Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
10 Strony « < 8 9 10 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Euro w Polsce: opinie,
 
Czy jesteś za wejściem Polski do strefy euro?
Tak [ 57 ]  [27.67%]
Nie [ 149 ]  [72.33%]
Suma głosów: 206
Goście nie mogą głosować 
     
Piotr89r
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 113
Nr użytkownika: 98.541

Piotr Rudzki
Stopień akademicki: mgr
Zawód: Ekonomista
 
 
post 18/01/2019, 7:16 Quote Post

QUOTE(misza88 @ 17/01/2019, 21:06)
Napoleon7
CODE
Odrzucasz kwestię ryzyka kursowego wysuwając na pierwszy plan to, że rodzima waluta może korygować takie czy inne błędy popełnione w polityce gospodarczej, tudzież można nią ew. manipulować by np. podtrzymywać eksport itd. Co przecież tez ma swoją cenę, którą trzeba zapłacić. Gdy powracam cały czas do tej kwestii, zarzucasz mi manipulację - dlaczego?

Zarzucam ci manipulacje bo manipulujesz. Nie odniosłeś się w ogóle nie tyle do zagrożeń ale do realnych działań jakie w strefie Euro mają miejsce, działań które zamykają się na oskubaniu ludzi. Do tego wszystkiego dodajesz masę słów bez większej treści. Odniosłem się do ryzyka kursowego, wyraźnie pisząc że według teorii optymalnej strefy walutowej jeżeli do tej strefy nie należymy to koszty są większe od zysków. Ty natomiast na ekonomię nie zwracasz uwagi.

CODE
Jeszcze raz się zapytam. Dlaczego w historii, ZAWSZE tam gzie próbowano tworzyć wspólny rynek, prędzej czy później pojawiał się temat wspólnej waluty (sztywnych parytetów)? Nie dostałem na to w sumie proste pytanie odpowiedzi.

Być może nikt nie ma ochoty tłumaczyć Tobie prostych zjawiska jakie w wymianie efektów ludzkiej pracy się dokonują.

CODE
Pojęcie "dogonienie" też jest względne.

Ekonomiści potrafią ubrać tą względność w liczby.

Archanioł
CODE
Oczywiście, że przedstawiony przez niego wykres jest nieprawdziwy, co potwierdzają dane, które linkujesz.
Chyba, że przyjąć że jest to liniowy wykres wielkości PKB per capita PPP za poszczególne lata. Ale wtedy nie jest to "dynamika".

Liniowy? Chyba skumulowany lub nieskumulowany?
W pliku pdf który zaklinowałem są dokładnie te dane, które wstawił Wolski. Z tym że rzeczywiście  nie przedstawiają one wzrostu PKB per capita, a wzrost/spadek tego PKB względem średniej unijnej. Tj. na podstawie samych tych danych nie możemy powiedzieć nic o samym wzroście PKB per capita, ale możemy powiedzieć czy jeden kraj rozwijał się szybciej od drugiego.

Muszynianin II
CODE
cały czas nalezy przypominać, jakież to instrumenty zyskuje rząd dzięki owej "własnej suwerennej" walucie. Otóż może ją zdewaluować, dzięki czemu za kryzys zapłacą wszyscy ci, którzy odłożyli troche pieniędzy w bankach czy w skarpecie, we "własnej suwerennej" walucie. Z dnia na dzień stracą powiedzmy 30% oszczędności, taki podatek kryzysowy wymierzony w ciułaczy. Jak dla mnie bomba.

Z Euro może być to samo, również można je zdewaluować. Ponadto obecnie to ci, którzy właśnie w Euro się rozliczają finansują pośrednio zadłużenie Grecji i Włoch.
*



Uhuhu, już widzę jak Niemcy czy Francuzi (klasa średnia i przedsiębiorcy) akceptują dewaluację euro. W Niemczech słowo 'inflacja' jest jeszcze większym tabu niż u nas jakakolwiek krytyka Jana Pawła II. Musiałoby dojść do kryzysu na niespotykaną skalę żeby euro utraciło 25% swojej wartości względem dolara. Przy tej skali kryzysu w strefie euro, nie chcę sobie wyobrażać co działoby się u nas. Przypominam, bez rynku zbytu UE nasza gospodarka nie ma gdzie eksportować swoich towarów. Jestem sobie natomiast bez trudu wyobrazić sytuację kiedy nasza waluta traci na wartości względem innych walut europejskich a przy tym dochodzi do inflacji dochodzącej do 20% w skali roku - vide dzisiejsza Turcja
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #136

     
Pimli
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 231
Nr użytkownika: 103.187

 
 
post 19/01/2019, 13:57 Quote Post

QUOTE(Napoleon7 @ 14/01/2019, 15:24)
CODE
Dodatkowo, rolnictwo w Polsce nie może może korzystać z korzyści skali, które są udziałem wielkich farm np. we Francji.
Nie rozumiem o co Ci tu chodzi?

Na zachodzie w rolnictwie dominują wielkie farmy wykorzystujące z korzyści skali, a w Polsce wiele niedużych gospodarstw rodzinnych. Dodatkowo gospodarstwa zachodnie są hojnie dotowane przez tamtejsze rządu. A ty tu jeszcze bronisz większych dotacjo unijnych dla tamtych. elefant.gif
QUOTE
Wybacz, ale tu Ty zaczynasz manipulować podając takie przykłady. W 2008 roku zaczął się kryzys. Podajesz "stare" kraje Unii. Nowe, po wejściu do UE dostały "kopa" który im pomagał. Znacznie łatwiej, szczególnie w warunkach kryzysowych, utrzymać wzrost PKB jeżeli jest on relatywnie niski niż gdy jest wysoki.

No to porównajmy gospodarki o zbliżonym poziomie rozwoju:

Czechy i Słowenia (w strefie euro od 2007 r.):

https://www.google.pl/publicdata/explore?ds...dl=pl&ind=false

Brak dowodu na to, że Słowenia rozwija się szybciej niż Czechy.

Szwecja i Finlandia (w strefie euro od 2002 r.):

https://www.google.pl/publicdata/explore?ds...dl=pl&ind=false

W chwili kryzysu z 2008 r. były prawie na tym samym poziomie rozwoju. Obecnie Finlandia jest zauważalnie mniej zamożna niż Szwecja.

Grecja i Islandia:

https://www.google.pl/publicdata/explore?ds...dl=pl&ind=false

Obie prowadziły bardzo nieodpowiedzialną politykę budżetową, skutkiem czego dotknął je bardzo silny kryzys w 2008 r. Jednak Islandia od tamtej pory się pozbierała, a Grecja, której "pomaga" reszta eurostrefy - nie.

Ten post był edytowany przez Net_Skater: 19/01/2019, 14:00
 
User is offline  PMMini Profile Post #137

     
Napoleon7
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.282
Nr użytkownika: 58.281

 
 
post 19/01/2019, 15:37 Quote Post

CODE
Na zachodzie w rolnictwie dominują wielkie farmy wykorzystujące z korzyści skali, a w Polsce wiele niedużych gospodarstw rodzinnych. Dodatkowo gospodarstwa zachodnie są hojnie dotowane przez tamtejsze rządu. A ty tu jeszcze bronisz większych dotacjo unijnych dla tamtych.

confused1.gif Na Zachodzie w rolnictwie pracuje kilka procent populacji, u nas kilkanaście. A udział rolnictwa w naszym PKB to bodajże coś koło 2,5 %. Co więcej, na wsi u nas żyje ponad 35 % ludzi, jeżeli ne więcej (zależy jak liczyć). Nasze rolnictwo jest jednym z najmniej wydajnych, jeżeli nie najmniej wydajnym, w UE. O czym tu rozmawiać?
Oczywiście można wyjść z założenia, że "nam się należy". Ale czy o to tu chodzi?!

Podajesz przykłady krajów mających euro i własne waluty w kontekście kryzysu. To ja się zapytam - a czy w takim razie euro im zaszkodziło?

CODE
Obecnie Finlandia jest zauważalnie mniej zamożna niż Szwecja.

I uważasz, że to wina euro?! Na poważnie?

CODE
Obie prowadziły bardzo nieodpowiedzialną politykę budżetową, skutkiem czego dotknął je bardzo silny kryzys w 2008 r. Jednak Islandia od tamtej pory się pozbierała, a Grecja, której "pomaga" reszta eurostrefy - nie.

Bądźmy poważni! Kryzys w Islandii miał kompletnie, ale to kompletnie inne podłoże niż w Grecji! Był związany z kryzysem bankowym. Porównujesz rzeczy, których się porównać nie da. Poza tym i gospodarka Grecji i Islandii jest "mała", ale skala różnic pomiędzy nimi jest jednak kolosalna. A małe gospodarki inaczej reagują na kryzys.

Nadal zaś nie otrzymałem odpowiedzi na proste pytanie, które zadałem: Dlaczego w historii obserwujemy zjawisko, że ZAWSZE gdy pojawiają się próby tworzenia wspólnego rynku, prędzej czy później pojawia się propozycja wspólnej waluty (powiązania sztywnego walut krajów członkowskich)? Ktoś pokusi się o odpowiedź? Pytanie oczywiście dotyczy głównie mych adwersarzy.


 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #138

     
Net_Skater
 

VIII ranga
********
Grupa: Supermoderator
Postów: 3.772
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 19/01/2019, 16:09 Quote Post

QUOTE
Dlaczego w historii obserwujemy zjawisko, że ZAWSZE gdy pojawiają się próby tworzenia wspólnego rynku, prędzej czy później pojawia się propozycja wspólnej waluty (powiązania sztywnego walut krajów członkowskich)

ZAWSZE ? Od 1991 roku (poczatek funkcjonowania NAFTA) nikt nawet slowem nie beknal o zmianie peso, US$ czy CAN$ na wspolna walute. 28 lat. I nie sadze ze ktos na ten temat beknie "pozniej".


N_S
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #139

     
Napoleon7
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.282
Nr użytkownika: 58.281

 
 
post 19/01/2019, 18:06 Quote Post

CODE
ZAWSZE ? Od 1991 roku (poczatek funkcjonowania NAFTA) nikt nawet slowem nie beknal o zmianie peso, US$ czy CAN$ na wspolna walute. 28 lat. I nie sadze ze ktos na ten temat beknie "pozniej".

Bo gospodarka USA jest dominująca. I jest waluta dominująca w postaci dolara. Jeżeli jednak w skład wspólnoty wchodzą podmioty o względnie porównywalnej gospodarce, takie pomysły się pojawiają nieuchronnie. Takie sytuacje miały miejsca już od czasów antycznych, ale i w XIX wieku gdy od 1860 roku pojawiły się tendencje sprzyjające budowaniu wspólnego rynku (o czym się mało pisze, ale co miało miejsce).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #140

     
Adiko
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.092
Nr użytkownika: 81.745

Adam
Zawód: specjalista
 
 
post 19/01/2019, 21:06 Quote Post

QUOTE(Napoleon7 @ 19/01/2019, 15:37)
confused1.gif  Na Zachodzie w rolnictwie pracuje kilka procent populacji, u nas kilkanaście. A udział rolnictwa w naszym PKB to bodajże coś koło 2,5 %. Co więcej, na wsi u nas żyje ponad 35 % ludzi, jeżeli ne więcej (zależy jak liczyć). Nasze rolnictwo jest jednym z najmniej wydajnych, jeżeli nie najmniej wydajnym, w UE. O czym tu rozmawiać?
Oczywiście można wyjść z założenia, że "nam się należy". Ale czy o to tu chodzi?!

Naprawdę nie wiesz o co chodzi? Przedstawiasz argumenty, które świadczą o tym, że zachodnie rolnictwo jest bardziej konkurencyjne i mniej potrzebuje dopłat od "mniej wydajnego, przeludnionego" itd. rolnictwa polskiego.

Ok, od razu odpowiem, bo wiem, że będą z tym wielkie problemy - chodzi o "wolny rynek" i równość na wspólnym rynku. Równość, to takie same szanse konkurencji, więc np. takie same dopłaty a nie, że "obszarowe" rolnictwo zachodnie ma ogromne fory na starcie, później dużo większe dopłaty i wszyscy zadowoleni z "równości konkurencji".

Więc, "nam się należy", przynajmniej jako krajowi biedniejszemu, równa szansa konkurencji i co najmniej takie same dopłaty. Chociaż, jeżeli tak się promuję tą politykę "wyrównywania szans", te dopłaty powinny być znacząco wyższe od tych na zachodzie.
QUOTE(Napoleon7 @ 19/01/2019, 15:37)
CODE
Obie prowadziły bardzo nieodpowiedzialną politykę budżetową, skutkiem czego dotknął je bardzo silny kryzys w 2008 r. Jednak Islandia od tamtej pory się pozbierała, a Grecja, której "pomaga" reszta eurostrefy - nie.

Bądźmy poważni! Kryzys w Islandii miał kompletnie, ale to kompletnie inne podłoże niż w Grecji! Był związany z kryzysem bankowym. Porównujesz rzeczy, których się porównać nie da. Poza tym i gospodarka Grecji i Islandii jest "mała", ale skala różnic pomiędzy nimi jest jednak kolosalna. A małe gospodarki inaczej reagują na kryzys.

I tylko tyle? Wielkość gospodarki ma świadczyć o tym, czy można ją porównać do innej czy nie? Ja mam inne zdanie i uważam, że tak samo można porównać Singapur jak i Chiny, wielkość gospodarki to tylko skala, ale mechanizmy ciągle te same.
Nie masz racji, kryzys w Islandii miał dokładnie takie same podstawy jak w Grecji (przynajmniej bezpośredni), mało tego, było tak w całej strefie PIGS - przerost sektora bankowego i udzielonych przez niego kredytów a przede wszystkim inwestowanie w toksyczne aktywa z USA itd.
Podobieństw jest wiele, w obu krajach w wyniku kryzysu znacznie wzrosło zadłużenie Gracja z ok 102 % do 170%), Islandia z ok 27 % do ok 98 %. W obu znacznie wzrosło bezrobocie, państwa starały się ratować swoje banki itd.

Różnice, Islandia przed kryzysem miała nadwyżkę budżetową (ok 5 %), Grecja deficyt (6,4 %). Inne były sposoby na rozwiązanie kryzysu, Islandczycy postanowili nie ratować "za wszelką cenę" swoich banków, zresztą nawet by nie mogli, pozwolili im upaść, przez co doszło niemal do konfliktu międzynarodowego, gdyż obywatele WB i Holandii stracili swoje depozyty (ponad gwarantowane 20 tyś Euro), tzn. nie oddała im Islandia tylko bodajże władze WB i Holandii.

W Grecji natomiast państwo dopłacało min. do banków, obcy kredytodawcy (np Deutsche Bank) nie stracili swoich kredytów, gdyż Grecja dostała "pomoc" z UE, przez co znacznie wzrosło jej zadłużenie.

Największą różnicą była jednak waluta, Islandia dzięki swojej walucie, zdewaluowała ją o 35 %, przez co znacznie wzrósł eksport (towary znacznie bardziej konkurencyjne na międzynarodowych rynkach) o 56 % (2006-2008), spadł import o 39 % (obce towary dużo droższe).
W Grecji eksport w latach 2006-2008 wzrósł "zaledwie" o 27 %, import również spadł mniej o 27 %.

QUOTE(Napoleon7 @ 19/01/2019, 18:06)
CODE
ZAWSZE ? Od 1991 roku (poczatek funkcjonowania NAFTA) nikt nawet slowem nie beknal o zmianie peso, US$ czy CAN$ na wspolna walute. 28 lat. I nie sadze ze ktos na ten temat beknie "pozniej".

Bo gospodarka USA jest dominująca. I jest waluta dominująca w postaci dolara. Jeżeli jednak w skład wspólnoty wchodzą podmioty o względnie porównywalnej gospodarce, takie pomysły się pojawiają nieuchronnie.

Kolejny beznadziejny argument, gospodarka USA jest dominująca tak jak gospodarka Niemiec wobec wielu innych w Europie, a już na pewno strefa Euro i waluta Euro wobec innych krajów.

Zatem to oznacza, że akceptujesz i rozumiesz dlaczego w Polsce nie wprowadzamy i nie musimy wprowadzać waluty Euro w Polsce?
Konkretne dane gospodarka USA/Kanady - 11,7 razy więkasza, do Meksyku 17 razy.
Samych Niemiec / Polski - 7 razy, Niemiec/ Czech 17 razy, czyli tak jak USA do Meksyku.

UE/Polski 35 razy większa, UE/Czech - 85 razy.

Pewnie znowu pojawi się argument, że nie mozna porównywać bo to mniejsze gospodarki?
QUOTE(Napoleon7 @ 8/01/2019, 9:11)
Powiedz to np. Grekom albo Włochom. Wprowadzenie w Grecji drachmy oczywiście miałoby wpływ na "uzdrowienie" gospodarki, ale kosztowałoby Greków drastycznym obniżeniem dochodów. Powiesz - zasłużyli na to, takie są prawa rynku. OK.

Reformy wymuszone na Grecji również spowodowały "drastyczne obniżenie dochodów" - obcięto przywileje, wiele zakładów zbankrutowało, wiele sprywatyzowano co wiązało się niewątpliwie ze zwolnieniami i zwiększeniem bezrobocia. Różnica jest taka, że dewaluacja waluty wprowadza bolesne zmiany i reformy niemal natychmiast, natomiast regulowanie urzędowe - wymuszanie na rządzie, powolne odgórne regulowanie pewnych mechanizmów które zadziałałyby natychmiast trwa latami. Dlatego Grecja tak dużo dłużej wychodziła z kryzysu niż np. Islandia.
QUOTE(Napoleon7 @ 14/01/2019, 15:24)
To, że Grecy fałszowali statystyki jest faktem. Miało to taki sam wpływ na możliwość przedłużania tworzonej patologii jak euro. Więc nie zwalajmy wszystkiego na euro, bo się nam nie podoba.

QUOTE(Muszynianin II @ 13/01/2019, 12:53)
Grecja by się nie zadłużyła, bo zdewaluowała by walutę, dzięki czemu okradłaby wszystkich swoich obywateli, którzy wykazali się zaradnością i posiadali w banku jakieś oszczędności. I ich pieniędzmi spłaciłaby swoje długi. Pomijając już ten drobiazg, że długi greckie rozliczane w drachmach miałyby kosmiczne odsetki, bo kto chce pożyczać komuś, kto odda mniej niż pożyczył. Super patent.
*


Nie tylko swoich, może nawet jeszcze bardziej, tych zagranicznych, którzy pożyczyli im pieniądze, setki miliardów euro.
Islandia tak miała, trochę to potrwało, ale znaleźli się tacy, którzy znowu pożyczają.

QUOTE(Muszynianin II @ 13/01/2019, 13:22)
Zadłuzenie nie jest złe, dopóki istnieją rozsądne granice (czyt. państwo jest w stanie je obsługiwać bez większego problemu). Jeśli jednak ktoś zadłuża się ponad miarę, to nie dlatego, że kredyt jest tani, tylko dlatego, że jest nierozsądny. Moim zdaniem Grecja zadłużałaby się nadal,  a różnica byłaby taka, że koszty kredytów wcześniej by ją zjadły. Zaś Grecja zostałaby z tym problemem sama. A odsetki rosłyby absurdalnie szybko (na skutek śmieciowej waluty).

Ale Grecja ze swoim zadłużeniem ok. 100 % do kryzysu była w stanie je obsługiwać. Problem pojawił się gdy jej banki popadły w tarapaty i nie były w stanie dłużej kupować długu. Co najmniej w przypadku Grecji, głównym powodem zadłużania był tani kredyt. Co to w praktyce znaczy "rozsądek"? Otóż ten "rozsądek" ma bardzo dużą zależność od np. stopy procentowej w danym państwie, gdyż zadłużenie "w niskiej stopie procentowej" jest dużo dłużej "rozsądne" niż takie samo (lub nawet niższe) w wyższej stopie procentowej, gdyż obsługa takiego długu jest znacznie tańsza.

To tak jak z kredytami frankowymi, w CHF gdzie stopy procentowe były znacznie niższe niż w PLN (i nadal są), Polacy chętniej się zadłużali, mieli wyższą zdolność kredytową i chętnie je brali. Niskie stopy procentowe (np. takie jak były w Euro) skłaniają ludzi (i rządy) do większego brania kredytów, trzymania niższych oszczędności i np. pompowanie bańki nieruchomości i są to rozsądne, logiczne zachowania.

Ten post był edytowany przez Adiko: 19/01/2019, 23:06
 
User is offline  PMMini Profile Post #141

     
Napoleon7
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.282
Nr użytkownika: 58.281

 
 
post Wczoraj, 09:47 Quote Post

CODE
Przedstawiasz argumenty, które świadczą o tym, że zachodnie rolnictwo jest bardziej konkurencyjne i mniej potrzebuje dopłat od "mniej wydajnego, przeludnionego" itd. rolnictwa polskiego.

Przedstawiam argumenty na to, że nasze rolnictwo w "swej masie" jest mało wydajne. I większe dopłaty wiele tu nie zmienią. Domaganie się ich w tej sytuacji jest, obiektywnie rzecz biorąc, nieporozumieniem. A różnica w wysokości, uwzględniająca parytet nabywczy, ma swe uzasadnienie. A że może się nie podobać? Wysokość tych dopłat czy przyznawane nam środki pomocowe mają charakter przejściowy i cel by nam pomóc "dobić" do poziomu starych państw UE.
Dlatego uważam, że stwierdzenie iż "nam się należy" jest tu co najmniej kuriozalne. Przy tworzeniu wspólnego rynku zawsze stosuje się okresy przejściowe. Po to by zmniejszyć powstałe nierówności. To działa w jedną - ale i w druga stronę.

CODE
Wielkość gospodarki ma świadczyć o tym, czy można ją porównać do innej czy nie?

Wielkość gospodarki ma znaczenie. ale nie zwróciłeś uwagi na to, że Islandia w ostry kryzys wpadła poprzez swe banki. Realia były inne niż w Grecji. Co ma do tego euro?
To co piszesz dalej to powtórzenie wcześniejszych argumentów. Waluta narodowa pozwala szybciej (ale nie za darmo) naprawić popełnione wcześniej błędy. Tylko wina jest tu w błędnej polityce a nie w walucie!!!

CODE
Kolejny beznadziejny argument, gospodarka USA jest dominująca tak jak gospodarka Niemiec wobec wielu innych w Europie, a już na pewno strefa Euro i waluta Euro wobec innych krajów.

Nie. Gospodarka niemiecka w UE jest najsilniejsza ale trudno ja uznać za dominującą. Przy wspólnocie porównywalnych gospodarek tworzących wspólny rynek, kwestia wspólnej waluty się zawsze pojawia. Popełniłem błąd, przyznaje, że napisałem "zawsze". Jeżeli jednak weźmiemy przykłady historyczne gdzie wspólny rynek starały się utworzyć podmioty porównywalne (tak jak UE) to temat wspólnej waluty się pojawiał zawsze, prędzej czy później.

Reasumując, wszystkie twoje argumenty sprowadzają się do tego co wcześniej - waluta narodowa pozwala szybciej obnażyć błędy polityki gospodarczej i niejako ułatwia (ale nie za darmo!) jej "naprawienie". Tyle tylko, że na początku i tak są błędy ludzkie. to nie wspólna waluta jest problemem tylko ludzie i ich działania! Natomiast wspólna waluta niweluje np. ryzyko kursowe. Które jest określane przez rynek (błędy ludzkie tu oczywiście tez mogą mieć znaczenie ale wcale nie muszą). A ryzyko jest hamulcem w rozwoju bo zwiększa i ryzyko transakcji i koszta. Reszta to indywidualna ocena. Jak dla mnie wspólna waluta ma ZDECYDOWANIE więcej zalet niż wad. Twoje argumenty rozumiem, ale zawsze dziwię się, gdy ktoś z jednej strony jest zwolennikiem wolnego rynku a z drugiej nie podoba mu się wspólna waluta. bo w moim przekonaniu zachodzi tu pewna niekonsekwencja.

Ten post był edytowany przez Napoleon7: Wczoraj, 10:59
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #142

     
Muszynianin II
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 261
Nr użytkownika: 79.979

 
 
post Wczoraj, 10:55 Quote Post

To tak jak z kredytami frankowymi, w CHF gdzie stopy procentowe były znacznie niższe niż w PLN (i nadal są), Polacy chętniej się zadłużali, mieli wyższą zdolność kredytową i chętnie je brali. Niskie stopy procentowe (np. takie jak były w Euro) skłaniają ludzi (i rządy) do większego brania kredytów, trzymania niższych oszczędności i np. pompowanie bańki nieruchomości i są to rozsądne, logiczne zachowania.

Zwróćmy uwagę, że gdyby w Polsce przyjęto euro, to kredyty byłyby znacznie tańsze. Nie byłoby też konieczności zaciągania kredytów frankowych, bo i po co. W mojej ocenie frankowicze to ofiary złotówki.

Druga sprawa to olbrzymie kwoty, które Polacy płacą NIEŚWIADOMIE za wymianę walut. Ile to osób nie zakłada żadnych kart walutowych, bo po prostu nie chcą mieć iluś tam kart. Albo nie chcą zagłębiać się w kantory internetowe itd. Od razu wspomnę, że piszę np o osobach starszych. I teraz do przykładu. Kupowaliśmy ze znajomym ten sam towar (turystyka). Ja zapłaciłem kartą euro i koszt zakupu wyszedł ok. 2420 zł. On zapłacił kartą złotówkową MBank i koszt wyszedł 2540 zł. Kolejna ofiara złotówki.
 
User is offline  PMMini Profile Post #143

10 Strony « < 8 9 10 
2 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 1 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej