Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Seria z kotwiczką, Wielka Wojna na morzach i oceanach
     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.867
Nr użytkownika: 98.326

Stopień akademicki: Korvettenkapitan
Zawód: Canis lupus
 
 
post 16/02/2016, 11:09 Quote Post

Niedawno czytałem Lowell Thomas Rycerze głębin

user posted image

https://historia.org.pl/2012/02/09/%E2%80%9...owell-recenzja/
http://portal.strategie.net.pl/index.php?o...azek&Itemid=112
http://www.ubootwaffe.pl/recenzje/ksiazki/.../rycerze-glebin

- książka w kształcie wywiadów z asami U-bootów z okresu WWI. Napisana przez jankesa i wydana pierwotnie w 1928. Czyta się świetnie z perełką na czele gdy Lothar von Arnauld wspomina jak jedna z torped wycelowanych i wystrzelonych z wrogiego op (francuskiego) przeleciała ... nad pokładem pomiędzy kioskiem a działem U-35 I wszystko byłoby fajnie gdyby nie jeden mankament. Autor na każdym kroku (regularnie, tak co 10 stron) ciągle przypomina jacy rycerscy byli kapitanowie U-bootów. Nie należę do tych, którzy po czynach kilku zbrodniarzy miałbym oceniać kapitanów niemieckich o.p. z okresu WWII jako zbrodniarzy. Tym bardziej tych z WWI bo tu naprawdę takich sytuacji było liczonych na palcach jednej ręki. No ale nie można doprowadzać czytelnika do wymiotów...





 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
Halsey42
 

Dauntless Wildcat Avenger
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.908
Nr użytkownika: 63.420

Tomasz Borówka
 
 
post 20/02/2016, 19:35 Quote Post

QUOTE(Gajusz Mariusz TW @ 16/02/2016, 11:09)
Czytałem Rycerze głębin http://ecsmedia.pl/c/rycerze-glebin-b-iext29360945.jpg  - książka w kształcie wywiadów z asami U-bootów z okresu WWI.
*


Książki Lowella Thomasa nie sposób uznać za złożoną z wywiadów (wywiad z Weddigenem? wink.gif ). Już prędzej to zbiór reportaży.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.867
Nr użytkownika: 98.326

Stopień akademicki: Korvettenkapitan
Zawód: Canis lupus
 
 
post 27/02/2017, 12:56 Quote Post


Tym razem książka autorstwa jednego z asów U-bootów kajzera: Roberta Morahta Wilkołak mórz. U-64 poluje na wroga.
https://de.wikipedia.org/wiki/Robert_Moraht

user posted image
https://histmag.org/Robert-Moraht-Wilkolak-...a-recenzja-2485
http://www.ubootwaffe.pl/recenzje/ksiazki/...poluje-na-wroga

Po lekturze mam nieodparcie wrażenie że autor za wiele chciał zmieścić na niewiele ponad 120 str. Chociażby pierwsze artyleryjskie spotkanie ze statkiem-pułapką zmieścił na 1/3 strony! (a format książki to nie bynajmniej A4). Gdy jakiś wątek nabiera tempa już mamy szybkie zakończenie i startuje kolejny. Do minusów zaliczyłbym jeszcze, mimo że książka powstała w 1933, częste powtarzający się opis jak to marynarze z topionych statków serdecznie pozdrawiali załogę U-boota i życzyli dalszych sukcesów... rolleyes.gif Jeżeli w przypadku Skandynawian czy Hiszpan mogłem to jakoś przyjąć, to w przypadku Jankesów, już oficjalnie prowadzących wojnę z Niemcami, po prostu mnie rozbawiło. Ciekawy jest też fragment gdy autor przyznaje się do wywieszania bandery austrowęgierskiej (większość służby pływał we Flotylli Pola) co nie jest zaskoczeniem dla znawców, lecz kilka słów wyjaśnienia czytelnikom należało się. To raczej niecodzienna praktyka na morzach i oceanach...

Podsumowując, w jakiś sposób rozczarowanie. Do U-333 Ali Cremera http://ecsmedia.pl/c/ali-cremer-u-333-b-iext35881448.jpg daleko. sad.gif

Pozdrawiam!

Ten post był edytowany przez Gajusz Mariusz TW: 6/07/2019, 17:02
 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.867
Nr użytkownika: 98.326

Stopień akademicki: Korvettenkapitan
Zawód: Canis lupus
 
 
post 3/10/2017, 13:09 Quote Post

Miałem plany wziąć coś innego, lecz lektura Północnego Atlantyku 1914-18 Tomasza Fijałkowskiego, gdzie było sporo odniesień do U-38 Maxa Valentinera sprawiła że ta ostatnia znalazła się w moich rękach.

user posted image
http://www.ubootwaffe.pl/recenzje/ksiazki/...kladzie-u-boota

Cóż, wydana pierwotnie w 1934 w moich oczach bije wspomnieniowe prace niemieckich podwodniaków IIWŚ wydanych jeszcze podczas jej trwania pod kątem jak to było miło i przyjemnie. Do tego jeszcze wrócimy. Na początku mamy dramatyczny opis ratowania uwięzionych w zatopionym jeszcze przed wojną U-3. Wciąga, lecz wzmianka jakoby oficer z okrętu ratowniczego, którym był sam autor, przypomniał sobie że jego jednostka jest w suchym doku dopiero gdy dotarł do portu jest słabo przyswajalna... Kolejnym wartym wspomnienia epizodem jest spotkanie z Tirpitzem i wyciągnięcie wniosku ze wspomnianej przez admirała anegdoty o Nelsonie (sławne przyłożenie lunety do oczodołu podczas bitwy pod Kopenhagą) co miało dać wolną rękę kapitanom U-bootów w kwestii niestosowania się do rozkazów zabraniających atakowania alianckiego frachtu bez ostrzeżenia. W Kaiserliche Marine? Hmmm... dry.gif Teraz zajmiemy się fantazjami Valentinera na temat nieograniczonej wojny podwodnej (ta kwestia przewija się cyklicznie do końca książki), a że pisał mając wiedzę na temat ilości U-bootów jak i ich możliwości (ilość wyrzutni torped, część jeszcze z silnikami benzynowymi - sam zaczynał na... ratowanym przez siebie kilka lat wcześniej właśnie benzynowym U-3) co możemy sądzić o takim fragmencie?:

QUOTE
Gdyby nas posłuchano i wody wokół Anglii zakwalifikowano jako obszar blokady i zatopiono wszystko (gość nie ograniczał się  smile.gif - GMTW), co by pokazało się na horyzoncie, wówczas inni nie byliby na nas tak wściekli, jak są teraz. Nasze okręty podwodne mogłyby w pierwszych dniach wojny spokojnie niszczyć dziennie milion ton ( rolleyes.gif ). Gdybyśmy mogli wszystko bez przeszkód zatapiać, każdy okręt mógłby załatwić dziennie trzydzieści statków ze stu tysiącami ton.


Cóż, zapewne za podstawę tych obliczeń wziął swój rekordowy rejs z sierpnia 1915 roku na tytułowym U-boocie U-38.
user posted image

Wówczas podczas 25 dni zatopił 25 statków handlowych oraz 5 jednostek rybackich o łącznej pojemności aż 71389 BRT! I do tego wrócił z patrolu z dwoma ładunkami wybuchowymi (na 12 zabranych), 20 (na 430 zabranych) pociskami 88mm i jedną (!) torpedą (na 7 zabranych). Sam ten fakt jest najlepszym dowodem ze autor nie był przeciętnym podwodniakiem, lecz trudno to brać jako podstawę do wcześniejszych obliczeń. Zresztą sam do owych 100000BRT mimo całego szacunku do osiągnięcia, nawet się nie zbliżył. A co dopiero 30 jednostek... dziennie! Kolejny fragment który nawet trudno skomentować, pozostawiam to Wam:

QUOTE
Tego samego wieczoru zatapiam jeden duży parowiec z ładunkiem pszenicy, pochodzącej z Australii. Przekazuję kapitanowi list do angielskiej przyjaciółki, którą poznałem przed wojną podczas Tygodnia Kilońskiego. Pomyślałem, że dziewczynie, której ojciec był angielskim admirałem i której wszyscy bracia służyli w marynarce wojennej, będzie miło otrzymać kilka ciepłych słów z życzeniami, żeby jej ojciec i bracia przeżyli wojnę. Kto wie - myślałem - co ci Anglicy o nas myślą. Kobiece serca są, przynajmniej na wojnie, bardziej obiektywne niż męskie. 


Przed rejsem na M. Śródziemne wspomina:

QUOTE
Nadszedł czas pożegnań. Ostatni dzień zostawiliśmy dla siebie. Zrobiliśmy sobie piknik na zielonej trawce. Bez kobiet, oczywiście. Dla dam było to wyjątkowo bolesne, ponieważ moi ludzie byli kawalerami.


Jeżeli zrobił tak faktycznie swoim ludziom, to zastanawiam się czy mimo małżeństwa (o którym wspomina) nie był czasem innej orientacji. No i ciekawe co myśleli o tym pomyśle marynarze którzy w swoim towarzystwie spędzali całe tygodnie i miesiące. biggrin.gif O mentalności autora świadczy także fragment o aspekcie traktowania kapitanów statków które miały na pokładzie działa z artylerzystami Royal Navy.

QUOTE
Mógłbym wyśmiać starszego mężczyznę. Mógłbym go też kazać rozstrzelać. On, jako kapitan, był panem na statku i nie musiał się godzić na zamontowanie tej armaty na jego pokładzie.


Nawet we wspomnianych drugowojennych, propagandowych wspomnieniach takiego kierunku myślenia nie wyczytałem. W innym fragmencie czytamy:

QUOTE
To szybkie poddanie się wydało mi się trochę za szybkie. Parowiec spuścił również dwie łodzie na wodę. Gdy to zobaczyłem, kazałem przygotować granatów i rozkazałem "strzelać szybko", chociaż na maszcie holenderskiego statku powiewała białą flaga. Było to nikczemne z mojej strony - kazać strzelać do neutralnego statku. Ale taki właśnie byłem - bez serca!


Faktem jest że okazało się iż faktycznie był to Q-ship (dla świeżaków - statek-pułapka), ale jak sam pisze Valentiner, miał tylko takie podejrzenia. To wystarczyło. Z drugiej strony po doznanych stratach dowódcy U-bootów byli ostrożni, jak widzimy aż do podejścia "najpierw strzelam, później pytam kto idzie". Kolejny ciekawy fragment to:

QUOTE
Niemiec różni się od pozostałych narodowości tym, ze nie czuje żadnej nienawiści do innego narodu. Niemcowi łatwiej niż obywatelowi innego kraju przychodzą do głowy humanitarne myśli. To ze niemieccy żołnierze walczyli na wszystkich frontach tak długo, i ze walczyli przeciwko ludziom, do których nie odczuwali właściwie żadnej wrogości, jest tylko dowodem ich wielkiej miłości do ojczyzny


Cóż tu dodać. smile.gif Niekiedy opis działań bojowych także ma wiele do życzenia ze względu na logikę. Choćby na str 128 gdy zaatakowano konwój na M Czarnym złożony z 3 parowców, torpedowca i kontrtorpedowca. Po storpedowaniu jednego z frachtowców, U-38 wynurza się na powierzchnię i w pościgu za uchodzącymi dwoma pozostałymi ostrzeliwuje je z działa. Wszystko ok, ale z jakiegoś powodu wspomniany torpedowiec i kontrtorpedowiec rozpłynęły się w nicość... unsure.gif

Inny humanitarny obraz działań autora wyłania nam się wtedy gdy wynurzony U-38 dostał się nagle pod ostrzał baterii ustawionej na "plaży kąpieliska w Sakri".

QUOTE
To było lekkomyślne z ich strony. Podczas ostrzału ani jeden pocisk nie spadł w naszym pobliżu, a przecież ci którzy strzelali mogli się przecież spodziewać ze nie zostawimy ich w tej sytuacji w spokoju. Odpowiedzieliśmy szybkim ogniem z naszej 10,5cm armaty. Mieliśmy lepszy sprzęt. Niebieski kolor naszej łodzi różnił się niewiele od niebieskiego koloru morza, więc zapewne utrudniał on wrogowi wstrzelenie się. Położenie baterii było dla nas wyśmienite. Wkrótce wstrzymała ona ogień. Jeżeli hotele zostały zniszczone przez nas ostrzał, to muszą one podziękować za to tym "mądrym" żołnierzom którzy ustawili na plaży swoją armatę. Kobiety zostały przez nas na szczęście wcześniej ostrzeżone, by udały się w bezpieczne miejsca.


Tak? Ciekawe w jaki sposób. Dali znaki dymne? blink.gif Przedostatni cytat:

QUOTE
Deszcz bomb posypał się na mnie. Przyzwyczailiśmy się już do detonacji tak bardzo, ze nie robiły na nas już żadnego wrażenia.


Tu znowu przebił swych kolegów z DWS. Na koniec coś co najbardziej wzbudziło mą ciekawość we wspomnianym na wstępie HB-eku i było najważniejszym powodem sięgnięcia po tą "kotwiczkę". Wyznanie iż:

QUOTE
Zrezygnowałem świadomie z pierwszego miejsca listy rekordów zatopień


Że co? I dalej:

QUOTE
Gdybym jednak pozostał na Morzu Północnym, być może zrobiłbym więcej dla mojej ojczyzny, niż polując na wrogie okręty na Morzu Śródziemnym, czy Czarnym.


Rejs na M. Śródziemne czy Czarne to nie widzimisię tylko rozkaz, więc czemu niby świadomie? Po drugie, akurat gdy wstrzymywano się z nieograniczoną wojna podwodną na Atlantyku rzeź frachtu na Morzu Śródziemnym trwała w najlepsze. To właśnie działalności na nim (jak i rekordzista Arnauld de la Perrier) autor powinien być wdzięczny jeżeli chodzi o osiągnięty wynik liczony w BRT. Działalność na Morzu Czarnym była na pewno czasem "na diecie" ale to nie tłumaczy słów o świadomej rezygnacji. Tu chyba wyszło ego Valentinera w całej okazałości. Nie byłem pierwszy na liście? No bo mi się nie chciało...
user posted image

Ok, tak jak pisałem i przytaczałem przykłady: mimo niewątpliwie wspaniałych osiągnięć autora w swej profesji, książka jest przykładem lektury bardziej przygodowej niż dramatycznej. Co prawda Valentiner wspomina o oficerze który prosto z okrętu trafił do szpitala psychiatrycznego, w którym po 3 miesiącach zmarł. Ale występuje bardziej w roli wyjątku potwierdzającego regułę niż typowy przykład przeżyć pod pokładem.

Pozdrawiam!

user posted image
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.867
Nr użytkownika: 98.326

Stopień akademicki: Korvettenkapitan
Zawód: Canis lupus
 
 
post 31/01/2019, 17:33 Quote Post

Harold Auten Statki pułapki

user posted image

http://www.ubootwaffe.pl/recenzje/ksiazki/.../statki-pulapki

Autor był kapitanem kilku statków-pułapek, czyli tzw Q-boats (lub -ships), a że książka napisana raptem w rok po zakończeniu Wielkiej Wojny, niestety emocje widać na każdym kroku. Załogi U-Bootów oczywiście z reguły zabawiały się rozstrzeliwaniem rozbitków (rzecz jasna o przypadku U-27 i Baralonga nawet pół zdania nie znajdziemy). Najmocniejszą stroną przedstawianej pozycji, moim zdaniem, jest opis specyficznej służby na okrętach-pułapkach. Świadome narażanie się na atak o.p. plus powierzchowna wizualizacja jako zebrana z całego świata załoga starego trampa miała swój wpływ na codzienną służbę, lecz jak podkreśla autor, nigdy nie miała wpływu na dyscyplinę. Zapewne podwójny żołd także miał na to swój wpływ. Specyficzna służba tych okrętów polegała także na maskowaniu swego przeznaczenia wobec własnych portów i statków handlowych, choćby ze względu na niebezpieczeństwo agenturalne. Jak wspomniałem, książka powstała w 1919, więc autor bez ogródek używa określeń "handlarz używanych ubrań, naturalnie żydek" czy "pracowaliśmy jak murzyni". Bez ogródek wspomina także o swym służącym. Jeżeli chodziło tu po prostu o ordynansa, jasno wskazuje kim był ów żołnierz dla oficera Royal Navy AD 1919. Wracając do lektury. Śledzimy służbę Autena począwszy od otrzymania rozkazu latem 1915 by stawić się na pokładzie tajemniczego statku o nazwie Zylpha, gdzie miał objąć funkcję I oficera. Tam, jak się okazało, mając do dyspozycji 12 dni, dopiero co tworzona załoga miała przekonwertować stary węglowiec wraz ze stoczniowcami w nikomu bliżej nieznany wezwanym oficerom statek pułapkę. Nie mając żadnych przygotowanych planów (przynajmniej wedle autora) jednak wykonano rozkaz i wypłynięto w morze na łowy. Warto zaznaczyć (jak autor sam wspomina w dalszej części książki), że już bardziej planowe przeobrażenia kolejnych jednostek liczono w miesiącach. A więc śledzimy dokonania Zylphy, która wobec awarii steru, mogła zaistnieć w historii także jako sprawca staranowania Victory Nelsona! Później na pokładzie Heather, który jakoby wyciągał aż 20 węzłów(!) objął już samodzielne dowództwo. Kolejne dowodzenie statkiem pułapką to kierowanie Stock Force. Swoje wspomnienia Auten okrasza innymi walkami pomiędzy U-Bootami a statkami pułapkami. Na koniec, po ogłoszeniu zawarcia rozejmu, wykonywał rozkaz wpływania do portów z Londynem na czele by pokazać społeczeństwu Q-ships, co niezbyt spodobało się tak kapitanowi jak i załodze.

Jest trochę dziwnych opisów, jak na zawodowego oficera Royal Navy. Abstrakcyjnie brzmią fragmenty które opisują nieruchome U-Booty po wynurzeniu lub pływające wokół ofiary bez wychodzenia wachty na kiosk. Dalej. A to Niemcy wystawiają działo przed otwarciem ognia blink.gif, a to U-Booty (przynajmniej niektóre) posiadają aż dwie armaty przed... wieżą bojową (przypomnienie przez redakcję, iż tłumaczem był sam Mamert Stankiewicz stąd archaiczny język mimo wszystko wszystkiego nie wyjaśnia. Tak znany oficer w przypisie nie powinien nazwać Victory fregatą). Tak samo nie wiem co oznacza zapis "statki myśliwskie" które obok kontrtorpedowców i statków pułapek miały patrolować szlaki żeglugowe. Niezbyt logicznie brzmi także udawanie objęcia kursu prowadzącego do Scapa Flow (niby transport węgla) na wodach na południe od... Irlandii. Serio? Dokądkolwiek by płynął, kapitan U-Boota wytypowałby kilkadziesiąt innych portów do których potencjalnie płynął na tym akwenie nim miałby przyjąć akurat Scapa Flow jako port docelowy. Na wszystko kładzie się cieniem nienawiść do wroga, choćby:

QUOTE
Komendant łodzi podwodnej wychodził z wieży bojowej, zamierzając widocznie zamienić kilka słów z ludźmi z "oddziału popłochu", aby dla własnej zabawy posłać ich następnie przy pomocy karabinów maszynowych na łono Abrahama.


Auten rzecz jasna ani razu nie przytoczył takiego faktu, który mógł widzieć na własne oczy, lub który mógł się wydarzyć przy jakiejkolwiek innej okazji, a o którym miał wiedzę (z małym wyjątkiem, o którym za chwilę). Co nie przeszkadzało mu pisać co kilka stron że to typowe zachowanie załóg kajzerowskich U-Bootów. Jeden cytat oddaje całe nastawienie autora do przeciwnika:

QUOTE
Niemiec nie był zdolny do okazywania specjalnego miłosierdzia załodze statku, który go "oszukał". I nie zawahałby się posłać okręt na dno morza, a następnie wystrzelać ludzi na łodziach  ratunkowych. Należy zawsze pamiętać, że mieliśmy do czynienia nie z wrogiem cywilizowanym, lecz z hordą barbarzyńców, dla których wojna była po prostu usprawiedliwieniem mordu i gwałtu.


Jak wspomniałem, mimo kilku opisów zatopienia Q-Ship przez U-Boota, jakoś nie znalazł przykładu na swoje osądy choć raz wyraźnie się zagalopował. W opis podpływania U-Boota do szalupy "oddziału popłochu" by zdobyć informację o statku wkradło się zdanie: łódź zaczęła się zwolna posuwać za szalupą, która obecnie była pod ostrzałem z obu dział. Cały opis tej walki całkowicie zaprzecza tej wrzucie. Kolejnymi rażącymi opisami było popisywanie się przez autora wysokim morale załóg jego okrętów. Nawet przy celnym ostrzale, przy eksplodujących tu i ówdzie pociskach, załoga przyjmowała to "na wesoło". We wszystkim znajdując "komiczną stronę". Nie było sytuacji która nie powodowałaby na pokładzie wielką wesołość. Autor wyraźnie myli wysokie morale, esprit de corps z obłąkaniem.

Są także faktycznie zabawne fragmenty, jak te opisujące szkolenia "oddziału popłochu" który miał na oczach Niemców opuszczać jednostkę. Inny przykład to reakcja autora po odpowiedzi kandydata gdy szukano do załogi murzyna by tym bardziej uwiarygodnić w oczach Niemców, załogę jako międzynarodową zbieraninę cywilnego frachtowca:

QUOTE
Wyszedłszy na pokład, zbadałem murzyna i po krótkiej rozmowie, z której dowiedziałem się gdzie poprzedni służył, wyjaśniłem mu o rodzaj oczekującej go służby i spytałem, czy nie miałby  ochoty przenieść się na  Stock Force. Murzyn odrzekł, że przeniósłby się chętnie. Żeby jednak nie było żadnego nieporozumienia, powiedziałem mu jeszcze:
- Musicie być przygotowani na to, że zostaniecie storpedowani.
Na co ku memu zdumieniu odrzekł:
- Byłem już  na trzech storpedowanych statkach i nie sądzę, aby mi to zaszkodziło i tym razem. Torpedy mnie nie przerażają.
Taki człowiek był mi potrzebny gdyż był w swoim rodzaju sportowcem.


Inny przykład to coś dla forumowych kociarzy wink.gif :

QUOTE
Zapytałem go potem o wrażenia z tego wypadku
- Well, sir - powiedział - kiedy pan odszedł, leżałem spokojnie, widziałem odjazd "oddziału popłochu", ale jedyną rzeczą którą potem zapamiętałem, był czarny kot, uciekający przed siebie.
Jak się potem okazało, kota prawdopodobnie podrzucił wybuch i zasypał odłamkami, spod których udało mu się wydostać w samą porę, gdyż wody w tym miejscu szybko przybywało. Steward mógł zatem obserwować, jak kot wlazł na jakąś deskę, otrząsnął się starannie i, z nastroszoną sierścią i podniesionym ogonem, udał się ostentacyjnie i ostrożnie przez odłamki na suche miejsce.


Podsumowując. W odróżnieniu od nazw statków - pułapek U-Booty są oczywiście bez wyjątku anonimowe. Przynajmniej jedno opisywane zatopienie o.p. historia zweryfikowała negatywnie jak chociażby U-93 przez Prize. Trochę zaskakująca jest informacja o radiostacjach o małym zasięgu, które posiadały Q-Ships. Wobec zadań jakie im stawiano, to trochę zaskakujące. Autor trafnie ocenił przydatność statków - pułapek w kolejnym konflikcie. Mimo skuteczności w dopiero co skończonej wojnie, nie widział ich w przyszłości. Jak wiemy, miał rację. Choć US NAVY wystawiła, o ile dobrze pamiętam - 5 jednostek, to po zatopieniu jednej z nich, sama się z tego wycofała. Książka ma swoje mocne strony, jak ukazanie życia codziennego i ciężkiej służby na przerobionych starych statkach handlowych, czasami okraszonej dowcipem (choćby opisywana irytacja marynarzy zmienionych w przewodników dla cywili, podczas zwiedzania jednostki we wspomnianej wcześniej rundzie po portach Albionu tuż po zakończeniu wojny) i te słabe, które są podyktowane niczym nie skrywaną nienawiścią do przeciwnika. Może dlatego że przez tak długi czas jego macierzysta formacja okazała się tak bezsilna wobec twardego i skutecznego przeciwnika? Dużo sobie obiecywałem po lekturze, niestety zawiodłem się. 4/10.

PS Muszę o tym wspomnieć. Oprócz kilku fotografii i znakomitej okładki Jarosława Wróbla książkę zdobi 20 rycin Clausa Bergena które można by opisać słowami: z życia kajzerowskich U-Bootów. https://www.google.com/search?q=claus+berge...bih=886#imgrc=_
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
obodrzyta
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.452
Nr użytkownika: 88.774

Zawód: student historii Vr
 
 
post 31/01/2019, 23:33 Quote Post

QUOTE(Gajusz Mariusz TW @ 31/01/2019, 17:33)
Tak samo nie wiem co oznacza zapis "statki myśliwskie" które obok kontrtorpedowców i statków pułapek miały patrolować szlaki żeglugowe.



Te "statki myśliwskie" to klasa okrętów nazywana (od połowy lat 30-tych XXw) w polskiej flocie "ścigaczami okrętów podwodnych" (lub po prostu "ścigaczami").

Nazwa "ścigacz (o.p.)" jest prostym przekładem, od nazwy klasy "submarine chaser" [SC] stosowanej w US Navy od PWS.
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/comm...3f/USS_SC-2.jpg

Ale w wielu innych flotach nazwy tej klasy okrętów odnosiły się już do "myśliwego/polującego", stąd:
- Chasseur de sous-marins [Ch] w Marine Nationale
- U-Jagd-Boot [UJ] w Kriegsmarine (ale już inaczej jako U-Boot-Zerstörer [UZ] w Kaiserliche Marine)
- Ubåtjager w Norske Marinen
- Охотник за подводными лодками we flocie sowieckiej
- Ловец на подводници we flocie bułgarskiej
- Мисливець за підводними човнами w terminologii ukraińskiej
- Stíhač ponorek [!] w terminologii czeskiej

Ale to Royal Navy jako pierwsza na początku 1915r wprowadziła do służby taką klasę okrętów, nazywając je terminem o zupełnie innym znaczeniu jako:
- Motor Launch [ML]
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/comm...aunch_ML_59.jpg

Reasumując - tłumacz (sam Mamert Stankiewicz) "kombinował" z nazwą tej klasy okrętów całkiem nieźle, przy braku ówczesnego polskiego terminu tej klasy okrętów (tylko dlaczego statki a nie okręty?).

pozdrawiam

Ten post był edytowany przez obodrzyta: 31/01/2019, 23:46
 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.867
Nr użytkownika: 98.326

Stopień akademicki: Korvettenkapitan
Zawód: Canis lupus
 
 
post 1/02/2019, 0:34 Quote Post

@ obodrzyta tyskie.gif

Czyli jedną ww. uwagę uważam za bezprzedmiotową
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
obodrzyta
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.452
Nr użytkownika: 88.774

Zawód: student historii Vr
 
 
post 1/02/2019, 2:46 Quote Post

Do porównania.

Oryginalne I wydanie angielskie z 1919r zatytułowane:
"Q" BOAT ADVENTURES. The Exploits of the Famous Mystery Ships by a "Q" Boat Commander.
https://www.churchillbooks.com/detail.cfm?t...emNumber=205362
na fotce w linku powyżej jest widoczny reprint, oryginalna okładka była koloru szkarłatnego:
https://www.abebooks.com/servlet/BookDetail...11#&gid=1&pid=1

Oraz I wydanie polskie z 1932r ze zmienionym tytułem, jako:
"Statki - pułapki"
https://allegro.pl/oferta/statki-pulapki-ha...anio-6805757727

Ten post był edytowany przez obodrzyta: 1/02/2019, 3:03
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
Gajusz Mariusz TW
 

Ambasador San Escobar
********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 3.867
Nr użytkownika: 98.326

Stopień akademicki: Korvettenkapitan
Zawód: Canis lupus
 
 
post 4/07/2019, 17:47 Quote Post

Słów kilka po lekturze

Wilhelm Marschall Uwaga torpeda! Pal!

user posted image

https://historia.org.pl/2011/11/08/uwaga-to...chall-recenzja/
http://portal.strategie.net.pl/index.php?o...azek&Itemid=112

Pierwszowojenne wspomnienia Wilhelma Marschalla, jednego z najskuteczniejszych dowódców okrętów podwodnych Kajzera (Pour le Mérite), który dosłużył się stopnia admirała w IIwś. Napisana niedługo po wojnie miała zapewne m.in. ów cel - pokrzepić serca niedawno pokonanych Niemców targanych kryzysami politycznymi i gospodarczymi. Pierwszą rzeczą która charakteryzuje książkę to narrator w 1 os. l. mnog co robi dziwne wrażenie gdy czytamy fragmenty dotyczące bezpośrednio kapitana (my to załoga, on to kapitan). Druga to dość swobodne żonglowanie chronologią wydarzeń, którą możemy porównać z zamieszczonymi na końcu książki aneksami (z sylwetkami, podstawowymi danymi technicznymi oraz służbą obu U-Bootów którymi dowodził autor, a więc UC-74 i UB-105). To sprawia, że poszczególne epizody w kolejnych rozdziałach wydają się dość niespójne i chaotyczne.
Pierwszą uwagę mam już do wydawcy, który krótką notką o autorze otwiera książkę. Ten w swej karierze miał m.in. dowodzić "siłami okrętów pancernych", co jest dosłownym tłumaczeniem z niemieckiego panzershiff. Jednak w polskiej literaturze wojenno morskiej nie przyjął się ów przekład.
A sama lektura? Chwilami autora ponosi, gdy chcąc ukazać potęgę sztormu pisze że "niejedne drzwi prowadzące do kiosku zostały porwane przez wodę". Gdyby wyrwało włazy tam prowadzące, okręt skierowałby sie szybciutko do bazy, co nie miało miejsca. Podobnie dziwnie wygląda wspomnienie wpłynięcia na Morze Śródziemne. Dwa dni po tym wydarzeniu autor rzuca, że od... ośmiu długich dni nic nie pojawiło się na horyzoncie. Oczywiście to nie była IIwś, lecz w pustą Cieśninę Gibraltarską na wiosnę 1917 nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy. Pojawiają się także problemy z określeniem czasu. Podczas jednego z ataków alarmowe zanurzenie nastąpiło podczas pełnego dnia (załoga się opalała na pokładzie). Po wymanewrowaniu eskorty atak nastąpił w nocy, po czym po kilku godzinach UC-74 wynurzył się na miejscu ataku podczas... zapadającego zmroku. Lecz najsłabszymi fragmentami są wspomnienia reakcji niektórych załóg z zatapianych jednostek. Raczej wyssaną z palca opowieścią jest opis abordażu statku Benha. Otóż po poddaniu się statku kapitan wraz z załogą byli już w szalupach, lecz w czasie gdy załoga U-Boota plądrowała statek angielscy artylerzyści rozmontowywali dla Niemców działo (z którego przed chwilą do nich strzelali) a reszta załogi upiła się skrzynką whisky (przy czym autor nie wyjaśnia jak owa załoga znalazła się z powrotem na pokładzie). Podobnie odbieram reakcję załóg zatopionych greckich żaglowców. Ranni z Eleni, opatrzeni na pokładzie UC-74 "z wdzięczności całują Niemców po rękach złorzecząc Anglii", ci z Aghios Georgios "z ożywieniem machając dłońmi wykrzykują: Trzykrotne hurra dla Niemiec! Hurra, hurra, hurra!". Na tym tle załogi neutralnych bo hiszpańskich żaglowców kibicujące unicestwianiu ich alianckich odpowiedników prawie nie robią wrażenia. Trochę zaskoczyło mnie także określenie przez autora frachtowca Alessandria jako "duży czteromasztowiec". Całą masę ofiar U-Bootów podczas WWI stanowiły poczciwe żaglowce, ale tu chodzi o duży frachtowiec (8006 BRT). Kolejne zaskoczenie to dwukrotne storpedowanie płynącego samotnie brygu Strylianos o pojemności ledwie 389 BRT. Kolejnym przykładem budzącym zdziwienie to decyzja kontynuowania rejsu UB-105 wokół Europy na Morze Śródziemne po tym gdy po kolizji dziób UB-70 wyrywa w nim dziurę w okolicy dziobowej wyrzutni torped wielkości półtora na pół metra. Gdyby to stało się już na akwenach wód okalających Hiszpanię, nie byłoby żadnej sprawy, ale nie raptem 22 mile od Kilonii na początku rejsu. Chyba że uszkodzenie autor ciut podkoloryzował dla oddania heroizmu załogi i poświęcenia jej kapitana. A już do wojennej poezji zaliczam wyłapanie przez dowódcę "specyficznego świstu lecącej w wodzie bomby głębinowej". Trzeba jednak oddać że Wilhelm Marschall sam potrafi przyznać się we własnych wspomnieniach do błędu. Gdy czytamy o zatopieniu anonimowego frachtowca o "co najmniej 6500 tonażu" włącza się alarmowa lampka, gdyż zawsze nazwy ofiar są nam podane. Autor przyznaje, że dopiero 12 lat później dowiedział się co wtedy faktycznie zatopił, a ofiarą okazał się slup HMS Cowslip o wyporności zaledwie 1290 t. To i wpis autora z kwietnia 1938 pozwala stwierdzić, że tłumaczenie dotyczy późnego wydania tej pozycji.

Ok, jak zatem ocenić książkę jako całość? Każde wspomnienia są cenne, jednak okraszone zbyt naciąganymi scenami tym razem nie spowodowały szybszego bicia serca.
 
User is offline  PMMini Profile Post #9

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej