Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
11 Strony « < 9 10 11 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> ALEKSANDER KWASNIEWSKI
     
Kon-dzia
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 1.746
Nr użytkownika: 12.898

Konrad
 
 
post 4/02/2010, 13:34 Quote Post

No i świadczy to o tym ile fałszywek i kontrolowanych przecieków (zazwyczaj niemożliwych do weryfikacji) krąży pomiędzy dziennikarzami.
 
User is offline  PMMini Profile Post #151

     
swatek
 

Czekam na Króla
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.555
Nr użytkownika: 7.721

 
 
post 18/02/2010, 20:50 Quote Post

Zapewne z planowanego muzeum w Białogardzie dowiemy się więcej o naszym eks-preziu.
 
User is offline  PMMini Profile Post #152

     
IndiTemplar
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 217
Nr użytkownika: 59.794

Dominik
Stopień akademicki: Najpierw matura !
Zawód: Wolnomularz
 
 
post 19/02/2010, 21:11 Quote Post

W takich jak ta sprawa w 200% popieram politykę Wojciecha Cejrowskiego. Kim byli przodkowie Kwaśniewskiego to jego sprawa, nam nic do tego. Ważne co on zrobił a nie przysłowiowy dziadek w wermachcie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #153

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 25.602
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 19/02/2010, 21:15 Quote Post

Mnie też jego dziadek w wehrmachcie nie jest potrzebny, by wiedzieć, że to jedna z najbardziej obleśnych moralnie figur naszego życia politycznego. Starczą do tego jego własne "dokonania".
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #154

     
mariusz 70
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.883
Nr użytkownika: 51.390

mariusz kukowski
Stopień akademicki: pisze,czyta
Zawód: wykonywany:pracuje
 
 
post 19/02/2010, 21:18 Quote Post

Calkiem slusznie.To tak jak bysmy chcieli sadzic ks.Pepi za stryjka niedojde.Oczywiscie podobienstw pomiedzy ks.Jozefem ,a Kwasniewskim nie widze najmniejszych.No chyba ,ze... sklonnosc do kielicha i publicznych ekscesow w stanie pomrocznosci jasnej smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #155

     
Blake
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.419
Nr użytkownika: 37.436

Zawód: student
 
 
post 19/02/2010, 21:30 Quote Post

QUOTE
Kim byli przodkowie Kwaśniewskiego to jego sprawa, nam nic do tego.
Wbrew takim poglądom działają historycy. Za wszelką cenę usiłują się dowiedzieć np. kim byli przodkowie Mieszka I. wink.gif
Wydaje mi się, że przodkowie Kwaśniewskiego to temat wystarczająco ciekawy, żeby historycy się nim zajmowali, zwłaszcza, że pomoże on zrozumieć postać jednego z najważniejszych polityków III RP.
Już starożytni spisując życiorys człowieka, zaczynali przecież od rodowodu...
 
User is offline  PMMini Profile Post #156

     
emigrant
 

Antykomunista
**********
Grupa: Użytkownik
Postów: 25.602
Nr użytkownika: 46.387

Stopień akademicki: kontrrewolucjonista
Zawód: reakcjonista
 
 
post 19/02/2010, 22:52 Quote Post

Pisząc o dziadku w wehrmachcie nie miałem na myśli, żeby z tego robić tajemnicę, czy, broń Boże fałszować prawdę, tylko to, że błędy dziadka, jeśli były takowe, obciążają dziadka, nie wnuka czy syna.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #157

     
Anders
 

VII ranga
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.427
Nr użytkownika: 4.016

Zawód: Biurowy
 
 
post 19/02/2010, 23:37 Quote Post

QUOTE(Blake @ 19/02/2010, 21:30)
Wbrew takim poglądom działają historycy. Za wszelką cenę usiłują się dowiedzieć np. kim byli przodkowie Mieszka I. wink.gif
*



A potem wyciągają mu prawdopodobne skandynawskie (a zatem było nie było - germańskie) pochodzenie. Że niby jego drużyna to jakiś odprysk ówczesnego Wehrmachtu, czy cuś... wink.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #158

     
Net_Skater
 

IX ranga
*********
Grupa: Supermoderator
Postów: 4.753
Nr użytkownika: 1.980

Stopień akademicki: Scholar & Gentleman
Zawód: Byly podatnik
 
 
post 23/10/2017, 9:38 Quote Post

Damian Szymański, Business Insider Polska: Czuje się pan zawiedziony?

Aleksander Kwaśniewski, prezydent RP w latach 1995-2005: Tylko trochę.

Nie daliście rady?
Daliśmy. Choć przeoczyliśmy kilka rzeczy. Tak naprawdę to z trudem znalazłby pan wskaźnik ekonomiczny, który mówiłby, że transformacja w Polsce była nieudana. Rósł PKB per capita, zamożność Polaków oraz eksport. Co więcej, transformacji nie można porównywać z jakimś wyidealizowanym modelem, który nigdzie nie zaistniał, tylko z tym, jak wyglądało to w podobnym środowisku, u naszych sąsiadów – Węgrów, Ukraińców czy Czechów. Mamy w tej grupie jedne z najlepszych wyników. Dodatkowo, na początku lat 90. byliśmy w porównaniu z Ukrainą na tym samym poziomie pod względem PKB na człowieka, teraz mamy 3,5 razu większe. Argumenty do zanegowania tych faktów są nieliczne.

Gdyby było tak kolorowo, nie mielibyśmy teraz olbrzymiej grupy niezadowolonych i rozczarowanych.
To też prawda. Popełniliśmy kilka błędów. Na pewno za bardzo uwierzyliśmy, że sukces Polski pociągnie za sobą wszystkich. Tak się nie stało. Nie doceniliśmy również konserwatyzmu polskiego społeczeństwa. Nie mieszam go z prawicowością, chodzi mi raczej o małą zdolność adaptacyjną do globalizacji, nowych technik, Unii Europejskiej, szybko zmieniającego się świata. Część rodaków poczuła się zagubiona przez tempo wprowadzanych zmian.
Poza tym nie poświęcaliśmy należytej uwagi jeszcze jednej grupie ludzi. Każda transformacja ma swoich przegranych - osoby, które w jakiś sposób czują się wykluczone. O ile więc procesy ekonomiczne miały swoich licznych ojców, to procesy społeczne były osierocone. Goniąc wskaźniki ekonomiczne, goniąc zachód, zaniedbaliśmy tę sferę. I dzisiaj płacimy za to m.in. PiS-em. Taka jest prawda.

Prof. Hausner powiedział mi kiedyś, że Polska lat 90. zbyt zachłysnęła się neoliberalizmem. Nie zadawaliśmy sobie wtedy pytania o cel, innymi słowy, jak chcemy urządzić nasz kraj dla wszystkich obywateli za "x"z lat, a jedynie o sposób – jak przestawić gospodarkę na zachodnie tory.
To tylko część prawdy. Proszę pamiętać, że bez liberalizmu nie byłoby na świecie niesamowitego postępu naukowo-technologicznego związanego z rewolucją informatyczną. Wolnorynkowe idee spowodowały, że mieliśmy łatwy dostęp do pieniędzy, znosiliśmy kolejne bariery itd. Bez tego w garażu nie powstałby żaden Microsoft czy Apple. Oczywiście późniejszy neoliberalizm jak każda idea miała swój początek, okres wzlotów i sukcesów oraz etap upadku. My się jedynie podłączyliśmy pod ten nurt w fazie raczej schyłkowej. Zresztą z sukcesami, których zazdrości nam świat do dzisiaj. Ale uzasadnione są zarzuty wobec neoliberalizmu, a szczególnie instytucji i osób, które wywołały kryzys finansowy w 2008 r., a którego konsekwencją są dramatyczne nierówności dochodowe, nieufność wobec instytucji wolnorynkowych, bezrobocie wśród młodych i ludzie na skraju ubóstwa i bez perspektyw.

I nie ma pan dotychczasowej klasie politycznej nic do zarzucenia?
Zarzuty można czynić wobec każdego rządu. To jest nad wyraz łatwe. Niektórzy zarzucają, że rząd SLD był za mało lewicowy, odznaczał się za słabą wrażliwością społeczną, ale pamiętajmy, że pracował w warunkach ograniczonych zdolności budżetowych. Zarzut do drugiej kadencji Platformy Obywatelskiej jest znacznie poważniejszy. To wtedy pojawiły się środki, które można by spożytkować dla najsłabszych, ale nikt nie znalazł chęci. Donald Tusk mówił, że wymyślenie 500 plus nie jest jakimś wielkim intelektualnym wyczynem. Może rzeczywiście nie jest, ale przeprowadzenie tego programu, wyciągnięcie ludzi z biedy i zaopiekowanie się nimi, już tak.

Aleksander Kwaśniewski chwali PiS. To powinien być tytuł tego wywiadu!
Chwalę tam, gdzie należy chwalić oraz ganię, gdzie widzę, że rujnują państwo. A pól, na których partia Kaczyńskiego się nie spisuje, jest sporo. Myśli pan, że dlaczego inwestycje w naszym kraju kuleją?

Stopa inwestycji jest najniższa od 1996 r. To prawda, ale za ten wynik odpowiadają przede wszystkim opóźnienia proceduralne dotyczące wydatkowania pieniędzy z Unii Europejskiej.
Ja mam inne wytłumaczenie tej sytuacji…

Chodzi o raporty Narodowego Banku Polskiego mówiące o wzroście niepewności wśród firm wywołanym czynnikami politycznymi?
Otóż to. Przedsiębiorcy potrzebują ufać rządowi, potrzebują stabilności, dobrego wymiaru sprawiedliwości, który będzie gwarantował im wolność obrotu gospodarczego. Jak widać, ta władza im tego nie zapewnia.

Ale przecież Mateusz Morawiecki zaproponował konstytucję dla biznesu, która została bardzo dobrze przyjęta przez środowisko.
I co z tego? Kiedy z jednej strony mamy same deklaracje, a z drugiej działania, które dokręcają śrubę polskim firmom, czas zadać pytanie, co jest dla biznesu ważniejsze. Według mnie ten drugi czynnik, bo jest realny. Do tego pamiętajmy, że władza PiS w ciągu dwóch lat zupełnie zniszczyła wizerunek Polski za granicą. Ludzie w całej Europie pytają mnie, czy mogą u nas inwestować? Czy to jest bezpieczne? Powtarzam im: "Oczywiście, inwestujcie, gospodarka jest ok. Prawdopodobieństwo, że traficie przed Sąd Najwyższy, o który toczy się u nas spór, jest naprawdę niewielkie". Ale oni potrzebują gwarancji stabilności zysku. Kiedy czytają za Odrą o Białowieży, o Trybunale Konstytucyjnym, o polskich mediach narodowych tracą wiarę i pytają, co się u was dzieje?

Nie wyolbrzymia pan tych problemów?
Mówię, co słyszę w prywatnych rozmowach. Teraz najwyższa pora w końcu zmienić kurs Polski na bardziej proeuropejski i zasypać te wielkie podziały społeczne, które wytworzyły się przez ostatnie lata. To, co dzieje się obecnie w Polsce, jest bardzo niepokojące w odniesieniu do przyszłych wyzwań. Kapitał społeczny wisi na włosku. Głęboko wierzę jednak, że nie wszystko jest stracone. Jeśli go zmarnujemy do końca, to doprowadzimy do sytuacji, w której, jak już kiedyś mówiłem, za dwa lata najbardziej poszukiwanym zawodem będzie tłumacz z polskiego na polski. Zupełnie się rozjedziemy jako społeczeństwo.

O kapitale społecznym rozmawiamy od lat i tak naprawdę niewiele z tego wynika.
Jednak jest to bardzo poważny problem. Poza tym musimy poprawić naszą konkurencyjność. A to oznacza większe wydatki na edukację, na badania i rozwój. Polska musi znaleźć niszę, w której będzie mogła być dla świata bardziej interesująca. Jak słyszę, że powinniśmy mieć jeden narodowy produkt, którym zaskoczymy świat, to ja w to po prostu nie wierzę.

Nie podoba się panu koncepcja polskiego samochodu elektrycznego?
To znacznie głębszy problem. Struktura naszej gospodarki jest zupełnie inna. My możemy działać na wielu polach dzięki 2 mln małych i średnich firm. To one znajdują nisze i już działają w licznych segmentach, wspierając polską gospodarkę. Muszę przyznać, że wielkie projekty infrastrukturalne takie jak centralny port lotniczy, czy wspomniany elektryczny samochód nie są złymi pomysłami, ponieważ animują i skupiają uwagę wokół dużych inwestycji. Wysyłają w świat sygnał, że coś się u nas dzieje. Pytanie zasadnicze brzmi: "Czy są realne?".

A jest pan za ideą mówiącą, że to państwo wskazuje branże, które mają być znacznie hojniej wspierane ze środków budżetowych od innych? Strategia na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju takie gałęzie biznesu wytypowała.
Trzeba tutaj znaleźć stan równowagi. Najbardziej rozwinięte kraje świata taką politykę stosują. Z jednej strony mamy wolny rynek i aktywny udział samych przedsiębiorców, z drugiej świadomą politykę wybierania celów przez państwo. Jeden czy dwa, trzy duże projekty sponsorowane z budżetu nie wydają mi się dużym problemem. Gorzej, kiedy wracamy do centralnego planowania i polityka będzie wtrącać się w każdy aspekt biznesu.

Panie prezydencie, wie pan, że to jest nierealne.
No właśnie, doskonale znamy już tę melodię i wiemy, że zakończyła się klapą. Mam natomiast wrażenie, że ta władza nie docenia indywidualizmu Polaków. Nie jesteśmy za bardzo zgranym zespołem jak inne narody. Raczej dominuje u nas myślenie: każdy sobie rzepkę skrobie. Ta zaradność jest źródłem naszej kreatywności i siły. Nie można tego zdusić. Dlatego też państwo powinno odgrywać pewną rolę w kształtowaniu wybranych gałęzi gospodarki, powinno dawać granty i pomagać, się rozwijać. Oczywiście bez zbędnej biurokracji, ponieważ, jak wiadomo, biurokracja potrafi zabić każdy dobry projekt.

Andrzej Klesyk, były szef PZU, przekonywał mnie w rozmowie, że za dużo jest teraz na świecie tzw. stupid money. Pieniędzy, które po prostu trzeba wydać na innowacje i startupy, bo to teraz bardzo modne słowa. Pytanie, czy te środki nie są później bez sensu przepalane i czy urzędnik będzie wiedział, że dobrze obstawił?
Bardzo cenię Andrzeja Klesyka. Mam do niego zaufanie, ale z tego, co pamiętam to z definicji i tak ok. 90 proc. startupów pada i nie przebija się przez rynek.

I to jest właśnie problem. Czy urzędnik weźmie odpowiedzialność za wybór projektów, na które popłyną setki tysiący złotych? Czy może nie lepiej pozostawić to sferze prywatnej i jedynie wspierać ją poprzez państwo?
To w takim razie stawiajmy na rozwiązania prywatno-publiczne.

No właśnie, ale nie ma pan wrażenia, że zawsze mieliśmy w Polsce problemy na styku biznesu i polityki? Od razu uruchamia się w głowie myślenie: jeśli ktoś ma pieniądze, to skądś musi je mieć, cytując klasyka.
To też prawda. Obawiam się, że ten problem będzie trwał. Między państwem a biznesem zbyt dużo lat trwa szorstka przyjaźń. Ale to tak działa wszędzie na świecie. Jakieś ryzyko trzeba podjąć. Jeden, drugi przykład pokażą, że warto się starać i takie wspólne działanie jest możliwe.

Znowu wracamy do mitycznego kapitału społecznego.
Wie pan, u nas utarło się takie myślenie, że państwo nie chce za bardzo służyć obywatelowi, a obywatel za bardzo nie szanuje państwa. W takiej atmosferze ciężko coś wspólnie zbudować. Zresztą trzeba by podnieść jakość naszych urzędników, uodpornić ich na podejmowane ryzyko. Jeśli chcemy tworzyć innowacyjne rozwiązania, należy zachować także dużo wolności.

Co pan ma na myśli?
Byłem swojego czasu w Dolinie Krzemowej w jednej z firm zajmującej się sztuczną inteligencją. Pracowało w niej bardzo dużo Rosjan. Zapytałem ich, dlaczego nie są teraz w centrum innowacji koło Moskwy - Skołkowie. Przecież Putin zainwestował w to miejsce miliardy dolarów. Odpowiedzieli, że są tam zastane struktury odziedziczone jeszcze po Związku Radzieckim. Ludziom brakuje wolności, zgody na podejmowanie ryzyka i jest za dużo biurokracji. Jeśli nad chłopakiem opracowującym projekt stoi tuzin urzędników, oczekujących natychmiastowego efektu i ingerujących w całe przedsięwzięcie, to nie może się udać. Dlatego spakowali walizki i przenieśli się na zachodnie wybrzeże. USA posiada taki magnes i daje wolność. Ten mechanizm po prostu działa.

Nie uważa pan, że Polska niedługo stanie przed podobnym dylematem? Tzn. jak przyciągnąć zdolne osoby z innych krajów? Przedsiębiorstwa coraz głośniej podnoszą larum, że brak odpowiedniej kadry uniemożliwia im dalszy rozwój. To sytuacja, która jeszcze parę lat temu, była nie do pomyślenia. Bank Światowy w swojej najnowszej projekcji podnosi tę kwestię jako jedno z kardynalnych zagrożeń dla dalszego wzrostu gospodarczego naszego kraju.
To jest jedna z wielkich zalet gospodarki wolnorynkowej. Ona wchłania, wypluwa i reaguje. Rynek pracy stoi przed dużym wyzwaniem. Wielu Polaków wyjechało za granicę, niewielu chce wracać, udało nam się uzupełnić braki sporą grupą Ukraińców. Być może za parę lat staniemy przed koniecznością otwarcia rynku na nowe narody np. Białorusinów, osoby, które nie są nam obce kulturowo. Prawdziwe wyzwanie jest jednak tak naprawdę jeszcze gdzie indziej - bardzo szybko wchodzimy, szybciej niż się komukolwiek wydaje, w etap robotyzacji i sztucznej inteligencji. Powinniśmy już teraz zadawać sobie już pytania, czy przez wprowadzenie rozwiązań AI np. w bankowości, nie doprowadzimy do masowych zwolnień w tej branży.

Osoby pracujące w bankach już tracą pracę. Sukcesywnie od dobrych paru lat.
No właśnie. Dlatego pewnie potrzebne będzie przebranżowienie się pracowników banków. Choć niektórzy profesorowie uważają, że ludzie wciąż będą potrzebowali żywej osoby w placówce, mam trochę inne zdanie. Według mnie klient banku będzie wolał mieć przed sobą uśmiechniętą twarz robota - zawsze wypoczętego, pracującego 24 h, bez problemów z dziećmi, bez spadków nastroju, który nigdy nie pomyli się w rachunkach. Ludzie nie będą potrzebni.

Wizja jak z hollywoodzkiego filmu.
Trochę tak, ale ona już jest rzeczywistością. Jestem jednak spokojny. To właśnie wolny rynek będzie zmuszał ludzi do przekwalifikowania się, do szukania nowych miejsc pracy. Czytałem zabawne opracowanie, które mówiło, że w niedalekiej przyszłości rynek pracy zupełnie nie będzie potrzebował księgowych, zastąpią ich roboty i algorytmy. Mniej zagrożeni będą z kolei lekarze. Choć chirurgów zaczną uzupełniać maszyny, to nadal będą potrzebni. Co ciekawe zawodem, który na pewno przetrwa, będzie fryzjer. Dlaczego? Ponieważ nikt nie wyobrazi sobie robota, który dopasuje fryzurę do kształtu głowy. Słowem, globalna katastrofa nam nie grozi.

I nie boi się pan, że Polska, która znajduje się w połowie łańcucha globalnych dostaw, czyli w znacznej części przetwarzamy, a nie sami wymyślamy produkty, będzie miała z tymi wyzwaniami poważny problem?
Walka o Polskę rozegra się na dwóch polach - konkurencyjności i edukacji. O pierwszym już mówiłem. Drugie wyzwanie to wielkie zadanie dla takich uczelni, jak ta, na której rozmawiamy - Politechniki Warszawskiej. Jeśli będziemy kształcić ludzi, którzy będą odpowiednio kreatywni, odnajdą się w tym nowym, jeszcze dobrze nieopisanym świecie, to damy radę. Bez fachowców przepadniemy. Oby dotarło to do nas szybciej niż później. Tego nam życzę.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #159

11 Strony « < 9 10 11 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2021 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej