Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
3 Strony < 1 2 3 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Choroby cywilizacyjne mieszkancow PRLu,
     
Biernat
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 119
Nr użytkownika: 98.256

 
 
post 11/07/2017, 10:26 Quote Post

QUOTE(BardzoGruby1968 @ 9/07/2017, 21:42)
Dziękuję za szczere i przydatne odpowiedzi. O kobietach już mniej więcej wiem. Chciałbym poznać jeszcze prawdę o otyłości u ówczesnych mężczyzn. Dodatkowo, w temacie leczenia otyłości chodziło mi bardziej o to czy istniał wówczas odpowiedni sprzęt medyczny dedykowany dla osób o dużo większej tuszy, czyli wózki inwalidzkie, łóżka szpitalne o odpowiednim udzwigu(podobno nawet w dzisiejszych czasach nie jest pod tym względem najlepiej). Czy przeprowadzano już wówczas operacje dedykowane pod ludzi otyłych?
*



Mam świadomość ogólności czy nawet ogólnikowości mych postów w tym temacie, nic z nich istotnego z pewnością nie wynika. Ty natomiast, tak mi się wydaje, trochę chyba źle szukasz odpowiedzi na interesujące cię zagadnienia. To jest forum historyczne, a nie medyczne. Na dodatek poruszony przez ciebie temat należy do historii społecznej, na dodatek kolejny - w jej bardzo szerokim ujęciu, zaś forum to zorientowane jest na historię polityczną, jak zresztą wszystko w tym kraju. (Jest to notabene cechą niemal całej polskiej historiografii, zwłaszcza dzisiejszej, w której dominuje historia polityczna; kiedyś, na przykład w czasach PRL, było z tym trochę lepiej, tzn. historia inna i ambitniejsza niż polityczna, czyli po prostu historia społeczna, była szerzej reprezentowana). Myślę, że na owe kwestie znacznie lepszym miejscem są jakieś portale medyczne vel paramedyczne, a najlepszym pewnie jakieś strony specjalistyczne.
 
User is offline  PMMini Profile Post #16

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.900
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 15/03/2019, 15:43 Quote Post

Faktem jest, że za komuny odżywiano się "zdrowiej". Jedzono mniej mięsa - z prozaicznej, dobrze znanej wszystkim przyczyny. Więcej się ruszano też z banalnych przyczyn - jeden kanał telewizji, brak innych rozrywek, brak samochodów. Ale to nie znaczy, że żyło się zdrowiej i nie było chorób cywilizacyjnych. Mięso (choć chwalone przez niektórych w porównaniu do obecnych wędlin) było kiepskiej jakości. Warunki sanitarne uboju wołały o pomstę do nieba w tych państwowych ubojniach. Do dziś u niektórych "pracowników i dyrektorów" pozostały stare nawyki. Spora część społeczeństwa mięso kupowało na targu, gdzie nikt naprawdę nie wiedział, co kupuje (a o przypadkach mieszania np wieprzowego ze złapanym dzikiem w latach 80 - tych i sprzedaży takiego mięsa to sam słyszałem). Ktoś się przejmował jakąś tam włośnicą? A czy z innymi produktami było lepiej? Emerytowany już prokurator opowiadał mi, że kiedyś dostali donos, że jednej mleczarni pracownice zabawiają się w Kleopatrę, co najlepsze ponoć okazało się to prawdą, ale lepiej było nie drążyć dalej całej sprawy (prokurator profilaktycznie zrezygnował z mleka).
A alkoholizm. Nawet nie chcę sięgać po książki opisujące picie w PRLu (np Historia pijaństwa w czasach PRL) - pito hurtowo, najmocniejsze alkohole. To był problem społeczny, przy którym wysiada przywilej propinacyjny za I RP.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #17

     
petroCPN SA
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 536
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 15/03/2019, 16:39 Quote Post

QUOTE(carantuhill @ 15/03/2019, 15:43)
za komuny odżywiano się "zdrowiej". Jedzono mniej mięsa - z prozaicznej, dobrze znanej wszystkim przyczyny. Więcej się ruszano też z banalnych przyczyn - jeden kanał telewizji, brak innych rozrywek, brak samochodów. Ale to nie znaczy, że żyło się zdrowiej i nie było chorób cywilizacyjnych. Mięso (choć chwalone przez niektórych w porównaniu do obecnych wędlin) było kiepskiej jakości. Warunki sanitarne uboju wołały o pomstę do nieba w tych państwowych ubojniach. Do dziś u niektórych "pracowników i dyrektorów" pozostały stare nawyki. Spora część społeczeństwa mięso kupowało na targu, gdzie nikt naprawdę nie wiedział, co kupuje (a o przypadkach mieszania np wieprzowego ze złapanym dzikiem w latach 80 - tych i sprzedaży takiego mięsa to sam słyszałem). Ktoś się przejmował jakąś tam włośnicą? A czy z innymi produktami było lepiej? Emerytowany już prokurator opowiadał mi, że kiedyś dostali donos, że jednej mleczarni pracownice zabawiają się w Kleopatrę, co najlepsze ponoć okazało się to prawdą, ale lepiej było nie drążyć dalej całej sprawy (prokurator profilaktycznie zrezygnował z mleka).
A alkoholizm. Nawet nie chcę sięgać po książki opisujące picie w PRLu (np Historia pijaństwa w czasach PRL) - pito hurtowo, najmocniejsze alkohole. To był problem społeczny,
*





https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/spr...z-w-prl/92mx30y
Powyższy artykuł twierdzi, że roczne spożycie mięsa (czerwonego, bez drobiu i ryb) na 1 mieszkańca Polski wyglądało tak:
1946: 15,8 kg / rok
1950: 36,5 kg / rok
1960: 46,5 kg / rok
1970: 53,0 kg / rok
1975: 70,3 kg / rok
1980: 74,0 kg / rok (rekord!)
1984: 57,2 kg / rok (kartki)
1999: 66,7 kg / rok
2008: 5,6 kg / mies. (tak, tutaj miesięcznie)
2012: 5,4 kg / mies. (co prawda, w innym miejscu stwierdza się tam, że w roku 2012 spożywaliśmy 71,0 kg rok - i jest tu pewna niezgodność).

Artykuł stwierdza też, iż w Niemczech średnio zjada się 60 kg mięsa rocznie, zaś najwięcej w USA - 75 kg / rok. Eksperci od żywienia ostatnio rekomendują zjadanie rocznie nie więcej, niż 30 kg mięsa.

Naturalnie, kwestia wyżywienia narodu jest o wiele bardziej skomplikowana, niźli wielkość spożycia mięsa.

Ten post był edytowany przez petroCPN SA: 15/03/2019, 16:43
 
User is offline  PMMini Profile Post #18

     
Fuser
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.900
Nr użytkownika: 15.418

 
 
post 15/03/2019, 19:22 Quote Post

QUOTE(carantuhill @ 15/03/2019, 16:43)
Więcej się ruszano też z banalnych przyczyn - jeden kanał telewizji, brak innych rozrywek, brak samochodów.
*


Było też radio. Były kina, teatry, koncerty muzyczne, imprezy sportowe - wszystko z wysoką frekwencją - i przepełniona komunikacja publiczna.
 
User is offline  PMMini Profile Post #19

     
Grzegorz_B
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 665
Nr użytkownika: 99.929

Stopień akademicki: dr
Zawód: IT
 
 
post 15/03/2019, 21:00 Quote Post

QUOTE(Fuser @ 15/03/2019, 19:22)
QUOTE(carantuhill @ 15/03/2019, 16:43)
Więcej się ruszano też z banalnych przyczyn - jeden kanał telewizji, brak innych rozrywek, brak samochodów.
*


Było też radio. Były kina, teatry, koncerty muzyczne, imprezy sportowe - wszystko z wysoką frekwencją - i przepełniona komunikacja publiczna.
*


Nie ma porównania. Taki nastolatek nie miał szansy przesiedzieć całego dnia przy czipsach z twarzą w tablecie.

Zresztą przejdź się po szkolnych boiskach - obecnie najczęściej pustki, za moich czasów po szkole praktycznie zawsze ktoś grał, a czasami nawet było tylu chętnych że trzeba się było jakoś tym boiskiem podzielić. A jak ktoś wolał sobie poczytać to też zamiast ebooka (na miejscu) musiał się najpierw przejść do biblioteki ( i zaliczyć 2x10 minut ruchu). I tak dalej.
 
User is offline  PMMini Profile Post #20

     
petroCPN SA
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 536
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 15/03/2019, 21:49 Quote Post

https://www.google.pl/search?q=%C5%9Brednia...m42hkbd3edX1vM:

Smutnym fenomenem dużej części epoki PRL-u była nadumieralność mężczyzn. Skutkowała ona długotrwałą stagnacją w wydłużaniu się średniego trwania życia (w szczególności mężczyzn).
Jak widać na załączonym wykresie, w zasadzie już od pierwszej połowy lat 60. można mówić o wyraźnym spowolnieniu albo wręcz zastopowaniu wydłużania się trwania ludzkiego życia. Ta stagnacja skończyła się dopiero na początku lat 90. XX wieku. W ciągu trzech dekad miewaliśmy nawet okresy, gdy średnie trwanie życia mężczyzny w Polsce skracało się. Tak się działo nawet w legendarnej "złotej dekadzie" gierkowskiej. Pod koniec epoki Gierka, statystyczny mężczyzna umierał w wieku około lat 62 - w praktyce oznaczało to cofnięcie się do roku 1964. Przez cały czas trwania PRL-u, statystyczny nowonarodzony mężczyzna nie miał szans dożyć ustawowego wieku emerytalnego 65 lat; dożywali tylko ci "niestatystyczni". Złote lata ZUS-u - powiecie, prawda? Odpowiedni wskaźnik dla polskich mężczyzn w roku 2017 wynosił prawie 74 lata (kobiety oczywiście żyją dłużej).
O ile w ogóle istnieje jakikolwiek pojedynczy wskaźnik, sumarycznie ujmujący całość tematyki zdrowotnej - to chyba właśnie life expectancy, bo cóż innego? Natomiast sprawą dyskusyjną będzie to, w jakim procencie dobrą albo złą sytuację w tym zakresie przypisać można obfitości oraz jakości żywności i wyżywienia, w jakim - czynnikom środowiskowym, w jakim - jakości opieki zdrowotnej, zaś w jakim - stylowi życia większości ludzi, zdarzeniom tragicznym etc.
https://photius.com/rankings/2018/populatio...ale_2018_0.html

Ten post był edytowany przez petroCPN SA: 15/03/2019, 22:07
 
User is offline  PMMini Profile Post #21

     
Fuser
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.900
Nr użytkownika: 15.418

 
 
post 16/03/2019, 7:52 Quote Post

QUOTE(Grzegorz_B @ 15/03/2019, 22:00)
QUOTE(Fuser @ 15/03/2019, 19:22)
QUOTE(carantuhill @ 15/03/2019, 16:43)
Więcej się ruszano też z banalnych przyczyn - jeden kanał telewizji, brak innych rozrywek, brak samochodów.
*


Było też radio. Były kina, teatry, koncerty muzyczne, imprezy sportowe - wszystko z wysoką frekwencją - i przepełniona komunikacja publiczna.
*


Nie ma porównania. Taki nastolatek nie miał szansy przesiedzieć całego dnia przy czipsach z twarzą w tablecie.

Zresztą przejdź się po szkolnych boiskach - obecnie najczęściej pustki, za moich czasów po szkole praktycznie zawsze ktoś grał, a czasami nawet było tylu chętnych że trzeba się było jakoś tym boiskiem podzielić. A jak ktoś wolał sobie poczytać to też zamiast ebooka (na miejscu) musiał się najpierw przejść do biblioteki ( i zaliczyć 2x10 minut ruchu). I tak dalej.
*


Przecież nie pisałem, że był Internet, komputery, itd., tylko, że szeroko rozumiana i dostępna rozrywka nie ograniczała się do jednego kanału telewizji.
Zresztą w poszczególnych państwach zachodniej Europy do lat 80. liczba kanałów telewizyjnych też była mocno ograniczona.
 
User is offline  PMMini Profile Post #22

     
pejotlbis
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 285
Nr użytkownika: 97.178

Piotr Jakubowski
 
 
post 16/03/2019, 8:40 Quote Post

QUOTE
QUOTE(Grzegorz_B @ 15/03/2019, 22:00)
QUOTE(Fuser @ 15/03/2019, 19:22)
QUOTE(carantuhill @ 15/03/2019, 16:43)
Więcej się ruszano też z banalnych przyczyn - jeden kanał telewizji, brak innych rozrywek, brak samochodów.
*


Było też radio. Były kina, teatry, koncerty muzyczne, imprezy sportowe - wszystko z wysoką frekwencją - i przepełniona komunikacja publiczna.
*


Nie ma porównania. Taki nastolatek nie miał szansy przesiedzieć całego dnia przy czipsach z twarzą w tablecie.

Zresztą przejdź się po szkolnych boiskach - obecnie najczęściej pustki, za moich czasów po szkole praktycznie zawsze ktoś grał, a czasami nawet było tylu chętnych że trzeba się było jakoś tym boiskiem podzielić. A jak ktoś wolał sobie poczytać to też zamiast ebooka (na miejscu) musiał się najpierw przejść do biblioteki ( i zaliczyć 2x10 minut ruchu). I tak dalej.
*


Przecież nie pisałem, że był Internet, komputery, itd., tylko, że szeroko rozumiana i dostępna rozrywka nie ograniczała się do jednego kanału telewizji.
Zresztą w poszczególnych państwach zachodniej Europy do lat 80. liczba kanałów telewizyjnych też była mocno ograniczona.


"Ruszano się z banalnych przyczyn" niby tak , ale czy można nazwać aktywnością fizyczną chodzenie po ulicy?, no , a stanie w kolejkach? też przecież wysiłek izometryczny.
Proszę sobie przypomnieć zatem , jaki był stosunek przeciętnego Kowalskiego np. w 1979 do codziennego wysiłku sportowego, a jaki jest dzisiaj ?
Ile osób wtedy biegało? ile osób codziennie / w miastach oczywiście/ jezdżdziło na rowerach?, jakie były w końcu warunki wtedy do uprawiania sportów dla niezrzeszonych amatorów rekreacji sportowej?
Odpowiadam z punktu widzenia warszawiaka:
Bieganie zaczął lansować gdzieś w drugiej połowie lat 70-tych red.Hopfer i wtedy trochę osób zaczęło biegać, ale to była bardzo mała ilość , ogółem recepcja społeczna była taka że widząc kogoś biegającego pukano się w głowę.
Codziennie jeżdżiła na rowerach tylko młodzież i dzieci, starsi to były jednostki.
Podobnie było ze sportami zimowymi.
Basenów całorocznych w Warszawie tamtego okresu było z tego co pamiętam cztery- nie ma porównania z dniem dzisiejszym.
Siłowni było więcej , ale też nie ma porównania.
Ogółem sport uprawiany był wyłącznie przez dzieci i młodzież, osoby dorosłe i starsze nie związane zawodowo z jakimś klubem sportowym nie uprawiały żadnej aktywności sportowej na codzień.
Nie ma żadnego, najmniejszego nawet porównania z dzisiejszą dostępnością klubów fitness, sal aktywności, i różnorodnością uprawianych dyscyplin, czy systemów treningowych, nawet dzisiaj można mówić o pewnej histerii fitness.
Wtedy dominował zasiedziały , otępiały styl życia praca-dom, weekendy przed telewizorem,Święta, imieniny, przy wódce, ciężkim niezdrowym jedzeniu, słodyczach, bierne wczasy pracownicze.Odstępstwa od takiego modelu były traktowane z niechęcią , żeby nie powiedzieć wrogo /czasami/
Nie można jednak pominąć innego rodzaju sezonowych aktywności tamtych lat:praca na działce, wyjazdy na ryby,albo grzyby.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #23

     
pejotlbis
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 285
Nr użytkownika: 97.178

Piotr Jakubowski
 
 
post 16/03/2019, 9:05 Quote Post

QUOTE
Naturalnie, kwestia wyżywienia narodu jest o wiele bardziej skomplikowana, niźli wielkość spożycia mięsa.

Oczywista oczywistość.
Za czasów Gomułki, Gierka , i Jaruzela dominował w Polsce archaiczny model żywienia zdeterminowany przez braki na rynku, ale i też przez doświadczenia przedwojenne i okupacyjne starszego pokolenia.
Trzeba było się najeść- dużo, tłusto i ciężko,mało warzyw , w tym niewielkie ilości surówek.Owoców jedzono niewiele, i nie chodzi tu o owoce południowe których był brak, ale o rodzime.
Pamiętam ok.roku 1976 ? rozpoczęto w TVP reklamy , takie krótkie filmy animowane, nakłaniające do jedzenia ryb, wiązało się to oczywiście z brakami mięsa na rynku, ale tychże jedzono wtedy rzeczywiście za mało."Jedzcie dorsze , gówno gorsze"
Nawoływania dietetyków w obliczu coraz większej ilości chorób serca , do jedzenia większej ilości warzyw, brano za propagandę.-Kabaret TEY "Z tyłu sklepu"
Niska średnia dożywanego wtedy przez mężczyzn wieku wiązała się też , a chyba przede wszystkim z opieką i fachowością lekarską na niskim poziomie,żadną profilaktyką, niedostępnością wielu leków, złą jakością polskich leków -"Szpitalne Spotkanie z Balladą"
Jeśli chodzi o choroby związane z cywilizacją PRL i żywieniem, to były zatrucia pokarmowe i choroby układu pokarmowego.
Zatrucia wiązały się z niedostatecznymi środkami podejmowanymi w celu zabezpieczania łatwo psującej się żywności , /to chyba w latach 80-tych zadebiutowała Salmonella/ wynikało to z technologicznych powodów, ale także, właściwie żadnej odpowiedzialności.Za zatruciami pokarmowymi, jedzeniem żywności o śmieciowej jakości, i zażywaniem złych, trujących wręcz leków szły przewlekłe schorzenia wątroby, nerek, żołądka.
Pamiętam mając 16 lat chciałem się wykurować się na następny dzień z przeziębienia,wziąłem na łyżeczce dwie rozpuszczone polopiryny,przęziebienie nie przeszło, ale wątroba zaczęła mnie rwać tak, jak nigdy przedtem , i nigdy potem do dnia dzisiejszego.

Ten post był edytowany przez pejotlbis: 16/03/2019, 9:22
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #24

     
petroCPN SA
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 536
Nr użytkownika: 104.458

Stopień akademicki: doktor
Zawód: wyk³adowca
 
 
post 16/03/2019, 19:31 Quote Post

QUOTE(pejotlbis @ 16/03/2019, 9:05)

Pamiętam ok.roku 1976 ? rozpoczęto w TVP reklamy , takie krótkie filmy animowane, nakłaniające do jedzenia ryb, wiązało się to oczywiście z brakami mięsa na rynku, ale tychże jedzono wtedy rzeczywiście za mało."Jedzcie dorsze , gówno gorsze"
Nawoływania dietetyków w obliczu coraz większej ilości chorób serca , do jedzenia większej ilości warzyw, brano za propagandę.-Kabaret TEY "Z tyłu sklepu"

*




W jednym z odcinków 40-latka, szwagier Karwowskiego (grany, jak zwykle znakomicie, przez Janusza Gajosa), reprezentujący podejrzaną za Gierka kastę prywaciarzy-drobnych kapitalistów, tłumaczył się, że on, hodując przemysłowo kurczaki - robi rządowi dobrze: "Rząd popiera drób, żeby złagodzić niedobory mięsa".
Tiaaa. Jeszcze w początku lat 80., w Stanie Wojennym, korespondent z nieodległego Budapesztu donosił zachwycony, że tam, nad Dunajem, wcale nie trzeba od razu kupować całego kuraka. Albowiem w chłodzonej ladzie leżą osobno kurze udka, osobno piersi - co kto lubi. Dziś kupowanie tylko wybranej części kurczaka (albo indyka czy kaczki) jest również dla nas absolutnie normalne. A kiedyś tak wcale nie było.
 
User is offline  PMMini Profile Post #25

     
Grzegorz_B
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 665
Nr użytkownika: 99.929

Stopień akademicki: dr
Zawód: IT
 
 
post 16/03/2019, 20:50 Quote Post

QUOTE(pejotlbis @ 16/03/2019, 8:40)
"Ruszano się z banalnych przyczyn" niby tak , ale czy można nazwać aktywnością fizyczną  chodzenie po ulicy?, no , a stanie w kolejkach? też przecież wysiłek izometryczny.
Proszę sobie przypomnieć zatem , jaki był stosunek przeciętnego Kowalskiego np. w 1979 do codziennego wysiłku sportowego, a jaki jest dzisiaj ?
Ile osób wtedy biegało? ile osób codziennie / w miastach oczywiście/ jezdżdziło na rowerach?, jakie były w końcu warunki wtedy do uprawiania sportów dla niezrzeszonych amatorów rekreacji sportowej?
(...)


No dobra, ale temat zaczął się od chorobliwej otyłości, a nie od tego ile było ludzi trenujących amatorsko czy półzawodowo bieganie, jeżdżących na co dzień rowerem, itd. Dlatego nie porównuje tutaj kogoś komu się chce uprawiać jakiś sport i ma (generalnie, bo nie zawsze) łatwiej dzisiaj - ale ani wtedy ani teraz nie miał szans na zostanie tłuściochem.

Raczej chodziło mi przeciętnego gościa bez jakichkolwiek zacięć w tym kierunku, któremu siłą rzeczy (raz przez braki na rynku, dwa przez mniej "wygodne" życie) dużo trudniej było się wtedy dorobić nadwagi.

To samo dotyczy jakości tego wysiłku. Owszem, spora część z nich to mała intensywność i sportowca w ten sposób nie wyhodujesz... ale jak sobie dodasz po kolei ziarnko do ziarnka do np. 2h dziennie to już wystarczy żeby utrzymać się w jako takiej (niezapuszczonej) formie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #26

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.900
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 18/03/2019, 10:05 Quote Post

QUOTE(petroCPN SA @ 15/03/2019, 17:39)
QUOTE(carantuhill @ 15/03/2019, 15:43)
za komuny odżywiano się "zdrowiej". Jedzono mniej mięsa - z prozaicznej, dobrze znanej wszystkim przyczyny. Więcej się ruszano też z banalnych przyczyn - jeden kanał telewizji, brak innych rozrywek, brak samochodów. Ale to nie znaczy, że żyło się zdrowiej i nie było chorób cywilizacyjnych. Mięso (choć chwalone przez niektórych w porównaniu do obecnych wędlin) było kiepskiej jakości. Warunki sanitarne uboju wołały o pomstę do nieba w tych państwowych ubojniach. Do dziś u niektórych "pracowników i dyrektorów" pozostały stare nawyki. Spora część społeczeństwa mięso kupowało na targu, gdzie nikt naprawdę nie wiedział, co kupuje (a o przypadkach mieszania np wieprzowego ze złapanym dzikiem w latach 80 - tych i sprzedaży takiego mięsa to sam słyszałem). Ktoś się przejmował jakąś tam włośnicą? A czy z innymi produktami było lepiej? Emerytowany już prokurator opowiadał mi, że kiedyś dostali donos, że jednej mleczarni pracownice zabawiają się w Kleopatrę, co najlepsze ponoć okazało się to prawdą, ale lepiej było nie drążyć dalej całej sprawy (prokurator profilaktycznie zrezygnował z mleka).
A alkoholizm. Nawet nie chcę sięgać po książki opisujące picie w PRLu (np Historia pijaństwa w czasach PRL) - pito hurtowo, najmocniejsze alkohole. To był problem społeczny,
*





https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/spr...z-w-prl/92mx30y
Powyższy artykuł twierdzi, że roczne spożycie mięsa (czerwonego, bez drobiu i ryb) na 1 mieszkańca Polski wyglądało tak:
1946: 15,8 kg / rok
1950: 36,5 kg / rok
1960: 46,5 kg / rok
1970: 53,0 kg / rok
1975: 70,3 kg / rok
1980: 74,0 kg / rok (rekord!)
1984: 57,2 kg / rok (kartki)
1999: 66,7 kg / rok
2008: 5,6 kg / mies. (tak, tutaj miesięcznie)
2012: 5,4 kg / mies. (co prawda, w innym miejscu stwierdza się tam, że w roku 2012 spożywaliśmy 71,0 kg rok - i jest tu pewna niezgodność).

Artykuł stwierdza też, iż w Niemczech średnio zjada się 60 kg mięsa rocznie, zaś najwięcej w USA - 75 kg / rok. Eksperci od żywienia ostatnio rekomendują zjadanie rocznie nie więcej, niż 30 kg mięsa.

Naturalnie, kwestia wyżywienia narodu jest o wiele bardziej skomplikowana, niźli wielkość spożycia mięsa.
*




Pewnie że tak. Przy czym to mięso co my jemy od tego za komuny różni się znacznie. ZA PRL jedzono generalnie wszystko, rzeczy, które obecnie by nie przeszły (nutrie na przykład). W PRL zaczęła się kariera parówek, bo włodarze uznali, że tym sposobem da się przyoszczędzić sporo mięsa.
A jakość mięsa, w warunkach, kiedy kupowano praktycznie wszystko co znalazło się na rynku, była tragiczna. Mam taką starą książeczkę z głębokiego PRL (Kuchnia oszczędnej gospodyni), gdzie na samym początku zalecają dodawanie dużych ilości przypraw, ziół, żeby zniwelować zły smak mięsa. No i 400 kg ziemniaków na osobę... Mało zróżnicowana dieta.
Młodzież się więcej ruszała to oczywiste. Urodziłem się w końcówce PRL - całe dnie spędzaliśmy na polu, tak było też praktycznie przez całe lata 90-te, chyba siłą przyzwyczajenia. No i ruszano się znacznie więcej, w całym moim rodzinnym mieście nie było chyba więcej niż 50 prywatnych samochodów, gdziekolwiek trzeba było się dostać to na nogach lub w przeładowanej komunikacji publicznej. Teraz sport ma charakter mody, jest rodzajem trendu - w PRL wysiłek fizyczny był rzeczą naturalną - dotarcie do celu na piechotę, prace w ogrodzie, stanie w kolejce, przebiegnięcie pół miasta żeby kupić sól itp.

CODE
Niska średnia dożywanego wtedy przez mężczyzn wieku wiązała się też , a chyba przede wszystkim z opieką i fachowością lekarską na niskim poziomie,żadną profilaktyką, niedostępnością wielu leków, złą jakością polskich leków -"Szpitalne Spotkanie z Balladą"


Bo 9 litrów alkoholu na osobę (nie licząc bimbru) to nie miało znaczenia smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #27

     
Jacpi
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 837
Nr użytkownika: 76.416

Jacek Piorecki
 
 
post 18/03/2019, 13:06 Quote Post

Generalnie otyłość za PRL wśród młodzieży i dzieci była uznawana za coś gorszego . Z własnego podwórka wiem że jeden ( naprawdę jeden ) chłopiec w moje szkole podstawowej, który był po prostu gruby miał przechlapane szczególnie na lekcjach W-F. Natomiast zmieniła się wg mnie percepcja otyłości . Zostały przesunięte granice . Ktoś kto w PRL był uważany za grubego dziś ..ma tylko nadwagę. Co do przyczyn braku otyłości w PRL . Faktycznie więcej ruchu . Ktoś powiedział że stanie w kolejce to ćwiczenie izometryczne ale też powoduje zwiększone wydatkowanie energii a cukru i węglowodanów nie jadło się zbyt wiele. Poza tym Na ten przystanek tez trzeba było dojść, postać na przystanku w tramwaju czy autobusie. Na wsi to w ogóle trzeba było nieraz parę kilometrów z robić w obie strony do GS-s
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #28

     
marc20
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.243
Nr użytkownika: 80.503

Stopień akademicki: student
Zawód: student
 
 
post 18/03/2019, 13:18 Quote Post

QUOTE(carantuhill @ 18/03/2019, 10:05)
ZA PRL jedzono generalnie wszystko, rzeczy, które obecnie by nie przeszły (nutrie na przykład).

Na poziomie indywidualnym byli chyba podobnie wybredni jak dziś.Ludzi wychowani w głębokim PRL-u można podzielić wg gustów kulinarnych na tych co jedzą/nie jedzą kaczki, śledzi,smalcu czy kaszy itp..

Zresztą marnotrawstwo jest wpisane w ludzką naturę, inaczej wierne sługi - psy i koty nie miałyby co jeść
QUOTE
A jakość mięsa, w warunkach, kiedy kupowano praktycznie wszystko co znalazło się na rynku, była tragiczna. Mam taką starą książeczkę z głębokiego PRL (Kuchnia oszczędnej gospodyni), gdzie na samym początku zalecają dodawanie dużych ilości przypraw, ziół, żeby zniwelować zły smak mięsa.

To chyba jeszcze pozostałość po wcześniejszych czasach, sprzed zamrażarek i lodówek.

Zresztą, dlaczego za główną chorobą cywilizacyjną uznać otyłość a nie np. krótkowzroczność.

Ten post był edytowany przez marc20: 18/03/2019, 13:19
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #29

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 6.900
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Zawód: Galileusz
 
 
post 18/03/2019, 14:28 Quote Post

CODE
Na poziomie indywidualnym byli chyba podobnie wybredni jak dziś.Ludzi wychowani w głębokim PRL-u można podzielić wg gustów kulinarnych na tych co jedzą/nie jedzą kaczki, śledzi,smalcu czy kaszy itp..

Zresztą marnotrawstwo jest wpisane w ludzką naturę, inaczej wierne sługi - psy i koty nie miałyby co jeść


Jedzono wszystko i kupowano wszystko. To akurat wiem z pierwszej ręki, od Pani, która była kierowniczką, chyba jedynego sklepu mięsnego w centrum Krakowa. Bito się o wszystko, każdy odpad, okruszek, popsute mięso - mam rozmowę nagraną jeszcze na kasecie smile.gif Do tego dochodziła cała szara strefa handlu mięsem po bazarach, targach, osiedlowych dróżkach - niekontrolowana, o rozmaitej jakości. Parówki czy mortadela "kiełbasa paryska" odniosły sukces w końcówce PRL, kiedy konsument zadawalał się byle czym.

CODE
To chyba jeszcze pozostałość po wcześniejszych czasach, sprzed zamrażarek i lodówek.


Z końcówki lat 70-tych. Pomijając transport i przechowanie (kto słyszał o HAACP), warunki uboju były tragiczne, czym karmiono trzodę, przy np sankcjach z Zachodu, jak cała nasza hodowla byłą uzależniona od ich pasz dry.gif Jakbym Wam opowiedział parę historii (też nagranych smile.gif ) to chyba po mięso byście nie sięgnęli dry.gif . A prócz mięsa, podejrzanych produktów było dużo więcej.

Ale to, co jedliśmy za PrLu to jedna sprawa. Chorobą cywilizacyjną najbardziej drastyczną był alkoholizm. Moda na niepalenie to też dopiero wynalazek ostatnich lat, a sporty, popularne czy klubowe (popularne jedyny mój papieros w życiu sleep.gif ) cieszyły się nie słabnącą popularnością.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #30

3 Strony < 1 2 3 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej