Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
11 Strony « < 9 10 11 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Pogrom Kielecki, Kto odpowiedzialny?
     
force
 

Preacher
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.418
Nr użytkownika: 99.758

Jacek Sebastian G
Stopień akademicki: Szkólka niedzielna
 
 
post 1/08/2016, 6:33 Quote Post

CODE
No różniły się znacznie.W Częstochowie na posterunek milicji przeszedł ojciec z synem porwanym na macę a w Częstochowie matka.Różnica kolosalna

Dostrzegasz różnice, no to mnie cieszy duży postęp.
CODE
W momencie kiedy już pod budynkiem był tłum i trochę się gotowało , no wspaniały środek na rozładowanie sytuacji.
Widzę że rzeczywiście jak napisał kolega Rychlewski masz [B]problemy z chronologią wydarzeń[/B].

Hmmm..., przyznaje się do błędu, właściwie uznaje ze Sobczyński popełnił błąd,on powinien wysłać funkcjonariuszy UB, i zażądać od Gwiazdowicza odwołania milicji, nim się o tym fakcie dowiedział, tak było by bardziej chronologicznie? Macie obaj z Rychlewskim całkowitą racje.

CODE
W 2004 roku.dziś mamy 2016 , panel odbył się w początkach lipca.

I co się od tego czasu zmieniło? Jakie nowe ważkie fakty, odkryto? Proszę nie ukrywaj ich przed IPN.
CODE
Konkretnie jest to w biuletynie IPN który podałem na Twoją prośbę.Ustalenie sędziego Jankowskiego

"... Gwarantuje, Stwierdzam, Konkretnie..." takich kategorycznych stwierdzeń używasz w dyskusji, następnie twoje gwarancje są nic nie warte,konkretnie nic nie piszesz( poza słowem konkretnie). Pisz nieco więcej o faktach, cytuj kogokolwiek, nie tylko własne przemyślenia. Kolejny raz zapytam korzystasz jedynie z netu?
QUOTE
Tak to zarzut bo Twoje odwołanie do "dzieł naukowych" nie wnosi nic do dyskusji.Szczególnie w kwestii ustaleń faktycznych których jak widać sam nie znasz skoro nie zorientowałeś się że dwie z trzech według Ciebie omyłkowych polskich ofiar pogromu zginęły w okolicach budynku Planty 7 i to od strzałów oddanych z góry

Kolejny raz spytam w jakich okolicach ? KONKRETNIE gdzie? Ty stawiasz tezę na tobie leży ciężar dowodowy. smile.gif Nie napisali tego w artykule, który był w sieci?
CODE
[B]A dlaczego tylko do Kielc? dlaczego nie na trasie do Krakowa, Warszawy czy Radomia ?[/B]
Żartujesz prawda ?



Hmmmm..., był niegdyś na studiach przedmiot zwany logika..., pisalem :
CODE
zadałem sobie trud by sprawdzić ile osób ( Żydów )zamordowano tego dnia,[SIZE=7] na stacjach dojazdowych PKP w kierunku, do Kielc, i z Kielc.[/SIZE]
Okazuje się, ze trzydziestu ( Szaynok, Pogrom Żydów w Kielcach str59)tak orzekło wewnętrzne śledztwo CKZP.[B] Wszystkie relacje świadków świadczyły, iż mordowano, bo "Żydzi w Kielcach zabijali polskie dzieci na mace ".[/B]
Zastanawiam się dlaczego tych ofiar nie doliczyć do Mordu Kieleckiego ?

W przeciwienstwie do ciebie, nie robię sobie żartów w tym temacie, no może z wyjątkiem twojego kolegi, który mnie szczerze bawi.



Ten post był edytowany przez Net_Skater: 1/08/2016, 8:44
 
User is offline  PMMini Profile Post #151

     
Sghjwo
 

VI ranga
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 919
Nr użytkownika: 97.523

 
 
post 1/08/2016, 8:06 Quote Post

QUOTE(force @ 1/08/2016, 12:33)
CODE
W 2004 roku.dziś mamy 2016 , panel odbył się w początkach lipca.

I co się od tego czasu zmieniło?

Jak to co? Przyszla dobra zmiana, I spoznieni rewolucjonisci pisza historie od nowa. To nic nowego, kazda wladza ma swoich "historykow".
 
User is offline  PMMini Profile Post #152

     
force
 

Preacher
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.418
Nr użytkownika: 99.758

Jacek Sebastian G
Stopień akademicki: Szkólka niedzielna
 
 
post 1/08/2016, 11:09 Quote Post

QUOTE(Sghjwo @ 1/08/2016, 9:06)
QUOTE(force @ 1/08/2016, 12:33)
CODE
W 2004 roku.dziś mamy 2016 , panel odbył się w początkach lipca.

I co się od tego czasu zmieniło?

Jak to co? Przyszla dobra zmiana, I spoznieni rewolucjonisci pisza historie od nowa. To nic nowego, kazda wladza ma swoich "historykow".
*



Fakt, jako osoba żyjąca poza obrębem wojny polsko-polskiej, nie postrzegam historii, w kategorii zapotrzebowania politycznego, i zasadniczo winienem podać bibliografie, dla osób zainteresowanych tematem( by sobie same wyrobiły zdanie), nie kopać się z zwolennikami rewolucji((hunwejbinami).
 
User is offline  PMMini Profile Post #153

     
Rats
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 518
Nr użytkownika: 98.960

 
 
post 1/08/2016, 12:11 Quote Post

QUOTE(force @ 1/08/2016, 6:33)
..............

Stara szkoła dyskusji.Jak nie możesz zakwestionować faktów to zaatakuj ad personam.
Aby zakończyć Twoje Twoje peany na cześć szefa UB chcącego zapobiec wydarzeniom zacytuję fragment dzieła na które się powoływałeś czyli Bożeny Szaynok , "Pogrom Żydów w Kielcach 4 VII 1946" strona 108.
"działania milicji służyły niewątpliwie rozwojowi wydarzeń pogromowych. Działania szefa WUBP były niewątpliwie skierowane na spotęgowanie wydarzeń pogromu."

Trzy rzekome polskie ofiary patroli obywatelskich to dwie osoby zastrzelone przy budynku Planty 7 , oraz porucznik który zginął w trakcie mordowania rabina Kahande, podwójnego wroga klasowego , bo to i przedstawiciel duchowieństwa i przedstawiciel burżuazji ( kupiec).Szczegóły znajdziesz w Wokół Pogromu Kieleckiego tom 1 oraz 2.Jak na razie Twoje teorie na temat polskich ofiar patroli obywatelskich mają jeden feler, nie ma ciał tych ofiar.
Dywagacje na temat pogromów na lini kolejowej wiodącej z Kielc, również wkładam między bajki.Mordy i rabunki w podróżach kolejowych były dość częste, głównie chodziło o rabunek a nie kwestie narodowościowe.
https://www.google.pl/maps/place/Planty+7,+...#33;6m1!1e1
Obejrzyj sobie ulicę Planty i powiedz mi gdzie te dwadzieścia tysięcy osób się zmieściło ( trzysta to już byłby tłok niesamowity).I wskaż mi proszę ofiary tych 20 tysięcy członków patroli obywatelskich.Naprawdę trzeba nie mieć wyobraźni żeby pisać takie bzdury.Biorąc pod uwagę ówczesną powierzchnię Kielc to na 1 kilometr kwadratowy powierzchni przypadałby jeden kilkusetosobowy patrol.
 
User is offline  PMMini Profile Post #154

     
force
 

Preacher
******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.418
Nr użytkownika: 99.758

Jacek Sebastian G
Stopień akademicki: Szkólka niedzielna
 
 
post 1/08/2016, 12:53 Quote Post

QUOTE(Rats @ 1/08/2016, 13:11)
QUOTE(force @ 1/08/2016, 6:33)
..............

Stara szkoła dyskusji.Jak nie możesz zakwestionować faktów to zaatakuj ad personam.
Aby zakończyć Twoje Twoje peany na cześć szefa UB chcącego zapobiec wydarzeniom zacytuję fragment dzieła na które się powoływałeś czyli Bożeny Szaynok , "Pogrom Żydów w Kielcach 4 VII 1946" strona 108.
"działania milicji służyły niewątpliwie rozwojowi wydarzeń pogromowych. Działania szefa WUBP były niewątpliwie skierowane na spotęgowanie wydarzeń pogromu."

Trzy rzekome polskie ofiary patroli obywatelskich to dwie osoby zastrzelone przy budynku Planty 7 , oraz porucznik który zginął w trakcie mordowania rabina Kahande, podwójnego wroga klasowego , bo to i przedstawiciel duchowieństwa i przedstawiciel burżuazji ( kupiec).Szczegóły znajdziesz w Wokół Pogromu Kieleckiego tom 1 oraz 2.Jak na razie Twoje teorie na temat polskich ofiar patroli obywatelskich mają jeden feler, nie ma ciał tych ofiar.
Dywagacje na temat pogromów na lini kolejowej wiodącej z Kielc, również wkładam między bajki.Mordy i rabunki w podróżach kolejowych były dość częste, głównie chodziło o rabunek a nie kwestie narodowościowe.
https://www.google.pl/maps/place/Planty+7,+...#33;6m1!1e1
Obejrzyj sobie ulicę Planty i powiedz mi gdzie te dwadzieścia tysięcy osób się zmieściło ( trzysta to już byłby tłok niesamowity).I wskaż mi proszę ofiary tych 20 tysięcy członków patroli obywatelskich.Naprawdę trzeba nie mieć wyobraźni żeby pisać takie bzdury.Biorąc pod uwagę ówczesną powierzchnię Kielc to na 1 kilometr kwadratowy powierzchni przypadałby jeden kilkusetosobowy patrol.
*


No, no jak się postarałeś ?
Zacytujesz jeszcze gdzie pisałem, o dwudziestu tysiącach członków patroli obywatelskich na Plantach?
czy chodzi o to :
QUOTE
Przyjrzałem się za to obliczeniom Witolda Kuli ( strona 161 Witold Kula Nasza w tym rola,( Głos pesymisty)- Marcin Kula Uparta sprawa.Polska. Żydowska -Universitas Krakow 2004)
Kula oblicza czynny udział 1/4 mieszkancow miasta...?
Kielce 49,5 tys.mieszkancow, osoby po pięćdziesiątce i dzieci do lat 14 = 44% populacji, osoby w wieku od 15 do lat 50 to szacunek 27,5 tysiąca, " z przyczyn obiektywnych , praca, służba czynna w garnizonie",ect, Witold Kula odejmuje z tej sumy 7,5 tysiąca, pozostaje 20 tysiecy.
Tu opiera się na komunikatach urzędowych o "kilkutysięcznych tłumach " zarówno przy Plantach jak i w innych miejscach ( stacja kolejowa, itp)

Zasadniczo swoje zarzuty odnieś do Kuli, ja jedynie odniosę się, do twojej oryginalnej matematyki smile.gif , lub raczej nieumiejętności czytania z zrozumieniem, ile to jest 1/4, lub prościej 25% z 20 000 ?
QUOTE
Aby zakończyć Twoje Twoje peany na cześć szefa UB chcącego zapobiec wydarzeniom

Zechcesz rzeczone peany zacytować ?
QUOTE
Dywagacje na temat pogromów na lini kolejowej wiodącej z Kielc, również wkładam między bajki.Mordy i rabunki w podróżach kolejowych były dość częste, głównie chodziło o rabunek a nie kwestie narodowościowe.

Co nie zmienia faktu, iż 4 lipca zamordowano 30 żydów( na wieść o mordowaniu polskich dzieci przez Żydów) na stacjach kolejowych z Kielc, i do Kielc .
Dyskutujesz z faktami, nie z mną.

Ok, jako rzekłem w poście uprzednim, "....zasadniczo winienem podać bibliografie, dla osób zainteresowanych tematem( by sobie same wyrobiły zdanie), nie kopać się z zwolennikami rewolucji((hunwejbinami)...."
Tako i czynie, IMHO podstawowymi opracowaniami dla amatorów winny być:
znakomicie opracowane, i wprost ociekające dokumentacją -Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca1946 roku, w redakcji Z.Wrony i S.Meduckiego.
Raport prokuratora pionu śledczego IPN Krzysztofa Falkiewicza, i jego decyzja o umorzeniu śledztwa .
Za bardzo dobrą uważam tez książkę Żaryna i Kamińskiego "Wokół pogromu kieleckiego" IPN z 2006 roku.
Reszta literatury, czy źródeł winna być poznawana raczej, po lekturze tych trzech pozycji.

Mam szczerą nadzieje, iż wyznawcy teorii, o ... działaniu "wrogich, ukrytych sił" , 4 lipca 1946 w miasteczku Kielce, nie poprzestaną na informowaniu, o tym jedynie userow Historycy.org, wszak ich obowiązkiem jest zawiadomić IPN, o nowych faktach, czy tez odkryciach jakich dokonali sleep.gif Rats i Rychlewski nie zwlekajcie smile.gif

Ten post był edytowany przez force: 1/08/2016, 12:57
 
User is offline  PMMini Profile Post #155

     
Rats
 

V ranga
*****
Grupa: Użytkownik
Postów: 518
Nr użytkownika: 98.960

 
 
post 1/08/2016, 18:44 Quote Post

Rozumiem że sprawę działań szefa UB mamy zamkniętą.

Kolejna sprawa to "liczebność" tłumu antysemitów.Cóż Kula może sobie obliczać na podstawie komunikatów.Tyle że zeznania świadków świadczą o czymś innym.Pomijam już dowód z oglądania ulicy w google view.Proszę zatem nie kombinować, praw fizyki pan nie zmienisz ulica nie jest z gumy.
Zresztą w komunikatach jako winnych wskazywano andersowską reakcję.Tyle że komunikaty wydawane przez władzę nie były po to by podawać jakiekolwiek informacje.Były po to by przedstawić ludziom jedynie słuszną i właściwą narrację.
Nie ma też żadnego dowodu na temat działalności tak zwanych patroli obywatelskich.Nie ma po prostu żadnych ofiar tychże patroli o czym można się przekonać czytając Wokół pogromu kieleckiego tom 2.Podobnie z tymi trzema Polakami rzekomo ofiarami patroli.Według Wokół pogromu kieleckiego tom 2 , dwie osoby zginęły od postrzałów w okolicy domu Planty 7, jeden porucznik w czasie morderstwa na rabinie w domu przy ulPlanty 7.Potwierdza to także zeznanie świadka Hanki Alpert która zeznała że po wejściu do domu żołnierze zrzucili mundury i zaczęli strzelać z okien do zgromadzonego tłumu ( tak się zastanawiam DLACZEGO ?).Informacja oparta jest także o materiały źródłowe czyli sekcje zwłok.Ergo , zeznanie świadka + sekcja zwłok wyklucza aby te ofiary utożsamiać z działalnością rzekomych społecznych patroli.Ktoś kto przypisuje te trzy polskie ofiary rzekomym patrolom po prostu konfabuluje.
Jeśli masz jakieś wątpliwości to obejrzyj sobie pogrzeb i policz trumny.Jest ich dokładnie 40 czyli 37+3. Znaczy że żadnych innych ofiar (poza tymi z domu na Plantach i okolic) rzekomych patroli obywatelskich nie było. http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/4372
Co do ofiar w pociągach i na trasach kolejowych w okolicy Kielc mam tylko jedno pytanie.Czy ofiary te liczone są na podstawie ustnych relacji świadków ze słyszenia , czy też zostały zweryfikowane poprzez dokumenty z prowadzonych śledztw, bo nawet wówczas , jeśłi był trup to musiało być śledztwo i ślad w dokumentach milicyjnych oraz prokuratorskich musiał zostać.Bez względu na to jakie podajesz źródło , jeśli nie ma oparcia w dokumentach źródłowych a powiela jedynie jakieś relacje, nie świadków bezpośrednich a tych co słyszeli to nie ma nawet o czym dyskutować.
 
User is offline  PMMini Profile Post #156

     
Bartłomiej Rychlewski
 

naczelny opluwacz , wróg ludzkości postępowej
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 2.116
Nr użytkownika: 7.736

Stopień akademicki: mgr nauk tajemnych
Zawód: prawnik oprawca
 
 
post 1/08/2016, 23:07 Quote Post

Słowo się rzekło, więc piszę ( chronologii zdarzeń się trzymając jak nie przymierzając force Grossa czy Falkiewicza) mając świadomość, a może i nadzieję, że doprowadzę go do ciężkiego ataku śmiechu patologicznego.

,,Wiedzący" pojawił się tu 05.07.2016 i zaserwował nam osąd kategoryczny w brzmieniu : ,,Tu nie ma dwuznaczności (...) polski motłoch zabijał Zydów" ( później motłoch zamienił sie w ,,zacnych mieszczan" co pozwoliło na doprecyzowanie wskazania - czyli, że mordowali Polacy ( miejscowi), pod pretekstem dokonania przez Żydów nieudanej próby mordu rytualnego. Ja twierdziłem zaś i twierdzę nadal, że głoszoną publicznie ( ale nie prawdziwą) przyczyną pogromu była plotka o próbie mordu transfuzyjnego , a jego wykonawcami byli żołnierze (L)WP, milicjanci, ormowcy, ubecy i to na dodatek po części zaimportowani ( Kraków) działający przy wsparciu czynnym ok 200 mieszkańców Kielc i okolic i biernym ( gapie) dalszych kilkuset. O tym ilu mogło być w okolicach budynku Planty 7 wiedza już chyba wszyscy , no może oprócz Grossa i naszego ,,wiedzącego" ( tu chyba nawet Falkiewicz nie miał większych kłopotów). Ta nadwyżka to ludzie na innych ulicach i stacjach kolejowych Kielc biorący udział w pogromie.

Po raz wtóry ,,maż uczony" pojawia się raniusieńko 27.07.2016 by uświadomić mi moją ociężałość umysłową oraz przedstawić kilka faktów, a raczej ,,faktów" :

- o Wołyniu, o tym, że Żydzi, przepraszam "Naród Żydowski" oczywiście ,,czysto chronologicznie " ( chyba chłop niedawno poznał to słowo, bo coś go zbyt często używa) istnieje dłużej niż Naród Polski, bo gdy nasi praszczurowie w jaskiniach żyli, rzeczony Naród parał się tworzeniem monoteizmu , o tym co to mniejszość i co ktoś , kto deklaruje sie jako prawnik, wiedzieć powinien.

Po tej lekkiej rozgrzewce intelektualnej, przechodzi do meritum i dzieląc sie swoją ,,wiedzą" głęboką jak Rów Mariański i równie trudną do zbadania oświadcza, iż Żydzi zginęli tylko dlatego, że byli Żydami, po czym na potwierdzenie swych słów, ze zręcznością i wdziękiem, a logiką wyciąga casus Reginy Fisz(nota bene jedynej ofiary pochodzącej z Kielc) . Została ona uprowadzona ze swego mieszkania a następnie razem z dzieckiem - noworodkiem zamordowana przez czterech Polaków - bandytów (Mazur, Nowakowski,Pruszkowski, Śliwa, Mazur był kapralem milicji). Została zamordowana dla pieniędzy przez bandytów, którzy wykorzystali okoliczności, a zabili dla zatarcia śladów. RF, jej syna i towarzyszącego jej mężczyznę - Żyda Moszkowicza wywieziono za Kielce by zabić ich w miejscu ustronnym a ciała ukryć. Zginęła bo była osobą dość majętną ( łupem bandytów padło 150 tysięcy zł, złoto i biżuteria), a jej mordercy działali z chęci zysku a nie z pobudek antysemickich - gdyby tak nie było zamordowali by ja na miejscu w Kielcach oczywiście przy wtórze orgiastycznego wycia oszalałej ,,polskiej tłuszczy"


Po odpowiedzi, której udzieliłem mu, pojawił się znów 28.07.2016 by oświadczyć, co następuje :

,,Opiera się na chronologii ( oj coś jest na rzeczy) zdarzeń i doskonale zachowanej dokumentacji" .

O tym, że znaczna część jej spłonęła w pożarze archiwum WUSW w Kielcach nie wspomniał ( musi nieważne bzdety tam poszły z dymem), a także o tym,że dokumentację i opracowania inne, niż te bliskie jego sercu po prostu ignoruje ( jak sobie ich zawinszuje to napiszę).

Potem zaczął rysować, komiks historyczny ( bo trudno jego opowieść nazwać inaczej). Walenty Błaszczyk , o którym wie, że jest ,,lokalnym pijaczkiem", ale nie wspomina nie wiedzieć czemu , że utrwalił się także w historii jako współpracownik bezpieki działający na jej polecenie i wynagradzany za to przez nią ( tak twierdzi Kąkolewski, który sprawę badał długo), przy udziale sąsiada Dygnarowicza zatrzymuje wskazanego przez syna Żyda Kalmana Singera , który miał być odpowiedzialny za porwanie .

( ja czytałem, że sąsiadem Błaszczyka był Antoni Pasowski , a jego szwagrem był Dygnarowicz i że zatrzymania dokonali milicjanci , a nie oni, i to na dodatek w sposób manifestacyjny i działając w nadzwyczajnie powiększonym składzie - zwykle patrol liczył 3 - 4 ludzi - ten wysłany z komendy po jednego człowieka liczył 12-14 funkcjonariuszy , w mundurach i po cywilnemu)- no ale cóż nie samochody, a rowery i nie dają a kradną

Potem force przerywa swą pasjonujaca opowiastkę , bo po co pisać, jak wszystko przecież jasne i wszystko jest w książkach . Otóż po to ,,mężu uczony" by czytający wiedzieli , że grupa ( do 17 osób, sami milicjanci i 3 współpracowników) ta idąca główną ulicą miasta głośno krzyczy, że ,,Żydzi dziecko porwali", że ,,zamordowali juz 11 innych polskich dzieci" . Taki manifestacyjny pochód , w okresie gdy zgromadzenia wszelkie nieoficjalne były nielegalne to jak rozumiem według force normalny sposób zatrzymywania jednego podejrzanego. Ludzie szli za tą grupa z ciekawości czystej albo też by wyrazić swoje oburzenie, ale do rozruchów doszło dopiero wtedy gdy na miejscu pojawiły sie jednostki KBW . Tak było czy się mylę ?

C.D.N.


No i część dalsza :

Force pisze, iż wszystkie inne wersje przebiegu zdarzeń, różniące się od tej, którą był uprzejmy nam zaprezentować( a raczej powtórzyć za Grossem i Falkiewiczem) są co najmniej ,,teoriami spiskowymi" ( jeżeli nie bredzeniem ,,nawiedzonych"). Ja zaś uważam, ze badając każde zdarzenie należy wziąć pod uwagę wszystkie możliwe wersje i badać je, zadając sobie pytania stare jak świat, ale sprawdzone (Kto ? kiedy? Jak? Po co ?). Korzystać przy tym należy ze wszystkich, nawet najbardziej nieprawdopodobnych i niewiarygodnych źródeł ( od Grossa i Hebdy począwszy) i należy je po prostu przeanalizować , a potem wyciągać wnioski, a nie zakładać a priori, ze jedne są kompletnie ,,be", a drugie całkowicie ,,cacy".

Następny ,,kwiatek" ,,mężą uczonego" to :
CODE
Sześć lat hitlerowskiej okupacji, i pośrednie doświadczenie Holokaustu( jako biernych obserwatorów).Nie uodporniło mieszkancow miasteczka Kielce, na bzdurne plotki o mordzie rytualnym?


Zwracam uwagę na tyleż paskudne wtrącenie ( ,,jako biernych obserwatorów") - w Kilecach chyba stoi pomnik, na którym jest bodajże 80 nazwisk Polaków odznaczonych medalem ,,Sprawiedliwy śród narodów świata" dodam, że są to osoby, które straciły za udzielenie tej pomocy życie. Te 80 osób to, jak sądzę jakieś 5 % osób, które Żydom pomoc niosły - procedury Yad- Vashem są na tyle ścisłe i restrykcyjne, że wiele takich osób nie przeszło procedury sprawdzającej, co nie znaczy , ze pomocy nie udzielały, a poza tym to tylko nazwiska ludzi poległych, ci którzy pomagali i przeżyli nie zostali tam upamiętnieni. Proponuję, by sobie zadać pytanie, które onegdaj jeden Żyd zadał innemu : ,,Czy Ty poświęciłbyś swoje życie i życie swoich dzieci za jakiegoś goja - nawet jakby Ci za to złotem zapłacił ?"

CODE
Przyjrzyjmy się dalej co dobrzy mieszczanie kieleccy czynili, Na ulicy Platy 7 mieścił się Dom Żydowski( zwany Komitetem), instytucja samopomocowa dla ocalałych z piekła Holokaustu.Po brutalnym przeszukaniu, i zadaniu wydania broni( niektórzy żydzi takowa posiadali, legalnie), mieszkańcy zostali zaatakowani przez szpice MO w towarzystwie "pokrzywdzonych"


Tu posłużę się cytatem z Kąkolewskiego:

,,(...) Był to duży budynek, podzielony na dwie części: "lepszą" i "gorszą". W tej pierwszej mieszkał "kwiat" kieleckiego Urzędu Bezpieczeństwa i partii (PPR), w tym wiele osób żydowskiego pochodzenia. W drugiej - Żydzi, dla których pobyt w nim miał charakter przystanku, byli tam po prostu skoszarowani. Na ogół dość dobrze mówili po polsku, trudnili się w większości handlem i rzemiosłem. Część z nich była ortodoksyjnymi Żydami, część kibucnikami, a jeszcze innych określiłbym mianem syjonistów, czyli zwolenników utworzenia państwa żydowskiego. Zauważę, że gdyby doszło do prawdziwego pogromu, to tłum rozprawiłby się z Żydami zarówno z części "lepszej", jak i "gorszej". Tymczasem do walki, bo to była walka, choć bardzo nierówna, doszło jedynie w części "gorszej".(...)"

Co do broni to legalnie mieli ją mieszkańcy pierwszej części. Ci z drugiej być może też ... Tyle, że jeżeli tak było to mamy następny punkt zapalny : W 1946 Polacy, którzy mieli legalnie broń byli zaufanymi bezpieki, albo jej współpracownikami, Żydzi więc albo byli współpracownikami bezpieki, albo mieli jakieś prawa specjalne , co nie Podobało sie Polakom ( bo dlaczego ,,w demokracji" Żydzi mogą mieć legalnie broń, a Polacy nie ?)

Potem dochodzi już do starć, gdzie wiodącą rolę odgrywają milicjanci, żołnierze (L)WP a następnie KBW (większość urazów śmiertelnych pochodzi od broni palnej, uderzeń bagnetami mosina [charakterystyczny kształt] i uderzeń kolbami. Giną też ludzie w mieście ( poza Plantami) i w innych miejscowościach ( więść jakoś błyskawicznie się rozeszła głównie między ,,mundurowymi" [milicjanci, wojsko, kolejarze]

Nalezy sobie zadać jeszcze sporo pytań, ale to jutro


Ten post był edytowany przez Bartłomiej Rychlewski: 2/08/2016, 20:59
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #157

     
szczypiorek
 

VIII ranga
********
Grupa: Użytkownik
Postów: 4.354
Nr użytkownika: 74.357

Stopień akademicki: mgr
 
 
post 18/02/2018, 21:23 Quote Post

Nowa rzecz w temacie.

http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,230336...byl-ubecka.html

QUOTE
Joanna Tokarska-Bakir: Pogrom kielecki nie był ubecką prowokacją. Komuniści wiedzieli, kto był odpowiedzialny za tę zbrodnię



QUOTE
Rozróżniłam dwóch Majewskich, którzy w śledztwie IPN-owskim zostali sklejeni w jedną postać. Jeden ratuje Żydów na Plantach, drugi zaciera ślady udziału milicjantów w pogromie. Potem "dobry" Majewski aresztował "złego", ale to nie skończyło się dla niego dobrze.

Joanna Tokarska-Bakir – antropolożka kultury i religioznawczyni, profesor nauk humanistycznych w Instytucie Slawistyki PAN, autorka m.in. książek: „Rzeczy mgliste” (2004), „Legendy o krwi” (2008, wydanie francuskie 2015), „Okrzyki pogromowe” (2012). Ostatnia książka „Pod klątwą. Portret społeczny pogromu kieleckiego”, wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, ukaże się 28 lutego.


Dorota Wodecka: Dlaczego antropolożka napisała książkę o pogromie kieleckim?

Joanna Tokarska-Bakir: Zainspirowała mnie Diane Vaughan, etnografka, która badała katastrofę promu kosmicznego Challenger. Analizując dokumenty NASA, dowiodła, że przyczyną katastrofy nie był zamach ani spisek, ale kultura organizacyjna inżynierów, notoryczne zaniżanie standardów i lekceważenie procedur.

W pewnym sensie podobnie było w Kielcach. Od jesieni 1945 narastał tam kryzys społeczny. Z jednej strony instalował się komunizm, z drugiej – zatrudnieni przez komunistów milicjanci, wczorajsi partyzanci NSZ, AK, BCh i AL, gorączkowo usiłowali zatrzeć ślady własnej przeszłości, w tym wojennych mordów na Żydach. Dołączała się do tego histeria dotycząca przejętej przez Polaków własności żydowskiej. A także panika demograficzna związana z powrotem żydowskich repatriantów z ZSRR. Pogrom kielecki można opisać jako samozapłon tych trzech czynników.

Plotka, że Żydzi porywają dzieci, była raczej usprawiedliwieniem niż przyczyną pogromu.


Skąd taki wniosek?

– Zaczynałam pisać tę książkę z przekonaniem, że pogrom był ubecką prowokacją. Przypadkiem nawiązałam kontakt z Michałem Chęcińskim, człowiekiem otwartym i życzliwym, który udostępnił mi swoje zbiory. Jego wydana w 1983 r. książka „Poland. Communism. Nationalism. Anti-semitism” była podstawową przesłanką wskazującą w drugim śledztwie kieleckim na robotę ubecką. W latach 40. i 50. Chęciński pracował w kontrwywiadzie. W 1968 r. został wyrzucony z Polski, po czym zaczął nagrywać ciekawe insiderskie rozmowy ze swoimi kolegami na temat minionego systemu. Gdy umarł, jego rodzina poprosiła mnie, żebym uporządkowała jego archiwum. Tak zdobyłam bezpośredni dostęp do źródeł, na których oparto sugestie o prowokacji.

Kiedy jednak przejrzałam materiały dotyczące pogromu, nie mogłam uwierzyć, że tak słabe dowody mogły się stać podstawą hipotezy rozważanej przez IPN. Dlatego też na parę lat „przeprowadziłam się” do archiwum IPN i zaczęłam szukać.


Czego konkretnie?

– Kieleckiej codzienności roku 1946, takiej przyziemnej, pozaideologicznej. Tego, gdzie kto mieszkał, co jadł i co myślał.

Moment przełomowy nastąpił, gdy rozróżniłam dwóch Majewskich, którzy w śledztwie IPN-owskim zostali sklejeni w jedną postać. Tymczasem są to dwie osoby tak różne, jak to tylko możliwe. Jeden okazał się „aniołem”, a drugi „diabłem”. Na miarę kieleckiego środowiska i tamtych czasów oczywiście.

Kto był „diabłem”?

– Milicjant Tadeusz Laske-Majewski – oszust, erotoman, „amant i złodziej hotelowy”, endek, przed wojną uczestnik ekscesów antyżydowskich. Jest szefem wydziału śledczego w Komendzie Wojewódzkiej MO w Kielcach i prowadzi śledztwo w pierwszych dniach po pogromie, po czym dezerteruje. Zostanie aresztowany rok później i pójdzie siedzieć za szaber, z którego kielecka milicja żyła do lat 50.

A co z Majewskim „aniołem”?

– Częstochowski robotnik Zygmunt Majewski jest komunistą, który przed wojną ożenił się z towarzyszką partyjną, Żydówką. Razem z dzieckiem ukrywają się w czasie wojny. Pracuje w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie jest znany z prawości, ma zresztą pseudonim „Chrystus”. Stoi na czele wydziału do spraw funkcjonariuszy. W czasie pogromu pojawia się na Plantach jako jeden z nielicznych ubeków w mundurze i wyprowadza stamtąd 12-letniego Jakuba Średniego. Trzyma go na muszce, to jedyny sposób, by ocalić mu życie.

Dlaczego takie ważne dla pani było rozróżnienie tych dwóch Majewskich?

– Bo to ostrzeżenie przed szablonowym myśleniem. Jeden ratuje Żydów na Plantach, a drugi zaciera ślady udziału milicjantów w pogromie.

Co się dalej z nimi stało?

– Jeden aresztował drugiego. Bo ten „zły”, ale obrotny Majewski po dezercji w lecie 1946 uciekł do Brzegu nad Odrą, gdzie nawet został przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej. Tam rok później aresztował go ów „dobry” Majewski, który po pogromie został przeflancowany z UB do MO w roli Herkulesa z zadaniem wyczyszczenia stajni Augiasza. Bo komuniści wstydzili się za to, co się stało w Kielcach, i wiedzieli, kto jest za to odpowiedzialny. Wytropił tam wielu eneszetowców, którzy utrwalali władzę ludową, czując się w MO jak ryby w wodzie. Ale to nie skończyło się dla niego dobrze. W maju 1948 został odwołany, a chwilę później zmarł w dość tajemniczych okolicznościach podczas operacji przepukliny.


Komu mogło zależeć na śmierci tego dobrego Majewskiego?

– Niemal wszystkim, którzy pracowali w KW MO w Kielcach, a których wojenne grzeszki wykrył. Poczynając od jej komendanta z okresu pogromu Wiktora Kuźnickiego, dąbrowszczaka, który nie lubił Żydów i otaczał się kompetentnymi fachowcami, oni zaś – tak się jakoś złożyło – przeważnie byli z Narodowych Sił Zbrojnych.

Dalej w kolejce są wspomniani eneszetowcy, tacy jak personalny KW MO Stefan Latosiński czy porucznik Jan Mazur, w czasie pogromu dowódca Kompanii Operacyjnej MO, podejrzany o wojenne mordy na Żydach w Wilczycach.

A poza tym jest jeszcze galeria milicjantów z Hilfspolizei czy Schupo, szmalcowników i szabrowników.

W kieleckiej MO pracowali wojenni zabójcy Żydów?

– Tak jest. Na przykład kwatermistrzem KW MO był ppor. Antoni Jarosz z Przewłoki, przedwojenny podoficer zawodowy, który w ramach Ludowej Służby Bezpieczeństwa Batalionów Chłopskich polował na Żydów na Sandomierszczyźnie. Stracił rękę w „zasadzce na Żydów”.

Czy śledztwo IPN-owskie nie wpadło na te tropy?

– Z jakichś przyczyn nie poświęcono im należnej uwagi. Nawet tak szokujący wątek jak rola, którą w rozpętaniu pogromu odegrał funkcjonariusz Służby Kryminalno-Śledczej komisariatu przy Sienkiewicza 45 Stefan Sędek, który 4 lipca 1946 wysłał trzy hałaśliwe patrole na Planty, nie została w odpowiedni sposób przebadana. A ów Sędek, inteligent po dwóch latach prawa na UW, to naprawdę ciekawa figura: współzałożyciel kieleckiego ONR, brat dwóch wysokich działaczy Organizacji Polskiej, określanej mianem „Zakonu Wewnętrznego” ONR... Czy to nie dziwne, że osoba z takimi powiązaniami nie zainteresowała historyków wyczulonych na wszelkie ślady prowokacji? Takich jak prof. Jan Żaryn, współautor „Wokół pogromu kieleckiego”, który Organizacji Polskiej poświęcił skądinąd opasły tom?

Więc jednak to był spisek, tyle że NSZ-u?

– Nie, coś znacznie ważniejszego: reguła przetrwania. Najciemniej jest pod latarnią. Wojenni bandyci ukrywali się w MO, w instytucji, która robiła oko do ludu, pod warunkiem skruchy chętnie wybaczała im grzechy płynące z „nieświadomości klasowej”, a jako bonus dawała prawo stosowania przemocy. Pracując w MO, można było skutecznie zastraszać świadków.

A czy w Kielcach była jakaś lokalna „żydokomuna”?

– To komiczne, ale w kieleckiej MO na kilkuset milicjantów, etnicznych Polaków, przez kilka miesięcy pracowało ledwie dwóch Polaków Żydów. Obaj zresztą szybko zdezerterowali. Jeśli zaś chodzi o całe Kielce, to w latach 1945-1946 we wszystkich urzędach, wszędzie, to znaczy w WUBP, PUBP, władzach miejskich i PPR, udało mi się wytropić nie więcej niż tuzin Żydów! Pomnóżmy to przez dwa, bo mogłam kogoś przeoczyć. I na te dwa tuziny Żydów w kieleckich instytucjach społeczeństwo zareagowało tak, jakby nastąpił najazd Hunów. Drażniła ich nagła widoczność, odpowiedzialne stanowiska.


Czy na Plantach 7 mieszkali jacyś ubecy?

– Z całą pewnością nie. Ubecy mieli znacznie lepsze poniemieckie mieszkania przy ulicy Focha (dziś Paderewskiego). Na Plantach 7 było dla nich za biednie i za ciasno. To było schronisko dla rozbitków i kibuc, w którym kolejne grupy młodzieży przygotowywały się do wyjazdu do Palestyny. Plus kilka mieszkań pracowników Komitetu Żydowskiego na drugim piętrze.

Pisze pani, że w Kielcach grano figurą Innego: „posłużyła za parawan skrywający te aspekty grupy, do których nie chciała się ona przyznać sama przed sobą”. Co to za aspekty?
– Najważniejszy wiąże się z wyobrażeniem, że tak zwani żołnierze wyklęci poszli do lasu, a Żydzi – do urzędów. Nieprawda. To etniczni Polacy instalowali i utrwalali władzę ludową. Jak wynika z zachowanych spisów obsady posterunków, przez MO przewinęła się niemal cała Kielecczyzna. Ludzie byli zmęczeni. O tym, jak wielkie to było zmęczenie, może świadczyć fakt, że po rozbiciu więzienia w Kielcach w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r. przez oddział Hedy-Szarego z uwolnionych 376 więźniów dziesięciu w ogóle odmówiło wyjścia, a 113 wróciło do więzienia dobrowolnie. Nawet jeśli część z nich stanowili Niemcy i folksdojcze, ta liczba ma swoją wymowę.

Ludzie nie chcieli już walczyć?

– Mieli dosyć śmierci, głodu i chaosu. Instytucje podziemne wyposażały ich w honor, ale nie dawały dachu nad głową, węgla na opał, sortów mundurowych i stołówki.

Jak ustalenie, że w MO pracowali endecy, zmienia pani myślenie o pogromie jako prowokacji?

– Przy takiej kadrze, jaką miała kielecka milicja, prowokacja nie była do niczego potrzebna. Milicjanci rwali się do bicia Żydów. Ubecy, choć też nieświęci, starali się jakoś przeciwdziałać masakrze. Ale byli pozbawieni radzieckiego wsparcia. Rosjanie odmówili przysłania posiłków, bo nie chcieli zostać wkręceni w polską awanturę – tak bali się tłumu, że nawet nie przyszli na Planty w mundurach.


Ta historia zaczyna się zawsze tak samo. Od ucieczki z domu Henia Błaszczyka, który po powrocie zeznaje, że porwali go Żydzi. Próbuje pani dociec, dlaczego tak sobie wymyślił. Chociaż to w zasadzie tylko spekulacje, bo trudno dojść do prawdy.

– Tak, nie mamy kompletu zeznań ani dużej części materiałów ze śledztwa. Ale gdy przeanalizujemy zeznania Henia, zobaczymy, jak dużo mówi w nich o jedzeniu: o kaszy, którą zjadł na śniadanie, o tym, że porywacz zwabił go obietnicą łakoci, i tak dalej. Stąd hipoteza, że Henio uciekł z domu, bo był głodny. Uciekł do wsi Pielaki, niedaleko miejsca, gdzie się urodził. Tam jedzenia było w bród: kartofle, mleko, chleb i wiśnie.

Kiedy wrócił do domu 3 lipca wieczorem, w mieszkaniu zastał zgromadzenie sąsiadów i zapłakanych rodziców. Pytany, gdzie się podziewał, ma dwa wyjścia: powiedzieć prawdę i dostać lanie albo skłamać, że porwali go Żydzi, i przynajmniej na chwilę ocalić skórę. Od tego momentu nie ma już jednak odwrotu: dziecko opowiedziało bajkę, która pokieruje dorosłymi, ponieważ dorośli żyją w tej bajce od dawna.

Skąd pewność, że i Henio ją znał?

– Znał ją jak każde dziecko w Kielcach, o czym wyraźnie mówi w zeznaniach. Pogromowa bajka o złych Żydach, którzy czyhają na dziecięcą niewinność, znana jest w Europie od XII wieku i nadal jest eksponowana w niektórych kościołach, np. w Sandomierzu. Przywiózł ją ze stypendium w Rzymie Piotr Skarga w wersji trydenckiej – w 1475 r. oskarżono gminę żydowską o dokonanie takiego zabójstwa na Szymonie z Trydentu. W „Żywotach świętych pańskich” Skarga przytacza historię Szymona na podstawie hagiografii napisanej przez lekarza, który dokonywał sekcji jego ciała. „Żywoty” były najczęściej wydawaną książką polską poza Biblią, lekturą odczytywaną na głos w izbach, kuchniach i kościołach. Słowem: ta legenda należy do naszych sakraliów narodowo-religijnych i Henio także ją znał.

Ale Henio kłamie. Po pogromie stwierdzi, że do kłamstwa zmusił go dozorca Antoni Pasowski.

– Henio, a później Henryk Błaszczyk, zmienia swoją wersję w zależności od tego, z kim rozmawia. To częste zachowanie ludzi z klas ludowych w obecności dominującego rozmówcy: dla każdego coś miłego. Nie można się oprzeć na jego świadectwie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Mój dziadek, ślusarz z huty, robił ten pogrom - rozmowa ze scenarzystą dokumentu o pogromie kieleckim

Czy z ocalałych z pogromu ktoś jeszcze żyje?

– Kilka osób. Najmłodsza uczestniczka pogromu – Renée Levkovitch, która urodziła się we wrześniu 1946 – na Plantach była jeszcze w brzuchu mamy, Róży Opolskiej. Wyjechali do Kanady. Renée pracowała w dyplomacji, m.in. przygotowywała wizytę premiera Mazowieckiego w tym kraju. Całe życie zmagała się z posttraumatycznym stresem pourazowym. Dręczyło ją poczucie, że ktoś czyha na jej życie.

W Nowym Jorku mieszka też dziewięćdziesięciokilkuletni Józef Fajngold, skrzypek i architekt, który przyjechał tamtego dnia do Kielc szukać śladów zamordowanej w Treblince matki i brata. Został ciężko pobity. Miał tak zmienioną twarz, że ojciec nie mógł go w szpitalu rozpoznać. Przez miesiąc nie mówił. Żaden z prokuratorów prowadzących i pierwsze, i drugie śledztwo nie próbował się z nim skontaktować.

I żyje w końcu Niusia Borensztajn.

Ta, która tego dnia wyszła na pierwszą randkę ze swoim narzeczonym Szmulem Nesterem. I na wieść o tym, że Polacy biegną na Planty, gdzie w piwnicy u Żydów znaleziono dziesięcioro polskich dzieci, wróciła do kibucu?

– Tak, a wchodząc do środka, usłyszała od stojących na placu: „Umrzesz”. Nie umarła. Ma teraz ponad dziewięćdziesiątkę, doczekała się wnuków i mieszka pod Tel Awiwem.

Mogła ją pani zapytać, dlaczego wróciła na Planty, zamiast ratować życie.

– Nie mogłam. Bo ona nie rozmawia z Polakami.

Jej narzeczony nie wrócił z nią na Planty, tylko schronił się u rabina. Rozstali się z Niusią?

– Nie. Spędzili ze sobą całe życie.
 
User is offline  PMMini Profile Post #158

     
Alcarcalimo
 

VII ranga
*******
Grupa: Użytkownik
Postów: 1.805
Nr użytkownika: 43.461

Robert
 
 
post 19/02/2018, 13:25 Quote Post

QUOTE
Według funkcjonującej w latach PRL oficjalnej wersji wydarzeń, pogrom kielecki był spontaniczną, niekontrolowaną reakcją na rozpowszechnienie plotki o rzekomym porwaniu i zamordowaniu w celach rytualnych dziewięcioletniego chłopca. Obecnie, choć wiele aspektów tego wydarzenia pozostaje wciąż niewyjaśnionych, wydaje się jasne, że wydarzenie to nie było tylko i wyłącznie nagłym wybuchem zoologicznego antysemityzmu, lecz zaplanowaną zbrodnią, w której główny udział odegrały milicja, wojsko i UB.

Preludium: zaginięcie Henia Błaszczyka

Preludium pogromu kieleckiego było zaginięcie w dniu 1 VII 1946 r. dziewięcioletniego mieszkańca Kielc Henryka Błaszczyka. Przez wiele lat nie wiadomo było, co się z nim działo w ciągu trzech dni nieobecności w domu. Według jednego ze świadków na procesie sprawców wydarzeń z 4 lipca, był on widziany w oddalonej od Kielc o ok. 25 km wsi Bielaki, gdzie nocował u znajomego swojej rodziny. Nie ustalono, w jaki sposób przebył on odległość 25 km w czasach, w których samochody były rzadkością, a komunikacja autobusowa na tamtym obszarze nie istniała. Nie wiadomo również, w jaki sposób wrócił do Kielc w dniu 3 lipca.

Następnego dnia ojciec chłopca poszedł wraz z nim na milicję i powiedział, że był on przetrzymywany przez Żydów w piwnicy domu przy ul. Planty 7 w Kielcach. Według złożonych przez nich zeznań, w piwnicy były zwłoki dzieci chrześcijańskich, których krew potrzebna była Żydom do wyrobu macy. Rozpowszechnienie się po mieście tej plotki w sposób spontaniczny doprowadziło, według przyjętej w roku 1946 wersji wydarzeń, do wybuchu pogromu.

Prawda po latach

Mały Błaszczyk nie został powołany na świadka podczas procesu w sprawie pogromu, choć UB przetrzymywało go (wraz z matką i bratem) aż do 17 lutego 1947 r. Nie został, gdyż mógłby być świadkiem niewygodnym. Znaną mu prawdę o początkach wydarzeń, jakie rozegrały się 4 lipca 1946 r. w Kielcach, Henryk Błaszczyk ujawnił dopiero w latach 90, na kilka lat przed śmiercią. W wywiadzie udzielonym którejś z polskich gazet powiedział on wówczas, że przetrzymywało go UB, którego współpracownikiem był jego ojciec. Milczał przez kilkadziesiąt lat, gdyż UB zagroziło mu śmiercią.

Oficjalna wersja wydarzeń

Ustalony po latach na podstawie archiwalnych dokumentów przebieg pogromu różni się znacznie od wersji przyjętej na procesie kieleckim w 1946 r. Według niej, na skutek rozprzestrzenienia się po Kielcach plotki o dokonanych przez Żydów morderstwach pod domem przy ul. Planty 7 zgromadził się wielotysięczny tłum rozwścieczonych mieszkańców miasta. Motłoch wtargnął do budynku i w bestialski sposób zamordował 39 Żydów i dwóch broniących ich Polaków. Próby powstrzymania rozszalałej tłuszczy przez milicję, UB i wojsko okazały się daremne. Dopiero pod wieczór pogrom ustał, a organom porządku publicznego udało się zatrzymać podejrzanych.

Niekontrolowany wybuch - czy zaplanowana zbrodnia?

Prawdziwy przebieg wydarzeń był jednak nieco inny. Pogrom nie był wyłącznie spontaniczną reakcją mieszkańców Kielc na rozpowszechnioną plotkę, lecz wspólnym dziełem milicji, wojska i cywilów, przy czym początek dało mu wtargnięcie milicji do zajmowanego przez Żydów domu przy ul. Planty 7. Do milicjantów, który usiłowali rozbroić posiadających broń mieszkańców budynku dołączyli żołnierze, a później inni funkcjonariusze MO i UB. Cały zaś tłum liczył nie kilka tysięcy (jak ustalono w 1946 r.) lecz co najwyżej ok. 120 ludzi. Kilkutysięczny tłum nie mógłby zebrać się w miejscu, w którym doszło do pogromu z tej przyczyny, że na zgromadzenie się takiej liczby ludzi nie ma tam po prostu miejsca. Ponadto, zgromadzenie się kilkutysięcznego tłumu oznaczałoby, że w miejscu wydarzeń zebrała się większość dorosłych mieszkańców miasta (nie licząc dzieci i starców). Z socjologicznego punktu widzenia byłoby to nader osobliwe, nie zdarza się bowiem, by w liczącej tysiące ludzi społeczności jakieś nagłe zdarzenie przyciągało większość (czy bardzo dużą część) jej członków.

Bezradna milicja?

Do wniosku, że przyjęta w 1946 r. wersja wydarzeń była fałszywa, prowadzi też zwykła logika. Czymś bowiem dziwnym wydaje się fakt, iż mimo tego, że w Kielcach zgromadzone były kilkutysięczne siły milicji, UB i wojska (spośród których co najmniej 25 % stanu osobowego mogło zostać zmobilizowanych w czasie kwadransa) pogrom trwał ok. 9 godzin, a wspomniane siły były wobec niego całkowicie bezradne. Wniosek wydaje się jednoznaczny: za pogromem stały władze. Były to w dodatku nie tylko władze lokalne, lecz także centralne. Poszlaką wskazującą na udział władz centralnych w zorganizowaniu pogromu może być fakt, iż żadna z szeregu przebywających w czasie pogromu w Kielcach osobistości nie została pociągnięta do odpowiedzialności za zaniedbanie obowiązków polegających na zapewnieniu bezpieczeństwa mieszkańcom miasta.

Jeszcze wyżej

Być może zresztą, w całej tej sprawie maczały ręce jeszcze wyższe czynniki. Na taką ewentualność wskazuje podniesiony przez Michała Chęcińskiego w jego książce fakt, że w Kielcach - wówczas stosunkowo małej (góra 50 000 mieszkańców) miejscowości, pojawił się i przebywał jakiś czas oficer sowieckiego wywiadu, specjalista od spraw żydowskich. Niewykluczone więc, że cała sprawa odbyła się na zlecenie władz ZSRR.

Proces Kielecki - "Lex Kirow" w polskim wydaniu

Poszlaką wskazującą na taką możliwość może być też sposób przeprowadzenia procesu sądowego, jaki wytoczono oskarżonym o udział w pogromie. Proces ten odbył się w ekspresowym tempie. Akt oskarżenia był gotowy już 8 lipca, a proces przed Najwyższym Sądem Wojskowym, który przyjechał do Kielc na sesję wyjazdową rozpoczął się następnego dnia i trwał dwa dni. 11 lipca ogłoszony został wyrok. Dziewięciu spośród dwunastu oskarżonych skazanych zostało na karę śmierci, a trzech pozostałych na odpowiednio 7 i 10 lat więzienia oraz na dożywocie. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku przyjechał z Warszawy pluton egzekucyjny i 12 lipca wieczorem, po błyskawicznym rozpatrzeniu apelacji i odrzuceniu przez prezydenta Bieruta prośby o ułaskawienie, skazani zostali rozstrzelani.

Wszystko to przypominało znane z prawa sowieckiego postępowanie, jakie w sprawach o terroryzm wprowadzone zostało dekretem z 1 grudnia 1934 r., zwanym popularnie "Lex Kirow" (Stalin ogłosił ten dekret natychmiast po dokonanym na swoje zlecenie zabójstwie szefa leningradzkiego komitetu partii, Siergieja Kirowa). Według tego dekretu, dochodzenie w tego rodzaju prawach nie mogło trwać dłużej niż 10 dni, sprawy miały być rozpatrywane w trybie zaocznym (co w przypadku procesu kieleckiego akurat nie miało miejsca), a wyroki śmierci wykonywane natychmiast po ich ogłoszeniu.

Oczywiste też jest, że proces kielecki ze sprawiedliwością nie miał nic wspólnego. Prowadząca śledztwo prokuratura wojskowa nie była w ogóle zainteresowana odnalezieniem informacji o przyczynach zajść i ich dokładnym przebiegu, lecz przyjęła z góry teza, że elementami odpowiedzialnymi za pogrom była opozycja i zbrojne podziemie.

Bezkarni mordercy

Warto też zauważyć jeszcze jeden, iście szokujący, w aspekcie całej sprawy, fakt. Chodzi o zapadłe w kieleckim procesie wyroki śmierci. Cztery osoby skazane w procesie kieleckim za morderstwo i udział w morderstwie na najwyższy wymiar kary dokonały swojego czynu nie na ul. Planty 7, lecz w oddalonej o ok. 10 km od Kielc miejscowości Cedzyna. Pozostałe wyroki śmierci zapadły za takie czyny, jak nakłanianie do bicia i mordowania, bicie oraz kradzież i rzut kamieniem. Oznacza to, że nikt z bezpośrednich sprawców mordu ul. Planty 7 nie został ukarany.

Dlaczego?

Pozostaje pytanie, dlaczego doszło do pogromu kieleckiego? Bez wątpienia, nie był on wyłącznie niekontrolowanym wybuchem antysemickiej nienawiści, jak usiłowały twierdzić władze PRL. Nie znaczy to, że istniejąca wśród części społeczeństwa nienawiść do Żydów nie odegrała w nim roli. Gdyby ten akurat czynnik nie występował, do pogromu by nie doszło. Ale nie był to czynnik jedyny i - być może - nie był to nawet czynnik decydujący.


Prawdopodobna przyczyna: przegrane referendum

Prawdopodobna geneza pogromu kieleckiego tkwiła w wydarzeniu, do którego doszło cztery dni wcześniej. 30 VI 1946 r. odbyło się w Polsce referendum na temat podstawowych zasad nowego ustroju. Referendum to komuniści, jak obecnie wiadomo, zdecydowanie przegrali. Nie pogodzeni z porażką wstrzymali ogłoszenie wyników i przystąpili do ich fałszowania.

Zdawali sobie oni jednak sprawę z tego, jakie oburzenie wywoła w świecie dokonana przez nich manipulacja. Potrzebne było zatem jakieś wydarzenie, które odwróciłoby uwagę światowej opinii publicznej od sfałszowanego referendum i - przede wszystkim - pokazałoby światu, że Polacy na demokrację nie zasługują. Pogrom kielecki miał pokazać, że Polacy są w swej masie dziką, antysemicką tłuszczą, z którą jedyne co można zrobić, to trzymać ostro w ryzach. Organizując w sposób umiejętny zajścia, do jakich doszło w Kielcach w dniu 4 lipca 1946 r. komuniści osiągnęli swój cel w sposób wręcz doskonały.

Bartłomiej Kozłowski

http://www.kurkiewicz-family.com/pogrom_kielecki.htm

QUOTE
Pogrom kielecki miał miejsce 4 lipca 1946 roku. Dokonali go mieszkańcy tego miasta oraz żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Bezpośrednią przyczyną była plotka o uwięzieniu przez Żydów w piwnicy budynku przy ul. Planty 7 ośmioletniego chłopca - Henryka Błaszczyka, w celu dokonania na nim mordu rytualnego. W pogromie zginęło 37 Żydów, 35 zostało rannych. Zginęło też trzech Polaków. Tragiczne wydarzenia przyczyniły się m.in. do rozpowszechnienia w świecie stereotypu Polaka-antysemity.

- Nie ma czegoś takiego jak ważniejsza prawda, nie ma zbiorowej winy, zbiorowego wstydu i zbiorowej wolności od winy. Po prostu ludzie są różni. Mam wrażenie, że mieliśmy do czynienia z sytuacją, że ludzi po prostu poszli i to zrobili - mówił o wydarzeniach sprzed 70 lat gość Jedynki. Jego zdaniem podczas pogromu w Kielcach nie mieliśmy do czynienia z żołnierzami KGB czy milicjantami, ale z ludźmi w mundurach, którzy byli na miejscu. - Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ich obecność spowodowała, że inni doszli do wniosku, iż już można, wolno, że jest to dopuszczalne, że władzy to nie przeszkadza. Powiedzmy sobie szczerze: zrobili to ludzie, zrobili to sami i nikt im specjalnie nie pomagał - tłumaczył uczestnik "Debaty Jedynki".

Zdaniem dr Bożeny Szaynok z Uniwersytetu Wrocławskiego o tym, co wydarzyło się w Kielcach, zadecydowały dwa czynniki: antysemityzm i wrogość części Polaków do Żydów oraz zachowanie części władz, w tym dowódców wojskowych i szefa kieleckiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. - Wynika to ze źródeł, którymi dysponują dzisiaj historycy. Moim zdaniem najpełniej wyjaśniają one przyczyny, przebieg i skalę tragedii, która rozegrała się w Kielcach 70 lat temu - powiedziała.


Również dr Ryszard Śmietanka-Kruszelnicki z kieleckiego IPN podkreślał, że istnieje szereg wątpliwości co do okoliczności pogromu, szczególnie działań wojska. Świadczą o tym dokumenty ostatnio odnalezione na ten temat. - W żaden sposób nie ma to jednak przykryć problemu śmierci niewinnych osób i wybielać antysemityzmu - powiedział historyk.

Natomiast pisarz i reżyser Dariusz Walusiak podkreślał, że w 1946 roku państwo polskie nie istniało, bo znajdowało się pod rządami komunistów. - Wszelkie decyzje były kontrolowane przez ZSRR. Nie możemy pogromu kieleckiego traktować w oderwaniu do tego faktu - podkreślił. Przypomniał również, że w Kielcach stacjonowały wojska NKWD.

Dlaczego liczba osób, które zginęły w pogromie jest większa? Co wiadomo o zaginięciu ośmioletniego wówczas Henryka Błaszczyka? Skąd pochodziła sugestia, że miał być przetrzymywany przez Żydów? Dlaczego Sowieci mieliby być zainteresowani pogromem w Kielcach? O tym również w nagraniu audycji.


https://www.polskieradio.pl/7/4399/Artykul/...-czy-prowokacja
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #159

11 Strony « < 9 10 11 
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej