Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
63 Strony « < 61 62 63 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Życie codzienne w PRL-u
     
Fuser
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.826
Nr użytkownika: 15.418

 
 
post 6/10/2015, 20:07 Quote Post

QUOTE(zajączek @ 6/10/2015, 20:18)
W każdej jednostce wojskowej działał sklep Wojskowej Centrali Handlowej, tam sprzedawano dobra niedostępne "za siatką" dla cywili.
Pamiętam kupiłem przed odejściem do cywila sztruksy Levis-a i jeansy Wranglera. O produktach dostępnych w WCH z poza kartowego przydziału nie będę już nawet wspominał.
Nie kłamcie więc, że w czasach PRL żołnierze zawodowi żyli jak robole, bo zwyczajnie kłamiecie.
*


Na podstawie tego, co czytałem, w latach 80. wynagrodzenia w WP żołnierzy zawodowych realnie mocno spadły. W tygodniku "Przegląd", który trudno posądzić o niechęć wobec PRL, zamieszczono kiedyś wspomnienia jakiegoś oficera (L)WP (kiedy to było i nazwiska nie pamiętam), który twierdził, że na żale żołnierzy w l. 80. co do zarobków, gen. Jaruzelski miał odpowiedzieć, że nie czas wyciągać rękę, gdy ojczyzna w potrzebie. Wedle tej relacji podwyżki zawodowym wojskowym miał dać dopiero rząd T. Mazowieckiego.
We wspomnieniowej książce "Byłem żołnierzem u komunistów": (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/26327/bylem...em-u-komunistow), na marginesie jednej z najgorszych książek, jaką w życiu czytałem, autor przytacza podsłuchaną u schyłku lat 60. rozmowę kilku generałów (L)WP, którzy mieli obawiać się odejścia z czynnej służby z powodu związanego z tym znacznego pogorszenia swojej sytuacji finansowej.
 
User is offline  PMMini Profile Post #931

     
Napoleon7
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.651
Nr użytkownika: 58.281

 
 
post 7/10/2015, 11:36 Quote Post

Służbę wojskową roczną jako podchorąży (bażant) odbyłem w latach 1984-1985. Po szkółce trafiłem do Szczecina (12 Dywizja Zmechanizowana). Miałem szczęście, gdyż po miesięcznej służbie w batalionie na stanowisku d-cy działonu (ZU-23-2) trafiłem do sztabu dywizji jako opiekun sali tradycji i "człowiek do wszystkiego". Stąd mniej więcej mam pojęcie o tym jaki był dostęp do dóbr wszelakich dla oficerów.
Nie było tak różowo jak się powszechnie niekiedy sądzi, ale też i nie było tak źle. Na terenie sztabu funkcjonował osobny sklep w którym ofierowie mogli się zaopatrywać (w pułkach też takowe były). Dominowały towary na kartki, ale za to kolejek nie było. Poza tym często "rzucali" towary deficytowe z puli pozakartkowej. Osobiście, jako jednak "element obcy" miałem do nich ograniczony dostęp, ale pracownicy sztabu mogli z tego korzystać (także cywilni). W przypadku pojawienia sie jakichś wyjątkowo atrakcyjnych towarów mógł być lekki ścisk, ale generalnie można było kupić sporo rzeczy poza kartkami (dotycvzy to i żywności i innych towarów) - oczywiście biorąc pod uwagę ówczesną sytuację.
Była też kantyna. W kantynie można było zjeść dania barowe (ale mięcho było!) bez ograniczeń. Można też było kupić słodycze (znów - bez ograniczeń, choć tylko wtedy gdy były, ale były z tego co pamiętam bardzo często). Cena była trochę wyższa niż normalnie, ale nie wygórowana, więc wiele osób kupowało.

Generalnie ofrcerom LWP (i cywilnym pracownikom instytucji wojskowych) "słodko" nie było, ale ich sytuacja była jednak wyraźnie lepsza niz normalnych zjadaczy chleba. Choć czy była lepsza niż innych grup (np. górników) tego nie wiem - nie mam porównania.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #932

     
Razorblade1967
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.155
Nr użytkownika: 57.526

Zawód: emeryt
 
 
post 8/10/2015, 9:52 Quote Post

QUOTE(zajączek @ 6/10/2015, 20:18)
W każdej jednostce wojskowej działał sklep Wojskowej Centrali Handlowej, tam sprzedawano dobra niedostępne "za siatką" dla cywili.

Nie - choć sklepy WCH jak najbardziej istniały, z zasady jednak na terenie zewnętrznym (choć oczywiście zakupy dostępne "na legitymację"), wewnątrz jednostek to głównie wtedy gdy była to jednostka oddalona... takie wojsko "w sosie własnym" czyli jednostka, osiedle kadry i las dookoła.

Przy czym sklepy WCH w dużej mierze zajmowały się sprzedażą artykułów mundurowych... choć oczywiście były tam też inne, czasem faktycznie coś "rzucano" atrakcyjnego. Tyle, że informacja o tym jakoś nie docierała "na doły" na czas... albo inaczej - znam częste przypadki "wypływania" co wartościowszych artykułów jeszcze z poziomu magazynu WCH, dla tych służących odpowiednio "wysoko".

Co do sklepów w jednostkach... to w zasadzie w okresie kartkowym nie były to sklepy, a punkty sprzedaży artykułów kartkowych głownie mięsa, z wyznaczonymi (przynajmniej tak było w mojej jednostce) trzema dniami w miesięcy dla każdego na dokonanie zakupów kartkowego przydziału. Przyznam, że korzystałem niewiele... zaopatrzenie szału nie robiło, ale to była już druga połowa lat 80-tych i czasy pojawienie się zaopatrzenia pozakartkowego. Pojawienie się tych punktów sprzedaży było głównie spowodowane systemem pracy w jednostce, gdzie kadra pododdziałów i techniczna rzadko wychodziła "o 15-tej", a w godzinach późno popołudniowych w zasadzie trudno było cokolwiek kupić "na mieście". Ponieważ to pojawiało się często w "meldunkach o nastrojach" przesyłanych przez oficerów politycznych, próbowano w ten sposób załagodzić te kwestie.

QUOTE(zajączek @ 6/10/2015, 20:18)
Nie kłamcie więc, że w czasach PRL żołnierze zawodowi żyli jak robole, bo zwyczajnie kłamiecie.

Nie kłamiemy - po prostu tak jak ten robol, robolowi nie był równy - bo i zakłady czy fabryki nie były sobie równe, tak cała armia nie wyglądała identycznie - jednostki różniły się od siebie, podobnie jak specyfika służby i życia w nich. Nasze wspomnienia siłą rzeczy dotyczą miejsc, w których przychodziło nam żyć, pracować czy służyć - a że bywały odmienne to i wspomnienia bywają różne, bo dotyczą konkretnych miejsc, z których czerpiemy wspomnienia.

QUOTE(Napoleon7 @ 7/10/2015, 12:36)
Była też kantyna. W kantynie można było zjeść dania barowe (ale mięcho było!) bez ograniczeń.

W fabryce (duży, prężny producent mebli w czasach PRL w tym na eksport do Niemiec i Szwecji) gdzie pracowałem przed wojskiem to akurat bufet zakładowy oferował znacznie więcej i lepiej niż potem kantyny (szału nie robiły) w jednostkach gdzie służyłem w czasie PRL. Tak więc z tym to bywało różnie... zależy gdzie pracował "robol" i zależy gdzie służył żołnierz... bo nie wszyscy służyli blisko dowództw związków taktycznych, sztabów itd. W tamtych czasach gro żołnierzy służyło w "jednostkach liniowych" często na "zadupiach" i raju to tam nie było.

Proponuję jednak nie sprowadzać ówczesnej armii do poziomu dowództw, sztabów i poziomu życia starszych oficerów... bo wtedy to jakoś większość to byli podoficerowie i chorążowie, bynajmniej przez LWP nie faworyzowani zanadto, a i często służący tam gdzie jakoś "luksusów" nie było.

Ten post był edytowany przez Razorblade1967: 8/10/2015, 9:55
 
User is offline  PMMini Profile Post #933

     
konto_usuniete_28.02.16
 

Unregistered

 
 
post 8/10/2015, 14:47 Quote Post

QUOTE
Nie kłamiemy - po prostu tak jak ten robol, robolowi nie był równy - bo i zakłady czy fabryki nie były sobie równe, tak cała armia nie wyglądała identycznie - jednostki różniły się od siebie, podobnie jak specyfika służby i życia w nich. Nasze wspomnienia siłą rzeczy dotyczą miejsc, w których przychodziło nam żyć, pracować czy służyć - a że bywały odmienne to i wspomnienia bywają różne, bo dotyczą konkretnych miejsc, z których czerpiemy wspomnienia.

Co fakt, to fakt, Karta Górnika, czy Karta Stoczniowca( tez chyba była), dzieliły klasę robotnicza na arystokracje, i resztę wink.gif

Ten post był edytowany przez lancaster: 8/10/2015, 14:47
 
Post #934

     
zajączek
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.575
Nr użytkownika: 3.463

 
 
post 10/10/2015, 6:50 Quote Post

QUOTE
W kantynie można było zjeść dania barowe (ale mięcho było!) bez ograniczeń.

Każda jednostka (czy może garnizon) prowadziła swoje gospodarstwo rolne. Głównie chów świń. Kilku żołnierzy zamiast karabinów przez dwa lata machało tam widłami. Stąd i mięsiwo w kantynie.
Podtrzymuję to co napisałem wcześniej, przeciętnemu żołnierzowi zawodowemu żyło się w PRL lepiej niż przeciętnemu robolowi.
 
User is offline  PMMini Profile Post #935

     
Razorblade1967
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.155
Nr użytkownika: 57.526

Zawód: emeryt
 
 
post 10/10/2015, 12:18 Quote Post

QUOTE(zajączek @ 10/10/2015, 7:50)
QUOTE
W kantynie można było zjeść dania barowe (ale mięcho było!) bez ograniczeń.

Każda jednostka (czy może garnizon) prowadziła swoje gospodarstwo rolne. Głównie chów świń. Kilku żołnierzy zamiast karabinów przez dwa lata machało tam widłami. Stąd i mięsiwo w kantynie.

Każda jednostka to przesada... "świniarnie" były obecne tam gdzie była duża ilość żywionych żołnierzy, bo wykorzystywano w większości resztki i odpady kuchenne. Natomiast lotniska miały też gospodarkę zbożową, bo dla odpwiedniego utrzymania pasów do lądowania awaryjnego bez podwozia uprawiano tam określone gatunku zboża.

QUOTE(zajączek @ 10/10/2015, 7:50)
Podtrzymuję to co napisałem wcześniej, przeciętnemu żołnierzowi zawodowemu żyło się w PRL lepiej niż przeciętnemu robolowi.

Fakt, że jeżeli po jednej stronie ta "przeciętna" to jest pomiędzy podoficerem, a generałem... a po drugiej przeciętność "roboli" to tylko pomiędzy różnymi zakładami, ale bierzemy pod uwagę tylko stanowiska "robotnicze".

Oczywiście musimy pominąć kwestię mieszkań służbowych, bo to akurat w armii było najlepiej rozwinięte, lepiej nawet jak w MO. Mieszkania zakładowe jeżeli porównamy je z ilością pracujących choćby w samym przemyśle to była kropla w morzu potrzeb.

Natomiast przechodząc z pracy w fabryce do służby wojskowej jakoś nie odczułem innego "polepszenia". Czasu miałem mniej (wtedy w armii się służyło, zwykle czasowo znacznie więcej niż pracowało w cywilu - pomijam oczywiście sztaby z ich regularną częściej pracą od 7 do 15), finansowo niewiele lepiej (ale trochę lepiej), ale jednocześnie wypadłem z "rynku załatwiania" i tutaj była dużą bolączka dla codziennego życia, bo jak pamiętamy był to ważny element codziennego życia i zaopatrywania się w różne "dobra", co to "na półkach nie leżały". Jedyna w sumie poprawa była spowodowana tym, że pomiędzy pracą w fabryce, a zawodową służbą miałem te dwa lata "przerwy" na służbę zasadniczą i w czasie tego okresu ogólnie się poprawiło...
 
User is offline  PMMini Profile Post #936

     
konto usunięte 051218
 

Unregistered

 
 
post 10/10/2015, 14:45 Quote Post

QUOTE(zajączek @ 10/10/2015, 7:50)
QUOTE
W kantynie można było zjeść dania barowe (ale mięcho było!) bez ograniczeń.

Każda jednostka (czy może garnizon) prowadziła swoje gospodarstwo rolne. Głównie chów świń. Kilku żołnierzy zamiast karabinów przez dwa lata machało tam widłami. Stąd i mięsiwo w kantynie.
Podtrzymuję to co napisałem wcześniej, przeciętnemu żołnierzowi zawodowemu żyło się w PRL lepiej niż przeciętnemu robolowi.
*


Przypominam sobie, że u nas w 12 pułku w Świeciu n/W faktycznie był wydzielony obszar, gdzie znajdowała się najprawdopodobniej chlewnia i budynki gospodarcze, oraz na pewno szklarnie i tunele ogrodnicze. Nie jestem natomiast pewien, czy była też ubojnia i masarnia, ale pamięć zawodną jest. Kantynę pamiętam jak najbardziej i jej standartowe danie - połówka jajka na twardo owinięta w plasterek szynki polanej majonezem smile.gif Wydaje mi się, że zaopatrzenie kantyny pochodziło z zewnątrz.
QUOTE
przeciętnemu żołnierzowi zawodowemu żyło się w PRL lepiej niż przeciętnemu robolowi.

I mnie się tak wydaje. Zawodowi zarabiali lepiej, niż ich odpowiednicy w MO. Pamiętam, że kadra dużo piła. Mój szef kompanii miał przez alkohol nieliche kłopoty.
 
Post #937

     
Razorblade1967
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.155
Nr użytkownika: 57.526

Zawód: emeryt
 
 
post 10/10/2015, 15:35 Quote Post

QUOTE(ciekawy @ 10/10/2015, 15:45)
I mnie się tak wydaje.

Ale dlatego, że przy takim postawieniu sprawy to jest gra "do jednej bramki" - z jednej strony "robol" czyli synonim pracownika fizycznego na niskim stanowisku, a z drugiej ogólnie zawodowy żołnierz bez rozdzielania czy dotyczy to plutonowego na najniższym stanowisku (U-32) czy np. pułkownika ze sztabu korpusu czy np. dowódcę pułku, brygady, dywizji. No to ta przeciętna u zawodowych faktyczni wychodzi znacznie lepiej - przecież z drugiej strony nie szukacie przeciętnej pomiędzy robotnikiem (pracownikiem fizycznym), a dyrektorem dużego zakładu przemysłowego itp.

QUOTE(ciekawy @ 10/10/2015, 15:45)
Pamiętam, że kadra dużo piła.

Fakt, tylko znowu...Generalnie to wtedy się w ogóle dużo piło i to bez krenpacji w czasie pracy i często "zamiast pracy". Niby czemu miał zapobiegać "alkohol po 13-tej"? Co oczywiście było kompletnie nieskuteczne, a zamiarem było przerwanie lub przynajmniej ograniczenie powszechnego pijaństwa w pracy. Choć oczywiście nie pijało się w fabrykach przy maszynie... ale już pracownicy na budowach to się "nie krępowali".

Ten post był edytowany przez Razorblade1967: 10/10/2015, 15:37
 
User is offline  PMMini Profile Post #938

     
pejotlbis
 

III ranga
***
Grupa: Użytkownik
Postów: 282
Nr użytkownika: 97.178

Piotr Jakubowski
 
 
post 11/10/2015, 13:27 Quote Post

Z tym "przeciętnym robolem" to różnie bywało w pewnych okresach człowiek znajdujący się w tej "klasie"/ ale mający specyficzną funkcję/ mógł żyć naprawdę nieżle i wynikało to nie z płac,ale z wielkiej ilosci lewizn , fuch , czy po prostu złodziejstwa.
Znałem przypadki w latach 70-tych kierowców jeżdżących na budowach "gruszkami" przewożącymi cement, którzy budowali się, za wyprowadzony na boku surowiec.
podobnie rzecz się miała z magazynierami w różnych składnicach rozporządzajacych deficytowym mieniem, niezle miał się też hydraulik,elektryk, czy kierowca np.Żuka który przeżucając w godzinach pracy prywatne dostawy dorabiał niejednokrotnie drugą i trzecią pensję.
Kombinacje brały się z niedostatku.
Odrębną historię mozna napisac np o przekrętach w gastronomii, poczynając od słynnej "Afery mięsnej" a skończywszy na pospolitych mykach stosowanych przez kucharzy i kelnerki w restauracjach wobec pijanych klientów, poziom napiwków miejscowo, jak u słynnego, zmitologizowanego "windziarza w hotelu Forum" czynił własnie z różnych szatniarzy,recepcjonistów czy bojów hotelowych krezusów.
Co do alkoholu, to w pewnym sensie zanim stał się plagą to był promowany, w bufetach zakładowych można było napić sie piwa kuflowego podczas przerwy do ok. połowy lat 70-tych

Ten post był edytowany przez pejotlbis: 11/10/2015, 13:33
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #939

     
teemem
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 774
Nr użytkownika: 56.334

teemem
Stopień akademicki: mgr inz.
Zawód: konkretny
 
 
post 11/10/2015, 19:54 Quote Post

QUOTE(teemem @ 23/04/2014, 11:40)
QUOTE(Phouty @ 23/04/2014, 7:51)
To sam obecnie nie pamiętam, ażebym biegał po zakładzie pracy w poszukiwaniu "pozwolenia od dyrektora", jednakże przypominam sobie bieganie po różnych radach zakładowych i innych "administracjach"
*


Ciekawe, że ja również. Może dlatego, że rozmowa z dyrekcją nie była traumatyczna, jak ta z oficerem milicji w paszportowni?

QUOTE
1. Otrzymanie formalnego potwierdzenia z placówki konsularnej danego państwa zwanego promesą, iż delikwent może liczyć na czyjeś zaproszenie (lub już takie zaproszenie formalnie ma) z kraju docelowego i że ma on szanse dostać wizę tego kraju.
2. Złożenie wniosku o paszport.
3. (Mając już paszport w ręku). Złożenie wniosku o wizę w danej ambasadzie.


Była "promesa dewizowa" i nie miała związku z zaproszeniem. Najpierw załatwiało się ją bodajże w banku, na podstawie jej, zaproszenia i różnych innych (np. weksel gwarancyjny) otrzymywało się paszport i z nim w ręku wymieniało się złotówki na walutę, o ile pamiętam zwykłemu peerelczykowi przysługiwało 150 usd.
Promesy wizowej nie pamiętam. Chyba też była. Jakoś ta pamięć strasznie jest wybiórcza (wyborcza?)

QUOTE
Pod żadnym pozorem nie wolno było wywozić ze sobą książeczki wojskowej, czy też dyplomów ukończenia studiów i innych podobnych papierów. Było to przestępstwem!

O dyplomie nie wiedziałem, w związku z czym przewiozłem go przez granicę bezstresowo. Na wszelki wypadek również przetłumaczony przez przysięgłego.
*



Porządkuję archiwum i znajduję coraz ciekawsze rzeczy.
Np.:
Podanie o wydanie paszportu. Na awersie personalia i oświadczenie o posiadaniu (lub nie) waluty. Na rewersie stwierdzenie, że delikwent jest pracownikiem, uczniem, studentem (niepotrzebne skreślić) ....., zatrudniony na stanowisku ...... I dalej: W związku z zamierzonym wyjazdem za granicę udzielony zostanie urlop w okresie od 24.12.1981 do 24.12.1982 (dopisane "urlop bezpłatny"). Pieczęć firny, pieczęć i podpis dyrektora. Data: 11.12.1981.
wallbash.gif
Nie zdążyłem skorzystać.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #940

63 Strony « < 61 62 63 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej