Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Wola polityczna czy prawo: dyskusja o nadrzędności, S. Ehrlich a dzisiejsze wydarzenia
     
Alcarcalimo
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.750
Nr użytkownika: 43.461

 
 
post 1/02/2016, 10:11 Quote Post

Pan Krzysztof Mazur, prezes Klubu Jagiellońskiego, zadał sobie trud wyjaśnienia takiego a nie innego sposobu działania Jarosława Kaczyńskiego. Darował sobie propagandowe kalki o dyktaturze i tyranii, a poszukał źródeł w sposobie myślenia obecnego lidera obozu rządzącego.
Postawił on diagnozę, że Kaczyński jest pod silnym wpływem zapomnianego dziś teoretyka prawa Stanisława Ehrlicha, którego analizy pochodzące z lat 60 i 70 (co odkrywa z zaskoczeniem)są bardzo aktualne. Myślą przewodnią zaś jego było stwierdzenie, iż wola polityczna wyrażona przez naród jest nadrzędna wobec prawa. Takie postawienie sprawy zaś miało stać w sprzeczności z doktryną obowiązująca w PRL o nadrzędności skodyfikowanych przepisów, co ostatecznie doprowadziło do odejścia Ehrlicha od przekazu władz PRL, mimo początkowego zaangażowania w umacnianie nowego ustroju.

Tutaj linkuje artykuł pana Mazura oraz wywiad z nim na ten właśnie temat, wraz z kilkoma cytatami:
http://jagiellonski24.pl/2016/01/18/jarosl...jonista-iii-rp/
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artyk...oria-prawa.html

(...) A moim zdaniem całą tę wojnę o Trybunał Konstytucyjny można odrzeć z emocji i wyjaśnić na poziomie intelektualnym właśnie przez pryzmat tego, co w latach 60. i 70. Ehrlich pisał w swoich książkach na temat praworządności, grup nacisku i pluralizmu. To w nich leży źródło poglądów Kaczyńskiego na państwo i prawo w III RP.

(...)

Co tak ujęło Kaczyńskiego w jego teoriach?

Ehrlich był radykalnym krytykiem dogmatyzmu prawniczego, czyli, w uproszczeniu, językowej interpretacji suchych przepisów w oderwaniu od tego, jak funkcjonują one w praktyce. Jego zdaniem taka analiza daje nam fałszywy obraz rzeczywistości, bo nie pozwala uchwycić przypadków, w których grupy uprzywilejowane społecznie cieszą się swoistym immunitetem. Ich pozycja jest na tyle silna, że potrafią skutecznie wpływać na decydentów politycznych, a w konsekwencji dostosowywać prawo do własnych interesów. W teorii wszystko może wyglądać pięknie, bo mamy nowoczesną konstytucję, gwarancje ochrony praw obywateli itd. Ale ponieważ nie ma równowagi między różnymi grupami – jedni są silni, a drudzy wykluczeni lub marginalizowani – to nie ma mowy o żadnej praworządności. Raczej o degeneracji. Ehrlich mówił już o tym w latach 60.!

I chce pan powiedzieć, że jego analiza pozostaje aktualna?

Dokładnie tak. Żeby było jasne, Ehrlich uważał, nie ma nic złego w tym, że w dojrzałych demokracjach jest wiele grup nacisku – od związków zawodowych, lobbystów, przez organizacje społeczne, po ugrupowania polityczne. Są one naturalnym elementem życia społecznego. Warunek jest jednak taki, aby żadna z nich nie dominowała względem pozostałych. Chodzi więc o realny pluralizm i równowagę między grupami nacisku. Ehrlich mówi, że dopiero biorąc pod uwagę skomplikowany układ interesów i powiązań między nimi oraz praktykę stosowania prawa, można dokonywać zmian. Bo nie wystarczy skodyfikować określone reguły, żeby automatycznie zaczęły one być przestrzegane. Prawo to nie tylko przepis, lecz także sposób, w jaki działa on w społeczeństwie.
(...)
Już widzę, jak czytając coś takiego, prawnicy łapią się za głowę.

Trochę prowokacyjnie można powiedzieć, że Kaczyński jest w rzeczywistości największym demokratą. Dla niego samego najgorszy model demokracji to właśnie jurystokracja, rządy prawników. Ci wszyscy krytycy Kaczyńskiego, z KOD-em na czele, nie rozumieją jednej fundamentalnej sprawy. Dla nich postępowanie prezesa PiS jest przejawem dążenia do zawłaszczenia państwa, wykorzystania go do własnych celów i zdobycia nieograniczonej władzy. Kaczyński uważa jednak, że cały spór o trybunał, zmiany w mediach, reforma służby cywilnej to po prostu próba zaprowadzenia równowagi i pluralizmu, których nie ma i nigdy nie było w III RP. Dobrze widać to na przykładzie mediów publicznych. Kaczyński mówi: wiem, nie podoba się wam to, że Jacek Kurski jest prezesem telewizji, też chciałbym, żeby była ona niezależna. Ale w Polsce po 1989 r. ukształtował się taki system medialny, że telewizja i radio obecnie reprezentują tylko wybrane grupy, światopoglądy i opcje polityczne. Dlatego musimy wziąć media publiczne, żeby stały się one przeciwwagą dla mediów liberalnych.


Zakładam ten temat, gdyż zaznaczony w tytule spór jest praprzyczyną obecnego konfliktu politycznego w Polsce, a także będzie go napędzał, co najmniej, przez najbliższe 4 lata. Aksjomat myślowy o przewadze woli narodu nad ścisłym przestrzeganiem zapisu prawa (nawet głupiego) sprawia, że inaczej spogląda się na prawo, ustrój państwa, a przede wszystkim na kwestię demokracji. Zastanawiam się więc co drodzy forumowicze o nim myślą. Zalety takiego stawiania sprawy oraz jego wady. Zachęcam do dyskusji bez uprzedzeń politycznych względem danych polityków czy autorytetów.

Ten post był edytowany przez Alcarcalimo: 1/02/2016, 10:17
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
Reaction
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 381
Nr użytkownika: 74.824

Zawód: Student
 
 
post 1/02/2016, 10:33 Quote Post

W totalitaryzmach wolę wolę narodu, w demoliberlizmach zdecydowanie wolę prawo, bo dzięki elementom liberalnym umiarkowanie chroni mnie przed tyranią narodu. Bo kto mi nie zagwarantuje, że państwo w imię narodu nie zajmie bez mojej zgody mojego podwórka bez odszkodowania albo nie stwierdzi, że eksterminacja danej grupy narodu jest konieczna?

Prawa człowieka>wola narodu

Coś podobnego chyba pisał Schmitt.

Ten post był edytowany przez Reaction: 1/02/2016, 10:39
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 1/02/2016, 11:01 Quote Post

Nic nowego. Nieuchronne starcie między literą prawa, a wartościami stojącymi częstokroć poza nim od zawsze zaprząta głowy teoretyków, a praktyków zmusza do sięgania po teorie w celu uzasadniania ich politycznych działań. W takim kontekście przypomina mi się zawsze cycerońskie Salus populi suprema lex esto lub też sentencja wywodząca się z prawa kanonicznego - Neccesitas omnem legem frangit - którą jako swoją dewizę traktował Wielki Elektor.

Problem, o którym mówi w wywiadzie Mazur (jak również pisze w artykule w najnowszym "Plusie Minusie" Rzepy) jest jednak nieco bardziej subtelny no i przede wszystkim warto osadzić go w całokształcie teorii Stanisława Ehrlicha. Teza, że prawo i jego stosowanie jest wynikiem działań i wpływów grup interesów ma ewidentnie marksistowskie źródła.
Spieszę wyjaśnić, że nie traktuję tego spostrzeżenia jako żadnego zarzutu. Szczerze mówiąc do mnie osobiście bardzo przemawia wiele spostrzeżeń Marksa i o ile materializm dialektyczny jako nauka moralna i polityczna jest mi obmierzły, o tyle uważam, że w sferze opisu rzeczywistości Marks miał do powiedzenia bardzo dużo bardzo mądrych rzeczy. Teza o bazie i nadbudowie, dziś trącąca ideologiczną myszą, jest moim zdaniem trudna do podważenia. Baza to czynniki ekonomiczne, społeczne i polityczne, a prawna nadbudowa jest przez nie kształtowana. Dołóżmy do tego jeszcze jedno genialne spostrzeżenie Marksa - prawo to narzędzie panowania. To wszystko znajduje oczywiste refleksy w teorii Ehrlicha.
Nie ukrywam też, że Mazur przekonał mnie skutecznie do swojej tezy o takim a nie innym pochodzeniu politycznych tez i działań Kaczyńskiego.

Inną kwestią jest wreszcie to, że podobny sposób myślenia o relacji prawa i polityki podzielało z pewnością wielu przywódców politycznych, którzy z Ehrlichem z pewnością się nie zetknęli a i do marksizmu było im w ogóle daleko. Od razu przychodzi mi do głowy Charles de Gaulle, idealny przykład demokraty absolutnego, realizującego wolę narodu nie tyle może wbrew konstytucji, co raczej jej wbrew.

Wreszcie chciałbym wskazać, że oczywiście można się z Mazurem zgadzać lub nie zgadzać, ale bez wątpienia poruszając ten temat zrobił jedną bardzo ważną rzecz. Mianowicie uczynił wyłom w tym postpolitycznym bełkocie, który niepodzielnie dominuje w polskim (i nie tylko polskim) dyskursie publicznym. Pośród bredzenia o tym, który polityk jak się ubiera, kto jadł sałatkę, kto opowiadał o szczawiu, kto wlazł na krzesło lub kto klękał przed papieżem na jakimś bardzo odległym planie, całkowicie niedostępnym dla nawet średnio zainteresowanego odbiorcy, pozostają prawdziwe polityczne analizy przyczyn i skutków działań politycznych. Mazur zaś taką właśnie poważną analizę popełnił i wdarł się z nią do mainstreamowego obiegu medialnego. Bardzo dobrze, oby takich więcej.
QUOTE(Reaction)
Bo kto mi nie zagwarantuje, że państwo w imię narodu nie zajmie bez mojej zgody mojego podwórka bez odszkodowania albo nie stwierdzi, że eksterminacja danej grupy narodu jest konieczna?

A myślisz, że gwarantuje Ci to oficjalne przyjmowanie doktryny praw człowieka? rolleyes.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
rasterus
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.029
Nr użytkownika: 89.006

 
 
post 1/02/2016, 11:14 Quote Post

Wolę narodu każdy może odczytać inaczej i to zupełnie inaczej. I każdy odczytuje tak, żeby pasowało to do jego potrzeb. Jakby PiS zebrał w wyborach 70% głosów to można mówić o woli narodu, ale pytanie czy taka wola odnosi się do tego co było obiecane w kampanii czy do każdego posunięcia rządu.
O woli narodu to można mówić wtedy, gdy odbędzie się referendum i zagłosuje w nim ponad 50% uprawnionych.

Kaczyński odnosi się do lat '60, ale raczej do pewnego rozumienia logiki władzy z okresu Gomułki. Pierwszy sekretarz jest nad państwem, urzędnikami. Partia zarządza wszystkim, a jednocześnie nie ponosi żadnej odpowiedzialności konstytucyjnej. Prezydent, premier pełnią rolę pośrednika między partią, a urzędnikami. Nadają decyzjom partii charakter urzędowy. Sam prezes jest od tego, żeby wskazywać urzędnikom co mają robić, jaki obrać kierunek, ale jedyną zależnością jest zależność partyjna, a nie sformalizowana urzędowa. Partia decyduje też o tym jak ma myśleć społeczeństwo, wskazuje wrogów.

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
Reaction
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 381
Nr użytkownika: 74.824

Zawód: Student
 
 
post 1/02/2016, 11:18 Quote Post

QUOTE
A myślisz, że gwarantuje Ci to oficjalne przyjmowanie doktryny praw człowieka? rolleyes.gif


Oczywiście, że nie. Tak samo, jak uważam, że uznanie prymatu woli narodu, nie zagwarantuje realizacji jego woli. Tak samo uznanie istnienia dyktatury proletariatu nie spowoduje, że robotnikom się polepszy. Są to po prostu pewne abstrakcje, mające co prawda jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale jednak rzeczywistość nie chce dostosować się do ideologii. Dlatego te pojęcia uważam za podstawę, na której buduje się swój system polityczno-etyczny.

http://www.teologiapolityczna.pl/tomasz-wi...-liberalizmowi/
Proponuję zrobić analizę porównawczą Ehrlicha ze Schmittem. Co prawda autor nieco kontrowersyjne poglądy, szczególnie dotyczące KRLD, ale tekst sam w sobie wydaje mi się rzetelny.
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
Ironside
 

VIII ranga
********
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 4.269
Nr użytkownika: 8.937

JAN
Stopień akademicki: dr
Zawód: jurysta
 
 
post 1/02/2016, 11:22 Quote Post

OK, a zatem wybacz ironię, źle odczytałem sens Twojej poprzedniej wypowiedzi.
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej