Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
27 Strony < 1 2 3 4 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Spory między Północą i Południem, czyli droga do secesji i wojny
     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 22/05/2007, 17:42 Quote Post

QUOTE
W przypadku NY i NJ stopniowa emancypacja zakończyła się zdarzeniami o jakich napisałaś, ale prawo tego zabraniało i nie każdy to praktykował.

Oczywiście, nie każdy. W Nowym Jorku zaledwie w 2/3 przypadków tak to wyglądało.
QUOTE
Z tego co czytałem to jankescy abolicjoniści go raczej nie zainspirowali, bo wtedy ten ruch jeszcze aktywnie nie działał (oni zaczną sprawiać kłopot południowcom dopiero w latach 30-tych).

Chodziło mi o przemówienia senatorów-przeciwników niewolnictwa w trakcie debaty nad Kompromisem z Missouri. Były później publikowane w gazetach i chyba również rozprowadzane w formie pamfletów. Podobno sam Vesey przyznał, że znał te mowy i że wywarły one pewien wpływ na jego działania.
QUOTE
Vesey znał system niewolniczy i wiedział, że niektórzy czarni zrobią wszystko aby podlizać się własnym panom więc każdą osobę, którą wtajemniczał w swój plan ostrzegał i straszył, że jak zdradzi to mu własnoręcznie flaki wypruje

Niektórzy czarni nie chcieli żadnej rewolty, bo nawet jeżeli było im ciężko w niewoli, to nie wyobrażali sobie życia na wolności. W końcu od urodzenia byli niewolnikami, za których wszystkie decyzje podejmował ktoś inny... Nie każdy był tak inteligentny i zaradny jak Denmark.
Vesey chyba nawet jakieś praktyki voodoo zastosował do zastraszania wspólników? smile.gif

QUOTE
A te utrzymywanie porządku na plantacjach Dolnego Południa wiązało się oczywiście z terrorem i zastraszeniem niewolników.

Na niektórych plantacjach. W każdej społeczności zazwyczaj się znajdą jacyś degeneraci.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #16

     
Nico
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.938
Nr użytkownika: 3.969

 
 
post 22/05/2007, 18:45 Quote Post

QUOTE(The General @ 22/05/2007, 14:43)
(...) nie każdy to praktykował. Wszystko zależało od właściciela.


QUOTE(The General @ 22/05/2007, 14:43)
(...) podobnie okaleczonych czarnych jest w tej grupie więcej.


Koleżanka Ciołek już zauważyła te sprytne wink.gif manipulacje Generała słowami - 'nie każdy', 'więcej' - mające na celu zdyskredytowanie Południa i pokazanie Północy w lepszym świetle.

Dyskusja bardzo ciekawa, dziękujeMY koleżance Ciołek za obronę dobrego imienia Południa smile.gif. Ja nie jestem aż tak obeznany w temacie, więc tylko z uwagą czytam. Nie mniej jesteśMY z Tobą wink.gif.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #17

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 22/05/2007, 19:13 Quote Post

QUOTE
Chodziło mi o przemówienia senatorów-przeciwników niewolnictwa w trakcie debaty nad Kompromisem z Missouri. Były później publikowane w gazetach i chyba również rozprowadzane w formie pamfletów. Podobno sam Vesey przyznał, że znał te mowy i że wywarły one pewien wpływ na jego działania.

Powstanców przed egzekucją torturowano więc wyznawali różne rzeczy. Wersję o której piszesz podawały później charlestońskie gazety.

QUOTE
Niektórzy czarni nie chcieli żadnej rewolty, bo nawet jeżeli było im ciężko w niewoli, to nie wyobrażali sobie życia na wolności. W końcu od urodzenia byli niewolnikami, za których wszystkie decyzje podejmował ktoś inny... Nie każdy był tak inteligentny i zaradny jak Denmark.

Niewolnicy z Dolnego Południa musieli ugiąć kark i żyć w tej beznadziei. Połnoc była daleko i na ucieczkę decydowali się jedynie najbardziej odważni śmiałkowie. Inaczej sytuacja wyglądała na Górnym Południu, z którego każdego roku uciekało 1-2 tyś. niewolników o ile mnie pamięć nie myli.
Profesor Freehling pięknie napisał w swojej ostatniej książce, że wpływ czarnych na rozpoczęcie wojny secesyjnej jest jedną z najbardziej pomijanych rzeczy. Czarni nie zasiadali w Kongresie, głosować mogli jedynie w Nowej Anglii, ale bez czarnych niewolników szukających wolności i uciekających od swoich właścicieli nie byłoby ustawy o zbiegłych niewolnikach, która rozwścieczyła Północ. Bez tych uciekinierów właściciele niewolników z zachodniego Missouri nie byliby tak przerażeni wizją wolnego Kansas na ich zachodniej granicy i może nie agitatowaliby tak zawzięcie za aktem Kansas-Nebraska, który doprowdził do starcia ekstremistów w Kansas i chyba tak naprawdę wojny.

QUOTE
Na niektórych plantacjach. W każdej społeczności zazwyczaj się znajdą jacyś degeneraci.

Podobnie jak i niektórzy z ich nowojorskich kolegów uwolnili swoich niewolników, a inni uznali, że najważniejszy jest pieniądz.

Frederick Law Olmsted był uczonym i architektem, który dużo podróżował po Południu (zdaje się, że w latach 50-tych). Spisał swoje obserwacje i jest to jedno ze źródeł wiedzy o tej krainie.
Poniżej jest link do jednej z jego książek w fromie e-booka:

http://dz1.gdz-cms.de/no_cache/dms/load/toc/?IDDOC=2070

W rozdziale 'Punishment' można przeczytać jak zarządca skatował pewną murzynkę.
 
User is offline  PMMini Profile Post #18

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 22/05/2007, 20:55 Quote Post

QUOTE
Czarni nie zasiadali w Kongresie, głosować mogli jedynie w Nowej Anglii, ale bez czarnych niewolników szukających wolności i uciekających od swoich właścicieli nie byłoby ustawy o zbiegłych niewolnikach, która rozwścieczyła Północ.

Rozwścieczyła Północ chyba ze względów ambicjonalnych- Jankesów denerwowało, że Południowcy rządzą się u nich jak by byli na swoich plantacjach.
Bez czarnych uciekinierów nie byłoby też wspomnianego nie raz "terroru i zastraszania niewolników", nie byłoby strachu właścicieli przed niewolniczą rewoltą... zauważ, że przywódcami tego typu przedsięwzięć byli wykształceni niewolnicy (stąd zakaz edukowania czarnych) lub wyzwoleńcy (stąd problemy z uwalnianiem murzynów). Być może podobny strach (poza chęcią zysku) powodował północnymi panami, którzy woleli sprzedać swoich niewolników plantatorom niż dać im wolność?
Oczywiście trudno się też dziwić czarnym, że uciekali... podziwiam ich odwagę smile.gif

QUOTE
W rozdziale 'Punishment' można przeczytać jak zarządca skatował pewną murzynkę.

Alku, jak już wspominałam, nie przeczę, że zdarzały się przypadki katowania niewolników (nie tylko na Południu jak sądzę).
Może odbiegnę nieco od tematu, ale np. Forrest nie sprzedawał niewolników ludziom, którzy źle traktowali swoich "służących".

Na koniec jeszcze taka uwaga mi się nasuwa. Wydaje mi się (ale może się mylę), że oskarżasz o sprzyjanie niewolnictwu jedynie Południe (i to całe, nie tylko wpływowe grupki plantatorów). A jak myślisz, mój drogi Kolego, ilu by było na Północy zwolenników stopniowej (czy tym bardziej bezwzględnej) emancypacji, gdyby niemożliwa była sprzedaż niewolników na Południe bądź pozbycie się ich z Północy w inny sposób? Bo z tego co się orientuję, to większość północnych przeciwników niewolnictwa (m.in. sławna pani Beecher Stowe) była za "warunkową" emancypacją- tzn. uwolnijmy czarnych, ale pod warunkiem, że się wyniosą do Afryki. A gdyby na Północy był tak duży procent czarnych jak na Dolnym Południu?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #19

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 23/05/2007, 16:10 Quote Post

QUOTE
Rozwścieczyła Północ chyba ze względów ambicjonalnych- Jankesów denerwowało, że Południowcy rządzą się u nich jak by byli na swoich plantacjach.

Wystarczy przeczytać ten akt a widać, że nie były to względy ambicjonalne. Do tej sprawy jeszcze wrócimy.

QUOTE
Może odbiegnę nieco od tematu, ale np. Forrest nie sprzedawał niewolników ludziom, którzy źle traktowali swoich "służących".

Ale Forrest nie znał wszystkich swoich klientów - zdaje się, że odwiedział również targi niewolników w Nowym Orleanie, gdzie można było zarobić największe pieniądze. To samo gdy sprzedawał ludzi klientom z Arkansas - myślisz, że na pewno ich dokładnie znał?

QUOTE
Na koniec jeszcze taka uwaga mi się nasuwa. Wydaje mi się (ale może się mylę), że oskarżasz o sprzyjanie niewolnictwu jedynie Południe (i to całe, nie tylko wpływowe grupki plantatorów).

Chyba się mylisz, bo już tu wspomiałem o wielkim sojuszniku instytucji niewolnictwa czyli wpływowej Partii Demokratycznej. Partia ta składała się oczywiście ze skrzydła północnego i południowego. Ale stopniowo społeczeństwo Północy uświadomiło sobie, że są to zwykli służący SlavePower i np. 85% jankeskich kongresmeów tej Partii, którzy głosowali za Kansas-Nebraska straciło swoje mandaty w następnych wyborach.

QUOTE
A jak myślisz, mój drogi Kolego, ilu by było na Północy zwolenników stopniowej (czy tym bardziej bezwzględnej) emancypacji, gdyby niemożliwa była sprzedaż niewolników na Południe bądź pozbycie się ich z Północy w inny sposób? Bo z tego co się orientuję, to większość północnych przeciwników niewolnictwa (m.in. sławna pani Beecher Stowe) była za "warunkową" emancypacją- tzn. uwolnijmy czarnych, ale pod warunkiem, że się wyniosą do Afryki.

Większość Amerykanów rozważających emancypację (poczynając od Tomasza Jeffersona) uważało kolonizację za jedyne sensowne rozwiązanie. W rzeczywistości byli mniej lub bardziej zatwardziałymi rasistami i chcieli się od czarnych po prostu uwolnić. Z drugiej strony nie było chyba innego wyjścia w przypadku terenów, gdzie czarni byli w większości, bo który biały zgodziłby się tam na inną emancypację. W pełną emancypację wierzyli jedynie najbardziej liberalni abolicjoniści, ale tych podobno było mało.

Inna sprawa, że Dolne Południe było bezkompromisowe w tej kwestii. W dziesięcioleciu przedwojennym mieliśmy tam swoisty boom na niewolników, ich ceny poszły w górę, rozważano możliwość wznowienia handlu morskiego niewolnkami, a nawet ponownego zniewolenia wyzwolenców.
Tak na prawdę to posiadanie 'służącego' było marzeniem wielu południowców, którzy byli za biedni na takie luksusy.
 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 23/05/2007, 17:32 Quote Post

QUOTE
Ale Forrest nie znał wszystkich swoich klientów - zdaje się, że odwiedział również targi niewolników w Nowym Orleanie, gdzie można było zarobić największe pieniądze. To samo gdy sprzedawał ludzi klientom z Arkansas - myślisz, że na pewno ich dokładnie znał?

Na pewno nie znał wszystkich i rzeczywiście mogło się zdarzyć, że sprzedał niewolnika nieodpowiedniemu człowiekowi sad.gif Ale unikał takich tranzakcji nie tylko ze względu na dobro czarnych, ale i przez wzgląd na własną opinię: plantator, który sam dobrze traktował niewolników nie chciałby żeby jego "podopieczni" trafili w ręce kogoś, kto by się nad nimi znęcał.
Jeszcze apropos bicia murzynów- wiesz, że niewolnik z bliznami po chłoście praktycznie nie nadawał się na handel? Klient przed dokonaniem zakupu skrupulatnie oglądał murzyna czy nie ma takich blizn- czy nie jest to "bad nigger", bo z takim to tylko problemy by były.

QUOTE
Chyba się mylisz, bo już tu wspomiałem o wielkim sojuszniku instytucji niewolnictwa czyli wpływowej Partii Demokratycznej(...)

W takim razie przepraszam za niesłuszne posądzenie i cieszę się że było niesłuszne smile.gif

QUOTE
Tak na prawdę to posiadanie 'służącego' było marzeniem wielu południowców, którzy byli za biedni na takie luksusy.

No cóż, wielu marzyło o posiadaniu niewolnika, bo był to pewien symbol dobrobytu, przynależności do elity... niektórym się wydawało, że wypada się pokazać w towarzystwie z takim "służącym". Czytałam ostatnio historyjkę o tym, jak matka Jeba Stuarta chciała koniecznie podarować swojej synowej niewolnicę, bo nie wyobrażała sobie w jaki sposób dama może się bez takiej obejść...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #21

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 24/05/2007, 14:05 Quote Post

Przechodzimy do Kryzysu Nullifikacyjnego 1828-1833.

Generalnie kością niezgody były cła, które wszyscy potrafili przeżyć z wyjątkiem najbardziej ektremistycznego stanu Południa czyli oczywiście Południowej Karoliny. Cła były podatkiem nakładanym na towary importowane z zagranicy celem ochrony gospodarki narodowej przed konkurencją oraz zasilenia budżetu federalnego. Gospodarka amerykańska nie była tak silna jak np. gospodarka krajów europejskich i zwolennicy ceł chcieli ją chronić przez tanią konkurencją. Cła były wówczas głównym przychodem do federalnego budżetu i pobierano je w portach. Za cłami nie lobbowała tylko Północ, bo były również cła na produkty rolne za którymi lobbowali południowi plantatorzy, np. ci z Luizjany zdołali wylobbować korzystne cła na cukier. Generalnie ta kwestia była jedną z ulubionych rozgrywek między partiami politycznymi – demokraci woleli niższe podatki, a wigowie i federaliści (zarówno ci z północy jak i południa) wyższe. W przygranicznych stanach Południa - Kentucky czy Maryland było wielu zwolenników ochrony gospodarki narodowej takich jak np. sławny Henry Clay z Kentucky.

Cła co kilka lat podwyższano, aż projekt z roku 1828 spowodował niezadowolenie na Południu, a w Południowej Karolinie wręcz oburzenie. Prezydent Adams go podpisał choć wiedział, że w walce o reelekcję może go to dużo kosztować. I miał rację – wybory 1828 wygrali z hukiem kandydaci z Południa - generał Andrew Jackson (to ten co rozprawił się z Anglikami pod Nowym Orleanem) oraz John C. Calhoun (były sekretarz wojny, obecnie kandydat na vice-prezydenta). Kwestię ceł Jackson może i wykorzystał, ale one tak na prawdę nie były dla niego problemem. Jackson wierzył w Unię, chciał zrobić wiele rzeczy i do tego potrzebował pieniędzy, a wysokie cła nawet z punku widzenia południowców były uzasadnione – choćby ze względu na kwestię Indian, których trzeba było przesiedlić.

Jacksona i Calhouna tak na prawdę niewiele łączyło. Obaj byli południowcami, obaj uważali niewolnictwo za coś normalnego, ale różnili się w jednej podstawowej kwestii – Jackson (Tennessee) był ‘człowiekiem z ludu’ i uważał, że wszyscy biali są równi. Calhoun, który był tworem elit Południowej Karoliny, uważał taki podział za poprawny jedynie w teorii, bo w praktyce to elity muszą kontrolować mniej zamożnych białych. Ta różnica w światopoglądzie rzutowała na wiele innych spraw np. Calhoun sprzeciwiał się planom rozprawy z bankierami. Prędzej czy później musiało dojść do konfliktu i wojna została wypowiedziana na sławnym obiedzie 13 kwietnia 1830 r. w okolicznościach przypominających naszą demokrację szlachecką.
Jackson patrząc na Calhouna wzniósł toast mówiąc: „Our Federal Union: It Must be Preserved!”
Calhoun odwzajemnił gest mówiąc: „The Union, Next to Our Liberties the Most Dear”.

Tak więc gdy w 1828 uchwalono nowe taryfy ceł najbardziej oburzyła się Południowa Karolina, ale to oburzenie miało pewne podłoże ekonomiczne. Stan ten zaczął podupadać gospodarczo – intensywna gospodarka wyjałowiła wiele terenów i ludzie masowo emigrowali na dziewicze tereny na zachodzie. Do tego doszły kryzysy na rynkach finansowych oraz spadek cen bawełny. Gdy rząd federalny podwyższył cła to rządcy tego stanu uznali, że to ich dobije zupełnie i generalne wszystkie swoje problemy zrzucili na znienawidzone taryfy. Oni problemów z Indianami nie mieli, na resztę problemów kraju też za bardzo się nie zapatrywali – żyli po prostu w swoim ograniczonym świecie plantacji bawełny i ryżu. Zaczęli więc myśleć jakby przeciwstawić się woli większości i kwestię ceł ominąć, a odwagi dodała im zwycięska konfrontacja z rządem, o której wspomniałem parę postów wyżej.

Rządcy tego stanu poprosili swojego najbardziej wybitnego polityka – Johna Calhouna aby pomógł im znaleźć jakiś prawny sposób do ominięcia ceł. Calhoun był wówczas vice-prezydentem USA i zgodził się pomóc, ale miało to pozostać w tajemnicy. Pod pseudonimem Mr X sporządził dokument zwany „South Carolina Exposition and Protest” gdzie w zasadzie podważył sens funkcjonowania rządu federalnego. To legistratury stanowe stworzyły Unię, są więc najważniejsze i jako takie mają prawo decydować kiedy rząd federalny przekroczył swoje uprawnienia. Jeżeli stan stwierdzi, że rząd federalny jakąś ustawą przekroczył swoje uprawnienia to możne taką ustawę na swoim terytorium unieważnić. I tu Calhoun wymyślił legalny sposób secesji – w kwestiach spornych proponował wprowadzanie poprawek do konstytucji, na którą musiało zgodzić się ¾ stanów. Jeżeli taka większość się nie zbierze, sporne prawo pozostanie nieważne. Stan, któremu przyjęta poprawka by się nie podobała może ją zaakceptować lub po prostu wystąpić z Unii (paradoksalnie Calhoun widział w tym planie podobno sposób na uniknięcie secesji). Gdy rządcy stanu Południowa Karolina otrzymali taką wykładnię to mieli nad czym rozmyślać i gdy w 1832 nastąpiła kolejna podwyżka ceł nullifikatorzy przystąpili do działania – zdołali zwołać konwencję stanową na której uznali, że cła z roku 1828 i 1832 nie obowiązują na terytorium tego stanu i zagrozili secesją, jeżeli rząd federalny spróbuje użyć siły.

Na to Andrew Jackson okropnie się zdenerwował. Uznał to za zdradę i przysięgał, że każdego nullifikatora własnoręcznie powiesi i obedrze ze skóry (Calhouna pierwszego). Jackson wydał odezwę do ludu Południowej Karoliny po czym zmobilizował flotę i zablokował port w Charlestonie rozkazując pobierać cła na morzu (w razie odmowy ładunek rekwirowano). W ten sposób wspomniany już na tym forum James Hamilton (wówczas były już gubernator SC) stracił ładunek taniego cukru, który ukradkiem sprowadzał z Kuby i tym samym okradał plantatorów z Luizjany i rząd federalny. W 1833 Kongres przegłosował tzw. Force Bill, który umożliwiał prezydentowi użycie siły celem przywrócenia egzekwowania prawa w niepokornym stanie.
Południowa Karolina zmobilizowała oddziały stanowe, ale nullifikatorzy zaczęli łagodnieć, bo zrozumieli, że są w tym konflikcie osamotnieni. Jackson był za silny na Południu - bił tam rekordy popularności, a w 1832 wygrał reelekcję zbierając wszystkie niewolnicze stany z wyjątkiem Kentucky, Maryland, Delaware i oczywiście Południowa Karolina. Andrew Jackson nie chciał pójść na całość i zdecydował się na kompromis do którego wielu go namawiało. Calhoun zaczął więc układać się z Clayem i doszli po porozumienia, które było dla nullifikatorów jedynie dobrą miną do złej sytuacji – wynegocjowano niewielką i stopniową obniżkę ceł. Karolina uznała to za zwycięstwo i mogła się z honorem wycofać z trudnej sytuacji. W istocie mogli uzyskać dużo więcej, bo Jackson był gotów drastycznie obniżyć cła, ale debata nad tym rozstrzygnęłaby się dopiero w kolejnej sesji Kongresu, a nullifikatorzy nie chcieli czekać.

Tutaj jest bardzo ciekawy list prezydenta Andrew Jacksona do jednego z kolegów, datowany 1 maja 1833:
I have had a laborious task here, but Nullification is dead; and its actors and courtiers will only be remembered by the People to be execrated for their wicked designs to sever and destroy the only good Government on the globe, and that prosperity and happiness we enjoy over every other portion of the World. Haman's gallows ought to be the fate of all such ambitious men who would involve their Country in Civil War, and all the evils in its train, that they might reign and ride on its whirlwinds and direct the storm. The Free People of these United States have spoken, and consigned these wicked demagogues to their proper doom. Take care of your Nullifiers; you have them among you; let them meet with the indignant frowns of every man who loves his Country. The Tariff, it is now known, was a mere pretext - its burden was on your coarse woolens. By the law of July, 1832, coarse woolen was reduced to five per cent., for the benefit of the South. Mr. Clay's Bill takes it up and classes it with woolens at fifty per cent., reduces it gradually down to twenty per cent., and there it is to remain, and Mr. Calhoun and all the Nullifiers agree to the principle. The cash duties and home valuation will be equal to fifteen per cent. more, and after the year 1842, you pay on coarse woolens thirty-five per cent. If this is not Protection, I cannot understand; therefore the Tariff was only the pretext, and Disunion and a Southern Confederacy the real object. The next pretext will be the Negro or Slavery question.

Podsumowując, seria wydarzeń takich jak:
a) sprzeciw Północy wobec rozwoju niewolnictwa podczas debat 1818-20
b ) nieudana rewolta Demnarka Vesey’a (1822)
c) działalność Amerykańskiego Towarzystwa Kolonizacyjnego i co chwila zgłaszane propozycje emancypacji przez kolonizację ze środków pochodzących z nadwyżki budżetu federalnego,
d) rewolta Nata Turnera (1831)
e) założenie przez Garrisona gazety abolicjonistycznej ‘Liberator’ (1831) oraz organizowanie się abolicjonistów na Północy
f) coraz silniejszy ruch abolicjonistyczny w Anglii – zdaje się, że w 1827 Anglia skończyła z handlem niewolnikami, a ostateczna abolicja nastąpiła w 1833 (w tych latach okręty Jego Królewskiej Mości bezlitośnie tępiły proceder handlu niewolnikami)

...spowodowała niepokój wśród myślicieli niewolniczych stanów dolnego Południa.
Nullifikatorzy rozumowali – jeżeli dzisiaj większość może narzucić mniejszości uzasadnione podatki to jutro może zdecydować, że kolonizacja jest jak najbardziej uzasadniona, a pojutrze może totalna emancypacja będzie najbardziej pożądana. Co więcej - cały świat zaczyna obracać się przeciwko właścicielom niewolników: abolicjoniści na Północy, rząd federalny, przyjaciele z Anglii, a nawet niewolnicy, którzy się buntują.
Tak więc oprócz ceł nullifikatorzy mieli w swoich główkach także troskę o los ich ukochanej instytucji niewolnictwa.

Niestety nie mam dostępu do papierów Calhouna więc zacytuję tu interpretację jednego z jego listów (z 1830), która znajduje się w Freehling, Road to Disunion, v.I, str 272:
„The Tariff” explained John C. Calhoun to a northern friend in the wake of Mercer’s effort, “is the ocassion, rather than the real cause of the present unhappy state of things”. Slaveholders might “in the end be forced to rebel, or submit” to have slavery exhausted “by Colonization and other schemes”. This “more alarms the thinking than all other causes”.
[PS. Mercer - kongresmen z Wirginii złożył projekt emancypacji przez kolonizację za pieniądze federalne].

William Preston, senator i zarazem nullifikator pytał swoich kolegów z LA:
„The slavery question will be the real issue... Will Louisiana cling to her sugar and give up her negroes”?

A inny pretorianin Calhouna - Robert B. Rhett wyznał:
“Let Gentelmen not be deceived... It is not the Tariff – not Internal Improvement – nor yet the Force Bill, which constitutes the great evil... Until this Government is made a limited Government... there is no liberty – no security for the South”

Tak się zakończyła pierwsza poważna próba rozwalenia Unii przez południowych zealotów. Kolejna poważna będzie miała miejsce w latach 50-tych, ale uda się dopiero w 1860.
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 27/05/2007, 18:58 Quote Post

No no... rzeczywiście jest co czytać... Jestem pod wrażeniem smile.gif

QUOTE
Tak więc gdy w 1828 uchwalono nowe taryfy ceł najbardziej oburzyła się Południowa Karolina, ale to oburzenie miało pewne podłoże ekonomiczne.

Jak słusznie tu zauważyłeś, przyczyną oburzenia elit SC nie był ich wrodzony ekstremizm wink.gif tylko kwestie ekonomiczne. Ja w zasadzie potrafię zrozumieć ich złość.
Rząd federalny co trochę podnosił cła, co według wspomnianych elit miało służyć przede wszystkim interesom Północy. I tak np. gdy cła z roku 1816 wynosiły ok.20-25% wartości importowanych towarów, to w roku 1830 przeciętnie wzrosły do ponad 60%. Największe korzyści z tych ceł czerpali chyba właściciele manufaktur na Północy, a oprócz nich południowi producenci cukru, konopi i wełny. Najbardziej poszkodowani byli plantatorzy bawełny i tytoniu (czyli przede wszystkim SC), którzy sądzili- nie bez podstaw- że oto oni są obdzierani z pieniędzy, które trafiają nastąpnie wprost do kieszeni północnych przemysłowców. Spadek cen bawełny był w dużej części efektem tak wysokich ceł.

QUOTE
Tak więc oprócz ceł nullifikatorzy mieli w swoich główkach także troskę o los ich ukochanej instytucji niewolnictwa.

Pewnie tak. A poza tym pojawił nam się tu dobrze znany konflikt pomiędzy władzą federalną a prawami stanowymi. Na pytanie czy kongres ma prawo regulować sprawy ekonomiczne w poszczególnych stanach, nullifikatorzy jednogłośnie odpowiadali NIE, a jako uzasadnienie podawali brak odniesienia do tej kwestii w Konstytucji.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że błędem było trzymanie Karoliny Południowej na siłę w Unii. Trzeba było pozwolić jej stać się republi(cz)ką póki jeszcze nie miała poparcia innych stanów...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 28/05/2007, 16:51 Quote Post

QUOTE
Największe korzyści z tych ceł czerpali chyba właściciele manufaktur na Północy, a oprócz nich południowi producenci cukru, konopi i wełny.

Z drugiej strony – kto najwięcej płacił z tytułu ceł? Bo ja bym powiedział, że zdecydowanie jankescy handlarze w północnych portach, którzy większość sprowadzonych produktów sprzedawali ludności Północy.

QUOTE
Najbardziej poszkodowani byli plantatorzy bawełny i tytoniu (czyli przede wszystkim SC), którzy sądzili- nie bez podstaw- że oto oni są obdzierani z pieniędzy, które trafiają nastąpnie wprost do kieszeni północnych przemysłowców. Spadek cen bawełny był w dużej części efektem tak wysokich ceł.

Ja bym powiedział, że ceny bawełny zależały od ogólnej sytuacji ekonomicznej na rynkach światowych. Wcale nie było tak źle, bo wartość sprzedanej południowej bawełny wyniosła:
- 74 milonów dol. na rok w latach 40-tych
- 169 milionów dol. na rok w pierwszej połowie lat 50-tych
- 207 milionów dol. na rok w ostatnich 4 latach przed wojną.

Plantatorzy mogli narzekać, bo oczywiście ich brytyjscy odbiorcy eksportowali później swoje towary również do USA i mówili – więcej wam płacić nie możemy, bo nasze produkty biją federalne cła.
Również południowiec mógł być niezadowolony, bo np. w Wlk. Brytanii można było kupić szynę kolejową na przykład za 20$ do czego dochodziło 10$ podatku czyli ogólny koszt sprowadzenia brytyjskiej szyny wyniósł 30$. W kraju jankeska szyna kosztowała np. 24$ więc czuł, że rząd zmusza go do kupowania droższych produktów. Ale tak samo mógł powiedzieć jankeski odbiorca i tak samo każdy może powiedzieć nawet dzisiaj.

Warto podkreścić co napisałaś – z ceł najbardziej niezadowoleniu byli południowi plantatorzy, czyli tamtejsza klasa wyższa. Zwykłego Josha te sprawy nie bardzo dotykały.
Wspomniany Sugar Jimmy Hamilton powiedział, że jak tylko władze stanowe zdecydują się na konfrontację to poprowadzi lud do walki o SWÓJ cukier. On walczyłby o swój cukier, lud oczywiście za honor stanu, wolność, rodzinę i inne tradycyjne hasła. Podobnie sytuacja będzie miała miejsce w 1860 - elity Południa w obronie swoich interesów rozwalą Unię. Oni w większości potem zostaną w domach, a Joshe pójdą walczyć, co prawda również i o niewolnictwo, ale i o te inne tradycyjne hasła.
 
User is offline  PMMini Profile Post #24

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 29/05/2007, 8:25 Quote Post

Szczerze mówiąc nie mam pod ręką żadnych wyliczeń kto ile płacił, więc nie będę się kłócić smile.gif
Zwykłego Południowca nie dotykał problem ceł, tak jak przeciętnego Jankesa nie obchodziło niewolnictwo czy Fort Sumter... Tak to czasem bywa na wojnie, że dla żołnierzy najważniejszy jest żołd... i przywiązanie do małej ojczyzny.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #25

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 31/05/2007, 20:11 Quote Post

Znalazłem w internecie info, że w latach poprzedzających secesję 92% wszystkich ceł było pobierane w północnych portach, w południowych pozostałe 8% - w 1860 r. pobrano łącznie ok. 56 mln. dol. Ale to tylko jako ciekawostka, bo za dane z interentu nie ręczę.
Tak dla porównania - wartość niewolników w stanach niewolniczych u progu wojny wynosiła średnio ok. 4.000.000.000$.

Wkrótce przejdziemy do początku działalności abolicjonistów i reakcji południowców, która ostatecznie doprowadziła do kneblowania kongresu, potem omówimy aneksję Teksasu do której w ogromnej mierze przyczynili się południowi politicos, a także będącą jej następstwem wojnę z Meksykiem oraz kompromis z 1850.
 
User is offline  PMMini Profile Post #26

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 7/06/2007, 18:38 Quote Post

Przechodzimy o wydarzeń zwanych GAG RULES WARS
(fanów RPG proszę o nie mylenie z Gwiezdnymi Wojnami happy.gif )

W poście o nullifikacji wymieniłem serię wydarzeń, które zaniepokoiły właścicieli niewolników. W 1831 William Lloyd Garrison założył abolicjonistyczną gazetę ‘Liberator’ na łamach której przysiągł pisać teksty przeciwko niewolnictwu tak długo, aż będzie one istniało w Ameryce. W tym samym okresie zaczyna się organizować ruch abolicjonistyczny na Północy, który powstawał w bólach, ale stopniowo rósł w siłę – w 1836 miał ok. 100 tyś. członków, a w 1840 już 200 tyś. W 1834-35 abolicjoniści przeprowadził pierwszą poważną ofensywę – zaczęli wysyłać anty-niewolnicze broszury i apele do plantatorów w Cotton Kingdom. Plantatorzy uznali te listy za obrazę i nawoływanie do rewolt niewolników – abolicjoniści odpowiadali, że broszury nie są obraźliwe i nie nawołują do buntów, bo przecież zaadresowane są do białych, a nie do czarnych, którzy i tak czytać nie umieją. Wynikła z tego niemała afera, a sprawa trafiła nawet do prezydenta Jacksona.

Pod koniec 1835 abolicjoniści zmienili taktykę – postanowili skorzystać z konstytucyjnego prawa do przesyłania petycji do Kongresu i zaczęli bombardować tą instytucję prośbami o zniesienie niewolnictwa w Dystrykcie Kolumbii, czyli w stolicy państwa Waszyngtonie, który podlegał Kongresowi. Na to podnieśli głos kongresmeni z Południa, którzy nie chcieli dopuścić do debat na temat zniesienia niewolnictwa i domagali się, aby takich petycji Kongres nie przyjmował. Dla nich abolicja w malutkim D.C. była niedopuszczalna, bo zagrażało to instytucji niewolnictwa w Marylandzie i Wirginii, co więcej dopuszczenie do dyskusji na ten temat stwarzało niebezpieczeństwo, że kiedyś w końcu dojdzie do poważnej debaty. Calhoun i jeszcze kilku innych południowców (jakoś tak się składa, że prym w tej grupie wiedli przedstawiciele Południowej Karoliny) domagało się aby Kongres nie przyjmował w ogóle petycji abolicjonistów. Do przeforsowania swoich projektów potrzebowali wsparcia północnych demokratów, którzy byli chętni ułagodzić swoich południowcych kolegów pod warunkiem, że zakaz zostanie nieco złagodzony, bo chcieli jakoś wypaść przed swoimi wyborcami. Ostatecznie przez obie izby przeszły uchwały umożliwiające przyjmowanie petycji ale z automatycznym ich odrzuceniem, tak że nie można było nad nimi dyskutować.

Polityka ta była zwalczana jedynie przez północny odłam partii opozycyjnej wobec Partii Demokratycznej, która wkrótce przyjęła nazwę Partii Wigów, a za kilkanaście lat jej członkowie utworzą trzon Partii Republikańskiej, której zwycięstwo w wyborach prezydenckich tak przestraszy dolne Południe, że zdecyduje się one na secesję z Unii. Najbardziej znanym oponentem był senator i zarazem ex-prezydent John Quincy Adams, który nieraz wołał na sali senatu, że jeśli takie jest prawo Południowej Karoliny to on dziękuje Bogu, że nie jest obywatelem tego stanu.

Kneblowanie Kongresu trwało aż do grudnia 1844.
 
User is offline  PMMini Profile Post #27

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 23/07/2007, 18:05 Quote Post

Alku,
Wydaje mi się, że w Twojej wypowiedzi zabrakło jeszcze pewnego ważnego aspektu tamtych wydarzeń: jaki był stosunek Północy do abolicjonistów? Bo ktoś może pomyśleć, że tylko południowych właścicieli niewolników niepokoiły ich działania, a tak nie było.
Może warto by było wspomnieć, że już w 1833 roku na Północy zaczęto atakować abolicjonistów, oskarżając ich o działania zagrażające porządkowi publicznemu i podburzanie do rewolty. Od 1835 roku nasiliły się rozruchy anty-abolicjonistyczne w północnych miastach, między innymi w Filadelfii, Cincinnati i Bostonie. W listopadzie 1837 roku w Illinois zastrzelony został Elijah Lovejoy, edytor abolicjonistycznej gazety Alton Observer.

Nie jestem też przekonana co do podawanej przez Ciebie liczby członków anty-niewolniczego ruchu, ale zapewne opierasz się na jakiś poważnych opracowaniach, więc muszę Ci zaufać...

Jeszcze wrócę do tych broszur, rozsyłanych przez abolicjonistów do plantatorów- co w nich dokładnie było? Bo na przykład napisana w 1829 roku przez Davida Walkera broszura "Appeal to the Colored Citizens of the World" rzeczywiście nawoływała do buntu przeciwko właścicielom i zbrojnego powstania niewolników. Jeżeli w swoich publikacjach abolicjoniści na przykład zarzucali właścicielom niewolników niemoralność, to na pewno oni poczuli się tym obrażeni... A twierdzenie, że niewolnicy byli analfabetami to nie było tak do końca zgodne z prawdą, bo wielu umiało czytać i pisać smile.gif

Co do dyskusji w Kongresie- część reprezentantów z Południa mówiło, że dyskusja nad szczególną instytucją jest nie fair, kiedy na Północy wolni murzyni nie są traktowani lepiej niż niewolnicy... poza tym powoływano się na jakieś oficjalne statystyki, z których wynikało, że kolorowi hm... "źle znoszą" życie na wolności... Cóż, niektórzy w takie "naukowe" dowody wierzyli...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #28

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 24/07/2007, 20:46 Quote Post

Basiu,

jak zawsze z przyjemnością spróbuję wyjaśnić wszelkie Twoje wątpliwości.

QUOTE
Może warto by było wspomnieć, że już w 1833 roku na Północy zaczęto atakować abolicjonistów, oskarżając ich o działania zagrażające porządkowi publicznemu i podburzanie do rewolty. Od 1835 roku nasiliły się rozruchy anty-abolicjonistyczne w północnych miastach, między innymi w Filadelfii, Cincinnati i Bostonie.

Pozostanę przy swojej wersji, że ruch ten rodził się w bólach, ale stopniowo jego sytuacja się polepszała i rósł w siłę. Abolicjoniści na początku swojej działalności nie byli traktowani poważnie, na demonstracjach często byli obrzucani wyzwiskami, pomidorami, a od czasu do czasu kogoś poturbowano. Do tego trzymały z nimi feministki, które też wyśmiewano. W latach 20-tych i 30-tych konflikty na tle niewolnictwa nie były jeszcze tak bardzo zaognione i większość mieszkańców Północy uważała, że agitacja anty-niewolnicza nie była dobra, bo denerwowała Południowców i tym samym zagrażała istnieniu państwa (pomijam już fakt, że sami Jankesi wielkimi miłośnikami czarnych nie byli). Sytuacja zmieniła się, gdy Slave Power zaczęła wymierzać kolejne policzki wolnym ludziom Północy i zagrażać demokracji, którą kochali. Tego przykładem jest kneblowanie Kongresu w latach 1836-44 – przeciętny mieszkaniec Północy mógł uznawać abolicjonistów za nawiedzonych ludzi, ale musiał przyznać, że nawet oni powinni mieć prawo do składania petycji w Kongresie i musiał przyznać, że niedopuszanie do debaty na temat niewolnictwa łamie zasady demokracji. Sytuacja ruchów abolicjonistycznych poprawiła się po największym policzku jaki Slave Power wymierzyła demokracji – ustawie o zbiegłych niewolnikach. Będziemy o tym mówić, ale w tym przypadku południowcy, który zawsze głośno krzyczeli o prawach stanowych (pojęcie oczywiście związane z niczym innym jak ochroną niewolnictwa) wykorzystali władzę federalną do łamania praw funkcjonujących w stanach Północy i do zmuszania tamtejszych ludzi do zabawy w łapaczy niewolników. Wielu mieszkańców Północy uznało, że południowcy w swojej fanatycznej obronie niewolnictwa zaczynają być po prostu uciążliwi i groźni dla demokracji. Dlatego gdy wybuchła wojna wielu mieszkańców Północy tak chętnie na nią poszło, a gdy nadszedł TEN DZIEŃ pogodziło się z koniecznością likwidacji niewolnictwa, bo rozumieli, że nie da się pogodzić funkcjonowania tej instytucji z funkcjonowaniem demokratycznego państwa. Oczywiście nie generalizujmy, bo na Północy było wielu przyjaciół Południa - taki opanowany przez Demokratów stan New Jeresy to zawsze z nimi trzymał (może oprócz kwestii ceł) i do końca się ośmieszał - gdy przyszło ratyfikować XIII poprawkę znoszącą niewolnictwo to NJ był jedynym stanem rdzennej Północy, który ją odrzucił (dopiero po roku ratifikowali).

QUOTE
W listopadzie 1837 roku w Illinois zastrzelony został Elijah Lovejoy, edytor abolicjonistycznej gazety Alton Observer.

Dziękuję, że wspomniałaś o Elijahu, bo lubię tą historię. O ile na Północy, ktoś kto domagał się uwolnienia niewolników mógł oberwać pomidorem lub być nazwany wariatem, to na Południu osobie takiej groził lincz, przegonienie lub nawet śmierć. Elijah Lovejoy (1802-1837) urodził się w Nowej Anglii, próbował różnych profesji, aby ostatecznie w 1828 osiąść w St. Louis, Missouri (pamiętajmy, że Missouri to Południe, a nie Północ). Związał się z tamtejszymi Wigami i rozpoczął karierę żurnalisty. Przez kilka lat pracował w St. Louis Observer (chyba nawet założył tą gazetę) i atakował właścicieli niewolników m.in. za to, że zabraniają wolnej dyskusji na temat niewolnictwa. Zdaje się, że raz opisał w szczegółach jak w St. Louis zlinczowano 3 Murzynów (wyzwoleńców) i oskarżył tamtejsze sądy o ułaskawienie prowodyrów tych wydarzeń. Lobby niewolnicze wydało na niego wyrok śmierci i Lovejoy uciekł do położonego na drugim brzegu rzeki Mississippi miasteczka Alton, Illinois. Tam założył Alton Observer i kontynuował działalność przesyłając swoje gazety zapewne również do Missouri. Dwukrotnie jego gazeta była atakowana i niszczono mu sprzęt, a wśród agresorów mogły być także różnorodne typki z Missouri (niewykluczone, że nawet zajścia te prowokowali). Władze miasta chciały zmusić go do wyjazdu, ale on uparcie trwał na posterunku. 7 listopada 1837 doszło do trzeciego poważnego ataku na jego gazetę, ale tym razem Elijah i kilku jego zwolenników postanowili bronić gazety choćby za cenę własnego życia. Wśród tłumu agresorów było wielu nader odważnych podpitych typków i doszło do strzelaniny w wyniku której Elijah Lovejoy poniósł śmierć, a maszyna drukarska, której dzielnie bronił została zniszczona.
Ale tak jak w przypadku wszystkich innych ‘zwycięstw’ Slave Power tak i to obróciło się przeciwko despotom i umocniło Siły Wolności smile.gif
Elijah Lovejoy miał młodszego brata Owena, który nad grobem brata przysiągł, że z całych sił będzie walczył z niewolnictwem. Owen Lovejoy został przywódcą abolicjonistów w Illinois, jednym z ulubionych kongresmenów Abrahama Lincolna, aktywnie pomagał Podziemnej Kolei, a w Kongresie nieraz doprowadzał do furii południowych delegatów mówiąc im prosto w oczy co o nich sądzi (raz to nawet niezła awantura była).
Elijah Lovejoy został męczennikiem i bohaterem ruchu abolicjonistycznego, a wielu polityków z Północy (szczególnie Nowej Anglii) podawało jego śmierć jako przykład, że zwolennicy niewolnictwa nie cofną się przed niczym i najprawdopodobniej kwestii niewolnictwa nie będzie można rozstrzygnąć w sposób pokojowy.

Wydaje mi, się że jego śmierć (rok 1837) była takim punktem kulminacyjnym agresji skierowanej przeciwko Siłom Wolności.

QUOTE
Nie jestem też przekonana co do podawanej przez Ciebie liczby członków anty-niewolniczego ruchu, ale zapewne opierasz się na jakiś poważnych opracowaniach, więc muszę Ci zaufać...

„Northern membership in antislavery societies peaked at around 200.000 in 1840, a figure swollen with females who could not vote, in a year when almost nine times that many Yankee males voted in the presidential election”.
[Freehling, Road to Disunion Vol. 1, str. 294]

QUOTE
Jeszcze wrócę do tych broszur, rozsyłanych przez abolicjonistów do plantatorów- co w nich dokładnie było? Bo na przykład napisana w 1829 roku przez Davida Walkera broszura "Appeal to the Colored Citizens of the World" rzeczywiście nawoływała do buntu przeciwko właścicielom i zbrojnego powstania niewolników.

Abolicjoniści byli różnego rodzaju. Większość z nich to członkowie pokojowych ugrupowań (często o charakterze religijnym), które walczyć zamierzały pokojowymi środkami. Do takich zaliczano m.in. wysyłanie tych broszur, w których często chciano przekonać plantatorów, że ich postępowanie jest sprzeczne z zasadami chrześcijaństwa. W tym celu używano różnorodnych porównań i cytatów z Biblii i nie przeczę, że taka polemika mogła południowców obrażać, bo oni wierzyli, że są dobrymi chrześcijanami, edukują czarnych etc.
Inną pokojową metodą było przesyłanie tych petycji do Kongresu w czasie Gag Rules Wars – pomimo, że nie miały one szans na dyskusję, to podobno ponad 400.000 takich dokumentów wpłynęło!
Na przykład John Brown też był abolicjonistą, ale bardziej samozwańczym, bo z tymi ruchami nie trzymał i mówił im, że pokojowa emancypacja jest niemożliwa i jak tak dalej pójdzie to nie uwolnią nawet pięciu nieszczęśników w ciągu stulecia.

I teraz jeśli chodzi o pana Davida Walkera – on był Murzynem, podobno wolnym (matka była wolną osobą, a ojciec niewolnikiem), który urodził się w Północnej Karolinie. Widział wiele nieszczęść związanych z instytucją niewolnictwa m.in. jak zmuszono niewolnika, aby zabiczował swoją własną matkę na śmierć. W 1826 przeniósł się do Bostonu i zaangażował w działalność anty-niewolniczą.
I rzeczywiście napisał broszurę, o której wspomniałaś, ale miało to miejsce w 1929 r. więc jeszcze przed poważniejszymi działaniami Sił Wolności. On w tej broszurce potępiał kolonizację, nawoływał białych do natychmiastowej emancypacji, a czarnych do rebelii. Kolportował swoje dzieło głównie na Północy, choć część dostała się także na Południe. Południowcy twierdzili, że miała ona wpływ na rebelię Nata Turnera, ale oni zawsze szukali czynników zewnętrznych, bo wymyślili sobie, że czarnym jest dobrze, zajmują właściwe miejsce w społeczeństwie i jeśli nikt ich do złych rzeczy nie nakłania to są fajni i potulnie służą swoim panom. Południowi despoci wyznaczyli 3.000$ nagrody za głowę Walkera, a 10.000$ dla tego kto zdoła go przywieść na Południe. W czerwcu 1830 r. Walker został znaleziony martwy przed swoim domem i do dzisiaj nie wiadomo dokładnie co go zabiło.

David Walker był chyba bardziej skrajnym abolicjonistą pokroju Johna Browna, bo wielu tych pokojowych dystansowało się od jego teorii.

QUOTE
A twierdzenie, że niewolnicy byli analfabetami to nie było tak do końca zgodne z prawdą, bo wielu umiało czytać i pisać

'Wielu' to jest pojęcie względne. W 1860 r. mieliśmy 4 miliony niewolników. Ilu Twoim zdaniem umiało czytać i pisać?
 
User is offline  PMMini Profile Post #29

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 25/07/2007, 10:03 Quote Post

Alku,
to miło że dyskusja ze mną sprawia Ci przyjemność smile.gif

QUOTE
Abolicjoniści na początku swojej działalności nie byli traktowani poważnie, na demonstracjach często byli obrzucani wyzwiskami, pomidorami, a od czasu do czasu kogoś poturbowano.

Hm, oprócz wyzwisk i pomidorów leciały też zepsute jajka i kamienie... W latach 40-tych zdarzały się też napady uzbrojonych w kije band, całkiem poważne pobicia i podpalenia.

QUOTE
W latach 20-tych i 30-tych konflikty na tle niewolnictwa nie były jeszcze tak bardzo zaognione i większość mieszkańców Północy uważała, że agitacja anty-niewolnicza nie była dobra, bo denerwowała Południowców i tym samym zagrażała istnieniu państwa (pomijam już fakt, że sami Jankesi wielkimi miłośnikami czarnych nie byli).

Wypadałoby też zaznaczyć, że ruch abolicjonistyczny zagrażał istnieniu państwa nie tylko za względu na drażnienie zwolenników szczególnej instytucji (na Południu i na Północy). Abolicjoniści nawoływali "wolne" stany do rozwiązania unii ze stanami niewolniczymi- "no union with slaveholders!". Atakowali amerykańską konstytucję jako dzieło szatana i narzędzie slave power.
To, że Jankesi miłośnikami czarnych niebyli jest bardzo istotne, gdyż dzięki temu południowi kongresmeni mogli ośmieszać działania abolicjonistów. Wskazywali na sytuację wolnych murzynów na Północy i pytali: "dlaczego nie zajmiecie się emancypacją czarnych u siebie? Przecież oni są wolni tylko z nazwy".

QUOTE
przeciętny mieszkaniec Północy mógł uznawać abolicjonistów za nawiedzonych ludzi, ale musiał przyznać, że nawet oni powinni mieć prawo do składania petycji w Kongresie i musiał przyznać, że niedopuszanie do debaty na temat niewolnictwa łamie zasady demokracji.

Jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć, że przeciętnego Jankesa obchodził los abolicjonistycznych petycji.

QUOTE
O ile na Północy, ktoś kto domagał się uwolnienia niewolników mógł oberwać pomidorem lub być nazwany wariatem, to na Południu osobie takiej groził lincz, przegonienie lub nawet śmierć.

Lovejoya śmierć spotkała właśnie na Północy. Przeciwnicy ruchu anty-niewolniczego byli aktywni w całej Unii, nie tylko na Południu.

QUOTE
„Northern membership in antislavery societies peaked at around 200.000 in 1840, a figure swollen with females who could not vote, in a year when almost nine times that many Yankee males voted in the presidential election”.

No właśnie... przez ten krótki okres czasu do ruchu anty-niewolniczego należały feministki, ale one szybko się odłączyły, więc liczba abolicjonistów nie była tak wysoka.

QUOTE
'Wielu' to jest pojęcie względne. W 1860 r. mieliśmy 4 miliony niewolników. Ilu Twoim zdaniem umiało czytać i pisać?

Nie zamierzam zgadywać smile.gif Ale żeby te abolicjonistyczne broszury "zadziałały" tak jak się tego obawiali plantatorzy pewnie mógłby wystarczyć niewielki procent "wyedukowanych" niewolników- paru przeczyta broszurę i przekaże jej treść innym...
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #30

27 Strony < 1 2 3 4 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej