Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
9 Strony  1 2 3 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Nawyki żywieniowe i imprezy w PRL
     
OGUREK
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.314
Nr użytkownika: 94.475

 
 
post 16/09/2015, 6:23 Quote Post

Witam!
Pytytanie kieruje przede wszystkim do pamiętających PRL userów.
Co jedzono podczas i po imprezach w czasie PRL?
Dzisiaj trudno mi wyobrazić sobie "domówke" bez czipsów lub pizzy na telefon. Podobnie zastanawiam się jaka była alternatywa dla piątkowego lub sobotniego, całonocnego rozbijania się po klubach lub dyskotekach bez szybkiego kebaba, burgera czy grilla w parku wink.gif

W skrócie, co jedliście PRL-owscy imprezowicze?
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
Duncan1306
 

Milutki tygrysek lewakożerca
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.397
Nr użytkownika: 97.206

Wlodzimierz Sodula
Zawód: amator historii
 
 
post 16/09/2015, 6:43 Quote Post

Jak pamietam na początku lat 80-tych zajadałem się na Krakowskim frytkami a jak była impreza na chacie to najlepiej było zaprosić kogoś z domową wałówką. Mieszkałem na Kicu - 3 mety w pobliżu a wałówkę ktoś zwykle miał. Czasem było krucho z kasą. Kiedyś siedzieliśmy w Harendzie w 12 osób przy jednej coca-coli.
Na lato jeździło się na bazę nad Czarną Hańczę. W pobliży była ajentka u której za parę groszy można było kupić tzw. standart -ziemniaki z sosem i surówką. Dało się tym najeść. A fundusze i tak szły na alkohol rolleyes.gif Przy czym od razu można było poznać początek turnusu - wódeczka , piwko jakaś mięsna zagrycha i wieczorne śpiewy podlewane - od końca tury -jabole różnej maści ( np Wigraszki lub Biały Mazur) a impreza często przenoszona na samo południe -aby efekty były a koszt minimalny. rolleyes.gif

Ten post był edytowany przez Duncan1306: 16/09/2015, 6:45
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 16.863
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 16/09/2015, 7:36 Quote Post

QUOTE
Dzisiaj trudno mi wyobrazić sobie "domówke" bez czipsów lub pizzy na telefon. Podobnie zastanawiam się jaka była alternatywa dla piątkowego lub sobotniego, całonocnego rozbijania się po klubach lub dyskotekach bez szybkiego kebaba, burgera czy grilla w parku

To się jadło co się zrobiło wink.gif.
Generalnie pamiętam, że wtedy więcej się zakąszało niż zapijało, a na tym co się dzisiaj nazywa "domówką" jadło się kanapki, ogórki (sporo się wtedy robiło domowych przetworów) i jak ktoś miał zapędy i chęci do przygotowania to jakieś zakąski. Jak poważniejsza impreza to coś gorącego - bigos np. lub flaczki.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
Baszybuzuk
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.365
Nr użytkownika: 50.178

Stopień akademicki: Nadszyszkownik
Zawód: IT
 
 
post 16/09/2015, 8:34 Quote Post

W dzień z fast foodów działały różne budy i budki z hotdogami, które wbrew pozorom zwykle nie zawierały parówki, ale gęsty sos z pieczarkami. Taki hotdog na miarę naszych możliwości. Potem przyszły jeszcze zapiekanki - ale wszystko to było jedzeniem dziennym.

Osoby nie pamiętające PRL nie zdają sobie sprawy, jak martwe były w nocy polskie miasta. Jasne, w największych było pewne nocne życie, ale generalnie imprezowało się w domach czy melinach, ewentualnie turystycznie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
Erich_Von_Manstein
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 47
Nr użytkownika: 71.408

 
 
post 16/09/2015, 8:48 Quote Post

^^ mój ociec jakoś dobrze wspomina dancingi w PRLu. Choć nie były to takie imprezy jak dziś tylko bardziej grzeczne ale alkohol czy słynne koreczki były dostępne. Najbardziej mnie rozbawiły opowieści o tym jak w ramach walki z alkoholizmem w pewnym okresie do wódki trzeba było zamówić jakieś jedzenie. Brało się więc "przechodnie" koreczki które potem zwracało i te brali kolejni goście z przymusu i tak samo zwracali.

Co do martwych miast wieczorami to takie były jeszcze pod koniec lat 90tych. Nawet w 2002/2003 roku powroty z Wiednia do Krakowa były straszliwie depresyjne.
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
Baszybuzuk
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.365
Nr użytkownika: 50.178

Stopień akademicki: Nadszyszkownik
Zawód: IT
 
 
post 16/09/2015, 9:26 Quote Post

QUOTE(Erich_Von_Manstein @ 16/09/2015, 8:48)
Co do martwych miast wieczorami to takie były jeszcze pod koniec lat 90tych. Nawet w 2002/2003 roku powroty z Wiednia do Krakowa były straszliwie depresyjne.


To trochę zaskakujące, jako okres kiedy to się zmieniło identyfikowałbym połowę lat 90-tych - potężny wzrost sprzedaży produktów browarów, rozwój pubów, umasowienie różnych plenerowych koncertów i początki sceny klubowej.

Oczywiście nijak to porównać z najazdem pijanych Wyspiarzy balującymi całą noc, ale towarzyszący zmianom wskazanym powyżej wielki wzrost osób liczby studiujących (w sytuacji, kiedy nie było jeszcze demograficznego załamania) w stosunku do realiów PRLu znacząco odmienił przynajmniej pewne części miast.

Ten post był edytowany przez Baszybuzuk: 16/09/2015, 9:26
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.164
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 16/09/2015, 9:35 Quote Post

Byloby bardzo uzyteczne gdyby autorzy postow okreslali czasookres o ktorym pizza. Mozna to zrobic bardzo prosto, podajac np. w nawiasach okres z uzyciem nazwiska wtedy rzadzacego. Pisze to majac na uwadze, ze sporo czytajacych ten watek to ludzie mlodzi, urodzeni np. po 1990 roku i ktorzy czytajac np. zdanie z postu uzytkownika Baszybuzuk (W dzień z fast foodów działały różne budy i budki z hotdogami) beda myslec, ze te hotdogi byly "od zawsze". Bledny wniosek. Hotdog za czasow tow. Bieruta i tow. Gomulki ??? Narod nawet nie wiedzial, ze takie cos istnieje bo jedynym produktem smako- i koloropodobnym byla krotka, grubawa parowka. A takich mamutow jak ja, pamietajacych lata piecdziesiate i szescdziesiate, to tu na Forum nie jest duzo ...

N_S
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #7

     
Baszybuzuk
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.365
Nr użytkownika: 50.178

Stopień akademicki: Nadszyszkownik
Zawód: IT
 
 
post 16/09/2015, 9:50 Quote Post

Masz rację - moje uwagi odnoszą się do końcówki lat 70-tych i pierwszej połowy lat 80-tych.

Ten post był edytowany przez Baszybuzuk: 16/09/2015, 9:50
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 16.863
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 16/09/2015, 10:00 Quote Post

QUOTE
Najbardziej mnie rozbawiły opowieści o tym jak w ramach walki z alkoholizmem w pewnym okresie do wódki trzeba było zamówić jakieś jedzenie. Brało się więc "przechodnie" koreczki które potem zwracało i te brali kolejni goście z przymusu i tak samo zwracali.

Dla barów pomysł nie był zły, małym kosztem dodatkowy pewny, bo wymuszony, zysk.

Natomiast co do większych szczegółów (piszę o latach 80-tych ale to tak raczej bardziej ponadczasowo) - zapomniałem wcześniej o galarecie, śledzikach (zresztą spotykane i dzisiaj, tylko częściej kupne), marynowanych grzybkach i sałatkach (głównie warzywna z majonezem).

QUOTE
Dzisiaj trudno mi wyobrazić sobie "domówke" bez czipsów

Wtedy (lata 70-te i 80-te) były już paluszki, np. "Lubelskie", czyli też można było coś pogryzać wink.gif.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #9

     
Lord Mich
 

Capitaine
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.143
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 16/09/2015, 10:47 Quote Post

Na forum był nawet temat o historii hamburgera w Polsce (i ogólnie fast foodów):
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=71838
Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #10

     
OGUREK
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.314
Nr użytkownika: 94.475

 
 
post 16/09/2015, 11:17 Quote Post

Co z nawykami? Kiedy jedzono te fastfoody?

Jak wyglądało takie nocne życie w poszczególnych okresach PRL? Czy jedzono te hot dogi albo zapieksy w srodku nocy? Czy wogóle występowalo w duzych miastach zjawisko całonocnego rajdu po klubach, dansingach itp?
Czy na wsiach co weekend jezdziły pielgrzymki młodych na dyskoteki w remizach lub przebudowanych oborach?
 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
Duncan1306
 

Milutki tygrysek lewakożerca
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.397
Nr użytkownika: 97.206

Wlodzimierz Sodula
Zawód: amator historii
 
 
post 16/09/2015, 11:27 Quote Post

QUOTE(OGUREK @ 16/09/2015, 12:17)
Co z nawykami? Kiedy jedzono te fastfoody?

Jak wyglądało takie nocne życie w poszczególnych okresach PRL? Czy jedzono te hot dogi albo zapieksy w srodku nocy? Czy wogóle występowalo w duzych miastach zjawisko całonocnego rajdu po klubach, dansingach itp?
Czy na wsiach co weekend jezdziły pielgrzymki młodych na dyskoteki w remizach lub przebudowanych oborach?
*


Wypady na zabawę do remizy często były połączone z ryzykiem, zwłaszcza jak odbywały się we wsi gdzie ogólnie rzecz biorąc moja miejscowość miała przechlapane. U siebie to z kolei sąsiedzi mieli przechlapane. Ale ryzyko było wliczone w koszta rolleyes.gif
W Wawie wtedy nie było jak dokonać nocnego rajdu no chyba ze było się bananowcem bo lokale co były otwarte były ponad kieszeń studenta.
A w środku nocy to tylko drogie lokale i hmm bardzo tanie lokale z pewnym zestawem gości były otwarte ale do tych drugich jak nie znałeś odpowiednich ludzi lepiej było nie wchodzić rolleyes.gif
więc na ogół imprezowało się w nocy u znajomych.
Poza tym - Pigalak istiał już wtedy w tym samym miejscu
 
User is offline  PMMini Profile Post #12

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.164
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 16/09/2015, 13:41 Quote Post

OGUREK
QUOTE
Jak wyglądało takie nocne życie w poszczególnych okresach PRL? Czy jedzono te hot dogi albo zapieksy w srodku nocy?

A wiec wezmy jeden taki "poszczegolny okres PRL" - lata szescdziesiate. W srodku nocy nic sie "na miescie" nie jadlo, bo nic nie bylo otwarte. Niektore lokale byly czynne dluzej (do 1, 2 w nocy) z soboty na niedziele - ale jesli napadly ciebie glody godzine po polnocy to nie mysl, ze znalazles cos do zjedzenia w restauracjach. Po polnocy zabawa dobiegala konca, kuchnia juz nie pracowala, goscie byli w wiekszosci juz nabutlowani, kelnerzy mieli to wszystko gdzies wiec jesli jakis glodny sie naprzykrzal to mogl dostac nie zarcie tylko w ryja. Byly wyjatki w postaci restauracji dworcowych (w Warszawie jedynie na nieistniejacym juz Dworcu Glownym) gdzie garkuchnia funkcjonowala cala dobe. Ale zjedzenie czegos przyzwoitego w takiej garkuchni pozna pora bylo groteska, czesto jedyna rzecza bylo danie "jarskie" (lycha ziemniakow polanych szarym sosem).
W ogole tamten okres (szczegolnie pierwsza polowa lat 60tych) to pustka w malej gastronomii ktora w zasadzie nie istniala. Miejsce gdzie w ciagu dnia mogles wejsc i szybko kupic cos strawnego ? W Warszawie - z tego co pamietam -najbardziej "atrakcyjne" byly takie dwa. Bar szybkiej obslugi w nieistniejacym juz supermarkecie SEZAM oraz (nieistniejacy) bar kolo dzisiejszego placu Bankowego, pod nazwa "Gruba Kaska". W tym ostatnim jeszcze w polowie lat siedemdziesiatych mozna bylo za cale 3.60 owczesnych zlotych zjesc calkiem smaczny kubek barszczu + pasztecik. Zarcie w Kasce nie bylo zreszta zle - nie moglo byc zle, bo w bezposrednim sasiedztwie byla siedziba warszawskiego komitetu PZPR a towarzysze zywili sie czesto i gesto w Kasce.
Ekskluzywniejsze locale byly porozrzucane (glownie w Srodmiesciu bo np. na takim Targowku czy Grochowie to zapomnij o tym) i byly drogie. Starowka miala ich kilka, w rynku byl "Krokodyl", "Bazyliszek", "Kamienne Schodki", winiarnia Fukier. Funkcjonowaly od polowy lat 50tych, niektore z nich z biegiem czasu stracily swoja ekskluzywnosc - ale np. "Krokodyl" jeszcze w srodku epoki Gierka byl miejscem gdzie ceny selekcjonowaly klientele, z calkiem niezlym asortymentem menu i nie bylo zadnym problemem wydac srednia miesieczna pensje na kolacje dla trojga ludzi. Acha, jeszcze jedno. W "Krokodylu", gdzies po 23:00 byly tzw. "wystepy artystyczne" - to znaczy, "artystka" w rytmie jakiegos przeboju przez 5 minut rozbierala sie. Za bycie widzem do rachunku doliczano + - 30 zl od lba przy stoliku.
To bylo lepsze niz standartowe warszawskie knajpy - ale w dalszym ciagu bylo siermiezne i "demokratyczno-ludowe". Pierwsza restauracja ktora miala charakter standartu zachodniego, byl lokal znajdujacy sie w dawnym hotelu "Forum". Hotel zostal otwarty na poczatku 1974 r. i od razu bylo wiadome, ze to nie dla obywatela PRLu. Na parterze byla restauracja z astronomicznymi cenami, barek gdzie za flaszke "Zywca" placilo sie 50 zl. i gdzie urzedowaly wyzszego sortu dewizowe prostytutki. Wrocmy do restauracji. Jakosc uslug - b. wysoka, menu - nie przynoszace wstydu. Za $ 40 dwie pary mialy uczte (pamietajmy, ze te $ 40 to bylo wiecej niz srednia miesieczna pensja). Szwedzi budujacy hotel wsadzili duza ilosc owczesnych gadzetow i tak np. po zupie, talerze plaskie do drugiego dania byly przywozone w urzadzeniu podgrzewajacym te talerze. Pelna Europa, no nie ? Ale dla nielicznych. Bylo to takze jedno z nielicznych miejsc gdzie mozna bylo placic karta kredytowa.

N_S
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #13

     
pejotlbis
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 282
Nr użytkownika: 97.178

Piotr Jakubowski
 
 
post 18/09/2015, 10:38 Quote Post

Witam!
to ciekawy temat "Historia żywienia i balowania".Nikt z Was nie poruszył tematu ze żywienie się było tez elementem propagandy.Mądrości wpajane ludziom wynikały rzecz jasna z niedostatków na rynku: w drugiej połowie lat 70-tych pojawiła się "propaganda rybna" nakłaniająca ludzi do spożywania tychże, przybrało to w tvp formę kilkudziesięciosekundowych, nawet zabawnych filmików animowanych, przekonywujących o wyższości ryb nad mięsem/bo z tym było już słabo/-ówczesne ludowe porzekadło głosiło "Jedżcie dorsze, gówno gorsze".
Obok ryb lansowano także wtedy nabiał
Tematem tamtych czasów godnym odnotowania był kryl , który to miał być dostarczany przez Flotę Dalekomorską , a który miał rozwiązać braki, wyrównac deficyty- spotykało się to z powszechną niechęcią- tajemnicą poliszynela było to że mączkę rybną , jako wypełniacz sypano gdzie się dało, a co wcale nie jest żartem do pasztetowej dodawano papier toaletowy, którego zresztą też okresowo bywało na lekarstwo.Nawiasem mówiąc nazwa handlowa pasztetowej brzmiała "Zaćpa śniadaniowa"
Jedynie na Święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy "rzucali" coś co uchodziło za luksus :szynkę, baleron, polędwicę,schab i wtedy się jadło
Pod koniec lat 70-tych aby coś kupić ludzie stali pod "rzeżnikami" całą noc, aby być pierwsi rano przy otwarciu.
O stanie zaopatrzenia tamtych czasów sporo mówi kabaretowy program Laskowika i Smolenia "Z tyłu sklepu" z Opola 1980.
Jesli chodzi o prywatki królowała wóda i wino "Okęcie"- piwa było mało
Podczas stanu wojennego trochę się chapnęło paczek -szynka, bekon z puszki, z prywatek pamiętam kanapki z pasztetem, pizza stała się popularna w Polsce właśnie w pierwszej połowie lat 80-tych chyba głównie na jej "śmieciowy" charakter, w tym także czasie pojawiła się inna potrawa -najbardziej chyba charakterystyczna dla stanu wojennego "fastfood"-Hot dog , ale z pieczarkami zamiast parówki, obok rzecz jasna klasycznej ,śmierdzącej zapiekanki.
Odrębnym rozdziałem były ówczesne ersatze -wyroby czekoladopodobne.
Pamiętam że w latach 80-tych delikatnie był lansowany wegetarianizm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #14

     
Mawr
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 717
Nr użytkownika: 90.773

 
 
post 18/09/2015, 11:23 Quote Post

QUOTE
Witam!
to ciekawy temat "Historia żywienia i balowania".Nikt z Was nie poruszył tematu ze żywienie się było tez elementem propagandy.Mądrości wpajane ludziom wynikały rzecz jasna z niedostatków na rynku: w drugiej połowie lat 70-tych pojawiła się "propaganda rybna" nakłaniająca ludzi do spożywania tychże, przybrało to w tvp formę kilkudziesięciosekundowych, nawet zabawnych filmików animowanych, przekonywujących o wyższości ryb nad mięsem/bo z tym było już słabo/-ówczesne ludowe porzekadło głosiło "Jedżcie dorsze, gówno gorsze".
Obok ryb lansowano także wtedy nabiał

Podobne rzeczy są lansuje obecnie w USA, tam to muszą mieć niedostatki żywności
 
User is offline  PMMini Profile Post #15

9 Strony  1 2 3 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej