Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
9 Strony  1 2 3 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Polskośc Dolnego Śląska
     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 8/10/2008, 10:35 Quote Post

Nasunęła mi sie taka refleksja a propos polskości Śląska. Otóz panuje takie przekonanie, że Śląsk należał w czasach piastowskich do Polski, potem od niej odpadł na kilka stuleci i w zasdzie nie mial juz Polską nic wspólnego. Panuje równiez przekonanie, że w XII, XIII wieku miała miejsce na Dolnym Śląsku kolonizacja niemiecka i w zasadzie od tej pory Dolny Śląsk był już etnicznie niemiecki. Kiedyś tez tak myslałem ale okazało się byłem w wielkim błędzie. Swego czasu przeglądałem Atlas językowy Śląsk z końca XVIII wieku i okazuje się, ze okolice Wrocławia, Oławy, Strzelina, Trzebnicy, Olesnicy, Namysłowa były jeszcze wtedy polskojęzyczne. Tak naprawde germanizacja Dolnego Śląsk to w dużej mierze dopiero XIX wiek. Poza tym nie zapominajmy, że pierwsze zapisane polskie zdanie zapisano własnie na Dolnym Ślasku w klasztorze w Henrykowie a pierwsze polskie słowo drukowane wydrukowano we Wrocławiu. Oczywiście w roku 1945 Polska przejmowała Dolny Ślask całkowicie zniemczony ale nie dajmy sobie wmówić, że Śląsk odpadł od Polski w XIII wieku jak twierdza Niemcy i potem w zasadzie juz przez 700 lat był czysto niemiecki bo jest to wierutna bzdura.
 
User is offline  PMMini Profile Post #1

     
balum
 

Sągorsi
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.867
Nr użytkownika: 46.347

 
 
post 8/10/2008, 11:10 Quote Post

Wedle mej wiedzy, to w czasach piastowskich Śląsk był częsciej czeski niz polski. I owe słynne zdanie z Henrykowa jest po czesku.
Germanizacja elit i miast miał miejsce juz w wiekach średnich.
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 8/10/2008, 11:18 Quote Post

Śląsk był czeski od XIV wieku ale w sensie etnicznym czeski nie był nigdy. Co do germanizacji elit to zgoda, z miastami było juz trochę inaczej choc z pewnościa te wieksze Wrocław, Nysa, Świdnica, Legnica były niemiecie ale z tymi mniejszymi to juz było troche inaczej. Polska była jednak w dużej częsci wieś i to w wielu miejscach aż do XIX wieku. Elity faktycznie były w wiekszości niemieckie ale równoczesnie w wielu szkołach uczono po polsku, w kościołach były polskie kazania, drukowano polskie ksiązki. Ciekawe, ze na Dolnym Śląsku od średniowicza nastąpiła bardzo duża germanizacja Polaków natomiast na Górnym Ślasku granica językowa niewiele się zmieniła a w niektórych miejscach praktycznie w ogole się nie zmieniła jak okolice Prudnika czy Głubczyc.
QUOTE(balum @ 8/10/2008, 11:10)
Wedle mej wiedzy, to w czasach piastowskich Śląsk był częsciej czeski niz polski. I owe słynne zdanie z Henrykowa jest po czesku.
Germanizacja elit i miast miał miejsce juz w wiekach średnich.
*


 
User is offline  PMMini Profile Post #3

     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 8/10/2008, 11:22 Quote Post

Drobne uściślenie. Ślask od XIV wieku był czeski w tym sensie, że należał politycznie do Korony Czeskiej natomiast etnicznie nigdy czeski nie był.
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
yarovit
 

Lemming Pride Worldwide
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.685
Nr użytkownika: 22.276

Zawód: Radca prawny
 
 
post 8/10/2008, 12:02 Quote Post

Mam w domu reprint elementarza dla dzieci w drugiej połowy 18 wieku, Wydrukowany był w Żaganiu na użytek miejscowy. Jest dwujęzyczny - polsko-niemiecki.

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 12:10)
Wedle mej wiedzy, to w czasach piastowskich Śląsk był częsciej czeski niz polski.


Jeśli w sensie etnicznym, to bzdura. Jeszcze w pierwszej połowie 19 wieku polszczyzna wyraźnie dominowała na prawobrzeżu. Nawet w dalekim powiecie zielonogórskim Polacy stanowili około roku 1848 ciągle circa 40% ludności, a polski kościół w samej Zielonej Górze zamknięto odgórną decyzją administracyjną w ramach polityki germanizacyjnej. Setki miejscowości na całym Dolnym Śląsku miały nazwy zaczynające się od przymiotnika "Polnisch". Zmieniano je dopiero za Hitlera, bo burzyły samozadowolenie nazistów.

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 12:10)
I owe słynne zdanie z Henrykowa jest po czesku.


Nie bylo wtedy jeszcze języka polskiego i czeskiego, bo te rozeszły się jakieś stulecie później. Owo zdanie wypowiedziano w miejscowym dialekcie, który bardziej nawiązywał do tych z północy niż do tego z południa.
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 8/10/2008, 12:29 Quote Post

Dzięki za ten post yarovit. W czasach PRL-u karmiono ludzi nachalna propagandą podkreslająca odwieczne polski i wyłącznie polski charakter tych ziem. Po roku 1989 nastąpiło odwrócenie o 180 stopni i podkreslanie niemieckiej historii tych terenów. Do dzisiaj mozna usłyszeć i to z ust wykształconych wydawałoby się ludzi, że polskosc Dolnego Śląska to tylko wytwór komunistycznej propagandy. Ten twój elementarz z Żagania to najlepszy dowód na to, że to nieprawda. Masz rację z tymi okolicami Zeielonej Góry. Zupełnie zapomniałem o tych bardziej na północ połozonych terenach a przeciez to wówczas także był Dolny Śląsk. Z tego co pamiętam to w okolicach Zielonej Góry polskosc najdłużej utrzymała się nad Odrą w miejscowościach Bojadła i Zabór. Co do tego zdania to napisze tylko tyle, że językoznawcy i to zarówno polscy, niemieccy jak i czescy uważaja to zdanie za polskie choć na pewno nie jest to współczesna nam polszczyzna.
QUOTE(yarovit @ 8/10/2008, 12:02)
Mam w domu reprint elementarza dla dzieci w drugiej połowy 18 wieku, Wydrukowany był w Żaganiu na użytek miejscowy. Jest dwujęzyczny - polsko-niemiecki.

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 12:10)
Wedle mej wiedzy, to w czasach piastowskich Śląsk był częsciej czeski niz polski.


Jeśli w sensie etnicznym, to bzdura. Jeszcze w pierwszej połowie 19 wieku polszczyzna wyraźnie dominowała na prawobrzeżu. Nawet w dalekim powiecie zielonogórskim Polacy stanowili około roku 1848 ciągle circa 40% ludności, a polski kościół w samej Zielonej Górze zamknięto odgórną decyzją administracyjną w ramach polityki germanizacyjnej. Setki miejscowości na całym Dolnym Śląsku miały nazwy zaczynające się od przymiotnika "Polnisch". Zmieniano je dopiero za Hitlera, bo burzyły samozadowolenie nazistów.

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 12:10)
I owe słynne zdanie z Henrykowa jest po czesku.


Nie bylo wtedy jeszcze języka polskiego i czeskiego, bo te rozeszły się jakieś stulecie później. Owo zdanie wypowiedziano w miejscowym dialekcie, który bardziej nawiązywał do tych z północy niż do tego z południa.
*


 
User is offline  PMMini Profile Post #6

     
balum
 

Sągorsi
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.867
Nr użytkownika: 46.347

 
 
post 8/10/2008, 13:11 Quote Post

QUOTE(arnold @ 8/10/2008, 12:18)
Śląsk był czeski od XIV wieku
A czyj był, zanim go mieszko zdobył?
QUOTE
Polska była jednak w dużej częsci wieś
Wsie zakładane przez koloniistów niemieckich też?
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
yarovit
 

Lemming Pride Worldwide
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.685
Nr użytkownika: 22.276

Zawód: Radca prawny
 
 
post 8/10/2008, 13:34 Quote Post

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 14:11)
A czyj był, zanim go mieszko zdobył?


A ile lat ten epizod czeski trwał? Krótko, o ile rzeczywiście miał miejsce bo tego tak naprawdę na pewno nie wiemy. A wcześniej Śląsk należał do Wielkich Moraw, czyli według dzisiejszej nomenklatury - do Słowacji. A jeszcze wcześniej setki lat plemiona śląskie podlegały wyłącznie swoim naczelnikom. Skoro już to sobie powiedzieliśmy, to wytłumacz mi, jaki jest w ogóle sens Twoich wypowiedzi, które przypominają mi trochę bezsensowne gadanie o jajku i kurze. Jasne, że historia Śląska jest skomplikowana. Tyle, że my tu rozmawiamy o etnicznym obliczu Śląska, które do jego przynależności politycznej ma się nijak. Etnicznie czeski Śląsk nie był, nie licząc oczywiście skrawków tzw. Śląska Orawskiego. Słowiańska ludność tego obszaru uważana była za polską, o czym świadczą zarówno zachowane zabytki, liczne nazwy miejscowe (np. Polnisch Nettkow i setki innych "Polnischów") jak i sama nazwa tej ludności, bo nazywano ją Wasserpolen.

Nawiasem jeszcze mówiąc, to gdybym był purystą, wytknąłbym iż Śląsk do Czech nigdy nie należał. On podlegał koronie czeskiej, której podlegały dzielnice: Czechy, Morawy, Łużyce i Śląsk. Czechy w sensie średniowiecznym to kraina wokół Pragi, wyraźnie oddzielona od innych obszarów korony. Czechy-dzielnica miały analogiczną rolę co nasza Wielkopolska czy Małopolska. Tak poza tym to dziwi mnie, że nikt tu jeszcze nie udowadnia iż Łużyce są etnicznie czeskie. Zapewne przez to, iż nie należą dziś do Polski wypadają z listy powodów do samobiczowania i samoponiżania.
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 8/10/2008, 13:41 Quote Post

Owszem przed zajęciem przez Mieszka był przez pewien czas czeski ale plemiona zamieszkujące Śląsk były bardziej powiazane z Polanami niz Czechami i co może ważniejsze własnie w czasach przynależności do Polski ziemie te przyjęły chrzest, stworzono tam organizacje kościelną, bardziej ujednolicił się język itp. Sąd tez w późniejszym czasie pod Wrocławiem czy Zielona Górą kazania w kościołach głoszono nie po czesku tylko po polsku. Co do wsi kolonistów niemieckich to zauważ, że napisałem, że wieś była w dużej częsci polska. Nie napisałem wies była czysto polska, nawet nie napisałem w większosci polska, tylko dośc ostroznie w dużej częsci polska. Były takie tereny na Dolnym Ślasku jak na przykład Pogórze Sudeckie, które zgermanizowały się bardzo szybko własnie dzieki napływowi niemeckich kolonistów, były takie gdzie mieszkali i Niemcy i Polacy a były i takie gdzie zdecydowanie przeważała ludnosc polska jak generalnie prawie cały prawy brzeg Odry.
 
User is offline  PMMini Profile Post #9

     
balum
 

Sągorsi
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.867
Nr użytkownika: 46.347

 
 
post 8/10/2008, 15:11 Quote Post

QUOTE(arnold @ 8/10/2008, 14:41)
Owszem przed zajęciem przez Mieszka był przez pewien czas czeski
I potem też. Nawet cżęściej w średniowieczu był czeski niż polski.
QUOTE
ale plemiona zamieszkujące Śląsk były bardziej powiazane z Polanami niz Czechami
jak to wykażesz?
QUOTE
i co może ważniejsze własnie w czasach przynależności do Polski ziemie te przyjęły chrzest
Ze niby chrzescijańscy władcy z Pragi zostawili Śląsk pogański? Chrzest przyjęło juz państwo Wielkomorawskie, którego składowa był Śląsk. na Ślaśk mieszko chrześcijaństwa nie przyniósł.
QUOTE
, stworzono tam organizacje kościelną
To niby za panowania czeskiego nie było tu żadnej organizacji? Żadnej parafii?
QUOTE
Zielona Górą kazania w kościołach głoszono nie po czesku tylko po polsku.
Wiesz cos o jakims polskim kazaniu pod Zieloną Góra po polsku w wiekach średnich?
 
User is offline  PMMini Profile Post #10

     
yarovit
 

Lemming Pride Worldwide
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.685
Nr użytkownika: 22.276

Zawód: Radca prawny
 
 
post 8/10/2008, 15:54 Quote Post

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 16:11)
QUOTE(arnold @ 8/10/2008, 14:41)
Owszem przed zajęciem przez Mieszka był przez pewien czas czeski
I potem też. Nawet cżęściej w średniowieczu był czeski niż polski.


Pytanie na które coś nie lubisz odpowiadać - co to ma wspólnego z etnicznym obliczem regionu? Temat jest o okręgach, a Ty ciągle gadasz o kwadratach.

Zresztą nawet to co piszesz to nieprawda. Wystarczy policzyć lata.

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 16:11)
QUOTE
ale plemiona zamieszkujące Śląsk były bardziej powiazane z Polanami niz Czechami
jak to wykażesz?


Choćby tym, iż polskie panowanie było podejrzanie gładko przyjmowane przez miejscową arystokrację. I tym, iż zabytki językowe ze Śląska nawiązują do języka polskiego, a nie czeskiego. I tym iż nazwy miejscowe i nazwiska tubylców miały wyraźnie polskie oblicze. Wreszcie tym, iż osadnicy niemieccy nazywali ludność autochtoniczną "Polakami".

Wystarczy?

QUOTE(balum @ 8/10/2008, 16:11)
Wiesz cos o jakims polskim kazaniu pod Zieloną Góra po polsku w wiekach średnich?


Jeżeli jakieś kościoły nazywano "polskimi", to logiczne iż kazania w nich wygłaszano właśnie po polsku. W Zielonej Górze najbardziej znanym polskim kościołem był ten pod wyzwaniem Św. Trójcy położony w okolicach dzisiejszego Placu Słowiańskiego. Odgórnie zamknęły go i rozebrały władze pruskie. Oznacza to, iż nawet w głębokim 19 wieku żyli w mieście ludzie, którzy z własnej woli licznie przychodzili słuchać mszy (protestanckiej) i kazania po polsku.
 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 8/10/2008, 16:46 Quote Post

Chyba mylisz formalną przynależnośc do Korony Czeskiej z obliczem etnicznym Śląsk a to oblicze było mieszane polsko-niemieckie i w minimalnym stopniu czeskie w okolicach Opawy. Co do organizacji kościelnej to biskupstwo wrocławskie załozone zostało w czasach polskich. Jeśli chodzi o kazania polskie w kościołach katolickich czy protenstanckich to mamy świadectwa wizytacji poszczegolnych parafii w których często notowano, że np. ludnośc danej parafii mówi po polsku albo wyłacznie po polsku lub tez że w ogole nie zna niemiekciego itp. Są tez prace nimieckich uczonych Weinholda, Partscha i innych, którzy równiez potwierdzaja jeszcze pod koniec XVIII i na początku XIX wieku wieku polski charakter znacznych częsci Dolnego Śląska w tym najbliższej okolicy Wrocławia. O polskosci a nie czeskosci Śląska swadczy to, że nie było kazań po czesku tylko po polsku, nie drukowano druków religijnych po czesku tylko po polsku a dla Niemców też nie było wątpliwości, że ludnośc słowiańska na Śląsku to Polacy. Prawy brzeg Odry nazywano nawet polską stroną a lewy brzeg Odry niemiecką stroną. Nie do końca słusznie bo po lewej stronie Odry mieszkali tez Polacy a po prawej stronie Odry Niemcy ale takich nazw uzywano.
 
User is offline  PMMini Profile Post #12

     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 23/04/2009, 11:16 Quote Post

Ciekawe informacje mamy na temat stosunków językowych panujących na początku XIX wieku w okolicach Oławy i tak np. parafię ewangelicką w Laskowicach naczelnik powiatu oleśnickiego i superintendent Leehr, na podstawie jednej z wizytacji, określili w piśmie z 12 czerwca 1812 r. jako całkowicie polską. Polskość katolików potwierdził wynik ankiety przeprowadzonej w 1814 r. Jako polskie wsie wymieniała ona: Miłoszyce, Jelcz, Wojnowice, Jaszowice, Piekary, Nowy Dwór, Laskowice, Dębinę, Dziuplinę, Grędzinę i Chwałowice. Zapisano tam również: "W parafii Miłoszyce ludność zna częściowo język niemiecki, ale mówi się więcej po polsku. Pieśni i kazania są w języku polskim i niemieckim. W szkole obowiązuje niemiecki i polski."
Z kolei w roku 1824 zdesperowani przedstawiciele wielu okolicznych gmin, wystąpili z petycją do sprawującego urząd we Wrocławiu ewangelickiego radcy konsystorialnego Gassa, by zaprotestować przeciw zamiarowi ograniczenia liczby nabożeństw polskich w kościele parafialnym w Laskowicach. 11 grudnia 1824 r. w Piekarach petycję podpisali: w imieniu gminy Piekary - Mateusz Wieczorek, Filip Krusz, Gotfryd Tinzmann i Karol Riebz, w imieniu gminy Laskowice - Daniel Pohlit, Daniel Henschel, Jan Urban oraz Jan Malgut, w imieniu gminy Chwałowice - Maskos i Jan Główka, w imieniu Jelcza - Jerzy Dziallas i Konrad Mazur, w imieniu Dziupliny - Gotfryd Treska i Jana Lebe, w imieniu Dębiny - Gotlieb Reichel i Baltazar Ekert. Prośbę motywowano tym, że język niemiecki, w jakim odbywają się pozostałe nabożeństwa, zna niewiele rodzin. Grożono poza tym odwołaniem się do wyższej instancji. Odpowiedź była niemal natychmiastowa. Już 15 grudnia Gass przekazał sprawę władzom, pisząc równocześnie, że gmina jest w dwóch trzecich polska, a jej mieszkańcy, zwłaszcza kobiety zajmujące się głównie gospodarstwem domowym, nie znają języka niemieckiego. Na koniec stwierdził, że zbyt mały i stary kościół nie pozwala na przeprowadzenie żadnych zmian, ale z chwilą ukończenia budowy nowego i większego kościoła, nabożeństwa będą odbywać się tylko w języku niemieckim. Radca Gass nadmienił, iż obecnie nauczyciele niemieccy uczą tego języka w szkołach oraz częściowo prowadzą w nim naukę konfirmacji.

20 listopada 1825 r. podobną petycję sporządzili chłopi z Ratowic. Pisali, że nie znają języka niemieckiego, ponieważ "w Ratowicach mówiło się dawniej wyłącznie po polsku, a i w szkołach tak uczono." Jak zaznaczyli, uczą się języka niemieckiego dopiero od trzech lat, czyli od czasu, kiedy zatrudniono tam nauczyciela Hilbinga. Wspomniane podanie kończyło się wzruszającymi słowami: "Prosimy przeto jak najpokorniej, aby jednak zezwolono nam najłaskawiej, żeby dotychczasowe nabożeństwa w języku polskim mogły i na przyszłość odbywać się co niedziela, abyśmy w naszym ołtarzu mogli mieć wciąż jeszcze sposobność do doskonalenia się."

Znamy także wypowiedź pastora Baucha, tego samego, który poinformował parafian w grudniu 1824 r. o ograniczeniu polskich nabożeństw. W korespondencji z superintendentem Müllerem w Oławie w 1825 r. tak pisał: "W całej parafii nie znam mężczyzny, który wcale nie zrozumiałby języka niemieckiego, ale możliwe jest, że 50 - 60 kobiet wcale go nie zrozumie. Poza tym jest około 200 osób, które w życiu publicznym posługują się niemieckim, ale nie potrafią zrozumieć żadnego niemieckiego kazania. Jeżeli ograniczenie polskich nabożeństw zostanie jeszcze na kilka lat odwleczone, to w następstwie tego powtórzą się stare prośby o nie ograniczanie polskich nabożeństw. Gdyby w czasie polskich nabożeństw wprowadzić opłatę za miejsca w kościele, a w czasie niemieckich nie, jak to było dotychczas, to wtedy wielu opuściłoby wkrótce polskie nabożeństwa i chodziło tylko na niemieckie." Jak łatwo się domyślić, pomysł Baucha spotkał się z aprobatą superintendenta i władz prowincji we Wrocławiu. Teraz nabożeństwa polskie odbywały się po niemieckich (o godz. 10,00) w każde dwie niedziele pod rząd, a w trzecią niedzielę polskich mszy wcale nie było. Przebiegły pastor nie docenił jednak polskich chłopów. Przeliczył się, bo nie wziął pod uwagę, że nawet dla najuboższego człowieka są rzeczy święte i wartości cenniejsze od pieniędzy.

W pierwszy dzień świąt wielkanocnych 1826 r. cierpliwość i rozgoryczenie polskich chłopów ostatecznie się wyczerpały, gdy pastor rozpoczął liturgię niemieckimi słowami. Na Wielkanocny poniedziałek także nie przewidywano polskiego nabożeństwa, ponieważ według wprowadzonej zasady, od której pastor nie miał zamiaru odstąpić, kazania popołudniowe i msze w czasie świąt odbywały się co drugie święto wyłącznie po niemiecku. Dodajmy, że kazania wielkanocne w tym roku, po raz pierwszy wygłaszano wyłącznie w języku niemieckim. Zdesperowani chłopi opuścili kościół i ustalili, że jeszcze raz napiszą do władz prośbę o przywrócenie polskiego języka w czasie nabożeństw. Jeżeli i to nie odniesie skutku, wyznaczy się delegację z przedstawicieli gmin laskowickiego zboru, która będzie osobiście interweniowała u radcy konsystorialnego. Ponieważ niemiecki nauczyciel J. F. Esche odmówił pomocy w redagowaniu petycji, trzeba było szukać pomocy u kogoś odpowiedniego we Wrocławiu. Zadanie to zlecono Jerzemu Tresce (wiemy, że miał wtedy 46 lat), powszechnie szanowanemu, wolnemu zagrodnikowi z Nowego Dworu. Jerzy Treska dobrze znał Wrocław, ponieważ woził tam i sprzedawał olej wytłaczany w odziedziczonej po ojcu tłoczni. Odprowadzono go niemal do samych rogatek miasta. Tam znany Tresce właściciel zajazdu "Pod Polskim Panem Bogiem," dał adres niejakiego Plebana, starszego człowieka mieszkającego przy Kocim Zaułku, w trzeciej bramie od Nowego Targu, na trzecim piętrze. Usługa kosztowała 8 srebrnych groszy. Następnego dnia podanie zostało złożone w kancelarii rządu prowincji. Domagano się w nim przywrócenia dawnego porządku nabożeństw, ponieważ na 391 gospodarstw polskich przypadało tylko 46 niemieckich. Wymieniono także dokładnie stosunek gospodarstw polskich do niemieckich w poszczególnych wsiach. Wyglądało to następująco: w Laskowicach 71 polskich i 11 niemieckich, w Nowym Dworze 38 i 4, w Piekarach 40 i 4, w Dębinie 42 i 7, w Chwałowicach 36 i 4, w Dziuplinie Dużej 45 i 2, w Dziuplinie Małej 11 i 1, w Jelczu 32 i 5, w Ratowicach 58 i 7, w Wojnowicach 18 i 1. Dalej w petycji pytano, dlaczego dla garstki Niemców likwiduje się stare zwyczaje kościelne, dlaczego nabożeństwa polskie rozpoczynają się po niemieckich i przeciągają się niekiedy do drugiej po południu, co jest wyczerpujące dla starych ludzi, także dlatego, że przed komunią nie wolno nic jeść. Proszono także, żeby w jedną niedzielę rano odbywały się msze w języku polskim, a w następną po niemiecku. Napisano tam również: "...jesteśmy przecież tak samo ludźmi jak inni i dlatego chcemy żyć nie jak bezrozumne bydlęta, lecz raczej wiernie naśladować w dobrych obyczajach i religii naszych przodków..."

Rząd prowincji był zmuszony potraktować tym razem poważnie petycję chłopów. Podpisali się pod nią tylko bogatsi gospodarze, ale we wsiach mieszkali też komornicy, chałupnicy i czeladź - oni nie mieli nic do stracenia. Między Oławą a Wrocławiem około 5 000 ewangelików domagało się prawa do języka polskiego. To mógł być groźny i trudny do ujarzmienia żywioł. Bunt w którymkolwiek miejscu spełniłby rolę iskry zapalnej, zatem zlekceważenie problemu przez władze pruskie mogło wywołać rozruchy.

Szybko, bo zaledwie po kilku dniach, rozpoczęto śledztwo. Na początek, 30 marca 1826 r., pastor Bauch złożył pisemne zeznanie: "Od 30 lat w siedmiu szkołach parafii rygorystycznie przestrzega się nauczania języka niemieckiego. Początkowo używano w niższych klasach języka polskiego, ale od szeregu lat został zastąpiony przez niemiecki. W tym języku odbywa się też od dwóch lat nauka konfirmacji. Należy stąd sądzić, że wszyscy mieszkańcy poniżej 40 lat znają język niemiecki, co usprawiedliwia ograniczenie polskich nabożeństw. Na podstawie zarządzenia władz, aby najpierw odbywały się nabożeństwa niemieckie, zmieniono ich kolejność. W wyniku tego wiele osób zaczęło uczęszczać na niemieckie, aby wrócić wcześniej do domu. Głównym burzycielem jest zagrodnik (w spisie uwłaszczeniowym - chałupnik) Jerzy Treska z Nowego Dworu, który wśród złorzeczeń poprzysiągł za wszelką cenę przywrócić nabożeństwa polskie w dawnym wymiarze i który chodził od wsi do wsi szerząc wzburzenie. To właśnie on był autorem anonimowej petycji. Stosunki narodowościowe scharakteryzował Treska słusznie, nie uwzględnił jednak w swoim wykazie wsi czysto niemieckich: Grędziny, Brześciny, Chrząstawy, Jeszkowic i Jaszowic. (...) Polacy, za wyjątkiem nielicznych mówią, po niemiecku i mogą chodzić na nabożeństwa odprawiane w tym języku. Właściwym powodem niezadowolenia ich jest fakt, że Polacy w zarządzeniu dopatrują się pogardy dla swojego języka i domagają się równych praw z niemieckim. Z pogardą ze strony Niemców spotykają się także pod kościołem." Na zakończenie pastor pisał: "Jak długo Polacy korzystali z wczesnych i nieograniczonych nabożeństw, posiadałem ich całkowite zaufanie i miłość. Teraz wszystko się zmieniło, przestali udzielać mi pomocy przy uprawie roli, zwózce drzewa i innych robotach. Opłaty i ofiary przestały wpływać prawie zupełnie." Ostatecznie Bauch radził przeczekać, aż ludzie się uspokoją, by uniknąć większego rozdrażnienia. Sugerował także ukarać jedynie Treskę, a innym winy odpuścić.

Wypowiedź pastora nie do końca odpowiadała prawdzie. Wsie, które wymienił jako niemieckie były rzeczywiście zgermanizowane, ale małe i liczyły zaledwie kilka gospodarstw. Natomiast ludność polska ucząca się niemieckiego, już po zakończeniu nauki w szkole nie miała z nim do czynienia. Zatem większość z tych, których wymienia się jako znających język niemiecki, potrafiło powiedzieć w tym języku tylko parę elementarnych słów. Zwróćmy także uwagę na to, jak sprytny klecha podkreślał swoją gorliwość w wypełnianiu obowiązków i straty na jakie naraziło go realizowanie rozporządzeń władz pruskich.

Niedługo potem landrat Hoverden wezwał na przesłuchanie Jerzego Treskę, który 24 kwietnia 1826 r. złożył zeznanie i wyjaśnił: "Moim językiem ojczystym jest język polski, i choć znam język niemiecki, jak większość tutejszych Polaków, polskie słowo boże jest dla nas bardziej zrozumiałe i bliskie. (...) Nowy porządek nabożeństw krzywdzi ludność polską, stawiając ją w gorszym położeniu od Niemców, a petycję złożyłem po naradzie ze wszystkimi parafianami, w ich imieniu."

Ostatecznie władze udzieliły Tresce nagany, a laskowicki pastor Bauch, w porozumieniu z parafianami, miał podjąć decyzję o kolejności nabożeństw polskich i niemieckich. Polecono mu przy tym "na razie" wykazać zrozumienie i ustępliwość wobec Polaków. Nakazano też skupić uwagę na wychowaniu młodzieży szkolnej w duchu niemieckim i posłuszeństwie wobec władzy pruskiej. Jak widać na przykładzie Laskowic, administratorzy świeccy i kościelni w Prusach działali ostrożnie, powoli i z rozmysłem, aby germanizować język i kulturę poddanych innych narodowości.

Powierzonego zadania pastor laskowicki nie zrealizował, ponieważ utracił zaufanie polskich wieśniaków. W efekcie powyższych praktyk wierni Jelcza, Ratowic, niektóre rodziny z Laskowic, Dębiny, Piekar i Dziupliny oraz innych wsi leżących między Oławą i Wrocławiem, odmówili dalszego uznania Kościoła Krajowego (ewangelicko - unijnego), z królem pruskim na czele. Podporządkowali się diecezji Kościoła staroluterańskiego, z siedzibą we Wrocławiu, ponieważ ten był tolerancyjny i nie realizował programu wynarodowienia. Wkrótce Jelcz stał się jedną z najliczniejszych i najsprawniej działających tam gmin. Mimo szykan władz pruskich, wyznawcy wiary staroluterańskiej zbudowali na północnym krańcu Jelcza szkołę, a potem kościół przy drodze do Nowego Dworu. Dawnej parafii laskowickiej najwięcej kłopotu sprawiali teraz mieszkańcy wsi Chwałowice, gdzie tylko kilka rodzin znało język niemiecki. Nauka niemieckiego musiała się tam zaczynać od wskazywania i nazywania przedmiotów.
 
User is offline  PMMini Profile Post #13

     
arnold
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.590
Nr użytkownika: 6.231

 
 
post 23/04/2009, 11:32 Quote Post

Podobnie było po lewej stronie Odry w kierunkach na Wrocław i Strzelin.

Okolice Oławy wraz z Domaniowem należały do tych terenów na ziemiach śląskich, na których mowa polska utrzymywała się najdłużej. Mimo silnych procesów germanizacyjnych i antypolskiej działalności, okolice te stanowiły najdalej wysunięty na zachód przyczółek polskości na lewym brzegu Odry. Do wsi, w których dominował element polski, zaliczano: Domaniów, Janków, Wierzbno, Grodziszowice, Gęsice, Kurzątkowice, Goszczynę, Kończyce, Piskorzów, Brzezimierz, Kuny i Pełczyce. Tak było jeszcze pod koniec XVIII wieku. W marcu 1827 roku na polecenie biura statystycznego w Berlinie, landrat oławski sporządził wykaz kościołów i zborów w powiecie, w których odprawiały się jeszcze nabożeństwa w języku polskim. W wykazie tym wyszczególniono 10 miejscowości, a mianowicie: Wierzbno, Sobocisko, Minkowice Oławskie, Laskowice, Siedlce, Gaj Oławski, Marszowice, Domaniów, Piskorzów i Brzezimierz. Z czasem jednak polskość na tym terenie zanikała i sprowadzała się do tradycji kultywowanej przez najstarszą grupę ludności. Także nabożeństwa w języku polskim stawały się coraz rzadsze, ograniczone – jak stwierdzał landrat – do największych świąt kościelnych. Pomimo to postępująca germanizacja przybierała na sile, zwłaszcza w 1833 roku, kiedy to landrat oławski EMANUEL HOVERDEN wystosował specjalny okólnik w sprawie walki z polskością. Odwiedzający te strony w 1887 roku A.J. PARCZEWSKI wyraził się o zastanej sytuacji: “są to smutne, ostatnie szczątki tego, co jeszcze przed stu laty było w pełni sił i życia w powiecie oławskim”.
Mamy też ciekawe informacje o miejscowości Sobocisko. Ludność zamieszkująca Sobocisko przez wieki trwała przy polskości. Co najmiej do 1678 roku miejscowi katolicy byli Polakami. Wiemy o tym ze słów wizytacji katolickiej w 1677 roku. Kazania w miejscowej świątyni głoszono wyłącznie w języku polskim, choć w latach 1666 – 1667 chrzty były dwujęzyczne. Dopiero od roku 1715 pojawiły się kazania i katechizacja dzieci w dwóch językach : polskim i niemieckim. Wtedy też w XVIII wieku pojawia się w literaturze zniemczona nazwa ZATWITZ ( ZOTTWITZ ).
Germanizacja musiała tutaj, podobnie jak i na całym obszarze Śląska, przybierać coraz bardziej na sile, skoro proboszcz JAKUB SEDLACZEK w lutym 1814 roku zmuszony był wystąpić w obronie polskości i dalszej nauki tego języka w miejscowej szkole.
Sytuacja stawała się tym bardziej skomplikowana, iż dotychczasowy nauczyciel JAKUB CYGAN złożył właśnie rezygnację, gdyż doszedł do wniosku, że bardziej dla niego będzie opłacalna praca na własnym, dopiero co zakupionym gospodarstwie. Zatrudnienie nowego nauczyciela znającego język polski stawało się niezmiernie pilne, tym bardziej, że do sobociskiej szkoły uczęszczało wówczas około 200 dzieci, a poza tym okolica była przywiązana bardziej do języka polskiego, niż niemieckiego. Także nabożeństwa w tutejszym kościele odbywały się w obydwu językach : polskim i niemieckim. Księdzu SEDLACZKOWI nie pozostało nic innego, jak tylko zwrócić się do Wikariatu Generalnego we Wrocławiu z prośbą o zatrudnienie w szkole w Sobocisku nauczyciela znającego język polski. Ze swej strony wysunął na to stanowisko JÓZEFA PAWEŁKĘ – wówczas tzw. adiuwanta (nauczyciela pomocniczego ) i zarazem organistę w Korfantowie na Opolszczyźnie.

Wikariat Generalny we Wrocławiu ustosunkował się do prośby proboszcza pozytywnie, jednak na nauczyciela polskiego nie zgodziły się władze prowincji, które były zdania, iż na obszarze Dolnego Śląska powinni być zatrudnieni wyłącznie nauczyciele niemieccy, a dwujęzyczni wyjątkowo jeszcze na Górnym Śląsku. Ciekawe, że kandydaturę JÓZEFA PAWEŁKI poparł z jednej strony inspektor szkolny w Osieku – SCHOLZ, z drugiej zaś odrzucał argumentację przemawiającą za jego zatrudnieniem, przecząc tym sam sobie. Według wyrażonej przez niego opinii, szkole w Sobocisku nie był wcale potrzebny nauczyciel pracujący w systemie dwujęzycznym, gdyż w parafii tej oprócz polszczyzny (ponoć złej! ), wszyscy i tak znali język niemiecki. Był to argument nie do odrzucenia dla pruskich urzędników, którzy uparcie trzymali się tego stanowiska w listownej polemice z Wikariatem Generalnym we Wrocławiu. Polemika ta ciągnęła się aż do stycznia 1815 roku. Tymczasem proboszcz JAKUB SEDLACZEK dla przeforsowania swojej petycji znalazł wsparcie w osobie proboszcza z Wierzbna – OLICKA, który także wystąpił o nauczyciela znającego język polski. W piśmie do Wikariatu Generalnego we Wrocławiu z 28 grudnia 1814 podkreślał, iż Polacy mieszkający we wsiach należących do parafii Wierzbno stanowili aż trzy czwarte ludności. Społeczność ta uczęszczała do kościoła, w którym przez dwie kolejne niedziele odprawiane były nabożeństwa polskie, a w trzecią – niemieckie. Poza tym parafianie ci wykazywali ogromne przywiązanie do języka polskiego. Był to niewątpliwie decydujący argument przemawiający za zatrudnieniem nauczyciela władającego językiem polskim.
Walka o zachowanie polskości musiała odnieść pożądany skutek, skoro w dziesięć lat później w polskiej parafii katolickiej w Sobocisku i w pobliskim Wierzbnie naliczono 2020 wiernych posługujących się wyłącznie lub przeważnie mową polską i zaledwie 200 używających wyłącznie języka niemieckiego. Polskość utrzymała się tutaj najdłużej.
Wiadomo, że jeszcze w 1843 roku język polski był obecny nie tylko w Sobocisku, ale także w Siedlcach, Piskorzowie, Nowym Otoku, Jelczu, Piekarach, Laskowicach, Chwałowicach, Dębinie, Dziuplinie, Minkowicach Oławskich, Ratowicach, Kopalinie, Wójcicach, Bystrzycy Oławskiej, Czernicy, Jeszkowicach, Gajkowie i Kamieńcu Wrocławskim. Z czasem było coraz gorzej. Mowę polską wypierano umiejętnie, i to najczęściej presją ekonomiczną, zastępując ją językiem niemieckim. Do 1945 roku obowiązywała zniemczona nazwa wsi ZOTTWITZ .
 
User is offline  PMMini Profile Post #14

     
historix49
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.383
Nr użytkownika: 43.998

Zawód: Ksiaze Mazowiecki
 
 
post 23/04/2009, 14:57 Quote Post

QUOTE(arnold @ 8/10/2008, 12:22)
Drobne uściślenie. Ślask od XIV wieku był czeski w tym sensie, że należał politycznie do Korony Czeskiej natomiast etnicznie nigdy czeski nie był.
*



A jaki był etniczny i na jakiej podstawie można w ogóle to stwierdzać? Ciekawi mnie na jakiej podstawie stwierdzano czeskość lub polskość etniczną w średniowieczu, skoro pojęcie narodu jest znacznie pózniejsze?
 
User is offline  PMMini Profile Post #15

9 Strony  1 2 3 > »  
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej