Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Historie waszych przodków przesiedlonych z Kresów, Wspomnienia waszych krewnych
     
jackomusik
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 37
Nr użytkownika: 20.815

Aron
Zawód: Student historii
 
 
post 12/05/2013, 19:14 Quote Post

I to wszystko? Nikt już niczego nie napisze? Naprawdę, nikt z tysięcy forumowiczów nie ma już nic do dodania?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #16

     
limetka
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 9
Nr użytkownika: 79.012

ja
Zawód: brak
 
 
post 14/05/2013, 9:09 Quote Post

może ja coś dodam...
Moja śp. babcia urodziła się w 1928 roku jako piąte dziecko w rodzinie zamieszkującej w jednej ze wsi na Wołyniu. Wieś ta nazywała się Czersk (powiat Kowel), według relacji babci oraz innych zyjących do tej pory przesiedleńców była to wieś mieszana - polsko-ukraińska i jak na nasze dzisiejsze polskie realia była to wies dość duża - około 300 domów. oprócz ludności polkiej i ukraińskie w okolicy zamieszkiwały także rodfziny żydowskie, które zwykle zajmowały się handlem. Ile ich było w tamtych stronach nie wiem... Kontakty między narodowsciami może nie były az tak serdeczne i wylewne, ale wspominano mi, że przed wojną nikt nie myślał o tym, zeby się mordować za pochodzenie. W 1941 roku rodzina mojej babci, jak i cała wieś, została przymusowo wysiedlona do Besarabii. Wysiedlenia nie przeżyła najstarsza siostra babci, która wraz z męzem i dwójką dzieci została zamordowana (podobno odmówili opuszczenia gospodarstwa). Część rodzin (przewaznie rodziny zamożniejsze i posiadające jako takie zdolności pozwalające na podróż) po jakimś czasie powróciło do rodzinej wsi i tam doczekało końca wojny. Nie było to wcale takie proste, bowiem wokół szalały już wszelkiego rodzaju uzbrojone bandy, które terroryzowały ludność. Jedna z mieszkanek Czerska opowiadała mi, że kilka razy widziała poturbowanych przez UPA polskich chłopców z sąsiednicch wsi, dla których nie było juz ratunku. Rodziny żydowskie znane mieszkańcom CZerska zostały w większości wymordowane przez nazistów. Podobno ocalała jedna żydowska dziewczynka, która znalazła się pod stertą innych pomordowanych Żydów (nie wiem czy ta informacja jest prawdziwa). Babcia natomiast wspominała, iz bardziej niż Niemców bali sie własnie banderowców. Rodziny pozostające na zesłaniu cierpiały głód, warunki bytowe były fatalne. Ci, którzy przezyli powrócili do nowej Polski wraz z transportami tzw. "repatriantów". Nie było to zawsze proste i oczywiste, bowiem z relacji kilku rodzin wynika, iż byli oni zastraszani i dłuższy czas nie uznawano ich polskiego pochodzenia. Po wojnie babcia wraz z matką i żyjącym rodzeństwem (ojciec zmarł prawodopodobnie jeszcze na zesłaniu) dotarła do "Ziem Odzyskanych"(1946). Wkrótce także "odnalazła się" z jednym z chłopców przed wojną zamieszkującym w ich rodzinnej wsi (służył w ludowym wojsku) i wyszła za niego za mąż, potem pojawiły się dzieci, wnuki...
 
User is offline  PMMini Profile Post #17

     
Alexander Malinowski2
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.688
Nr użytkownika: 80.416

Alexander Malinowski
 
 
post 14/05/2013, 16:52 Quote Post

Czy to jest ta wioska "Nimaschchliba", którą po 1945 przemianowano na Chlebowo, bo teraz chleba już nie brakuje?

QUOTE(jackomusik @ 16/06/2011, 12:42)
wiosce Chlebów niedaleko Cybinki.


 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
decomposed06
 

II ranga
**
Grupa: Użytkownik
Postów: 63
Nr użytkownika: 16.383

tomislaw
Stopień akademicki: eugeniusz
Zawód: mondziol
 
 
post 25/07/2013, 23:43 Quote Post

Moja babcia żyła z rodziną w powiecie Kołomyja (ziemia podobno dana pradziadkowi jako legioniście - miejscowość Swobódka czy Słobódka). Podobno ledwo co dom wyszykowali to w grudniu 1940 przyszli Rosjanie i kazali się pakować. Najpierw była wycieczka do Krasnojarska a później do Barnauł (miejscowość Kosicha). Podczas tamtejszego pobytu zmarła tam jedna siostra ale pomimo ciężkich warunków babcia rosjan zawsze wspominała jako życzliwych i dobrych ludzi. Mieszkali tam w drewnianych chatach i babcia opowiadała, że jak było -50 to się nie szło do pracy. Wrócili transportem na Dolny Śląsk w 1946 roku poza tymi, którzy zginęli na wojnie (najstarszy brat i ojciec i w/w siostra). Mamy gdzieś spisane wspomnienia przed śmiercią wspomnienia - niestety ale dość krótkie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
edekstary
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 2
Nr użytkownika: 83.337

Konrad
Zawód: student
 
 
post 2/08/2013, 23:12 Quote Post

Mój pierwszy post będzie właśnie opowieścią o mojej rodzinie smile.gif

Rodzina od strony mojego taty (tzn. jego mama urodzona w 1939, jej rodzeństwo i rodzice) mieszkali w okolicach miejscowości Równe. Przed wojną moja prababcia w czasie uroczystości żydowskich pracowała u Żydów jako osoba, która przygotowuje im posiłki czy zapala świece do uroczystości (tego dnia nie wolno im było samodzielnie wykonać żadnej czynności).
Podczas rzezi wołyńskiej cudem uniknęli śmierci: jeden ze znajomych Ukraińców poinformował mojego pradziadka o tym, że jest już lista nazwisk rodzin, które mają być zamordowane tej nocy, wśród nich była właśnie moja rodzina. Dzięki pomocy Niemca, u którego pracował pradziadek podczas wojny, i który pozwolił im się skryć na strychu, przeżyli. Ich dom spaliła Ukrainka, będąca ich sąsiadką. Pradziadek powiadomił również o liście nazwisk swoją siostrę, udało się jej wyprawić w podróż tylko dzieci, sama wraz z mężem została zamordowana. Nie wiem ile w tym prawdy, ale z opowieści babci, jej kuzyn trafił chyba do Armii Andersa i dokonał odwetu na Ukraińcu, który to zrobił. Poprosił dowódcę o zatrzymanie się w okolicy, ten sam dał mu broń. On poszedł wieczorem do miejscowości, znalazł Ukraińca i go zastrzelił.
Mój pradziadek z kolei został wcielony do wojsk radzieckich. Podczas Powstania Warszawskiego wraz z wojskami stał tuż przed Wisłą, czekając na rozkaz. Zmarła siostra mojej babci opowiadała kiedyś historię, którą przekazał jej ojciec, jakoby miał uratować powstańca, uciekającego przed represjami. Pradziadek zastrzelić miał on radzieckiego żołnierza i pozwolić uciec powstańcowi.
Po wojnie zostali przesiedleni na Małą Wieś Górną. Jeszcze przez jakiś rok, czy dwa razem z nimi mieszkała Niemka i jej córka. Dopiero po tym czasie władze kazały się im wynieść. Bodajże w latach 70, czy 80 raz potomkowie tej Niemki odwiedzili mojego, jeszcze wtedy żyjącego, pradziadka.

 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
Bezwet
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 2
Nr użytkownika: 89.562

Zawód: uczeñ
 
 
post 1/03/2014, 13:52 Quote Post

Moja babcia wraz z rodzicami mieszkała pod Lwowem. W 1941r. Rosjanie zamordowali jej ojca. Po wojnie mieszkała przez jakiś czas u rodziny pod Krakowem, później na Mazurach, a następnie razem z mamą, czyli moją prababcią zamieszkała na Dolnym Śląsku.
 
User is offline  PMMini Profile Post #21

     
wicliff
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 454
Nr użytkownika: 66.639

 
 
post 2/03/2014, 19:15 Quote Post

Wspomnienia dziadka, ze strony rodziny mojego ojca:

Między 17 a 19 września 1939r do Oszmiany wkroczyli Sowieci (tam mieszkali dziadkowie). Zaczęły się wyłapywania burżujów, inteligencji i innych elementów politycznie podejrzanych. Dziadek, wraz z kolegą w październiku 1939 postanowili uciekać na Litwę (motocyklem). Po drodze do Wilna zostali zatrzymani przez rosyjski patrol, który ograniczył się do zrabowania im motocykla, poczym puścił wolno – w dalsza drogę udali się pieszo. W okresie od 1939 do 1941r. przebywał na terenie Wilna (gdzie uczęszczał na tajne szkolenie wojskowe, prowadzone przez byłych oficerów i podoficerów polskich), Kiejdan, Puszczy Kowieńskiej. Po wybuchu wojny niemiecko – radzieckiej, wrócił do Oszmiany i brał czynny udział w strukturach konspiracyjnych AK (współpraca m.in. z oddziałami „Tura”- późniejsza 8 Oszmiańska Brygada AK). Na wiosnę (?) 1944r dostał rozkaz zaprzestania dotychczasowych działań konspiracyjnych i przejście do czynnej walki zbrojnej. Ostatecznie w lipcu, w okolicach Wilna, grupa w której był dziadek została otoczona przez oddziały rosyjskie, rozbrojona i odprowadzona do Miednik.
„Rozlokowano nas pod gołym niebem w ruinach zamku i na gołej ziemi. Po czterech dniach przybył oficer w polskim mundurze z oficerem sowieckim i przemawiał do nas w języku polsko – rosyjskim, często trudnym do zrozumienia. Namawiał do wstępowania do wojska – prawdopodobnie chodziło o wojsko polskie pod dowództwem sowieckim. (…) Wielu naszych się naradzało, a kilku nawet się zgodziło. Wyprowadzono ich oficjalnie za mury zamku, nakarmiono i mieli czekać na odbiór przez komisje wojskową, jutro rano. W czasie ich wymarszu, pozostali żołnierze wyzywali ich od zdrajców, sługusów sowieckich, kacapów. (…) Nazajutrz budzi nas świt i radosna nowina. Ci co wczoraj poszli, aby wstąpić do polskiej dywizji [Berlinga?], pod osłoną nocy uciekli w niewiadomym kierunku. A więc to nie byli zdrajcy i sługusy.(…) Po paru dniach przybył pułkownik sowiecki, mówiąc też łamaną polszczyzną – nie namawiał – lecz oznajmił, że pojedziemy do ZSSR na przeszkolenie i tak się stało. Uformowana kolumna pod konwojem uzbrojonych bojcow ruszyła w stronę stacji kolejowej Oszmiana. Przed ruszeniem, jeden z oficerów oznajmił groźnie: W pachodzie nie lzia adstawać, ani adchadzić w bok. Strelajem bez uprażdżenia. (…) Marsz w upał był męczący. Kurz spod nóg wzmagał pragnienie. Od czasu do czasu słychać było strzały. Były to strzały do naszych ludzi, którzy próbowali uciec lub padali ze zmęczenia.”
Na stacji załadowano więźniów do więziennych wagonów (nie towarowych) i oddano pod „opiekę” NKWD.„Chciało się pić. Było duszno i parno. Prosiliśmy o wodę. Żołnierz, który nas pilnował powiedział: a wy co dacie na wymianę[po rosyjsku]? Pieniędzy – rubli nie mieliśmy, natomiast dobrze byliśmy ubrani. Buty oficerki, ładne mundury, bielizna, cywilne ubrania. Skoro tak, dobre buty za dzbanek wody [powiedział NKWD-dzista].” Czwartego – piątego dnia zaczął się głód, bo skończyło się jedzenie, które mieli ze sobą więźniowie. Po wielu prośbach otrzymali mocno solone ryby, problem w tym, że nie mieli już zbyt wiele na wymianę by dostać wodę…
W sierpniu 1944r dotarli do Kaługi. Wyładowano ich na jakiejś stacyjce, kazano się umyć, ogarnąć, przewietrzono wagony i lekko je uprzątnięto, po czym załadowano z powrotem do wagonów i przewieziono do koszar w Kałudze. „O ironio losu! Przywitano nas orkiestrą. Jakiś oficer przywitał nas po rosyjsku, mówiąc; witamy Was w Sowieckim Sojuzie. Po przeszkoleniu pójdziecie na front bić faszystów.” Jak to w wojsku, pobyt zaczął się od „umundurowania” przyszłych gieroji, co w praktyce oznaczało oddanie tego, co pozostało z własnej odzieży do magazynu i otrzymanie w zamian starych ubrań żołnierskich i podniszczonych butów na podeszwie z opon samochodowych. Następnie podział na plutony i drużyny, oraz rozpoczęcie szkoleń prowadzonych przez rosyjskich oficerów i podoficerów. Z początku oczywiście ćwiczenia odbywały się bez broni, po kilku dniach wydano stare karabiny rozmaitego typu i pochodzenia, co i tak nie miało większego znaczenia, albowiem były bez zamków, a byli i tacy, co otrzymali zamiast karabinu makiety z drewna…
Po dwóch tygodniach pobytu na Kałudze rozpoczęły się ucieczki, które z czasem przybierały na sile. Nie pomagało straszenie sądem wojennym za dezercję, pokazywanie złapanych uciekinierów (tak fikcyjnych, jak i prawdziwych) - ucieczek przybywało - niewielu było w tym obozie chętnych do walki pod rosyjskim przywództwem. Ostatecznie wszystkich zapakowano z powrotem do wagonów i wysłano – tym razem w okolice Wołogdy na wyrąb lasów. Wołogda, a ściślej jakaś polana w środku lasu w okolicach Wołogdy, przywitała ich deszczem. Pobyt rozpoczęli od budowy ziemianek. Na konstrukcję ziemianki składały się grube bale i żerdzie, które przynosili sami z lasu na plecach, całość zaś była obkładana ziemią i darnią na grubość do 50cm. W ziemiance, w której był też mój dziadek, na środku stał prawdziwy rarytas -piec zrobiony z dużej blaszanej beczki z rurą.
„Początkowo pracowaliśmy po 8 godzin dziennie. Obiad składał się z 200g chleba, zupy „szczy”; kapusty parę listków i paru kartofli na 100l kocioł wody. Na kolację była kawa i 150g chleba. Kiedy już nauczyliśmy się piłować drzewo, stawiać kubiki – wyznaczono akord 12 kubików dziennie (…) Wyrobienie ponad normę, zwiększało ilość kaszy na obiad. Ludzie wypruwali z siebie żyły, by zdobyć więcej jedzenia. Kiedy normy zostały przekroczone, podniesiono je o 2m. Ci którzy nie wyrabiali normy, mieli obniżone racje chleba.” Później normy zostały podniesione do 16m , a głównym zajęciem więźniów, oprócz wycinki drewna, było zdobywanie pożywienia.
1945r - Pomimo ogłoszenia kapitulacji przez Niemcy nie było mowy o zwolnieniu kogokolwiek do domu. Dziadek wraz z najbliższymi kolegami, decydują się na ucieczkę, do której dochodzi 2-go listopada. Uciekają w piątkę. Już na drugi dzień muszą się rozdzielić ze względu na rozpoczętą, pobliską obławę (do obławy na nich włączyli się zaalarmowani kołchoźnicy)– każdy ucieka sam. Dziadek omija wszystkie miejscowości, raz tylko ryzykuje i wchodzi do chałupy położonej na odludziu, gdzie otrzymuje pomoc w postaci jedzenia i krzesiwa (chyba Rosjanie). Po ponad miesięcznej wędrówce decyduje się po raz drugi wejść do wsi i natyka się na wojskowy patrol. „Było to wojskowe gospodarstwo. To był mój zasadniczy błąd. Byłem już tylko 7Km od stacji kolejowej na linii Moskwa – Mińsk. Gdybym ominął jeszcze tę wieś – w przeciągu paru dni byłbym w Oszmianie – w domu. Był to feralny 13.12.”
Dziadek wraca do obozu, do wycinki drewna ale pod specjalnym nadzorem. W styczniu cały ten obóz zostaje zwolniony do Polski, oprócz złapanych uciekinierów. Dziadek za ucieczkę otrzymuje dodatkowe 10 lat i wywożą go do Mołotowska, do obozu karnego dla więźniów. Tam byli już nie tylko polityczni, ale i zwykli kryminaliści, z którymi były wieczne zatargi, z morderstwami w obozie włącznie (jako polityczny i do tego nie Rosjanin byłeś gorszy) . Na szczęście była tez i grupa 18 Polaków – twardych, otrzaskanych w różnych lasach, zdesperowanych i trzymających się bezwzględnie razem ludzi. Grupa zdecydowanych ludzi dawała możliwość przetrwania – szczególnie w licznych konfliktach z rosyjskimi kryminalistami.
Na początku marca 1948r wywieziono wszystkich Polaków z tego obozu do Archangielska, gdzie było już kilkuset Polaków z innych obozów. „13-go kwietnia 1948r znaleźliśmy się w Terespolu. Po przykrych przejściach z UB, rozjechaliśmy się w różne strony.”


Wszelkie cytaty pochodzą ze spisanych przez mojego dziadka wspomnień po powrocie do Polski. Jak wiem z relacji Babki, która nie została aresztowana, Ci którzy zgodzili się na współpracę i zostali wypuszczeni, rzeczywiście dali w nocy „nogę”. Był to najlepszy moment na ucieczkę. Do zamku (miejsca zgrupowania więźniów) cały czas dowożono ludzi, więc ostatecznie kolumna, która szła do stacji kolejowej była bardzo duża.
Gdy dziadek rąbał drzewo na Wołogdzie, do domu babki przyszli żołnierze. Kazali się spakować i iść precz. Babka wraz z prababcią i małym dzieckiem udały się na tereny Polski centralnej, a następnie na Pomorze Zachodnie – cały dobytek stanowiło to, co udało zmieścić się na wózku.

Uzupełnienie o charakterze kuriozalnym:
Dnia 21 lutego 1948r (zatem chwilę przed powrotem dziadka), prababcia wystosowała pismo do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie, w którym zwraca się z prośbą o „łaskawe przyczynienie się do tego, by – dane osobowe – wywieziony wraz z innymi do Rosji, przebywający w Mołotowsku, mógł wrócić do Polski” [cyt. Na podst. kopi pisma wystosowanego do urzędu. Zwraca uwagę zrozumiałe unikanie sformułowań – więzień, skazany, były żołnierz itp.].
Dnia 13 lipca 1948r otrzymuje pismo z Wydziału Społeczno – Politycznego z odpowiedzią: „(…) ponieważ działalność Polsko – Radzieckiej Komisji Repatriacyjnej została zakończona, przeto podanie to może być załatwione jedynie osobiście przez petenta w Ministerstwie ziem Odzyskanych w Warszawie (…) z podaniem i dokumentami, stwierdzającymi polskie obywatelstwo osób chcących wrócić do kraju (…) Koszta manipulacyjne, tłumaczenie, opłaty skarbowe i legalizacja wynoszą około 4000zł.”
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #22

     
jackomusik
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 37
Nr użytkownika: 20.815

Aron
Zawód: Student historii
 
 
post 24/05/2014, 11:49 Quote Post

QUOTE(Alexander Malinowski2 @ 14/05/2013, 16:52)
Czy to jest ta wioska "Nimaschchliba", którą po 1945 przemianowano na Chlebowo, bo teraz chleba już nie brakuje?

QUOTE(jackomusik @ 16/06/2011, 12:42)
wiosce Chlebów niedaleko Cybinki.


*



Na mapie z 1937 roku (WIG) Chlebów to Klebow, a Niemaschkleba to dzisiejsze Chlebowo smile.gif Szukałem też jak to jest przedstawione na Wikipedii i nie radzą tam szukać informacji na temat obu miejscowości, bo to jest wszystko pomieszane smile.gif

Link do mapy: http://www.mapywig.org/m/WIG_maps/series/1..._Odra)_1933.jpg

PS. Zrobił się z tego strasznie fajny wątek, czekam na więcej historii! A ja w wolnym czasie "zaktualizuję" historię przesiedlenia swojej rodziny, gdyż przez ten czas odkryłem masę nowych faktów, przygód i informacji z tym związanych, a także odnalazłem zaginioną rodzinę (potomstwo brata pradziadka), którą moi krewni widzieli ostatnio na Kresach przed wysiedleniem.

 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 7.047
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 21/02/2018, 14:44 Quote Post

Stary temat. Ale ma może ktoś jakieś inne opowieści kresowe?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #24

     
jugend
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 12
Nr użytkownika: 105.297

Stopień akademicki: magister
 
 
post 7/02/2020, 13:11 Quote Post

Chętnie przeczytałbym (i myślę, że nie tylko ja!) więcej Kresowych opowieści. Zachęcam forumowiczów do podzielenia się swoją historią.
 
User is offline  PMMini Profile Post #25

2 Strony < 1 2 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej