Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Pacyfikacja Podola w 1930 r., Gdzie rosną tulipany ?
     
Drobnikow
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 198
Nr użytkownika: 105.189

Stopień akademicki: mgr
Zawód: doradca podatkowy
 
 
post 27/05/2020, 22:22 Quote Post

Na początku zaznaczam, że wątek nie jest obliczony na obrażanie kogokolwiek albo sianie zamętu. Proszę uprzejmie o kulturalne wpisy.

W odpowiedzi na akcje ukraińskich sabotażystów dokonane w lipcu i sierpniu 1930 r. Policja Państwowa i Wojsko Polskie przeprowadziły jesienią 1930 r. na terenie trzech województw: lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego operację wojskowo-policyjną. Operacja rozpoczęła się formalnie 20 września i trwała ponad miesiąc. Operacja zwana popularnie pacyfikacją Małopolski Wschodniej, była obliczona na zastraszenie ludności ukraińskiej i osłabienie ukraińskiego sabotażu. 1 września 1930 r. ówczesny Premier marsz. J. Piłsudski stwierdził "Podpaleń, sabotaży, napadów i gwałtów w Małopolsce Wschodniej nie wolno traktować jako jakieś powstanie. Unikać rozlewu krwi, natomiast stosować, w razie dobrowolnego lub niedobrowolnego popierania zamachowców przez ludność, represje policyjne, a gdzie to nie pomoże 0 kwaterunek wojskowy ze wszystkimi ciężarami z nim związanymi. Sama obecność wojska uniemożliwi zamachowcom terroryzowanie ludności. Ludność musi wiedzieć, że ma słuchać władz, a nie zamachowców."

Relacje dotyczące skali represji różnią się diametralnie w zależności od tego, czy pochodzą z polskich czy ukraińskich źródeł. Z pośród polskich źródeł opieram się głównie na pracy: dr Adam A. Ostanek "Wydarzenia 1930 roku w Małopolsce Wschodniej a bezpieczeństwo II Rzeczypospolitej", Warszawa 2017 r. Źródła polskie podają, że w operacji nie zginęła ani jedna osoba, źródła ukraińskie (nie czytałem, powtarzam za Wikipedią) podają liczbę 7 - 35 zgonów w następstwie pobicia. W związku z akcją pacyfikacyjną ukraińskie organizacje emigracyjne, krajowi politycy ukraińscy oraz osoby indywidualne złożyły kilkadziesiąt skarg do Ligi Narodów bądź organów II Rzeczypospolitej. Jak wykazały dochodzenia, większość skarg była niezasadna. Wyszło przy tym na jaw, że strona ukraińska niejednokrotnie fabrykowała materiały przedstawione w skargach (spreparowane fotografie, protokoły z obdukcji lekarskich).

Nie ulega jednak wątpliwości, że zdarzały się przypadki nadużyć zarówno po stronie policji jak i wojska. Jak podaje dr Adam A. Ostanek w swojej książce 8 października we wsi Gnojnica (pow. Jaworów) wojsko arbitralnie wymierzyło karę publicznej chłosty 9 chłopom, zadając 25 - 300 uderzeń kijem (s. 129 - 130). Ten sam oddział WP dokonał następnie pobicia 5 Ukraińców we wsi Nakoneczne (za: raport starosty jaworowskiego, powołany na s. 130).

Tytułowe tulipany pojawiły się w wypowiedzi nie historyka, ale ukraińskiego emerytowanego polityka, znanego z krewkich stwierdzeń Łeonida Krawczuka. Udzielając wywiadu na łamach weekendowej Gazety Wyborczej (niestety nie jestem aktualnie w stanie dotrzeć do tego wywiadu, czytałem ten artykuł w latach 1999 - 2001) Ł. Krawczuk opisał incydent mający rzekomo mieć miejsce podczas pacyfikacji jednej ukraińskiej wsi.

Po spędzeniu mieszkańców na polanę na środku wsi i dokonaniu rewizji w domach (co było standardowym przebiegiem operacji) i odnalezieniu zakazanej literatury, oddział wojskowy miał powiesić na drzewie - przywiązanych sznurem za nogi, głowami w dół - kilku mieszkańców, u których znaleziono literaturę. Powieszono zarówno mężczyzn jak i kobiety. Wojskowi mieli powiedzieć szyderczo obserwującym to mieszkańcom, że tak się hoduje tulipany. Po pewnym czasie wojsko uwolniło wiszących, aby nie spowodować zgonów.

Przyznam szczerze, że opis tego wydarzenia zapadł mi głęboko w pamięć, choć jednocześnie mnie nie przekonuje. Przeczytałem pracę dr Adama Ostanka w poszukiwaniu opisu takiego bądź podobnego wydarzenia. Ani w tym, ani innych czytanych przeze mnie źródłach (dr W. Włodarkiewicz "Przed zagładą. Społeczeństwo Wołynia i Małopolski Wschodniej wobec państwa polskiego 1935-1939") nie natknąłem się na wzmiankę o podobnym zajściu. Zastanawiam się czy Ł. Krawczuk - jak to polityk - kłamał. Nie jestem też fanem codziennych gazet jako źródła faktów historycznych (notorycznie podaje się informacje bez sprawdzenia). Dodatkowo, jak miałem okazję nie raz się przekonać, Rosja czy Ukraina są obszarem o nieodgadnionej przeszłości, która dowolnie się kształtuje w zależności od tego, kto o niej mówi.

Jestem ciekaw, czy ktoś z Was posiada informacje o takim bądź podobnym zajściu w 1930 r.?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
Marlow Charles
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 191
Nr użytkownika: 99.133

Marcin Basinski
 
 
post 27/05/2020, 23:18 Quote Post

Grzegorz Motyka w ,,Od Rzezi Wołyńskiej do Akcji Wisła" na stronie 31 przywołuje wspomnienia Zeneidy z Zamoyjskich: ,,Dziewczęta ukraińskie wieszano za nogi i wtedy spadające spódnice przypominały tulipany. Już nie było tak przyjemnie chodzić do grekokatolickiej cerkwi".[12]
------
[12] cytat za: Andrzej Leon Sowa, ,,Stosunki polsko-ukrainskie 1939-1947" Kraków 1998,str 52

------
O ,,tulipanach" pisał, jeśli mnie teraz pamięć nie zawodzi, ktoryś z Mackiewiczów. Ale konkretnie który, to już nie dziś ani nie jutro, może sobie przypomnę.

Ten post był edytowany przez Marlow Charles: 27/05/2020, 23:19
 
User is online!  PMMini Profile Post #2

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej