba dodać doktorantom więcej różnych przedmiotów, które przygotują ich do walki o pracę.
*



Chodziło mi raczej o inne zjawisko: więcej pracowników naukowych na uczelniach = więcej pracowników dydaktycznych na uczelniach = więcej przedmiotów dla studentów. Stąd później np. historia doktryn politycznych, historia myśli politycznej, filozofia polityczna, myśl i doktryny polityczne XX wieku, doktryny i myśl polityczna XX w. itd. itd. Platon był wałkowany na 4 różnych przedmiotach...

Z własnego doświadczenia pamietam, że katedry okupowane były przez ludzi przypadkowych, "dupowłazów", a sami szefowie katedr to w znacznej części stetryczali dziwacy (profesorowie) lub w najlepszym przypadku zblazowani luzacy (młodsi wiekiem dr). No ale "moja" uczelnia to była w ogóle dziwna instytucja rolleyes.gif

Napisany przez: artifakt 4/03/2009, 8:10

Dokładnie - pamiętam przedmioty szyte na miarę dla konkretnych, "starszych wykładowców", którzy albo za późno się habilitowali (1992r. Znaczenie klasy robotniczej w PZPR) albo doktroryzacja ich przeskoczyła.

No cóż u mnie na wydziale poszła pogłoska, że aby zostać doktorantem dziennym trzeba być homoseksualistą wink.gif)))

Napisany przez: Krzysztof M. 4/03/2009, 8:29

QUOTE(artifakt @ 4/03/2009, 8:10)
No cóż u mnie na wydziale poszła pogłoska, że aby zostać doktorantem dziennym trzeba być homoseksualistą wink.gif)))
*



Czyżby ten sam uniwerek ?

Napisany przez: Beukot 4/03/2009, 11:15

QUOTE(Primo! @ 2/03/2009, 23:12)
To też są symboliczne nakłady, zdaje się 500 egzemplarzy.

Jeżeli wydaje Ci się, że poza branżą historyczną nakłady są jakoś radykalnie większe (np. o rząd wielkości) to aż przykro mi Cię rozczarować.
Musisz mieć nazwisko i/lub hype w telewizji/prasie, żeby wyciągnąć jakąś rozsądną kwotę z honorariów. Ewentualnie pisać 10 książek rocznie.

Napisany przez: Krzysztof M. 4/03/2009, 11:53

QUOTE(Bełkot @ 4/03/2009, 11:15)
Musisz mieć nazwisko i/lub hype w telewizji/prasie, żeby wyciągnąć jakąś rozsądną kwotę z honorariów.
*



Przybranie jakiegoś oryginalnego i krzykliwego pseudonimu oraz happening w postaci ściągnięcia spodni w programie u Wojewódzkiego powinno starczyć wink.gif

Napisany przez: tomcio 4/03/2009, 12:04

a myśmy mieli nawet wiecznego magistra rolleyes.gif i to ci była heca, ale przypuszczam, że część z was postać tę będzie kojarzyć

Napisany przez: Beukot 4/03/2009, 12:27

QUOTE(Krzysztof M. @ 4/03/2009, 11:53)
Przybranie jakiegoś oryginalnego i krzykliwego pseudonimu oraz happening w postaci ściągnięcia spodni w programie u Wojewódzkiego powinno starczyć wink.gif

Niezły plan, ale ma jeden feler. Co trzeba zrobić, żeby zostać zaproszonym do programu Wojewódzkiego? Bo Wojewódzki jest jednak wybredny i inteligentny, jeżeli będziemy bazować jedynie na ściąganiu spodni zaraz się zorientuje, że powstał niecny plan wykorzystania go w charakterze reklamowego bilboardu.

Napisany przez: redbaron 4/03/2009, 12:35

QUOTE(Bełkot @ 4/03/2009, 12:27)
Niezły plan, ale ma jeden feler. Co trzeba zrobić, żeby zostać zaproszonym do programu Wojewódzkiego? Bo Wojewódzki jest jednak wybredny i inteligentny, jeżeli będziemy bazować jedynie na ściąganiu spodni zaraz się zorientuje, że powstał niecny plan wykorzystania go w charakterze reklamowego bilboardu.
*


Dlatego ja bym dorobił jakąś ideologię - spuszczam spodnie to staję się bezbronny i odkrywam swoją prywatność. A książka, którą napisałem w sensie przenośnym jest takim spuszczeniem spodni, czyli odkryciem prywatności i wnętrza serca itp. itd. i powinno grać wink.gif

Napisany przez: Krzysztof M. 4/03/2009, 13:16

"2 DP (34, 56, 78 pp, 23 part) gen. XXX von YYYYY (1868 -1934) zaatakowała o godz. 13:45 miejscowość FRDERF i zdobyla ja o godz. 15:00. Straty dywizji wyniosły 389 zabitych, 566 rannych, 77 jeńców w tym dca 1 batalionu 34 pp mjr DDD NNN (1875 -1938)oraz dowódcy kompanii e, F i Z III bat. 34 pp. Ogodz. 15:30 2 DP została zluzowana przez 1 DR (45, 33 i 88 prez) gen. JJJJ von der GGGG (1876 -1936)..."

gdzie tu prywatność? obnażanie serca czy duszy?, nie mówiąc już o ściąganiu spodni.

Napisany przez: redbaron 4/03/2009, 14:21

A jak jeden z tych generałów był np. dziadkiem autora, który bił go w dzieciństwie mocno po głowie? Albo coś w tym stylu? Można nawiązać, nie? Albo coś w stylu "często w koszmarach nocnych mam obraz zdobywania wsi YYY przez odddziały pułku XXX. Budzę sie wtedy zlany potem i bez spodni" wink.gif

Dobra, panowie, bo się poważny offtopic zrobił smile.gif

Genealnie wracając do tematu - nakłady są niewielkie i z tego względu trudno jest zarobić na publikacji. Ludzie zaś kupują tylko prace ze znanymi nazwiskami, które są im wciskane - jak choćby prace prof. Daviesa. Nie liczy się tytuł, treść tylko nazwisko autora - jak w tanich romansach.

Moim zdaniem jest bardzo nikła (lub nie ma jej wcale) więź między monografią a syntezą oraz syntezą a podręcznikiem. Postęp badań historycznych znajduje słabe odzwierciedlenie w przekrojowych syntezach, nie mówiąc już o podręcznikach szkolnych.

Napisany przez: Shell 26/05/2009, 17:16


Właśnie dotarłem swym wzrokiem do bardzo niepokojących informacji, dlatego tak mi się skojarzyło:
http://www.rp.pl/artykul/310887.html

ciekawi mnie, że kryzys chyba szerokim łukiem omija na razie Bellonę.
Żadnemu wydawnictwu źle nie życzę więc info o Ossolineum bardzo mnie zasmuciło.

Napisany przez: Primo! 27/05/2009, 0:13

QUOTE(Shell @ 26/05/2009, 18:16)
Właśnie dotarłem swym wzrokiem do bardzo niepokojących informacji, dlatego tak mi się skojarzyło:
http://www.rp.pl/artykul/310887.html

ciekawi mnie, że kryzys chyba szerokim łukiem omija na razie Bellonę.
Żadnemu wydawnictwu źle nie życzę więc info o Ossolineum bardzo mnie zasmuciło.
*


O kiepskiej kondycji finansowej Ossolineum słyszałem już rok temu, a groźba ogólnoświatowego kryzysu pogłębiła tylko pesymizm włodarzy tej dużej oficyny.
Byłoby wielką stratą, gdyby Ossolineum zniknęło z mapy polskich wydawnictw.
Napiszę coś, co będzie kontrowersyjne dla niektórych forumowiczów. Gdybym miał wybierać między obecną Belloną i Zakładem im. Ossolińskich, wolałbym żeby... zatonęła Bellona. sleep.gif
Publikacje Ossolineum od lat bardzo sobie cenię za wysoki poziom merytoryczny. Długoletnie cykle wydawnicze - biografie Ossolineum i historie państw świata to dla mnie absolutny kanon. Nie wyobrażam sobie, żeby miały zniknąć na zawsze. sad.gif

Napisany przez: Darth Stalin 27/05/2009, 11:53

Dokładnie. Po poradnikach czy innych dziwnych produktach Bellony żalu nie będzie; także jej publikacje historyczne od kilku lat jadą mocno w dół z poziomem merytorycznym.

Napisany przez: lanciarius 29/05/2009, 10:25

QUOTE
Napiszę coś, co będzie kontrowersyjne dla niektórych forumowiczów. Gdybym miał wybierać między obecną Belloną i Zakładem im. Ossolińskich, wolałbym żeby... zatonęła Bellona


Primo, ja w tym zdaniu nie widzę nic dziwnego. Co więcej, podpisuję się pod nim "ręcamy i nogamy".

Napisany przez: emigrant 31/05/2009, 8:07

QUOTE(Primo! @ 27/05/2009, 1:13)
O kiepskiej kondycji finansowej Ossolineum słyszałem już rok temu, a groźba ogólnoświatowego kryzysu pogłębiła tylko pesymizm włodarzy tej dużej oficyny.
Byłoby wielką stratą, gdyby Ossolineum zniknęło z mapy polskich wydawnictw.


A czy ktoś wie dlaczego Ossolineum zrezygnowało ze swojej serii biografie sławnych ludzi? To była świetna seria. Pisali ją historycy z I ligi, trzymała poziom, była kolekcjonowana ( także przeze mnie), Nie byłoby problemu ze sprzedażą dalszych pozycji, a tu po prostu przestała wychodzić i tyle...

Napisany przez: Damian W. 31/05/2009, 8:29

QUOTE(emigrant @ 31/05/2009, 9:07)
QUOTE(Primo! @ 27/05/2009, 1:13)
O kiepskiej kondycji finansowej Ossolineum słyszałem już rok temu, a groźba ogólnoświatowego kryzysu pogłębiła tylko pesymizm włodarzy tej dużej oficyny.
Byłoby wielką stratą, gdyby Ossolineum zniknęło z mapy polskich wydawnictw.


A czy ktoś wie dlaczego Ossolineum zrezygnowało ze swojej serii biografie sławnych ludzi? To była świetna seria. Pisali ją historycy z I ligi, trzymała poziom, była kolekcjonowana ( także przeze mnie), Nie byłoby problemu ze sprzedażą dalszych pozycji, a tu po prostu przestała wychodzić i tyle...
*



Seria nie umarła smile.gif. Niech kolega zajrzy do tych tematów:

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=53948&st=0

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=54294&pid=556257&st=0&#entry556257

W nich kolega Bauero zamieścił wszystkie wznowienia i nowości Ossolineum z tej serii smile.gif. Trzeba mieć tylko nadzieję, aby Ossolineum udało się przetrwać ten trudny okres i udało się jej realizować plan wydawniczy.

Pozdrawiam!
DW

Napisany przez: Shell 31/05/2009, 10:19

QUOTE(emigrant @ 31/05/2009, 8:07)


A czy ktoś wie dlaczego Ossolineum zrezygnowało ze swojej serii biografie sławnych ludzi? To była świetna seria. Pisali ją historycy z I ligi, trzymała poziom, była kolekcjonowana ( także przeze mnie), Nie byłoby problemu ze sprzedażą dalszych pozycji, a tu po prostu przestała wychodzić i tyle...
*



seria przecież żyje i ma się aż zadziwiająco dobrze wink.gif
ostatnio wyszedł Bismarck.

Napisany przez: emigrant 31/05/2009, 10:22

Od kilku lat nie było mnie w kraju (prócz urlopów)... Nie widziałem w księgarniach tytułów... Ale to znaczy, że przeoczyłem. Dobrze, że w takim razie ta seria nie umarła.

Napisany przez: Shell 31/05/2009, 10:30

może dlatego, że zmienili edycję graficzną.
Teraz są w twardych okładkach.

O ile się nie mylę pierwszym w nowej edycji był Otton III Strzelczyka w 2000 r. Jeżeli cos pomieszałem to mnie poprawcie wink.gif


Napisany przez: anticus 1/06/2009, 15:21

Mam nadzieję,że Ossolineum się utrzyma.
Szkoda byłoby wydawnictwa z takimi tradycjami.

Napisany przez: Primo! 2/06/2009, 21:10

A propos Ossolineum... Ciekawy news. Przeczytajcie i na dworce kolejowe po książki marsz! wink.gif

http://wyborcza.pl/1,91446,6678833,Rekord_Guinnessa___Ossolineum_sprzedalo_na_dworcach.html

Napisany przez: bavarsky 13/08/2009, 8:44

---

Napisany przez: Primo! 13/08/2009, 12:15

QUOTE(bavarsky @ 13/08/2009, 9:44)
Ja Student, wydaję w ciągu roku bardzo dużo na literaturę, kosztem np. niekupienia sobie dodatkowej pary spodni ale to już kwestia uzależnienia którego nie da się u mnie wykorzenić.
*


Też tak miałem na studiach i nadal jeszcze mam. rolleyes.gif

To kwalifikuje mnie na terapię uzależnień. Nie jesteśmy sami. Jeden z forumowiczów określił siebie "wiecznym łowcą książek", inny podał nawet swoją jednostkę chorobową: nerwica natręctw (na tle zakupu książek). wink.gif

A co do życia... Bywa w nim różnie. Warto mieć jakiś konstruktywny cel i do niego dążyć. Nie załamywać się trudnościami i nie przejmować opiniami innych ludzi. To najprostsza recepta. smile.gif

Napisany przez: artifakt 13/08/2009, 17:50

Zazdroszcze wam, moja przygoda rozpoczęła się późno bo pod koniec studiów i niestety obfite życie zawodowe zmusza mnie do ciągłego przeglądania kolumienek z cyferkami i nawet obecnie kupiony Kliszów 1702 męczyłem cały urlop sad.gif

Napisany przez: keraunos 13/08/2009, 18:15

A moja tak jak kolegów bardzo wczesnie już w czasach sredniej szkoły.

Tylko potem miewałem przestoje zwłaszcza w zakresie czytania tego co kupuje. Bo zwłaszcza po studiach przekonałem się, że łatwiej ksiażki kupić a trudniej czas znaleźc aby je przeczytać sad.gif

Napisany przez: Shell 13/08/2009, 18:52

QUOTE(keraunos @ 13/08/2009, 18:15)
łatwiej ksiażki kupić a trudniej czas znaleźc aby je przeczytać  sad.gif
*


to jest niestety i moje spostrzeżenie...

robiąc spis swojej biblioteki parę miesięcy temu doliczyłem się ok. 1200 pozycji i nawet wstyd powiedzieć ile przeczytanych, ale nie więcej niz 50% i zaległości rosną...
zresztą nie może być inaczej jak w ciągu roku czytam 35-40 książek (jak dobrze pójdzie), a kupuję z pewnością znacznie, znacznie więcej.

Napisany przez: Janusz Radziwiłł 13/08/2009, 18:58

Chyba, jak na razie, jestem najmłodszym z wypowiadających się na ten temat...

QUOTE(Shell @ 13/08/2009, 18:52)
robiąc spis swojej biblioteki parę miesięcy temu doliczyłem się ok. 1200 pozycji

ohmy.gif ohmy.gif ohmy.gif
Nieźle.

Co do meritum - moja pasja czytelnicza też rozwinęła się w liceum, czyli jakieś... dwa lata temu biggrin.gif Chociaż nie kupuję więcej niż kilkunastu/do 25 książek rocznie, to i tak najczęściej nie mam czasu, żeby je przeczytać. Muszę czekać do wakacji dry.gif


Napisany przez: Shell 14/08/2009, 7:07

QUOTE(Janusz Radziwiłł @ 13/08/2009, 18:58)

ohmy.gif  ohmy.gif  ohmy.gif
Nieźle.




moja rodzina tak nie uważa wink.gif



Napisany przez: Lord Mich 14/08/2009, 10:57

QUOTE(Janusz Radziwiłł @ 13/08/2009, 18:58)
Co do meritum - moja pasja czytelnicza też rozwinęła się w liceum, czyli jakieś... dwa lata temu biggrin.gif Chociaż nie kupuję więcej niż kilkunastu/do 25 książek rocznie, to i tak najczęściej nie mam czasu, żeby je przeczytać. Muszę czekać do wakacji dry.gif
*


Też miej wiecej kupuję na rok, przy czym kompletny brak czasu i nieustanne wypożyczanie książek z bibliotek (z których czytam tak gdzieś 50%) sprawia że na mojej półce są kupione książki spred 3-4 lat jeszcze nie czytane dry.gif

Napisany przez: Krzysztof M. 14/08/2009, 11:04

A ja u siebie odkryłem jeszcze jedną "przypadłość": nie czytam książek w całości! Zaczynam, rzucam w kąt i biorę następną, po czym scenariusz się powtarza przy następnej pozycji. Nie wiem co gorsze czytać fragmentami, czy nie czytać w ogóle biggrin.gif

Napisany przez: Primo! 14/08/2009, 11:47

QUOTE(keraunos @ 13/08/2009, 19:15)

Bo zwłaszcza po studiach przekonałem się, że łatwiej ksiażki kupić a trudniej czas znaleźc aby je przeczytać  sad.gif
*


Potwierdzam! sleep.gif

QUOTE(Shell @ 13/08/2009, 19:52)

robiąc spis swojej biblioteki parę miesięcy temu doliczyłem się ok. 1200 pozycji i nawet wstyd powiedzieć ile przeczytanych, ale nie więcej niz 50% i zaległości rosną...
*


Nie mam tego dylematu. Książki traktuję trochę jak... murarz swoją kielnię jako narzędzie do zdobycia, sprawdzenia, czy porównania informacji.
Większość mojego księgozbioru, zbliżonego wielkością do Twojego, stanowią prace naukowe. Bądźmy szczerzy, zazwyczaj nie są to lektury "pod poduchy".
Są znakomitym źródłem specjalistycznej wiedzy, ale niekoniecznie i nie zawsze pasjonującą lekturą.

QUOTE(Shell @ 13/08/2009, 19:52)

zresztą nie może być inaczej jak w ciągu roku czytam 35-40 książek (jak dobrze pójdzie), a kupuję z pewnością znacznie, znacznie więcej.
*


Kilka lat temu spostrzegłem, że jestem bardziej kolekcjonerem książek niż ich czytelnikiem. Dawniej, niemal od razu brałem się do lektury zakupionej książki, dziś odstawiam ją na półkę, gdzie musi poczekać na swoją kolej.

QUOTE(Krzysztof M. @ 14/08/2009, 12:04)

A ja u siebie odkryłem jeszcze jedną "przypadłość": nie czytam książek w całości! 
*


Zdarza się! sleep.gif

QUOTE(Krzysztof M. @ 14/08/2009, 12:04)

Zaczynam, rzucam w kąt i biorę następną, po czym scenariusz się powtarza przy następnej pozycji. Nie wiem co gorsze czytać fragmentami, czy nie czytać w ogóle  biggrin.gif
*


Czasami czytam jedną książkę 3 miesiące, małymi fragmentami po kilkanaście stron z kilku, a nawet kilkunastodniowymi przerwami. smile.gif

Napisany przez: Shell 14/08/2009, 11:49

QUOTE(Krzysztof M. @ 14/08/2009, 11:04)
A ja u siebie odkryłem jeszcze jedną "przypadłość": nie czytam książek w całości! Zaczynam, rzucam w kąt i biorę następną, po czym scenariusz się powtarza przy następnej pozycji. Nie wiem co gorsze czytać fragmentami, czy nie czytać w ogóle  biggrin.gif
*



ostatnio zdarza mi się to coraz częściej, szczególnie jeżeli wybrana z półki pozycja mnie nie wciągnie...
w ten sposób mam kilkanascie tak zaczętych i odłożonych ksiązek z zakładkami w środku z założeniem, że "zaraz do nich wrócę i skończę"...
W tej chwili mam tak koło siebie na biurku by wymienić te w zasięgu wzroku choćby Nerarda "5% prawdy", Mikę "Walka o spadek po Babenbergach" i Tyszkiewicza "Barbarzyńcy w Europie"...

mam tylko nadzieję, że faktycznie w końcu do nich wrócę wink.gif

Napisany przez: Lord Mich 14/08/2009, 12:00

Mały off- Jak oceniasz "5% prawdy'? Warto wydać pieniądze?
Pozdrawiam!

Napisany przez: Shell 14/08/2009, 13:08

trochę sie zawiodłem, myslalem, że to będzie praca trochę innego typu.
To jest praca mocno naukowa, mnóstwo statystyk, danych, procentów, ułamków itd wink.gif

ile kto listów pisał w 1936 a ile w 1939, jakie biuro odpisało na wiecej w 1934 a jakie w 1937, ilu było zatrudnionych wtedy a ilu wtedy wink.gif
Bardzo często też brakowało mi opisu jak wyglądała dalej sytuacja gdy Nerard opisywał jakieś skargi, odpowiedź "wezmiemy się za to" i...koniec, a ja czekałem na podsumowanie.

Ale praca mimo wszystko dobra, jestem na 222 stronie z 398 więc tyle mogę powiedzieć.

Napisany przez: Gronostaj 14/08/2009, 20:25

Ja także ze względu na brak czasu więcej kupuję niż czytam, a wiele książek ( w tym także HB-ków) po nabyciu i pobieżnym przejrzeniu po prostu odkładam na półkę i zajmują one swoje miejsce w kolejce. I tak niektóre z moich pozycji czekają ze dwa, trzy lata. A nieraz przecież człowiek chciałby jeszcze jakąś beletrystykę też poczytać, a tu nie ma nawet kiedy. dry.gif Mimo to nadal pierwsza lepsza nowość historyczno-militarna z przedziału 1815-1945 wywołuje u mnie niesłychany entuzjazm. Podobno tej choroby nie da się jednak wyleczyć. rolleyes.gif

Była tu też mowa o takiej przypadłości jak czytanie książek fragmentarycznie. Zapewniam Was, że w zasadzie nigdy tak nie robię i jak już zaczynam lekturę, to bez względu na wszystko ją kończę ( w serii HB przebiłem się nawet przez "Berlin!" i parę innych gniotów). wink.gif Należy jednak podkreślić, iż czytam w niemal żółwim tempie - bywa, że jedną stronę ze cztery razy z rzędu i analizują ją potem pod kątem merytorycznym, stylistycznym etc. A już studiowanie jednej mapki to minimum kwadrans. rolleyes.gif

Pozdrawiam!

Napisany przez: adam1234 14/08/2009, 22:06

QUOTE
Należy jednak podkreślić, iż czytam w niemal żółwim tempie - bywa, że jedną stronę ze cztery razy z rzędu i analizują ją potem pod kątem merytorycznym, stylistycznym etc. A już studiowanie jednej mapki to minimum kwadrans. rolleyes.gif


respekt.gif respekt.gif respekt.gif

Napisany przez: salvusek 14/08/2009, 22:10

A moja pasja zaczęła się w gimnazjum . I w przeciwieństwie do Was mam czas na czytanie książek jakie kupie . To dla mnie niemal obowiązek aby książki nie odłożyc na pózniej . A kupuje z dużą częstotliwością .

Napisany przez: kundel1 14/08/2009, 23:35

Od paru lat kupuję tylko tyle książek, ile jestem w stanie przeczytać- to znaczy, kupuję tylko te, które wciągają mnie już w księgarni lub na straganie, i zaczynam czytać w dniu zakupu.

Napisany przez: Łukasz Przybyło 15/08/2009, 9:01

A ja czytam wszystko co kupię i pożyczę. Sam mam zbiór około 3000 ksiązek - swoje w zasadzie przeczytałem w 95% - żona ma trochę inne zainteresowania i tych raczej nie tykam. Czytam szybko i niedokładnie rolleyes.gif

Napisany przez: kalimerasas 15/08/2009, 9:11

A ja od kiedy się zalogowałem do tego forum kupuję może do 10% książek, które kupiłbym wcześniej. Dzieki opiniom kolegów stałem się bardzo krytyczny i wymagający w stosunku do każdej książki jaką biorę do ręki. I dobrze bo oszczędność duża, a gnioty niech sobie leżą w księgarni.

Napisany przez: KUB 15/08/2009, 21:34

Ja, podobnie jak kolega kalimerasas, znacząco zmieniłem swoje podejście do książek i także stałem się bardziej krytyczny od czasu kiedy pojawiłem sie na tym forum. Wcześniej głównym kryterium, jakim się kierowałem, była tematyka książki i tak oto w moje ręce trafiło m.in. Borodino czy Berlin z serii HB, których pewnie dzisiaj bym nawet nie tknął w księgarni. Gdyby ten san nieświadomości trwał dalej to pewnie dzisiaj na mojej półce byłaby także Sadowa i Sedan. Brrr... strach pomyśleć :)Poza tym podobnie jak większość moich przedmówców cierpię na chroniczny brak czasu na czytanie tego co kupię więc większość książek które mam czeka na półce na swoją kolej. Ostatnio z serii HB udało mi sie "zaliczyć" Wietnam Dmochowskiego. W sumie zaczełem czytać tak od niechcenia do poduszki i się wciągnąłem.
Pozdrawiam

Napisany przez: ConradP 16/09/2009, 9:06

Tak a propos kryzysu. W ten weekend w Warszawie miał się odbyć na Torwarze II Warszawski Salon Książki - impreza odpowiadająca Krajowym Targom Książki, które kiedyś odbywały się w PKiN.
W sierpniu organizator wydał komunikat, że Salon nie odbędzie się z powodu braku wystawców. Zgłosiło się tylko 40 wystawców, co nie uzasadnia racjonalności przedsięwzięcia. W zeszłym roku w Bibliotece UW (na znacznie mniejszej powierzchni) było zdaje się około 80 stoisk.
W tym roku wydawcy tłumaczą się dramatycznym spadkiem sprzedaży książek i brakiem funduszy. Smutne, prawda?
Mam nadzieję, że Targi Książki Historycznej w listopadzie się odbędą...

Napisany przez: Shell 16/09/2009, 13:13

zobaczymy w październiku na Krakowskich Targach Książki.

Zazwyczaj są tłumy- i wystawców i czytelników, aż momentami hałas, ścisk i chaos zniechęca. Ale pewnie jak co roku się wybiorę więc będę mógł porównać.

Napisany przez: ConradP 16/09/2009, 14:44

QUOTE
zobaczymy w październiku na Krakowskich Targach Książki.

Zazwyczaj są tłumy- i wystawców i czytelników, aż momentami hałas, ścisk i chaos zniechęca. Ale pewnie jak co roku się wybiorę więc będę mógł porównać.


W listopadzie (26-29) i w nowym miejscu - w Arkadach Kubickiego pod Zamkiem. W sumie powinno być więcej miejsca.

Napisany przez: Shell 16/09/2009, 15:55

mówimy o czymś innym wink.gif
ja mówię o XIII Targach Książki w Krakowie wink.gif

http://www.targi.krakow.pl/pl/targi/13_Targi_Ksiazki_w_Krakowie/

chociaż jedno się zgadza, w tym roku są w listopadzie a nie w październiku smile.gif


Napisany przez: Gronostaj 16/09/2009, 20:44

QUOTE(ConradP @ 16/09/2009, 10:06)
Mam nadzieję, że Targi Książki Historycznej w listopadzie się odbędą...
*


Mnie to tam rybka, bo i tak mnie nie będzie. wink.gif
A tak poważniej to to co piszecie jest interesujące. Wydawać by się mogło, że sprzedaż nakładu książek o tematyce historyczno-militarnej utrzymuje się na dobrym poziomie, skoro taka Bellona wypuszcza na rynek coraz to nowe pozycje jak najęta. Oczywiście wiem, że oficyna z Grzybowskiej to specyficzny kolos, ale mimo wszystko troszeczkę to dziwi.

Pozdrawiam!

Napisany przez: Von Schlick 16/09/2009, 21:30

Co do sprzedaży, to jest gorzej niż źle.
Wystarczy zresztą spojrzeć do Allegro.
Rok temu o tej porze w dziale "historyczne-naukowe" było ponad 25.000 książek,
proszę zobaczyć ile jest teraz.
W księgarniach pustki.
Duże zwroty książek z wielu wydanictw do hurtowni.
Duże wydawnitwa ratują się wyprzedażą z niewielkim zyskiem w Taniej Książce,
istny zalew książek z Ambera, Rebis, Osssolineum.
InfortEditions od miesięcy nic nie wydał.
To samo Attyka.
Nawet Bellona ma duże opóźnienia.
Libron dostał w plecy.
I będzie jeszcze gorzej skoro ksiązki można ściągnąć w pdf ze rosyjskich lub ukraińskich stron internetowych.

Napisany przez: AlbertWarszawa 17/09/2009, 7:54

QUOTE(Von Schlick @ 16/09/2009, 22:30)
InfortEditions od miesięcy nic nie wydał.
To samo Attyka.
Libron dostał w plecy.
*



Co do Infortu to miesiąc temu wyszło: http://www.wanax.pl/index.php?p953,legion-xx-valeria-victrix-w-brytanii
Jeśli chodzi o Attykę to nadciągają Cheroneja i Pancerni Korsarze.
Libron chyba sam jest sobie winien - prawdopodobnie to ich błąd, że nie zastrzegli sobie wyłączności na Ospreya.

Napisany przez: Krzysztof M. 17/09/2009, 9:05

QUOTE(Von Schlick @ 16/09/2009, 21:30)

InfortEditions od miesięcy nic nie wydał.

*



Maj - Passchendaele
czerwiec - Chorągwie wołoskie
sierpień - Legion w Brytanii
wrzesień - Różne oblicza wojny

Choć pewnie rafalm nie może się doczekać swojej pracy, bitwy/taktyka (prawdopodobnie najdroższa w druku) wyraźnie się opóźnia.

Kryzys ekonomiczny jest faktem widocznym na każdym kroku i niestety nie widzę przesłanek że miałby ominąć rynek książki, zwłaszcza książki historycznej... Natomiast rosyjskie portale z książkami pdf zawierają głównie pozycje anglojęzyczne i rosyjskie, nie sadzę aby stanowiły wielkie zagrożenie dla polskich wydawnictw i polskich autorów. Zresztą nie istnieją one od wczoraj.

Napisany przez: Primo! 17/09/2009, 9:20

QUOTE(ConradP @ 16/09/2009, 10:06)
Tak a propos kryzysu. W ten weekend w Warszawie miał się odbyć na Torwarze II Warszawski Salon Książki - impreza odpowiadająca Krajowym Targom Książki, które kiedyś odbywały się w PKiN.
W sierpniu organizator wydał komunikat, że Salon nie odbędzie się z powodu braku wystawców. Zgłosiło się tylko 40 wystawców, co nie uzasadnia racjonalności przedsięwzięcia. W zeszłym roku w Bibliotece UW (na znacznie mniejszej powierzchni) było zdaje się około 80 stoisk.
W tym roku wydawcy tłumaczą się dramatycznym spadkiem sprzedaży książek i brakiem funduszy. Smutne, prawda?
Mam nadzieję, że Targi Książki Historycznej w listopadzie się odbędą...
*


To wszystko można bardzo łatwo wytłumaczyć.
Na czym najłatwiej oszczędzić w czasach kryzysu? confused1.gif
Na promocji i reklamie.
Wydawcy zdecydowanie obcinają te koszty. Rezygnują z udziału w targach i innych imprezach branżowych.
O zapaści w dziedzinie reklamy i PR przekonuję się na własnej skórze. sad.gif

QUOTE(Von Schlick @ 16/09/2009, 22:30)
Wystarczy zresztą spojrzeć do Allegro.
Rok temu o tej porze w dziale "historyczne-naukowe" było ponad 25.000 książek,
proszę zobaczyć ile jest teraz.
*


Będzie jeszcze mniej, gdy fiskus zacznie ścigać ludzi sprzedających pojedyncze egzemplarze z własnego księgozbioru. sad.gif

QUOTE(Krzysztof M. @ 17/09/2009, 10:05)
Choć pewnie rafalm nie może się doczekać swojej pracy, bitwy/taktyka (prawdopodobnie najdroższa w druku) wyraźnie się opóźnia.
*


To już całe lata mijają. O tej książce Rafała czytałem już w 2007 roku. confused1.gif

Napisany przez: Von Schlick 17/09/2009, 10:35

QUOTE
czerwiec - Chorągwie wołoskie
sierpień - Legion w Brytanii
wrzesień - Różne oblicza wojny

Czyli od czerwca, cieniutko. A nakład ostatniej książki, tragicznie niski.

QUOTE
Kryzys ekonomiczny jest faktem widocznym na każdym kroku i niestety nie widzę przesłanek że miałby ominąć rynek książki, zwłaszcza książki historycznej... Natomiast rosyjskie portale z książkami pdf zawierają głównie pozycje anglojęzyczne i rosyjskie, nie sadzę aby stanowiły wielkie zagrożenie dla polskich wydawnictw i polskich autorów. Zresztą nie istnieją one od wczoraj.


Jest b. dużo książek polskich, od starszych, np. Wimmera, do HB.
Trzeba tylko poszukać.
Np. na bieżąco są dostępne nowości z HB.


QUOTE
Będzie jeszcze mniej, gdy fiskus zacznie ścigać ludzi sprzedających pojedyncze egzemplarze z własnego księgozbioru.


? - to pozostaną antykwariaty, i aby kupić książkę po godziwej cenie należy zapomnieć sad.gif

QUOTE
To już całe lata mijają. O tej książce Rafała czytałem już w 2007 roku.

i nie mamy pewności czy się ukaże sad.gif

QUOTE
Libron chyba sam jest sobie winien


Sam piszesz "chyba" - być może właściciel nie dał mu takiej gwarancji.
Osperey po angielsku są wydawane również przez inne wydawnictwa, zobacz na amazonie.

Napisany przez: Anders 17/09/2009, 13:21

Hm. Może jestem staromodny, ale nie cierpię książek w pdf-ach, jeśli tylko mogę i stać mnie to staram się czytać wersje papierowe. No i taki pdf nie ma jednak takiego czaru książki. A nawet Książki przez wielkie K.

Napisany przez: Primo! 17/09/2009, 18:24

W ogóle, lektura papierowej książki to dużo większy komfort. Czytanie z monitora większych partii tekstu mnie osobiście męczy. Czasem zawodzi mnie nawet moja koncentracja.

Napisany przez: rafalm 17/09/2009, 18:56

QUOTE(Primo! @ 17/09/2009, 9:20)
QUOTE(Krzysztof M. @ 17/09/2009, 10:05)
Choć pewnie rafalm nie może się doczekać swojej pracy, bitwy/taktyka (prawdopodobnie najdroższa w druku) wyraźnie się opóźnia.
*


To już całe lata mijają. O tej książce Rafała czytałem już w 2007 roku. confused1.gif
*


Gotowy "maszynopis" przesłałem do Infortu w marcu 2007 r. Na dniach idzie do drukarni i jak coś się nie zawali to pod koniec października powinien być w księgarniach.
Dwa i pół roku oczekiwania to jest z pewnością długo. Jednak z drugiej strony, które z wydawnictw wypuszcza więcej książek o tematyce historyczno-militarnej niż Infort confused1.gif Tylko i wyłącznie Bellona. Ale po pierwsze Bellona to kolos, który ma nieporównywalnie mocniejsze podstawy finansowe, a po drugie stara się jak może oszczędzać na kosztach, co później obniża wartość książki. Z mojej książki nie zostało wykreślona ani jedno zdanie, ponadto mogę się cieszyć dwunastoma dużymi, kolorowymi mapkami (niektóre z nich są trójwymiarowe). Sorry, ale wolę poczekać i doczekać się czegoś porządnego, niż na siłe skracać tekst i upychać na biało-czarnych mapach po kilka kampanii.

Napisany przez: artifakt 18/09/2009, 6:53

QUOTE(Primo! @ 17/09/2009, 18:24)
W ogóle, lektura papierowej książki to dużo większy komfort. Czytanie z monitora większych partii tekstu mnie osobiście męczy. Czasem zawodzi mnie nawet moja koncentracja.
*



Jeżeli staromodnością jest dbałość o wzrok, to też taki jestem.

Napisany przez: mariusz 70 18/09/2009, 7:36

No i cala przyjemnosc w tym ze mozna sie z papierowa ksiazka uwalic na sofie w kazdej pozycji.Jak sie zasnie i spadnie na podloge to tez tragedi nie ma. smile.gif
Pomimo powyzszych uwag stane w obronie polskiego rynku wydawniczego.Mam stale porownanie z Hiszpania,Wlochami i Wielka Brytania.Wstydzic sie absolutnie czego nie ma i obecne ksiegarnie wiele nawet od brytyjskich nie odbiegaja.Pamietam jak przed kilkunastu laty zetknelem sie z londynskimi ksiegarniami i potrafilem w nich przesiadywac godzinami doslownie na podlodze.Szybko sympatyczny ten zwyczaj przywedrowal nad Wisle.Najlepiej to porownanie wypada w stosunku do Hiszpani,szczegolnie jezeli chodzi o wydawanie nowych ciekawych pozycji.Polska jest tez jednym z nielicznych krajow europejskich gdzie ksiazki mozna kupic doslownie wszedzie,na ulicy,czy w tunelach.Moim zdaniem swiadczy to o wysokim wskazniku czytelnictwa.Rowniez ceny pomimo wszystko sa stosunkowo niskie.Prosze zobaczyc np.nowe krajowe edycje Ospreya.Osobiscie korzystam z calkiem przyzwoitych ksiegarni internetowych,niestety ceny wysylek sa wprost astronomiczne i wrecz iracjonalne. sad.gif

Napisany przez: Eukles 19/09/2009, 11:01

QUOTE(mariusz 70 @ 18/09/2009, 7:36)
Polska jest tez jednym z nielicznych krajow europejskich gdzie ksiazki mozna kupic doslownie wszedzie,na ulicy,czy w tunelach.
*



W niektórych miastach, np. w Warszawie, sprzedaż książek na ulicach u tzw. stolikowców chyba jednak spadła. Wydaje się, że coraz trudniej się z tego utrzymać. Pozytywnym wyjątkiem są tu wg mnie Katowice i Kraków. Na tamtejszych dworcach pełno jest świetnych starych książek sprzedawanych często za półdarmo.

Napisany przez: mariusz 70 19/09/2009, 13:44

Ale to jest chyba efekt ogolnej tendencji spadku czytelnictwa.Duza wine ponosi niestety internet i gry komputerowe.Dodajmy do tego zjawisko recesji gospodarczej i powstawanie nowych atrakcyjnych form dystrybucji takich jak duze empiki.

Napisany przez: Von Schlick 19/09/2009, 14:11

QUOTE
Ale to jest chyba efekt ogolnej tendencji spadku czytelnictwa.Duza wine ponosi niestety internet i gry komputerowe.Dodajmy do tego zjawisko recesji gospodarczej


OK.

QUOTE
powstawanie nowych atrakcyjnych form dystrybucji takich jak duze empiki.


Błędna ocena - prawdopodobnie z zewnątrz - Empiki są w b. trudnej sytuacji finansowej.
Niedawno była o tym informacja. Masowo zwracają książki do hurtowni.

Napisany przez: Darth Stalin 19/09/2009, 16:30

O! A co się dzieje z empikami? Na czym się wyłożyli?

Napisany przez: ConradP 19/09/2009, 17:37

QUOTE
Błędna ocena - prawdopodobnie z zewnątrz - Empiki są w b. trudnej sytuacji finansowej.


I co w tym dziwnego confused1.gif Dzisiaj w dobrej kondycji są chyba tylko firmy windykacyjne sad.gif
Na szczęście nie oznacza to jeszcze, że zaraz zbankrutuje.

Napisany przez: Von Schlick 19/09/2009, 17:46

QUOTE
O! A co się dzieje z empikami? Na czym się wyłożyli?


Był obszerny artykuł, chyba na onet.pl. Można poszukać.
I chyba ktoś się przymierza do zakupu firmy, ale tego nie jestem pewien.
Ossolineum jest bankrutem.
Ogólnie na słabych wynikach finansowych.
Rzekomo - wg innych danych - jest więcej czytających, ale moim skromyn zdaniem chyba witryny internetowe. W księgarniach nie ma kupujących. Wielu przegląda, poczya, spojrzy na cenę i wychodzi. Kupują desperaci.

Napisany przez: Łukasz Przybyło 19/09/2009, 17:50

QUOTE(Darth Stalin @ 19/09/2009, 16:30)
O! A co się dzieje z empikami? Na czym się wyłożyli?
*


Voila!
http://www.pb.pl/2/a/2009/07/13/Empik_w_opalach2

Napisany przez: Shell 19/09/2009, 18:00

QUOTE(Von Schlick @ 19/09/2009, 17:46)

Ossolineum jest bankrutem.




na czym trochę czytelnicy Ossolineum korzystają bo wydawnictwo co rusz urządza ciekawe promocje i wyprzedaże magazynowe...

Napisany przez: AlbertWarszawa 19/09/2009, 18:36

Będąc wczoraj w Bellonie na Grzybowskiej przypadkiem podsłuchałem rozmowę jakiegoś prawdopodobnie dobrze zorientowanego w środowisku faceta (niestety nie orientuję się w tym półświatku wink.gif) z jedną ze sprzedawczyń. Poinformował on ją, że bardzo niedługo Bellona zostanie przejęta. Niestety nie dosłyszałem przez kogo, ale chyba przez jakąś zagraniczną firmę. Czeka ona tylko na załatwienie jakichś formalności (nie wiem - jakąś zgodę, otrzymanie statusu czy prawa) i sprawa zostanie sfinalizowana. Może ktoś z Was coś słyszał i wie więcej?

Napisany przez: Donatien 19/09/2009, 18:48

QUOTE
Ossolineum jest bankrutem.




na czym trochę czytelnicy Ossolineum korzystają bo wydawnictwo co rusz urządza ciekawe promocje i wyprzedaże magazynowe...


gdzie można uzyskać inf. na temat (czas miejsce)tych promocji i wyprzedaży ?
Dziękuje

Napisany przez: Eukles 19/09/2009, 19:04

QUOTE(AlbertWarszawa @ 19/09/2009, 18:36)
Będąc wczoraj w Bellonie na Grzybowskiej przypadkiem podsłuchałem rozmowę jakiegoś prawdopodobnie dobrze zorientowanego w środowisku faceta (niestety nie orientuję się w tym półświatku wink.gif) z jedną ze sprzedawczyń. Poinformował on ją, że bardzo niedługo Bellona zostanie przejęta. Niestety nie dosłyszałem przez kogo, ale chyba przez jakąś zagraniczną firmę. Czeka ona tylko na załatwienie jakichś formalności (nie wiem - jakąś zgodę, otrzymanie statusu czy prawa) i sprawa zostanie sfinalizowana. Może ktoś z Was coś słyszał i wie więcej?
*



W internecie były informacje, że Bellonę mają wykupić Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, które miały być jedynym polskim oferentem. Ale może pojawił się ktoś inny?

Napisany przez: Shell 19/09/2009, 20:22

QUOTE(Donatien @ 19/09/2009, 18:48)
QUOTE
Ossolineum jest bankrutem.




na czym trochę czytelnicy Ossolineum korzystają bo wydawnictwo co rusz urządza ciekawe promocje i wyprzedaże magazynowe...


gdzie można uzyskać inf. na temat (czas miejsce)tych promocji i wyprzedaży ?
Dziękuje
*


najczęściej na stronie Ossolineum

Ja zapisałem się także na newslettera i tak np uzyskałem dwie informacje o wyprzedażach z magazynów...

Napisany przez: mariusz 70 20/09/2009, 6:11

A jak sobie radza ksiegarnie internetowe?Osobiscie kupuje w Historytonie,spradycznie w Odkrywcy.Przynajmniej z coraz szerszej oferty mozna wnioskowac,ze chyba sie rozwijaja.

Napisany przez: Eukles 20/09/2009, 8:23

QUOTE(mariusz 70 @ 20/09/2009, 6:11)
A jak sobie radza ksiegarnie internetowe?Osobiscie kupuje w Historytonie,spradycznie w Odkrywcy.Przynajmniej z coraz szerszej oferty mozna wnioskowac,ze chyba sie rozwijaja.
*



Ja sam najchętniej kupuję w Merlinie i Gigancie. Obie te księgarnie są niestety dość drogie, więc staram się odbierać książki osobiście podczas wizyt w Warszawie. Przynajmniej oszczędzam na kosztach wysyłki. Sprzedaż przez internet powinna szybko się rozwijać. Czasami tylko tam można znaleźć poszukiwany tytuł bo w księgarniach go nie ma. Barierą są tylko koszty wysyłki, niestety bardzo wysokie.

Napisany przez: gregski 20/09/2009, 10:52

Ja książki kupuję w swojej ulubionej księgarni. Znają mnie tam, czasem są w stanie ściągnąć coś czego w danej chwili nie ma, no i mam tam mały rabat. Sporadycznie przez Allegro. Ja muszę wsiąść książkę do ręki, przejrzeć, przeczytać kilka urywków. Inaczej nie potrafię. Może to trochę śmieszne, ale książka to dla mnie trochę magiczny przedmiot a nie tylko źródło informacji. Allegro używam tylko wtedy, gdy próbuję zdobyć coś, co nie mogę dostać w księgarni.
Trochę się dziwię tej zapaści na rynku, gdyż wydawało mi się, że istnieje stała grupa ludzi zainteresowanych historią, na których wydawcy mogą liczyć.

Napisany przez: mariusz 70 20/09/2009, 13:00

Fakt ze najwieksze minusy kupowania przez internet to koszta wysylki i niejako kupowanie w ciemno.Mozna sie z czasem przyzwyczaic,ale rozczarowania sa czeste.Chyba jeszcze w Polsce nie ma takich ksiegarni jak Amazon czy Osprey gdzie istnieje mozliwosc "podgladu" przynajmniej kilkunastu stron.Ja czesto tam zagladam ,mozna sobie poczytac za darmo.
Koszta wysylki sa ostatnio astronomiczne,na dodatek ksiegarnie maja brzydka tendencje pobierania oplaty od egzemplarza,a nie od realnej wagi ksiazki.W ostatnim roku taka oplata wzrosla z 8 do 20 zlotych.Taka np.przesylka ospreyow Amercomu jest rowna cenie ksiazek.Gdzie ten piekny zwyczaj pisania DRUKI na paczce i uiszczania niemal symbolicznej oplaty?

Napisany przez: Gronostaj 20/09/2009, 17:19

A co do tego przejęcia Bellony przez coś innego, to czy są szanse, że nowy właściciel pozostawi serię HB przy życiu?

Pozdrawiam!

Napisany przez: gregski 20/09/2009, 17:47

QUOTE
Koszta wysylki sa ostatnio astronomiczne,na dodatek ksiegarnie maja brzydka tendencje pobierania oplaty od egzemplarza,a nie od realnej wagi ksiazki.W ostatnim roku taka oplata wzrosla z 8 do 20 zlotych.


No właśnie! To też stawia pod znakiem zapytania sensowność zakupów w Internecie. Ja jestem wierny jednej księgarni dzięki temu mam 7% rabatu. Może to niewiele ale na książki wydaję 200-300 złotych miesięcznie co w skali roku daje ponad 1500 złociszy. Taki rabat oznacza 2-3 dobre książki.
Dodatkowo jestem tam znany. Przyjeżdżam z morza a pani na przywitanie pokazuje mi książki które dla mnie odłożyła żebym sobie obejrzał. Ona wie czym się interesuję. Przyznam sie, że bardzo cenię sobie takie podejście.

Napisany przez: AlbertWarszawa 20/09/2009, 22:11

QUOTE(Gronostaj @ 20/09/2009, 18:19)
A co do tego przejęcia Bellony przez coś innego, to czy są szanse, że nowy właściciel pozostawi serię HB przy życiu?

Pozdrawiam!
*



No przecież nie będą, cytując Siarę z filmu Kiler, "urywać kurze złotych jaj" wink.gif

Napisany przez: mariusz 70 21/09/2009, 6:54

No wiesz Gregski, na statek Ci ksiazek nie wysla wink.gif W sumie odliczajac koszta przesylki to robimy zakupy na podobna sume,teraz jeszcze mi dochodzi prenumerata z Amercomu.Ale i tak nie starcza i ostatni tydzien w miesiacu nie mam co czytac.Internet troche ratuje sytuacje.Piekne to byly czasy jak sie mieszkalo blisko biblioteki garnizonowej.
Jedna sprawa mnie interesuje,jezeli Belona ma klopoty to jaka jest sytuacja Pelty? Bedac w W-wie zawsze chetnie tam zachodze.Pod Warszawa istnieje tez od niedawna stacjonarna ksiegarnia Historytonu,czy ktos juz mial okazje ja odwiedzic?Ciekawy jestem opini.

Napisany przez: AlbertWarszawa 21/09/2009, 7:50

QUOTE(mariusz 70 @ 21/09/2009, 7:54)
Jedna sprawa mnie interesuje,jezeli Belona ma klopoty to jaka jest sytuacja Pelty? Bedac w W-wie zawsze chetnie tam zachodze.Pod Warszawa istnieje tez od niedawna stacjonarna ksiegarnia Historytonu,czy ktos juz mial okazje ja odwiedzic?Ciekawy jestem opini.
*



Co do Pelty to byłem tam w zeszłym tygodniu - jak stała tak stoi wink.gif Nadal bogata oferta książek i modeli, nadal jacyś klienci się tam kręcą (rzadko jest się samym), więc chyba jakoś dają radę.
W Historytonie nie byłem, nie widzę potrzeby jechać pod Warszawę, skoro mogę kupić przez internet albo w bliższych księgarniach stacjonarnych.

Napisany przez: Shell 21/09/2009, 9:02

to co jest z określonych wydawnictw i dziedzin zamawiam u Wanaxa. Nigdy się nie zawiodłem. Poza tym zamawiam z reguły w księgarniach internetowych wydawnictw dzięki czemu można dorobić się zniżek, często tez wysyłka jest "free". Świetnie działa księgarnia internetowa wydawnictwa Marek Derewiecki (dawny Antyk), dobrze tez Bellona, Ossolineum. Wyd. Adam Marszałek ma zwyczaj wysyłania sporych książek zwykłymi listami- odpukać na razie wszystkie do mnie dotarły...

Zamawiam także w Merlinie, ale parę razy się na nich zawiodłem tzn. niesamowicie przedłużali wysyłkę, często dzielili zamówienia bo nagle okazywało się, że danej pozycji jednak nie ma w magazynie (a miała być dostępna od ręki), niestety parę razy zdarzyło się, że ksiązki trafiały do mnie pobrudzone czy porysowane (okładki)- prawdopodobnie to wina "brutalnego" pakowania...
Natomiast jako stały klient mam często wysyłkę kurierem za darmo, a także można trafić na fajne promocje.

Napisany przez: AlbertWarszawa 21/09/2009, 9:37

QUOTE(Shell @ 21/09/2009, 10:02)
niestety parę razy zdarzyło się, że ksiązki trafiały do mnie pobrudzone czy porysowane (okładki)- prawdopodobnie to wina "brutalnego" pakowania...
*



Albo faktu, że: a) leżały w zakurzonym/brudnym magazynie; b) były wystawione w księgarni stacjonarnej i były macane prze hordy ludzi - niektóre książki np. w Empikach wyglądają fatalnie, człowiek bije się z myślami w wypadku sytuacji, gdy akurat tytuł jest trudno dostępny - kupić niezbyt piękny egzemplarz czy próbować znaleźć w innym miejscu.

Napisany przez: mariusz 70 21/09/2009, 12:35

No to ja musze w temacie pakowania pochwalic Historyton,papieru i foli z babelkami nie zaluja,az sie czlowiek nameczy aby sie do ksiazek dostac. smile.gif
Wlasnie przegladam oferte polecanego przez Shella Wanaxa i jestem b.pozytywnie zaskoczony,darmowe wysylki,rabaty,przyzwoity katalog.Widze tez ze Bellonama uczciwy zwyczaj pobierania oplat od wagi paczki,a nie liczby pozycji.Koszty przesylek sa ostatnio tak astronomiczne ze wynosza srednio 35-40 % ceny zamowienia.W wypadku ospreyow Amercomu jest to nawet 50 %. Mozecie jeszcze cos polecic?

Napisany przez: Gronostaj 21/09/2009, 20:37

Kupuję niemal w 90% w Historytonie i Bellonie, czasami też w Odkrywcy. W innych księgarniach tylko wtedy, gdy danej pozycji nie ma w powyżej wymienionych sklepikach internetowych. Jestem zadowolony szczególnie z zakupów na stronie...Bellony. Zawsze bardzo szybko przyślą, jeszcze trochę cenę zaniżają.

Pozdrawiam!

Napisany przez: 20 Sądecki Pułk Piechoty 21/09/2009, 20:56

QUOTE
Kupuję niemal w 90% w Historytonie i Bellonie, czasami też w Odkrywcy. W innych księgarniach tylko wtedy, gdy danej pozycji nie ma w powyżej wymienionych sklepikach internetowych. Jestem zadowolony szczególnie z zakupów na stronie...Bellony. Zawsze bardzo szybko przyślą, jeszcze trochę cenę zaniżają.


Tak samo robię ja.
Ostatnio sie przymiarzam do "Dobrej Książki" bo tylko tam znalazłem "fortyfikacje A-W w czasach Conrada".

P.S. Gronostaju nie masz dokładniejszych informacji kiedy wyjdzie Rumunia 1917? Październik czy może Listopad wink.gif ?

Napisany przez: Gronostaj 22/09/2009, 19:38

QUOTE(20 Sądecki Pułk Piechoty @ 21/09/2009, 21:56)
P.S. Gronostaju nie masz dokładniejszych informacji kiedy wyjdzie Rumunia 1917? Październik czy może Listopad wink.gif ?
*


Niestety od lipca mój stan wiedzy na ten temat nie uległ zupełnie zmianie. Poinformowano mnie, że książka wyjdzie "na jesieni". Ale kiedy to ja nie wiem.

Pozdrawiam!

Napisany przez: Napoleon7 27/09/2009, 15:02

A wracając do problemów związanych z pisaniem, to chciałbym pocieszyć (lub dobić - sam nie wiem jak to zostanie odebrane) osoby narzekające na obecny stan rzeczy...
1. Z pisania książek naukowych lub popularnonaukowych się nie wyżyje. Ani nawet się na tym nie zarobi - co najwyżej zwrócą się koszty. Więc nie narzekajmy, bo rzecz związana jest z czytelnictwem. Wydawca książki musi sprzedać a czytelników jest coraz mniej. Zarabia się zaś na obrotach. A reszta to czysta matematyka, przy czym będzie coraz gorzej, więc cieszmy się tym co mamy (póki jeszcze mamy).
2. Wniosek z tego taki, że pisać powinni tylko ci, którzy piszą dla własnej satysfakcji i mają z czego żyć. Choć przyznaję, że działalność zarobkowa znakomicie utrudnia pisanie (szczególnie jeżeli zasuwa się np. na dwa etaty...).
3. Dla pocieszenia dodam, że tak jest praktycznie wszędzie. Za granicą też.
4. Jak ktoś tego nie rozumie to dostanie w d... I słusznie (przepraszam za brutalizm mej wypowiedzi) bo świat trzeba zrozumieć aby odnieść w nim sukces. A nic tak dobrze nie uczy jak własne błędy (jeżeli oczywiście wyciąga się z nich właściwe wnioski - ale to już chyba tylko kwestia czasu).
Pozdrawiam wszystkich sfrustrowanych twórców i życzę sukcesów (także finansowych)!!!

Napisany przez: Krzysztof M. 28/09/2009, 8:21

QUOTE(Napoleon7 @ 27/09/2009, 15:02)
1. Z pisania książek naukowych lub popularnonaukowych się nie wyżyje. Ani nawet się na tym nie zarobi - co najwyżej zwrócą się koszty.
*



Myślę, że kilku cwa... przepraszam, autorów książek w serii HB na swoje wyszło rolleyes.gif .

Napisany przez: AlbertWarszawa 28/09/2009, 8:40

QUOTE(Krzysztof M. @ 28/09/2009, 9:21)
QUOTE(Napoleon7 @ 27/09/2009, 15:02)
1. Z pisania książek naukowych lub popularnonaukowych się nie wyżyje. Ani nawet się na tym nie zarobi - co najwyżej zwrócą się koszty.
*



Myślę, że kilku cwa... przepraszam, autorów książek w serii HB na swoje wyszło rolleyes.gif .
*



Dokładnie. Szczególnie takich, którzy korzystali tylko z ogólnie dostępnych polskojęzycznych publikacji.
Ja przymierzam się do pisania książki i na literaturę już wydałem i wydam w sumie kilka tysięcy złotych. Na ten temat praktycznie nie ma nic po polsku i nie wiem jak bym się starał - nie ma szans korzystać tylko z polskich publikacji, więc sprowadzam książki z zagranicy. I mam pełną świadomość, że to mi się nie zwróci i bedę finansowo "do tyłu". Ale ja piszę książkę wyłącznie z autentycznej pasji i dla własnej satysfakcji.

Napisany przez: redbaron 28/09/2009, 10:27

QUOTE
=AlbertWarszawa 28/09/2009, 9:40]
QUOTE(Krzysztof M. @ 28/09/2009, 9:21)

Myślę, że kilku cwa... przepraszam, autorów książek w serii HB na swoje wyszło rolleyes.gif .
*


Dokładnie. Szczególnie takich, którzy korzystali tylko z ogólnie dostępnych polskojęzycznych publikacji.
Ja przymierzam się do pisania książki i na literaturę już wydałem i wydam w sumie kilka tysięcy złotych. Na ten temat praktycznie nie ma nic po polsku i nie wiem jak bym się starał - nie ma szans korzystać tylko z polskich publikacji, więc sprowadzam książki z zagranicy. I mam pełną świadomość, że to mi się nie zwróci i bedę finansowo "do tyłu". Ale ja piszę książkę wyłącznie z autentycznej pasji i dla własnej satysfakcji.
*


Myślę, że na "Verdun" troszkę zarobię. W każdym razie licząc książki, które specjalnie pod to kupiłem (a nie takie, które kupiłem ze względu na I wojnę światową). No i do tego tygodniowy pobyt w Berlinie/Poczdamie - na podłodze waletowanie u kolegi w akademiku. I materiały się zebrały. W każdym razie licząc "na oko" zaliczka te koszta pokryła. Ale do tego jeszcze dochodzi koszt dodatkowych egzemplarzy - ich rozesłania itp.

Napisany przez: AlbertWarszawa 28/09/2009, 11:02

QUOTE(redbaron @ 28/09/2009, 11:27)
QUOTE
=AlbertWarszawa 28/09/2009, 9:40]
QUOTE(Krzysztof M. @ 28/09/2009, 9:21)

Myślę, że kilku cwa... przepraszam, autorów książek w serii HB na swoje wyszło rolleyes.gif .
*


Dokładnie. Szczególnie takich, którzy korzystali tylko z ogólnie dostępnych polskojęzycznych publikacji.
Ja przymierzam się do pisania książki i na literaturę już wydałem i wydam w sumie kilka tysięcy złotych. Na ten temat praktycznie nie ma nic po polsku i nie wiem jak bym się starał - nie ma szans korzystać tylko z polskich publikacji, więc sprowadzam książki z zagranicy. I mam pełną świadomość, że to mi się nie zwróci i bedę finansowo "do tyłu". Ale ja piszę książkę wyłącznie z autentycznej pasji i dla własnej satysfakcji.
*


Myślę, że na "Verdun" troszkę zarobię. W każdym razie licząc książki, które specjalnie pod to kupiłem (a nie takie, które kupiłem ze względu na I wojnę światową). No i do tego tygodniowy pobyt w Berlinie/Poczdamie - na podłodze waletowanie u kolegi w akademiku. I materiały się zebrały. W każdym razie licząc "na oko" zaliczka te koszta pokryła. Ale do tego jeszcze dochodzi koszt dodatkowych egzemplarzy - ich rozesłania itp.
*



Mnie tylko jedna (ale podstawowa i konieczna) pozycja kosztowała równowartość pół pensji (nie żartuję), choć fakt, że zarabiam słabo. Książka z 1990 r., trudno dostepna, przez co droga, sprowadzana przez Amazon z USA. Więcej tak drogich książek na szczęście już nie potrzebuję, ale takich za np. 300 zł kilka się znajdzie...

Napisany przez: Łukasz Przybyło 28/09/2009, 12:27

QUOTE(AlbertWarszawa @ 28/09/2009, 11:02)
Mnie tylko jedna (ale podstawowa i konieczna) pozycja kosztowała równowartość pół pensji (nie żartuję), choć fakt, że zarabiam słabo. Książka z 1990 r., trudno dostepna, przez co droga, sprowadzana przez Amazon z USA. Więcej tak drogich książek na szczęście już nie potrzebuję, ale takich za np. 300 zł kilka się znajdzie...
*



Czasami warto podpytać. Dlatego internet jest takim genialnym medium. Bo może się okazać że ktoś to ma. Mi się tak zdarzyło już kilkukrotnie.

Napisany przez: AlbertWarszawa 28/09/2009, 12:38

QUOTE(Łukasz Przybyło @ 28/09/2009, 13:27)
QUOTE(AlbertWarszawa @ 28/09/2009, 11:02)
Mnie tylko jedna (ale podstawowa i konieczna) pozycja kosztowała równowartość pół pensji (nie żartuję), choć fakt, że zarabiam słabo. Książka z 1990 r., trudno dostepna, przez co droga, sprowadzana przez Amazon z USA. Więcej tak drogich książek na szczęście już nie potrzebuję, ale takich za np. 300 zł kilka się znajdzie...
*



Czasami warto podpytać. Dlatego internet jest takim genialnym medium. Bo może się okazać że ktoś to ma. Mi się tak zdarzyło już kilkukrotnie.
*



Namierzyłem w polskim internecie osobę, która być może miała tę książkę, ale nie odpowiedziała na moją wiadomość na gadu-gadu, wobec tego postanowiłem załatwić tę sprawę sam. Ale nie żałuję tych pieniędzy, należę do osób, które lubią mieć na własność potrzebne książki. Poza tym jest to pozycja naprawdę świetna, podstawowa, bez niej nie wyobrażam sobie napisania własnej książki, warto było wydać "majątek" wink.gif

Napisany przez: Stonewall 12/11/2009, 16:06

Panie i Panowie!
Lada dzień nakładem Bellony ma ukazać się dzieło Christophera Clarka „Prusy. Powstanie i upadek 1600-1947”, przełożone przez naszego forumowego kolegę Rhetora (Jana Szkudlińskiego).
http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=fut&bid=4398&page=1

Napisany przez: Stonewall 12/11/2009, 16:06

Panie i Panowie!
Lada dzień nakładem Bellony ma ukazać się dzieło Christophera Clarka „Prusy. Powstanie i upadek 1600-1947”, przełożone przez naszego forumowego kolegę Rhetora (Jana Szkudlińskiego).
http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=fut&bid=4398&page=1

Napisany przez: polpatr 12/11/2009, 16:30

QUOTE(Stonewall @ 12/11/2009, 16:06)
Panie i Panowie!
Lada dzień nakładem Bellony ma ukazać się dzieło Christophera Clarka „Prusy. Powstanie i upadek 1600-1947”, przełożone przez naszego forumowego kolegę Rhetora (Jana Szkudlińskiego).
http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=fut&bid=4398&page=1
*


Ciekawa pozycja, tylko cena odstrasza.

Napisany przez: Łukasz Przybyło 13/11/2009, 13:21

QUOTE(polpatr @ 12/11/2009, 16:30)
QUOTE(Stonewall @ 12/11/2009, 16:06)
Panie i Panowie!
Lada dzień nakładem Bellony ma ukazać się dzieło Christophera Clarka „Prusy. Powstanie i upadek 1600-1947”, przełożone przez naszego forumowego kolegę Rhetora (Jana Szkudlińskiego).
http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=fut&bid=4398&page=1
*


Ciekawa pozycja, tylko cena odstrasza.
*



Może będzie na targach książki historycznej w lepszej cenie.

Napisany przez: ConradP 18/11/2009, 10:25

Tak mnie znowu naszły refleksje. Jak to jest, że np. Rebis wydaje książki nieraz uznanych zagranicznych autorów (na pewno trzeba im też zapłacić), gdzie dochodzi koszt tłumaczenia i korekty (najczęściej zadowalające). Książki są wydane na dobrym papierze, z kolorowymi zdjęciami na kredowej wkładce, w twardej oprawie z obwolutą i kosztują 40-50zł.
A w Inforcie wydają maczkiem, żeby zejść z ceny. Ja wiem, że kolos liczy koszty inaczej, ale przecież też muszą kalkulować jakiś zysk na każdej książce. Inaczej byłoby bez sensu.
Żeby nie było, że czepiam się tylko biednego Infortu (naprawdę lubię ich książki). Właśnie wyszło nowe wydanie "Kozietulski i inni" Brandysa, z Wydawnictwa MG. Wiadomo... Klasyka... Do tego nie mam w sowjej biblioteczce, więc też sięgnąłem wczoraj w księgarni po nią z zainteresowaniem. Książka przeciętnej grubości, spory format, w twardej oprawie, bez obwoluty (rzecz gustu). Ale w środku papier marnej jakości, ŻADNYCH zdjęć, rycin, rysunków, mapek. Cena 60PLN... A wydawca na okładce pisze, że pragnie popularyzować znakomity styl pisarski Autora (w ten nie wątpię). Po przejrzeniu odstawiłem książkę na półkę. Nie dlatego, że nie stać mnie na wydanie tych 60zł na książkę, tylko po prostu uważam, że to wydanie nie jest warte swej ceny.

Napisany przez: Von Schlick 18/11/2009, 12:29

QUOTE
Właśnie wyszło nowe wydanie "Kozietulski i inni" Brandysa, z Wydawnictwa MG. Wiadomo... Klasyka...


a musisz mieć nowe wydanie?
W antykwariacie kupisz za 5 PLN

Napisany przez: ryba_pila 18/11/2009, 15:09

Chyba chodzilo mu o to, ze takie wydanie starej ksiazki (gdzie chyba nie trzeba placic za prawa autorskie) nie powinno kosztowac 60zl. Ja tez bym takiej ksiazki nie kupil w takiej cenie.
Kup sobie to wydanie, ja je mam (twarda oprawa):
http://allegro.pl/item819259626_kozietulski_i_inni_marian_brandys_nowa.html

Napisany przez: ConradP 18/11/2009, 16:34

Tak, dokładnie o to mi chodziło. Dzięki za linka.

Napisany przez: hubimohi93 18/11/2009, 18:15

Co się stało z Płowcami 1331? Termin wydania książki na rynek miał być 17 listopada tego roku... confused1.gif

Napisany przez: Damian W. 18/11/2009, 21:40

QUOTE(hubimohi93 @ 18/11/2009, 18:15)
Co się stało z Płowcami 1331? Termin wydania książki na rynek miał być 17 listopada tego roku... confused1.gif
*



Książka już jest dostępna na stronie wydawcy wink.gif: http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=new&bid=4405&page=0. Mamy po prostu tradycyjne już opóźnienie ze strony Bellony wink.gif.

Pozdrawiam!
DW

Napisany przez: polpatr 18/11/2009, 21:50

QUOTE(Damian W. @ 18/11/2009, 21:40)
QUOTE(hubimohi93 @ 18/11/2009, 18:15)
Co się stało z Płowcami 1331? Termin wydania książki na rynek miał być 17 listopada tego roku... confused1.gif
*



Książka już jest dostępna na stronie wydawcy wink.gif: http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=new&bid=4405&page=0. Mamy po prostu tradycyjne już opóźnienie ze strony Bellony wink.gif.

Pozdrawiam!
DW
*


Jeśli chodzi o bitwę pod Płowcami to wydawnictwo Templum przygotowuje pozycję "Marcin Skrobek - Radziejów-Płowce 1331. Studium militarne". Książka ma się ukazać w Kwietniu następnego roku.

Napisany przez: Primo! 25/03/2010, 8:51

Odświeżam ten zapomniany wątek, wracając do tematu życiowych perypetii autorów książek historycznych. smile.gif

Wczoraj wieczorem dowiedziałem się od wydawcy, z którym wiązałem pewne nadzieje, że nie wciśnie mojej książki (lub dwóch książek) w swoje najbliższe plany wydawnicze. Piszę prace o tematyce "grunwaldzkiej" i zależy mi na publikacji przed 15 lipca b. r. Tego warunku wyżej wspomniany wydawca nie mógł spełnić z powodu poważnych zaległości wydawniczych. Wydanie książki "grunwaldzkiej" 15 sierpnia, czy 15 września mija się z celem. Jest wręcz irracjonalne z marketingowego punktu widzenia.

Sprawa byłaby prostsza, gdyby moje dziełko było ukończone. Tymczasem czeka mnie jeszcze 7-8 tygodni pracy. Tekst będzie więc gotowy "na ostatnią minutę". Będę miał sporo czasu na pisanie, albowiem od kwietnia staję się radosnym klientem usług PUP. wink.gif

Szukam wydawnictwa, które w EKSPRESSOWYM tempie wyda moją książkę/książki. Mogę zapewnić grafika, korektę, a nawet w ekstremalnym przypadku, komputerowy skład. Od wydawcy oczekuję inwestycji finansowej, przyzwoitego nakładu i rozwiniętej sieci dystrybucji, bo naprawdę może na tym coś zarobić. smile.gif

To nie jest ogłoszenie, lecz prośba do kolegów-forumowiczów o sugestie dotyczące wydawnictw. Mam już listę mailingową oficyn, ale może jeszcze kogoś mi dorzucicie? confused1.gif

Napisany przez: AlbertWarszawa 25/03/2010, 8:55

QUOTE(Primo! @ 25/03/2010, 9:31)
Wydanie książki "grunwaldzkiej" 15 sierpnia, czy 15 września mija się z celem. Jest wręcz irracjonalne z marketingowego punktu widzenia.


Czy ja wiem? Według mnie nie ma co się aż tak przywiązywać do daty 15 lipca. Nie sądzę, by wydanie po tej dacie coś zmieniło na gorsze jeśli chodzi o wyniki sprzedaży. Myślę, że zwiększone zainteresowanie Grunwaldem będzie się utrzymywać jeszcze co najmniej kilka miesięcy. Ja bym się nie przejmował, tylko spokojnie pracował i bez ciśnienia szukał porządnego wydawcy, który jednak zapewni wydanie książki najpóźniej na przełomie roku.


Napisany przez: Primo! 25/03/2010, 9:05

To działa w dwie strony. Rocznice tworzą dłuższe zainteresowanie niektórymi tematami. To fakt, ale książka jest w Polsce towarem luksusowym (czytaj: elitarnym). Czytelnik, który kupi 3 książki z jednego tematu, niekoniecznie zainteresuje się czwartą, która ukaże się później. Finanse... sad.gif

Napisany przez: AlbertWarszawa 25/03/2010, 9:24

QUOTE(Primo! @ 25/03/2010, 10:05)
To działa w dwie strony. Rocznice tworzą dłuższe zainteresowanie niektórymi tematami. To fakt, ale książka jest w Polsce towarem luksusowym (czytaj: elitarnym). Czytelnik, który kupi 3 książki z jednego tematu, niekoniecznie zainteresuje się czwartą, która ukaże się później. Finanse... sad.gif
*



Hmm, to jeszcze zależy od tego o czym konkretnie piszesz. Czy chodzi o zapowiadane przez Ciebie Płowce? Czy kolejną książkę o Grunwaldzie? Jeśli to drugie to faktycznie rynek jest raczej nasycony.

EDIT: Chociaż w rocznicowej "gorączce" niektórzy może będą kupować wszystko jak leci wink.gif


Napisany przez: P. Benken 25/03/2010, 18:55

Primo, z całym szacunkiem dla Ciebie, ale IMHO nikt rozsądny Ci tego nie wyda na warunkach, jakie proponujesz... Zdecydowanie za mało czasu, a "towar" nawet jeszcze niegotowy. Może gdybyś się nazywał Brzeziński... Ale jeśli jest inaczej, to cienko to widzę. smile.gif


© Historycy.org - historia to nasza pasja (http://www.historycy.org)