Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
5 Strony < 1 2 3 4 5 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Różnice w sytuacji Indian Ameryki Lacinskiej a USA,
     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.834
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 13/10/2016, 11:33 Quote Post

Co do fenotypu Metysów to nie zawsze odpowiada on faktycznym proporcjom ich pochodzenia.

Przykładowo tutaj mamy zdjęcia i wyniki testów DNA szeregu Latynosów mających powyżej 40% pochodzenia indiańskiego, powyżej 40% europejskiego i po kilka procent subsaharyjskiego, wyglądających - w większości przypadków - całkiem europejsko:

http://webcache.googleusercontent.com/sear...pl&client=opera

A tu Meksykanin z 63-72% pochodzenia europejskiego i 25-30% indiańskiego, ale wyglądający bardziej jak Indianin:

http://www.forumbiodiversity.com/showthrea...or-Good-Results

Zdjęcie: http://www.forumbiodiversity.com/showthrea...d-Results/page4

Ten post był edytowany przez Domen: 13/10/2016, 15:35
 
User is offline  PMMini Profile Post #31

     
kmat
 

Podkarpacki Rabator
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 6.844
Nr użytkownika: 40.110

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 13/10/2016, 15:34 Quote Post

marc20
CODE
To bez znaczenia. Uzyskanie niepodległości krajów latynoamerykańskich nie zatrzymało imigracji do nich.

Nie bez znaczenia. Ten późniejszy napływ trafiał nie w prekolumbijskie podłoże a w mieszaną i zeuropeizowaną kulturowo ludność.

Domen
CODE
Okres najbardziej wzmożonej imigracji z Europy do USA to mniej więcej stulecie 1830-1930. Już na początku tego okresu Indianie należeli do rzadkości, przynajmniej na tych obszarach gdzie osiedlała się większość spośród przybywających z Europy imigrantów.

Owszem. Niemniej kolonizacja obszarów do Missisipi zaszła później niż hiszpańska. Przewaga techniczna była większa.
CODE
W Brazylii, Argentynie i Urugwaju Indian "czystej krwi" właściwie nie przetrwało więcej niż w USA i Kanadzie. Natomiast jest tam raczej wyższy procent osób częściowego pochodzenia indiańskiego. Ale Brazylia oraz Karaiby to przede wszystkim bardzo duży procent Murzynów i Mulatów. Sprowadzano tam więcej niewolników z Afryki niż do USA.

Tam jest jeszcze jeden myk - we wczesnym okresie Anglicy łapali "wirginijskich" Indian na niewolników i sprzedawali ich Hiszpanom. Ta ludność na plantacjach zapewne wymieszała się z lokalnymi Indianami i Afrykanami. Ci dzisiejsi "Afrolatynosi" to jednak też są dość indiańscy.

Phouty
CODE
Wiec jednak sie pchali.

Tak sobie. Do południowego Meksyku nie ma porównania.

carantuhill
CODE
Kiedy w Ameryce Płn zasiedlano najbardziej zaludnioną część po Missisipi to i tak pływano żaglowcami. Znaczenie miało co innego - w przypadku Hiszpanów za ocean płynęły najpierw chłopy - konkwistadorzy, bez kobiet. W pierwszym okresie europejskich kobiet nie było wiele, zostawały Indianki. A jak na początku poszła bariera "kulturowa" to już później samo się działo smile.gif Na Mayflowerze baby pilnowały chłopów smile.gif

A to jedno z drugim się wyklucza?
 
User is offline  PMMini Profile Post #32

     
czarny piotruś
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.588
Nr użytkownika: 77.765

 
 
post 13/10/2016, 15:59 Quote Post

Coś na rzeczy jest bo wśród hiszpańskich żołnierzy, często szlachciców związki a nawet formalne małżeństwa z Indiankami były rzeczą zwyczajną i nie podlegały jakiemuś ostracyzmowi czy piętnowaniu. W przeciwieństwie do kolonizacji anglosaskiej. Gdy sięgnie się do literatury tamtego okresu kręgu hiszpańskiego jak "Pamiętnik żołnierza Korteza (..)" czy "Listów o zdobyciu Meksyku" samego Korteza widać to wyrażnie. Podobnie wygląda chyba także stosunek duchowieństwa hiszpańskiego jeśli porównać je do angielskiego czy pózniej amerykańskiego. Nie widać tu nawet cienia postaci takiej jak Las Casas, który doprowadził do wprawdzie krótkiego ale jednak wstrzymania konkwisty w 1550 roku i przedstawienia sprawy do rozstrzygniecia królowi Karolowi i Radzie Czternastu. Jego "Krótka relacja o wyniszczeniu Indian" pozostaje najbardziej wyrazistym świadectwem ówczesnej walki o prawa Indian.
 
User is offline  PMMini Profile Post #33

     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.834
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 13/10/2016, 16:28 Quote Post

QUOTE
Coś na rzeczy jest bo wśród hiszpańskich żołnierzy, często szlachciców związki a nawet formalne małżeństwa z Indiankami były rzeczą zwyczajną i nie podlegały jakiemuś ostracyzmowi czy piętnowaniu. W przeciwieństwie do kolonizacji anglosaskiej.


Masz na to jakieś dowody ??? confused1.gif

Wydaje mi się, że na amerykańskim pograniczu związki między Białymi pionierami a Indiankami nie należały do rzadkości.

Ten post był edytowany przez Domen: 13/10/2016, 16:28
 
User is offline  PMMini Profile Post #34

     
czarny piotruś
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.588
Nr użytkownika: 77.765

 
 
post 13/10/2016, 16:39 Quote Post

Przecież napisałem o piętnowaniu takich związków i społecznym ostracyzmie mieszanych związków a nie o ich braków. Mam właściwie pytanie, jak prawo brytyjskich kolonii odnosiło się do takich związków ? Czy istniała możliwość zawarcia małżeństwa przez brytyjskiego kolonistę z Indianką z pełnoprawnymi skutkami ? Jak wyglądało to po amerykańskiej wojnie o niepodległość ? Kortez nie robił żadnej tajemnicy ze swojego związku z Malinche, podobnie jak spora czesć jego oficerów i żołnierzy. Podobnie ludzie Pizarra czy Orellany. jest możliwe by brytyjski gubernator miał indiańską żonę czy choćby kochankę ? wprawdzie to trochę naciągane porównanie ale jak Amerykanie przyjęli by Indiankę jako towarzyszkę powiedzmy Custera ?
 
User is offline  PMMini Profile Post #35

     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.834
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 13/10/2016, 17:14 Quote Post

Potomków Pocahontas jakoś nie dyskryminowali:

https://en.wikipedia.org/wiki/John_Bolling
 
User is offline  PMMini Profile Post #36

     
Phouty
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.491
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 13/10/2016, 18:38 Quote Post

QUOTE(czarny piotruś @ 13/10/2016, 7:39)
[...] jest możliwe by brytyjski gubernator miał indiańską żonę czy choćby kochankę ? wprawdzie to trochę naciągane porównanie ale jak Amerykanie przyjęli by Indiankę jako towarzyszkę powiedzmy Custera ?
*



Nie znam tematu, jednakze znalazlem kilka linkow, ktorych niestety nie mam czasu nawet pobieznie przeczytac. Byc moze tam znajdziesz odpowiedzi.

http://www.ssc.wisc.edu/cde/cdewp/85-26.pdf

https://michiganjournalhistory.files.wordpr...merica_mann.pdf

http://cmbrown510.blogspot.com/2009/02/int...n-colonial.html

Jednakze nie wydaje mi sie, azeby istniala aprobata spoleczna w tamtym okresie czasu dla mieszanych zwiazkow formalnych. Zwiazki nieformalne (szczegolnie te "krotkoterminowe"), to oczywiscie sa inna sprawa, o ktorej juz tutaj wiecej uzytkownikow pisalo.


re. kmat:

Mimo wszystko sie pchali.
Wiec sprecyzujmy:
W XVI wieku Hiszpanie poszukiwali "przejscia polnocnego". Stad silna eksploracja drog morskich w kierunku polnocnym, wzdluz zachodnich brzegow kontynentu amerykanskiego.
Najbardziej znane przyklady:
Juan Cabrillo w 1542, czy Pedro de Unamuno w roku 1587.
Po prostu Hiszpanie szukali najkrotszej drogi do Hiszpanii z zachodnich wybrzezy Ameryki, a takze z ich posiadlosci na Filipinach.

Faktem jest, ze po niepowodzeniach w znalezieniu "krotszej drogi" ich zainteresowanie znacznie zmalalo az do polowy XVIII wieku, gdy Hiszpanie zdecydowali sie bardzo energicznie przeciwstawic rozszerzajacemu sie wplywowi Rosjan w kierunku poludniowym.

Nie zapominajmy tez o geografii. Przeciez z Mexico City do Los Angeles jest cos okolo 1900 mil (pisze z pamieci), czyli cos w okolicach 3000 kilometrow. Uklad topograficzny Ameryki Srodkowej i samego Meksyku tez sie niezbyt nadaje do latwych podrozy na polnoc droga ladowa.
Mimo wszystko parcie jednak bylo, szczegolnie przez Franciszkanow, oczywiscie w celach chrystianizacji Indian, chociaz zapisali sie oni takze na polu spolecznym i oczywiscie ekonomicznym, poniewaz dzialali przeciez na rzecz Krolestwa Hiszpanii. Stad te liczne misje, ktore takze byly swojego rodzaju wczesnymi PGR-ami ( wink.gif ), bo z czegos trzeba bylo zyc, no i trzeba bylo odprowadzic zarobiona kase dla monarchy w postaci podatkow.

Musialo ich tam troche byc, poniewaz inaczej nie zdarzyly by sie indianskie rebelie, ktore byly krwawo tlumione przez Hiszpanow.

Przyklady:
Rebelia Indian Pueblo przeciwko Hiszpanom w Taos (dzisiejszy Nowy Meksyk) w roku 1680 KLIK, czy rebelia Indian Pima przeciwko Hiszpanom w roku 1740 na terenach dzisiejszej Arizony.
Gdyby tam bylo "malo Hiszpanow", to by Indianie nie musieli urzadzac bardzo krwawych powstan.
(Czyli prowadzenie wojny z Indianami powodowalo oczywiscie zwiekszenie populacji Hiszpanow, chociazby poprzez naplyw oddzialow wojskowych, oraz wszelkiego typu osob im towarzyszacych).

Znow wrocmy do geografii i wyjasnijmy sobie, iz tereny dzisiejszeggo pld-zachodniego USA po prostu nie nadawaly sie wtedy do masowej kolonizacji ze wzgledow na olbrzymie trudnosci z dostepem do nich, czy tez panujacego tu klimatu, ktory malo co sie nadawal na rozwoj rolnictwa. (Chociaz hodowla bydla rozwinela sie calkiem dobrze z biegiem czasu na tych terenach).

Ten post był edytowany przez Phouty: 14/10/2016, 2:11
 
User is offline  PMMini Profile Post #37

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.806
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 13/10/2016, 22:00 Quote Post

kmat
QUOTE
A to jedno z drugim się wyklucza?


W żadnym wypadku. Taki a nie inny obraz świata spowodowało mnóstwo przyczyn. Na początek rzuca się jedna różnica - kto kolonizował. Kolonizacja Nowej Anglii była zorganizowana, Anglia miała już wtedy (XVII wiek) spore nadwyżki ludnościowe, grupy ludności, które musiały opuścić metropolię (purytanie, katolicy). Hiszpania to pospolite ruszenie zbiedniałych i znudzonych hidalgo, które pragnęło się szybko dorobić. Klimat kolonii hiszpańsko-portugalskich sprzyjał powstawaniu dużych latyfundiów z uprawami "monokulturowymi" (podobnie jak na południu USA i podobne procesy tam występowały). Hiszpanie w Meksyku i Peru podbili zorganizowane państwa - niektóre struktury administracyjno - rodowe włączyli w struktury Imperium. Kronikarz portugalski opisujący końcem XV wieku kolonię da Mina podaje, że kobiety portugalskie miały tam problemy z płodnością, siłą rzeczy Portugalczycy wybierali miejscowe. Zanikała bariera kulturowa, stąd też późniejsze mieszane kolonie portugalskie w Goa czy Makao.

CODE
Mimo wszystko parcie jednak bylo, szczegolnie przez Franciszkanow, oczywiscie w celach chrystianizacji Indian. (Stad te liczne misje, ktore takze byly swojego rodzaju wczesnymi PGR-ami (  wink.gif ), bo z czegos trzeba bylo zyc, no i odprowadzic kase dla monarchy.


Trochę to takie lekceważenie misji franciszkańskich - a w sumie próbowali organizować Indian, tworzyć z nich samoobrony przed napadającymi na nich plemionami z północy, wprowadzać nowe metody uprawy i gospodarowania. Na przekór też administracji Meksyku.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #38

     
Phouty
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.491
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 13/10/2016, 22:57 Quote Post

QUOTE(carantuhill @ 13/10/2016, 13:00)
CODE
Mimo wszystko parcie jednak bylo, szczegolnie przez Franciszkanow, oczywiscie w celach chrystianizacji Indian. (Stad te liczne misje, ktore takze byly swojego rodzaju wczesnymi PGR-ami (  wink.gif ), bo z czegos trzeba bylo zyc, no i odprowadzic kase dla monarchy.


Trochę to takie lekceważenie misji franciszkańskich - a w sumie próbowali organizować Indian, tworzyć z nich samoobrony przed napadającymi na nich plemionami z północy, wprowadzać nowe metody uprawy i gospodarowania. Na przekór też administracji Meksyku.
*



W najmniejszym stopniu nie mialem zamiaru umniejszac, czy tez nagatywizowac olbrzymiego wplywu misjonarzy hiszpanskich na kulture mojego kraju. Jezeli Ty tak moja wypowiedz odczytales, to zareczam ciebie, iz nie bylo to moja intencja. Prosze, nie zapominaj, iz moja wypowiedz byla polemika z teza k-mata, iz "Hiszpanie nie parli na serio poza Rio Grande".
Oczywiscie zwrot "chrystianizacja Indian" byl z mojej strony zwyklym skrotem myslowym. Hiszpanie nie tylko przeciez zakladali misje, ale takze forty wojskowe zwane presidios i osady/miasteczka, czy tez tylko siola, zwane pueblos. Innymi slowy mamy tutaj trzy elementy wplywow pochodzacych od trzech roznych grup, czyli misjonarzy (missions), aparatu wladzy panstwowej/administracyjnej/wojskowej (presidios) i oczywiscie "regularnego" osadnictwa (pueblos). Mozna tez tu dodac dzialalnosc "kapitalistyczna" osob bogatych, zakladajacych duze latyfundia, zwane haciendas. Nie sposob tego wszystkiego szczegolowo zmiescic w kilku linijkach tekstu.
http://www.anb.org/cush_spanish.html

EDIT 1
Dokonalem malej edycji mojego poprzedniego postu, dokladajac tam kilka slow nadmieniajacych pozareligijna dzialalnosc Franciszkanow w Ameryce.
Przypominam tez, ze w odroznieniu od innych uzytkownikow ja nie pisze z pozycji "oni", ale pisze z pozycji "my", wiec pewne pojecia nie wymagajace dla mnie zadnego definiowania i uscislania jako Amerykanina, juz takie jasne i jednoznaczne nie sa dla polskich uzytkownikow forum.

EDIT 2

Azeby troche wyklarowac obraz, poniewaz z wczesniejszych wypowiedzi uzytkownikow by wynikalo, iz tylko ci wstretni anglosasi gnebili Indian, to niestety, ale Hiszpanie nie zawsze byli "swieci", a zycie Indian pod ich panowaniem tez nie bylo uslane rozami.
Przykladem moze byc rebelia Tupaca Amaru zapoczatkowana w Peru w 1780 roku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_Tupaca_Amaru_II

EDIT 3
(Czy ja nigdy nie skoncze)? wink.gif

Ponizej zamieszczam wiecej przykladow rebelii indianskich przeciwko hiszpanskim kolonizatorom.
http://nativeamericannetroots.net/diary/525

Prosze zwrocic uwage, ze powyzsze zrodlo pochodzi ze stronki prowadzonej przez Native Americans, wiec daje ono czysto "indianski" punkt widzenia na interesujace nas tematy.

Oczywiscie mozna by poszukac wiecej materialow, ale niestety, ja nie mam na to czasu.
Jednakze niesmialo chcialbym przedstawic pewna hipoteze (ale nie teze, poniewaz nie mam wystarczajacej ilosci wiedzy i materialow zrodlowych, azeby ja moc udowodnic), ze pomimo pewnych roznic, to zycie Indian z ich punktu widzenia, malo sie roznilo czy to pod kolonistami anglosaskimi, czy to pod panowaniem kolonizatorow hiszpanskich. (Nie pisze nic o Portugalczykach i Francuzach, poniewaz jeszcze nie zapoznalem sie z kulisami ich dzialalnosci kolonizacyjnej w Ameryce/Amerykach w sensie ich stosunkow z Indianami).

Po prostu Indianie byli zawsze gnebieni przez kolonizatorow, zmuszani do pracy niewolniczej, czy tez "tylko" do pracy przymusowej, chociaz przejawialo sie to w rozny sposob w roznych regionach obu Ameryk, co bylo oczywiscie zwiazane ze swiatopogladem kolonizatorow (n.p. anglosasi versus Hiszpanie i Portugalczycy), zroznicowaniem geograficznym (mowimy przeciez o olbrzymich przestrzeniach), majacym oczywisty wplyw na lokalne warunki klimatyczne, co wiazalo sie z natura lokalnych osrodkow zakladanych przez kolonistow. (Dla przykladu: Kopalnie zlota i innych kruszcow w Ameryce Poludniowej i wielkie plantacje, a dla kontrastu male poletka wczesnych kolonistow w Ameryce Pln., jednakze istnialy takze wielkie latyfundia na zachodzie Ameryki Polnocnej, takie chociazby jak w Alta California).
Sa wiec "nowe" kolonie na wschodzie Ameryki Pln, ale to nie jest to samo, co "stare" kolonie w Ameryce Pld, bo kazde z nich mialo przeciez swoja wlasna "charakterystyke". Mozna tutaj zreszta wymienic znacznie wiecej czynnikow, takich chociazby jak fakt, ze Indianom koczujacym (n.p. Apaczom) bylo znacznie trudniej przystosowac sie chociazby do pracy na roli i na plantacjach, niz tym cywilizacjom indianskim, ktore prowadzily bardziej osiadly tryb zycia.

Ten post był edytowany przez Phouty: 14/10/2016, 16:27
 
User is offline  PMMini Profile Post #39

     
carantuhill
 

Bieskidnik
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.806
Nr użytkownika: 12.703

WOJCIECH
Stopień akademicki: Utytu³owany:)
Zawód: pathfinder
 
 
post 14/10/2016, 20:11 Quote Post

To że Hiszpanie i Portugalczycy gnębili Indian to nie podlega dyskusji. Gdyby było inaczej to nie powstałaby m.in cała publicystyka kościelna dotycząca ochrony Indian przed konkwistadorami. Czołowym gnębicielem był przecież niejaki Krzysztof Kolumb. Ale to w koloniach hiszpańskich i portugalskich powstało dość wymieszane społeczeństwo ze sporym udziałem ludności indiańskiej. Dość przypadkowo zresztą smile.gif Podobne procesy zachodziły też w koloniach francuskich (Luizjana, Franko-Indiańscy metysi Kanady). W koloniach angielskich też miały miejce takie związki mieszane, ale stanowiły rzadkość. A przyczyny chyba wymieniliśmy. Zawsze można sięgnąć do któregoś z Tomków Wilmowskich, gdzie były wymienione różnice między Ameryką Północną i Południową i dlaczego osadnictwo z Europy tak kiepsko sobie radziło wink.gif
Może gdyby spośród dwóch sposobów gospodarowania w koloniach (w skrócie Majorka - rodzinne gospodarstwa, Zielony Przylądek - latyfundia) Portugalczycy wybrali by pierwsze to Ameryka Łacińska wyglądałaby inaczej? smile.gif

Ten post był edytowany przez carantuhill: 14/10/2016, 20:15
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #40

     
czarny piotruś
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.588
Nr użytkownika: 77.765

 
 
post 14/10/2016, 20:23 Quote Post

Wyglada na to, że katolicyzm był jednak bardziej tolerancyjny pod tym względem. Z pewnością znacznie lepiej miały się indiańskie populacje tam gdzie KK a szczególnie misje zakonne brały je pod ochronę. Stąd lepsza sytuacja w Kanadzie (Jezuci) czy w Ameryce Płd. Jakoś w koloniach brytyjskich tego tak bardzo nie widać choć przynajmniej w początkowym okresie kolonizacji próby chrystianizacji miały miejsce.
 
User is offline  PMMini Profile Post #41

     
Duncan1306
 

Milutki tygrysek lewakożerca
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.978
Nr użytkownika: 97.206

Wlodzimierz Sodula
Zawód: amator historii
 
 
post 16/10/2016, 4:05 Quote Post

QUOTE(czarny piotruś @ 14/10/2016, 21:23)
Wyglada na to, że katolicyzm był jednak bardziej tolerancyjny pod tym względem. Z pewnością znacznie lepiej miały się indiańskie populacje tam gdzie KK a szczególnie misje zakonne brały je pod ochronę. Stąd lepsza sytuacja w Kanadzie (Jezuci) czy w Ameryce Płd. Jakoś w koloniach brytyjskich tego tak bardzo nie widać choć przynajmniej w początkowym okresie kolonizacji próby chrystianizacji miały miejsce.
*


Tutaj zadziałały silniejsze przesądy rasowe Anglików oraz ich większe zapotrzebowanie na ziemie. Migracja iberyjska była jednak na mniejszą skalę a ziemi po konkwiście było dosyć zwłaszcza jak choroby przerzedziły indiańską populację
Ponadto KK miał silne powołanie misyjne a wolał strzyc owieczki swoje niż je wypędzać z ziemi
 
User is offline  PMMini Profile Post #42

     
Domen
 

IX ranga
*********
Grupa: Użytkownik
Postów: 5.834
Nr użytkownika: 14.456

 
 
post 16/10/2016, 19:19 Quote Post

Ja utrzymuję, że najważniejszym czynnikiem był stosunek liczebności Indian do liczebności imigrantów z Europy. W tych rejonach Ameryki Łacińskiej, gdzie Indian było niewielu, nie przetrwało wcale dużo więcej "krwi indiańskiej" niż w USA czy w Kanadzie.

Zamiast porównywać USA do Peru, Meksyku czy Ekwadoru, powinniście porównywać do Urugwaju czy Argentyny.

Ten post był edytowany przez Domen: 16/10/2016, 19:26
 
User is offline  PMMini Profile Post #43

     
An_Old_Man
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 485
Nr użytkownika: 100.119

 
 
post 16/10/2016, 21:19 Quote Post

Załączony obrazek Ładne te indianki. Teraz już nie są gnębione. Będą miały mężów którzy nie piją i nie biją.

Ten post był edytowany przez An_Old_Man: 16/10/2016, 21:19

Załączona/e miniatura/y
Załączony obrazek
 
User is offline  PMMini Profile Post #44

     
Phouty
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.491
Nr użytkownika: 81.932

 
 
post 17/10/2016, 1:41 Quote Post

QUOTE(An_Old_Man @ 16/10/2016, 12:19)
Załączony obrazek Ładne te indianki. Teraz już nie są gnębione. Będą miały mężów którzy nie piją i nie biją.
*



Swiadomie odchodze od scislego tematu watku, jednakze uwazam, iz wspolczesny obraz stosunkow indiansko-"kolonistycznych", (he, he...ponoc ta wstretna biala rasa w.g. co poniektorych, caly czas jest tylko "kolonizatorem" na innych kontynentach). rolleyes.gif

Mieszkam w Poludniowej Kalifornii (statystycznie rzecz biorac, okolo 5 miesiecy w roku) w "odleglosci" jednej godziny jazdy samochodem od/do granicy z Estados Unidos Mexicanos. (Nie moge sie zdecydowac, ktora forma (od/do) jest "bardziej poprawna" w jezyku polskim, ale nie ma sprawy...bo za kilka chwil sprawdze to sobie u wujka googla). Czasami "z braku laku", wsiadamy z malzonka w samochod i jedziemy sobie na kilka godzin do Tijuana po drugiej stronie granicy (ponoc!!!) panstwowej, azeby sobie potanczyc w lokalnym "disco", oczywiscie przy muzyce el mariachi czy tez, pokonujac dodatkowe 40 mil i jadac platna (oczywiscie) autopista, czyli platna autostrada, wybudowana okolo 60-70 lat temu przez tych wstretnych hamerykanskich "kolonistow", azeby im sie wygodnie jezdzilo wzdluz Baja California, co nie przeszkadza meksykanskim federales, azeby na niej pobierac myto za przejazd. Jednakze, azeby cos bardziej "konkretnego" sobie "wrzucic na ruszta", czyli niebywale swietnie przyrzadzonego homara w Puero Nuevo (w poblizu Rosarito na Baja California...zwyczajem jest, iz na ulicy "naganiacze" pokazuja zywe homary potencjalnym klientom, ktore sie "podpisuje" jakims flamastrem po dokonaniu wyboru, azeby kilkanascie minut pozniej zajadac sie niebywale smakowitym miesem tego pozytecznego zwierzatka, oczywiscie widzac swoj wlasny podpis na hitynowych "skorupkach"...a tak swoja droga, to sie zastanawiam, jak przetlumaczyc na jezyk polski rzeczownik "crustaceans"...bez obawy, bo za chwile znajde to sobie na wujku googlu), czy tez spedzic caly weekend w Ensenada, robiac rzeczy, do ktorych bysmy sie (jako malzenstwo w emerytalnym wieku) nigdy publicznie nie przyznali. wink.gif censored.gif

Wiele lat temu (okolo 30 do 35...nie pamietam), "odkrylismy" z moja byla malzonka niebywale piekne miejsce, ulokowane po wschodniej stronie Baja California. Nazywa sie to miasteczko San Felipe. Z tego miejsca jest juz tylko "rzut kamieniem" do wyspy zwanej "Wyspa Rekinia" (Isla Tiburon). Byla ta wyspa, oraz zamieszkujacy ja Indianie, bardzo dokladnie opisana przez Thora Heyerdhala w ksiazce "Ekspedycja Ra" na przelomie lat 60-tych i 70-tych ubieglego wieku, chociaz dzisiaj, po tych kilku "krotkich" latach (raczej dziesiecioleciach), znajduja sie tam cale kompleksy luksusowych kondominiow, na tarasach ktorych wyleguja sie w pelnym sloncu otyli Amerykanie. (Osobiscie mam 70 i 3/4 cala wzrostu i obwod pasa 32 cale...kazdy wiec sobie to moze przeliczyc na te glupie francuskie metry, czy tez inne centymetry, oraz moja waga...he, he, czy po "wspolczesnemu polskiemu", nie powinienem byl napisac "moja calkowita masa" wink.gif ... ktora wynosi obecnie dokladnie 180 funtow? I waha sie w przedziale okolo +/- 2 funtow w zalzenosci od tego, czy sie "nadzieje" niebywale smakowitym teksanskim steakiem, czy tez nie, juz nie wspominajac o drobnym fakcie, ze uczeszczam praktycznie codzieniem wlasnie na lokalne swieto religijne, zwane "October Fest" w lokalnym niemieckim klubie narodowym, co niewatpliwie wplywa na moj "obwod talii". wink.gif (Zainteresowani szczegolami technicznymi mojego wagomiaru, moga oczywiscie sobie to przeliczyc na te inne "nieludzkie" jednostki miar i wag).
Nie mam z tym problemu, poniewaz wlasnie "zaliczylem" w obecnosci mojego najstarszego syna (jako sedziego ze stoperem w reku) bieg na 100 metrow. Wykonalem go w 12.21 sekundy, co jak na moje lata "ulokowane" w przedziale "polowy szescdziesiatki", nie wydaje sie byc zlym wynikiem.

No i jeszcze jedno...bo moja 8-letnia wnuczka "wygrala zaklad" (tylko glupie 1000 USD... co sie osmiolatce niewatpliwie przyda na jakies tem kredki do szkoly wink.gif ), ze znajdzie ona chociaz jednego siwego wlosa w mojej 60-centymetrowej czuprynie. (Od tego czasu zafundowalem sobie bardzo krotki, czyli "wojskowy" przystrzyz wlosow, wiec maja one obecnie dlugosc tylko okolo 25 centymetrow). Spedzila ona blisko cale swoje letnie wakacje, azeby "przeczesywac pod mikroskopem" moje uwlosienie na glowie. I byl moment typu "Eureka", gdzie wnuczka wyrwala pojedynczy siwy wlos z mojej bujnej czupryny, a dziadek...wiadomo...poszedl do lokalnego banku i wreczyl wnuczce "wygrana".
No i jak tu nie kochac tych kilkuletnich szkrabow???

Wracajac do Isla Tiburon... Jednakze nie tylko wyleguja sie tam na naslonecznionych tarasach ci wstretni "hamerykanie", ale tez inni otyli Europejczycy. Wiem, bo moimi bezposrednimi sasiadami sa Niemcy, oraz niebywale mila para Holendrow, bedacych w bardzo "nieprzyzwoitym" mlodym wieku, okolo "wczesnych trzydziestek". wink.gif Bynajmniej ci ostatni otyli nie sa, a ta holenderska sasiadka uwielbia chodzic kompletnie "topless" po swoim tarasie....no i jak tu nie byc "seksista ", takim chociazby jak Donald T, ktory byl zawsze otoczony cala szarancza "wielbicielek", ktore dopiero po uplywie 40 lat, zdaly sobie sprawe, ze ich "godnosc" zostala "pogwalcona", gdy Donald pocalowal je mimochodem w usta. Dzisiaj sa one, patrzac na ich wspolczesne zdjecia, otylymi "wstretnymi babami", ktore po prostu szukaja finansowych "odszkodowan", czy tez innej "rekompensaty" za grube poklady tluszczu, pokrywajace obecnie ich, (czyli "wtedy") wrecz boskie ciala.

Z moja obecna zona juz tam tak czesto nie jezdzimy, poniewaz ze wzgledu "wojen narkotykowych", nie mamy najmniejszego zamiaru zrobic sie "pionkami" w tychze wojnach. Okolo 50 tysiecy ludzi ginie rocznie w nastraszliwszych meczarniach, wlaczywszy w to "typowe" skalpowanie skory z twarzy potencjalnej ofiary, azeby ja (jeszcze gdy ta osoba zyje) powiesic na lokalnym wiadukcie nad austostrada w taki sposob, azeby ofiara dusila sie przez nastepnych kilkadziesiat minut. To niebywale barbarzynstwo dzieje sie "tu i teraz" na terenie tego "spokojnego" poniekd kraju zwanego Stanami Zjedenoczonymi Meksyku, tym bardziej, ze zadna amerykanska wypozyczalnia samochodow nie wypozyczy pojazdu, azeby go tam uzytkowac, a sama jazda we wlasnym, typowo poludniowo-kalifornijskim "luksusowym niemieckim sedanie" ( wink.gif ) az sie prosi, azeby byc ostrzelanym przez kilku facetow, ktorzy tam "pilnuja drogi". Oczywiscie prostym rozwiazaniem jest, azeby "zgwalcic" Samuela, ktory jest jak najbardziej autentycznym amerykanskim Indianinem (wspolpracujemy razem od okolo 30 lat), pochodzacym ze szczepu Pala, azeby wskoczyc na poklad jego dwu-silnikowej Cessny, czyli takiego malego aeroplanu i wyladowac bezposrednio na lotnisku w San Felipe, czy tez na "dzikim" pasie startowym na Isla Tiburon.

No dobra...a po co ten przydlugi wstep???

Ano po to, azeby wprowadzic potencjalnego czytelnika tych wypocin w pewien "nastroj".

W Meksyku bylem co najmniej...czy ja wiem(?)...200, 300, a byc moze 400 razy. Autentycznie jest to mi trudno okreslic.

Jednakze caly czas mam autentycznego "kartofla w gardle", gdy widze lokalne indianskie dzieci, w wieku tak okolo 4 do 5 lat, ktore ciezko pracuja na swoje utzymanie, oraz utrzymanie swoich rodzin!!!

Odbywa sie to w postaci "otwieraczy drzwi do taksowki", gdy ja z moja malzonka pojawiamy sie na Avenida de Revolucion w srodmiesciu Tijuany. Natychmiast jest tam okolo tuzina, do okolo 20 dzieci indianskich, w wieku lat okolo 4 do 5, walczacych fizycznie pomiedzy soba o "prawo" do otworzenia drzwi naszej taksowki, azeby zarobic dolara napiwku!!!

Po tylu latach juz sie przyzwyczailem, pomimo tego, ze mam caly czas "kartofla w gardle", oraz parafrazujac wypowiedz z wysmienitej ksiazki H. Sienkiewicza, zawsze mi sie w tym momencie "oczy poca"!

Skutek jest taki, ze po prostu patrze wtedy "w niebo" i zadnego napiwku nie daje. (Poza napiwkiem dla taksowkarza, ktory jest zwyczajowo w wysokosci 10 dolarow).

Po prostu wiem, ze ja tymi kilkoma dolarami nie poprawie losu tej bardzo zabiedzonej czesci wspolczesnego meksykanskiego spoleczenstwa, a tym bardziej, ze przez nastepnych kilkadziesiat minut, nie bedziemy otoczeni z malzonka cala zgraja, mimo wszystko bardzo sympatycznej "szaranczy", ktora na kazdym kroku domaga sie "bakszyszow".

Przypomina mi sie pewien obrazek, sprzed dokladnie 12 lat, wlasnie z samego centrum Ensenady w Meksyku, gdy z moja obecna zona, ktora wlasnie do mnie przyjechala po raz pierwszy, (w stylu amerykanskim... byla ona wtedy najnowszym "amerykanskim importem", a ona sama bardzo lubi to stwierdzenie po tylu latach podkeslac i powtarzac, oczywiscie z wielkim przymruzeniem oka), wysiedlismy na hotelowym parkingu z naszego samochodu i...natychmiast zostalismy otoczeni cala "banda" indianskich 4-5-latkow, ktorzy sie wrecz bili pomiedzy soba, azeby targac nasze torby, umyc szyby w samochodzie, czy tez tylko zamknac drzwi w moim automobilu. Moja zona, po wejsciu do hotelowego lobby, autentycznie sie zalamala i zaczela szlochac w sposob calkowicie niekontrolowany!
Obsluga hotelowa miala zamiar wezwac karetke pogotowia...na szczescie jakos sie ona opanowala i doskonale pamietam jej slowa wtedy wypowidziane...-" Jak to jest mozliwe w XXI wieku?"

Niestety, ale jak widac, mozliwe to jest!

No i to by bylo na tyle...jak mawial...no kazdy przeciez wie, o kogo chodzi.

Ten post był edytowany przez Phouty: 17/10/2016, 6:49
 
User is offline  PMMini Profile Post #45

5 Strony < 1 2 3 4 5 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2017 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej