Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
5 Strony « < 3 4 5 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> TV w PRL a filmy z USA
     
gen. Rozwadowski
 

lewus
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 549
Nr użytkownika: 61.548

Stopień akademicki: student
Zawód: rozbieracz-wykrawacz
 
 
post 26/01/2011, 12:25 Quote Post

QUOTE
Polacy, Rosjanie, Czechosłowacy nie znali realiów amerykańskich, po cóż więc bombardować ich filmami niezrozumiałymi tudzież nie do końca zrozumiałymi?

W Polsce to głównie były westerny, a nawet za żelazną kurtyną na historii uczono się o kolonizacji terenów Ameryki północnej.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #61

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 23.392
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 26/01/2011, 12:34 Quote Post

QUOTE(jeżozwierz @ 26/01/2011, 10:20)
Skoro amerykańskie realia były inne od polskich (i słusznie, bo dlaczego miałyby być takie same?) i stąd też mogło wynikać niezrozumienie polskich filmów, to chyba oczywiste, że na zasadzie odwrotności działało to w drugą stronę: Polacy, Rosjanie, Czechosłowacy nie znali realiów amerykańskich, po cóż więc bombardować ich filmami niezrozumiałymi tudzież nie do końca zrozumiałymi?

Nie takie oczywiste. Po pierwsze realia amerykańskie było zrozumieć niezwykle łatwo. Po drugie chyba rozumiano i dalej się rozumie, skoro amerykańskie filmy chętnie się oglądało na całym świecie i dalej ogląda i nikt widzów do tego nie zmusza.

Po trzecie: film w USA jest produkowany tylko i wyłącznie dla jednego powodu: żeby zarobił pieniądze. 99,99 % produkcji demoludów pod tym względem to była wtopa, gdyby je sprowadzić na amerykański rynek.

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #62

     
Baszybuzuk
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.191
Nr użytkownika: 50.178

Stopień akademicki: Nadszyszkownik
Zawód: IT
 
 
post 27/01/2011, 3:01 Quote Post


Jednak przez tą wybiórczość decydentów (socjalizm nawet w miarę mało totalnych wersjach opiera się na założeniu, że gdzieś tam są mądrzejsi, którzy wybiorą za ciebie co masz oglądać/słuchać) ominęła nas (lub pojawiła się bez kontekstu) cała masa produkcji, bez których dość trudno jest zrozumieć współczesną Amerykę. Nie żeby zawsze to były filmy wybitne, ale ograniczanie się do jedynie tych najbardziej udanych mocno zawęża postrzeganie całości.

Ktoś już tu stwierdził, że cenzorzy i decydenci filmowi chyba niechcący prowadzili swego rodzaju krecią robotę, bo trafiały do nas prawie wyłącznie (choć zwykle z opóźnieniem - ze względów finansowych) produkcje od średnich do wybitnych, tworząc wśród widzów dość wybiórczą (i wyidealizowaną) wizję tego, jak wygląda USA. Szczególnie w kontekście kinematografii rodzimej i "zaprzyjaźnionej", z której pokazywano praktycznie wszystko, obojętnie czy dobre czy nie. smile.gif
 
User is online!  PMMini Profile Post #63

     
Marecki384
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 358
Nr użytkownika: 65.289

Marek Marecki
Zawód: internauta
 
 
post 13/02/2018, 15:58 Quote Post

QUOTE(emigrant @ 2/09/2010, 23:31)
Puszczano amerykańskie filmy (także w kinach) z okresu, kiedy tworzyły się tam związki zawodowe (NP. Na nabrzeżach Kazana lub FIST ze Stallonem). W ogóle wszelkie pałowanie w USA było mile widziane na naszych ekranach.
Puszczano filmy o niewolnictwie: Mandingo lub w ogóle konfliktach rasistowskich: "Człowiek klanu" (kompletna bzdura) ale i te dobre: Np. "W upalną noc" ze Steigerem i Sidneyem Piotiers (nota bene: Poitiers miał przechlapane u swoich ziomków za występowanie w tych filmach. Blacksploatation to się nazywało...)
Puszczano też amerykańskie filmy wojenne, np. "Pamiętnik z Guadalcanal", czy "Piekło na Pacyfiku" (ale chyba nie było 'Piasków Iwo Dzimy" lub typowo przygodowe produkcje jak "Tylko dla orłów" czy komedie jak "Złoto dla zuchwałych".
W latach 70-tych pozaliczaliśmy większość megaprodukcji jak "Bitwa o Midway" czy "O jeden most za daleko" (wcześniej szedł Najdłuższy dzień").

Ale np. "Żelazny krzyż" z Coburnem i Schellem był zakazany. Wiadomo: pokazywał front wschodni...
*


Przepraszam że po tylu latach odpisuje ( znalazłem ten wątek na forum Sat Kuriera w temacie TVP dawniej
FIST ze Stallonem wstyd się przyznać nie widziałem
Ale Mandingo coś pamiętam albo pokazywali w końcówce lat 80 albo początek lat 90.
Bogaty plantator gwałci niewolnice organizuje walki niewolników.
Pamiętam jak jego żona urodziła dziecko (poszła do łóżka z niewolnikiem) lekarz rozwiązał pępowinę.
Pamiętam też taką scenę : Targ niewolników jakaś kobita wsadziła rękę niewolnikowi w gacie
A co do filmów to śmigały też filmy z Hongkongu.
Wejdzcie sobie na wikia stara telewizja
Ja z seriali pamiętam Waszyngton za zamkniętymi drzwiami , Dempsey i Makapece na tropie

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 16/02/2018, 12:51
 
User is offline  PMMini Profile Post #64

     
Baszybuzuk
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.191
Nr użytkownika: 50.178

Stopień akademicki: Nadszyszkownik
Zawód: IT
 
 
post 14/02/2018, 12:27 Quote Post

QUOTE(Marecki384 @ 13/02/2018, 15:58)
(...)Ale Mandingo coś pamiętam albo pokazywali w końcówce lat 80 albo początek lat 90.
Bogaty plantator gwałci niewolnice organizuje walki niewolników.
Pamiętam jak jego żona urodziła dziecko (poszła do łóżka z niewolnikiem) lekarz rozwiązał pępowinę.
Pamiętam też taką scenę : Targ niewolników jakaś kobita wsadziła rękę niewolnikowi w gacie
(...)


Między innymi dlatego w całym obozie socjalistycznym był popularny mem (w dzisiejszym rozumieniu tego słowa) "a u was biją Murzynów" (używany w sytuacji, kiedy w dyskusji zamiast odnieść się do meritum, przeciwnik zmienia temat na niewygodny dla swojego dyskutanta, starając się obniżyć wartość jego argumentacji).

Metoda dyskusji "a u was biją Murzynów" pozostaje zresztą nadal bardzo popularną i cenioną, choć źródło sformułowania zanika w pomroce dziejów. rolleyes.gif

Ten post był edytowany przez Baszybuzuk: 14/02/2018, 12:28
 
User is online!  PMMini Profile Post #65

     
saywiehu
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 527
Nr użytkownika: 21.212

Zawód: szybki- nie wolny
 
 
post 14/02/2018, 19:49 Quote Post

Z wczesnych lat 70-tych pamiętam wiele bestsellerów jak "Kleopatra" z Liz Taylor. Jakiejś dramatycznej tragedii z dostępem do filmów zachodnich nie było. Jasne, TV była cała inna, ale inna była na całym świecie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #66

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 23.392
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 14/02/2018, 23:32 Quote Post

QUOTE(saywiehu @ 14/02/2018, 19:49)
Z wczesnych lat 70-tych pamiętam wiele bestsellerów jak "Kleopatra" z Liz Taylor. Jakiejś dramatycznej tragedii z dostępem do filmów zachodnich nie było.
Co znaczy "dramatycznej tragedii"? I była i nie było. Była, bo poznawaliśmy jednie ułamek tej produkcji, po cenzurze. Nie było, bo i tak to było najwięcej w całych demoludach. Inni nam zazdrościli.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #67

     
kundel1
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.735
Nr użytkownika: 47.745

Jacek Widor
Zawód: plastyk
 
 
post 16/02/2018, 0:49 Quote Post

Na dobrych kilka lat internet otworzył mi możliwość zapoznawania się z twórczością filmową- ale nie jak dla większości ludzi pochłanianiem "najnowszych nowości", ale przeciwnie skoncentrowałem się na nadrabianiu zaległości (głównie za pomocą You Tube, rzecz jasna) z czasów PRL. Mogłem obejrzeć dziesiątki zachodnich filmów z lat 50-70-tych, znanych tylko z tytułów (lub nawet zupełnie nieznanych) które albo w ogóle do Polski nie dotarły, albo nie miałem okazji ich obejrzeć, względnie widziałem tylko jeden raz w dzieciństwie lub wczesnej młodości. Westerny, "peplum", filmy wojenne, i "płaszcza i szpady" i fantasy. Obyczajowe mnie nudzą, a horrorów nie trawię, więc o tych się wypowiadał nie będę. Dziesiątki filmów z każdego gatunku. Oczywiście trafiłem na parę filmów zadziwiająco dobrych, które z jakichś powodów w Polsce nie zaistniały w powszechnej świadomości (Np. ekranizacja "Odysei" z Kirkiem Douglasem), niemniej kilka lat takiej praktyki potwierdziło w całej rozciągłości konkluzję kilku forumowiczów (w tym mnie samego)o wykrzywionym, tzn. wyidealizowanym obrazie zachodnich kinematografii, jaki moje pokolenie wyrobiło sobie na podstawie tego, co docierało do rozpowszechniania w PRL. W tej grupie starych, nieznanych, względnie mało znanych w PRL wytworów kinematografii ilość filmów bardzo słabych, wręcz tandetnych, albo zrobionych zaledwie poprawnie, w tym z udziałem twórców (aktorów, ale też reżyserów, scenarzystów) powszechnie znanych i uznanych przeszła moje najgorsze oczekiwania. Nawet po uwzględnieniu innego etapu techniki filmowej, innego, bardziej teatralnego stylu gry aktorów,który był wtedy oczywistością, jakieś circa 80% z tej przynajmniej setki filmów, które obejrzałem, nie byłoby wartych ceny biletu kinowego, która w PRL była akurat całkiem przystępna. Nasuwa się refleksja, że cenzura w połączeniu z "brakiem cennych dewiz" miały swoją nieoczekiwaną, lepszą stronę.

Ten post był edytowany przez kundel1: 16/02/2018, 10:49
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #68

     
Baszybuzuk
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.191
Nr użytkownika: 50.178

Stopień akademicki: Nadszyszkownik
Zawód: IT
 
 
post 16/02/2018, 10:04 Quote Post

Nie do końca rozumiem co masz na myśli - czy to, że 80% filmów zachodnich w telewizji PRL było tandetnych, czy też wręcz przeciwnie (tzn. że selekcja kupowanych filmów z braku dewiz budowała lepszy niż przeciętna obraz kinematografii zachodniej)?

Zastanawiam się w ogóle, na ile jeszcze, poza wartością sentymentalną, jesteśmy w stanie ocenić te filmy tak, jak były odbierane w momencie trafienia na rynek. Większość gatunków ma za sobą jakiś punkt zwrotny, po którym nic już nie było takie samo - "Braveheart" w kostiumówce/filmie historycznym, "Unforgiven" w westernie, "Saving Private Ryan" w kinie wojennym... Czy po czymś takim da się tak samo patrzeć na "Ben Hura", "Rio Bravo" czy "Battle of the Bulge" (ok, scena ze śpiewaniem marszu pancerniaków nadal wymiata)...

Najlepiej oczywiście bronią się komedie, ale to akurat norma, obowiązująca już od czasów "Brzdąca" i "Współczesnych czasów" Chaplina. Przecież przez pół PRL w telewizji regularnie leciały (i miały wielką rzeszę fanów) powtórki przedwojennych rom-comów z II RP. rolleyes.gif

Ten post był edytowany przez Baszybuzuk: 16/02/2018, 12:04
 
User is online!  PMMini Profile Post #69

     
kundel1
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.735
Nr użytkownika: 47.745

Jacek Widor
Zawód: plastyk
 
 
post 16/02/2018, 11:41 Quote Post

QUOTE(Baszybuzuk @ 16/02/2018, 11:04)
Nie do końca rozumiem co masz na myśli - czy to, że 80% filmów zachodnich w telewizji PRL było tandetnych, czy też wręcz przeciwnie (tzn. że selekcja kupowanych filmów z braku dewiz budowała lepszy niż przeciętna obraz kinematografii zachodniej)?

:rolleyes"
*



Chodziło mi o efekt selekcji- ilość tandety do nas docierającej spoza "bratniego obozu" była niewielka. Dla ścisłości wyedytowałem już swój post.

Swoją drogą zwróciłeś uwagę na coś o czym do tej pory nikt nie wspomniał: telewizja w PRL pokazywał sporo filmów niemych, rzecz obecnie właściwie niewyobrażalna, gdy kino wcześniejsze niż z lat 40 (i tylko w przypadku filmów najwybitniejszych) w świadomości szerokich rzesz nie istnieje. Do lat 70-tych okazywano filmy nieme różnych gatunków, w latach 80-tych praktycznie już tylko komedie. Ja osobiście mam kilkanaście ulubionych niemych filmów,ale z uwagi na swoje zainteresowania mam świadomość ile opatrzonych i spowszedniałych już chwytów dramaturgicznych było nowością- a z oczywistych powodów w pierwszym ćwierćwieczu kina co roku ktoś jakieś rozwiązanie czy to scenariuszowe, czy wizualne zastosował po raz pierwszy. mam też świadomość ogromnych trudności technicznych, jakie dzielnie pokonywali pionierzy kina, więc oglądam te dzieła inaczej niż przeciętny widz.
Niemniej nastąpił kilkunastoletni okres, mniej więcej od 1988 gdy telewizja całkiem zaprzestała pokazywania filmów niemych do początku lat 2000, gdy na DVD i w Internecie wróciła przynajmniej klasyka z tamtej epoki, całkowitego braku kontaktu z niemym kinem.
Ponowny kontakt z niemym kinem był dla mnie lekkim szokiem - przede wszystkim "szalone komedie" są nadal śmieszne, ale już nie szalone. Montaż i ogólnie tempo akcji, w latach dwudziestych uważane za bardzo szybkie od lat 80 jest już standartem, teledyski są oczywiście dużo bardziej dynamiczne. Oglądanie "zwykłych" filmów niemych wymaga już sporego samozaparcia...
My widzowie, nawet ci, nie ganiający za nowościami zmieniliśmy się razem z kinem...
Kupiłem sobie parę lat temu zestaw filmów Chaplina z okresu, nazwałbym go "środkowego", tzn. z czasów, gdy już ukształtował postać Charliego, ale jeszcze nie zabrał się za swoje wybitne dzieła pełnometrażowe od "Brzdąca" i póżniej. No niestety, widać już gdzieniegdzie pazur mistrza, ale ogólnie mocno się wynudziłem, ani to specjalnie dowcipne, satyra też taka sobie, filmiki mimo średnio 20 minut projekcji dłużą się niemiłosiernie. Moim zdaniem filmy Bustera Keatona zdecydowanie lepiej wytrzymały próbę czasu, może zresztą postać, jaką wykreował, bardziej mi odpowiada.
Nawiasem mówiąc, takiej bitwy antycznych galer jak w niemym "Ben Hurze" nie widziałem w żadnym późniejszym filmie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #70

5 Strony « < 3 4 5 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2018 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej