Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
2 Strony  1 2 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Historie waszych przodków przesiedlonych z Kresów, Wspomnienia waszych krewnych
     
jackomusik
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 37
Nr użytkownika: 20.815

Aron
Zawód: Student historii
 
 
post 16/06/2011, 12:42 Quote Post

Witam!

Nie wiem, czy taki temat już istnieje, nie doszukałem się go jednak, a sądzę, że dla wielu byłby interesujący.

Z pewnością wielu Użytkowników forum pochodzi z obecnych ziem północnych i zachodnich, a co za tym idzie przodkowie wielu z nich byli/są powojennymi przesiedleńcami z Kresów Wschodnich. Sam jestem taką osobą, choć w moim przypadku mowa jedynie o dziadkach od strony ojca - od strony matki rodzina pochodzi z Ponidzia.

Dziadek mój przed wojną mieszkał w miejscowości Bitków, w powiecie Nadwórna (województwo stanisławowskie). Miejscowość była znana przed wojną z ogromnych pokładów gazu ziemnego oraz ropy naftowej. Przeżył okupację radziecką, potem niemiecką, potem znowu radziecką aż do wysiedlenia. Niestety, nie mówi o tym chętnie, pomimo iż od lat staram się z niego wycisnąć coraz to odrobinę więcej. Krótko przed wysiedleniem zmarł jego ojciec, powodem śmierci był przywleczony przez wojska radzieckie tyfus, na który chorowała cała rodzina. Następnie zimą 1946/1947 (tego też dziadek "nie pamięta")wyjechali wagonami bez dachów (zadaszenie czynili z desek) na tereny obecnego województwa lubuskiego, do szkoły chodził w miasteczku Jasień (którą to szkołę umieszczono w poniemieckim pałacu, obecnie ruinie. Link: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/comm...n_zamek_01.jpg).

Babcia z kolei pochodzi z wioski Folwark Meszkrynka w gminie Podbrodzie, powiecie Święciany (województwo wileńskie). Miała 4 lata kiedy wybuchła wojna, więc początkowe dzieje oparte są na opowieściach jej matki, której już niestety nie poznałem - tak więc najpierw spadały niemieckie bomby, następnie weszli Rosjanie, wkrótce Stalin oddał Litwie pas ziemi z Wilnem, żeby potem go powtórnie anektować włącznie z całą Litwą). W chwili wejścia Niemców miała ok. 6 lat, w pamięci jej utkwiło kilka egzekucji. Następnie powtórnie wkroczyli Rosjanie. (pochowany w Podbrodziu, grób już raczej nie istnieje - nagrobka nie było, tylko mogiła). Wysiedlono ich w 1946 r. Na początku chcieli osiąść na Warmii i Mazurach, blisko dawnego domu. Ostatecznie podjęli jednak decyzję wyjazdu na ziemie zachodnie. Wpierw osiedlili się w Lubieniu (jeśli dobrze pamiętam), następnie w wiosce Chlebów niedaleko Cybinki.

Interesujące są opisane przez babcię reakcje ludzi nowo przybyłych na Ziemie Zachodnie. Był to dla nich totalny szok kulturowy, bo z zabużańskich wsi wjeżdżali do krainy, w której niczym niezwykłym nie były dwupiętrowe, skanalizowane domy na najbardziej zapadłych wioskach. Rolnicy zastawali tam poniemieckie sprzęty rolnicze, zamieszkiwali w murowanych budynkach. Niestety, dochodziło też często do dewastowania tego, czego nie zniszczyła Armia Czerwona. Przed willami kopano studnie, gdyż nie znający kanalizacji chłop nie wiedział, do czego służą te "dziwne rurki z kręciołem", czyli krany. Z basenów tych willi kradziono kafelki, niszczono cmentarze, zamalowywano niemieckie napisy na budynkach i w kościołach. Przerabiano wedle własnej woli wnętrza dużych domów, niszczono dobytek wielu wieków tamtejszej kultury. Między kamienicami małych miasteczek, których architektury nie powstydziłby się nasz Kraków (patrz: Zielona Góra, Szprotawa, Kożuchów [mocno zdewastowany] itp.) suszyły się gacie.

A jakie są wspomnienia Waszych przodków? Myślę, że każdy z Was co nieco od dziadków słyszał. Ja sam niewiele wiem, o czym świadczą powyższe dość skąpe informacje, uważam jednak, że im więcej osób takimi relacjami się podzieli, tym ciekawszy zbiór relacji zwykłych ludzi się tutaj zrobi smile.gif

Do dzieła zatem i z góry dziękuję za kooperację!
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
Piegziu
 

Tajny Agent Piegziu
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 9.066
Nr użytkownika: 48.576

M.A.P.
Zawód: prawnik, japonista
 
 
post 16/06/2011, 13:39 Quote Post

Tak się złożyło, że ze wstępnych w mojej rodzinie obaj dziadkowie pochodzą z kresów. Babcie urodziły się i wychowywały na terytorium dzisiejszej RP. smile.gif

Idąc ściśle po mieczu, moja rodzina pochodzi spod Krakowa, dokładnie nie wiadomo jednakże skąd, gdyż wszystkie dokumenty zostały zakopane w lesie zaraz po 17 września i nigdy nie odważono się ich odzyskać. No ale do rzeczy...

Mój pradziadek otrzymał w 1922 jak większość ówczesnych legionistów kawałek ziemi na wschodzie, konkretnie w Majdanie Górnym, powiat Nadwórna. Tam też przeniósł się ze swoją żoną i tam żyli sobie spokojnie do wybuchu wojny. Pradziadek legionista znalazł zatrudnienie w Polskich Kolejach Państwowych, dzięki czemu rodzina kilkukrotnie miała okazję zobaczyć Lwów, Warszawę a nawet Gdynię.
W 1932 roku zaś w samej Nadwórnej urodził się mój dziadek (Stanisław) jako czwarte, najmłodsze dziecko. 1 września miał być dla niego pierwszy dzień szkoły... Wiadomo jak to się skończyło. sad.gif
Pierwsze oddziały sowieckie pojawiły się w godzinach popołudniowych 19 września. Początkowo obyło się bez większych incydentów, mimo publicznego zbojkotowania Wyborów do Zgromadzeń Ludowych Zachodniej Ukrainy i Białorusi. Dopiero na przełomie 1939/40 zaczęły się pierwsze wywózki, zainspirowane w dużej części przez żydowskich działaczy komunistycznych, którzy sporządzili obszerne listy polskich osadników wojskowych oraz działaczy politycznych/administracyjnych/gospodarczych. Na szczęście moja rodzina została wypisana z takiej listy z pomocą znajomego życzliwego Żyda, który de facto uratował ją przed Kazachstanem.

Przez prawie dwa lata ledwo wiązano koniec z końcem, mimo że przed wojną nigdy nie było biedy... Sytuację rodziny dodatkowo pogorszyła śmierć pradziadka, który dostał zawału, jadąc na rowerze do pracy.

Cdn. wink.gif
 
User is offline  PMMini Profile Post #2

     
jackomusik
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 37
Nr użytkownika: 20.815

Aron
Zawód: Student historii
 
 
post 17/06/2011, 9:04 Quote Post

Czekam z niecierpliwością!
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

     
Hieronim Lubomirski
 

Hetman Wielki Koronny
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.581
Nr użytkownika: 1.410

Zawód: Kawaler Maltanski
 
 
post 17/06/2011, 14:47 Quote Post

Babcia mieszkała w 1939 roku w Baranowiczach. Za bycie Polką trafiła na zesłanie na Sybir. Dużo opowiadała o pobycie na zesłaniu. Próbowała nawet ucieczki, ale złapali ją. Tak więc pracowała przy wyrębie lasu, potem pomagała weterynarzowi, tam było łatwiej przetrwać. Czasem gdy wilki zagryzły jakieś zwierze, można było zdobyć trochę mięsa. Latem próbowano zdobyć jedzenie, zbierając resztki ze żniw, ale sowiety bardzo pilnowali się, aby nie zbierać tych resztek kłosów zboża i były za to ostre kary. Jak się udało, można było sobie upiec jakiegoś placka. Parę razy, omal nie została pożarta przez wilki, ponoć były tam watahy po kilkadziesiąt sztuk. Po wojnie, udało się jej wydostać z kraju bolszewików, ostatnim pociągiem z repatriantami jakie sowiety wypuściły do Polski. Babcia odnalazła młodszego brata, który osiedlił się w Warszawie. Przyjechała do niego, zamieszkała z nim i z jego żoną, brat był sąsiadem mojego dziadka, a potem to już się szybko potoczyło. smile.gif
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #4

     
horst
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 568
Nr użytkownika: 71.056

 
 
post 18/06/2011, 12:10 Quote Post

A czy doliczamy tu też przodków zamieszkując niemieckie kresy wschodnie? Mam kilka ciekawych opowieści w zanadrzu.
 
User is offline  PMMini Profile Post #5

     
jackomusik
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 37
Nr użytkownika: 20.815

Aron
Zawód: Student historii
 
 
post 18/06/2011, 12:29 Quote Post

QUOTE(horst @ 18/06/2011, 12:10)
A czy doliczamy tu też przodków zamieszkując niemieckie kresy wschodnie? Mam kilka ciekawych opowieści w zanadrzu.
*



Trochę mi zabiłeś ćwieka, bo chociaż wątek stworzyłem z myślą o Polakach ze Wschodu, to jestem bardzo ciekaw Twojego opowiadania. Umieść go zatem tutaj, mały, jednorazowy off-topic nie zaszkodzi, ale tylko jeden - dla osób z podobnymi wspomnieniami niech będzie to zachętą do stworzenia oddzielnego wątku na ten temat. Będę go czytał z wypiekami, ale trzymajmy się porządku.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #6

     
horst
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 568
Nr użytkownika: 71.056

 
 
post 18/06/2011, 14:26 Quote Post

Okej, więc opowiem historię mojej ciotki Marthy, która przed wojną mieszkała w Hindenburgu (dzisiejsze Zabrze). Tamten Hindenburg, pomimo że położony w III Rzeszy, był miastem dwóch żywiołów, które koegzystowały ze sobą raczej w spokoju. Większość mieszkańców pochodziła z rodzin polskojęzycznych, w mieście natomiast czekał na nich awans społeczny, który wiązał się z przejściem bardziej na opcję niemiecką. Nie znaczyło to jednak, że zapominano o swoim dziedzictwie, bo ciotka doskonale mówiła po polsku - i to nie tylko dialektem śląskim, ale literacką polszczyzną także.

W czasie wojny, zdaje się w roku 1940 w wieku dziewiętnastu lat wyszła za mąż za niemieckiego żołnierza, chyba nawet oficera. Jej życie było typowe dla niemieckich i śląskich kobiet w tamtym czasie - opiekowała się domem, oczekiwała powrotu męża na przepustkę, pracowała w szpitalu jako pielęgniarka i akuszerka. Nie miała jeszcze dzieci, gdyż ciężko było zajść w ciążę z mężem ciągle na froncie. W końcu jednak, w roku 1944 się udało i na przełomie 1944/45 urodziła córkę. Jeszcze kiedy była w ciąży jej mąż zginął na zbliżającym się do Zabrza Ostfroncie.

Ciotka była ładna, a propaganda niemiecka szeroko informowała o bestialstwie czerwonoarmistów i ich upodobaniu do młodych, miejskich dziewcząt. Szczerze mówiąc, nie wiem, co stało się z jej rodzicami, nigdy o nich babcia nie wspominała. W każdym razie, Martha wiedziała, co się święci i postanowiła uciekać z miasta. To było już zimą 1945 roku, drogi i linie kolejowe były pełne uchodźców z Prus Wschodnich oraz Niemców porozrzucanych po całej Europie. Szczególnie zapchane były linie kolejowe ze Śląska. Ciotka poszła na dworzec i udało jej się z dzieckiem dostać do pociągu nie jadącego przez Śląsk, ale przez Czechy. Pociąg to może za dużo powiedziane, bo były to zwyczajne wagony dla bydła, w których stłoczono uciekinierów z okręgu przemysłowego.

W trakcie jazdy zmarło dziecko ciotki. Trudno się dziwić, ta zima (jak prawie wszystkie wojenne zimy) była bardzo mroźna, jedzenia też nie mieli za dużo (już od dawna było na kartki). Wiedziała jednak, że gdyby się przyznała, współpasażerowie kazaliby jej je wyrzucić przez okno lub musiałaby sama z nim wysiąść, w środku Czech - bano się chorób, poza tym to nic przyjemnego jechać koło zmarłego noworodka. Postanowiła więc udawać, że dziecko żyje i przez trzy dni jechała z martwą córką w wagonie pełnym byłych hindenburgczyków.

Wysiadła na pierwszej stacji w Bajerach (Bawarii) i udała się do kościoła, by pochować córkę. Ten grób jest tam do dzisiaj, natomiast sama ciotka wyszła po raz drugi za mąż i znów powiła córkę, wyjawiając swoje wojenne przeżycia dopiero w latach 70-tych, kiedy w Niemczech nastał klimat do przypominania sobie własnych krzywd. Przez pierwsze lata "kręciła się" po Niemczech, gdyż powojenne lata były naturalnie bardzo trudne - tym bardziej, że Niemcy musiały w zrównanych z ziemią miastach znaleźć jeszcze mieszkania dla kilku milionów uciekinierów z Prus, Śląska czy Sudet. Jakby jednak nie patrzeć, sami sobie winni byli. Po ustatkowaniu się zamieszkała w Lindau nad Jeziorem Bodeńskim, gdzie zmarła w 2002 roku.

Sama powojenna historia miasta Lindau też jest dość ciekawa, gdyż znajdowało się w Bawarii (strefa amerykańska), ale łączyło francuskie strefy okupacyjne w Niemczech i Austrii. W wyniku tego, by utrzymać korytarz wyłączono Lindau z Bawarii i przyłączono do strefy francuskiej, a w 1946 utworzono Prezydium Powiatowe czyniąc niejako z Lindau osobny land. Dopiero w 1955 roku sytuacja wróciła do normy.

Ten post był edytowany przez horst: 18/06/2011, 14:34
 
User is offline  PMMini Profile Post #7

     
Piegziu
 

Tajny Agent Piegziu
**********
Grupa: Moderatorzy
Postów: 9.066
Nr użytkownika: 48.576

M.A.P.
Zawód: prawnik, japonista
 
 
post 18/06/2011, 15:04 Quote Post

Przez prawie dwa lata ledwo wiązano koniec z końcem, mimo że przed wojną nigdy nie było biedy... Sytuację rodziny dodatkowo pogorszyła śmierć pradziadka, który dostał zawału, jadąc na rowerze do pracy.

Takim oto sposobem dochodzimy do roku 1941.

Czerwiec zapowiadał się bardzo ładnie. Przez chwilę ludzie zdali zapomnieć się o sowieckiej okupacji, gdyż tych, którzy byli niewygodni dla nowej władzy już dawno zabrano. Przykre, ale prawdziwe.

23 czerwca w okolicy Majdanu Górnego pojawili się pierwsi Niemcy na dwuosobowym motocyklu, przejeżdżając przez główną szosę. Dwie godziny później niebo pokryło się trzema myśliwcami, które równie szybko jak się pojawiły, tak samo odleciały. Do wieczora nie zanotowano jednakże większych ruchów jednostek, słysząc od w radiu dwóch dni o niemieckiej agresji na Związek Radziecki. Mało kto zastanawiał się nad realną zmianą okupanta, gdyż tak czy siak trwała wojna. Na polskiej ziemi.

Niemcy przejęli kontrolę nad Majdanem Górnym 25 czerwca, z tego co słyszałem, rozpoczęli swoją "wizytę" od sporządzenia listy mieszkańców i szukania niemieckich osadników. Podczas przeszukania domów nie dochodziło do większych ekscesów. Poszli sowieci, przyszli Niemcy. Jedno trzeba było przyznać. Strach przed nowymi agresorami był dużo mniejszy, gdyż zdawali się być bardziej cywilizowani. Do czasu...

Wraz z przesuwaniem się frontu, zarząd nad okupowanym terytorium przejęły jednostki drugiej linii oraz oddziały paramilitarne. Nie było już tak wesoło. Pierwsze żydowskie rodziny zaczęły znikać już w sierpniu 1941 roku, zostawiając po sobie puste domy, które doszczętnie ograbiano. Niemcy poczuli swoją siłę i stosunkowo często dokonywali aktów bezprawia, konfiskując wedle własnego upodobania, zmuszając czasami kobiety do stosunku lub wywożąc na siłę do pracy przymusowej.

Jedną z takich przygód mogła zaliczyć moja rodzina.

Cdn. smile.gif

Ten post był edytowany przez Piegziu: 18/06/2011, 15:05
 
User is offline  PMMini Profile Post #8

     
Dziadek Jacek
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.252
Nr użytkownika: 53.918

 
 
post 18/06/2011, 16:28 Quote Post

Mój ojciec pochodził spod Grodna, Jak dobrze pamiętam z powiatu Baranowicze, gmina Indura. W prostej linii kilkanaście kilometrów od mogiły Bohatyrowiczów - Jana i Cecylii z "Nad Niemna" Orzeszkowej. W dzieciństwie ojciec czytał mi fragmenty i podkreślał, że tam nie daleko mieszkali. Nad malutką rzeczką z młynem, gdzie siostry ojca na wiosnę i w lato bieliły lniane płótna tkane przez całą zimę. Dziadek był radnym, ławnikiem w pobliskim powiecie. Najstarszy brat ojca poszedł na mobilizację biorąc konia Baśkę i nową uprzęż - bo po co ona, jak konia nie będzie. Z wojny nie wrócił i nikt nie wie (PCK również) gdzie zginął. Wejście Rosjan we wrześniu jako, że nie mieli za dużo ziemi, jakoś przeżyli. Kłopoty mieli bo od wielu lat, (jeszcze przed wojną) prawowali się z Żydem, właścicielem młyna, który podnosząc za wysoko wodę podtapiał łąki i pola wszystkim mieszkańcom. Pogodzili sięwink.gif jak młyn został znacjonalizowany i nawet znaleźli o dziwo, wspólny - antykomunistyczny język. Po przyjściu Niemców też jakoś dawali sobie radę. Ojciec woził mięso i inne produkty do Grodna, między innymi do getta na prośbę tego Żyda - sąsiada.
W 41 roku z aresztu uciekł zakuty jeniec radziecki. Ojciec rozkuł go siekierą. (Mam ją do dziś i jest jedyną materialną pamiątką po przodkach - w znanej mi historii nie mieli szabli ). Na drugi dzień Rosjanin przyprowadził żandarmów i wskazał chałupę. Tak ojciec trafił do obozu w Sokółce a potem do Stutthofu. Tam poznał moją mamę. Mimo 33 kilogramów żywej wagi zakochał się w niej.
Matula ze swą rodziną (matką, siostrą, bratem i zmęczonym na gestapo w Grudziądzu ojcu zostali aresztowani za działalność w AK. Wcześniej kilka lat, ze swym starszym bratem i najmłodszą siostrą mieszkali na Wołyniu, gdzie jej pierwszy mąż prowadził sklep a szwagier był nauczycielem i kierownikiem szkoły. Brat stamtąd pojechał we wrześniu pod Sochaczew i trafił do niewoli. Pierwszy mąż matuli z powodu choroby (nowotwór) nie został zmobilizowany i zmarł we Lwowie. Po pogrzebie, wracającej matuli Rosjanie "zabrali" lokomotywę (sklep też). Po czterech miesiącach pobytu w punkcie nad Bugiem gdzie zgromadzono ludzi chcących powrócić do okupowanej przez Niemców Polski, udało się jej uciec na niemiecką stronę. Paru znajomych trafiło na Syberię i część z nich powróciło po odwilży.
Rodzina ojca (pięć sióstr i najmłodszy brat) po wojnie zostali zmuszeni (jak wszyscy w okolicy) do oddania ziemi do kołchozu. Dziadek nie oddał dorosłego już źrebaka po Baśce. Za to oborali jego pozostały kawałek ziemi tak, że do domu można było przejść tylko po wąskiej miedzy. Nie było sensu utrzymywać konia i uparty dziadek go komuś sprzedał. Za nieudowodnione przyczynienie się do utonięcia w studni jakiegoś "ważniaka" brat ojca trafił na Syberię.
W międzyczasie zmarł Stalin i po amnestii wuj przyjechał do Polski. W tym samym czasie, lecz w innym transporcie z pomocą ojca, dziadek przywiózł (już pożenione i owdowiałe) dziewczyny.
 
User is offline  PMMini Profile Post #9

     
Alcarcalimo
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.805
Nr użytkownika: 43.461

Robert
 
 
post 18/06/2011, 17:56 Quote Post

Cholera.

Czekam na więcej historii.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #10

     
jackomusik
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 37
Nr użytkownika: 20.815

Aron
Zawód: Student historii
 
 
post 21/06/2011, 23:02 Quote Post

Milczenie jest złotem, mowa zaś srebrem. Mnie jakoś bardziej podoba się srebro, zatem czekam na więcej historii!
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #11

     
Ciołek
 

VI ranga
******
Grupa: Moderatorzy
Postów: 873
Nr użytkownika: 9.200

 
 
post 4/08/2011, 19:17 Quote Post

Moja babcia urodziła się w 1915 roku niedaleko Dzisny w zubożałej rodzinie, wcześnie osieroconej przez ojca, który stracił zdrowie w carskich kazamatach. Młodość spędziła w Wilnie, gdzie poznała swojego przyszłego męża a mojego dziadka. Historia trochę jak z przedwojennego melodramatu – ona: piękna kelnerka w tureckiej cukierni, on: zatrudniony w kancelarii adwokackiej syn dawnego urzędnika carskiej Rosji, przeszło o dekadę od niej starszy. Jeszcze przed wojną z tego mariażu urodził się mój ojciec. W czasie wojny dziadek zajęty był działalnością w Armii Krajowej i przed Operacją Ostra Brama wyprawił babcię z synem do jej krewnych w okolicach Plisy. Kontakt się urwał.

Po wojnie ojciec i babcia (wraz z krewnymi) znaleźli się na Warmii i rozpoczęły się poszukiwania rodziny. Babcia została poinformowana o śmierci dziadka. Poza tym wkrótce dowiedziała się, że jeden z jej braci przebywa na zesłaniu w Karelii a dwaj pozostali, berlingowcy, otrzymali ziemię na Dolnym Śląsku – i tam po kilku latach się przeprowadziła, a z czasem ponownie wyszła za mąż.

To jeszcze nie koniec historii, bo oto na początku lat 60-tych babcia spotkała w pociągu... swojego pierwszego męża. Okazało się, że dziadek nie poległ na wojnie, tylko został aresztowany przez sowietów i skazany na 10 lat ciężkich robót trafił do obozu w Kazachstanie. On również sądził, że jego żona i syn nie żyją. I także miał już drugą małżonkę, Kazaszkę, z którą ślub wziął tuż przed powrotem do Polski.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #12

     
Ninis
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 12
Nr użytkownika: 75.842

Zawód: licealistka
 
 
post 18/12/2011, 9:54 Quote Post

Opowieści rodzinne są wspaniałe właśnie dlatego, że pozwalają nam poczuć historię. Uczą nie odbierać jej jako dawno minionej przeszłości, z którą nie mamy nic wspólnego. Przecież taki rok 1914 z wpisanym w niego spokojnym czasem przedrewolucyjnym Rosji, nie mógł być aż tak dawno, skoro ojca ciotka - sklepowa z Petersburga dokładnie potrafiła opisać cara Mikołaja, którego wraz z tłumem innych gapiów szła oglądać, gdy tylko publiczne wystąpienia jego wysokości, zwykłej szarej eminencji na to pozwalały. Car był wspomnieniem jej pomyślnych czasów. Bolszewicy - okropnej biedy i doszczętnie zrabowanego sklepika.

Inną ciotkę, w innych czasach czekał Sybir i widoki nosów i uszy autentycznie odpadających ludziom z przemarznięcia. Budowała w lasie szałasy i bała się wilków.

Jeden z wujów do końca życia nie mógł nachwalić się jaki to z niego był oddany przyjaciel marszałka. Prawdy jednak w tym nie było, po za tym, że mógł go z daleka często widzieć. Był jednym z chłopców od koni.

Niejaki Władek zapukał do drzwi domu mojego pradziadka informując o nasileniu mordów, jakich na Polakach dokonywali nacjonaliści Ukraińscy. Był rok 1943, Wołyń. 14letni dziadek chciał zobaczyć zgliszcza wiosek, o których opowiadali starsi. Wlazł na drzewo za co ojciec sprał Stefka. "Stefek, ukraince mogliby cię na tym drzewu zobaczyć!"-krzyczał. Oblicze rzezi wołyńskiej miało niewyobrażalnie okrutne oblicze. Napuszczeni przez Niemców banderowcy, eksterminacje Polaków przeprowadzali na sposób krwawego widowiska. Ich wybujała inwencja makabry sprawiała, że ludzi obok, których żyli: swoich sąsiadów i znajomych -nabijali na pale, rozrywali końmi, cieli piłami rozbebeszając wnętrzności czy też spalali żywcem. Rozdeptywali im noworodki, dzieci topili w studni, a do pochew ich kobiet wprowadzano rozżażone pręty. Często zaganiali ludzi do kościołów, gdzie po krótkim widowisku w ruch szły butelki z benzyną, by napchana lechami świątynia szybciej zajęła się ogniem. "Był strasznie, a ja nie rozumiałem i musiałem zostawić wszystko, co kocham" - wspomina dziadek. Uciekł z rodzicami i rodzeństwem konno. Chory pradziadek zmarł na granicy.

Ojciec urodził się pod Wilnem, w jakieś wiosce, w czasach tylko co po wojnie. Poród odbierała wg tradycji babka, a na chrzestnego zazwyczaj brano najbogatszego ze znajomych, których jak na ironie do kołyski włożył najmniej pieniędzy. Obraz, który w opowieściach mi przedstawiał malował się mojej wyobraźni jak nierealna bajka o chłopach "naprawdę bogatych, bo dom z drewnianym dachem mieliśmy, a u innych ledwie słoma". Lecz komuniści szybko pozbawili majątkowych nadwyżek zabierając nadprogramowe hektary moich praojców. Rodzina źle się czuła na Litwie. Nocą ukryli się w wagonie towarowym jadącym do Polski. Dom zostawili pełen rzeczy. Nie mogli przewieść mebli, zabrali więc tylko podręczne drobiazgi. Ich celem był Szczecin. Znaleźli poniemiecki pusty dom, do którego się wprowadzili. Papiery załatwiało się później.
 
User is offline  PMMini Profile Post #13

     
jackomusik
 

I ranga
*
Grupa: Użytkownik
Postów: 37
Nr użytkownika: 20.815

Aron
Zawód: Student historii
 
 
post 10/07/2012, 21:31 Quote Post

Dziękuję wszystkim powyżej za swoje relacje, ale...brak jakichkolwiek relacji od grudnia. Naprawdę nikt więcej nie chce się podzielić historią swoich krewnych dotyczącą przesiedlenia z Kresów?

Ten post był edytowany przez jackomusik: 10/07/2012, 21:32
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #14

     
konto_usuniete_28.02.16
 

Unregistered

 
 
post 10/07/2012, 23:05 Quote Post

Zasadniczo 3/4 moich Szanownych i dziś niestety SP Dziadków i Babć pochodzi z Śląska ( Cieszyńskie i Opolskie ) ale jedna z moich Babek pochodziła z miejscowości Załoźce w woj.tarnopolskim w Małopolsce Wschodniej http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esr...WuxTSM1R970Zzew
Babcia Maria nie raz opowiadała mi swoim śpiewnym kresowym głosem ( bardzo rożnym od gardłowego akcentu Dziadka z Altreichu ) historie jak to ACZ wkraczała by nieść wyzwolenie od polskich panów " na mongolskich konikach ( znaczy się mikrej postury ) i z parcianymi pasami ( dziwne ze akurat ten szczegół utkwił jej w pamięci ) , jak będąc nastolatką ukryta w zagrodzie wujostwa z bliska widziała zagładę rodziny stryja ( w tym malutkich dzieci ) i okrutne sceny gwałtu , z strony ukraińskich bandytów z UPA , do Ukraińców miała tez awersje do końca życia , można powiedzieć ze nienawidziła tej narodowości z całego serca , po tym co przeżyła ( jej Ojciec były przodownik PP zgiął walcząc w polskiej samoobronie , z rodziny ocalały z reszta niewielkie resztki )nie mam o to do Niej żalu , choć będąc dzieckiem wierzyłem ze "... Ukraińcy mają czarne podniebienia ..." wink.gif
Z Małopolski Wschodniej została dość wcześnie wysiedlona , z jej opowieści wynikało ze wyjechała całkiem chętnie strach przed bandami UPA był tak wielki , nigdy już do swej byłej ziemi ojczystej nie wróciła , groby jej przodków zapewne już zniknęły z krajobrazu i nic po polskości tej ziemi nie zostało .
 
Post #15

2 Strony  1 2 > 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej