Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
27 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Spory między Północą i Południem, czyli droga do secesji i wojny
     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 26/07/2007, 9:24 Quote Post

QUOTE
Jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć, że przeciętnego Jankesa obchodził los abolicjonistycznych petycji.

Amerykanie mają fioła na punkcie demokracji i niekiedy trudnio ich zrozumieć. Zresztą przeciętny Jankes mógł sobie pomyśleć, że jutro jemu nie pozwolą złożyć petycji w zupełnie normalnej sprawie.

QUOTE
Lovejoya śmierć spotkała właśnie na Północy. Przeciwnicy ruchu anty-niewolniczego byli aktywni w całej Unii, nie tylko na Południu.

St. Louis leży na południowym brzegu Miss, a Alton po długiej stronie ale już w wolnym Illinois. Więc samo położenia tego miasteczka to takie pogranicze z niewolniczym Południem. A jak wiemy na pograniuczu różne trendy się mieszają smile.gif

Nie przeczę, że przeciwnicy tego ruchu byli aktwni w całej Unii, ale też bym tego nie wyolbrzymiał. Zwolennicy Partii Demokratycznej przeważnie źle odnosili się do abolicjonistów, ale co jak będę komentował stanowisko tej partii...

--

PS. Na razie jestesmy w latch 30/40-tych. Nastepnym większym tematem z mojej strony będzie aneksja Teksasu i wojna z Meksykiem. Jeśli ktoś chce coś dorzucić, np. jakieś zamachy ekonomiczne ze strony Północy smile.gif to śmiało proszę pisać.
 
User is offline  PMMini Profile Post #31

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 26/07/2007, 10:39 Quote Post

QUOTE
Zresztą przeciętny Jankes mógł sobie pomyśleć, że jutro jemu nie pozwolą złożyć petycji w zupełnie normalnej sprawie.

No tak, mógł sobie tak pomyśleć, ale czy pomyślał? Mógłbyś mi udowodnić, że przeciętny Jankes oburzał się "kneblowaniem Kongresu" czy w ogóle złym traktowaniem abolicjonistów?

QUOTE
St. Louis leży na południowym brzegu Miss, a Alton po długiej stronie ale już w wolnym Illinois. Więc samo położenia tego miasteczka to takie pogranicze z niewolniczym Południem. A jak wiemy na pograniuczu różne trendy się mieszają

Oczywiście... pogranicze... ciekawe jak daleko na północ rozciągnąłbyś to pogranicze? Bo coś mi się zdaje, że te trendy to się mieszały w całej Unii, czyli musimy pojęcie pogranicza rozciągnąć aż do granicy z Kanadą wink.gif

QUOTE
Nie przeczę, że przeciwnicy tego ruchu byli aktwni w całej Unii, ale też bym tego nie wyolbrzymiał.

Alku, ja nie zamierzam niczego wyolbrzymiać smile.gif Chcę tylko zwrócić uwagę na fakt, że konflikt pomiędzy przeciwnikami i zwolennikami niewolnictwa nie był konfliktem pomiędzy Północą a Południem. Choć muszę przyznać, że abolicjoniści bardzo chcieli żeby tak było i ich publikacje najczęściej zrzucały cały ciężar odpowiedzialności za szczególną instytucję na Południe. W takiej sytuacji naprawdę mnie nie dziwi, że Partia Demokratyczna "źle się odnosiła do abolicjonistów". Swoją drogą- kto się do nich dobrze odnosił?

QUOTE
Jeśli ktoś chce coś dorzucić, np. jakieś zamachy ekonomiczne ze strony Północy  to śmiało proszę pisać.

No właśnie, może ktoś chce coś dorzucić? smile.gif Bo ja już wspominałam, że ekonomiczne sprawy to dla mnie trochę jak czarna magia i przez to niezbyt chętnie podejmuję dyskusję na ten temat...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #32

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 26/07/2007, 19:18 Quote Post

QUOTE
No tak, mógł sobie tak pomyśleć, ale czy pomyślał? Mógłbyś mi udowodnić, że przeciętny Jankes oburzał się "kneblowaniem Kongresu" czy w ogóle złym traktowaniem abolicjonistów?

Jednym ze sposobów do udowodnienia tego byłoby np. przedstawienie wyników jakie w wyborach osiągali północni Wigowie, którzy kneblowanie potępiali. A chyba sobie radzili i nawet prezydentów mieli. Podobnie było w sprawie Dreda Scotta - werdykt Taney'a uradował Południe i ucieszył północnych Demokratów, bo podważył sztandarowe hasło Republkanów. Wynik: społeczeństwo myślało i oszukać się nie dało - Republikanom poszło całkiem dobrze w ich pierwszych wyborach (1857).

QUOTE
Oczywiście... pogranicze... ciekawe jak daleko na północ rozciągnąłbyś to pogranicze? Bo coś mi się zdaje, że te trendy to się mieszały w całej Unii, czyli musimy pojęcie pogranicza rozciągnąć aż do granicy z Kanadą

Jako, że jestem świeżo po książkach Freehlinga, to chyba zgodzę się z nim, że można wyróżnić tzw. Border North - stany graniczące z niewolniczym Południem - od Illinois do New Jeresy (ja bym jeszcze dodał Nowy Jork). W stanach tych trochę inaczej patrzono na kwestię niewolnctwa (po części związane jest to z ich niewolniczą przeszłością) niż na prawdziwej Północy czyli w Nowej Anglii smile.gif albo w Górnym Midweście. I to by się generalnie zgadzało, bo np. były okresy, że w niektórych stanach Border North właściel (turysta) mógł przez pewien okres przebywać ze swoim niewolnikiem i nie czyniło to z niego wolnego człowieka. Ale już w Massachusetts prawo stanowiło, że niewolnik staje sie wolnym w momencie gdy stanął na ziemi tego stanu. Podobnie górny Midwest - to Sąd Najwyższy stanu Wisconsin trzykrotnie orzekał, że ustawa o zbiegłych niewolnikach jest sprzeczna z konstytucją i uwalniał winowajców (to była taka mała nullifikacja w wykonaniu Wisconsin), co Taney efektownie ukręcił orzekając w sprawie Ableman v Booth (1859).

QUOTE
Swoją drogą- kto się do nich dobrze odnosił?

Mieli swoje polityczne wsparcie w skrajnym skrzydle Partii Republikańskiej, bo gdy ta partia powstawała to weszły do niej również drobne ugrupowania abolicjonistów. Dobrze wiesz, że bez takich ludzi jak Tad Stevens czy Ben Wade, być może Lincoln nigdy nie zostałby Wielkim Emancypatorem smile.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #33

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 26/07/2007, 21:03 Quote Post

QUOTE
Jednym ze sposobów do udowodnienia tego byłoby np. przedstawienie wyników jakie w wyborach osiągali północni Wigowie, którzy kneblowanie potępiali.

Nie jestem pewna, czy to rzeczywiście dowód. Partie zwykle mają rozbudowany program polityczny nie ograniczający się do jednego punktu... A poza tym ludzie często głosują na daną partię nie dlatego, że popierają jej program, tylko dlatego, że nie popierają tej drugiej smile.gif

QUOTE
Jako, że jestem świeżo po książkach Freehlinga, to chyba zgodzę się z nim, że można wyróżnić tzw. Border North - stany graniczące z niewolniczym Południem - od Illinois do New Jeresy (ja bym jeszcze dodał Nowy Jork). W stanach tych trochę inaczej patrzono na kwestię niewolnctwa (po części związane jest to z ich niewolniczą przeszłością) niż na prawdziwej Północy czyli w Nowej Anglii  albo w Górnym Midweście

Ja Freehlinga nie czytałam, więc nie mogę powiedzieć z całą pewnością czy się z nim zgadzam. Ale przypominam, że rozmawiamy w tej chwili o latach trzydziestych i czterdziestych, a w tamtym okresie niezupełnie chyba można mówić o wspomnianym podziale Północy.
Powołam się tu na Fryderyka Douglassa, który w swojej autobiografii pisze, że wszystkie północne stany były wrogo nastawione do czarnych i do ruchu abolicjonistycznego. To parę cytatów odnośnie roku 1841:

"(...)I traveled and lectured through the eastern counties of Massachusetts. Much interest was awakened--large meetings assembled. Many came, no doubt from curiosity to hear what a negro could say in his own cause. I was generally introduced as a "chattel,"--a "thing"--a piece of southern property--the chairman assuring the audience that it could speak".

"My friends, Mr. Garrison and Mr. Phillips, had no faith in the power of Massachusetts to protect me in my right to liberty. Public sentiment and the law, in their opinion, would hand me over to the tormentors".

"While thus remembering the noble anti-slavery men and women of Rhode Island, I do not forget that I suffered much rough usage within her borders. It was like all the northern States at that time, under the influence of slave power, and often showed a proscription and persecuting spirit, especially upon its railways, steamboats, and public houses. The Stonington route was a "hard road" for a colored man "to travel" in that day. I was several times dragged from the cars for the crime of being colored".

"Those who only know the State of Vermont as it is to-day, can hardly understand, and must wonder that there was need for anti-slavery effort within its borders forty years ago. Our first convention was held in Middlebury, its chief seat of learning, and the home of William Slade, who was for years the co-worker with John Quincy Adams in Congress; and yet in this town the opposition to our anti-slavery convention was intensely bitter and violent".

"the several towns visited showed that Vermont was surprisingly under the influence of the slave power. Her proud boast that no slave had ever been delivered up to his master within her borders did not binder her hatred to anti-slavery".
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #34

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 26/07/2007, 22:57 Quote Post

Niezłe cytaty. Jak widzę pochodzą z "Life and Times of Frederick Douglass" i potwierdzają to co ustaliliśmy - ruch abolicjonistyczny rodził się w bólach.

Z tego co pamiętam:
- Douglass mógł odnieść złe wrażenia z pobytu w Nowej Anglii, ale chyba nic mu się tam nie stało;

- znacznie gorzej było gdy pojechali na to wymienione Border North - do Ohio i Indiany;

- Douglass wymienia wielu dobrych ludzi z Północy, których tytułuje mianem przyjaciół;

- to co pisze o systemie niewolniczym na Południu jest smutne i nie ma tego co nawet porównywac z tym wrogim nastawieniem Północy do czarnych. Przemoc i poniżanie były na porządku dziennym... a on pochodził przecież z Marylandu, czyli z krainy gdzie w praktyce niewolnicy mieli jeszcze najwięcej swobody.
 
User is offline  PMMini Profile Post #35

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 27/07/2007, 7:19 Quote Post

QUOTE
Niezłe cytaty. Jak widzę pochodzą z "Life and Times of Frederick Douglass" i potwierdzają to co ustaliliśmy - ruch abolicjonistyczny rodził się w bólach.

Te cytaty pokazuję, że na kwestię niewolniczą w całej Unii patrzono w tym czasie podobnie. I w stanach pogranicza, i w Nowej Anglii Douglass był traktowany jak rzecz, czyjaś własność. Podkreśla, że zarówno prawo, jak i opinia publiczna były przeciwko niemu. Abolicjonistów nienawidzono, kolorowych poniżano i nie traktowano jak ludzi, zaś instytucję niewolnictwa wspierano. Pojedyncze osoby wspierały ruch abolicjonistyczny, ale to nie zmienia obrazu całej krainy. Co z tego, że "nic mu się nie stało"?
Alku, wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że niewolnictwo było złem, więc nie ma potrzeby ciągłego przypominania tego faktu. Niektórym się jednak wydaje, że Północ, a zwłaszcza ta "prawdziwa", była bez winy, i z tym mitem trzeba walczyć. Na Północy przemoc i poniżanie kolorowych również były na porządku dziennym.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #36

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 27/07/2007, 8:47 Quote Post

QUOTE
Te cytaty pokazuję, że na kwestię niewolniczą w całej Unii patrzono w tym czasie podobnie. I w stanach pogranicza, i w Nowej Anglii Douglass był traktowany jak rzecz, czyjaś własność.

Zgodnie z konstytucją był własnością, która uciekła od swojego właściciela. Więc i tak mogli go normalni ludzie odbierać, szczególnie gdy zobaczyli go po raz pierwszy. Po jego mowach jednak całkowicie zmieniali swój stosunek.

Przynajmniej mógł przemówić - o czymś takim na Południu mógł sobie tylko pomarzyć (biali byli zastraszeni, a co dopiero czarni). Systematycznie pomagał budować ruch anty-niewolniczy i w latach 50-tych kilkadziesiat tysięcy ludzi potrafiło wyjść na ulice Bostonu w proteście przeciwko działaniom związanym z ustawą o zbiegłych niewolnikach.

Oczywiście nie ma co wybielać win Północy, ale mój punkt widzenia na stosunek do czarnych jest taki:
- Nowa Anglia - OK, niewesoło
- dolna Północ - źle
- Południe - tragedia.
 
User is offline  PMMini Profile Post #37

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 27/07/2007, 9:47 Quote Post

QUOTE
Po jego mowach jednak całkowicie zmieniali swój stosunek.

Tak, zmieniali swój stosunek do niego. Na mowy przychodzili z ciekawości, żeby zobaczyć "rzecz" która umie mówić, a po usłyszeniu przemówień dochodzili do wniosku, że Douglass nigdy nie był na Południu i tylko udaje zbiegłego niewolnika- wielu ludzi uważało go za oszusta (tak przynajmniej wspomina swoje wystąpienia w Massachusetts).

QUOTE
Przynajmniej mógł przemówić - o czymś takim na Południu mógł sobie tylko pomarzyć (biali byli zastraszeni, a co dopiero czarni).

Po roku 1831 rzeczywiście na Południu agitacja anty-niewolnicza była ciężkim przestąpstwem. Wcześniej toczyły się debaty nad możliwością rozwiązania niewolniczego problemu, dopuszczano też spotkania i dyskusje niewolników nad tą kwestią.

QUOTE
Oczywiście nie ma co wybielać win Północy, ale mój punkt widzenia na stosunek do czarnych jest taki:
- Nowa Anglia - OK, niewesoło
- dolna Północ - źle
- Południe - tragedia.

To tylko Twój punkt widzenia i możesz oczywiście taki mieć. Dla równowagi dorzucę punkt widzenia Abrahama Lincolna: smile.gif

"Before proceeding, let me say I think I have no prejudice against the Southern people. They are just what we would be in their situation. If slavery did not now exist amongst them, they would not introduce it. If it did now exist amongst us, we should not instantly give it up. This I believe of the masses north and south. Doubtless there are individuals, on both sides, who would not hold slaves under any circumstances; and others who would gladly introduce slavery anew, if it were out of existence. We know that some southern men do free their slaves, go north, and become tip-top abolitionists; while some northern ones go south, and become most cruel slave-masters".
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #38

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 27/07/2007, 15:27 Quote Post

QUOTE
Wcześniej toczyły się debaty nad możliwością rozwiązania niewolniczego problemu, dopuszczano też spotkania i dyskusje niewolników nad tą kwestią.

Debaty takie toczyły się na przykład w Wirginii i Marylandzie, ale dyskusja zawsze schodziła na kwestię kolonizacji wyzwoleńców, a nie emancypacji niewolników, bo niewolnik był czyjąś własnością, której nie można było tak sobie zabrać. I generalnie chodziło o to jak się czarnych pozbyć, a nie jak się z nimi asymilować. Wszystkie te próby zawsze były atakowane przez zealotów z Dolnego Południa, którzy nie chcieli żadnej emancypacji.

Pierwszy raz słyszę, aby niewolnikom pozwolono dyskutować w takich sprawach. Możliwe, ale na szczeblu pojedynczych plantacji, których właścicielami byli dobroduszni południowcy, a nie na szczeblu hrabstwa lub stanu.

QUOTE
To tylko Twój punkt widzenia i możesz oczywiście taki mieć.

Oczywiście Ty możesz mieć swój i nie mam zamiaru Cię do niczego przekonywać na siłę smile.gif
Ale wszystkie te wytykania win Północy są niczym innym jak próbą wybielenia samych właścicieli niewolników, którzy doprowadzili do tej wojny, a motywem przewodnim w ich postępowaniu była kwestia niewolnictwa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #39

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 27/07/2007, 16:40 Quote Post

QUOTE
Debaty takie toczyły się na przykład w Wirginii i Marylandzie, ale dyskusja zawsze schodziła na kwestię kolonizacji wyzwoleńców, a nie emancypacji niewolników, bo niewolnik był czyjąś własnością, której nie można było tak sobie zabrać.

To oczywiste, że niewolników nie można było "tak sobie zabrać", dlatego dyskutowano nad stopniową emancypacją. W Wirginii, a dokładniej w Richmond dwie najpopularniejsze gazety- Enquirer (organ Demokratów) i Whig (wiadomo czyj) popierały emancypację.

QUOTE
I generalnie chodziło o to jak się czarnych pozbyć, a nie jak się z nimi asymilować.

Oczywiście. Abolicjoniści też generalnie chcieli się czarnych pozbyć, a nie mieszkać z nimi po sąsiedzku.

QUOTE
Ale wszystkie te wytykania win Północy są niczym innym jak próbą wybielenia samych właścicieli niewolników, którzy doprowadzili do tej wojny, a motywem przewodnim w ich postępowaniu była kwestia niewolnictwa.

Alku, to już jest Twój punkt widzenia na mój punkt widzenia laugh.gif W którym miejscu wybielam właścicieli niewolników?
Nie wszyscy właściciele niewolników popierali secesję, a jeszcze mniej chciało wojny- czy to zdanie jest wybielaniem kogokolwiek czy stwierdzeniem faktu? smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #40

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 30/07/2007, 19:03 Quote Post

Jeszcze uzupełnienie do śmierci Elijaha Lovejoya: czytam teraz pewien artykuł autorstwa znanego historyka i zarazem profesora prawa - Paula Finkelmana i on tam krótko odnosi się do tej sprawy. Pisze, że ci awanturnicy pochodzili z St.Louis i po prostu wyprawili się na drugi brzeg aby zniszczyć maszynę drukarską.

Czytałem już różne wersje (głównie w internecie) ale wpływ elementu awanturniczego z Missouri jest wielce prawdopodobny, szczególnie że między St. Louis a Alton kursowały promy.
 
User is offline  PMMini Profile Post #41

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 11/08/2007, 15:22 Quote Post

Przechodzimy do aneksji Teksasu i wojny z Meksykiem, która była jej bezpośrednim następstwem.

Bardzo ważny przystanek na drodze do wojny domowej, bo nabyte zostały nowe ziemie co zapoczątkowało burzliwe spory w latach 50-tych. Może nie będę się rozpisywał na temat tej kwestii, bo to historia długa i zawiła, ale sobie podyskutujmy trochę.
Republika Teksasu uzyskała niepewną niepodległość w 1836, a przygarnięcie jej przez USA nastąpiło w 1845. Dlaczego tak długo to trwało? Co i kto pchnął USA do aneksji TX?
 
User is offline  PMMini Profile Post #42

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 13/08/2007, 16:42 Quote Post

QUOTE
Republika Teksasu uzyskała niepewną niepodległość w 1836, a przygarnięcie jej przez USA nastąpiło w 1845. Dlaczego tak długo to trwało? Co i kto pchnął USA do aneksji TX?

Przeciwnicy aneksji Teksasu obawiali się chyba przede wszystkim wojny z Meksykiem? Do aneksji "pchnęła" USA pewnie Partia Demokratyczna, która popierała ekspansję na zachód. Spotkałam się ze zrzucaniem całej odpowiedzialności na Południe, czy jak kto woli "Slave Power", chcące wzmocnić swe siły w Kongresie, ale przecież wybory prezydenckie w 1844 wygrał James Polk, zwolennik ekspansji, również głosami północnych stanów- czyli Północy też zależało na przyłączeniu "niewolniczej republiki" do Unii?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #43

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 14/08/2007, 18:01 Quote Post

Polk to w zasadzie zebrał tylko śmietankę ubitą przez administracją Tylera, bo to ona wykonała całą robotę.
Sprawa aneksji to generalnie rozgrywki polityczne między Demokratami i Wigami, a nie klasyczny konflikt Północ-Południe. Od samego początku jedynymi rycerzami przyłączenia Teksasu były grupki południowych Demokratów, bo Wigowie oraz większość północnych Demokratów sprzeciwiali się aneksji. Po pierwsze wiązała się ona z możliwością wojny z Meksykiem, a po drugie politycy Północy nie bardzo byli zainteresowani w pozyskiwaniu ziem, które najprawdopodobniej stałyby się niewolnicze i tym samym zwiększyły siłę ognia Slave Power w Kongresie, nie mówiąc już o przerabianiu politycznych awantur rodem z 1820 r. Traktat aneksyjny wymagał uzyskania 2/3 głosów w Senacie i o tym zwolennicy przyłączenia Teksasu mogli sobie tylko pomarzyć. Stary przyjaciel generała Houstona – prezydent Andrew Jackson chciał przyłączyć Teksas, ale nie starczyło mu na to czasu. Jego protegowany – Martin Van Buren (północny Demokrata) już do aneksji się nie palił i kazał Teksańczykom najpierw wyjaśnić sprawy z Meksykiem. W wyborach prezydenckich roku 1840 po raz pierwszy zatriumfowali Wigowie – William H. Harrison i John Tyler. Choć pan generał Harrison reprezentował Północ (Ohio) to Jankes był z niego nijaki, bo urodził się w prominentnej rodzinie w Wirginii, a gdy przeniósł się do Ohio i został kongresmenem z tego stanu to popierał próby uchylenia Northwest Ordinance, a podczas sporów 1820 r. głosował razem z południowcami za co utracił w najbliższych wyborach swój mandat. John Tyler to oczywiście przedstawiciel Wirginii mający za sobą również wiele politycznych walk stoczonych w obronie interesów Południa.
Z tego duetu Wigów niewiele jednak wyszło, bo Harrison zmarł po miesiącu urzędowania i prezydentem został Tyler, który jednak nie był akceptowany przez północnych Wigów i wkrótce do dymisji podał mu się cały gabinet z wyjątkiem Daniela Webstera. Tyler więc został bez zaplecza politycznego i sięgnął po różnych egzotycznych politicos m.in. po człowieka, którego można chyba tytułować ojcem aneksji Teksasu – pana sędziego z Wirginii Abela P. Upshura. Upshur, który był zapatrzony w swojego mentora Calhouna został najpierw Sekretarzem Marynarki, a od lipca 1843 Sekretarzem Stanu.
Nie będę opisywał różnorodnej korespondencji i wydarzeń, które miały miejsce na linii Teksas-Londyn-Waszyngton, ale ich wynikiem było, że ludzie tacy jak Upshur, Calhoun i Tyler doszli do przekonania, że istnieje całkiem realna możliwość interwencji Wielkiej Brytanii w Teksasie. Anglia mogła wejść tam sama, mogła również użyć swoich wpływów i zagwarantować Teksasowi pewną autonomię w ramach Meksyku. To co było istotne to fakt, iż interwencja taka była równoznaczna ze zniesieniem niewolnictwa w Teksasie, bo Anglia była wówczas wielce anty-niewolnicza (nawet gościła u siebie światową konwencję anty-niewolniczą). Wizja wolnego Teksasu na zachodniej flance Cotton Kingdom bardzo przeraziła Upshura, Calhouna i innych południowych zealotów. Do tego zniechęcony Sam Houston sprytnie zmieniał fronty i zdawał się skłaniać ku brytyjskiemu protektoratowi. Tyler był bezradny, bo na poparcie w Kongresie liczyć nie mógł i dlatego Upshur uznał, że czas budzić Południe (i jego północnych przyjaciół też). Ale ludzie tacy jak on czy Calhoun to sobie zbyt wielu ludzi pobudzić nie mogli dlatego trzeba było uzyskać poparcie jedynego człowieka, który mógł zakończyć stagnację na scenie politycznej.
No to teraz pytanie - do kogo Upshur zdecydował się zaapelować o pomoc?
 
User is offline  PMMini Profile Post #44

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 17/08/2007, 8:55 Quote Post

Takie drobne zastrzeżenia mi się nasuwają:
QUOTE
a po drugie politycy Północy nie bardzo byli zainteresowani w pozyskiwaniu ziem, które najprawdopodobniej stałyby się niewolnicze

Te ziemie już były niewolnicze smile.gif Jednak politycy Północy i tak mogli się interesować pozyskaniem ich- chociażby po to, by poszerzyć rynek zbytu dla północnych produktów.

QUOTE
Wizja wolnego Teksasu na zachodniej flance Cotton Kingdom bardzo przeraziła Upshura, Calhouna i innych południowych zealotów.

Właścicieli niewolników przerażała wizja "drugiej Kanady", która stałaby się prawdopodobnie schronieniem dla zbiegłych niewolników. Jednak ważniejszym problemem była chyba możliwość budowy bawełnianego imperium w Teksasie pod protekcją brytyjską, które by zagroziło interesom Stanów Zjednoczonych. Nie był to więc problem jedynie Południa, ale całej Unii.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #45

27 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej