Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
145 Strony « < 143 144 145 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Laicyzacja - nieuchronny proces ?, Polska, Europa, świat
     
jur
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.243
Nr użytkownika: 14.401

 
 
post 23/01/2020, 5:34 Quote Post

QUOTE(Lord Mich @ 22/01/2020, 20:40)
Bycie katolikiem jest ważniejsze niż bycie Polakiem.

Pozdrawiam!
*


Kolejny nawiedzony kandydat na krzyżowca?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2161

     
force
 

Preacher
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.231
Nr użytkownika: 99.758

Jacek Sebastian G
Stopień akademicki: Szkólka niedzielna
 
 
post 23/01/2020, 5:50 Quote Post

QUOTE(jur @ 23/01/2020, 6:34)
QUOTE(Lord Mich @ 22/01/2020, 20:40)
Bycie katolikiem jest ważniejsze niż bycie Polakiem.

Pozdrawiam!
*


Kolejny nawiedzony kandydat na krzyżowca?
*


Jurze, a dyć Lord Mnich ironizował .......
 
User is offline  PMMini Profile Post #2162

     
misza88
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.493
Nr użytkownika: 62.208

Michal
Stopień akademicki: mgr inz.
 
 
post 23/01/2020, 9:25 Quote Post

QUOTE(Grzegorz_B @ 21/01/2020, 21:05)
QUOTE(misza88 @ 21/01/2020, 20:41)
CODE
Co do obrony NARODZONYCH dzieci to wspominanie KRK w tym kontekście to chyba czarny humor. Serio? Przypominam że co kilka dni/tygodni mamy kolejnego [B]niusa[/B] typu "ksiądz gwałcił, biskup przesuwał go po parafiach".

Serio, dyskusja na podstawie "faktów medialnych" nie ma sensu.
*



Nie wiem na jakiej podstawie np. historię ks. Pawła K. (przenoszony nie tylko między parafiami, ale i diecezjami, "aktywny" w kolejnych miejscach i nadal pracujący z dziećmi, w końcu skazany na 7 lat) uważasz za fakt medialny.

https://expressbydgoski.pl/ksiadz-pawel-k-p.../ar/c1-14062477

Ja uważam że po n-tej historii tego typu, i to nie w stylu który można skwitować że "czarna owca może się wszędzie zdarzyć" tylko na poziomie wskazującym uwikłanie również pasterzy i arcypasterzy, KRK po prostu stracił prawo wypowiadania się na jakiekolwiek tematy związane z moralnością. Chociaż realistycznie podejrzewam że im bardziej konkretny hierarcha jest umoczony w rozmaite ciemne sprawki, tym głośniej walczy z "czerwoną zarazą", "cywilizacją śmierci" itd.
*


To co robisz to jest klasyczny przykład operowania na "faktach medialnych". Na podstawie medialnych doniesień oceniłeś cały KRK, w którego skład wchodzi bardzo wielu duchownych jak i wiernych na całym świecie. Duchownych i wiernych o różnej moralności, o różnym postępowaniu, natomiast Ty wszystkich wrzuciłeś do jednego worka.

Arbago
CODE

Akurat pójście w konserwatyzm dla Kościoła jest bez sensu, bo nie ma z tego profitów dla przyszłość i oznacza stagnacje i powolną śmierć. I tak np. środowiska konserwatywne w kościele nie formują przyszłych kandydatów na kapłanów, z stąd tak radykalny spadek powołań do stanu kapłańskiego, nawet w biskupstwach typowo konserwatywnych (moim kieruje arc. Depo i w częstochowskim seminarium formuje się tylko 26 kleryków łącznie na 6 latach. W święta odczytano list arc. w którym grzmiał, że społeczeństwo nie daje nowych kapłanów i grozi, że za kilka lat będzie łączył parafię ze względu na dramatyczne braki kadrowe). A w biskupstwie wiara trzyma się mocno, sporo jest też organizacji chrześcijańskich itp.

Pozdrawiam!

Przecież ze środowisk liberalnych również nie ma kapłanów.
Pójście w liberalizm jest całkowicie bez sensu i doprowadzi do tego co mamy dziś w państwach zachodnich.

szczypiorek
CODE
A kolegę @ jkobus doceńmy, że mówi to co inni starają się przemilczeć wink.gif

Otóż to, o ile zarówno z Jkobusem jak i z Arbago się nie zgadzam to przynajmniej wykładają karty na stół - czego życzę i innym użytkownikom...

Ten post był edytowany przez misza88: 23/01/2020, 9:27
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2163

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.242
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 23/01/2020, 9:44 Quote Post

QUOTE(Arbago @ 22/01/2020, 15:57)
QUOTE
Ciekawe jakbyście się czuli, gdy ktoś o odmiennej religii czy światopoglądzie przymuszał Was do życia i postępowania zgodnie z jego ideologią.


Po raz nie wiem który powtarzam. Nie chciałbym nikogo do niczego przymuszać. Chcę promować i ewangelizować. Poza tym niech każdy robi co chce. Ale być może dzięki promocji wielu ludzi ustrzeże się przed grzechem.
*


Nie chcesz nikogo przymuszać, ale jesteś przeciwnikiem demokracji, która prowadzi do demoralizacji. Państwo ma służyć Kościołowi i głosić w Twoim przekonaniu jedną, słuszną ideologię. Według Ciebie jest tutaj miejsce na prawo jednostki do wolności sumienia i religii?

QUOTE(Prawy Książę Sarmacji @ 22/01/2020, 17:59)
@Chochlik
CODE
Odnoszę wrażenie, że nie zrozumiałeś sensu moich wypowiedzi. Nie twierdzę, że Kościół ma naginać, aby było miło, ale Kościół ma dwie drogi do wyboru. Albo idzie w konserwatyzm, ale kosztem liberalnych katolików albo też idzie w liberalizm kosztem konserwatystów. Nie da on rady stać po środku, bo wcześniej czy później będzie musiał opowiedzieć się po którejś ze stron. Widać coraz wyraźniej, że w Kościele zaczyna następować rozłam.
Religie postawione na bardzo mocny konserwatyzm nie mają w świecie, gdzie panuje globalizacja większej racji bytu. Islamscy fanatycy starają się narzucić konserwatywny tryb w odpowiedzi na zachodni, liberalny model życia. Co z kolei prowadzi do konfliktów wojennych lub też zamieszek, w krajach, gdzie panuje taki model życia. Mocno konserwatywna Arabia Saudyjska ostatnimi czasy przyznaje coraz większe prawa kobietom.
Im więcej ludzie podróżują, im więcej dowiadują się o otaczających ich świecie, widzą, że można żyć inaczej chcą zmieniają swój sposób postrzegania. Chcą zmian.
Kościół Katolicki nie oferuje żadnej alternatywy. Jego oferta jest niezmienna, co odpycha wiele osób od Kościoła. Dla osoby konserwatywnej oferta jest do przyjęcia, ale nie dla osoby liberalnej. Ci ostatni mogą deklarować się jako osoby wierzące, jako katolicy, ale nie oznacza to, że będą utożsamiać się z każdym poglądem głoszonym przez kapłanów. Nie patrząc na wyniki partii politycznych powiedziałbym, że w Polsce przeważają jednak liberałowie. Jeżeli podobne proporcję na świecie to konserwatywny Kościół Katolicki czeka samounicestwienie się.

Może i zostanie przy nim grupka wiernych, ale... ta ilość nie zapewni ani wpływów politycznych ani też wpływów materialnych do jakich Kościół jest przyzwyczajony. Jeżeli Kościół stanie przed wyborem wpływy lub konserwatywni wierni uważasz, że co wybierze?


Pójscie w liberalizm będzie właśnie nagięciem. Optymalne byloby naklonienie liberalnych do zmiany zdania, a że taka cicha schizma ma miejsce pisze np. Terlikowski więc mysle ze problem jest w jakims stopniu dostrzegany, tyle ze nie wiem czy jest wola przeciedziałania.

Nie zrozumiałeś tego fragmentu, bo znowu piszesz o globalizacji i braku racji bytu dla "mocnego konserwatyzmu" (czymkolwiek by on był i na ile różni sie w wydaniu katolickim od islamskiego). Powtórze to co napisałem wyzej, nawet na logikę, jqki jest sens scigac sie w danej konkurencji skoro wiesz ze nie masz szans byc pierwszy? Lepiej startowac w tej która cos ci daje. Jak jestes dlugotystansowcem nie biegasz na 100m, tak samo Kosciół nie powinien isc reka w reke ze swiatem bo nigdy go nie przegoni w postepowosci, nie odniesie więc sukcesu.

Liberalizacja przyniesie moze i formalnie wiekszą liczbe wiernych ale beda to ludzie bez zapału, letni. Członkowie stowarzyszenia albo fundacji a nie wierni. Oczywiscie taka opcja jest kuszaca dla wielu hierarchow, bo zbratanie z panstwem i frukty z tego plynace kuszą.

Nie wiem co wybierze, wiem że dobre rady ateistów są bezwartosciowe jesli chodzi o dobro Koscioła  wink.gif
*



Posługujesz się porównaniem do wyścigu, a nie dostrzegasz, że Kościół bierze w nim udział, a przynajmniej stara się wystartować. wink.gif Te jego starania, aby skręcić w liberalizm to właśnie to. I nie będzie on walczył o wygraną, ale o przetrwanie.

Pew Research Center przeprowadziło symulację tego, jak będzie wyglądać Europa w 2050r.

W co będzie wierzyć Europa w 2050 roku?

Mimo że w 2050 roku udział chrześcijan w społeczeństwach Europy będzie mniejszy niż dziś, wciąż w niemal wszystkich krajach będą oni większością. Inaczej będzie tylko w Czechach, Estonii i Holandii - wynika z przewidywań Pew Research Center.

Mimo że w 2050 roku udział chrześcijan w społeczeństwach Europy będzie mniejszy niż dziś, wciąż w niemal wszystkich krajach będą oni większością. Inaczej będzie tylko w Czechach, Estonii i Holandii – wynika z przewidywań Pew Research Center.

Do 2050 roku liczba ludzi na Ziemi ma wyraźnie przekroczyć 9 mld. Będzie nas więc prawie 2 mld więcej niż obecnie.

Przez te 30 lat zmieni się też religijny krajobraz naszej planety. Według przewidywań Pew Research Center opublikowanych w 2015 roku, jeśli utrzymają się obecne tendencje demograficzne, na świecie przybędzie chrześcijan, muzułmanów i hinduistów. Przybywać ma też osób, które nie identyfikują się z żadną religią.

Liczba tych ostatnich ma wzrosnąć o 100 mln – z 1,1 do 1,2 mld. Ale jeśli chodzi o udział niewierzących w populacji całego świata, oznaczało to będzie spadek z 16 do 13 proc. Dlatego że innych grup będzie po prostu przybywało szybciej.

Tak ma to wyglądać w ujęciu globalnym. Jeśli jednak skoncentrujemy się na Europie, możemy zobaczyć inną tendencję. Jak podają autorzy raportu, za przyrost liczby chrześcijan i muzułmanów odpowiadać będą przede wszystkim regiony inne niż Stary Kontynent, zwłaszcza Afryka Subsaharyjska. "Z kolei współcześnie osoby nieidentyfikujące się z żadną religią koncentrują się w obszarach, gdzie dzietność jest niewielka, a społeczeństwa się starzeją, np. w Europie, Ameryce Północnej, Chinach i Japonii".

Czy to oznacza, że za 30 lat Europa odejdzie od chrześcijaństwa? Wygląda na to, że nie. W ogromnej większości europejskich państw chrześcijanie mają wciąż stanowić ponad połowę społeczeństwa. Wyjątkami będą Czechy (21 proc. chrześcijan w 2050 r.), Estonia (39 proc.) i Holandia (47 proc.). Ale udział chrześcijan spadnie – zarówno na rzecz wyznawców islamu, jak i osób, które nie deklarują związków z żadną religią.


https://bi.im-g.pl/im/8/24683/m24683088,RELIGIE.png

Przewidywania Pew Research opierają się na założeniu, że współczesne tendencje demograficzne się utrzymają i że w objętym przewidywaniami okresie nie dojdzie do radykalnych zmian kulturowych. Oznacza to, że analiza nie uwzględnia na przykład sytuacji, w której z czasem dzietność muzułmanów spadnie do poziomu osób niewierzących, albo takiego rozwoju wypadków, w którym za sprawą zmian kulturowych dojdzie do masowych konwersji lub odejść od religii.

Autorzy przewidywań wyjaśniają też, że wykorzystany przez nich model nie uwzględnia teorii, wedle których sekularyzacja jest rezultatem rozwoju ekonomicznego. O ile bowiem było tak w przypadku Europy, nie jest jasne, czy podobnie zdarzyłoby się w innych częściach świata. "Brakuje dowodów, że rozwój ekonomiczny prowadzi do odejścia od religii w krajach, w których większość populacji stanowią muzułmanie. W zamieszkanych w większości przez hinduistów Indiach identyfikacja z religią pozostaje na stałym poziomie pomimo dynamicznych zmian społecznych i ekonomicznych. Z kolei w Chinach religijna tożsamość – choć bardzo trudno ją mierzyć – wydaje się stawać coraz bardziej powszechna wraz z rozwojem ekonomicznym", argumentują.

WIELKA BRYTANIA
Malejące wpływy Kościoła w Wielkiej Brytanii najlepiej pokazuje liberalne prawodawstwo w sferze światopoglądowej. Za poprzedniego konserwatywnego premiera Davida Camerona zalegalizowano małżeństwa homoseksualne. W kraju teoretycznie nie ma aborcji na żądanie - warunkiem jest zgodne oświadczenie dwóch lekarzy stwierdzających, że zabieg pogorszy zdrowie kobiety w mniejszym stopniu niż kontynuowanie ciąży - ale w praktyce taką zgodę uzyskać łatwo aż do 24. tygodnia ciąży.

Co ciekawe, nawet wśród religijnych chrześcijan więcej jest zwolenników niż przeciwników takich regulacji. Chrześcijan określających siebie mianem niepraktykujących jest trzykrotnie więcej niż praktykujących (55 proc. do 18 proc.). Badanie British Social Attitudes z 2017 r. pokazało, że ledwie 3 proc. dorosłych poniżej 24. roku życia uważa się za anglikanów.

Drugą największą religią na Wyspach jest islam. W 2016 r. w Wielkiej Brytanii było ponad 4,1 mln muzułmanów. Za wzrost ich liczby odpowiada głównie migracja. W latach 2010-16 do Zjednoczonego Królestwa przyjechało 1,6 mln imigrantów spoza Europy - to najwyższy wskaźnik w UE. Wśród nich jest relatywnie niewielu uchodźców, większość przybyła do pracy lub na studia.

FRANCJA
Laicyzacja i sztywny rozdział państwa i Kościoła zbierają swoje żniwo. W zeszłym roku w całym kraju, w którym do związków z katolicyzmem przyznawało się 40 mln ludzi, wyświęcono jedynie 67 księży. Najwięcej w Paryżu, Lyonie i Bordeaux. Są diecezje, gdzie nowych powołań nie ma od lat. Średnia wieku francuskiego kleru to powyżej 75 lat.

Kościół też nieustannie się kurczy. W 1990 r. notowano jeszcze 472 tys. chrztów dzieci, w 2012 r. tylko 290 tys.

Do tego diecezje borykają się z potężnymi problemami finansowymi. Część obserwatorów życia religijnego ma nadzieję, że pożar katedry Notre Dame natchnie Francuzów wiarą. Wielu twierdzi jednak, że obserwowane podczas pożaru i po nim wielkie modlitwy na ulicach Paryża to tylko tymczasowe zjawisko.

SZWECJA
W szwedzkich szkołach podstawowych i średnich uczniowie słuchają o różnych religiach: odwiedzają kościoły, meczety i synagogi, a Biblię czy Koran przedstawia im się jako źródła historyczne. Nauczyciel nie może zdradzać się ze swoim wyznaniem. Powinien też nieustannie podkreślać, co jest udowodnionym faktem, a co wierzeniem.

To jedna z przyczyn rosnącej laickości. Liczba wiernych protestanckiego Kościoła Szwecji, który dopiero w 2000 r. został oficjalnie oddzielony od państwa, systematycznie spada. Jedynie 10 proc. Szwedów określa siebie mianem „wysoce religijnych”, 11 proc. co najmniej raz w miesiącu uczestniczy w nabożeństwie. Tyle samo deklaruje, że modli się choć raz dziennie. Częściej dotyczy to osób starszych.

Za sprawą imigracji w Szwecji rośnie za to liczba wyznawców innych religii, przede wszystkim islamu. W 2016 r. w niespełna 10-milionowym kraju było 810 tys. muzułmanów.

NIEMCY
Kościoły katolicki i ewangelicki (pierwszy ma 23,3 mln wiernych, drugi 21,5 mln) to - po instytucjach państwowych - najwięksi pracodawcy w Niemczech. Należący do Kościoła katolickiego Caritas w prowadzonych przez siebie szpitalach, domach opieki, przedszkolach, ośrodkach socjalnych ( w sumie prowadzi 25 tys. placówek) zatrudnia 600 tys. ludzi. Ewangelicka Dakonie zaś - 525 tys.

Praca dla instytucji kościelnej, na mocy przepisów z lat 30., do niedawna niosła pewne ograniczenia. Kościoły mają prawo wymagać od pracowników, by stosowali się do głoszonych przez nie zasad moralnych. Dochodziło więc do sytuacji, gdy z prowadzonego przez Kościół szpitala dyscyplinarnie zwalniano wykwalifikowanego chirurga, bo rozwiódł się i ponownie ożenił. Z pracy usuwano też osoby, które żyły w związkach homoseksualnych. Gdyby w ten sposób zachowywał się zwykły pracodawca, z miejsca przegrałby sprawę w sądzie z powodu dyskryminacji. Ale niemieckie Kościoły powoływały się na dawne prawo. Dopiero niedawno niemieckie sądy najwyższych instancji uznały, że nie wolno im dyskryminować pracowników.

Kościoły finansowane są z podatku kościelnego, który w wysokości 9 proc. sumy podatków od wiernych pobierają urzędy skarbowe. Kościół katolicki w ten sposób zarobił w 2017 r. 6,4 mld euro, a ewangelicki 5,7 mld. By uniknąć płacenia, trzeba z Kościoła formalnie wystąpić, to jednak oznacza automatyczną ekskomunikę. Z różnych powodów co roku Kościoły opuszczają tysiące Niemców. W 2017 r. było to 367 tys. ludzi.

CZECHY
Czechy pozostają od lat najmniej religijnym krajem nie tylko w Unii, ale i na całym kontynencie. Odsetek katolików w tym kraju spadł z 44 proc. w 1991 r. do 21 proc. w 2017 r. W rankingu instytutu Pew Research kraj ten jest na końcu tabeli pod względem religijności (którą otwiera Polska jako kraj najbardziej religijny). Niemal trzy czwarte Czechów określa się jako ateiści, agnostycy lub „żadne z powyższych”, a dwie trzecie w ogóle nie wierzy w Boga. Czesi oparcia wolą szukać w wierze w przeznaczenie (zgadza się z tym 43 proc. rodaków Hrabala) i w przekonaniu o posiadaniu duszy (44 proc.).

Socjolodzy wiążą te wyniki przede wszystkim z historią kraju i rozłamem religijnym, który ma początek w 1415 r. Wówczas na stosie został spalony teolog Jan Hus, co było karą za głoszone przez niego herezje. Jego zwolennicy ogłosili odłączenie się od Kościoła rzymskokatolickiego, po którym nastąpiły wojny husyckie.

Śmierć Husa, uważanego za ojca języka czeskiego oraz prekursora protestantyzmu, doprowadziła do spadku wyznawców katolicyzmu. Religia katolicka była łączona przez Czechów z obcą opresją, a przekonanie to wzmogło się jeszcze po wojnie trzydziestoletniej (1618-48), gdy husyci byli dyskryminowani przez dynastię arcykatolickich Habsburgów.

IRLANDIA
Irlandia tradycyjnie uważana jest za jeden z najbardziej katolickich krajów w Europie. W spisie powszechnym z 2016 r. 78 proc. osób zadeklarowało właśnie takie wyznanie. Jednak w latach 1972-2011 cotygodniowe uczestnictwo katolików we mszy spadło z 91 proc. do 30 proc. Maleje również liczba księży.

Coraz mniejszy oddźwięk ma w kraju społeczna nauka Kościoła.

W ostatnim czasie Irlandia przeżywa światopoglądową rewolucję: w maju 2018 r. zwolennicy zniesienia wieloletniego zakazu aborcji odnieśli bezapelacyjne zwycięstwo w referendum. Trzy lata wcześniej zalegalizowano małżeństwa osób tej samej płci. Taoiseachem (czyli premierem) jest zdeklarowany gej Leo Varadkar.

W 2016 r. w 4,8-milionowym kraju mieszkało nieco ponad 63 tys. muzułmanów. W porównaniu z innymi krajami Europy Zachodniej to niewiele. Warto jednak zauważyć, że właśnie w Dublinie siedzibę ma Europejska Rada ds. Fatw i Badań, która często zabiera głos w sprawach ważnych dla muzułmanów w Europie.

AUSTRIA
- Kościół to nie tylko papież i biskupi. To także parafianie, którzy zgłaszają postulaty. W Kościele trzeba wprowadzić więcej demokracji, dać więcej do powiedzenia zwykłym ludziom – mówił w 2011 r. ks. Helmut Schüller, proboszcz podwiedeńskiej parafii, powołując Inicjatywę Proboszczów, czyli pierwszy reformatorski ruch austriackich duchownych. Wstąpiło do niej ok. 500 księży, popierało prawie dwie trzecie duchowieństwa.

Inicjatywa opublikowała „Apel o nieposłuszeństwo”, w którym przedstawiła żądania zniesienia celibatu i wyświęcania kobiet do stanu duchownego. Jej członkowie chcieli też pozwolić świeckim na wygłaszanie kazań podczas mszy. Byłoby to lekarstwo na jedną z poważnych bolączek austriackiego Kościoła, jaką jest brak księży. Inicjatywa chce też udzielać komunii rozwodnikom żyjącym w nowym związku. Zapowiedzieli zresztą, że komunię będą udzielać wszystkim. Solidaryzowali się też z księżmi, którzy zrzucili sutanny, by zawrzeć związki małżeńskie. Hierarchowie ich żądania odrzucili. A arcybiskup Wiednia kardynał Christoph Schönborn zagroził jej członkom ekskomuniką. W sprawie protestu wypowiedział się nawet papież Benedykt XVI. - Będziemy się modlić o reformy w Kościele. Bóg dał nam wolność słowa – odpowiadali członkowie Inicjatywy.

Ostatecznie austriacki episkopat postanowił Inicjatywę przeczekać. Minęły lata, ks. Schüller dalej apeluje o reformy Kościoła, ale jego głos już nie przebija się do mediów. Nadal jest proboszczem i kapelanem wiedeńskiego uniwersytetu

POLSKA
Z prognoz PEW Research wynika, że do 2050 r. w Polsce zwiększy się nieco odsetek osób, które nie będą miały związku z żadną religią, nie wzrośnie jednocześnie liczba muzułmanów - nasz kraj leży poza głównymi szlakami migracyjnymi, a władze nie są chętne do przyjmowania imigrantów.

Dziś - według deklaracji z małego rocznika statystycznego 2018 - do Kościoła rzymskokatolickiego należy w Polsce prawie 33 miliony osób. To jednak tylko liczba ochrzczonych - badania prowadzone przez sam Kościół wskazują, że we mszach św. uczestniczy 38,3 proc. zobowiązanych, a do komunii przystępuje 17 proc. (dane za 2017 r.).

Nie wiemy jeszcze, jaki efekt wywołają raporty na temat pedofilii w polskim Kościele. Episkopat dopiero w tym roku zaczął rozliczanie spraw związanych z gwałtami na nieletnich. W marcu ujawniono raport kościelny, którego autorzy na przestrzeni niespełna 30 lat doliczyli się 625 ofiar. Ta liczba mogła jednak zostać zaniżona.


https://imgur.com/pP766Co

http://biqdata.wyborcza.pl/biqdata/7,15911...-2050-roku.html

Wcześniej linkowałem badania przeprowadzone przez tą samą instytucję, które pokazywały, że liczba osób wierzących w biblijnego Boga na zachodzie Europy jest bardzo niska.

W Ameryce Płd. katolicyzm jest w odwrocie, a na znaczeniu nabiera protestantyzm:
https://wpolityce.pl/kosciol/449915-ameryka...ej-protestancka
https://www.pch24.pl/katolicyzm-w-ameryce-p...ie,22503,i.html

Symulacja jak i dane wskazują, że Kościół traci wpływy i wiernych. O to liczba tych ostatnich decyduje o wpływach, a te o napływie gotówki. Zgadzam się, że z punktu widzenia Kościoła najlepszym rozwiązaniem było skłonienie liberalnych do zmiany zdania. Tyle, że się to nie uda. Bo nie wystarczy zmiana w jednym kraju, ale we wszystkich. A to się nigdy nie uda.
Zmianę mentalności na gorsze dla Kościoła można zobaczyć w maleńkiej Andorze, gdzie Kościół, a konkretniej ordynariusz hiszpańskiej diecezji Urgell, Joana-Enrica Vives jest współrządzącym.
https://strajk.eu/papiez-franciszek-straszy...izacje-aborcji/
https://wiadomosci.onet.pl/politico/andora-...a-ciazy/e3jygjt

Mentalność panująca w Kościele też robi swoje.

Przeczytaj wywiad z o. Gużyńskim - https://wiadomosci.onet.pl/kraj/o-pawel-guz...okracja/vz5zfb8
Fragment z niego:

Jakub Szewczenko: Ojciec w swoich wypowiedziach często mówi, że księża w Polsce myślą w sposób niedemokratyczny. Co to dokładnie znaczy?

Jednym z głównych elementów ich mentalności jest głębokie niezrozumienie tego, czym jest państwo oparte na zasadach demokracji liberalnej i rządów prawa. Zasadnicze kościelne idee dotyczące państwa i polityki ukształtowały się w czasach dominacji religijnej chrześcijaństwa na dostępnym mu obszarze świata, co oznaczało również, że to Kościół namaszczał królów. Gdy pojawiła się nowa polityka i nowy kształt państwa jako rzeczywistości zsekularyzowane, Kościół utracił swoją zwierzchniość nad władzą świecką. Wielu księży wciąż nie może się z tym pogodzić. W myśleniu księżowskim Kościół jest wciąż „ponad” – jest „czapą” nakładaną na każdy system władzy. Może to być władza demokratyczna, mogłaby nawet powrócić monarchia, ale i tak nad tym wszystkim ma być Kościół, który jest recenzentem i ustala reguły.


Cicha schizma, o której piszesz będzie jeszcze głośniejsza im mocniej Kościół będzie brał skręt w stronę liberalizmu. To pogłębi podział w Kościele na część konserwatywną i część liberalna z punktu widzenia tych drugich. W przyszłości może to doprowadzić do nowego podziału Kościoła, a w ostatecznym nawet do upadku.

Nie piszę rad, ale uwagi, spostrzeżenia. tongue.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2164

     
Nortalf
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 289
Nr użytkownika: 76.874

Maciej
Zawód: uczen Sokratesa
 
 
post 23/01/2020, 10:05 Quote Post

QUOTE(jur @ 23/01/2020, 5:34)
QUOTE(Lord Mich @ 22/01/2020, 20:40)
Bycie katolikiem jest ważniejsze niż bycie Polakiem.

Pozdrawiam!
*


Kolejny nawiedzony kandydat na krzyżowca?
*


Niekoniecznie, dla mnie to jest akurat logiczne. Nie wsadzajmy wszystkich do jednego wora.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2165

     
Lord Mich
 

Capitaine
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.208
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 23/01/2020, 10:40 Quote Post

QUOTE(misza88 @ 23/01/2020, 10:25)


Arbago
CODE

Akurat pójście w konserwatyzm dla Kościoła jest bez sensu, bo nie ma z tego profitów dla przyszłość i oznacza stagnacje i powolną śmierć. I tak np. środowiska konserwatywne w kościele nie formują przyszłych kandydatów na kapłanów, z stąd tak radykalny spadek powołań do stanu kapłańskiego, nawet w biskupstwach typowo konserwatywnych (moim kieruje arc. Depo i w częstochowskim seminarium formuje się tylko 26 kleryków łącznie na 6 latach. W święta odczytano list arc. w którym grzmiał, że społeczeństwo nie daje nowych kapłanów i grozi, że za kilka lat będzie łączył parafię ze względu na dramatyczne braki kadrowe). A w biskupstwie wiara trzyma się mocno, sporo jest też organizacji chrześcijańskich itp.

Pozdrawiam!

Przecież ze środowisk liberalnych również nie ma kapłanów.
Pójście w liberalizm jest całkowicie bez sensu i doprowadzi do tego co mamy dziś w państwach zachodnich.



To ja akurat pisałem. Ale w wypadku zniesienia celibatu to liberalni katolicy przejmą stan kapłański, a to spowoduje dalszą liberalizację kościoła i zepchniecie tradycjonalistów do jeszcze większego getta. Pójcie w tradycjonalizm to też prosta droga do protestantyzacji i decentralizacji Kościoła spowodowanego naturalną likwidacją stanu kapłańskiego. Hierarchia przestanie istnieć z uwagi na brak ludzi, zatem środowisko konserwatystów będzie zmuszone do wybierania spośród siebie ludzi pełniących rolę "pastorów".

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #2166

     
Lord Mich
 

Capitaine
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.208
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 23/01/2020, 11:14 Quote Post

Ciekawy artykuł ktory pokazuje w którą stronę podąży Kościół:

QUOTE
W moim CV nie napisałem, że jestem księdzem. Zamiast seminarium wpisałem osiem lat studiów filozoficznych. Zamiast misji w Afryce - szkolenie. Zanim dostałem pracę, musiałem iść na sześciomiesięczny kurs. Gdybym w dokumentach rekrutacyjnych napisał, że jestem księdzem, nie przyjęliby mnie. Na pewno natknąłbym się na kogoś, kto nie lubi księży i Kościoła.

Ksiądz Hervé Billaudel mieszka w nieczynnej od 20 lat plebanii w Ivry-sur-Seine pod Paryżem. Wspinamy się po drewnianych, skrzypiących schodach. W salonie wiszą afrykańskie maski i obrazy przedstawiające czarnoskóre kobiety w jaskrawych bubu. Zza ściany słychać młodych ludzi, którzy przygotowują śniadanie. Ksiądz Billaudel mieszka tu z drugim księdzem i ośmioma młodymi ludźmi. Młodzież po przejściach pod okiem księży wraca do życia: pracują, uczą się. - Mój kolega jest wózkarzem, przewozi towar z ciężarówek do magazynu. Poprzedni ksiądz był kucharzem w stołówce dla bezdomnych. Ja pracuję w domu pomocy społecznej dla samotnych matek. Część z nich to analfabetki, uchodźczynie, bezdomne, które uciekły od mężów katów. Mógłbym powiedzieć: jaki ze mnie wspaniały ksiądz, jestem z najbardziej potrzebującymi. Mój znajomy ksiądz pracuje w fabryce śrubek. Codziennie stoi przy taśmie. Wydawałoby się, że to bez sensu. Ale on tam jest dla swoich kolegów z pracy. Praca to 50 procent życia każdego człowieka. Jak sprawić, by Kościół stał się w nim bardziej obecny, choć niekoniecznie widoczny?

Połowa do dwóch trzecich Francuzów określa się jako katolicy. Rozmowa z prof. Claudem Dargentem, religioznawcą i politologiem


W latach 40. kardynałowie francuscy spostrzegli, że robotnicy - ważna dla Kościoła grupa społeczna - przestali przychodzić na msze. W 1942 roku kardynał Emmanuel-Célestin Suhard założył seminarium duchowne w Lisieux, które przygotowywało do pracy przyszłych "księży robotników". Mieli ewangelizować w miejscach pracy, wtedy głównie w fabrykach. Powstała prałatura terytorialna Mission de France, podporządkowana arcybiskupowi w Sens. W 1959 papież Pius XII, ze względu na zaangażowanie księży w związki zawodowe i manifestacje, zabronił im pracować. Ale Paweł VI sześć lat później uchylił ten zakaz. Obecnie Mission de France liczy 150 księży.

- W DPS-ie pomagam młodym mamom wypełniać dokumenty. Jestem dla nich serdeczny, ale wymagający. Moi koledzy zbyt często mówią: "Znajdziemy dla pani rozwiązanie, proszę się nie martwić". Nie "znajdziemy", ale "sama znajdziesz, a ja ci pomogę". Wstydzą się, że słabo mówią po francusku, często proszą: "Zadzwoń zamiast mnie do urzędu". Mówię: "Nie, sama to zrobisz najlepiej". "Ale ja nie wiem jak". "Włączymy na głośnomówiący. Jak nie będziesz rozumieć, to powiesz, że oddajesz słuchawkę swojemu doradcy". Niestety nasz szef wymaga od nas "wyników". Czyli pani X. ma z naszą pomocą dostać pracę na zmywaku i obskurne mieszkanie w bloku, w getcie. Nie rozwiązujemy problemów, tylko przenosimy je gdzie indziej.

Mieszkańcy DPS-u nie wiedzą, że jestem księdzem. Gdyby wiedzieli, szukaliby pomocy duchowej. A ja jestem ich asystentem socjalnym. Współpracownicy też nie wiedzą. Choć może się domyślają, bo wystarczy w Google wpisać imię i nazwisko, są zdjęcia, jak odprawiam mszę. Ale przez dwa lata jeszcze żaden nie zapytał. We Francji religia to sfera prywatna. Nic nie ukrywam, ale też nie zdradzam.

Ksiądz Billaudel przez 20 lat był misjonarzem w Afryce. Najpierw w Nigrze, gdzie 99 proc. populacji to muzułmanie. Potem w Kenii, Demokratycznej Republice Konga, Beninie i w Afryce Centralnej. Mówi w lingala, suahili, zarma, bariba i sango. W ciągu pięciu lat w Nigrze ochrzcił trzy osoby: dwie kobiety, których rodzice byli chrześcijanami, i jednego młodego muzułmanina.

- Moim celem nie jest to, by na świecie było coraz więcej chrześcijan. Wystarczy, by kilkoro dzieci w nigerskiej wiosce dowiedziało się, że są ludzie na świecie, którzy do swojego Boga mówią "tato". Moja praca we Francji polega z grubsza na tym samym.

Gdy wróciłem z Afryki, od razu chcieli dać mi parafię. Wszystko, tylko nie to! Gdybym przejął parafię, znałbym samych katolików. Nie to, że ich nie lubię. Ale moje miejsce jest wśród niechrześcijan i niewierzących. To moje powołanie.

Chrześcijan jest tu coraz mniej. Według tradycjonalistów to katastrofa. Winą obciążają muzułmanów. A ja uważam, że to dla nas wielka szansa. Doświadczymy, jak to jest być mniejszością. Może staniemy się bardziej pokorni. We Francji jest coraz mniej księży. Ale nikt nie mówi, że trzeba zmienić model funkcjonowania Kościoła. A nam potrzeba biskupów, którzy wywrócą system do góry nogami. Powiedzą: "Drodzy parafianie, będziecie dalej spotykać się w kościele w niedziele, ale bez księdza. Ceremonię poprowadzi osoba świecka. Nie będzie eucharystii". Znam setki wiosek w Afryce, w których wierni uczestniczą w eucharystii na Wielkanoc i Boże Narodzenie. Nie znaczy to, że są mniej katoliccy od nas. Mają katechezę, wspólne modlitwy. Zrzesza ich Słowo Boże. Jak pierwszych chrześcijan.

Brzydkie słowo "chrześcijanin" zakazane na plakatach



Lepiej być wiernym dwu żonom

- Wyobraź sobie, że masz zaparcie. Boli cię brzuch. Nie możesz nic jeść, ale też nie jesteś w stanie się wypróżnić - głos księdza Gomy odbija się echem od gołych ścian ogromnej świątyni Saint-Denys de la Chapelle w imigranckiej dzielnicy Paryża - La Chapelle. - Jesteś zablokowany. Powiedz sobie: stop! Otwórz się na innych. Na obcych, na uchodźców, naszych braci, którzy przebywają długą drogę do wolności.

Na niedzielnej mszy o dwunastej jest ponad 400 osób. Trzy czwarte to czarnoskórzy. W pierwszych ławkach siedzą białe kobiety po siedemdziesiątce. W połowie mszy ksiądz Goma woła do siebie dzieci, które do tej pory biegały po kościele. Chwytają się za ręce. "Ojcze nasz" - recytują. Dwóch ministrantów przygrywa na bębnach. Ksiądz Goma zwraca się do osób po lewej stronie sali: - Zawsze tu siedzicie! Przemieszajcie się!

Wierni zamieniają się miejscami, spacerują po całym kościele, przekazując sobie znak pokoju. Potem ksiądz zaprasza do komunii, opłatek rozdaje on i dwie starsze kobiety. Po zakończeniu mszy trzech duchownych staje w drzwiach kościoła i żegna każdego z parafian osobno. Proboszcz Goma jest Kongijczykiem. Brat Matondo przyjechał z Rwandy studiować w tutejszym seminarium. Ksiądz Charles, najstarszy, też jest z Konga, przyjechał do Paryża na wakacje.

- Jak się masz? - pyta mnie po polsku ksiądz Arnaud Goma. Tłumaczy, że bywa w Polsce bardzo często na pielgrzymkach, przy okazji podłapał trochę języka. - Chodź do mojego biura. Tam spokojnie porozmawiamy. Możesz też się wyspowiadać. Tylko nie tak jak w Polsce, bo ja nie uznaję konfesjonałów. Ta kratka przypomina mi burkę. Jak miałbym odpuścić ci grzechy, skoro nawet nie mógłbym spojrzeć ci w oczy?

Ksiądz Goma rozsiada się swobodnie na krześle, nogi wyciąga do przodu. Na piersi nosi duży drewniany krzyż. - Kościół we Francji to skomplikowana sprawa, bo prawie każdy jest inny. Straszny tu bałagan! - śmieje się. - Pierwsza grupa to wierni w duchu charyzmatycznym, bardzo zaangażowani. Dużo się modlą, przede wszystkim w grupach modlitewnych. W samym Paryżu jest ich sto. Druga grupa to tzw. conciliaires, czyli "soborowcy", którzy zaakceptowali reformy Soboru Watykańskiego II. Chcą Kościoła postępowego. Bardzo nie lubią się z trzecią grupą, czyli "przedsoborowcami", czyli tradycjonalistami (tzw. tradi). Praktycznie rzecz biorąc, soborowcy w swojej parafii częstują biednych zupą, stosują politykę "otwartych drzwi", a "tradi" dbają o eucharystię. Soborowcy manifestują za przyjęciem uchodźców, "tradi" - przeciw obcym.

Francuski Kościół katolicki chce pokazać, że idzie z duchem czasów: święci smartfony, tablety i komputery, wykupuje kampanie reklamowe w mediach


- Każda msza w Paryżu jest inna. Jedne trwają dwie godziny, inne 20 minut. Są msze po łacinie, po polsku, kreolsku. Są księża w sutannach i bez. Ja nawet nie wiem, jak się ją nosi! Muszę poprosić kiedyś jakiegoś tradi, żeby mi pożyczył! - ksiądz zanosi się śmiechem. - Do Francji przyjechałem do seminarium 20 lat temu. Mój tata był poligamistą. W Afryce można mieć wiele żon i być katolikiem - co jedno drugiemu przeszkadza? Miałem w Kongu polskiego proboszcza, mówił, że woli poligamistę wiernego swym dwóm żonom niż białego oszukującego jedną.

Ksiądz Goma mieszka na plebanii z pastorką anglikańską ze Szwajcarii i trzema braćmi ze wspólnoty ekumenicznej Chemin Neuf, do której sam należy. Chemin Neuf wywodzi się z ruchu charyzmatycznego, powstała w 1973 r. We Francji liczy 2 tysiące członków świeckich (przede wszystkim małżeństw) i około 150 księży. Mogą do niej należeć prawosławni, protestanci i katolicy. W 1995 roku kardynał Lustiger przekazał wspólnocie kościół Saint Denys de La Chapelle. W każdą środę spotyka się tam grupa modlitwy charyzmatycznej.

- Będąc w Polsce, opowiedziałem o naszej wspólnocie zakonnikowi, u którego spałem. Złapał się za głowę: "Nie może być! Jak możecie wspólnie się modlić? Macie chyba jakieś konszachty z diabłem". Zrozumiałem, że ekumenizm to nie jest do końca chleb powszedni polskich duchownych. Więcej się nie odzywałem.

Jak się czuję we Francji? Gdy objąłem parafię w Paryżu, kilku parafian przestało przychodzić do kościoła. Staram się nie faworyzować Afrykanów. Mówić zarówno do białych, jak i czarnych. Śpiewać francuskie piosenki o Jezusie i grać na bębnach. Miksuję ludzi. Gdy dwoje czarnych sprząta kościół, każę znaleźć do pomocy dwoje białych. Ale księża afrykańscy czują się we Francji samotni. Często umieszcza się ich w małych parafiach. Są zaskoczeni, że nikt tam nie zagląda. Ich życie toczy się wokół modlitewnika i w samochodzie, bo muszą dojeżdżać do kilkunastu kościołów na msze. Dla wielu Francuzów są za mało liberalni. Polakom zarzuca się to samo: że chcą uwstecznić Kościół, nie rozgrzeszają z tego, co dla francuskich księży normalne, denerwują się na rozwody, nie pozwalają na konkubinat. Mówią, że aborcja to wielki grzech.

Niektórzy afrykańscy księża liczą na dobry zarobek we Francji. Są bardzo rozczarowani, gdy na miejscu okazuje się, że tu parafianki nie przynoszą koszy jedzenia, nikt nie daje grubych kopert z datkami. Skarżą się, że nie starcza im nawet na jedzenie, na okrągło jedzą makaron z masłem. Ale niektórzy nie chcą wracać do Afryki po trzech latach kontraktu. Znam takich, którzy stracili wizę i stali się po prostu nielegalnymi imigrantami.

Według księdza Gomy Kościół we Francji jest pogrążony w śpiączce. - Gdyby zaangażował się w socjal, odbiłby się od dna. Zajmijmy się uchodźcami, bezdomnymi. Zmieńmy nasz wizerunek. Ale we Francji to niemożliwe. Wszystko bierze na siebie państwo. A Kościołom to pasuje: rząd się zajmuje działalnością charytatywną, a my odpoczniemy. Zresztą w systemie parafialnym nie ma czasu na pomoc. Trzeba odprawiać msze, rozgrzeszać, wypełniać dokumenty. Jeślibym pozwolił bezdomnym spać w kościele, musiałbym zrezygnować z katechezy dla dzieci, bo byłoby to niehigieniczne. Udało mi się przemycić dwóch bezdomnych, którzy śpią w korytarzu. Ale parafianie skarżą się, że śmierdzą.

Chciałem wprowadzić wiele zmian: zamiast homilii wolałbym oddać głos parafianom. To okazało się zbyt kontrowersyjne. Chciałem założyć żłobek dla dzieci. Ale kościół należy do merostwa. Biurokracja jest bezlitosna.

U mnie spowiedź to rozmowa. Modlimy się o pracę, w naszej dzielnicy jest dużo bezrobotnych. W wielu domach jest grzyb, wszystko gnije, bo to stare mury. Przychodzą do spowiedzi ci, co utknęli w machinie biurokracji francuskiej. Błogosławię ich wnioski o narodowość. Gdy mają takie problemy, kto by ich pytał o grzechy?

Arabski spisek

XVII-wieczny kościół Saint-Nicolas-du-Chardonnet, kilkaset metrów od katedry Notre Dame w V Dzielnicy Paryża, jest okupowany od 30 lat. Mówi się o nim kościół "sans-papier", bez dokumentów, jak o nielegalnych imigrantach. "To jest Dom Boga. Należy unikać: odkrytych ramion, minispódniczek, szortów. Panie obowiązuje nakrycie głowy" - czytam na drzwiach. Trzy kobiety zamiatają posadzkę. Noszą chusty zakrywające włosy i ramiona.

Z ogłoszeń parafialnych: "Za kilka dni rozpocznie się synod dotyczący rodziny. Deklaracje niektórych jego uczestników pozwalają nam podejrzewać wielkie niebezpieczeństwo dla Kościoła. Módlmy się, by tradycyjna rodzina przetrwała". Obok ulotka: "We Francji zabijamy sześćset dzieci dziennie. Koniec rzezi niewiniątek. Pomódlmy się wspólnie przed centrum aborcji Szpitala Port-Royal".

Podchodzę do niewielkiej księgarni obok zakrystii. Przeglądam książkę "Nawróciłem się w kościele Saint-Nicolas-du-Chardonnet".

- Może i pani się nawróci? - z lektury wyrywa mnie szept księgarki. Starsza pani ma siwe, krótkie włosy z równą grzywką jak średniowieczny mnich. Ciągnie mnie za rękaw i sadza za ladą. Konspiracyjnym szeptem tłumaczy: - Jesteśmy tradycjonalistami. Lefebrystami. Nie zaakceptowaliśmy postanowień Watykanu II. Msza jest u nas taka jak kiedyś, po łacinie. Trwa dwie godziny. Ksiądz stoi tyłem do parafian, nigdy na nich nie patrzy. I co tam jeszcze... - księgarka bierze łyk kawy. - Tylko w tym kościele księża dają opłatek do ust. Gdzie indziej - do ręki i nie trzeba nawet klękać! U nas kobiety muszą być w długich spódnicach, ostatni biskup wyrzucał z mszy za spodnie - patrzy krytycznie na moje dżinsy. - Niech pani chociaż szalik na głowę założy, na miłość boską. W innych kościołach głównie na gitarach grają. Zapomnieli o duchowości, tylko im w głowie rozrywki dla parafian - księgarka rozgląda się i każe mi się nachylić nad stolikiem. - To spisek. Chcą na miejsce białych dać Arabów. Specjalnie ich tu sprowadzają. Nie powinnam mówić o białych i czarnych - we Francji to wbrew prawu. Dlatego czuję się dyskryminowana. Nie ma tu wolności słowa. Lewica mydli wszystkim oczy. Żydzi tyranizują rząd. Ale cicho, sza. Tak nie wolno mówić. Nawet myśleć - strach!

Kościół wypełniają pierwsze dźwięki chorału gregoriańskiego. - A zdradzić pani, kto za tym spiskiem stoi? Papież Franciszek. To uzurpator. Niektórzy mówią nawet, że antychryst - księgarka szybko się żegna. - W rządzie już też są. Ta minister edukacji, nie pamiętam, jak się nazywa, Arabka. Chce usunąć z programu łacinę i grekę! Ale niech pani idzie do ojca Pugi, on 30 lat temu zajął nielegalnie ten kościół.

Młodzi, dumni katolicy. Nowe francuskie pokolenie

Pukam w stare drewniane drzwi. Za stołem, przy słabym świetle lampy siedzi 60-letni ksiądz w sutannie i koloratce. Ojciec Puga jest starszym bratem Benoit, generała odpowiadającego za kontakty prezydenta Francji z siłami zbrojnymi. - Było nas dziewięciu. Dwóch księży i my, młodzi tradycjonaliści. O 11.30 w niedzielę 27 lutego 1977 roku skończyła się msza. Gdy wierni wstawali z krzeseł, weszliśmy do kościoła. Wygoniliśmy księży. Byliśmy młodzi, zbuntowani, nie podobało nam się, że ktoś, nawet Episkopat, nam cokolwiek narzuca. Nasz opat rozpoczął mszę po łacinie. Padliśmy na kolana. Planowaliśmy, że nie potrwa to dłużej jak kilka dni, ale już we wtorek na mszy zebrała się ponad setka wiernych. Paryżanie chcieli liturgii takiej jak zawsze. Od tamtej pory okupujemy - czy squatujemy - kościół, który jest własnością merostwa Paryża. Ale mer przymyka oko. Wie, że na cztery niedzielne msze przychodzi ponad 6 tysięcy osób. Czasem nie mieszczą się w kościele - ojciec Puga strzepuje drobinki kurzu z czarnego polaru. Zza drzwi dochodzi do nas głos księdza odprawiającego mszę z silnym francuskim akcentem: suscippiat Dominus sacrificium de manibus tuis...

Opat opowiada mi o Marcelu Lefebvrze, francuskim biskupie, założycielu Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X i międzynarodowego seminarium w Écone w Szwajcarii. Nie zaakceptował większości zmian Soboru Watykańskiego II, głównie dotyczących ekumenizmu i kolegialności Kościoła. Nie zgodził się też na reformę mszału dokonanego przez Pawła VI. Został ekskomunikowany w 1988 roku, gdy bez zgody Rzymu wyświęcił czterech biskupów.

- Kościół we Francji idzie w niedobrą stronę. Odpuszczają liberałom wszystkie grzechy. Ludzie przychodzą do nas, bo brak im wartości. Kręgosłupa moralnego. Nie chcą małżeństw homoseksualistów, antykoncepcji i aborcji. Nie możemy jednak mówić głośno, co myślimy naprawdę. W Polsce jest lepiej. Jak księżom się coś nie podoba, to trąbią o tym wszystkie telewizje. Wierni czują się wtedy bezpiecznie, nic nie zagraża ich przekonaniom.

Pytam opata o związek Bractwa ze skrajną prawicą. Marine Le Pen ochrzciła w kościele Saint-Nicolas trójkę swoich dzieci. Puga przeprasza mnie, nie ma więcej czasu. Wierni czekają.

Siadam w ostatnim rzędzie. Nagle ktoś chwyta mnie za ramię. Czuję zapach słodkiej kawy pitej przez księgarkę. - Ja tylko chciałam przeprosić, że się nie przedstawiłam. Normalnie bym to zrobiła, ale nie mam odwagi. Wie pani, z naszymi poglądami musimy działać w ukryciu.

Miotły Pana Boga. Lefebryści w Polsce [tekst archiwalny]



Wierna córa Kościoła

Dzwonię do kościoła Polskiej Misji Katolickiej w Paryżu. - Przez panią mam gęsią skórkę, komuna mi się przypomina - ksiądz po drugiej stronie słuchawki jest wzburzony. Zwróciłam się do niego per "pan". - Musi być pani bardzo daleko od Kościoła, skoro wykazuje się takim brakiem szacunku. Nie będziemy rozmawiać - odkłada słuchawkę. Dzwonię jeszcze raz, przepraszam. Nie daje się przekonać.

Ale udaje mi się umówić z sekretarzem Misji księdzem Robertem Czarnowskim. Spotykamy się w biurze polskiego kościoła przy placu Concorde, na jednej z najbardziej luksusowych ulic Paryża, rue Saint Honoré. Dwieście metrów dalej, przy placu Vendome, stoi hotel Ritz. - Kiedyś mówiło się, że Francja jest najwierniejszą córą Kościoła. Po rewolucji francuskiej wszystko się zmieniło - ksiądz Czarnowski przyjechał do Francji dwa lata temu, wcześniej osiem lat był we Włoszech. - Ale teraz ten Kościół się odradza. Chrzci się bardzo dużo osób dorosłych. To świadomi świadkowie Jezusa Chrystusa. Francja to kraj, który ceni wolność. Każdy ma prawo do swobodnego wyznawania swojej religii, ale ważne, żeby się z tym nie obnosić. Katolicy nie są narażeni tu na ostracyzm.

Ksiądz Czarnowski często jeździ metrem. Nosi koloratkę, bo taki ma obowiązek. Często ludzie pytają, co to jest. Nie tylko Arabowie, także Francuzi. Ale spotyka się z serdecznością, dużo Francuzów mówi "Bonjour, Mon Pere", uśmiechają się. Według księdza gorzej z tym jest w Warszawie, w Polsce w porównaniu z Francją panuje straszny antyklerykalizm. - Francja ma swą specyfikę. Żeby kogoś przyciągnąć, trzeba być świadkiem, pokazać, że realizuje się ideał chrześcijański w życiu, na przykład ubóstwo. Tu nie ludzie mają się dopasować, ale ksiądz musi zaakceptować zwyczaje i tradycje lokalne. Inaczej nie da się skutecznie duszpasterzować. Pozyskanie nowego wiernego nieraz graniczy z cudem. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że ci ludzie się nawracają. Trzeba postępować delikatnie.

- Może we Francji potrzeba więcej księży robotników, tak jak w latach 50.? - pytam.

Ksiądz Czarnowski odpowiada, że jak się jest duchownym, to powinno się spowiadać, odprawiać mszę świętą, udzielać namaszczenia. Jak ksiądz idzie do kopalni, to nie ma czasu na brewiarz. Ale mówi, że jest jeden polski ksiądz, który 20 lat jeździł autobusem. Podaje mi numer.

Sam na sam z pająkami

- Gdy przejąłem kościół w 1977 roku, zdecydowałem, że nie będę żądać pieniędzy na mszy. Umówiłem się z parafianami, że oni utrzymają kościół, a ja znajdę pracę. Nie mogłem być ciężarem dla tych kilkudziesięciu rodzin - opowiada 72-letni ksiądz Edouard Kawalec, proboszcz kościoła Notre-Dame-de-Miséricorde w Bretanii.

Dwieście metrów od kościoła jest zajezdnia autobusowa, potrzebowali kierowcy. Wyjeżdżałem z zajezdni o piątej, o ósmej msza i z powrotem do autobusu. W sprawach chrztów i ślubów spotykałem się z ludźmi po ostatnim kursie.

Pasażerowie w autobusie kłócili się ze mną o to, że Kościół nie zgadza się na rozwody, małżeństwa gejów, aborcję. Musiałem im spokojnie odpowiadać. Zapraszałem na lampkę wina w parafii. W autobusie przekonałem do małżeństw kościelnych z 15 par nienależących do parafii. Niektórych nakłoniłem, by ochrzcili dzieci. Jeździłem 20 lat. Jak dziś idę na zakupy, wiele osób rozpoznaje we mnie kierowcę, który woził ich do pracy. Gdy mówię, że jestem księdzem, ludzie innej religii pytają, co to znaczy.

Z Kościoła francuskiego odeszła masa ludzi, bo im zabierał wolność. Ale teraz przychodzą z pytaniami. Niczego mi nie brakuje, tylko radości życia, mówią.

Ksiądz Edouard urodził się w 1943 roku w Chyżnem. Chodzi jak księża francuscy: w krawacie i z krzyżykiem. Gdyby we Francji chodził w sutannie, wzięliby go za integrystę. Jego parafianie to pół na pół Polacy i Francuzi.

- W Couëron jestem już 38 lat. Tylko ja i ocean, bo w odległości stu kilometrów nie ma drugiej parafii. Udało mi się zdążyć na czas, by Polaków przytrzymać w Kościele. To już było trzecie pokolenie, ich dziadkowie przyjechali tu w latach 20. do pracy w fabryce metalu. Religijność moich parafian jest inna od polskiej. Spowiedź rozumieją jako bezpośredni kontakt z Bogiem. Jeśli ktoś idzie do księdza, to szuka oparcia, niekoniecznie rozgrzeszenia. Ksiądz nie ma być sędzią. Jakbym tutaj tak mówił o grzechu jak księża w Polsce, toby się ze mnie śmiali. Polak gdziekolwiek się ruszy, widzi grzech. To nie do życia. Zresztą jakbym komuś nie dał rozgrzeszenia, bo się rozwiódł, toby powiedział, że trudno, on i tak do komunii pójdzie. Gdybym próbował narzucić polski styl, tobym został w kościele sam na sam z pająkami. Polski Kościół jest jak pies na łańcuchu: msze są zaprogramowane, spowiedzi też, a ludzie się do tego dostosowują. Ale z czasem będzie jak we Francji, kościół zostanie zmuszony do zmiany metod, bo wierni staną się bardziej wymagający.

Msza? Najlepiej we wtorek

Na ołtarzu paryskiego kościoła Saint Merri stoi roztrzaskana stara błękitna łódź. Obok krząta się czarnoskóra kobieta w kolorowym bubu i z dzieckiem na plecach: wyrzuca wypalone świeczki, przykrywa obrusem niewielki stół. Wokół stołu siedzi dziesięć osób. Czekają na mszę. Ksiądz wybiega z zakrystii, zarzuca na pomarańczową koszulę biały ornat na zamek błyskawiczny. Prosi panią po lewej, by przeszła do pierwszego rzędu. - Będzie nam cieplej - zachęca. Parafianie modlą się w skupieniu, ksiądz czyta fragment Ewangelii św. Mateusza. Potem przekazują sobie znak pokoju, przy okazji dopytując szeptem ("Idziecie na koncert jazzowy? Tylko gdzie postawią scenę, jak ta łódź stoi na ołtarzu?"). Ksiądz wychodzi zza stołu i ściska ręce wszystkim zgromadzonym. Dopytuje o zdrowie. Opłatek daje wiernym do ręki starsza pani w adidasach.

Msza trwała 25 minut. Pytam panią obok, po co ta łódź. Mówi, że to chyba na znak solidarności z uchodźcami, ale żebym dopytała ojca. - Jutro o 16 pod kościołem. Wcześniej nie mogę, bo jestem w cyrku - ksiądz wręcza mi wizytówkę. "Gérard Wybo. Duszpasterz cyrkowców i pracowników wesołych miasteczek". W rogu symbol krzyża, po jego lewej stronie żonglujący klaun, po prawej karuzela.

Po mszy zagaduje mnie starsza parafianka: - St Merri to kościół bardzo liberalny. Przychodzi tu dużo homoseksualistów, w końcu jesteśmy w Marais - dzielnicy gejów i lesbijek. Spotykają się nawet na specjalnej mszy raz w miesiącu. Lubię na nią chodzić, jak oni dużo śpiewają! Za rogiem jest inny tolerancyjny kościół, St-Leu-St-Gilles, który od lat przygarnia prostytutki. Ale kilka ulic dalej kościół St Paul jest bardziej retro. Moja córka do nich poszła, ale jak się dowiedziała, że komunii nie może dawać kobieta, to się wypisała. Retro są wszystkie polskie kościoły. Kiedyś do St Merri przyjechała polska siostra. Chciała z dziećmi na katechezie robić inscenizację drogi krzyżowej! Długo jej tłumaczyliśmy, że tego nie robimy, to zbyt poważne dla dzieci.

Nazajutrz ksiądz Wybo czeka na mnie przed kościołem. Ma koło sześćdziesiątki i filuterny uśmiech. Idziemy na piwo. Pytam o cyrk. - Co ja tam robię? Ano nic. Trzeba w życiu umieć nic nie robić. Za dużo jest ludzi, którzy chcą nauczać. Czasem siedzę po barach z klaunami. Gramy w karty. Gadamy o życiu. Pytają mnie ciągle o Pana Boga, choć z reguły nie umiem im odpowiedzieć. Na razie to ja nauczyłem się więcej od nich.

Ksiądz Wybo od 14 lat jest duszpasterzem artisans des fetes - "rzemieślników zabawy", czyli cyrkowców i właścicieli atrakcji w lunaparkach paryskich. W całej Francji 30 tysięcy rodzin pracuje w wesołych miasteczkach, a kilkunastu księży czuwa nad ich życiem duchowym.

Ksiądz dziewięć tygodni w roku spędza w bungalowie największego lunaparku w Paryżu, Foire du Trone. - Tam odprawiam msze dwa razy w tygodniu, czasem trzy. Nigdy w niedziele, bo wtedy w lunaparku zarabia się pieniądze. W poniedziałek się odsypia, więc najlepiej zrobić mszę we wtorek lub czwartek. Oni rzadko przychodzą, ale potrzebują, żebym był. Daję im widocznie poczucie bezpieczeństwa. Msza nie może być za długa, bo się nudzą. Ja im się nie dziwię. Jak chcę pospać, idę na mszę do zakonników, świetnie usypiają. Do cyrkowców trzeba mówić bez owijania w bawełnę. O ważnych rzeczach. Żadnych metafor czy trudnych słów. Część z nich przecież nie umie czytać i pisać. Zaraz po znaku pokoju zaczynają zabawę. Wyjmują whisky i cygara. To cyrkowcy mi uświadomili, że w Kościele katolickim wszystko jest postawione na głowie. Na mszy nie można mówić głupot. Dlatego zawsze przygotowuję liturgię z osobami świeckimi. Ostatnio w Saint Merri, gdzie mam msze dla zwykłych parafian, sprowadziliśmy prawdziwą łajbę, żeby sobie parafianie wyobrazili, jak to jest taką dziurawą łódką płynąć.

Cyrkowcy się nie spowiadają. A po co? Jak bym mógł nie odpuścić grzechu sypiania z narzeczonym? Co to za grzech? Trzeba każdego człowieka zrozumieć. Jak ja mogę ich oceniać? Jestem im potrzebny do czego innego. Chcą ze mną gadać o życiu, o strachu przed śmiercią. Mają niebezpieczny zawód. Kąsają ich węże, spadają, naprawiając karuzele i kolejki górskie. Nie chce im się załatwiać papierów w urzędzie, chcą tylko powiedzieć "tak" przed Bogiem, więc zawierają fałszywe małżeństwa. Ja im tych ślubów udzielam. A czemu nie?

Sześć lat temu biliśmy się z policją. Bo Francja nie chce już wesołych miasteczek. Kiedyś zawsze było dla nich miejsce między merostwem a kościołem. Teraz tam jest prywatny, drogi jak cholera parking. By zaprotestować, 3 tysiące cyrkowców zebrało się w Paryżu. Szliśmy pod Senat. Przy Bastylii trzeba było przesunąć policyjny samochód, bo zawadzał. Nie wahałem się ani sekundę. Oni są dla mnie jak rodzina.

Przez to, że jestem księdzem lunaparków, Episkopat mnie szanuje. Kościół potrzebuje cyrkowców, bo to dobra reklama (na pasterce w paryskim cyrku Grus zebrało się w tamtym roku 3 tysiące osób, aż biskup Notre-Dame był zazdrosny!). A cyrkowcy potrzebują nas, bo poprawiamy im reputację. Poza tym oni są wszyscy wierzący. Może nie zawsze po katolicku, ale wiedzą, co to duchowość. Reszta jest nieważna.


https://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/1,157053...angelizuja.html

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #2167

     
misza88
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.493
Nr użytkownika: 62.208

Michal
Stopień akademicki: mgr inz.
 
 
post 23/01/2020, 12:01 Quote Post

QUOTE(Lord Mich @ 23/01/2020, 10:40)
QUOTE(misza88 @ 23/01/2020, 10:25)


Arbago
CODE

Akurat pójście w konserwatyzm dla Kościoła jest bez sensu, bo nie ma z tego profitów dla przyszłość i oznacza stagnacje i powolną śmierć. I tak np. środowiska konserwatywne w kościele nie formują przyszłych kandydatów na kapłanów, z stąd tak radykalny spadek powołań do stanu kapłańskiego, nawet w biskupstwach typowo konserwatywnych (moim kieruje arc. Depo i w częstochowskim seminarium formuje się tylko 26 kleryków łącznie na 6 latach. W święta odczytano list arc. w którym grzmiał, że społeczeństwo nie daje nowych kapłanów i grozi, że za kilka lat będzie łączył parafię ze względu na dramatyczne braki kadrowe). A w biskupstwie wiara trzyma się mocno, sporo jest też organizacji chrześcijańskich itp.

Pozdrawiam!

Przecież ze środowisk liberalnych również nie ma kapłanów.
Pójście w liberalizm jest całkowicie bez sensu i doprowadzi do tego co mamy dziś w państwach zachodnich.



To ja akurat pisałem. Ale w wypadku zniesienia celibatu to liberalni katolicy przejmą stan kapłański, a to spowoduje dalszą liberalizację kościoła i zepchniecie tradycjonalistów do jeszcze większego getta. Pójcie w tradycjonalizm to też prosta droga do protestantyzacji i decentralizacji Kościoła spowodowanego naturalną likwidacją stanu kapłańskiego. Hierarchia przestanie istnieć z uwagi na brak ludzi, zatem środowisko konserwatystów będzie zmuszone do wybierania spośród siebie ludzi pełniących rolę "pastorów".

Pozdrawiam!
*


Tutaj nie chodzi o zniesienie celibatu. Chodzi o ogólny przekaz KRK, głaskanie po główce grzeszników, np. komunia osobom w konkubinacie. Pewnych granic nie powinno się przekraczać. Religia nie może być tylko przyjemnym kółkiem wzajemne adoracji bo umrze, rozrywki lud ma dziś inne - bardziej rozrywkowe. O np. poście to dzisiaj słyszy mało który katolik.
Osobiście nie jestem specjalnym fanem celibatu... co nie zmienia faktu że kościelny "dobroludzizm" jest dla mnie nie do przyjęcia.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2168

     
Lord Mich
 

Capitaine
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.208
Nr użytkownika: 15.415

Michal Piekarski
Zawód: :)
 
 
post 23/01/2020, 13:20 Quote Post

Szczerze mówiąc nie mam żadnego zdania na temat przyjmowania przez konkubentów komunii i jest to sprawa marginalna ze względu na to że i tak większość wiernych nie przyjmuje sakramentu.

Pozdrawiam!
 
User is offline  PMMini Profile Post #2169

     
szczypiorek
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.180
Nr użytkownika: 74.357

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 23/01/2020, 13:21 Quote Post

Jak dla mnie to wszystko idzie w kierunku podziału. Nie wiem tylko na jakiej zasadzie miałoby do tego dojść. Rozdźwięk między skrzydłem liberalnym a tradycjonalistami (mam wrażenie) z każdym rokiem się nasila. Duże znaczenie będzie miała pozycja Franciszka - jakim dalej to wszystko kursem będzie szło. No, ale on młodszy się nie robi. Więc tu pojawia się sprawa następcy - kto i jakie poglądy będzie forsował za kilka (?) lat. W każdym razie taka uwaga. Często przeglądam sobie różne opinie na społecznościówkach prawicy, na co bardziej radykalnych portalach. Nazywanie Franciszka "antychrystem" (tak jak w linkowanym wyżej reportażu) mało już kogo tam szokuje. Czasem mam wrażenie, że spotyka się to z coraz większym zrozumieniem, wręcz uznaniem. Nie wiem jak tradsi będą mogli znaleźć wspólny język z katolickimi liberałami. To są coraz bardziej oddalające się światy. No, ale tu musieliby się forumowi katolicy wypowiedzieć. Znają problem z własnego podwórka, z własnych kontaktów.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2170

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.242
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 23/01/2020, 13:37 Quote Post

CODE
np. komunia osobom w konkubinacie

confused1.gif Coś się zmieniło w tej kwestii?
Wiem, że Kościół dopuszcza do komunii osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach, ale muszą spełnić określone warunki.

CODE
4. Kiedy małżonkowie rozwiedzieni, żyjący w związkach niesakramentalnych, mogliby przyjąć Sakrament Pokuty i Komunii świętej?


Istnieją różne drogi powrotu do życia zgodnego z zasadą nierozerwalności małżeńskiej.
Małżonek żyjący w nowym związku cywilnym może opuścić konkubinariusza i pogodzić się z małżonkiem sakramentalnym. Na to potrzebna jest zgoda obu partnerów pierwszego związku sakramentalnego i konieczne jest przebaczenie chrześcijańskie oraz wielkoduszność serca. Innym sposobem powrotu do wierności małżeńskiej jest odejście od konkubinariusza i życie w samotności, w separacji.

Kolejnym sposobem powrotu do życia według zasad katolickich jest uzyskanie na forum kościelnym orzeczenia nieważności pierwszego małżeństwa. Jest to możliwe tylko w tych wypadkach, w których da się udowodnić, że pierwsze małżeństwo zostało nieważnie zawarte. Konieczne jest przeprowadzenie kościelnego procesu małżeńskiego. Sądy kościelne mogą przeprowadzić proces małżeński tylko wówczas, gdy istnieje przyczyna nieważności małżeństwa, określona w prawie kanonicznym i gdy tę przyczynę da się udowodnić. Trzeba powiedzieć, że nie każda przyczyna rozpadu małżeństwa jest równocześnie przyczyną nieważności małżeństwa. Przyczyna nieważności małżeństwa musi istnieć już w chwili zawierania małżeństwa. Np. choroba alkoholowa, która stanowi przyczynę nieważności małżeństwa, musi występować w momencie zawierania małżeństwa, a więc przed ślubem, a nie dopiero kilka lat po ślubie. Alkoholizm nabyty w odległym czasie po ślubie może być przyczyną rozpadu małżeństwa, ale nie jest przyczyną nieważności małżeństwa. Osoby, które uzyskały sadowe stwierdzenie nieważności małżeństwa, są wolne, nie są związane pierwszym małżeństwem i mogą zawrzeć ponownie związek małżeński z inną osobą. I wówczas mogą przyjmować Komunię świętą.

Jeżeli niemożliwe jest uregulowanie spraw sumienia w wyżej wymieniony sposób, pozostaje małżonkom rozwiedzionym, żyjącym w związku niesakramentalnym, jeszcze jedna droga, podana przez Kościół. Zależy ona wyłącznie od dobrej woli zainteresowanych. W pewnych wypadkach Kościół dopuszcza małżonków rozwiedzionych, żyjących w związkach niesakramentalnych do Komunii świętej, ale po spełnieniu ściśle określonych warunków. Warunki te zostały ostatnio przypomniane przez Ojca św. Jana Pawła II w Adhortacji "Familiaris consortio" (n. 84), oraz w cytowanym dokumencie Kongregacji Nauki Wiary z dnia 14 września 1994 r. (n. 4).

Warunki te są następujące:
Po pierwsze małżonkowie mają uznać naukę Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa, chociaż praktycznie tej nauce się sprzeniewierzyli, bo rozerwali małżeństwo sakramentalne i żyją w nowych związkach cywilnych. Winni żałować za tę niewierność wobec woli Chrystusa.
Po drugie nie mogą zadośćuczynić obowiązkowi odejścia 80 drugiego partnera dla ważnych powodów, np. ze względu na wychowanie dzieci lub świadczenie sobie wzajemnej opieki.
Po trzecie zobowiązują się żyć w pełnej wstrzemięźliwości seksualnej. Nie na krótki czas, ale na zawsze.
Po czwarte nie może zachodzić niebezpieczeństwo zgorszenia. Praktycznie oznacza to możliwość przyjmowania Komunii św. w obcej parafii. Warunki te zostały przypomniane także w IV Synodzie Diecezji Tarnowskiej (stat. 591).
Małżonkowie ci muszą naturalnie spełnić wszystkie warunki konieczne do dobrej spowiedzi świętej. Po wielu latach nieprzystępowania do sakramentu Pokuty winni zrobić sobie dobry rachunek sumienia. Winni szczerze żałować za wszystkie grzechy, które pamiętają i których nie pamiętają. Grzechy ciężkie muszą wyznać według liczby i okoliczności. Winni uczynić mocne postanowienie poprawy. I muszą zadośćuczynić Bogu i ludziom. W pierwszym rzędzie muszą naprawić krzywdę wyrządzoną małżonkowi sakramentalnemu i dzieciom urodzonym w tym małżeństwie. Naprawienie krzywdy jest warunkiem owocnej spowiedzi.

Przystępowanie do Komunii świętej nie może budzić zgorszenia. Dlatego tacy małżonkowie nigdy nie mogą komunikować w swojej parafii, ani z okazji chrztu własnego dziecka, ani z okazji jego pierwszej Komunii świętej czy bierzmowania, ani w dniu ślubu dziecka, ani z racji pogrzebu w rodzinie. Bo nikt nie może udzielić dyspensy od faktu zgorszenia. Znamy słowa Chrystusa o gorszycielach: "Biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18,7). Jeżeli ktoś ze znajomych lub krewnych zauważy, że małżonkowie niesakramentalni przystępują do Komunii świętej w obcej parafii, trzeba sprawę wyjaśnić, że korzystają z sakramentów świętych, gdyż zachowują warunki wymagane przez Kościół święty. Winni też powiadomić o tym własnego proboszcza, bo to jest sprawa ważna. Może mieć to niebagatelne znaczenie w wypadku nagłej śmierci partnera. Wówczas proboszcz udzieli pogrzebu katolickiego, po odpowiednim uświadomieniu wiernych.

Na koniec z całą mocą należy podkreślić, że do sakramentu spowiedzi i Komunii świętej dopuszczeni są tylko ci małżonkowie cywilni, którzy nie mogą zawrzeć ze sobą sakramentu małżeństwa, bo mają przeszkodę kanoniczną, przeszkodę węzła małżeńskiego. Natomiast ci małżonkowie, którzy żyją w związkach cywilnych i nie posiadają żadnych przeszkód kanonicznych do zawarcia ślubu kościelnego, nie mogą korzystać z tego przyzwolenia Kościoła. Oni muszą postępować normalną drogą, to znaczy najpierw muszą wziąć ślub kościelny, a potem bez przeszkód mogą przyjmować sakramenty święte. Także ci wierni, którzy żyją bez ślubu kościelnego i bez cywilnego, w związkach nieformalnych, w tzw. "małżeństwach na próbę", czy tzw. "wolnych związkach", nie mogą przystępować do sakramentu pokuty i Komunii świętej. Oni muszą najpierw albo się rozejść, albo zawrzeć sakrament małżeństwa i jako dysponowani duchowo mogą sakramentalnie zjednoczyć się z Chrystusem.


http://www.zabno.diecezja.tarnow.pl/index....sakramentalnych

"Amoris laetitia" też z tego, co wyczytałem nie zmieniła wiele w tej kwestii.
https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/franci...a_19032016.html
Rozwodnik, który żyje w nowym związku musi przedstawić na spowiedzi argumenty, które przekonają spowiednika, że rozwód był konieczny, a nowy związek służy np. wychowaniu dzieci.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2171

     
Prawy Książę Sarmacji
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.873
Nr użytkownika: 98.849

 
 
post 23/01/2020, 16:54 Quote Post

QUOTE(Lord Mich @ 23/01/2020, 14:20)
Szczerze mówiąc nie mam żadnego zdania na temat przyjmowania przez konkubentów komunii  i jest to sprawa marginalna ze względu na to że i tak większość wiernych nie przyjmuje sakramentu.

Pozdrawiam!
*


Wagi sprawy nie mierzy się tylko liczbą zaangazowanych podmiotów.

@Chochlik
CODE
Symulacja jak i dane wskazują, że Kościół traci wpływy i wiernych. O to liczba tych ostatnich decyduje o wpływach, a te o napływie gotówki. Zgadzam się, że z punktu widzenia Kościoła najlepszym rozwiązaniem było skłonienie liberalnych do zmiany zdania. Tyle, że się to nie uda. Bo nie wystarczy zmiana w jednym kraju, ale we wszystkich. A to się nigdy nie uda.


Mentalność panująca w Kościele też robi swoje.

Przeczytaj wywiad z o. Gużyńskim - https://wiadomosci.onet.pl/kraj/o-pawel-guz...okracja/vz5zfb8
Fragment z niego:

Jakub Szewczenko: Ojciec w swoich wypowiedziach często mówi, że księża w Polsce myślą w sposób niedemokratyczny. Co to dokładnie znaczy?

Jednym z głównych elementów ich mentalności jest głębokie niezrozumienie tego, czym jest państwo oparte na zasadach demokracji liberalnej i rządów prawa. Zasadnicze kościelne idee dotyczące państwa i polityki ukształtowały się w czasach dominacji religijnej chrześcijaństwa na dostępnym mu obszarze świata, co oznaczało również, że to Kościół namaszczał królów. Gdy pojawiła się nowa polityka i nowy kształt państwa jako rzeczywistości zsekularyzowane, Kościół utracił swoją zwierzchniość nad władzą świecką. Wielu księży wciąż nie może się z tym pogodzić. W myśleniu księżowskim Kościół jest wciąż „ponad” – jest „czapą” nakładaną na każdy system władzy. Może to być władza demokratyczna, mogłaby nawet powrócić monarchia, ale i tak nad tym wszystkim ma być Kościół, który jest recenzentem i ustala reguły.

Cicha schizma, o której piszesz będzie jeszcze głośniejsza im mocniej Kościół będzie brał skręt w stronę liberalizmu. To pogłębi podział w Kościele na część konserwatywną i część liberalna z punktu widzenia tych drugich. W przyszłości może to doprowadzić do nowego podziału Kościoła, a w ostatecznym nawet do upadku.

Moze i jest juz za późno na zmiane mentalności acz to tez kwestia wyniany pokoleniowej. Tylko ze to nie oznacza ze Kosciol ma isc w liberalizm, bo zatraci siebie i wywietrzeje. Pewnie ze hierarchowie za siedzenie cicho beda miec jakies frukty od panstwa.

Guzyński jest przedstawicielem liberalnego skrzydła i dobrze na jego wypowiedzi widać problemy.

W istocie ten fragment wypowiedzi, ktory zacytowałeś sprowadza się do postulatu aby Kosciół przestał zabierać głos w sprawach publicznych.

Zgadzam sie ze nacisk na liberalizacje bedzie wzbudzał reakcje i zwiekszenie napięcia.
Pytanie o podział jest trudne, ciekawi mnie czy ktokolwiek miałby na tyle odwagi, czy raczej, jaka kwestia musiałaby zostać postawiona na ostrzu aby odpowiednia liczba biskupów wypowiedziała sie wprost przeciw papiezowi (zakladam ze to papiez bedzie dązył do liberalizacji, a przynajmniej ze nie będzie odwracał trendu, jak to było w "Młodym Papieżu").

Ten post był edytowany przez Prawy Książę Sarmacji: 23/01/2020, 16:55
 
User is offline  PMMini Profile Post #2172

     
ChochlikTW
 

W trakcie uczłowieczania
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.242
Nr użytkownika: 98.976

Stopień akademicki: magister
 
 
post 24/01/2020, 10:23 Quote Post

QUOTE(Prawy Książę Sarmacji @ 23/01/2020, 16:54)
@Chochlik
CODE
Symulacja jak i dane wskazują, że Kościół traci wpływy i wiernych. O to liczba tych ostatnich decyduje o wpływach, a te o napływie gotówki. Zgadzam się, że z punktu widzenia Kościoła najlepszym rozwiązaniem było skłonienie liberalnych do zmiany zdania. Tyle, że się to nie uda. Bo nie wystarczy zmiana w jednym kraju, ale we wszystkich. A to się nigdy nie uda.


Mentalność panująca w Kościele też robi swoje.

Przeczytaj wywiad z o. Gużyńskim - https://wiadomosci.onet.pl/kraj/o-pawel-guz...okracja/vz5zfb8
Fragment z niego:

Jakub Szewczenko: Ojciec w swoich wypowiedziach często mówi, że księża w Polsce myślą w sposób niedemokratyczny. Co to dokładnie znaczy?

Jednym z głównych elementów ich mentalności jest głębokie niezrozumienie tego, czym jest państwo oparte na zasadach demokracji liberalnej i rządów prawa. Zasadnicze kościelne idee dotyczące państwa i polityki ukształtowały się w czasach dominacji religijnej chrześcijaństwa na dostępnym mu obszarze świata, co oznaczało również, że to Kościół namaszczał królów. Gdy pojawiła się nowa polityka i nowy kształt państwa jako rzeczywistości zsekularyzowane, Kościół utracił swoją zwierzchniość nad władzą świecką. Wielu księży wciąż nie może się z tym pogodzić. W myśleniu księżowskim Kościół jest wciąż „ponad” – jest „czapą” nakładaną na każdy system władzy. Może to być władza demokratyczna, mogłaby nawet powrócić monarchia, ale i tak nad tym wszystkim ma być Kościół, który jest recenzentem i ustala reguły.

Cicha schizma, o której piszesz będzie jeszcze głośniejsza im mocniej Kościół będzie brał skręt w stronę liberalizmu. To pogłębi podział w Kościele na część konserwatywną i część liberalna z punktu widzenia tych drugich. W przyszłości może to doprowadzić do nowego podziału Kościoła, a w ostatecznym nawet do upadku.

Moze i jest juz za późno na zmiane mentalności acz to tez kwestia wyniany pokoleniowej. Tylko ze to nie oznacza ze Kosciol ma isc w liberalizm, bo zatraci siebie i wywietrzeje. Pewnie ze hierarchowie za siedzenie cicho beda miec jakies frukty od panstwa.

Guzyński jest przedstawicielem liberalnego skrzydła i dobrze na jego wypowiedzi widać problemy.

W istocie ten fragment wypowiedzi, ktory zacytowałeś sprowadza się do postulatu aby Kosciół przestał zabierać głos w sprawach publicznych.

Zgadzam sie ze nacisk na liberalizacje bedzie wzbudzał reakcje i zwiekszenie napięcia.
Pytanie o podział jest trudne, ciekawi mnie czy ktokolwiek miałby na tyle odwagi, czy raczej, jaka kwestia musiałaby zostać postawiona na ostrzu aby odpowiednia liczba biskupów wypowiedziała sie wprost przeciw papiezowi (zakladam ze to papiez bedzie dązył do liberalizacji, a przynajmniej ze nie będzie odwracał trendu, jak to było w "Młodym Papieżu").
*



Jeżeli do tej pory pomimo zmian pokoleniowych mentalność nie uległa zmianie to problem może leżeć, gdzie indziej. Kościół jest mocno instytucją hierarchiczną, co pozwala premiować określony osoby wpasowujące się w dotychczasowy schemat. Wątpię, aby zmienił się sposób postrzegania świata przez Kościół. Zresztą nie tylko świata, ale i zwykłego człowieka. Ostatnio ks. Tomasz Jochemczyk przekonywał, że jest prawie Chrystusem i z tego powodu należy go całować w rękę. O ile coś takiego przekona osobę bardzo głęboko wierzącą, o tyle niedzielnego katolika już nie. Kościół na własne życzenie oddala się od wiernych.

https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Polit...zy-w-reke-WIDEO

Choć nie powiem są wyjątki, jak ks. Michał Misiak.

Czy to musi być jedna kwestia? Może się nałożyć ich tak wiele, że kolejna przeleje czarę goryczy. Ani św. p. Jan Paweł II oraz Benedykt XI (jemu wypominano tylko, że jest Niemcem) nie spotkała taka krytyka z własnego podwórka jak obecnego papieża. Jeżeli jego następca będzie szedł podobną drogą, wiernych zacznie ubywać to może dojść do takiej sytuacji pod hasłem "ratowania Kościoła".

Fragment, który zacytowałem odnosił się do tego, że Kościół nie potrafi odnaleźć się w sytuacji, gdy stracił siłę polityczną, którą kształtował niegdyś świat. O. Gużyński uważa, że Kościół nie powinien zabierać głosu w sprawach politycznych. Badania CBOS-u z 2019r. pokazały, że ta kwestia zajęła drugie miejsce jeżeli chodzi o problemy Kościoła:

60 proc. badanych za najpoważniejszy problem Kościoła w Polsce uznało pedofilię duchownych. Na następnych miejscach badani wymienili zaangażowanie Kościoła w politykę (37 proc.), odchodzenie wiernych z Kościoła (29 proc.), homoseksualizm duchownych (20 proc.), dawanie wyrazu sympatiom politycznym w trakcie kazań (20 proc.), zbyt wysokie opłaty pobierane przy okazji sakramentów (19 proc.), zbyt wystawne życie duchownych (18 proc.) i nieprzestrzeganie celibatu (15 proc.).

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-cbos...campaign=chrome

Badania w 2013r. pokazują to samo:

Prawie połowa 49 proc. Polaków uważa, że Kościół wywiera w Polsce zbyt duży wpływ na politykę, a 70 proc. nie zgadza się, by Kościół i księża katoliccy wypowiadali się w bieżących sprawach politycznych - wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Instytutu Spraw Publicznych.

https://www.newsweek.pl/polska/kosciol-ma-z...olityke/21y9k5b


Interesujący z punktu widzenia zaangażowania Polaków w religię artykuł podsumowujący "niedzielę bez handlu" i uczęszczanie do kościoła. Wstawię tylko fragmenty, ale warto zapoznać się z całością. wink.gif

- Nowe prawo oceniam pozytywnie. Wszystkie założenia zostały zrealizowane. Były one nieco inne od stereotypów, które krążyły w opinii publicznej. Chodziło nie tylko o wolny dzień dla pracowników, by więcej czasu spędzali z rodziną, ale przede wszystkim o nawyki kulturowe. By przez niedzielę bez handlu motywować do spacerów, rekreacji, sportu, kultury. W ten sposób wprowadzamy standardy europejskie - mówi nam Śniadek.
Poseł Prawa i Sprawiedliwości przekonuje, że celem ustawodawcy nie było przyciągnięcie ludzi do kościoła, na co liczyli biskupi i dawali temu wyraz w przestrzeni publicznej. Śniadek przyznaje jednocześnie, że "głos Kościoła był obecny w dyskusji".
Sęk w tym, że idąc tym tropem, należałoby może zamknąć nie tylko sklepy i galerie handlowe, ale też kina, restauracje i teatry? Wówczas, bez alternatywy, kościoły być może byłyby chętniej odwiedzane, ale na to wpływ ma zdecydowanie więcej czynników - jak np. przekonania religijne, zaangażowanie w życie wspólnoty parafialnej czy po prostu zaufanie do duchownych.


(...)

- Problem w tym, że wiernych liczy się tylko raz na rok. Nie ma tu rozróżnienia, czy przychodzą do kościoła w niedziele handlowe, czy w niedziele bez handlu. Najprostszym miernikiem byłaby chyba zwykła ankieta, sondaż, w którym zapytalibyśmy wiernych czy faktycznie częściej chodzą do kościoła w niedziele bez handlu - uważa ks. Wojciech Węgrzyniak z Krakowa.
- Osobiście nie sądzę, by ten czynnik cokolwiek zmienił. Jak ktoś ma iść do kościoła, to po prostu do niego idzie. Nie sądzę, że nie idzie do kościoła z tego powodu, że sklepy są otwarte - dodaje ks. Węgrzyniak.


https://fakty.interia.pl/polska/news-niedzi...campaign=chrome
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2173

     
szczypiorek
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.180
Nr użytkownika: 74.357

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 24/01/2020, 11:27 Quote Post

A propos podziałów - dająca do myślenia sytuacja ostatnio u metodystów:

QUOTE
Metodyści się dzielą. Powodem brak zgody w sprawie osób LGBT


QUOTE
Frakcja większościowa będzie odtąd określana mianem tradycjonalistów. Druga frakcja stanie się jedną z najbardziej liberalnych wspólnot protestanckich w Stanach Zjednoczonych. Formalne rozbicie Kościoła metodystycznego ma zostać zatwierdzone w maju.

W ubiegły piątek zwierzchnicy Kościoła metodystycznego, drugiej co do wielkości wspólnoty protestanckiej w Stanach Zjednoczonych, ogłosili podział na dwa odrębne Kościoły. Powodem schizmy jest brak zgody w sprawie małżeństw jednopłciowych oraz dopuszczania do posług osób z zaburzeniem tożsamości płciowej.

Rozbicie amerykańskich metodystów kończy długą drogę dialogu i rozeznawania. W lutym ub.r. przedstawiciele wszystkich wspólnot lokalnych spotkali się na ogólnokrajowej sesji poświęconej seksualności i jedności Kościoła.

Okazało się, że podziały mają już charakter fundamentalny. Większość uczestników opowiedziała się za zakazem związków jednopłciowych, argumentując, że „pożycie homoseksualne jest niezgodne z chrześcijańskim nauczaniem”. W konsekwencji uznano, że każda z frakcji pójdzie własną drogą, a separacja jest najlepszym sposobem na zakończenie trwających od kilkudziesięciu lat sporów.


http://wiez.com.pl/2020/01/08/metodysci-si...awie-osob-lgbt/
 
User is offline  PMMini Profile Post #2174

     
Ida Wielkie Gniazdo
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 225
Nr użytkownika: 98.200

 
 
post 24/01/2020, 23:00 Quote Post

QUOTE(ChochlikTW @ 24/01/2020, 10:23)

a 70 proc. nie zgadza się, by Kościół i księża katoliccy wypowiadali się w bieżących sprawach politycznych - wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Instytutu Spraw Publicznych

*



Naprawdę?

Ale chyba nie wtedy, gdy np ksiądz katolicki przeprasza B.Komorowskiego za to, że nie wybrano go na drugą kadencję.

Albo gdy biskup potępia "łamanie konstytucji"
 
User is offline  PMMini Profile Post #2175

145 Strony « < 143 144 145 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej