Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
12 Strony < 1 2 3 4 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Wojna secesyjna - dowódcy
     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.516
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 9/08/2006, 12:01 Quote Post

Alku!
Obrodziło ostatnio nowymi subforami, ale czy powstanie takowe i o wojnie secesyjnej, to się jeszcze okaże. Dziękuję za uznanie mnie za osobę godną pełnienia obowiązków moderatora, ale ja sam swojej kandydatury póki co nie zgłaszałem.
Odnośnie typów w kategorii "Najbardziej przereklamowany dowódca wojny między stanami" uważny czytelnik moich postów w dziale "Wodzowie epoki postnapoleońskiej" znajdzie dwie wyraźne kandydatury.
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=785&st=15
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #16

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 9/08/2006, 20:12 Quote Post

Ale jak sam widzisz Stonewallu, teraz musisz szukać wątków po różnych subforach, a tak mielibyśmy wszystko w jednym worku sleep.gif

Z podanego linku wnioskuję, że twoje typy to Grant i JEB.
Pal licho JEBa, bo za nim nie przepadam, ale odniosę się do Granta.
Dawno temu myślałem, że był on raczej przeciętnym dowódcą, ale gdy poczytałem o kampaniach, w których brał udział to zmieniłem zdanie.
Teraz mam do niego duży szacunek. Donelson i Henry to jedna z kluczowych kampanii wojny. Zdobywając te forty Grant rozłożył na łopatki całą linię obronną konfederatów na zachodzie, nie mówiąc już o wyeliminowaniu na kilka miesięcy paru tysięcy nieprzyjacielskich żołnierzy i zdobyciu stolicy stanu Tennessee. Vicksburg - to była kampania! Następnie Grant pomógł uporządkować rzeczy po klęsce pod Chickamaugą i jako głównodowodzący sięgnął po kolejny triumf pod Chattanoogą. I wkońcu gdyby nie on to Meade i spółka gonili by się z armią Lee po centralnej Wirginii pewnie przez następne 2 lata.
Jak Grant już raz chwycił Lee to nie popuścił i zgodnie z obietnicą zakończył wojnę na wschodzie.

Ja uważam Granta i Lee za dwóch najlepszych generałów wojny secesyjnej. Nie ma co się spierać który był lepszy bo operowali w różnych warunkach.

Heh, widzę że miała miejsce ostra dyskusja. Ja kiedyś też byłem zagorzałym zwolennikiem Konfederacji, ale cieszę sie, że mi to już przeszło. I choć choć nadal jestem pro-CSA to jednak szanuję każdego dobrego żołnierza, nie ważne pod którą flagą walczył wink.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #17

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.516
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 9/08/2006, 21:22 Quote Post

Alku!
Szacunek szacunkiem, ale chodziło mi o Josepha Johnstona, czyli dowódcę na wyższym stanowisku od Stuarta. O Jebie, i to raczej w innym tonie, pisałem w dziale "Kawaleria w czasie wojny secesyjnej".
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #18

     
korten
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.633
Nr użytkownika: 1.663

 
 
post 10/08/2006, 1:11 Quote Post

O..O, widze ze przybyl mi sojusznik w sporze o to kto byl lepszy Lee czy Grant.Moze nawet nie lepszy , ale bardziej rozumial czas i strategie 2 giej polowy XIX wieku.Mimo calej swej blyskotliwosci Lee to postac anachroniczna- we wlasnych oczach nowe wcielenie George'a
Washingtona.Otoczony malym sztabem -bardziej przyjaciol niz podkomendnych- traci powoli panowanie nad wielkim polem bitwy.Nie ma kto formulowac rozkazow (wlasnie dyskutujemy o tym w poscie getysburskim).Jego przeciwnik dyponuje doskonala maszyna milelaca rozkazy ,usuwajaca tych ktorzy nie potrafia ich wykonac, ale tez tych ktorzy nie maja dostatecznej inicjatywy.
Wojna secesyjna jest pewnego rodzaju starciem starego romantycznego widzenia wojny z nowym pragmatycznym.Z jednej strony rycerz na bialym koniu z drugiej okopy o pelnym profilu (jak w czasie Wielkiej Wojny),gwintowana bron,granaty reczne oraz posiadajace "skrzydelka"
dla wiekszej celnosci,pojawiaja sie szybkostrzlne karabiny z magazynkami, bron maszynowa (Requa i Gatling).Nad glowami pojawiaja sie balony obserwacyjne (pogardzane przez konfederatow).Jak pisze
col.Teodore Lyman w swoich wspomnieniach "Meade Hedquartere" jankesi probuja prymitywne miotacze ognia.Na polu bitwy pojawia sie tez
"devilish contrivance which none but a Yankee could devise"- czyli zasieki z drutu kolczastego.Niefortunny dowodca artylerii poludniowej
z pod Gettysburga domaga sie uzycia "stink-shells" czyli gazow bojowych.
Jesli chodzi o Johnstona,Jacksona czy Stuarta to ich legenda narodzila sie w chwili smierci (na polu chwaly).Los oszczedzil im Appommatox czy pozniejszych wzajemnych inkryminacji w czasie Lost Cause
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 10/08/2006, 21:04 Quote Post

QUOTE
Jesli chodzi o Johnstona,Jacksona czy Stuarta to ich legenda narodzila sie w chwili smierci (na polu chwaly).Los oszczedzil im Appommatox czy pozniejszych wzajemnych inkryminacji w czasie Lost Cause


Taak, szkoda trochę Longstreeta, bo przez kilkanaście lat musiał się zmagać z fanatycznymi obrońcami straconej sprawy. Gdyby zginął pod Wilderness to byłby pewnie przez nich wielbiony jak taki Stuart.
Wiecie, że pierwszy pomnik Lonstreeta odsłonięto dopiero kilka lat temu, o ile się nie mylę było to w '98 w Gettysburgu.
Wspomniano o sztabach - Longstreet miał bardzo dobrych sztabowców, chyba jeden z najlepszych sztabów jaki miano podczas tej wojny.
 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.516
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 11/08/2006, 10:27 Quote Post

Szanowni Przedmówcy!
Sztab Longstreeta znakomitym sztabem? Na jego czele stał bardzo młody człowiek, który nigdy przed rokiem 1861 nie służył w wojsku - Moxley Sorrel. Czytając jego pamiętniki ("At the Right Hand of Longstreet") nie trudno się nie zgodzić ze współczesnym wojnie secesyjnej generałem austriackim, Ludwigiem von Benedekiem (bohaterem spod Solferino i wodzem naczelnym spod Sadowy), że główną kwalifikację sztabowca stanowi silny układ trawienny (podle doświadczeń amerykańskich dodać można jeszcze silną głowę, ale ona jest przecież pochodną owego układu trawiennego i paru jeszcze innych funckji organizmu, ale tu zaraz Korten może zacząć mnie poprawiać, więc w szczegóły nie wchodzę).
Szkoda Longstreeta? Myślę, że gdyby Stary Piotr nie wykurował się z ran odniesionych pod Wilderness, to dopiero powstałaby mitologia! Obaj główni podwładni Lee zabici przez własnych żołnierzy! Obaj w tych samych lasach! Stracona Sprawa obciążona fatum! Longstreet kolejnego kamyka do budowy owego obrazu wojny, takiego w wymiarze greckiej tragedii, nie dołożył. Pana Jamesa podziwiano w armii za umiejętność panowania nad sytuacją nawet w chwilach, gdy świat wydawał się zaraz legnąć w gruzach (bitwy wydawało się, że lada chwila zostaną przegrane, a tu Longstreet żartuje sobie w najlepsze, mówiąc do dowódcy, który utracił swój oddział, żeby się nie martwił, bo on jemu i jego pozostałym dwóm żołnierzom zaraz znajdzie odpowiednie miejsce w szyku). Wtedy 6 maja 1864 roku, gdy rozniosła się wieść o zranieniu Longstreeta, nastrój przygnębienia ogarnął żołnierzy (no bo i kto by im teraz pozwolił spać do południa? - jak to się Longstreetowi zdarzało pozwalać; kto im pozwoli grać w gry hazardowe? - przecież Lee tępi przejawy hazardu, poza hazardem bitewnym, i jedynie protekcja Starego Piotra pozwala żołnierzom na prawdziwie męskie rozrywki). Ci, którzy byli wówczas przy wodzu I korpusu, trwali w przekonaniu, że Longstreet długo nie pożyje (pomylili się o bagatela... 40 lat). W szeregach szerzyła się zresztą pogłoska, że ukochany generał już przeszedł do tamtego świata. Major Robert Stiles, jeden z tych urodzonych na Południu, ale wychowanych na Północy młodzieńców (w roku 1861, jak potem wspominał, 9 na 10 przyjaciół miał pośród Jankesów), którzy poszli się bić pod chorągwiami Konfederacji, postanowił na własne oczy przekonać się, jak sprawy stoją. Dosiadłwszy konia zrównał się z ambulansem wiozącym rannego dowódcę. Po chwili oficer zajrzał do środka. 40 lat później wspominał, iż nigdy Longstreet nie prezentował się tak wspaniale, jak wtedy, kiedy przyszło mu walczyć ze śmiercią. Stiles widząc zmagania wodza był przekonany, iż, tak jak na polu walki najczęściej bywało, zwycięzcą znów będzie Longstreet.
Stary Piotr nie zginął tamtego majowego dnia, co zubożyło legendę Straconej Sprawy o jeszcze jednego martwego bohatera i przysporzyło jeszcze jednego kozła ofiarnego. Wzbogaciło jednak legendę samego Longstreeta, który tym samym wygrał kolejną bitwę - tym razem z kulami swoich żołnierzy. Pan James miał nadal wyznaczać ducha Armii Północnej Wirginii - jeszcze w kwietniu 1865 roku hamując zapędy Lee do kapitulacji (nie dziwi więc, że gen. Edward P. Alexander, bliski współpracownik Longstreeta, chciał, aby walkę dalej prowadzić na sposób partyzancki). Legenda trwała i trwała historia, historia człowieka dążącego swoimi własnymi ścieżkami - historia człowieka, który w 10 lat po wojnie secesyjnej z bronią w ręku walczył przeciwko dawnym konfederatom, historia Południowca dowodzącego uzbrojonymi Murzynami, na ulicach Nowego Orleanu zmagającymi się ze wznoszącymi "rebel yell" mężczyznami będącymi niegdyś jego towarzyszami broni. To historia człowieka, który pośród okrzyków kiedyś mu bliskich i przyjaznych znów będzie broczył krwią, krwią rozlaną przez jego ziomków. On, bohater Konfederacji, w roku 1874 stanie naprzeciwko uzbrojonych mas rozjątrzonych Południowców, walcząc niczym w oblężonej twierdzy. Znów, jak pod Manassas i nad Chickamauga, z wysokości końskiego grzbietu będzie dowodził w prawdziwej bitwie. I znów wszystko wokół będzie wydawał się legnąć w gruzach. I ten krzyk, "rebel yell", który kiedyś wznosili jego ludzie, teraz będzie okrzykiem wymierzonym w niego samego i jego czarnoskórych milicjantów. To do niego bedą strzelać dawni konfederaci i to strzelać celnie.
Ten człowiek, który znał smak wojny - wojny bratobójczej, wojny która zabrała mu trójkę dzieci, a jego samego uczyniła na poły inwalidą, zawoła już wkrótce: "Nigdy więcej wojny"! On, generał, żołnierz z tylu bitew, stanie się rzecznikiem pacyfizmu. Marzeniem Longstreeta stanie się świat bez wojen, bez przemocy. Będzie śnił o chwili, gdy wszystkie armie tego świata odłożą karabiny, gdy przestaną wreszcie być potrzebne. W roku 1898, gdy Amerykanie histerycznie będą domagać się wojny z Hiszpanią, on jako jeden z nielicznych będzie nawoływał do uspokojenia nastrojów, do rozmów, do wyciągnięcia ręki do zgody. Na łamach prasy powołując się na swoje wojenne wspomnienia będzię wołał: "Dzieci, kochajcie jedno drugie"! Bo takim też był człowiekiem James Longstreet.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #21

     
korten
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.633
Nr użytkownika: 1.663

 
 
post 11/08/2006, 13:24 Quote Post

Jesli mowimy o sukcesach to nie zapomnijmy o porazkach, mianowicie
o Seven Pines i Knoxville. Jesli Seven Pines to raczej brak doswiadczenia i wybranie zlej drogi ,to Knoxville (przeciw Burnside'owi) jest chyba jego najgorsza bitwa.Takze nie popisal sie
w czasie walk o Lookout Valley.Jesli chodzi o Seven Pines to razem z Josephem Johnstonem zwalili wine za niepowodzenie na gen. Benjamina Hughera.
Gen. Lee prawdopodopnie wyzej cenil Longstreeda niz Jacksona o czym moze swiadczyc "seniority list of lieutenant generals".Longstreed otrzymal promocje na to stanowisko 9 pazdziernika 1862 (Stonewll 10)
co dawalo mu starszenswo.
Jesli chodzi o powojenna kariere to na pewno nie pomoglo Longstreedowi jego czlonkostwo w parti Republikanskiej w odroznieniu od wiekszosci Poludniowcow ,ktorzy wspierali Demokratow,oraz uczestnictwo w tzw Federal reunion 1881 w Gettysburgu, gdzie dal sie sfotografowac w gronie bylych generalow Unii.Innym "punktem ujemnym"
w oczach poludniowcow byla jego przyjazn z Grantem datujaca sie jeszcze od West Point.
Jak bardzo Poludniowcy nie cierpieli Longstreeda moze swiadczyc fakt
ze jego pierwszy monument powstal dopiero w 1998 roku i to w Gettysburgu.
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.516
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 11/08/2006, 14:50 Quote Post

Kortenie!
Parę moich uwag do Twojego postu.
Po pierwsze - Seven Pines, dnia 31 maja 1862 roku.
Ustalili historycy amerykańscy, jak to tam w końcu było? Tyle się pisze o zmianie marszruty przez Longstreeta, ale tak często zapomina o tym, co poprzedziło bitwę. Bitwę poprzedziła burza, której wspomnienie napełniało żołnierzy większym przerażeniem, niż większość krwawych starć wojny secesyjnej. Skoro mogło zalać obóz i pozrywać mosty, to czy i w tak podmokłym tam zazwyczaj terenie nie było kolejnych utrudnień? Stary Piotr i potem przejawiał tendencję do zmiany wcześniej ustalonych tras, ale burzę i jej skutki również należy brać pod uwagę.
Po drugie - Knoxville.
Spojrzenie na operacje w rejonie owego miasta z perspektywy sztabu Longstreeta polski czytelnik znajdzie w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie ("At the Right Hand of Longstreet" Moxleya Sorrela).
Po trzecie - starszeństwo stopni.
Stary Piotr był już wcześniej starszym generałem-majorem od Starego Jacka, więc zachowanie tej kolejności w przypadku rang generałów-poruczników nie powinno dziwić. Pamiętać należy, że w zasadzie brak wyraźniejszych dowodów na faworyzowanie przez Lee Longstreeta względem Jacksona (wielbiciele tego ostatniego oczywiście twierdzą, że to Stonewall był ulubieńcem - pamiętajmy jednak, że pan Robert był człowiekiem z natury powściągliwym, ukrywającym swoje emocje i rzadko kiedy ronił łzę czy brał kogoś w objęcia, uściski względem Longstreeta po bitwie pod Sharpsburgiem świadczyły o wielkich emocjach, jakie wtedy targały siwobrodym wodzem). Przy awansach ważniejsze było zdanie prezydenta Konfederacji, Jeffersona Davisa, niż wodza Armii Północnej Wirginii. Jeff tymczasem wyżej rzeczywiście cenił Longstreeta, którego chciał na początku 1862 roku przenieść do Doliny Shenandoah, by ten zastąpił tam Jacksona. Lee przedstawiając Starego Piotra do awansu jesienią owego roku w zasadzie nie musiał swej prośby motywować, gdy tymczasem przy przedstawieniu Starego Jacka nastąpiła litania pochwał (wedle miłośników Stonewalla wyraz uznania dla ich idola, wedle innej szkoły jedynie próba przełamania sceptycyzmu prezydenta).
Po czwarte - przynależność Longstreeta do Partii Republikańskiej.
W objęcia republikanów Starego Piotra wepchnęli sami zagorzali obrońcy Konfederacji. W roku 1865 w oczach władz federalnych Longstreet był osobą "spaloną" - najgorszy wróg, któremu obok Davisa i Lee nie należy się żadne przebaczenie. Tymczasem jedna z gazet nowoorleańskich zapytała szereg ważnych osobistości o ich zdanie na temat przyszłości. Każda z nich miała napisać artykuł dla owego tytułu radząc współrodakom, co czynić po przegranej wojnie. Zapytano i Longstreeta - ten więc usiadł i napisał, że trzeba pracować, budować, odbudowywać, rozwijać handel, przemysł, postawić na nogi rolnictwo, przywrócić miastom gwar targów itp. Napisał, że nie zrobi się tego wszystkiego bez zgody władz okupacyjnych, więc należy pójść na kompromis i podzielić się władzą z Murzynami. Jak redaktorzy to przeczytali, to, za przeproszeniem, szlag ich chciał trafić. Nie tego się spodziewali od generała armii Konfederacji! Myśleli, że będzie wezwanie do konsolidacji białego społeczeństwa Południa wobec "kolorowego zagrożenia", apel do oporu, o walkę w imię utraconych przywilejów itp. Artykuł przeczytali, ale go nie opublikowali. Napisali natomiast, że Longstreet to szelma, zdajca, sługus Jankesów, miłośnik Murzynów itp. Nie napisali, dlaczego Longstreet odradza opór i zaleca umiar oraz spokój. To wystarczyło, by pan James stał się pariasem, którego na ulicy omijali z daleka dawni znajomi (IV władza pokazała swój pazur). Ostracyzm trwał jakieś dwa czy trzy lata - aż w końcu chcący działać na rzecz poprawy doli Południa Longstreet uznał, że za rządów dawnego znajomego Granta będzie mógł to czynić pod szyldem Partii Republikańskiej (złośliwi twierdzili, że to nie chęć służenia społeczeństwu, ale żądza zaszczytów popchnęła Starego Piotra w objęcia republikanów). Dla wielbicieli Starego Południa szokiem największym było jednak to, że Longstreet gotów był przeciwko nim walczyć z bronią w ręku, ustawiając wokół ważnych budynków nowoorleańskich czarnoskórych milicjantów, by ci powstrzymali zbrojną rewoltę Białej Ligi. To już nie był nawet "carpetbagger", ale "renegat" prowadzący "czarnuchów" do boju przeciwko "patriotom" z owej Białej Ligi.
Po piąte - "federal reunion".
Z tego, co powyżej napisałem, wynika, że zdjęcia z generałami Unii na kombatanckim zjeździe raczej niewiele już mogły dodać do złej opinii o Longstreecie, jaką miała część Południowców. Były one zresztą wynikiem nowej filozofii, jaka napełniała pana Jamesa, od kilku lat gorliwego katolika, rzecznika pojednania narodowego i wyrzeczenia się przemocy w stosunkach miedzyludzkich. Nie on jeden zresztą miał takie nastawienie. Generał Daniel H. Hill, który w swoich oficjalnych raportach wojennych nie zapominał nigdy, by przy nazwisku dowódcy federalnego pochodzącego z Południa nie dopisać słowa "odszczepieniec", "zaprzaniec", czy jakbyśmy go nie tłumaczyli na język polski; w owym czasie pisał o braciach i przyjaciołach, których podzieliła wojna, pisał, ze wszyscy oni to Amerykanie, i że dobrze, iż podział narodu przezywciężono, bo przecież skutki wojny secesyjnej i secesji mozna łatwo przełamać, czego nie można uczynić względem wojny francusko-niemieckiej, bo ta była wojną dwóch narodów, a wojna secesyjna to wojna braci - więc koniec ze wzajemną nienawiścią.
Po szóste - honory względem Longstreeta.
Kortenie! To, że pomnik w Gettysburgu postawiono zastępcy Lee dopiero w roku 1998 akurat świadczy na niekorzyść Północy, niż Południa. Dodajmy, iż nie uzyskał on tzw. "rozmiarów heroicznych", czyli dwakroć większych od naturalnych rozmiarów człowieka - jest mniejszy od innych analogicznych pomników gettysburskich (od razu zapowiedziano, że kolejnych pomników konfederatów nie będzie, bo ponoć nie ma kto ich konserwować). W latach 30 XX wieku powstał portret Starego Piotra, który miano eksponować w muzeum w Gettysburgu, ale tam Longstreet okazał się mieć status "persona non grata", więc obraz powędrował na Południe, gdzie pokazywany jest do dziś w ramach parku historycznego bitwy nad Chickamauga.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 11/08/2006, 15:28 Quote Post

QUOTE
Sztab Longstreeta znakomitym sztabem? Na jego czele stał bardzo młody człowiek, który nigdy przed rokiem 1861 nie służył w wojsku - Moxley Sorrel.


Przecież to nie ma żadnego znaczenia jeżeli ktoś jest dobry, a Sorrel BYŁ dobrym sztabowcem.

Pisząc, że szkoda Longstreeta, miałem na myśli sytuację w jakiej znalazł się po śmierci Lee.
Jak już wspomniano związał się on z republikanami i dla bojowników Lost Cause był Judaszem i zdrajcą. Dopóki żył Lee, nikt nie odważył się wychylić z szeregu, ale po jego śmierci zaczęto atakować Longstreeta pisząc różnorodne bzdury i podważając jego dokonania na polach bitew. Pochodzące z tego okresu teksty i opinie autorstwa osób takich jak Early, Pendelton czy stabowcy Lee: Venable, Long, Taylor (cała piątka to główni członkowie kliki anty-Longstreetowskiej) radzę traktować z dużym przymróżeniem oka. Np. historia Earlego o tym jak to Longstreet miał rozpocząć atak o świcie 2 lipca pod Gettysburgiem. Longstreet nie był łagodnym barankiem i zaczął opdowiadać na wszystkie oskarżenia i z czasem tak już go to wszystko denerwowało, że nieraz sam pisał głupoty, narażając się na kolejne ataki.

Jubal Early był najgorszą glizdą. Przykładowo publicznie stawiał opinię, że odpowiedzialne za opóźnienia w ataku drugiego dnia mogą być tylko dwie osoby – Lee lub Longstreet. Oczywiście w tym czasie Marse Robert był postrzegany jako nietykalny i nieomylny więc odpowiedź była jasna.

Early to nawet samego Granta wyprowadził z równowagi, gdy publicznie zaczął podważać jego dowodzenie w kampanii w Wirginii oraz podawać nierealne dysproporcje sił.
Podobno dlatego, ta część pamiętników Granta która dotyczy zmagań w Wirginii zawiera kilka nieprawiedliwych opinii odnośnie Lee i jego armii, ale powstało to właśnie pod wpływem oszczerstw Earleago. Kiedyś czytałem świetny artykuł na ten temat.

QUOTE
Jesli mowimy o sukcesach to nie zapomnijmy o porazkach, mianowicie o Seven Pines i Knoxville.


Przecież nikt nie mówi że Longstrret był idealny. Wszyscy dobrze wiemy, że tylko Jackson zawsze wszystko robił jak należy LOL laugh.gif

Generale Longstreet, pamiętamy Pańskie decydyjące ataki:

- równina Manassas – 30 sierpnia 1862
- Chickamauga – 20 września 1863
- Wilderness – 6 maja 1864

Salute!
 
User is offline  PMMini Profile Post #24

     
Nico
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.938
Nr użytkownika: 3.969

 
 
post 1/09/2006, 20:48 Quote Post

Co do Knoxville wydarzyła się tam inna przykra sprawa. Longstreet zwalił winę za niepowodzenie na generała McLawsa i zarządał sądu wojennego dla niego. Sąd ten skończył się "a vindication of McLaws and a humiliation of Longstreet". (Lee`s Letters, III, 373)

Z innych jego niepowodzeń to operacje w Północnej Karolinie i Południowej Wirginii na wiosnę 1862 roku.

Jako samodzielny dowódca, Longstreet całkowicie się nie sprawdził.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #25

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.516
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 2/09/2006, 12:12 Quote Post

Szanowny Przedmówco!
Małe sprostowanie - operacja wojsk Starego Piotra na pograniczu Karoliny Północnej i Wirginii miała miejsce wiosną roku 1863, a nie 1862. W owym czasie od zwycięskich bitew konfederaci na Wschodzie potrzebowali bardziej żywności i paszy, a jedno i drugie zdołali zgromadzić podkomendni Longstreeta. Przypominam także, iż jedną z dwóch dywizji Armii Północnej Wirginii, które Stary Piotr powiódł na tamte tereny, dowodził wyraźnie przez Ciebie faworyzowany gen. John B. Hood.
Myślę, że przyjdzie i czas na omówienie działań oddziałow Longstreeta we wschodnim Tennessee.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #26

     
Nico
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.938
Nr użytkownika: 3.969

 
 
post 2/09/2006, 13:37 Quote Post

Racja, wiosna 1863 roku.
Zgadza się, jedną dywizją dowodził Hood, była to jedna z najlepszych dywizji tego korpusu. W skład jej wchodziła sławetna 'Teksańska Brygada', której pierwotnym dowódcą również był Hood.

Furaż napewno była potrzebna, ale czy aż dwie dywizje musiały zbierać zaopatrzenie?

Historyk D.S.Freeman opisywał Longstreeta tak:
"Slightly below middle height, broadshouldered and somewhat heavy in his prime....Essentially a combat officer...an almost ideal corps commander...[he] did not posses the qualities necessary to successful independent command, and his skill in strategy was not great."

Dictionary of American Biography

Niedługo będe miał książke 'Lee`s Lieutenants', to coś więcej napiszę.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #27

     
The General
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.970
Nr użytkownika: 19.808

 
 
post 3/09/2006, 20:36 Quote Post

Mnie to Longstreet wkurzył gdy dywizję Hooda powierzył Jenkinsowi, a nie Law'owi, pomimo odmiennych oczekiwań większości żołnierzy...
 
User is offline  PMMini Profile Post #28

     
Nico
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.938
Nr użytkownika: 3.969

 
 
post 3/09/2006, 20:47 Quote Post

Hmm, a czy Law był lepszy od Jenkinsa? Przecież generał nie może się sugerować tylko popularnością. Są jeszcze kompetencje.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #29

     
Stonewall
 

VII ranga
*******
Grupa: Przyjaciel forum
Postów: 2.516
Nr użytkownika: 15.117

Marcin Suchacki
Stopień akademicki: magister
Zawód: pisarz
 
 
post 3/09/2006, 21:10 Quote Post

Szanowni Przedmówcy!
Odnośnie relacji między Micahem Jenkinsem i Evanderem Lawem polecam pamiętniki Moxleya Sorrela, szefa sztabu w korpusie Longstreeta. Rzucają one ciekawe światło na tę sprawę. W Polsce można je znaleźć chociażby w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie.
Alku! Pzrypominam o tym, iż nie jesteśmy w obozie wojskowym tylko na szacownym forum historyków, wiec to, co zrobił Ci Longstreet, możnaby określić inaczej.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #30

12 Strony < 1 2 3 4 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej