Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Pakt Brianda-Kellogga a świat współczesny,
     
septimanus79
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.047
Nr użytkownika: 62.287

Zawód: geofizyk
 
 
post 9/09/2013, 14:39 Quote Post

przypomnijmy sobie za wikipedią:
"Pakt Brianda-Kellogga, znany również jako pakt paryski, był międzynarodowym traktatem ustanawiającym wyrzeczenie się wojny jako instrumentu polityki narodowej. ... Pakt zawierał bezwzględny zakaz wojny agresywnej między stronami umowy, zezwalał jednak na prowadzenie wojny obronnej.
Po negocjacjach został podpisany w Paryżu 27 sierpnia 1928 r. przez 11 krajów: Australia, Kanada, Czechosłowacja, Niemcy, Indie, Wolne Państwo Irlandzkie, Włochy, Nową Zelandię, Afrykę Południową. Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Wsparcia udzieliły cztery dalsze kraje - Polska, Belgia, Francja (w marcu) i Japonia (w kwietniu). Wejście Paktu w życie zostało proklamowane na 24 lipca 1929. Ostatecznie Pakt podpisały 62 kraje. Ponieważ Pakt Brianda-Kelloga został zawarty poza Ligą Narodów, nie został unieważniony wraz z jej zniknięciem. Formalnie w dalszym ciągu jest wiążącym aktem prawa międzynarodowego."

Ten często dość lekceważąco traktowany dokument odcisnął jednak swoje piętno na historii najnowszej. W 85 rocznicę podpisania paktu Brianda-Kellogga o jego znaczenie spierają się:

- Jedliński "Jak pokonaliśmy wojnę"

fragment: "Dziś łatwo bagatelizować znaczenie paktu Brianda-Kellogga. Nie zawierał sankcji karnych. Nie zapobiegł drugiej wojnie światowej ani wielu późniejszym wojnom, od Korei i Wietnamu po Afganistan, Jugosławię, Irak i znów Afganistan. Przystąpiły do niego kolonialne imperia Europy, podpisali pełnomocnicy Rzeszy niemieckiej, stalinowskiej Rosji, króla Włoch i cesarza Japonii. Był fasadowym prawem, wielkim aktem hipokryzji. Od lat nikt się na niego nie powołuje, chociaż nadal stanowi element prawa międzynarodowego, nadrzędnego względem krajowych kodeksów. To wszystko prawda.
Jednak pomysłodawcy paktu nie byli naiwni. Nie oczekiwali, że dwa artykuły prawa międzynarodowego na zawsze uwolnią świat od wojen. Prawo niemal nigdy nie działa w ten sposób, ale przecież nie usuwamy z kodeksu karnego zakazów rabowania, gwałcenia i zabijania tylko dlatego, że są codziennie łamane. Podpisanie paktu miało być jedynie początkiem długiego procesu cywilizacyjnej i etycznej przemiany. Zakładano, że prawo krajowe państw-sygnatariuszy zostanie uzupełnione o odpowiednie sankcje karne, w tym kary więzienia za planowanie wojen lub namawianie do udziału w nich. Planowano powstanie międzynarodowego trybunału, który rozsądzałby międzynarodowe spory i mógł nakładać sankcje za łamanie postanowień paktu. Inicjatorzy idei traktatu przeciwwojennego poświęcili długie lata na działania, które miały wspierać jego realizację: propagowanie rozbrojenia czy nakłanianie państw Europy do anulowania olbrzymiego zadłużenia Niemiec.
Co istotniejsze, pakt paryski miał być moralnym drogowskazem. Miał pełnić ważną rolę wychowawczą, jaką prawo rzeczywiście często spełnia.
Bezwzględne potępienie wojny miało ją stygmatyzować w oczach opinii publicznej, uczynić niedopuszczalną. Miało nas nauczyć, że na każde wezwanie do wojny trzeba odpowiedzieć tak, jak gdyby wzywano nas do gwałcenia i mordowania: to nielegalne, niemoralne i odrażające. Nie zgadzamy się, nie pozwolimy i nie weźmiemy w tym udziału.
Pakt Brianda-Kellogga, choć ignorujemy go dziś na własną zgubę, odegrał istotną rolę w międzynarodowej polityce. Powoływali się na niego oskarżyciele przed Trybunałem Norymberskim, chociaż — ponieważ to zwycięzcy sądzili przegranych — kładli już nacisk na zbrojną agresję, a nie na wojnę samą w sobie. Duch paktu jest wyczuwalny w słynnym orzeczeniu Trybunału uznającym wojnę za „najwyższą zbrodnię międzynarodową, różniącą się jedynie od innych zbrodni wojennych tym, że zawiera w sobie nagromadzone zło ich wszystkich”.
Ślad paktu można odnaleźć w artykule 20. Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (Polska ratyfikowała go w 1977 roku), który stwierdza, że „wszelka propaganda wojenna powinna być ustawowo zakazana”. Trudno to sobie wyobrazić, czytając dzisiejszą prasę, ale zwolennicy paktu rozumieli, że wprowadzenie i egzekwowanie takich praw jest konieczne, aby wyrzeczenie się wojny mogło być trwałe i skuteczne."

- Majmurek "Niech żyje wojna !"

fragmenty: "Marek Jedliński w swoim tekście wychodzi z dwóch założeń, które chciałbym tu poddać dyskusji. Pierwsze głosi, że wojna, przemoc wojenna nigdy, pod żadnymi względami nie są i nie mogą być usprawiedliwione. Drugie, że całkowita kryminalizacja wojny, dokonana w prawie międzynarodowym za sprawą paktu Brianda-Kellogga, a następnie (w słabszej wersji) w Karcie Narodów Zjednoczonych, nawet jeśli nie eliminuje zupełnie wojny z naszej rzeczywistości, to przynajmniej ustanawia pewną normę, do której rzeczywistość jakoś musi aspirować, co minimalizuje skutki wojennej przemocy. Oba moim zdaniem są błędne.
... Pakt Brianda-Kellogga został podpisany w specyficznym momencie historycznym – wśród europejskich elit ciągle żywa była trauma I wojny światowej. Konsekwencją zastosowania technologii przemysłowych do działań wojennych, rzucenia na front mas młodych mężczyzn z powszechnego poboru była niezwykła liczba ofiar, ale także konieczność przewartościowania dotychczasowego rozumienia takich kategorii jak heroizm, bohaterstwo, rycerskość, wrogość, konflikt.
Zmianę tę najlepiej opisuje być może Ernst Jünger we fragmencie Robotnika (1932) poświęconym szturmowi ochotniczych pułków niemieckich pod Langemarck, niezdolnych – mimo szaleńczej odwagi i determinacji – pokonać kilkuset metrów oddzielających ich od stanowisk ogniowych kilku karabinów maszynowych: „To wydarzenie posiada olbrzymią wagę nie tyle dla historii wojen, co historii ducha […]. Widzimy tutaj załamanie klasycznego modelu natarcia – bez znaczenia jest siła woli mocy, która uskrzydla indywidua, oraz właściwe im wartości moralne i duchowe. Wolna wola, wykształcenie, zapał i upojenie pogardą śmierci nie wystarczają już do pokonania marnych kilkuset metrów, którymi włada czar mechanicznej śmierci”.
Pakt miał zapobiec kolejnej takiej wojnie. Jak wiemy, nie udało się, wkrótce po jego podpisaniu nadchodzi II wojna światowa.
... Sęk w tym, że kryminalizacja wojny nie służy minimalizacji jej efektów, tylko jej dysymulacji. We współczesnych demokracjach liberalnych słowo „wojna” zostało obłożone tabu. Czy znaczy to, że demokracje liberalne nie toczą wojen? Skądże! Tylko wojny ukrywane są teraz pod szyldem „misji pokojowych”, „interwencji humanitarnych” itd. Oficjalnie w Afganistanie i Iraku też przecież nie byliśmy na wojnie (Rzeczpospolita nigdy nie znalazła się w stanie wojny z żadnym z tych państw). „Obalaliśmy dyktatora” i „nieśliśmy pomoc”.
I nie jest niestety żaden hołd złożony cnocie przez występek. Wytwarza się w ten sposób przede wszystkim informacyjne zamieszanie – i zakłamanie, która opinii publicznej poszczególnych państw uniemożliwia podejmowanie racjonalnych decyzji i ocenę polityki zagranicznej wybranych przedstawicieli władzy. Co więcej, ci, do których „interwencja pokojowa” jest skierowana, czyli bojownicy strony przeciwnej, nie cieszą się taką ochroną, jaką dawałaby im konwencja genewska. Gdyby między Afganistanem (czy Irakiem) a Stanami toczyła się normalna wojna, żołnierze z Bliskiego Wschodu nie mogliby się znaleźć w Guantanamo.
Oczywiście potępienie wojny i przemocy wypływa z właściwych etycznie impulsów. Ale te impulsy wrzucone w świat, w jakim żyjemy (nierówny, pluralistyczny, skazany na ciągłą walkę), przynoszą więcej szkody niż pożytku."

Ten post był edytowany przez septimanus79: 9/09/2013, 15:09
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
poldas372
 

X ranga
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 11.123
Nr użytkownika: 19.336

 
 
post 10/09/2013, 14:48 Quote Post

Paktować to sobie można z kimś przeciw komuś.
To porozumienie akurat takiej definicji nie spełnia.
Wszyscy sygnatariusze nie mogą atakować, ale mogą się bronić.
No i bronili się, ponieważ:
- Japończyków zaatakowano w Nankinie (co oni tam robili?)
- Niemców w Gliwicach
- Brytyjczyków zaatakowano samym istnieniem Niemiec
- Yankesów zaś atakiem na WTC

Całym tym niby paktem to bym proponował sobie tyłek podetrzeć.
Widać, że politykom się wtedy nudziło, a hipokryzji im nie brakowało.

 
User is offline  PMMini Profile Post #2

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej