Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Zamach na Gomułkę i Chruszczowa, zamachy bombowe w PRL
     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.253
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 17/06/2017, 13:03 Quote Post

Szlag mnie trafia w przypadku tej sprawy.
Im więcej czytam, to tym więcej mam wątpliwości.
http://sosnowiec.naszemiasto.pl/artykul/za...rt,t,id,tm.html
 
User is offline  PMMini Profile Post #16

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.461
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 17/06/2017, 13:51 Quote Post

Dzięki poldas372, zdjęcie z twojego linku sprawia, iż muszę jeszcze sam siebie poprawić:

QUOTE
Prawdopodobnie jednak Chruszczow i Gomułka poruszali się limuzyną jakoś tam opancerzoną


Jak wskazuje owo zdjęcie, oficjele podróżowali kabrioletem. Przed eksplozją miny zawieszonej na drzewie nic by ich więc nie chroniło.


Ten post był edytowany przez Speedy: 17/06/2017, 13:52
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #17

     
wysoki
 

X ranga
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 17.421
Nr użytkownika: 72.513

Rafal Mazur
Stopień akademicki: magazynier
 
 
post 18/06/2017, 8:52 Quote Post

QUOTE(Pomorski Wilk @ 17/06/2017, 2:14)
QUOTE(wysoki @ 16/06/2017, 13:53)
Pomijając w tym momencie kwestie moralne, czyli zamach terrorystyczny na przywódców państw, w którym mogły zginąć postronne osoby i stawanie się za to idolem współczesnej młodzieży - za samo próbowanie już mu się bycie idolem nie należy?


Akurat głów tych państw czy aparatczyków z PZPR i KPZR nie byłoby mi szkoda. A przypadkowe osoby? Siła wyższa. Przecież nie oni byli celem.

Myślę, że walka z bronią w ręku jest wizją o wiele bardziej romantyczną niż zamach terrorystyczny. Śmiem jednak twierdzić, że Jaros byłby bohaterem dla polskiej prawicy i wzorem dla młodzieży gdyby udało mu się zabić Gomułkę i Chruszczowa.
*


Nie widzę jednak odpowiedzi Wilku czemu samo próbowanie nie wystarczy. W innych miejscach piszesz o Wyklętych - oni też tylko próbowali i nic im się nie udało. Czemu oni są bohaterami a p. Jaros nie?
Czym się różnią?
Bo na mój gust tylko tym, że młodzież została poinformowana o istnieniu Wyklętych a o p. Jarosie nie wie nic...

Dlatego wątek zostawiam, choć założony bez zastosowania regulaminu.
Na szczęście inni Forumowicze wsparli tu założyciela a i sama informacja może poszerzy wiedzę, że w Polsce nie sami tylko Wyklęci coś robili... Próbowali.


Jak widzę kwestia założenia wątku w ogóle została wyjaśniona:

QUOTE
1. W zamachu z 1959 Jaros wcale nie użył zapalnika zegarowego - zdetonował minę zdalnie, przewodowo.  (...) Jaros w śledztwie zeznał, że nie zamierzał zabić Chruszczowa, jego bomba miała być tylko środkiem politycznej manifestacji i ośmieszenia służb MO i SB. Dlatego zdetonował ją na długo przed przejazdem delegacji, na pustej praktycznie ulicy


Jeśli jest to prawda, a detonowanie zdalne na to wskazuje, to zamach udany być nie mógł, bo sam zamachowiec nie zamierzał zabijać.


Jak ktoś jeszcze chce coś dodać to zapraszam, potem temat zamknę i zostawię, aby można się było z nim zapoznawać. Chyba, że są chętni do kontynuowania go jako podstawy do dyskusji ogólniejszej, np. w ogóle o zamachach w PRL.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.461
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 18/06/2017, 9:17 Quote Post

Ja bym proponował nie zamykać, ewentualnie przekształcić w temat bardziej ogólny Zamachy w PRL czy coś w tym rodzaju. Bo jeszcze chciałem dopisać coś na temat Jarosa, tylko muszę ustalić skąd ja to wiem smile.gif a teraz nie mam czasu bo chwilowo muszę wyjść z domu.


OK, nie śpieszy się a temat wart na pewno kontynuacji, zwłaszcza że dzięki Wam znacznie się rozwinął.
Potem go w takim razie przeniosę do działu PRL i zmodyfikuję tytuł.




Ten post był edytowany przez wysoki: 18/06/2017, 11:17
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #19

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.253
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 18/06/2017, 9:26 Quote Post

QUOTE
Jeśli jest to prawda, a detonowanie zdalne na to wskazuje, to zamach udany być nie mógł, bo sam zamachowiec nie zamierzał zabijać.
Siebie? Zgoda.
Co do reszty, brak zgody.
Dwie osoby zostały poranione.
Mogło być gorzej.

Kojarzę jeszcze zamach bombowy dokonany przez braci Kowalczyków w Opolu.
Tutaj również sprawa jest niejasna.
Chcieli wyzabijać milicjantów, czy też była to jedynie demonstracja w stylu "bójcie się".
Są dwie wersje:
- celowe ustawienie zapalnika na 40 minut po północy.
- Błędne ustawienie zapalnika czasowego, albo jego defekt.
 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
Speedy
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.461
Nr użytkownika: 3.192

 
 
post 18/06/2017, 23:36 Quote Post

No więc to co jeszcze chciałem dopisać na temat S. Jarosa: trochę jest tu http://www.newsweek.pl/polska/zabic-wieslawa,24685,1,1.html, trochę tu http://albumpolski.pl/artykul/zamachowiec-z-zagorza a mam wrażenie, że kiedyś czytałem to jeszcze gdzieś indziej, gdzie było więcej szczegółów (np. daty zamachów, nazwiska milicjantów) a mniej błędów.

Otóż w 1948 roku 16-letni wówczas Jaros został aresztowany pod zarzutem współpracy z podziemiem antykomunistycznym. Z Fabryki Kotłów Przemysłowych w Sosnowcu, gdzie wówczas pracował, ukradł on części broni palnej oraz około 100 naboi (jak widać fabryka nie tylko kotły miała w asortymencie). W śledztwie był brutalnie traktowany, bity itd. tak jak to było zwyczajnie w tamtych czasach. No i w końcu sąd skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 2 lata.

Nie żebym się uważał za jakiegoś znawcę i eksperta od stalinowskiego sądownictwa i tamtego okresu. Raczej wręcz przeciwnie. Niemniej taki wyrok z takiego paragrafu w takim okresie wydaje mi się zadziwiająco łagodny. Wiem, że oskarżony był młodociany, ale jednak... czy to nie dziwne trochę?

Najwyraźniej Jaros zaczekał do upływu czasu zawieszenia i dopiero w 1951 rozpoczął serię aktów dywersji, jak zeznał później, by się zemścić na milicji i UB za złe traktowanie. W 1951 w Dąbrowie Górniczej wysadził w powietrze skrzynkę rozdzielczą systemu kolejowej łączności telefonicznej i sterowania semaforami (coś takiego paraliżuje ruch kolejowy na znacznym odcinku). W następnym roku zniszczył słup wysokiego napięcia w hucie Sosnowiec oraz koparkę w kopalni Kazimierz. W dniu śmierci Stalina (5.III.1953) uczcił to doniosłe wydarzenie wysadzeniem podstacji transformatorowej w kopalni Stalin w Sosnowcu. Gdzieniegdzie trafia się też informacja, że wysadził miejscową stację benzynową CPN - nie wiem niestety co to znaczy miejscową - w Zagórzu, czy w Sosnowcu po prostu, nie wiem jak wiele tych stacji wówczas było. To w każdym razie chyba było już po 1955.

Zadziwiające, jak dobrze mu to szło, nie sądzicie? Z pewnością był dobry w tym co robił, inteligentny i sprytny, działał sam więc nie mógł go za bardzo nikt wsypać. Ale jednak, zabawiać się tak w socjalistycznym społeczeństwie, silnie zinfiltrowanym przez wszelkiej maści "bezpiekę", przez całe lata...?

W międzyczasie w 1953 Jaros powołany został do wojska. W czasie odbywania zasadniczej służby nie sprawiał problemów, przeciwnie, zdobył uznanie i pozytywne opinie przełożonych. Przy okazji też doskonalił swoje umiejętności posługiwania się materiałami wybuchowymi. Na zakończenie pobytu w armii otrzymał odznakę "Wzorowego Żołnierza" i rekomendację do ubiegania się o przyjęcie na studia na WAT. Nie skorzystał jednak z tego i po wyjściu z wojska powrócił do pracy w zawodzie elektryka.

Albo raczej - nie powrócił. Co najmniej w okresie przygotowywania owych najsłynniejszych zamachów, na Chruszczowa i Gomułkę, ale może i przez całe lata 50. Stanisław Jaros nie miał stałego zatrudnienia. Od czasu do czasu na krótko podejmował pracę w kopalni, jak łatwo zgadnąć w celu zdobycia dostępu do materiałów wybuchowych i zapalników. Świadczył usługi elektryka, naprawiał a także konstruował różne urządzenia elektrotechniczne na zlecenie różnych osób. Pytanie, czy przynosiło to mu duże zyski? Nie bardzo potrafię to ocenić niestety. Po jego aresztowaniu milicyjny raport podkreślał, że mimo braku stałej pracy, Jaros był osobą raczej zamożną, mieszkanie miał dobrze wyposażone w sprzęty AGD, a na książeczce oszczędnościowej odłożoną znaczną sumę pieniędzy. Przesłuchiwany w tej sprawie tłumaczył wg mnie dość mętnie, że znalazł czy wykopał kiedyś przypadkowo skarb - puszkę z dolarami i złotymi monetami, które korzystnie odsprzedał jakiemuś nieznajomemu Cyganowi. Nie znalazłem więcej o tym aspekcie sprawy żadnej informacji, może śledczy nie drążyli zbyt głęboko tego tematu, bo i wszak nie o przestępstwa tej natury był Jaros oskarżany.

No i popatrzcie - facet bez stałego zatrudnienia, w PRL samo to już budziło podejrzenia, mający w aktach wyrok za działalność antykomunistyczną, przez 10 lat prowadzi kampanię terrorystyczną i służby nie są w stanie go namierzyć? Czy w UB i MO w tamtych czasach siedziały naprawdę aż takie tłumoki?

O tych służbach trochę jest pod jednym z tych linków co podałem. UB przyjął roboczą hipotezę, że aktów sabotażu dokonuje nieznana organizacja antykomunistyczna. Nie mogąc natrafić na jej ślad, funkcjonariusze "bezpieczeństwa" podjęli skomplikowaną grę operacyjną, zakładając własną, fałszywą organizację podziemną do walki z "komuną", która miałaby się z tamtą jakoś skontaktować. Wyszło im aż za dobrze, nastroje antykomunistyczne były najwyraźniej w społeczeństwie silne, organizacja rozwinęła się bardzo szybko, zaczęła żyć własnym życiem i potem trzeba ją było dosyć mozolnie likwidować. Jarosa w ten sposób nie złapano, był samotnikiem, żadnej organizacji nie potrzebował i nie byłby zapewne zainteresowany kontaktem z takową. Ubecy podejrzewali też oczywiście sami siebie (i to można rzec nie bez podstaw). W jednym z terenowych urzędów podwładny snujący jakieś zawiłe intrygi przeciwko swemu przełożonemu wysłał do niego anonim, rzekomo od sprawcy zamachów, zapowiadający kolejny atak. Traf chciał że faktycznie Jaros wkrótce wykonał jedną ze swoich akcji. "Bezpieka" wytropiła wówczas i aresztowała autora anonimu, i cała szczęśliwa że ma właściwego sprawcę spoczęła na laurach (aż do kolejnej jarosowej detonacji). Jedną z badanych hipotez było organizowanie tych aktów sabotażu przez grupę zwolenników Władysława Gomułki, który właśnie od 1951 był więziony. Podjęto więc śledztwo i w kręgach partyjnych, jak łatwo zgadnąć bez efektu. Z kolei po zamachu na Gomułkę w 1961 Franciszek Szlachcic, którego wspomnienia już tu cytowano, uważał, że Gomułka podejrzewa o organizację zamachu właśnie jego oraz Gierka, stąd jego dążenie do szybkiego wykrycia sprawcy.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #21

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.253
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 18/06/2017, 23:50 Quote Post

Rozważałem wariant Franciszka Szlachcica, ale on jeszcze był na to za słaby.
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

2 Strony < 1 2 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej