Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
4 Strony « < 2 3 4 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Szmalcownicy: forma wspolpracy z okupantem, Fakty i mity
     
Archanioł
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.844
Nr użytkownika: 15.241

Gabriel Szala
Zawód: prawnik
 
 
post 8/02/2018, 10:37 Quote Post

QUOTE(Sapiens @ 8/02/2018, 9:37)
Jedno pytanie które musi zadać sobie obiektywny badacz, czy piszący w języku polskim w tamtym okresie z automatu był Polakiem? Czy np. zamieszkujący przed wojną Polskę: Ukraińcy czy Żydzi nie byli w stanie pisać po polsku? Czy Żyd pisał by donos do Niemców w języku Jidysz?

Dlaczego donosy na gestapo pisane w języku polskim są z automatu traktowane jako "polskie donosy", a to że naziści jako swoim oficjalnym językiem posługiwali się językiem niemieckim wcale nie oznacza że Niemcy są czegoś winni?  rolleyes.gif

Donosy podpisane są m.in. jako "Życzliwy". Obiektywnie trzeba stwierdzić że znalezione donosy są napisane w języku polskim, jestem ciekaw na jakiej podstawie stwierdzono że pisali je Polacy (a przynajmniej że faktycznie wyłącznie oni).
*



Po pierwsze wszyscy to byli obywatele polscy. Po drugie, jeśli nie byli zasymilowani to będą naleciałości językowe. Po trzecie - "zarejestrowania" oznacza znani z imienia i nazwiska tj. ludzi na stałe się tym parających.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #46

     
Aldrin
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 404
Nr użytkownika: 14.667

Stopień akademicki: dr inz.
Zawód: n. akad.
 
 
post 8/02/2018, 11:23 Quote Post

QUOTE
Po pierwsze wszyscy to byli obywatele polscy. Po drugie, jeśli nie byli zasymilowani to będą naleciałości językowe. Po trzecie - "zarejestrowania" oznacza znani z imienia i nazwiska tj. ludzi na stałe się tym parających.


Tutaj powstaje problem związany ze znaczeniem obywatela państwa i pochodzenia etnicznego (narodowościowego). Jest dużo różnych kombinacji narodowościowych donosiciel-pokrzywdzony.
Oczywistym jest, że w każdych czasach w każdym społeczeństwie będą ludzie, którzy z różnych powodów (korzyści własnych, zemsty, zawiści itd.) będą innym uprzykrzać życie. Różnica polega na tym, że w czasie okupacji takie działania znacznie częściej miały swój skutek oraz sam skutek był znacznie bardziej drastyczny. Dzisiaj też nierzadkimi są przypadki różnych donosów i uprzykrzania życia innym.
Oczywiście, zdecydowana większość donosów była tworzona przez przedwojennych obywateli polskich.Ich narodowości nie sposób w większości z całą pewnością określić. Z podanych powyżej przykładów można wysnuć wniosek, że wcale nie musiało większości chodzić o pozbycie się Żydów (a bynajmniej nie musiał to być priorytet). Donoszenie, że gdzieś jest mienie pożydowskie mogło już zaszkodzić tylko przechowującemu je, który raczej żydem nie był. Podobnie donoszenie o tym, że ktoś ukrywa Żydów uderzało w równym stopniu w Żydów, jak i Polaków ich ukrywających. Oczywiście powinno się potępiać takie postawy i w miarę możliwości nagłaśniać ze wskazaniem najlepiej imienia i nazwiska winnego (niech się po śmierci nawet wstydzi!!!). Słusznie Państwo Podziemne w miarę możliwości odstrzeliwało takich ludzi.

Osobną sprawą jest wprowadzanie narracji, że "Polacy uczestniczyli w Holokauście". Widać w tym podejście żydocentryczne. W takiej samej mierze Polacy uczestniczyli w zwalczaniu Państwa Podziemnego, Polaków, nauczycieli (potajemnie kształcących młodzież) itd. Te negatywne działania nie miały jednak charakteru instytucjonalnego i zorganizowanego. Oczywiście w niektórych państwach opanowanych przez państwa Osi dochodziło do współpracy lokalnych służb i organizacji z niemiecką machiną mordu. W Polsce tego nie było. Szmalcownicy byli zwykłymi bandytami, którzy powinni ponieść indywidualną karę. Czy są dostępne jakieś opracowania jak wyglądało donosicielstwo w innych okupowanych państwach?
 
User is offline  PMMini Profile Post #47

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 3.361
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 8/02/2018, 12:44 Quote Post

Archaniol:
QUOTE
W dystrykcie krakowskim GG zarejestrowano ponad 5000 donosicieli.

Interesujace.
Poprosze o zrodlo tej informacji.

Aldrin::
QUOTE
Czy są dostępne jakieś opracowania jak wyglądało donosicielstwo w innych okupowanych państwach?

13 lat temu popelnilem post w watku pt. Klaus Barbie. Oto cytat:
W krotkim okresie czasu, lyonskie Gestapo liczylo 120 osob, z czego ponad 50 (!) bylo rodowitymi Francuzami. Barbie, doskonale wladajacy j. francuskim, potrafil pozyskac do wspolpracy wielu lokalnych sympatykow III Rzeszy. Smutnym faktem jest, ze wsrod wsrod lokalnych mieszkancow, pelno bylo takich, ktorzy z najrozniejszych powodow zhanbili sie denuncjacja. Wedlug obserwacji kierownika Departamentu VI SD w Lyonie (Wspolpraca, Wywiad, Kontrwywiad), Augusta Moritza, "przed drzwiami biur, gdzie mozna bylo skladac donosy, formowaly sie kolejki (!). Mielismy tyle informacji, ze bylo niemozliwym sprawdzac wszystkie".
Zrodlo historyczne wskazane w w/w poscie.



N_S
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #48

     
Archanioł
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.844
Nr użytkownika: 15.241

Gabriel Szala
Zawód: prawnik
 
 
post 8/02/2018, 13:43 Quote Post

QUOTE
Interesujace.
Poprosze o zrodlo tej informacji.


Proszę:

W. Moskalik Z dziejów ruchu oporu w Polsce południowej t. 1 Kraków 1964
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #49

     
mateoandy26
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 21
Nr użytkownika: 102.922

 
 
post 12/02/2018, 21:53 Quote Post

W "Utajonym mieście" ogólna liczba szmalcowników: zawodowców i "pół-amatorów", oraz konfidentów Kripo- zawodowych, donosicieli okazjonalnych, OrPo itd; wg przeprowadzonych przez Paulssona oszacowań wynosi 2 700 osób. Str 217 i 221 polskiego wydania.
2 700 osób to nie tylko Polacy, ale również volksdeutsche oraz Żydzi. Procentowo zdaniem Paulssona wygląda to mniej wiecej tak :
- Polacy: 93,6%
- Niemcy: 4,3 %
- Żydzi : 2,1%
za: tabela 4.2 Narodowość szmalcowników na tle profilu etnicznego całej populacji - str 220.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=96020&st=165 (post 179)

Wg. Paulssona na jednego "złego" przypadało dwudziestu lub trzydziestu "dobrych".
"He also notes that "hunters" were outnumbered by "helpers" by a ratio of one to 20 or 30"
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust

Liczbę tych "dobrych" Paulsson ocenia na 100 000- 300 000.
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust

Przyjmując jego kryteria liczba szmalcowników, donosicieli, konfidentów itd. mogła wynieść maksymalnie 15 000 co stanowi mniej niż 0,1 % społeczeństwa polskiego.

 
User is offline  PMMini Profile Post #50

     
force
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 262
Nr użytkownika: 99.758

 
 
post 13/02/2018, 10:15 Quote Post

QUOTE
Przyjmując jego kryteria liczba szmalcowników, donosicieli, konfidentów itd. mogła wynieść maksymalnie 15 000 co stanowi mniej niż 0,1 % społeczeństwa polskiego.

Jan Grabowski w swoim "Judenjagd -Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu ", w swej książce podał analizie powiat Dąbrowa Tarnowska, wchodzący przed wojną w skład województwa krakowskiego, jeden mały powiat, bez mniejszosci narodowych( oczywista, z wyłączeniem żydów), powiat rolniczy, powiat jakich wiele.
W tym powiecie, w latach 1947-50, 135 polskich chłopów stanęło przed sadem apelacyjnym w Krakowie, jako oskarżeni o zbrodnie na ludności żydowskiej( mordy, wydanie w ręce niemieckie). Dodatkowo oskarżono "...17 granatowych policjantów oraz 14 sołtysów, podsołtysów i komendantów straży pożarnej, którzy z racji swoich funkcji niejako automatycznie brali udział w prześladowaniu Żydów i tym samym wchodzili w pole zainteresowania sądów..."To zaledwie ci co z racji urzędu(PP), lub z własnej woli fizycznie mordowali żydów.
W tej liczbie nie ma, tych co rabowali żydowskie domy, nie ma junaków z Baudienstu, co pomagali likwidować getta żydowskie, gwałcicieli, i tych co nie stanęli z rożnych przyczyn, przed obliczem sprawiedliwości.
To historia jednego powiatu w Małopolsce, i to statystycznie całkiem przyzwoitego, skoro : ".... w powiecie dąbrowskim przeżyło w ukryciu przynajmniej 38 Żydów, a 239 zginęło...", statystycznie jak na okupowane przez Niemców tereny polskie, to całkiem sporo ponad 10%, tych co się ukrywali 277 .... oczywista nie jest to liczba przedwojennej populacji żydowskiej.
Ile było takich powiatów w GG? I do jakiej kategorii zaliczyć morderców żydów, do :
QUOTE
szmalcowników, donosicieli, konfidentów

Profesor (historyk) Jan Grabowski, członek PAN ( Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk), to nie jest socjolog Gross, tu nie można się "czepiać" warsztatu, braku źródeł,nadmiernego upolitycznienia, czy pisania pod tezę.
A świat polskiego chłopstwa, w czasie okupacji, i stosunek wobec likwidowanych społeczności żydowskich, jak i ukrywających się resztek żydów, wymaga dokładnego zbadania.
 
User is offline  PMMini Profile Post #51

     
Archanioł
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.844
Nr użytkownika: 15.241

Gabriel Szala
Zawód: prawnik
 
 
post 13/02/2018, 10:29 Quote Post

QUOTE(mateoandy26 @ 12/02/2018, 21:53)
W "Utajonym mieście" ogólna liczba szmalcowników: zawodowców i "pół-amatorów", oraz konfidentów Kripo- zawodowych, donosicieli okazjonalnych, OrPo itd; wg przeprowadzonych przez Paulssona oszacowań wynosi 2 700 osób. Str 217 i 221 polskiego wydania.
2 700 osób to nie tylko Polacy, ale również volksdeutsche oraz Żydzi. Procentowo zdaniem Paulssona wygląda to mniej wiecej tak :
- Polacy: 93,6%
- Niemcy: 4,3 %
- Żydzi : 2,1%
za: tabela 4.2 Narodowość szmalcowników na tle profilu etnicznego całej populacji - str 220.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=96020&st=165 (post 179)

Wg. Paulssona na jednego "złego" przypadało dwudziestu lub trzydziestu "dobrych".
"He also notes that "hunters" were outnumbered by "helpers" by a ratio of one to 20 or 30"
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust

Liczbę tych "dobrych" Paulsson ocenia na 100 000- 300 000.
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust

Przyjmując jego kryteria liczba szmalcowników, donosicieli, konfidentów itd. mogła wynieść maksymalnie 15 000 co stanowi mniej niż 0,1 % społeczeństwa polskiego.
*



Po pierwsze odnosi się to tylko do Warszawy. Po drugie, wbrew temu co piszesz, z tekstu absolutnie nie wynika aby to była ogólna liczba. Równie dobrze może to być liczba "dziennych łapaczy Żydów".

Przy 15.000 zł mielibyśmy liczbę od 300 do 450 tys. "dobrych".

Ten post był edytowany przez Archanioł: 13/02/2018, 12:27
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #52

     
mateoandy26
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 21
Nr użytkownika: 102.922

 
 
post 13/02/2018, 16:17 Quote Post

QUOTE(force @ 13/02/2018, 10:15)
QUOTE
Przyjmując jego kryteria liczba szmalcowników, donosicieli, konfidentów itd. mogła wynieść maksymalnie 15 000 co stanowi mniej niż 0,1 % społeczeństwa polskiego.

Jan Grabowski w swoim "Judenjagd -Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu ", w swej książce podał analizie powiat Dąbrowa Tarnowska, wchodzący przed wojną w skład województwa krakowskiego, jeden mały powiat, bez mniejszosci narodowych( oczywista, z wyłączeniem żydów), powiat rolniczy, powiat jakich wiele.
W tym powiecie, w latach 1947-50, 135 polskich chłopów stanęło przed sadem apelacyjnym w Krakowie, jako oskarżeni o zbrodnie na ludności żydowskiej( mordy, wydanie w ręce niemieckie). Dodatkowo oskarżono "...17 granatowych policjantów oraz 14 sołtysów, podsołtysów i komendantów straży pożarnej, którzy z racji swoich funkcji niejako automatycznie brali udział w prześladowaniu Żydów i tym samym wchodzili w pole zainteresowania sądów..."To zaledwie ci co z racji urzędu(PP), lub z własnej woli fizycznie mordowali żydów.
W tej liczbie nie ma, tych co rabowali żydowskie domy, nie ma junaków z Baudienstu, co pomagali likwidować getta żydowskie, gwałcicieli, i tych co nie stanęli z rożnych przyczyn, przed obliczem sprawiedliwości.
To historia jednego powiatu w Małopolsce, i to statystycznie całkiem przyzwoitego, skoro : ".... w powiecie dąbrowskim przeżyło w ukryciu przynajmniej 38 Żydów, a 239 zginęło...", statystycznie jak na okupowane przez Niemców tereny polskie, to całkiem sporo ponad 10%, tych co się ukrywali 277 .... oczywista nie jest to liczba przedwojennej populacji żydowskiej.
Ile było takich powiatów w GG? I do jakiej kategorii zaliczyć morderców żydów, do :
QUOTE
szmalcowników, donosicieli, konfidentów

Profesor (historyk) Jan Grabowski, członek PAN ( Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk), to nie jest socjolog Gross, tu nie można się "czepiać" warsztatu, braku źródeł,nadmiernego upolitycznienia, czy pisania pod tezę.
A świat polskiego chłopstwa, w czasie okupacji, i stosunek wobec likwidowanych społeczności żydowskich, jak i ukrywających się resztek żydów, wymaga dokładnego zbadania.
*



„Dostał 10 lat, ale za co?”.
Analiza motywacji sprawców zbrodni na Żydach na wsi kieleckiej
w latach 1942–1944

autorstwa Aliny Skibińskiej, zawartego w tomie:

ZARYS KRAJOBRAZU
Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945

Oskarżeni sołtysi, wójtowie, komendanci straży pożarnych, leśniczy i gajowi


Kim byli we wsi sołtysi? Funkcja ta nie była specjalnie intratna (choć za swe obowiązki sołtys pobierał niewielkie wynagrodzenie) ani obdarzona szczególnym prestiżem społecznym. Sołtys nie musiał być osobą powszechnego zaufania, nie musiał być też wykształcony, w przedwojennej Polsce zdarzali się sołtysi analfabeci. Bywało, że brakowało chętnych na taki urząd. Sołtys był jednak zazwyczaj wybierany w powszechnych wyborach i choćby z tego powodu musiał być akceptowany przez większość mieszkańców sołectwa [873]. Przez sam akt wyboru był niejako wyniesiony ponad całą społeczność, obdarzony pewną, niewielką władzą. Jak zobaczymy, jej zakres i znaczenie podczas wojny bardzo się zmieniły. Znacznie wyższy rangą był urząd wójta, sprawującego władzę wykonawczą w gminie, czyli związku kilku wsi, najniższej jednostce administracyjnej. Na urząd wójta mógł aspirować jedynie gospodarz z grupy najzamożniejszych i był on często dziedziczony w ramach jednej rodziny (z ojca na syna) lub sprawowany przez daną osobę przez wiele lat. Ksiądz, dziedzic, wójt, agronom, nauczyciel niewątpliwie stanowili wiejską elitę, lokalny autorytet, sołtys — niekoniecznie. „Do tych dostojników [wioski] należeli: ksiądz proboszcz, dziedzic, kierownik szkoły, pisarz gminny i organista — to była elita. Niektórych z nich jak księdza i kierownika szkoły trzeba było całować w rękę. Taki był zwyczaj. Tuczępy, była to wioska, gdzie był kościół, Urząd Gminy to było centrum” [874]. Właściwym przedstawicielem chłopstwa był od wieków wójt[875].

Urzędy te Niemcy wszędzie gdzie mogli, obsadzali miejscowymi volksdeutschami lub Niemcami przesiedlonymi z Rzeszy[876]. Natomiast na większości sołectw pozostali sołtysi wybrani przed wojną, wyborów bowiem w latach 1939–1945 nie przeprowadzano. Jak pisze Jan Grabowski, Niemcy traktowali ustąpienie z funkcji sołtysa jako sabotaż [877]. Wakat w porozumieniu z władzami niemieckimi obsadzał wójt. W okresie przed okupacją sołtys miał zaledwie kilka obowiązków, należało do nich ściąganie podatków i wpłacanie ich do kasy gminnej, zbieranie innych opłat, na przykład na kanalizację, kopanie studni, oraz przekazywanie mieszkańcom wsi treści urzędowych komunikatów. W czasie okupacji zakres i odpowiedzialność sołtysa uległy bardzo istotnej zmianie i rozszerzeniu. To właśnie sołtys był odpowiedzialny za zorganizowanie i ściąganie kontyngentów ze swojej wsi. W GG system obowiązkowych dostaw płodów rolnych wprowadzono już na początku 1940 r. Wysokość obowiązkowego kontyngentu zbóż, żywca, ziemniaków, mleka czy innych produktów rolnych była ustalana nie na poziomie każdego gospodarstwa, lecz dystryktu, następnie powiatu, gminy i gromady. Sołtys wraz z kilkoma powołanymi przez siebie rolnikami tworzył komisję kontyngentową, która decydowała, jakie obciążenie przypadać będzie na każde gospodarstwo w danej wsi[878]. W lipcu 1942 r. obwieszczono o karze śmierci dla złośliwie uchylających się od dostaw obowiązkowych, ale w praktyce osoby takie zsyłane były do obozów pracy lub koncentracyjnych. Powojenne procesy dostarczają przykładów stosowania takich represji i częstych konfliktów we wsi powstałych na tle rozdziału kontyngentów. Sołtysom (lub innym osobom), którzy zawiadomili władze niemieckie o uchylaniu się od kontyngentu i spowodowali tym samym represje, wytaczano po wojnie procesy, także z dekretu sierpniowego.

Sołtys musiał współpracować z władzami okupacyjnymi, głównie z policją granatową, przy wyłapywaniu osób wyznaczonych na roboty do Rzeszy, to on wreszcie decydował, kto ma wykonać nałożone na wieś prace przymusowe, na przykład podwody. Był to obowiązek bezpłatnego dostarczania furmanek do prac leśnych, budowlanych, do przewozu urzędników, żandarmów, policji granatowej czy wywożenia Żydów podczas akcji tworzenia gett, a następnie akcji wysiedleńczych. Podwody stanowiły wielkie obciążenie dla wsi, ponieważ nie wszystkie gospodarstwa posiadały konia i furmankę, lecz tylko te najzamożniejsze. Innym związanym z okresem okupacji obowiązkiem była straż nocna, która alarmowała wieś o wszelkich zagrożeniach, przybyciu obcych ludzi, oddziałów partyzanckich czy grup bandyckich. Podobne straże wyznaczano do pilnowania nocą odcinków kolejowych, oczywiście tylko tam, gdzie było to konieczne. Działania dywersyjne partyzantki i brak reakcji ze strony straży mogły ściągnąć na wieś represje. Straże podlegały bezpośrednio sołtysowi i jemu meldowały, co się we wsi dzieje. To także sołtys wyznaczał osoby mające pełnić wartę, nie wiemy jednak, czy był to obowiązek rotacyjnie przypadający na wszystkich dorosłych mężczyzn we wsi, czy członkowie warty wyznaczani byli na dłuższy okres. Warta składała się z trzech do ośmiu chłopów, których około północy zmieniała kolejna grupa, z wartą trwającą aż do rana. Liczba członków straży zależała od wielkości wsi. Najprawdopodobniej wartę nocną łączono z wartą przeciwpożarową: „Podczas okupacji niemieckiej, będąc w Ochotniczej Straży Pożarnej w Solcu-Zdroju, z rozkazu władz niemieckich były wystawione czujki do pomocy do wart nocnych [tak w tekście — A.S.] miała na celu pilnowanie pożaru oraz przed bandami, w tym czasie również były wysiedlane żydy z Solca-Zdroju, i pilnowanie, aby się nie kręciły żydy po wiosce, warta była wystawiana po sześciu strażaków i dwóch ludzi z wioski”[879].

W materiałach archiwalnych dotyczących Kielecczyzny (dystryktu radomskiego) znajdujemy nieliczne wzmianki dotyczące funkcji tzw. dziesiętnika, czyli stałego wartownika, zatrudnionego za wynagrodzeniem i dyspozycyjnego wobec sołtysa [880]. W jednej z analizowanych tu spraw (sprawa 5) zeznania składał Jakub Kliś, określający sam siebie mianem niemieckiego zakładnika. Była to osoba, która ponosiła konsekwencje w wypadku nieprzestrzegania okupacyjnego prawa przez miejscową ludność. W skrajnych przypadkach represje oznaczały zesłanie danej osoby do obozu koncentracyjnego. „Ludność wsi Łąka narobiła krzyku, że we wsi są żydzi, więc ja jako zakładnik, bojąc się, że ja będę odpowiadał przed niemcami, postanowiłem żydówkę tę usunąć z oczów ludzkich, chcąc rozpędzić ludność, którzy krzyczeli: zakładnik, żydzi we wsi […]. Byłem zakładnikiem za czasów okupacji niemieckiej i za obecność na naszym terytorium ludzi wałęsających się ja jako zakładnik za nich odpowiadałem” [881]. Z innego procesu karnego (sprawa 30) dowiadujemy się, że zakładnicy mogli też być powoływani ad hoc — przez sołtysa lub urzędnika gminy, któremu tenże podlegał. Wielu świadków zeznających w tym procesie zapewniało, że nic nie wiedzieli i nie słyszeli o zakładnikach ani kto nimi był. Kilku oskarżonych twierdziło jednak, że byli zakładnikami. Sołtys Grzegorz Mierzwiński utrzymywał, że dostał ustną informację z gminy Imielno, że zakładnikami są wyznaczeni chłopi i wymienił sześć nazwisk. Następnie miał dostać z gminy pisemną informację i polecenie, aby schwytać ukrywających się w pobliskim lesie Żydów i zawiadomić posterunek policji granatowej [882]. Zakładnicy wezwani do gminy przez burmistrza mieli podpisać pismo, w którym potwierdzali, że w ich gminie jest wszystko w porządku, ponoć pisma tego podpisać nie chcieli — w konsekwencji sołtysowi wydano polecenie, aby wyłapał Żydów [883]. Oskarżony Wincenty Zabiegło zeznał: „O tym, że jestem zakładnikiem, dowiedziałem się na zebraniu u sołtysa. Mówił mi wtedy, że gdy dziesiętnik coś nie wykona, może odpowiedzieć nawet śmiercią”884. Inaczej inny oskarżony, Wojciech Zawada: „Spotkałem Zabiegłę — ten powiedział mi, że jestem zakładnikiem. Sołtys do siebie nie wzywał mnie. Pojechałem razem z Zabiegłą do gminy. Sekretarz powiedział nam, że o ile nie mamy pisma w tej sprawie, to możemy być spokojni. […] Co oznacza zakładnik, początkowo nie wiedziałem. Sołtys dopiero w więzieniu mówił mi, że gmina poleciła wyznaczyć mu na zakładników gospodarzy bogatszych”[885]. Cytowany tu przykład ze wsi Bełk świadczyłby więc o tym, że funkcja zakładnika nie musiała być stała i wynagradzana, nie musiała się również wiązać z obowiązkami wartownika. Zakładnicy byli wówczas powołani, aby zapewnić wykonanie polecenia, odpowiadając bowiem własną głową, sami wywierali nacisk i presję na sołtysa i mieszkańców wsi, by tak się stało (w tym wypadku polecono wyłapać ukrywających się w pobliskim lesie Żydów). Jak widzimy, sołtysi, którzy podczas wojny byli właściwie najniższej rangi funkcjonariuszami okupacyjnej administracji niemieckiej na terenach wiejskich, znajdowali się w sytuacji dwuznacznej, trudnej i niewdzięcznej. Wojna wymuszała na nich decyzje, do których podjęcia nie byli przygotowani ani z racji wykształcenia, ani pozycji zajmowanej w swoim środowisku. Z jednej strony groziły im surowe represje ze strony Niemców w razie bojkotowania okupacyjnych zarządzeń, z drugiej grozili im chłopi, że za taki bojkot zostaną zadenuncjowani — mowa tu o zarządzeniach dotyczących między innymi Żydów. Później doszły groźby ze strony takiej czy innej konspiracji i partyzantki. Tylko sołtysi o szczególnie silnej pozycji i autorytecie we wsi mogli wpłynąć na zachowania i postawy mieszkańców wobec ukrywających się Żydów, w przeciwnym razie sami ulegali wpływom otoczenia.

Sołtysi i wójtowie zeznawali, że w gminach odbywały się odprawy, na których nakazywano wyłapywanie i wydawanie Żydów. Zeznający nie precyzowali, kto w takich odprawach uczestniczył, ale z wypowiedzi analizowanych w tym tekście spraw karnych można wywnioskować, że na odprawach z udziałem sołtysów nie było Niemców, odgórne nakazy przekazywali sołtysom wójtowie lub burmistrzowie gmin i formułowano je ustnie, nie na piśmie. Skądinąd wiemy jednak, że na odprawach czasem pojawiali się niemieccy żandarmi. O istnieniu pisemnych zobowiązań wydawanych sołtysom przez starostów wiemy z materiałów archiwalnych zachowanych dla terenów dystryktu lubelskiego. Oto treść takiego formularza in blanco: „Zobowiązanie! Oświadczam niniejszym że: 1. w zasięgu mojej władzy nie znajduje się żaden Żyd, 2. Zarządzę, aby na przyszłość wszyscy w zasięgu mojej władzy pojawiający się Żydzi zostali przytrzymani i odstawieni do najbliższego posterunku żandarmerii, policji lub SS-Stützpunktu, 3. wiadomem mi jest, iż odpowiedzialny jestem za pełne przeprowadzenie tego zobowiązania, a za niewłaściwe tegoż wykonanie ponoszę pełną odpowiedzialność” [886]. Sołtys w gromadzie Góra i świadek obrony w procesie innego sołtysa,Leona Krawczyka, zeznał, że odprawy z udziałem Niemców (jakiego urzędu i rangi nie podał), odbywały się w Stopnicy i Tuczępach [887]. Wójtowie uczestniczyli w odprawach z udziałem starostów, czyli ich zwierzchniej władzy niemieckiej. „Wójtom narzucił okupant rolę pośrednika między władzą niemiecką, realizującą wyłącznie niemieckie cele, a ludnością polską wsi i za niewykonanie zarządzeń groził im odpowiedzialnością osobistą”[888]. Wiemy także, że we wsiach to właśnie sołtysi byli zobowiązani rozwieszać do powszechnej wiadomości obwieszczenia o karze śmierci za pomoc Żydom, a także o nagrodach za ich wydanie. Niestety, w archiwach zachowały się bardzo nieliczne tego rodzaju obwieszczenia. Miejscem ich rozwieszania, podobnie jak gazetek przeznaczonych dla wsi i propagandowych plakatów, była przede wszystkim siedziba sołectwa, czyli po prostu ściana domu sołtysa, oraz budynek urzędu gminy. Ważne jest to, że wiedza o karach i nagrodach była mieszkańcom wsi powszechnie znana. Sołtysi odpowiadali ponadto za odstawienie Żydów do gett w okresie ich tworzenia. Jak wskazują zeznania, wyznaczali w tym celu podwody, którymi Żydów wraz z ich ruchomym dobytkiem wywożono ze wsi do wymienionego w rozporządzeniu getta. Oto opis takiego wysiedlenia we wspomnieniach naocznego świadka: „Byłem wtedy u państwa Sikorów we Wzdole. Wyczołgałem się przed dom, w krzaki. […] Najpierw zobaczyłem naszego sąsiada Jankiela. To był stary Żyd z siwą, wypielęgnowaną brodą. Jechał na furmance. Kiedy mijała jego dom, popatrzył chwilę i odwrócił głowę. Obok niego siedziała piękna dziewczyna, Rachela. Reszta szła kolumnami. Bita, popędzana. Padały strzały. Niemcy rzucali zabitych na furmankę” [889].

Właśnie w takich okolicznościach niektórzy sołtysi zarządzili „chodzenie za Żydami” (sprawa 23). „Chodzono” tylko do określonych gospodarzy, nie do wszystkich. Wewnętrzna wiejska siatka informatorów działała. Sołtys Leon Krawczyk, który takie właśnie „chodzenie” zarządził, był w opinii niemal wszystkich świadków „człowiekiem dobrym i dobrym Polakiem, powszechnie lubianym”, odpowiedzialnym za gromadę i dbałym o jej interesy. Przejawiało się to na pewno nie tylko w zgodzie na pozbycie się Żydów przez chłopów z własnej wsi i gminy, ale i podjęciu działań do tego zmierzających. Z gminy Tuczępy usunięto Żydów bez potrzebny wzywania policji czy żandarmerii. Zdaniem świadka Stefana Zarzyckiego, sekretarza gminy Tuczępy, jednak „rola sołtysa Leona Krawczyka była bardzo trudna. Jemu ze wszystkich stron rozkazywano i grożono. W gminie były obwieszczenia, że żaden Żyd pod groźbą kary nie może przebywać we wsi. […] Leon Krawczyk, który nie był antysemitą, lecz był dobrym Polakiem i dbał o ludność, był pod naciskiem i musiał się z tym liczyć”[890]. To najważniejsze i powtarzające się we wszystkich procesach sołtysów argumenty w ich obronie. Sołtys mógłby więc skutecznie chronić wieś przed represjami, nie wykonując niemieckich poleceń tylko wówczas, gdyby cała wiejska społeczność solidarnie współdziałała i nie obawiała się wzajemnych denuncjacji, anonimowych donosów, chroniła najbardziej prześladowanych i zagrożonych członków swojej wspólnoty — Żydów i działaczy podziemia, a także zbiegłych jeńców sowieckich. Represjami zagrożona była pomoc dla nich wszystkich. Stefan Zarzycki zeznawał dalej: „Krawczyk zwracał się nie raz o rady i korzystał z nich. Gdy dowiedziałem się o tym, że straż szuka Żydów, zapytałem Leona Krawczyka, czy to prawda. Krawczyk odpowiedział mi, że tak, że miał takie polecenie, lecz nikomu przy tym krzywda się nie stała, bo sam przy poszukiwaniach był do końca i pilnował, by jakiś Żyd nie ucierpiał. Krawczyk miał ma celu obronę ludności przed represjami ze strony Niemców i nie powodował się niechęcią do Żydów”[891]. Stefan Zarzycki to ważny, bardzo wiarygodny świadek. Świadectwo, jakim był człowiekiem, poznajemy po latach. Wystawił mu je Frank Dobia, dziś mieszkaniec Australii. W 1942 r. jako czternastoletni chłopiec pracował u chłopa we wsi Kargowa w gminie Tuczępy. Pewnej nocy spał jak zwykle w stodole, z rana dopadł go jednak sołtys wsi Kargowa, „zbił, spętał, zabrał ze sobą do domu. Zaprzągł konia, zawiózł mnie (spętanego) do gminy i wrzucił do aresztu” [892]. O zmierzchu sekretarz gminy przyszedł po cichu z kluczami do aresztu, otworzył drzwi i szepnął: „Uciekaj synku i niech litość boska będzie z Tobą”. Uratował chłopcu życie.
Czy mieszkańcom wsi, którzy nie pełnili żadnych funkcji, pod groźbą kary śmierci zabroniono przetrzymywać, ukrywać Żydów i pomagać im, czy też pod groźbą kary śmierci nakazano ich wyłapywać i oddawać w ręce Niemców? Wszystkie znane nam niemieckie rozporządzenia i obwieszczenia kierowane do mieszkańców wsi odnoszą się wyłącznie do zakazu pomocy. Wyłapywanie i oddawanie w ręce Niemców nie było okupacyjnym prawem nakazane, lecz wynagradzane. Jak jednak pisałam, sołtysi mieli obowiązek meldować o obcych na swoim terenie i byli za to osobiście odpowiedzialni[893]. Podobnie zakładnicy-dziesiętnicy. Dariusz Libionka ustalił, że „wymuszano na sołtysach podpisywanie oświadczeń, w których zobowiązywali się do zatrzymywania Żydów na podległym sobie terenie, obficie przy tym szafując mieszaniną obietnic i gróźb”[894]. W analizowanych sprawach karnych sołtysi nie powoływali się na konieczność podpisywania tego rodzaju zobowiązań (jak tu wcześniej cytowane), choć gdzieniegdzie zapewne takie sytuacje mogły się zdarzać. W moim przekonaniu skuteczne wymuszanie posłuszeństwa wcale nie musiało przybierać formy pisemnego zobowiązania. Stosowanie drastycznych kar (najczęściej zagrożenie tymi karami) oraz niewielkich nagród stawiało Polaków w sytuacji zagrożenia i pokusy jednocześnie. Będę tę podwójną okoliczność omawiała w podsumowaniu mojego opracowania, gdyż uważam ją za kluczową dla zrozumienia położenia i postaw większości Polaków wobec Żydów podczas wojny.



Przypisy:

[873] Por. Etsuo Yoshino, Polscy chłopi w XX wieku. Podejście mikro-deskryptywne, Warszawa 1997, passim.

[874] Relacja Henryka Zięby z Tuczęp, cyt. w: Joanna Niedziałkowska, „Chlondowie — świadkami i uczestnikami najnowszej historii Polski”, s. 6 [w:] „Rodzina w wirach historii (XX w.), IV edycja konkursu „Historia Bliska” 1999/2000 (Archiwum Ośrodka Karta, HB4/0842-I/00).

[875] Przypomnijmy dialog wydany w Krakowie w 1543 r. przez Mikołaja Reja z Nagłowic (Nagłowice to wieś i gmina w województwie świętokrzyskim, powiat Jędrzejów): Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem, którzy i swe, i innych ludzi przygody wyczytają, a takież i zbytki i pożytki dzisiejszego świata.

[876] W roku 1944 na 301 wójtów i burmistrzów w dystrykcie radomskim 59 było narodowości niemieckiej, zob. Czesław Madajczyk, Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, Warszawa 1970, t. 1, s. 222.

[877] Zob. artykuł Jana Grabowskiego w tym tomie.

[878] Alicja Mucha, „Warunki bytowe chłopów polskich na terenie Generalnej Guberni w latach 1939–1945 na przykładzie wsi regionu tarnobrzeskiego”, praca magisterska, Zakład Historii Najnowszej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 1974.

[879] AIPN, GK, 252/121,122, Zeznanie Józefa Katry, k. 34.

[880] O dziesiętnikach, których spotykamy częściej na wsiach dystryktu krakowskiego, zob. artykuł Jana Grabowskiego w tym tomie.

[881] AIPN, GK, 252/335, Zeznania Jakuba Klisia, k. 29 i 55.

[882] Ibidem, 306/161, Zeznania Grzegorza Mierzwińskiego, k. 57–58.

[883] Ibidem, Sprawozdanie ze śledztwa chor. W. Jakubczyka, k. 118.

[884] Ibidem, Zeznanie Wincentego Zabiegły na rozprawie głównej, k. 240.

[885] Ibidem, Zeznanie Wojciecha Zawady na rozprawie głównej, k. 241.

[886] AIPN, GK, 834, Rząd Generalnego Gubernatorstwa, Wydział Główny Spraw Wewnętrznych, Wydział Spraw Policyjnych — Policja Polityczna. Dziękuję Witoldowi Mędykowskiemu za wskazanie i udostępnienie mi kopii tego dokumentu.

[887] AIPN, GK, 217/277a–c, Zeznanie Andrzeja Kudły na rozprawie głównej, k. 57.

[888] Madajczyk, Polityka III Rzeszy…, t. 1, s. 222.

[889]Życie. Śmierć. Życie. Z Henrykiem Pawelcem rozmawia Jadwiga Karolczak, Kielce 1999, s. 18.

[890] AIPN, GK, 217/277a–c, Zeznanie Stefana Zarzyckiego na rozprawie głównej, k. 35.

[891]Ibidem.

[892] Frank Dobia, Uciekaj, synku! [w:] Dzieci Holocaustu mówią, t. 3, oprac. Katarzyna Meloch, Halina Szostkiewicz, Warszawa 2008, s. 266.

[893] Niestety, akta gminne są bardzo przetrzebione, wyjątkowo źle zachowane, zob. tekst Dagmary Swałtek w tym tomie.

[894] Dariusz Libionka, Polska ludność chrześcijańska wobec eksterminacji Żydów — dystrykt lubelski [w:] Akcja Reinhardt. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie red. Dariusz Libionka, Warszawa 2004, s. 317. Zob. także Jan Grabowski, Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942–1945. Studium dziejów pewnego powiatu, Warszawa 2011, s. 71 i n.

Na zakończenie, fragment końcowy, którym Skibińska kończy swoje rozważania:
[...]
Wyposażeni w taki zestaw racjonalizacji oskarżeni sołtysi, wójtowie, komendanci straży, gajowi czy leśniczy mogli liczyć na solidarne wsparcie ze strony mieszkańców wsi, przez których przecież zostali wcześniej wybrani i których reprezentowali. Spotykane w wielu sprawach oświadczenia w ich obronie mówią nam o ludziach solidnych, uczciwych, uczynnych, cieszących się zaufaniem i szacunkiem, dobrych Polakach, nigdy niewspółpracujących z okupantem, pomagających ukrywającym się Żydom. W czasie wojny przyczynili się do śmierci wielu niewinnych ludzi, ale nie działali sami. Kontrapunktem do oceny ich roli w zbrodniach popełnionych na Żydach musi być analiza zeznań innych oskarżonych oraz świadków — zwykłych mieszkańców wsi.

918 Strach przed represjami za udzielanie pomocy był wśród chłopów wyjątkowo silny i sytuacja unaoczniająca im realność kar i represji mogła wywoływać w niektórych osobach skrajnie ambiwalentne uczucia wobec Żydów, którym wcześniej pomagały, i niekontrolowane zachowania. Por. wydarzenia ze wsi Markuszowa opisane przez Elżbietę Rączy, gdy ukrywający dziesięciu Żydów we własnych zabudowaniach Eugeniusz Niedziela w tym samym czasie zadenuncjował innych Żydów korzystających z pomocy Polaków w tej wsi i wziął bezpośredni udział w zasadzce na nich. Powodem takiego zachowania był najprawdopodobniej strach wywołany zastrzeleniem 3 VII 1943 r. przez Niemców sześciorga mieszkańców wsi Markuszowa, Kozłówka i Oparówka za pomoc udzielaną Żydom, a także szantaż ze strony innego mieszkańca wsi, który nakłonił Niedzielę do denuncjacji. Dodajmy, że ukrywani przez Niedzielę Żydzi przeżyli wojnę, właśnie dzięki jego poświęceniu i pomocy. Eugeniusz Niedziela oraz jego żona i matka otrzymali w 1993 r. medale Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (Elżbieta Rączy, Wydarzenia we wsi Markuszowa 1942–1943. Przyczynek do historii stosunków polsko-żydowskich w okresie okupacji niemieckiej [w:] Niepiękny wiek XX. Profesorowi Tomaszowi Szarocie w siedemdziesiątą rocznicę urodzin, red. Jerzy Eisler i in., Warszawa 2010, s. 161–174.
Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to wzmiankowany Niedziela dostał 15 lat, z czego odsiedział bodajze 13.
Ps: numeracji stron nie podaję, gdyż polskiego EPuBy nie posiadają takowej.

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=96020&st=165 post 171

Ten post był edytowany przez mateoandy26: 13/02/2018, 16:20
 
User is offline  PMMini Profile Post #53

     
mateoandy26
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 21
Nr użytkownika: 102.922

 
 
post 13/02/2018, 16:56 Quote Post

QUOTE(Archanioł @ 13/02/2018, 10:29)
QUOTE(mateoandy26 @ 12/02/2018, 21:53)
W "Utajonym mieście" ogólna liczba szmalcowników: zawodowców i "pół-amatorów", oraz konfidentów Kripo- zawodowych, donosicieli okazjonalnych, OrPo itd; wg przeprowadzonych przez Paulssona oszacowań wynosi 2 700 osób. Str 217 i 221 polskiego wydania.
2 700 osób to nie tylko Polacy, ale również volksdeutsche oraz Żydzi. Procentowo zdaniem Paulssona wygląda to mniej wiecej tak :
- Polacy: 93,6%
- Niemcy: 4,3 %
- Żydzi : 2,1%
za: tabela 4.2 Narodowość szmalcowników na tle profilu etnicznego całej populacji - str 220.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=96020&st=165 (post 179)

Wg. Paulssona na jednego "złego" przypadało dwudziestu lub trzydziestu "dobrych".
"He also notes that "hunters" were outnumbered by "helpers" by a ratio of one to 20 or 30"
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust

Liczbę tych "dobrych" Paulsson ocenia na 100 000- 300 000.
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust

Przyjmując jego kryteria liczba szmalcowników, donosicieli, konfidentów itd. mogła wynieść maksymalnie 15 000 co stanowi mniej niż 0,1 % społeczeństwa polskiego.
*



Po pierwsze odnosi się to tylko do Warszawy. Po drugie, wbrew temu co piszesz, z tekstu absolutnie nie wynika aby to była ogólna liczba. Równie dobrze może to być liczba "dziennych łapaczy Żydów".

Przy 15.000 zł mielibyśmy liczbę od 300 do 450 tys. "dobrych".
*



Piszę o Warszawie ponieważ na polskiej i angielskiej wikipedi można przeczytać 0 3000- 4000 szmalcowników. liczba 3000 to liczba miesięcznych aktów szantażu wg szacunków Paulssona.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=96020&st=165 post 179

Tą liczbę można wywnioskować jeśli się przyjmie kryteria Gunnara S. Paulssona. Wszystkie te przesłanki (liczba pomagających 100 000- 300 000 oraz stosunek 1 do 20 lub 30) pochodzą z tego samego źródła (Gunnar S. Paulsson, “The Rescue of Jews by Non-Jews in Nazi-Occupied Poland). Liczba 15 000 to liczba maksymalna przy najgorszym założeniu. Najogólniej można mówić o kilku lub kilkunastu tysiącach tych "złych".
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust

Dodam tylko że później Gannnuar S. Paulsson zmieniał szacunki dotyczące liczby pomagających Polaków, ale że oceniając stosunek "złych" do "dobrych" podał liczbę 100 000- 300 000 pomagających to na tej podstawie wnioskuje o liczbie "złych".

Ci źli to ludzie, którzy bez zewnętrznej presji zabijali/denuncjowali/szantażowali Żydów. Podając przykład książki "Utajone miasto" chciałem wykazać, że Paulsson w swoich pracach liczył wszystkie te grupy (szmalcowników: zawodowców i "pół-amatorów", oraz konfidentów Kripo- zawodowych, donosicieli okazjonalnych, OrPo itd.)


 
User is offline  PMMini Profile Post #54

     
Archanioł
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.844
Nr użytkownika: 15.241

Gabriel Szala
Zawód: prawnik
 
 
post 14/02/2018, 11:31 Quote Post

QUOTE
Piszę o Warszawie ponieważ na polskiej i angielskiej wikipedi można przeczytać 0 3000- 4000 szmalcowników. liczba 3000 to liczba miesięcznych aktów szantażu wg szacunków Paulssona.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=96020&st=165 post 179


Piszesz o książce, której zapewne nie masz. Odwołujesz się bowiem do postu innego uczestnika. Nie mam polskiego wydania, ale angielskie. Na stronie 149 "Secret City" wyraźnie on stwierdza, że liczba 2700 "łowców" to liczba minimalna, a faktyczna w ramach zorganizowanych grup może wynosić ok. 4000 osób. Liczba ta nie uwzględnia w ogóle przypadków "okazjonalnych", przypadków działania z pobudek ideologicznych itp.

QUOTE
Tą liczbę można wywnioskować jeśli się przyjmie kryteria Gunnara S. Paulssona. Wszystkie te przesłanki (liczba pomagających 100 000- 300 000 oraz stosunek 1 do 20 lub 30) pochodzą z tego samego źródła (Gunnar S. Paulsson, “The Rescue of Jews by Non-Jews in Nazi-Occupied Poland). Liczba 15 000 to liczba maksymalna przy najgorszym założeniu. Najogólniej można mówić o kilku lub kilkunastu tysiącach tych "złych".
https://en.wikipedia.org/wiki/Rescue_of_Jew...g_the_Holocaust


Nie mam tego tekstu Paulssona. Trudno mi się więc odnieść do Twoich wywodów. Poza tym, że Twoje szacunki są kiepściutkie (albo znajomość angielskiego). Z wiki wynika bowiem, że Paulsson oblicza na 100.000 liczbę Polaków, którzy pomagając wypełnili powojenne kryteria Yad Vashem, a na co najmniej 2-3 krotnie więcej liczbę Polaków, którzy świadczyli pomoc w mniejszym zakresie. Ergo liczbę pomagających określa na 300 do 400 tysięcy. Więc jeśli już to liczba maksymalna to ok. 20.000 "łowców". I ta liczba, jako minimalna przewija się w kilku opracowaniach.

CODE
Dodam tylko że później Gannnuar S. Paulsson zmieniał szacunki dotyczące liczby pomagających Polaków, ale że oceniając stosunek "złych" do "dobrych" podał liczbę 100 000- 300 000 pomagających to na tej podstawie wnioskuje o liczbie "złych".


Nic mi nie wiadomo aby cokolwiek zmieniał.

QUOTE
Ci źli to ludzie, którzy bez zewnętrznej presji zabijali/denuncjowali/szantażowali Żydów. Podając przykład książki "Utajone miasto" chciałem wykazać, że Paulsson w swoich pracach liczył wszystkie te grupy (szmalcowników: zawodowców i "pół-amatorów", oraz konfidentów Kripo- zawodowych, donosicieli okazjonalnych, OrPo itd.)


Nic takiego nie liczył. Nie ma danych by to policzyć. Można co najwyżej oszacować.

Kolejna wcielenie Marlowa Charlesa?

Ten post był edytowany przez Archanioł: 14/02/2018, 11:33
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #55

4 Strony « < 2 3 4 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej