Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )
 
 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

> Prawdziwa natura umyslu, Samopoznanie i samooddanie
     
Astrom
 

Nowicjusz
Grupa: Użytkownik
Postów: 5
Nr użytkownika: 77.672

Romek Astrom
Zawód: naukowiec
 
 
post 2/05/2012, 20:47 Quote Post

Wszystko co człowieka otacza włącznie z jego własnym ciałem zwykło się się traktować jako coś rzeczywistego i stałego tymczasem w świetle odkryć fizyki kwantowej okazuje się, że czas, podobnie jak przestrzeń i ruch są wartościami względnymi i nie da się ich rozpatrywać w oddzieleniu od nas samych. To co ludzie zwykli traktować jako materię okazuje się w gruncie rzeczy wibrującą energią. Znaczenie tym wszystkim zjawiskom nadaje świadomość.
Dzięki odkryciom współczesnej nauki coraz bardziej widać, że świat nie istnieje niezależnie od doświadczającego go obserwatora, a w dodatku już sam fakt obserwacji potrafi wpływać na to co nas otacza.
W przeciwieństwie do rozumowania Einsteina, który uważał, że żyjemy w świecie, istniejącym niezależnie od człowieka, jego kolega i czołowy fizyk z uniwersytetu w Princeton - John Wheeler reprezentował radykalnie odmienny punkt widzenia.
Według Wheelera wszystko wskazuje na to, że żyjemy we wszechświecie, gdzie świadomość jest nie tylko istotna, ale również kreatywna. Nigdy nie będziemy tylko obserwatorami, ponieważ kiedy obserwujemy, jednocześnie kreujemy i modyfikujemy to co jest tworzone. W 1998 roku naukowcy potwierdzili, że akt „obserwacji” wpływa na fotony i im intensywniejsza obserwacja, tym większy wpływ wywiera obserwujący na zachowanie się cząstek.
Zazwyczaj przeciętny człowiek przywiązany do określonego obrazu samego siebie w świadomości swego umysłu tworzy fikcję ego. To myśląco-emocjonujące się ego powiązane z osobowością jest w gruncie rzeczy refleksem głębszej świadomości-Jaźni podobnie jak refleks światła słonecznego w lustrze jest odbiciem prawdziwego światła. Aby to odkryć trzeba zmierzyć się z własnym umysłem, utajonymi nawykami myślowymi sterującymi naszym myśleniem i działaniem.
Człowiek jednak czyniąc to zazwyczaj popełnia błąd przyjmując za punkt wyjścia realność umysłu-ego opierając się na nim jako na swoim prawdziwym „ja”.
Kiedy umysł porzuciwszy zewnętrzne obiekty skieruje się do wewnątrz, badając skąd wyłania się owe „ja , wówczas ono znika. Podczas nieprzerwanego wnikania w naturę umysłu, okazuje się, że nie ma czegoś takiego jak umysł. Umysł bowiem w gruncie rzeczy to tylko kłębek myśli, z których pierwszą myślą, będącą korzeniem wszystkich innych jest myśl „ja”. Ego ginie, gdy w poszukiwaniu źródła „ja” wchodzimy do Serca.
Jeśli poszukujemy prawdziwej świadomości to czy ją możemy znaleźć na zewnątrz siebie ? Można ją znaleźć tylko wewnątrz. Gdy się skierujemy do wnętrza odkrywamy Serce będące siedzibą świadomości i Świadomością samą w sobie. Skierowanie siebie do wewnątrz prowadzi więc do odkrycia Jaźni, która jest ostatecznym Widzem, a skierowanie na zewnątrz do nierzeczywistego ego oraz wszystkiego pozostałego.
Człowiek nieobecny w Sercu widzi niestety tylko umysł, tak jak widzimy nocne światło Księżyca, kiedy Słońce już zaszło. Umysł może być w jakimś stopniu użyteczny tylko dzięki światłu, które odbija, ale gdy nastąpi zwrócenie się do wewnątrz i zjednoczenie ze Źródłem Światła jaśniejącym samym przez się, wówczas umysł staje się jak Księżyc w dzień - bezużyteczny. Ale chmury myśli przysłaniają prawdziwe Źródło Światła. Kiedy się bierze to co nierzeczywiste za faktycznie rzeczywiste pojawiają się błędy. A rzeczywistość jest na tyle prawdziwa na ile w nią wierzymy. Kiedy pozór bierze się za rzeczywistość nie można poznać Rzeczywistości samej w sobie. Świat nie ma ani samoistnego bytu, ani nie jest też swego istnienia świadomy.
Taki sposób samo-poznania nie przez proces rozumowania, lecz przez bezpośrednie i nie podlegające wątpieniu własne doświadczenie prowadzi do odnalezienia źródła Świadomości. Tym Źródłem jest Absolut, Duch, Jedyna Rzeczywistość we wszystkim i we wszystkich.
Innym sposobem uwidocznienia prawdziwej natury umysłu jest droga samo-oddania polegająca na rezygnacji z własnej woli na rzecz woli Absolutu.
Wtedy następuje zanik pojęcia „ja” oraz „moje ” i to bez względu na to co się robi. Człowiek, który zatracił poczucie istnienia swej indywidualnej woli i własnej inicjatywy w swoich poczynaniach, nie czuje się oddzielony w żaden sposób od Źródła jakim jest Absolut. Ponieważ poczucie „ ja” i „moje” wzrastają razem i są wzajemnie od siebie zależne, zniweczenie jednego sprowadza zanik drugiego. Oznacza to również zejście na drugi plan, a w konsekwencji ostateczny zanik wszystkiego co nie jest Rzeczywiste. Gdy następuje dobrowolne poddanie się woli pozwalając jej tym samym na zjednoczenie się z Wolą wieczystą, to dopiero wówczas można cieszyć się prawdziwą wolnością, gdyż żyjąc w tej wolności nie trzeba się czuć ograniczonym wolą nieoświeconą, podległą różnym błędom i spętaną niedoskonałością ludzką. Jest to jedyna dostępna człowiekowi wolność, której nie może zdobyć jeśli się nie wzniesie ponad swą intelektualną rozdzielność. Wzniesienie się ponad swój umysł oznacza zjednoczenie z Najwyższą Jaźnią i właściwe ponad mentalne poznanie i oświecenie.
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #1

     
jb8
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 471
Nr użytkownika: 97.339

jakub barecki
Stopień akademicki: mgr
Zawód: historyk
 
 
post 9/08/2016, 9:22 Quote Post

Sympatyczna wypowiedź mojego poprzednika zawiera nawiązania do tradycyjnych i czcigodnych systemów myślowych z przeszłości, choć jej autor powołuje się też na refleksję naukową. Zagadnienie można jednak ująć inaczej. Na początek powołam się na przejrzyste ujęcie, które znalazłem kiedyś na blogu.
Wg wielu biologów sytuacja przedstawia się tak jak podano:

G + Ś + F = stan mózgu

G - geny
Ś - środowisko
F - przypadkowe fluktuacje (np. gorączka, procesy trawienia, zmiany nastrojów)

W tym ujęciu:
zachowanie < - MÓZG - > świadomość
czyli świadomość jest zaledwie jednym z produktów naszego mózgu, zjawiskiem wtórnym, mało tego - nie ma udziału w determinowaniu naszych zachowań, jest wobec nich zjawiskiem rówieśniczym, a nie pierwotnym.
Tradycyjnie byłoby tak:

ŚWIADOMOŚĆ - > mózg - > zachowanie
czyli świadomość byłaby zjawiskiem metafizycznym i wpływała na stany mózgu (nie znam opisu tak rozumianej zależności).

Gdybyśmy np. najpierw odczuwali intencję działania, a dopiero chwilę potem obserwowali aktywację mózgu byłaby to wskazówka, że duch kieruje materią (...) Niestety jest dokładnie odwrotnie (Libet i inni, 2000; Passingham i Lau , 2006; Haynes i inni, 2007), najpierw są pobudzenia mózgu, a potem odczuwamy chęć działania, co zgodne jest z powszechnie przyjmowanym poglądem naukowym, że to materia tworzy ducha.

Jak widać, autor cytatu powołuje się na badania sprzed dekady. Czy obecnie wiemy coś więcej? Czy stan naukowej refleksji nad zagadnieniem świadomości zmienił się, czy utwierdził?
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #2

     
jb8
 

IV ranga
****
Grupa: Użytkownik
Postów: 471
Nr użytkownika: 97.339

jakub barecki
Stopień akademicki: mgr
Zawód: historyk
 
 
post 12/08/2016, 7:44 Quote Post

Paul Valery, w swej refleksji nad teorią myśli ludzkiej zaproponował przepyszną metaforę:

Być może myśl nie jest niczym więcej niż wybrykiem Natury, która obdarowała nią pojedyńczy gatunek, tak jak rzadko spotykane albo wymarłe ssaki, które oglądamy w naszych muzeach, obdarowała niedorzecznym porożem: orężem czy też ozdobą tak osobliwie rozłożystą, poskręcaną, sękatą i rozwidloną, że dla zwierzęcia, które ją nosi, jest ona nawet bardziej groźna niż bezużyteczna.

W końcu - dlaczego nie? Nasze głowy zaśmiecone są domysłami i wyobrażeniami, które plączą się w gęstwinie twardych faktów i więżą nas w dylemacie, dumnych z naszych narośli i skazanych, jak jeleń na rykowisku, na wygłaszanie beczącym głosem naszych wierszy i teorii - z chełpliwością i zarazem w upokorzeniu.


Wzruszające słowa. Czy to możliwe, że nasze złożone stany świadomości to tylko bezużyteczne "poroże" umysłu, mentalna ekstrawagancja, ciążąca i żenująca coraz bardziej wraz z rozwojem naszej introspekcji? Rozpraszają nas pomiędzy teraźniejszością i przyszłością, powodując słynny konflikt pomiędzy szczęściem bieżącym, a planowanym. Jak ujął to Peter Gardenfors (Jak Homo stał się sapiens, s. 121-122): Uważam, że owa zdolność do planowania na przyszłość jest źródłem podstawowego ludzkiego dylematu (...) Szczęśliwi jesteśmy wtedy, gdy obecne i przyszłe pragnienia idą ze sobą w parze (...) A to, jak wiadomo, nie jest stanem permanentnym. Być może człowiek pozbawiony potrzeby i umiejętności planowania byłby beztroski jak Adam i Ewa przed Wygnaniem? Lub jak ptaszyny które pokochał św. Franciszek? Naraziłoby to na szwank jego zdolność długiego trwania, lecz przecież zaledwie kosztem fizycznej egzystencji, która wedle tylu filozofów niegodna jest by blokować nasz pęd do zespolenia z Wiecznością (czymkolwiek ona jest).
 
User is offline  PMMini ProfileEmail Poster Post #3

 
2 Użytkowników czyta ten temat (2 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:


Topic Options
Reply to this topicStart new topic

 

 
Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej