Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
5 Strony « < 2 3 4 5 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Różnice w sytuacji Indian Ameryki Lacinskiej a USA,
     
An_Old_Man
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 492
Nr użytkownika: 100.119

 
 
post 17/10/2016, 7:51 Quote Post

Słyszałem że Meksyk to kraj dużych kontrastów. Pisząc " Będą miały mężów którzy nie piją i nie biją." chciałem wyrazić pewną dozę optymizmu. Te uśmiechnięte buzie umieściłem z premedytacją.
Tak się jakoś złożyło że cały wolny czas spędzam z młodzieżą. W Polsce na pierwszy rzut oka takich kontrastów nie widać, jednak one są tylko ukryte. Dzieci potrafią być dla siebie tak samo okrutne jak dorośli z drugiej strony są bardzo plastyczne. Wiele zachowań ma podłoże filogenetyczne. Sytuacje które opisujesz nie wydają mi się jednak bardzo złe. Po pierwsze te dzieci żyją i rozwijają się w grupie. Żyją prawdziwym życiem a nie wirtualnym. Może jednak nie mam racji, może to tylko mój sentyment za czasami gdy nie byliśmy jeszcze tak mocno związani konwenansami i nadmiarem regulacji prawnych.

Ten post był edytowany przez An_Old_Man: 17/10/2016, 7:58
 
User is offline  PMMini Profile Post #46

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.897
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 17/10/2016, 8:33 Quote Post

QUOTE(czarny piotruś @ 14/10/2016, 21:23)
Wyglada na to, że katolicyzm był jednak bardziej tolerancyjny pod tym względem. Z pewnością znacznie lepiej miały się indiańskie populacje tam gdzie KK a szczególnie misje zakonne brały je pod ochronę. Stąd lepsza sytuacja w Kanadzie (Jezuci) czy w Ameryce Płd. Jakoś w koloniach brytyjskich tego tak bardzo nie widać choć przynajmniej w początkowym okresie kolonizacji próby chrystianizacji miały miejsce.
*




Można to porównać bardzo łatwo sytuację Indian w koloniach protestanckich np do kolonii Maryland.
To nie jest tak, że jedna przyczyna przeważyła nad tym, że w Ameryce środkowo-południowej wykształciła się całkiem nowa cywilizacja ze sporym udziałem dawnych populacji indiańskich. Podbój portugalsko-hiszpański nastąpił po prostu za wcześnie.
Kolonizacja angielska w XVII wieku nastąpiła w okresie po przemianach na wsi, które sporą część ludzi pozbawiły ziemi, następował spory wzrost liczby mieszkańców, a dodatkowo wojny konflikty religijne wyrzuciły poza nawias społeczeństwa sporą część "dysydentów". Rozwój stosunków "protokapitalistycznych" umożliwił Anglii sfinansowanie kolonizacji, a wzajemna konkurencja pomiędzy koloniami napędzała ich rozwój. Migrujący za ocean chłopi czy dysydenci religijni chcieli ziemi, nie potrzebowali niewolników, chłopów pańszczyźnianych - ziemię uprawiali sami. Indianie byli przeszkodą, bo tę ziemię zajmowali. Oczywiście trochę inaczej było na południu, gdzie wykształciły się latyfundia oparte na niewolniczej pracy murzynów. Jamestown z Pocahontas to była kolonia handlowa, gdzie przybysze chcieli się dorobić i szybko wrócić. Pozostałe kolonie miały być już na wieki. Korona próbowała kontrolować osadnictwo, ale nie miała tak rozwiniętej biurokracji, która by to umożliwiła, w odróżnieniu od Francji i Hiszpanii.
Hiszpanie rozpoczęli kolonizację za wcześnie z gospodarką pańszczyźnianą, ledwo po konkwiście. W pierwszej linii za ocean szli hidalgo, którzy na niczym innym niż na wojnie się nie znali. Było ich mało, kobiet europejskich niewiele. Indian niszczyli na wyspach, nieco później zetknęli się z bardziej rozwiniętymi organizmami, które trochę przypominały im europejskie stosunki. Nie wszyscy się dorobili na grabieży - musieli tam zostać, uprawiać ziemię, jakoś sobie ułożyć stosunki z miejscowymi. A dowódcy dawali im przykład jak Cortez w Meksyku. A tu się jeszcze Kościół wtrącał i Korona jak za mocno przykręcili śrubę Indianom. Musieli sobie znaleźć żonę, prowadzić majątek, kierować Indianami. Pękła bariera kulturowa.
Przypomina mi się opowieść portugalskiego kronikarza o tym, jak do portów zaczęli spływać pierwsi niewolnicy z dobyci przez ludzi Henryka Żeglarza w Afryce. Widok zakutych w żelazo ludzi, rozdzielanie rodzin budziło gniew i przerażenie miejscowych. Groziło nawet rozruchami, dlatego musiało tego pilnować wojsko. 200 lat później niewolnik "kolorowy" nie budził już takich "ludzkich" uczuć.
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #47

     
Aquarius
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.469
Nr użytkownika: 15.327

A.F.
Stopień akademicki: mgr
 
 
post 19/10/2016, 20:07 Quote Post

QUOTE(carantuhill @ 13/10/2016, 8:27)
Bo była podobna do nich
*



A w czym była bardziej podobna do nich od tej:
http://www.galeria.kana.nowysacz.pl/data/l...o%20020_132.jpg
albo od tej:
http://dewocjonalia-roza.pl/images/1391728917_1_f.jpg
?

QUOTE(carantuhill @ 13/10/2016, 8:27)
bo ukazała się Indianinowi.
*



Indianom ukazywały się różne rzeczy, w czym ta właśnie Matka Boska miała by być lepsza od innych wizji?
 
User is offline  PMMini Profile Post #48

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.897
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 20/10/2016, 10:03 Quote Post

CODE
Indianom ukazywały się różne rzeczy, w czym ta właśnie Matka Boska miała by być lepsza od innych wizji?


Objawiła się "na ich terenie", mówiła w języku nahuatl, miała ciemną karnację skóry, czarną opaskę, którą oznaczała, że była brzemienna (a widzenie miało miejsce niedalleko kultu azteckiej bogini Tonantzin "naszej Matki") i jakiś święty aztecki kwiatek. Dla Indian, to co się działo w Palestynie było abstrakcją - misjonarze nie odnieśli by sukcesów, gdyby nie mieli "klucza" w postaci tego objawienia.
Protestanci w tej wersji klasycznej - surowej - kalwińsko-anglikańskiej, mieli trudniej. Czym mieli zaciekawić Indian? Jak przełamać nieufność? Jak wkomponować się w wierzenia Indian? Jezuitom i Franciszkanom było łatwiej - dowartościowanie biedaka, częste uroczystości religijne, procesje. Śpiewy sakralne, obrzędy(tańce na wzgórzu Tepeyac wprowadzili Franciszkanie. Swoisty monopol obecnie przełamują dopiero rozmaite sekty protestanckie.

Ten post był edytowany przez carantuhill: 20/10/2016, 10:08
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #49

     
Elfir
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 611
Nr użytkownika: 80.708

OK
Zawód: ogrodnik
 
 
post 23/10/2016, 21:11 Quote Post

" Gdyby tak było, to kapitan Smith by nie poślubił Pocahontas."

Przecież nie poślubił. Kiedy się spotkali pierwszy raz ona miała 11 lat. Wyszła za mąż za innego Anglika, Johna Rolfa.


Ciekawą wskazówką wzajemnych stosunków społecznych może być malarstwo.
Malarstwo kolonialne hiszpańskie prezentuje rodziny mieszane o różnym stopniu zamożności. I to mieszane na wiele sposobów, bo nie tylko biało-indiańskie (metyskie), ale również z mulatkami i czysto czarnoskórymi. Ba! I to nie tylko związki białego mężczyzny z "kolorową" kobietą, ale także w drugą stronę:

user posted image

user posted image

user posted image

Niestety, mam problem by znaleźć analogiczne malarstwo anglosaskie.

Może faktycznie purytanki trzymały mężów krótko, a hiszpańscy macho przybywali do Ameryki samotnie? biggrin.gif

Ten post był edytowany przez Elfir: 23/10/2016, 21:42
 
User is offline  PMMini Profile Post #50

     
Filip August
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 358
Nr użytkownika: 100.018

Zawód: BANITA SPAMER
 
 
post 25/10/2016, 15:54 Quote Post

Np w Argentynie wyglądał oto tak:
QUOTE
Hiszpania narzuciła swym koloniom amerykańskim system kast, którzy narzucał "czystość krwi", która miała wywodzić się ze ścisłej klasyfikacji ludzi wedle ras i ich mieszanin. Uznali oni, że istnieją trzy rasy (biała, indiańska i czarna) oraz ich dziewięć możliwych połączeń (mulato, mestizo, zambo, tercerón, cuatralbo, zambaigo, tresalbo, mulato prieto, zambo prieto i cuarterón). Ludzi ras mieszanych uważano za "splamionych" (hiszp. machados) lub o "nieczystej krwi" (hiszp. sangre impura), chociaż traktowano ich na różne sposoby – ludzi "krwi indiańskiej" (hiszp. sangre india) mieli być splamionymi przez trzy pokolenia, a ludzie "krwi czarnej" (hiszp. sangre negra) mieli być splamieni na wieki. U szczytu systemu kast, Hiszpanie z Półwyspu Iberyjskiego, uważanych za czystokrwistych (hiszp. sangre pura) cieszyli się największą ilością przywilejów. Zaraz za nimi w hierarchii stali "amerykańscy Hiszpanie" (hiszp. españoles americanos), którzy cieszyli się nieco mniejszymi prawami, a których oboje rodzice pochodzili z Hiszpanii. Na drugim biegunie systemu kast społecznych stali "czarni" (hiszp. negros).


https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Argentyny

Ten post był edytowany przez Filip August: 25/10/2016, 15:55
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #51

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.897
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 26/10/2016, 11:15 Quote Post

Poszukiwanie "Czystości krwi" to zjawisko pochodzące jeszcze z metropolii, tam poszukiwano jeszcze na przełomie XV i XVI wieku wizygockich korzeni. Faworyzowanie Hiszpanów miało swój cel - chodziło o utrzymanie integralności imperium, mówimy o zbiurokratyzowanej Hiszpanii, nic nie mogło działać poza kontrolą metropolii. Zawaliło się to wszystko dokumentnie w czasie wojen napoleońskich, w momencie emancypacji kreoli.
Rozbudowana klasyfikacja "ras" świadczy o tym, że proces "krzyżowania się" przebiegał całkiem sprawnie. Powstawało społeczeństwo w sporej mierze zmieszane, że stanowiło spory problem dla władz i elit.
Podobnie było w koloniach portugalskich - np Goa, ponad 400 lat władali, a praktycznie nie naruszyli struktury społeczeństwa hinduskiego, włączając się w jego kształt poprzez mariaże.
Francuzi w kolonizację włączyli się późno, byli więc na wyższym poziomie rozwojowym. Tyle że Korona nie pozwalała na migrację do Kanady i Luizjany szerokim strumieniem. Kanadyjscy Francuzi żon musieli szukać wśród Indianek.
 
User is online!  PMMini ProfileEmail Poster Post #52

     
Filip August
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 358
Nr użytkownika: 100.018

Zawód: BANITA SPAMER
 
 
post 26/10/2016, 16:18 Quote Post

QUOTE(carantuhill @ 26/10/2016, 12:15)
Poszukiwanie "Czystości krwi" to zjawisko pochodzące jeszcze z metropolii, tam poszukiwano jeszcze na przełomie XV i XVI wieku wizygockich korzeni.
*
Po co ?


QUOTE(carantuhill @ 26/10/2016, 12:15)
Tyle że Korona nie pozwalała na migrację do Kanady i Luizjany szerokim strumieniem.
*

Ale dlaczego ? Przecież to doprowadziło do tego że wyparli ich stamtąd Anglosasi.

Ten post był edytowany przez Filip August: 26/10/2016, 16:24
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #53

     
Elfir
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 611
Nr użytkownika: 80.708

OK
Zawód: ogrodnik
 
 
post 26/10/2016, 23:04 Quote Post

Ja czytałam, że to raczej sami Francuzi byli niechętni do opuszczania Europy.
Może Francja nie była tak przeludniona jak Anglia?

Ci, którym faktycznie źle się wiodło we Francji, czyli francuscy hugenoci, przypływali do angielskich i holenderskich kolonii a nie francuskich.
***

W kwestii traktowania Indian słów jeszcze kilka.
Anglicy prowadzili wielokrotne wojny z Indianami, ale pomimo to pod koniec XVIII wieku wieku mamy już mit szlachetnego dzikusa, co również obrazuje malarstwo, pokazujące, jak Indianie witają przyjaźnie osadników:
1771
user posted image
1860
user posted image
1805
user posted image

Chociaż mamy i takie obrazy (przedstawiają autentyczne zdarzenia):
1804
user posted image
1853
user posted image


Ten post był edytowany przez Elfir: 26/10/2016, 23:56
 
User is offline  PMMini Profile Post #54

     
Duncan1306
 

Milutki tygrysek lewakożerca
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 3.243
Nr użytkownika: 97.206

Wlodzimierz Sodula
Zawód: amator historii
 
 
post 27/10/2016, 3:19 Quote Post

Jeżeli chodzi o francuskich hugenotów to Richelieu zakazał ich emigracji do Nowej Francji a podtrzymano tę decyzje i za Ludwika XIV
 
User is offline  PMMini Profile Post #55

     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.899
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 27/12/2016, 23:04 Quote Post

http://www.historycy.org/index.php?showtop...dpost&p=1608516

Tutaj też ciekawe dane, skala emigracji europejskiej do obu Ameryk (ale dopiero od XIX wieku):

http://imgur.com/ox82gKv.png

user posted image

Ten post był edytowany przez Domen: 28/12/2016, 0:06
 
User is offline  PMMini Profile Post #56

     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.899
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 29/12/2016, 14:06 Quote Post

Wedle tych szacunków, w chwili odkrycia Ameryki przez Kolumba, Ameryka Pn. na północ od Rio Grande miała nie więcej niż 3,5 miliona ludności:

http://proceedings.caaconference.org/files...ow_CAA_2000.pdf

Jak wynika z tabeli w poprzednim poście, tylko w okresie 1820-1932 napłynęło do Ameryki Północnej (na północ od Rio Grande) prawie 40 milionów ludzi z samej Europy, nie licząc niewolników afrykańskich i Azjatów. Czyli nawet w przypadku braku epidemii europejskich chorób itp. czynników, rdzenna ludność zostałaby zarzucona czapkami.

Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w Mezoameryce oraz w Ameryce Południowej, gdzie zaludnienie w chwili przybycia Kolumba było wielokrotnie większe (mieszkało tam kilkadziesiąt milionów Indian), a napływ Europejczyków był znacznie mniej intensywny, mimo że rozpoczął się ponad sto lat wcześniej niż w Ameryce Północnej.

Ten post był edytowany przez Domen: 29/12/2016, 14:14
 
User is offline  PMMini Profile Post #57

     
Gargul
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 16
Nr użytkownika: 101.877

 
 
post 21/06/2017, 11:15 Quote Post

QUOTE
Twierdzenie o ludobójstwie, jakie zostało dokonane przez białych chrześcijan na Indianach w Ameryce Północnej jest jednym z ulubionych zarzutów wrogów cywilizacji chrześcijańskiej. Jako, że owa teza jest oskarżeniem kierowanym w stronę protestantów, często jest ona powtarzana też przez tradycjonalistycznych katolików, którzy dodają przy tym: „Patrzcie, ile w Ameryce Łacińskiej pozostało ludności pochodzenia indiańskiego, a ile w protestanckich USA! Wniosek jest taki, że protestanci wyrżnęli tubylców bez skrupułów„. Przyjrzyjmy się jednak bliżej historii relacji Indian z anglosaskimi kolonistami i (później) z rządem USA. Pod lupę weźmy lata 1607 – 1890, a więc okres obejmujący początek anglosaskiej kolonizacji terenów dzisiejszych stanów, aż do ostatniego z większych krwawych wydarzeń, które miało miejsce w 1890 roku.

Protestanckie „ostateczne rozwiązanie”?

„Dobry Indianin to martwy Indianin” – zwykł mawiać jeden z generałów armii USA, William Tecumseh Sherman. To powiedzenie jest często nagłaśniane przez zwolenników tezy o ludobójstwie, które miało zostać dokonane na ludności tubylczej dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Czy można jednak powiedzieć, iż praktyczne wcielanie w życie poglądu gen. Shermana stanowiła tradycyjną linię polityki kolonistów i rządu USA względem Indian? Owszem, w długiej, bo prawie 300-letniej historii owych relacji bywały wypowiedzi, a nawet czyny, które możnaby zinterpretować jako przejaw dążenia do fizycznej eksterminacji Indian. Trudno wszakże w innych kategoriach odczytywać uchwałę władz kolonii Pensywalnia z 1726 roku, obiecującą 130 dolarów za skalp indiańskiego mężczyzny oraz 50 dolarów za skalp kobiety-Indianki. Nieuczciwością byłoby jednak stwierdzić, iż podobna postawa była typowa dla angielskich, a później amerykańskich rządzących. Wizje ułożenia sobie stosunków z miejscową ludnością były różne. Często wyrażały się one w podpisywaniu traktatów z wodzami poszczególnych plemion w ramach, których ustalono za jaką cenę odstąpią oni część swych ziem kolonistom. Oczywiście troską anglosaskich kolonistów i późniejszych władz USA było nawrócenie Indian na wiarę chrześcijańską oraz nauczenie ich europejskiego stylu życia (czytania, pisania, uprawy roli, ubiorów). Pośród tego wszystkiego zapędy do fizycznej eksterminacji jak największej ilości Indian stanowiły raczej wyjątek niż normę.

A co z krwawymi masakrami popełniany przez kolonistów i żołnierzy armii USA na Indianach? W istocie rzeczy zarzut ten jest bardzo wyolbrzymiony. To prawda, że pomiędzy 1607 a 1890 rokiem, historia dzisiejszych Stanów Zjednoczonych była częstym świadkiem walk z Indianami. Ale, nie jest prawdą, jakoby regułą w nich było dokonywanie przez białych chrześcijan masowych morderstw na bezbronnych tubylcach. Co więcej, nie jest wcale tak jasne, która ze stron konfliktu była tu bardziej agresywna i okrutna. Wedle Williama M. Osborna, autora książki pt. „The Wild Frontier: Atrocities during the American-Indian War from Jamestown Colony to Wounded Knee” w latach 1622 – 1890, biali koloniści „w aktach okrucieństwa” zabili 7. 193 osoby, za to z rąk Indian zginęło w ten sposób aż 9.156 ludzi. Osborn pod mianem „aktów okrucieństwa” zdefiniował morderstwa, tortury, okaleczanie i rany zadawane cywilom lub jeńcom wojennym. Należy też wziąść pod uwagę okoliczność, iż nie wszystkie zdarzenia, które są dziś nazywane „masakrami”, należałoby uznać za zbrodnie wojenne w sensie prawnym czy moralnym. Przykładem tego mogą być choćby wydarzenia w Wounded Knee z 1890 r., które uważane są powszechnie za ostatnią masakrę dokonaną na Indianach przez białych. Tymczasem, wszystko tam zaczęło się od serii strzałów oddanych przez wojowników z plemienia Siouxów do żołnierzy 7 pułku kawalerii armii USA. To nie biali Amerykanie byli więc tu tymi, którzy pierwsi otworzyli ogień. W istocie rzeczy pod Wounded Knee mieliśmy do czynienia raczej z kilkugodzinną bitwą z uzbrojonymi Indianami, aniżeli masakrą. To prawda, że pewną część z zabitych wtedy Siouxów stanowiły kobiety i niezdolne do walki dzieci (szacuje się, że było ich 62 na łaczną liczbę ok. 290 zabitych Indian), ale w warunkach bitwy toczącej się na terenie, w którym mężczyźni, niewiasty i dzieci są mocno ze sobą wymieszane, takie tragiczne zdarzenia są wręcz nieuniknione i nie zawsze muszą łączyć się zamierzonym i celowym zabiciem niewinnej oraz bezbronnej osoby. Warto wspomnieć, iż ranni wojownicy nie byli dobijani przez amerykańskich żołnierzy, lecz zostali przetransportowani do szpitali. Oczywiście, nie można zaprzeczyć, iż w wojnach z Indianami zdarzały się też akty prawdziwego i dużych rozmiarów okrucieństwa ze strony białych, w których celem ataku byli bezbronni lub/i pokojowo nastawieni autochtoni. Najbardziej ewidentnym tego przykładem jest masakra dokonana w dniu 29 listopada 1864 r. przez oddział pułkownika Johna Chivingtona na obozowisko plemienia Cheyene i Arapaho pod Sant Creek. Była to prawdziwa rzeź w czasie, której żołnierze Chivingtona zabili około 200 mężczyzn, kobiet, dzieci i starców, często w niezwykle okrutny sposób, specjalnie okaleczając przy tym ciała swych niewinnych ofiar. Wydarzenie to spotkało się jednak z oburzeniem i potępieniem ze strony amerykańskiej opinii publicznej, a względem sprawców tej masakry przynajmniej próbowano pociągnąć do odpowiedzialności karnej.

Należy piętnować każde zamierzone zabicie niewinnego człowieka, ale nie powinno się przy tym zapominać o zachowaniu pewnych proporcji i słusznych zastrzeżeń. Nawet, jeśli anglosascy i amerykańscy koloniści w ciągu 278 lat celowo zabiliby 7. 193 Indian (co jak to zostało wyżej zasugerowane, oczywiśćie jest liczbą przesadzoną) to nie sposób nazwać tego mianem „ludobójstwa”.

Propagotorzy mitu „o ludobójstwie Indian” niewiele mówią o drugiej stronie medalu, czyli niewinnych ofiarach po stronie białych osadników. Zatrzymajmy się zatem nad tym chwilę. Wizja Indian, jako „owieczek bez skazy” dręczonych przez żądnych krwi kolonistów, mało ma wspólnego z prawdą historyczną. Wymyślne torturowanie jeńców wojennych (po którym nieraz następowały uczty kanibalistyczne) oraz gwałcenie białych kobiet było normą pośród rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Pierwszą rzezią na terenie dzisiejszych USA był mord dokonany przez Indian w 1622 roku, z plemienia Powhatan na 347 mężczyznach, niewiastach i dzieciach zamieszkałych w Jamestown. Innym z wielu przykładów podobnego okrucieństwa ze strony tubylców było postępowanie Siouxów podczas buntu (nazywanego dumnie „powstaniem”), jakie wszczęli w sierpniu 1862 roku, w stanie Minnesota. Owo „powstanie” zaczęło się od podstępnego wymordowania przez Indian pokojowo nastawionych doń osadników, a dalszy jego przebieg polegał na atakowaniu, paleniu, plądrowaniu domów ludzi, którzy nie tylko, że najczęściej nie czynili niczego złego „czerwonoskórym”, to jeszcze nawet nie bronili się w obliczu ich agresji. Szacuje się, że w wyniku tego buntu zamordowanych zostało aż 737 białych osadników (w zdecydowanej większości kobiet i dzieci), zaś ok. 30 do 40 tysięcy z nich musiało uciekać przed pożogą. Trudno się zatem dziwić, iż początkowo, aż 306 uczestników „powstania” (które główną treścią było zabicie kilkuset pokojowo nastawionych farmerów i członków ich rodzin) sąd wojskowy skazał na karę śmierci. Ostatecznie jednak zrewidowano liczbę tych wyroków i na szubienicę skazano 40 Siouxów, którym to udowodniono popełnienie najcięższych zbrodni. Warto zauważyć, iż doszło do tego pod wpływem interwencji samego prezydenta USA, Abrahama Lincolna.

Wojna bakteriologiczna?

Jakkolwiek nie naciągane byłyby liczby Indian zabitych w wojnach i masakrach, niemożliwym jest na ich podstawie twierdzić, iż doszło do ludobójstwa. Faktem jest jednak, że ilość Indian zamieszkujących teren USA pod koniec XIX wieku, obniżyła się drastycznie i radykalnie w stosunku do ich liczby, jaka była szacowana przed przybyciem Europejczyków. Szacunki w tej mierze są bardzo różne. Jedni badacze twierdzą wszak, iż w początkach XVII wieku, tubylców było niespełna 1.300. 000, inni zaś rozciągają tą liczbę nawet do 15 czy 20 milionów. Jako, że nie dysponujemy spisami ludności indiańskiej sprzed białej kolonizacji wszystkie te liczby są raczej domysłami. Sądząc jednak po ilości poszczególnych plemion, za zdecydowanie bardziej realne i bliższe prawdy należy ocenić najmniejsze szacunki, a więc te z nich, które oceniają ilość Indian pierwotnie zamieszkujących obszar dzisiejszych Stanów na ok. 1. 300. 000 osób. Najliczniejsze wszak plemiona liczyły sobie po 56 tyś. (Senekowie) czy 30 tyś. (Siouxowie). Większość indiańskich plemion nie przekraczała liczby 10, a nawet 5 tysięcy. Tak czy inaczej, spadek z 1. 300. 000 na początku XVII stulecia do ok. 237 tysięcy pod koniec XIX wieku nalezy uznać za drastyczny. Przyczyną tego stanu rzeczy nie były jednak wojny i masakry, ale w jakichś 80 do 95 procentach choroby przywożone przez Europejczyków (odra, ospa, różyczka, kiła), na walkę z którymi układ odpornościowy Indian nie był przygotowany. Jakie dowody istnieją na to, iż biali chrześcijanie celowo zarażali tubylców? Mamy tylko jeden historycznie potwierdzony i udowodniony wypadek, w którym to biali świadomie posługiwali się zarazkami chorób po to by zabić tubylców. W 1763 roku, oficer armii brytyjskiej, Jeffrey Amherst, nakłonił pułkownika Henry’ego Bouquet by ten dostarczył walczącym pod wodzą Pontiaca Indianom zainfekowane bakteriami ospy koce. Jeden przypadek świadomego użycia chorób jako broni biologicznej to zdecydowanie za mało dla formułowania tezy o prowadzonej przez białych wojnie bakteriologicznej z Indianami. Owej tezie przeczą też wysiłki rządu USA mające na celu szczepienie ludności tubylczej przeciwko ospie. W 1801 roku, prezydent Thomas Jefferson nakazał wdrożenie programu szczepień przeciwko tej chorobie (opartego na procedurze opracowanej 5 lat wcześniej przez lekarza Edwarda Jennera) także w stosunku do Indian. Szczepienie autochtonów nie odbywało się jednak bez komplikacji, gdyż ci podejrzewali, iż jest to ze strony Amerykanów jakaś sztuczka i podstęp. Decyzja prezydenta Jeffersona była też niestety sabotowana przez brak zainteresowania ze strony niektórych urzędników. Mimo to, ów program szczepień pozwolił zmniejszyć ilość śmiertelnych zgonów na ospę wśród Indian.

Purytanie wobec Indian

Niektórzy sugerują, iż rzekome ludobójstwo Indian miało swe korzenie w samych purytańskich początkach anglosaskiej kolonizacji. Purytanie mieli wszak gardzić Indianami, uważać ich za kogoś w rodzaju „wcielonych diabłów”, przeznaczonych na wieczne potępienie oraz godnych eksterminacji. Oddajmy głos w tej sprawie, Thomasowi E. Woods’owi Jr, który w swej książce pt. „Niepoprawna politycznie historia Stanów Zjednoczonych” zatrzymuje sie dłużej nad tym zagadnieniem:
„Wobec Indian, z którymi toczyli spory, musieli koloniści prowadzić jakąś politykę. Raz była to polityka lepsza i bardziej sprawiedliwa, innym razem zła i krzywdząca tubylcze ludy. Mało kto jednak zaprzecza, że Indianie byli ofiarami niesprawiedliwości i złego traktowania. Nie oznacza to wcale, jak twierdzi większość Amerykanów, że koloniści gardzili Indianami i szukali tylko okazji, aby ich wypędzić i zająć ich ziemie. Już w drugim dziesięcioleciu swojego funkcjonowania Uniwersytet Harvarda przyjmował studentów z rodów indiańskich. Dla mordujących Indian kolonistów przewidywano karę śmierci, którą często w takich wypadkach wykonywano, a nawróceni na chrześcijaństwo Indianie zamieszkujący Nowej Anglii cieszyli się dużą swobodą.
Chęć nawrócenia Indian na chrześcijaństwo wzbudza dziś tylko irytację i złośliwe uśmieszki. Spójrzmy jednak, co uczynił John Eliot (1604 – 1690), jeden z najważniejszych purytańskich misjonarzy, dla propagowania wiary chrześcijańskiej wśród autochtonów. Indianie z plemienia Algonkinów nie posiadali języka pisanego. z tego powodu Eliot nauczył się ich mowy, stworzył dla niej formę pisaną, a następnie przetłumaczył i spisał w ich języki Biblię. Gdyby Eliot i purytanie rzeczywiście chcieli prześladować Indian, to z pewnością znaleźliby na to łatwiejszy sposób.
Nie jest też prawdą, że purytanie uważali siebie za przedstawicieli lepszej rasy, twierdzili jedynie, że stoją na wyższym poziomie kulturowym niż tubylcy. Nie bardzo jednak wiadomo, co innego mogli sądzić purytanie o ludziach nie znających koła czy pisma, o ludziach żyjących właściwie – co tu ukrywać – w epoce kamienia łupanego. Nigdy jednak nie poruszano w ogóle kwestii rasowych (…)
Naukowcy złagodzili ostatnio swoje stanowisko w kwestii surowego traktowanie tubylców przez purytan. Ale od badań specjalistów do rozpowszechnienia ich wyników wśród zwykłych ludzi droga daleka. Na przykład wiele książek o europejskiej historii wciąż przedstawia średniowiecze jako okres zacofania i barbarzyństwa, chociaż gros mediewistów zdaje sobie sprawę z ogromnego znaczenia tego okresu dla rozwoju cywilizacji łacińskiej. (…) Podobnie jak w przypadku naszej wiedzy o stosunkach między Indianami a purytanami: historia ogólna wciąż mówi o okrucieństwach ze strony purytan, chociaż znawcy dziejów tamtego okresu podkreślają, że świadectwa historyczne stawiają purytan w znacznie lepszym świetle niż to się powszechnie uważa.” (tamże, s. 16 – 18).

A jak wytłumaczyć fakt, iż na terenach Ameryki Łacińskiej znajduje się dziś o wiele więcej ludności pochodzenia indiańskiego niż w USA? Przyczyny tego są dwie. Dzisiejsza Ameryka Łacińska była pierwotnie o wiele gęściej zaludniona przez Indian niż teren Stanów Zjednoczonych. Szacuje się, iż kraje współczesnej Ameryki Południowej i Środkowej przed europejską kolonizacją zasiedlało aż 42 miliony Indian. Po drugie: katolicy w odróżnieniu od protestantów znacznie chętniej mieszali się z tubylczą ludnością wchodząc z nią w nie-małżeńskie lub małżeńskie związki. Działo się tak przez całe wieki.Stąd dziś znaczna część ludności Ameryki Łacińskiej ma w swych żyłach niemało domieszki indiańskiej krwi.

Paradoksalnie rzecz biorąc, to postawa protestantów była w tym względzie bardziej katolicka. Magisterium Kościoła zawsze bowiem przestrzegało przed zawieraniem małżeństw z niechrześcijanami, argumentując to tym, iż w takich warunkach niezmiernie trudno jest wychować dzieci na sposób prawdziwie chrześcijański. Owocem chętnego wchodzenia przez katolików w związki seksualne z osobami, które jawnie lub skrycie wyznawały pogaństwo, była bardzo powierzchowna ewangelizacja Ameryki Łacińskiej. Popularność na tych terenach przeróżnych synkretycznych mieszanek łączących chrześcijaństwo z dawnymi pogańskimi wierzeniami i praktykami (np. Santeria, Macumba w Brazylii, kult „Santa Muerte” w Meksyku) jest tylko jednym z tego przejawów.

Czy koloniści kradli Indianom ziemię?

O ile zarzut ludobójstwa jest bezpodstawny, o tyle na pierwszy rzut oka oskarżenie o kradzież indiańskich ziem wydaje się być niewątpliwe w stosunku do białych kolonistów. Pomijając jednak nawet fakt odkupywania od tubylców terenów przez kolonistów i rząd, można zadać pytanie: czy rzeczywiście kradzieżą jest zajęcie terenu, do którego prawa rości sobie jakaś społeczność, ale na którym nie ma stałych osad, upraw roli, etc? Z taką bowiem właśnie sytuacją mieli najczęściej do czynienia biali osadnicy. Większość plemion indiańskich prowadziła wszak koczowniczy styl życia, wędrując po wielkich połaciach ziemi, a w związku z tym, nie zakładając na nich stałych osad, nie uprawiając nań roli, itd. Wedle rozumienia tubylców okoliczność ta czyniła ową ziemię przynależną do nich. Jednak tradycyjnie chrześcijańskie i europejskie rozumienie własności ziemi opierało się nie tylko na tym, kto dany teren pierwszy odkrył, ale jej źródło widziało też w fakcie czynienia sobie danych gruntów „poddanymi”, a więc uprawiania ich, doglądania, jednym słowem: wkładania w daną ziemię swej pracy. Uznawanie prawa do własności relatywnie małych grup (bo liczących np. kilka tysięcy osócool.gif do połaci ziemi wielkości np. dzisiejszej Polski, tylko dlatego, że ów teren najpierw został odkryty przez założycieli tej grupy i na nim zwykła owa społeczność wędrować, jest bliskie niedorzeczności i stwarza groźny precedens.

Spory sporami, ale uczciwość musi być

Zrozumiałe i uzasadnione są spory katolicko-protestanckie spory o dogmaty i interpretację Pisma świętego, ale czy w związku z tym należy usprawiedliwiać nieuczciwe i nierzetelne podchodzenie do historii? Jasnym jest, że jakkolwiek byśmy się z kimś nie zgadzali w kwestii podejścia to tej czy innej prawdy wiary, nie zwalnia to nas z obowiązku nie naruszania dobrego imienia danej osoby czy społeczności. Wszystko zaś wskazuje na to, iż ochocze podtrzymywanie przez część tradycjonalistycznych katolików twierdzenie o rzekomym ludobójstwie dokonanym na Indianach przez protestantów jest właśnie ciężkim zniesławieniem tych ostatnich.


http://salwowski.net/2016/03/19/czy-w-amer...bojstwa-indian/
 
User is offline  PMMini Profile Post #58

     
Aquarius
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.469
Nr użytkownika: 15.327

A.F.
Stopień akademicki: mgr
 
 
post 21/06/2017, 20:33 Quote Post

QUOTE(Gargul @ 21/06/2017, 11:15)
biali koloniści „w aktach okrucieństwa” zabili 7. 193 osoby, za to z rąk Indian zginęło w ten sposób aż 9.156 ludzi.
*



W jaki sposób doszli do tak dokładnych liczb?

QUOTE
Wounded Knee z 1890 r., [...] zaczęło się od serii strzałów oddanych przez wojowników z plemienia Siouxów


Chyba jednego, przypadkowego.

QUOTE
nie zakładając na nich stałych osad


A to:
http://www.floridahistory.com/de-bry-plates/b10.jpg
http://eduscapes.com/bookhistory/artifact/pomeiooc.jpg
http://1.bp.blogspot.com/_xEehooYC6Rk/S-tr...no-nu/cat01.jpg
są jakie osady?

Ten post był edytowany przez Aquarius: 21/06/2017, 22:24
 
User is offline  PMMini Profile Post #59

     
dammy
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 386
Nr użytkownika: 99.933

Adam Marks
Zawód: wiele zawodow
 
 
post 22/06/2017, 9:44 Quote Post

QUOTE
Oczywiście troską anglosaskich kolonistów i późniejszych władz USA było nawrócenie Indian na wiarę chrześcijańską oraz nauczenie ich europejskiego stylu życia (czytania, pisania, uprawy roli, ubiorów).


Przyznam, że nieźle się ubawiłem. Zwłaszcza, że wyżej napisano:

QUOTE
Trudno wszakże w innych kategoriach odczytywać uchwałę władz kolonii Pensywalnia z 1726 roku, obiecującą 130 dolarów za skalp indiańskiego mężczyzny oraz 50 dolarów za skalp kobiety-Indianki. Nieuczciwością byłoby jednak stwierdzić, iż podobna postawa była typowa dla angielskich, a później amerykańskich rządzących. Wizje ułożenia sobie stosunków z miejscową ludnością były różne. Często wyrażały się one w podpisywaniu traktatów z wodzami poszczególnych plemion w ramach, których ustalono za jaką cenę odstąpią oni część swych ziem kolonistom.


Dalej:

QUOTE
Wydarzenie to spotkało się jednak z oburzeniem i potępieniem ze strony amerykańskiej opinii publicznej, a względem sprawców tej masakry przynajmniej próbowano pociągnąć do odpowiedzialności karnej.


Trochę narozrabiali. Jacy praworządni ci Amerykanie chociaż "próbowali", a inny akapit:

QUOTE
Większość plemion indiańskich prowadziła wszak koczowniczy styl życia, wędrując po wielkich połaciach ziemi, a w związku z tym, nie zakładając na nich stałych osad, nie uprawiając nań roli, itd. Wedle rozumienia tubylców okoliczność ta czyniła ową ziemię przynależną do nich. Jednak tradycyjnie chrześcijańskie i europejskie rozumienie własności ziemi opierało się nie tylko na tym, kto dany teren pierwszy odkrył, ale jej źródło widziało też w fakcie czynienia sobie danych gruntów „poddanymi”, a więc uprawiania ich, doglądania, jednym słowem: wkładania w daną ziemię swej pracy. Uznawanie prawa do własności relatywnie małych grup (bo liczących np. kilka tysięcy osócool.gif do połaci ziemi wielkości np. dzisiejszej Polski, tylko dlatego, że ów teren najpierw został odkryty przez założycieli tej grupy i na nim zwykła owa społeczność wędrować, jest bliskie niedorzeczności i stwarza groźny precedens.


Problem w tym, że Anglosasi, Hiszpanie, Szwedzi i Holendrzy zaczęli kolonizować tereny gdzie dominowała ludność osiadła. Kontakty ludności europejskiej osiadłej z plemionami koczowniczymi pojawiły się później. Jakoś o stosunkach między kolonistami i ich stosunkach z tamtejszymi Indianami i sporach terytorialnych w tekście niewiele. Przykryto to krótkim wytłumaczeniem kolonistów z ich polityki wobec Indian prerii.

Ten post był edytowany przez dammy: 22/06/2017, 9:46
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #60

5 Strony « < 2 3 4 5 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej