Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
6 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Kawaleria w czasie wojny secesyjnej
     
korten
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.633
Nr użytkownika: 1.663

 
 
post 22/05/2006, 19:25 Quote Post

Moja pomylka.Joseph Johnson skapitulowal w NC.
 
User is offline  PMMini Profile Post #31

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 22/05/2006, 20:55 Quote Post

Szanowni Przedmówcy!
Widzę, że dyskusja przybrała ostry charakter. Uważam, że czas powściągnąć namiętności. Moim zdaniem polemika, do jakiej doszło, zanadto odbiegła od materii, jakiej poświęcony jest niniejszy temat, choć w ostatnich postach padły nazwiska generałów-kawalerzystów: Sheridana i Wilsona. Proponuję, by zamiast o micie Przegranej Sprawy czy innych ideologicznych kwestiach, dyskutować ponownie o wojskach konnych w wojnie secesyjnej. Przypominam, iż w dziale "Wojny i techniki walki" istnieje temat dotyczący ogólnie konfliktu między stanami, zaś w dziale "Państwa i mocarstwa" temat "Konfederaci - czy to oni mieli rację?", gdzie można zamieszczać posty wprost nie odnoszące się do kawalerii.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #32

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 1/06/2006, 14:52 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Przypominam, iż w przestworzach polskiego Internetu niestrudzony Zbig Kurzawa-Pękalski kreśli na łamach redagowanego przez siebie sieciowego czasopisma o wojnie secesyjnej dzieje kawalerii w wojnie secesyjnej. Jego kilkuczęściowy artykuł został zogniskowany na postaciach dwóch generałów o nazwisku Farnsworth, ale obfituje on w mnóstwo informacji dotyczących wojny secesyjnej ogólnie lub bardziej szczegółowo. Podaję linka do części pierwszej zawierającej informacje dotyczące genealogii bohaterów artykułu, lecz następne dotyczą już lat wojennych z wieloma cennymi inforamacjami na temat walk i życia obozowego wojsk w konflikt ów uwikłanych (front wschodni w latach 1861-1863).
http://klub.chip.pl/zbigstar/farn.html
W tym samym czasopiśmie pan Zbigniew zamieścił także tekst o pewnym rzadko spotykanym nawet wśród kolekcjonerów orężu konfederackich kawalerzystów:
http://klub.chip.pl/zbigstar/bron.html
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #33

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 4/06/2006, 10:08 Quote Post

Do Wszystkich Zainteresowanych!
Nadeszła pora, aby wreszcie przedstawić bliżej postać generała Jamesa E. B. Stuarta i jego barwną czeredę.
Kim zatem był słynny Jeb? Absolwentem Narodowej Akademii Wojskowej w West Point, którą kończył, kiedy obowiązki komendanta uczelni pełnił Robert E. Lee (kochał się wtedy w jednej z córek przyszłego wodza Armii Północnej Wirginii, a spotkaniom młodych sprzyjał wprowadzony przez pana Roberta zwyczaj zapraszania kadetów na obiady u dyrektora szkoły); adiutantem tegoż w czasie dramtycznych wydarzeń w Harper's Ferry, gdy osławiony John Brown usiłował wywołać powstanie niewolników; wreszcie oficerem konnicy, który nie tylko walczył z Indianami, ale także z nimi negocjował. Po wybuchu wojny secesyjnej Stuart znalazł się w konfederackiej... piechocie! Nie zagrzał tam jednak długo miejsca, wszak jego powołaniem była służba w wojskach konnych. Zasłynął, gdy w czerwcu 1862 roku na czele specjalnie dobranej jednostki (w sile brygady) przeprowadził śmiałą operację zwiadowczo-bojową nad rzeką Chickahominy. Zamiarem Roberta E. Lee było wówczas wykonanie silnego uderzenia na Armię Potomaku gen. George'a B. McClellana. Na rekonesans wyruszyła wtedy wspomniana jednostka Jeba. Stuart zadanie wykonał, tj. rozpoznał prawą flankę wojsk nieprzyjacielskich, lecz miast powrócić do swoich najkrótszą drogą, udał się dalej, na tyły Armii Potomaku. W ciągu czterech dni objechał dookoła wojska Małego Maca biorąc licznych jeńców i łupy. Zręcznie manewrując unikał pościgu wroga, prowadzonego m. in. przez jego teścia, gen. Cook'a, który miast służyć rodzinnej Wirginii, pozostał w wojskach federalnych. W czasie wyprawy tej Stuart wykazał odwagę, zmysł taktyczny oraz umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji, modyfikujących nawet plany samego Lee (ten właśnie na to liczył, że jego podwładni będą wykazywać inicjatywę i korzystając z nowych okoliczności zdołają ulepszyć jeszcze projekty sztabowe). Wyprawa ta zapewniła Stuartowi rangę generała-majora i stanowisko szefa wojsk konnych w Armii Północnej Wirginii. Z czasem okazało się, że Jeb radzi sobie nawet z dowodzeniem masami piechoty, co uwidoczniła bitwa pod Chancellorsville, gdy Stuart okazał się w tej materii bardziej kompetentny od gen.-mjra Roberta E. Rodesa (piechura przecież!) i przejął dowództwo nad korpusem słynnego "Stonewalla".
Nasz bohater sławę zdobył jednak nie tylko dzięki talentom militarnym i szczęściu wojennemu (ileż to razy wydawało się, że Stuart zostanie pojmany, lecz rącza klacz Wirginia zasługiwała na swoją sławę!), ale również na skutek swej barwnej osobowości. Jego poczucie humoru stało się legendarne. Przykład? Latem 1862 roku na rzecz Jankesów przepadło nakrycie głowy Stuarta, zaś uniform paradny wodza federalnej Armii Wirginii, gen. Johna Pope'a, wpadł w ręce Południowców. Wtedy to Jeb skreślił do unijnego dowódcy następujący liścik: "Generale. Pan ma mój przyozdobiony piórami kapelusz, ja zaś Pański najpiękniejszy mundur. Proponuję przeprowadzić wymianę naszych jeńców. Z poważaniem, J. E. B. Stuart, generał-major". Pope nie odpisał, więc konfederat podarował ów mundur gubernatorowi Wirginii, który, ku uciesze gawiedzi, umieścił go na wystawie w bibliotece miejskiej w Richmond. Słynny stał się też zorganizowany przez Stuarta kwartet muzyczny, który w spokojne wieczory urządzał koncerty, a także grywał na balach i potańcówkach. Gwiazdą zespołu był ordynans generała, Mulat Bob. Sam Stuart uwielbiał śpiewać (wieść niesie, że nawet w bitwach), a jego ulubiona przyśpiewka brzmiała: "If you want to have a good time/ Join in the cavalry/ Join in the cavalry". Ogromnym powodzeniem wśród wojskowych i cywilów cieszył się w Wirgini także amatorski teatr, któremu patronował Jeb. Szlagierem okazała się zwłaszcza pantomima "Farmer z Pensylwanii i jego żona", w której przyjaciel generała, płk Bradley T. Johnson, zagrał męża, a ogromnej postury major Heros von Borcke (poświęciłem mu osobny temat w dziale biograficznym niniejszego forum) wciśnięty w dużo za ciasną białą suknię balową z kwiatami we włosach zabawiał publiczność jako zażyła jejmość z jankeskiego stanu. Wesołe życie obozowe w kawalerii Stuarta przyciągało do jego biwaków licznych zagranicznych korespondentów oraz miejscowe piękności.
Czyny wojenne Stuarta oraz jego osobowość uczyniły zeń legendę. 11 maja 1864 roku, prowadząc do boju swój ukochany 1 pułk kawalerii z Wirginii, który zorganizował i wyszkolił na początku wojny i z którym bił się w pierwszej bitwie pod Manassas 21 lipca 1861 roku, dosiadając słynnej Wirginii generał przeniósł się do wieczności. Jego barwna postać zaś przeniknęła do świata literatury i filmu. Na wielkim ekranie wcielił się weń sam Errol Flynn, czołowy amant i aktor kina akcji w latach 30 i 40 XX wieku. Jego słynny rajd w głąb Pensylwanii (październik 1862 roku) uwiecznił w gwiazdorskiej obsadzie Ryszard Bolesławski w swoim "Szpiegu". Pamięć o Stuarcie żyje po dziś dzień.
O sposobach walki kawalerii Jeba i różnicach między nią a innymi wojskami konnymi Południa oraz analogicznymi formacjami europejskimi następnym razem. Na koniec jeszcze tylko dwie fotografie bohatera mojego postu.

Załączona/e miniatura/y
Załączony obrazek Załączony obrazek
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #34

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 8/06/2006, 8:01 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Zgodnie z zapowiedzią mój dzisiejszy post traktuje o oddziałach gen. Jamesa E. B. Stuarta.
Na początek warto przypomnieć słowa instrukcji wydanej przez Jeba, by mieć pewne wyobrażenie o sposobach walki stosowanych przez dowodzoną przezeń formację. Stuart pisał: "Należy polegać głównie na rewolwerze, zachowując jego ogień na małą odległość. Szabla ma stanowić dernier ressort w ogólnej walce z bliska, kiedy ogień się wyczerpie". Południowcy postawili na broń palną, wszak borykali się z ogromnymi problemami z zopatrzeniem się w oręż biały. W chwili wybuchu wojny secesyjnej w ich posiadaniu znalazło się zaledwie 1500 szabel, zaś zakłady w Nashville w stanie Tennessee, celujące w produkcji sprzętu rolniczego, które podjęły się wytwarzania ich, już w pierwszym kwartale roku 1862 zostały na trwałe przejęte przez Jankesów. Jak słusznie jednak zauważył wcześniej Korten, szabla, w przeciwieństwie do wojsk konnych walczących na Zachodzie, w siłach Stuarta zaistniała. Jej użycie przez podkomendnych Jeba i ogólną charakterystykę konnicy Armii Północnej Wirginii dał brytyjski podpułkownik, Arthur Fremantle, towarzyszący w roku 1863 oddziałom Roberta E. Lee w ich wyprawie do Pensylwanii. Anglik tak oto pisał: "Kawaleria ta, choć znakomita w czynieniu rajdów, przechwytywaniu wozów z zaopatrzeniem i furażowaniu, a także w niszczeniu linii komunikacyjnych, zdaje się nie posiadać jednak żadnego wyobrażenia o atakowaniu pieszych jednostek wroga. Ludzie weń służący, w przeciwieństwie do jeźdźców z armii Bragga, noszą przy sobie szable, ale wydają się nie zdolni do ich użycia, przedkładając nad nie swe karabinki i rewolwery. Ich sposób trzymania szabli między lewą nogą a siodłem sprawia zabawny widok, ale, co trzeba przyznać, mają dobre konie i są świetnymi jeźdźcami. Piechota i artyleria nie odnosi się doń z szacunkiem i często szydzi z kawalerzystów". Fremantle w rozmowach z gen. Jamesem Longstreetem wyraził swoje zdziwienie tak ograniczonym rodzajem służby podejmowanym przez konfederacką konnicę i zalecał, aby próbować jej w ataku na złamane już przez artylerię i własną piechotę siły piesze wroga, gdyż taka pościgowa bitwa kawalerzystów z rozproszonym nieprzyjacielem podającym tyły mogłaby pogłębiać klęskę Jankesów.
Poruszona przez angielskiego obserwatora kwestia wzajemnych stosunków panujących w Armii Północnej Wirginii między piechotą a kawalerią wymaga też kilku zdań komentarza. Rzeczywiście przy wielu okazjach piechocińcy drwili z swych kolegów służących w jeździe, a gen. Fitz Lee, przyjaciel i podkomendny Jeba, odgrażał się gen. Johnowi B. Hoodowi, że jeśli przybyli pewnego razu na pokaz musztry paradnej konnicy jego piechurzy znów zaczną sobie dowcipkować na temat kawalerii, to on będzie zmuszony zarządzić szarżę w ich kierunku. Trzeba tutaj jednak przyznać, że kawalerzyści Stuarta nie pozostawali piechurom dłużni i potrafili im płatać nieprzyjemne figle. Jeden z nich w swoich pamiętnikach przywołuje wspomniany gen. Hood. Otóż w sierpniu 1862 roku, gdy jego oddziały bieżyły w rejon Manassas, aby wspomóc oddziały "Stonewalla" walczące z Armią Wirginii gen. Johna Pope'a, przyszły wódz Armii Tennessee zarządził biwak w lesie u podnóża wzniesienia, na którym obozowali kawalerzyści. W nocy oficerowie wojsk konnych sturlali w kierunku śpiących piechurów opróżnioną z obroku beczkę, która z łoskotem wpadła między żołnierzy Hooda. Beczka ta spłoszyła obładowaną sprzętem kuchennym starą kobyłę stojącą w pobliżu. Wystraszone zwierzę, z kwikiem i łomocącymi kubkami, garnkami oraz talerzami przegalopowało przez biwak budząc takie przerażenie pośród żołnierzy słynnej Brygady Teksaskiej, jednej z najświetniejszych jednostek w siłach zbrojnych Południa, iż ci porwali się ze swych legowisk i jęli na złamanie karku uciekać z miejsca postoju, przeskakując po drodze liczne płoty. Za nimi susy sadziła zaś wspomniana klacz. Po pewnym czasie spanikowni Teksańczycy pojęli wreszcie, co się stało, i ze śmiechem wrócili do obozu. Na kanwie tego zdarzenia powstała chętnie potem przez nich śpiewana ballada "Stara Kobyła wyłaniająca się z Puszczy".
W następnym odcinku dziejów kawalerii w wojnie secesyjnej mam zamiar kontynuować temat sposobów walki oddziałów Stuarta, tym razem odnośnie artylerii konnej.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #35

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 12/06/2006, 10:09 Quote Post

Drodzy Forumowicze!
Dziś zapowiadany wcześniej post o artylerii konnej w oddziałach gen. Jamesa E. B. Stuarta. Jej początki sięgają jeszcze jesieni roku 1861, gdy równolegle tworzono w wojskach gen. Thomasa "Stonewalla" Jacksona i przy zgrupowaniu Jeba pierwsze jednostki tego typu, jakie zaistniały w siłach zbrojnych Południa (formacja czyniona pod nadzorem Starego Jacka również z czasem zasiliła jazdę Stuarta). Na przestrzeni lat ulegał ciągłym zmianom jej kształt organizacyjny i personalny, by wiosną roku 1863 pod dowództwem majora Roberta F. Beckhama uzyskać swój w pełni dojrzały kształt. Formacja ta używając zróżnicowanego sprzętu artyleryjskiego zapisała wiele chlubnych kart w dziejach oręża Konfederacji. Działo się tak szczególnie, gdy Południowcy toczyli bitwy obronne. Do legendy przeszedł zwłaszcza wyczyn dwóch armat kapitana Johna Pelhama, które w słynnej bitwie pod Fredericksburgiem (13 grudnia 1862 roku) potrafiły nawiązać skuteczny bój z aż trzydziestoma działami nieprzyjaciela. Młody Pelham, ciągle zmieniając pozycje swoich armat, skutecznie odciągał uwagę artylerii federalnej od piechoty Starego Jacka. Jankesom udało się unieszkodliwić jedno ze wspomnianych dział, lecz nie równoważyło to niepotrzebnego zużycia przez nich dużej ilości amunicji w strzelankach przeciwko śmiesznie małym siłom wroga. Po bitwie sam Robert E. Lee złożył serdeczne gratulacje Pelhamowi, mówiąc, iż nigdy tak nikłe siły nie dokonały tak wiele, jak właśnie żołnierze jemu podlegli. Do gratulacji dołączył się dawny kolega Pelhama z czasów studiów w Narodowej Akademii Wojskowej w West Point, George A. Custer, który poprzez linię frontu przesłał Alabamczykowi notę pochwalną. Skuteczność artylerii konnej Stuarta w walkach stacjonarnych nie może przesłonić jednak pewnej słabości owej formacji. Otóż problemy z zaopatrzeniem artylerzystów w odpowiednie konie powodowały stosunkowo słabą mobilność jednostki, dającą się zauważyć zwłaszcza podczas wszelakiego rodzaju rajdów podejmowanych przez oddziały Jeba. W przeciwieństwie do analogicznych formacji w armii Unii, w których działo ciągnęła szóstka zazwyczaj dobrze utrzymanych koni, w siłach Stuarta do armaty zaprzęgano jedynie czwórkę zwierząt, często zresztą wynędzniałych. Jedynie podczas rajdu w głąb Pensylwanii (październik roku 1862), gdy kawalerzyści Jeba po raz kolejny objechali dookoła wojska gen. George'a B. McClellana, zasilona zdobycznymi rumakami artyleria konna Stuarta potrafiła wywiązać się wzorowo z postawionych przed nią zadań czasu rajdu.
Patrząc na historię owej formacji wypada stwierdzić, iż najchlubniej wykazała się ona już po śmierci gen. Jamesa E. B. Stuarta, gdy jej pododdziały łatały dziury na różnych frontach tej wojny. Jej część zasiliła m. in. wojska gen. Jubala A. Early'ego broniące "spichlerza Konfederacji", doliny Shenandoah, przed armią gen. Philipa H. Sheridana. To wówczas właśnie doszło do słynnej bitwy kawaleryjskiej pod Tom's Brook (9 października roku 1864), po której wodzowie jankescy, gen. Wesley Merritt i gen. George A. Custer, chełpili się zdobyciem całej konfederackiej artylerii. Kłam ich twierdzeniom zadają dzieje baterii kapitana Johna J. Shoemakera z artylerii konnej Stuarta, której cztery działa bez żadnego wsparcia cofając się na prolonżach od wzniesienia do wzniesienia swoim ogniem powstrzymywały nacierających unionistów. Tymi armatami Jankesi nie zawładnęli. Artyleria konna była także obecna 9 kwietnia 1865 roku, gdy w Appomattox Court House gen. Robert E. Lee poddawał oddziały Armii Północnej Wirginii gen. Ulysseowi S. Grantowi. Artylerzyści nie uznali jednak kapitulacji i wydarłszy się z okrążenia udali się wraz ze sprzętem ku armii gen. Josepha E. Johnstona, wciąż walczącej w Karolinie Północnej. Po drodze (w rejonie Lynchburga) Południowcy musieli jednak zagwoździć część armat. Na wieść o poddaniu się wojsk Johnstona ostatnie działa zatopiono w nurtach rzeki Roanoke. Tak oto dobiegła końca epopeja wojenna artylerii konnej Stuarta.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #36

     
korten
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.633
Nr użytkownika: 1.663

 
 
post 12/06/2006, 12:37 Quote Post

Zdobyli natomiast 20 innych dzial.Kiedy je uzupelniono jakis docipnis w Richmond napisal "Dla gen.Sheridana,w czasowym posiadaniu
den.Early".Dziala te podobnie jak i wiekszosc artylerii gen Early
dostala sie w rece Sheridana pod Cedar Creek.
 
User is offline  PMMini Profile Post #37

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 14/06/2006, 11:21 Quote Post

Kortenie!
Gwoli ścisłości - działa baterii Shoemakera nie wpadły w ręce Jankesów w bitwie nad Cedar Creek (19 października 1864 r.). Jednostka ta przetrwała aż do końca wojny. Nad Cedar Creek nie przepadł także sprzęt baterii kapitana Johna H. McClanahana. 2 marca 1865 roku ta ostatnia bateria wraz z odtworzoną baterią kapitana Philipa P. Johnstona stanowiły artylerię konną konfederatów w bitwie pod Waynesboro i tam dopiero ich armaty ostatecznie zostały zdobyte przez oddziały Sheridana.
W poprzednim poście pisałem o rozparcelowaniu artylerii konnej Armii Północnej Wirginii, by pod koniec wojny mogła ona łatać dziury na różnych frontach dogasającego konfliktu. Taką misję otrzymała również bateria kapitana Jamesa F. Harta, która wraz z gen. Wadem Hamptonem i jedną z brygad konnych udała się do Karoliny Południowej. Nawet wieść o kapitulacji oddziałów gen. Josepha E. Johnstona nie skłoniła jej do zaprzestania walki. Bateria ta wyruszyła w daleką drogę na zachód, by odnaleźć bijące się jeszcze jednostki Konfederacji. Jej śladem udał się sam gen. Wade Hampton, tak przez Ciebie chwalony. Wojna jednak nieubłaganie dobiegała końca, co rozumiał ponoć najbogatszy przed nią amerykański plantator. Bateria Harta swoją służbę dla Południa zakończyła dopiero na wyraźny rozkaz niegdysiejszego milionera, gen. Wade'a Hamptona. Rozkaz ten ostatecznie zakończył istnienie artylerii konnej Stuarta.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #38

     
korten
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.633
Nr użytkownika: 1.663

 
 
post 21/06/2006, 4:12 Quote Post

Zakonczyla walke nie na rozkaz "niegdysiejszego milionera" tylko
przyszlego gubernatora South Carolina i U.S. Senatora Wade Hamptona.
 
User is offline  PMMini Profile Post #39

     
godfrydl
 

Diabolus in musica
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.136
Nr użytkownika: 9.524

Stopień akademicki: BANITA
Zawód: BANITA
 
 
post 5/07/2006, 11:48 Quote Post

OK, chłopaki, a ja mam tez pytanie: kiedy kawaleria amerykańska została uzbrojona w długą broń palną? Bo to chyba jeden z pierwszych przykładów, że jezdni otrzymali karabiny? I czy posiadali kiedyś lance?
 
User is offline  PMMini Profile Post #40

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 5/07/2006, 13:36 Quote Post

Godfrydzie!
O lancach w wojnie secesyjnej wspominałem kiedyś w jednym z tematów przez Ciebie założonych.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=14239
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #41

     
godfrydl
 

Diabolus in musica
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.136
Nr użytkownika: 9.524

Stopień akademicki: BANITA
Zawód: BANITA
 
 
post 2/08/2006, 20:34 Quote Post

Czyli, jeśli dobrze rozumiem, amerykańska kawaleria polegała przede wszystkim na sile ognia? Zaskakująco nowoczesne, zważywszy, ze większość kawalerii europejskich stanowiły oddziały, których zaletą była siła uderzeniowa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #42

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 26/08/2006, 12:28 Quote Post

Parę uwag.

1. Rozwój federalnej kawalerii podaczas wojny secesyjnej jest naprawdę imponujący, szczególnie na wschodnim teatrze, gdzie los chciał, że spotkało się kilku/kilkunastu naprawdę dobrych dowódców. W 1864-65 kawaleria Armii Potomaku, która w większości stworzyła później Armię Shenandoah była ogromną siłą. Na mnie szczególnie wrażenie wywarły działania jankeskiej kawalerii podczas kampanii w dolinie Shenandoah 1864. Dwie kluczowe bitwy - Winchester i Cedar Creek zostały praktycznie wygrane przez kawalerię. Gdyby jej tam nie było, to wątpię aby niebieska piechota poradziła sobie z weteranami II korpusu ANV, choć miała przewagę ilościową. Szarża federalnych kawalerzystów (prowadzonych przez brygadę z Michigan generała Custera) pod Winchester to chyba jedna z najbardziej zwariowanych szarż wojny. Po prostu niebiescy troopersi wjechali w jedną w dywizji rebelianckiej piechoty i tym samym załamali opór całej armii Jubala Earlego.

2. Po śmierciu JEBa kawaleria Armii Północnej Wirginii pozostała w dobrych rękach, jednak co raz trudniej jej było sprostać unionistom, głównie ze względu na sprawy zaopatrzeniowe (koniki, broń). Mimo to Wade Hampton pokonał Sheridana pod Trevilian Station (11-12 czerwca ’64), a na uwagę zasługuje również tzw. „Cattle Raid” – podczas zmagań pod Petersburgiem, we wrześniu 1864 r. kawalerzyści Hamptona dostali się na tyły Armii Potomaku i „ukradli” ogromne stado bydła – około 2.500 sztuk i po mniej lub bardziej ciekawych przygodach powrócili z tym dobytkiem do swoich linii. Dla mnie ten rajd był dużo większym osiągnięciem, niż te okrzyczane rajdy Stuarta wokół armii McClellana.

3. Co do Phila Sheridana – zarówno on jaki i Autie Custer byli bardzo dobrymi żołnierzami, ale zbyt często lubili wyolbrzymiać swoje dokonania, szczególnie kosztem innych. Przykładowo Sheridan przypisywał sobie zbyt wielką rolę pisząc raporty i tak np. jego opisy bitwy pod Winchester ostatecznie kosztowały go utratę przyjaźni ze starym znajmomym gen. Crookiem. Ja do dziś się dziwię, jak Sheridam mógł zwolnić Warrena z dowodzenia V korpusem na kilka dni przed końcem wojny, szczególnie że Warren nic złego nie zrobił pod Five Forks.

4. I w końcu jeżeli chodzi to depradacje podczas wojny. Cóż, wojna to wojna. Bitwy, kampanie i dżentelmeni byli na wschodzie, prawdziwa wojna bez pardonu toczyła się na dalekim zachodzie, gdzie nikt nie mógł być pewien, że dożyje jutra. Mam tu głównie na myśli Missouri i Kansas, ale klimat tego konfliktu przeniósł się również na inne rejony. Na przykład taki 5 pułk kawalerii z Kansas (USA) zupełnie nie stosował się do żadnych reguł podczas kampanii vicksburgskiej. Gdy puścili z dymem jedno z miasteczek, Grant tak się wściekł, że poprzysiągł, że jeszcze jeden taki wybryk, a pułk zostanie rozbrojony i rozwiązany. Z drugiej strony, jak jakiś kansańczyk dostał się w ręcej co bardziej porywczych południwców, to zdarzało się że był dziurawiony kulami lub lądował z zawiązanymi ręcami w studni.
Wojna okrutną rzeczą jest...
 
User is offline  PMMini Profile Post #43

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.524
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
 
 
post 26/08/2006, 19:26 Quote Post

Alku!
Oto co po bitwie kawaleryjskiej pod Tom's Brook, która wypadła chronologicznie pomiędzy Winchesterem a Cedar Creek, pisał wódz konfederatów w dolinie Shenandoah, gen. Jubal A. Early: "Bardzo mnie to smuci, ale Bóg wie, że uczyniłem wszystko, aby uniknąć klęski, która na nas spadła. Faktem jest jednak, iż nieprzyjacielska konnica tak bardzo góruje nad moją, zarówno pod względem liczby żołnierzy jak i ilości oraz jakości sprzętu, a teren wybitnie sprzyja operacjom kawalerii, że niemożliwością jest nam się mierzyć z taką potęgą. Jedna z moich jezdnych brygad, ta dowodzona przez Lomaxa, jest wyposażona wyłącznie w długą broń palną, więc nie posiadając szabel nie może walczyć w szyku konnym, a w tak odkrytym terenie nie jest w stanie opierać się pieszo dużym związkom kawaleryjskim wroga".
Bitwa nad Cedar Creek wygrana praktycznie przez federalną konnicę? Co masz na myśli tak pisząc? O którą fazę owego starcia Ci chodzi? Zachwyciłeś się liczbą dział i znaków bojowych przejętych przez kawalerzystów Unii? Wedle mojego rozeznania armię Early'ego złamała piechota północna, a jezdni jedynie ścigali uchodzących już nieprzyjaciół. W sytuacji, gdy uciekać było łatwiej bez chorągwi opartej o ramię, nie trudno można zostać bohaterem, o czym uczy nas historia wyczynów imć Jana Zagłoby w bitwie pod Konstantynowem. Potem Sheridan posłał Custera ze zdobytymi sztandarami do Waszyngtonu, gdzie młodego generała witały na dworcu kolejowym rozentuzjazmowane tłumy. W samym środku gorącej kampanii prezydenckiej złotowłosy kawalerzysta i sekretarz wojny Edwin Stanton wymienili serdeczne uściski, a Custer przekazał ministrowi rzeczone zdobycze. Całe to zdarzenie, nagłośnione mocno przez prasę, mogło być elementem toczonej wówczas na Północy wewnętrznej gry politycznej, wszak Lincoln nie wziął udziału w owym spotkaniu znanych demokratów i ich nie mniej popularnych sympatyków, ograniczając się jedynie do wysłania George'owi Armstrongowi telegramu z prośbą o jeszcze więcej sztandarów, wszak synek prezydenta lubi tego typu zabawki. Cała ta waszyngtońska wizyta bardzo rozsławiła Custera, któremu posród aplauzu tłumów przyznano kolejny brevet. Sheridan tak się teraz bał, że Południowcy zechcą zgładzić nowokreowanego herosa, iż przydzielił mu superspecjalną eskortę, by ten mógł bezpiecznie powrócić do obozowisk Armii Shenandoah. Jankesi tak się bardzo wtedy cieszyli, iż grudniowe operacje we wspomnianej dolinie kompletnie sfuszerowali, a bohater waszyngtońskiej ulicy dał się zaskoczyć oddziałom niegdysiejszego kolegi z West Point, gen. Thomasa Rossera, iż z podkulonym ogonem oraz ze stratą w ludziach i sprzęcie musiał rejterować ze swego biwaku. Chełpliwe raporty Custera, wcześniej już pokazałem, jak bardzo mylące co do bitwy pod Tom's Brook były one, wywołały rozdrażnienie wśród innych uczestników walk nad Cedar Creek, a prasa amerykańska zajęła się rozstrząsaniem tego, kto więcej armat i chorągwi zdobył w tamte październikowe dni. Cóż... fortuna kołem się toczy, ale pan George Armstrong uchodził za wzorowego kawalerzystę, wszak, jak pisał płk James H. Kidd - jego następca na stanowisku dowódcy brygady michigańskiej, "nikt nigdy nie widział go walczącego pieszo, on zawsze w bitwie prezentował się w siodle". Wedle amerykańskich standardów to już świadczyło o wybitnej kawaleryjskości generała.
Na koniec dwa linki obrazujące medialność postaci George'a A. Custera - oba ukazują strony tytułowe popularnego nowojorskiego tygodnika "Harper's Weekly". Pierwszy przedstawia generała z pałaszem w ręce prowadzącego szarżę, drugi zaś scenę prezentacji chorągwi zdobytych nad Cedar Creek.
http://www.sonofthesouth.net/leefoundation...orge-custer.htm
http://www.sonofthesouth.net/leefoundation...battleflags.htm
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #44

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 27/08/2006, 12:28 Quote Post

Najpierw sprostuję mój poprzedni post – pułkiem, który zdenerwował Granta był 7 pułk kawalerii z Kansas, nie 5.
Gdy nie udało się im przechwycić raiderów Van Dorna, którzy zaatakowali bazę zaopatrzeniową w Holly Springs, 7 pułk wyładował swoją frustrację na mieścinie New Albany, którą splądrowano i spalono kilka domów. Grant nazwał to skandalicznym zachowaniem i dał do wiadomości ich dowódcy, że jeszcze jeden taki wybryk, a oficerowie tego pułku zostaną aresztowani, a pułk rozwiązany. Dodał również, że „all the laurels won by the Regiment and their Commander on the pursuit of the enemy from Holly Springs to Coffeville have been more than counterballanced by their bad conduct since. Their present course may serve to frighten women and children and helpless old men but will never drive out an armed enemy”.

Stoney, pisząc o Cedar Creek, miałem na myśli, że kawaleria federalna najpierw solidnie wzmocniła lewą flankę ostatniej pozycji wojsk Unii, m.in. blokując kluczową drogę biegnącą w kierunku północnym z Winchester (dywizję Custera przerzucono potem na prawą flankę), a potem przyczyniła się do rozbicia konfederatów. Pomijam, już fakt iż, Sheridan zwlekał z kontratakiem, bo doszły go słuchy, że więcej żołnierzy z korpusu Longstreeta zmierza do Middletown, a pogłoskę tą ostatecznie rozwiali jeńcy wzięci przez niebieskich kawalerzystów. Gdy niebieska piechota ruszyła naprzód to jej atak generalnie został powstrzymany przez konfederatów (przy niemałych stratach), jedynie na prawym skrzydle dywizji gen. Dwighta udało się przegonić jedną nieprzyjacielską brygadę, po czym Sheridan kazał mu czekać na nadejście Custera. Gdy Autie Custer dotarł na wyznaczone miejsce, ruszył do przodu przeganiając tyralierę strzegącą rebelianckiej lewej flanki. Wraz z jego pojawieniem, do ataku ponownie ruszyła prawoskrzydłowa dywizja Dwighta i od tego momentu linia konfederacka zaczęła się sypać. Jubal Early napisał potem, że żołnierze uciekali, nie dlatego że byli naciskani od przodu, ale z samej myśli, że nieprzyjaciel zachodzi ich z flanki.

Jeffrey Wreth w książce From Winchester to Cedar Creek (całkiem dobra), tak podsumował opis tego ataku:

Od Valley Pike (to ta droga na biegnąca na północ od Middletown) aż do miejsca gdzie walczyła dywizja Cuviera Grovera (czyli obszar zajmowany przez wszystkie dywizje jankeskie z wyjątkiem prawoskrzydłowej dywizji Dwighta) atak Unii został powstrzymany. Federalni przegnali konfederacką tyralierę ale żadna część głównej linii południowców nie została przerwana i dalej zionęła oginiem... Konfederaci trzymali się dobrze przeciwko frontalnym atakom unionistów...ale tak jak to było przed miesiącem (pod Winchester) tak i tutaj, oblicze bitwy zmieniło się z wejściem do akcji federalnej kawalerii przeciwko lewemu skrzydłu rebeliantów.

Po prostu od tego momentu konfederaci zaczęli uciekać.

Dodam jeszcze, że Unia staciła tego dnia bardzo dobrego kawalerzystę – 29-letniego płk. Charlesa R. Lowella Jr, dowódcę rezerwowej brygady w dywizji gen. Meritta, która walczyła na lewym skrzydle. Wieczorem Sheridan podpisał już niestety pośmiertną rekomendację tego oficera nad generała brygady.

 
User is offline  PMMini Profile Post #45

6 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej