Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony  1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Taktyka dzialan Kartaginy
     
Pancerniak
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 24
Nr użytkownika: 11.090

Franek Bojañczyk
Zawód: uczen
 
 
post 12/06/2006, 19:44 Quote Post

Czy któs wie cos o taktyce wojsk Kartaginy?? Najlepiej z rysunkami jesli mozna. prosze o pomoc.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
Antonius
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 459
Nr użytkownika: 18.870

Daniel Budacz
Zawód: student
 
 
post 12/06/2006, 20:54 Quote Post

Zależy, o który okres ci chodzi... hmmmmmmm, będzie bez rysunków ale zajrzyj do galerii tam znajdziesz co nieco...

W historiografii klasycznej, głównie rzymskiej, Kartagińczycy ukazywani byli jako typowi kupcy i tchórzliwi żołnierze bez tradycji wojskowej. W licznie prowadzonych wojnach mieli posługiwać się głównie hufcami bezwzględnych najemników. Podobny pogląd wykazywali jeszcze niedawno nowożytni historycy. Zmieniło się to dopiero poprzez prace i badania naukowców młodej generacji takich jak Adrian Goldsworthy czy Polak Krzysztof Kęciek.
Przede wszystkim udowodnili oni, że Punijczycy nie wysługiwali się wojskami najemnymi na skalę masową. Nie byli najprawdopodobniej także narodem typowo kupieckim, ale w dużej mierze rolniczym, a wojny przez nich prowadzone bardzo rzadko miały charakter merkantylny.
Tematem mojego referatu ma być omówienie jednej z wyżej wymienionych cech społeczności Kart-Hadaszt, mianowicie struktury armii. Postaram się opisać, jaki jej odsetek stanowili rodowici Kartagińczycy, a jaki najemnicy z różnych stron świata. Oczywiście na przestrzeni wieków stosunek ten ulegał, z różnych powodów, przesunięciu, w jedną bądź drugą stronę, aż ostatecznie w okresie drugiej wojny punickiej pierwiastek rdzennie kartagiński został niemal całkowicie usunięty z pierwszych szeregów wojsk i przeniesiony do sztabów dowodzenia. Zacznijmy jednak od początku.
Pierwszymi i długo najważniejszymi lądowymi formacjami, w których walczyli kartagińscy notable były oddziały rydwanów. Wozy bojowe okute blachą, oraz wyposażone w kosy były morderczą bronią skuteczną jednak tylko na afrykańskich równinach, podczas walk np. z Libijczykami. W polu wystawiano do 2 tysięcy rydwanów, była to, więc liczba dość pokaźna! Wycofano je w III w. p.n.e., gdyż nie nadawały się do walki w pagórkowatym terenie Sycylii.
Inna elitarną formacją Kart-Hadaszt był tzw. Święty Zastęp jednostka licząca ok. 2,5-3 tysięcy pieszych młodzieńców z najlepszych domów. Szkoleni byli na wzór greckich hoplitów. Uzbrojeni w lśniące białe tarcze i długie włócznie. Nosili zdobne hełmy i białe tuniki. Wyglądem i karnością musieli, podczas bitwy wywoływać piorunujące wrażenie na swych wrogach. Formacja ta przestała istnieć w roku 342, kiedy to została zmasakrowana przez sycylijskich Greków w niefortunnej batalii nad rzeką Krimissos. Po tym wydarzeniu przezorni Kartagińczycy uznali, że nie ma sensu narażać arystokratów na wytracenie, tym bardziej, że było ich bardzo niewielu. Sięgnięto więc po greckich najemnych hoplitów, było to bardzo drogie przedsięwzięcie. Co ciekawe Punijczycy nigdy nie sformowali falangi na wzór macedoński składającej się z tzw. nosicieli sariss.
A co z ogółem mieszkańców miasta Dydony? Otóż pospólstwo najprawdopodobniej zajmowało się służbą we flocie. Ciekawych obliczeń dokonał w tej materii Krzysztof Kęciek. Oszacował on bowiem, że w szczytowym okresie swego istnienia Kart-Hadaszt mogło wystawić flotę liczącą 200 penter, których załogę stanowić musiało 68 do 84 tysięcy ludzi!
Siły lądowe armii punickiej uzupełniali żołnierze z innych ludów. Nie byli to jednak najemnicy, lecz poddani z narodów podbitych. Tacy jak konni Numidowie, pieszy włócznicy włócznicy z Libii czy Ligurowie i Celtowie. Co się zaś tyczy sił najemnych, ich liczba, do wybuchu I wojny punickiej, raczej nie przekroczyła 2800 zbrojnych w jednej armii kartagińskiej. Musieli to, więc być żołnierze formacji elitarnych tacy jak procarzy z Balearów, czy helleńscy hoplici.
Również sama obyczajowość Kartagińczyków świadczy o tym, że nie byli pozbawieni wszelkiej „dzielności obywatelskiej” jak chce tego Liwiusz. W mieście Dydony wojna, była bowiem drogą do osiągnięcia arete czyli cnoty obywatelskiej. Należy też pamiętać, że król był nie tylko władcą, ale także głównym dowódcą armii. Natomiast po obaleniu monarchii w początkach IV wieku, miejsce króla zajęli stratedzy, karani na ogół śmiercią krzyżową za nawet niewielkie porażki w boju. Niejednokrotnie w obliczu klęski wódz sam popełniał rytualne samobójstwo, dokonał tego min. Hamilkar po przegranej bitwie pod Chimerą w 480 r. p.n.e. Jednak, gdy wódz zdołał pokonać swych wrogów mógł liczyć na wspaniałą nagrodę w postaci triumfu podobnego do rzymskiego, z tym, że odbywającego się na ulicach Kartaginy. Również zwykli obywatele byli honorowani pierścieniami, jednym za każdą kampanię, w której brali udział.
Istniał też rytuał, którego celem było zapewnienie zwycięstwa, oraz łaski bogów. Była to ceremonia molk, czyli składanie chłopców ze szlachetnych rodów w ofierze Baalowi Hammonowi. Los taki omal nie spotkał małego Hannibala Barkidy.
Rewolucyjnych zmian dokonał Hamilkar Barkas zwany też „Piorunem”. Zdobywca Hiszpanii uczynił z armii punickiej machinę do zabijania używając hellenistycznej koncepcji „kombinacji broni”, piechoty ciężkiej, kawalerii, oddziałów lekkich, oraz słoni.
System ten ulepszył, a następnie przetestował, najpierw na Iiberach później na Rzymianach, jego syn Hannibal. Rdzeń pieszych wojsk, z którymi Barkida wybrał się do Italii stanowili Libijczycy. Służyli oni jako poddani Kart-Hadaszt. Nie trzeba, więc było im płacić wiele, a byli na wskroś użyteczni. Służyli głównie jako ciężka piechota zbrojna w włócznie. Ochronę zapewniały im szerokie tarcze, oraz pancerze częściej lniane niż wykute z metalu. Po zwycięstwach nad Trebią i jeziorem Trazymeńskim przejęli uzbrojenie od pokonanych legionistów Romy. To właśnie Libijczycy zacisnęli obcęgi na rzymskim taranie w bitwie pod Kannami. Walczyli oni również jako wojownicy konni, oraz lekkie formacje do zadań specjalnych tzw. „lonchophoroi”. Innym istotnym elementem armii Hannibala byli Iberowie. Zaciągani pośród ludności podbitej Hiszpanii. Walczyli oni w sposób bardzo przypominający system walki legionistów, przynajmniej jeśli chodzi o uzbrojenie. Nosili jeden z dwóch typów mieczy zakrzywioną jednosieczną falcatę, bądź gladiusy, które z resztą Rzymiane zaczerpnęli właśnie od ludów Iberyjskich. Broń zaczepną Iberów stanowiły podobne do rzymskich pilów sauniony długie na ok. 1,6-2 m. Zawsze stawali w zwartym szyku, osłaniając się tarczmi zwanymi scutati. Prócz tych dużych tarcz Iberowie rzadko mieli dodatkową protekcję przed ciosami wroga. Bo czy skórzane czapki przyozdabiane pióropuszami mogły zapewnić dostateczną ochronę? Pancerze też nie zawsze były w powszechnym użytku wśród tych wojowników.
W trakcie morderczej przeprawie przez Alpy hufce Barkida poniosły ogromne straty. Uzupełniono je więc zamieszkującymi nadpadeńską równinę Celtami, głównie z plemion Bojów i Insubrów. Podobnie jak barbarzyńscy Iberowie nie nosili oni pancerzy. Walczyli obnażeni od pasa w górę. Ciała ich osłaniały duże tarcze, oraz czasami naramienniki. Przed starciem zarzucali przeciwnika gradem oszczepów, po czym szarżowali z długimi na ok. 75-90 cm mieczami. Polibiusz twierdzi, że miecze celtyckie łatwo się szczerbiły zaś ostrza nie nadawały się zupełnie do pchnięć.
Lonchophoroi co znaczy „oszczepnicy” byli swoistymi komandosami hannibalowej armii, tak przynajmniej określa ich Krzysztof Kęciek. Zajmowali się oni harcowaniem, pościgiem, zastawianiem zasadzek, zwiadem lub furażowaniem. W skład tej formacji wchodzili min. najemni procarze z Balearów, zbrojni w 3 rodzaje proc do walki na różnych dystansach. Mogli razić już na 180-200 m. Resztę korpusu stanowili Numidowie, Maurowie i Iberowie.
Jednak prawdziwą chlubą i główną pięścią uderzeniową armii Hannibala była konnica. Jak inne formacje tak i ona stanowiła niesłychany, pstrokaty mix narodowościowy.
Podstawą konnicy punickiej operującej w Italii byli lekkozbrojni Numidowie. Z sześciu tysięcy konnych jacy przybyli do Italii 4 tysiące było Numidiami. Wojownicy ci pochodzili z afrykańskich plemion koczowniczych. Znali się, więc doskonale na wojnie podjazdowej i skrytym polowaniu na wroga. Nie szarżowali w morderczych atakach na nieprzyjaciela. Trzymali się raczej na dystans, harcując i obrzucając go lekkimi oszczepami. Dosiadali niewielkich, ale szybkich i niezwykle wytrzymałych pustynnych rumaków. Numidowie nie nosili też żadnych pancerzy, było to zrozumiałe zważywszy na taktykę, którą stosowali.
2 tysiące kartagińskiej konnicy to tzw. ciężka kawaleria. Jej częścią składową byli min. Libofenicjanie, czyli ludzie bez obywatelstwa Kart-Hadazt. Mieli oni jednak wspólną kulturę i religię, przez co czuli się z Punijczykami związani. Reszta ciężkiej konnicy, jaka przywędrowała przez Alpy to Libijczycy i Iberowie. Celtowie dostarczyli dalsze 4 tysiące jazdy w skład, której wchodzili ich możni i wodzowie. Ciężki kawalerzysta walczył na ogół w „rogatym siodle”, mimo braku strzemion zapewniało ono dość dużą stabilność. Nogi bowiem, wszczepiały się między cztery rogi, z których każdy sterczał z innej strony siodła, utrudniając tym samym zsunięcie bądź strącenie z konia. Ciężka konnica walczyła przy użyciu włóczni jednak w razie, gdy włócznia uwięzła w ciele martwego przeciwnika, lub gdy trzeba było walczyć w zwarciu na niewielką odległość kawalerzysta mógł sięgnąć po krótki miecz. Osłonę zapewniały różnorodne tarcze, oraz niejednokrotnie bogato zdobione hełmy i kolczugi. Widamomo przecież, że osoba, która mogła sobie pozwolić na zakup i utrzymanie konia dbała również, dzięki dostatecznej ilości środków finansowych o zapewnienie sobie bezpieczeństwa w boju.
Do „rozmiękczenia” wrogich linii, oraz wprowadzenia w nich paniki przeznaczone było 37 słoni bojowych. Większość z nich to afrykańskie słonie leśne loxodonta africana cyclotis. Wówczas żyły jeszcze na obszarze północnej Sahary, więc puniccy łowcy mięli do nich w miarę łatwy dostęp. Były to stosunkowo niewielkie bestie, osiągające ok. 2,4 m. wysokości. Nie mogło być, więc mowy o tym, aby na ich grzbietach zamontować wieżyczki dla włóczników i oszczepników. Jednak najprawdopodobniej ich kły były wzmocnione żelaznymi ostrzami, aby podczas szarży stanowiły jeszcze bardziej morderczą broń. Słoniem powoził kornak szkolony do panowania nad płochliwym monstrum. Dodatkowo przydzielano mu wsparcie ok. 50 lekkozbrojnych, których celem była ochrona zwierzęcia przed osaczeniem i zadaniem groźnych ran w najbardziej czuły punkt, czyli trąbę. Było to o tyle istotne, że nawet małe draśnięcie powodowało panikę wśród tych „czołgów starożytnego świata”, przez co mogły się stać bronią obosieczną, tratując własnych żołnierzy. Większość słoni nie wytrzymała przeprawy przez Alpy reszta wyginęła w wyniku walk i zimowych chłodów. Ocalał tylko jeden, na którym Hannibal wjeżdżał triumfalnie do zdobytych miast rzymskich.
Radą i pomocą w dowodzeniu służył punickiemu wodzowi sztab starannie dobranych ludzi. Polibiusz nazywa ich philoi musieli, więc być nie tylko dowódcami wojskowymi, ale także zaufanymi Barkidy. Najbardziej znani spośród tych wodzów są brat Hannibala Magon, Mattan dowódca oddziałów Libofenicjan, który później zdradził swego przyjaciela dla rzymskiej sprawy, oraz Maharbal, autor pamiętnych słów „Hannibal wiedział jak zyskać zwycięstwo, ale nie jak je wykorzystać”, które miał wypowiedzieć po kannenskiej rzezi.
Jak więc widać zarówno armia wczesno kartagińska jak i ta, która najechała Italię była bardzo zróżnicowana pod względem etnicznym, kulturowym, oraz na wielu innych płaszczyznach. Pewne jest natomiast, że nie składała się tylko i wyłącznie z najemników walczących za pieniądze, jak chciałoby tego wielu historyków starej daty. Na uwagę zasługuje natomiast fakt, że pomimo zróżnicowania narodowościowego w swym wojsku młody Hannibal potrafił zapanować nad tym żywiołem i nie tylko walczyć z Rzymem, ale także zadawać mu mordercze klęski przez wiele lat, ba! Kilka razy wręcz nie otarł się o zwycięstwo w całej wojnie, a należy przecież pamiętać, że w tamtym jak i późniejszym okresie Roma posiadała bezdyskusyjnie najlepszą armię świata. Jednak wygląda na to, że Kart-Hadaszt potrafiło wystawić drugą pod względem świetności siłę zbrojną, oraz zapewnić jej o wiele lepszego dowódcę, co najdobitniej świadczy o tym, że wojna rozstrzyga się nie tylko na polu walki, ale także w umysłach strategów.

PS: Nie był to ostatni raz, kiedy Rzymianie zostali pobici w boju na łeb, na szyję historia wszak uczy, że nawet Juliusz Cezar natknął się na jedna taka wioskę! tongue.gif


Z grubsza tyle... jeśli chodzi o taktykę ogólnie. Chociaż do tej pracy podchodziłbym na twoim miejscu z pewnym dystansem. Pisałem ją dość dawno i nie sięgnołem do wielu ważnych źródeł, do których mam dostęp teraz, więc daleka jest od ideału.

Pozdrawiam smile.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
sargon
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 5.804
Nr użytkownika: 4.555

Stopień akademicki: mgr inz
 
 
post 12/06/2006, 21:18 Quote Post

Hmm, jak dla mnie 5! biggrin.gif

przyczepiłbym się jedynie do takich stwierdzeń jak:
"Nie byli to jednak najemnicy, lecz poddani z narodów podbitych. Tacy jak konni Numidowie, pieszy włócznicy włócznicy z Libii czy Ligurowie i Celtowie."
ponieważ Celtowie i Ligurowie nigdy nie znajdowali się w strefach wpływów Kartaginy. Granica między najemnikiem i zwykłym żołnierzem była bardzo płynna, lecz Celtów należy uznać może nie za najemników, ale w każdym razie za pełnoprawnych sprzymierzeńców. Ligurowie imho byli po prostu najemnikami.

albo
"Po tym wydarzeniu przezorni Kartagińczycy uznali, że nie ma sensu narażać arystokratów na wytracenie, tym bardziej, że było ich bardzo niewielu."
Akurat kartagińscy arystokraci chętnie służyli zoddziałach kawalerii, będących dobrą jazdą uderzeniową oraz stanowili zaplecze kadry oficerskiej. Np. jeśli dobrze pamiętam 2 tys. oddział konnicy wciągnięty w zasadzkę przez Scypiona i Masynissę w Afryce w 204 r składał się z m.in. z 200 kartagińskich arystokratów.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
Antonius
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 459
Nr użytkownika: 18.870

Daniel Budacz
Zawód: student
 
 
post 12/06/2006, 22:00 Quote Post

Jak już pisałem jest tam sporo uproszczeń smile.gif

Co się tyczy konnicy. Masz apsolutną rację... wielu arystokratów, nie tylko kartagińskich, służyło w kawalerii tamtego okresu. Jednak nie był to, w przypadku Punijczyków, z tego co się orientuję zaciąg prowadzony na taką skalę jak ten do świętego hufca.

Z Iberami faktycznie różnie bywało istniał miks najemników, sojuszników i poddanych. Tak samo z resztą było z Numidami... Kartagińczykom nigdy nie udało ich się całkowicie podporządkować. Celtowie też walczyli z nienawiści do Rzymian nie zaś dla hannibalowego złota.
 
User is offline  PMMini Profile Post #4

     
sargon
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 5.804
Nr użytkownika: 4.555

Stopień akademicki: mgr inz
 
 
post 12/06/2006, 22:42 Quote Post

Hmmm, generalnie do woja arystokraci się zgłaszali sami, zapewne nikt ich nie zmuszał smile.gif . Więc bardzo możliwe, że było ich relatywnie mniej niż w Świętym Zastępie. Generalnie było tak, że Hannibal miał ze sobą całkiem sporo kawalerii stricte kartagińskiej, jednak nie jest nigdzie powiedziane, że składała się z samych arystokratów (tak samo zresztą jak ten oddział co wpadł w zasadzkę - max. 10% arystokratów).

Jeszcze odnośnie samego Swiętego Zastępu i udziału obywateli kartagińskich w walce: Święty Zastęp istniał jeszcze w czasie wojny z Agatoklesem. W armii służyli wtedy także zwykli obywatele, ponadto kilka ich tys widać jeszcze w bitwie pod Tynes z Regulusem (255 r).
Wygląda na to, ze w razie inwazji Kartagińczycy stawali murem w obronie ojczyzny (gdy zawodził drewniany mur smile.gif ), skoro także przez dwa lata 204-202 caly czas widzimy obywateli kartagińskich w akcji (np. w tej bitwie z zasadzką, pod Zamą itp.).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #5

     
Pancerniak
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 24
Nr użytkownika: 11.090

Franek Bojañczyk
Zawód: uczen
 
 
post 13/06/2006, 13:49 Quote Post

Bardzo dziekuje za odpowiedzi. Bardzo ułatwiliscie mi moje badanie historii Kartaginy. A wiecie , może jaki sposób Kartagińczycy wymyślili na rzymskie manipuły??
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

     
Antonius
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 459
Nr użytkownika: 18.870

Daniel Budacz
Zawód: student
 
 
post 13/06/2006, 14:20 Quote Post

Hmmm nie znam żadnego specjalnego sposobu walki z manipułami (poza manewrami Hannibala)... więc jeśli coś gdzieś przeczytałeś będe bardzxo wdzięczny smile.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
Pancerniak
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 24
Nr użytkownika: 11.090

Franek Bojañczyk
Zawód: uczen
 
 
post 13/06/2006, 15:03 Quote Post

No nic. Poszperam jeszcze. A jakie byly manewry Hannibala??
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #8

     
sargon
 

IX ranga
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 5.804
Nr użytkownika: 4.555

Stopień akademicki: mgr inz
 
 
post 13/06/2006, 15:47 Quote Post

Coż - powiedziałbym, że manewry Hannibala były nieprzewidywalne dla przeciwnika i takie na jakie gorsi od niego wodzowie wogóle by nie wpadli biggrin.gif.

Charakterystyczne cechy taktyki Hannibala - praktycznie w każdej bitwie stosowanie zasady ekonomii sił, oskrzydlenie, zasadzka. Najsczęsciej te dwa ostatnie elementy były ze soba łączone - np. Trebia (oskrzydlenie + klasyczna zasadzka) i Kanny (podwójne oskrzydlenie + kompletnie-nieortodoksyjna-zasadzka). Najczęsciej sprowadzało się to do przeniesienia ostrza ataku na skrzydła (najczęsciej tylko jazdy, ale nie zawsze - np. Kanny), przy równoczesnej defensywie na innych odcinkach frontu.
Trebia: jazda kartagińska zmiotła rzymską po czym weszła na tyły legionów i wraz oddziałem Magona atakującym z zasadzki doprowadziła do rzymskiej kleski (tryumf jednakże trochę niepełny, poniewaz 10 tys legionistów przerąbało się przez piechotę libijską).
Kanny: chyba najsłynniejszy przykład manweru oskrzydlającego, dzisiaj podręcznikowy. Głowny kierunek ataku przeprowadzony na przyległym do rzeki (a nie jak mogłoby się wydawać na drugim) lewym skrzydle. Zgromadzenie tam całej jazdy iberyjskiej i celtyckiej doprowadziło do tak dużej przewagi sił, ze jazda rzymska prawego skrzydła została zmasakrowana. Zdjęcie osłony kawaleryjskiej obu skrzydeł rzymskiej piechoty umożliwiło skrzydłowy atak libijskich kontyngentów; po uderzeniu cieżkiej jazdy na tyły Rzymian zostali oni całkowiecie lub prawie całkowicie okrążeni. Najbardziej charakterystycznym elementen bitwy jest zastosowanie przez Hannibala wypukłego środak szyku (elastycznego zderzaka), przez który to manewr Hannibal zniwelował przewagę liczebną rzymskiej piechoty i nie dopuyścił do powtórzenia się sytuacji znad Trebii.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #9

     
Pancerniak
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 24
Nr użytkownika: 11.090

Franek Bojañczyk
Zawód: uczen
 
 
post 13/06/2006, 15:56 Quote Post

DZieki. A masz moze jakas l=ilustarcje tego zdarzenia??
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
Antonius
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 459
Nr użytkownika: 18.870

Daniel Budacz
Zawód: student
 
 
post 13/06/2006, 18:31 Quote Post

sargon
Nic dodać nic ująć. Dobrze to napsiałeś smile.gif

Pancerniak
Hmmm widzę, że dopiero raczkujesz... mam tylko nadzieję, że nie uczysz się taktyki walki z gier typu Rome: Total War tongue.gif
Na początek polecam "Wojnę Hannibala" Krzysztofa Kęcieka. Jest tam co prawda parę błędów (jednak to głównie błedy drukarskie i chochliki). Jeśli się pośpieszysz to znajdziesz ją na półce w księgarni... jest jeszcze całkiem świerzą pozycją. smile.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #11

     
Pancerniak
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 24
Nr użytkownika: 11.090

Franek Bojañczyk
Zawód: uczen
 
 
post 13/06/2006, 18:44 Quote Post

Tak, jestem poczatkujacy jesli chodzi o Hannibala. Dzieki za propozycje, napewno zajze do tej ksiazki. Jestem specem od WW2 wiec sami rozumiecie. Chcialbym poznac taktyke walki Hannibala dlatego zalozylem ten watek. Jesli chodzi o Rome: Total War to nie ucze sie stamtad na szczescie taktyki. Teraz analizuje bitwe pod Kannami, mysle, że znajde wiecej podobnej klasy manewrów.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
Anders
 

VII ranga
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.393
Nr użytkownika: 4.016

Zawód: Biurowy
 
 
post 13/06/2006, 19:02 Quote Post

QUOTE
Teraz analizuje bitwe pod Kannami, mysle, że znajde wiecej podobnej klasy manewrów.


Szczerze wątpię - Kanny to rzecz niezwykła, taktyczny majstersztyk wszechczasów. Myślę, że ewentualnie można je porównać do manewrów Bonapartego na szczeblu operacyjnym przed kapitulacją Ulm albo podczas manewru jenajskiego. Nic więcej się nie umywa do maestrii Punijczyka.

Wprawdzie na forum sa już wątki poswięcone Kannom i Hannibalowi (polecam wątek "Najlepszy wódz starożytności"), ale jesli dyskusja sie rozwinie to tez chętnie dorzucę trzy grosze.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #13

     
Pancerniak
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 24
Nr użytkownika: 11.090

Franek Bojañczyk
Zawód: uczen
 
 
post 13/06/2006, 19:17 Quote Post

Mam tylko pytanie taktyczne. Gdzie według was znalazly by sie slonie bojowe gdyby wprowadzono je w bitwie pod Kannami??
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #14

     
Anders
 

VII ranga
*******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 2.393
Nr użytkownika: 4.016

Zawód: Biurowy
 
 
post 13/06/2006, 20:03 Quote Post

Gdyby Hannibal miał choćby kilka słoni ta bitwa musiałaby wyglądać inaczej, nie ma co dywagować.

Dlaczego inaczej? Bo ustawienie słoni w centrum wzmacnia je na tyle, że nie ugina się ono wciągając "Łymian" w zasadzkę, co psuje plan. Słonie ustawione za libijczykami dość skutecznie przykuwają uwagę dowódców i legionistów - nici z zaskoczenia i okrążenia, co psuje plan. Ustawienie słoni na skrzydłach razem z kawaleria - możliwe, tylko po co? Barkida i tak miał przewagę w jeździe, a ustawienie tam słoni to własciwie zmarnowanie ich niebagatelnej siły uderzeniowej, co kłóci się z wspomniana przez Sargona zasadą ekonomii sił.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #15

3 Strony  1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej