Drukowana wersja tematu

Kliknij tu, aby zobaczyć temat w orginalnym formacie

historycy.org _ Czasy przodków ogólnie _ Wiedza Piastów

Napisany przez: tyrq 25/06/2013, 21:14

Tak się ostatnio zastanawiałem skąd nasi przodkowie czerpali wiedzę z zakresu medycyny naturalnej i dziedzin jej pokrewnych. Jeszcze leczenie ziołami mogę sobie wyobrazić. Przychodzą Słowianie na ziemie dzisiejszej Polski, część wiedzy o ziołolecznictwie czerpią od autochtonów, część wiedzy zdobywają obserwując zwierzęta. Część w drodze eksperymentów np. kogoś zaczyna boleć żołądek czy serce to idzie do szeptuły albo jakiegoś szamana czy kapłana a ten wpierw mu daje wywar, herbatkę z kory dębu i patrzy czy za godzinę mu się polepszy jak nie, to wywar z rumianku albo z mięty. To samo z ranami. Przykładane są różne rośliny aż do babki lekarskiej.
Za to jak wpadli na pomysł aby na ranę przyłożyć pajęczynę i przeżuty chleb to nijak nie mam pojęcia. Jak człowiek o zdrowych zmysłach coś takiego po raz pierwszy może przyłożyć do otwartej rany ? Pajęczyna kojarzy się z pająkiem, brudem i lękiem człowieka przed pająkami więc skąd taka wiedza ? Zwłaszcza, że skuteczna i dziś mamy takie tego wytłumaczenie:

"Słynny chleb zagniatany z pajęczyną, który przykładano na rany, to bardzo dobry tego przykład. Włókna pajęczej sieci składają się z białka, które jest doskonałą pożywką dla rozwoju bakterii i pleśni. Aby misterna konstrukcja nie została zjedzona przez niewidoczne drobnoustroje, sieć pokryta jest naturalnym środkiem bakteriobójczym - antybiotykiem. Z przyłożonej na ranę pajęczyny, uwalnia się zabójcza dla bakterii substancja, co znacznie zmniejsza ryzyko infekcji. Obecność chleba w takim ludowym opatrunku można porównać do dzisiejszych „substancji pomocniczych”. Przed dodaniem pajęczyny chlebowy miękisz żuto. Ponieważ w ludzkiej ślinie znajduje się substancja bakteriobójcza, jaką jest lizozym, takie przygotowanie dodatkowo potęgowało siłę opatrunku. "

Inna sprawa, która mnie ostatnio zastanowiła to stary zwyczaj krzyczenia do naczynia, gdzie jest wsypywana kapusta do kiszenia. Podejrzewam, że chodzi o to aby bakterie z flory bakteryjnej, miłe człowiekowi zapoczątkowały proces kiszenia a nie np jakieś drożdżaki proces fermentacji...tylko skąd wiedziano o tym dawno temu na wsi ? To krzyczenie nad kapustą jest praktykowane do dziś.

Zapraszam do dyskusji.

Napisany przez: poldas372 25/06/2013, 22:09

Już coś było na tym forum na ten temat.
Kojarzę to z protoplastyką penicyliny.

Kapustę za gówniorza ubijałem w beczce i wcześniej tydzień czasu nóg nie myłem, co by smak kiszonki polepszyć.
Jednak nikt się do beczki nie wydzierał.
Mimo tego potrafiła się poprawnie ukisić.

Z tymi brudnymi "kulasami", to oczywiście żartowałem.


© Historycy.org - historia to nasza pasja (http://www.historycy.org)